7d186eb76cc5b95e8280898633f9d7e8.pdf

Media

Part of Recenzje i sprawozdania / Lud, 1936, t. 34

extracted text
273

RECENZJE I SPRAWOZDANIA.
S. J. Gąsiorowski. Le problème de la classification ergologique et la
relation de Fart à la culture matérielle. (Bulletin international de l’Aca­
démie Polonaise des Sciences et des Lettres, Classe de philologie — Classe
'd’histoire et de philosophie, No. supplémentaire 1 — 1936), Cracovie,
Imprimerie de l’Université, 1936, str. 65.
Praca znakomitego profesora Uniwersytetu Jagiellońskiego porusza cały
szereg bardzo skomplikowanych a równocześnie niezmiernie interesujących
zagadnień i dlatego dobrze będzie zapoznać się choćby w najogólniejszych
ramach z treścią toku myśli autora. Po przedstawieniu celu i planu pracy
w słowie wstępnem, rozdział pierwszy poświęcony jest kulturze materjalnej
staro-śródziemnomorskiej (paléo-mediterranéenne). G. zastanawia się nad
elementami ergologicznemi t. j. formami kultury «materjalnej w starożytnych
kulturach basenu morzą Śródziemnego i sąsiednich kręgach kulturowych,
poczem szereguje je w następujące określone grupy: 1) elementy ergołogi-czne
służące do racjonalnej i systematycznej uprawy roli, 2) narzędzia i broń
z miedzi i bronzu, 3) krążek (tournette), 4) wpz i drogi, 5) łódź. Powyższe
grupy elementów ergologiozinych dały podstawę do rozwoju: rolnictwa, rze­
miosła metalowego, ceramiki, transportu lądowego i morskiego. Rozważa­
nia iswe grupuje autor w dwóch częściach, przyezem w pierwszej omawia
czasy przedhistoryczne, protohistoryczne i wczesno-historyczne, zaś w dru­
giej zastanawia się nad dalszym rozwojem elementów ergologioznych w epoce
historycznej.
W rozdziale drugim, poświęconym zbadaniu pojęć pomocniczych do
zdefiniowania i klasyfikacji ogólnej kultury materjalnej, stwierdza autor, że
w nauce archeologicznej pojęcie kultury materjalnej jest właściwie do tej
pory niezdefiniowane i że wskutek tego także dotychczasowa klasyfikacja
wytworów tej kultury jest conajmniej niewyozerpująca. Te same uwagi na­
suwają mu się, gdy chodzi o pojęcia takie, jak „życie starożytnych“, „staro­
żytność“ (antiquité) i „realia“. Zdaniem jego bez znaczenia również jest
określenie „kart 'industriel“, bo miesza się tu pojęcie kultury materjalnej
z pojęciem techniki i technologii. Z kolei zastanawia się nad znaczeniem
określenia „kultura materjalna“ w etnologji, zajmuje się bliżej systematyką
wytworów kultury materjalnej Moszyńskiego (Ruitura ludowa Słowian, Kra­
ków 1932) i Mon lądem’a (Traité d’ethnologie culturelle, Paris 1934) przychy­
lając się w rezultacie do jasno sformułowanych koncepcyj tego ostatniego.
Montadon wyróżnia w całej kulturze ludzkiej trzy kałegorje fenomenów
kulturowych a mianowicie: l) kulturę materjalną (dyscyplinę naukową,
która się nią zajmuje badawczo, nazywamy ergotogją), 2) kulturę duchową
(ainimologja) i 3) kulturę socjalną (socjolog]a). Trzeba tu odrazu zaznaczyć,
że jakkolwiek i w tern ujęciu niekażdy fenomen kulturowy da się dobrze po­
szufladkować, i często pewne fenomeny mają ‘zarówno cechy ergo logiczne
jak i anrmologiczne, to jednak pojęcie kultury materjalnej jeśli idzie o etnol°gjĘ>.j€st jaśniej sformułowane aniżeli tam, gdzie rzecz dotyczy archeologii.
Rozważania poświęcone zdefiniowaniu pojęcia „kultura- materjalna“ są
przedmiotem III rozdziału. Gdy się szuka cech charakterystycznych dla kul­
tury materjalnej wylania się jako pierwsza ta, że wytwory kultury materjal­
nej posiadają cel użytkowy, t. zn. służą człowiekowi do zachowania życia,
Lud T. XXXIV.

18

274
przedłużenia go i uchronienia przed niebezpieczeństwami, grożącemi mu tak
ze strony natury jak i ludzi. Nie jest to wprawdzie cecha jedyna ale nie­
wątpliwie zasadnicza i dlatego G. definiuje 'kulturę m a t e r j a 1 n ą
jako zbiór zespołów aktywności ludzkiej o chara­
kterze utylitarnym, realizowanym w przedmiotach
mater ja lnych. Należy tu jednak dodać, że przedmioty te nie
mogą powstać beiz aktywności psychicznej. Z kolei
autor omawia typy wytworów kultury materjalnoj i stosunki, jakie między
niemi zachodzą, oraz zagadnienia metody typologicznej w badaniach nad
kulturą materjalną. (Nawiasem dodam, że' zagadnienia te poruszył autor
także już dawniej w swej rozprawie p. t. Metoda typologiczna w badaniach
nad sztuką, Przegląd Historji Sztuki, Kraków 1932). Czynnikami, które wa­
runkują rozwój kultury materjalnej .są klimat, fauna, stosunki -socjalne i t. p.
przyczem w obrębie jednej kultury rozwój poszczególnych fenomenów ergologieznych nie jest równomierny, jedne z nich bowiem ulegają pewnej stan­
daryzacji, drugie intemzywnemu rozwojowi a jeszcze inne regresji, (np.
w Grecji 'Starożytnej technika hronzownieza wyprzedzała gwałtownie rol­
nictwo). Kwestja możliwości wyróżnienia w ogólnym rozwoju danej kultury
jej poszczególnych faz rozwojowych i pytanie, jakie są kryterja odróżnia­
jące kultury prymitywne od kultur wyższych jest tematem dalszych roz­
ważań. Są niemi według G. pewne wynalazki czy też odkrycia, które zna­
lazły szersze zastosowanie, a więc wynalazek ognia, sporządzenie narzędzi
rolniczych, oswojenie zwierząt, ceramika, metalu-rjgja i użycie zwierzęcia
jako siły pociągowej.
Klasyfikacji kultury materjalnej jest poświęcony IV rozdział. G. bie­
rze za punkt wyjścia człowieka nagiego i bezbronnego (homo nudus et inermis) i stwierdza, że istnieją różne kryterja podziału kultury materjalnej,
a więc materjalne, fizjologiczne, mechaniczne, psychologiczne i socjologiczne.
Podział na „starożytności publiczne“ i „starożytności prywatne“ jest — jego
zdaniem — nielogiczny, albowiem nie istnieje granica między funkcją indy­
widualną a socjalną przedmiotów kultury materjalnej. Również podział na
przedmioty prymitywne i skomplikowane jest nie do przeprowadzenia. Autor
słusznie sądzi, że racjonalna klasyfikacja może być oparta tylko na kryterjach funkeyj przedmiotów materjalnyoh wykonanych przez człowieka.
Całość kultury materjalnej jest ściśle związana z egzystencją człowieka,
a więc z jego pracą produktywną, pracą służącą do obrony i zabezpieczenia
życia. Pierwsza kategorja przedmiotów kultury materjalnej służy do zaspo­
kojenia najniezbędniejszej ludzkiej potrzeby t. j. głodu, a więc chodzi tu
0 przedmioty, służące w najszenszetn lego słowa znaczeniu do wyżywienia
człowieka, jak narzędzia do polowania, do uprawy roli, do. produkcji oliwy
1 wina, naczynia do przyrządzania, gotowania i przechowywania potraw
i napojów i t. d. Druga kategorja to wyroby techniki i rzemiosła, które można
dzielić wedle rozmaitych kryterjów. G. daje następujący podział: 1) ogień
i jego następstwa jak oświetlenie, ogrzewanie, metahirgja, 2) broń i ma­
szyny wojenne, 3) narzędzia do różnych rzemiosł, 4) mieszkanie i sprzęty,
5) odzież i toaleta w najszerszem tego słowa znaczeniu. Trzecia kategorja to
narzędzia już wyższej formy jak środki transportu, wozy, statki, mosty,
drogi, a dalej wagi, miary, moneta i d. Te trzy kategorje stanowią pierwszą
grupę przedmiotów niezbędnych do życia. Drugą grupę stanowią przed­

