0ed239f07dc782d8b569b901bdfe2927.pdf

Media

Part of "Jaworowi ludzie" : studjum z pogranicza folkloru i pedagogiki / Lud, 1934-1935, t. 33

extracted text
EUGENJUSZ PIASECKI

JAWOROWI LUDZIE“
STUDJUM Z POGRANICZA FOLKLORU I PEDAGOGIKI
(„GENS D’ÉRABLE“. ÉTUDE DES CONFINS DU FOLKLORE ET DE LA
PÉDAGOGIE)

I. Wstęp.

Któż nie zna zabawy dziecięcej w „jawora“ lub „most“? Każdy
widział dziewczątka zajęte tą rozrywką, lub nawet sam grywał w latach
dziecięcych w jedną z jej licznych odmianek. Lecz właśnie z powodu
ty ch różnic regjonalnych musimy zacząć od opisu, jaki znajduje się,
dajmy na to, u Kolberga (Poznańskie) :
Dwoje dzieci staje osobno, jako „jaworowi ludzie“ i umawiają się
w tajemnicy przed resztą uczestników, które >z nich ma być „aniołem“,
a które „czartem“. Potem ustawiają się obok siebie i podają sobie ręce
za pośrednictwem wstęgi Jub chustki, tworząc w ten sposób bramę.
Koniec wstęgi, ukryty w ręce „czarta“, jest związany w węzeł. Pozostali
uczestnicy stają naprzeciw bramy i zadają (śpiewem) szereg pytań, na
które jaworowi ludzie odpowiadają (również śpiewem) :
— Jaworowi ludzie, czego tam stoicie ? Jawor, jaworowi ludzie!
— Stoimy, stoimy, mosty budujemy. Jawor i t. d.
— Z czego budujecie, z czego je pleciecie ? Jawor i t. d
Z dębowego liścia, z brzozowego kiścią. Jawor i t. d.
— Dajcie nam tam, dajcie stado koni przegnać, jawor, karetą przejechać!
-- Damy chętnie damy, jedno zatrzymamy. Jawor i t. d.

Po tych słowach dzieci szeregiem, trzymając się za ręce, prze­
chodzą pod bramą. Jaworowi ludzie przepuszczają wszystkie, prócz
ostatniego, które odcinają od reszty wstęgą, zapytując: „do kogo przy­
stajesz — do Kasi, czy do Marysi?“ lub: „do jabłka, czy do gruszki?“
Dziecko wybiera i stosownie do tego staje po stronie anioła lub czarta.
Potem znów piosenka, podchodzenie i odcinanie po jednem dziecku tak
długo, aż zostanie tylko dwoje ostatnich (które przy następnej grze są
Lud T. XXXHI.

1

2

jaworowymi ludźmi). Wtedy wyjaśnia się tajemnica. Czart rozpędza
swoją gromadę razami szarfy, anioł zaś ze swymi raduje się i tańczy.
Co do odmianek lokalnych, zaznaczymy narazie tylko, że (jak już
wspomniano wyżej) zabawa niewszędzie zwie się „jaworem , a również
i dzieci tworzące bramę, niezawsze „jaworowymi ludźmi“. Stale jednak
mówi się o „moście“. Odcinanie ostatniego z podchodzących odbywa
się często dopiero za trzeciem podchodzeniem. Wreszcie zabawę w wielu
odmiankach kończy walka między obiema partjami, polegająca na prze­
ciąganiu się przez naznaczoną na ziemi granicę.
Mak) która gra dziecięca wzbudziła tak żywe zainteresowanie na­
ukowe, jak „jawor“. Już jej zasiąg wśród różnych narodów i plemion
kuli ziemskiej, kryje sporo zagadek. Dzięki niestrudzonym zabiegom
pastora duńskiego Feilberga, z samej Europy udało się mu nagro­
madzić około półtory setki odmianek (1905). Liczbę tę od tego czasu
znacznie poirinożyliśmy: prócz Polski, zbiory autora niniejszej pracy
wykazują tę grę u wszystkich innych Słowian, u Litwinów, Niemców,
Flamandów, Anglosasów i Skandynawów, u Francuzów, Włochów,
Hiszpanów i Portugalczyków, u Węgrów i u Cyganów siedmiogrodzkich.
Poza Europą zaś w dawnej niemieckiej Afryce Wschodniej, u Kafrów,
na Madagaskarze i wśród plemion nowogwinejskich.
Według dzisiejszego stanu wiedzy, który (idąc za metodą t. z. histo­
ryczną) nie pozwala nam przypuszczać wielu ognisk powstania tak
bądźcobądź złożonego zjawiska, lecz każe wywodzić je z jednego
źródła, mapa rozpowszechnienia naszej rozrywki długo jeszcze zapewne
pozostanie trudném do genetycznego wyjaśnienia zadaniem. Że chodzi
tu istotnie o wynik wielu i długich wędrówek, świadczy szereg szczegó­
łów, z których przytoczymy dla przykładu choćby dwa. Oto Feilberg
słusznie znazpacza, że kształt mostu tworzonego przez dzieci przypo­
mina raczej kryte mosty południowej Europy, niż nasze północne.
Orłów znów, w jednej z odmianek rosyjskich, zanotował piosenkę,
w której zamiast „piekła“ mówi się o „pętli“ (pietla — oczywisty wynik
migracji z Zachodu i przekręcenia niezrozumiałego dla dzieci rosyjskich
wyrazu polskiego (po ros. piekło = ad). Pierwsza znana wzmianka
0 tej rozrywce pojawia się we Włoszech 1328 r. (Feilberg).
Pozatem, przedmiotem dociekań folklorystów stał się przebieg za­
bawy i teksty piosenek, dowodzące związku z dawnemi obrzędami
1 wierzeniami. Najstarsza, pogańska warstwa — to prastare ofiary
z ludzi przy zakładaniu podwalin budowli, dla przebłagania duchów,
które mogłyby szkodzić ludziom korzystającym z tych urządzeń. Przy
mostach chodzi tu o krwiożerczego ducha rzeki. Obrzędy tego rodzaju
zanotowano u bardzo licznych narodów i plemion kuli ziemskiej, od
zamierzchłej starożytności przez średniowiecze (nie zabrakło w tej
liczbie zapiski kronikarza staroruskiego, oraz szeregu wzmianek w pieś­
niach serbskich i bułgarskich) aż do ludów pierwotnych naszych cza­
sów. Odcinanie ostatniego z przechodzących można też rozumieć jako
wspomnienie myta mostowego (Feilberg) ; najwyraźniej to widać w odmiance polskiej, gdzie się śpiewa: „tysiąc koni przepuszczamy, a jed­
nego zatrzymamy“. Jak często bywa w takich razach, mamy tu chyba
do czynienia z późnem złagodzeniem motywu, który w swem znaczę-

3

niu pierwotnem stał się niezrozumiałym. Podobnież wtórnemi wydają
się więzy, jakie bezwątpienia łączą tę zabawę z obrzędami weselnemi,
a na które u nas zwraca uwagę prof. A. Fischer.
Inne reminiscencje budzi tworzenie dwóch wrogich obozów i walka
o lepsze między niemi. Pośród odmianek włoskich niezawsze coprawda
spotykamy aniołów i djabłów, lecz w jednej z ,nich dzieci wybierają
między gwelfami a gibellinami W każdym razie widać przemożny
wpływ chrześcijańskiego, średniowiecznego cyklu wierzeń eschatolo­
gicznych. Ale na tern nie koniec, gdyż walki dwóch obozów są bardzo
rozpowszechnionym motywem obrzędów pogańskich, ucieleśniających
walkę sił przyrody (przejście od zimy do wiosny i t. p.) i mających wpły
wać na korzystny dla człowieka wynik tych zmagań. W tern świetle
owe motywy eschatologiczne byłyby ze swej strony przeróbką wątku
o wiele dawniejszego. Wreszcie nie można .pominąć i licznych wierzeń
ludowych o moście dzielącym świat żywych od świata umarłych. Tern
bardziej, że niebrak odmianek (także i polskich), gdzie występuje
niewspomniany dotąd motyw „ważenia“ uczestników gry, podobnież,
jak dusze zmarłych, według dość rozpowszechnionych wierzeń ludo­
wych, waży archanioł Michał.
Oto, w skrócie z konieczności pobieżnym, najważniejsze powiąza­
nia, jakie szereg uczonych dostrzegł między tą skromną zabawą dzie­
cięcą a światem wierzeń i obrzędów ludzkich. Zbliżenia te nasuwają się
tern bardziej, że zjawiska, przybierające dziś wyłącznie postać igraszek
dziecięcych, choćby sto lat temu zazwyczaj zajmowały i dorosłych;
a i dotychczas np. na Rusi należą do programu „haiłek“ wielkanocnych,
o charakterze napół obrzędowym.
Nasze zadanie dzisiejsze nie obejmuje jednak całokształtu zagad­
nień naukowych, związanych z grą w „jawora“. Odkładamy to do ob­
szerniejszej moncgrafji, planowanej pod egidą Rady Naukowej Wycho­
wania Fizycznego. Narazie zadowolimy się zapoczątkowaniem badań
nad nietkniętym dotąd odcinkiem rozważanej tu całości. Oto pragniemy
się zbliżyć do wyświetlenia faktu, że odmianki polskie „jawora“ w swej
ogromnej większości różnią się od obcych postaci tej gry 1) nazwą
„jawor“ której zresztą nigdzie nie spotykamy, oraz 2) wzmiankami
(w dialogu śpiewanym) o „jaworowych ludziach“, a często nawet wy­
raźną wskazówką, że to dzieci ty/orzące bramę są owymi jaworowymi
ludźmi.
Już przed 12 laty, podejmując się pewnych uzupełnień przyjętych
dotąd przez naukę teoryj zabawy (Groosa ii-), wyraziliśmy przy­
puszczenie, że w przemianach i migracjach, jakim te zjawiska podle­
gają, dwa ich składniki zachowują duży stopień odrębności. Pierwszy
z nich
to „zrąb ruchowy“ zabawy (ustawienie i ruchy' uczestników)
stosunkowo sztywny i mało zmieniający się. Drugi — to „akcesorja
duchowe“ (nazwy, dialogi, pieśni), ulegające częstym i dość głębokim
zmianom przy przejściu z kraju do kraju, a nawet z regjonu do regjonu.
Pochodzi to stąd, że w nowem terytorjum zabawa spotyka się z od­
rębnym światem kultury duchowej, ucieleśnionym w wierzeniach, baś­
niach, obrzędach i t. p., nabywa stąd nowe części składowe i tak przy­
brana uzyskuje charakter narodowy lub regjońalny.
1

