18e3567e7903c68ca3c182cf66cb0e5f.pdf

Media

Part of Bractwo kawalerskie św. Mikołaja w Starym Samborze / Lud, 1934-1935, t. 33

extracted text
126

nie wolno patrzyć się na tę ranę, a rana szybko zagoi się. Nie mogłem
dowiedzieć się czegoś bliżej.
T. Z. i J. W. ze wsi Wołcze, pow. Turka/Str. są zaklinaczami krwi.
Gdy ktoś dostanie wybuch krwi, lub ciężko skaleczy się, tak że bardzo
krew cieknie, wtedy niech zaraz zaklnie krew taki zaklinacz, to nie po­
cieknie więcej ani jednej kropli krwi. W zaklinaczy tych powszechnie
wierzą. Nie mogłem jednak dowiedzieć się czegoś bliżej.
Byłem też we wsi Sąsiadowicach pod Samborem u jednego zna­
chora, jak mówią ludzie, tymczasem, jak stwierdziłem, jest to wiejski
lekarz-homeopata, który leczy przy pomocy książek lekarskich homeopa­
tycznych i lekarstw homeopatycznych (pigułek), sprowadzanych z War­
szawy i Lipska.
KALISTRAT DOBRJAŃSKI

BRACTWO KAWALERSKIE IM. ŚW. MIKOŁAJA
W STARYM SAMBORZE
ÍLA FRÉRIE DE ST. NICOLAS EN STARY SAMBOR)
Treść: 1. Wstęp, s. 126. 2. Walne Zebranie, s. 127. Robienie światła,
s. 128. 4. Kolęda, s. 130. 5. Zwyczaje wielkanocne, s. 134.
1. Wstęp.

W Starym Samborze, znaném niegdyś mieście kuśnierskiem, istnieje
od kilkuset lat Bractwo kawalerskie im. św. Mikołaja przy cerkwi parafjalnej pod wezwaniem św. Mikołaja. Pomimo to jednak Bractwo kawa­
lerskie jest filją młodszego od siebie bractwa kuśnierskiego w St. Sam­
borze. Bractwo to bardzo ciekawe pod względem etnograficznym cie­
szyło się doniedawna wielkiem znaczeniem i popularnością w mieściej
Wszystkie szczegóły dotyczące bractwa kawalerskiego w St. Sam­
borze, opierają się na obserwacji własnej i na ustnych opowiadaniach
starszych już ludzi, jak Katarzyna Dobrjańska, lat 63, Józef Zyblikiewicz, lat 65, Grzegorz Sawaryn, lat 45 i Włodzimierz Gbur, lat 25,
obecny starszy towarzysz bractwa, wszystkich zamieszkałych w Starym
Samborze.
Historja Bractwa kawalerskiego w St. Samborze na podstawie do­
kumentów brackich i opowiadań ustnych przedstawia się następująco:
Bractwo kawalerskie w St. Samborze, jak twierdzą niektórzy starzy
ludzie, założył jeszcze książę halicki Lew I, który przebywał czasem
w Spasie, pobliskiej wsi koło St. Sambora, oddalonej 5 km od miasta,
a na starość wogóle tam się przeniósł. Spas był podówczas książęcą
rezydencją letnią, było tam również biskupstwo, a nawet przez jakiś
czas metropolja, czy może również tylko rezydencja letnia metropolity
halickiego. Był w Spasie też wielki klasztor księży Bazyłjanów i do niego
właśnie wstąpił na starość książę Lew. Klasztor ten przeniósł się później
do pobliskiej wsi Ławrowa, gdzie doniedawna jeszcze w kaplicy w lesie

