1af226fed02486bbc147a7e32a34e4c0.pdf

Media

Part of Materiały do dziejów zbójnictwa na Żywiecczyźnie / Lud, 1937, t. 35

extracted text
41
»

Ï oraz weterynaria ludowa w wioskach parafii Pobiedr i Krzęcin. Lwów
c 1901. (Lud IX 93—4).
Kiedy zaś w r. 1934 Towarzystwo Ludoznawcze przystąpiło do
wydawnictwa pt. „Prace Etnograficzne“, do pierwszego tomu nowej
publikacji udało się pozyskać bardzo ciekawą pracę Seweryna Udzieli
k pt. „Ziemia łemkowska przed półwieczem“. Zapiski i wspomnienia
; z lat 1888—1893.
W uznaniu tych zasług, jakie miał Seweryn Udziela nie tylko dla
polskiej etnografii wogóle, ale także dla Towarzystwa Ludoznawczego
we Lwowie i pisma tego Towarzystwa, kwartalnika etnograficznego
„Lud“ — Walne Zgromadzenie Towarzystwa Ludoznawczego we Lwo­
wie w maju roku 1926 obdarzyło Seweryna Udzielę najwyższą god­
nością, jaką Towarzystwo rozporządza, a mianowicie członkostwem
honorowym.

STANISŁAW SZCZOTKA

MATERIAŁY DO DZIEJÓW ZBÓJNICTWA
W ŻYWIECCZYŹNIE
Pamięci Dyrektora Seweryna Udzieli, inicjatora
Muzeum Ziemi Żywieckiej.
1. Kto jest autorem Pieśni o standrechcie i Proćpakowej bandzie w 1795 r.Ÿ
2. Relacja ks. Augusdna o Proćpaku. 3. Podania ludowe o Proćpaku. 4. Pieśni zbój­
nickie z Żywiecczyzny. 5. Podanie o zbójniku Cukrzyku.
*

*
*

1. Dyrektor Juliusz Zborowski ogłaszając w Ludzie (S. II, T. VIII.
1929 r.) Pieśń o standrechcie i Proćpakowej bandzie w 1795 r., wyraził
przekonanie, iż jej autor nie był Polakiem, lecz „Niemcem, piszącym
i mówiącym po polsku bardzo mizernie“, za czym przemawiają liczne
germanizmy. Podejrzewał nawet, „że pozgonne żywieckim zbójnikom
ułożył ów „oberleśniczy“, o którym poemat wspomina“.
Nam udało się jednak ustalić, że autor nie był ani Niemcem, ani
też „owym oberleśniczym“. Ksiądz Franciszek Augustin, proboszcz ży­
wiecki, w swej kronice napisanej w 1842 r., która obecnie znajduje się
w zbiorach rękopiśmiennych Muzeum Ziemi Żywieckiej („Jahrbuch
oder Zusamenstellung geschichtlicher Thatsachen, welche die Gegend
von Oswieczym und Seypusch angehen“), na stronie 250 podaje wia­
domość, że u zarządcy dóbr w Wieprzu, Łukomskiego, znanego nam
z Pieśni o standrechcie i Proćpakowej bandzie, „mieszkał jego stary
ojciec, który historię Proćpaka ujął w rymy ludowe pod tytułem „Godzynki Zbujeckie“. Kronikarz stwierdza dalej, że stary Łukomski był
naocznym świadkiem procesu i dlatego jego rtpis jest wiarygodny.

42
Autorstwo „Godzinek Zbójeckich“ potwierdza również znany ba­
dacz Żegota Pauli w rękopisie Bibl. Jagiell. Nr 5391.
Według wszelkiego zatem prawdopodobieństwa możemy przyjąć,
że „Godzinki Zbójeckie“ to właśnie Pieśń o stcindrechcie i Proćpakowej
bandzie w roku 1795, a autorem utworu jest stary Łukomski.
2. Do źródeł o dziejach „familii“ zbójnickiej Proćpaka, zawartych
w opowiadaniu Delaveaux (Górale bieskidowi zachodniego pasma Kar­
pat, Kraków 1851, str. 110—117) i materiałach ogłoszonych przez Dy­
rektora J. Zborowskiego (Pieśń o standrechcie i Proćpakowej ban­
dzie — Lud S. IL t. VIII), pragniemy dorzucić na tym miejscu najważ­
niejsze, bo nie z literackiego punktu widzenia napisane, opowiadanie
ks. Franciszka Augustina, proboszcza żywieckiego, autora kroniki
rękopiśmiennej „Jahrbuch oder Zusammenstellung geschichtlicher
Thatsachen, welche die Gegend von Oswieczym und Seypusch angehen“, napisanej w 1842 r., a znajdującej się obecnie w zbiorach
Muzeum Ziemi Żywieckiej.
Wiadomości zawarte w opisie ks. Augustina pozwalają nam przede
wszystkim stwierdzić, iż prawdziwe nazwisko harnasia to Fiedor (dziś
we wsi Kamesznicy wiele rodzin góralskich nosi to nazwisko), a Proč­
pak to przydomek. Tu podajemy in extenso życiorys Proćpaka w tłu­
maczeniu polskim, w rękopisie kroniki mieści się on na str. 245—2501).
W 1795 r. rzucił zbójnik Pročpak recte Fiedor wraz ze swoimi to­
warzyszami postrach na całą okolicę, jak długa i szeroka. Był on rodem
z Kamesznicy, żonaty, a mieszkał razem z ojcem w małej chałupie,
trudniąc się kłusownictwem. W 1792 r. zastrzelił przypadkowo ja­
łówkę, którą wziął za zwierzynę. Ponieważ tego jednak nikt nie widział,
więc ją oprawił; jednak przez skórę, którą sprzedał za granicę na Śląsk,
wydało się. Fiedora aresztowano i odesłano do więzienia w Wiśniczu.
Przesiedziawszy tam pół roku, umknął i przyszedł z ogoloną głową
w nocy do żony i przebywał u niej kilka dni w ukryciu. Tymczasem
przyszedł do dominium list gończy, aby szukano zbiega, dowiedziała
się o tym jego żona i Pročpak obawiając się rewizji w domu, schronił
się do lasu.
Po ostatnim polowaniu schował swoją strzelbę wraz z prochem
w wypróchniałym buku, poszukał jej teraz i znalazł wszystko, co do­
dało mu ochoty do dalszego uprawiania kłusownictwa. Często odwie­
dzał swą żonę, przynosząc jej nieraz zająca lub sarnę, a także i pie­
niądze. Ale przebywał w domu zawsze krótko i w wielkiej tajemnicy,
gdyż był rozkaz, aby o nim natychmiast donosić do dworu.
W ciągu przebywania w lasach spotkał Pročpak drugiego kłusow­
nika, dezertera z wojska, z którym się prędko zaprzyjaźnił, a przez
niego poznał się z dwoma urlopnikami. Byli to zuchwali zawadiacy
i uprawiali kłusownictwo na wielką skalę. Zarówno w lasach koło
Jabłonkowa, jak i w Kamesznicy robiono obławy na kłusowników,
więc ci uciekli na Babią Górę, gdzie przebywali w szałasach, a ponieważ
tam zwierzyny było za mało, stąd ich pierwszy rabunek.
1) Tłumaczenie zawdzięczamy uprzejmości Prof. St. Łaszczyńskiego z Żywca,
za co składamy mu na tym miejscu serdeczne podziękowanie.