4

Wśród najlepiej zbadanych odmianek obcych naszej gry, mamy
już ciekawy przykład tego rodzaju. Dzięki klasycznej monografji pani
Gomme, uzyskaliśmy teorję grupy odmianek angielskich „jawora“,
znanej pcd nazwą „oranges and lemons i równie bodaj częstej js
forma „Lenden bridge“, zgodna we wszystkich prawie szczegółach
z analogicznemi zabawami innych krajów. Otóż „oranges i lemons ,
przy identycznym zrębie ruchowym, ma bardzo odrębny dialog
śpiewny: mówi się tam o biciu w dzwony całego szeregu kościołów
(wicccznie lóżnych parafij tego samego miasta), to znów o ścięciu
głowy, o odprowadzaniu ze światłem na spoczynek. Autorka z gęstwy
zepsutych tekstów wydobywa dwa przypuszczenia. Albo chodzi tu
o walkę sportową członków sąsiednich parafij (rzeczy takie doniedawna cdfcjwały się na prowincji angielskiej obrzędowo, z biciem
w dzwony, a obok piłki nożnej, do programu tu i ówdzie należało prze­
ciąganie liny — więc walka podobna do przeciągania w „jaworze ).
Owoce wymienione w nazwie gry oznaczają tylko barwy walczących
partyj. Albo, w innych odmiankach, są to reminiscencje egzekucyj.
publicznych ze zwoływaniem parafjan dzwonami i oświecaniem po­
chodniami tego aktu.
Tak czy inaczej, dołączenie angielskich motywów do pierwotnego
wątku zabarwia go odrębnie i stwarza całość zestrojoną z kulturą du­
chową nowego środowiska. Może coś analogicznego da się wykazać
także co do naszego „jawora“ polskiego? Oto pytanie, jakie mogliśmy
sobie postawić z chwilą, kiedy wielka ankieta, przeprowadzona właśnie
przez Radę Naukową Wychowania Fizycznego w szkołach i stowarzy­
szeniach Rzeczypospolitej, wzbogaciła nasz materjal do rozmiarów po­
ważnych, nadających się zewszechmiar do wyświetlenia takich kwestyj.
II. Przegląd uiaterjału.

Podstawą do naszych rozważań będzie: 1) materjal ujawniony
w druku; 2) materjal zawarty w rękopisach zdobytych przez szereg
ankiet, dotyczących zabaw i gier tradycyjnych polskich, a przechowa­
nych w zbiorach Studjum W. F. U. P. ; 3) odpowiedzi na ankietę R. N.
W. F. (najliczniejsze).
Kilka uwag trzeba poświęcić metodzie zbierania 'tej części materjału, w której ta rzecz od nas zależała. Dotyczy to zatem: 1) ankiety
polskich szkół w Kijowie (1916), 2) ankiety redakcji „Wychowania
Fizycznego“, w której lwią część udziału zorganizował mg. Wł. Czar­
niecki przy pomocy słuchaczy Wyż. Kursów Naucz, w Poznaniu,
3) ankiet regjonalnych przeprowadzonych według naszych wskazówek
pizez kandydatów na magistrów wychowania fizycznego: Rysyównę
(Bydgoszcz), Koperską (Śląsk), Stawireja (Koło n. Wartą),
Bartecką (Tczew) i i.; 4) wielkiej ankiety Rady Naukowej W. F.
(1933). Niepodobna nam tu w chodzić wre wszystkie szczegóły. Zazna­
czymy, że metoda oczywiście udoskonalała się z latami i nabytém do­
świadczeniem. Zasadniczo jednak we wszystkich tych badaniach, naj­
dokładniej wyzyskano teren szkół, jako najpodatniejszy. Nie pominięto
wszakże i stowarzyszeń: w obecnej pracy zużytkowujemy m. i. kilka­

5

naście opisów ze Związku Strzeleckiego. Z grona nauczycielskiego szkół
.średnich i seminarjów starano się zainteresować: wychowawców fi­
zycznych (ze względu na stronę ruchową), polonistów (ew. innych slawistów, ze względu na teksty, zagadnienia etnograficzne i t. p.), oraz
muzyków (ze względu na piosenki). Uczeń dawał odpowiedź we formie
zadania szkolnego (w wielkiej ankiecie: dwóch zadań szk., przegro­
dzonych kilkoma dniami; w pierwvszem dzieckb wyliczało zabawy, któ­
rych nauczyło się poza szkołą, w drugiem, według celowego wyboru
nauczyciela, opisywało jedną z nich). Odpowiedzi nadpływające, po
rozsegregowaniu terytorjalnem i rzeczowem, oddano w wielkiej ankie­
cie odpowiednio wyszkolonym pracownikom regjonalnym (przeważnie
kandydatom na magistrów wychowania fiz.) dla potrzebnych spraw­
dzeń, uzupełnień i poprawek (czasami drogą praktycznego pokazu na
boisku, jeśli rzecz ciekawa a opis niejasny).
Materjał zebrany jest wystarczająco liczny i obejmuje dość równo­
miernie ziemie Rzeczypospolitej. Ogółem mamy tu 311 opisów gry
w „jawora“. Co db rozkładu tego materjaiu na poszczególne woje­
wództwa, rozróżnimy trzy typy. Pierwszy mieści Województwa przekraczającce swą ilością opisów średnią, wynikającą z podzielenia ogól­
nej isumy przez liczbę województw. Należą tu: woj. kieleckie (64),
warszawskie wraz ze stclicą (50), krakowskie (46), poznańskie (44),
lubelskie (34). Pośredni typ (powyżej połowy średniej) — to woj. tarnopo)sK:e (15), lwowskie (11), śląskie (10); reszta poniżej, przyczem naj­
mniejsze liczby (2—3) dały woj. białostockie, nowogródzkie, poleskie
i pomorskie. Chcąc rzucić światło na nasze zagadnienie, zaczynamy od
podziału tych opisów na dwie grupy: A) Niema mowy o jaworze ani
w nazwie gry, ani w dialogu (pieśni). B) Jawor, a często i jaworowi
ludzie w nazwie gry lub w dialogu, albo w obydwóch.
Grupa A (bez wzmianki o jaworze). Ogółem należy tu 72 opi­
sów. Z tego 31 op. dostarczyło samo woj. poznańskie. Poza niem, tylko
Śląsk (7 op.) i Pomorze (3 op.) oraz woj. białostockie (2 op.) dają prze­
wagę tej grupy, woj. nowogródzkie zaś równość obu grup. W reszcie
województw przeważa grupa B. Więc grupa A jest przeważnie „za­
chodnia“. Teksty piosenek nrmoto rzadko wykazują wyraźne ślady
filjacji od tekstów niemieckich. W całym naszym materjale znajdujemy
zaledwie dwa takie opisy. Są to: „złoty most“ z pow. pszczyńskiego
(Š1., ank. pozn. 1930), i „mostek“ też ze Śląska (bez podania powiatu,
tamże), gdzie w tekście mowa o „zielonym mostku“. Ale i kresy
wschodnie zaznaczają wpływy obce, choć bardzo nieliczne są tego ro­
dzaju odmianki: ruska jest nazwa zabawy „złote wrota“ z pow. krze­
mienieckiego (uczeń gimnazjum ruskiego; tekst piosenki przytem ty­
powo polski, tak co do języka, jak treści; ank. R. N. W. F.) i „górska
ziemia“ z pow. przemyślańskiego (ank. pozn. 1928; tu polski tekst pio­
senki pochodzi wyraźnie od odmianki ruskiej, którą podajo,.Æ Wanke
z Przemyskiego p. t. „wpust do raju“). Może wpływ drugiej narodo­
wości też dał zanik określonej pieśni i formuły, a nawet nazwę zabawy
zamienił na „w pociąg“ w jednej z odm. pow. łuckiego (ank. R. N.
W. F.).