127

znajdowała się trumna ze szczątkami księcia Lwa; obecnie kości ksią­
żęce złożono w piwnicy pod cerkwią klasztorną. Dalej między Spaseni,
a Starym Samborem istniał podówczas zamek obronny. Musiał więc
nieraz książę Lew być w Starym Samborze, który też był otoczony mů­
rami, i tu właśnie miał założyć owo bractwo kawalerskie; istniałoby
więc ono od XIII w. Pewnem to nie jest, nie zachował się bowiem żaden
dokument z tych czasów.
Najstarszym dokumentem, jaki bractwo kawalerskie posiada, jest
dokument podpisany przez króla Zygmunta III z r. 1594, w którym
król Zygmunt nadaje bractwu prawa. Oryginalny ten dokument na
pergaminie z przyczepioną doń pieczęcią nazywają popularnie w bractwie
hrctmotą. Z tego wynikałoby, żę bractwo kawalerskie istnieje od XVI w.,
chociaż musiało ono istnieć już przed rokiem 1594, skoro król Zyg­
munt III nadaje mu prawa, zresztą nawet istnienie od XVI w. świadczy
0 dość poważnej starości bractwa. Oprócz tegc ma bractwo jeszcze sta­
tut swój wydany już w czasach austrjackich z połowy XIX w., a następnie
księgi protokołów i inne zapiski. Najstarsza księga protokołów jest pro­
wadzona od początku XIX w. przez długi czas w języku polskim, a do­
piero w drugiej połowie XIX w. przeszła na język cerkiewno-słowiański
1 ukraiński. Możliwe, że istniały też i inne dokumenty i księgi, ale albo
uległy zniszczeniu, albo zaginęły.
2. Walne Zebranie.
W bractwie kawalerskiem św. Mikołaja w Starym Samborze zacho­
wały się do dziś bardzo ciekawe dawne zwyczaje, związane z różnemi
świętami w ciągu roku, tem godniejsze uwagi, że zaczynają już zanikać.
Rok zaczyna się w bractwie kawalerskiem w tydzień po Wielkanocy,
w t. zw. Niedzielę Tomaszową. Wtedy jest walne zebranie bractwa,
które odbywa się w domu brackim, albo cechowym. Na walnem zebra­
niu jest obecny ksiądz proboszcz, który jest automatycznie przełożonym
nietylko bractwa kawalerskiego, ale wogóle wszystkich bractw cerkiew­
nych w St. Samborze. Na walnem zebraniu odbywa się wybór t. zw.
„prowizora“ bractwa, t. j. opiekuna, kierownika na zewnątrz, którym
zostaje jeden z pośród kilku kandydatów, starszych już ludzi, obo­
wiązkowo żonatych, członków bractwa kuśnierskiego w St. Samborze.
Następnie wybór t. zw. starszego towarzysza, którym zostaje wybrany
jeden z pośród członków bractwa kawalerskiego, który ma za sobą już
kilkanaście lat członkowstwa w bractwie, zresztą to idzie po kolei star­
szeństwa, czy raczej ilości lat członkowskich w bractwie. Starszy towa­
rzysz jest kierownikiem wewnątrz bractwa. Potem wybiera się dalszych
członków zarządu, a więc zastępcę starszego towarzysza, sekretarza,
skarbnika i dwóch członków zarządu.
Przed walnem zebraniem odbywa się przyjmowanie nowych człon­
ków do bractwa kawalerskiego. Dawniej był związany z przyjmowaniem
nowych członków ciekawy zwyczaj:
Każdy ubiegający się o członkowstwo w bractwie oprócz różnych
opłat pieniężnych musiał przynieść ze sobą dla zarządu bractwa i wszy­
stkich członków jego podarki w formie pieczywa. Otóż „prowizor“ do­
stawał 12 kołaczy, starszy towarzysz i najstarsi członkowie bractwa po

128

10, zastępca starszego towarzysza 8, sekretarz 6, reszta członków zarządu
po 4 i wszyscy członkowie bractwa do najmniejszego włącznie po 2
kołacze, lub obarzanki. Każdy więc kandydat na członka bractwa przy­
nosił ze sobą cały worek pieczywa. Rozumie się, że i wódka musiała być
przy tem. Obecnie tego zwyczaju już niema.
Normalnie o członkowstwo w bractwie kawalerskiem ubiegał się
każdy chłopiec, przynależny do gminy miasta Stary Sambor, religji
grecko-katolickiej, od 14-tego roku życia. Jednak od tej normy były i wy­
jątki, a mianowicie jakiś bogatszy mieszczanin mógł zapisać swego syna
do bractwa kawalerskiego po złożeniu odpowiednich opłat i w 8 roku
życia, ale to tylko z protekcji, gdy znał się dobrze z prowizorem, lub
gdy dobrze zapłacił.
Do bractwa kawalerskiego mógł należeć tylko mieszczanin, przy
należny do gminy miasta Stary Sambor, a już np. mieszkaniec Posady,
lub Smolnicy (do miasta St. Sambora należą administracyjnie dwie Po­
sady dolna i górna i przysiółek, czy właściwie przedmieście Smolnica)
nie może należeć do bractwa, albowiem ich nie uznają za mieszczan. .
Po wyborze nowego prowizora i całego zarządu bractwa następuje
ciekawy zwyczaj, mianowicie idą wszyscy członkowie bractwa do domu
starego prowizora, zabierają od niego podłużną skrzyneczkę, którą na­
zywają „prawo“ i z wielką paradą przenoszą ulicami miasta do domu
nowego, świeżo wybranego prowizora. Skrzyneczka ta o rozmiarach
1 m długa, 50 cm szeroka i 50 cm wysoka, kryta ozdobném wiekiem,
a zrobiona prawdopodobnie z dębowego drzewa, jest bardzo starym
i ciekawym sprzętem. Ma ona kształt sarkofagu, a przypomina bardzo
widzianą często na obrazkach biblijnych Starego Testamentu arkę przy­
mierza, dlatego żydzi przy tych przenosinach z wielkiem zainteresowa
niem oglądają ją i bardzo dopytują się o nią, co ona oznacza. W skrzy­
neczce tej mieszczą się owa hramota króla Zygmunta III, statut, księg'
protokołów i inne zapiski bractwa, a również pieniądze brackie i dlatego
właśnie nazywa się ona „prawo“. „Prawa“ tego prowizor i zarząd
bractwa bardzo pilnuje i strzeże, klucz do niego ma tylko jeden prowizor
i nikomu obcemu nie pozwala zaglądnąć do niego; „prawo“ to jest naj­
większą świętością bractwa kawalerskiego.
Od kiedy skrzyneczka ta istnieje i czy przed nią była taka sama,
czy inna, nie można się dowiedzieć.
3. Robienie światła.
Drugim najważniejszym i najciekawszym po „prawie“ okazem
w bractwie kawalerskiem są grube, długie świece z żółtego wosku, ubrane
różnobarwi >emi wstążkami i kwiatami sztucznemi, t. zw. „wachle“ (nazwa
prawdopodobnie niemiecka). Najdłuższe z nich mają 4 m długości, a naj­
krótsze 1,5 m, a jest tych „wachli“ 14, lub nawet więcej par. „Wachle“
te robi się co roku nowe w domu prowizora bractwa na 2—3 tygodnie
przed Bożem Narodzeniem i to w ten sposób, że kupuje się kilkadziesiąt
kg żółtego wosku i robi się z nowego wosku kilka par „wachli“ tych
najdłuższych. Para „wachli“ najdłuższych nazywa się pierwszą parą,
tamtegoroczna zaś pierwsza para spalona nieco w przeciągu roku zostaje
drugą, lub trzecią parą i tak po kolei aż do ostatniej pary. Najkrótsze

