132d0959d6647991e49c2d7b5c01ef5c.pdf
Media
Part of O duchach, duszach, djabłach i demonach indyjskich / Lud, 1936, t. 34
- extracted text
-
EUGENJUSZ SŁUSZKIEWICZ
O DUCHACH, DUSZACH, DJABŁACH
I DEMONACH INDYJSKICH1)
(ÂMES DES MORTS, REVENANTS, SPECTRES ET DÉMONS DANS L’INDE)
*) Artykuł powyższy, napisany na zaszczytne zaproszenie Szanownej Redakcji,
zawiera sporo przykładów, stanowiących odpowiedniki do omawianych przez prof
K. Moszyńskiego (ob. niżej bibljografję) tematów i motywów. Zbyt wiele pożytku
zresztą z dostarczonych tu przezemnie informacyj trudno sobie obiecywać, skoro —
jak powiada tenże uczony: „...kto z badaczy gruntownie zapoznał się z szeregiem
przyczynków czy materjałów, dotyczących demonologji różnych krajów, ten przy
dalszych studjach odnośnej literatury z tych krajów, choćby jej przeglądał bardzo
wiele, całkiem już rzadko spotka się z zespołem wierzeń zupełnie dlań nowym.
Najczęściej ma sposobność stwierdzić, iż pozorna nowość zespołów polega na kalejdoskopowem (mechanicznem) przestawieniu dobrze mu już znanych wątków“ (Kul
tura ludowa Słowian, cz. II, str. 606 n.J. Nie wątpię bynajmniej, że ilość takich
przykładów dałoby się znacznie pomnożyć. Ponieważ jednak 1) miałem czas bardzo
ograniczony, a 2) pragnąłem dać rzecz zwartą i wmiarę możności symetrycznie czy
równomiernie skonstruowaną, nie goniłem za wszelką cenę za jak największą ilością
paralel; obawiałem się, że takie założenie dałoby obraz fałszywy, bo tendencyjny
a niepełny: zamierzoną symetryczność wtedyby niechybnie porwab djabli, korzy
stając skwapliwie z nastręczonej im niebacznie sposobności pomszczenia się za nie
dyskretne odsłanianie arkanów ich i ich krewniaków. Może zresztą będę mógł
jeszcze kiedyś dostarczyć takich uzupełnień niniejszego artykułu, jeśli naturalnie
wydadzą się one osobom kompetentnym pożądane.
Transkrypcję ze względów technicznych nieco upraszczam i odrobinę przysto
sowuję do polskiego czy słowiańskiego (więc zamiast ang. c, j, y, v piszę č, dž, j, w);
znającemu języki indyjskie nic a nic to nie przeszkadza, a nie znającemu ich nawet
pomaga. Znaku długości nad samogłoskami nie potrzebuję objaśniać; dodam nato
miast dla objaśnienia, że — idąc za praktyką powszechną — znak ten opuszczam
stale przy e i o, gdyż te są (w staroindoaryjskiem) zawsze długie Złożony znak
r(y) oznacza r sonantyczne lub samogłoskowe, znane i językom słowiańskim (np.
czeskiemu; por. ułożone ad hoc zdańko, nie tryskające nadmiarem sensu, ale dość
dobrze się nadające dla ćwiczenia fonetycznego: strč prst skrz krk „prze
łknij palec przez gardło“). Litera h po spółgłosce zwartej (więc po p, t, k, b, d, g)
oznacza wyraźny przydech; w innej pozycji — wyjąwszy na końcu, ale tu takiegc
wypadku niema, aby Czytelnik miał w tem smutném naogół życiu o jeden powód
do radości więcej — btera ta oznacza dźwięczną gardłową (tylnojęzykową) w ro
dzaju ruskiego h (u nas podobny dźwięk słyszeć można w okolicach, gdzie oddzia
ływają wpływy ruskie, a pozatem tylko w pozycji przed spółgłoską dźwięczną, więc
np. w wyrazach: Bohdan, klechda czy w związku zdania: takich
rzeczy). Znak ś należy wymawiać jak nasze ś.
Lud T. XXXIV.
1
2
If
Bohaterami pieśni i hymnów wedyjskich, istotami, które opiewano
i do których się zwracano z prośbą o pomoc, były przedewszystkiem
bóstwa potężne. Ich uwielbieniu poświęcone są przeważnie najstarsze za
chowane teksty indoaiyjskie. O bogach niższego rzędu, bożkach, demoPoniżej podaję bibljografję, zaznaczając jednocześnie, że cytuję tylko te
dzieła, z których — wobec bardzo ograniczonego czasu — mogłem naprawdę ko
rzystać. Kto ciekaw dalszej bibljografji, znajdzie ją w cytowanych tu dziełach
i artykułach.
Bibljografja. — H. Beckh, Buddhismus (Buddha und seine Lehre).
Berlin Lipsk 1919—1920 (2 t.); M. B 1 o o m f i e 1 d, The Atharvaveda, Strassburg
1899; Chantepie de la Saussaye-Bertholet-Lehmann, Lehr
buch der Religionsgeschichte, X. wyd., Tubinga 1925 (2 t.) W Crooke, The
Popular Religion and Folklore of Northern India. Westminster 1896 (2 t.); tenże,
Démons and Spirits, w ERE IV (1911), 601—608; H v. Glasenapp, Der Hin
duismus. München 19'22; E. Hardy, Die vedisch brahmanische Periode der Reli
gion des alten Indiens. Münster i. W. 1893'; tenże, Indische Religionsgeschichte,
2. wyd. Lipsk 1904; tenże, Buddha. Lipsk 1903; tenże, (& R. Schmidt),
Der Buddhismus nach älteren Pali-Werken. Münster i. W. 1919; A. Hille
brandt, Ritual-Litteratur. Vedische Opfer und Zauber. Strassburg 1897 ; tenże,
Vedische Mythologie. Wroclaw 1910; E. W. Hopkins, Epic Mythology.
Strassburg 1915; H. Kern, Manual of Indian Buddhism, Strassburg 1896;
A. A. Macdonell, Vedic Mythology. Strassburg 1897; Mythologie asia
tique illustrée. Paryż 1928 (dzieło zbiorowe, opracowane przez szereg uczo
nych); H. Oldenberg, Religion des Veda, 3. & 4. wyd. Lipsk-Berlin 1921;
R. Pischel, Leben und Lehre des Buddha. 3. wyd. 1921; T. W. Rhys
Davids, Buddhist India. Londyn 1903; W. S t e d e, Die Gespenstergeschichten
des Peta Vatthu. Lipsk 1914; L, de la Vallée-Poussin, Bouddhisme,
3 wÿd. Paryz 1925; L. A. Waddell, Démons and Spirits (Buddhist) w ERE IV
(19111, 571—572. — Nadto: A. Fischer, Polacy (Etnografja słowiańska, zesz. 3)
Lwów—Warszawa 1934; tenże, Rusini, Lwów—Warszawa—Kraków 1928;
K. Moszyński, Kultura ludowa Słowian, cz. II, zesz. 1. Kraków 1934. W od
nośnikach cytuję te trzy dzieła w formie skróconej: „Polacy“, „Rusini“, Mo
szyński II“.
Ad usum Zoili (toute proportion gardée, mian. jeśli idzie o mnie a Homera),
uprzedzając wszelkie ewentualne zarzuty co do peccata omissionis lub comnussionis
t. j. pominięcia czegoś lub niepotrzebnego uwzględnienia czego innego, dodaję
jeszcze raz, tylko już słowami Mickiewicza (aby się nie stać nudnym) : „Krótkość
czasu stała na zawadzie, Że nie stało się zadość Zoilowej radzie“. Artykuł
powyższy ma charakter wyłącznie informacyjny.
Kończę swe exposé małą prośbą do łaskawych Czytelników. Jeśliby się miano
wicie znalazł między nimi jaki Kato z Utyki, któryby utyskiwał, że utyka co kilka
kroków na jakiemś mniej poważnem wyrażeniu lub że go razi szelmowskie mru
żenie oka przez autora niniejszego elaboratu przy lada okazji, ośmielam się prosić,
aby sobie nie żałował i się zemścił: przedrzeźniając autora, niech też przymknie
oko, mian. na tę jego nawyczkę. Prośbę swą popieram przytoczeniem dwu faktów,
stanowiących tyleż okoliczności łagodzących: 1) nietylko wybitny uczony niemiecko-amerykański (czy odwrotnie), J. J. Meyer, prace swe naukowe roz
jaśnia stale częslemi błyskami humoru i dowcipu, ale 2) także czysto amerykański
profesor Hopkins w pracy tak naukowej jak cytowana wyżej „Epic Mythology“,
stanowiąca część składową encyklopedycznego dzieła zbiorowego „Grundriss der
indoarischen Philologie und Altertumskunde“, pozwala sobie na dowcipkowanie
i wcale nie widać, by się przy tern rumienił. Porządek obu tych faktów mogę na
żądanie odwrócić.
2) Dla uchronienia Czytelnika przed rozczarowaniem czy przeliczeniem się
w rachubach pośpieszam wyjaśnić, że cztery rozdziałki, na jakie podzieliłem swój
artykuł, nie omawiają — kolejno — duchów, dusz, djabłów i demonów, lecz — pokolei — jedną z czterech epok czy faz rozwojowych, na jakie cały temat można
rozłożyć.
3
nach i duchach wspominają owe teksty niezbyt często. W Rygwedzie,
najstarszym ze wszystkich zachowanych zabytków literackich indoaryjskich, jaśniej zarysowują się postaci owych dii minorum gen
tium dopiero w częściach najmłodszych, by się już wysunąć na plam
pierwszy w Atharwawedzie, stanowiącej przedewszystkiem bogaty zbiór
Zaklęć magicznych, oraz w wielu tekstach późniejszych, traktujących
0 religijnych ceremonjach domowych. Niepoślednią rolę odgrywają owe
bożki i demony jeszcze pótźmej w literaturze opowiadającej, w obu wiel
kich epopejach t. j. Mahabharacie i Ramajanie, w buddyjskich zbiorach
opowieści.
Stan rzeczy w Rygwedzie, zaznaczony króciułlio wyżej, nie dowodzi
oczywiście bynajmniej, by wiara w duchy i demony rozwinęła się później
niż wiara w bóstwa potężne; świadczy o tern zresztą — pomijając już
wyniki badań etnologicznych w tej kwestji oraz brak jasnej różnicy po
między bóstwami a demonami3) — choćby to, że i w starszych partjach
Rygwedy znajdujemy aluzje do wiary w świat demonów (rzadkość
1 ubóstwo tych aluzyj tłumaczy się charakterem hymnów, układanych
z myślą o czem innem; pamiętać też trzeba, że Rygweda stanowi tylko
jeden wycinek z życia religijnego dawnych Indyj), a nadto fakt, że rytuał
pfiarny indoaryjski rai się wprost już w najstarszej swej fazie od oeremonij i obyczajów natury magicznej. Wśród duchów i demonów wedyjskich przeważają złośliwe i szkodliwe — może dlatego, że bogowie,
uważani prawie wyłącznie za dobrych i dobroczynnych, niejednokrotnie
mieli sposobność zacieśnić zakres działania demonów dobrych. Część
tych demonów powstała prawdopodobnie z dusz zmarłych
przyjaciół
czy wrogów — albo unoszących się niewidzialnie wpohliżu albo też przy
bierających postać upiorów czy strachów, zwierząt i przeróżne inne; nietylko odnajdujemy wyraźne ślady takiego rozwoju u najbliższych Hin
dusom Irańczyków (nie mówiąc już o innych ludach), ale związku de
monów różnego rodzaju z duszami zmarłych 4) dowodzą rozliczne szcze
góły, zaświadczone także w owej literaturze dawniejszej indoaryjskiej.
Inne demony powstać mogły z bogów i bohaterów szczepów wrogich.
Wrogami bogów są t. zw. a s u r a. Wyraz ten oznacza w starszych
tekstach przeważnie jeszcze samych bogów, a dopiero później zmienia
znaczenie na wprost przeciwne5). Pogromcą tych demonów a s u r a
3J Cf. Moszyński II 604, 712.
*) Cf. ibid. 604 (o istotach półdemonicznych) i § 544 (oraz § 334 n.), § 565
ad finem & c.
5) Może tłumaczy się to w ten sposób:
Nazwa asura nie jest wcale jednoznaczną z nazwą d e w a („bóg“) ; szcze
gólnie często nazywano owem imieniem bogów Mitrę i War nę, operujących cu
downą mocą, zwaną m ä j a. Jednak maja oznacza także — równie bodaj
często — podstępne sztuczki istot wrogich, obdarzanych takżi nazwą asura.
Czyli że asura pierwotnie musiało znaczyć: „posiadacz cudownej mocy (używanej
na dobre lub złe)“, czy to był bóg czy też demon; sczasem jednak wyrazem tym
przestano nazywać bogów, rezerwując go wyłącznie dla demonów, przyczem po
mocną mogła być i etymologja ludowa, rozkładająca asura na a-sura „nie
bóg“. — Tak interpretuje Oldenberg (1. c„ 158—161), w sposób całkiem przekonywa
jący (za nim bodaj idzie i S. Konow w „Lehrbuch der Religionsgeschichte , II, 59).
Zdaniem innych zmianę znaczenia wyrazu asura (z „bóg“ na „demon“) wywo
łały okoliczności historyczne: ponieważ Irańczycy, oddający cześć swoim a h u r a
(= ind. asura) czyli bogom, odnosili się wrogo do kultu wedyjskich Indoarjów,
1*
4
jest przedewszystkiem bóg Indra. W rygwedyjskich mitach o asurach
odzwierciedlają się poczęści i wydarzenia historyczne — podobnie jak
wyrazy däsa i d a s j u, oznaczające także demony atmosferyczne,
pierwotnie stanowiły nazwę ciemnych tubylców indyjskich (jako przeci
wieństwa jasnych zdobywców, Arjów). Spośród tych asura i däsa
wymieniają hymny wedyjskie szereg wybitniejszych osobistości po
imieniu, Jestto jednak raczej mitologja, dlatego dalsze, a właściwie
bliższe, szczegóły pominę.
Z duchów wspomnieć należy przedewszystkiem o gandharwach
i apsarasach. Gandharwowie — których nazwa (gandharwa) wbrew
przypuszczeniom dawniejszych mitologów nie może mieć nic wspólnego
z gr. kentauros, choć etymologicznie nie jest całkiem jasna 6-a) —
są to duchy, których dziedziną był pierwotnie .może przestwór powietrzny.
Te świetlane duchy niebiańskie obierają sobie jednak często siedzibę
i w wodzie — może dlatego, że kochankami ich i partnerkami są apsarasy, nimfy wodne. Gandharwowie — jak i apsarasy — mogą użyczyć
płodności lub ją odebrać; dlatego pragnący potomstwa do nich się zwra
cają. W czasach późniejszych istotę, która w chwili poczęcia wchodzi
w ciało matki, stając się plodem, nazywają wprost gandharwa;
teksty buddyjskie zaś twierdzą, że na poczęcie składają się trzy czynniki:
„Ojciec i matka łączą się, matka ma już za sobą perjod, a gandharwa
jest gotów [pomóc obojgu]“. Z drugiej strony jednak gandharwowie są
też rywalami mężów6) i trzeba ich usuwać albo prośbą t. j. modlitwą —* 5
ci zaczęli skolei uważać ich bogów za demonów (Hillebrandt, Vedische Mytho
logie, 186—190; lecz cf. Oldenberg, I. c. 158 uw. 3 oraz „Lehrbuch d. R.“ II,
214). Wreszcie J. Przyluski (Rocznik Orjental. VIII ‘Jr*—29) przypuszcza, że
rozwój znaczeniowy wyrazu asura da się wytłumaczyć początkowem eufemistycznem używaniem go przez Indoarjów: oznaczali nim nietylko najwyższe bóstwa,
lecz także główne demony, rakšas, i inne duchy lokalne, ale gdy nastąpiła
reakcja i zaznaczył się rozłam religijny pomiędzy światem aryjskim i jego bogami
a światem niearyjskim z jego bóstwami-demonami, nazwą asura nie można już
było oznaczać i bogów i demonów — i ograniczono ją do tych ostatnich. Co do
innych interpretacyj ob. też krótką bibljografję w R. Orj. VIII, 27, uw. 7.
Uwagę tę zamieszczam, gdyż wydaje mi się, że te próby wytłumaczenia roz
woju znaczeniowego wyrazu asura zajmą i etnologów.
5-a) Etymologja tubylcza jest tu bardzo rozbieżna: jedni Hindusi wywodzą
to imię od pierwiastka gandh, mającego znaczyć „szkodzić“, inni wmawiają, że
to złożenie: gan-dhara, niby , trzymający (t. j. wykonujący) śpiew“; zdaniem
jeszcze innych wyraz ów pochodzi od g a n d h a „zapach“, gdyż oznacza duchy
o czystej woni. Nauka europejska doszła tylko do wyniku negatywnego, zaznaczo
nego już wyżej: że mian. nie może być mowy o związku etymologicznym z gr.
kentauros. Natomiast jeśli idzie o stronę rzeczową, to istotnie trudno nie
przyznać, że zgodność obu pojęć — zwłaszcza jednak centaura z gandharwą epo
pei — jest naprawdę duża. Mówiąc słowami Hopkinsa: „Whatever be the etymological discrepancy belween Centaur and Gandharva, the likeness is close. Centaurs
are nubigenae; Gandharvas are cloud-forms; the town of Gandharvas is cloud-land.
Both are sensual (kâminah; paiderastai); both liave equine forms; both are
musical . Both become teachers“. (Epie Mythology, p. 157). Mimo tych podobieństw
jednak — trzeba podkreślić jeszcze raz — dziś nie może już być mowy o zestawieniu
etymologicznem ind. gandharwa z grec, kentauros, ponieważ etymologja
dawno przestała być nauką, w której — jak sobie pokpiwał Wolter — samogłoski
nic nie znaczą, a spółgłoski bardzo mało. Ob. zresztą np. E. Boisacq, Diction
naire étymologique de la langue grecque (1923), p. 434.
e) Por. Moszyński II 641 (§ 523; demony męskie z kobietami, a żeńskie
z mężczyznami).
5
takiej treści np.: „Idź sobie stąd... szukaj sobie innej lubieżnej ko
biety...“ — albo i groźbą t. j. egzorcyzmami czy zaklęciami, odpędzającemi szkodników od kobiet, a szczeg. od położnic 7) ; w przepędzeniu ich
pomocne mogą być i zioła magiczne 8). O wyglądzie zewnętrznym gandharwów dowiadujemy się z literatury wedyjskiej niewiele: mają być
„wiatrowłosi“ — według innych źródeł włochaci 9), o kształtach przezpół
zwierzęcych 10)*— i nosić wonne szaty.
Apsarasy, których nazwa znaczy prawdopodobnie „chodzące (poru
szające się) w wodzie“ (a p „woda“, sarati „chodzić“), to nimfy
wodne, mogące się podawać za siostry — bodaj przyrodnie — nereid.
Siedzibą ich jest pierwotnie morze lub rzeki, a nie gardzą i stawami lotusowemi; lecz mogą się unosić i w powietrzu, przedewszystkiem w wo
dach chmur “), albo i zstępować na ziemię, gdzie się stają nimfami leśnemi i górskiemi — chętnie mieszkają z gandharwami w pniach różnych
rodzajów drzewa figowego (n j a g r o d h a, udumbara, aśwattha, plakša czyli Ficus Indica, F. Glomerata, F. Religiosa i F. Infectoria) lub igrają i zabawiają się, też w towarzystwie gandharwów, po
górach. Odznaczają się porywającą pięknością i mistrzowstwem w sztuce
mitosnej.Łask swych nie odmawiają i ludziom, jak świadczy prastare
podanie o miłości nimfy Urwaśi do króla Pururawasa, posiadające od
powiedniki w poezji starogreckiej (Tetyda) i w nowożytnych wierzeniach
ludowych różnych krajów 6).
Jak w morzach i rzekach, tak i w górach, lasach (poza już wspomnianemi apsarasnmi i gandharwami), a także pod ziemią przebywają
duchy. Pod ziemią mian. mieszka W ii stos p a t i „Pan miejsca“,
którego sobie powinien zjednać, kto się chce sprowadzić do nowego
mieszkania; proszą go o oddalenie wszelkich plag, powiększenie dobytku
w bydle i koniach, użyczenie długiego życia. Na roli panuje „pan pola“
(kšetrasja p a t i), któremu składają ofiary lub oddają cześć przy
-orce. Deifikuje się rosimy i drzewa 12), co dość łatwo zrozumieć, gdy się
zważy, że używano .roślin i substancyj pochodzących z drzew jako leków,
amuletów i t. d.; že szczególną czcią odnoszono się do wielkich drzew,
nazywanych wanaspati ,*pan lasu“, a wielbiono i cały las jako
„Panią leśną“ (A r a h j ä n i), nie czyniącą nikomu krzywdy, kto jej
sam nie skrzywdzi. Lecz ten kidt drzew, roślin i lasu w literaturze we
dyjskiej zajmuje niewiele miejsca; dużo silniej zaznacza się on w tekstach
buddyjskich.
Obok tych duchów istnieją jednak i demony, przeważnie szkodliwe.
Są wśród nich wprawdzie i takie, które ludziom pomagają — czynią
kłosy pełnemi, oddają usługi przy zbiorach, sieją przerażenie i śmierć
w szeregach, ale wroga i t. d. — lecz ważniejsze i ciekawsze są demony
') Że położnice (i ciężarne kobiety) są szczególnie narażone na niebezpie
czeństwo ze strony demonów, można znaleźć np. ibd. § 520.
8) Cf. ibd. §§ 258 seqq.
9) Cf. ibd. p. 612 (§ 497).
10) Cf ibd p. 627 (§ 511).
”) Por. też może słów. wiły, co nietylko przebywają na obłokach i w chmu
rach, związane z wieloma zjawiskami atmosferycznemi, ale i kąpią się w jeziorach
górskich (i przemieniają w łabędzie; ibd. § 563 seq.).
12) O kulcie drzew (z zastrzeżeniami) cf. ibd. §§ 424 seqq.
