a65d78ef51539d703241695cf01fe67a.pdf
Media
Part of Próba wyjaśnienia początku jednej z zapomnianych gier dziecięcych / Lud, 1905, t. 11
- extracted text
-
B.
J
Próba wyjaśnienia początku jednej z zapomnia
nych gier dziecięcych.
Przez
H, Łopacińskiego.
W »Wojnie chocimskiej« Wacława Potockiego, w czę
ści dziesiątej, w następujący sposób opisana jest ceremonia do
ręczenia sułtanowi Osmanowi listu Lubomirskiego:
... »Basza, który stał podle Sobieskiego,
Wziął z rąk jego do cara*) list Lubomirskiego
I podał go drugiemu, dał trzeciemu drugi,
Aż się wszyscy obeszli, jako rząd był długi.
Tak więc kota grawają małe dzieci właśnie,
I tego karzą, w czyich ręku słomka zgaśnie“^
(Patrz wydanie w Warszawie 1880 str. 346).
W innym znowu utworze tegoż W. Potockiego znajduje
się porównanie z tejże gry wzięte:
>Jako owego kota w zapalonej trzasce
Dzieci sobie, bawiąc się, podają w igraszce«.
Cytuje te słowa prof. A1 e k sa n d e r B riick n er z drugiej czę.
sci str. 218 rękopisu »Ogrodu niewyplewionego« w jednej z nad*) = Sułtana.
JEUNA Z ZAPOMNIANYCH GIER DZIECIĘCYCH
281
zwyczaj cennych swych prac, p. n. »Język Wacława Poto
ckiego. Przyczynek do historyi języka polskiego« w t. XVI seryi II (og. zb. XXXI-ym), »Rozpraw Akad. Umiej. Wydziału
filologicznego« Kraków 1900. (O rękopisach »Ogrodu niewyplewionego« patrz rozprawę tegoż autora p. n. »Spuścizna rę
kopiśmienna po Wacławie Potockim«, część druga w »Rozpr.
wydz. filol..« t. XIV s. II (og. zb. XXIX), Kraków 1899, str.
214—264).
Łatwo z tych dwu porównań Potockiego wyprowadzić
wniosek, że gra w kota odbywała się w następujący sposób:
dzieci rozstawiały się na pewnej przestrzeni; pierwszy z brzega
zapaloną słomkę lub trzaskę, którą też nazywano kotem
(kota... dzieci sobie... podają), oddawał drugiemu, ten po
śpiesznie trzeciemu i tak dalej aż do chwili, gdy słomka lub
trzaska zagasła; wtedy ten z grających, w którego ręku ogień
zgasł, przegrywał i był karany, czyli po dzisiejszemu da
wał fant.
Takąż grę opisuje Łukasz Gołębiowski w »Grach
i zabawach różnych stanów«, Warszawa 1831, na str. 84,
w dziale »Gry naśladowania«, pod liczbą 176 i nazywa ją
»póki żyje«: »Osoby siadają w kółko, kawałek papieru skręco
nego zapala się, podaje go wkoło, póki żyje, to jest, póki tli
się w nim ostatnia iskierka; u kogo zgaśnie, ten fant daje, a co
gorsza, obwiniony, że się kocha, że ogień do jego serca prze
chodzi«.
Zdaje się, żp w tej postaci i z tą nazwą gra ta, jak zo
baczymy niżej, z Francyi do nas się dostała i tu spotkała się
z odwieczną grą ludową, opisaną przez Potockiego. Dziś o tej
grze nie słychać już, i nie dziw: gry z ogniem połączone są
z niebezpieczeństwem pożaru, a więc przezorni rodzice i opie
kunowie dzieci zakazują im się w podobne gry bawić.
Dlaczego do gry, wspominanej przez W. Potockiego, przy
wiązana jest nazwa kot, objaśnić nie umiemy. Wprawdzie wy
raz kot często używany jest w znaczeniu przenośnym, np. p aść
kota, ciągnąć kota — oznaczały dawne kary (p. »Słownik«
Lindego), często w grach: »kot śpiący, gra »w kota« w karty,
282
H. Ł0PAC1ŃSKI
gra »w kota i w myszkę«, gra »w kota i szczura, »kot«
zabawa doroczna chłopców, kotka — rodzaj tańca (p. »Sło
wnik gwar polskich« J. Karłowicza t. II, 448 i »Słownik
języka poi.« J. Karłowicza, A. Kryńskiego i W. Niedźwiedzkiego t. II, 503), ale żadne z tych znaczeń naszej grze nie
odpowiada.