129

zaś „wachle“ spalone w przeciągu roku tak, że mają już mniej, niż
1,5 m długości, łamie się, moczy się w gorącej wodzie i z domieszką
nowego wosku przerabia na nowe „wachle“, dłuższe.
Robienie światła, jak popularnie nazywają to sporządzanie „wachli“,
tak się odbywa:
W domu prowizora w wielkich baljach drewnianych, lub blasza­
nych, moczą w gorącej wodzie wosk, a gdy wosk zmięknie zupełnie,
wtedy wyrabiają te świece. Do robienia tych najdłuższych „wachli“
służą specjalne stoły, długie na 4 m, które są zarazem miarą dla tych
„wachli“. Każda „wachla“ ma grubości 4 cm w średnicy, a składa się
z 4 cieńszych grubości 2 cm w średnicy świec, które składa się na
krzyż, środkiem zaś, gdzie te cztery świece stykają się, idzie knot, więc
te 4 cieńsze świece razem z knotem tworzą jedną właściwą „wachlę“.
Dlatego, że „wachla“ składa się z 4-ech świec i może łatwo złamać się,
musi się ją robić bardzo starannie, w tym celu więc silnie te 4 świece
przyciska się do siebie, a ponadto zmacnia się je co pewien odstęp
woskowemi klamerkami, dół zaś „wachli“, podstawę jej zakańcza się
woskiem zielonym.
Gdy już „wachla“ jest zrobiona, zostawia się ją na tym stole, co naj­
mniej na tydzień, aby zupełnie stwardniała. Potem dopiero ubiera się
ją i to w ten sposób, że zostawia się u góry „wachli“ pewien odstęp, tak
z pół metra, na spalanie się, a następnie przewiązuje się co pewien mały
odstęp „wachlę“ różnokolorowemi wstążkami w kokardę i ozdabia się
kwiatami sztucznemi. Ozdoby te sięgają w dół aż poza połowę „wachli“,
a jest ich na wachli kilka, najdłuższa „wachla“ ma 6 ozdób tych, a naj­
krótsza tylko jedną. Po zrobieniu światła ugaszcza prowizor wszystkich
pracujących koło światła członków bractwa w swoim domu kolacją.
Z „wachlami“ temi wychodzą członkowie bractwa kawalerskiego
na środek cerkwi i stoją tam parami całym rzędem przed głównym ołta­
rzem przez całą mszę świętą i inne nabożeństwa cerkiewne. Biorą też
udział z „wachlami“ w różnych pochodach cerkiewnych, a także w we­
selach i pogrzebach członków bractwa kawalerskiego, a innych ludzi, nie
członków na specjalne zamówienie, niekiedy pieniężne, lub zaproszenie.
Czynność ta nazywa się specjalnie tak: „iść trzymać wachlę, lub
iść stawać z wachlą“.
To stawanie z wachlą w ten sposób się odbywa: Członkowie bractwa
kawalerskiego stoją w cerkwi po lewej stronie koło głównego ołtarza
przed swoim ołtarzem św. Mikołaja. Gdy ma się zaczynać msza św., lub
inne nabożeństwo, starszy towarzysz wyznacza kilka członków bractwa,
którzy mają dziś stać z wachlami. Wyznaczeni idą po wachle, które
przechowują się w cerkwi w długiej skrzyni z wysuwanemi szufladami,
a skrzynia ta znajduje się po prawej stronie obok drzwi wchodowych.
Stąd przenoszą wachle na miejsce kawalerskie przed ołtarzem św. Miko­
łaja, tu ubierają się w długie szerokie na około 1,5 dcm pasy, t. zw.
„pojasy“, z takiej samej materji, co chorągwie cerkiewne, pasy te są
z materji brokatowej, pasy zaś te ubierają przez ramię i naokoło pasa
i zaświeciwszy jeden drugiemu wachlę, wychodzą z niemi na środek
cerkwi. Tu stoją z wachlami w ten sposób, aby ozdoby na wachlach
były zwrócone do wejścia cerkwi, to znaczy, aby ludzie zebrani w cerkwi
Lud T. XXXIII.

