40ca26ad44086c7c97f5a39dd588ceec.pdf

Media

Part of Seweryn Udziela 1857-1937 / Lud, 1937, t. 35

extracted text
TADEUSZ SEWERYN

SEWERYN UDZIELA
24. XII. 1857, t 26. IX. 1937.

Z śmiercią twórcy Muzeum
Etnograficznego w Krakowie, śp.
Seweryna Udzieli, ubył Polsce nie
tylko nestor etnografów polskich,
którego cicha i mrówcza praca
budziła szacunek powszechny, ale
i nauczyciel-wychowawca i spo
łecznik, obywatel dobrze Rzeczy­
pospolitej zasłużony. To rozłama­
nie życia na połowy, które w prze­
glądzie
działalności
Seweryna
Udzieli tak wyraźnie się zaryso­
wuje, było naturalnym wyniKiem
jego warunków życiowych, szcze­
rego przejęcia się ideałami pozy­
tywizmu i naturalnym nurtem,
biorącym źródło z wrodzonych
umiłowań. One to splatają w jed­
ną całość pracę Udzieli-nauczyciela z pracą Udzieli-etnografa
i tak często sprawy nauki pod­
porządkowują sprawom szkoły.
W jego długim żywocie odbija się
jak w zwierciedle jeden z najcen­
niejszych typów nauczyciela byłej
Galicji, zapracowanego od dzieUc- *■ Seweryn Udziela
ciństwa i w najtrudniejszych wa(wedle fotografii z 24. II. l92o).
runkach życia gorejącego ideą słu­
żenia dobru ogólnemu. Wiele bezimiennego trudu ofiarnego wsiąkło
w wieś polską, — jeśli z rzeszy tych bezimiennych ostało się nazwi­
sko Udzieli, to tylko dlatego, że pracą swą związał się trwale z historią
etnografii polskiej.
Ojciec jego, Marcin, ukończył z odznaczeniem gimnazjum łaciń­
skie w Podolińcu na Spiszu, gdzie wszystkich przedmiotów nauczano

6
po łacinie, zapisał się na wydział prawniczy Uniw. Jag., ale trudne
warunki materialne zmusiły go do przerwania studiów. Przyjąwszy
posadę urzędnika sądowego w Starym Sączu, niedługo wytrwał
w tym zawodzie. Ogłuchłszy wcześnie po ciężkiej chorobie, zwol­
niony został z posady. Odtąd niedostatek nie opuszczał jego domu.
Ze skromnej emerytury, otrzymanej w drodze łaski w wysokości 20
guldenów miesięcznie, nie zdołałby wychować i wykształcić czworga
dzieci: Seweryna, Edmunda, Mariana i Czesławy, gdyby nie bez­
mierna pracowitość i zabiegliwość jego żony, która z nadludzkim
poświęceniem walczyła z przeciwnościami losu.
Najstarszy z rodzeństwa, Seweryn, ur. 24. XII. 1857 w Starym
Sączu, odziedziczył po matce pracowitość, wytrwałość, samodzielność
i upór w dążeniu do wytkniętego celu.
Początkowe nauki pobierał w szkółce, w której tryb szkolny by­
wał niezwykły. Dzieci, przybywszy do szkoły, czyściły buty i surdut
nauczycielowi, potem przynosiły wodę* do miednicy, a kiedy nauczy­
ciel umył się za tablicą, śpiewały rytualną w tej szkółce piosenkę:
Pod ostrogskim borem
Stoi wróg taborem.
Młody kozak spod Ostroga
Poległ z ręki wroga.

Naukę czerpał nie tylko ze szkoły, gdyż w domu uczyła go matka,
a ojciec doglądał odrabiania zadań piśmiennych chodząc po pokoju
i paląc fajkę. W „Wesołych opowiadaniach wesołego chłopca“ (Bibl.
Orlego Lotu nr 13) opowiada Seweryn Udziela swe przygody ze szkol­
nych lat, spędzonych w Starym, a potem w Nowym Sączu. Ruchliwy,
wszędobylski chłopiec towarzyszył matce na odpust, gdzie „po oby­
dwóch stronach drogi porozstawiane kramy z ciastkami, piernikami,
obrazkami świętych, różańcami i innymi świętościami, — całe gro­
mady dziadów śpiewały, zawodząc na różnę głosy nabożne pieśni
0 Matce Boskiej, ślepcy grali na lirach, inni prosili o jałmużnę, że
gwar i hałas był niesłychany“. Przypatrywał się tratwom płynącym
po Popradzie i Dunajcu, występował w cyrku wędrownym jako
ofiara kawałów klowna, niepostrzeżenie wszedł do mieszkania bi­
skupa, aby dowiedzieć się, jak mieszka tak wielki dostojnik, wybrał
się na poszukiwanie zaklętej królewny, a raczej zaklętej dziewczyny
Maciaszkówny, w szczelinie skalnej w Bukowcu, wsi leżącej na po­
łudniowy wschód od Ciężkowic itd. W r. 1872 skończył I klasę realną
w Nowym Sączu. Kiedy przyjaciele rodziny doradzili skierować go
do zawodu nauczycielskiego, piętnastoletni chłopak z zawiniątkiem
na plecach powędrował pieszo do Tarnowa, aby zapisać się tam do
seminarium nauczycielskiego. W pierwsze dni żywił się chlebem
1 serem, który mu matka dała na drogę, potem utrzymywał się z ko­
repetycji. Z humorem wspominał zawsze lekcje u Żydówki, handlarki
ryb, która miesięczne wynagrodzenie w wysokości 2 koron wypłacała
mu drobnymi i to tak zmieszanymi z łuskami rybimi, że myć musiał
pieniądze w misce, a po umyciu zawsze zdawało mu się, że ma
mniej niż miał.