Zobaczmy, czy u innych narodów znana jest taka gra.
Możemy o niej kilka wiadomości przytoczyć tutaj:
Dzieci rosyjskie znają ją pod nazwą »kuriłka«, którą
»Słownik« Dahia, t. II, str. 826 (Moskwa 1865) tak opisuje:
»Kur iłkajest to głowienka zapałki, dymiące się łuczywko
i sama gra, w której zapałka przechodzi z rąk do rąk, ze sło
wami: »Ziw, źiw kuriłka«! lub też wszyscy razem śpiewają
pieśń kuriłką zwaną (»nóżki cieniutkie, dusza króciutka«),
i wychodzi z koła ten, w czyich ręku zapałka zgaśnie. Używane
są wyrażenia: »Ziw kuriłka, żiw nie p om i er! Żiw ku
riłka, żiwa nadieźda moja! Ziw, żiw czuriłka iii
kuriłka«. (Dodajemy, że przysłowiowe wyrażenie »Ziw, żiw
kuriłka«! posłużyło A. Puszkinowi za motyw i tytuł do wier
szyka humorystycznego na dziennikarza M. T. Kaczenowskiego,
p. wydanie dzieł Puszkina w Petersburgu przez Towarzystwo
pomocy dla literatów 1887, t. I, str. 247). Od dzieci rosyjskich,
grających dotąd w tę grę, której nazwy nie znały, dowiedzia
łem się jeszcze następujących szczegółów: biorący udział w tej
grze tworzą koło i biorą się za ręce; jeden z grających bierze
słomkę lub łuczywko, zapala i oddaje sąsiądowi; u kogo zga
śnie, ten daje fant. Następnie zapala drugą słomkę i postępuje
tak samo itd., dopóki nie zbierze się dostateczna ilość fantów;
wtedy się je sądzi i wykupuje.
Jeden z uczniów moich opisał mi sposób tej gry we wsi
Ryfkowo, w gub. Smoleńskiej, w pow. Smoleńskim, w blizkości stacyi drogi żelaznej Moskiewsko Brzeskiej Pereświetowo:
Nazywa się tam ona »igra w posty«, t. j. gra w posterunki,
w czaty. Grający stają jeden od drugiego w odległości 10 kro
ków; biorą łuczywko, zapalają i na okrzyk »wojska idą«, pier.wszy biegnie z drzazgą do drugiego i oddaje mu, ten do trze-
JEDNA Z ZAPOMNIANYCH GIER DZIECIĘCYCH
283
ciego i t. d. W czyich rękach drewienko zgaśnie, tego sta
wiają przy drzewie i nibyto rozstrzelają piłką.
Takie same gry, jak wyżej opisane: polska i ruska, znane
były i w innych krajach. J. Grimm w »Deutsche Mythologie«
wspomina o podobnej grze w Niemczech w tych słowach:
»W grze dziecięcej »zdycha lis, ale skóra ma wartość«, podają
wkoło palące się drewienko, którego zgaśnięcie kończy grę«
(wyd. III, t. II, 1854, str. 812 w odsyłaczu 2).
W Anglii również znaną jest ta gra i przy niej, jak po
daje Ha lii we 11, powtarzają dwuwiersz dziecinny, który tak
brzmi w przekładzie: Jack (= Kuba) żyje i w dobrym jest zdro
wiu; strzeż się, aby nie umarł w twoich rękach«, (p. E. B. T ylora »Cywilizacya pierwotna«, przekład Z. A. Kowerskiej, War
szawa, 1896, t. I, str. 75; odsyła do »Popular Rhymes« Hal
li w e 1 a 112.)
