3ea6dd3a60f7208469f517df3fdb38e9.pdf

Media

Part of Nowe przyczynki z Góralszczyzny / Lud, 1934-1935, t. 33

extracted text
31
de la Pologne de l‘Est, mais sous des appellations différentes. L'appellation
„kostroubienyk“, usitée en Podolie, semble être déduite du nom de ,,Kostroub“, personnage imaginaire, mentionné à l'occasion des fêtes et des jeux
de printemps, ce qui indique qu'une pereille pâte existait autrefois et faisait
partie du rituel de ces fêtes.

JULJUSZ ZBOROWSKI

i

NOWE PRZYCZYNKI Z GÓRALSZCZYZNY
(CONTRIBUTIONS NOUVELLES AUX NOTICES SUR LES MONTAGNARDS).
1. Jak Janosik tańczył z hrabiną.
(Quand Yanossic dansait avec la comtésse...)

Jak Janosik, legendarny harnaś zbójnicki, tańczył z, cesarzową
Marją Teresą w orawskiej czy liptowskiej karczmie, wiemy z góralskich
opowiadań.1) Wierszowanych ludowych utworów o tern słynnem „zdaI rżeniu“ nie znamy i niewiadomo, czy wogóle istniały.
Różne okoliczności ze zbójnickich czynów i przeżyć rozprószyły się
w krótkich śpiewkach; wyjątkowo tylko jeden jedyny dłuższy utwór
śpiewany, o zbójniku i jego żonie, zachował dla potomności znaczniej­
szy fragment zbójnickiego „żywobycia“.
Że istniały jednak nieśpiewane, lecz recytowane po­
etyckie utwory o Janosiku i jego towarzyszach, słyszałem nieraz od
górali. Treść ich jeszcze jako tako rekonstruowali moi informatorowie,
ale żaden z nich zapomnianych poematów powtórzyć nie umiał. Naj­
wyżej jeden, dwa wiersze przypominały się z trudem i z niepewnością,
czy tak istotnie niegdyś brzmiały.
Dopiero w tym roku udało się Słyszeć cały, dobrze zapamiętany
poemat, zbliżony treścią do opowiadań prozą o tańcu Janosika z cesa­
rzową. W poemacie występuje mniej dostojna tancerka, ale przecież nie­
byłe jaka: jakaś „grófka“ t. j. hrabina, zapewne z węgierskiego „kaśtelu“
(zamku).
— Kie Janosik prziseł z dwunostu zbójcami,
Stanyni dokoła, ón se międzi nimi.
— Pote sie ik pyto: jak sie hłopci mode,
Ci sie tyj hałastry*2) floryj nie boicie?
— A ci sie ośmioli sieka jednym głosem,
Jaz im piscolety zabrękły za pasem.
— Cozby my sie boli, kiedy my zbójcami,
Kie se jesce momy ciebie międzi nami.
— I pote im godo: pudziemyf na zomek do pana hrabiego,
) Na ich podstawie powstał piękny wiersz Kaz. Tetmajera o spotkaniu zbój
i tanecznej zabawie.
2) T. zn.: hajduków zamkowych.

Juka z auslrjacką „cisarką

32
Tam będziemy mieli śniodanier u niego.
— Kie prziśli ku bramie, zaburzyli ostro,
Jaze sie ze zomku sićko państwo zesło.
— Pon hrabia ik wito, lec zbójci poznaje,
Ale sie ośmielo, rękę im podaje
— I pote im godo, zęby śli do niego,
Zęby sie napiyli wina wybornego.
— Kie se pośniodali, muzika zagrała,
A pani hrabina ś nimi tańcowała.
— A pon hrabia poseł, prziniós śrybło, złoto,
Prosi Janosika, zęby przijon i to.
— Lec Janosik nie (kce śrybła ani złota:
Tyś jes hrabia dobry, nie jesteś hołota.
— Dyć sie hrabia ciesi, ze piniędzi nie kcom,
Lec sie jesce boi, ze mu paniom weznom.
— Pote pożegnali juz pana hrabiego
I paniom hrabinom, sitkik gości jego.