6

Nazwy gry najczęstsze w tej grupie: „most“, „budowanie mostu“;
ale też „anioły i djabły“, „piekło i niebo“ etc. Co do tekstów, można je
podzielić na dwie podgrupy. Pierwsza (60 op.) jest jakby uproszczeniem
piosenki podanej na wstępie; niema inwokacji do jawora i jaworo­
wych ludzi, zanika naogół 'dialog (pozostają zeń jedynie szczątki
w kilku odmiankach). Druga (6 op.) również bez dialogu, ale też
zazwyczaj béz mowy wiązanej ani śpiewu. Dzieci tworzące bramę
mówią tylko: „pierwsze przepustne, drugie darowane, trzecie: do kogo
chcesz?“ (z niewielkiemi odmianami; podajemy tekst Hoff ma no­
wej). Warto zaznaczyć, że jeden z tych tekstów (Słonimskie, woj.
nowogr.) daje przedziwną mieszankę starej polszczyzny i białoruszczyzny: „pierwszy ,raz przepuszczono, drugi raz darowano, za trzecim
razom za lob brano“ (P. W. S z e j n). Więc ekspansja polska na Biało­
ruś, której dalsze ślady Iponiżej (przy grupie B).
Mimo wszystko, zawahalibyśmy się przed interpretacją całej tej
grupy jako wyniku wtórnych wpływów obcych. Weźmy za przykład
jedną z bardziej rozwiniętych odmianek pierwszej podgrupy:
Budujemy mosty
Dla pana starosty, (tu niektóre opisy dodają dialog, wzięty prawdopo­
dobnie z odmianek niemieckich: — Az czego? (bis)
— Z kamienia drogiego)
Niema króla (w in. ,odm.: pana) w domu
Ani też królowej (pani),
Hej, dana! hej, dana! (tego wiersza najczęściej brak
Wszystkie pany (=panny, w innej odm.: konie, gąski .ptc.) prze­
puszczamy,
A ostatnią zatrzymamy (pow. międzyehodzki; ank. R. N. W. F.).

Tylko drobnego .szczegółu („dla pana starosty“) nie znajdujemy
nigdzie zagranicą. (Tłumaczy go bodaj dążność do przyswojenia i rym
do „mosty“. Prof. Fischer widzi w nim starostę weselnego, zgodnie ze
swą hipotezą, wywodzącą całą .grę z obrzędów zaślubinowych). Pozatem, mamy tu tylko nieco sk!róconą parafrazę bogatszych odmianek za­
chodnioeuropejskich, a zatem mogłaby to być forma bliska tej pierwot­
nej, jaka niegdyś wtargnęła do naszego kraju zzewnątrz (dokładniejszą
analiza zajęłaby zawiele miejsca).
Co do drugiej podgrupy, i jna Zachodzie znajdujemy tu i ówdzie
takie lakoniczne formuły fnp. w niektórych okolicach Francji jeszcze
krócej: .„Trois fois passera, Le dernier en restera“, A. Meyrac).
Możnaby stąd wnosić albo równoległe wejście do naszego ikraju bo­
gatszych i uboższych w tekst odmianek obcych, albo uznać te krótkie
wierszyki za szczątki większej, niedochowanej całości. A wreszcie
trudno się oprzeć przypuszczeniu, że .dwie z naszych odmianek war­
szawskich (ank. R. N. W. F.), gdzie tekst podgr. II następuje po pio­
sence podgr. I, mogłyby stanowić nie późną kombinację, lecz ślad
pierwotnego stanu.
Jakiż jest stosunek tych odmianek do bardziej spolszczonych, gdzie
całość wzbogacił wjłączny dla naszego kraju motyw jawora i jaworo­

7

wych ludzi? Teu szczegół dodatkowy, wysunięty na pierwszy plan
przez (umieszczenie !w inwokacji na ■początku piosenki, oraz przez
uwzględnienie w samejże nazwie zabawy, spróbujemy rozważyć poniżej.
Tu wystarczy zauważyć, że w Polsce zachodniej, pod náporem niem­
czyzny a zwłaszcza w okresie nasilonej germanizacji (od 70-tych lat
zeszłego stulecia), odmianki {polskie musiały staczać nierówną walkę
z niemieckiemi na boiskach szkolnych i w ogrodach publicznych.
Można by nawet tem tłumaczyć fakt, że gdy Kolberg zanotował jeszcze
z Poznańskiego tylko przytoczoną na wstępie typowo polską piosenkę,
dzisiejsza ankieta dała w wojew. pozn. stosunek 31 : 13 na jej nieko­
rzyść. Że zaś Pomorze ,i Śląsk wogóle bardzo skąpo zaznaczyły tra­
dycję tej gry, świadczy to bodaj o zaniku, który często bywa ostatecz­
nym wynikiem náporu elementów obçych. A tam był ten napór silniej­
szy i o wiele wcześniej ,się zaczął. Odpowiedź zatem, jaką damy narazie
na postawione wyżej pytanie, brzmi: Odmianki tekstów bez wzmianek
o jaworze, to częściowo .bodaj pozostałość pierwotnych form taki-h,
jakie otrzymaliśmy z Południa i Zachodu przed wiekami, inna część
wszakże (w Polsce zachodniej zwłaszcza) powstała prawdopodobnie
wskutek náporu niemczyzny w ciągu ostatniego półwiecza przed od­
zyskaniem niepodległości. (Później, na tle danych fitogeograficznych,
pokusimy «ię o poprawkę tej odpowiedzi.)
Grupa B (o jaworze mówi się stale, a często i o jaw. ludziach).
Ogółem należy tu 239 opisów, a zatem większość przeszło '% całego
materjału. Także i w poszczególnych województwach przewaga ,ta za­
znacza się yyyraźnie, z wyjątkiem trzech zachodnich i dwóch północnowsphodnich (o których już wspomniano przy grupie A). Przeyvaga ta
największa w woj. kieleckiem (62 : 2),.dalej idą: lubelskie (32.3), war­
szawskie (45 : 5), krakowskie (39 : 7) i inne o mniejszych liczbach.
Co do sposobu i siły (reprezentacji motywu jawora i jaworowych
ludzi, mamy tu cały szereg stopniowań. Najsłabszy .ślad bodaj dała nam
Hoffmanów a, której odmiankę zaliczyliśmy do gr.
gdyż w przyto­
czonym yvyżej tekście, ani w nazwie gry, niema o jaworze w zmianki.
Ale autorka każe zebranym w Czarnolesie dziewczętom ł>awić się
yv pobliżu dwóch jaworów, a panny tworzące bramę stoją pod temi
drzewami: może to ślad (tradycji? Gdzieindziej (znów (odm. z pow. jaroslayvskiego, J. Kantor) 'zabawa sama znana tydko pod nazwą
ruską „worotar“, a ślad polskiej odmianki stanowi nazwa „jawor“,
stosowana zbiorowo do szeregu korowodów z pieśniami; jedno fi drugie
odprawiano w okresie wielkanocnych „haiłek“. I pozatem jednak materjał da się podzielić na dwie podgrupy: 1) jawor wspomniany, niema
jednak mowy o jaworowych ^ludziach; 2) jaworowi ludziie są wymie­
nieni, często narówni z jayvorem, czasem bez niego. Ponieważ (jak zo­
baczymy poniżej) motyw „jaworowych ludzi“ wydaje się nam szcze­
gólnie ważnym dla teorji polskich odmianek gry, nie .zawadzi podać
parę liczb. Otóż znóyv przeważają formy z jaworowymi ludźmi, dając
ogółem 189 przeciw 50 odm. z samym jayvorem; wśród poszczególnych
wojewódzlyv prym wiedzie w tej mierze kieleckie (59 : 3), warszawskie
(44 : 1), lubelskie (32 :0). A i w dalszych województwach, z liczbami
małemi. w 6-ciu nie znaleziono formy z samym jaworem, a natomiast

8

,są jaw. ludzie. Są zresztą i na Śląsku i w Poznańskiem, tam w prze­
wadze (2:1), tu narówni mniejwięcej 8:7).
Oto jeden z typowych tekstów podgrupy I (z jaworem, lecz bez
jaworowych ludzi) :
Jawor, jawor, jaworowe drzewo! (często też: drzewa!
Co wy tu robicie?
Budujemy mosty
Dla pana starosty,
Wszystkie panny przepuszczamy,
Tylko jedną zostawiamy (Tarnów, woj. krak., ank. R. jN. W. I".).

