995b38e523f96210d28162760950f0a2.pdf

Media

Part of Dziadowskie obiady / Lud, 1937, t. 35

extracted text
53
i dziesięć tysięcy cwancygierów, równocześnie zaś wskazała nowych
wspólników Cukrzyka. Wspólnicy zdradzili kryjówkę w „Zbójnicoku“,
gdzie służba Szwarcemberga pojmała Cukrzyka i jego towarzyszy. Tu
znaleziono liczne zapasy żywności, pieniądze i ubrania, w pobliżu zaś
kości ze zjedzonego bydła, które zdołano zaledwie pomieścić na sześciu
drabiniastych wozach. Całe procesje Orawców, Słowaków i Polaków
schodziły się tutaj, aby rozpoznać i odebrać zrabowane sobie rzeczy.
Resztę łupów odwieziono do Żyliny.
Do Żyliny również skuci w kajdany szli Cukrzyk i towarzysze,
a także obie kochanki harnasia Zośka Ciasnocha i Maryna z Kosarzysk.
Na moście nad Kisuczą w Czadczy polecono Cukrzykowi pożegnać się
ze swymi kochankami, zbójnikom zaś z rodzinami. Każdy zbójnik na
znak, że ostatni już raz w swym życiu przechodź' przez Kisuczę, mu­
siał całować most, chłopi zaś, którzy byli wspólnikami zbójników, po
pożegnaniu z krewnymi, czołgali się przez most na kolanach.
Ostatni rzeczywiście raz widzieli fale Kisuczy. Cukrzyk, towarzysze
jego i wspólnicy zawiśli na szubienicach, Zośka do śmierci siedziała
w kazamatach więziennych, jedynie Marynę z Kosarzysk po dwunastu
latach zwolniono z aresztu i pozwolono jej wrócić do domu.
Kraków w listopadzie 1937 r.

SEBASTIAN

FLIZAK

DZIADOWSKIE OBIADY
W mowie górali podgorczańskich istnieje zwrot, którym gopodarz
albo gospodyni gani sługę lub córkę, gdy skrobiąc ziemniaki do goto­
wania dla rodziny, naobierała ich więcej, niż chwilowo potrzeba:
„Skrobies jak na dziadowski obiad“. Wyrażenie to pochodzi z dawno
zapomnianego zwyczaju, ugaszczania dziadów, żebraków, sutym obia­
dem po pogrzebie zamożnego chłopa, który w tesłamencie na ten cel
zostawił odpowiedni legat. Wyraźne choć nieliczne dowody istnienia
tego zwyczaju znajdujemy w chłopskich rozporządzeniach ostatniej
woli, oraz w inwentarzach mas spadkowych z końca XVIII i z po­
czątku XIX wieku, natomiast tradycja ustna prawie już nic o nim
nie wie.
Żebractwo, daleko liczniejsze w dawnych czasach niż dzisiaj, opie­
kowało się niejako zawodowo dusznym zbawieniem zamożniejszej war­
stwy chłopskiej i z jej ofiarności się utrzymywało. W szeregach żebra­
ków bywali nie tylko kalecy niezdolni do pracy, nie tylko próżniacy
i włóczęgi, lecz także i ludzie, którzy z powodu starości i związanej
z tym niezdolności do pracy znajdowali ostatnią ostoję w torbie i kiju.
Przydarzało się to nawet poważnym gazdom, gdy ich pasierby czy
nawet niegodziwe własne dzieci z chałupy wygnały. Jeszcze przed kilku
laty, widywano w Mszanie Dolnej chodzącego po żebrach byłego wójta
z pewnej wsi okolicznej, który po zapisie gospodarstwa dzieciom po­
dobno został przez nie zmuszony do utrzymywania się z proszonego
chleba.

