c8f4eb3ead29e25a144ae2799267447f.pdf
Media
Part of Pieśni i wiersze polskich robotników rolnych w Niemczech / Lud, 1934-1935, t. 33
- extracted text
-
64
7. Kochankowie, przykład bierzcie,
Macie kochać, kochać wiecznie.
Kochankowie, przykład bierzcie,
Bo kochanie niebezpieczne.
PIEŚNI I WIERSZE POLSKICH ROBOTNIKÓW
ROLNYCH W NIEMCZECH
«{CHANTS ET POÉSIES D’OUVRIERS AGRICOLES POLONAIS EN ALLEMAGNE
Dla etnografa posiadają wartość nietylko pieśni wiejskie, ale także
miejskie pieśni robotnicze, szczególnie gdy wiążą się z grupą pra
cowników mało wykształconych. Wtedy bowiem zawsze zawierają one
w sobie wiele elementu wiejskiego, przetworzonego zależnie od nowego
środowiska, w którem trwają. Tego rodzaju materjałów drukowanych
nie mamy wiele, jakkolwiek i pod względem socjologicznym są one
bardzo ciekawe. Towarzystwo ludoznawcze otrzymało w roku 1932 dzie
sięć takich pieśni z konsulatu Rzeczypospolitej Polskiej w Szczecinie za
pośrednictwem Minist. W. R. i O. P. Teksty zapisał p. Kazimierz Wrób
lewski w czasie reemigracji polskich robotników sezonowych z Niemiec
w r. 1931. Pieśni te śpiewali chórem robotnicy i robotnice podczas podróży
zbiorowemi pociągami. Śpiewający, wszyscy z pow. Końskie, nie mogli
podać bliższych danych o powstaniu pieśni twierdząc, że były one prze-1
jęte od innych znajomych robotników i śpiewane przeważnie podczas
pracy. Pieśni śpiewano na nutę rozmaitych melodyj ludowych znanych
w tej okolicy, z której robotnicy' pochodzili. Śpiewki te oraz inne po
dobne były'w roku 1931 oardzo popularne i na terenie Pomeranji znała
je większość robotnic polskich. Miała ta poezja ludowa wielkie powo
dzenie, ponieważ w sposób bardzo prosty' i bliski ogólnym uczuciom
odtwarzała dolę polskiego robotnika. O tern najlepiej mogą powiedzieć1
same teksty, które podajemy dosłownie bez żadnych zmian lub ooprawek.
1. Boże ach mój Boże.
Boże ach mój Boże, Boże mój jedyny
Wyprowadź nas Boże, Z tutejszej krainy.
Zaprowadź nas Boże, Na te nasze pole
Tam się rozweseli, Smutne serce moje.
Mama wyglądała, Córeczkę ujrzała
Z takim wdzięcznym głosem, Do niej zawołała.
Witaj córko moja, Witaj dziecko moje
Cóżeś nacierpiała, Przez to lato całe.
Cierpiałam, cierpiałam, Jak rybka bez wody
Wszelkim utrapieniu, Wszelkiej niewygody
Wszelkim utrapieniu, Wszelkiej niewygody
Jak mi się pić chciało, Nie dali mi wody.
Wody pić nie dali, Mało jeść dawali
Takie ciężkie tragi, Nosić nam kazali.
Dali nam tam chleba ndeupieczonego,
1 jeszcze do tego nieosolonego.
Dali nam tam kawy . nieugotowanej,
Jeszcze do tego koksem zasypanej.
Dali nam tam widły, Z dużemi sztylami
Jeszcze postawili, Włodarza nad nami.
Żeby my wiedzieli, Jak do Boga wołać
To by my kazali, Włodarzowi orać.
Włodarzowi orać, Gdzie najcięższa rola
\ panem bronować, Gdzie się perz wywala.
Ty łysy włodarzu, Co my ci zrobimy
Weźmiemy za łeb, U krza uwiążemy.
Będą się przejeżdżać, Krakowiacy insi
Będą się pytali, Za co włodarz wisi.
Wisi on tam wisi, Za niewielkie winy
Bo nas niechoiał puszczać, Na naszą godzinę.
Powiedzieli ludzie, Że jest w Prusach dobrze
A w Prusach trzeba robić, Aż się skóra odrze.
