d524da3ed52467973eb99749b8e67cd6.pdf

Media

Part of Geneza legendy o smoku w związku z istnieniem człowieka czwartorzędowej epoki / Lud, 1905, t. 11

extracted text
GENEZA LEGENDY O SMOKU
W ZWIĄZKU Z ISTNIENIEM CZŁOWIEKA
CZWARTORZĘDOWEJ EPOKI.
Napisał

Franciszek Rawita Gawroński.

W wyobraźni ludowej zmora i potwór zwierzęcy są po­
jęciami bardzo zbliźonemi. W ogóle lud pod wyrazem smok
rozumie jakieś zwierzę niezmiernie szkodliwe, straszne i po­
tworne, dziś już nie istniejące. Jak sobie wyobraźnia ludu
przedstawia owe potwory, najlepiej dowiedzieć się o tern mo­
żna z baśni i gadek, W tej chwili wszakże nie chodzi o wy­
gląd, o rysunek, że tak powiem, tego potwora, tylko o sam
fakt istnienia jego w rzeczywistości.
Typową legendą o smoku jest krakowska. Krok czyli Kra­
kus, który »panował dobrze jeszcze przed Bożem Narodzeniem
w tych krajach«, »założył zamek na górze skalnej, rzeczonej
Wawel«. »Piszą nam starzy kronikarze — powiada Bielski —
iż pod tą górą Wawel był smok wielki, który troje dobytku
razem zjadał, także i ludzi kradł i jadł, przezto musieli mu
dawać obrok, każdy dzień troje cieląt albo baranów«. Dalsze
losy tego smoka już nas nie interesują. O smokach pełno ga­
dek wszędzie, a władzca z pod W awelu nie był jedynym Kro­
kiem. Jakiś Krok czy Erok żył za czasów Konstancyusza Chlora
16*

244

PR. GAWROŃSKI

(1306), a Lelewel przypuszcza, że musiał ze swymi Alemanami
być na służbie rzymskiej w Galii. Był inny jeszcze Krok (Chrok)
w Galii, który niszczycielskimi napadami się wsławił. I ten Krok,
według Grzegorza z Tours miał być królem Alemanów. Sło­
wem, nie tylko w Polsce byli Krokowie.
Wyobraźnia wogóle, a tembardziej wyobraźnia ludowa,
nie jest bynajmniej siłą oderwaną, działającą zupełnie samo­
wolnie,— przeciwnie, w podstawie tworzonych przez nią obra­
zów, leży zawsze rzeczywistość. Z tego dopiero materyału wy­
obraźnia tworzy lub przetwarza obrazy i zjawiska. Wychodząc
z powyższego założenia, wszystko to, co nazywamy legendą,
podaniem, zawierać musi cząstkę prawdy. Oczywiście, nie biorę
w rachubę legend i podań z zakresu demonologii, które mają
odrębny charakter i pochodzenie.
Musimy też prawdy doszukiwać się i w podaniu o smoku,
Ażeby ją odszukać, mamy tylko jedną drogę — cofnięcia
się wstecz, dalej po za okres, oznaczony przez Bielskiego sło­
wami »dobrze przed Bożem Narodzeniem«. Klucza do rozwią­
zania zagadki musimy szukać nie w historyi rozwoju człowieka,
lecz w historyi ziemi. Nie powstała ona ani tak rychło,
ani tak dobrze, ani tak poetycznie, jak opisuje nam księga
genesis. Pozostawiając pogodzenie podania biblijnego z bada­
niami uczonych geologów stronom spór wiodącym, musimy
uznać te zdobycze naukowe, jakie w historyi kształtowania się
ziemi zostały ustalone i sprawdzone.
Nie mając na uwadze krytycznego roztrząsania słuszno­
ści podziału okresów geologicznych, kwestyą tą zajmować się
wcale nie będę. Czy Lyell ma racyę czy Mortillet lub inni —
w tę sprawę wdawać się nie myślę.
Biorę jedynie za punkt wyjścia fakt sprawdzony: istnienie
człowieka w epoce czwartorzędowej, równocześnie
z szeregiem zwierząt dziś już nie źyjących. Na tę ostatnią
epokę wypada okres lodowców i okres dii du wiał ny.
W epoce trzeciorzędowej północna półkula ziemi posiadała
klimat równy i umiarkowany; dowodzą tego szczątki kopalniane
roślin, znalezione w Grenlandii i Spitzbergu. Większa część
Europy tej epoki była jeszcze pod wodą — podnóże Skandy­
nawii, prawie cała Rosya, Polska, Prusy, Dania, Holandya. Ku
końcowi wszakże zjawiły się lody północne, klimat stał się