Równie ciekawą postać, jak w Anglii, ma też gra we
Francyi: Dzieci stają kołem, jedno z nich zapala skręcony pa
pierek i podaje go sąsiadowi, mówiąc: »Petit bonhomme
vit encore«, i tak dalej w całym kole każdy z grających stara
się oddać papierek palący się jak najprędzej, powtarzając te
same wyrazy, bo ten, w czyich rękach płomień zgaśnie,
musi dać fant; wtedy mówią: »Petit bonhomme est
mort« (p. tamże)
Chcąc wyjaśnić pochodzenie tak tej gry dziecięcej, jak
i innych, musimy przypomnieć dość ustalony już w czasach
ostatnich pogląd na pochodzenie gier i zabaw dziecięcych:
Wiele gier dziecięcych jest naśladowaniem poważnych
i pożytecznych zajęć osób starszych; w grach dziecięcych dzi
siejszych przechowało się nieraz i naśladowanie obecnie już
nie praktykowanych zajęć i zapomnianych już zwyczajów i na
wet obrzędów religijnych (por. T y 1 o r o. c. 1.1. str. 72 i nast., Il e rbert Spencer w »Principes de psychologie« t. II, Wundt
w »Odczytach o duszy ludzkiej i zwierzęcej« 1892 i w »Etyce«,
Vierordt w »Physiologie des Kindesalters«, G. L. Gomme
w »Folklorze, podręczniku dla zajmujących się ludoznawstwem«,
przekł. z ang. W. Szukiewicza, Kraków 1901, str. 100—103,
K. Groos »Die Spiele der Thiere«, Jena 1896 i »Die Spiele
der Menschen«, Jena 1899, Fr. Q u e y r a t w »Grach i zabawach
284
H. ŁOPACIŃSKI
dziecięcych. Studyum nad wyobraźnią twórczą u dzieci«, przekł.
M. Rodysowej, Warszawa 1905, rozdz. I, str. 27—45 »Istota za
bawy«; »Gienezę zabawy według teoryi biologicznej Groosa«
przedstawił prof. Józef Nusbaum w książce »Z zagadnień
biologii i filozofii przyrody«, Lwów 1899. Najnowszą pracą
w języku poi. o grach i zabawach są artykuły S. Karpowicza
w »Wielk. Enc. powsz. illustr.«, »Enc. wychów.« i broszura
»Zabawy i gry, jako czynnik wychowawczy«, Warszawa 1905).
Wychodząc z tej zasady, Tylor doszukuje się początku
gry, tutaj nas zajmującej, a mianowicie tej postaci, jaką ma
ona we Francyi i Anglii, w podaniu o krwawym obrzędzie
z przed lat tysiąca. Wiadomą jest rzeczą, że stronnicy jednego
wyznania oskarżają wyznawców innej wiary o niesłychane i bezecne orgie i obrzędy zbrodnicze. Dość przypomnieć, co poga
nie mówili o Chrześcijanach, i o co ci znowu obwiniają Żydów.
Sekta Paulicjan, którzy właściwie byli odrodzonymi Manichej
czykami, zwana była Boni h o m i n e s (t. j. dobrzy ludzie), pra
wdopodobnie wskutek wyrażenia, użytego w pewnej z ich for
muł religijnych. Takąż nazwę nadawano Katarom i Albigiensom. Jan z Osunu (Joannes Ozniensis), patryarcha armeń
ski, napisał około r. 700 przeciwko tej sekcie rozprawę, w któ
rej między innemi zarzuca im, że mieszają mąkę pszenną z krwią
dzieci i przyjmują ją w komunii, że pierworodnego syna mat
ki, z rąk do rąk przerzucając sobie kolejno, w najniegodziwszy
sposób uśmiercają, a tego, w czyich rękach chłopiec ducha wy
zionął, czczą, jako człowieka, który dostąpił w ich sekcie pier
wszego zaszczytu, dalej, że przysięgają na imiona obu (t. j.
chłopca umarłego i osoby, w której rękach skonał): »Klnę się
synem jednarodzonym«, a także: »za świadka mam sławę tego,
w którego ręku jednorodzony syn wyzionął ducha swego« Ł).
Tylor tak kończy swój wywód: »Aby wyjaśnić stosunek tych
szczegółów okropnych, do gry dziecięcej, najprawdopodobniejszem jest przypuszczenie, że nie gra w »Petit Bonhomme«
jest wspomnieniem legiendy o sekcie Boni ho minę s, lecz że
gra ta znaną była dzieciom siódmego wieku tak, jak dzisiej
szym, i że patryarcha armeński oskarża Paulicyan o to, że grają
żywemi dziećmi« (str. 75—76).
fi »Johannis Ozniensis Opera«, Wenecya 1834, str. 78—89.