275

mioty kultu, których wykonanie wymaga nietylko nowych pomysłów i form
lecz także specjalnych narzędzi, zaś do trzeciej grupy należą specyficzne
formy odnoszące się do zabaw, tańca i muzyki. Przy tych ostatnich czyn­
nościach używane są często przedmioty sporządzane do fumkcyj ujętych
w grupie pierwszej (mp. broń do tańca wojennego), co nie wyklucza także
przedmiotów pozbawionych, w swem pierwotnem założeniu, wybitnie celów
utylitarnych, a więc przedmiotów sporządzanych specjalnie (np. instrumenty
muzyczne). G. mniema, że w powyższe trzy grupy dadzą się włączyć wszystkie
formy kultury małerjainej, różnice zaś między niemi mogą być ilościowe
i jakościowe, co najsilniej można zauważyć w kategorji pierwszej.
Rozdział V traktuje o stosunku sztuki do kultury materjalnej. Autor
mówiąc o sztuce’ ma na myśli sztuki plastyczne. Sztuka jest wedle niego
drugą zasadniczą funkcją cywilizacji, realizującą się w wytworach kon­
kretnych, trójwymiarowych. Zastanawia się też, jakie stosunki zachodzą mię­
dzy temi dwiema dziedzinami twórczości ludzkiej i aby problem postawić
na jak najszerszych podstawach badawczych stara się ustalić pewtne za­
sadnicze pojęcia. A więc zastanawia się nad tem, czy istnieje różnica
między pojęciem wynalazku (l’invention) a .odkryciem (découverte), ak­
ceptując w tym względzie definicję Dixom’a, wypowiedzianą w pracy p. t.
The building of cultures. (Nawiasem wspomnę, że częściowo tem zagad­
nieniem zajmował się Leon Kozłowski, Problemat rozwoju formy w prehistorji, Lud 1925, seria II, tom IV, sfcr. 149, który postawił je jednak na
nieco odmiennej płaszczyźnie, bo. wyróżnił trzy rodzaje powstawania
nowych form: określił je nazwami: pożyczka, krzyżówka i wynalazek.)
G. dalej wyjaśnia kwestję anonimowości wynalazcy i artysty, różnicę,
jaka zachodzi między artystą a rzemieślnikiem, między formą utworu
kultury materjalnej a formą dzieła sztuki, oraz zastanawia się nad potencjonalnemi walorami artystyczncmi w utworach kultury materjalnej,
aby w końcu isformułować następującą tezę : Każdy przedmiot
'kultury materjalnej jest z konieczności er go logicz­
ny, lecz posiada konkretny potencjalny walor arty­
styczny, natomiast każde dzieło artystyczne spełnia
funkcję estetyczną, lecz może posiadać idealny po­
tencjalny walor utylitarny. Z kolei zastanawiając się nad
innemi cechami specyficznemi kultury materjalnej i sztuki, formułuje
autor dalsze tezy, mianowicie, że istnieje penetracja sztuki w kulturze
materjalnej, ale odwrotne zjawisko nie zachodzi. Każde dzieło eirgologiczne
posiada potencjalnie walory artystyczne. Przedmiot kultury materjalnej
■może być artystycznym przypadkowo., może uzyskać formę artystyczną
niezależnie od woli twórcy, natomiast przedmiot kultury materjalnej nie
może ipirzypadikowo być użytkowym, gdyż muisi nim być z natury swego
przeznaczenia. Z drugiej strony dzieło sztuki nie może być przypadkowo
estetyczne, jest ono bowiem estetyczne już z racji swego przeznaczenia.
Oto dlaczego wartościujemy utwór ergdlogiczny wyłącznie wedle kryterjów
jego użyteczności, natomiast dzieło sztuki wedle kryterjów artystycznych.
Penetracja sztuki w kulturze materjalnej jest w różnych jej działach od­
mienna, w jednych nasilenie jej jest większe, w innych mniejsze. G. pró­
bował w pierwszej części pracy podać własną klasyfikację właśnie w tym
celu, by sobie ułatwić śledzenie stopnia nasilenia penetracji sztuki w róż18*

276
mych działach kultury maiterjalnej, nie zaś by miał zamiar krytykować
inne klasyfikacje. W kaiegorji pierwszej, t. j. w wytworach pożywienia,
jako nietrwały ch, penetracja sztuki jest słaba. Również w Ł,ątegoirji drugiej
penetracja jest niezbyt silna, jak w uzbrojeniu, jak w narzędziach i w ce­
ramice, silniej natomiast przychodzi do głosu, penetracja sztuki w wytwo­
rach służących do mieszkania i ubrania. Te dwie, ostatnie klasy ergologiczne
są najbardziej chłonne w potencjalne walory artystyczne, wyjątek stano­
wią oczywiście narzędzia, których strukturą ściśle utylitarna wyklucza
penetrację przez sztukę. Również trzecią klasa fenomenów ergologicznych
jest zanadto praktyczna, aby być potencjalnie artystyczną. Z powyższego
dedukuje następujące prawo ogólne: Potencjalny walor arty­
styczny przedmiotów kultury niaterjalnej zależny
jest od stopnia użyteczności tychże przedmiotów,
t. zn. im bardziej jakiś przedmiot,dany ma charakter
utylitarny, łem mniej jest artystyczny j naodwrót.
Z kolei autor zastanawia się nad tern, jak przedstawiała się sprawa w sta­
rożytnym świeci« w basenie morza Śródziemnego i konstatuje, że materialna
kultura Egiptu posiadała bardzo silnie rozwinięty potencjalny walor arty­
styczny, natomiast mniejszy był on w Azji Przedniej. Potencjalny walor
artystyczny kultury mateirjalnej Egei- jest manifestacją bardzo ciekawą
a penetracja sztuki w tej kulturze była bardzo silna. Prawie tak samo było
w istarożytnej Grecji, mniej natomiast zaakcentowane były te walory w Rzy­
mie (np. w ceramice).
Zjawiska omawiane mogą być wyjaśnione w .różny sposób. Wedle G.
najprawdopodobniej decydującym faktorem jest smak i zamiłowanie do
luksusu í wogóle wyższy poziom życia ekonomicznego. Pozwoliłbym sobie
tę tezę sformułować nieco Inaczej, mianowicie wysoki poziom ekonomiczny
jakiegoś danego środowiska Stwarza warunki do silnej penetracji fenome­
nów artystycznych w wytworach ergologicznych. Jeżeli zaś istnieją pewne
środowiska, w których przy niskim poziomie ekonomicznym istnieje pene­
tracja sztuki w stopniu .nieproporcjonalnie silnym (jak np. u naszych Hu­
cułów), należy .ją uważać ®a zjawisko przeżytkowe. Zdaje mi się ,nie ulegać
wątpliwości, że pierwotnie środowisko to było ekonomicznie zn'acznie sil­
niejsze. G. jest skłonny raczej widzieć przyczynę tego zjawiska w instynk­
cie estetycznym, ale jestem przekonany, że instynkt me pomoże, gdy brak
warunków materjalnych; jedno i drugie wydaje mi się być absolutnie
konieczne. Wedle autora kulturą, której piastunowie posiadali wybitny
instynkt estetyczny, była kultura ikreteńska, natomiast słabo rozwinięty
instynkt estetyczny reprezentują kultury Azji zachodniej. G. sam jednak
zaznacza, że w szukaniu przyczyn nie wyczerpuje wszystkich, wysuwa
jedjxve najistotniejszą.
1 -echodząc w dalszym ciągu swych wywodów do ujęcia w świecie
sini;-:*- nym stosunku kultury niaterjalnej do sztuki, religji i filozofji,
stv
rnza uczony, że istnieje, między poziomem jednej i drugiej wielka
rozbieżność. W epoce paleolitycznej Francja, Hiszpanja i północna Afryka
posiadają malowidła i. rysunki skalne oraz rzeźbę stojącą ną wysokim po­
ziomie artystycznym a kulturę materjalną bardzo prymitywną. W epoce
meizolityozmej kultura materjalna podnosi się szybko (np. ceramika), nato­
miast obniża się poziom sztuki. W Mezopotamji od 3000 przed Chr. istniało

2T)
równomierne działanie obu sił ergiologioznej i artystycznej. W pierwszych
czasach historycznych w Egipcie sztuka swym poziomem przewyższa foulturę' materjalną, to Palestynie poziom kultury materjalnej jest wyższy od
poziomu sztuki. Na Krecie ma się rzecz podobnie jak w Egipcie. W Grecji
sztuka dominuje nad kulturą materjalną, w Rzymie istniała równowaga
obu czynników. Zbierając w końcu w całość wyniki swoich rozważań
stwierdza autor, że w kulturach śródziemnomorskich nie było stałych
relacyj między poziomem sztuki a poziomem kultury materjalnej i że wsku­
tek tego można też przyjąć, iż dla istnienia wysokiego poziomu sztuki nie
był konieczny wysoki poziom kultury materjalnej. Jest również dla G.
pewnem, że wielkie dzieła siztuki powstają często przy pomocy środków
technicznych dość pojedynczych i nieskomplikowanych. W rozdziale koń­
cowym autor zbiera wyniki swej pracy w zwięzłe formuły, dając czytel­
nikowi jasny pogląd na tok rozumowania.
Praca G., którą powyżej w bardzo szczupłych ramach streściłem, po­
rusza niewątpliwie zagadnienia niezwykle skomplikowane i poruszane
przez wielu uczonych,’ zagadnienia ciągle nierozwiązane i trzeba to dodać
odrazu wszelkie próby w tym kierunku zawsze były i będą zależne od
nastawienia badacza, od jego założeń • światopoglądowych. Ujmowanie fe­
nomenów cywilizacji w trzy zasadnicze grupy jest praktykowane tak przez
etnologów jak i historyków kultury. Wspomnę tu z polskich uczonych
T. Zielińskiego, który w swej „Historji kultury antycznej“ powiedziałbym
w sposób dość rygorystyczny układa poszczególne fenomeny (nazywając je
„formami“) w trzy grupy, v kultura materjalna, kultura społeczno-ekono­
miczna i kultura duchowa, przyczem, jak sam stwierdza, stając w swym
układzie na gruncie ideologicznym (raczej chyba na gruncie światopoglądu
idealistycznego ?), widzi w całej działalności człowieka dążność do reali­
zowania trzech zasadniczych ideałów: dobrá, piękna i prawdy. Podobne
ujęcia mamy u wielu innych historyków kultury. I dlatego czytającemu
uważnie pracę G. czytelnikowi nasuwa >się przedew-szystkiem jedna uwaga
mianowicie autor zamało uwzględnia literaturę przedmiotu, przez co czy­
telnik niema natychmiastowej możności kontrolowania tego, co jest ory­
ginalną 'myślą autora. Mam też wrażenie,
szereg myśli pozostających
w ścisłym -związku z rozważaniami nie 'zostało -poruszonych. Do takich
należy w pierwszym rzędzie kwestja metod badawczych w historji sztuki
i historji -kultury, a w tym względzie szereg interesujących uwag wypo­
wiedział Wł. Podlacha (Historja sztuki a historja kultury, Księga IV Zjazdu
historyków polskich w Poznaniu w r. 1925, Sekcja V), które może należało
rozwinąć i uzasadnić; by tem lepiej wykazać, że fenomeny ergologiczne
i artystyczne jako w siwej naturze różne wymagają różnych metod badaw­
czych. Jeżeli bowiem dzieło sztuki stanie się źródłem dla historyka- kultury
materjalnej, wtedy rozpatruje w niem wartości tematowe (rzeczowe), na­
tomiast historyk sztuki w tem samem dziele bada wartości plastyczne.
Jakkolwiek zgadzam się w ba-rdzn wielu punktach zasadniczych z tokiem
wywodów G., muszę zwrócić uwagę na pewne niejasności, jakie wkradły
się do jego rozważań. Otóż, jak z wywodów autora wynika, wyróżnia on
w cywilizacji ludzkiej niejako trzy wielkie grupy, które można nazwać
kulturą materjalną, kulturą społeczną i kulturą duchową, przyczem przez
kulturę duchową należy rozumieć religję, moralność, naukę, sztukę, zaś
że

