eb889aebfb4eac60ef9b376f72c77e8f.pdf

Media

Part of Św. Szymon z Lipnicy (legenda) ; powracanie zmarłych ; błędny ognik / Lud, 1904, t. 10

extracted text
ROZMAITOŚCI.
Św. Szymon z Lipnicy. (Legenda). Święty Szymon z Lipnicy
szedł do Krakowa, aby tam zostać księdzem. A że wyszedł pó
źno z swojej wsi rodzinnej, więc noc zaskoczyła go wnet na
drodze. Prosił też o nocleg zaraz w Pogwizdowie i w Królówce,
lecz tutaj nikt go nie chciał przenocować. Więc też Święty
rozżalony i oburzony na brak gościnności i litości u wieśniaków,
przeklął te wioski, że nikt z nich nie wyjdzie nigdy na księdza,
a gdyby nawet jakim przypadkiem został kto księdzem, to za­
raz umrze.
Mieszkańcy tak wzięli do serca tę przepowiednię, że je­
szcze mniej więcej przed 30 laty nie posyłali z Pogwizdowa
i z Królówki dzieci swoich zgoła do szkół, twierdząc, że i tak
nie doprowadzą w szkołach ani przez szkoły do niczego.

X. Jan Babraj.
Powracanie zmarłych. Jednem z ciekawszych wierzeń, dość
szeroko między ludem rozpowszechnionych, jest mniemanie,
jakoby dusze zmarłych w najbliższą noc po pogrzebie wracać
miały na miejsce, gdzie rozstały się ze swojem ciałem. Jako
dowód tej wiary przytaczam opowiadanie wieśniaka z Rżąki
w powiecie wielickim.
»Było to przed siedmiu, może ośmiu laty we wsi Rżące.
Pewnemu wieśniakowi, którego dom leży tuż przy drodze, a na­
przeciwko pastwisk gminnych, umarł syn, może dwadzieścia
lat mający. W dzień jego pogrzebu trzech parobczaków z tejże

ROZMAITOŚCI

449

wsi wedle zwyczaju wypędziło wieczorem (było to w lecie) konie
na pastwisko, a sami usiedli razem przy drodze, prawie na­
przeciw domu wspomnianego wieśniaka i rozmową skracali
sobie długie godziny czuwania. Była juź może godzina jede­
nasta, gdy na drodze spostrzegli jakąś postać, zbliżającą się ku
nim. Ze ktoś o tej porze idzie drogą, wcale pasterzy nie zadzi­
wiło, bo w sąsiedniej wsi mieszkający rzeźnicy często o tej
porze dopiero powracali do domu. Mimo to jednak postanowili
dowiedzieć się, kto to taki. Stanęli więc przy drodze i zawołali
na owego przechodnia, by im powiedział, kto jest. Ale ten nie
odezwał się wcale i szedł spokojnie dalej. Rozgniewani tern,
chcąc koniecznie zmusić przechodzącego do odezwania się, po­
szczuli go psem, którego mieli przy sobie. Lecz pies nie usłu­
chał rozkazu, tylko skomląc, chował się między pasterzy. Wobec
tego dziwnego zachowania się psa zaprzestali dalszych zapy­
tywać i tylko spokojnie stanęli przy drodze, by przy słabein
świetle księżyca rozpoznać przechodzącego. 1 rzeczywiście, gdy
tenże zbliżył się na dostateczną odlagłość, poznali w nim swo­
jego. rówieśnika, rano dopiero pochowanego. Szedł z odkrytą
głową i w tern samem ubraniu, w jakiem złożono go do trumny.
Nic się nie odzywając, minął pasterzy, a następnie zawrócił ku
domowi swoich rodziców, otworzył drzwi i wszedł do wnętrza.
Strwożeni zaś świadkowie tego zjawiska czemprędzej siedli na
konie i pojechali do swoicłi domostw.
Kazimierz Aurelly.
Błędny ognik. (Stare Bystre ad Czarny Dunajec). Poszedł
mój dziadek raz na grzyby do boru. Pod wieczór wracał do
domu, ale że mgła opadła, zrobiło się bardzo ciemno. Gdy dzia­
dek wyszedł z boru, zobaczył niedaleko przed sobą światło,
a sądząc, że się to świeci w karczmie, szedł w tamtę stronę,
bo koło karczmy prowadziła droga do domu. Tymczasem dzia­
dek idzie i idzie, światło widzi ciągle przed sobą, a do domu
przyjść nie może. Przeszedł tak drugą wieś Wróblówkę, prze­
szedł rzekę Dunajec, dopiero z drugiej strony koło figury opa­
miętał się, że poszedł za daleko, że zabłądził. Usiadł więc pod
figurą i tak przeczekał do rana. U nas tymczasem w domu
niepokoili się wszyscy o dziadka. Ojciec i domownicy wyszli
go szukać, poszli też z nimi sąsiedzi z latarkami, — kto żył
29
Lud. Rocznik X.

450

ROZMAITOŚCI

we wsi, wyszedł szukać starego Jana »Kowala«. Ja z babką
pozostałem sam w domu. Tymczasem szukający nie znaleźli
dziadkti i zmartwieni wrócili z niczem, tylko stryj przyniósł za­
jąca, którego złapał w borze śpiącego. Dopiero rano przywiózł
dziadka z Wróblówki Kloroniów Jasiek.
Dziadek opowiadał, że go światełko wodziło.
Opowiedział Ks. Jan Łaski.
Zapadnięta karczma w Wierzchosławicach. We wsi Wierz­
chosławicach pod Tarnowem nie daleko Dunajca jest bagno,
zwane Bania. Dawnymi bardzo czasy stała w tern miejscu
karczma, ale zapadła się. A było to tak: Ksiądz zakazywał
ludziom, aby nie łowili ryb w Dunajcu w niedziele i święta
i w ten sposób nie obrażali Pana Boga. Ale ludzie nie słuchali
go i święto nie święto łapali ryby w rzece. Raz w wigilię Bo­
żego Narodzenia siedzieli w tej karczmie i pili już późno w noc,
chociaż nadchodziło uroczyste święto. To też przebrała się już
miarka cierpliwości Boskiej i gdy dzwony odezwały się w ko­
ściele na mszę pasterską, karczma zapadła się w ziemię, ze wszyst­
kimi ludźmi, co tam byli, — a na tern miejscu powstało bagno.
Jeszcze do dnia dzisiejszego, gdy o północy w wigilię Bożego
Narodzenia odezwą się dzwony w kościele zwołujące ludzi na
mszę pasterską, słychać na miejscu zapadniętej karczmy głos
dzwonów, dobywający się z pod ziemi.
Opow. Ks. Wincenty Niedojadło.
Konie w dzień św. Szczepana. (Królówka pod Bochnią). Je­
szcze prawie przed świtem w dzień świętego Szczepana przy­
jeżdżają konno wszyscy, którzy konie posiadają, do znającego
się na rzeczy i ten każdemu koniowi puszcza krew z podnie­
bienia. Robi to w ten sposób, że ostrym haczykiem, specyalnie
do tej czynności przygotowanym i przeznaczonym (puszczadłem)
przecina koniowi podniebienie zaraz za zębami, a gdy krwi
sporo upłynie, zaciera ranę solą. Potem dostaje koń owsa. Na­
zywa się to »czyszczeniem koni« i zabezpiecza je przez rok od
wielu chorób.
Opow. Ks. Jan Babraj.
Łąka „Świńska krzywda“. W Czchowie w powiecie brze­
skim znajduje się łąka moczarowata, zwana »Świńską krzywdą«.

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.