W porównaniu z odmiankami podgrupy II, wyraźny nonsens przy
zestawieniu wiersza pierwszego z następnemi. .Genetycznie dałaby się
ta .rzecz wytłumaczyć za pośrednictwem odmiansi z i„jaworowemi
•drzewami“ w liczbie mnogiej, gdzie niedorzeczność niewiele mniejsza,
ale jest już przejście do formy (według naszej hipotezy) pierwotnej:
„jaworowych ludzi“. A jednak, jak się zdaje, ^psychikę dzieci bliższych
nam generacyj raził często jeszcze bardziej motyw jaworowych ludzi,
bo o takich ludziach nic nie słyszały, i stąd powyższe przemiany dege
neracyjne.
Lecz spieszno jiam do drugiej podgrupy. Materjał to poważny, bo
nawet wobec całości (311 op.) stanowi 33 ponad -absolutną większość
(189 opisów). Dokładność każe przyznać, że są wyjątkowe /odmianki,
gdzie niema mowy o „jaworowych ludziach“, lecz są albo „My borowi
ludzie“ .(Śliwno Wielkop., rękopis E. Chrz: nowskiego), „Na­
borowi ludzie“ (Ziemia Dobrzyńska, A. P e t r o w), /to znów „Jawo­
rowe dzieci“ (Trembowla woj. tarnop., oraz pow. hrubieszowski woj.
,lub., ank. R. N- W. F.). Są to jednak zbyt Wyraźne zepsucia 'pierwotnego
brzmienia, by można było /wahać się przed zaliczeniem ich do naszej
grupy.
Pozatem warto dodać, że w 40 opisach zabawa nosi nazwę „jawo­
rowych ludzi“, w 22 zaś kombinowaną: „jawor, jaworowi ludzie“ (przyczem wyraz „jawor“ nieraz powtórzony, tak, że otrzymuje się kopję
inwokacji z piosenki). Razem zatem spotykamy 62 opisów, gdzie
w nazwie rozrywki figurują jaworowi ludzie. Szczegół ten najsilniej
reprezentowany w województwach centralnych (kieleckie, lubelskie,
warszawskie), lecz i pozatem dość równomiernie rozmieszczony (woj.
poznańskie, krakowskie, poleskie, tarnopolskie, stanisławowskie; nie
brak i opisu z Kijowa).
Inny szczegół godny zanotowania, to liczniejsze niż w poprzedniej
grupie przypadki, gdzie właściwy tekst piosenki łączy się z formułką
„pierwsze przepustne, drugie darowane“ i 4. d. Tu takich rozszerzonych
tekstów znaleźliśmy 23, a to z województw centralnych (lubelskie, kie­
leckie, warszawskie), z Wileńszczyzny i Wołynia. Wzmacnia to wy­
mienione przy grupie A przypuszczenie, że oba teksty /pierwotnie sta­
nowiły całość. Jeżeli ta interpretacja słuszna, moglibyśmy podjąć się
poprawki tekstu, jaki .Hoffmanowa wkłada w usta młodzieży i dziatwy,
bawiącej się w ogrodzie Kochanowskiego. Jeśli ta zabawa już wówczas

9

w Polsce istniała (a pod tym względem niestety dotąd pewności brak),
śpiew-dialog miał raczej wymienioną właśnie, bogatszą postać.
A teraz ślady ekspansji polskiej wśród pobratymców wschodnich.
Już'P. Demidowicz opisał z Mińszczyzny zabawę dziecięcą z pio­
senką polsko-białoruską:
— Jawar, jawar, jawarowi ludzi!
Czeho wy tut stajecie?
— My tut stajemo,
Most padajemo (=biidujemy).
— Jawar, jawar, jawarowy ludzi!
Przepuskajcia wszystkie przez stanowy mosta!
— My üszystkie przepuskajem, j
Adnu sabie astaülajem!

Ankieta R. N. W. F. przyczyniła znów analogiczny objaw z kresów
południowo-wschodnich. Uczeń gimnazjum ruskiego podaje z pow. ró­
wieńskiego (woj. wołyńskie) tekst następujący:
— Jawor, jawor, jaworowi ludy!
Szczo wy tam robyły?
— Mosty poprawiały.
— Dla koho ti mosty?
— Dla pana starosty.
Usich ludej wypuskajem,
A odnoho .zistawlajem.

W przeciwieństwie do poprzedniej, piosenka tym razem językowo
czysto ruska, lecz dosłownie tłumaczona z polskiej.
III. Prćby wyjaśnienia.

Biorąc asumpt z naszej hipotezy (1922) i przytoczonego przykładu
angielskiego (patrz wyżej we Wstępie), wypadałoby nam teraz poszu­
kiwać obrzędów i wierzeń polskich, któreby pozwoliły wytłumaczyć
przemianę zachodnio-europejskiej zabawy w most na polskiego jawora,
czy jaworowych ludzi.
Niestety, wśród znanych po dziś dzień obrzędów ludu polskiego,
niema nic, cobyśmy mogli związać bezpośrednio z terminologją i tek­
stami omawianej tu zabawy dziecięcej. Żaden z tych obrzędów nie od­
nosi się do jawora i przy żadnym z nich nie występują postacie żywe,
czy choćby manekiny, zwane jaworowymi ludźmi. Musimy zatem po­
szukiwania nasze rozszerzyć w dwojakiem znaczeniu. Z jednej strony
przekroczymy granice Polski, z drugiej zaś, w braku wzmianek o po­
szukiwanym gatunku drzewa, zadowolimy się śladami kultów wegetacyjnych, gdzie opisano postacie podobne.
Po lakiem rozszerzeniu .zagadnienia, znajdujemy odrazu materjał
bardzo obfity. Są to rozpowszechnione doniedawna, a i dziś nierzadkie
wśród włościan całego szeregu narodów europejskich obrzędy, gdzie
parobki lub wybrane (często najładniejsze) dziewczęta wiejskie przy­

10

bierają się od stóp do głów w zieleń (tu i ówdzie też kwiaty lub korę
z drzew; gdzieindziej zastępują to zieloną barwą odzieży) ; w innych
przypadkach używa się manekina odpowiednio przybranego, poczcm
formuje się pochód po całej wsi, zakończony często egzekucją (ścina­
niem, topieniem, lub paleniem) rzeczywistą (manekina) czy pozorną
(żywej osoby), a wreszcie ucztą i zabawą za uzyskane od gospodarzy
datki. Przytem aktorzy i manekiny noszą nazwy częstokroć związane
z wegetacją i jej przemianami w ciągu roku, a terminy, w których się
obrzędy odbywają, wskazują na tenże sam związek. Są to najczęściej
.dni zbliżone do początku wiosny lub lata, a nauka wyjaśnia je jako
pozostałości po prastarych pogańskich świętach wiosennych letnich.
Znaczenie tych świąt pierwotne nietylko religijne, lecz i magiczne.
Przez idramah czne przedstawienie owych ;przemian w przyrodzie, dą
żyło się do ich przyspieszenia i takiego ukształtowania, jakie sprzyja
gospodarce ludzkiej. Magiczna strona najwyraźniej występuje u części
tych obrzędów, nie związanej z terminami dorocznemi, lecz odprawia­
nej w miarę potrzeby: należą tu przedewszystkiem czary deszczowe
w czasie posuchy
A teraz nieco szczegółów, mogących dać bliskie anałogje z bada­
nym przedmiotem. Idąc porządkiem kalendarzowym, na przełomie
zimy i wiosny, spotykamy się z obrzędami zapustne mi (ostatkowemi), które ludy romańskie święcą obwożonym i następnie topionym
manekinem („karnawałem“). F r a z e r zwrócił uwagę na abstrakcyjność
nazwy, która wskazuje na późną jej przeróbkę; w obrzędach pierwot­
nych demona wegetacji nazywano prawdopodobnie według pewnego
gatunku drzewa (ludy pierwotne nie znają ogólnej nazwy na „drzewo“).
To samo dotyczy i dalszych nazw, urobionych od terminu uroczystości.
I w istocie, w niektórych okolicach Anglji w r. 1779 jeszcze w tym
parnym okresie dziewczęta paliły manekina zwanego „Holly boy“,
chłopcy zaś „Ivy girl“ (= chłopiec ostrokrzewny, dziewczyna blusz­
czowa). (Gentleman‘s Magazine.) Nie jesteśmy więc (bardzo daleko od
„jaworowych ludzi“.
Na ś. Jerzego (12 marca), styryjscy Słoweńcy owijali pa­
robka lub dziewkę od stóp do głów zielonemi gałązkami bukowenr
,i kwieciem, poczcm oprowadzano go po ws' ze śpiewem: „Zelenega
Jurja vodimo, Jajca no masie prosimo“ i t. d. Zielony Jerzy walczy
często z „Rabolj‘em“ (owiniętym słomą lub ubranym w skóry7) i zawsze
zwycięża (P a j e k). Według wielu analogij, jest to symbol walki
wiosny z zimą, przyczem sympałja widzów darzy niepodzielnie pierwszą
z nich, a symbol posiada w sobie szczątki niagji. Na Rusi dziewki wy­
bierają na wigilję ś. Jerzego zpośród siebie jedną odznaczającą się
urodą („lala“ lub „krasna horka“) i ustroiwszy na całem ciele zielenią,
głowę zaś wieńcem kwiatów, tańczą dokoła niej, a nakoniec lala roz­
daje jadło, które uprzednio towarzyszki złożyły u jej nóg ,(Czubinskij).
W wielu okolicach Rosji na ś. Jura oprowadzają młodzieńca ubranego
w zieloną odzież.
We wtorek Wielkiejnocy w .niektórych okolicach Polski
dziewczęta obnoszą po wsi „gaik“ l'ub „maik“ (zieloną gałąź choiny7
strojną we wstążki i świecidła) przy dźwiękach pieśni. Tu i ówdzie