278
sztukę — sztuki (plastyczne, literaturę piękną, muzykę, teatr i t. d.
Przypatrzmy się, jakie zespoły fenomenów porównuje więc ze sobą, badając
relacje między poziomem kultury materjalnej a poziomem sztuki. Otóż
z jednej strony mamy kulturę materjalną, z drugiej strony sztuki plastyczne.
Z klasyfikacji przyjętej przez G. wynika wyraźnie, że są to zespoły nierównorizędne, bo dla 'kultury materjalnej zespołem równorzędnym jest kulturą
duobo'wa, w której sztuki plastyczne należą ido jednej z jej licznych dzie­
dzin, czyli zachodzi pytanie, ozy zastanawianie się nad relacjami obu tych
kategoryj fenomenów posiada wartość badawczą. Cóż bowiem wynika z tego,
że jakiś naród posiadał wysoką kulturę materjalną a miską sztukę plastyczną,
należałoby jeszcze Stwierdzić, jaki byt poziom w tym narodzie literatury
pięknej, muzyki, teatru, dalej religji, nauki, moralności, słowem jaki był
paziom całego życia duchowego i dopiero gdy ono w 'sumie było niższe od
kultury materjalnej możemy stwierdzić, że mie zawsze wysokiemu pozio­
mowi kultury materjalnej odpowiada wysoki poziom kultury duchowej.
W przeciwnym wypadku musimy dojść do fałszywych wniosków. Dałbym
tu jako przykład naród żydowski, który nie wydał ani Platona, ani Michała
Anioła, ale wydał Chrystusa, a ta jedna olbrzymia wartość w dziedzinie du­
cha rekompensuje, sądzę, w (zupełności wszystkie inne braki. A tymczasem
porównywanie kultury materjalnej Żydów i ich sztuki plastycznej może nas
doprowadzić do fałszywych wniosków. W wywodach G. nie mogę się cza­
sami zgodzić na mieszanie pojęcia artystyczny przedmiot i estetyczny przed­
miot. Na str. 57 G. powiada, że dzieło sztuki nie może być estetyczne przy­
padkowo, będąc estetycznem z przeznaczenia. Wątpię czy da się to zawsze
twierdzić. Dzieło sztuki z przeznaczenia jest artystyczne, a nie estetyczne,
gdyż znamy wiele dzieł estetycznych, które nie są dziełami sztuki (kwiat,
pejzaż górski, ptak i wogóle dzieła .natury). Nie mogę się też zgodizić z au­
torem, który przyjmuje, że estetyczny równa .się artystyczny i. naprzemdan
operuje temi oboma określeniami. Dalszą konsekwencją tego jakby pomie­
szania pojęć estetyczny i artystyczny jest jedno z zasadniczych sformuło­
wań G. o instynkcie estetycznym, iako głównym motorze sztuki. Uważam,
że instynkt estetyczny, powiedziałbym raczej dyspozycja psychiczna do
przeżyć estetycznych w jakiejś jednostce czy grupie zupełnie nie wyczer­
puje zagadnienia od strony psychologicznej, a już zupełnie nie musi ta dys­
pozycja wykazywać zdolności twórczych. Do tego konieczną jest dyspozycja
do przeżyć artystycznych i to w dwóch formach, w aktywnej (twórczej)
u artystów i pasywnej (odbiorczej) u widzów, słuchaczy czy czytelników.
Te obie dopiero dyspozycje połączone z odpowiednim poziomem kultury
materjalnej dają warunki do .powstawania dzieł sztuki Nawet w skrajnej
nędzy może niekiedy wielki artysta tworzyć, ale społeczeństwo (mam na
myśli tę warstwę społeczną, w której artysta pracuje) o niskiej kulturze
materjalnej nigdy nie może posiadać wielkiej sztuki.
Chcąc ocenić pracę G. jako całość, trzeba stwierdzić, że mimo iż poru­
szony przez autora problem iń-ie jest nowy i posiada nawet wiele bardzo
poważnych badań, to wartość pracy leży nietylko w możliwie jasnem sfor­
mułowaniu postawionych sobie zagadnień, ale i w samodzielnej próbie ich
rozwiązania. I aczkolwiek mam zastrzeżenia co do kilku usterek, niemniej
jednak chciałbym z całem uznaniem podkreślić poważny i bardzo rzetelny
wysiłek twórczy, który zwłaszcza w polskiej literaturze naukowej, pozosta
przez

279
jącej ciągle w kwestjach teorji i smetodołogji nauk daleko w tyle poza nauką
zachodnio-europejską, posiada pierwszorzędną wartość. Autor ma dużą za­
sługę, że dał nam tyle nowych podniet, myśli. Za to trzeba, podziwiając jego
pracę, być mu wdzięcznym.
Edmund Bulanda.

E. Hoffmann - Krayer — H. Bächtold- Stäubli: Handwörterbuch
des deutschen Aberglaubens. Bd. VII. Pflügen-Signaitur. Berlin, Walter
de Gruyter et Go. 1935—'1936. 8° większe. Str. 1712.
Poprzednie tomy tego wydawnictwa omówiono już w „Ludzie“ XXVI
96, XXVII 133, XXIX 121, XXX 250, XXXI 144, XXXII 182, XXXIII 138.
Wydany obecnie VII tom świadczy, że tak ważna podręczna encyklopedja
niemieckiego folkloru dobiega już powoli do pomyślnego końca. W VII
łomie następujące artykuły zasługują na podkreślenie:
S. 2. Pfluggang, Pflugziehen. Obrzędy związane z pierwszym wyjazdem
w pole. — S. 25. Pilatus. Opowieści związane z Piłatem Ponckim. — S. 28
Pilze. Przesądy związane ze zbieraniem grzybów, opowieści o powstaniu
grzybów, zastosowanie, we wróżbach i w lecznictwie ludów om. —■ S. 36.
Planeten. Bardzo wyczerpująca rozprawa ma temat wpływu wyższej astrołogji na astrologję laicką, ze szozególnem uwzględnieniem wpływów wschod­
nich. — S. 307. Priester. Przesądy związane z osobą księdza katolickiego,
oraz z jego czynnościami ©brzędowemi. — S. 338. Prophet, Prophetie. Forma,
treść, podstawy psychologiczne i zjawiska towarzyszące przepowiadaniu
przyszłości. —- S. 366. Psychoanalyse. Znaczenie psychoanalizy dla wyja­
śnienia ludowego sposobu myślenia i powstawania ludowych wyobrażeń. —
S. 388. Puppe. Lalka w czarach, zabawach dziecinnych i obrzędach.
S. 427. Rabe. Kruk w mitach, wierzeniach, 'czarach i lecznictwie ludowem. — S. 463. Rad. Koło we wróżbach, wierzeniach i zwyczajach praw­
nych. — S. 529. Rauchnächte. Okadzanie domów w wilję ważniejszych
świąt. — S. 542. Raute. Ruta w obrzędach i w medycynie ludowej. •— S. 551.
Recht. Stosunek prawa rzymskiego. do prywatnego, prawo i zwyczaj, pier­
wiastek czarodziejski w dawnych 'zwyczajach prawnych. -— S. 577. Regen.
Bóstwa deszczu. Sposoby wywoływania ii powstrzymywania opadów deszczo­
wych. — S. 586. Regenbogen Tęcza w mitologji, wierzeniach ludowych
i astrologji. — S. 602. Regenvorzeichen. Zjawiska w przyrodzie zapowiada­
jące deszcz. — S. 630. Rein, Reinheit. Przepisy czystości i środki oczyszczal­
ne, — S. 638. Reise. Zabiegi ochronne związane z podróżą. — S. 65ß. Reli­
gion. Rozważania na temat stosunku wierzeń religijnych dawnych Germa­
nów do chrześcijańskiego systemu religijnego. — S. 695. Rind. Bydło jako
•aiłą pociągowa, jako zwierzę ofiarne, wskazujące drogę, oraz rola jego
w wierzeniach mitycznych i w lecznictwie ludow-em. — S. 702. Ring. Geneza
pięęcścienia,. jego imagja i symbolika. Autor artykułu uwzględnia także roz­
prawki Ganszyńca i Poniatowskiego drukowane w „Ludzie“ XXII i XXIII.—
S. 727 Ritualmord. Zestawienie chronologiczne oskarżeń Żydów o mordy
rytualne. Wśród tego materjału wiele poloniców, począwszy od przykładu
krakowskiego z r. 1407 do wypadku chojnickiego z r. 1900. — S. 753.
Rocken. Znaczenie pirzęślicy i schodzenie się na prządki. — S. 763. Roggen.
Przepisy uprawy żyta i zastosowanie żyta w leczniczych praktykach ludo­
wych. — S. 792. Rot. Psychologiczne podstawy wyróżniania barwy czer-