9

130

widzieli te ozdoby. Trzymają wachle stale tylko jedną ręką, tak samo
w pochodzie, czy przy przenoszeniu niosą wachlę w jednej ręce, nawet
tę najdłuższą, chociaż jest ona dość ciężka. Wogóle ambicją każdego
kawalera jest nieść wachlę w jednej ręce lekko i sprawnie; rozumie się,
że nie trudno było też nieraz o dość przykre wypadki, wachla miano
wicie wypadała z ręki, łamała się, uderzała kogoś z ludzi, lub zalewała
woskiem rozpalonym niejednemu całe ubranie.
Dawniej chodzili członkowie bractwa kawalerskiego w długich ka­
potach staroświeckich koloru przeważnie niebieskiego i zielonego, prze­
pasywali się zaś po nich pasami i to, gdy kapota była koloru niebieskiego,
to pas był zielony i odwrotnie. Kapoty te i pasy były sukienne. Specjalnie
ubierali się w kapoty te podczas różnych uroczystości i świąt i obo­
wiązkowo w kapotach trzymali wachle, ubierając dopiero na nie pasy
cerkiewne. Kto z kawalerów nie chodził w kapocie, nie był uważany za
kawalera. W kapotach tych chodzili jeszcze przed 40 -50 laty, obecnie
niema ich ani śladu.
To trzymanie wachli jest obowiązkiem, a zarazem i przywilejem
wszystkich członków bractwa kawalerskiego. Najdłuższe wachle mają
prawo trzymać tylko starszy towarzysz i najstarsi latami członkowstwa
kawalerowie, chociaż mogą być młodsi od drugich latami życia. Na tem
tle właśnie przychodzi do częstych nieporozumień i kłótni, gdy nieraz
stary kawaler, który jednak krótko przebywa w bractwie, musi trzymać
krótszą wachlę, niż młodszy od niego latami, ale dłużej przebywający 1
w bractwie. Trzymanie bowiem pierwszej pary wachli jest wielkim ho- I
norem. Taki pokrzywdzony na honorze z wielką niechęcią idzie trzy­
mać krótszą wachlę, musi jednak słuchać starszego towarzysza. Daw­
niej autorytet prowizora i starszego towarzysza bractwa był dość wielki, J
obecnie zaś nie chcą już tak słuchać prowizora i starszego towarzysza,
wogóle dawne znaczenie bractwa zaczyna upadać, po wojnie dużo mło­
dzieży nie chce zupełnie nawet należeć do bractwa kawalerskiego.
W wielkie święta, jak Boże Narodzenie, Nowy Rok, Jordan, Wielka- i
noc, Zielone Świątki i św. Mikołaja wychodzi na środek cerkwi wszyst- I
kich nawet 14 par wachli, pozatem w niedziele i mniejsze święta stale,
stoi tylko 3—4 pary wachli tych krótszych.
4. Kolęda.