6
szkodniki, zagrażające zdrowiu i życiu i nękające człowieka rożnem i spo
sobami13). Zwykle oznacza się je nazwą ogólną, .służącą dla całego da
nego rodzaju, np. rakšas, jätu, p i ś ä č a, ale wiele z nich posiada
i własne imiona, zaznaczające jużto nieszczęścia i choroby, jakie dany
demon sprowadza, jużto charakterystyczne, nieraz potworne cechy jego
wyglądu 14) (np. „Bezgłowy“, „Sępiogłowy“, „Pstrokatobrzuchy“ i t. d.),
już też inne jakieś niesamowite właściwości; niekiedy wreszcie owe
imiona wyglądają na nagromadzenia dźwięków bez znaczenia, mające
tylko oddać szpetność obdarzanej niemi istoty. Gzęsto demony owe wy
stępują parami, przyczem już i imiona zdradzają ich pokrewieństwo
(np. Mroka i Annmroka, Sarpa i Anusarpa). Są śmiertelne, płci męskiej
lub żeńskiej, tworzą rodziny i rody. Postacią przypominają przeważnie
ludzi (często jest mowa o ich głowie, oczach, sercu, wątrobie i innych
częściach ciała), lecz nieraz jest ona zniekształcona lub potworna: dowia
dujemy się o istnieniu demonów trójgłowych, czworookich 1"), pięcionogich, o demonach z dwojgiem ust, z nogami wykręconemi piętą do
przodu16),17z* rogami
19
u rąk, słyszymy o Żółtookim, Niedźwiedzioszyim
i t. d. Niektóre znów mają postać zwierzęcia1'): ß&a, wilka, sępa, sowy,
albo też rośliny. Często jednak dopiero przybierają taką czy owaką po
stać: by zbliżyć się do kobiet, ukazują się pod postacią brata czy męża
czy kochanka albo też czyhają na nie, przybrawszy postać psa lub małpy
lub całkiem owłosionego chłopca. Każdej postaci odpowiada głos i całe
zachowanie się: te duchy krzyczą jak osioł, owe hałasują po lesie, inne
śmieją się głośno1S) ; jeszcze inne piją z czaszek (te ostatnie przypominają
podobno — zdaniem Luschana-Czekanowskiego— wydawców po śmierci
autorów). Jedne latają po powietrzu, drugie wędrują po niebie; jeszcze
inne kryją się w ziemi lub w wodzie. Przedewszystkiem jednak gnieżdżą
się po mieszkaniach ludzkich. Ogromnie chętnie nawiedzają też rozdroża,
miejsce — jak wiadomo — przeróżnego rodzaju czarów lfl) (tłumaczy
się to przedewszystkiem właśnie ową predylekcją duchów, wywołaną
przypuszczalnie przez związek rozstajów — jako miejsca grzebania
zwłok — z duszami zmarłych; czasem jednak w grę mogą wchodzić
i inne wyobrażenia: na rozdrożu najłatwiej się pozbyć; jakiejś biedy —
t. zn. samemu pójść jedną drogą, a ją puścić drugą, lub też zostawić ją
na owem miejscu, aby ktokolwiek z przechodzących zabrał ją sobie) .
Demony szkodzą .albo z własnego popędu .albo też za sprawą ludzi,
z którymi się sprzymierzą lub którym służą. Już Rygweda mówi o „za
przęgającym demony“ (r a k š o j u d ż), a nazwa j a t u d h a n a „zawie
rający (kryjący W sobie) demona“, oznaczająca czarownika, wskazywa
łaby dość wyraźnie, ża wyobrażano sobie demona jako zamieszkującego
swego sprzymierzeńca (bez karty meldunkowej, co utrudniało identyfi
kację) . Dla obrony przed wrogiemi czarami należy złożyć ofiarę Ogniowi,
13) O ustosunkowaniu się demonów do człowieka wogóle cf. ibd. § 514. Nadto
ob. § 524.
14) Cf. ibd. §§ 495 seqq.
ls) Cf. ibd. 616.
16) Cf. ibd. § 509.
17) Cf. ibd. § 511.
15) Cf. ibd. 645 seq. (§ 527) i § 560 seq.
19) Cf. ibd. 203 (§ 151) oraz „Polacy“ 211 (§ 28).
7
gdyż on przepędza demony20), wysłane przez czarownika. „Do kogo na
leżycie, tego żryjcie! — zaprasza się demonów — kto was posłał, tego
żryjeie; swoje własne mięso żryjcie!“.
Porą działania demonów *— jak i aktywności dusz — jest wieczór
i noc21). Kogo prześladują, temu przygotowuje się placek ofiarny nocą;
można też prosić samą Noc: „Daj, bym cało przeszedł przez ciebie!“.
Wschodzące słońce wypłasza demony, na wschodzie nie mają żadnej
mocy. Działalności demonów — znów podobnie jak i dusz zmarłych —
sprzyja szczególnie nów; o nowiu „wychodzą na łowy“22). Szkodzą lu
dziom na zdrowiu i życiu — zaspokajają głód i pragnienie mięsem i krwią
ludzką23). Aby zaś tego dokazać, wchodzą najczęściej poprostu do
ciała biednej ofiary, szczególnie ustami (tamtędy też ewentualnie i wy
chodzą), a korzystają ze sposobności, jaką im nadarza sam człowiek,
otwierając bramę podczas jedzenia i picia; demony, których specjalnością
jest dziedzina porodów, wkradają się do odpowiedniej części ciała ko
biety. Raz już znalazłszy się wewnątrz, żrą mięso człowiecze, wysysają
szpik, żłopią krew, a nadobitek sprowadzają przeróżne choroby; wyrzą
dzają szkody nietylko cielesne, ale i duchowe: odbierają siłę mowie, co
grozi nieuchronną klęską w dyspucie, oraz wywołują szaleństwo24).
Szczególnie niebezpieczne są w najważniejszych okolicznościach życia:
podczas wesela, ciąży, połogu, pogrzebu25).26Po weselu państwo młodzi
powinni przez trzy noce albo i dłużej praktykować wstrzemięźliwość —
prawdopodobnie, aby nie dać demonom sposobności wśliznięcia się do
ciała kobiety i zagrożenia płodowi albo nawet zapłodnienia kobiety; aby
zwieść demony, symuluje się wobec nich rezygnację z praw małżeńskich.
W okresie ciąży specjalne ceremonje mają niedopuścić do pożarcia płodu
przez demony 2,j, do zamiany płodu męskiego na żeński i t. d. Do zwłok
przywiązuje się przed wyniesieniem ich na miejsce spalenia gałąź, mającą
zatrzeć ślady stóp i w ten sposób uniemożliwić ślmierci 'odnalezienie drogi
do pozostałych przy życiu; w tymże celu, wracając do domu, przekracza
się jamy z wodą, bierze kamień lub grudę ziemi z granicy (zatem ma
jące moc odgraniczania) i kładzie na drodze. Demony mogą też szkodzić
przy składaniu ofiary: porywają potrawę ofiarną lub przeszkadzają w mależytem odprawieniu ceremonji; zażegnać to niebezpieczeństwo mają
osobne formułki i akty, odmawiane i odprawiane w ciągu całej ceremonji.
Demony mogą szkodzić naturalnie i bydłu: wypijają mleko krowom,
żywią się mięsem koni. Nawet dom mogą zaatakować; rozłupanie się
jednej z głównych belek oznacza, że usiadł na niej zwiastun śmierci,.
Krótko mówiąc, każda chwilka życia (czy w kwietniu czy w grudniu),
wszelka czynność, wszelka własność narażone są na niebezpieczeństwo
ze strony demonów 27).
20) Cf. ibd. § 244.
21 ) Cf. ibd. 304 (§ 238): „Za szczególnie podatną (dla czarów) porę uchodzi
noc, wczesny poranek przed wschodem słońca i wieczór po jego zachodzie“.
22) Por. z drugiej strony „pociąg demonów do księżycowego światła“ (§ 529'.
23 j Cf. ibd. 634 (§ 517).
24) Cf. ibd. § 515.
25) Cf. ibd. 306 (§ 240).
26j Cf. ibd. § 519.
27) Por. jednak tamże § 240.
8
Terminy rakšas, jätu (dhana) i pisäca nie są ściśle roz
graniczone 28). Rakšas mówi się naogół o złych duchach wogóle,
a jätu jest, zdaje się, co do znaczenia identyczne z rakšas (choć
kilka razy wygląda tak, jakgdyby rakšas oznaczało rodzaj, genus,
jätu zaś gatunek, species). Nadto jatu specjalnie oznacza bodaj ten
rodzaj złych duchów, którym czarownicy posługują się dla wyrządzania
szkody; podobnie zresztą i rakšas. Wreszcie demony piśaea wiążą
się, być może, specjalnie ze zmarłymi — jako ich wrogowie, gdyż poże
rają trupy ; lecz czasem nie odróżnia się ich od j ä t u. Zazwyczaj złe
duchy różnych rodzajów tworzą tłum, w którym nie rozróżnia się jed
nostek. Czasem jednak słyszymy o parach duchów — w rodzaju wspo
mnianych już Mroka i Anumroka — należących do' klasy t. zw. ki
rn ï d i n.
Złe demony przechodzą nieraz niepostrzeżenie w inne wrogie moce,
szkodliwe potęgi i substancje, które wyobrażano sobie raczej nieosobowo,
które jednak wciąż zbliżały się do postaci osobowej (charakterystyczne,
że najogólniejszą nazwą tych istności jest tanu „ciało“) : są to cho
roby 2S-a), bezdzietność, grzech wina i t. p., unoszące się w powietrzu
i łatwo przylegające do człowieka. Jest tych istności, — wywołujących
najrozmaitsze skutki, a egzystujących jużto samodzielnie już też wpołą•czeniu z jakiemiś istotami — legjon cały. Głód i pragnienie -— to „ciało“;
w kobiecie o szkodliwych właściwościach przebywa „ciało zabijające
męża“, „ciało bezsynowości“, „ciało beztrzodowości“ (t. zn. kto się z taką
broń Boże ożeni, temu grozi śmierć, niedoczekanie się syna, utrata trzody
czy trzód). Do tej kategorji należy też np. braliman czyli święta
a niesamowita potęga słów Wedy, wynosząca znawcę ich i posiadacza,
bramina ponad szary tłum zjadaczy chleba. Jeśli taka substancja ucie
leśniona jest w jakiejś istocie — np. ogromna siła w tygrysie czy obfitość
pożywienia (mleka i jego przetworów) w krowie — to znajduje się ona
nietylko we wszystkich częściach owej istoty, lecz także we wszystkiem,
co do niej .należy, co się z nią styka lub zetknęło, co jest do niej podobne;
•zatem siła, istniejąca w wodzie, istnieje zarazem w roślinach i zwierzę
tach wodnych, a siła, właściwa dzikowi, znajdzie się i w ziemi, zrytej
przez niego — podobnie jak siła błyskawicy udzieli się drewnu drzewa,
w jakie uderzy. Owe substancje-siły mogą się poruszać, osiadać tu lub
tam, przenosić się z jednej istoty na drugą 29), przybierać łąką postać
lub inną. Przenoszą się z jednej istoty na drugą drogą zetknięcia, chętnie
zaś korzystają ze sposobności wniknięcia do ciała ludzkiego przy jedzeniu
i piciu (to też jest jednym z motywów przepisu poszczenia, bardzo rozpo
wszechnionego w rytuale) ; można je jednak także wchłonąć z wdechem
(dlatego w wielu okolicznościach wstrzymuje się oddech) lub mogą się
udzielić przez spojrzenie (stąd w wielu wypadkach bezpieczniej się nie
oglądać lub nie patrzeć) — i t. d. Przed atakami tych substancyj bronią
ogień, woda, góry, wąskie otwory (jako tamujące przejście) i t. d. Jak już
2S) Por. np ścisłe kojarzenie się istot półdemonicznych z demonicznemi w wy
obraźni ludu (§ 491).
28-a) O chorobach jako żywych istotach por.: „Rusini“, str. 134 (§ 29).
2* Por. z temi „ciałami“ „kondensację cech czy funkcyj“ (M. II. § 250 i od
nośniki).
9
wspomniano, między terni substancjami a demonami ścisłego rozgrani
czenia przeprowadzić niepodobna. O tych istnościach, nazywanych p ä pm a n („zła istność, złe“) mówi się raz jako o substancjach to znów jako
o demonach lub „bóstwach imieniem p â p m a n“;" błaga się „tysiącookiego nieśmiertelnego päpman ai\: by się ulitował nad ludźmi i puścił
ich wolno.
Do kompletu brakuje nam jeszcze dusz zmarłych i duchów w ściślejszem znaczeniu (t. j, „strachów“ czy „upiorów“ i t. p.). Śmierć, jak
wierzono, niszczy tylko ciało, duszę pozostawiając nietkniętą 30). Teksty
mówią wprawdzie o rozproszeniu się różnych części składowych czło
wieka (i zwierzęcia, wogóle istoty żyjącej) po zgonie: oko ma „iść“ do
słońca, ucho do stron świata, a s u (t. j. bezwątpienia „dech życiowy
czy raczej żywotny“, Lebenshauch) do powietrza, kości do ziemi; jed
nak — jak wykazują inne miejsca' — niepodobna tu myśleć o rzeczy
wistym rozkładzie czy zaniku osobowości. Nie ulega wątpliwości, że
wierzono w trwanie duszy po śmierci ciała, prawdopodobnie też wyobra
żano ją sobie jako człowieczka wielkości kciuka (czyli jako „Kciuczka“,
jeśli wolno naśladować imię Łokietka) już w najdawniejszej epoce we-dyjskicj — choć poświadczone to mamy dopiero ,dla czasów później
szych dopiero — skoro wedle badań etnologji jest to wyobrażenie pra
stare. Po śmierci ciała dusza nie odchodzi zaraz do dusz dawniej zmar
łych ludzi, lecz przebywa jeszcze jakiś czas wpobliżu żyjących. Rozróż
nia się też wyraźnie między pręta („odeszły“ t. j. zmarły niedawno;
także nieraz „duch, upiór, strach“) a pitaras („ojcowie“, po naszemu
„dziady“), duchami przodków o pełnych niejako prawach w przeciwień
stwie do owego pręt a, zajmującego jeszcze miejsce pośrednie. Na to
wskazuje choćby np. okoliczność że regularnych ofiar dla zmarłych,
t. zw. śraddha, przeznaczonych dla ojca, dziadka i pradziadka ofiaru
jącego, nie odprawiano przez pewien czas po wypadku śmierci; świeżo
zmarłemu oddawano cześć osobną ofiarą i przyjmowano go czy zali
czano w poczet czczonych ofiarą „ojców“, pitaras, dopiero po upły
wie określonego czasu, zazwyczaj roku, przyczem najstarszego z poprzed
niej trójcy przodków włączano już do ogólnego orszaku „ojców“. Także
istnienie dwojakiej ceremonji pogrzebowej —- tymczasowej zaraz po
zgonie oraz ostatecznej w pewien (nieraz wcale długi) czas potem —
znanej zresztą i u innych ludów, świadczy wyraźnie o upatrywaniu róż
nicy między zmarłym niedawno a tymi, którzy stąd dawniej odeszli.
Pręta, jak wspomniano, może też znaczyć „duch, upiór, strach“, gdyż
egzystencja takiego człowieka zmarłego niedawno ma cechy duehastracha. Z tekstów wedyjskich coprawda o tej egzystencji dowiadujemy
się bardzo niewiele. Chociaż bowiem jest prawdopodobne, że różne de
mony, jak raksa s, piśąca i t. d. rozwinęły się ze złośliwych dusz
zmarłych (ob. w.)81), związek ten dla autorów -ksiąg wedyjskich był już
bardzo zaciemniony, a owe duchy dawno się usamodzielniły. Warto za
znaczyć. że wyobrażenia indoaryjskie o duszy różniły się znacznie np.
so) Niektórzy uczeni jednak twierdzą, że w dawnych tekstach wedyjskich nie
■odnajdujemy nazwy, któraby naprawdę oznaczała duszę, i że wyobrażenie duszy
powstało dopiero później. Ob. „Lehrbuch der Religionsgeschichte“ II, 53.
S1) Cf. Moszyński II 666 (§ 544) i §§ 553—559.
10
od wyobrażeń, jakie napotykamy w poezji, przypisywanej Homerowi: nie
są to cienie, pozbawione wszelkiej woli i myśli, lecz istoty, posiadające
i nadal swą osobowość 3tl).
O wcielaniu się dusz zmarłych w zwierzęta s2) literatura dawniejsza
wspomina ogromnie rzadko. Raz mianowicie znajdujemy wzmiankę
0 wierzeniu, że „ojcowie“ przybierają postać ptaków ’2), a rytuał po
grzebowy zawiera ślad wierzenia, że dusza zmarłego wciela się w owada
1 t. p. Może też takie, powiedzenie wedyjskie: „Ojcowie wślizgują się do
korzeni roślin“ należy tłumaczyć jako ślad wiary w zamieszkiwanie
roślin i drzew przez dusze zmarłychss). Wreszcie literatura wedyjska
zawiera i wzmianki o wcielaniu Się dusz w gwiazdy M) : gwiazdy są „świa
tłem tych, którzy dostali się do nieba za swe dobre uczynki“, a oznacza
nie Wielkiej Niedźwiedzicy nazwą „siedmiu r(y)szi (t. (. świętych)“
•■(przypominającą mimowoli łac. septentriones) lub nazwanie jed
nej gwiazdy z konstelacji Plejad imieniem wiernej mężowi Arundhati
mogą być śladami tejże wiary.
W tym związku pozwólmy sobie jeszcze na eksfcurs o wierzeniach,
dotyczących duszy. Miejsce jego pod koniec rozdziałku jest usprawiedli
wione faktem, że znajomość tych wierzeń zawdzięczamy prawie wyłącz
nie całkiem późnym tekstom wedyjśkim, t. zw. upaniszadom, słynnym
w Europie od czasu Schopenhauera księgom lilozoliczno-mislycziio-spe■kulatywnym, stanowiącym pod pewnemi względami jakby wstęp do
■buddyzmu. Wiadomości, jakich nam tu dostarczają upaniszadyp są
■bardzo pożądanem uzupełnieniem niezwykle skąpych danych, zawartych
•w starszych tekstach. Dowiadujemy się zatem, że podczas snu z ciała
człowieka uchodzi istota, dzięki której ono żyje i porusza się8“). Za
mieszkuje ona zazwyczaj schowek w sercu , kształtem przypomina
człowieka, a wielkością ziarno jęczmienia lub ryżu; dopiero w tekstach
późniejszych urasta do rozmiarów kciuka, co jej zyskuje nazwę: „ka
rzełek“ *37).36
* Określenie jej wyglądu nastręczało spore trudności, skoro ją
raz przyrównują do wełny o barwie dymu, innym razem do koszenili
■lub płomienia, to znów do białego lotusu lub błyskawicy lub światła bez
dymu. Podobnie podzielone są zdania i co do materjału, z jakiego jest
sporządzona: raz ma się składać ze świadomości, umysłu (myśli), od
dechu 3S), innym razem z oka39) i ucha albo z ziemi, wody, ognia i eteru,
32) Cf. ibd. §§ 448 seqq.
33 ) Cf. ibd. §§ 424 seqq.
34j Por. wierzenie o wcielaniu się w gwiazdę duszy nieochrzczonego dziecka
(ibd. p. 467, § 376).
3B) Cf. ibd. § 482 seq. & „Polacy“ p. 206.
36) Cf. Moszyński II 600 (§ 487),
37) Może wyobrażenie to má jakiś związek z oznaczaniem źrenicy nazwą
„człowieczek“ przez rozmaite ludy, skoro dusza może przebywać w oku (ob. np.
.Moszyński II 599 ad finem). O nazwie hebrajskiej i arabskiej tego rodzaju mówi
A. Śmieszek w ciekawym artykule („Pol. c z I o w i e c z e k = źrenica...“), za
mieszczonym w „Języku Polskim“ II (1914), str. 123'—128, a St. Wędkiewicz dodaje
szereg nazw romańskich (np. hiszp. nina, portug. menina do ólho),
.przypominających naszą djalektyczną nazwę „panienka“. Przeoczono, nawiasem
.mówiąc, że już w staroindoaryjskiem jedna z nazw źrenicy, mian. k a n i n i k fi,
.znaczy dosłownie „dziewczynka“. Pozatem cf. Moszyński II § 498.
3S) Cf. Moszyński II, § 483 (dusza-oddech).
39) Cf. ibd. 599 infra (dusza przebywa w oku).
11
•to znów z gorąca i nie-gorąca lub pożądania i nie-pożądania lub gniewu
j nie-gniewu — jednem słowem bezmała de omnibus rebus et quibusdam aliis, Najwidoczniej wyobrażano ją sobie jako coś materjalnego, lecz
z pewnemi przydatkami duchowemi. Czasem nawet materja wysuwa się
•na plan główny: czytamy o pięciu duszach, z których każda następna
jest wewnątrz poprzedniej, każda wewnętrzna zaś taka sarna, a jednak
•inna niż wierzchnia, każda o kształcie człowieka; utworzone są — ko
lejno — z pożywienia, oddechu, umysłu (myśli), świadomości i radości.
Podczas snu — zwłaszcza snu ze snami — dusza wymyka się z ciała
i dlatego nie należy śpiącego budzić nagle 40), bo, jeśliby dusza nie od
nalazła drogi spowrotem, będzie nieszczęście — coprawda już sama
eskapada duszy może wywołać pewne choroby. Po wyjściu z ciała dusza
■podróżuje sobie s5), dokąd tylko sarna zapragnie, buduje sobie świat, jaki
się jej spodoba, stwarza sobie wozy i domy, jeziora i rzeki, przeróżne
•postaci, wspaniale miejsce do zabaw, gdzie sobie używa lub cierpi, „albo
bawiąc się z kobietami lub śmiejąc się z przyjaciółmi albo oglądając
przerażające widoki“. Wkońcu jednak zmęczona powraca do swego
ciała — niby sokół, co bujał tu i tanu po niebie, aż znużony, bijąc skrzyd
łami, zawraca do gniazda. Z chwilą powrotu duszy ciało już przestaje
śnić o tych wszystkich wspaniałościach czy okropnościach. Powracająca
dusza przenika leżące bezwładnie ciało aż po czubki włosów i końce
paznokci, wnikając 72 tysiącami żył. Niestety nie podają nam, jak się
dusza wymyka ani jak się spowrotem wślizguje. Za informacje o tem by
•libyśmy wdzięczni nawet, gdyby zdania były tu tak sprzeczne jak przy
wyjaśnianiu, skąd się bierze dusza w człowieku po raz pierwszy t. zn.
przy poczęciu, pierwszych ruchach płodu lub narodzeniu: jedni twierdzą,
że dusza dziecka przed jego przyjściem na świat istniała w innern ciele,
co drudzy uzupełniają przypuszczeniem, że na początku dusza została
włożona do pierwszego ciała od góry, mian. przez szew na wierzchołku
czaszki, i stamtąd się dostała do serca, inni natomiast — zapewnieniem,
że tę drogę dusza odbyła oddołu, przez wnętrzności i brzuch do głowy.
Podobnie, przeniesienie duszy przy płodzeniu za pośrednictwem nasienia
tłumaczą teksty trojako. Według jednego wyobrażenia pewne dusze
ludzkie udają się na księżyc, tam się stają pożywieniem bogów, łącząc
się z nimi w nagrodę za dobre uczynki; gdy zaś zapas tych zasług się
wyczerpie, z bogów przechodzą do eteru, z eteru do powietrza, z po
wietrza 'do deszczu, z deszczu na ziemię, z ziemi do roślin, a przez
rośliny — drogą pożywienia — do mężczyzn, skąd ostatecznie dostają
się i do kobiet. Zdaniem innych przy śmierci człowieka zwykłego —
„szarego“ jakbyśmy dziś powiedzieli — wierzchnia część serca rozświetla
się, a dusza, wiedziona tem światłem, odchodzi z serca do oka, przez oko
zaś dopiero do innego ciała, lepszego lub gorszego niż opuszczone — za
leżnie od czynów, jakich dokonał zmarły; natomiast dusza człowieka,
który wyzbył się pragnień (i dzięki temu już nie musi się odradzać),
odlatuje przez szew wierzchołka czaszki do Brahmana, najwyższego
boga — w obu tych wypadkach dusza zatrzymuje się jeszcze nieraz po
drodze.