7
Pilnemu chłopcu przyszedł z pomocą Wydział Krajowy, który
udzielił mu stypendium w wysokości 80 guldenów rocznie. Życie
zaczęło mu się układać pomyślniej. Wtedy odezwała się w nim żyłka
pisarska. Układa wiersze, np. „Przed bitwą“ (datowany 17. II. 1875),
„Z 1863 r.“ (pisany w dzień Bożego Narodzenia r. 1875), bajki, no­
wele, np. „Podróż po złoto“, „Miłość dla kraju“ itp. Skończywszy
seminarium z wyróżnieniem, r. 1875 otrzymał pierwszą posadę na­
uczycielską w szkole przy ul. Józefińskiej w Podgórzu, gdzie później
większą część życia spędził i gdzie życia dokonał. Złudzony ideami

Ryc. 2.

Seweryn Udziela wśród członków Zjazdu Młodzieży Krajoznawczej
w Krakowie 1935 r.

pracy apostolskiej wśród biednych i wydziedziczonych, przeszedł do
szkolnictwa prywatnego, przyjmując stanowisko wychowawcy w Za­
kładzie im. hr. Skarbka dla sierot i ubogich, ale po roku uciekł stam­
tąd, gdyż, jak sam pisał, „wolnej swej woli nie mógł poddać pod
kaprys niestałego charakteru przełożonych“. Zmieniając często miej­
sce pracy (w Raniżowie, Ropczycach, Lipniku) i trawiąc siły na
pracy społecznej, rzucał wzrok w przyszłość i wtedy doznawał smutku
rozdwojenia dążności życia. Chciał dostać się do miasta uniwersy­
teckiego, osiągnąć stopień naukowy i piąć się wzwyż po szczeblach
nauki, z drugiej znów strony pochłaniała go praca społeczna, którą
uważał za wyraz posłannictwa nauczyciela. W dzienniczku swym
pisze 4 I r. 1881: „Przede mną błyszczy jakieś światełko z daleka —
bardzo daleko, a wokoło zimno i straszno. Wyciągam ręce za błęd­
nym ognikiem, ale on do mnie zbliżyć się nie chce. Muszę iść do
niego, chociaż droga na pewno nieznana, niebezpieczna może, ale
ja pragnę światła — pójdę!“ Tymczasem ogrom nie odrobionej pracy

8
wokoło wabił go do siebie. Pisała o nim r. 1883 jego żona, Helena
z Piotrowskich: „Pracy ma bardzo wiele. Widząc, że inni nic nie
robią, chciałby robić za wszystkich. I tak: jest sekretarzem oddziału
Tow. Pedagogicznego w Ropczycach, który to oddział utworzył się
jego staraniem. Jest sekretarzem Tow. Ochrony Zwierząt. Pod jego
wpływem zawiązano także stowarzyszenie ku niesieniu pomocy nie­
zamożnym uczniom szkoły w Ropczycach i on do tego stowarzyszenia
ułożył statut i teraz jest jednym z najczynniejszych członków wy­
działu. Zanim założono to towarzystwo, zbierał dary w pieniądzach
i odzieniu na rzecz ubogich uczniów. W krótkim przeciągu czasu
założył bibliotekę dla ludu i dla młodzieży, liczącą ponad kilkaset
dzieł i czytelników przeszło 100. W r. 1883 założył czytelnię ludową,
w której miewał wykłady dla ludu, zmuszając moralnie innych do
wzięcia udziału w tej pracy. Nie była ona bezowocna, bo co niedzielę,
zamiast w szynku, tutaj zgromadzało się na parę godzin przeszło stokilkadziesiąt osób, przeważnie dorastającej młodzieży. Ze swych
szczupłych funduszów prenumerował nawet dzienniki dla ludu. Chciał
założyć koszykarnię albo szczotkamię, bo tak pręcia, jak i szczeci
jest tu bardzo wiele — byłoby to podniosło tutejszą ludność nieza­
możną materialnie i moralnie“...
Ale Seweryn Udziela widział, że ówczesna szkoła i nauczyciel
nie mogą sprostać zadaniom, jakich od nich wymaga życie. Trzeba
zmienić system kształcenia nauczycieli, wycłiować nowych ludzi,
stworzyć nowe metody, nowe programy, nowe szkoły. Ten to pro­
blem nieodpartej konieczności przemiany form wychowania intereso­
wał go żywo, toteż kiedy Rada Szkolna Krajowa, przystąpiwszy do
reformy i rozwoju szkolnictwa ludowego w Galicji, ogłosiła konkurs
na napisanie podręczników szkolnych i zaprojektowanie planów na­
uczania, Udziela zgłosił się do zawodów jako jeden z pierwszych.
Młody, bo zaledwie z kilkuletnią praktyką, nauczyciel odniósł sukces
nielada: wezwany został do Lwowa, gdzie przez kilka miesięcy z po­
lecenia wiceprezydenta Bobrzyńskiego pracował nad organizacją
szkolnictwa, metodyką nauczania i podręcznikami dla szkół ludo­
wych. Z powierzonego mu zadania wywiązał się chlubnie, toteż wła­
dze przełożone w nagrodę zasług zamianowały go inspektorem szkol­
nym. Pracując na tym stanowisku w Gorlicach, Grybowie, Wieliczce,
a wreszcie Podgórzu, zdziałał wiele.
W ciągu swej 33 letniej pracy inspektorskiej postawił około 50
budynków szkolnych, a otwarł nowych szkół około 100. Gdziekol­
wiek dostrzegł na wsi choćby najdrobniejszą iskrę inicjatywy spo­
łecznej, choćby najdrobniejsze pragnienie oświaty, starał się je pod­
sycać i dotąd zabiegał i kołatał na wsze strony, aż społeczna akcja
ludu znalazła ujście w budowie nowej szkoły. Ten zapał twórczy,
wspomagany wrodzoną przedsiębiorczością i konsekwencją w działa­
niu sprawił, że Udziela we wszystkich powiatach, w których inspek­
tom wał, podwoił liczbę szkół, a nigdy nie miał wypadku, by jaka­
kolwiek uczelnia była zamknięta z powodu braku nauczyciela.
Przejąwszy się duchem Komisji Edukacji Narodowej, dbał nie
tylko o szkołę, ale i nauczyciela. W Gorlicach (1891), Grybowie

