b3713cad7b1fc134feda05c28adde17c.pdf
Media
Part of Znachorstwo w Samborskiem / Lud, 1934-1935, t. 33
- extracted text
-
117
Tücher über dem köpf tragen, und daher polnische Weisköpfe (biała głowa)
Iieisen. Ich habe die edelsten Bildungen unter ihnen gesehen, aber mer gegen
Süden und gegen Polen zu, wo auch ihre Gesinnungen edler sind. Die Bewomer von Pless hat gröstentheils noch die Tracht der alten Sarmaten, eine
lange schöne Bildung, welche die Kantonsaushebungen immer seltener ma
chen. Im Gebiirge findet mann auch noch den Succus der Römer unter den
Namen Kyrpzen. Die Friesdeken, die mer im Ratiborschen (uind dahin
ist sie aus dem Karpatischen Gebiirge gekommen über Oderberg) gebräuch
lich sind, heissen Giimen Auf der Seite des Oderufers, wo Kozel liegt,
ist die deutsche Kleidung schon sehr häufig. Die Trachten um Neustadt,
Neisse und Oppeln, wie auch um Tost und Bauthen, sind mir nicht genau
bekannt (str. 109).
Oto ciekawsze ustępy z polemicznych „Berichtungen“, które etno
grafa polskiego niewątpliwie zainteresują. Pożądane byłoby wielce,
ażeby osoba, mająca ku temu sposobność, przepisała nadto i uprzy
stępniła, przedrukowywując, parę innych, podobnych zapisek, mie
szczących się w temże czasopiśmie. Chodziłoby o notatkę p. t. „Etwas
zur näheren Kentnis der Massuren“, Joh. Ernsta Fabri'ego, Geographi
sches Magazin, Dessau i Lipsk, 1784, III, 261—265, oraz o „Bemerkun
gen über die Sitten und Gebräuche der heutigen National-Littauer“, tegoż
„Neues geographisches Magazin, Hala, 1785, I, 235—257. W Berlińskiej
bibljotece czasopismo to nosi sygnaturę Po 1836. Z nastaniem lepszych
czasów, wszystkie takie starsze, etnograficzne drobiazgi, wypadnie chyba
wydać razem w osobnej broszurze. Wtedy bowiem dopiero staną się na
prawdę łatwo dostępne początkującym etnografom 7).
19. XII. 1926.
KALISTRAT DOBRJAŃSKI
ZNACHORSTWO W SAMBORSKIEM
(LA REBOUTERIE DANS LA RÉGION DE SAMBOR)
W związku z chorobą siostry zasięgałem także rady znachorów.
[Udawałem się do nich zawsze w towarzystwie jednego starszego krew
nego i zachowując wszelkie pozory, że poważnie i z wiarą przychodzę po
poradę, uważałem i słuchałem dobrze, co mówił i robił znachor i jak
zachowywał się. W ten sposób mogłem się prędzej dowiedzieć czegoś
bliżej i łatwiej, niż gdybym był przychodził sam i wypytywał go się
z prostej ciekawości, bo gdy raz zapomniałem się i powiedziałem, że dla
celów naukowych chciałbym się czegoś dowiedzieć i napisać o tem, po
wiedział mi na to znachor, że uczonym ludziom nie można wszystkiego
powiedzieć, bo cni w to wszystko nie wierzą.
Siostra według orzeczenia lekarskiego miała raka i to w stadjum
nieuleczalnem, wobec czego lekarze zupełnie zrezygnowali z leczenia.
7) Ob leż S. Ciszewski, Anonimowa zapiska etnograficzna o Góralach beskidowych z r. 1786. Lud, Lwów, 1911, XVII, 124—127.
118
Wskutek tego krewni i sąsiedzi namawiali koniecznie, by udać się po I
radę do znachorów. W okolicy Starego Sambora jest kilku znachorów I
i wróżbitów, którzy są bardzo popularni i którym prości ludzie prawie I
powszechnie wierzą. Byłem prawie u wszystkich, postaram się więc mo
żliwie dokładnie napisać o tern. Nazywają ich powszechnie znachorami
albo ludźmi, którzy coś „znają“.
Znachor P. W., lat 50 ze wsi Wołcze, pow. Turka/Str., zamieszkały I
obecnie we wsi Sozań, pow. Sambor. Uważają go za dobrego znachora, I
który pomaga we wszelkich chorobach. Jest to wieśniak — Bojko, pi- I
śmienny, był 3 lata w Argentynie, od 4-eoh lat już jest w domu i pra- '
cuje na roli. Zajmuje się znachorstwein od dłuższego czasu. Znachorem I
został w ten sposób, że jakiś znachor umierając, przekazał mu to zna
chorstwo i wtajemniczył we wszystkie arkana swej znachorskiej sztuki, I
nakładając na niego stały obowiązek odmawiania określonych modłów ;
i odbywania w oznaczone dni postów, w przeciwnym bowiem razie po- )
moc jego w chorobach będzie bezskuteczna. Jest to więc człowiek po
bożny i świadomy swych obowiązków, a do swych wiadomości zna- I
chorskich odnosi się z całą powagą i namaszczeniem. Jeśli ktoś śmiałby I
się z, niego, popełnia według jego zdania grzech nietylko względem siebie,
ale też i względem niego (znachora).