Z kolei przechodzimy do zwyczajów bractwa kawalerskiego, zwid
zanych z Bożem Narodzeniem. Święta Bożego Narodzenia są ciekawe I
z tego względu, że odbywa się wtedy ogólna kolęda kawalerska
W pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia po skończeniu rannego na­
bożeństwa, t. zw. „wsenoczńego“ wszyscy członkowie bractwa kawaler­
skiego wychodzą na dzwonnicę i tam śpiewają 2 kolędy: „Sohłasno“
i następnie „W jasłach łeżyt“, które przeważnie śpiewają kawalerowie;
nazywają się nawet te kolędy kawalerskiemi. Po odśpiewaniu każdej
zwrotki tych kolęd dzwonią przez chwilę w charakterystyczny sposób
we wszystkie dzwony; dzwonienie takie nazywa się tu „bałemkanie-1,
charakterystyczne specjalnie dla świąt wielkanocnych.
W drugi dzień świąt Bożego Narodzenia zaczyna się powszechna i
kolęda kawalerska w calem mieście, a pieniądze uzyskane z niej idą

131

w całości na zakupno wosku na wachle i konserwację czterech chorągwi
cerkiewnych kawalerskich i jednego obrazu brackiego; na ten sam cel
zbiera jeszcze pieniądze jeden z kawalerów do „kiebłyci“, malej skrzy­
neczki drewnianej z rączką, chodząc po cerkwi między ludźmi przez
cały rok co niedzieli i święta podczas mszy świętej.
Kolęda ta odbywa się w ten sposób:
W drugi dzień świąt po skończonej mszy świętej ustawiają się koło
cerkwi wszyscy członkowie bractwa kawalerskigo czwórkami i pod ko­
mendą starszego towarzysza maszerują przez miasto do domu prowi­
zora bractwa, śpiewając po drodze kolędę: „Nebo i zemla“. Przyszedłszy
do prowizora, kolędują mu „Sohłasno“, a on ugaszcza wszystkich obia­
dem. W ten sposób od prowizora bractwa zaczyna się ta ogólna kolęda.
Po skończonym obiedzie u prowizora idzie następnie całe bractwo razem
z prowizorem i starszym towarzyszem z kolędą naprzód do wszystkich
prowizorów cerkiewnych i obsługi cerkiewnej, jak diak i pałamar
i wszystkich cechmistrzów.
Dopiero po odkolędowaniu u tych wszystkich dzieli starszy towarzysz
bractwo na kilka grup, do każdej przeznacza na przewodnika starszego
kawalera i przydziela im odpowiednie rejony miasta, dwie Posady
i przedmieście Smolnicę. W centrum miasta kolędują prowizor, starszy
towarzysz i starsi kawalerowie. Do izby po pieniądze wchodzi zawsze
prowizor razem z jednym członkiem zarządu bractwa, zbierającym pie­
niądze. Kolędują przeważnie kolędy: „Sohłasno“, „W jasłach łeżyt“
i „Nebo i zemla“, głównie starzy ludzie domagają się tych właśnie
kolęd, specjalnie „Sohłasno“ i dobrze za nią płacą, za inne zaś kolędy
gniewają się i nie chcą nawet płacić za nie. Nieraz gdy prowizor był zły
na któregoś mieszczanina, to w domu jego kazał śpiewać jakąś inną
kolędę; był to swego rodzaju dyshonor dla tego domu.
Dawniej był zwyczaj, że musiało się odśpiewać w każdym domu
wszystkie zwrotki kolędy, by ich było nawet najwięcej; gospodarz domu
kontrolował z kantyczką w ręku. Gdy nie opuścili ani jednej zwrotki,
dobrze płacił i częstował nawet. Prawie co roku brało bractwo kawa­
lerskie do kolędy muzykę, odgrywała ona po odśpiewaniu każdej zwrotki
melodję tej zwrotki. Wobec tego można sobie przedstawić, jak długo
musiała trwać ta kolęda, dlatego kolędowali całą noc, cały trzeci dzień
świąt i noc, a nieraz nawet dnia następnego po świętach jeszcze kończyli.
Obecnie już kolędują i wiele innych kolęd i nie zwracają już tak
uwagi na te specjalnie kawalerskie kolędy, ponadto kolędują tylko
2—3 zwrotki kolędy i nie biorą już muzyki. Gdy gdzieś niema gospo­
darza domu, kolędują, a o pieniądze za kolędę później upominają się.
W związku z kolędą jest bardzo ciekawy zwyczaj, a mianowicie:
W domu, gdzie jest młoda dziewczyna, po odśpiewaniu kolędy
śpiewają t. zw. „danę“:
1. „Na zahumeniu, na zazełeniu
Wymnaja, wynnaja jabłiń
Wynniji jaibka zrodyła.
2. Pryjszow dio neji bateńko (tatunio) jiji,
Wynnaja... i t. d.