11

zamiast gaika obnoszą dziewczynkę zwaną „królewną“, przybraną .suto
w zieleń, kwiaty i wstążki (Z. Gloger). Podobne obrzędy zna Czecho.słowacja; prof. Brückner wywodzi je,z Niemiec, wraz z obrzędem
„topienia Marzanny“, który się z niemi często łączy.
Z początkiem maja związano w wielu krajach obrzędy wiosenne,
w których występuje jedna lub dwie postacie, przybrane w zieleń
i kwiaty. Więc francuska „reine de mai“, „Maïa“, „père mai“, „mayos
(mayes, prowans.)“, angielski „Jack-in-the-green“, „queen of may“,
„lord and lady of the may“, niemieckie „Maienröslein“, „Hansi und
Gretl“, litewska „Maja“ (Frazer, Gołębiowski, Mannhardt).
Š. Jan (24 czerwca), Zielone Świątki, niedziela ś.
Trójc y. Chłopi niemieccy oprowadzali chłopca przybranego całko­
wicie w liście i kwiaty, zowiąc go „Pfingstkloetzel“ (A. Stoebe'r),
w innych okolicach występują znów „Pfingstkönig“, „Pfingstkönigin“
(Gebhard), we Flandrji i Holandji „pingsłerbloeme“ (Buddingh).
W Czechosłowacji po dziś dzień w tym okresie odprawia się jazda „kró­
lów i królowych“ (hry na krále a královnu), przybranych w korę drzew»
kwiaty i korony; objeżdżają wieś, poczem nad stawem odbywa się „ści­
nanie“ i „topienie“ (w którem króla zastępuje manekin) (J. Štěpán).
Podobne obrzędy opisano z Jugosławji (V u k, Pajek). Na Ukrainie
(w Połtawszczyźnie) oprowadzają na Ziel. Świątki dziewczynę zwaną
„topolą“, przybraną jaskrawo. Na Polesiu znów (Pińszczyzna) dziewczęsta wybierają najpiękniejszą z pośród siebie i przystroiwszy ją ga­
łązkami brzozy i klonu, obwodzą po wsi, nazywając krzakiem („kust“)
;(A fanasjew).
Także obrzędy dożynkowe nie są wolne od analogij w tej mierze.
U Sasów siedmiogrodzkich -występuje przy tej okazji dziecko całko­
wicie okryte liśćmi kukurydzy. Ma ono przedstawiać „śmierć“ (zgodnie
z wyobrażeniami ludowemi szeroko rozpowszechnionemi, według któ­
rych dojrzałe kłosy utożsamia się dość stale ze starością, a czasami i ze
śmiercią). (Mannhardt).
Na zakończenie tego krótkiego przeglądu, oto parę obrzędów bez
określonej daty. Wszystkie z półwyspu bałkańskiego. Podczas posuchy,
w nadziei przyspieszenia zbawczego deszczu, dziewczęta wiejskie roz­
bierają do naga dziewczę-sierotę i odziewają ją od stóp do głów w liście
,i kwiaty, poczem wiodą przez wieś i przed każdym domem urządzają
korowód; na zakończenie gospodyni zlewa obficie wodą umajoną
/dziewczynę. W Jugosławji zwą ją „Dodola“, w Bułgarji „PeperugaS
w Rumunji „Papaluga“, w Grecji „Pyrpiruna“ (K rek).
Jako przejście od tych obrzędów do omawianej zabawy dziecięcej,
gotowiśmy uważać, jedną z rosyjskich odmianek „jawora“, opisaną
przez Pokrowskiego p. n. „brzozy“ (gub. permska). Z dzieci, tworzą­
cych bramę, jedno jest „brzozą“ (a zarazem czartem), drugie zaś „różą“
(a zarazem aniołem). Każda z nich formuje swoją partję przy podcho­
dzeniu, zapomocą prób rozśmieszania (odporni idą do anioła, śmiesz­
kowie do czarta, jak i w innych krajach bywa w niektórych odm.).
Że przypuszczany przez nas kontakt zabawy w most z obrzędami
wegetacyjnemi był kiedyś szerszy od granic Polski, zdaje się wynikać
z takiego jeszcze faktu, jak odmianka serbska naszej zabawy, gdzie

12

pieśń zaczyna się od inwokacji „Oj javore, javore, javore!“ Przytem
.słowa te, zgodnie z naszą tradycją, zwraca łańcuch podchodzących
dzieci do dwojga, tworzących bramę .(u nas zwanych jaworowymi
ludźmi) (D. 11 . ć).
Jak się zdaje, fakty zebrane powinnyby wystarczyć na uzasadnie­
nie hipotezy, że i Polska miała kiedyś obrzędy podobne do „zelenega
Jurija“, „Dodoli“, „Topoli“ czy „Holly boy“ i „Ivy girl“ — obrzędy
związane z jaworem, które w zetknięciu z zabawą w most dały tę
(z przytoczonym jedynym wyjątkiem ze Serbji) dziś tylko dla Polski
charakterystyczną formę. Zabawa w „jaworowych ludzi byłaby,
,w myśl tej hipotezy, jedynym śladem po zaniklých w Polsce obrzędach,
gdzie może występowała para „jaworowych ludzi“ i staczała ze sobą
walkę, jak owi słoweńscy „zeleni Juri“ i „Rabolj“. To podobieństwo
akcji starego obrzędu i świeżo z zagranicy przybyłej zabawy, mogło
ułatwić zlanie ich w jedną całość.
Zestawiliśmy dopieroco stary obrzęd z nowoprzybyłą zabawą. Czy
to ma być równoznaczne z przyznaniem hipotetycznemu obrzędowi po­
chodzenia od polskich kultów' pogańskich? Takie twierdzenie szłoby
zadaleko. Po licznych rozczarowaniach w tej mierze (których nam nie
szczędzi zwłaszcza prof. Briickner) musimy być ostrożni. Przy­
puszczony przez nas obrzęd mógł być autochtonem polskim, lecz tak
samo mógł być przybyszem dawniejszym od omawianej gry.
Pozostaje do wytłumaczenia kwe'stja gatunku drzewa, które w da­
nym przypadku kult ludowy wybrał. Jawor (Acer pseudoplatanus L.),
przez przeciętnego inteligenta miejskiego stale mieszany z o wiele po­
spolitszym klonem (Acer platanoides L.), różni się odeń głównie gładką,
płatami łuszczącą się korą; liśćmi górą ciemno a spodem sinawozielonemi, (3-) 5-klapowemi, o linjach wypukłych (u klona wklęsłe) ; długienri, zwisłemi gronami kwiatów; owocami o skrzydełkach rozchylo­
nych pod kątem ostrym. Gdy klon pospolity na całym obszarze, jawor
.ogranicza się do lasów karpackich i podkarpackich, Śląska, Wyżyny
Małopolskiej i Lubelskiej, Roztocza, Opola (wsch.-małop.), Wołjnia
i Podola, na Pomorzu i w Suwalszczyźnie(?). Zresztą sadzony (S z afer). Dodajmy, że tak „jawor“ jak „klon“ — to prasłowa (B r ii c kn e r. Słown. etymol.).
Zacznijmy od stosunku wzajemnego zasięgów jawora i nazwanej
od niego gry (t. j. wyłącznie jej grupy B, patrz wyżej). Zdaje nam się.
że te zasięgi w znacznej mierze tak są zgodne, iż ■ułatwiają nam walnie
interpretację faktów, oświetlanych poprzednio z innego stanowiska. Oto
przedewszvstkiem co do województwa poznańskiego nie mamy' już
pctrzeby odwoływać się do faktów z niedawnej bistorji. Sam brak
jawora jako składnika lasów wielkopolskich mógł wystarczyć, by w tę
stronę tylko słabą falą sięgał hipotetyczny obrzęd ludowy z „jaworo­
wymi ludźmi“, a co za tern idzie, również aby nasza gra tu miała małe
szanse zetknięcia się z tym motywem.
Co innego ze Śląskiem i Pomorzem. Tam napór niemczyzny był
o tyle starszy i potężniejszy, że mógł decydująco zaważyć na szali
nawet wobec ewentualnie nieźle zagnieżdżonego obrzędu z „jaworo­