9
(1893), Wieliczce (1896) i Podgórzu (1900) zakładał „Towarzystwa
wzajemnej Pomocy Nauczycieli ludowych“, które niejedną rodzinę
nauczycielską ratowały w potrzebie, a niejednokrotnie, stwierdziwszy
podczas wizytacji nędzę w domu nauczyciela, co rychlej starał się
poprawić jego byt.
W „Ziemi łemkowskiej przed półwieczem“ (Lwów, 1934) przed­
stawia smutny obraz doli nauczyciela w Nowicy na Łemkowszczyźnie.
Do wsi trzeba było jechać przez wysoki garb Magury Nowickiej, pe­
łen wyboi i kamieni sterczących w wypłuczyskach. Szkoła w walącej

Ryc. 3.

Seweryn Udziela wśród członków I męskiego obozu krajoznawczego
w Jurgowie na Spiszu 22. VIII. 1935.

się chyży. Przed oknami kupa nawozu. W klasie niecki z żytem, za
tablicą beczka z kiszoną kapustą. U tragarza uwiązany na sznurku
jedyny dla całej klasy kałamarz. Nauczyciel, ubrany jak Robinson
w strój własnego wyrobu, reprezentował typ wiejskiego biedaka. Aby
wyżyć z rodziną, zajmował się wyrobem łyżek drewnianych, korytek
do toczaka, fajek lub form do wyciskania kwiatków w maśle. Widać
niewiele dawał mu ten przemysł domowy, jeśli proboszcz z litości
posyłał nędzarzowi od czasu do czasu bochenek chleba. Insp. Udziela,
wzruszywszy się dolą tego zdegradowanego inteligenta, postarał się
0 podniesienie mu uposażenia rocznego o 50 guldenów, wysłał go na
kursy obróbki drzewa, a wreszcie wyjednał dla niego strugnicę
1 przybory stolarskie, by łatwiej mógł stolarką zarobić na utrzymanie
swej rodziny. Była to jedna z metod, którymi Udziela zjednywał so­
bie ludzi na zawsze — życzliwość, promieniująca z serca wrażliwego
na krzywdę ludzką. Te właśnie zalety duszy, obok sprawiedliwości
i wyrozumiałości w ocenie cudzej pracy, budziły dlań szacunek i mi-

10
łość w rzeszach nauczycielskich. Jako inspektor szkolny nie ograni­
czał się jedynie do spełniania swych obowiązków urzędowych.
W r. 1893 współpracował w układaniu planów dla szkół ludowych,
pisał czytanki dla „Szkółki III i IV“, a nie uznając szkoły za jedyny
wykładnik oświaty, inicjował żywo akcję oświaty pozaszkolnej. Je­
szcze jako nauczyciel ludowy założył czytelnię w Ropczycach, dla.
której w r. 1883 ułożył program wykładów zimowych z następują­
cych dziedzin: 1) historii Polski, 2) higieny i medycyny ludowej,
3) gospodarstwa rolnego, chowu bydła i koni oraz sadownictwa i wa­
rzywnictwa, 4) ekonomii społecznej, 5) nauki o ziemi i wszechświe­
cie, 6) nauk przyrodniczych oraz 7) wiadomości politycznych. Do­
szedłszy do przekonania, że drogi oświaiy torować może wśród star­
szego społeczeństwa wiejskiego jedynie tania książeczka, przystoso­
wana do potrzeb i psychiki ludu, zakłada w r. 1892 wraz ze Stani­
sławem Pallanem specjalne wydawnictwo 20 stronicowych książeczek
w cenie 2 centów i sam wprzęga się do pracy autorskiej. Pisze bro­
szurki pod tytułem: O ziemię, Wypadek na wsi, Pielgrzymka do
nieba, Jak Walenty przyszedł do majątku, Dziwne przygody Jakóba
Wąsika, Jak to Szymon chciał dogonić słońce, a pod pseudonimem
Jana Sandeczanina pisze Kłopoty i uciechy gospodarza z Kwiatowiniec. Do pracy tej, której poświęcał wiele zapału, wciągnął nawet
swoją żonę, Helenę z Piotrowskich, autorkę książeczki : Cudowna
lekarka. W wydawnictwie S. Udzieli i S. Pallana pisali: Józef Bałaban, ks. Marian Morawski, Franciszek Marzec, Wanda Ziółkowska,
Juliusz Starkel, Janina Sedlaczkówna i inni. W niespełna dwa lata
(1892—1894) wydrukowali wydawcy u J. Pisza w Tarnowie 240.000
książeczek popularnych, zawierających porady prawne, rolnicze, le­
karskie, treść historyczną, moralną. Dzięki konsystorzom biskupim,
nauczycielstwu oraz zleceniom namiestnika Stan. hr. Badeniego, roz­
chodziły się one po wsiach w stosunkowo dużych ilościach. Zasypana
nimi była cała południowa Polska od Olzy po Zbrucz. Niemniej wy­
dawnictwo to upadło. Zabiła ję zbyt niska cena, uniemożliwiająca,
po opłacie papieru, druku, przesyłki i administracji, wkalkulowanie
odpowiedniego procentu dla wędrownych handlarzy odpustowych.
Zabił je również ospały i nieudolny kolportaż, narzucany kierowni­
kom szkoły, proboszczom i sekretarzom Rad Powiatowych. Niemniej
sam pomysł wydawania książeczek, które nabyć może każdy pastu­
szek, każde najbiedniejsze dziecko, uznany był powszechnie za dobry,
jeśli zaraz po upadku wydawnictwa S. Udzieli i S. Pallana organizo­
wać się zaczęło analogiczne wydawnictwo im. Tad. Kościuszki.
Główną cechą obywatelskiej działalności Seweryna Udzieli był
patriotyzm, wyrażający się w czynnym pragnieniu, by narodowi przy­
sparzać jak najwięcej obywateli oświeconych i narodowo uświado­
mionych. Stwierdziwszy podczas jednej wycieczki na Orawę, że tam
ludność polska ulega madziaryzacji, wstąpił w r. 1904 do „Koła Spi­
skiego im. Klaudyny Potockiej“, które w Krakowie organizował inż.
Julian Teyseur. Towarzystwo to było konspiracyjne, gdyż rząd
austriacki nie chciał zatwierdzić statutu organizacji, mającej działać
na Węgrzech. Prezesem Koła Spiskiego został wybrany Seweryn