280
won ej, symbolika czerwieni, oraz stosowanie jej w lecznictwie sympatetycznem.
S. 871. Sage. Stosunek podania do baśni, rozmaite: rodzaje i formy
podań, ich wędrówki i przekształcenia. — S. 897. Salz. Zastosowanie soli
w różnych kultach, środek apotropiczmy i leczniczy. — S 918. Samstag
Sobota jako dzień świąteczny z obowiązującym zakazem pracy, dzień
szczęśliwy lub nieszczęśliwy, dzień w obrzędach rodzinnych, oraiz zajętiach
domowych i gospodarczych, oraz w lecznictwie. — S. 942. Sarg, Sargholz,
Sarglegimg, Sargnagel. Trumna, układanie zwłok, materjał używany na
trumny. — S. 974. Schaf. Owca jako zwierzę ofiarne, środki ochronne sto­
sowane przy jej chowie, oraz stosowanie jej w lecznictwie ludowem. —
S. 1002. Schatz. Wiiara w ukryte skarby i magiczne sposoby zdobycia tych
skarbów. — S. 1017. Schaukeln. Wierzenia związane z huśtaniem. — S. 1040.
Scheune. Wierzenia związane ze stodołą, która służy czasem do odprawia­
nia obrzędów. — S. 1045. Schicksal. Wiiara w los i przeznaczenie — w sta­
rożytności, na Bliskim Wschodzie i u Germanów. — S. 1058 Schiessen.
Schuss. Czarodziejscy i świętofcradzcy strzelcy. Strzelanie przy obrzędach
gospodarczych i rodzinnych, oraz w celach leczniczych. — S. 1080. Schlach­
ten. Zasady zabijania i dzielenia zwierząt domowych zwłaszcza nierogaci­
zny i bydła, oraz związane z tem święto domowe. .— S. 1091. Schlag, schla­
gen. Uderzanie w symbolice prawnej, obrzędach rodzinnych, domowych,
rolniczych, oraz uderzanie zieloną życiodajną wicią lub w celach czaro­
dziejskich. — S. Ulk. Schlange. Przesądy związane z naturą węża, uważa­
nego zwykle za zwierzę demoniczne. Resztki kultu tego zwierzęcia, właści­
wości wieszcizhiarskie, czarodziejskie i .magi-ozne węża, zastosowanie w lecz­
nictwie ludowem. Opowieści o wężach. — S. 1207. Schleier. Przesądy zwią­
zane z zasłoną-welonem. — S. 1237. Schmetterling. Etymologja licznych
nazw służących ma określenie motyla. Pojawianie się duszy, oraiz rozmai­
tych duchów i demonów w postaci motyla. — S. 1285. Schrat. Liczne materjały do tego ducha, ważne ze względu na staropolskiego „skrzata“. —
S. 1292. Schuh. Buty w wierzeniach, przesądach, czarach, wróżbach i ob­
rzędach. Szczególnie charakterystyczne jest ciskanie bucikami w celach
wróżbiarskich (s. 1354). — S. 1364. Schürze. Przesądy związane z fartuszkiem
kobiecym i znaczenie tej części odzieży w podaniach, obrzędach rodzinnych,
praktykach gospodarczych i w lecznictwie. — S. 1391. Schwalbe. Jaskółka
jako ptak święty, wies-zczbiiarski i przynoszący szczęście. — S. 1406. Schwan­
gerschaft. Zakazy i nakazy otaczające kobietę ciężarną. — S. 1431. Schwarz.
Barwa czarna, jako. barwa duchów i demonów, siła apotroipiczna czarnej
barwy, 'stosowanie czarnych -zwierząt ofiarnych. — S. 1460. Schweigen.
Znaczenie milczeniu przy obrzędach i szczególnie ważnych czynnościach
ludzkich. — S. 1470. Schwein. Przesądy, wierzenia i czary związane ze
świnią. — S. 1509. Schwelle. Próg jako siedziba duchów, zwłaszcza dusz
zmarłych. Ofiary skládáme na progu, wynoszenie zmarłych pod progiem,
próg jako granica i miejsce czarodziejskich praktyk, oraz stosowania środ­
ków ochronnych. — S. 1558. See. Tajemniczość niebezpieczna jezior i zwią­
zany z tem kult i ofiary dla jezlior. — S. 1568. Seelenüberfahrt. Motyw prze­
jazdu dusz na łodziach czy iminych środkach komunikacyjnych w zaświaty
znajdujące się za wodą. — S. 1582. Segen. Rozmaite odmiany zażegnywań
i ich trojakie źródła: istarożytność, chrześcijaństwo i czasy pogańskie. —

281
S. 1627. Selbstmörder. Przyczyny lęku przed zwtokami samobójcy. —
S. 1636. Semmel. Kult dla bułki ii jej różne odmiany obrzędowe. — S. 1662.
Sieb. Sito jako Środek oczyszczalny i apotropiczny, oraz potężne narzędzie
czarów. Uwzględniono polski przykład z wyprawy Konrada mazowieckiego
w r. 1209.
W sprawozdaniu tem podkreśliłem tylko artykuły ważniejsze i dłuższe,
ale nowy tom tego* tak podstawowego wydawnictwa, podobnie jak poprzed­
nie tomy, zawiera jeszcze wiele innych opracowań o zwięzłej formie, a bo­
gatej treści.

Adam Fischer.

Siegfried Hardimg- Die Vorladung vor Gottes Gericht. Ein Bei­
trag zuř rechtlichen und religiösen Volkskunde. (Bausteine zur Volks­
kunde und Religionswissenschaft, herausgegeben, von Eugen Fehrle,
Heft £). Bühl-Baden 1934, stron 98.

Stronie, która czuje się pokrzywdzoną wyrokiem w procesie, przysłu­
guje prawo odwołania się do sądu wyższego. Cóż jednak' począć ma jed­
nostka, której nie chciano naprawić krzywdy, łub którą spotkała niespra­
wiedliwość, przyczem prawo świadomie zostało złamane. Pozostawał jej
jeszcze jeden sąd, przed którym każdy człowiek stanąć musi, w którym wy­
rokuje sędzia sprawiedliwy i nieprzekupny, mianowicie Sąd Boski. Stąd też
bardzo wcześnie spotykamy się w źródłach ze wzmiankami o tem, jak osoba,
która nie może znaleźć sprawiedliwości w sądzie ziemskim, pozywa swego
przeciwnika, lub też sędziego, który świadomie zlámat prawo, przed sąd
najwvžszy, inttemi słowy zwracała się do Boga z prośbą, by obie stromy od­
wołał z tego świata przed Swój sąd i sam wymierzył sprawiec 'liwość. ^
Wzmianki o tego rodzaju odwołaniu stwierdza autor już w źródłach
starożytnych, szczególnie liczne zaś w źródłach żydowskich. Pod wpływem
chrześcijaństwa utrwala się wiara w Sąd, który stoi ponad sądem -ziemskim,
w całej Europie. Świadczą o tem opowiadania w najwcześniejszych kroni­
kach średnio wiecznych, jak naprzykład w „Historji Franków Grzegorza
z Tours, z VI stulecia. Opowiada on o biskupie Sydonjuszu, który przez
dwóch kapłanów pozbawiony został urzędu. Niebawem umiera biskup oraz
jeden z kapłanów. Pozostały przy życiu zajmuje urząd i sprawia wielką
ucztę. Nagle w czasie uczty wpada do komnaty przerażony podczaszy i opo­
wiada obecnym, iż przed chwilą miał widzenie: oto zobaczył biskupa i zmar­
łego kapłana przed sądem Boskim i usłyszał głos „idź i powiedz tamtemu
kapłanowi niechaj tu przybywa, albowiem biskup Sydonjusz prosił ó we­
zwanie go przed sąd“. Usłyszawszy to kapłan opuścił kielich, upadł na zie­
mię i po chwili skonał. Oto jeden z przykładów, których liczba z biegiem
czasu wzrasta. Autor przytacza 86 przykładów z okresu od wczesnego śred­
niowiecza, aż do czasów najnowszych. Autor uwzględnia głównie źródła nie­
mieckie, a częścibwo i francuskie. O ile chodzi o Polskę, to uzupełniając
wywody autora, możemy"stwierdzić, że i tu powoływanie na sąd Boski było
znane. Często zwłaszcza spotykamy w testamentach klauzulę, w której testator pozywa przed sąd .niebieski, tego, któryby ostatnią jego wolę ośmielił się
naruszyć. I tak naprzykład czytamy w testamencie z 1705 roku: „A iincjuntum by kto....... te ostatnią wole moie nieważno bydź usiłował y te annichilował, takowego każdego niebacznego iako adwersatora y kolatora testa-

