516ecd58a6902881fa2b56ba295e99d4.pdf

Media

Part of Młocka w powiecie wadowickim / Lud, 1905, t. 11

extracted text
MŁOCKA W POWIECIE WADOWICKIM.
Opisał

Ks. Jan Sadowski.
Niedziwnem już dzisiaj zjawiskiem w odosobnionych
nawet od świata wsiach jest warcząca przy dworze maszyna
do młócenia, poruszana jużto ręcznym obrotem, już też częściej
siłą konia chodzącego w koło przy t. zw. kieracie. Już i coraz
częściej w naszym nawet kraju ujrzeć można przy stertach
buchającą dymem lokomobilę, która rozigrana siłą pary przy­
nagla. do pośpiechu cały zastęp robotników, zajętych tylko
odbieraniem od maszyny i uporządkowaniem wykruszonego
ziarna i startej słomy.
Wobec szybkiego rozpowszechniania coraz to nowych
maszyn rolniczych, między niemi młocarni, ręczna młocka
przejdzie wnet do powieści, tradycyjnie opowiadanych; może
nawet będzie się wydawać dla przyszłych pokoleń rzeczą tak
naiwną, jak dla nas dziś zabawnym wydaje się sposób młó­
cenia u starożytnych, o którym nawet wzmianka w apostol­
skim liście św. Pawła do Koryntyan, jakto mianowicie woły
chodzące po warstwie zboża, wydeptywały ziarno.
Uzasadnioną więc zdaje się być rzeczą, by w główniej­
szych rysach skreślić na martwej karcie przebieg młocki ręcznej,
jak on dziś na wsi jeszcze się przedstawia — a do pełniejszego
omówienia tej sprawy przyczyni się choć w małej części opis
młócenia zdjęty w okolicy powiatowego miasta Wadowic.

172

KS. JAN SADOWSKI

Młócenie zboża odbywa się, o ile nie przynagla potrzeba
nowego ziarna do posiewu jesiennego, albo brak miejsca do
przechowania snopów, po największej części w grudniu lub
ostatecznie po świętach w styczniu.
Zboże zebrane z pola leżało dotąd w stodole, której urzą­
dzenie dla poznania niektórych technicznych wyrażeń cokol­
wiek wypada określić.
Składa się więc przeciętna stodoła chłopska z trzech części,
których środkową zajmuje boisko czyli klepisko, dwie
końcowe stanowią sąsieki na przechowywanie snopów zboża.
W każdym sąsieku jest przestrzeń wolna od ziemi aż pod
szczyt dachu, i tę to przestrzeń zapełnia się warstwami snopów.
Zanim włoży się pierwszą warstwę snopów do sąsieka, układa
się z gałęzi na ziemi podłogę i na tej podkładce kładzie się
rzędami snopy gęsto jeden snop przy drugim, ale tak iżby
każdy następny rząd snopów miał kłosy wsparte na poprzednim,
a łby snopów, aby skierowane były ku spodowi. Również łbami
zwracają snopy popod przycieśl, t. j. ku pierwszemu od ziemi
drzewu w ścianach sąsieka. Tak raz założona rzędami snopów
szerokość i długość sąsieka przedstawia jedną warstwę, na
którą układa się taksamo następne aż pod samą »kalenicę«,
t. j. grzbiet dachu. Takie układanie zboża w warstwach ma
nietylko tę korzyść, iż więcej pomieścić można snopów, ale
przy braniu z warstwy podejmuje się snopy w należytym
ładzie, przyczem kłosy niepomięte ku górze zwrócone nie sypią
tyle ziarna w sąsieku, jakby to przy nieładzie się działo; a i to
trzeba zauważyć, że żarłoczne myszy, tłocząc się w warstwy
od ziemi, zanim do kłosów dotrą, muszą się wpierw przebijać
przez całą warstwę jałowej słomy.
Środkowa część stodoły, zwana boiskiem, przeznaczona na
wymłócenie ziarna, staranniej już jest urządzona. Zanim sto­
doła snopami się zapełniła, na boisko wjeżdżał wóż ze zbozem.
To też zwykle miewa boisko dwoje szerokich drzwi, przez
które wóz przejeżdża na drugą stronę stodoły. Na czas młóce­
nia wygładza gospodarz należycie powierzchnię boiska, ubi­
jając dobrze wyrobioną glinę, iżby wyschnięta była dość
twardą, a przytem ile możności niekruchą. Ściany rozgranicza­
jące boisko od sąsieków, z niegrubych, okrągłych drzew (kijów)
zbudowane, mają do pewnej wysokości szpary wylepione,