43
Dwaj kupcy domokrążcy z Węgier zdążali do Polski od Polhory,
wioząc towary blaszane, jedwabie i ałun. Pročpak z dwoma towarzy­
szami zastąpił im drogę, żądając oddania pieniędzy i towaru. Ponieważ
obaj krzepcy Słowacy bronili się, strzelił Pročpak jednemu z pistoletu
w głowę; popłynęła krew — początek był zrobiony. Chociaż drugi już
nie stawiał dalszego oporu, zastrzelił go zbójnik, obawiając się niewy­
godnego świadka. Los został rzucony, z kłusowników stali się morder­
cami i rabusiami.
Od tego czasu rozchodziły się pogłoski o nocnych włamaniach
i rabunkach, bądź tu, bądź też na Śląsku i na Węgrzech. Naprzód na
Kasperkach samotnie mieszkający, zamożny handlarz płótna został
w nocy obrabowany, przed śmiercią znęcali się zbójnicy nad nim i jego
żoną. W Rycerce Górnej zaszedł wkrótce podobny wypadek, mąż zo­
stał zabity, a kobietę zostawiono zakneblowaną na ziemi, zrabowano
tam 1400 zł. Według opisu kobiety rozpoznano Proćpaka jako sprawcę.
Wkrótce potem przyszło sześciu ludzi do Zawoji i wywołali orga­
nistę do chorego. Gdy wyszedł z domu, trzymając w ręce klucze od koś­
cioła, chwycił go jeden z nich za kołnierz i zawlókł go na bok ku resz­
cie i tam rozkazano mu udać się z nimi dó księdza i oświadczyć pleba­
nowi, że go potrzeba do chorego, grożąc śmiercią na wypadek oporu.
Zrobił jak rozkazali. Ksiądz polecił służącej otworzyć, a gdy się to
tylko stało, pochwycono ją i wpakowano do wielkiej kadzi stojącej
w sieni, inni tymczasem pytali księdza o pieniądze. Biedaczysko miał
112 złotych całego majątku. Zbójnicy kazali feię mu ciepło ubrać i wsa­
dzili do gospodyni do beczki, którą przyłożyli ciężarem, żeby nie mogli
jej otworzyć. Potem zabrano bieliznę, organista musiał z nimi pójść
ku Babiej Górze i dopiero nad ranem zwolniony pobiegł, by we wsi
narobić alarmu i księdza uwolnić. Także i w tym wypadku rozpoznano
według opisu Proćpaka.
Wkrótce potem nadeszła wieść, że w Trzcianie na Węgrzech obra­
bowano i zamordowano żyda. Potem handlarz płótna z Mistka, który
wracał z Orawy przez Jeleśnię, zginął, jego przyjaciele stwierdzili, że
go w Krzyżowej i Jeleśni jeszcze widziano, ale potem po nim wszelki
ślad zaginął. Przypuszczano więc, że on gdzieś koło Jeleśni został za­
bity, co się też w zeznaniach rozbójników potwierdziło później.
Już po pierwszym morderstwie syndyk z zarządu w Wieprzu, Łukomski zrobił doniesienie do władz rządowych i zażądał asystencji
wojskowej, ponieważ chłopi byli podejrzani, bądź też nie posiadali od­
wagi i patrole zarządzone przez niego nie przynosiły żadnych rezulta­
tów. Ów Wincenty Łukomski, zarządca dóbr i syndyk, nakazał, aby
sąsiad sąsiada miał na oku. Nareszcie przybyły dwie kompanie wojska
i zostały rozlokowane po wsiach; robiono obławy, gdzie w lesie wi­
dziano obcego, o czym donosili pasterze, tam las przeszukiwano, nie
znajdując zwykle niczego.
Natomiast w dalszym ciągu dochodziły wieści o nowych rabun• kach. A zatem przybyło dwóch sądowych od spraw karnych do
i Wieprza, zdwojono komendę wojskową i robiono obławy na Śląsku
ci Węgrzech. Wszystko nadaremnie.
n
Pewnej niedzieli przybył baca szałasów Szczotki, które to szałasy