Jak się jedna odrze, To się druga rodzi
Tym przeklętym Niemcom, Nigdy nie dogodzi.
2. A kto chce rozkoszy użyć.
Kto chce rozkoszy użyć
Niechaj idzie do Prus służyć
W Prusach rozkoszy użyje,
Czarnej kawy się napije
I zje chleba niesionego
I tyle użyje dobrego.
Kędy zegar piętą bije
To Verwalter we drzwi bije,
Wslajfa dziewuchy do roboty
Bo zapiały już koguty
Bierzta haki na ramiona
Nie zostajta żadna doma
Bo jak w domach zostanieta
To mało pieniędzy weźmieta
A wy chłopcy dłużej śpicie
I tak więcej zarobicie.
3. Ach Boże mój Boże, Daj najprędzej wieczór.
Ach Boże mój Boże, Daj najprędzej wieczór,
Bo nam się tak przykrzy, Jak tern małem dzieciom.
Lud T. XXXIII
66
Bo te małe dzieci, Po drodze latają
A nam już od roboty, Ręce ustawają.
Powiedzieli ludzie, że w Niemcach jest dobrze
A w Niemcach trzeba robić, aż się skóra podrze.
Choć się jedna podrze, to się druga rodzi
A tym przeklętym Niemcom nigdy nie dogodzi,
Jak przyjdzie jesienią, ręce się pękają
Jak przyjdą buraki, krwią się zalewają,
Jedna ręce myje, druga smołą kapie,
A ta trzecia na prycy na swe ręce płacze.
4. Powiadają ludzie...
Powiadają ludzie, że to w Niemczech dobrze,
w Niemczech trzeba robić, aż się skóra podrze,
aż się skóra podrze, ubranie popęka,
a kto w Niemczech robi, Niemcy popamięta.
Dali nam tak kawy w kotle gotowanej,
a jeszcze do tego nieocukrowanej,
dali nam chleba drogo zapłacony,
jeszcze do tego nie jest posolony.
Dali nam kartofli po polu zbierane,
i jeszcze do tego są porachowane,
wydali nam haki z długiemi sztylami
i jeszcze postawili włodarza nad nami.
My się włodarza wcale nie boimy,
co pohakamy, to sobie postoimy,
a włodarz nam mówi, dalej panny dalej,
bo jedzie inspektor, kijem was wywali,
a żebymy mogli włodarzami orać,
gdzie najcięższa rola,
gdzie się perz wywala.
Włodarzami orać, inspektorem włóczyć,
wiedzieliby oni, jak nas mają uczyć.
Dajże nam Boże z tych Niemiec ucieknąć,
choćbym w Polsce mieli zginąć.
5. Panie inspektorze, obrachunek zróbcie
Panie inspektorze, obrachunek zróbcie,
bo ja już wyjeżdżam w drogę,
wydajcie mi te moje papiery,
bo ja rajzować będę.
Moja walizka jest uszykowana,
stoi w śtubie na stole,
wynieś że ją moja najmilejsza,
oj wynieś mi ją na pole,
a na tern polu stoi koń siodłany,
a na konin złoty pas.
Jak ja będę z Małtzina1) wyjeżdżał,
ach będzie za mną duży płacz,
będą mnie płakały Maltzińskie panienki,
co ja żem z niemi nieraz tańcował,
a najbardziej moja najmilsza,
cóżem pierwszą nockę spał.
Jedna mi mówi szczęśliwej podróży,
druga mi mówi jedź z Bogiem,
a ta trzecia wróć się skurczysynie,
twoja pociecha leży na pierzynie,
ach cóż ja pocznę nieszczęsna!
6. Pojedziemy do dom...
Pojedziemy do dam,
a już ci tam moja mama na banę wyjdą,
na banę wyjdą, będą czekali,
jak te spracowane córki będą jechały,
będą jechały, będą wysiadać,
niejedna matka z córką będzie się witać,
będzie się witać, za szyję chwytać,
opowiedz mi moja córuś, co w Niemcach słychać.