40) Cf. ibd. 594 {§ 482).
12
Hymny, pieśni i formuły Wedy przenika wiara w istnienie silnego
związku umarłych z żywymi Przeważnie wzywa się „ojców“ wogóle,
czasem jednak kapłan ofiarny zwraca się z modłami do pojedynczych
przodków rodów kapłańskich, wymieniając ich po imieniu. Prosi się
„ojców“ — zupełnie tak samo jak bogów — albo ogólnie o błogosła
wieństwo, o wysłuchanie modlitw albo też o jakąś specjalną łaskę, np.
0 deszcz lub o natchnienie krasomówcze lub o zapewnienie pożywienia
wzamian za złożoną w ofierze potrawę — i t. d. Szczególnie jednak błaga
się o potomstwo t. j. o dzielnych synów. Nie brak naturalnie wzmianek,
świadczących o wierze w możliwość wyrządzania także zła przez dusze
zmarłych 41) : na prośbę potomka zniszczą wroga, a własnemu potomstwu
szkodzić będą tylko, gdy zawini wobec nich lub odmówi należnych da
rów. Za nadzwyczaj złośliwe uchodzą dusze dzieci nieurodzonych, (t. j.
poczętych a niewydanych na świat)42),* uważane za ssące krew wampiry
(dlatego też pewnie zbrodnia zamordowania płodu uchodziła za nie
zwykle ciężką: wyzwalała duszę wyjątkowo niebezpieczną). Ostrożność
wobec dusz, przenikająca cały rytuał, związany ze zmarłymi, świadczy
« wierze, że mogą się łatwo stać groźnemi — tak, jak kult zmarłych,
zrośnięty silnie z urządzeniami rodzinnemi i obejmujący cały rok (bo
praktykowany nietylko co nowiu lub co miesiąca, zwłaszcza w porze po
południowej, ale i w pewnych innych okresach) dowodzi silnej wiary
w możność oddziaływania dusz zmarłych na losy żyjąc* ch.
Zakończę krótkiem przedstawieniem środków, jakiemi starano się
zapobiegać szkodliwym wpływom rakszasów, pisiaczów i innych demo
nów i duchów. Niemałą rolę odgrywały zaklęcia ‘,:’) różnego rodzaju —
czy łączone z odpowiedniemi aktami czy też same; ciekawe są szcze
gólnie. zaklęcia, mające skłonić demona do wyjścia i objawienia swej
prawdziwej natury (z tą chwilą staje się, jak wiadomo, nieszkodliwy jako
zdemaskowany). Kiedyindziej używa się amuletów44), także dosyć
różnorodnych. Można dalej ofiarować rzeczy małowartościowe45) lub
krew: podczas uroczystej ceremonjl namaszczenia na króla kapłan
ofiarny odprawia złe duchy kawałkiem miedzi, jaki wkłada do ust czło
wiekowi o długich włosach. Albo stosuje się obcieranie 45-a), mające od
dalić substancje szkodliwe: przy niektórych ofiarach kapłani obcierają
sobie ręce drzazgami ze słupa ofiarnego, aby odpędzić demony; obe
trzeć ręce należy po złożeniu ofiary duchom przodków; kto miał sen
niedobry, obciera sobie usta; obtarciem usuwa się choroby dziedziczne
1 przekleństwa czy klątwy. Szkodliwych substancyj można się pozbyć
i inaczej. Wyrzuca się je lub wytrząsa 46) — odpadki np. ofiarowuje się
w rozburzonem mrowisku i przykrywa potem — albo też przenosi się
owe substancje na inne osoby: przywiązuje się więc np. do lewej nogi
czarnego ptaka hak z plackiem i wypuszcza ptaka, mówiąc: „Odleć...
żelazną zworą zawieszam cię na wrogu“ (także złe sny skierowuje się
41) Cf. ibd. §§ 553—559.
42) Cf, ibd. § 554 seq.
4S) Cf ibd. § 236; „Polacy“ p. 2114; „Rusini“ p. 134 seq.
44 ) Cf. „Polacy“ 215.
4rj Cf. Moszyński II § 189.
45-a) Cf. Moszyński II § 151 & § 208.
4C) Cf. ibd. p. 201 ad finem.
13
do wroga). Demony można dalej przepędzić ogniem47) : sierp, służący
do ścinania trawy ofiarnej, rozżarza się, odmawiając formułkę: „...spa
lony jest demon (rakszas)...“, a przy ofierze dla duchów przodków
głownia4') odpędza asurów. Podobnie skuteczna jest woda 4S) (niedeszczowa) ; po każdej czynności, związanej z demonami czy duchami
przodków, po każdej formułce należy dotknąć wody; po pogrzebie
wszyscy krewni zmarłej osoby muszą odprawić wcale złożoną ceremonję
obmycia całego ciała (i zmiany szat)48-a). Środkiem ochronnym są rów
nież hałasy 4S) 50
: odgłos,
51
jaki wydają kamienie przy wyciskaniu soku ze
świętej rośliny somy, wypłasza rakiszasy oraz choroby; podobną moc
posiada dźwięk gongu oraz bębna.
Dla leczenia chorób używa się zaklęćBn), mających wypędzić de
mony, które je wywołały. Medycyna miesza się tu — w Indjach jak
gdzieindziej — z magją tak, że nieraz trudno lub zgoła niepodobna prze
prowadzić linję graniczną. Demony chorób Wypędza się zaklęciami albo
amuletami różnego rodzaju albo roślinami, których moc cudowna tkwi
nieraz głównie lub wyłącznie w ich nazwie: demona Dżambhę, wywołu
jącego konwulsje u dzieci, karmione przez matkę, unieszkodliwia się
recytacją pewnego zaklęcia; roślina „róg kozi“, adżaśr(y)ngi ma
wypędzić rakszasy, gandharwy i apsarasy z osoby opętanej (albo —
jakby odbiedy można powiedzieć 'po naszemu — zapędzić je w kozi
róg. 4). Nie brak formułek o charakterze uniwersalnym (przypomina
jących zatem panacea), mających zapewnić bezpieczeństwo przed wszelkiemi chorobami52) * rzeczywistemi i wymyślonemi czy urojonemi, przez
samo ich wymienienie (czyli zidentyfikowanie lub zdemaskowanie). Po
nadto i tu - jak przy walce z demonami — używają często środków
bardziej namacalnych: rozpalają ogień z drewna pewnych drzew; wbi
jają do ziemi kołki drewniane, żelazne lub miedziane, mające przeszyć
demonowi dko, serce i t. d.; obsypują kamykami łoże, pocierają język
sznurem konopnym, każą wdychać dym ofiarnyB3), przewlekają cho
rego przez rozdarty umyślnie dach słomiany 54).
II.
Dobiwszy szczęśliwie do końca okresu wedyjskiego, obejmującego
Czasy mniejwięcej od połowy II tysiąclecia do w. V przed Chr., stajemy
na rozdrożu, niby Herkules: tu wabi nas piękna epopeja (a nawet,
.szczerą prawdę mówiąc, dwie), tam surowa i nieraz dość oschła nauka
Buddy. Damy się skusić epopei — nie dlatego, że piękna, gdyż to vanitas
47) Cf. ibd. § 244 {i § 243; sierp.).
4S) Cf. ibd. p. 278 (§ 214).
4s-a) Cf. ibd. § 212.
49) Cf. ibd. § 209.
50) Cf. ibd. g 236.
51 j Oczywiście wiem. że tu roślina ma działać jak róg kozi. Ten „róg
kozi (a raczej, dosłownie: „koźli“)“ to podobno krzew Odina Wodier.
52) Cf. op. cit. p. 24)4 (kazano mu wyznać imiona zamieszkujących w nim
czartów).
5S) Cf. ibd. §§ 152 & 247.
54) Cf. ibd. § 207 seq.: „Polacy“ p. 215.
14
.vanitatum. lecz że wiąże się ściślej z ową przeszłością, a jednocześnie
stanowi ważne ogniwo pomiędzy nią ą czasami nowożytnemi, podczas
gdy buddyzm zrywa stanowczo z Wedami, a wyruszywszy na podbój
świata, traci ostatecznie oparcie w ojczyźnie. Czas powstania obu epopei,
z których i starszą i dłużej układaną i większą znacznie jest Mahabharata, obejmuje najprawdopodobniej okres od w. IV przed do w. IV po
Chr., lecz wpływ ich i znaczenie trwa do dziś.
Odnajdujemy tu starych znajomych: asurów, gandharwów i apsarasy, rakszasów, jatudhanów i pisiaczów, prętów i pitarów. Lecz na
widowni pojawiają się i nowi przybysze: kinnara i kim pu ruš a,
widjâdhara, b h u t a, naga.
Candharwowie mają jiuż teraz !kirku królów czy naczelników — jlak
Wiśwawasu, zawołanego tancerza, muzyka i śpiewaka, ale i ascetę (jednem słowem: i do tańca i do różańca). Zdobywają sobie reputację znako
mitych śpiewaków 1) i muzyków 1j ; muzykę nazywa się wprost od ich
imienia: gandharwa (podobnie i muzyk zwie się g a n d h a r w a),
co przypomina grecką nazwę muzyki, pochodzącą od Muz. Liczbę ich
podaje się czasem jeszcze tradycyjnie — za obliczeniami wedyjskiemi —
na 27, ale przeważa wiara, że są ub'ique locorum (niemal jak nomina
Stultorain), a liczą się na miljony. Przy całej swej muzykalności są po
dobno i wojownikami, mogącymi szkodzić ludziom, szczególnie wieczo
rem, a jeszcze bardziej nocą (pewien uczony amerykański podejrzewa
niedyskretnie, że. groźni są szczególnie w nocy dlatego, iż nie lubią, by im
przeszkadzać w igraszkach miłosnych) ; bronią ich jest łuk. Mają też już
partnerki własnej rasy, zwane gandharwi, i nie muszą się uciekać
do apsarasy. Partnerki te, nazy wane: „kochanki (k ä n t ä s) kochanków
(k ä m i n a s) “, są pełne wdzięku i zamiłowane w muzyki dźwięku,
a odziewają się w jedwabie i noszą wieńce. Candharwowie przebywają
także w lasach i jaskiniach, lecz zwykłą ich siedzibą jest powietrze,
królestwo1 mgły i deszczu (świetnie musieliby się czuć w takim Londynie).
Stąd też i wyraz złożony gandharwanagara „miasto gandhar
wów“ oznacza fatamorganę 2) — sceptyk np. powiada, że cnota jest jak
„miasto gandharwów“ i znika przy bliższem przyjrzeniu się jej; podobnie
0 duchach mówi się, że znikają jak „miasto gandharwów“. Od nich
nazwano też związek, oparty na wolnej miłości, „małżeństwo sposobem
gandharwów“ (gandharwawiwaha), uznając to za piątą formę
małżeństwa. Choć światem ich właściwym jest atmosfera powietrzna,
żyją — jako śpiewacy i muzycy niebiańscy — na dworach bogów, a cza
sem zastęp ich towarzyszy bogu Indrze, jadąc na jaśniejących jak słońce
wozach.
Apsarasy, których miało być ni mniej ni więcej tylko 600.000.000
(nie licząc „niezliczonej służby“), zamieszkują chętnie góry lub pobliża
rzek, lecz przebywają także na dworach bogów. Tańczą i śpiewają, mając
za towarzyszki małżonki bogów. Są obładowane formalnie klejnotami
(szczęście, że w niebie niema złodziei) i wieńcami, a nie zapominają
1 o naszyjnikach, złotych pasach i branzoletach na nogi; włosy zaplatają
) Cf. Moszyński II G44 & 646; „Rusini“ 128 (chowańce).
) Cf. poniekąd Moszyński II 630 (określenia przysłowiowe i t. p.).
15
vv pięć warkoczy. Najlepsza z nich cieszy się sławą rozpustnicy i okrutnicy
ab una (optima!) disce omneš. Podobno też nie myślą o niczem,
tylko o miłości i zabawie. Gdy ginie w bitwie bohater, tysiące apsaras
unoszą się nad nim, pragnąc zwabić jego idus/ę. Zabawiają nietyłko bo
gów śpiewem i tańcami, odsłaniając swe wdzięki; mogą tańczyć także
na weselu śmiertelników, przy śpiewie gandharwów. Lecz często stanowią
niebezpieczną broń w rękach bogów, przedewszyslkiem Indry: gdy jakiś
święty zbierze już zbyt wiele zasług religijnych i potęgą swą, na nich
opartą, zagraża poważnie hegemonji Indry, ów, drżąc o swój tron, wy
syła szybko którąś z tych nimf, aby go uwiodła i zniweczyła w ten sposób
nagromadzony przezeń zapas zasług (nieraz zresztą apsarasy, nie cze
kając wezwania, próbują na własną rękę, jeśli się można ták wyrazić,
uwieść świętego). Taka eskapada, mimo że odbywa się pod auspicjami
najwyższego boga, kończy się bardzo często smutno dla „ślepego mieoza — klątwą świętego, spełniającą się nieodwołalnie (mocą takiej klątwy
apsarasy odradzają się np. jako mieszkanki ziemi albo — jeszcze goyZG.i — jiko krokodyle, mające żyć „sto lat“). Nieraz jednak zadanie
ich jest skromniejsze i przyzwoitsze: otaczają tysiącami boski wóz na
powietrzny, przyczem część ich śpiewa, inne grają, inne nucą, inne
tańczą, jeszcze inne wachlują twarz bogu. W czasie bitwy okrzykami
uznania witają bohaterów 3), a gdy który z nich ginie, przenoszą zwłoki
na wóz niebiański wśród głośnych dźwięków śpiewu i muzyki, pocho
dzących z niebios, lecz słyszanych i na ziemi, a mających zachęcić in
nych. Wedle wierzeń czasów późniejszych piękność ich — jak i piękność
gandharwów — stanowi nagrodę za zasługi, zdobyte w ‘poprzednich ży
wotach ascezą i t. p„ a same owe nimfy niebieskie — i odpowiednie
uciechy (por. mahometańsikie huryski) — przypadają w udziele śmiertel
nikom jako nagroda za ascezę.
i Pewną odmianą gandhaTWów są t. zw. kinnara oraz k i m p ur u š a, formalnie ińerozróżniani w obu epopejach. Pierwsi odznaczają
się przerażającym wyglądem, ale i miłym głosem; żony ich posiadają
też słodki głos, tańczą pięknie i uchodzą za wzór wdzięku, choć pod
względem wierności podobno pozostawiają sporo do życzenia (co lapidarnit tłumaczą Francuzi: ou belle ou fidèle). Drudzy są biegli w śpie
wie, lecz władają i bronią, obok pięknych szat noszą miecze; mieszkają
z żonami w górach, a towarzyszą nieraz bogom, gandharwom, jakszom
i t d.
Z duchów podobnego autoramentu, które się tymczasem pojawiły na
widowni, wymienić trzeba jeszcze t. zw. wid jadhara („posiadający
wiedzę, mian. cudowną czy magiczną“). Są to wzasadzie duchy po
wietrzne. Podziwiają zwysoka cuda waleczności, sypiąc kwiaty boha
terom,. lecz nieraz chronią się z żonami w miejsca bezpieczniejsze, by się
wesoło zabawiać przy dźwiękach muzyki. Odznaczają się pięknością,
a posiadają nadohitek „wielką mądrość“ (w i d j a) t. j. cudowne zdol
ności: pomniejszania łub powiększania swej postaci i t. p. Wraz z nim
fami towarzysżą Indrze, gdy jakaś magiczna ofiara zmusza go do zstą
pienia na ziemię. Wedle Ramajany mieszkają na górach, a także w lasach.
3) Cf. ibd. § 564 (wiły dopomagają junakom w bojach)?
16
Nadto występują w epopejach boskie węże, naga, zamieszkujące
własne państwo pod ziemią, ale przebywające także czasem w wodzie
(np. w Gangesie), bo zresztą i pod ziemią u nich — jak się dowiadu
jemy — jest sporo wody; strzegą też tam skarbów4) *t. j. metali. Ich po
łowa żeńska słynie z piękności. Nazwą Naga oznacza się jednak także
pewne szczepy, lokalizowane nad Gangesem, w Pendżabie i w górach
północy, a pewne szczegóły wskazują, że różnica między wężami a owemi
szczepami — mitycznemi czy historycznemi -- się zatarła. Wrogiem
wężów wogóle, więc i tych naga jest boski ptak Garuda, na którym
jeździ Wisznu; Garuda węże pożera.
I w epopei czytamy o bóstwach, zamieszkujących drzewa; obierają
sobie w nich mieszkanie zresztą nietyliko bogowie i półbogowie, ale
i święci. Obok tego jednak znajdujemy i inne wierzenie: drzewa to istoty
czujące, mogące słyszeć, widzieć, przenosić się z miejsca na miejsce,
czynić to czy owo — niezależnie od mieszkających w nich duchów;
same proszą dalej o taki czy inny przywilej, łub spełniają cudze życzenia,
same zawierają związki małżeńskie z istotami ludzkiemi, mówią. Oddaje
im się też cześć, a ścinanie ich w dniu nowiu jest grzechem równie
ciężkim jak zamordowanie bramina.
Nie brak bóstw i wśród zwierząt. Jedne są bogami na mocy uro
dzenia, jako dzieci bóstw wyższych; inne, nie mając takiej metryki, sta
nowią jednak postaci potęg demonicznych lub boskich, a jeszcze inne
odbierają cześć boską jako dające życie jakiejś społeczności. Ludzie,
zwłaszcza święci lub inni niezwykli, mogą się też wcielić w zwierzęta,
które wtedy będą groźne niemal jak bóstwa. Ponieważ zaś na każdego
człowieka może spaść przekleństwo, zamieniające go w zwierzę6), bez
pieczniej wogóle się odnosić do zwierząt jako do istot wy ższych, skoro
niewiadomo, w którem z nich siedzi bóg,, djabeł lub człowiek.
W Mahabharacię wreszcie odnajdujemy i wierzenie w gwiazdydusze6), w gwiazdyr świecące „swem własnem światłem, zdoby łem dobremi
uczynkami“. Są to mędrcy z rodów królewskich, bohaterzy, którzy padli
na polu walki, asceci i święci, których zasługi religijne się wyczerpały.
Spotykamy też ślady wierzeń w dusze-węże, dusze-ptaki 7), dusze-cienie8).9
Na pytanie, co się dzieje z duszą człowieka zaraz po śmierci, znajdujemy
dwie odpowiedzi: dusza uchodzi przez stopy do Wisznu, przez czubek
głowy do Brahmana, przez oczy do Agniego (Ognia) i t. d. — albo też,
jako stworzona przez Brahmana, ulatuje do nieba w postaci światła8),
a tam Brahman ją wita i ona mu wlatuje do ust.
Świat duchów pręta (lub p a r ejt a), gdzie króluje bóg Jama,,
stanowi antytezę świata żywych. Nie znaczy to jednak, by owi pręta
byli zupełnie martwi i bezczy nni. Często oglądamy" ich w przerażających
scenach bitewnych jako postaci demoniczne, tańczące wśród rzezi wraz
z duchami p i ś ä č a i bhflta; w ich towarzystwie tańczą także na
4) Cf. „Rusini“ 129 (skarbnyk).
6) Cf. Moszyński II 548 (§ 444).
e) Cf. poniekąd Moszyński II 467 (§ 376).
7) Cf. ibd. § 449 seq„ p. 623 (§ 681).
8) Cf. ibd. 592; „Polacy“ 206.
9) Cf. „Polacy“ 206 (dusza jako płomyk).
17
cmentarzyskach. Dopóki rodzina nie pogrzebie szczątków śmiertelnych
i nie złoży ofiar duchowi, pr,eta jest jakby wyrzutkiem: nie należy
ani — już — do ludzi ani — jeszcze — do bogów. Owi pręta zresztą
chodzą częściej kupą niż w pojedynkę, a jako przedmiot kultu zajmują
szczebel wcale niski, dzieląc stanowisko z duchami b h ü t a (ob. niżej),
nieraz i z duchami piśaca i t. d. Pręta może ożyć za łaską boga lub
też ktoś z żyjących może go ożywić, odstępując mu część własnego
życia. Dzięki ofierze sräddha dostępują wyzwolenia czyli posuwają
się do rangi „ojców“, czczonych nietylko przez ludzi, ale i przez bogów,
demonów, wężów i t. d. Ofiarę taką składa się — naturalnie w sposób
ściśle przepisany — co miesiąc przed wstąpieniem księżyca w nów po
południu albo też w jakikolwiek dzień (z wyjątkiem 14-go) „jasnej po
łowy“ miesiąca ( t. j. w czasie od nowiu do pełni) ; oprócz ofiar .mie
sięcznych są i codzienne, a nadto nadzwyczajne, gdy grozi jakie nie
bezpieczeństwo (n;p. przy przeprawianiu się przez rzekę na wozie, za
przężonym w woły) ; w ostatnio wymienionych wypadkach ofiaruje się
garść (dosłownie) wody, kiedyindziej placki z ryżu, pierwociny 10) i t. p.
„Ojcowie“ „ojcom“ nierówni: jedni żyją na dworze najwyższego boga
Brahmana, inni na dworze boga Pradżapatiego, jedni są „ucieleśnieni“
(mńrtimantas), inni „bezcieleśni“ (aśaririnas) — i t. d.; cza
sem identyfikuje się ich z porami roku. Główną ich troską jest otrzyj
mywanie jedzenia od potomków, dlatego też nie patrzą przychylnem
okiem na zbytnie oddawanie się ascezie, grożące rodowi wymarciem,
odradzają samobójstwo, ale interesują się i sprawami rodzinnemi wogóle, a nieraz spieszą z pomocą, wspierając swą radą; gdy przychodzi
na świat dziecko, czują się trochę nieswojo i niepewnie („troskają się
i śmieją“), próbując odgadnąć, czy im przyniesie coś dobrego czy złego.
Mogą się ukazać w czasie bitwy lub jako zjawa nocna, przybrać postać
ptaków lub gwiazd; gwiazdy spadające są to dusze świętych, których
zasługi religijne się wyczerpały (ob. w.). Mogą jednak także grasować
jako demony (t. zw. p i t r(j) g r a h a czyli „ojcowie-demony“), rzuca
jące się na ludzi i przyprawiające ich o szaleństwo. Ze stron świata upo
dobali sobie południe.
I w epopejach grupy demonów złych nie są od siebie odgraniczone
jakimś murem chińskim, raczej ścianką pruską, nie stanowiącą dla
ducha żadnej zapory. Nierzadkie więc są i mezaljanse, których ow\pcem
są mieszańcy. Ponadto żadna grupa demonów — czy jako całość czy
w pojedynczych swych przedstawicielach — nie jest wyłącznie dobra
ani wyłącznie zła, tylko przeważnie dobra lub przeważnie zła 11). I tak
np. rakszasy, nacgół źli, walczą przeciw bogom, nie grzeszą pięknością,
wyrządzają szkody; ale mogą także pomagać bogom, być pięknymi, ota
czać opieką. W zasadzie różnią się od duchów akša, poddanych
bogu Kuberze i strzegących jego skarbów; ale poczęści posiadają te
same cechy co tamci, jako zrodzeni z tej samej matki: jedni i drudzy
mają czerwone oczy 12), a rakszasy, strzegące Kubery, niewiele się różnią
od jakszów-strażników. Nawiasem mówiąc, wyraz rakšas jedni wy
10) Cf Moszyński II 248 (§ 184).