11
Udziela, do wydziału należeli: inż. Teyseur, Maria Siedlecka, w któ­
rej mieszkaniu przy ul. Szpitalnej 7 odbywały się zebrania organi­
zacji, Kaz. Skrochowski, śp. Oleś i inni. W czasie dziesięcioletniej
działalności tej grupki idealistów założono kilkadziesiąt biblioteczek
na Spiszu, a rozdano kilka tysięcy patriotycznych książek. Seweryn
Udziela organizował specjalne zbiórki w Krakowie, a dzieciom swym
przezornie zlecał, aby wycierały z zebranych książek podpisy wła­
ścicieli i pieczątki biblioteczne, po czym partiami wysyłał polskie
drukowane słowo na Śląsk, Orawę i Spisz. Polakom, studiującym
w uniwersytecie w Peszcie, wysyłano dzieła Mickiewicza, Sienkiewi­
cza, historię Polski, historię literatury polskiej itd. Akcja ta w dużym
stopniu przyczyniła się do rozbudzenia1 świadomości narodowej ludu
spiskiego i orawskiego, który później przemówił ustami ks. Ferdy­
nanda Machaya i Piotra Borowego za przynależnością do Polski.
Patriotyczna działalność Seweryna Udzieli sięgała też do braci za
kordonem rosyjskim. Kiedy klęski wojsk rosyjskich na polach Man­
dżurii obudziły powiew ruchów wolnościowych w b. Kongresówce
w r. 1906, Udziela oddaje siły swoje na usługi budzącej się szkole
polskiej za kordonem.
Interesował się także sprawą podniesienia położenia ekonomicz­
nego ludności wiejskiej przez ożywienie przemysłu ludowego.
W r. 1912 opiekował się kursem szycia gorsetów i strojów ludowych
w Chorkówce w pow. krośnieńskim, w r. 1914 kursem szycia gorse­
tów w Kamieniu w pow. niskim, współdziałał z Oddziałem Tow. Po­
pierania Przemysłu Ludowego Małopolski Zach. i Śląska, przepro­
wadzając inwentaryzację przemysłu ludowego w pow. żywieckim
i pisząc instrukcje dla zajmujących się organizacją tego przemysłu.
Zawsze czynny i ruchliwy, nie zasklepiający się w jednej dzie­
dzinie pracy, stara się swe spostrzeżenia, wiedzę i idee popularyzo­
wać, współpracując z różnymi czasopismami. Miesięcznik Towarzy­
stwa ochrony zwierząt (w którym ogłosił pierwszy swój artykuł
o sowie sówce w r. 1879), Przyjaciel zwierząt, Przegląd weterynarski,
Przegląd rzeszowski, Samorząd, Szkoła, Chata, Krakus, Gwiazdka,
Kwartalnik historyczny zawierają jego artykuły popularne z dzie­
dziny przyrodniczej, społecznej, pedagogicznej, historycznej i etno­
graficznej. Wreszcie zdecydowawszy się na jedną linię zainteresowań,
której już do końca życia pozostał wierny, służy jedynie etnografii
w pismach: Wisła, Lud, który przez dwa lata redagował wraz z prof.
Potkańskim, Ziemia, Orli Lot, Przemysł Rzemiosło Sztuka, Rzeczy
Piękne, Lud Słowiański, Kurier Lit.-Naukowy, Młody Polak, Płomyk,
do którego za namową p. Porazińskiej pisał różne opowiadania lu­
dowe, itp.
W uznaniu jego pracy badawczej Pol. Akademia Umiejętności
powołała go na członka współpracownika Komisji Fizjograficznej,
potem zaś, po wyodrębnieniu się nauk specjalnych w oddzielnych ko­
misjach, insp. Udziela pracował przez wiele lat w Komisji Etnograf.,
pełniąc funkcję zastępcy przewodniczącego.
Etnografem i krajoznawcą czuł się Udziela już od wczesnej mło­
dości. „Chciałem wszystko poznać — mówi w Orlim Locie (1925) -—