Mamusiu moja, mówić nie mogę,
bo żeśmy tam przejechali przez dużą wodę,2)
bałwany biły, żołnierz kierował,
a ten miłosierny Pan Bóg z nieba ratował,
córuniu moja, moja kochana,
opowiedz mi córuś moja, jakie wyspanie,
żelazne prycze, stargane deki,
a pod głowę trza podłożyć swoje chaderki.
Córuniu moja, moja kochana,
opowiedz mi córuś moja, jakie opranie,
we dnie trza robić, w nocy opierać,
jeszcze trzeba po cichutku drzwiami zawierać.
7. W tych Monicach mamy śpią...
W tych Monicach 3) mamy śpią,
bo się światła nie świecą,
aby jedna nie spała,
co na córkę czekała.
x) Małtzin na Rugji.
2) Robotnicy przejeżdżają na wyspę Rugję statkiem — promem.
3) Monice, pow. Sieradz.
68
Córka przyszła, mama śpi,
moja mamo otwórz mi,
mama wstała, roztwarła,
córka do nóg upadła,
cóżeście tam jadali,
rzadkie kartofle rok cały,
cożeście tam pijali,
szarą kawę rok cały,
po ile wam płacili,
markę na dzień dawali.
8. Ach mój Boże gody idą...
Ach mój Boże gody idą,
radują się dzieuchy do dom,
ino ja się nie raduję,
jeszcze dalej powędruję,
ze służbicki na służbickę,
bo już nie mam mamulicki,
mamulieka w grobie leżą,
tatuliczka dzisiaj wieżą.
Tatuliczku moi mili,
komuścież mnie zostawili,
Panu Bogu moje dziecię,
dobrym ludziom na uciechę,
Frasują się ludzie o mnie,
że nie mają miejsca dla mnie,
nie frasujcie się ludkowie,
moje miejsce na cmentarzu.
Cmentarz, cmentarz, cmentarzeczku,
będę leżeć, jak w łóżeczku,
organy mi będą grały,
oczka moje będą spały.
Choćby przyszło na sto ludzi,
już mnie żaden nie obudzi.
Pochowajcie przy krzyżyku,
przy tym moim tatuliku.
Pochowajcie koło ścieżki,
gdzie chodziły moje nóżki.
Pochowajcie przy kaplicy,
będą płakać zalotnicy.
Choćby przyszło sto tysięcy,
już mnie- żaden nie odwdzięczy.
9. Sprzedam ja te konie...
Sprzedam ja te konie, te moje koniki,
i ja pojadę aż do Ameryki.
Sprzedam ja te konie i te nowe sanie,
ciężkie to mnie będzie z żoną rozesłanie.
Z żoną rozestanie i z dziećmi małemi,
zapłaczę se nieraz łzami rzewnemi.
Jadę sobie jadę, okręt się kołysze,
wy o mnie płaczecie, a ja nic nie słyszę.
Jak ja ci wyjechał na to cziarne morze,
nic więcej nie widzę, tyłko niebo, wodę.
A jak ja zajechał do tej Ameryki,
to ja dostałem roboty w żelaznej fabryki.
10. Jak będziemy jechać od Oleszna...
Jak będziemy jechać od Oleszna,
tam nas przywitają brat i siostra,
mama, tata, jak się dzieci macie,
z tego świata.
69
Jakby my się mieli, kochany tato,
tam trzeba pracować całe lato,
Robić często, szparać gęsto,
ażeby dla was uszparać też co.
*
*
*
Prócz tycłi pieśni Towarzystwo ludoznawcze otrzymało w roku 1932
także za pośrednictwem Ministerstwa W. R. i O. P. z poselstwa polskiego
w Berlinie zbiór wierszy i pieśni ułożonych przez poszczególnych ro
botników rolnych, przebywających stale lub czasowo na pracach rol
nych w Niemczech. Utwory te o znamionach niekiedy wybitnie ludowych
były drukowane w „Dzienniku Berlińskim“ w latach 1929 i 1930. Poezje
mają różne cechy charakterystyczne dla naszych chłopów-poetów. Jedne
są proste i szczere, inne więcej pretensjonalne, a nawet o wątpliwej lu
dowości. Zwłaszcza dziewczęta piszą na nutę bardziej ludową. Wiersze
te w czasopiśmie berlińskiem uległyby zapomnieniu, więc korzystając ze
zbiorku p. Radcy I. Ziętkiewicza drukujemy je w całości, gdyż nawią
zują się czasem wyraźnie do pieśni ludowych polskich robotników rol
nych w Niemczech.