13

wymi ludźmi“ (co do Pomorza zresztą przypominamy, że zasiąg jawora
prof. Szafer tu opatruje pytajnikiem).
Nieźle też zgadzają się fakty pozytywne obu zasięgów, a przedewszystkiem wielka przewaga grupy B omawianych opisów w woje­
wództwach: kieleckiem, krakowskiem i lubelskiem. Mniej oczekiwaną
jest podobna przewaga w woj. warszawskiem. Przypuszczenie, że
mogła tu zaważyć na szali stolica, z natury rzeczy odbijająca raczej
stosunki ogólnopolskie, nasuwa się mimo nikłego jej udziału w tej
przewadze (6 op.). Musimy bowiem przyjąć silne promieniowanie odmianek przeważających w Warszawie na całe województwo. Obszarów
wschodnich Rzeczypospolitej nie bierzemy w rachubę ze względu na
wpływy ruskie i białoruskie.
Tu trzeba dodać dwa zastrzeżenia. Pierwsze z nich dotyczy prze­
sunięć zasięgów różnych gatunków roślin, w związku ze zmianami kli­
matu. Ostatnie takie przesunięcie wykazano dla okresu stosunkowo nie­
dawnego: około 3000 lat temu prawdopodobnie i północna granica
jawora sięgała w Europie znacznie dalej, tak, że zasiąg jego obejmo­
wał całą Polskę dzisiejszą. Druga uwaga odnosi się do termmologji.
Co lud nazywa „jaworem“ a co „klonem“ w różnych okolicach Polski
,(a tembardziej w różnych krajach słowiańskich), to w tej chwili nie
jest dostatecznie wyjaśnione, słowniki zaś botaniczne wykazują spore
w tej mierze rozbieżność:' (ustnie od prof. Wodziczki). Prof.
Fischer stwierdza jednak, że lud nasz dobrze rozróżnia jawor od klonu.
Inne pytanie: czy poza faktami fitogeograficznemi niema innych
przyczyn, które składać się mogły na powstanie w Polsce obrzędu
i zabawy związanej z tym właśnie gatunkiem drzewa? Otóż teraz
wchodzimy na obszar zamało dotąd zbadany. Kult religijny drzew sam
przez się nie ulega wątpliwości u ludów indoeuropejskich, a Słowianie
i wśród nich Polacy napewno nie stanowili wyjątku. Dość wspomnieć
0 przysłowiach ros\jskich jak „w lesie żit\ pieńkam Bogu moliťsia“
(Afanasjew), zakazy w XI stul. w Czechach składania ofiar drze­
wom, świadectwo czeskiego kronikarza Kosmasa o czczi oddawa­
nej w jego kraju oreadom, dryadom i hamadryadom; Máchal po­
daje szereg innych jeszcze świadectw historycznych. U pogańskich
Litwinów, wśród szeregu drzew świętych z dębem Perkunasą na czele,
wymieniano też jawor czy klon (O. Schräder). Według kosmogonicznej kolędy z Rusi halickiej „nie było nieba ani ziemi... tylko sine
morze, a pośród morza były dwa dęby“ (w innej odm. : „zielony jawor“,
w innej jeszcze: „trzy jawory“; Hołowacki j, Kostom aro w,
Nowosielski). Na tych dębach czy jaworach usiadły gołębiestwórcy. Wiesiełowskij zestawia je z nordycznym yggdrasill‘em,
oraz z chrześcijańskiem drzewem w Iraju i drzewem krzyża. Prof.
Moszyński wymienia też jawor (obok klonu i szeregu innych
drzew) wśród „mniej znaczących, ale bądźcobądź wziętych“ gatunków
przy opisie wierzeń ludowych słowiańskch o roślinach. W polskich
pieśniach ludowych, jawor wspominany zbyt często, żeby to nie miało
głębszego związku z dawnym kultem tego drzewa jako świętego.
Trudno się oprzeć wrażeniu, że temat ten zasługuje na dokład­
niejsze zbadanie. Już Wójcickiego uderzyła wybitna rola jawora

14

w słowiańskiej poezji ludowej; przytacza przykłady polskie, ruskie
i słowackie. Więc starą pieśń ze zbioru drukowanego w XVI w. (Pod
jaworowym cieniem wróży panna pierścieniem etc.), piosenkę oczepinową z Lubelszczyzny (Okrył się jawor zielonym listeńkiem. Młoda
Marysia bielonjm czepeńkiem). To znów o złotej rzęsie na liściach
jawora (Na śród dworu jawor stoi, Na jaworze złota rzęsa, I przyle­
ciały rajskie ptaszęta, I obtrzęsły złote rzęsj . I wybiegła nadobna dziew­
czyna, I rozpuściła swój biały fartuszek; I pozbierała złote rzęsy,
1 skoczyła do złotniczeńka, Aby jej ulał złoty kubeczek). A na Rusi,
według pieśni, dziewczę przysięga wierność kochankowi pod zielonym
jaworem. Gdzie pochowano zamordowaną dziewczynę, kędy jej białe
nogi, tam wyrosły dwa jawory. W pieśni weselnej: „Stoi jawor na po­
dwórzu, gałązkami do dołu; czas bojarom do domu za jasnej zorzy“.
Kołomyjka: ,.Cj u poły ,dwa jawory, toetyj pochyływsia; Jak ne wozmu
koho lublu, ne budu żenywsia“. W pieśni słowackiej matka rozgnie­
wana na córkę, przeklina ją w jawor.
Od pierwszej połowy XIX w., kiedy to pisał Wójcicki, wiele przy­
biło bogatych zbiorów pieśni, podań, wierzeń ludowych i t. p., a w nich
roi się od przykładów podobnych1), oczekujących na naukową analizę.
Ma terja ły do takiej analizy gromadzi prof. A. Fischer, który na pod­
stawie zebranych dotąd danych potwierdza nadcwszystko hipotezę Wój­
cickiego, że jawor jest w oczach naszego ludu drzewem miłości, po­
wiernikiem zakochanych. Nadto zaznacza wiarę w jego (i klonu) moc
odwracającą wszelkie niebezpieczeństwa: gałązki tych drzew chronią
od złych duchów, czarów i f. p. Wreszcie liczne zastosowania w medy­
cynie ludowej różnych okolic Polski. Nie bez związku z temi wierze­
niami są zapewne także pewne szczegóły z zakresu kultury materjalnej
naszego włościanina: predylekcja do soku klonowego, wyrobów
z drewna jaworowego, chętne sadzenie jawora w pobliżu chat nawet
w okolicach, gdzie to drzewo już dziko lie rośnie i ł. p. Dalsze poszu­
kiwania prof. ,Fischera napewno dadzą ciekawe i bogate plony. W ocze­
kiwaniu ich, już dziś na oko możemy ocenić, że nie brak materjału dla
poparcia naszego przypuszczenia o obrzędzie ludowym z „jaworowymi
ludźmi“.
Jeszcze jedna uwaga. Ci z czytelników, którym wpadły w ręce
dwie pokrewne prace autora („Palant polski“, Wychowanie Fizyczne
1932, „Palant zagranicą“, tamże 1934), nie znajdą tu zastosowanej hi­
potezy, która tam starała się tłumaczyć pewne właściwości zebranego
materjału. Było to wprowadzenie ,w związek wzajemny pochodu pew­
nych zjawisk tej dziedziny z Zachodu na Wschód, oraz wędrówek ma­
sowych młodzieży, jakie wj woływało zakładanie kolejne i dalszy roz­
wój uniwersytetów średniowiecznych. W szczególności zwrócono tam
uwagę na filjację dwóch najstarszych wszechnic słowiańskich (Praga
przy założeniu jest jakby filją Paryża, Kraków zaś Pragi), wyjaśnia*
a) Dla przykładu, podajemy obliczenia p. J. W o w c z a k ó w n y (rękop.,
Zbiory Studjum W. F. Uniw. Pozn.), według których na 1882 pieśni w zbiorze
Glogera, żywe drzewa i krzewy wymieniono 183 razy, w czem dąb 35 r., kalina 27,
jawor 20, wiśnia 13, leszczyna 11, lipa, topola i sosna po 8 razy i t. d.

15

jącą nam m. i. bliższy związek czeskiego i polskiego palanta z pierwo­
wzorem we Francji, niż z Niemcami.
Ale to wszystko dotyczy, obok palanta, zapewne i innjch typowych
gier młodzieńczych (sportowych, jakbyśmy je dziś nazwali). Tymcza­
sem w „jaworze“ mamy do czynienia z zabawą dziecięcą, czasami obej­
mującą dzieci płci obojej, lecz przedewszystkiem nteresującą dziew­
częta. Inne tu zatem drogi rozpowszechnienia, a ruchy migracyjne
znacznie powolniejsze niż np. przy magowem przesiedleniu studentów
i mistrzów do nowo założonej szkoły akademickiej. Należy tu myśleć
o powolnem przenikaniu z kraju do kraju, takiem, jakie dotyczy wogóle
zjawisk z dziedziny folklor,u i potrzebuje nieraz stuleci dla wzięcia ja­
kiegoś etapu.
IV. Wnioski teoretyczne.