12
co mnie otaczało, chciałem wszystko wiedzieć: wspinałem się na
wieże kościelne, na wierzchołki gór i skał, aby się napawać wspa­
niałymi widokami, właziłem do sklepionych piwnic kościelnych
i w starych zamczyskach, do jaskiń podziemnych, chcąc zobaczyć,
co się tam kryje“. Czytając, co mu w rękę wpadło, zauważył wcze
śnie, bo już w 12 roku życia, że o pewnych rzeczach słyszanych
i widzianych w żadnej dostępnej mu książce nie było wzmianki.
Zaczął więc spisywać te rzeczy w zeszycie o 16 kartkach. Spisywał
naprzód rośliny, których ludzie używają na różne niedomagania
i choroby. Wnet jednak zarzucił tę pracę, dowiedziawszy się z wy­
pożyczonego od kolegi „Przyjaciela rodzinnego“ z r. 1856 czy 1857,
że zioła lecznicze i ich zastosowanie opisali już inni. Zaczął więc spi­
sywać zagadki. Gdy już miał ich około 600, wpadła mu w ręce ksią­
żeczka Józefa Chociszewskiego z r. 1872 „Zagadki i łamigłówki“.
I znowu zaniechał swej pracy, a mozolnie zebrany w latach 1870
do 1872 zbiór zagadek wyrzucił jako rzecz bezwartościową. Rozu­
mował bowiem w ten sposób: po co trudzić się nad tym, co już zo­
stało spisane i wydrukowane? Nie zrażony jednak niepowodzeniami
spisywać zaczął baśni, jakie słyszał od matki, babki, stryjów i słu­
żących. Opowiadaniami tymi wypełnił dwa zeszyty w r. 1872, któ­
rych już nie zniszczył. Pozostały one dlań drogą pamiątką z naj­
młodszych lat. W 14 i 15 roku życia wczytywał się już w rozprawy
etnograficzne i archeologiczne w Bibliotece Warszawskiej, w Przyja­
cielu Ludu z Leszna, w książkach Mączyńskiego, Konopki, a wreszcie
O. Kolberga, pod którego wpływem zaczął zwracać uwagę na zwy­
czaje ludowe. Od najmłodszych lat miał zamiłowania kolekcjoner­
skie. Zbierał wszystko. Spisywał zasłyszane bajki, opowiadania, le­
gendy, zagadki, pieśni, a zamiłowanie to rozwijało się w nim z bie­
giem lat. Systematyczne jednak zbieractwo materiałów etnograficz­
nych rozpoczął dopiero koło r. 1888. Jako inspektor szkolny miał
możność stykania się z ludem w różnych miejscowościach i rozsze­
rzania swej wiedzy etnograficznej na podstawie „badań terenowych“.
Wszelkie obserwacje i opowiadania skrzętnie zapisywał, a z notât tych
rodziły się później cenne artykuły naukowe i obszerne prace Ten
świat interesował go często więcej, niż urzędowy cel podróży inspek­
cyjnej. Bywało nieraz, że wszedłszy do klasy, usiadł w ostatniej
ławce, otwarł pojemny notatnik i pisał bez przerwy. Na nauczycielu
prowadzącym lekcję zimny pot występował, bo ani chwili nie wątpił,
że inspektor w tym momencie skwapliwie notuje wszystkie jego
błędy dydaktyczne. Tymczasem inspektor notował na gorąco szcze­
góły rozmowy z chłopem, który wiózł go do szkoły.
Podróże inspekcyjne obfitowały często w wiele niespodzianek.
Z humorem opowiadał, jak raz w domu biednego nauczyciela na
Łemkowszczyźnie poprosił, aby na obiad ugotowano mu kurę, ale
wnet ciężko tego pożałował, gdy w dużej misce podano mu kurę
ugotowaną wraz z wnętrznościami. Oczywiście tego dnia wyrzec się
musiał obiadu, pomimo że żona nauczyciela grzecznie usprawiedli­
wiała się, że po raz pierwszy w życiu gotowała kurę. Nieraz podczas
wizytacji odcięła go od świata śnieżyca, a wtedy zabawić musiał

13
u nauczyciela czas dłuższy i wraz z nim żywić się ziemniakami i ka­
pustą. Wtedy wszystkie chwile czekania na lepszą pogodę zużytkowywał na wywiady etnograficzne. „Co zresztą miałem czynić —
mawiał — gdy nie gram w karty, nie umiem palić ani pić, gdy nu­
dzi mię tzw. rozmowa towarzyska, zresztą tego też nie umiem. Mu­
siałem więc zajmować się etnografią, na inne rzeczy szkoda mi było
czasu“.
Stanowisko inspektora niesłychanie ułatwiało mu pracę etno­
graficzną. Nauczycielstwo bowiem, chcąc pozyskać względy swego

Ryc. 4.