W więzieniu.
Czemu płaczesz więźniu młody?
Czemu smutna twoja twarz?
Czy o lubej ciągle marzysz,
Czy ją zawsze w sercu masz?
Czy o lubej ciągle marzysz,
Czy ją zawsze w sercu masz?
W cztery ściany mnie wsadzili,
Więźnia samotnego
U sufitu okieneczko
Z szkła opalowego.
U sufitu okieneczko
Z szkła opalowego.
Ja o lubej ciągle marzę,
Bo ja z lubą pragnę być,
Lecz „kanarki“ 4) mi nie dają:
Na wolności z lubą żyć.
Lecz „kanarki“ mi nie dają
Na wolności z lubą żyć.
W korytarzu wisi zegar
I wybija ósmą,
Wziąłem z sobą trochę wody
Obmyć twarz mą smutną.
Wziąłem z sobą trochę wody
Obmyć twarz mą smutną.
Kiedy miałem lat szesnaście,
To mi kwitły róże, bzy,
Teraz mam łat osiemnaście,
I wylewam gorzkie łzy.
Teraz mam lat osiemnaście,
I wylewam gorzkie łzy.
Upadła mi kropla wody
Na białą podłogę,
Chcąc klucznika nie obrazić
Wycieram, jak mogę.
Chcąc klucznika nie obrazić
Wycieram, jak mogę.
Wczoraj byłem na wolności,
Oddawałem się marzeniu,
Dzisiaj jestem zasmucony —
Osadzili mnie w więzieniu.
Dzisiaj jestem zasmucony —
Osadzili mnie w więzieniu.
Ja się biedzę a tymczasem
Do sądu wołają,
Sędzia czyta: lat dwadzieścia
Więzienia mi dają.
Sędzia czyta: lat dwadzieścia
Więzienia mi dają.
Uwaga Redakcji: Powyższy wiersz został nam nadesłany
przez polską robotnicę rolną Helenę Hermanowską.
________
„Dziennik Berliński“. Nr. 185 z dn. W/VIII, 1929.
4) „Kanarki“ — od żółtych wyłogów, żandarmerja legjonowa.
70
Boże, co rządzisz i niebem i ziemią,
A naród polski otaczasz opieką,
Spraw, niech się czasy emigracji zmienią,
By każdy polak żył pod własną strzechą,
Nie potrzebował tułać się po świecie,
Dla chleba, co mu wróg jak z łaski daje
I nim pomiata jakby on był śmiecie.
Boże ten chleb nam już się kością staje.
My tu swe siły marnuj em dla wroga,
Jego budujem i jego wzmacniamy,
A kiedy Polska, ta Ojczyzna droga
Będzie w potrzebie, to cóż my jej damy?
Staniem bezsilni u Ojczyzny granic,
Sterani pracą na obcej nam roli,
Wszystkie wysiłki nasze będą na nic,
Bośmy tułacze! To nas bardzo boli
Stanisław Piotrowski, robotnik rolny.
„Dziennik Berliński“. Nr. 233 z d.6/X, 1929.
Czy jechać do Prus ?
Dadzą mi tu pieniądz
Jakby z łaski dary,
Ale prawie za nic
Nakładają kary.
Tak mi wciąż mówili,
Żeby do Prus jechać,
Ja się też nie mogłam
Tej wiosny doczekać.
Bo mi tak mówili,
Że w Prusach jest dobrze,
A ja muszę robić,
Aż się skóra z rąk drze.
Dadzą mi deputat
Grochu okrągłego —
Ma być wszystek dobry
Jest pół zepsutego!
Ach! Boże, mój Boże,
Boże mój jedyny,
Wyprowadź utnie Boże
Z tej pruskiej krainy.
Jak się jedna zedrze,
To druga nastaje,
A tak ciężka praca
Nigdy nie ustaje.
Jak się druga zedrze,
To trzecia nadchodzi,
I tak tej niemczyźnie
Nigdy nie dogodzi.
Daj mi wrócić Boże
Na to polskie pole,
Tam się rozweselę,
Tam pracować wolę.