“) Cf. ibd. § 514.
12) Cf. ibd. 615.
Lud T. XXXIV.
2
18
wodzą od rakš „szkodzić“, inni od raks „strzec“; prawdopodobniej
sze wydaje się to pierwsze1S). Dobrą ilustrację duchowej dwoistości
rakszasów stanowi rakšasi (t. j. rakszas żeński) Dżana, żywiąca się
mięsem i krwią, lecz jednocześnie zwalczająca z rożkazu Brahmana złe
demony dana w a; podobiznę jej człowiek pobożny winien malować
na ścianie swego domu, aby mu przyniosła szczęście czyli odpędzała
zło (dzięki temu Dżana staje się gr(y)hadewï t. j. bóstwem domowem 13
14),* ale ta sama Dżana nocą wylatuje na rozstaje, by upolować
sobie surowe mięso.
Z wieku pierwszeństwo należy się asurom, Są oni dla poetów epicznyćh istotami „nie-boskiemi“ (a - s u r a). W poczet ich wlicza się za
równo głównych przeciwników bogów — !t. j. synów Diti. zwanych Dajtja (lub Dajteja) i synów Danu, zwanych Dänawa (lub Dänaweja) —
jak rozmaite inne grupy „dzieci ciemności“, m. i. nawet często (i to już
w czasach wedyjskich) także rakszasów. Są to demony najwyższego
rzędu — nie włóczą się po polach bitew, by się opychać krwią i tłusz
czem, jak duchy p i ś a č a — „starsi bracia bogów (d e w a) “, czasem
równie szlachetni i waleczni jak oni; w błogosławieństwach wzywa się
ich nieraz narówni z bogami. Danawowie byli pierwotnie pobożni i mo
ralni, lecz pycha uwiodła ich do grzechu, niby drugich aniołów, i wy
pędzono ich z nieba z końcem wieku zwanego kr(y)ta, pierwszego
i najlepszego z czterech wieków świata; schronili się wtedy do jaskiń
nadmorskich, w góry, lasy, pod ziemię, lecz przedewszystkiem do oceanu,
co im jednak najzupełniej nie przeszkadza ukazywać się, gdy potrzeba,
w powietrzu i na niebie, jak za dawnych dobrych czasów. Często identy
fikuje się asurów ze zjawiskami natury i nadaje im też po części imiona
od nich, zwłaszcza od zjawisk, związanych z chmurami. Niektórych na
zwano imionami zwierząt („Koń“, „Byk“, Dzik“), innych nazwami ognia,
jeszcze inni imię swe zawdzięczają jakiejś ułomności czy wadzie w wy
glądzie zewnętrznym (np. „Szkaradnooki“). Zupełnie podobnie jak bo
gowie (i rakszasy) lubią i oni posługiwać się sztukami czarodziejskiemi
i podobnemi sztuczkami czyli t. zw. (ogólnie) m ä j ä, mogą przybierać
dowolną postać16) i znikać, mają grzmiący głos; ponadto jednak —
w przeciwieństwie do bogów, a narówni z rakszasami — czują inaogół
wstręt do dobroci i światła. Poza siedzibą podziemną, zwaną P ä13; Zdaniem Przyluskiego (Rocznik Orjent. VIII 25, uw. 1) takie rozszcze
pianie jest zbyteczne: „II ne semble pas qu‘on doive opposer Tune à l'autre les
significations de rakš. Un bon chien de garde est un chien méchant. Protéger
et faire du mal sont deux aspects, nécessairement connexes, d'une même activité".
Podanie indyjskie, zapisane w Ramajanie, tłumaczy różnicę między rakszasami
a jakszami igraszką etymologiczną, przypominającą nasze anegdotki o powstaniu
imienia Adama i Ewy (w rodzaju takiej: „A dam tutaj niema?" •— „E w a,
tylko jeden!“). Gdy mianowicie Brahman po stworzeniu wód stworzył istoty ma
jące ich strzec, jedne z nich krzyknęły: „R a k š ä m a hl“ („Strzeżmy"), a inne „J a k
š à m a hl) (niby: „Jedzmy!" czy „Żryjmy!“) — i stąd tamte zostały strażnikami,
(rakszas), a Je;., jakszami. Zazdroszczę Hopkinsowi, któremu się tu udaje niezły
kalemburek: .... some of these créatures cried rakšámah „let us guard“, while
others cried yakšamah „let us gobble“..., so guards and goblins they became".
(Epie Mythology, p. 41).
14) Cf. Moszyński II § 524; „Polacy" 207, „Rusini“ 128.
lr’) Cf. Moszyński II 609 (§ 495) & § 511; „Rusini“ 127 (§ 27).
19
tála, zamieszkują szereg miast, przedewszystkiem „Trójmieście“
(Tripura) t. j. trzy miasta: złote na niebie, srebrne w powietrzu
i żelazne na ziemi; dalej „miasto kamienne“, miasto Prägdzjotisza,
prawdopodobnie pierwotnie rzeczywiście istniejące na ziemi, i i.
By dać pojęcie o przeciętnym wyglądzie rakszasów, wystarczy opi
sać jednego z nich, wybranego na chybi-trafii: ma szpiczaste uszy,
twarde czy raczej sztywne, sz.czeciniaste włosy, zapadły brzuch, czer
wone oczy, gruby nos i usta sięgające od ucha do ucha, długi czerwo
nawy język, twarz barwy miedzi i t. d.; nosi zbroję z bronzu i złote
kolczyki a jezdzi na wozie o 9 'kołach. Moc rakszasów — jak pisiaczów
i jatudhanów — rośnie o zmierzchu, wzrasta znacznie o lub po północy,
i jest największa między północą a brzaskiem16),* *w sukurs zaś przy
bywa im” jeszcze złuda. Mogą być — zależnie od swej woli — wielcy
jak góry albo niewięksi od kciuka, a postać przybierają — przyns '
mniej pewne ich klasy — dowolną lj). Jeżdżą na wozach, koniach lub
słoniach, używają broni boskiej lub ludzkiej, lecz często poprostu rzu
cają kamieniami1|) — niemal jak łobuzy — albo i całemi drzewami ).
Wielu z nich mieszka w pustkowiach górskich lub podobnie ponętnych
miejscach, poczytując sobie za miły obowiązek przeszkadzanie świętym
w rozmyślaniach lub ofiamikom w składaniu ofiary i niepokojenie
miejsc świętych; ogromnie chętnie też uprowadzają kobiety ). Jak
wspomniano, moc ich wzrasta w nocy; nocą też grasują zazwyczaj
(stąd i jedna ich nazwa: niś.&cara „chodzący po nocy“) i o tej
porze niepodobna ich pokonać. Można ich jednak odpędzić, rozpalając
ogień, gdyż od ognia i światła uciekają19) jak djabeł od wody święconej.
Lubią walczyć podstępnie, chętnie zabijają świętych i królów, ale ziakomią się i na byle kogo. Niektóre demony tego typu są, zdaje się, po
chodzenia meteorologicznego20) — na to przynajmniej wskazywałby
może fakt, że jednego takiego demona zabić można było tylko „w cza
sie, gdy gorąco letnie minęło, a nastała noc pory dżdżystej“, orazi po
jawianie się rakszasów w postaci chmur z piorunami i t. p. Obok tego
jednak czytamy o zamianie łudzi w rakszasów, mogącej się zdarzyć
zawsze, i o rakszasach-chcrobaeh (w znaczeniu zwykłem, nie przenośnem), odpędzanych przez ogień wewnętrzny jako zwalczający de
moniczną niestrawność, a nadto zamawianych „zaklęciami, zabijającemi rakszasy“ (dodać tu jeszcze można, że materja, wyciekająca z rany,
to „głowa rakszasa“, przylegająca do chorego miejsca). W rodzinach,
dostępnych złemu wskutek naruszenia przepisów o małżeństwie lub
wskutek bezbożności króla, wywołującej — wedle wyobrażeń indyj
skich — groźne następstwa dla poddanych, rodzą się dzieci niedołężne
fizycznie i umysłowo oraz „złe rakszasy“ (t. zn. bezwątpienia dzieci
zaczarowane). Rakszasy żłopią krew z rzeki Saraswati, lecz tłumaczą się,
że winę tego ponoszą nie oni, że zawiniły: brak pouczenia religijnego,
złe uczynki i wykroczenia płciowe. Pewna kategorja tych stworów, t. zw
16) Cf. Moszyński II 304 (§ 238).
o) Cf.ibd. 631 (§ 514).
1B) Cf.ibd. § 523.
10) Cf.ibd. § 244.
20) Cf.ibd. 648 (§ 529).
2*
20
pramatha („dręczyciele“), niepokoi w postaci niewidzialnych stra
chów ludzi, śpiących u stóp drzewa, jedzących potrawy zakazane, leżą
cych w pozycji nieodpowiedniej, zanieczyszczających wodę lub nie
oczyszczających się po obcowaniu cielesnem; tacy ludzie bowiem po
siadają otwory, któremi przenikają owe duchy, podczas gdy ludzie
dobrzy lub przynajmniej noszący przy sobie sporządzony z żółci kro
wiej jasnożółty złotokost czyli gorocanä lub korzeń fiołkowy21)
albo też posiadający w daniu skórę lufo pazury hjeny lub żółwia albo
kota lub kozę czarną czy czerwonawobrunatmą (rudą?) albo też pod
trzymujący ogień ofiarny są przed temi duchami bezpieczni. Plemię
rakszasów jest tern niebezpieczniejsze, że rakszasiki zwijają się ogromnie
szybko i rodzą na poczekaniu, bo natychmiast po zapłodnieniu, a po
tomstwo przychodzi na świat odrazu w pełni sił. Rakszasy uchodzą za
wnuków samego boga Brahmana, jako synowie Pulastji, czwartego jego
syna. Pozatem genealogja ich wykazuje ścisły ich związek mitologiczny
z gandharwami i jakszami Zdarza im się też — jak np. słynnemu Räwanie, który uprowadził żonę Ramy, bohatera Ramajany —- być ogrom
nie pobożnymi (przez pewien czas) tak, że sam Brahman obdarza ich
w nagrodę za to specjalnemi przywilejami (Räwana np. otrzymał uro
czystą obietnicę, ż,e' nie wskórają przeciw niemu nic żadne duchy).
Ogółem biorąc, wedle Mahabharaty rakszasy to okrutne a głupawe żar
łoki, choć częściowo i demony choroby, a także wcielenia wszelkich
okropności nocnych; jeśli zaś wierzyć Ramajanie, są to duchy nieco
jednak szlachetniejsze i przypominające asurów — w obu epopejach
rakszasy są naogół ściśle związane z pisiaczami.
P i s ä č a to demony pośledniejszego gatunku, połączone zazwy
czaj z rakszasami, a czasem wprost identyfikowane z niemi — podobnie
jak i demony jätudhäna. Pisiacze tańczą i piją krew, jak rakszasy;
są wprost symbolem 22) okrucieństwa. Dobrą sławą cieszą się tylko te
spośród nich. które się wyzbyły krwiożerczych (dosłownie) na wyczek
i, przeszedłszy na djetę jarsiką, żywią się tylko owocami pewnego cu
downego drzewa (m ahaśankha), rosnącego nad rzeką Saraswati;.
jestto zastęp, otaczający boga Skandę i strzegący „Białej Góry“, sie
dziby bogów — podobnie jak jatudhany strzegą góry boga Kubery.
Jatudhany ponadto Ukazują się jednak i w czasie bitwy, gdy się je
wzywa zaklęciami w celąch morderczych. I tu nie brak śladów istnienia
jakiegoś ludu, nazywającego się Piśaća; nazwą jego zaczęto ozna
czać demony zupełnie podobnie jak w epoce wedyjskiej postąpiono so
bie z nazwą dasju i dasa (por. też może później wyraz n ä g a,
omówiony wyżej).
Kompanję wymienionych już duchów uzupełniają w obu epope21) Dla uniknięcia nieporozumień dodaję wyraz angielski, użyty przez Hop
kinsa: „orris-root“. Nazw staroindyjskich na oznaczenie tej rośliny jest sporo (np.
ugragandhä, kängä, g a n i n J ). Hopkins nie podaje tu w nawiasie nazwy
sanskryckiej, a z jego odnośników do Mahabharaty narazie skorzystać nie mogę.
Naogół unikam tu cytowania nazw roślin, gdyż wobec nierzadkiej wieloznaczności
tych terminów w staroindyjskiem identyfikacja przedstawia nieraz dość znaczne
trudności.
22) W potocznem znaczeniu tego wyrazu, nie w tem które atakuje Moszyński
II 317.
21
jach t. z,w. bhûta (właściwie „istota“; znaczenie „duch złośliwy“
rozwinęło się tu jak przy wyrazie s a 11 w a, oznaczającym też pier
wotnie tylko istotę, a później ducha, zwłaszcza złego). Latają one po po
wietrzu, szczególnie nocą, często w towarzystwie rakszasów, jakszów
i t. p., całemi gromadami. Ukryte w górach wrogie człowiekowi duchy
to — obok rakszasów — właśnie te bhüta, ogromne i bardzo silne.
Broni przed niemi asceza i 'wielbienie Ognia; składa im się też ofiary
(bali) w domu — po 'złożeniu,ofiar bogom, a przed ofiarami dla gości
i „ojców“ — a człowiek roztropny przed udaniem się na spoczynek
oddaje cześć bogom, „ojcom“ i bhuitom. Spragnione krwi bbuty ciągną
za armją. Lecz są bhuity, które w czasie bitwy głośno wyrażają uzna
nie bohaterom, odnoszą się do nich wogółe z czcią i strzegą ich, a po
śmierci opłakują — są to zatem duchy przyjazne 23).
Karmienie demonów jest uczynkiem rozsądnym, gdyż usposabia
je dobrze i powstrzymuje od wyrządzania szkody chlebodawcy. Daje
się im niewiele i dość podle (por. naszą świeczkę dla djabła), ale zato
regularnie w dni świąt (co ‘wygląda niemal jak wizrusząjąca ilustracja
sentencyjki: „Love me little and love me long“). Obdarzą się ich
resztkami jedzenia, jedzeniem, nad którem kichnięto lub na którem się
stanęło lub które przekroczono czy przeskoczono, dalej takiem, w którem
są włosy lub robaki czy owady; które widział albo i polizał pies, wre'szcie
którego przy ofierze nie poświęcono formułkami — jednem słowem
„Masz tobi, neboře, szczo mojia dusza ne zmoré“. W dawniejszych partjach Mahabharaty rakszasy nękają i zabijają pobożnych kapłanów bez
obawy przed formułkami i bez oglądania się na cnotę swych ofiar,
w późniejszych dodatkach, mocno trącących nieraz panegirykami ku
czci braminów i zakusami teo- czy klerokracyjnemi, rakszasy spadają
niemal do roli djabłów średniowiecznych, dąjących się odpędzić cnotą,
księgą i dzwonkiem.
III.
Buddyzm przejął, zdaje się, od samego początku dawniejsze wierze
nia w duchy dobre i złe, wyobrażenia o świecie zaludnionym bogami,
istotami półboskiemi, gfenjuszami niższego rzędu — znoszącemi się stale
z ludźmi. Wprawdzie Budda, mający na oku jedynie ostateczne wyzwo
lenie się z łańcucha' egzystencyj, orzekł, że owe istoty — boskie, półhoskie czy demoniczne — podlegają same śmierci *) i nieskończonemu
odradzaniu się w rozmaitych postaciach i dlatego nie mogą dopomóc
człowiekowi do wyzwolenia się, że zatem oddawanie im czci jest zby
teczne, lecz lud pod wpływem świadomości, że owe istoty istnieją i że
jednak są w stanie człowiekowi pomagać czy szkodzić, nie omieszkiwał
czcić ich i nadal na wszelki wypadek. Zresztą i ci bogowie, którzy oca
leli z dokonanego przez czas pogromu, zeszli — poza kilku zaledwie wy
jątkami — na psy (sit venia veťboi: poza życiem rajskiem aktywność
ich objawia się już niemal tylko tern, że zstępują na ziemię, towarzyszą
Buddzie i zachęcają go do głoszenia nauki, sami słuchają jego' kazań* 1
2S) Ob. wyżej o duchach złych i dobrych (i Moszyński II § 514).
1) Cf. — mimo całej różnicy — ibd. § 530.
22
i asystują przy cudach, dokonywanych przez niëgo. Teksty buddyjskie
nieraz też sobie z nich pokpiwają — tem słuszniej, że — wedle nauki
Buddy — tylko człowiek może dostąpić wyzwolenia z koła odrodzeń
i takiemu właśnie „świętemu“ (arhat), który zniszczył w sobie wszelkie
pożądanie, sprowadzające nieszczęście' odradzania się, bogowie z naj
wyższym naczele muszą się wpas kłaniać (przypuszczano nawet, że
Budda pozostawił bogów poto tylko, aby móc jak maj,jaskrawiej za
znaczyć tę ogromną różnicę). Nadobitkę bogowie dawni otrzymali
jeszcze nowych rywali, i to bardzo licznych, a różnorodnych: ilość ich
rodzajów dochodzi prawie kopy (dosłownie). Są wśród tych parwenjuszów np. bóstwa światła, dalej bóstwa, stanowiące uosobienia róż
nych właściwości umysłowych, potem duchy, ukryte w gromach i desz
czu*) — i t. d. W ten sposób panteon buddyjski z dość skromnych
zaczątków w postaci przejętych z braminizmu bóstw rozrastał się nie
zwykle płodnie już w zaraniu swych dziejów, a gdy wiara buddyjska
podbiła inne narody poza granicami Indyj, panteon ten wchłonął po
kaźną liczbę obcych /bogów oraz — szczególnie — duchów i demonów
tak, że stał się jednym °z najobszerniejszych, a może i najobszerniejszym
na świecie; ten rozwój na obcym terenie nas tu już naszczęście nie ob
chodzi. W indyjskich tekstach buddyjskich nie znajdujemy systema
tycznie przeprowadzonej klasyfikacji tych rozmaitych duchów i demo
nów. Często jednak wylicza się je, wymieniając naczele .niebiańskich
bodbisattwa czyli istoty, mające zstąpić na ziemię w postaci ta
kiego lub innego Buddy23), oraz istoty w rodzaju wężów czy też może
smoków4) czyli t. zw. naga i mahoraga, a potem już znanych
nam jakszów, asurów, rakszasów, dajtjów, pisiaczów i prętów; wkońcu
złośliwe demony piekielne i podziemne.
Jeśli z bogów można sobie bezkarnie pokpiwać, z demonami żarto
wać niebezpiecznie. Zabobon oplata też znaczną część życia nawet naj
gorliwszego buddysty. Obok owych niedobitków dawnych bóstw, które
zdołały jeszcze .zachować resztki powagi, t. j. przedewszystkieim Brahmana i Indry, oraz czterech „stróżów stron świata“ (d i k p ä 1 a) : rzą
dzącego północą króla jakszów Kubery, panującego nad południem
władcy brzuchatych gnomów (kumbhända) Wirudhaki, dalej prze
wodzącego muzykom niebiańskim, gandharwom, Dhrytarasztry na
wschodzie, i króla na,gów Wirüpakszy na zachodzie — widzimy całe
mnóstwo duchów i demonów: boginie drzew, węże źródeł, jezior'
i dżungli, rakszasów, prętów, duchy podziemne’ i t. d. Buddyzm pier
wotny stanowił izakon, nie liczący się z potrzebami życia praktycznego,
świeckiego; nie znał ceremonij przy narodzinach, weselu, śmierci, nie
pouczał, jak sobie radzić w rozmaitych trudniejszych okolicznościach
2) Cf poniekąd ibd. 656 seqq.
3) Trzeba bowiem wiedzieć, że liczba Buddów jest nieskończenie wielka, jak
i ilość wieków świata (t. zw. k a 1 p a czyli okresów, z których każdy zamyka się
końcem świata, powstającego ■— jak feniks z popiołów — nanowo z początkiem
okresu następnego). Znany i laikom Budda jest czwartym (i przedostatnim) z tej
serji, jaka przypada na nasz k a 1 p a, szczególnie błogosławiony, gdyż pięciu
Buddów to maksimum dla jednego k a 1 p a (są takie, które się nie mogą pochlubić
ani jednym).
4) Cf. ibd. 583 seq. (żmije-węże i żmije-smoki).
23
egzystencji ziemskiej. To też nie dziw, że, kto pragnął deszczu lub oba
wiał się powodzi czy lękał ukąszenia węża i t. d., zwracał się nadal
0 pomoc i ratunek do demonów.
Wspomniani już gandharwowie nietyłko przygrywali w niebie, ale
opiekowali się także kobietą brzemienną i rodzącą, a mogli nieść pomoc
ludziom i w innych wielu wypadkach w rozliczny sposób. Ogromną rolę
w wierzeniach — nadto w folklorze i V poezji, aż do czasów najnow
szych ■— odgrywają t. zw. naga ,o postaci przezroół ludzkiej, a przezpół wężowej, spokrewnione ze zwykłemi wężami duchy wód podziem
nych i. atmosferycznych6), nieznane literaturze wedyjskiej (coś niecoś
słyszeliśmy o nich jednak przy omawianiu obu epopei). Często mają
postać węża kobry, wielokrotnie wszakże przybierają i kształt ludzki,
lecz z wielkim czepkiem kobry, wyrastającym za i nad głową, a czasem
1 z ogonem węża, lub też z kształtami węża od pasa wdół. Nietyłko żyją
w dostatkach i opływają w rozkosze, ale dzięki klejnotowi, tkwiącemu
w czaszce, posiadają magiczne siły: panują nad deszczem, decydując
o urodzajności i dobrobycie okolic. Są pobożni i boleją nad swym upad
kiem, gdyż mimo swych nadnaturalnych mocy stoją niżej od ludzi.
Znatury są łagodni i uprzejmi, lecz nie daj Boże ich rozgniewać, bo wtedy
stają się straszni, a niebezpiecznymi czyni ich choćby subtelna trucizna,
wydzielająca się z ich ciała. Możliwe, że na wyobrażenia o nich złożyły
się wierzenia z dziedziny kultu i drzew i wężów i rzek, a nadto jakieś
rysy szczepów tejże nazwy (Naga).
Dziedzicznymi wrogami nągów — Jako wężów — są garudy, in
dyjskie gryfy, żywiące siię nimi, o postaci przeilpół ludzkiej a przezpół
ptasiej. W Indjach zresztą garudy przybierały coraz więcej postać ludz
ką, aż wkońcu z drapieżnego ptaka nie zostało im się nic oprócz skrzy
deł i dzioba, przechodzącego w haczykowaty nos (co oczywiście odbiera
im wszelkie szanse zostania bóstwem w państwje .Hitlera). Przypusz
czano, że pierwotnie był to jakiś ,szczep, mający za| godło orła lub ja
strzębia.