Gdy przyszedłem do niego w sprawie choroby siostry (o ile może, I
to powinien przyjść sam chory), nie pytał się znachor, jaka to jest cho- I
roba, tylko wyciągnął ze szafy książkę, która okazała się, jak zaraz I
stwierdziłem, Psałterzem (w języku cerkiewno-słowiańskim) i podał 1
mi go, abym otworzył. W którem miejscu otworzyłem, w tem zaczął I
znachor czytać, obrócił następnie 7 i jeszcze 2 dalej, t. j. 9 kartek i tam
czytał. Interesują go tu tylko niektóre specjalne słowa, największe zna- I
czenie ma przedewszystkiem pierwszy, luli drugi werset na otwartej
stronicy Psałterza. Gdy przeczytał, zastanowił się przez chwilę, a na- |
stępnie wychodził z izby do sieni, lub na podwórze, gdzie pozostał przez |
kilka minut. W jakim celu wychodził i co tam robił, nie udało mi się
dowiedzieć, ponieważ zabrania za sobą wychodzić, zresztą i rodzina jego
pilnuje, aby nikt nie wychodził za nim. Niektórzy mówią, że idzie on
wtedy na strych, gdzie rozmawia ze swoim „hodowańcem“ — jakimś
duchem domowym w postaci czarnego kota, łub koguta.
Po powrocie do izby mówił, co to jest za choroba i jaka jest jej
przyczyna, a mianowicie jest to podwianie wiatrem, a przyczyną jest to,
że chora stanęła gdzieś na t. zw. „zlewki“, gdzie ją podwiało. Główną I
według zdania znachora i jedyną prawie przyczyną wszelkich ciężkich I
chorób jest zły wiatr-przeciąg, który nie tylko szkodzi ludziom, ale też |
i chałupie (tem samem i wszystkim ludziom znajdującym się wtedy
w domu), o ile znachodzą się na tem miejscu, którędy ten wiatr wieje;
wiatr ten to jakaś zła siła. Objawia się to w ten sposób, że temu, kogo
owionął ten wiatr, odejmie władzę, sparaliżuje na całem ciele, lub tylko |
pojedyncze części, czy członki ciała, następnie wykrzywi i zdeformuje
niektóre części ciała, lub wogóle sprawia dotkliwe bóle w ciele i t. p.
Ludowy termin na oznaczenie choroby, wywołanej przez owianie kogoś ,
wiatrem brzmi: „pidwinuło kohoś“. Oprócz tego chorobę tę można też
J
119
nasłać w następujący sposób: Kiedy choregc pcdwianego wiatrem leczy
znachor i między innemi praktykami obmywa wodą ciało chorego,
a wodę pozostałą z tego mycia wyleje gdzieś, to gdy na to miejsce, a więc
na te „zlewki“, stanie ktoś zdrowy, zaraz zostanie podwiany wiatrem.
Teraz zkolei rozkazał znachor otworzyć Psałterz w któremś miejscu
po raz drugi. Po otwarciu Psałterza przez zainteresowanego w ten sam
sposób czytał na otwartej stronie, a następnie od tej na 7-mej i 9-tej
karcie. Potem stwierdził, że chorobę tą któryś z sąsiadów nasłał w ten
sposób, że gdy ten sąsiad, albo ktoś w jego domu był chory, to przy po
mocy znachora nasłał chorobę dalej, w tym wypadku na obecnego cho
rego, albo chora stanęła na „zływky“, z któremi wylewano właśnie tę
chorobę z domu tego sąsiada. Dalej powiedział, że sąsiad ten, który
nasłał chorobę, mieszka w kierunku północnym, lub zachodnim od domu
chorej. Kazał więc wyliczyć sobie po koleji najbliższych sąsiadów, mie
szkających na północ i zachód od domu chorej za porządkiem pierwszy,
drugi... i t. d., pamiętając pod każdą liczbą nazwisko sąsiada. Następnie
wyszedł znowu na jakiś czas z izby, a po powrocie powiedział, że sąsia
dem tym jest 6-ty z rzędu wyliczony sąsiad. Sąsiad ten nie musiał nasłać
choroby ze złośliwości, czy z gniewu, lecz poprostu często jest nieświa
domy tego, że poszkcdził komuś.