Mctrjanna Miśkiewicz, robotnica rolna.
„Dziennik Berliński“. Nr. 239, z d. 13/X, 1929.
Na grobie Matki.
Tam na cmentarzu przy grobienniiku
Klęczy sierota przy czarnym pomniku,
Klęczy, rozmyśla, i tak rzewnie płacze:
Ach! droga Mamo, już Cię nie zobaczę'
71
Czemuż, ach! czemuż moja Mamo droga,
Czemuż tak prędko odeszłaś do Boga,
Mnie zostawiając na tym .nędznym świecie,
Żebym uwiędła jak jesienne kwiecie?
Smutne me serce pyta się co rana:
Gdzieżeś, ach! gdzieżeś Matko ma kochana,
Lecz Ty, której obce już ziemskie kłopoty,
Nie słyszysz, Mamo, głosu Swej sieroty.
Bądź powstań z grobu, Mamo moja droga,
O co szlę modły codziennie do Boga,
Bądź weź mnie co rychlej, sierotę, do Siebie,
Bo ja nie mogę wyżyć już bez Ciebie.
Usłysz jak tutaj Twa sierota szlocha.
Ach! Mamo-Tato już mnie nic nie kocha,
Bo on już znalazł sobie żonę inną,
A mnie chce wygnać sierotę niewinną.
Więc dokąd się zwrócić, w jaką mam iść stronę?
Czem mam pocieszyć serce zaśmucome?
Nikt się już chyba nie zatroszczy o mnie.
Bo Ty już więcej nie powrócisz do mnie.
Moja najdroższa Ty Matuś jedyna,
Proś że więc w niebie Najwyższego Syna,
Żebym ja mogła już odejść do Ciebie,
I razem z Tobą zamieszkać w niebie.
Słonko się skryło poza ciemną chmurę,
Sierota spłakane oczka wzniosła w górę,
Z ciężkiemi myślami z nad grobu powstała,
Na całem ciele od smutku zadrżała.
S. K., robotnica rolna.
„Dziennik Berliński“, Nr. 247 z d. 23/X, 1929.
Do ojczystych pól!
Bezlitośnie los mną miota,
W głębiach serca ból...
Niewymowna wciąż tęsknota
Biegnie jakby strzała złota
Do ojczystych pól.
Pomknę kiedy z blaskiem zorzy
Na ojczysty łan,
Legnę jak pies na obroży
Wiecznie, wiernie u podnóży.
Mych ojczystych bram.
Rwie się dusza, rwie się serce,
Z gehenny swych mąk —
Na ojczystych łąk kobierce,
Bo w obczyźnie, w poniewierce
Spowił ból mnie w krąg.
Tam, na mroczne życia fale,
Tęsknotę i ból,
Tak cichutko się użalę
Do ojczystych pól.
Ludwik Surma, robotnik rolny.
„Dziennik Berliński“, Nr. 247 z d. 23/X, 1929.
72
Gdy dzwonu jęk...
Gdy już żałosny dzwonu jęk,
Kres cierpień mych obwieści,
Życiowych walk zaniknie lęk,
Śmierć do snu mię upieści —
Liść kiru zaszeleści!
Gdy pęknie puhar gorzkich złud,
Wśród wirów ziemskich głuszy,
Gdy już pożegnam życia trud,
Gdy całun śmierci łzy osuszy,
Ból żaden mnie nie wzruszy!
Lecz póki tętno życia bije
Aż do tchnień już ostatnich,
Niech duch mój wspólnie wije
Nić bólów, cierpień bratnich,
Do kresu łez ostatnich.
Ludwik Surma, robotnik rolny w Niemczech.
„Dziennik Berliński“, Nr. 253 z d. 30/X, 1929.
WsDomnienia.
Gdy mi było lat szesnaście
Wtedy mamcia rzekła mi,
Ach! córuchno złota, miła,
Taką radę daję ci.
Pomna na twe młode tata
Nie pozwalaj się uwodzić,
Bo najładniej jeszcze tobie
We wianeczku chodzić.
Mamciu droga, nie bądź sroga,
P-omnij na Twój róży kwiat,
Gdyś klęczała u ołtarza,
Licząc mniej czternastu lat.