JEDNA Z ZAPOMNIANYCH GIER DZIECIĘCYCH
285
Być może, iż co do pochodzenia gry w tej postaci, jaką
przytoczyliśmy wyżej z Francyi, Anglii, a nawet z Rosyi i Pol
ski (opis Gołębiowskiego), ma słuszność Tylor, wskazując taki
barbarzyński zwyczaj, czy też tylko podanie o nim; sądziliby
śmy jednak, że taka postać gry, jaką opisuje W. Potocki i jaką
przytoczyliśmy z gub. Smoleńskiej, da się z równym prawdo
podobieństwem wyprowadzić z innych zwyczajów i obrzędów
religijnych prastarej kultury.
Przypomnijmy sobie naprzód, w jaki sposób podawano
sobie w czasach najdawniejszych wiadomości o ważnych wy
darzeniach, np. o zbliżaniu się wroga, odniesieniu zwycięstwa
i t. p. Służyły do tego ognie na górach, wzgórzach, wieżach
wysokich, strażnicach i wogóle miejscach wyniosłych palone;
gdy stojący na straży dojrzał ogień, rozniecał na swym poste
runku nowe ognisko, następny znowu — inne, i w ten sposób
bardzo szybko, jak dziś telegraficznie, wieść na dalekiej prze
strzeni się rozchodziła. Dokładnie opisuje nam takie sygnalizo
wanie jeden z poetów greckich: w tragedyi Ajschyiosa »Aga
memnon« stróż opowiada w prologu (w. 1—38), jak cały rok
czuwa nocami na straży, wyglądając »płomienistego znaku«,
cieszy się niezmiernie, gdy zdała dojrzał ogień, zwiastujący
wzięcie i zburzenie Troi. Klitemnestra oświadcza chórowi star
ców argejskich, że
»Pryama gród zdobyli dzielni Argejowie,
... W Achajów mocy Troja«...
Ten pyta:
»I kiedyż gród Pryama w niwecz obrócono'?«
Klitemnestra:
»W nocy, mówię, co światłość tę obecnie rodzi«,
t, j. nocy dzisiejszej; rzecz dzieje się w Argos rano, a, według
podania, o północy wzięli Grecy Troję.
Chór pyta znowu:
»Jakiżby goniec rączy tak dobiegi tu wcześnie?«
W odpowiedzi Klitemnestra opisuje szczegółowo sposób
sygnalizowania z Troi aż do Argosu:
286
H. Ł0PACIŃSK1
»Hefajstos (t. j. ogień) z szczytów Idy1) światłym blaskiem cisnął.
Więc gorzał stos po stosie, aż ognisty goniec
Tu dopadł. Z Idy bowiem Hermesowej skale2!
Na Lemnos, z tej zaś wyspy wzgórzu Zeusa Atos3),
Trzeciemu z rzędu, świecznik jasny przekazano.
Górując nad falami, jakby po wód grzbiecie
Pojeżdżą!, żar sosnowej głowni się pomykał
Rozkosznie, a strzelając złotem niby słońce,
Makistu4)*strażnikowi bystro spojrzał w oczy.
Bez zwłoki tenże baczny, snem bo niezmożony,
Posłańca urząd pełni i zażega
Płomienny stos, co w dali do Burypu6) *nurtów
Orędzie w skok bieżące śle Mesapu6) stróżom.
Na przemian ognionośną wieść ci pchnęli dalej,
Pod kopcem suchym wrzosu iskrę rozdmuchawszy.
Obfita żagiew, szerząc pożar niesłabnący,
Równinę wzdłuż Asopu ’) przeskoczywszy, niby
Księżyca blask, dosięga Kitajronu8) opok
I budzi straż następną do przesłania znaku.
Nie zaniechała przeto straż daleko widnej
Pochodni żar rozniecić silniej, niż poprzednie,
I przez Gorgopis9) wody przerzucona światłość,
Wdzierając się na szczyty góry Ajgiplanktu10),*
Napędza do pośpiechu straże nie leniwe.
Podniety nie żałując, wysadzają w górę
Niebawem słup ognisty, że ponad zatoki
Sarońskiej “) brzegiem wzniosłym przeniósł płomień silny;
A wystrzeliwszy wyżej, Arachnejskich12) dobiegł
Chochołów i strażnicy tuż w pobliżu miasta.