Szczególnie ulubiony sztafaż w opowieściach buddyjskich stanowią
bóstwa drzew, z,e .wszystkich dii minorum gentium może najściślej zwią
zane z życiem ludzkiem. Niekiedy są to istoty, zamieszkujące drzewo
tylko przypadkowo i czasowo; zwykle jednak bóstwo takie zrośnięte
jest nierozerwalnie z drzewem czy Ijaną lub krzakiem, które zamieszkuje,
a nawet pojmuje się je wprost jako duszę owej rośliny 6) — tak, że
zniszczenie rośliny oznacza śmierć bóstwa. Sczasem drzewo przestaje
być ciałem bóstwa, a staje się tylko jego domem, który mogą zamieszki
wać naturalnie i dzieci bóstwa. Ludziom ukazuje się takie bóstwo za
zwyczaj wśród gałęzi, ale może też wyjść całkiem z drzewa i przybrać
dowolną postać, np. starego bramina (bóstwa drz,ew nazywały się też
naga i jak opisani wyżej inni naga mogły przybierać postać ludzką).
Jeśli człowiek nie rozgniewa czy rozdrażni bóstwa, jest ono dlań zazwy
czaj usposobione przychylnie. Zanosi się też do niego modły o spełnienie
takiego czy innego pragnienia i składa śluby; dla oddania czci6) zaś
obchodzi się drzewo, zwracając się ku niemu prawą stroną, oczyszcza5
5) Cf. ibd.
°) Cf. ibd. § 423—427.
24
dalej ziemię wokoło z chwastów, sypie dokoła piasek, ofiarowuje won
ności, wieńce, światło i inne dary. W lesie jednak .mieszkają także groźni
olbrzymi, dzicy czy leśni ludzie7), uosobienie okropności i {niebezpie
czeństw lasu lub też przeniesione na ten teilen innego rodzaju szkodliwe
demony 8). Czatują one na przechodzącego, by go pożreć; kobiety chętnie
porywają i zanoszą do swych jaskiń. A mogą całkiem śmiało przejąć
strachem te (brzydale ogromnego wzrostu z czarnemi rękami i nogami 9j
Pozostają jeszcze do omówienia duchy pręta (pet a w pali t. j.
języku kanonicznych tekstów buddyjskich). Wyobrażenia buddyjskie
o tych duchach znamy szczególnie dobrze dzięki pewnemu tekstowi,
poświęconemu im specjalnie .(ob. bîbljografję). Chociaż tekst ten należy
do najpóźniejszej bezwątpienia. warstwy chronologicznej palijskiego ka
nonu buddyjskiego (dokładnie wiek owego tekstu określić niepodobna;
przypuszczalnie pochodzi z okresu 'późniejszego conájmniej o jakie 2—3
wieki od daty śmierci Buddy), wolno mieć nadzieję, ‘że niejedno z wy
obrażeń przezeń zaświadczonych kontynuuje poprostu wyobrażenia) daw
niejsze, mimo że w Wiedzie ślady tych wierzeń są wcale nikłe. Dlatego
0 tych pręta rozpiszę się 'trochę szerzej, niżby wymagała właściwa
proporcja. Na obronę przytoczę nietylko isentencyjikę: „Ich bin kein aus
geklügelt Buch, Ich bin ein Mensch mît seinem Widerspruch“, aie także
ciekawość i ważność tematu (jeśliby kto próbował temu .zaprzeczać, to
1 tak się odctnę słówkiem Woltera': „Le .superflu, chose très nécessaire“).
Już z wedyjskich ińfcrmiacyj wiadomo nam, że duchy zmarłych na
leży karmić i poić10), gdyż inaczej cierpią 'głód i pragnienie.
Buddyści wyjaśniają, dlaczego: przecie duchy przodków nie zajmują
się ani uprawą roli ani handlem, więc nie mogą zbierać ani kupować.
Ofiara., jaką się składa dziadom, ma ratować zrazu tylko jednego zmar
łego przodka, później jednak obejmuje wszystkie duchy zmarłych, gdyż
one także muszą z czegoś żyć; stąd też w buddyzmie różnica między
pręta11) a pitaras zupełnie się zaciera i wyrazem pierwszym ozna
czają zarówno ducha zmarłego niedawno człowieka jak dziady wogóle,
a także pojęcia „świat prętów“ i „świat ojców“ są jednoznaczne, bóg
Jama ziaś, władca „ojców“, jest zarazem władcą prętów. Zmienia się
zresztą i sama ofiara dla dziadów, i to dwojako. Po pierwsze dawną
ofiarę bezpośrednią w formie klusek czy placków i t. p: zastępuje ofiara
pośrednia, t. zw. d a k ,s z i n 5, składana Buddzie i jego zakonowi jako
pośrednikom z tem zastrzeżeniem, że ma wyjść na korzyść duchowi czy
duchom; dzięki temu ów duch, zbliżony w stanie męki do upiora, zo
staje uwolniony od katuszy głodu i pragnienia. Po drugie zaś na ofiarę
dla dziadów zaczyna się patrzeć pod kątem widzenia teorji odpłaty, pod7) Cf. ibd. § 560; „Polacy“ 207, „Rusini“ 129
8) Cf. może Moszyński II § ó62.
9) Cf. ibd. 611 (§ 4961.
1(j Cf. jbd. § 489.
13j Aby nie mylić niepotrzebnie Czytelnika, używam o ile możności i nadal
form sanskryckich. Da się to zresztą usprawiedliwić i faktem, że przecie spora
część literatury buddyjskiej jest spisana w sanskrycie (mniejsza o to, że nieraz
pożal się Boże jakim) ; jeśliby zaś ktoś się mimo tego chciał gorszyć, moim po
stępkiem, wskażę mu dwu swych współwinowajców tego kalibru, co Oldenberg
i de la Vallée-Poussin.
25
stawowej w wierzeniach buddyzmu, a stan duszy-ducha uważać za bez
pośrednie następstwo życia owego człowieka na ziemi, zależnie od mo
ralnej wartości tego życia; męki głodu i pragnienia zatem to kara za
niedawanie jedzenia i picia, za skąpstwo i samolubstwo, dalej za
zazdrość, zawiść i nienawiść, za oszustwa, kłamstwa i krzywoprzysię
stwo, podczas gdy każdy, który szedł za podszeptem miłości bliźniego,
osiąga- stan szczęśliwości, polegający na opływaniu we wszystko, a już
w każdym razie ma jedzenia i picia wbród. Źli ludzie więc zostają prę
tami; dobrzy — spowodu drobniejszych przewinień i grzechów — wy
stępują też w postaci prętów, ale nie cierpią głodu ni pragnienia, gdyż
są to duchy szczęśliwe, t. zw. (w pali) petä mahiddhikä (dobrzy
zresztą mogą zostać — właśnie spowodu owych rozmaitych grzeszków —
także rakszasami, pisiaczami, bhutami, jakszami, gandharwami).
Wygląd i stan tych prętów zdolny jest wzbudzić litość nawet w lu
dziach bez serca lub lęk nawet w nieustraszonych. Nadzy lub okryci conajwyżej łachmanami, czarni, trapieni przez czarne muchy, wydzielają
woń zgnilizny; wychudli, bez krwi i mięsa, z wystającemi żebrami, bez
skóry lub posiadający jedynie skórę i kości, kompletnie osłabieni î wy
czerpani ledwo się poruszają, kulejąc i potykając się na kamienistej
ziemi, pokrytej kolczastą trawą. Nieszczęsne te głodomory są krewnia
kami Tantala: jeśli pragną się napić wody ze studni, stawu czy rzeki,
studnia, staw, rzeka wysychają; jeśli chcą zerwać owoc z drzewa, owoce
znikają (podobnie, gdy — dręczeni bezustanku żarem nie do zniesienia —
szukają ochłody w cieniu, cień się rozgrzewa). Pozbawieni jedzenia i na
poju przez „500 lat“ 12), nie wzdragają się zaspokajać szarpiącego ich
głodu nawet najwstrętniejszemi rzeczami: nietylko śluz czy krew czy
ropa (którą wrazie potrzeby prokurują sobie z własnych wrzodów), ale
nawet mocz i ekskrementy służą im za pożywienie. Tym wiecznym gło
dem tłumaczy się też zarówno ich olbrzymi, niesamowity, „podobny do
góry“ — t. j. wzdęty czy nabrzmiały — brzuch, jak usta drobne niczem
ucho igielne i wąziutki przełyk (organy zanikające spowodu nieużywania. ich). Oczy mają czerwonawe lub płomienne13), zęby czarne,14), paz
nokcie długie a ostre. Są zmienni, wiecznie, wylęknieni i nękani wyrzu
tami sumienia; opłakują ze skruchą popełnione grzechy, choć działać
tu może także obawa przed karami piekielnemi, a straszne ich zawo
dzenia i /lamenty łsłychać szczególnie w nocy.
Miejsca ich pobytu są różne — zależnie od rodzaju, do jakiego na
leżą. Pręty zwy kłe, przezpół ludzkie, wolą przebywać wpobliżu mieszkań
ludzkich, gdyż zachowały jeszcze pamięć o swem życiu ziemskiem
i ciągnie je do ich dawnych domów; wiedzione nadzieją otrzymania cze
goś do jedzenia, udają się do okolic, które 'zamieszkiwały za życia,
a zatrzymują się na blankach murów i na rozstajach (gdyż tam można
łatwiej spotkać ludzi), tuż pod miastem, nieraz na brzegu rowu, ota
czającego miasto, lub w miejscach kąpieli, lecz często — skazane na je
12) T. j. przez okres czasu niezmiernie długi; Liczbą 500 -— podobnie jak
liczbami 5.000 lub 5.500 — oznaczają teksty buddyjskie chętnie dużą lub bardzo
dużą ilość.
13) Cf. Moszyński II 015 (§ 499).
14) Cf. ibd. § 501.
26
dzenie brudne i wstrętne — wyszukują miejsc nieczystych, czasem
także i odległych, aby ukryć swą nagość. Że jednak związane są i ze
zmarłymi, nawiedzają również miejsca składania zwłok oraz miejsca
stracenia i takie, gdzie dokonano mordu czy zabójstwa. Natomiast pręty
półboskie czyli j a k š a przekładają okolice samotne i odległe nad
inne; można je więc spotkać np. na bagnach, na pustyni lub na łańcuchu
górskim Windhja, przecinającym Iiidje mniejwięcej w połowie od
wschodu ku zachodowi. I jeden i drugi rodzaj prętów ukazuje się tylko
nocą lub o brzasku w „ciemnej“ połowie miesiąca, i to zazwyczaj jako
zjawisko powietrzne, „wisząc w powietrzu“ lub „stojąc na głowie“;
bliskość prętów zdradza nieraz niesamowita woń lub grozą przejmujące
tony czy dźwięki.
Mają pamięć, jak człowiek —• mogą więc sobie przypomnieć i po
przednią egzystencję, a zwłaszcza popełnione w niej grzechy. Jak czło
wiek, mogą mówić, płakać i iskarżyć się. Wreszcie, co już wiemy, od
czuwają też — i to niebyłe jak — głód i pragnienie. Nawet wspólnota
rodzinna istnieje u prętów, jak Ina ziemi. Nieszczęsne te istoty, których
życie stanowi jedno pasmo udręki, skazane są wzupełności na pomoc
ludzką — aż do chwili wyzwolenia. Czasu trwania takiego „życia“ nie
określają teksty jasno; operują chętnie liczbami dużemi. nieraz miljonowemi, choć czasem zadowalają się i cyframi wartości 500 czy 700,
a nawet tak niską stosunkowo jak 55. Gdy nadejdzie kres owej egzy
stencji dzięki wyczerpaniu się karmami (t. j. sumy uczynków, popełnio
nych w poprzedniiem życiu), pręty znów umierają t. j. zmieniają stan do
tychczasowy na inny: dostają się do piekła lub na ziemię lub w poczet
bogów — zależnie od swego karmana. Świat prętów znajduje się wpobliżu świata, piekielnego i styka się z nim nawet na manowcach, bag
nach i t. p. miejscach, gdzie ukryte jest wejście do piekieł; jedna z głów
nych różnic pomiędzy oboma polega na tem, że świat prętów jest wi
dzialny, a piekła, których liczba wynosić ma 7, 8, 12, 28 lub nawet 136
(t. j. 17X8), są niewidzialne. W kole odrodzeń czyli t. zw. sans ara
świat prętów — zamieszkany wzasadzie tylko przez te duchy, choć cza
sem zabłąka się tam i jakiś człowiek jako odwiedzający czy wybawi
ciel -— stanowi jakby miejsce pośrednie pomiędzy ziemią a piekłem i dla
tego można poniekąd przyrównać go — jak to czynią niektórzy uczeni —
do naszego czyśćca lecz tylko z poważnem: zastrzeżeniami, gdyż z jed
nej strony, jak już wiemy, Stamtąd można się dostać do piekła, a z dru
giej można powędrować najpierw do piekła, a potem dopięro zostać
pretą, by następnie odrodzić się' w jakiejś niskiej kaście. Czyli że po
równanie z czyśćcem mocno kuleje.
Przyjrzyjmy się bliżej przyczynom, jakie powodują odrodzenie się
człowieka w postaci pręty, oraz wywołanym przez nie skutkom. Do
wymienionych już wyżej przyczyn dodać można: gonienie za fartuszkami
oraz trzy szczególnie ważne: niewiarę, herezję i niedowiarstwo. Zależnie
od przewinienia zmienia się i kara. Tak więc za kradzież ubrania — na
wet w żarcie (trudno, trzeba być w stylu Epaminondasa, który ne ioco
quidem mentiebatur) — pręta musi chodzić goły; za oszczerstwa i obmawianie — spożywać ekskrementy i inne świństwa; za kłamanie —
podobnież. Albo kara spotyka tę część ciała, która grzeszyła: niewypa-
27
rzona gęba zmienia się w ryj świński, a usta, które oczerniały, stają się
śmierdzące i żrą je robaki. Krzywoprzysięstwo, popełnione w takiej
formie: „Jeżeli to uczyniłem, niech mię spotka w przyszłem życiu taka
a taka kara!“, spełnia się jako klątwa. Niebezpieczne są i przekleństwa.
Kto zaklnie: „Niech mię pies pożre!“ (t. j. mniej więcej na nasze: „Niech
mię djaheł porwie!“), doczeka się tego w przyszłem życiu — podobnie
jak klątwa, rzucona na drugich, spełni się na przeklinającym. Kara spo
tyka nietylko samych sprawców czy grzeszników głównych, ale i ich
wspólników.
Lecz w myśl tejże sprawiedliwości, polegającej na prawie odpłaty,
za dobre uczynki czeka pretę nagroda. Za życzliwe mówienie o drugich
(w poprzedniej egzystencji) dawny kupiec roztacza wspaniały zapach
(niczem właściciel perfumerji), inny za podarowanie gałęzi z kwieciem
ma głowę uwieńczoną, a jakaś kobieta za podarowanie.kłębka mci otrzy
mała wspaniałe stroje (tak się dzieje niestety tylko w świecie prętów).
Zazwyczaj za dobre uczynki nagrodą jest cudowny pałac z niebiańskiemi
uciechami, nie wykluczającemu jednak i kar za czyny złe (tej samej
istoty).
Pręty zwykle to istoty cierpiące, skazane zupełnie na pomoc ludzką
i bezsilne t. zn. nie mogące człowiekowi ani szkodzie ani dopomagać.
Dwojaką tą zdolnością odznaczają się dopiero pręty wyższego rzędu,
jaksze, posiadające cudowne moce i stąd przypominające dobre i złe
duchy naszych europejskich baśni. Jaksze mieszkają w magicznych pa
łacach — położonych często wpobliżu wody, morza czy jeziora — które
na życzenie swych panów przelatują wraz z ogrodami i stawami na to
czy inne miejsce. Wygląd jakszów — w zupełnem przeciwieństwie do
wyglądu prętów — jest wspaniały; od jaśniejącej piękności ich złotego
ciała promienieje cały przestwór powietrzny. Wyglądowi temu odpo
wiada i cudowna moc, jaką posiadają. Żyją w dostatkach (i jako duchy
bogate podlegają Kuberze — podobnie jak pręty Jamie), lecz jako istoty
dobroczynne dzielą się niemi hojnie z ludźmi lub dopomagają im do
zdobycia mienia albo też obdarowują ich cudownemi owocami, dającemi
np. młodość i piękność. Dbają jednak także o ich moralne korzyści:
znając z własnego doświadczenia kary za grzechy, starają się uchronić
ludzi przed niemi i dla zawrócenia ich ze złej drogi odmalowują im
kary piekielne.
Mieszkańcom piekieł, odgrodzonych od reszty świata Żelaznem!
•bramami, pomóc nie można. Można natomiast ulgę przynieść prętom
właściwym — złożeniem daru (jak już wspomniano), zastępującem
dawną ofiarę dla dziadów, a wychodzącem na pożytek zrazu tylko
krewnym ofiarodawcy, ale potem wogóle prętom. Taką ofiarę czy dar,
złożony prętom nie bezpośrednio, lecz zakonowi t. j. mnichom — i to
tylko godnym, gdyż inaczej dar pójdzie na marne — stanowi przedewszystkiem jedzenie i picie; szczególnie skuteczny naturalnie jest
„wielki dar“, polegający na karmieniu całego zakonu (pięciuset chłopa)
i to nieraz przez dłuższy czas. Podkreśla się jednak, że drobny dar,
ofiarowany osobie godnej, jest więcej wart, ni,ż duży, dany niegodnemu.
Skuteczność ofiary zaznacza się bezzwłocznie, a rzecz uzyskana przenosi
ją wartością wielokrotnie: za posiłek, złożony z papki ryżowej, zapłatą
28
jest pożywienie na lat tysiąc, za łachmany — najwspanialsze szaty, za
chaty z liści — pałace, za kubek wody — stawy lotusowe i t. d., jakeśmy
już zresztą widzieli. Przypomina to naszą -stokrotną odpłatę.
Teraz już ze spokojném sumieniem powrócimy do złych duchów,
mających moc szkodzenia. Wiele z nich można było dobrze usposobić.
A kto prośby nie posłuchał, temu mówiono: „A kysz!“ egzorcyzmem czyli
t. zw. pariträ (w pali parit ť&lub p i r i t; wszystko: „obrona, ochro
na“) . Taka p a r i t r a zresztą może być całkiem niewinna i łagodna, gdy
się zasadza np. n.a skuteczności objęcia szkodzących istot uczuciem
„życzliwości1'; co zalecał sam Budda; formułek tego rodzaju, ułożonych
bodaj z wypowiedzianych przez samego Buddę zdań, używać miał, jak
zapewniają stare teksty buddyjskie, ulubiony uczeń jego, Maudgaljajana
dla odpędzania złych duchów i do tego rodzaju obrony przed demonami
i t. p. uciekano się prawdopodobnie już w najdawniejszej fazie bud
dyzmu; jeszcze dziś wśród wyznawców t. zw. buddyzmu „południo
wego“ — na Cejlonie i w Indjach zagangesowych: w Sjamie, Birmie,
Annamie, Kambodży — jest to ulubiona i najpopularniejsza forma zwal
czania chorób i nieszczęść, znana wcale szeroko i w buddyźmie „pół
nocnym“ t. j. w Nepalu, Bhutanie, Tybecie, Mongolji, w Chinach, Japonji,
na Korei. Jedna z takich formułek, której autorstwo przypisują Buddzie,
brzmi: „Jestem przyjacielem wężów takich, takich, takich i takich (tu
nazwy) ! Jestem przyjacielem istot bez nóg, dwunogich, czworonogich,
wielonogich! Niech żadna istota bez nóg, dwunoga, czworonoga czy
wielonoga mi nie szkodzi!“ Podobnym środkiem ochronnym jest zaklę
cie, wzywające duchy ziemi i atmosfery do opiekowania się tymi, co im
składają ofiary, i powołujące się na to, że nic nie dorównuje Buddzie, —
albo zaklęcie, wzywające owe duchy do oddawania czci Buddzie, nauce
jego i zakonowi, oraz inne, w których znać nieraz ślady przystosowywa
nia formuł i zaklęć przedbuddyjskich do wierzeń buddyzmu. Sczasem
jednak — mian. w późniejszej postaci buddyzmu, t. zw. m a h äj ä n a — obok hymnów, modlitw strzelistych i litanij ku czci Buddy
i bodhisatlwów czy ich partnerek (zwanych Tara), a zwłaszcza inwo
kacji do Awalokity, o którym wystarczy pomyśleć, by wszelkie niebez
pieczeństwa pierzchnęły, pojawiają się zgłoski bez sensu (h u m, p h a t
■i t. d.) lub wyrazy (jak swä hä), które zatraciły swe znaczenie; takim
abrakadahrom, stanowiącym często obramienie inwokacyj, przypisują
cudowną moc — podobnie jak niezliczonym niemal imionom „wielkiej
■bogini“, mahädewi, małżonki Siwy.
Demony i duchy buddyzmu indyjskiego, naogół wzorowane na bra
mińskich i kształtowane na ich obraz i podobieństwo, różnią s.ę jednak
od nich funkcjami, a także wyglądem — na obrazach i rzeźbach — oraz
godłami czy atrybutami. Niektóre z nich — jak demonica Häriti, o któ
rej niżej--- choć nieznane tekstom 'bramińskim, mogą być całkiem dobrze
nie tworami buddyjskiemi, lecz -prze jętemi tylko przez buddyzm bóstwami
lokalnemi. W miarę rozprzestrzeniania się buddyzmu i obejmowania
■coraz szerszych warstw ludiu oiwe demiony i duchy zyskiwały coraz licz
niejszą klientelę, rosnąc w znaczenie i sławę. Sczasem popyt tak się
ożywił, że trzeba było zwiększyć i podaż, stwarzając nowe przedmioty
kultu. Jest to cecha znamienna wspomnianej już późniejszej postaci
29
buddyzmu, t. zw. m a h ä j ä n a, sięgającej początkami w. I po Chr. ;
podkreślała ona silnie zewnętrzną stronę kultu. Kilka wieków później
zaczęły się wkradać corazto natarczywiej i uporczywiej do i tak już
zniekształconej nauki Buddy wierzenia i praktyki magiczne, ujęte sczasem w osobne teksty, zw. t a n t r a (stąd nazwa tego kierunku —
tantryzm), pouczające szczegółowo o sposobach zdobycia sił nadnatu
ralnych przy pomocy mistycznych formułek, kół magicznych, amule
tów i przeróżnych — poczęści wysoce sprośnych — obrzędów. Punkt
wyjścia tego tantryzmu stanowiły, zdaje się, szkoły ściśle ezoteryczne,
grupujące ascetów, żądnych zdobycia zdolności nadprzyrodzonych
(s i d d h i) ; obcowali oni z wężami-smokami i innemi istotami demonicznemi, stosowali wszelkie środki magiczne, chełpili się, że w stanie
ekstazy oglądają nietylko duchy niższego rzędu, ale i samych bodhisattwów i Buddów. Krążyła wśród nich bezwątpienia i literatura, zre
dagowana w języku tajnym, a obejmująca pouczenia o inicjacji
i teurgji; niewtajemniczeni — t. zn. cała reszta społeczności — wiedzieli
z niej tyle tylko, iłe owi asceci czyli jcginowie uważali za stosowne im
podać do wiadomości, czyli garść formułek i zaklęć. Począwszy od
w. VI prawdopodobnie zaczęto układać — albo może nawet rozpo
wszechniać już ułożone — owe teksty tantra,, zapewniając, że ob
jawił je demonom sam Śakjamuni (czyli Gautama Budda), lub przy
pisując ich autorstwo różnym słynnym głosicielom buddyzmu (jak Nägardżuna, Saraha, Arjadewa). Rzeczywistymi autorami tych tekstów
byli najprawdopodobniej zawodowi wywoływacze demonów, obeznani
nieco z filozofją buddyjską czarnoksiężnicy, których liczba wynosiła
wedle tradycji 84, a których biografja pozostawia bardzo wiele do
życzenia.