282
mentu na straszny trybunał Boski przed strasznego y przenieinaiiętego sędzią
świata pozywam y sąd z niemi będę mieć, iako z przeciwnikiem woli
mo-iey“1).
W następnym (rozdziale podaje autor zestawienie dotyczące stauu spo­
łecznego, do którego 'należeli powód oraz poizwany. Jak z wywodów autora
i załączonej tabeli wynika rekrutowali się zarówno powód, jak i pozwany
początkowo, mniejwięcej do końca XV wieku, ze sfer wyższych, później
zwolna przeważać zaczynają sfery niższe. Zdaniem jednak naszem zestawie­
nie to nie pozwala nam na żadne dalej idące wnioski, pozostaje ono bowiem
w ścisłym 'związku z charakterem uwzględnionych przez autora źródeł.
Zrazu przeważa w średniowieczu literatura dworska i stąd owa przewaga
wzmianek w źródłach o osobach 'stojących na wyższym szczeblu hierarchji
społecznej, kiedy z biegiem czasu literatura niejako się popularyzuje, za­
częto .s.ię zajmować osobami niższych sfer społecznych.
O wiele ciekawiszem jest zestawienie dotyczące miejsca, do którego po­
wód pozywa swego przeciwnika. W źródłach do wieku XV mowa jesit
tylko o pozywaniu przed Sąd Boski. Od .końca XV stulecia występuje co­
raz częściej pozywanie przed sąd ostateczny, a przedewszystkiem do doliny
Josafata. Autor trafnie wyjaśnia mam skąd się wzięło pozywanie do doliny
Josafata. Wedle wyobrażeń średniowiecznych, opierających się na zdaniu
proroka Joeła (III. 2) „eongregabo omnes gentes et deducam eas in valleim
Josaphat et disceptabo cum eis“ w tej właśnie dolinie odbędzie się kiedyś
sąd ostateczny. Starano się nawet oznaczyć położenie geograficzne tej do­
imy identyfikując ją z doliną Kidrom pod Jerozolimą. Rozpowszechnienie
tego wierzenia na Zachodzie wiąże autor słusznie z wyprawami krzyżowemi
d licznemi pielgrzymkami do Ziemi Świętej. Z ustaniem tych pielgrzymek
zaczynają w,źródłach zanikać wzmianki o pozywaniu do doliny Josafata;
utrzymuje się wyłącznie pozew ina sąd ostateczny.
W osobnej tabeli zestawia następnie autor terminy, w których pozwany
miał się stawić przed sąd nadziemski. Autor stwierdza tu, co zresztą nie
mogło ulegać wątpliwości, silny wpływ czasokresów znanych ówczesne.]
praktyce sądowej, pozwany zateim miał się jawić przed sądem najwyższym
W ciągu 30 dni,, 40 d;ni, roku i t. d.
W następnych rozdziałach zastanawia się autor nad. podłożem, na ja­
kiem owa praktyka pozywania przed sąd nadziemski wyrosła. Słusznie do­
patruje się autor łączności 'tego rodzaju pozwu z zaklęciem i wiarą w sku­
teczność magiczną słowa.
Ciekawe są końcowe wywody autora dotyczące stanowiska uczonych,
zwłaszcza prawników, oraz ustawodawstwa wobec praktyki pozwu na sąd
nadziemski. Jeszcze w drugiej połowie XVIII stulecia znajdzie się prawnik,
który uzasadni dopuszczalność tego sposobu szukania sprawiedliwości. Jed­
nak już w wieku XVÏÏ starają się niektórzy pisarze ograniczyć dopuszczal­
ność stosowania tego rodzaju środka prawnego, tylko człowiek cnotliwy, nie
szukający zemsty, może pozywać .swego przeciwnika przed sąd Boski. Zakazanem jednak to być nie może, jak zaznacza inny pisarz (A. Cortrejus),
1) Akty izdawajemyje Wilenskoju Komissieju dla razbora drewnich aktów,
om XXVII, Wilno ltłOO. Nr. 22, str. 16; por. też* Nr. 63, str. 54: „synów moich
do wypłacenia obliguię y na straszny sąd Boski pozywam“.

283
który w os-oibnej pracy „Dissertatic j uridi ça de extrema provocatione. ad eon
stantissimum atque innocentissin'ium tribunal Jesiu Christi in causis civilibus
et crimiinalibuis“ poświęconej specjalnie temu problemowi, wykazuje, że
skoro uznany jest bieg instancyj w sądach doczesnych, to nie może być sitr<
lnie zakazane odwołhnie się do Najwyższego Sędziego. Ininy znów prawnik
broni tego środka prawnego dowodami iz praktyki, która jakoby wykazywała
skuteczność pozwu przed sąd nadziemski. Niektórzy

wszakże pragnęli ogra­

niczyć odwoływanie

się do wspomnianego sądu tylko w sprawach karnych,
nigdy zaś w sprawach cywilnych.
Równocześnie od wieku XVII rozpoczyna się walka z tego rodzaju wie­
rzeniem oraz praktyką. Rozpoczynają ją teologowie, którzy stwierdzają, że
pozywanie na sąd ostateczny jest niechrześcijańskie. Za nimi idzie szereg
prawników, którzy pozywanie do doliny Josafata uważają za niedopuszczalne.
Nie tylko teoretycy ale i władze zaczynają zwolna występywać przeciw oma­
wianej praktyce. Szczególnie ostro zwalczały ją władze weneckie, które na­
kazywały powodowi odwołanie takiego pozwu, dodając mu nadto porcję
chłosty. Ciekawym jest też wyrok lipskiego fakultetu prawniczego z r. 1650
skazujący studenta, który czując się skrzywdzonym odrzuceniem jego skargi
przez rektora pozwał go na sąd ostateczny, na odwołanie pozwu coram se­
natu academiae, przeproszenie rektora, karę pieniężną oraz relegację.
Wiek XIX przyniósł wyrugowanie stosowania wspomnianego rodzaju
pozwu i wiary w jego 'skuteczność.-Czy jednak zupełnie zdołał ją wykorzenić
jest rzeczą wątpliwą, potwierdzają takie przypuszczenie dzisiejsze wierzenia
ludowe.
Praca Hardunga bardzo sumienna, oparta na szerokiej podstawie źród­
łowej 'zasługuje-ze wszech miar na uznanie. Wartoby obecnie, opierając się
na wynikach jego pracy zbadać problem ten na ziemiach polskich. Jak już
dorywczo przez nas cytowane przykłady wskazują, pozywanie „na straszny
trybunał Boski“ i u nas było praktykowana.
Karol Koranip. ■

Acta ethnologica, 1936 I. (Levin & Munksgaard. Kobenhavn 1936)
stron 64 z 16 ryc. w tekście.
Gunnar Granberg rozpoczął wydawać nowe pismo etnologiczne, którego
współpracownikami są- Reidar Th. Christiansen, Gösita Berg, Martti Haavio,
Oskar Loorits, Kai Uldall i Kusitaa Vilkuna. Jak już z przytoczonych nazwisk
widać — a o ozem także dowiadujemy się ze słowa wstępnego, zredagowa­
nego w języku angielskim i niemieckim -— czasopismo to ma być poświę­
cone badaniom kultury ludowej — zarówno duchowej jak i materjalnej
kręgu skandynawisko-bałtyckiego, kręgu określanego przez geografów jako:
Balto-Scandia. Redakcja informuje we wstępie o specyficznych zagadnieniach
etn-ologji Skandynaw,sko-bałtyckiej i konieczności redagowania tego rodzaju
organu, w którym obok prac oryginalnych będą się pojawiać referaty i re­
cenzje.
Z pierwszego zeszytu (a ma ich się okazywać rocznie trzy) przekonuje
się czytelnik, że poziom zamierzonego wydawnictwa będzie naprawdę wy­
soki a charakter jego zdecydowanie badawczy. W pierwszym zeszycie po­
jawiło się kilka interesujących rozpraw. Pierwsza z -nich (A Finnish
fairy-tale in Nciway by Reidar Th. Christianyen,