44
jeszcze z dawnych czasów Burego i Portasza ~j były znane jako miejsca
schronienia zbójników. On opowiedział, że przyszło do niego czterech
ludzi znużonych i głodnych i żądało chleba, ponieważ jednak chleba
nie posiadał, więc poszli do lasu, byli zaopatrzeni w strzelby, z wszelką
pewnością — twierdził — należą do ludzi Proćpaka. Natychmiast ze­
brano dwie kompanie wojska, wszystkich gajowych i leśniczych, chło­
pów z Ciśca, Milówki i Rajczy i ruszono na obławę. Otoczono las wie­
czorem, a rankiem wkroczono ze wszystkich stron równocześnie, po­
suwając się za wskazówkami gajowych do środka, badając dokładnie
każde drzewo i krzak. Wreszcie pod wystającą skałą znaleziono tlejący
popiół z ogniska, miejsce, gdzie w nocy ludzie leżeli i kości ogryzione
z pieczeni, wszystko to dowodziło, że rankiem byli tu zbójnicy i jeszcze
nie mogli zbiec. Zaraz ścią'gnięto tu część ludzi, by stworzyć drugi kor­
don, ażeby, co ujdzie pierwszemu, wpadło na drugi. Znaleziono jed­
nego zbójnika w wyprćchniałym drzewie, ten miał powiedzieć, gdzie
są inni i wielu ich jest; gdzie oni są, tego on nie wiedział, gdyż każdy
ratuje się jak może, na noc było ich tu sześciu, gdyż, jak mówił, nie
pozwala się im nocować pod dachem jak ludziom.
Przy dokładnym szukaniu znaleziono jeszcze dwóch wciśniętych
w rozpadliny skalne, czwartego zdradziły wrony na gęsto oliścionym
drzewie. Tych czterech odprowadzono do Milówki, a stąd do Wieprza,
las dalej trzymano w osaczeniu i przeszukiwano bezowocnie do dnia
następnego.
Na przesłuchaniach wyznali ci czterej, że ich wielu pozostaje
z bandą w przyjaznych stosunkach, ale liczby dokładnej nikt nie zna.
Według zeznań pojmanych przeprowadzono rewizje po domach i aresz­
towano do siedemdziesięciu ludzi, których odesłano do Wieprza.
Wszyscy, którzy widzieli lub rozmawiali ze zbójnikami, a nie donieśli
o tym, zostali wychłostani kijami, a ci. którzy ich nocowali, albo z nimi
pili, tańczyli i bawili się, a nie donieśli, zostali odesłani do więzienia
w Wiśniczu, takich było czterdziestu. Zaś czterech pojmanych zbójni­
ków powieszono powyżej Wieprza tam, gdzie się droga skręca do Radziechów, na dwóch szubienicach.
Radcowie do spraw karnych zażądali z powodu wielkiej liczby
delikwentów nowych syndyków do pomocy. Przesłuchiwania trwały
całymi dniami i nocami.
Do pomocy między innymi przydzielono syndyka bialskiego, który
omal przez przesłuchiwanego dezertera z wojska nie został zabity. Już
o godzinie dziesiątej musiał być ten, dopiero po południu dostawiony,
a bardzo podejrzany aresztant przesłuchany. Przyprowadzono go za­
kutego do izby przesłuchań. Syndyk kazał woźnemu wykonać coś za
drzwiami, gdy ten wyszedł, aresztant skoczył ku syndykowi, zgasił
światło i zarzucił mu kajdany na szyję. Na krzyk syndyka wpadł
woźny do izby i straż i uwolnili go. Delikwentowi zaś udowodniono
rabunek i odesłano do pułku na egzekucję.
Z zeznań aresztowanych okazało się, że Milówka i Kamesznica
były głównym gniazdem zbójników, a Proćpak hersztem, któremu2
2) Por.
Komonięcki
Andrzej,
Dziejopis
Szczotka, Żywiec 1937, t. I, str. 177—8, 271 i 273—4.

Żywiecki,

wyd.

S t.

45
przysięgali posłuszeństwo. Ściągnięto więc całe wojsko do Milówki
i przesłuchiwano w tej wsi.
Zima spędziła zbójników z pola i skłoniła ich do szukania domów;
wielu połapano przy tej sposobności, tylko Proćpaka nie można było
dostać. Jego stary ojciec i żona siedzieli w Milówce w kajdanach, by
wyznali, gdzie się Pročpak ukrywa, czego jednak naprawdę nie wie­
dzieli. Przypadek sam go w końcu wyzdradził.
W grudniu 1795 r. udał się jeden z przysięgłych ze wsi Kamesz­
nicy na chrzciny do Milówki, kumą była młoda wdowa, która mieszkała
we własnym domku wraz ze służącą. Gdy po chrzcie według zwyczaju
wstąpiono do karczmy, rozprawiano tam wiele o najnowszych zdarze­
niach i o świeżych oskarżonych, także o ojcu i o żonie Proćpaka, su­
rowo więzionych którzy już dostali chłostę, by wyznali, gdzie się Proč­
pak ukrywa. Gdy potem kumowie z dzieckiem szli ku Kamesznicy do
domu i jak naturalnie od wódki stali się rozmowni, kum rzekł: — „Żal
mi tego starego ojca, który w tym wieku przez swego syna niewinnie
musi znosić takie maltretowanie. Jest to przecie ze strony Proćpaka
wielkim okrucieństwem dozwalać, by ojciec tak cierpiał. Przecie
mógłby gdzieś z odległości dać jakiś znak od siebie, żeby tu wiedziano,
że ojciec nie może dać o nim żadnej wiadomości“. — Ńa to kuma od­
rzekła: — „Prawda, muszę mu to powiedzieć“. — Natychmiast jednak
urwała, stała się niespokojna tak, jakby się niepotrzebnie wygadała.
Kum zauważył to, ale nie dał tego znać po sobie i zwrócił rozmowę
na rzeczy obojętne. Ponieważ tę samotną kobietę podejrzewano i tak
o miłostki, przysiężny uważał swój domysł za uzasadniony i oddawszy
chrześniaka, odszedł i udał się do leutnanta, który mieszkał w Kamesz­
nicy. Ten zabrał go natychmiast do kapitana w Milówce i złożył mel­
dunek komisji, szybko odkomenderowano dziesięciu ludzi z dwoma
gajowymi, by przeprowadzono rewizję w domu wdowy.
Była północ, gdy oddział przybył do domku: obstawił go, zapu­
kano na okno, ale nikt się nie odezwał, więc żołnierz uderzył kolbą
karabinu do drzwi i zawołał — otwierać! Za chwilę zapytano się przez
okno, co się dzieje, odpowiedź była prosta — otwierać! z dodatkiem
żołnierskich przekleństw. Wreszcie ktoś wyszedł i otworzył drzwi,
czterech żołnierzy i dwóch gajowych wpadło do sieni, dwóch'żołnierzy
skrzyżowało karabiny na progu. Wtedy zaświecono latarnię i kilka
łuczyw i przeszukano każdy kąt małej izdebki. Gospodyni stała tak, jak
z łóżka wyskoczyła, w kącie; przeszukano łóżko, wyrażano przypusz­
czenie, że dwie osoby w nim leżały, ale nic nie można było znaleźć.
Przeklinano, rzucano groźby, żądano to od służącej, to od gospodyni
wyjaśnień, kto drugi leżał w łóżku, ale obie temu przeczyły. Oświetlono
sień, kilku weszło pod dach, wszystko bezskutecznie.
Z niezadowoleniem wychodzili żołnierze na pole, ale gajowy,
który szedł na końcu, sięga ręką poza drzwi, ponieważ w tym miejscu
zwykle wieszano słoninę, by jednak jakąś zdobycz pochwycić i trafia
na włochatą głowę, więc woła głośno: — Zatrzymać się! On tu jest!
Natychmiast^ żołnierze z powrotem wpadają do domu i rzeczywiście
znaleźli Proćpaka, który spał u tej piękności wiejskiej i tak niedelikatnie został obudzony.