Następnie do Atrydów grodu13) tego zajrzał
Od łuny Ideowej') nieodrodny promień.
') Góra Ida wznosiła się nad Troją.
2) Przylądek Hermesa na północnym brzegu wyspy Lemnos.
3) Mowa o przylądku Atos.
4) Strażnica Makistos znajdowała się na północnym brzegu wyspy
Euboi.
6) Cieśnina, dzieląca wyspę Buboję od lądu stałego.
6) Góra Messapos na wybrzeżu Bojotyi.
’) Asopos — rzeka w Bojotyi.
8) Góry Kitajron między Bojotyą, Attyką i Megarydą.
9) Jezioro Gorgopis w blizkości Koryntu.
10) Góry Ajgiplankton w Megarydzie.
14) Zatoka Sarońska otacza wyspy Salamis i Ajginę.
12) Arachnajon — góry w Argolidzie.
13) T. j. miasta Argosu.
JEDNA Z ZAPOMNIANYCH GIER DZIECIĘCYCH
287
'I'en przepis mieli słudzy i ochoczo jedni,
Na służbie zwodząc drugich, rozkaz wykonali,
Lecz pierwszy i ostatni goniec dzierży przodek.
Ot! takie ci przytaczam znaki i świadectwa,
Przez które Troi upad mąż mi mój zwiastuje«.
(Przekład Zygmunta Węclewskiego »Tragedye Eschylosa«,
Poznań 1873, str. 52—54, w. 251—300, por. teź »Tragedye Eschilosa w przekładzie Kazimierza Raszewskiego«, Warszawa 1895,
str. 233 — 235).
Klitemnestra wysławia tych stróżów na wymienionych
w jej słowach wyżynach, którzy spełnili swój obowiązek nale
życie; z drugiej strony niewątpliwie na naganę i karę zasługi
wali ci, którzyby niedbale służbę swą wykonali, t. j. zbyt póź
no ogień zapalali lub wcale go nie wzniecali. Podobnych świa
dectw o dawaniu znaków, sygnałów zapomocą ogni w litera
turze greckiej i innych można znaleźć nie mało.
Gdy nadto dodamy do powyższego, że wiadomości i we
zwania na narady udzielano dawniej obsyłaniem pałek, lasek,
kuli, cech kolejno odnoszonych i oddawanych z jednego miej
sca na drugie, od jednej osoby do drugiej, źe na wojnę zwo
ływano w tenże sposób zapomocą wici (porównaj długi szereg
przyczynków o kuli i t. p. laskach w poszukiwaniach w »W iśle« i rozprawę prof. Antoniego Mierzyńskiego, umieszczoną
tamże w t. IX, p. n. »Nuncius cum baculo«, studyum ar
cheologiczne o krywuli«, i w osobnej odbitce, Warszawa
1895, str. 40), to wyjaśni się, że nasza gra w kota i jej po
dobne w innych krajach początek swój brać mogą ze zwyczaju
rozsyłania wiadomości zapomocą ogni sygnałowych, jak również
obsyłania zapomocą lasek, kul, krywul, cech, wici i, prawdopo
dobnie, palących się pochodni. W udzielaniu wiadomości za
pomocą ogni, w obsyłaniu lasek, cech i t. p. przedmiotów są
dwie właściwości, stanowiące cechy gry, o której tu mówimy:
kolejność i kara za niespełnienie obowiązku społecznego;
co do ostatniej nie mamy wprawdzie bezpośrednich wiadomo
ści, ale zastąpi je domysł, że, kto ognia nie rozniecił, komu za
gasł zawcześnie, kto kulę, laskę, cechę, krywulę u siebie za
trzymał i dalej jej nie puścił, musiał być karany, gdyż spełnił
przestępstwo przeciw społeczeństwu, dla którego obowiązany
był trud spełnić; dawanie fantu, lub uderzanie piłką, naśladująca
288
H. Ł0EACIŃSK1
rozstrzelanie tego z grających dzieci, w czyich ręku słomka,
drzazga, papier gaśnie, odpowiada takiej właśnie karze.