284
Oslo) poświęcona jest niezmiennie ciekawemu zagadnieniu baśni, jej in­
filtracji w obce środowiska kulturowe i przemianom, jakim ona w nich
ulega. Za przedmiot swych badań Christiansen wybrał baśń, będącą włas­
nością jednej z grup emigrantów fińsikioh, którzy przed trzystu laty osiedlili
się w okręgach Solor w Norwegji i Vennland w Szwecji. Grupa ta zlała się
dziś z elementem skandynawskim, ale jeszcze przed stu laty izolacja jej
była zupełnie widoczna, jak dowiadujemy się o tem z relacji K. A. Gołtli'nd'a, który odwiedził te okręgi w r. 182G. Otóż wspomniani emigranci
fińscy, żyjąc w odmieninem etnicznie środowisku, długo zachowali własny
język, aczkolwiek w formie coraz bardziej wykoszlawionej i przechodzącej
w żargon, oiraz liczne utwory literackie, przekazywane ustnie z pokolenia
w pokolenie. Są to narracyjne ballady — r u n o t, i baśnie — 1 o i t s u t.
Te ostatnie, występujące w pogranicznych okręgach Norwegji, posiadają
szereg elementów nieznanych w tradycji baśniowej norweskiej, typowych
natomiast dla baśni fińskich. Jedną z tych baśni, znanych w okręgu Viager
na pograniczu sizwedzkiem, p. t. „Zła baba i djabeł“, zajmuje się autor
obszerniej, podając ją w całości, gdyż nie jest ona dotąd opublikowana
w źródłowem wydawnictwie: Norsk Folkemiminesamling. Jest to znane z nie­
zliczonych wersyj opowiadanie o babie, która ze swoim chłopem ciągle się
kłóci, dokucza mu i robi na przekór. Raz podczas takiej kłótni wpadła we
wściekłość, wybiegła na pole i na złość mężowi wskoczyła do pobliskiej rzeiki.
Na szczęście wyratował ją opodal przechodzący sąsiad, odprowadził do domu
do męża, który w nagrodę dał mu korzec jęczmienia. Jakiś czas panował
między małżonkami spokój, poczem znów doszło do kłótni. Tym razem
rozjuszona baba wypadła z chałupy, popędziła inad staw i utopiła się. I znów
zjawił się usłużny sąsiad, ale chłop nie skorzystał z jego pomocy, nie chcąc
narażać się powtórnie na kosztowny wydatek nagrody. Zabrał się sam do
poszukiwań -i w rezultacie zamiast baby wyłowił djabła. Dalsze przygody
chłopa z djabłem w poszozególnyćh wersjach są rozmaite, a więc czarodziej­
skie sztuczki djabła z chorą księżniczką, ślub chłopa z księżniczką, objęcie
przez niego tronu królewskiego i t. d.
Z kolei autor przetacza inną wersję tej baśni, pochodzącą z tego samego
okręgu ale z czasów o wiele późniejszych ok. 1920. Nazywa się ta baśń: „Zła
kobieta“. I w niej głównym motywem jest smutny los chłopa, obdarzonego
złą żoną, która w końcu tonie a on zamiast baby wyławia djabła. Powyższy
motyw baśniowy zinainy jest w wielu krajach. Prawdopodobnie pochodzi om
ze wschodu, a do literatury został wprowadzony stosunkowo bardzo wcześ­
nie. Jednym z pierwszych, który baśń tę wykorzystał był Machiavelli (Belfagor). Dalej autor stwićrdza, że nie zma tej baśni w tradycji norweskiej ani
w szwedzkiej, natomiast występuje ona u Szwedów żyjących w Finlandji
(Nylând), przyczem jest cna bardzo podobna do wersji fińskiej i najprawdo­
podobniej od Finów została zapożyczona. Oto treść tej baśni u Szwedów
fińskich.
Razu jednego wybrali się pieszo w drogę chłop i zla baba. Po drodze
wypadło im iść przez bagno, chłop radził nałożyć drogi i ominąć je, ale baba
uparta nie usłuchała męża, wpadła do bagna i utonęła. Chłop chcąc wyra­
tować babę wpuścił do bagna powróz i zamiast baby wyłowił — djabła.
W dalszej części baśń ta zbliża się do późniejszej wersji norweskiej: w kraju
zachorowała księżniczka, zabrał się do jej leczenia djabeł przy pomocy swych

/
285

sztuczek, po wyzdrowieniu księżniczka zaślubiła chłopa i uczyniła go dzie­
dzicem swego królestwa.
Z kolei Christiansen rozpatruje tę baśń w tradycji lapońskiej, w której
są dwie wersje- jedna z Utsjoki, druga z V aranger (,,Zła baba
i djabeł“). Różnice między obiema wersjami zachodzą w tych częściach,
w których jest mowa o księżniczce, naogół zaś obie są zbliżone do później­
szej wersji norweskiej. Świadczy to — zdaniem autora----o wspólnem źródle
pochodzenia tych wersyj, którem nie była ani tradycja szwedzka ani nor­
weska lecz tylko fińska. Baśń ta w tradycji fińskiej znaną jest w licznych
wersjach. Katalog fińskich .baśni uwzględnia 39 wersyj baśni o babie i djable
Co .się zaś tyczy geograficznego rozmieszczenia wspomnianych, wersyj to
autor stwierdza, iż prawie wszystkie występują we wschodniej części Finlandji, a tylko 3 wersje pochodzące z Satakunta, dwie zaś z południowo^
środkowego obszaru Tavastlanďu, odnoszą się do zachodniej Finlandji. Jest to ważna okoliczność w związku z tern co autor stwierdził po­
przednio, mianowicie, że omawiana baśń wiedzie .swój rodowód z Europy
wschodniej i zadomowiona jest zarówno w ludowej tradycji rosyjskiej jak
i ^estońskiej. Powyższe fakty skłaniają autora do wyrażenia słusznego przy­
puszczenia, że baśń ta przyszła .do Fintandji z Rosji. Ażeby jednak te i iJjacje
ustalić w szczegółach autor analizuje bardziej dokładnie wersję fińską. Bierze
dla przekładu wersję z północnej Karelji, Nurmes (pokrewną dwom wersjom
z innych rejonów fińskich, a to z rosyjskiej Karelji i z Ingrji), której tytuł
brzmi podobnie do tytułu wersji lapońskiej „Oike in paham akam kansisa
ei elä pirukaan“ (Nawet diabeł nie .może wyżyć ze złą babą).
Analiza powyższych wersyj służy autorowi do wykazania, że zarówno
norweska jak i lapońska wersja, omawianej, baśni wywodzi się z tradycji
fińskiej. Teza jego znajduje poparcie w danych historyczno geograficznych.
Wiadomo bowiem, że Lapończycy od najdawniejszych czasów po dziś dzień
pozostają w ścisłym i nieprzerwanym kontakcie z Finami. Wersja
z Utsjoki .pochodzi z Finlaindji, podobnie jak wersja norweska osadni­
ków fińskich z okręgu Solor. Temi wynikami kończy się artykuł Christiansena, mający nie .tylko wartość rzeczową, jako przyczynek do badań nad
baśnią skandynawsiko-bałtycką ale także metodologiczną, gdyż wskazuje,
jakiemi środkami badawczemi należy się posługiwać, ażeby wykryć treść
funkcjonalną pewnego elementu kulturowego w jego procesie historycznym.
Z zakresu kultury materialnej jest artykuł Die Kosa, eine nor­
dische F e s t s c h a 1 e von
K u s t a a Vilkuna (FI e 1 s i n, k i)
Punktem wyjścia dla rozprawy autora jest Olaus Magnus, który w swej
„Historia dé gentiibus septentrionalibus“ opisuje wśród wielu naczyń jeden
typ bardzo osobliwy, nazywany w językach północnych kosa, kaus, kas i t. d.
Autor zestawia to osobliwe naczynie, którego opis a także rysunki przekazuj
Olaus Magnus, z .drewmianemi naczyniami zachowanemi w niewielkiej ilości
(29 egzemplarzy) w muzeach Szwecji, Damji i Finlandji Naczynia te mają
kształt czaszy rozszerzającej się ku górze, z której wybiegają dwa duże
uchwyty razem połączone i bogato dekorowane^plastycznie i kolorystycznie.
Już w XVII w. wyszły one z użycia, stanowiąc oka? y zabytkowe.. Niektóre
z nich są bardzo do siebie podobne, tak że można je. uważać za produkty
tego samego war statu a nawet jednego mistrza. Z umieszczonych na niektó­
rych naczyniach dat można ustalić, iż najstarszy z zachowanych egzemplarzy