Zaraz go skuto, spytano o strzelbę i znaleziono w piwnicy, która
była osobno poza domkiem, ładną dubeltówkę i dwa kosztowne pisto­
lety. Potem Proćpaka z gospodynią i służącą odstawiono do Milówki.
Skoro więc już ten wielki cel osiągnięto i gdy teraz sami areszto­
wani twierdzili, że są już wszyscy połapani, ustalono dzień egzekucji.
A ponieważ dwudziestu zbójników uznano za kandydatów szubienicy,
więc na górze przy Kamesznicy obok mostu ustawiono siedm szubienic.
Jednego dnia powieszono siedmiu, drugiego siedmiu, a trzeciego sześ­
ciu z Proćpakiem. Zaproszono księży z całego dziekanatu do dyspono­
wania delikwentów na śmierć.
Ze złośliwości zbójnicy zapodali także organistę ze Zawoji, jako
swego wspólnika, który im u księdza w Zawoji musiał pomagać. I cho­
ciaż on stale zapewniał, że poza tym jednym razem, kiedy był do tego
zmuszony, nigdy z żadnym ze zbójników nie widział się, to jednak on
wraz z nimi na śmierć skazany i miał drugiego dnia być powieszony.
Kanonik Pawluszkiewicz, proboszcz jeleśniański3),. człowiek poważny,
słuchał spowiedzi organisty, który na wszystkie świętości zapewniał
o swej niewinności. Ksiądz zdobył się na odwagę i prosił komisję o uła­
skawienie organisty, przytaczając, że według spowiedzi robi on wraże­
nie rzeczywiście niewinnego. Oświadczenie księdza źle zostało przyjęte
przez radców sądowych, którzy odpowiedzieli, że wydali wyrok nie
według spowiedzi, lecz według zeznań czterech świadków z pośród sa­
mych zbójników, nie można go więc uwolnić. Skoro jednak w dniu
stracenia dwaj zbójnicy przed śmiercią wyznali, że organistę oskarżyli
jako uczestnika napadu za to, iż ich wydał, uniewinniono więc ska­
zańca.
Przez cały czas śledztwa od września do dnia 20 grudnia ukarano
chłostą ponad 100 ludzi, 70 odesłano do więzienia karnego, 28 powie­
szono, 4 urlopników i dezerterów odstawiono celem ukarania do puł­
ków. Od tego czasu był spokój.
Relacja ks. Augustina dorzuca więc trochę nowych nieznanych
nam szczegółów o działalności Proćpaka, naogół zaś potwierdza dane
zawarte w Pieśni o standrechcie i Proćpakowej bandzie, która przez
to zyskuje na wartości historycznej.
3. Osobno pragniemy zestawić podania o Proćpaku (zwanym
przez górali Kroćpakiem), jakie się między ludem utrzymały 4).
Franciszek Białożyt z Kamesznicy, lat 45, opowiadał nam, że Proč­
pak ze swymi towarzyszami ukrywał się w „piwnicach“ niedaleko drogi
wiodącej ze szczytu Baraniej Góry na Halę Baranią. Tu zbójnicy pod­
czas słotnych dni, gdy nie można było urządzać dalszych wypraw,
pragnąc skrócić wlokący się czas, zaprzęgali się sami do radła, które
ze wsi przynieśli i orali. Jeszcze dziś w lesie pokazują chłopi ślady
„zbójnickich zagonów“.
Jeden ze zbójników miał się odznaczać niezwykłą siłą. Kiedy ude3) Por. o nim Karbowiak Antoni, X. Ignacy Pawluszkiewicz i jego
dziełko pedagogiczne z 1771 r. (Muzeum, R. XXI, 1905).
Lucjan Malinowski zebrał podania o Proćpaku, znane na Śląsku,
por. Powieści ludu polskiego na Śląsku (Materiały antropologiczno-archeologiczne
i etnograficzne, t. IV) Kraków 1900, str. 49—53.