Oprócz zwyczajów dawnych, któreśmy tutaj przytoczyli,
a które mogły dać początek grze dzieci, naśladujących czynno
ści ludzi starszych, wskazać możemy obrzęd religijny w staro
żytnej Grecyi, który również w związku z zagadnieniem, tutaj
nas zajmującem, się znajduje.
Podczas niektórych świąt uroczystych, szczególnie na cześć
bóstw światła i ognia odbywanych, a mianowicie: Hefajsta,
Ateny, Artemidy, Prometeusza i Pana urządzano w Grecyi, t. zw.
lampadedromia albo 1 a m p a d o d r o m i a lub lampad e(o)foria. Były to wyścigi z początku piesze, a następnie konne,
polegające na tern, że uczestnicy, zwykle młodzieńcy, donosili
w biegu do mety gorejące pochodnie (por. Pausan i as 1,3.0),
2) lub też w czasie biegu oddawali je następcom (diadochos)
na oznaczonem miejscu; ci biegli dalej z otrzymanemi pocho
dniami i znowu innym oddawali (por. Herod ot VIII, 98). Na
zywało się to oddawanie — diadosis. Bieganie czy jeżdżenie
z takiemi pochodniami było utrudnione przez to, że były one
robione z wosku i podczas szybkiego biegu gasły prędko. Kto
pierwszy dobiegł do celu z gorejącą pochodnią, tego ogłaszano
za zwycięzcę (por. »Reallexicon des classischen Alterthums«
F. Lüb k era, wyd. II, 1860, str. 528 i indziej). W »Helladzie
i Romie« Guhla i Kon era czytamy o tych igrzyskach, co
następuje: »W niektórych miastach greckich odbywały się nocą
na cześć bóstw, szafujących ogniem, gonitwy z pochodniami,
czyli lampadedromie. W wyścigu podobnym chodziło o to, aby
pochodnie zapalić w miejscu rozpoczynania zawodu od pło
mieni ołtarza. Gonitwa taka miała pierwotnie swe źródło w tradycyi religijnej, później zaś przeistoczyła się w ćwiczenia czy
sto gimniczne. Na figurze 484, przerysowanej z pewnej mozaiki,
widzimy właśnie w biegu dwu efebów' z tarczami i pochod
niami w ręku«. (Patrz przekład S. Mieczyńskiego, Warszawa.
1896, t. I, str. 367—368 i rysunek na str. 369, w wyd. 4em
niemieckiem tegoż dzieła z r. 1876 »Das Leben der Griechen und Romer« na str. 262 -263 znajdujemy nieco więcej
szczegółów).
Podobnie, jak nasz Potocki skorzystał dwa razy z gry
w kota do porównania czynności kolejnego oddawania jakie
JEDNA Z ZAPOMNIANYCH GIER DZIECIĘCYCH
289
goś przedmiotu (np. listu), używają i pisarze greccy i rzymscy
nieraz obrzędu lampadodromii do porównania z odpowiednią
czynnością. Pozwalamy sobie kilka z nich tu przytoczyć, jako
charakteryzujących starożytny zwyczaj, tak zgodny z grą na
szą. Herod ot w ks. VIII, rozdz. 98 opisuje z zachwytem, w jaki
sposób urządzona była poczta u Persów; czyni to z okazyi
wysłania do Persyi wiadomości o klęsce Kserksesa pod Salaminą: »Niema pomiędzy stworzeniami żywemi żadnego, któreby szybciej stawało u celu swego, niż goniec perski... Ile dni
wynosi długość drogi, tyle na niej rozstawiają kom i ludzi, aby
na każdą przestrzeń jednodniową był jeden koń i jeden czło
wiek«... Nic nie może stanąć im na przeszkodzie. »Pierwszy
o-o nieć od d aje polecenie, które otrzymał, drugiemu,
ten trzeciemu, i tak przechodzi polecen le cora z
to do innego, podobnie, jak u Hellenów odbywa
się noszenie pochodni na cześć Hefajsta. laki bieg
konny (taką pocztę konną) nazywają Persowie angareion«. Ci
gońcy konni, zwani po persku angaroi, stali na stacyach po
całej Persyi, aby wieści królewskie roznosić; rozwinąć miał te
urządzenia Daryusz I. Był to więc początek prawidłowo urzą
dzonych poczt. (Legienda asyryjska opowiada o gońcach, którzy
roznosili rozkazy Semiramidy; w Egipcie byli gońcy z protesyi, a w Grecyi do roznoszenia wiadomości używano niekiedy
gońców, zwanych hemerodromoi. Prawidłowo urządzono poczty
w państwie rzymskiem. Por. »Reallexicon« L Üb k e r a).