54
Każda wieś miała swój poczet dziadów. Raz w roku, w dzień za­
duszny, występowali oni in gremio z całej parafii w celu odebrania
generalnej jałmużny. Gospodynie przynosiły po małym bochenku
chleba albo po kołaczyku i wręczały go ustawionym przed kościołem
w dwa szeregi żebrakom obojga płci. Bogacze wiejscy dostarczali pełne
koszyki, a dwór z Kasinki przysyłał cały wóz. Osobny wójt dziadowski,
ustanowiony przez proboszcza, czuwał nad porządkiem. Przy takich
okazjach bywało w Mszanie Dolnej przed pół wiekiem około stu że­
braków.
Miłosierdzie chrześcijańskie i troska o los duszy na drugim świecie
były tym źródłem, z którego żebractwo czerpało swe soki żywotne. Gdy
chłop sporządzał testament, prosił o pomoc dla duszy nie tylko swoje
dzieci, swych spadkobierców, lecz polecał się także modłom ubogich,
przeznaczając im wedle stanu zamożności cielę, jałóweczkę, pewną ilość
ziarna lub jakąś kwotę pieniędzy. Tak np. Wawrzyniec Kołodziej
z Dobrej w testamencie z 1807 r. przeznacza na pogrzeb „dla kapłanów
przy kościele parafialnym 120 tynfów, a na jałmużnę dla ubogich
cielę“. — Spadkobiercy zaś Szymona Palaca z Koniny oddają „dziad­
kom do szpitala“ 3 ćwierci owsa na intencję za duszę spadkodawcy.
(Szpital było to schronisko dla ubogich przy kościele parafialnym
w Niedźwiedziu). W inwentarzu majątku po Wojciechu Kuczaju z Łętowego z 1818 r. znajdują się przeznaczone dla ubogich pół korca psze­
nicy i 3aU korca owsa. Antoni Kozyra z Lubomierza przekazuje „na
szpital i ubogim, aby o mojej duszy pamiętali, 100 Złotych Górskich“.
Zamożniejsi i hojniejsi zabezpieczali sobie pamięć żebraczego stanu
jeszcze skuteczniejszym środkiem, mianowicie obfitą ucztą, urządzaną
po pogrzebie.
Najpierw przytoczę krótsze i ogólnikowe wzmianki o tej formie
szczodrobliwości. W inwentarzu majątku po Janie Tańculi z Podobina
z 1802 r. znajduje się pozycja: „Krowę 1 zostawują dla ubogich na
obiad“. Inwentarz majątku po Agnieszce Tramowej z Poręby W. za­
wiera pozycję: „1 krowa dziadom na obiad“. W inwentarzu majątku
po Jadwidze Dobrolce z 1805 r. znajdujemy na samym końcu pozycję:
„Ekspensa pogrzebowe na pochowanie matki i sprawienie obiadu dla
ubogich podług osobnej likwidacji 209 Zł. Górskich 20 groszy“. — Piotr
Wcisło z Łostówki w testamencie z 1815 r. poleca żonie, aby mu pogrzeb
przyzwoity sprawiła i „każdego zboża, jakie jest, czwartą część zmełla
i jałówkę zabić kazała, obiad dla ubogich za duszę moją sprawiła“. —
Z tego źródła nie można wywnioskować, jak wielkie były zapasy tej
mąki i chleba, natomiast w testamencie Wawrzyńca Miechorczyka
z Łętowego znajdujemy co do tego dokładne cyfry. Czytamy tam mia- |
nowicie: „Na pogrzeb oddaję 60 reńskich, a dla ubogich na obiad ozi- |
miny 2 korce, jęczmienia 2 ćwierci, bobu 1 ćwierć, sadło, które jest,
ziemniaków 4 korce, owsa 6 korcy, 1 krowę“. Jak z tego widać, roz- I
miary „obiadu“ były wcale pokaźne i jeżeli to miało być skonsumo­
wane na jednym posiedzeniu, to liczba uczestników musiała obejmo­
wać dziadów z całej parafii. Jeżeli się zważy, że przygotowanie tak
obfitego i różnorodnego jedzenia wymagało przynajmniej kilku dni
czasu, to trzeba przyjąć, że obiad nie mógł się odbyć w dzień pogrzebu, |

55
na trzeci dzień po zgodzie testatora, lecz w jakimś późniejszym termi­
nie. Potwierdza to zresztą rozporządzenie Franciszki Adamczykowej
z Lostówki z 1813 r. Testatorka obowiązuje swego (drugiego) męża do
sprawienia obiadu dla ubogich. „A że brakuje twardego ziarna na obiad
i jarzyny, ma sobie wyprowadzić nawóz na ten grunt, obsiać i zasa­
dzić podług potrzeby, a zebrawszy dopiero obiad sprawić. Prosię, które
zostaje, to ma być chowane, żeby było do obiadu. Krowy dwie: jedną
zabić na obiad, a drugą na egzekwie“. — Zanim więc pozostały mąż
uprawił pole, zasiał i zebrał zboże, upłynęło 7 miesięcy, bo testament
nosi datę 7 lutego 1813 r.
Wynika stąd, że „obiad dla ubogich“ nie był zwykłą stypą pogrze­
bową, jeżeli mógł być odłożony do tak odległego terminu. Przeciwnie,
nosił charakter dzieła miłosierdzia, czegoś w rodzaju fundacji, przez
którą zmarły chciał się upamiętnić.
Jak się odbywała ta uczta, jaki obowiązywał przy niej ceremoniał
i porządek, o tym źródła nie podają żadnej wiadomości. Po 1818 roku
nie spotyka się już o niej wzmianki. Być może, że wielka drożyzna
i ucisk podatkowy, który koło tego czasu zapanował, a na który czyta
się w zapisach i kontraktach skargi, położył kres hojności nawet naj­
zamożniejszych i najpobożniejszych chłopów.
Tradycja ustna nie przekazała wiadomości o tym zwyczaju. Na­
wet najstarsi ludzie, zapytywani w tej kwestji, nie umieją dać żadnych
informacyj, tak że jedynie w cytowanym na wstępie wyrażeniu pozo­
stał po nim pewien ślad.
.Mszana Dolna, w czerwcu 1936.

SEBASTIAN

FLIZAK

MODA W NADAWANIU IMION CHRZESTNYCH
U GÓRALI POD GORCAMI
Wybór imienia dla dziecka zależy w pierwszym rzędzie od rodzi­
ców, w niektórych miejscowościach dokonują go rodzice chrzestni,
wreszcie w pewnych wypadkach ksiądz, który dziecko chrzci, wybiera
mu imię według swego uznania.
Są pewne zasady, którymi się kieruje lud przy wyborze imion.
Ponieważ imię jest niejako legitymacją dla człowieka na cale życie,
ponieważ powinno ułatwiać a nie utrudniać życie, dlatego nie śmie być
brzydkie ani dziwaczne ani bardzo obce. Które imiona są brzydkie,
a które ładnej o tym rozstrzyga panujący w danej epoce i w danej
okolicy gust. Obok tego zamiłowanie do tradycji odgrywa także pewną
rolę.
Najczęściej rozstrzyga o wyborze matka dziecka. Zwykle wybiera
imię osoby bliskiej i miłej sobie. Często wnuk dziedziczy imię dziadka
a wnuczka babki, siostrzeńcy i siostrzenice przejmują imiona po wu­
jach i ciotkach, bratańcy po stryjach, zwłaszcza jeżeli ci są równo­
cześnie chrzestnymi rodzicami.

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.