Conajmniej od w. X — ale prawdopodobnie znacznie wcześniej —
mamy do czynienia z nowym „kościołem“, buddyjskim już tylko ra
czej z imienia, w którym rozpanoszyły się praktyki najzupełniej nie
zgodne z duchem pierwotnej nauki Buddy, a ton nadają bóstwa wielorękie, wielogłowe, trójokie, z atrybutami wojennemi, przystrojone
w ozdoby makabryczne, idące ślepo za podszeptami miłości lub gniewu.
Na pierwszym planie widzimy bóstwa, a raczej djablice żeńskie.
Wymieniona już Hüritï — najstarsza w tern gronie, bo zaświad
czona rzeźbami w Gandharze (na płn. zachodzie) dla początków na
szej ery — to bogini ospy, wcielona przez mnichów do panteonu praw
dopodobnie pod naciskiem wiernych; jest ona i boginią płodności —
jako matka pięciu setek demonów, które żywiła porywanemi ludziom
dziećmi. Partnerem jej, z którym razem tworzą parę opiekuńczą, jest
bóg bogactw, Pańczika. trzymający w ręce róg obfitości, a mający za
atrybuty pikę — jako wódz armji jakszów — i kiesę (mógłby zatem
całkiem dobrze służyć za ilustrację do powiedzonka: ,,Di bene verlanL,
tene crumenam!“, a przynajmniej do drugiej jego części). Bardzo po
pularnym bogiem bogactwa był i Dżambhala, osobnik otyły, barwy
złotej, w rękach dzierżący cytrynę i ichneumona; w swej postaci groź
niejszej tratuje istotę, która wymiotuje klejnoty.
Te bósfwa jednak to niewiniątka w porównaniu z różnemi posta
ciami bogini Tary, pierwotnie miłosiernej i pomocnej -— zgodnie z na
30
zwą, gdyż tärä znaczy „wybawicielka“ — patronki podróży i że
glugi, wyprowadzającej istoty na drogą wyzwolenia. Pod wpływem
doktryn tantrycznych powstają rozmaite jej postaci budzące grozą
(trzeba zresztą znów pamiętać, że między bóstwem dobrem a złem czy
bóstwem a demonem linja graniczna często się nie da przeprowadzić:
to samo bóstwo jest raz dobre, innym razem wzbudza lęk i sroży się).
Są to: EkadżatS („O jednym warkoczu“), wymachująca mieczem,
strzałą, lukiem i czaszką; Dżanguli („Zaklinączka wężów“), lecząca
ukąszenia wężów i stąd przedstawiana jako grająca na lutni (indyjskiej,
t. zw. wina) i trzymająca węża z gestem Uspokajającym ; Parnas i a b a r i („Dzikuska z liśćmi“ t. j. z przepaską z liści w odpowiedniem
miejscu), tratująca choroby. Budzące grozę postaci Tary wywoływano
spomocą rytów magicznych: zaklinacz czy czarodziej (sad haka),
przygotowawszy się odpowiedniem oczyszczeniem, starał się w samotném
miejscu w medytacji zatracić swą osobowość i skupiwszy myśli na bo
gini, wymówieniem zgłoski magicznej skłaniał ją do ukazania się.
Tara zresztą jest sama upostaciowaniem energji „Pana świata“, „Króla
tańca“ t. j Awalokity, który przejął te epitety Siwy.
Nadto było piąć bogiń, przewodzących pięciu zmysłom i pięciu
żywiołom, stworzonych dla zdobycia mocy nadprzyrodzonych. Dalej
bóg He i, bóg Hum i bóg siedmiu zgłosek, tak nazwani od uosobionych
przez nich dźwięków magicznych i wywabiani z nich mocą ewokacji.
Wreszcie — last, but not least — i sam Siwa wraz ze swą małżonką,
oboje pod różnorakiemi postaciami.
Poza wymienionemi istniały jeszcze całe grupy „dziewic“ (k u
mari), „matek“ 15) 16
i „strasznych sióstr“, dalej 4, 6, 8 i 25 le) czarownic
(j o g i n i), wreszcie cały rój demonicznych nagich tancerek 17) z rozpuszczonemi włosami (t. zw. d ä k i n i) — wszystko plebs boski czy
raczej demoniczny, potężne czarownice o złem usposobieniu, dające się
jednak czasem powodować i dobremu kaprysowi.
Podobnie jak w czasach nowszych aż po dziś dzień jakiekolwiek
bóstwo dżungli może doczekać się uznania przez braminów i awansu
na jedną z postaci Siwy czy Wisznu — dowodem promocja wieprza,
świętego zwierzęcia bandyckiego szczepu Minów, na inkarnację Wisznu
w postaci dzika — tak wszystkie owe bóstwa demoniczne mogą się
dostać i rzeczywiście się dostają w poczet bóstw najwyższego rzędu:
wystarczy dodać im na początku magiczne słówko w a d ż r a, uświę
cone występowaniem w kilku nazwach Buddy czy raczej bodhisattwy
(np. Wadźrasattwa „istota z gromem“, Wadżradhara
„dzierżący grom“, Wadźrapani „mający grom w ręku“)18). Tego
zaszczytu dostąpić mogą także bóstwa zoomorficzne: obok W a d z r aj o g i n ï zatem istnieje i Wadžrawarahí („maciora z gromem“),
1B) Por. takaż nazwę polską pewnej boginki: „Polacy“ 208.
16) Cf. Moszyński II § 513.
17j Cf Moszyński II § 512 & 528.
lsj Źe grom (ta pierwotnie atrybut boga Indry) może odgrywać wielką rolę
w wierzeniach, nietrudno zrozumieć. Por. też np. choćby proroka Eljasza, który
„bezwątpiema jest dziś jeszcze u całego włościaństwa Rosji prawdziwym, rzeczy
wistym bogiem gromu i błyskawicy oraz dżdżu“ (ibd. 258).
31
obie — narówni z innemi bóstwami „gromowemi“ — stanowiące taką
czy inną postać „wielkiej bogini“, małżonki Siwy.
Wielkie czy małe, każde z tych bóstw-demonów wymaga odpo
wiedniego kultu w myśl zasady (indyjskiej) : „Jaki jaksza, taka ofiara“.
O gniew u nich nietrudno i wtedy są straszne^ ale wystarczy znać ich
imiona mistyczne czy koła, w które należy wpisać zgłoski, aby zdobyć
nad niemi władzę. Pierwsi czarnoksiężnicy długo też się pocili (i w ta
kim klimacie jeszcze!) i niemało namęczyli, zanim zdołali się wkupić
w ich łaski postami, umartwieniami, trwaniem w niewygodnych po
zycjach przez całe lata lub nawet ‘stulecia, ale ich trud i poświęcenie nie
poszły na marne: zdobytą przez nich wiedzę wraz z przepisami oo do
korzystania z niej przechowuje tradycja ezoteryczna troskliwie i pie
czołowicie. Osobę postronną wtajemniczyć mogą mistrze, guru czy
ściślej wadzräcärja „doktorzy gromów“, za pewną zapłatą;
ileby ona nie wyniosła, zawsze płacący nabył niesłychanie tanio, nie
mal za bezcen, łaski, jakiemi ci mistrze szafują: długie życie, eliksiry,
rajskie dziewice i inne cuda.
Dziś u buddystów „południowych“ demonolatrja ma rozmiary dużo
skromniejsze, niż u buddystów „północnych“: w mniejszym czy wię
kszym stopniu szaleje w Chinach, Japonji, na Korei, ale przedewszystkiem sabat swój święci w Tybecie i Mongolji.
IV.
W czasach nowszych literatura wedyjska pozostała i nadal świę
tością dla Hindusów, ale świętością dosyć martwą i nawet niebnrdzo zgłę
bianą spowodu nieznajomości owego dawnego języka. Z wyjątkiem
pewnej ilości rodzin bramińskich, hołdujących i nadal wiernie tradycji
uczenia się Wed i uczenia ich, nawet trzy kasty najwyższe z braminami
naczele znają ową literaturę naprawdę mało. Większość Hindusów od
nosi się do Wed z czcią i używa przy ceremonjach religijnych szeregu
formułek wedyjskieh, powtarzając je ooprawda raczej mechanicznie;
w praktycznem życiu religijnem Wedy straciły znaczenie na rzecz lite
ratury późniejszej. Głownem źródłem wierzeń dla Hindusów nowo
żytnych stały się obie wielkie epopeje oraz teksty (proszę zaczerpnąć od
dechu!) treści religijno mitoiogicznc-legendamo-anoralno-filo'zoficznohistcryczno-geograficznej czyli t. zw. puräna, — stanowiące nieraz
istne silva rerum — jedne i drugie znane najszerszym warstwom ludności
dzięki przekładom na języki nowożytne i publicznym recytacjom bardówrapsodów (mangal gäjen). Jak stwierdzają sami Hindusi, Wedy
studjuje badacz starożytności, upauiszady filozof, ale pewną — pośrednią
czy bezpośrednią —- znajomość puran posiadać musi każdy prawo
wierny Hindus, aby móc urządzić swe życie według nich i dopełnić
wszystkich obowiązków decydujących o pomyślności materjaloej i du
chowej. Wierzeń, zavyartych w pur: (nach, osobno przedstawiać nie będę
z różnych powodów, m. i. dlatego, że nie mam pod ręką żadnego dzieła,
któreby' mi to umożliwiło. Ponieważ jednak w wielu punktach stykają
się p-urany i wiążą ściśle z obu epopejami, a wierzenia w nich zawarte
(o ile naturalnie nas tu obchodzą) już przedstawiłem, uważam, że owe
32
informacje wystarczą zupełnie dla orjentacji ogólnej i zrozumienia tego
ostatniego rozdział ku. Dodać jeszcze tylko trzdba, że hinduizm — t. j. ta
postać, jaką sczasem przybrał braminizm, ortodoksyjna wiara Arjów
indyjskich — wchłonął niemało z wierzeń demonologicznych dawnych
mieszkańców Indyj.
Mieszkańców Indyj nowożytnych, zwłaszcza szczepy leśne i kasty
niższe, nęka — jak nękało — niemal bezustanku, przez ciąg całego życia*)
uczucie czy nastrój, któremuby można dać nazwę demonofobji. Wszędzie
oni widzą złe duchy najrozmaitszych rodzajów, czyhające na lo by
sprowadzić na biednego człowieka chorobę lub nieszczęście. Dochodzi
do tego, że np. w Himalajach ludność dzielą na dwie klasy: ludzi i duchy.
Kult tych właśnie złych duchów, których rzeczywiście deos ferit timor.
wybija się też na plan pierwszy przedewszystkiem w religji klas nieoświeconych, uważających, że wyżsi bogowie — w przeciwieństwie ck>
owych duchów wciąż czynnych — spoczywają na laurach i patrzą obojętnem naogół okiem na cierpienia ludzkie.
Mieszkańcy okolicy Tarai, bagnistego podnóża Himalajów, żyją
w takim strachu przed przyczajonymi w drzewach lasu, zwłaszcza
w drzewie bawełnianem, bhutami i przed prętami, że z nastaniem ciem
ności wszyscy — mężczyźni, kobiety, dzieci — chronią się coprędzej
do swych chat, zamykając drzwi jak najstaranniej. Na południu kraju
wiara w demony jest rozpowszechniona jeszcze więcej niż na północy:
Kryją się one wszędzie, w koronach palm, w jaskiniach i skalach, w roz
padlinach i jarach, a latają też po powietrzu, wypatrując ofiary jak ptak
drapieżny. One to zsyłają cholerę, ospę, febrę, choroby bydła, nieuro
dzaj, bezdzietność, pożary i mnóstwo innych nieszczęść. Ta wiara w de
mony — z którą się wiąże naturalnie i kult ich (demonolatrja), mający
na celu ich przebłaganie i udobruchanie — była pierwotnie niezależna
od uraniinizmu, który nawet wiele szczegółów od niej dopiero przejął
(jak już wspomniałem). Jak wierzenia ludowe innych krajów, i ta wiara
nie jest ujęta w jakieś kanony i nie posiada „świętej literatury“. W oczy
rzuca się przedewszystkiem rozróżnianie duchów nie ludzkich i duchów
ludzkich.
. . .
.
Duchy nieludzkie posiadają ciało materjalne, zmieniające się wedle
ich woli, lecz podlegające zniszczeniu, i obdarzone są nadludzką mocą;
mogąc zaś wybierać między złem a dobrem, skłaniają się wyraźnie ku
złemu. Całą tę grupę, do której należą znani nam .już asurowie (danawowie i dajtjowie), gandharwowie i apsarasy, rakszasy, jatudhany, pisiacze,
bhutv, kinnary i kimpurusze, wywodzą niektórzy uczeni od wierzeń
preanimistycznych, wynikłego z, lęku kultu „potęg“ t. j. dosyć niejasno
pojmowanych uosobień okropności nocy, gór, lasów, jask
I w daw
nych i w nowożytnych Indjach wyobrażano sobie nieraz Noc jako demonicę, przychodzącą o północy i wzywającą 12) pana domu do pójścia
za nią do lassu, gdzie go porzuci wśród cierni lub na szczycie jakiegoś wy
sokiego drzewa; bardzo niebezpiecznie jest posłuchać jej wezwania.
Wiele szczepów indyjskich wierzy, że demony zamieszkują dzikie góry
1) Zastrzeżenia, wypowiedziane przez Moszyńskiego w § 240, dadzą się odnieść
do Indyj spewnością w dużo mniejszej mierze.
2) Gf. ibd. 632 (wabienie).
33
lub ziejące pustką lasy; błaga się je też o napędzenie zwierzyny, a w razie
niepowodzenia na polowaniu duchom dostaje się odpowiednia porcja wy
mysłów za niewdzięcznośćs). Gdy kto ma ściąć drzewo, pisze na korze
zawiadomienie dla demona, uprzedzające go o tym zamiarze. W wielu
okolicach wierzą też w duchy wodne, wciągające do wody nieostrożnych
podróżnych34).* Wiara
6
w te wszystkie duchy i demony utrzymuje się i na
dal wśród ludu. gdyż podtrzymuje ją tradycyjna znajomość literatury
epickiej i zbiorów opowieści (zresztą oh. w.). Do podanych już poprzednio
informacyj o asurach i t. d. (oh. zwłaszcza rozdział II) wystarczy dodać
garść szczegółów. Asurowie to istoty podobne do ludzi o wyglądzie jużto
pięknym już też budzącym grozę. Zamieszkują 7 regjonów podziemnych,
gdzie posiadają wspaniałe pałace, zbudowane przez ich własnego architektę, Maję; wylatują jednak stamtąd często, by podróżować po powietrzu
na skrzydlatym rumaku, protoplaście aeroplanów. W podziemiach miesz
kają i nagowic, pół ludzie a pół węże, podlegający królewskiej władzy
węża Sieszy, na którym spoczywa świat, niby na drugim Atlasie. Zda
niem pewnych uczonych w wyobrażeniach o asurach i o nagach prze
chowały się reminiscencje o ludach obcych, mian. o Grekach i Scytach;
pewna sekta hinduska zaś twierdzi, że, skoro mieszkają oni pod ziemią,
to są to oczywiście antypody czyli — Amerykanie. Ponadto można do
dać o widjadharach, że dzięki swej cudownej mocy przelatują po
wietrzem i mogą przybierać dowolne kształty, lecz zazwyczaj postacią
przypominają człowieka, obcują też z ludźmi często, a żyją we własnych
miastach w górach północy.
Obawa przed epidemjami zrodziła wielką ilość bóstw-demonów
chorób, płci męskiej i żeńskiej. Im to przypisują wybuch febry, cholery
i t. p. i starają się je przebłagać i dobrze usposobić darami i oddawaniem
czci. Do rzędu tych bóstw należy np. w Bengálu Dżwarahariśwara, zsy
łający i powstrzymujący malarję, Ghentu, zsyłający i powstrzymujący
świerzb, Ghantäkarna, mający pod swą władzą choroby skórne. Przedewszystkiemi jednak należą tu boginie, których poczet jest wcale po
kaźny Nie jest wykluczone, że ten kult mocy żeńskich, zwanych często
„matki“ (mata), jest związany z matrjarchatem, lecz takie wytłuma
czenie nie jest konieczne, skoro — jak wiadomo — kobiety uchodzą
u niejednego ludu za istoty tajemnicze o siłach nadnaturalnych B) (cza
rownice są liczniejsze i pospolitsze od czarowników). Na północnym za
chodzie oddają cześć boginiom cholery Hatthi i Marimai, dalej bogini
wymiotów Hůlka Děví; w Bengálu bogini cholery nazywa się Ola
Bïbï, w Bardwan — Didi Thakrun, i t. d. W pewnych częściach Indyj —
jak w Bengálu -— wierzą w „7 matek“ <;), nawiedzających ludzi choro
bami w różnych okresach wieku; boginie te tworzą orszak Durgi, mał
żonki Siwy, i uchodzą czasem nawet za jej postaci, a ich imiona zmie
niają się też (jak imiona np. cholery) zależnie od okolicy. W Bengálu
więc np. dzieci do lat 7 napastuje Phul Mätä i Pänsahi Mätä, od lat 7
3) Cf. ibd. § 203 ;& uw. 1), pp. 234, 242.
4) Cf. ibd. § 559.
") Cf. ibd. § 211 (kobiety uchodzą powszechnie za bardziej dostępne zlu czy
bardziej „nieczyste“) & p. 652.
6) Cf. ibd'. § 513.
Lud T. XXXIV.
3
34
do 15 — Bädi Mätä, niezależnie od wieku Gulsuliä Mätä, a szczególnie
groźne choroby zsyłają Malhäl i Kari kar Mätä. Najpotężniejszą z tych
matek jest jednak bogini ospy, Śltala t. j. „Chłodna“, nazwana tak eufe
mistycznie ') (choroba ta połączona jest z wysoką gorączką), a wyobra
żana jako naga kobieta o przerażającym wyglądzie, trzymająca w ręce
rózgę i jadąca na ośle. Pochodzi ona prawdopodobnie z repertuaru tubyl
czego, gdyż po pierwsze w Wedach niema o niej mowy, dopiero w puranach, a po drugie związane z jej kultem praktyki należą nie do bra
minów, lecz do członków pewnej niskiej kasty, t. zw. d o m. Czczą ją
pod postacią czerwonego kamienia-fetysza, któremu pomalowano oblicze
na podobieństwo ludzkiej twarzy, a święto jej obchodzą corocznie, przyczem udział biorą zwykle tylko kobiety i dzieci, lecz w czasie epidemji kult
bogini zwiększa swój zasięg znacznie i składa się jej większe ofiary, daw
niej i z ludzi. Na południu Indyj. miejsce Śitali zajmuje straszna „matka“
Märi (lub Märiyamiman), o ciele czerwonem jak ogień, z koroną roz
iskrzoną od płomieni, dzierżąca jako atrybuty trójząb, miecz i bęben,
otoczona wężami. Z innych „matek“ trzeba wspomnieć jeszcze o wymie
nionej już Du-rdze. Groźna ta małżonka Siwy, przy której czasem chyba
i jemu nieswojo, słynie z pogromu demonów, wciela się w corazto nowe
postaci dla nagradzania dobrych a karania złych i lubuje w krwawych
ofiarach; zdaje się, że z biegiem czasu w bogini tej, znanej dość dobrze
już obu epopejom, lecz naprawdę wielką rolę odgrywającej dopiero w puranach, spłynął szereg bóstw żeńskich, czczonych w różnych stronach
kraju, co zaznacza poczęści i bogata różnorodność jej imion.
Drugą kategorję tworzą duchy ludzi zmarłych, które z różnych
powodów żywią uczucia wrogie dla żyjących i wyrządzają im — czy
z własnej woli czy też za sprawą czarowników — szkody bezliku, dopóki
się ich nie odpędzi lub nie przebłaga. Na południu Indyj oznaczają je
trzema nazwami: bhüta, pręta, pisa ca, zależnie od rodzaju
ducha, przyczem jednak bhuta oznaczać może także wszystkie trzy
rodzaje. Istoty te, zawsze złośliwe, powstały i powstają z dusz ludzi
zmarłych przedwcześnie lub śmiercią gwałtowną78), ułomnych, chorych
umysłowo i idjotów 9), dalej nawiedzonych niezwykłemi chorobami, pi
jaków, rozpustników i bezbożników10), wogóle zatem ludzi, którzy nie
byli całkiem normalni. Bhuta w ściślejszem znaczeniu to duchy ludzi,
którzy zeszli ze świata śmiercią gwałtowną lub samobójczą, wskutek
wypadku lub naskutek wyroku; dalej duchy bandytów, znanych zło
czyńców 1 ’) i okrutników (śmierć takiego osobnika wzbudza więc lęk
w całej okolicy, gdyż wiadomo odrazu, że pojawi się nowy bhuta, nie
mniej srogi i złośliwy niż był za życia na ziemi). Te duchy ludzie wy
obrażają sobie jako istoty małe11) a tęgie, czerwone, pokryte ozdobami,
z twarzami przejmującemi grozą, z zębami lwa, z warkoczami wokół
głowy; mieszkać mają — jak wiele innych duchów — w wielkich drze
wach, pustych domach, starych studniach, a przybierać często postać
7' Cf. ibd. § 131.
8) Cf. ibd. § 553.
9) Cf. — z drugiej strony — ibd. § 142
101 Cf. ibd. 680.
“) Cf. ibd. § 498.
35
zwierzęcia, np. wolu luli 'kozy12).13Kto się odważy spać pod ich drzewem,
ściąć zeń gałąź luib też potrącić ducha na drodze, ten zachoruje lub dozna
nieszczęścia. Pręta to duchy dzieci, zmarłych w wieku kilku lat lub
takich, co przyszły na świat ułomne albo potwurkowate (f) ; niedolę ta
kich dzieci przypisują nienależytemu dokonaniu pewnych ceremonij,
obowiązujących w tych 10 dniach, podczas których — wedle wierzeń
ludu — członki płodu kształtują się w łonie matki (stąd i duchy tych
dzieci mają postać niekształtną). Wreszcie ostatni rodzaj duchów
b h ü t a, t. j. p i ś ä č a, to duchy ludzi o ujemnych cechach ducho
wych: warjatów, nałogowych pijaków, gwałtowników, zdrajców.