MŁOCKA W POWIECIE WADOWICKIM

173

a otwory do sąsieków, okna, okiennicami założone, by ziarno,
pryskające przy młóceniu jednego zboża nie zatrzymywało się
w szczelinach i nie mieszało przy dalszem młóceniu z innem.
Nad boiskiem urządzają zwykle w odpowiedniej wyso­
kości, tak zwane, piętro na przechowanie zboża mniej dobrze
przy zbiorze wysuszonego; w odpowiedniej wysokości, by rozigrane przy młóceniu cepy nie spotykały tamy, — a przecho­
wuje się tam zboże wilgotniejsze, bo w tem miejscu przy
należytym przewiewie nie może się zepsuć, a natomiast łatwo
może się dosuszyć. Urządzają zaś takie piętro w ten sposób,
iż na ostatniem u góry drzewie w ścianach boiska, t. zw.
»zrębie« (zrąb) ustawiają ze trzy kozły (kobylice), a na takiem
rusztowaniu dają pokład drągów albo żerdzi, na których podo­
bnie, jak w sąsiekach, można układać warstwy snopów.
Tak urządzona stodoła ma jeszcze często z boku przysta­
wioną szopę z desek na przechowanie plewy, skąd ta część
zwie się p 1 e w n i ą.
W stosownym czasie, bez względu na silny mróz, bo ten
jeszcze wymłócenie zboża zwłaszcza wilgotnego ułatwia, zma­
wia gospodarz w braku domowników zdolnych do młocki,
robotnika którejkolwiek płci — chętniej wytrwałych i silniej­
szych mężczyzn—i to nie w wielkiej liczbie, bo najczęściej trzech
lub czterech. Młócenie we trzech w takcie walca najbardziej
przypada do gustu młócącym, we czterech w tempie równomiernem, choć szybszem od poprzedniego też jest znośnem,
ale w pięciu staje się już uciążliwem, choćby nie ze względu
na brak miejsca, ale z mimowolnego pośpiechu przy zaszybkiem
tempie. Młócenie we dwóch podobne jest do kucia żelaza nigdy
należycie nierozpalonego, bo, jak mówią, nigdy się źdźbła do­
brze nie dobije.
Do młócenia przychodzi robotnik w ubraniu stosunkowo
lekkiem i niezbyt obcisłem. Kiepski by to już był chłop, któryby
przy tej robocie dosyć ciepła z samego ruchu nie czuł i dopiero
w ubraniu go szukał. Musi też i fajczarz pozbyć się na czas
styczności ze słomą swej dymiącej towarzyszki.
Uzbroić się ma zato w należyte cepy, które mu zapewniać
mają wytrwałą służbę przynajmniej na dzień cały.
Cepy składają się z trzech części głównych: 1) kij trzy­
many w rękach zwany »dzierżakiem«, prosty i gładki, wy-