9*

132
3. (Imię danej dziewczyny, np. Marusiu) duszko, zwerży jabłuszko,
Wynnaja... i t. d.
4. Bihme ne zwerżu, myłomu derżu,
Wynnaja... d t. d.
5. Pryjszła do neji matusia jiji,
Wynnaja... i t. d.
6. (Imię) duszko, zwerży jabłuszko,
Wynnaja... i t d.
7. Bihme ne zwerżu, myłomu derżu,
Wynnaja... i t. d.
8. Fryjszow do neji bratunio jiji,
Wynnaja... d t. d.
9. (Imię) duszko, zwerży jabłuszko,
Wynnaja... i t. d.
10. Bihme ne zwerżu, myłomu derżu,
Wynnaja... d t. d.
11. Pryjszła do neji sestrunia jiji,
Wynnaja... i t. d.
12. (Imię) duszko, zwerży jabłuszko,
Wynnaja... i t. d.
13. Bihme ne zwerżu, myłomu derżu,
Wynnaja... i t. d.
14. Pryjszła do neji drużeczka jiji,
Wynnaja... i t. d.
15.. (Imię) duszko, zwerży jabłuszko,
Wynnaja... i t. d.
16. Bihme ne zwerżu, myłomu derżu,
Wynnaja... i t. d.
17. Pryjszow do neji myłeńkyj jiji,
Wynnaja... i t. d.
18. (Imię) duszko, zwerży jabłuszko,
Wynnaja... i t. d.
19. Myłomu zwerżu, dawno-ty derżu,
Wynnaja... i t. d.
20. Lipszyj myłeńkyj, jak brat ridneńkyj,
Wynnaja... i t. d.“.

Obecnie śpiewają tylko 3—4 zwrotki „dany“. Po odśpiewaniu
„dany“ któryś z kawalerów winszował dziewczynie w ten sposób:

133
Rošty wełyka, ne bude łycha,
Witciu, mateři na radisť,
A dobrym chłopciam na zazdrist“.

Dawniej winszowano nieco inaczej, a mianowicie:
„Rosty wełyka do czołowika,
Wid czołowika do powały,
Aby ty na (za) rik muzyk y zahrały“.

Gdy winszujący kawaler był zły na daną dziewczynę, to ostatni werset
tego winszowania zmieniał w ten sposób:
„Aby ty na (za) rik ditky zahrały“.

Dziś winszowaniem tem posługują się już bardzo rzadko.
Ciekawa ta pieśń „dana“, jak widać z treści i zastosowania w niej
symbolicznych porównań, jest dość stara, dziwna tylko jest nazwa jej
„dana“. Najprawdopodobniejsze wyjaśnienie tego jest takie, że jeszcze
około 50—60 lat temu po kolędzie śpiewali kawalerowie dziewczętom
pieśń polską o charakterze krakowiaka, a mianowicie:
„A w tym dworku nadobna panienką,
Powiadają nam;
Dana, dana, dana,
Śliczna panienka, pokażcie ją nam“.

Z refrenu więc tego krakowiaka nazwano całą pieśń „dana“, a następnie,
gdy w 70—80 latach ubiegłego stulecia zaprzestano już śpiewać polską
pieśń, nazwę jej przeniesiono na pieśń ukraińską „Na zahumeniu“,
która to nazwa pozostała dotychczas.
Również po polskiej „danie“ wygłaszano dawniej życzenie „Rosty
wełyka...“, ale częściej humorystyczne.
Za „danę“ zobowiązane są dziewczęta każda zosobna płacić. Za
pieniądze w ten sposób uzyskane urządza się w dzień święta Jordanu
wielką zabawę taneczną z muzyką.
Dawniej był zwyczaj podczas kolędy, żę kawaler, gdy kolędowano
w domu jego dziewczyny, po odśpiewaniu kolędy i „dany“, wchodził
do izby z flaszką wódki i stawiał ją na stół. Zwykle trafiał się konkurent
i kładł też swoją flaszkę wódki na stół. Był to znak, że będzie ogólna
pijatyka, więc wszyscy kolędujący kawalerowie wchodzili do izby i za­
czynało się picie .ej wódki, postawionej na stole. Gdy jednak wypito ją,
gospodarz domu zobowiązany był dostarczyć świeżej wódki. Pijatyka
taka trwała nieraz i 2—3 godziny, a podczas niej odbywały się między
kawalerami zakłady, kto więcej kieliszków wódki potrafi wypić. Pito
więc na zabój, ażeby pochwalić się wygraniem zakładu przed tą dziew­
czyną, która powinna była być obecną podczas tej jakby dla niej urzą­
dzanej pijatyki, chociaż sama nie musiała pić.
Po skończonej kolędzie podejmował starszy towarzysz wszystkich
członków bractwa u siebie w domu kolacją.
Kolęda kawalerska w St. Samborze jest stara, tradycyjna, istnieje
bowiem od bardzo dawna i jest bardzo popularna. Przyczyną tej popu-

134

larności jest zapewne to, że kawalerowie nie opuszczą z kolędą ani
jednego domu, nawet najbiedniejszego. Nadto dlatego, że długo kolę­
dują i z muzyką. Zresztą ludzie wiedzą o tem, że pieniądze-Tz kolędy idą
na religijny cel, mianowicie na „wachle“ i doniedawna kolęda kawa­
lerska była jedyną najpoważniejszą kolędą w mieście. Nawet obecnie,
gdy oprócz kolędy kawalerskiej jest jeszcze kilka kolęd na cele kultu
ralno-oświatowe, mimo to kolęda kawalerska cieszy się nadal popular­
nością u ogółu mieszczan, chociaż teraz kolędują o wiele gorzej.