Mama mówi, żem dziecinna,
Że to tylko serca szał,
Ach! mój Boże cóż ja winna,
Żeś mi takie serce dał.
Władysław Wszask, 20-letni robotnik rolny.
Uwaga: Wiersz ten został skomponowany do melodji bardzo po
pularnej między polskimi robotnikami, jakoteż przez Niemców w Saksonji
łubianej. Autor wiersza przysłał nam również i nuty tej melodji, ale z po*
wodu trudności technicznych pomieścić jej nie możemy.
„Dziennik Berliński“, Nr. 253 z d. 30/X, 1929.
W noc wyiskrzoną.
W noc, gdy szaleją zamieć i słota,
Gdy spływa deszczu kaskada,
Jakaś tęsknica duszą mą miota,
Ból sercem włada
W noc wyiskrzoną, chłodną, gwiaździstą,
Gdy księżyc srebrem migoce,
Słyszę w przestworzu melodję czystą,
Niosącą skargi sieroce.
W noc wyiskrzoną, kiedy drzew sploty,
Otulą śnieżne okiście,
Widzę ja drżące wargi sieroty,
I łzy jak płyną rzęsiście.
73
Kiedy się wicher nocą rozhula,
I śnieżne płatki rozproszy,
Wnet mię melodja dziwna rozczula,
Coś mi łka w duszy.
Ludwik Suinta, robotnik rolny w Niemczech.
„Dziennik Berliński“, Nr. 259 z d. 7/XI, 1929.
Ty, któraś w blaskach...
Ty, któraś w blaskach mieczy powstała,
Wśród krwi bijącej z dziatek Twych łona,
A dziś tak piękna, potężna, wspaniała,
Własnym sztandarem sławy olśniona —
Ojczyzno moja!
Nie zegniesz nigdy dumnego czoła,
Przed siłą wrażą po czasy wieczne,
Bo na zew gromki, gdy Polsko zawołasz,
Staną przy Tobie Twe hufce waleczne,
Zbrojne w sławy miecze obosieczne!
Ty silnie wsparta o ramię Twych dzieci,
Bądź ufna w wielkość własnych sił i męstwo,
Bądź pamiętna hasła z minionych stuleci:
Dokazanie czynów przez śmierć lub zwycięstwo,
To dzieci Twych męstwo!
Zaprzysięglim raczej ujrzeć śmierci mary,
Bodaj w krwi brodzić u Twojego proga,
Niż hańbą zbrukać Twe święte sztandary,
Niech Cię nie dławi o to żadna trwoga.
Ojczyzno ma droga!
Ludwik Surma, robotnik rolny w Niemczech.
„Dziennik Berliński“, Nr. 273 z d. 24/XI, 1929.
Tęsknota za Ojczyzną.
Czemuż tak tęsknię za Tobą, Ojczyzno?
Czemuż nie mogę ja w Tobie żyć?
Czemuż ja tęsknię za Tobą z daleka?
Czemuż ,nie mogę dla Ciebie żyć?
Odpowiem ja ci na twe pytanie:
Mój przyjacielu przyjdź do mnie, przyjdź,
Długo musiałam w niewoli jęczeć,
becz teraz wolna już mogę żyć.
Długo car ruski mnie chłostał knutem,
I niemiec także pomagał mnie bić,
Austrjak się również znęcał nademną,
W takiej niedoli musiałam żyć!
74
Więc musiałyście także, me dziatki,
Tułać się, marnieć po świecie
Dla Chleba, boć każdy musi jakoś żyć,
Tej prawdy mi nie zaprzeczycie.
Lecz spadły kajdany z mych rąk,
Więc cierpliwości trzeba trochę mieć.
Bo trudny początek, każdy o tem wie,
By dać polakom możność w Polce żyć,
Lecz dalej, a dalej przyszłość się polepszy,
Dając możność polakom w swej Ojczyźnie być!
Ksawera Kliber, Polska robotnica rolna w Niemczech.
„Dziennik Berliński“, Nr. 285 z d. 8/XII, 1929.
.
Jak pracuje Konsul Polski w Kolonji?
I w Kolonji Konsul Polski
Ma swe małe, wielkie troski.
Są tam jednak chłopi tacy,
Którzy chętnie lgną do pracy.