174

KS. JAN SADOWSKI

sokości chłopa jest zwykle z drzewa leszczynowego. Na wią­
zaniu ze skóry, 2) przyczepiony jest do poprzedniego 3) kawa­
łek prostego grubego kija, więcej niż o połowę krótszy od tam­
tego, z drzewa twardego, niełupliwego n. p. grabiny, zwany
»bijakiem«. Wiązanie najlepsze ze skóry świni domowej lub
dzika, jako najmniej butwiejące, znów ma trzy części: Na
końcu dzierżaka, obrobionym w kształcie główeczki, rzemień
przywiązany szpagatem tak, iż tworzy uszko (kaptur,) na
żywa się »ptaszkiem«. Na jednym znów’końcu bijaka, po­
dobnież przystruganym, większe nieco uszko nosi nazwę »kapica«. Ptaszek znów z kapicą związany jest paskiem rzemien­
nym »zworą« i to stanowi wiązanie cep, które im silniejsze,
a mniej sztywne, tem większym jest dla cepaka ideałem.'
Nie rzadko się zdarza, iż cepy się zerwią, jednak bardzo
rzadkim jest wypadek, iżby bijak zerwany godził w głowy młó­
cących; zabezpiecza przeciw temu pionowy przeważnie ruch
cep, jakoteż i ten wzgląd, że tam się najprędzej wiązanie zrywa,
gdzie najwięcej na próbę wystawiona jest jego siła, mianowicie
przy samem uderzeniu w powierzchnię boiska, lub chyba przy
zwrocie bijaka z ruchu w górę na dół, przyczem urwany bijak
spada w środek młócących.
Pierwszą czynnością w dziennej młocce jest wyrzucenie
»z poza zrębu« pewnej ilości snopów n. p. kopy, t. j., 60, na
boisko i ułożenie ich w rogu boiska, by były w pogotowiu na
kilkurazowy pokład na boisku. Taki jednorazowy pokład, zwany
»sadzką«, stanowi kilka lub kilkanaście snopów (stosownie
do ich wielkości) leżących w dwóch rzędach, kłosem zwróconych
do środka, łbami na zewnątrz. Na tak posadzonych snopach
nie rozwiązanych jeszcze, zaczyna się koncert cepowy.
Z dala ze wsi daje się poznać, czy wszyscy młócący dorównywują sobie, czy niektórzy między nimi partaczą z nie­
dostatku sił lub z lenistwa. Czasem słychać, jak rozigrane cepy
zderzają się bijakami w górze, przyczem młockowie zauważają,
że skoro »cepy się żrą, będzie mróz«.
Tak więc przechodzą razy bijaków najpierw po kłosach
obydwu rzędów, następnie po obróceniu snopów na drugą stronę,
powtórnie kłosiste ich końce odczuwają grad uderzeń. W ten
sposób wytłukła się główna część ziarna ze snopów, które teraz
zwą się »otarte«. W dalszym ciągu rozwiązują młockowie

MŁOCKA W POWIECIE WADOWICKIM

175

obwiązki snopów zwane powrósłami i grabiami rozciągają snopy,
aby utworzyć warstwę jednakowej w każdym miejscu grubości.
Po tej warstwie młócą znowu, posuwając się powoli, nasamprzód po końcach kłosów następuie po pniach źdźbeł, aż przejdą
całą sadzkę. Przewróciwszy tak przemłóconą warstwę przy po­
mocy dzierżaków na odwrotną stronę, tak samo ją młócą, po­
suwając się piędź za piędzią.
Jeśli ze zboża tak omłóconego mają być zrobione okłoty
(okłocki) czystej, równej słomy, teraz jest czas na jej wybra­
nie. Bierze więc każdy z młocków do rąk kawałek przemłóconej warstwy i chwytając silniej pod pachę za wymłócono
kłosy drugą ręką wytrzepuje od pnia źdźbeł trawę i drobną
pomiętą słomę. To co zostało w ręku równa końcami uciętymi
na powierzchni boiska i składa do okłocka. Zgrabniejszy przy­
gotowuje tymczasem dość silne powrósło, opasuje niem tak uło­
żoną słomę i przy pomocy kulika zatemperowanego z jednego
końca a zwanego kneblem, możliwie dosadnie skręca powrósło,
silnie zaciskając nim okłot i oryginalnie a lekkim sposobem
mocno zawiązuje (knebluje).
Po odstawieniu okłocków skupia się całą tę wytrzęsioną
»mierzwę« na jedną warstwę, aby ją jeszcze przemłócić i wy­
bić w niej kłosy, które się dotąd z pod cepów wymykały.
Tak przemłóconą z jednej i drugiej strony mierzwę pod­
chwytują młockowde na dzierżaki i przetrząsają, aby ziarno
i wszelka plewa z niej na boisko wypadły. Wytrzepaną słomę
z trawą wiążą powrósłami należycie, by się nie łatwo rozwlekałaprzy przerzucaniu. Wiązka taka mierzwy zwie się »ociepka«,.
a służy jako zimowa pasza dla krów w zastępstwie koniczu lub
siana. Po wywiązaniu słomy zgarnia się, o ile można, grabiami
z zasypanego boiska pozostałe kawałki kłosów ze ziarnem
i grubszy trot w jeden kąt, aby przy następnej sadzce te t. zw.
»trzyny« jeszcze raz przemłócić i ostatecznie rozgatunkować
do słomy lub plewy i ziarna.
Pozostało teraz na boisku tylko ziarno z plewą, to więc
rozgarnia się ze środka boiska nieco na boki, by przy młóceniu
następnej sadzki nie tłuc niepotrzebnie po ziarnie i nie zosta­
wiać pod nowymi kłosami miękkiego pokładu.
Po przemłóceniu w sposób stereotypowy kilku sadzek,
skoro już większa zebrała się warstwa ziarna z plewą na po-