28č
pochodzi z 1. 1504, najmłodszy z r. 1681. Z kolei autor bada wzmianki o tych
naczyniach w inwentarzach majątków z w XVI, '»nachodzi też w innych
źródłach wiadomości o sposobie i okolicznościach ich używania. Z powyż­
szych danych wynika, że naczynia kosa używano u Finnów podczas uczt
weselnych a także podczas uczt w dniu imienin i na św. Szczepana (26 grud­
nia), kiedy to t. zw. śpiewacy Szczepana chodzą po domach, prosząc o „kousa“.
Dalej autor zajmuje się etymologją słowa kosa (które w różnych odmia­
nach występuje prawie u wszystkich ludów Europy północnej i wschodniej,
także w Polsce: kousz, kusz), problemem genezy zwyczaju picia z tego na­
czynia podczas pewnych .uroczystości i świąt oraz lokalizacją produkcji
i zasięgiem używalności tego typu naczynia (Załącza mapkę). Końcowe roz­
ważania autora skłaniają go do wyrażenia przypuszczenia, że geneza tego
typu naczyń najprawdopodobniej da się wyprowadzić z Finilandji, z pro­
wincji V a k k a.
Na tem kończy autor swą niezmiernie interesującą rozprawkę, słusznie
określając ją jako studjum wstępne, które posłuży za podstawę do przy­
szłych badań nad genezą tego typu naczynia i dziejami jego rozwoju.
Tnzeciin z kolei jest ar.tykuł poświęcony .sprawozdaniu «tanu badań nad
estońskim folklorem (Es toni an Folklore of łoday by Oskar
L o o r i t s, Tartu). W badaniach tych autor wyróżnia więc pięć okresów,
z których każdy w jemu dostępnych warunkach kładł podwaliny pod dzisiej­
szy gmach etnologji estońskiej. Szczegółowo omawia on dzisiejszą organizację
estońskiej etnologji, iskoncentrowaną w Estońśkiem Folklorystykin(?m Archi­
wum, sposób inwentaryzacji zabytków kultury ludowej, dalej rejestrację pie­
śni, podań .i baśni (Katalog ich zawiera już blisko 70.000 warjantów), w któ­
rej specjalne zasługi położył Anderson, .zbierający baśnie, zaś autor ni­
niejszego artykułu rejestruje podania ludowe („sagen“). Melodje ludowe
zbiera K. Leichter i H. Tampere, posługując się najnowocześniej­
szemu metodami fonografji. Ożywioną jest również praca nad zbieraniem
przysłowi estońskich. Osobną gałąź stanowią prace inwentaryzacyjne materjałów do kultury ludowej mniejszości narodowych w Estonj.i, a więc
szwedzkiej, łotewskiej, żydowskiej. Ponadto prowadzone są prace badawcze
z zakresu etnologji rosyjskiej, litewskiej, polskiej i Niemców bałtyckich,
przyczem estońskie instytucje etnologiczne utrzymują żywy kontakt z za­
kładami etnologicznemu wspomnianych narodów. Obszerny ten artykuł za­
wiera bogaty materjal informacyjny oraz wnikliwe uwagi nad warunkami
rozwoju etnologji estońskiej i jej 'niezbędnemu postulatami na przyszłość.
Pierwszy numer pisma zamyka dział recenzji, w którym wyczerpująco
są omówione następujące publikacje: Erixon, Schwedische Bauern- Ma 1er eien,
Jahrb. für hist. Volkskunde II F9É6; Erixon, Vara konstnärliga landskaps
karaktärer, Svensika ikuMurbilder 4: VII, Stockholm 1931, Erixon, Arv,- ny■bildning och degeneratioń i svemskt bonadsmaleri, Svenska ikulturbilder, 1:
II, Stockholm 1934; Julius Mark, Über das Roggendreschen bei den Esten
i Neue Bemerkungen über das Dreschen und Ernten bei den Esten (Sitzungs­
berichte der Gelehrten Estnischen Geselschaft 1931 i 1932) ; Sigfrid Svensson, Skaneš Folkdräfcter, en dräkthistorisk undensökning 1500—1900, Nordiska Museets Han T.ingar: 3, Stockholm 1935. Szata graficzna bez zarzutu.

K. W. Majewski.

287
Mieczysław Gładysz: Góralskie zdobnictwo drzewne na Śląsku.
Kraków 1935. Stor. VII+151. Z 125 rycinami w tekście, 108 tablicami
i 1 mapką.

Na podstawie zdobnictwa drzewnego w Beskidzie Śląskim usiłuje autor
zgłębić proces twórczy ludowego artysty, oraz określić ideał piękna wedle
zeznań samego ludu. W pierwszej części omówiono wrażliwość estetyczną
górali śląskich, oraz rozmaite podniety snycerskiej twórczości np. estetyczne,
religijne, magiczne, społeczne i t. d. Druga część pracy zajmuje się samą twór­
czością, a więc materjąłem, narzędziami, techniką, przedmiotami zdobiomemi, motywami zdobniozemi, a wreszcie układem tych motywów zdobniczych,
więc rytmem, symetrją, harmonją, kontrastem, oraz zastosowaniem pewnych
specjalnych motywów do pewnych przedmiotów.
Przy badaniach nad zdobnictwem górali śląskich stosował p. Gładysz
metodę eksperymentalną, która polegała na przygotowaniu dziewięciu tablic,
zawierających motywy: 1) bardzo dobrze znane na badanym terenie, 2j śred­
nio znane, 3) zupełnie nieznane W każdym z tych trzech rodzajów uwzględ­
niał autor motywy o układzie symetrycznym, rytmicznym i symetrycznorytmicznym. Prócz tego autor posługiwał się rysunkami kilkunastu zasadni­
czych elementów 'zdobniczych, wykonanemi w drzewie wiernemi kopjami
dwu dużych przęślic z Beskidu śląskiego, z których jedna posiadała jedna­
kowe, a druga rozmaite zdobnicze elementy, kilku rysunkami i fotografjami
zdobionych przedmiotów, pochodzącemi z miejscowego i obcego terenu. Na
podstawie tych rysunków i ornamentów badał autor, jakie motywy i kształty
wywierają na lud najsilniejsze wrażenia estetyczne i jak lud uzasadnia swe
upodobania estetyczne. Ta metoda dała wyniki bardzo ciekawe i niewątpliwie
w przyszłości pozwoli lepiej określić istotę sztuki ludowej, aniżeli zdołały to
dotąd osiągnąć dyletanckie i banalne zachwyty nad inaszą sztuką ludową.

A. Fischer.
Stanisław Dąbrowski: Pisanki lubelskie. Ilustrował Janusz Świeży.
Lublin 1936. Str. 68+20 tablic liłografowanych (11 barwnych).
Na obszarze ziemi lubelskiej pisanka podobnie jak inne wytwory sztuki
ludowej dotąd nie zanikła, nawet jest jeszcze zupełnie żywotna. Dzięki tej
szczęśliwej okoliczności p. Stanisław Dąbrowski mógł przedstawić nietylko
dawne materjały, ale i współczesne dotyczące ludowego zdobnictwa pisan■kowego w Lubelskiem. Praca obejmuje tylko 10 powiatów obecnego' woje­
wództwa lubelskiego mianowicie powiaty: lubartowski, puławski, lubelski,
chełmski, janowski, krasnostawski, zamojski, hrubieszowski, biłgorajski i to­
maszowski. Inne,, północne powiaty województwa lubelskiego, czyli obszar
Podlasia ma objąć druga podobna praca. Na podstawie dość licznego ma­
terjału omawia autor nazwy pisanek, rozmaite techniki wykonywania pisa­
nek, oraz przyrządy i barwiki do tego używane, okres barwienia, malarzy
i malarki, oraz motywy zdobnicze przez nich stosowane (zwłaszcza swastyka,
trikwetr, drzewo życia, linje i opaski, słońce, gwiazdy, napisy, monogramy,
daty). Zbadany obszar dzieli autor na dwie części, północną (Puławy, Lubar­
tów, Lublin, Chełm, Janów, Krasnystaw) i południową (Hrubieszów, Zamość,
Biłgoraj, Tomaszów). Pisanki północnej grupy są mniej ozdobne i barwne,
natomiast południowe odznaczają się barwami soczystemi, śmiało zestawio-

288
neinii, a linjarní pełnemi rozmachu i wyrazistości. Na zakończenie omówiona
została rola pisanki w wierzeniach i obrzędzie.
Praca zasługuje na' korzystne wyróżnienie ze względu na bogaty materjał, oraz liczne ilustrację. ,

A. Fischer.
Longin Malicki: Zarys kultury materjalnej górali śląskich. Kato­
wice 1936. Wydawnictwa Muzeum Śląskiego w Katowicach. Dział I.
Tom VI. Str. 1Ô3.
Praca podaje opis kultury materjalnej pięciu wiosek góralskich (Brenna,
Istebne, Jaworzynka, Koniaków, Wisła), położonych w Beskidzie na połud­
niowo' zachodnim krańcu województwa śląskiego
Na wstępie autor charakteryzuje ogólnie opisywane wsie, ich klimat,
osadnictwo,, .cechy antropologiczne i językowe. W następnych rozdziałach
autor przedstawia dokładnie rozmaite działy kultury materjalnej, jaik zbie­
ractwo, łowiectwo, rybołówstwo, chów zwierząt, pasterstwo szałaśnicze,
pszczelarstwo, uprawę .roli, przygotowanie pokarmów, obróbkę drzewa, ple­
cionkarstwo, obróbkę włókna, wełny, rogu i skór i żelaza, garncarstwo,
odzież, budownictwo, rozmieszczenie chałup, sprzęty1, higjenę ludową, trans­
port i komunikację. Dokładne zrozumienie starannych opisów ułatwiają
dobrze dostosowane ilustracje w liczbie 113.
Do obszaru zbadanego przez p. Longina Malickiego' nie mieliśmy dotąd
prawie żadnych materjałów, dlatègo nowe wydawnictwo- Muzeum śląskiego
posiada dla etnografji polskiej znaczną wartość.