47
rzył ręką w skałą, na głazie odbił się ślad jego olbrzymiej dłoni. I ta
„zbójecka ręka“ zachowała się na skale poniżej „zbójnickich zagonów“.
Ślady zbójeckich kryjówek dochowały się również na Iiarolówce
nad drogą prowadzącą na Baranią Górę.
Śp. nasz ojciec Stanisław Szczotka, zmarły w Milówce w 1028
w wieku 76 lat, opowiadał, że dzieckiem będąc widział „Proćpakowe
piwnice“ na Przysłopie koło Plebańskiego lasu, które wtedy rozbierali
chłopi ze Szarego, zabierając kamienie do budowy piwnic i fundamen­
tów pod domy. Wydaje się jednak, iż raczej mogły to być jakieś maga­
zyny zbudowane przez górników, którzy tu pod Przysłopem w pierw­
szej połowie XIX w. kopali rudę żelazną do huty w Węgierskiej Górce.
On również opowiadał, że jeden ze zbójników, któremu w potyczce
wybił żołnierz zęby, chronił się w Kamesznicy u kobiety w kryjówce
między podwójnym dachem. Ponieważ z powodu rany nie mógł jeść,
karmiła go ona swą piersią.
O stosunku Proćpaka do biednych chłopów świadczy nam inne
podanie, opowiedziane przez Franciszka Białożyta. Koło kapliczki przy
I drodze do Milówki niejednokrotnie dopytywał się zbójnik przechodzą­
cych ludzi o Proćpaka, sam nie dając się poznać. Naogół chwalono go
za to, że wspierał biednych Zadowolony z takiej odpowiedzi obdaro­
wywał przechodzących pieniądzmi, płótnem i suknem. Jednego razu
zapytana baba poczęła złorzeczyć Proćpakowi, nazywając go rabusiem
i złodziejem i prosząc Boga o jego rychłą śmierć. Wówczas prosił ją,
aby mu z Milówki przyniosła od kowala gwoździ, nie przeczuwając
złego, spełniła ona życzenie zbójnika. Proćpak poustawiał gwoździe
gęsto główkami na pniu ściętego drzewa, a później usadził na nich ko­
bietę i dopiero teraz przyznał się, iż jest właśnie przywódcą zbójników,
którego tak nienawidziła 5).
Często jednak zbójnicy napadali na bogatszych chłopów. Jan Wełniak z Milówki, lat 67 takie nam opowiedział zdarzenie. Pod koniec
XVIII w. był wójtem we wsi Szare jego prapradziad, mieszkający „na
Chałupisku“. Zbójnicy dowiedzieli się, że posiada on w domu 800
„siajnych ryńskich“ i postanowili go okraść. Nie mogąc się dobić do
drzwi, zrobili podkop pod ścianą i tędy weszli do domu. Bili Wełniaka,
ale ten udał zabitego. Wówczas zapalili ogień i włożyli doń łańcuch,
aby nim wójta przypiec. Wtedy jednak udało się nieszczęsnemu uciec
przez dziurę w dachu. Teraz zbójnicy wzię i na męki jego żonę, wiercąc
jej świdrem dziurę w kolanie. Wijąc się w straszliwych mękach, nie
mogła im wydać pieniędzy, gdyż nie wiedziała, gdzie je mąż schował.
Wówczas towarzysze Proćpakowi zabili jałówkę, upiekli ją i unieśli ze
sobą, zabierając bryndzę, masło i słoninę.
Ciekawy szczegół egzekucji opowiedział nam Michał Jeleśniański,
lat 67 z Milówki. Jeden z „familii“ Proćpaka, syn bogatej wdowy, która
go źle wychowywała, pozwalając mu na wszystko, został skazany na
powieszenie. Przed śmiercią prosił o zezwolenie na pożegnanie się
z matką, a gdy zbliżyła się do niego, oświadczył, że chce jej coś powie­
dzieć na ucho. Gdy nachyliła głowę do niego, chwycił ją zębami za6
6) Również Wojciech Zawada z Ciśca, lat 78, opowiedział to zdarzenie .Tanowi
Gródeckiemu, sekretarzowi gminnemu w Milówce.

48
ucho (ręce miał związane) i kopnął nogą w brzuch. W zębach zostało
mu ucho, które wypluwszy, krzyknął: — ,.Giń ze mną niedobra
matko!“
Jakże żywo przypomina to opowiadanie zbójnicką pieśń podha­
lańską, w której zbójnik przed śmiercią śpiewał:
Matuś moja miła cemuś mie nie biła,
Cemuś mie nie biła, robić nie ucyła ?
Kiej mie bedom wiesać, bedzies sie gańbiła.

4. Poza dwiema pieśniami ludowymi o Proćpaku, ogłoszonymi
przez L, Delaveaux ‘j w jego Góralach Bieskicloun/ch, które zresztą
nieznane są wśród górali żywieckich, nie znaliśmy żadnych pieśni zbój­
nickich z Żywiecczyzny. Dziwne to zjawisko i godne zastanowienia,
gdy zważymy, że przecie tu w przeszłości kwitnęło zbójnictwo na
wielką skalę.
W ciągu ostatnich kilku lat ustawicznie robiliśmy wśród miejsco­
wej ludności poszukiwania, śledząc usilnie za pieśniami i legendami,
które tradycja łączy ze zbójnictwem. Dopiero w sierpniu 1937 r. udało
nam się zanotować kilka pieśni zbójnickich i te poniżej zamieszczamy.
Na pierwszym miejscu musimy uwzględnić pieśni o Proćpaku, Ja­
nosiku Żywiecczyzny. Słyszeliśmy je od Franciszka Zawady, lat 31
z Kamesznicy, miejsca urodzenia i stracenia harnasia.
1. Obiło sie echo az po moje usy,
Ze ślakla na Gody do łasa wyrusy.
2. A Kroćpocek 7) nie śpi, kraju łasa sfrzeze,
Kto w głomb niego wejdzie, do niego sie bierze.
3. Godzecie, godzecie wcionz wele Kroćpoka,
A on nie zadługo wyskocy zzo krzoka.
4. Kiedy kcecie wiedzieć, jak Kroćpok wyglondo,
Dawojcie piniondze, bo on tego zondo.