5, Zwyczaje wielkanocne.
Wreszcie istnieją także niektóre zwyczaje wielkanocne, związane
z bractwem kawalerskiem. Z rana na Wielkanoc podczas rezurekcji,
gdy wszyscy wychodzą z cerkwi i mają 3 razy obejść naokoło cerkwi,
wychodzą kawalerowie na dzwonnicę i tam dzwonią w charaktery­
styczny sposób we wszystkie dzwony; dzwonienie takie, jak wspomi­
nałem już przedtem, nazywa się „bałemkanie“. Wygląda ono w ten
sposób, że staje się blisko dzwonu, bierze się obiema rękoma serduszko
dzwonu i uderza się niem o brzeg dzwonu w odpowiedni sposób, a mia­
nowicie: 3 razy w tempie powolnem, z dłuższemi odstępami po sobie,
a zarazem silnie, a następnie kilkanaście razy w tempie bardzo przyśpieszonem, bezpośrednio jedno uderzenie po drugiem, ale równocześnie
ciszej. „Bałemkać“ podczas rezurekcji jest przywilejem, ale zarazem
i obowiązkiem kawalerów, chociaż obecnie nie bardzo już tego prze­
strzegają. „Bałemkanie“ jest bardzo charakterystyczne dla świąt wielka­
nocnych; „bałemkają“ przeważnie mali chłopcy prawie bez przerwy
przez wszystkie 3 dni świąt. Również i starzy gospodarze .Me zapominają
wyjść w pierwszy dzień świąt na dzwonnicę i „pobałemkać“ sobie trochę,
będzie bowiem wtedy u nich tego roku na polu bardzo ładna pszenica,
w przeciwnym zaś razie byłby nieurodzaj na pszenicę.
Wkońcu w pierwszy dzień świąt wielkanocnych po południu od­
bywa się bardzo ciekawy i niemniej starodawny zwyczaj bractwa ka­
walerskiego, który nazywa się „stawyty oborih“. Otóż po południu dnia
tego zbierają się kawalerowie koło cerkwi i tu „stawiają oborih“ (bróg),
który tak wygląda:
Do „oboroha“ potrzebnych jest 10-ciu ludzi; otóż 5 kawalerów
silniejszych i cięższych ustawia się w koło, trzymając się silnie nawza­
jem obiema rękoma popod pachy, następnych zaś 5 kawalerów lżejszych,
zwinniejszych i odważniejszych staje tym „dolnym“ na ramiona w ten
sposób, że prawą nogą na lewe ramie jednego, a lewą nogą na prawe
ramię drugiego, również silnie trzymając się nawzajem obiema rękoma.
Przy tem stawianiu „oboroha“ pomagają inni kawalerowie. Tak usta­
wiony „oborih“ obchodzi (ściślej mówiąc idzie tylko ta dolna piątka,
niosąc na sobie tę górną piątkę) 3 razy naokoło cerkwi, śpiewając staro­
dawną pieśń wielkanocną:
„Chrystus woskres, ałyłuja,
Radost’ nam prynis, ałyłuja...“
i idzie następnie do domu księdza proboszcza, gdzie przed drzwiami
plebanji „oborih“ rozwiązuje się, t, zn. górna piątka zeskakuje i wszyscy