176

KS. JAN SADOWSKI

wierzchni boiska wypada odgarnąć ją na kraj boiska ku przycieśli, by tam czekała dalszego czyszczenia. To zgarnięcie usku­
tecznia się pod poprzedniem skupieniu warstwy całej na śro­
dek boiska w celu wygrabienia trzyn, a przy młóceniu jęczmie­
nia także celem oczyszczenia ziarna ze sterczących jeszcze wąsów. By te wąsy jęczmiennego ziarna pewnie się okruszyły
młócić trzeba specyalnie warstwę ziarna z plewą miejsce
w miejsce i ta czynność nazywa się »kosowanie«. Podobnież
przemłaca się przy każdem zbożu trzyny, by tę rozmaitość
okruchów ostatecznie rozgatunkować.
Po takiej operacyi z wymłotem przesuwa się go grabiami
na wspólną kupę długą, a ile możności wązką, na bok boiska
wzdłuż ściany sąsieka. Po dwóch, trzech dniach młócenia, sto­
sownie do tego, jak duży wał wymłóconego zboża się uzbierał,
następuje sprawa wyczyszczenia ziarna. Pierwszą w tem czyn­
nością jest wywianie plewy z ziarna. Do niedawna jeszcze to
wianie było ręczne. Przy spokojnym stanie powietrza brał chłop
w rękę prawą rodzaj lekkiej szufli o krótkim trzonie zwanej
» w i e c h 1 a c z k a« albo »s i e d 1 a c z k a, ustawiał się przy jednych
drzwiach boiska na środku, a mając wymłot zgarniony tuż
przy boku, brał z niego raz po razu na wiechlaczkę, rzucał
w stronę drzwi przeciwnych ruchem półkolistym w górę zboże
z plewą, jakby łuk tęczowy w powietrzu miał zeń utworzyć,
a tą drogą ziarno, spadając na boisko jako najcięższe, usypywało
się najdalej od wiejącego, tworząc nasyp wygięty łukowato
środkiem na zewnątrz, plewa zaś, jako lżejsza, pozbywszy się
ziarna, sypała się na boisko bliżej wiejącego, łukiem do po­
przedniego równoległym. Przy lekkim podmuchu wiatru z prze­
ciwka, wianie idzie z lepszym skutkiem, bo plewa, dokładniej
od ziarna oddzielona, spada dalej od nasypu ziarna i z niem
się nie miesza; natomiast nie pomyślnem byłoby wianie przy
zmienności prądu wiatru, bo plewa ciągle na nasyp ziarna
zbaczać będzie.
Po takiem przewianiu wymłotu odgarnia się wał czystej
plewy na bok, a z nasypu drugiego odebrać trzeba od strony
wewnętrznej jeszcze trochę trzyn i t. zw. pośladu t. j. ziarna
pośledniego z różnych zielsk i chudego zboża, które jako lżej­
sze od dobrego ziarna a cięższe od plewy w środku między
obydwoma wałami się usypało. Tak wiał rolnik zboże ręcznym