GENEZA. LEGENDY O SMOKU

245

ilgotnym, a równocześnie nastąpił o k r e s deszczowy, który
wywoływał prawdopodobnie liczne tak zwane potopy.
W epoce czwartorzędowej Lartet odróżnił dwie grupy
zwierząt: północną i południową; południowa, do której nale­
żały, między innemi, lew, pantera, hyena, niedźwiedź i in., po­
przedziła północną. Zwierzęta tej epoki, których wyliczać nie
myślę, bo to do rzeczy nie należy, jedne wyginęły doszczętnie,
inne przeniosły się do odpowiedniejszego dla nich klimatu,
inne przekształciły się, stosując się do okoliczności. Zarówno emigracya, jak wymieranie i przekształcanie się gatunków odbywało
się bardzo powoli i bardzo długo. W Europie, w pokładach
eocenowych znajdujemy aligatora i rozmaite gatunki kro­
kodylów. W okresie wcześniejszym, względnie do dzisiejszej
epoki, kości i szkielety mastodonta, dinotorya, machajrodusa,
wreszcie mamuta, znajdowane na całej przestrzeni lądu od oce­
anu atlantyckiego do wybrzeży morza Ochockiego i Żółtego
świadczą o wielkiej rewolucyi geologicznej, która wstrząsała nieje­
dnokrotnie naszą ziemią. Epoki i okresy geologiczne nie dadzą
się wszakże oznaczyć tak dokładnie latami, jak epoki i okresy
dziejowe. Trwanie ich na dziesiątki tysięcy, a nieraz setki ty­
sięcy lat liczyć trzeba. W przestrzeni tego czasu odbywało się
przekształcanie się ziemi, flory i fauny, jakoteż emigracye do
innych klimatów. Gdy wreszcie w czwartorzędowej epoce zja­
wił się człowiek, żyło jeszcze kilkadziesiąt gatunków zwierząt
olbrzymich, dziś już nie istniejących. Od tego momentu rodzaj
ludzki istniał nieprzerwanie.
Znając charakter umysłowości człowieka, jego walki o byt
od pierwszej chwili pojawienia się z otaczającym światem, nie­
podobna przypuścić, ażeby w pamięci jego nie zachowały się
z pokolenia w pokolenie wspomnienia o tych potężnych olbrzy­
mach, które groziły jego życiu i z którymi codziennie walczyć
musiał. Mamy dowody, że człowiek pierwotny utrwalał nawet
na kości renów postacie takich zwierząt. W muzeum S-t. Germain en Laye pod Paryżem można oglądać nadzwyczaj dokła­
dne rysunki renów, mamutów i in. zwierząt z epoki czwarto­
rzędowej, z okresu, który Mortiletowi podobało się nazwać
magdaleńskim (la Madelaine). Skoro człowiek tak dobize
pamiętał te zwierzęta, że je utrwalał na kości, musiał tedy
opowiadać o nich, gdy ich nie stało, a najsilniej w pamięci