Prócz tej większej pieśni o Proćpaku śpiewał Zawada i inne jedno­
zwrotkowe.
1. W Sarćm na gronicku siubienicka słoi
Na tego Kroćpoka, co sie ji nie boi.
2. Skondbyście ziandary gajdanów nabrały,
Cobyście Kroćpoka do nik powionzały.

W „zbójeckich piwnicach“ ukrywali się towarzysze Proćpaka na
Baraniej Górze i w związku z tym powstały następujące pieśni:
®) L. Delaveaux,
Górale bieskidowi, str. 116—117; Zborowski,
Pieśń o standrechcie, str. 4.
7j Górale żywieccy nazywają Proćpaka Kroćpokiem, Dziś Kroćpok to obraźliwe
przezwisko mieszkańca wsi Kamesznicy, por. także .1. Zborowski, Rusnak,
pročpak, janosik, Język Polski 1914, II, str. 213, gdzie wzmianka, iż tak w Żywiec­
czyźnie jak i w Nowym Targu „proćpak“ oznacza gbura, złodzieja lub niedołęgę.

49
1. Na Barani piéknie, na Barani śmiało,
Ino na Barani spokojności mało.
2 Baranio, Baranio, dróżka cćmbrowano,
Cćmbrowali chłopcy przy miesioncku w nocy.
3. Zbójnik jo se, zbójnik na Barani Górze,
Cekom na Ślezioka z piniondzami pudzie.

Błażej Stańco, lat 62, znany dudziarz ze wsi »Szarego, śpiewał pieśń,
która stanowić ma przyśpiewki Pročpak a w karczmie na muzyce, gdy
równocześnie jego towarzysze dobierali się do komory i stajni karczmarki.
1. Tańcuj ze se, tańcuj karcmarecko tłusto,
Bédzies ty płakała, stajenecka pusto.
2. Dolinom, dolinom z tom cćrwonom kalinom;
Pochyl ze sie za buka, bo ci widaj kłabuka.
3. A ty głupi Tomku, kiełbasy na kołku
Sukno na wygléndzie, syćko naše béndzie.
4. Tańcuj ze se, tańcuj, wisi na ciekańcu,
Wisi i gańdziara, cobyś tańcowała.

Przyśpiewki te zawleczone zostały prawdopodobnie do Żywiec­
czyzny z Podhala. Wszak już Sabała je śpiewał, opowiadając o wyczy­
nach zbójnika Matěji, który śpiewał w tańcu z karczmarką:
1. Oj, tańcuj ze se, tańcuj, oj kacmarecko tłusta,
O, bo na jutro bedzie kumurecka pusta.
2. Ej, shylaj ze sie Józek, bo ci kłabuk widno;
Ej, jak kacmarz uwidzi, bedzie z nami biedno.
3. Hej, zbierajcie, zbierajcie, chłopcy uciekajcie,
Ej, na mnie we wąwozie w Kirak pocekajcie.
4. Oj, kacmarecka rada, ze sie wytańcyła,
Ej, ale kacmarz nie rad, bo bedzie hoj co jad !
5. Pinioski brzękajom. niekze nie brzękajom,
Bo jak to usłysom, to nás pohytajom8).

Od tegoż „gajdoska“ słyszeliśmy i inne pieśni zbójnickie.
1. Jaworze, jaworze sćrokiego liścia;
Uzyc Panie Boże zbójnikowi scenścio9).
2. Kiedy se zbójnicek na gronicku strzelił,
Wtedy sie gtonicek cały rozweselił.
8) Stopka A., Materiały do etnografii Podhala (Materiały antropologicznoarcheołogiczne i etnograficzne, t. III) Kraków 1898, str. 104. Por. Hoesick F.,
Legendowe postacie zakopiańskie, Warszawa 1922, str. 241—3; Kantor J., Pieśń
ludowa Podhala (Rocznik Podhalański), Zakopane 1914—1921, str. 138.
J ®) Znane również na Podhalu.
Lud Ť. XXXV.

4

50
3. Jesce jo nie widzioł tali dziéwcyny pîakaj,
Jak moja płakała, kiej mie mieli łapaj.
4. Magura, Magura, za Magurom góra;
Zabili bacoska, wisi z niego skóra.


%

J

Podobny wypadek znany jest w pieśni podanej nam przez Franciszkę
Waligóra, lat 53 z Nieledwi:
Olili, olili, bacoska zabili,
Na kocieł wrazili, w zéótycy warzyli.

Co zresztą znane jest i pieśni podhalańskiej;
Chycili na holi bacoska zbójnicy,
Bódom go warzyli na kotle w zéntycy,

Do powszechnie znanych w Żywiecczyźnie należy pieśń o napa­
dzie zbójnika na przejeżdżającego przez las furmana. Słyszeliśmy ją
od Jana Czecha, lat 60 sołtysa z wsi Radziechów, Filipa Kubicy, lat 56
z Kamesznicy i Franciszki Waligóra, lat 53 z Nieledwi.
1. Wyjezdzoj furmanku, bo juz na cie cas,
Bo tam nie przejedzies,
Bo tam nie przejedzies przez tén génsty las.
2. Furmanek wyjechoł, z bica wytocył,
Juz mu rozbójnicek,
Juz mu rozbójnicek drogę zaskocył.
3. Furmanie, furmanie! Gdzie piniondze mos ?
Tam w zadku na wozie,
Tam w zadku na wozie, to se ik weźcie.
4. Zbójnicy, zbójnicyl Boga sie bójcie!
Konia i wóz weźcie,
Konia i wóz weźcie, życie darujcie!
5. Zbójnicy, zbójnicy! Źle słychać na wás;
Na Podolu kowal kuje,
Na Podolu kowal kuje gajdany na wás.