135

już zwykle wracają z powrotem koło cerkwi. Tu znowu ci sami, albo
inni z pośród kawalerów stawiają po raz drugi „oborih“. Teraz idzie
■„oborih“ do domu prowizora bractwa kawalerskiego ulicami miasta,
śpiewając po drodze również ową pieśń wielkanocną. Idzie zaś „oborih“
w ten sposób, że dolna piątka obraca się od czasu do czasu w kółko,
ażeby jedni i ci sami nie szli przez cały czas wtył nogami. Chociaż pro­
wizor mieszka nieraz dość daleko i na 1 km, lub więcej od cerkwi,
ambicją „oboroha“ jest, aby dojść w porządku do jego domu i istotnie
dość często udaje im się to. Gdy jednak zawali się im po drodze „oborih“,
stawiają go zaraz z powrotem na miejscu i idą dalej, ale uważają to
nie tyle za dyshonor dla siebie, ile za zły znak. Przyszedłszy do domu
prowizora, „oborih“ rozwiązuje się, a prowizor wszystkich biorących
udział w nim ugaszcza. Na tern stawianie „oboroha“ kończy się. Sta­
wianie „oboroha“ nazywają żydzi dość komicznie, mianowicie pytają
się złośliwie ludzi przed świętami wielkanocnemi w ten sposób: „kiedy
będzie u was to święto, że chłop na chłopa wyłazi“.
Zwyczaj stawiania „oboroha“ należy do cyklu zwyczajów obrzę­
dowych na Wielkanoc, które odbywają się koło cerkwi, a które nazy­
wają się „hahiłky“, lub „hajiłky“. Ale jest w stawianiu „oboroha“ i coś
odmiennego, a mianowicie niesienie „oboroha“ do księdza proboszcza
i do prowizora bractwa jest swego rodzaju kolędą wielkanocną. Oprócz
tego biorą też kawalerowie udział w innych obrzędach „hajiłkowych“
na Wielkanoc, ale już nie wyłącznie kollektywnie jako bractwo, tylko
każdy poszczególnie.
Na tern mniejwięcej wyczerpałyby się zwyczaje całoroczne bractwa
kawalerskiego w St. Samborze. Bardzo możliwe, że były jeszcze jakieś
inne zwyczaje kawalerskie, które jednak zupełnie już zaginęły, a dałyby
się może jeszcze odtworzyć chyba przez dokładne przejrzenie zapisków
brackich i drobiazgowe wypytywanie się bardzo starych ludzi.
Zresztą i te zwyczaje, które przytoczyłem, zaczynają już wychodzić
z użycia, odbywa się je już niedbale, pobieżnie, lub wogóle niektóre
z nich zarzuca się zupełnie. Specjalnie po wojnie światowej znaczenie
i dawna popularność bractwa kawalerskiego znacznie zmniejszyła się.
Dawniej należał do bractwa kawalerskiego sam kwiat młodzieży starosamborskiej, dzisiaj zaś tak zwani lepsi chłopcy nie chcą nawet należeć
do bractwa, a jeśli który i należy, to jest tylko formalnie zapisany,
a faktycznie nie spełnia żadnych obowiązków brackich. Niedziw więc,
że starzy ludzie, kiwając głowami, mówią, że „pereweło sia“ bractwo,
a złośliwi dodają „zeszło na psy“.
Stopniowy upadek bractwa kawalerskiego jest dość widoczny, a to
wpływa wyraźnie ujemnie na utrzymywanie się wszystkich zwyczajów
brackich; prawdopodobnie za kilka lat wiele obecnie jeszcze istniejących
zwyczajów kawalerskich również zaniknie.
Stary Sambor 1935.

Dziergniec.
W Zawoi pod Babią Górą i w okolicy używają do szybszego zbie­
rania borówek przyrządu zwanego dziergniec (gen. dziérgca, a nie
dzićrgnca).

136

Teoretycznie można w nim wyróżnić 3 części składowe: grzebień,
zbiornik i rękojeść. Faktycznie zaś wchodzi w jego skład 5 deseczek,
grubych na 1/2 cm, zwykłe bukowych, zbitych gwoździkami. W jednej
z nich wycięto palce grzebienia i rękojeść, zostawiając między grzebie­
niem a rękojeścią kwadrat o boku 8 cm. Nad tym kwadratem mieści się
skrzyneczka zbiornika, wy­
soka na 5 cm (4 cm światła),
otwarta od strony grzebienia,
której 2 boczne ścianki bie­
gną dalej wzdłuż zewnętrz­
nych palców grzebienia, zni­
żając swą wysokość z 5 cm
Ryc. 1. Dziergniec. Zawoja
do 1 cm i tworząc w ten spo­
sób razem z grzebieniem ro­
dzaj szufelki. Palce grzebienia mają po 7 cm długości, a stoją w odstę­
pach po Va cm.
Grzebieniem dziergca podczesują niejako krzak borówki, przyczem
borówki zostają zerwane i wpadają wraz z pewną ilością liści do zbior­
nika. Liście nietrudno usunąć, a zyskuje się wiele na czasie. W okolicy
Mszany Dolnej nie znają obecnie takiego przyrządu. Na uwagę zasługuje
tylko następujące naśmiewanie się z tych dziewcząt, które mają w uzbie­
ranych borówkach dużo liści: „Pewnieście borówki grzebieniem czesały“.
Podobne przyrządy zwane hrebinka służą do zbierania borówek
na Huculszczyznie (Szuchiewicz, Huculszczyzna I 197).
ks. Stanisław Krawczyk.
Mszana Dolna, 18. VIII. 1935.

/

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.