Platon w »Prawach« ks. VI, 776B, mówiąc o pokoleniach,
następujących jedno po drugim, używa porównania takiego:
»oddają jedni drugim życie, podobnie, jak pochodnię«. Częste
są zresztą wzmianki u pisarzów greckich o opisanej tutaj lampadodromii.
.
Być może, że podobne igrzyska były znane i w Rzymie,
a przynajmniej wyrażenie greckie, przyjęło się tam dobrze o
istniało nawet przysłowie łacińskie: nunc cursu lampada übt
trado, t. j. teraz w biegu oddaję ci pochodnię, co znaczyło: te
raz kolej na ciebie. (Varro »De re rustica« III, 16, 9, por. A.
Otto »Die Sprichwörter und sprichwörtlichen Redensarten der
Römer«, Lipsk 1890, str. 185, nr 909). Taką samą, jak I lato,
myśl wypowiada i takiego samego porównania używa I. LuLud Rocznik XI.
290
H. ŁOPAC1ŃSKI
krecyusz Carus w »De rerum natura« ks. II, w. 78—9: »Inque
brevi spatio mutantur saecla animantum et quasi cursores vital1)
lampada tradunt, t. j. w krótkim przeciągu czasu zmieniają się
pokolenia istot źyjących i, jakoby współzawodnicy (właściwie
biegacze), oddają pochodnię życia.
Przytoczywszy te szczegóły, dotyczące obrzędu lampadodromii, nie potrzebujemy już wykazywać szczegółowo podo
bieństwa jej do gry, polegającej na oddawaniu kolejnym palą
cej się słomki czy drzazgi, gdyż jest ono widoczne: chodziło
i tam i tu o szybkie i kolejne oddawanie następnemu współ
zawodnikowi palącego się przedmiotu i, niewątpliwie, chociaż,
wyjaśnień szczegółowych u pisarzów starożytnych braknie, ten,
który nie doniósł do przeznaczonego miejsca palącej się pochod
ni, wycofać się musiał z igrzyska, co wywoływało naganę ze
strony widzów i było dla niego karą, podobnie, jak w grze
naszej daje fant lub otrzymuje uderzenie piłką ten, w czyich
ręku słomka, drzazga lub papierek zgaśnie, czyli'płomień żyć
przestanie.
Podając powyższe dowody i porównania, nie chcemy
wcale twierdzić, że gra dzieci polskich, ruskich, francuskich,
niemieckich i angielskich, bezpośrednio od Greków, jako na
śladowanie zwyczaju podawania wiadomości zapomocą sygna
łów ogniowych lub obrzędu, polegającego na oddawaniu z rąk
do rąk pochodni gorejących, się przedostała: sygnalizowanie
zapomocą ognia i przekazywanie ogłoszeń zapomocą lasek
wspólne było bardzo wdelu narodom na pewnym stopniu
kultury, więc i naśladowanie tych sposobów u dzieci różnych
ludów niezależnie od innych zjawić się mogło. Z drugiej
znowu strony, chociaż nie mamy wiadomości, aby oprócz Grecyi bieganie i podawanie z rąk do rąk pochodni gdzieindziej
było praktykowane, to jednak przypuścić możemy, że, jeżeli
nie sam obrzęd i igrzysko, to przynajmniej gra, tutaj nas zaj
mująca, a polegająca na naśladowaniu obrzędu, z Grecyi do
narodów sąsiednich przeszła, i dotąd u wymienionych wyżej,
o ile nam przynajmniej wiadomo, się zachowała. Mogły wre
szcie igrzyska, podobne do greckiej lampadodromii, samoń Starożytna postać dopełniacza zamiast vitae.
JEDNA Z ZAPOMNIANYCH GIER DZIECIĘCYCH
291
dzielne’ u innych narodów się wytworzyć. Jakikolwiekbądź
jest początek tej gry, sądzilibyśmy, że pochodzenie jej przy
puszczalne nie koniecznie jest takie, jakie podał Tylor,
lecz da się objaśnić w sposób, który tutaj staraliśmy się uza■adnić.
19*