Materjały zebrane i ich analiza oraz próby wyjaśnień przy pomocy
wiadomości o znanych zjawiskach pokrewnych, uprawniają, jak się
zdaje, do następujących wniosków.
1. Potwierdza się hipoteza, wysunięta przez autora tej pracy
w ;r. 1922, w myśl której przy wędrówkach zabaw i gier tradycyjnych
z kraju do kraju i z regjonu do regjonu, pozostaje dość sztywnem
i niezmiennem „jądro ruchowe“ zabawy (t. j. ustawienie i ruchy uczest­
ników), natomiast zaś ulegają większym i częstszym przemianom jej
„akcesorja duchowe“ (terminologja, formułki, dialogi, pieśni). W nich
to nadewszystko znajduje wyraz zasób kultury duchowej narodu czy
plemienia, na mocy zetknięcia się danej zabawy z odrębnemi warun­
kami środowiska, a dalej z wierzeniami, obrzędami, legendami i t. p.,
które wpływają na zmianę nazw, formułek, piosenek i nadają obcemu
przybyszowi postać swoistą, narodową czy regjonalną.
2. Potwierdzenie rzeczonej hipotezy uzyskano na tle analizy za­
bawy dziecięcej w „jawora“ („most“). Tu okazało się prawdopodobnem,
że zjawisko to, przybyłe do nas, jak się zdaje, z Południowego Za­
chodu, zetknęło się w Polsce z zaginionym później obrzędem wiosen
nym czy letnim, w którym (analogicznie do częstych przykładów ob­
cych, także słowiańskich) występowali parobcy czy dziewczęta, przy­
brani w liście i kwiaty i nazywani „jaworowymi ludźmi“. Ta nazwa
przeszła na dzieci tworzące bramę w naszej zabawie i stanowi wyłącz­
ność charakterystyczną dla przeważającej części polskich odmianek tej
zresztą prawie kosmopolitycznej zabawy.
3. Fakty dotyczące zasięgu dwóch grup odmianek tej gry w na
szym kraju, stanowią również podstawę do pewnych konkluzyj. Oto
większe rozpowszechnienie w Polsce zachodniej odmianek, które
możnaby nazwać „mniej polskiemi“ (bez wzmianek o jaworze i jawo­
rowych ludziach), można tłumaczyć dwojako. Najpierw nasilona ger­
manizacja w tej dzielnicy mogła i tu znaleźć swój wyraz. Powtóre
jednak, co do Wielkopolski, brak jawora wśród dziko rosnących drzew,
trzeba również uważać za czynnik, który -utrudniał tu rozpowszechnie­
nie tak obrzędów jak gier z tym gatunkiem skojarzonych. Wobec tego
czynnik zaczerpnięty z niedawnej historji politycznej tu mógłby u stąpić,

16

a pozostać w sile co do Śląska i Pomorza, gdzie działał dłużej i silniej.
Fitogeografja zaś (zapewne wraz z innemi warunkami środowiska)
stanowiłaby dalszy czynnik, który przewidzieliśmy przy formułowaniu
hipotezy z r. 1922.
4. Na tern jednak nie możemy poprzestać. Hipotezy, a nawet
teorje, mają najczęściej o wiele większe znaczenie jako pobudka do
dalszych badań, niż jako rozwiązanie zagadnień naukowych. I w danym
przypadku nie łudzimy się ani chwili co do losu niniejszych przy­
puszczeń, które napewno zczasem ustąpią miejsca doskonalszym. Lecz
główne ich zadanie będzie spełnione, gdy dadzą asumpt do badań,
wyświetlających kult drzew, zwłaszcza w dawnej Polsce i u innych
Słowian. Tu mamy na myśli przedewszystkiem tak liczne a tak mało
dotąd zwracające uwagi badaczy wzmianki o jaworze w poezji ludowej.
5. To samo dotyczy konieczności dalszych poszukiwań za śladami
obrzędów, związanych z wegetacją, których dziś jedyną pozostałością
byłaby nasza zabawa dziecięca.
6. Wreszcie i w zakresie lepszego niż dotąd zaznajomienia się
z odmiankami samego „jawora“ czy „mostu“, mimo dużego kroku
naprzód, jaki nam dała ankieta R. N. W. F., nie należy bynajmniej
spocząć na laurach. Liczmy się z faktem, że zebrany w ten sposób materjał musi być i jest napewno w pewnej mierze jednostronny. Odzwier­
ciedla conajwyżej dość wiernie dzisiejszy stan tradycji wśród dziatwy
i młodzieży szkolnej, a zatem wśród pokolenia, które siłą rzeczy odzie­
dziczyć musiało tradycję mocno uszczuploną i wypaczoną. Świadomi
tego źródła błędów, zwróciliśmy się z prośbą do nauczycielstwa, by
dodało swoje osobiste wspomnienia z lat dziecięcych i starało się od­
szukać dawną, nieskażoną tradycję u ludzi starych. Poza paru odosob­
nionemu (a bardzo cennemi) przyczynkami, apel nasz pozostał (oodobnież jak przy ankietach poprzednich) bez echa.
Będzie jednym z największych triumfów takich jak obecne opra­
cowań, jeśli potrafią zainteresować szersze grona przyjaciół nauki i po­
budzić je do akcji pomocniczej w tej dziedzinie.
V. Wnioski wychowawcze.

Opracowując po raz pierwszy dla szkół polskich materjał rodzimy
tego działu w r. 1916, autor niniejszej pracy postawił zasadę, by nau­
czyciel na wstępie do wychowawczego stosowania zabaw zbadał tra­
dycje, jakie dzieci posiadają w tej mierze. Może być, że tu i ówdzie
były odosobnione próby tego rodzaju. Lecz naogół apel pozostał woła­
niem na puszczy.
A nie chodzi tu bynajmniej o wyzyskanie szkoły dla naukowych
zadań badawczych, które jej nie przyniosą bezpośredniego pożytku.
Wprost przeciwnie. Szkoła, wykrywając nowe lub mało znane elementy
zabawowe, wykorzysta je sama (z małemi wyjątkami rzeczy zgoła nie­
przydatnych) nietylko dla zawiadomienia o nich badaczy, lecz dla swej
codziennej praktyki, z największą korzyścią wychowawczą. Zyskuje się
bowiem wzbogacenie wątku ćwiczebnego, a przy motywach regjonalnych wzmocnienie lokalnego patrjotyzmu, dumy z własnego dorobku

17

kulturalnego, osłabienie zaś niezdrowej gonitwy za bezwartościowemi
nieraz nowinkami z obczyzny. Wszelkie wątpliwości co do oceny takich
regjonalnych zabaw, wyświetliłoby się oczywiście przed ich wprowa­
dzeniem w program, przy pomocy wizytatorów i instruktorów-specjaliptćw. Z tern zastrzeżeniem, apel nasz winien znaleźć miejsce w pro­
gramach i ten postulat jest na czasie w obecnym okresie próbnym tych
przepisów.
Dla nauki wynikłyby z tego dwie korzyści. Najpierw, za pośred
nictwem nadzoru wych. fiz. badacze otrzymaliby może cenne przy­
czynki do zebranego uprzednio materjału. Po drugie, może nieco chociaż
zwolniałoby tempo niszczycielskiego działania szkoły na tradycję.
Trzeba bowiem sobie otwarcie powiedzieć, że tak jak jest, niema
większego niebezpieczeństwa dla przekazywanego z pokolenia w poko­
lenie dziecięce dorobku kulturalnego w tej dziedzinie — jak dobry,
pełen zapału, lecz nieuświadomiony w tej mierze wychowawca, fizyczny.
Ten skutecznie wypiera najlepsze nieraz elementy rodzime, na rzecz
wątpliwej wartości nabytków angielskich, szwedzkich czy amerykań­
skich. Tu powinna rychło nastąpić zmiana, jeśli nie chcemy się samo­
chcąc zdegradować do roli parjasów światowej kultury, zdolnych je­
dynie do nieśmiałego kroczenia w ślady innych.
Kończąc, autor spełnia miły obowiązek serdecznej podzięki dla
wszystkich, którzy mu pomagali w pracy; w szczególności zaś dla.Rady
Nauk. Wych. Fiz,, Państw. Urzędu Wych. Fiz. i Przysp. Wojsk., oraz
Ministerstwa W. R. i O. P., za wydatne poparcie akcji ankietowej, które
umożliwPo otrzymanie licznych i cennych materjałów.
LITERATURA.
I (Wstęp). O. Kolberg, Lud, Poznańskie. — 1 eilberg, Bro-brille legen
etc., Svenska landsmalen 1905. — SP. Orlov, Hry a písně dětí slovanských,
Praha 1928. — E. Piasecki, Zabawy i gry ruch., Kijów 1916, nast. wyd. Lwów
1918, 1922 — Idem, Badania nad genezą ćwiczeń cielesnych, Poznan
1922. — E. A. Pokrowskij, Dietskija igry, wyd. 2, Moskwa 1895. —F. M.
Böhme, Deutsches Kinderlied und Kinderspiel, Leipzig, 1897. — Cock en
■Teirlinck, Kinderspel en Kinderlust etc., 8 t., Gent 1902—8. — Rolland,
Rimes et jeux de 1‘enfance, Paris 1883. — A. B. Gomme, Traditional games of England, Scotland and Ireland, 2 t, London 1894—7. __
G. ťitré, Giuochi fanciulleschi siciliani, Palermo 1883. — K. A. Coelho, Bol.
de Soc. Geogr. de Lisboa, 1885. — B. Guttmann, Kinderspiele bei den Wadschagga, Globus 1909. — P. Camboué, Jeux des enfants malgaches, Anthro!pos 1911. — D. Kidd. Savage childhood. A study of Kafir life. London
(1906. — Haddon, Notes on children's games in Brit. N. Guinea, Journ. Roy.
Anthrop. Inst 1908. — G. A. F. Knight, art. „Bridge“ w Hastings, Encyclopedia of Religion and Ethics, t. II. — Idem, art. „Foundation“, ibid t. VI.__
■J. Máchal, Nákres slovanského bájeslovi, Praha 1907. - M, Ungarelli, Arch.
Trad pop. 1893 — A. Fischer, Klon i jawor w kulturze ludu polskiego,
Ziemia 1932.
II (Przegląd materjału). A Wanke, Hałahiwki...' w pow. prze;mys„ Zb. wiad. antr. Ak. Urn., 1889. — KI. z Tańskich Hoffmanowa, Jan
Lud T. XXXIII.