Nie szczędzą mozołu, ni trudu,
W interesie działają ludu.
Serca dobre i sumienie mają,
Sprawy szybko przeto załatwiają.
Woźny każdego notuje
I referentów wskazuje,
By po ciężkiej pracy
Nie trudzili się rodacy.
Lud serdecznie też dziękuje,
Boć opiekę tam znajduje.
Jan Borobotnik rolny.
Od jednego z naszych czytelników otrzymaliśmy powyżej podany
wiersz, który chętnie wydrukowaliśmy. Jest on bowiem dowodem tego,
że wychodźtwo polskie należycie docenia pracę polskich Konsulatów.
„Dziennik Berliński“, Nr. 27, z d. 2/II, 1930.
Żałosne lamenty.
O! jak smutna wiosna również i w tym roku,
Bo niejednej matce łza zabłyśnie w oku,
Gdyż te matki nasze w Polsce pozostają,
A córki swoje znowu niemcom posyłają.
Lecz posiew radości w sercach matek wzejdzie,
Gdy z końcem jesieni znów grudzień nadejdzie;
Wtedy dobre matki wspomną sobie o nas,
I przyszłą fureczki na granicę po nas.
A na miły widok dobrego konika
Do domu jadącym serca radość przenika
75
„Otwórzcie matki bramy!“ wołamy wesoło,
„Bo stęsknionych córek wraca do was koło“.
Matki bramy otworzą, córki powitają:
„Witajcie córeczki z niemieckiego kraju“.
„Czegoście doznały przez to lato całe?
Pewnieście odniosły zyski doskonałe“.
„Ach! żyłyśmy naprawdę, jak ryby bez wody,
„Zaznałyśmy biedy, nędzy, wszelkiej niewygody;
„Pieniądze, paszporty, wszystko zabierajcie“.
„Jeno nas do Prus już nie wysyłajcie!“
Marjccnna Miskiewicz, robotnica rolna.
„Dziennik Berliński“. Nr. 92 z d. 20/IV, 1930.
Pieśń tułacza polskiego.
Jak mi tęskno do mej ziemi!
Jabym wrócił do niej wraz
Między ludźmi tu obcymi
Tułam się tak długi czas.
Nie znam ja pieszczoty matki,
Ni uścisku lubej mej;
Uśmiech dla mnie tu jest rzadki,
Nic nie słodzi doli mej.
Boże Wielki, coś na niebie,
Ty cierpienia moje skróć.
Daj przebłagać raz już siebie,
Do ojczystej ziemi wróć!
Znam tam dobrze wszystkie strony.
Każdy lasek, każdy gaj,
Tu mi wszystko takie obce,
Zwracam oczy, gdzie mój kraj.
Gdym raz wrócił w swoje strony,
Z trudem mogłem poznać je,
Ojca, matki już nie stało,
Z trudem mogłem wyznać się.
Sam na świecie się zostałem,
Bez oparcia w ciężkiej dobie,
Obcych twarzy tłum otoczył,
Bo najbliżsi moi w grobie.
Chociaż otrzymaliśmy ten wiersz niepodpisany, to jednakże chętnie
go pomieszczamy z powodu zawartych w nim myśli i uczuć świadczących
0 tem, że nawet po dłuższym pobycie na obczyźnie polak ojczyzny swej
1 swych stron rodzinnych zapomnieć nie mo>że, tęskniąc do nich stale
i wspominając je z prawdziwą rzewnością.
„Dziennik Berliński“, Nr. 142 z d. 22/VI, 1930.
„Dopomóż mi Chryste!“
Boże, którego sądy niezbadane
Kierują losem człowieka,
Ty, goisz serca cierpieniem złamane,
Kto się do Ciebie ucieka.
Jam, poraź pierwszy z ojczyzny wędrowiec
Uniesion falą dążenia.
Tu świat jest dla mnie jak martwy grobowiec —
I smutek, tęsknota,. zwątpienia.
Jam, synem teraz wolnej Ojczyzny,
M li siałem ruszyć w krąg świata,
76
Nie nacieszywszy się zgojonemi blizny
Ni orłem polskim, co swobodnie lala.
O, jak to przykro żyć samotnemu
W dalekich stronach na obczyźnie.