Bhuty żywią się nieczystościami, .popijając jakąkolwiek wodą. Nie
mogą siedzieć na ziemi; dlatego przy poświęconych im kapliczkach
umieszcza się kołek, cegłę lub kij bambusowy. Mówią własnym językiem
czy raczej żargonem o artykulacji nosowej14). Za dnia są naogół bez
radne, wychodzą nocą; jednak i południe, kiedy sobie gotują strawę,
i wieczór są porami niebezpiecznemi, zwłaszcza dla kobiet bez opieki15)
(podobne wierzenia odnajdujemy w europejskim świecie klasycznym).
Wedle wierzeń, panujących w Gudżaracie, bhuty i pręty mogą wejść
w7 zmarłego lub nawet żywego i mówić jego ustami, na żywego zaś spro
wadzić chorobę; czasem są niewidzialne i mówią tylko szeptem, ale mogą
także przybrać postać, jaką posiadały za życia, albo postać zwierzęcą16) ;
mogą się wziąć za łeb z człowiekiem lub porwać go i zanieść na jakieś
niesamowite miejsce; mogą zapłodnić kobietę17). Pod drzewem, zamiesz
kanemu przez bhutę, układają stos kamieni, który każdy przechodzący
powiększa o jeden; jeśli niemia kamieni pod ręką, wiesza się na owem
drzewie łachmany.
Do najniebezpieczniejszych bhutów należą duchy ludzi zamordo
wanych, duchy ludzi, których pragnienia się na tym świecie nie spełniły,
i duchy cudzoziemców, którzy wzbudzali postrach.
Duchy zamordowanych uchodzą za mściwe Wśród wielu ludów 18).
Elmakaltai, matka siedmiu synów, pochowana jako ofiara pod můrami
fortu Kolhapur (w prezydencji bombajskiej), sprawia, że zapasy poży
wienia się zmniejszają, z mleka nie można wyrobić masła, a bydło cho
ruje. W indjach północnych do bóstw lokalnych, otaczanych ogólną
czcią, należą duchy osób, zwłaszcza braminów, które zginęły śmiercią
tragiczną, dalej bandytów18) i ludzi zabitych przez tygrysa czy inne
dzikie zwierzę. Szczególnie potężny i złośliwy ma być duch zamordowa
nego bramina czyli t. zw. brahmaräkszasa lub brahmadait j a (vulgo b r a h m) ; ten rodzaj duchów, przedstawiany czasem pod
postacią kadłuba (bez głowy) i z oczyma na piersiach1B), mieszka
w wielkich drzewach, rosnących nad rzeką, lub na pustkowiu, a prze
12) Cf. ibd. 562 (& uw. 1).
13j Cf. ibd. § 551.
14) Cf. ibd. 646 (§ 527).
lr') Cf. ibd. § 523.
16j Cf. ibd. 562, 628.
1T) Cf ibd. § 523.
18 ) Cf ibd. 680.
ie) Cf. poniekąd ibd. 616 (oko na plecach).
3*
36
chodzących tamtędy wita kamieniami20) i wodzi ich po bezdrożach
w ciemności nocnej. Biada nieszczęsnemu, który się narazi takiemu du
chowi bramina — np. ścięciem drzewa, stanowiącego jego mieszkanie —
albo też winien jest (nie daj Boże!) choćby w znikomej części śmierci
owego bramina: uratować go może tylko obranie owego ducha na
bóstwo rodzinne i regularne oddawanie mu czc' Na Dekanie duch za
mordowanego żonatego bramina, zw. brähmasamandh, straszy
w pustych domach, na miejscach palenia zwłok, brzegach rzek, lecz
rzadko napada ludzi; jeśli jednak już na kogo zagnie parol, niełatwo się
go pozbyć. Wiara w niesamowitą potęgę tych duchów braminów jest
tak rozpowszechniona i silna, że niejednokrotnie podobno bramini po
pełniali samobójstwo w nadziei, iż będą mogli wyrządzać niemałe szkody
swym wrogom. Bardzo uprzykrzone mogą się stać duchy ludzi ściętych:
niełatwo sobie z niemi poradzić, gdyż nie mają uszu i nie mogą słyszeć
zaklęć, jakiemi się je raczy. Naszczęście — jak już wiemy — zaklęcia
nie są jedynym sposobem walki z duchami; bronią przed niemi także
amulety, a pozatem można je udobruchać ofiarowaniem kwiatów, orze
chów, betelu, ryżu i t. p. oraz urządzaniem osobnych świąt ku ich czci.
Duchy osób zamordowanych przez tygrysa straszą w postaci tygrysa
z twarzą ludzką czyli jako „tygryso-łaki“ (czy — jakby wolał powie
dzieć Brückner lub Moszyński21) — „tygrysołki“) ; w Ind jach bowiem
wilkołak występuje w takiej właśnie postaci — podobnie jak i w innych
krajach wilka w tym wypadku zastępuje zwierz krajowy szczególnie
groźny.
Osoby, które odeszły stąd z niezaspokojonemi pragnieniami, rekru
tują się przedewszystkiem spośród nieszczęśliwych wdów 22) i nieszczę
śliwych wdowców 22) oraz kobiet bezdzietnych 22), a nadto nieszczęśli
wych dzieci22) i kobiet niezamężnych2S).
Z duchów kobiet największym strachem przejmuje t. zw. c z u r e 1
(lub c z u d e 1) t. j. duch kobiety, zmarłej wczasie ciąży, w dniu porodu
lub w okresie nieczystości rytualnej, wywołanej połogiem. W Pendżabie
wyobrażają sobie takiego ducha pod postacią ładnej kobiety ze stopami
zwróconemi ku tyłowi24) ; groźna jest ona zwłaszcza dla członków swej
własnej rodziny. Gdzieindziej c z u r e 1 ma nietylko stopy wykręcone,
ale i garb, oraz okazałą dziurę w brzuchu. Na Dekanie duch kobiety,
której małżeństwo nie przyniosło szczęścia, t. zw. d ż a k h i n (ze staroindoar. j a k š i n i, fern, do j a k š a), nawiedza kuchnię, nie daje spo
koju swej następczyni (t. j. drugiej żonie), zabiera dzieci własne od ma
cochy lub kradnie małe dzieci, lecz zwraca je po jakimś czasie. Wogóle
ducti męża czy żony, ale zwłaszcza żony, jest bardzo niebezpieczny dla
swych następców czy następczyń; to też tłumaczy poczęści, dlaczego
kasty wyższe sprzeciwiają się powtórnemu zamążpójsciu wdów, oraz
pozwala zrozumieć zwyczaj dokonywania powtórnej ceremonji ślubnej
w nocy (ma to utrudnić zauważenie jej przez mściwego ducha). W Ba20) Cf. ibd. § 514.
21) Cf. ibd. § 444 seq.
22j Cf.ibd. 680.
23) Cf. item „Rusini“ 131 („luzony“).
24) Cf. ibd. § 509.
37
rodzie talizmanem drugiej żony, mającym ją uchronić przed napaściami
ze strony zmarłej poprzedniczki, jest pewna ozdoba (śokjapaglu),
przedstawiająca ślad stopy owej poprzedniczki. W Madrasie kobieta,
zmarła przedwcześnie, zwłaszcza śmiercią samobójczą lub wskutek wy
padku, zamienia się w djablicę, zwaną eufemistycznie mohani „cza
rująca“, i w tej postaci żyje dalej, dopóki nie osiągnie przeciętnego wieku.
Duch kobiety zmarłej podczas ciąży lub porodu, t. zw. ha dal (lub
h e d a 1 i), wygląda okazale sprzodu, lecz niczem szkielet styłu 2G) ;
mieszka w studniach, drzewach, ciemnych kątach domu, niepokoi ko
biety, a z mężczyznami żyje czasem, przybrawszy piękną postać, — aż
do chwili zdemaskowania. Trupy kobiet zmarłych w czasie ciąży lub
podczas porodu palą często, aby uniemożliwić czarownikom wykopanie
ich i używanie niewydanego na świat płodu lub kości matki do celów
czarnej magji; albo też naprzód rozcinają kobiecie wnętrzności i wyj
mują płód, a potem pałą oba ciała po dwu stronach rzeki, ponieważ
matka może szkodzić tylko, jeżeli jest połączona z dzieckiem, a duchy
przez wodę przejść nie zdołają.
Wedle wierzeń mieszkańców Himalajów duchy dzieci, które nie za
znały szczęścia, t. zw. t o 1 ä liib —— jeśli straszą na cmentarzu —
màsan, skazane na trzymanie się zdała od innych duchów, zamiesz
kują miejsca dzikie i opuszczone; przybierają czasem postać niedźwiedzia
lub innych zwierząt, czasem zaś błędnych ogników26). Naogół są nie
szkodliwe — choć duchy dzieci, które zmarły jeszcze niezaślubione, lubią
prześladować młodsze rodzeństwo i trzeba je przebłagać ofiarami lub
unieszkodliwić spomocą czarów — a ten ich stan jest tylko czasowy,
gdyż prędzej czy później ustępuje innemu.
Pokrewną grupę stanowią duchy osób, które zmarły nie zawarłszy
związku małżeńskiego. W Indjach południowych duchom takim, zwa
nym wirika (od sanskryckiego w ira „bohaterski; wybitny“), od
dają cześć w specjalnie dla nich zbudowanych świątyńkach; składają
przytem w ofierze ryż, szaty i t. p. Jeśli zaniedbać tego, ukażą się one
we śnie, grożąc zemstą, a żartować z niemi nie można, gdyż nietylko
straszą marami i widziadłami sennemi, ale zsyłają zarazę na ludzi i owce.
Na Dekanie duch młodzieńca, który zmarł nieożeniony, nie pozostawiając
krewnych, czyli t. zw. dżhoting, zamieszkuje drzewa, ruiny, miejsce
grzebania zwłok, i płata bardzo niemiłe figle: zabiera pieniądze listono
szowi, gdy tylko odłoży torbę, lub wabi podróżnego nad staw, by go
utopić. Taki zmarły może się nawet doczekać ubóstwienia. Dowodem
tego kult t. zw. dulhadeo czyli „oblubieńca-boga“ (t. j. ubóstwio
nego oblubieńca), który powstał, zdaje się, w Prowincjach Centralnych:
pewien oblubieniec, jadąc do oblubien.cy, zginął pod pazurami tygrysa
i odtąd przy ceremonji ślubnej składają w ofierze jego duchowi minia
turowe ubranie, trzewiki i wieniec ślubny oraz huśtaweczkę dziecinną.
Wreszcie postrachem dla żywych są duchy cudzoziemców, którzy
wryli się im głęboko w pamięć walecznością, okrucieństwem lub innemi
wybitńemi cechami. Ducha kpt. Pole‘a, zabitego w Trawankorze
w e. 1809, starają się dobrze usposobić ofiarowaniem wódki i cygar.25
25 ) Cf. ibd. § 504.
2e) Cf. Polacy“ 208 seq.
38
Podobnie grób pewnego oficera angielskiego w dystrykcie Aligarh i grób
innego oficera w Rawalpindi (jedno i drugie na płn. zachodzie) są przed
miotem czci dla Hindusów. Tego rodzaju wypadki zjednywania sobie
duchów europejczyków (i europejek) nie należą do rzadkości w różnych
częściach Indyj. Czasem takie duchy uchodzą za dobroczynne, np. duch
gen. Raymonda, zmarłego w Hajderabadzie w r. 1798, lub płk. Wallace‘a,
zmarłego na Dekanie w r. 1809; w dwu okolicach Prowincyj Central
nych zaś lud oddaje cześć grobom dam angielskich, składając ofiarę
z orzechów kokosowych w nadziei podniesienia urodzajności swych pól.
W mieście Saharanpur (na płn. zachodzie) muzułmanin Allah
Bachsz, który zeszedł ze świata w stanie nieczystości, stał się niebezpiecz
nym1 demonem; cześć mu oddają członkowie niższych kast. Takie
duchy, zwane (z arabskiego) nadżis „nieczysty“ lub eufemistycznie
m a m d ü h „chwalony, sławiony“, noszą szaty mahometańskie, w rę
kach trzymają gałęzie, a włosy mają zjeżone. Groźnym duchem stać się
może nawet święty (p ï r) muzułmański, mian. dla ludzi, którzy nie
opatrznie siądą na jego grobie, spluną nań lub w inny sposób ściągną
na siebie gniew świętego. Wogóle ze świętymi — czy indyjskimi czy
mahometańskimi — lepiej nie zadzierać. Nawiasem mówiąc, i muzuł
manie indyjscy wierzą w złośliwość duchów osób, które za życia były
niedobre. Duch słynnego z okrucieństwa cesarza Mohammeda bin Togłuka, który panował w Delhi w połowie w. XIV, chodziłby po ziemi
i straszył i szkodził do tej pory, gdyby jego pobożny następca, Firozszach, nie był wynagrodził wszystkim pokrzywdzonym przez niebosz
czyka poniesionych szkód, a otrzymanych od nich pokwitowań nie zło
żył w szkatułce obdk trumny okrutnika, aby mógł się niemi wykazać
w dniu sądu ostatecznego.
Duch zmarłego niezawsze straszy czy szkodzi. Nie będzie niepokoił
ni napastował żyjących, jeśli tylko dostanie się do przybytku „ojców“
czyli przodków, odpowiadającego mniej więcej naszemu niebu. By się
jednak tam dostał (po przejściu koniecznych etapów), rodzina jego musi
dokonać przepisanych ceremonij pogrzebowych w należyty sposób;
w przeciwnym razie duch się błąka, straszy i szkodzi — i trzeba wzno
sić kopce, na .których się składa drobne dary, mleko i wcdę z Gangesu
dla przebłagania ducha. Duch rodzinny, wobec którego dopełniono
owych obowiązków i o którego potrzebach pośmiertnych rodzina pa
mięta, jest więc zreguły ddbrotliwy, życzliwy. Złośliwy jest zazwyczaj
tylko duch obcy. Na Dekanie rozróżniają przyjazne duchy „domowe“,
zlewające się naogół z bóstwem rodzinnem, i złe duchy „zewnętrzne“,,
przebywające na każdem polu, których jednak się niezbyt obawiają,
gdyż poskramiają je potężniejsze od nich duchy czy raczej bóstwa opie
kuńcze (ob. niżej). Duch zmarłego (a z nim i pozostali przy życiu) osiąga
spokój niejako automatycznie po upływie pewnego czasu, zazwyczaj po
wygaśnięciu o nim pamięci wśród ludzi. Na Dekanie życie i działalność
bhuty obejmuje okres czterech pokoleń, lecz w nawiedzanych przezeń
miejscach straszy tylko przez dwa pokolenia. Pamięć o zmarłym trwa
też zazwyczaj — chyba że zajdą jakieś szczególne okoliczności — niedłużej niż dwa pokolenia, a w Birmie górnej uważają nawet, że wystarczy
oddawać cześć tylko duchom ojca i matki.
39
Jeżeli nie dopełniono ceremonij pogrzebowych spowodu braku
zwłok — np. wrazie zgonu na obczyźnie lub też wskutek niemożności
odnalezienia ciała — i duch straszy czy nawet szkodzi, krewni dokonują
ceremonij in effigie. U prawowiernych Hindusów wygląda to nieraz tak:
nad gałęźmi świętego drzewa Butea Frondosa, przedstawiająeemi
zwłoki — przyczsem głowę symbolizuje orzech kokosowy, oczy perły lub
w braku ich .muszelki kau ri, ciało zaś utarte na papkę owoce strącz
kowe, a naskórek skóra zwierzęca —- kapłan wypowiada formułki ma
giczne, mantra, mające tchnąć życie w ten symbol; skoro umiesz
czona obok takich „zwłok“ lampa, symbolizująca życie, zgaśnie, odpra
wia się zwykłe ceremonje pogrzebowe. U assamiskiego szczepu Garo wy
starcza w takich wypadkach kupić pewną ilość muszelek kauri i zło
żyć je w garnku — niby jako kości zmarłego.
Ale nie można być zanadto pewnym czy nawet duch osoby, którą
się pochowa lub spali naprawdę, nie- zechce przypadkiem powrócić do
domu. Zapobiec temu mają też rozmaite środki bezpieczeństwa. Na po
łudniu Indyj, wśród szczepów madraskich, panuje obyczaj, że do cho
wanego nieboszczyka przyjaciele wystosowują dość długą przemowę, za
czynającą się słowami: „Żyłeś z nami — teraz nas opuściłeś. Nie niepo
kój ludzi!...“*, a kończącą wezwaniem przodków: „O przodkowie, bądźcie
świadkami!“. U szczepów birmijskich zaś w chwili wynoszenia zwłok
z domu osoba w pierwszym rzędzie dotknięta żałobą wylewa na nie wodę,
mówiąc: „Jak rzeka rozdziela kraje, tak woda teraz wylana niech roz
dzieli nas!“. Inni, nie dowierzając może wezwaniu czy zaklęciu, używają
podstępu, aby duch nie mógł odnaleźć drogi do domu27).28Wynoszą więc
np. ciało w ten sposób, że głowa się znajduje styłu, a nogi sprzodu, albo
wynoszą je małem bocznem wejściem, którego zwykle nie używano, albo
nawet przez specjalnie wybity w ścianie otwór. To znów każe się nio
sącym zwłoki zamienić się w drodze do grobu i obrócić je w kierunku
przeciwnym. Żałobnicy zaś, opuszczając miejsce wiecznego spoczynku,
nie powinni się oglądać, aby im się złe nie udzieliło przez wzrok. Również
zgolenie włosów jest nienajgorszym środkiem2T) ochronnym, gdyż
zmienia wygląd żałobnika tak, że może zwieść ducha (według innych
wierzeń coprawda środek ten jest skuteczny dlatego, że odbiera duchowi
możność ukrycia się we włosach żałobnika). Wyprowadzić ducha w pole
ma także przybranie przez żałobników imienia zmarłego dziadka, gdyż
imię — jak wiadomo — jest identyczne z osobą (ze zmianą imienia zatem
zmienia się i osoba) ; naodwrót imiona zmarłych stają się tabu na prze
ciąg jednego pokolenia, co ma zapobiec przywołaniu ich duchów 2Ś).
Wymyślono środki obronne czy ochronne jeszcze innego rodzaju.
Pewne szczepy wiążą razem wielkie palce rąk 32) i nóg nieboszczyka, aby
uniemożliwić duchowi chodzenie, albo zawiązują ciało w worku baweł
nianym. Gdzieindziej rzucają kamyki na stos, aby odstraszyć ducha, albo
wznoszą poprostu barykadę z ciernistych 29) * krzaków pomiędzy grobem
a domem. Kasty niższe znów często chowają nieboszczyka głową nadół
27) Cf. Moszyński II § 212.
28j Cf. ibd. § 131 (nazywanie jakiegokolwiek zjawiska po imieniu może wy
wołać jego zjawienie się).
2ij Cf. ibd. 307 (& § 156).
40
i przywalają grób cierniami29) i kamieniami, aby duch nie mógł się wy
dostać stamtąd.
Przed duchami szczególnie groźnemi trzeba się naturalnie bronić
szczególnie troskliwie — w myśl zasady „Aux grands maux les grands
remèdes'“. Zatem zwłoki t. zw. czurel (ob. w.) rozcina się i wyjmuje
płód, albo straszy się ją ogniem30), ziemią i wodą31), albo też wbija się
jej w palce specjalnie sporządzone niewielkie gwoździe32) o okrągłej
główce, a kciuki skuwa żelaznemi pierścieniami33). U szczepu Oraonów
w Prowincjach Centralnych wynoszą taką nieboszczkę daleko, łamią jej
nogi powyżej kostek 32), wykręcają stopy piętą ku przodowi i wbijają
w nie długie ciernie32), potem grzebią zwłoki głęboko twarzą nadół33),
a obok składają kości osła. wypowiadając przekleństwo: „Jeśli wrócisz
do domu, obyś się zamieniła w osła!“ — dla wszelkiej pewności zaś
w drodze powrotnej sypią jeszcze nasiona gorczycy ze słowami: „Gdy
będziesz próbowała wrócić do domu, wyzbieraj je wszystkie!“34). Z takich
środków zaradczych wypracowano pod kierunkiem braminów osobny
rytuał pogrzebowy dla kobiet, które zemrą podczas perjodu, po szóstym
miesiącu ciąży lub wciągu 10 dni po porodzie 35).
Dolę osób, które opuściły ten świat przed zawarciem związku mał
żeńskiego, starają się w niektórych Okolicach Indyj — jak w okręgu
madraskim i u niektórych szczepów birmijskich — złagodzić odprawie
niem oeremonji ślubnej bodaj po ich śmierci. I tak u Todów wybierają
dziewczynę dla zmarłego chłopca, jej ojciec nakrywa jej głowę płaszczem,
a ona wkłada strawę do kieszeni płaszcza zmarłego. Inne szczepy łączą
ślubem zmarłego kawalera nie z dziewczyną, lecz z drzewem arka
(Calotropis Gigantea). U bramińskiego szczepu malabarskiego Nambutiri
zmarłą pannę przystraja się w naszyjnik ślubny.
Obroną i ucieczką przed demonami mogą być też — szczególnie na
południu Indyj — lokalne bóstwa \yiej;skie czyli grämadewatä,
albo też sami wodzowie armji złych duchów 36), jeśli się człowiekowi
uda ich sobie zjednać tak, by ukrócili wybryki swych wojaków Grä
madewatä to naogół duchy nie-ludzkie, choć niekiedy przyjmują
w swe szeregi i duchy ludzkie. Identyfikują je często z matką-ziemią albo
też z armją „matek“ (m Sta), których kult kwitnie na zachodzie Indyj
(ob. w.). Taką grämadewatä, czczoną przez niższe kasty na
Dekanie, jest np. Czandki, żyjąca na żuławach i napastująca dzieci; by
sie wkupić w jej łaski, sporządzają jej podobiznę z gliny, wziętej z brze
gów rzeki, i składają przed tą podobizną ofiary, a wkońcu rzucają ją
do wody. Inne taicie bóstwa lubią obierać sobie za mieszkanie kamienie
pod drzewami świętemi lub wcielać się w kamienie graniczne. Zazwyczaj
grämadewa tä opiekuje się jedną wsią czy też jakiemś ściśle ogra
niczonem terytorjum, czasem jednak zasięg jej działania staje się większy,
3D) Cf ibd. § 244.
sl) Cf.ibd. 278.
32) Cf. ibd 663 seq.
ss) Cf. item § 252.
S4) Cf.ibd. 331 uw. 3.
35) Cf. ,,40 dni, licząc od datyurodzin“
(ibd. 316).
"r>) Cf.ibd. 632 (niektóre demonyochraniają lud przed chorobami).
41
a kult jej zatacza też coraz szersze kręgi i może nawet dojść do uznania
takiego bóstwa pierwotnie lokalnego za bóstwo wyższego rzędu lub za
jedną z postaci np. boga Wisznu.