2

18
Kochanowski w Czarnoleski, Lipsk 1866. — P. W. Szejn, Materjały byta...
■rus. nasiel. Siew.-zap. kraja, Petersburg 1902. — A. Meyrac, Traditions etc.
jles Ardennes, Charleville 1890. — J. Kantor, Boże Nar. i Wielkan. w okol.
Jarosławia, Mater, antrop. Ak. Um. 1914. — E. Chrzanowski, Śliwno, rękop.
w Muzeum Wielkopol., Poznań.
A. Petrow, Lud ziemi Dobrzyńskiej,
jZb. Wiad. Antropol. Ak. Urn., 1878. — P. Demidowicz, Biełar. Dietsk. igry,
jŻiwaja Starina 1898.
;
III (Próby w y j a ś n i e n i a). G. Frazer, The golden bough, 3 wyd.
p t., London 1911. — W. Mannhardt, Der Baumkultus, Berlin 1875. —
Gentleman's Magazine z r. 1779, cyt u Th. Barns, art. „Shrove-tide“
/w Hastings, 1. c. — Pájek, Czubinskij, Štěpán, Vuk, Afanasjew, Krek, cyt.
u Máchala, 1. c. — A. Stoeber, Buddingh, Gebhard, cyt. u Mannhardta 1. c. —
D. Ilić, cyt. u S. P. Orłowa, 1. c. — W. Szafer, S. Kulczyński, B. Pawłowski,
rtośliny polskie, Lwów 1924. — Afanasjew, Kosmas, Hołowackij, Kosto;marow, Nowosielski, Wiesiełowskij, cyt. u Máchala, 1. c. — O. Schräder, art.
„Aryan Religion“, Hastings 1. c. — K. Moszyński, Kultura ludowa Słowian,
t. II, Kraków 1934. — K. W. Wójcicki, Zarysy domowe, Warszawa 1842. —
■Z. Gloger, Pieśni ludu, Kraków 1892.

i

^

RÉSUMÉ.

Tout le monde connaît bien le jeu d'enfants surnommé ,.porte du
.Gloria“ (joué en Europe presque partout, et dans plusieurs pays en dehors
d'elle), où deux enfants constituent une porte avec leurs mains unies et
levées, tandis que le reste de la petite compagnie forment une queue qui
passe par la porte trois fois, en chantant (nous omettons ici les menus
détails).
Or, la forme du jeu, décrite ci-dessus, est à peu près internationale, et
il n'y a que très peu de chose qu'on trouve de caractéristique pour tel ou
autre pays, en tant qu'il s'agit du „noyau moteur" (c'est-à-dire de la dispo­
sition des joueurs et de leurs mouvements). C'est une autre chose du moment
où l'on envisage les „accessoires spirituels" du jeu (sa terminologie, ses
■formules, dialogues, chansons). Là, les différences s'accentuent, du pays en
pays, et même d'une région à une autre. L'auteur avait déjà, dans un
travail publié en 1922, signalé ce fait intéressant, en soulignant son impor­
tance pour ce qru'on appelle „le caractère national" d'un jeu. De plus, il
avait aussi tiré l'attention sur les croyances, rites, légendes etc. de chaque
pays, qui, en contact avec un jeu venu de dehors, en changent lesdits
accessoires.
L'auteur passe en revue les théories que notre jeu, dans sa forme quasi
internationale, a inspiré aux divers auters. Prof. Piasecki tâche de trouver
une explication pour les variantes de ce jeu, prépondérantes en Pologne, dans
lesquelles les enfants formant la porte s'appellent „gens d'érable", et le jeu
lui-même porte le nom „érable" (il s'agit de l'espèce érable sycomore 3» acer
pseudoplatanus). L'auteur se base sur des matériaux accumulés par enquê­
tes réitérés, de lui-méme, et de ses éleves, couronnées récemment par
l'enquête du Conseil Scientifique de l'Education Physique (1933). Il examine
311 descriptions de ce jeu, provenant de toutes les régions du pays.

1

19
■•'-C'est en se basant sur ces matériaux que l'auteur se croit autorisé
à chercher leur explication dans les rites de printemps et ďété, si fréquents
,chez les paysans de nombreux pays d'Europe, où une ou deux jeunes per­
sonnes (ou mannequins) sont menés en cortège par tout le village, adornés
de feuilles et de fleurs, et surnommés le plus souvent d'après la date de la
fête, mais parfois d'après une espèce de bois ou d'arbuste (ce que Frazer
considère comme forme plus proche d'anciens rites païens). Pour finir, on
(„décapite" ou „noie" ces personnages (ce qui n'est réellement exécuté qu'en
cas de mannequins) ; ou (comme dans un rite Slovène de Styrie) il y a une
Jutte entre les deux acteurs, dont celui qu'on adorne de verdure, est tou­
jours victorieux sur un autre habillé en paille ou en fourrure. On explique
.tous ces rites comme réminiscences du culte des démons de la végétation,
ainsi que comme des vestiges des croyances magiques, soutenant que la dra­
matisation d'un phénomène de nature, l'accélère et le fait parcourir d'une
manière satisfaisant les intérêts et les désirs du paysan. Or, selon l'hypothèse
.de l'auteur, notre jeu constituerait l'unique vestige d'un rite semblable en
Pologne.

JAN FALKOWSKI

PRZYCZYNEK DO ZAGADNIENIA NACZYŃ
PIERŠCIENIOWATYCH
(CONTRIBUTION AU PROBLÈME DES VASES DE FORME ANNULAIRE).

Ciekawem i dotychczas nieopracowanem zagadnieniem jest pocho­
dzenie i dokładny zaciąg naczyń pierścieniowatych, występujących na
różnych obszarach pod rozmaitemi nazwami. Zagadnienie to jako całość
dotychczas zostało właściwie opracowane jedynie przez E. Grohne'go
p. t. Die Koppel, Ring- und Tüllengefässe (Abhandlungen und Vorträge
herausgegeben von der Bremer Wissenschaftlichen Gesellschaft, Jahr­
gang 6, Heft 1/2, Juli 1932). Opracowanie to jest jednak zupełnie nieza
dowalające, ponieważ autor w pracy swojej zajął się jedynie naczyniami
pierścieniówatemi leżącemi. Pominął więc zupełnie naczynia pierścieniowate stojące, które mają również bardzo znaczny zasiąg.
Naczynia pierścieniowate stojące występują już w bardzo daw­
nych czasach np. w Egipcie i na wyspie Rodos. Naczynia takie znane były
nam mniejwięcej już od 1600 przed Chr., a służyły do przechowywania
pachnideł, być może także do celów kultowych.
Naczynia pierścieniowate stojące znane są nam najlepiej z obszaru
huculskiego. Pozatem tu i ówdzie podawane są w literaturze, jednak bez
specjalnego opracowania. Obecny zasiąg naczyń pierścieniowatych obej­
muje: Hucułów, (u sąsiednich Bojków zanikły), następnie znane są na
całej Ukrainie, w Rumunji, Jugosławji, Italji, sporadycznie w krajach
alpejskich, a także w północnej Afryce.
W niniejszym przyczynku3) podane jest jedno naczynie pierścień Z materjałów zebranych zagranicą za stypendjum Funduszu Kultury Na­
rodowej. Rysunki wykonał autor.

2*

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.