-
extracted text
-
MATERYALY HISTORYCZNE.
W encyklopedyi powszechnej Orgelbranda t. XV i XXVIII
podał F. M. Sobieszczański wiadomość o kanoniku katedralnym
płockim Marcinie Krajewskim, którego mieszać nie należy z pi
jarem Michałem Dymitrem Krajewskim, współcześnie żyjącym.
Kanonik Krajewski, człowiek bogaty i uczony miał probostwo
w Zambrowie, miasteczku, w okolicach Łomży, gdzie kościół
własnym nakładem wspaniale przyozdobił. Słynął z rozmaitych
dziwactw, o których między parafianami tradycya się utrzy
mała. Układał napisy polskie i łacińskie wierszem i te wszę
dzie poumieszczał: na facyacie kościoła, na dzwonicy, w krucbcie, po wszystkich ołtarzach, słowem, gdzie tylko mógł miejsce
jakie znaleść. Ogłosił ich zbiór nawet drukiem. Ale główna
jego zasługa jest z wybornej książki do nabożeństw, ostrze
gającej przed rozmaitymi zabobonami, istniejącymi za jego cza
sów i w jego okolicach i dla tego nieobojętnej dla badacza.
Myli się jednakże celujący erudycyą zwykle niezawodzącą So
bieszczański, kładąc tej książki wydania dwa, oba warszaw
skie. z lat 1771 i 1800. Zdaje się, że połączył ze sobą dwie
różne o podobnych tytułach publikacye. Ponieważ książka
o której mowa, dzisiaj jest rzadka, położę dokładny jej tytuł:
»Nabożeństwo parafialne, na codzienne, tygodniowe,
roczne i przygodne podzielone i ułożone przez X. Mar
cina Krajewskiego kanonika katedr, płockiego, orderu św.
Stanisława, proboszcza zambrowskiego i nowogrodzkiego
i do druku kosztem jego dla wygody parafiów (sic) po-
64
MATERYAŁY HISTORYCZNE
dane. W Warszawie roku 1800, w drukarni Xięży Pija
rów, stron 348 i 4 n 16.
Ani na tytule, ani w przedmowie datowanej z Zambrowa
29 czerwca 1800 r. ani w approbacie kościelnej, danej w Puł
tusku 9 czerwca 1800 niema żadnej wzmianki, aby książka
w drugiem ukazywała się wydaniu. Autor, człowiek rozumny,
przeznaczył ją dla ludu i dla organistów, którym mogła zastę
pować rytuał, podając niektóre kościelne modlitwy w języku
łacińskim. Pieśni polskie umieścił tylko staroświeckie »iż wiele
mają przyjemności dla prostoty ducha, w nich się znajdującej«.
Położył między niemi także wzgardzoną i zapomnianą »Boga
rodzico« wraz z zachętą do jej śpiewania, godzien za to pa
mięci wraz z kawalerem Nowodworskim i Fabianem Birkowskim.
Na czele książki spotyka czytelnik »Przestrogi dla utrzy
mania nabożeństwa regularnego w parafiach«. Odnoszą się one
do porządku: »Za wzór takowej regularności -wystawiam para
fią zambrowską. Kto nie wierzy niech się odwiedzeniem jej
przekona«. Następują z kolei »Naganne zwyczaje, które pleban
w swojej parafii ma wykorzeniać«. Autor, piszący za panowa
nia pruskiego i człowiek oświecony, występuje jako kapłan
przeciw gusłom, ale daleki jest od nowoczesnego racyonalizmu,
który wtargnął do Polski w wieku XVIII razem z lożami wolno-mularskiemi i duchowieństwa także nie oszczędził. Oto owe
»naganne zwyczaje«:
1) W wigilią nowego roku kradzieże ze swywoli, szpe
cące nietylko chrześcianina ale i uczciwego człowieka.
2) W dzień popielcowy swywole, pijaństwa i tracenie
Bachusa.
3) W poniedziałek wielkanocny polewanie wodą, rażące
i skromność obyczajów i wystawiające na niebezpieczeństwo
febry.
4) W wigilią Świąt Zielonych jako i w wigilią św. Jana
Chrzciciela palenie w nocy ogniów, gromadzenie się młodzi
płci obojej, przez ogień skakanie, mające zabytki pogaństwa.
5) Na jutrzni w nocy Bożego Narodzenia rzucanie w ko
ściele grochem a często i kamiuszkami, udawanie świegotania
różnego ptastwa.