Jedyna rozrywka dla ducha i ciała
Jest praca ciężka, praca bez litości,
Tak nieubłagana jak fala, gdy cała
Uderzy o brzeg siłą swej wielkości.
O, byle prędzej czas się chciał przybliżyć,
A ja mógł wrócić w swe strony ojczyste,
Na progach Polski kornie czoło zniżyć
I już jej nie rzucać — dopomóż o Chryste.
Wiersz napisany i przesłany nam przez polskiego robot. roln. B. Molkę.
„Dziennik Berliński“. Nr. 181 z d. 7/VIII, 1930.
Pieśń sieroty — po stracie matki.
Mamo moja, mamo, otwórzże twe oczy
bo mi się me serce, bo mi się me serce
od żalu roztoczy...
Od żalu roztoczy, w łzach się wypłynie,
że już moja mama, że już moja mama
na zawsze mi zginie...
Zginie ona, zginie, już mi się nie wróci,
o jak się me serce, o jak się me serce
dniem i nocą smuci...
Smuci się, ach smuci i wzdycha do Boga,
że mi już zginęła, że mi już zginęła
moja mama droga...
Ach biedna sierota, cóż ja pocznę sobie
gdyż już moja mama, gdyż już moja mama
leży w ciemnym grobie...
W ciemnym leży grobie, już się tu nie wróci,
niechajże jej światłość, niechajże jej światłość
wiekuista świeci...
Pieśń ułożyła robotnica rolna Tekla Sabińska.
„Dziennik Berliński“, Nr. 190 z d. 17/VIII, 1930.
Rok 1920.
Warszawa i Lwów
Są to piękne miasta —
Powiedział bolszewik,
Że je nam potrzaska.
A na to Piłsudski:
Że go się nie boi,
Bo tam pod Warszawą
Polskie wojsko stoi.
Pomaszerowali
Na podolskie pola —
Obejrzyj się „Dziadku“,
Gdzie masz wojsko swoje
77
Brakuje jednego żołnierza „szwarnego“,
Poszedł do dziewczyny, wróćmy się po niego
Na bułanej klaczy,
Bo dzielny wojak aresztem przypłaci.
Napisał Witcdd Choiński.
„Dziennik Berliński“, Nr. 232 z d. 5/X, 1930.
Żal.
Tam na cmentarzu przy mogilniku,
Klęczy dziewczyna przy jednym pomniku;
Klęczy, ach! klęczy i rzewnie płacze:
Kogom kochała, już go nie zobaczę!
W tern wraz przychodzi jakiś młodzieniec:
Komu to składasz dziewczę ten wieniec?
Czy ci to ojciec zszedł z tego świata,
Czy ci na wojnie zabito brata?
Ani mi ojciec zszedł z tego świata,
Ani na wojnie zabito mi brata,
Tylko mój luby leży w tym grobie,
Więc jego pomnik wieńcem ja zdobię.
Czyliź to pannie tak się należy?
Czyliż na świecie mało młodzieży?
Chociaż na świecie nie brak młodzieży,
Ja tego kocham, co w grobie leży.
Na jego grobie, wyrosła róża,
Ach! jaka piękna, ach! jaka duża!
Rozwiń się, rozwiń, kwiateczku złoty,
Ułożę cię pięknie w cudowne sploty.
Napisał robotnik rolny Józef Bednarek.
„Dziennik Berliński“. Nr. 31 z d. 8/tl, 1931.
Tęsknota!
ich ! mój Boże, mój jedyny,
(ak ja tutaj jestem sama:
ijciec dawno leży w ziemi,
(V ziemi również moja Mama.
Rychłoście mnie zostawili
Samą jedną na tym świecie,
A ja tęsknię wciąż za Wami,
Tak, jak każde dobre dziecię.
Tułam się ja po tym świecie,
Po tej obcej mi riiemczyźnie,
I zapłaczę nieraz gorzko,
Kiedy wspomnę o Ojczyźnie.
Ziemio moja uKochana,
Któraś Polską jest nazwana;
Polska, oto nasza Matka
Od dni pierwszych do ostatka.
Napisała Tekla Grab..., robotnica rolna.
Dziennik Berliński“. Nr. 258 z d. 8/XI, 1931.