246

PR. GAWROŃSKI

wyryły się obrazy i cechy tych zwierząt, które dla niego były
groźne. Musiała zatem istnieć pewna ciągłość tradycyi, o cza­
sach przeżytych i zwierzętach widzianych. Zacierała się wpra­
wdzie w paśmie nieprzerwanych podań ludzkości, barwa i charaktar klimatu i natury, zacierały się wrażenia życia, ale nie
mogły zginąć zupełnie z pamięci ludzkiej formy konkretne, da­
jące się ująć w obrazy jasno zarysowane. Człowiek pierwotny
nie umiał określić, jaki był za jego czasów klimat, bo pojęcie
klimatu opierało się na wrażeniu, a wrażenie w każdym okre­
sie życia ludzkości mogło być inne, zatem nie mogło utrwalić
się w pamięci, fauna natomiast pozostawiała w jego umyśle
konkretne obrazy, które sam pamiętał lub z opowiadań innych
powtarzał i przekształcał. Fakty tego rodzaju pamięci ludzkości
sięgaj4 już naszych czasów historycznych. Juliusz Cezar, w dziele
o wojnie galijskiej, opisując las Hercyński, ciągnący się od
granic Helwetów i Nemetów wzdłuż Dunaju aż do Dacyi, po­
wiada, z opowiadań innych, że »widzieć tam można wiele
dzikich zwierząt, których już nigdzie nie spotyka się«.
Oczywiście, była to jedna z ostatnich wielkich oaz, gdzie sku­
piła się wymierająca fauna starego świata. Między innemi zwie­
rzętami cytuje wołu o jednym rogu, w środku czoła między
uszami, którego wykopaliska znajdują się w epoce czwartorzę­
dowej Galii.
Nasuwa się pytanie: jaki to stosunek mieć może ze smo­
kiem i jakie zwierzę, z nieistniejących już dzisiaj, możnaby
uważać za równoznaczne ze smokiem.
Zaznaczyłem już wyżej, że pamięć ludzka dłuższą była
i dalej sięgającą niż życie zaginionej fauny; że życie przeżyte,
przekształcając się w tradycye i podania, przechowywało obrazy
tej fauny; że obrazy te zatem, w miarę oddalenia, jedne zacie­
rały się zupełnie, inne, bliższe, przybierały kształty coraz mniej
wyraźne, aż dopóki nie nabrały cech wymysłu. W tym pun­
kcie trzeba szukać początku podań o człowieku lasowym
i o smoku. O istnieniu człowieka 1 as o w e go, dzikiego, dziś
jeszcze lud wiejski na Litwie i Rusi opowiada. A istnienie
smoka już w XVII w. identyfikowano z kościami kopalnemi
zwierząt. Peterson Hain kości niedźwiedzia kopalnego nazywał
kościami smoka, które utarte na proszek służyć miały nieza­
wodnym środkiem lekarskim na epilepsię, jak dziś cudowne