Seweryn Udziela wśród ludu haczowskiegu, pow. Krosno, w czerwcu
1937 r.

przełożonego, starało się w miarę sił swoich spełniać jego życzenia,
tj. przede wszystkim dostarczać mu materiałów etnograficznych.
Współpracowników z dziedziny folkloru miał wielu, stosunkowo
trudniej było z wyszukaniem odpowiednich rysowników, którzy by
umieli trafnie notować okazy sprzętarstwa, budownictwa lub charak­
terystyczne motywy zdobnictwa stroju. A jednak i w tej dziedzinie
umiał Udziela zorganizować sobie współpracowników. Kierownik
szkoły w Krzęcinie, Stan. Pollek, wykonywał dlań rysunki chat, na­
uczycielka w Łagiewnikach, Helena Warchałowska rysowała gorsety
krakowskie, E. Zielińska malowała motywy zdobnicze na skrzyniach
krakowskich, nauczycielka w Podgórzu, Jadwiga Bober, malowała
gwaszem na ciemnym tle hafty krakowskie, Stanisława, córka Mi­
chała Grażyńskiego, kierownika szkoły w Dębnikach, rysowała piór­
kiem hafty krakowskie. Rysowała dlań kierowniczka szkoły w Ska­
winie, Zofia Piotrowska, nauczycielki w Podgórzu, Marcelina i He­
lena Zajączkowskie, Rudolf Lesiecki, pasierb nauczyciela Feliksa
Taroniego Aleksander Henoch, nauczycielka w Płaszowie, Maria
Pruskówka, dyr. szkoły realnej w Żywcu, Bronisław Gustawicz, prof.

14
gimnazjum w Krakowie, Hanna Sonnoburg Hebenstreit i prof. Sta­
nisław Jakubowski. Kilka grubych tek z rysunkami i akwarelami
wykonała za skromnym wynagrodzeniem Maria Eliasz Radzikowska,
której dziełem są akwarele przedstawiające hafty i stroje krakowskie,
stroje sądeckie, stroje i hafty góralskie, kolbuszowskie (Lasowiaków)
i inne. P. Maria Pollaschek Kirchnerowa, zamianowana w szkole
dopiero się budującej, wyzyskiwała wolny czas na malowanie pasów
sądeckich, góralskich i krakowskich, stroju myślenickiego, kolbuszowskiego, rzeszowskiego i podolskiego, sądeckich wycinanek z opłat­
ków, haftów krakowskich, góralskich, śląskich, rzeszowskich itp.,
a za pracę tę otrzymywała specjalne wynagrodzenie. Największe jed­
nak zasługi w tym dziale gromadzenia materiałów etnograficznych
mają dwaj nauczyciele podgórscy, przyjaciele Seweryna Udzieli, Ma­
ksymilian Guńkiewicz i Feliks Taroni. Ich to dziełem są sławne teki
sądeckie, znajdujące się dzisiaj w Muzeum Etnograficznym w Kra­
kowie, tylekroć podziwiane przez badaczy polskich i obcych, a nie­
stety, do dziś jeszcze nie wydane drukiem. Na zawartość tych tek
składa się kilkadziesiąt świetnie przez p. Guńkiewicza wykonanych
dużych tablic malowanych, przedstawiających zdobnictwo stroju są­
deckiego, oraz kilkadziesiąt wykonanych przez p. Taroniego tablic
z ozdobami ściennymi, kapliczkami, rysiami i przyczółkami chat,
obramieniami okien, planami domów, motywami zdobniczymi stroju
sądeckiego itp.
Na powiększanie się materiałów etnograficznych Seweryna
Udzieli wpływały w dużym stopniu także jego coroczne wyjazdy na
letnisko. Zmieniając często miejsce swych wywczasów, zmieniał tym
samym i teren swych badań etnograficznych. Towarzyszyli mu zwy­
kle z rodzinami dwaj nauczyciele: p. Guńkiewicz i p. Taroni, którzy
z nim razem chodzili na wycieczki i odpusty i razem namawiali upa­
trzonych ludzi, aby odważyli się stanąć przed obiektywem fotogra­
ficznym. Również i dzieci swe wprzęgał Seweryn« Udziela do swej
umiłowanej pracy. Najstarszy syn, Seweryn, obecnie dyrektor gim­
nazjum, fotografował chaty i typy ludowe, syn Mieczysław, obecnie
major W. P., rysował przyczółki i pazdury chat oraz kapliczki, zięć
Adam Brzostyński, obecnie prezes Sądu Apelacyjnego, sprawnie no­
tował melodie i pieśni, córki zaś: Helena, Zofia i Wanda, każda
wedle sił swoich pomocne były ojcu. Zbieractwo materiałów etno­
graficznych uprawiał Udziela ze względów osobistych, nosząc się
z zamiarem opublikowania ich drukiem, jako też ze względów natury
ogólniejszej, uważając pęczniejące coraz więcej teki za najcenniej­
szą część swych zbiorów muzealnych, pomieszczonych początkowo
w trzech pokoikach przy ul. Studenckiej, a potem w kazimierzow­
skiej budowli, b. seminarium duchownym im. św. Michała na Wa­
welu. Stąd to różne okoliczności, które w istocie mały związek miały
z etnografią lub muzeum, umiał dziwnym sposobem naginać do
swych celów. Wystarczy jeden przykład: Gdy po wyparciu Rosjan
z Małopolski organ Namiestnictwa, Centrala Krajowa Gospodarczej
Odbudowy Galicji, rozpoczęła akcję naprawiania ogromnych krzywd
wojny na obszarach, gdzie ludność znalazła się bez dachu nad głową,