MŁOCKA W POWIECIE WADOWICKIM

177

sposobem. Zanadto jednak dotkliwie odczuwał on zawsze przy
takiej robocie, jak kurz całymi tumanami wdzierał się w jego
wnętrzności i osiadał na płucach. To też nic dziwnego, jak
skwapliwie użyto do tej czynności sztucznych wywiewnie, któ­
rych się nauczono dość prostym sposobem budować z desek
z mniejszym nakładem grosza, niżby tego wymagało sprawienie
takiej, jak przy dworze maszyny. Otóż taka, jak się powyżej
nazwało wywiewnica, przez chłopów zwana »szarapata« od
łoskotu, jaki w ruch puszczona wydaje, jest młynkiem większego
pokroju, bo korbą poruszane skrzydła albo pióra tworzą sztuczny
prąd powietrza, na który pada z sita w górze umieszczonego
zboże z plewą i rozdziela się tu najpewniej na składowe części:
ziarno bowiem odchodzi w jedną przegrodę, poślad w drugą,
a plewa wypędzona naprzód wyczyszczona nadto siłą wiatru
z kurzu, usypuje się w dowolnem miejscu boiska.
Czystą plewę wszelkich zbóż, z wyjątkiem jęczmiennego
trotu jako nieużytecznego, odnosi się do plewin jako zapas do
zimowej karmy bydła. Zostaje więc jeszcze po wywianiu poślad
z przymieszką trzyn i osobno przewiane ziarno. Pozostałe trzyny
przesiewa się przez duże dość rzadkie rzeszoto zwane »trzyniakiem«, by te troty rozgatunkować do plew i pośladu.
Ziarno zaś wywiane musi jeszcze przejść dokładniejsze czyszcze­
nie, by użyte czy to do siewu, czy na czystą mąkę wolne było
od nasienia obcego i.grudek ziemi. Przy szczuplejszym zapasie
wystarczy w tym celu użyć rzeszota gęściejszego od trzyniaka
zwanego »przetakiem«, na którem wysieje się ze zboża dro­
bniejsze ziarno wyki, kąkolu etc. Przy większym wymłocie
jednak dużoby czasu zajęło takie przesiewanie garściami na
przetaku. Użyć tu trzeba młynka sporządzonego odpowiednio
dla »młynkowania« zboża. Najprościejszy młynek sporządzony
z desek ma w tylnej części walcowatą próżnię, zwaną »bęben«
i w tej obracają się na osi za pośrednictwem korby zwykle cztery
z cienkich deszczułek zbite pióra albo skrzydła, sprawiające
silny podmuch. Na prąd taki pada z góry szparowatym otwo­
rem ziarno i tak w locie przewiane jeszcze z kurzu i plewy,
stosownie do ciężkości swej rozdziela się na poślad, ziarno
poślednie i ziarno piękne, a każda z tych składowych części
wpada do przegród, umieszczonych jedna za drugą w przedniej
części młynka i usypuje się na oddzielnych kupkach z jednej
Lud. Rocznik XI.
12

178

KS.' JAN SADOWSKI

i drugiej strony młynka. Dla lepszego jeszcze oczyszczenia zboża
z nasienia zielsk korzysta gospodarz z dworskich lub gminnych
różnej konstrukcyi tryjaków.
Ziarno czyste zbiera gospodarz, przemierzając miarkami
do półkorcowych worów i wynosi do skrzyń zwanych »sąsieki«
na strychu lub w spichlerzu na zimowe przechowanie. Zwykle
jednak przed zesypaniem ziarna w zbitą masę rozsypuje się je
na wolnej, a suchej powierzchni dla przesuszenia, aby jak mó­
wią »wystylowało się«, a potem na składzie nie pleśniało
i nie gorzkniało.
W miarę jak się boisko i sąsieki stodoły po młocce wyprzątnęły, układa się w nich okłoty czystej słomy i ociepki
mierzwy na przechowanie.
Po skończonej robocie wypadałoby, jak powiadają młockowie, czemś »oblać« tegoroczną młockę; najlepszem zaś do tego
byłoby coś »twardzizny« t. j. produktu alkoholowego.

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.