GENEZA LEGENDY O SMOKU

247

płyny i maście Ihnatowicza są niezawodnym środkiem na po­
rost wąsów.
Jakie zwierzę lud nasz uważał za smoka, według wszel­
kiego prawdopodobieństwa znaleść możemy odpowiedź w ba­
daniu jaskiń Jaskinie bywały mieszkaniem i człowieka i dzi­
kich zwierząt. Kto pierwszy zajął, ten posiadał; kto wypędził
innego, ten sam królował w jaskini. To zdaje się nie ulegać
żadnej wątpliwości, że silniejsze, większe, wytrwalsze okazy
drapieżnych potworów czwartorzędowej epoki chętnie obierały
sobie jaskinie, nie tylko jako twierdzę, w której z trudem mógł
je zdobyć pierwotny człowiek, w liche narzędzie zaopatrzony,
ale skąd wypadając mogły szukać sobie pożywienia. Dla czło­
wieka, który już był przyswoił sobie niektóre zwierzęta do­
mowe, taki potwór potężny, niedostępny dla jego broni, stawał
się i strasznym i szkodliwym, tembardziej, że jako mięsożerny,
groźny był i dla człowieka i dla jego dobytku. Wymierający
gatunek takiego potwora w pojęciu ludowem, był już rzadkim
okazem wogóle, a tam, gdzie obrał sobie mieszkanie, stawał się
grozą całej okolicy. Nic przeto dziwnego, że kto go zabił, sta­
wał się dobroczyńcą całego skupienia ludzkiego tej samej
okolicy.
Badanie Smoczej jamy na Wawelu przez prof. Aloizego
Altha nie wykazało przebywania tam żadnych mięsożernych
zwierząt czwartorzędowej epoki, czyli, jak Alth mówi »zwie­
rząt przedpotopowych«. Ale to może być dowodem, że albo
jaskinia ta jest późniejszego pochodzenia lub że kości zostały
wypłukane albo wyzbierane — na lekarstwo. Jaskinie natomiast
w pobliżu Krakowa, badane przez Ossowskiego, dają nam po­
niekąd rozwiązanie zagadki o smoku. W jaskini, na gruntach
wsi Piekar, znaleziono szczątki fauny diluwialnej: mamuta, no­
sorożca, jelenia kanadyjskiego; w jaskini Przegińskiej
hienę
jaskiniową (hiena spelaea). W jaskini na Wrzosach i na Le­
piankach znaleziono niedźwiedzia jaskiniowego (ursus spelaeus). Ponieważ kości innych zwierząt mięsożernych tej wiel­
kości co niedźwiedź jaskiniowy w jaskiniach okolicy Krakowa
nie znaleziono, można z wszelkiem prawdopodobieństwem przy­
puścić, że właśnie niedźwiedź jaskiniowy był owym potworem,
owym -smokiem, będącym dla człowieka epoki czwartorzędowej
groźnym nieprzyjacielem, który »troje dobytka naraz zjadał,

248

PR. GAWROŃSKI

także ludzi kradł i jadł«. Gatunek to był już rzadki, wymiera­
jący, może jedyny okaz na całą okolicę, niepodobny do innych,
przewyższający żarłocznością i siłą wszystkie inne zwierzęta,
współcześnie z nim źyjące, nic przeto dziwnego, że pamięć o nim
pozostała dłużej niż o innych zwierzętach, że z pamięcią tą łą­
czono potworność jego, wielkość, żarłoczność, siłę. Najbliższym
on był człowieka kultury paleolitycznej i dlatego wspomnienie
o tym potworze przechowało się silniej, jako o zwierzęciu,
którego według słów Juliusza Cezara »nigdzie już nie można
było spotkać«. Poza Hercyńskiemi lasami ciągnęły się jednak
większe i głuchsze puszcze podkarpackie, niedostępne dla dziejopisów najstarożytniejszych — siedlisko takich potworów wy­
mierających. Z biegiem czasu tę jego żarłoczność i krwiożerczość pamięć ludowa powiększyła, stosując się do szkód, jakie
dokoła wyrządzał, dorysowując przytem zapomocą wyobraźni
przesadne formy i kształty. Można z pewnem prawdopodobień­
stwem przypuścić, że taki proces myślowy odbywał się wszę­
dzie, gdzie ludność, a raczej ludzie stykali się z niknącym
światem zwierzęcym; im bardziej okazy wymierające odbiegały
od normalnej fauny, tern jaskrawiej w oczach ludzi pierwo­
tnych przedstawiała się potworność tych okazów, a tern była
większą, im dalej odbiegała w przeszłość, im bardziej zacierała
się pamięć widzianych okazów, a one same ubierały się w mgłę
wymysłu i fantazyi.
Nie myślę wcale uważać tezy mojej za coś niewzruszo­
nego; formułuję ją wszakże jako hipotezę, nad którą zastano­
wić się warto i rozważyć na tle pojęć o smoku, istniejących
w całej Europie.

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.