Taką to rymowaną opowieść wygłosił z wielkiem przejęciem
Andrzej Recek, mający 68 lat, — zatem urodzony w 1867 r. w Ratuło
wie. Słyszał ją, już jako „staroświecką“, od swego ojca, którego uśmier­
cił sąsiad, gdy mój recytator miał 38 łat, a więc w 1905 r. Ojciec
Andrzeja Recka miał 66 lat w chwili zgonu, czyli urodził się w 1839 r.
Już ojciec podkreślał starodawność poematu i powoływał się na swego
ojca t. j. dziadka Andrzeja; od niego słyszał te „Janosikowe wiersze“.
Dochodzimy zatem do początków XIX lub końca XVIII wieku, jako
daty znajomości utworu. Przypuszczalnie będzie to jednocześnie
data powstania, ułożenia poematu, który rodzi się — jak
większość zbójnickich śpiewek i legend — właśnie w tej „złotej epoce“
zbójnictwa na Podhalu góralszczyźnie.
Andrzej Recek zastrzegł się jednak, że jego ojciec bardziej po „sta­
roświecku ‘ wygłaszał ten utwór, t. zn. iż mówił bardziej archaiczną
gwarą, używał innych tu i ô'wdzie wyrazów czy wyrażeń, ale tego’ już
Recek nie-pamięta. Napewno informacja słuszna. Mimo słowakizmu:
zabrękły, — mimo. starodawnych piscoletów, acc. plur. zbójci, — gwara
poematu nie jest najświetniejszym okazem przeszłości i wchłonęła w sie­
bie kilka nabytków z przeciętnego języka literackiego. Sam zresztą Re-I
cck deklamuje raz: zaburzyli, drugi raz: zapukali; używa kie se mĄ
zbójcami obok kiedy my zbójcami, momy tobie obok ciebie mięć
nami, tam obok ham itd. — czyli podświadomie raz archaizuje, to znów
recytuje już zepsutą gwarą. Podany tutaj tekst zachowuje właściwości
pierwszego podyktowanego mi warjantn.
i
2. Modlitwa starogć ralska.
(Prière très ancienne des montagnards.)

W rękopiśmiennych zbiorach bibljoteki Muzeum Tatrzańskiego
w nakopaném znajduje się utwór, zatytułowany „Modlitwą starogóral-i

ską“, darowany przez p. Kazimierza Brzozowskiego, dyrektora „Kilimu“
zakopiańskiego, i przez niego zaopatrzony w kilka słów objaśnienia.
Tytuł i tekst pochodzą od góralskich dziewcząt, zatrudnionych w kilim­
karskich warsztatach, wedle recytacji podyktowanej ok. 1914 roku,
a spisanej przez p. Uzięblinę. Zapisująca „modlitwę“ uwzględniła tylko
wyjątkowo cechy gwarowej wymowy. Powtarzamy ówczesny zapis,
wprowadzając poprawki w pisowni i interpunkcji.
Utwór składa się wyraźnie z dwóch niemających ze sobą żadnego
związku części, dość nieoczekiwanie połączonych w całość. Pierwsza
część nie jest modlitwą, tylko nieudolnie rymowanem opowiadaniem
z życia Matki Boskiej i Chrystusa, posiadającem w swej naiwnej pro­
stocie i obrazowości wszelkie cechy ludowej prowenjencji. Źródłem tego
tekstu są zapewne pasyjne nabożeństwa, a może szczątki jakiegoś wiel­
kanocnego misterjum. Część druga, niespodziewanie doczepiona do tego
opowiadania, jest już rzeczywistą modlitwą. Czy w pełni kościelną —
Można powątpiewać.
Czy poemat jest pochodzeniem rdzennie góralski, czy też na gó­
ralszczyznę przywędrował z innych stron, — czy istotnie jest tak archa­
iczny, jak zapewniały recytujące góralki — narazie ustalić się nie da.
Chyba to można nadmienić, że najczęściej określenie „starodawny“
u górala, obejmuje niewięcej czasu wstecz niż życie jego rodziców lub
dziadków.
W niedziele rano słoneczko obchodzi,
Najświętsza Panienka do pola wychodzi,
Niesie we swoich świętych rączkach
Swój święty krzyż przenajświętszy,
Swoje święte książki przenajświętsze.
Szła ś nimi na jutrznie,
Z jutrzniej na raniejszą (sc. mszę),
Z raniej szej na wielką,
Z wielkiej na niespór,
Z niesporu do raju,
Tam się jej raje otwierały,
Anieli się jej kłaniali.
I przywitał, ci ją sam miły Pan Jezus,
Święty, przenajdroższy.
„Moja miła Matko, dalekoś bywała?“ .
„O mój miły Synu, święty, przenajdroższy,
W koscielem bywała-,
Za duszyczkami się modliłam,
Najbardziej za temi,
Co krzywo przysięgali,
Ojca, matkę bili,
Starszego nie czcili,
Swojego panieństwa nie znosili.
O mój miły Synu, była też tam
Jecina najgrzeszniejsza,
Co krzywoprzysięgała,
Lud T. XXXIII.

