00198e1897ca1d0f69f1648ed799411e.pdf
Media
Part of O dyable we dworze w Wieruszycach / Lud, 1904, t. 10
- extracted text
-
ROZMAITOŚCI
335
islandzki (lichen Carragheen) jako środki na kaszel, kwiat
lipowy i bzowy, jako napotne, liście senesowe i strączki jako
przeczyszczające, a kozłek lekarski (Valerianae radix), iumia
nok, centurya, korzeń galangae, mięta na kurcze żołądkowe
i jako środki wzbudzające apetyt.
Octu aromatycznego pod nazwą octu siedmiu zło
dziei, lub u Rusinów gadzinowego octu używają prze
ciw obrzmieniom, bólom reumatycznym, a najczęściej przeciw
ukąszeniom jadowitych gadów tak u ludzi, jak u zwierząt do
mowych.
.
Niezbędnym środkiem domowym, a raczej guślarskim
w leczeniu zwierząt domowych jest asafetyna (Gumi assafoetida), której żądają po aptekach albo pod powyższą nazwą,
aibo pod nie estetyczną dosyć nazwą djablego łajna. Gdy
krowa jeść nie chce. lub daje mało mleka, albo mleko niedo
bre, wówczas wsypują asafetynę na żarzące się węgle na ło
patce i okadzają, względnie podkurzają tern krowę co ma
wpłynąć na poprawienie się i lepszą wydatnośc mleka, oraz
zabezpieczenie krowy od czarów, a jeśli krowa dostała uro
ków, to woń asafetyny ma własność odczyniania ich.
Wewnętrznie dla bydła najczęściej bywa używana sol
glauberska już to rozpuszczona w gorącej wodzie juz tez
w naparze z rumianku rzymskiego (Chamomilla Romana),
wielkiego rumianku.
Lud tutejszy jakkolwiek dosyć jeszcze ciemny i zacotany,
to jednak coraz częściej szuka pomocy u lekarza i porzuca
wróżki i wróżbitów. Jeżeli porównamy stosunki obecne w y
kierunku ze stosunkami przed dwudziestu laty, to zauważymy
różnicę znaczną.
0 dyable we dworze w Wieruszycach w powiecie bocheń
skim. O dwa kilometry drogi od miasteczka Lapanowa na
spadzistej górze sterczą ruiny zamku, nieg Ys 0
,
„
wrockich należącego, dziś własność państwa Meysnerow. Za
mek ów wielki był zbudowany z kamieni ciosowych,
y
swój wznosił dumnie wysoko ponad okoliczne gory.
_
wet zniszczony i do połowy zburzony wzbudza jeszcze podziw
P°StaZ-atją, że w zamku tym od jakiegoś czasu, a mia-
336
ROZMAITOŚCI
nowicie gdy sprowadziła się tam dzisiejsza rodzina Meysnerów,
zły duch obrał sobie za mieszkanie jedno ze środkowych pię
ter i wyrządza ludziom rozmaite psoty. Właściciel zamku, nie
mając spokoju od burzliwego lokatora, którego nie mógł się
pozbyć żadnym sposobem, wyniósł się do oficyn, gdzie stale
mieszka, a zamek przeznaczył na spichlerz i oddał do swobo
dnego użytku znienawidzonemu mieszkańcowi.
W dzień zazwyczaj, jak się zdaje, zły śpi spokojnie lub
rozmyśla, jakie to nowe psoty wyrządzić panu zamku. W nocy
dopiero wyprawia haice i gonitwy tak hałaśliwe, że zdaje się,
cały zamek runie w gruzy. Pod rozmaitemi postaciami krąży
on koło zamku i namawia ludzi, aby z nim szli do piwnic,
a tam koło północy znajdą tyle złota, że można z niego posta
wić wieżę. Wtedy mogą sobie nabrać skarbów ile zechcą, by
leby tylko udali się tam z nim razem. Jednakże nikt nie chce
się odważyć na czyn taki, wiedząc dobrze, co spotkało poprze
dników śmiałych, których znajdywano w zamku bez duszy ze
śladami palców na martwych twarzach, pochodzących zapewnie
z walki ze złym duchem.
W głębi jednej z piwnic ma się znajdować kolebka ze
złota.
Zły duch pozwala niekiedy ciekawym zajrzeć do swej
siedziby, ale zbyt natrętnych zatrzymuje u siebie przez kilka
godzin, wyprawia sobie z nich igrzyska rozmaite, a wypuszcza
dopiero wystraszonych i ledwie żywych.
Jeżeliby ksiądz z krzyżem w ręce wszedł do piwnic, gdy
drzwi będą otwarte, mógłby zabrać wszystkie nagromadzone
skarby. Wszyscy wiedzą o tern, więc też gdy niedawno temu
w Wielki Piątek pastuszek mały zobaczył otwarte wejście do
piwnicy, pobiegł natychmiast do proboszcza i zawiadomił go
o ważnym wypadku. Ksiądz, znając podanie, wybrał się na
tychmiast z procesyą, aby skarby nagromadzone zabrać, lecz
w drodze zatrzymany przez babę, przybył za późno i wejścia
do piwnicy znaleźć już nie mógł.
Służba dworska opowiada, jakie psoty wyrządza ów kusy
panek. Jednego razu wieczorem podczas wieczerzy zajechał
pod okna sali jadalnej wół na koniu i zapukał do okna. Wła
ścicielka zamku kazała lokajowi zobaczyć, co to za widowisko,
lecz nagle wszystko znikło. Czasem w południe słyszy czeladź
ROZMAITOŚCI
337
dworska, że ktoś gwałtownie ciągnie wodę ze studni. Skoro
jednak które z ludzi wyjrzy, ustaje ciągnienie, a w pobliżu
studni nie widać nikogo. Niekiedy w nocy słychać, jak ktoś
okrutnie młóci w stodole na maszynie. Zachodzą parobcy, atu
nie ma żywej duszy. Każdy się skarży na figle i psoty złego,
a właściciel zamku ma podobno sprzedać dobra, jeżeli tak da
lej będzie.
List') pisany z obczyzny przez dziewkę z Izdebnika ad
Kalwarya do parobka, będącego w służbie w Suchej.
»Winnigju dnia B/4 1903.« (Winningen, Bezirk Magdeburg).
»Siadam do stołu pańskiego,
bo nimam swojego
i piszę do Jasinka, do serduszka twego.
Ani tak sowiczek (słowiczek) nad ranem nie śpiewa,
jak sie moje serce do ciebie Najmilszy Jasinku odzywa.
Skoro rano, raneczko,
przód niż wschodzi słoneczko,
Przeleciała sroczka
koło mego okieneczka
i tak skrzeczała,
jakby powiedzieć chciała,
że twoje żondanie, czeka na moje odpisanie.
Pisze do ciebie Drogi Jasinku temi słowami,
Jak się należy między chrześcijanami.
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.
Szłam dzisiaj koło kościelnyj bramy
I tak mi się ładnie odzywa gołąbek biały
I tak pieknie wyśpiewuje: bierz pióro w rękę.
Ja do ciebie pisze i pisze,
a ty mi nie uwierzys, jak ten list odbierzes,
to mi może uwierzys.
I pisze imienia, dla wyrozumienia
W sercu twojem literami imię swoje znaczę U
i tobie tłómaczę.
Ja sobie twoje serce chociaż dopisuje,
i) Lud. Tom IX, Zeszyt 2. Rozmaitości.
Lud. Rocznik X.
,