Pieśń ta znana jest również na Śląsku i to w dwóch odmiennyc
wersjach.
1. Wyjeżdżaj furmanku, bo już z tobą czas,
Bobyś nie przejechał przez ten gęsty las.
2. Wyjechał furmanek, z bicza wytoczył
I zaraz zbójniczek z łasa wyskoczył.
3. Powiedz mi furmanku, kaj piniondze mosz,
Bo jak mi nie powiesz, zabija zaroz.
4. Mom cić jo pieniążki w żadnej kosynie,
Weź se ich zbójniczku, nie zabijaj mnie.
5. Bo jak byś mnie zabił, byłby o mnie płacz,
Płakałaby żona, płakałyby dzieci, płakałaby o mnie cała rodzina.

^

t

Lut

51
Redakcja krótsza (pow. tarnogórski i pszczyński) zna tylko treść pierw­
szych trzech zwrotek10).
Obawa przed służbą w wojsku austriackim często była przyczyną
do zbiegania w lasy i łączenia się ze zbójnickimi „familiami“. Ambroży
Grabowski zanotował w swych pamiętnikach pieśń górali żywieckich,
która nam przedstawia strach przed wojskiem i przez to łączy się także
z genezą zbójnictwa na przełomie wieków XVIII i XIX.
A gdy nadejdzie twoja nieszczęsna godzina,
Tedy cię w nocy porwą jako sk... syna,
Związanego jak zbójcę do Żywca powiozą,
Gdzie na ciebie cesarską, zgrzebną kitlę włożą,
I potem cię popędzą od swoich zdaleka,
Gdzie na ciebie za Niemców śmierć niechybna czeka11).

5. Po zlikwidowaniu Proćpakowej bandy nie od razu zamarło zbójnictwo w Żywiecczyźnie. Działał tu na początku XIX w. głośny harnaś
Cukrzyk, o którym świadczą nam podania ludowe z okolic Soli, Ujsoł
i Rycerki.
Dzieje Cukrzyka opowiedział nam w 1936 r. Józef Szczotka z Ry­
cerki Górnej lat 67, który słyszał je od swego dziadka, urodzonego
w 1792 r., a zmarłego 1872 r. Zanotować musimy, że Józef Szczotka
w kilka miesięcy później zmarł w grudniu 1936 r.
Cukrzyk zorganizował swą bandę we wsi Oszczadnicy na Słowaczyźnie, skupiając jednak w swych szeregach sporo górali żywieckich
zwłaszcza z wsi Soli i Rycerki Górnej. Z biegiem czasu towarzystwo
jego objęło swą działalnością Orawę, Słowaczyznę i Żywieckie, często
ukrywali się zbójnicy w lasach Rycerki Górnej, w miejscu, które dzisiaj
nazywa się „Zbójnicokiem“. Tu w Rycerce Górnej „na Swancarzach“
mieszkała kochanka Cukrzyka Zośka Ciasnocha, do której znosili zbój­
nicy zrabowane łupy.
W stosunku do napadniętych był Cukrzyk bezwzględny. Jednego
razu napadł ze swą „familią“ juhasów na Magurze na pograniczu
polsko-orawskim. Po zabraniu owiec i sera ugotowali zbójnicy bacę
w żentycy za stawiany im opór. Celem wymuszenia zeznań stosował
Cukrzyk przypiekanie żelazem rozpalonym lub wiercenie dziur w ko­
lanie świdrem. Na Słowaczyźnie, Orawie i w Żywiecczyźnie posiadał
harnaś swych szpiegów, którzy mu donosili o nadarzających się oka­
zjach rabunku, w Polsce przewodził zwiadowcom nieznany nam z na­
zwiska Wałek, na Orawie Gumola.
Do dziedzica wsi Soli Szwarcemberga posłał Cukrzyk list, w któ­
rym żądał okupu w kwocie czterystu cwancygierów, które polecił zło­
żyć pod krzyżem u Zwardońskiej Słannicy. Do napisania tego listu
zmusił Cukrzyk jedynego piśmiennego chłopa w Soli Jurka Szczotkę,
który posługując księżom w Rajczy, nauczył się czytać i pisać. Szczotka
został ujęty przez Szwarcemberga i półtora roku przesiedział w więzie10) Pieśni ludowe z polskiego Śląska, wyd. Jan St. Bystro ń,
1934, str. 92—3.
J1) S t. Estreicher, Wspomnienia Ambrożego Grabowskiego,
i909, t. II, str. 372.