15
dyr. Udziela zwrócił się imieniem Twa Muzeum do owej Centrali
z prośbą o subwencję na drukowanie prac z dziedziny zdobnictwa
ludowego i budownictwa oraz przeprowadzenie badań etnograficz­
nych w zniszczonych wojną powiatach. Prośbę tę argumentował
w ten sposób: „Obawiamy się wszyscy, aby zniszczona przez wojnę
częć kraju nie zatraciła przy odbudowie swego charakteru narodo­
wego i pragniemy ten charakter swojski, tak różnorodny, a lak
piękny, zachować i przekazać dalszej potomności. Muzeum Etno­
graficzne usiłuje także przyczynić się do zachowania rodzimej kul­
tury naszej wśród społeczeństwa, a szczególnie wpłynąć przy odbu­
dowie kraju na zachowanie budownictwa, zdobnictwa i stroju ludo­
wego“. Czytając takie argumenty, uśmiechamy się, ani na chwilę nie
wątpiąc, że Centrala odłoży tę prośbę ad acta, tymczasem, o dziwo,
urząd ten udzielił Muzeum Etnograficznemu subwencji w wysokości
2000 K na przeprowadzenie studiów nad strojem i zdobnictwem lu­
dowym w powiecie dąbrowskim, niskim, gorlickim i krośnieńskim,
a nadto przyrzekł udzielić subwencję 10.000 K na wydanie pracy
0 haftach sądeckich.
Niepojęte były też sposoby pozyskiwania dla Muzeum darów
1 depozytów etnograficznych i nie etnograficznych — bo insp. Udziela
w ogóle żadnymi darami nie gardził. Oto w jaki sposób stał się po­
siadaczem bogatej kolekcji zbóż z całego świata. Gdy Rada miasta
Krakowa postanowiła oddać Muzeum Etnograficznemu część zbiorów
dra Baranieckiego i selekcję okazów powierzyła inż. Stan. Tillowi,
niewiele wzbogacił się tym depozytem insp. Udziela. Inż. Till w naj­
lepszej wierze, zbyt dowolnie decydując, co ma wartość etnograficzną,
a co przemysłową, część kompletu poszczególnego stroju przeznaczał
do Muzeum Przemysłowego, a część do Muzeum Etnograficznego.
Żartowali już niektórzy, że mieczem Salomonowym dzielił na%\et
spodnie Seybeków i wianek mołodyci znad Wołgi. Insp. Udziela sta­
rał się jednak otrzymać tych połówek jak najwięcej, aby co rychlej
wynieść je z szopy przy klasztorze Franciszkanów, gdzie deszcz często
zaciekał, gdzie mole gospodarowały, a kurz spuszczał na wszystko
szarą zasłonę. Inż. Till przejrzał jednak łakomstwo insp. Udzieli
i zaczął stawiać warunki. Poprowadził go raz na strych i wskazując
na dwie szafy, pełne słoików z najrozmaitszymi gatunkami zbóż,
powiedział:
— Teraz pan weźmie to.
— A cóż mi po tym? — zapytał insp. Udziela.
— Pan się zajmuje chłopami, a chłop sieje zboże, to się to panu
przyda.
— Ależ panie inżynierze!...
— Albo — albo. Jeśli pan nie weźmie tego, to pan nie dostanie
tamtego.
— Ależ panie inżynierze, co ja z tym zrobię?
— Co? — da pan kurom...
Zabrał więc insp. Udziela owe słoiki, zawierające ponad 1000 ga­
tunków zbóż, zebranych przez naszych podróżników, przechowywał je
u siebie, by po wielu latach ofiarować je Uniwersytetowi Poznańskiemu.