6) Przesądy, błędne opinie o czarach, czarownicach, upio-
MATERYAŁY HISTORYCZNE
65
rach, latawcach, strachach. Od tych i tym podobnych naganności parafia Zambrowska dawno jest oczyszczona.
Na str. 21, po objaśnieniu znaczenia wywodów położnic
dodaje ks. Krajewski:
»Nie należy jednak od nabożeństwa zachodzić aż do zabobonności, że modlitwa przed wywodem nieważna, że zmarła
bez wywodu będzie spętana na sąd Boski i t. d. Skąd znowu
przychodzi się do bezprawia, że niektóre chcą odprawiać wy
wody w domu«.
Narzędzia drewniane do kołatania w wielkim tygodniu,
gdy dzwony milczą, nazywa rzechotkami.
Str. 32. »Pleban powinien lud ostrzedz, aby święcone
jedli nie chciwie i nie wiele, lecz aby swój posiłek zaczynali
od ciepłych potraw«. Przestroga rozsądna i dzisiaj godna pa
mięci.
Str. 33. Przy procesyi w dzień św. Marka autor objaśnia
jej początek z czasów Grzegorza W. 590 r. dla uproszenia
u Pana Boga oddalenia powietrza morowego, że ktokolwiek
tylko kichnął, zaraz nagle umierał. »Ztąd powstał zwyczaj, iż
kichających pozdrawiamy: vivat, bądź zdrów, lub żyj zdrów!!«
Str. 38. Przy święcie Wniebowzięcia N. P. Maryi wspo
mina ks. Krajewski, że kościół w ten dzień poświęca »różne
ziela od ludzi przyniesione« i dodaje: »pleban każdy wcześnie
ludowi zalecić powinien, aby ziela nieprzyjemnego zapachu
(jakie są piołun, przestęp i inne tym podobne) przynoszone do
kościoła nie były, dla uniknienia zawrotu i bólu głowy. Wzglę
dem zaś zwyczaju palenia tych ziół w kominach podczas grzmo
tów, mają zachować ludzie przestrogę daną im w święcie Bo
żego Ciała o wiankach«.
Godna jest uwagi wzmianka o przestępie, o którym mię
dzy ludem jako niezwykłem zielu wiadomość się utrzymała.
Str. 281. Upomina autor: »Wianki, które lud wierny na
cześć Bożego Ciała do kościoła znosi, podobnież ziela różne
święcone... które dla swojej pociechy i ściągnienia na siebie
błogosławieństwa w domach swoich zachowuje, nie mają być
podczas grzmotów i nawałnic w kominach palone, bo kto to czy
ni, wystawia się na niebezpieczeństwo piorunu. Piorun bowiem
idzie za wiatrem, wiatr najwięcej w kominie, jako w lufcie dmie
a zatym piorun z sobą sprowadza; nadto ogień wiatr porusza;
Lud. Rocznik XI.
5
66
11ATERYAŁY HISTORYCZNE
tak z tej przyczyny przez nieroztropne nabożeństwo -wiele lu
dzi od piorunu przy kominie ginie«. Dla tych, co się »według
fizyki doświadczalnej« chcą od piorunu uchronić, podaje ks.
Krajewski zaraz potem czternaście, przestróg, między niemi:
»od miejsc wapiennych, dziarnistych, bagnistych stronić«. Co
znaczy wyraz dziarnisty, nie wiem, ale jest wieś Dziarnowo
pod Inowrocławiem, widocznie od rodzaju ziemi, czy położe
nia nazwana. Przytoczę jeszcze przestrogę 8: »Dzwonienie,
z armat strzelanie w tym czasie, gdy już burza nadeszła, jest
niebezpieczne, bo powietrze wzruszając w toż samo miejsce
sprowadza. Bardzo rozsądnie nakazuje ks. Krajewski »pioru
nem rażonego jak najprędzej ratować«. Rada jego jest taka:
»Jeśli znaki życia daje, trzeba go wodą obmyć i krew puścić;
a jeżeli wcale zdaje się być umarły, należy go zupełnie obna
żywszy, w czarną ziemię w znak go położywszy, na piędzie
zakopać, zostawiając mu twarz dla wolnego oddechu: niech
tak leży, póki znaku życia nie da. Po ujrzanym życia znaku
należy krew puścić«.
Najciekawsza jest ostatnia przestroga czternasta: »myli
się pospólstwo, mniemając, iż ogień piorunowy mlekiem tylko
kozim gasić można, gdyż go woda nie może zalać, a zatym
w przypadku ognia piorunowego należy spieszny dawać ratunek,
starcząc wodę do zalewania.
B. J. K. z Gniezna.