Kraków
Kraków
4*

52
niu, skąd uwolniono go wskutek zabiegów księży. Zamiast okupu posłał
dziedzic uzbrojonych pachołków, którzy w utarczce zabili czterech
zbójników. W straszliwy sposób mścił się Cukrzyk na chłopach, któ­
rych podejrzewał o udzielenie pomocy Szwarccmbergowi; ludność była
wzburzona jego postępowaniem. Pod kierownictwem pandurów wę­
gierskich chłopi z Ujsoł, Soli i Rycerki robili obławy na zbójników, co
jednak tylko na pewien czas zmusiło Cukrzyka do zaprzestania napa­
dów, aby następnie bardziej jeszcze się srożyć.
Kiedy chłop z Ujsoł Andrzej Szypuła sprzedał woły, w nocy na­
padli go towarzysze Cukrzykowi, żądając wydania pieniędzy, czego nie
chciał uczynić. Związali go więc zbójnicy lejcami od uprzęży na konia
i zawiesili pod powałą, a wiszącego w powietrzu przypiekali żelazem,
podobnież męczyli jego żonę przybitą za włosy do ściany. Torturami
zmuszono chłopa do wskazania schowku z pieniądzami.
Zamożny chłop z Rycerki Jakub Carbas od dłuższego czasu spo­
dziewał się odwiedzin zbójników. Aby się do tego przygotować, uwią­
zał w sieni nad drzwiami bronę (włókę), obciążoną kamieniami. Gdy
jednej nocy zbójnicy przyszli i poczęli wyłamywać drzwi, spuścił Garbas bronę na wkraczających do domu. Jeden ze zbójników przytło­
czony ciężarem zmarł, inni zaskoczeni tym zbiegli, lecz Garbas odtąd
całymi nocami musiał z siekierą w ręku pilnować swego obejścia.
Nocą z dziesięciu zbójnikami wdarł się Cukrzyk do walkowni
w Rycerce Górnej. Walkarz z żoną poczęli się bronić, lecz zbójnicy
ujęli ich i wsadzili do sypunku na zboże, przywalając wieko kamienia­
mi. Zrabowane sukno zanieśli zbójnicy do kochanki Cukrzyka, Zofki.
Chłopi nie mogli przeboleć straty sukna i zebrawszy się, poszli zbrojnie
do Zofki, gdzie znaleźli sukno i wełnę zakopane w ziemi. Zaledwie
piętnastu parobczaków zdołało unieść zbójeckie łupy.
Niedługo później skradli zbójnicy chłopu z Rycerki woła, chłopa
zaś zabili. Ludność, lękając się o swoje mienie, poczęła się zbroić
w kosy, widły i topory i gromadnie stawiała odpór zbójnikom. Teraz
więc przeniósł się Cukrzyk ze swą familią na Słowaczyznę. W Zborowie obrabowali zbójnicy kościół, zabierając kielichy i monstrancję,
a proboszczowi ubranie i bydło. W Rystrzycy zmusili sołtysa, przypie­
kając go smołą, do wydania gromadzkich pieniędzy, w Starej Ry­
strzycy zrabowali sklep, a właściciela z żoną przywiązali do topoli. Na
Orawie kradli woły, które sprzedawali później rzeźnikom z Jabłon­
kowa. Łupy zrabowane na Węgrzech przechowywali zbójnicy u dru­
giej kochanki Cukrzyka, Maryny w Kosarzyskach.
Zośka Ciasnocha dowiedziawszy się o niewierności kochanka, po­
stanowiła się na nim zemścić, donosiła więc władzom o wspólnikach
Cukrzyka i kryjówkach. Sama zaś zabrała przechowywane w jej domu
pieniądze i zbiegła z nimi do swego stryja do Wrzeszczówki na Słowaczyźnie. Tam jednak wzburzona ludność chciała ją pojmać, spodzie­
wając się, że więcej wtedy powie o zbójnikach, co przyczyni się do ich
pojmania. Zdradzona kochanka zbójnicka zdołała ujść i pod obcym
nazwiskiem wprosiła się na służbę w żywieckim zamku, skąd jednak,
poznana, uciekła do Skalistego. Tam pojmali ją Słowacy w niedzielę
po sumie na wieży kościelnej. Uwięziona wydała dwa tysiące dukatów

53
i dziesięć tysięcy cwancygierów, równocześnie zaś wskazała nowych
wspólników Cukrzyka. Wspólnicy zdradzili kryjówkę w „Zbójnicoku“,
gdzie służba Szwarcemberga pojmała Cukrzyka i jego towarzyszy. Tu
znaleziono liczne zapasy żywności, pieniądze i ubrania, w pobliżu zaś
kości ze zjedzonego bydła, które zdołano zaledwie pomieścić na sześciu
drabiniastych wozach. Całe procesje Orawców, Słowaków i Polaków
schodziły się tutaj, aby rozpoznać i odebrać zrabowane sobie rzeczy.
Resztę łupów odwieziono do Żyliny.
Do Żyliny również skuci w kajdany szli Cukrzyk i towarzysze,
a także obie kochanki harnasia Zośka Ciasnocha i Maryna z Kosarzysk.
Na moście nad Kisuczą w Czadczy polecono Cukrzykowi pożegnać się
ze swymi kochankami, zbójnikom zaś z rodzinami. Każdy zbójnik na
znak, że ostatni już raz w swym życiu przechodź' przez Kisuczę, mu­
siał całować most, chłopi zaś, którzy byli wspólnikami zbójników, po
pożegnaniu z krewnymi, czołgali się przez most na kolanach.
Ostatni rzeczywiście raz widzieli fale Kisuczy. Cukrzyk, towarzysze
jego i wspólnicy zawiśli na szubienicach, Zośka do śmierci siedziała
w kazamatach więziennych, jedynie Marynę z Kosarzysk po dwunastu
latach zwolniono z aresztu i pozwolono jej wrócić do domu.
Kraków w listopadzie 1937 r.

SEBASTIAN

FLIZAK

DZIADOWSKIE OBIADY
W mowie górali podgorczańskich istnieje zwrot, którym gopodarz
albo gospodyni gani sługę lub córkę, gdy skrobiąc ziemniaki do goto­
wania dla rodziny, naobierała ich więcej, niż chwilowo potrzeba:
„Skrobies jak na dziadowski obiad“. Wyrażenie to pochodzi z dawno
zapomnianego zwyczaju, ugaszczania dziadów, żebraków, sutym obia­
dem po pogrzebie zamożnego chłopa, który w tesłamencie na ten cel
zostawił odpowiedni legat. Wyraźne choć nieliczne dowody istnienia
tego zwyczaju znajdujemy w chłopskich rozporządzeniach ostatniej
woli, oraz w inwentarzach mas spadkowych z końca XVIII i z po­
czątku XIX wieku, natomiast tradycja ustna prawie już nic o nim
nie wie.
Żebractwo, daleko liczniejsze w dawnych czasach niż dzisiaj, opie­
kowało się niejako zawodowo dusznym zbawieniem zamożniejszej war­
stwy chłopskiej i z jej ofiarności się utrzymywało. W szeregach żebra­
ków bywali nie tylko kalecy niezdolni do pracy, nie tylko próżniacy
i włóczęgi, lecz także i ludzie, którzy z powodu starości i związanej
z tym niezdolności do pracy znajdowali ostatnią ostoję w torbie i kiju.
Przydarzało się to nawet poważnym gazdom, gdy ich pasierby czy
nawet niegodziwe własne dzieci z chałupy wygnały. Jeszcze przed kilku
laty, widywano w Mszanie Dolnej chodzącego po żebrach byłego wójta
z pewnej wsi okolicznej, który po zapisie gospodarstwa dzieciom po­
dobno został przez nie zmuszony do utrzymywania się z proszonego
chleba.

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.