2d7a915f6df9570c5b111de0ba3c4895.pdf

Media

Part of Z wierzeń i przesądów ludu na Podhalu / Lud, 1905, t. 11

extracted text
Z WIERZEŃ I PRZESĄDÓW LUDU NA
PODHALU.
Spisał

Karol Potkański
w Zakopanem w latach 1895 i 1896.

Jak wąż przejdzie drogę — to szczęście, nie trzeba go
zabijać.
(Josiek) Jan Bachleda s Zawilczwika, lat 46.
Pleń (mucha pleniońska): będzie dobry rok w tej stronie,
w którym kierunku on idzie.
(Josiek).
Jeśli strzelić do krzyża albo do hostyi, to taka strzelba
zawsze będzie trafiać.
Taka strzelba dostała się raz synowi jednego gazdy po
śmierci ojca. — Nie wiedział, że jest poczyniona, wyszedł
z nią i zobaczył, jak mu djabeł na strzał naganiał wilka że­
laznym prętem — »coby go zabił«.
(Dziadek Jośka).
Dziadek Jośka opowiadał, że w »naskich lasach« była
dziura, a w niej pełno wężów. Był król między nimi —
»nastarsy«, miał trzy głowy. Jak go kto dopadł i uciął średnią
głowę a uważył z niej rosołu i wypił, to wiedział »ka są«
jakie zakopane pieniądze. Jeden to zrobił, ale cóż, kiedy przy
pierwszym skarbie serce mu pękło.

52

KAROL POTKAŃSKI

Mleko można krowie odebrać, albo popsuć; nim je do
naczynia wlejesz już się zwarzy. — Prędzej robiła to stara
Wiazula (żona Wiaza). Stary Wala miał kiedyś naczynie z takiem mlekiem i wniósł do izby, zaparł chatę a rozpalił w piecui wyj^ pręsło z pługa i włożył go do ognia, rozżarzone wy­
jął i zanurzył w mleku. To zaraz zaczęła wołać — ta Wiazula —
coby ją wpuścić do izby. Wala nie puścił i mleko przestało się
psuć. Jakby ją był zaś wpuścił, byłoby ją nie piekło, a tak to
ją parzyło to pręsło.
(Jos/efc).
Baby mówią o dziecku, które płacze: »czy go boginki
odmieniły (dziecko), co się tak drze!
(Wojciech Rój, lat 57).
Babę karmiącą boginki raz porwały i ssały ją.
(W. Tfcy).
Gdy boginka uciekała z dzieckiem, to boginka druga wo­
łała przez zazdrość:
Cudza żonka,
Łap się na miedzy dzwonka.
Wtedy musiała dziecko puścić.
(W. Rój).
Pod Kubinami (koło nowej szkoły ludowej) i pod Kozieńcem
były boginki. Prały'piersiami,‘.były czarne, »brzydźkie«. Zamie­
niały dzieci niechrzczone, po chrzcie nie miały już prawa.
(Josiek).
Kościelny, Wojciech Janik, lat 87 (po matce Gąsienica),
opowiada: Boginki, jak cyganki obtargane, śpiewały — tańcyły — najwięcej kiedy się mrocyło.
Niechrzesne dzieci po śmierci płaczą, jakby kto wiedział
»coby go strach nie zdjął«, ma powiedzieć:
Jakieś chłopiec, niech ci będzie Adam,
Jakieś dziwce, niech ci będzie Ewa.
Matka Roja ochrzciła na Zasichlu takie dziecko w ten
sposób.
(W.

Z WIERZEŃ I PRZESĄDÓW LUDU NA PODHALU

53

Dziecku niechrzczonemu, jak po śmierci straszy, trzeba dać
miano (imię) a będzie zbawione.
(Janik}.
Jaśka wodziło, jak wrócił z Olszy (przysięga się, że wódki
ani piwa nie pił), nie mógł wrócić do domu, wydawał mu się
»i ■zezek« tak wysoki, jak Garłuch, smreki grubsze, karczma
na Ustupie inaczej stała, ludzie wszyscy idący od miasta wy­
da \ ali mu się, że idą do Zakopanego i że on tam sam idzie.
Dopiero go to popuściło na moście na Chramcówkach.
(J. Bachleda}
Na Suchołońskim, w lesie wodzi. — Kto to jest? Nie­
wiadomo, tylko że się w oczach i głowie pomąci.
(Jan Bachleda).
W kolibie w Mięguszowskiej dolinie koło Hiriczowych
stawów Michał Gąsienica zobaczył w nocy Lu ptak a (ducha).
Podobno w tej kolibie mają być pieniądze zbójeckie. Michał
Gąsienicą 25 lat temu znalazł tam ze dwa worki kości.
(Jan Bachleda).
W kronice kościelnej w Zakopanem, zatytułowanej: »Li­
ber Memorabilium seu historiae Parochiae ab. 1848. (ks. Sto­
larczyka) czytamy:
Dnia 28 lutego 1856 r. zasypał pięciu górników śnieg. Ci
nieszczęśliwi powracali z Bani Ornak w Dolinie Kościeliskiej
i idąc zapewne żlebem trafili na moment, kiedy właśnie uwiózł
się śnieg z szybów Dziewiątej i Ornackich. Z nich po trzech
dniach dwóch znaleziono, trzech znowu (s)...
Dla częstych zdarzających się w Dolinie Kościeliskiej nie­
szczęśliwych wypadków rozeszło się i pewnie w korzeniło mię­
dzy ludem mniemanie, że w tej dolinie jakiś zły duch prze­
mieszkuje, że tam osiadł od tego czasu, kiedy w niej przed
wieki były kopalnie srebra i kuźnice, ze wtedy bardzo dużo
złego w tern miejscu i przez tyle wieków, w których srebro
wyrabiali, o czem wyrobiska podziemne oczy wistem są dowo­
dem, popełniono i ducha złego sprowadzono, który dotychczas
przebywa i jest przyczyną częstych po sobie następujących

54

KAROL POTKAŃSKI

w owej zresztą cudnie od Stwórcy uposażonej dolinie nieszczę­
śliwych wypadków — o jakich w innych stronach Tatr prawie
nigdy nie słychać.
Do tego przyczyniają się różne krążące od starszych przod­
ków odebrane powieści, które są bardzo stosowne i zdolne wyż
wspomniane mniemanie spotęźyć. Może się kiedy następcy mo­
jemu wspomnienie, które tu jako krążącą i istniejącą między
ludem opinię — kładę, na co w swoim czasie przyda.
Pewien gospodarz Wojciech Wolczak alias Wójciak, bar­
dzo porządny gospodarz — był dwa razy na wójta obrany, za
co nie długo podziękował — żył ze mną w przyjaznych sto­
sunkach, wpadł wreszcie w melan holię wskutek defektu ser­
cowego i płucowego i mimo perswazyi dn. 8 września w swo­
jej izbie popołudniu z pistoletu zastrzelił się, — pochowany
z wielką biedą, gdyż tam parafianie nie chcieli pomimo, że go
wszyscy lubili i żałowali, na kraju cmentarza przy kostnicy.
Notując to, dodaję: iż całą zimę i stąd grożące nieszczęście
(zimno, śnieg i nieurodzaj) lud przypisywał temu, że ów Woj­
ciech Walczak przy cmentarzu zaraz był pochowany. Wiele
bardzo pracy mnie kosztowało, nim mogłem tego nieszczęsnego
od wykopania obronić. — 1864.

B

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.