A. Fischer.
Jan St. Bystroń: Kultura ludowa. Warszawa., Nakładem „Naszej
Księgarni“, 1936. 8°. Sitr. 462+1 nlb.
Tradycyjna kultura ludowa przechodzi w obecnej chwili poważny kry­
zys i ulega zupełnemu przekształceniu. Zanikają dawne obrzędy, jaik też
dawine stroje i pieśni. Zjawisko to zaznacza się już od szeregu lat i oddawna
pojawiają się nawoływania do przechowywania starej kultury ludowej. Prze­
ważnie te wołania nie dają żadnych wyników, ho nie mogą opanować pew­
nych naturalnych procesów rozwojowych Ogólny rozkład starej kultury lu­
dowej można zauważyć szczególnie od okresu powojennego gdy to w związku
z ogólnem przewartościowaniem różnych idei i autorytetów następuje także
wielki zanik dawnych treści tradycyjnych nietylko u nas ale w całej Euro­
pie. Jeżeli się zaś nawet te dawne treści kulturowe usiłuje świadomie zacho­
wać jak, np. w Niemczech i w Italji, to jednak występują one już w nowej
formie i w innym zespole pewnej nowej całości. Na temat tych różnych za­
gadnień nieraz wypowiada się rozmaite ogólne uwagi i dlatego bardzo aktu­
alna jęst wyżej wymieniona książka Prof. By,stronią.
We wstępnych rozważaniach teoretycznych autor analizuje pojęcie kul­
tury i treści kulturalnych, przycizem dochodzi do wniosku, że kultura ludowa
jako całość jest wytworzonym przez zbieg wypadków zespołem treści, które
nie muszą być ludowe. Na całokształt takiego zespołu składają się treści sa­
modzielne i zapożyczone, twórcze i tradycyjne, a o tem, dlaczego tylko pewne
treści md sobie przyswaja, rozstrzygają rozmaite autorytety. Takim głównym
autorytetem d-awnej wsi polskiej są ludzie starzy lub bardziej wpływowi,

289
którzy pilnują dawnej tradycji. Nawet choć wieś stara się odgrodzić od
różnych wpływów, jednak, różnemi drogami .zwłaszcza handlowemi przeni­
kają /zewnątrz liczne wpływy kulturalne. W związku z tęm prócz autoryte­
tów osiadłych na wsi mają znaczenie także ludzie wędrowni (żebracy, piel­
grzymi, żołnierze, flisacy, kupcy i t. d.), którzy ze świata przynoszą nowe
idee i wytwory kulturowe. Ale na kształtowanie się kultury ludowej oddzia­
ływały także inine czynniki, przede 'wszystkiem kościół, który niszczył dawne
elementy pogańskie lub je przekształcał w duchu chrześcijańskim, następnie
zaś działała wola pańska dziedzica, która poważnie .ciążyła na życiu wiejskiem i przekształcała je zwłaszcza w dziedzinie kultury materjałnej. Później
działała także administracja państwowa, która wyznaczała Tozmaite granice,
zmieniające się czasem w granice etnograficzne, oraz ograniczała rozmaite
formy ludowych obrzędów. Wreszcie działało także na wieś miasto tern sil­
niej, im bardziej poprawiały się stosunki komunikacyjne, a działanie to
szczególnie rośnie od końca XIX wieku. Oczywiście działała taikże szkoła nie
zawsze jednako, gdyż nie .zawsze miała ona równy poziom, ale pewien zakres
wiadomości z .niej wynoszono. Wszystkie te czynniki zostały pnzez prof.
Bystronia bardzo dokładnie omówione
W zakończeniu zastanawia się autor nad próbami podtrzymywania daw­
nej kultury ludowej zwłaszcza strojów, sztuiki, obrzędów i pieśni Usiłowania
te zaczynają się w wiekn XIX, a więc wtedy gdy się zorjentowano, że kultura
ludowa może .zawierać pewine głębsze wartości. Ale takie sztuczne ożywianie
kultury dawnej nie jest ozemś łatwem. Kultura może bowiem rozwijać się
tylko wtedy, gdy jest żywa, a żyć może o tyle tylko, o ile byłaby jak niegdyś
twórcza. Dlatego też 'nieporozumieniem jest przypuszczenie, że można wpły­
wać na ożywienie kultury ludowej przez propagandę motywów ludowych lub
organizowanie teatrów szopkowych czy używanie wyrazów gwarowych w li­
teraturze. Kultura musi być żywa. Z eksponatu muzealnego nie można odtwo­
rzyć żywego organizmu. Wielkie trudności z tern związane określił trafnie
stary góral, który pytał St. Witkiewicza, „jako -się trza utrzymywać, aby być
człekiem cywilizowanym, a przecie chtepem polskim ostać“. Odpowiedź na
to najbardziej właściwą widzi prof. Bystroń w następujących słowach Wł.
Orkana: „Wyzbyć się mylnego mniemania, że cywilizacja to jest coś wyż­
szego od kultury chłopskiej. Zrozumieć, że ta chłopskość równa sizlacheckości... I — n,a Boga — przestać się wstydzić się swej kultury, która ma
wieki za sobą, a dumą chłopską się wyproście“.
Talk przedstawia się w krótkim zarysie bieg myśli w nowej pracy Prof.
Bystronia, która ma niietylkc wartości naukowe, ale i propagandowe, gdyż
może zachęcić szersze koła czytelników do interesowania się także książkami
0 problemach etnograficznych.
Ą Fischer.

Edmund Schneiweis: Grundriss des Volksglaubens und Volks­
brauchs der Serbokroaten. Druiżba sv. Mohorja v Celju. -1935. Str. 267.
E. Schneeweis, profesor uniwersytetu niemieckiego w Pradze, dał pod
powyższym tytułem zwięzły zarys wierzeń i obrzędów serbochorwaok.ich.
W pierwszej części poświęconej wierzeniom omówiono demony pochodzenia
inanistycznego, duchy będące uosobieniem sił przyrody lub chorób, anioły
1 djabły, personifikacje świąt lub pewnych określeń czasowych, karły i ol­
brzymy, ludzi o mocy demonicznej, czary i wróżby, a wreszcie niektóre wieLni T. XXXIV.

19

290
rżenia z dziedziny kasmogonji. W drugiej części pracy zostały dokładnie
zanalizowane obrzędy ludowe talk rodzinne ((narodziny, wesele, pogrzeb),
jak doroczne i codzienne (t. j. związane z życiem dotnowem, zajęciami rolniczemi i hodowlanemii, oraz rozmaitemi zawodami).
Wartość pracy Prof. Schneeweisa jest tern większa, że opiera się on
nietyłko na literaturze dotąd drukowanej, ale także na licznych własnych
poszukiwaniach. Praca ma nietyłko charakter etnograficzny, ale także etno­
logiczny, a przy porównawczych zestawieniach nie brak też częstego cyto­
wania polskiego materjału porównawczego. Na podstawie porównań usiłuje
autor wyodrębnić rozmaite warstwy kulturowe, a więc starą warstwę sło­
wiańską, oraz rozmaite oddziaływania tak świata starożytnego jak też chrze­
ścijaństwa, a następnie wpływy sąsiadów, włoskie, niemieckie i tureckie. Bo­
gata literatura i dokładny indeks ułatwiają korzystanie z tej książki niezbęd­
nej dla każdego slawisty.
A. Fischer.

Zeitschrift für fłassenkunde und ihre Nachbargebiete, Band III.
Jahrgang 1936, Stuttgart 1936. Wydaje: Egon Freiherr von Eick sic dt.
Nakład: Ferdinand Enke, Stuttgart. Cena tomu 22 RM.
Trzeci tom czasopisma, podobnie jak i poprzednie tomy, zawiera
w dziale A (artykułowym) bogaty wybór artykułów mających w myśl założeń
pisma służyć do poznania człowieka we wszystkich przejawach życia, w czasie
i w przestrzeni.
Na tom trzeci składają isiię większe artykuły: E. Eickstedt, GanzheitsAnthropologie, artykuł programowy, omawiający zakres badań antropolo­
gicznych w związku iz człowiekiem; S. Alcobć, Die Eurafrikainiden und díle
Rassengliederumg der Iberischen Halbinsel; H. Koch, Die Abwanderung der
Begabten vom Dorf; autor podaje wyniki badań nad dziećmi jednej wsS
w ciągiu 35 lał. Zestawienie wykazuje, że z dzieci uzdolnionych wywędirowuje
około szósta część chłopów i prawie trzecia część dziewcząt; F. Keiiter, Daß
Vermischungstempo nachbarschaftsgebundener Bevölkerungen; J. Junge,
Frühgeschichte der oistimdogermanischen Saken, ciekawy przyczynek dla ru­
chów ludów aryjskich w Azji środkowej i przedniej; E. Schwarz, Probleme
der mittelalterlichen deutschen Ostwanderung, w którym autor zastanawia
się nad migracją elementu niemieckiego na wschód, omawia wyspy i wpływy
językowe niemieckie, przyozem dochodzi do' wniodku, że rozwiązanie tego
problemu polegać powinno ma badaniu ludowości (Volkstum) ; B. Oettekimg,
Über die geschichtliche Entwicklung der indianischen Volksdichte i wiele
innych artykułów o treści przeważnie antropologicznej.
Dobrze zredagowanemu działowi A (artykułów), odpowiada równie do­
brze zestawiony dział B, który obejmuje: Ij Drobne przyczynki, EL) Nową li­
teraturę, w której podano krótki przegląd .najnowszych wydawnictw, ME) Kro­
nikę naukową, zawierającą zestawienie wiadomości o zjazdach, wyprawach
naukowych, ruchu personalnym,, poczynaniach różnych ośrodków i t. p.
z 34 krajów całego świata.
Ze względu na bogatą treść czasopismo to jest nietyłko ważne dla
antropologów, ale także dla naufk pokrewnych (przedewszystkiem etnologji),
oraz dla tych wszystkich, którzy interesują się rozwojem badań nad czło­
wiekiem w najszerszem tego słowa znaczeniu.
J. Falkowski.

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.