Z wodzów wojsk demonów najważniejszy jest żyjący na południu
Ajjanar. „czcigodny ojciec“. Siedząc na koniu lub słoniu, objeżdlża kraj
z mieczem w ręku, by przepędzić złe duchy; ktokolwiek spotka jego
i jego hufiec, ginie namiejseu. Na uwagę zasługuje nadto demon opie
kuńczy wetäla, który występuje często i jako upiór czy djabeł, sie
dzący .w trupie. Ma on postać ludzką, lecz z rękami i nogami zwróconemi
wstecz, oczyma czerwonawozielonemi37 ), a włosami zjeżonemi; w pra
wej ręce trzyma laskę czy kij, w lewej muszlę; podczas patrolowania
ubrany jest na zielono (zatem niemal jak leśniczy), a siedzi w lektyce
lub na koniu, jadąc na czele swego orszaku, który trzyma zapalone po
chodnie i pokrzykuje. W roli opiekuna wiosek zamieszkuje nieraz duży
kamień, pomalowany na czerwono, którego wierzchołek wyrzeźbiono
w kształcie głowy ludzkiej, lecz zazwyczaj przebywa wraz ze swą świtą,
zajmując starożytniejsze pomieszczenie: świtę jego goszczą przedhisto
ryczne slupy kamienne, tworzące koło, a jego samego kamień, znajdu
jący się w środku tego koła. W Indjach północnych, gdzie wiara w de
mony jest nieco słabsza, dla obrony przed niemi instaluje się lokalne
bóstwa wiejskie, zwłaszcza znaną z Ramajany i ogromnie popularną
boską małpę Hanumanta. W Himalajach demony pod wodzą Bholanätha
jeżdżą na koniach lub w lektykach, lecz podróżują i piechotą.
Osobny rozdziałek wypada poświęcić opętaniu przez demony. Jak
zauważył już Tylor, wiara w opętanie jest ogromnie wygodna i owocna
dla filozofującego dzikusa i barbarzyńcy: z jednej strony wyjaśnia zja
wiska chorobliwego podniecenia i obłędu ss) (zwłaszcza połączonego z nie
normalną mową), przyczem wyjaśnienie to bardzo elastycznie da się
rozciągnąć na wszystkie niemal choroby, z drugiej zaś strony pozwala
dzikiemu pozbyć się szkodliwego ducha przez umieszczenie go w jakiemś
obcem ciele 39) albo ulokować ducha użytecznego w ciele zwierzęcia czy
w kamieniu czy w innym przedmiocie. Ilustracji obu tych możliwości
dostarczają i wierzenia indyjskie.
Różne nienormalne stany umysłowe i nerwowe uchodzą w Indjach
za skutki opętania38). Wiedzą tam też, że są podłoża, na których demon
szczególnie łatwo może się zagnieździć. Do osobników szczególnie po
datnych pod tym względem zaliczają np. impotentów, rozpustników,
świeżo owdowiałych, synów i braci nierządnic, nygusówi ludzi wiecznie
rozmyślających nad rzeczami niedającemi się zgłębić40), żarłoków i gło
domorów. Spośród płci drugiej zaś zaliczają tu m. i. dziewczęta i młode
kobiety, które dopieroco dojrzały, młode wdowy, nyguski, nierządnice,
dalej przemy śliwające wiecznie nad rzeczami niedającemi się zgłębić (tę
pozycję dodano chyba głównie dla paralelizmu?), żarłoczne lub jedzące
nieregularnie i wszystkie chorowite. Kobiety wogóle jednak narażone są
na to niebezpieczeństwo podczas słabości miesięcznej, w stanie brzemien37) Cf. ibd. 614 seq. (oczy zielone i czerwone).
3S) Cf. § 141 & p. 632 (§ 515).
39) Cf. e. g. ibd. 192 (§ 141)
40) Cf. poniekąd „forsowne rozmyślanie o czemś gnębiącem“ (ibd. § 141).
42
nym i podczas połogu 41) ; mężczyźni zaś, kobiety i dzieci — gdy wystro
jeni udają się do parków (mądrej głowie...) łub wpobliże studni. Męż
czyźni rozumni a wykształceni oraz kobiety mądre a zdrowe są bezpiecz
niejsze przed demonami niż inni i inne.
Ludźmi nienormalnymi umysłowo czy nerwowo, zwłaszcza kobie
tami. trzeba się zaopiekować. W Pendżabie np. kobieta po porodzie, na
rażona szczególnie na napaści duchów, winna nosić żelazny pierścień 42),
sporządzony o ile możności ze starej podkowy końskiej, i utrzymywać
płonący ogień. Podobnie składają ofiary demonom przy ceremonjach,
odprawianych z okazji dojścia dziewcząt do wieku dojrzałego, a także
w rozmaitych innych przełomowych chwilach życia ludzkiego43): pod
czas wesela lub żałoby pogrzebowej (nadto oblubieniec i oblubienica,
żałobnicy i niosący ciało bronią się amuletami).
Z opętańca djabła wypędzają prośbą lub groźbą. Niekiedy starają
się demona udobruchać i wywabić ofiarowaniem jedzenia. W Himala
jach np. potrząsają strawą wokół głowy opętańca i porzucają tę strawę
nocą na drodze; kto się złakomi i jej dotknie, ściągnie sobie na kark
i demona. W Koczinie (Cochin), na wybrzeżu płd.-zachodniem, jeśli
brzemiennej kobiecie śni się, że psy, koty44) lub dzikie zwierzęta na nią
napadają, oznacza to — wedle wierzeń tamtejszych, odbiegających przy
puszczalnie dość znacznie od wykładu sennika egipskiego — iż opętał ją
demon. Wzywają zatem egzorcystę, a ten maluje na ziemi szkaradną
figurę, mającą przedstawiać owego demona, śpiewa, bije w bęben45) *,
mruczy zaklęcia, pali kadzidło4e) i wymachuje wokoło głowy opętanej
strawą, przeznaczoną na ofiarę dla demona; po otrzymaniu jej ów demon
się wynosi. Często jednak — zwłaszcza w wypadkach ataków histerycz
nych — demonowi dobierają się dotkliwiej do skóry, coprawda poprzez
skórę pacjenta (tak, że od biedy ów demon mógłby sobie pomyśleć:
„Ja za tobą jak za murem“) : biją 47) dopóty, dopóki demon — ustami
swej ofiary, o której wyjątkowo niesposób twierdzić, że jest „tertius
gaudens“ — nie obieca, że się wyniesie. Na Dekanie egzorcysta, pragnąc
wypłoszyć demona z opętańca, stawia daną osobę przed bożkiem, uj
muje ją za czub głowy i biczuje a wymyśla tak długo, aż bhuta oświad
czy, jaką ofiarą się zadowoli. O podobnym stanie rzeczy u szczepu
Szanarów (Shanara) w okręgu Tiniweli (Tinnevelly) na południu Indyj
w drugiej połowie ub. w. donosi zasłużony misjonarz, biskup anglikański
Caldwell: „Jeśliby djabeł okazał się uparty i wzdragał się pójść sobie,
choćby niewiedzieć jak mądrze czarowali, można zazwyczaj przyspieszyć
jego rejteradę energicznem obrabianiem pleców osoby opętanej pantoflem
lub szczotką, przyczem operator stara się jednocześnie posługiwać najgminniejszemi wyrażeniami, na jakie go stać“. Trzeba jednak zaznaczyć,
że taka końska kuracja nieraz poważnie nadszarpywała zdrowie pacjentów,
41) Cf. ibd. 275, 302 (§ 237), 316 (§ 249).
42) Cf. ibd. § 252.
43 ) Cf. ibd. 306 (§ 240).
44 ) Cf. ibd. 562 (psy, koty etc. jako wcielenia złego ducha).
45) Cf. ibd. § 209.
4e) Cf. ibd. § 152 (& § 247).
47j Cf.- ibd. 204.
43
a nawet kończyła się śmiercią. Na Car Nicobar, najbardziej na północ
wysuniętej wyspie Nikobarów, dokonywano zorganizowanych morderstw
mężczyzn, kobiet i dzieci — pro publico bono, gdyż nieszczęsne ofiary
uważano za niebezpieczne lub szkodliwe dla społeczności, jako opętane
przez demony, czego dowodzić miała ich skłonność do czamoksięstwa,
podpalania, mordowania, kradzieży, nieudawanie się leczenia; ofiarom
łamano kości i duszono je, a trupy wrzucano do morza. Przypomina to
zupełnie europejskie gładzenie czarownic.
Najsilniejszym łękiem jednak przejmują demony, wywołujące cho
roby, zwłaszcza epidamją — cholerę, mór, ospę — oraz choroby nie
przewidziane lub takie, które świadczą o opętaniu (np. ataki, febrę,
reumatyzm, kolkę48) i t. p.). Takich demonów pozbywają się często
drogą przeniesienia4") (prawie jak urzędników), zmuszając je do nawie
dzenia innej wsi lub usunięcia się na jakieś odległe miejsce. Gdy w Pendżabie odkryją ducha febry, zaklinacz udaje się nocą na cmentarz, przy
nosi trochę ziemi i kładzie ją koło chorego1, a nazajutrz zawiesza na
akacji sznur, na którym winien się duch powiesić (przypomina to trochę
sułtana i wielkiego wezyra) ; albo też wiją sznur o 7 niciach od stóp do
głów chorego i okręcają go (sznur) wokół drzewa w nadziei ubłagania
ducha drzewa, który '.może wygnać ducha febry. Gdy w Birmie górnej
zachorują dzieci, umieszcza się jajo, garść włosów dziecka i trochę łakoci
na łódeczce i puszcza na rzekę, by uniosła ducha (późniejsze jest wie
rzenie, że to ofiara dla ducha wodnego). W powszechnem użyciu jest
metoda pozbywania się choroby drogą eksportowania jej poza granice
zarażonego nią obszaru na zwierzęciu (por. kozła ofiarnego u żydów).
W prowincji środkowoindyjskiej Rerar wypędzają ducha cholery w ten
sposób, że zaprzęgają pług i wiodą go wokoło wsi50), aby utworzyć
święte koło 51), jakiego duchy obce i wrogie nie mogą przekroczyć; skła
dają też w ofierze kurę i kozę i zakopują je do ziemi, a obok umocowują
grządziel i jarzmo pługa, nasmarowane minją, i oddają im cześć; potem
ciągną wóz z podobizną bogini chorób Märi od jej kapliczki do granicy
wioski, gdzie oddają cześć podobiźnie, a wkońcu ofiarowują młodego
bawołu i zakopują.
Nadto wytworzył się niemal system egzorcyzmowania, dokonywa
nego przez osobnego egzorcystę, w całym prawie kraju, a zwłaszcza na
południu. Takiego egzorcystę nazywają rozmaicie zależnie od okolicy,
np. bhagat („czcigodny“), sjänä („mądry“)52), odżha („nauczy
ciel, mistrz“) na północy, a dżanta („znawca“) na Dekanie, lecz
zawsze odróżniają go od zaklinacza, zwanego mantri: mantri
uczy się, jak przykazano, formułek zaklęć, mantra, od nauczyciela,
guru, ów egzorcysta zaś nie przechodzi żadnego kursu, tylko otrzymuje
swą moc od ducha, który wstępuje w niego, gdy wprawi się w odpo
wiedni stan ekstazy. W ekstazę wprawia się przy rozmaitych okolicz
nościach i dla różnych celów, szczególnie jednak dla wypędzenia takiego
48) Cf. poniekąd 190 (§ 140).
49j Cf. „Polacy“ 214, „Rusini“ 135; Moszyński II 206 (§ 153).
B0) Cf. Moszyński II 319 (§ 251).
51) Cf. ibd. 200, § 253.
5Sj Cf. ibd. 345 („mudry muž“, „mądry“).
44
czy innego ducha choroby. Ekstazie towarzyszą wstrętne konwulsjeBS),
drganie muskułów, kiwanie się głowy i szaleńczy taniec, a kończy się to
wszystko zazwyczaj zupełną albo częściową utratą czucia 5S).
Poza tem wypędzaniem ducha przez osobnego egzorcystę prakty
kuje teię u wielu szczepów indyjskich — podobnie jak u innych dzi
kich — także perjodyczne wypędzanie demonów, zazwyczaj z końcem
pory żniw, ale także przy okazji różnych świąt i uroczystości. Pewien
szczep w Birmie górnej, Karenni, wyciąga w okresie żniw z ogniska do
mowego kawałek tlącego drewna, umieszcza go na kiju bambusowym
i wynosi uroczyście poza wieś, wierząc, że to odpędzi febrę i inne cho
roby od domu r'4). Nawet wyższe kasty nie omieszkują często przepędzać
złych duchów, gdy się ma odbyć ślub. Po wsiach i u szczepów niecywili-.
zcwanych takie ceremonje przybierają często postać walki dwu partyj,
przedstawiających duchy dobre i duchy złe, przyczem naturalnie dba
się o zapewnienie zwycięstwa partji pierwszej.
Jak Twardowski zaprzągł djabła do swej służby, tak i nad demonem
indyjskim czarnoksiężnik może zdobyć władzę, i to za cenę dużo mniejszą;
wtedy zaś ów demon będzie chronił swego pana albo na jego żądanie
wyrządzał krzywdy i szkody, a pan może go nawet — podobnie jak
to się działo i u nas w średniowieczu (por. zresztą i słynnego ,,Le Diable
boiteux“ Lesage‘a) — spomocą zaklęć, mantra, zmusić, by wszedł
do jakiegoś naczynia czy innego schowku55), i — wystawić na sprze
daż r,e). Idzie tylko o to, by naprawdę samemu djabła opętać. A tego
dokonuje się rozmaicie. U pewnego szczepu południowoindyjskiego
w okolicach Madrasu taki kandydat na pogromcę djabła musi się kąpać
rano przez 41 dni i sam sobie gotować jedzenie, z żony nie korzystać
nawet w innych celach — i w ogóle unikać wszelkiego zanieczyszczenia;
co nocy zaś o 10 godzinie ma się wykąpać w stawie lub rzece, a stojąc
nago po pas w wodzie, modlić się do bóstwa, które pragnie sobie zjednać,
takiemi słowy: „Ofiaruję ci swe modły, abyś mię pobłogosławił (a) tem,
czego pragnę“. Modlitwa wydaje się niedługa, ale też zato trzeba ją
powtórzyć w całym owym okresie czasu 101,1001 i 100,001 razy (liczba
z zerem — jako „pustką“ — na końcu jest feralna). Kto, nie zważając na
wszelkie przeszkody — także i na straszenie go przez demony — dotrwa
do końca, tego prośbę bóstwo spełni. Niektóre szczepy majsurskie wierzą,
że ducha osoby umierającej kradnie cudzy demon; ratuje go więc spad
kobierca, składając w ofierze świnię, kurę czy inny dar owemu demonowi,
zidentyfikowanemu przez astrologa rzucaniem muszelek k a u r i lub
ryżu, a potem zamyka ducha szybko do garnka, gdzie go stale karmi5<î)
i poi, aby nie wychodził stamtąd i nie wyrządzał szkody. W Trawankorze
taki duszek, którego się karmi, strzeże mienia swego chlebodawcy, a pan
jego ma nieograniczoną wprost moc wyrządzania zła; tylko musi jej
używać należycie, bo w przeciwnym razie sam padnie ofiarą i umrze
bezpotomnie wśród strasznych cierpień cielesnych i duchowych. Nieraz
wierzą, że siła demona spoczywa w jego włosach (por. Samsona i t. d.) ;* 56
r’3) Cf. ibd. 351 (§ 277), 357.
r-4) Cf. ibd. § 152,
56) Cf. ibd. 334.
5(;) Cf. „Ru.sini ‘ 128.
45
wystarczy więc, byś uciął czub bhucie, a uczynisz go niewolnikiem do
końca swego życia. O Siddharadży, wielkim królu z zachodniej dynastji
Czalukjów, opowiadają, że bohaterskich swych czynów dokonywał spomocą demona, którego ujarzmił, jeżdżąc na trupie po cmentarzu. Po
dobne gadki krążyły i o legendarnym niemal królu Wikramäditji.
Hinduizm wchłonął bardzo wiele z, demonologicznych wierzeń tu
bylczych. Zmieszanie nowych elementów z religją dawną uderza przedewszystkiem na południu kraju, gdzie braminizm pojawił się stosun
kowo późno i musiał się godzić z lokalnemi wierzeniami drawidyjskiemi; zwłaszcza w okręgach tamilskich zorganizowano demonologję
wprost pod kierunkiem braminów. Kompromisowe zlewanie się olbu
kompleksów wierzeń, połączone z ustępstwami obustronnemi (więc np.
tubylcy też krwawe swe ofiary ograniczali coraz więcej) doprowadzało
zazwyczaj do tego, że bogowie prawowierni przyjmowali krajowych de
monów na swych trabantów. Z biegiem czasu zresztą zasięg demonolatrj' naskutek wysiłków bramińskich kurczył się znacznie. Redukcję
dawnej ilości demonów, sięgającej niejednokrotnie niemal cyfr astrono
micznych, przypisują saimi Hindusi m. i. kolejom — nie żeby owe de
mony ginęły pod kołami pociągów, tylko o tyle, że ułatwione odwie
dzanie świętych miejsc pielgrzymek dla dokonania cerefiionij religijnych
umożliwia w wielkiej mierze udobruchanie mściwych duchów zmarłych.
Pozatem rząd angielski — jak wierzą Hindusi — pozwalając na zabi
janie świętej krowy, przepędził i złośliwe duchy braminów (brahmaräksasa), nie mogące znieść takiego widoku — podobnie jak zalał
sadła za skórę i demonom mahometańskim, nie będącym w stanie przy
glądać się spożywaniu wieprzowiny. Koniec końców przy życiu pozostały
na szerokiej przestrzeni kraju głównie duchy niższego rzędu, a i ich
wpływy znacznie zmalały. Europejczyka boją się nawet djably — może
to dowód, że jest od nich gorszy 5T).
RÉSUMÉ.
L’article qui précède a pour but de donner un bref aperçu des
croyances des Hindous relatives aux âmes des morts, aux esprits, aux démons.
Afin de mieux orienter le lecteur, l’auteur traite ce thème en 4 chapitres,
conformément aux quatre époques qu’on peut distinguer dans l’histoire de
la civilisation indo-aryenne en tant que reflétée dans la littérature. Le
B7) Już po wydrukowaniu artykułu wpadła mi w ręce obszerna praca G. Dumézila, Le problème des centaures (Paris 1929, d. 8°, 275), omawiająca
„centaury“ na szerokiem tle porównawczem (uwzględnia wierzenia słowiańskie,
irańskie, indyjskie, greckie, łacińskie). W rozdziale przedostatnim (253-—257) autor
zajmuje się i etymologiczną stroną kwestji, przyczem korzysta wydatnie z pomocy
znakomitego językoznawcy francuskiego Meilleta. Otóż nazwę indoirańską (md.
g a n d h a r v a, ir. gandarva) wiąże — za Meilletem — z łac. februam,
a do tej grupy dołącza i słów. gody, g o d i n a i t. d. i dodaje, że zestawieniu
tych nazw z gr. k e n t a u r o s stoją na przeszkodzie trudności i skrupuły fone
tyczne, które jednak możnaby usunąć, przyjąwszy wpływ czy działanie „etymologji
ludowej“. Zdaje sobie wszakże sprawę, że tłumaczenie takie może się wydać zbyt
łatwem. Ostatecznie kto szuka dowodu, gotów go tam znaleźć. Po szczegóły muszę
odesłać do samego Dumćzila (str 253 nast. i uw. 1 na str. 256; ob. też str. VII
przedmowy).
46
premier chapitre présente les croyances de l’époque védique; on y voit
apparaître les asur a, les g a n d h a r. v a et les a p s a r a s, les
r a k š a s, les y a t u et les pisać a, les p r e t a et les p 11 a r a s. Le
chapitre II a pour sujet les croyances attestées dans les deux grandes épo
pées, le Mahabharaivi) et le Râmâyana; on y apprend du nouveau sur les
esprits et les démons déjà nommés et on fait la connaissance, en outre, des
b i n n a r a et kimpuíuša, des vidyâdhar a, des b h ü t a, des
naga. Le chapitre I'II renseigne sur les croyances du bouddhisme primitif
et sur celles du tantrisme (dams 'l’Inde, bien entendu), y compris les pra
tiques magiques. Le dernier chapitre est consacré aux croyances de l’Inde
moderne, fondées en grande partie sur celles des épopées ht des purâna;
en sus des esprits et des démons anciens, cependant, on y envisage nombre
de nouveaux, empruntés par rhindouisme, cette colluvies r.eligionum (de la Vallée-Poussin), aux religions des indigènes. L’article fait
mention des pratiques de précaution et des rites antidémaniaques aussi.
Les ouvrages dont l’auteur s’est servi sont cités dans la note biblio
graphique (p. 1-re n. 1-re).
L’auteur s’est appliqué à relever les nombreeux points de contact qui
se laissent confejiater entre les motifs du folklore indo-aryen et ceux du
folklore slave. C’est ce qu’apprennent les notes ('au bas des pages) se rap
portant aux ouvrages bien connus de MM. A. Fischer et K. Moszyński.
Ces notes-là prêteront peut-être à une étude plus détaillée et plus appro
fondie des motifs indiqués.
ZYGMUNT RYS1EWICZ
O PRAOJCZYŹN1E SŁOWIAN.
(LA PATRIE PRIMORDIALE DES SLAVES)
Treść. 1. Rodzaje faktów językowych, użytecznych w badaniach nad pierwotnemi
siedzibami Słowian. 2 Teorje umieszczające praojczyznę na wschodzie: a) Kon.cepcja J. Rozwadowskiego, b) Teorja celtycka A. Szachmatowa, c) Teorja az,.Ltycka K. Moszyńskiego. 3. Teorje umieszczające praojczyznę na zachodzie a) Po
glądy J. Czekanowskiego, b) Krytyczne stanowisko T. Lehra-Spławińskiego,
c) Hipotezy M. Rudnickiego. 4. Kolebka polesko-wołyńska: a) Prace M. Vasmera,
b) Wywód botaniczny J. Rostafińskiego, c) Hipoteza Peiskera. 5. Stanowisko
L. Niederlego i A. Briicknera. 6. Nowa synteza J. Czekanowskiego. 7 Zestawienie
wyników badań oraz postulaty i perspektywy na przyszłość.
Zagadnienie pierwotnych siedzib Słowian interesuje żywo etnolo
gów, czego zewnętrznym wyrazem jest chociażby ten fakt, że wśród teoryj,
mających za przedmiot dociekania nad kolebką naszych praprzodków,
poważną pozycję stanowią prace, pochodzące od etnologów. Artykuł ni
niejszy ma za zadanie dokonać przeglądu tych koncepcyj, które opierają
się wyłącznie lub częściowo na argumentach czerpanych z językoznaw
stwa. Nie będzie tu zatem szło o przedstawienie syntez opartych na
podłożu faktów z zakresu prehistorji, paleoantropologji czy etnologji, bo
te teorje są etnologom dobrze znane. W tym sprawozdawczym prze
glądzie zajmiemy się teorjami językoznawczemi oraz temi, które w argu