3

34
Ojca, matkę biła,
Starszego nie czciła,
Swojego panieństwa nie znosiła,
Jeszcze się radowała.
Że zbawioną być miała.
0 moja miła duszo!
Ja cię od twojego zbawienia nie odsądzam,
Ale twoja krew tak musi wygorzeć,
Jako z twojego ojca, matki wygorzała.
Że cię nie karała.
Jezus, Maryja!
Góra ewangielista,
Na tej górze spała
Maryja przeczysta.
Przyszedł ci ku niej sam miły
Jezus święty przenajdroższy:
„Moja miła Matko,
Święta, przenajdroższa,
Gzy śpisz, czy czujesz?“
„O mój miły Synu, święty, przenajdroższy,
Ja śpię i czuję, ale mi się o tobie śnieje,
Że twój boczek święty włócznią przekrojony.“
„Moja miła Matko, święta, przenajdroższa,
Go ci się śniło, to ci się wyjawiło.“
Bo we Wielki Piątek rano,
Bardzo zimno było,
Gdy Pana Jezusa na męki wiedziono było
Wiedli go żydowie przez wodę cedrową,
W tej wodzie cedrowej jest kamień niemały,
A co się na nim sam Pan Jezus powalił
1 swój om niewinną głowicke się (? — może: se) pokrwawił.
Jeden żyd do wody siągnął,
Pana Jezusa z wody wyciągnął
I zapytał się go:
„Panie! Czy ci zimno czy gorąco?“
„Ani mi nie zimno, ani nie gorąco,
Ani temu człowiekowi nie będzie,
A po stokroć razy stając, legając,
Spominał mnie będzie.
Temu człowiekowi będą rajskie wrota otworzone,
Piekielne grzechy odpuszczone.“
O Pani panielska (? — może: panieńska),
Pociecho anielska,
Tyś nas od powietrza morowego odkupiła,
Kiedyś nas zbawiła,
Od powietrza morowego,
Od grzechu śmiertelnego
Do żywota wiecznego.
Kto ten modlitewkę rano, wieczór odmawiał będzie,

35
Trzy duszyczki z czyśćca wybawiał będzie:
Jedne ojcowom, drugą macynom, a trzecią swoją.
O mój śliczny Jezus kochany, niechże ja też pod
Twoim krzyże stanę. Amen.

STANISŁAW WASYLEWSKI

STRZELEC CZAROWNIK W ŁUKOWIE W R. 1840
(CHASSEUR SORCIER Á ŁUKÓW EN 1840)

O młodzieńczym poemacie Antoniego Małeckiego, p. t.: ..Polowanie1
nieznanym jego monografiście prof. Br. Gubrynowiczowi podał obszerną
wiadomość Ludwik Ćwikliński w „Dzienniku Poznańskim“ (1920 nr.
52—53) ; wartość tego pensum uczniowskiego jako podwójnej recepcji
„Pana Tadeusza“ już w sześć lat po ukazaniu się epopei, podkreśliłem
w „Tęczy“ (1935), zaznaczając dwa ciekawe momenty: zgrabną trans­
plantację humoru Mickiewicza na grunt Łukowa, oraz takt, że polowanie
odbyło się w wilję roku 1840, a prowadził je Franciszek Mickiewicz brat
poety, wedle wszelkich reguł Wojskiego i Podkomorzego.
Tu pragnę zacytować z autografu (własność eksc. Ćwiklińskiego)
szczegół ludoznawczy. Wśród myśliwych znajduje się „wielki czarownik“,
jak były pogłoski pomiędzy myśliwymi
Strzelec z Białężyna
Wszystkich czarów i zaklęć łowieckich sprężyna!

Jadący na bryczce myśliwi opowiadają z humorem o czarach myśliw­
skich, organista obawia się, że nie miną go łozy, (któremi pan Franciszek
Mickiewicz zagroził takiemu, coby śmiał chybić jelenia), spotkał bowiem
młynarza, a ten z zemsty
...jakieś krzyże
Jakieś ręką ruszenia, wywijania hyźe
Wyrabiał i pogroził, że nic nie zabiję

Młynarz nauczył się słów owej klątwy łowieckiej od owego Strzelca
z Białężyna. Budzi on z tej racji nieco nieufności między jadącymi, którzy
nawet przestają żartować.
a Ogrodowy głową kiwa,, kręci
Do spółki nie mam z wami mój Antoni, chęci
Wyście mi już za wielki heretyk — we zgodzie
Z djiabłami przestajecie na jednej zagrodzie.
Wyście już do Komunji i do Bożej męki
Strzelali — nie chcę ja się czepiać takiej ręki.
— Co mi tam ojciec bredzi — przerwał syn Wincenty
Ho, ho! jużbjm wolał być taki przeklęty

3

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.