16
Obrazek ten ilustruje warunki, wśród których insp. Udziela za­
kładał podwaliny Muzeum Etnograficznego na Wawelu.
Społeczeństwo krakowskie przyzwyczaiło się do tego, że Muzeum
Etnograficzne może utrzymywać się z drobnych zasiłków i jałmużny.
W tym przekonaniu utrzymywał je sam Udziela. W czasach, gdy
Ministerstwo W. R. i O. P. dawało Muzeum 18.000 zł subwencji, insp.
Udziela nie zdradzał się z tym nikomu, aby nie stracić innych, nie­
licznych zresztą źródeł zasiłku. Na zapytanie ciekawych, z czego
Muzeum żyje — zwykł był odpowiadać taką facecją: „Kiedy król
pruski Fryderyk zamianował hr. Steina wiceprezesem nowo utworzo­
nej Akademii Nauk w Berlinie, kazał mu wpisać do dekretu nastę­
pujące uposażenie: „Hrabia ma tępić wilkołaki, koboldy, topielce,
czarownice i błędne ogniki, a od każdej sztuki znalezionej w jezio­
rach, bagnach, trzęsawiskach, jaskiniach i jamach otrzyma hrabia
6 talarów. Ponadto do dochodów hrabiego należeć będzie czwarta
część odnalezionych skarbów zaklętych“. Otóż, proszę pana — cią­
gnął insp. Udziela — my też z tej czwartej części żyjemy.“ Potem
szły biadania na brak gotówki, brak pomocy ze strony społeczeństwa,
brak lokalu na pomieszczenie Muzeum i tym sposobem całe zagad­
nienie podstaw finansowych Muzeum rozpłynęło się w utyskiwaniach
i żalach. Toteż z niemałym zdziwieniem przyjęło społeczeństwo wia­
domość, że on, człowiek, który nigdy w życiu nie zaznał dostatku,
zebrał z darów i subwencji pokaźny fundusz na budowę Muzeum
Etnograficznego w Krakowie, bo 24.351,52 zł, a na budowę osiedla
muzealnego (Skansenu) w Lesie Wolskim 7337,75 zł. Te to fundusze,
które jako legaty przekazał Towarzystwu Muzeum Etnograficznego,
stały się realną podstawą, umożliwiającą realizację planów dalszego
rozwoju Muzeum Etnograficznego. Ten charakterystyczny rys ciułactwa, wyrażający się w całej jego gospodarce Muzeum, zaczynając
od przenicowywania starych kopert i zużytkowywania każdego kawa­
łeczka sznurka i skrawka czystego papieru aż do nad wyraz oszczęd­
nego dysponowania funduszami, przeznaczonymi na zakup eksponatów
i adaptację gmachu Muzeum, wywodzi się z jego trudnych warunków
życiowych, które od dzieciństwa zmuszały go do nieustannego liczenia
się z każdym groszem.
Powszechny szacunek, jaki otaczał tego starca o młodzieńczej
pogodzie życia, nie polegał tylko na uznaniu jego zasług, ale także
na podziwie jego wielkiej życzliwości względem wszystkich pracow­
ników na polu etnografii. Niezwykła usłużność zjednywała mu wielu
przyjaciół. Szczególnie umiał zaskarbić sobie miłość u młodzieży.
Jako nauczyciel i ojciec miał dar łatwego zaciekawiania dzieci opo­
wiadaniami o roślinach, skałach, bohaterach itp. Jako inspektor okrę­
gowy w Podgórzu wydał w r. 1906 zarządzenie, aby nauczyciele pro­
wadzili młodzież szkolną na przedstawienia teatralne Betlejem Rydla,
Noc Wigilijną itp., a czynem tym wyprzedził analogiczną akcję, sto­
sowaną od kilku lat w wychowaniu młodzieży w większych miastach.
Kiedy prof. Leopold Węgrzynowicz tworzył organizację Kół Krajo­
znawczych młodzieży, dyr. Udziela był, obok prof. L. Sawickiego,
jedynym, który podsycał w nim wiarę w powodzenie tej sprawy.

17
Współpracował z Komisją Kół Krajoznawczych, wygłaszał dla mło­
dzieży odczyty na tematy etnograficzne, a w Orlim Locie ogłaszał
kwestionariusze w sprawie święcenia ziela, Sobótek, zwyczajów
wielkanocnych, ogródków kwiatowych przed domem i kapliczek
przydrożnych, wyznaczał nagrody za najlepszy zbiór materiałów,
był jednym z tych, którzy organowi Kół Krajoznawczych nadali
charakter pisma etnograficznego. Młodzież odwzajemniała mu się
licznymi darami, które składała w ukochanym pzez niego Muzeum
Etnograficznym na Wawelu.
Pod wpływem rozwijającej się choroby z natury rzeczy rozluźnił
się ten serdeczny stosunek sędziwego starca do młodzieży. Zwęził się
zasięg jego trosk. Wszystkie myśli krążyły tylko dokoła głównego
dzieła jego życia, stworzonego własnym wysiłkiem, Muzeum Etno­
graficznego. One zasępiały jego wzrok, którym przemierzał długą
odbytą drogę i budziły obawę, że kiedyś los nielitościwy zniweczy
jego pracę, w którą włożył tyle zapału i ukochania. Z tą troską zmarł
26 września r. 1937.

KAZIMIERZ MOSZYŃSKI

ZASŁUGI S. UDZIELI NA POLU BADAN NAD KULTURĄ
MATERIALNĄ
Jak wiadomo, okres pierwszego rozkwitu etnografii polskiej przy­
pada na drugą połowę ubiegłego wieku. Wtedy to działali i pisali obok
siebie Jan Karłowicz (1836—1903), Oskar Kolberg (1814—1890)
i Zygmunt Gloger (1845—1910), zaś „Zbiór wiadomości do antropologii
krajowej“ (od r. 1877) i „Wisła“ (od r. 1887), przynosiły w każdym
zeszycie czy roczniku obfite materiały. Nić pomiędzy owym pierwszym
okresem a drugim, wszczynającym się u nas wkrótce po ukończeniu
wojny z Rosją, tzn. mniej więcej gdzieś około r. 1925, nie została zer­
wana. Coprawda „Wisła“ upadła, jednakowoż miejsce jej zajął lwowski
„Lud“ (od r. 1895); wprawdzie nie stało też Karłowicza, ale spadko­
biercą jego w naukowej pracy etnologicznej stał się poniekąd Stanisław
Ciszewski (1865—1930); podobnież bezpośrednim kon­
tynuatorem Kolberga został Seweryn Udziela
(1857—1937). Dzięki Ciszewskiemu, w bez porównania zaś większym
stopniu dzięki Udzieli dzisiejsza etnografia zachowała zupełnie bezpo­
średni i żywy kontakt z etnografią ubiegłego wieku, której właśnie
Udziela był doskonałym przedstawicielem w najlepszym rozumieniu
tego określenia. Światły, nad wiarę uczynny i nad miarę rozmiłowany
w rzeczach ludowych, był też zarazem niezwyczajnie wszechstronnym.
Choć i dla niego oczywiście, jak dla każdego niemal etnografa, niektóre
strony kultury ludowej (sztuka naprzykład) były szczególnie pociąga­
jące, nie zaniedbał jednak dla nich całej reszty; to też nietylko du;hpwa oraz społeczna kultura ludu znajdują wyraz w jego drukowTahych pracach, lecz także materialna.
.ud T. XXXV.

2

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.