Teraz powiedział znachor, że trzeba pójść w nocy komuś z rodziny
chorej, może też być i kilka osób, ale tylko z bliskiej rodziny — zainte
resowanych, i z czterech stron chałupy tego odkrytego szóstego sąsiada
wykopać nożem w ziemi okrągłe jamki, odkładając na bok wierzchnią
warstwę ziemi, i ze spodu każdej jamki nabrać palcami 3 razy gliny do
jakiegoś naczynia i glinę tę przynieść do domu; tak trzeba robić przez 3
noce. Bardzo należy przy tern uważać, ażeby broń Boże nie zauważył kto
robiących te praktyki; wogóle praktyki te powinny odbywać się w zu
pełnej tajemnicy i milczen:u, bo w przeciwnym razie wszystko będzie
bezkuteczne. Za każdym razem przez wszystkie*3 noce po przyniesieniu
gliny ze wszystkich czterech jamek w jakiemś naczyniu, należy wlać
do tej gliny wody i wodą tą razem z gliną obmyć lewą ręką na odlew
wszystkie bolące miejsca na ciele chorej, a resztki wody z gliną zlewać
do osobnego jakiegoś naczynia. Gdy już za trzecim razem zleje się resztki
wody z gliną po obmyciu do tego osobnego naczynia, wtedy trzeba
wziąć to naczynie, gdzie znajdują się zlewki ze wszystkich trzech razów
i wylać to do 1-szej jamki, t. j. tej, którą nasamprzód wykopało się nożem.
Potem trzeba przykryć tę jamkę ową odłożoną wierzchnią warstwą ziemi,
ale w ten sposób, że to, co było przedtem na wierzchu, obrócić teraz do
spodu. Następnie trzeba uderzyć 9 razy lewą ręką na odlew po tej przy
krytej jamce, mówiąc po cichu za każdym razem: „Skąd przyszło, niech
tu pozostaje“. Odchodząc należy zostawić tam te oba naczynia. Po po
wrocie do domu należy podkurzyć chorą zielem z różnemi innemi do. datkami, jak węgiel, drzewo z chorągwi cerkiewnej i nici z chorągwi.
Zioła i inne dodatki, służące do podkurzania chorego na podwianie
wiatrem są następujące: przędziwo z lnu zwyczajnego — (Linum ušitatissimum L.), łodyga prawdopodobnie z wierzbówki wąskolistnej — (Epi
lotami angustifołium L.), kwiat z rośliny szczeć — (Dipsacus sp.), liście
z szałwji lekarskiej — (Salvia offłcinalis L.), ziarniak z pszenicy zwyczaj-
120
nej — (Triticum vulgare Vili.), gałązka bez szpilek ze świerka pospoli
tego — (Picea excelsa Link.), owoce z kolendry siewnej — (Coriandrum
sativum L ), kwiaty z jakiejś rośliny z rodziny Compositae, łodyga ja
kiejś rośliny z rodziny Genłianace/te, szczątki drewna z dwu drzew, lub
krzewów, kawałek węgla drzewnego, kawałek parafiny ze świecy
i wkońcu kawałek woszczyny. To wszystko dał znachor.
Gdy natomiast chciałoby się uchronić cały dom przed owianiem
wiatrem, to należy wywiercić z czterech stron w ścianach domu dziurki,
w które trzeba włożyć specjalne ziele, a następnie zabić te dziurki koł- .
kami; ale to wszystko może on sam tylko zrobić.
Wkońcu kazał znachor otworzyć Psałterz poraz trzeci, aby dowie
dzieć się, jaka jest nadzieja wyleczenia. Po otwarciu przezemnie Psał
terza tak samo czytał na otwartej stronie, następnie na 7-mej i 9-tej
karcie od otwartej stronicy, potem wyszedł z izby, a powróciwszy do
izby, powiedział, że teraz jest nadzieja wyleczenia chorej, ponieważ, jak
mi objaśnił, na otwartej stronie Psałterza, lub 7-mej i 9-tej stronie znaj
dowały się między innemi następujące słowa: ... „i podniesie mię Pan
z łoża boleści“, lub „i podniosę się z upadku“... i t. p. Natomiast za
pierwszej bytności u niego któregoś krewnego w sprawie siostry były
takie słowa na otwartej stronie Psałterza: ...,,i wejdę w rów“..., lub t. p.,
wobec czego nie miał on wtedy nadziei wyleczenia chorej, a teraz za mo
jej obecności u niego sprawa chorej polepszyła się.
Koniecznie starałem się dowiedzieć od znachora W., dlaczego wy
chodzi on po przeczytaniu Psałterza z izby i co on tam robi, a następnie
jakie odbywa modlitwy i posty i t. p., nie udało mi się jednak to, ponie
waż, jak powiedział, nie może on wszystkiego powiedzieć, poprostu nie
wolno mu, bo gdyby powiedział, 1) więcej już nikomu nie mógłby pomóc,
gdyż straciłby tę sztukę znachorską, a 2) mogłoby go spotkać jakie
nieszczęście; wolno mu przekazać to innemu dopiero przed śmiercią, gdy
dany człowiek zobowiąże się wszystko punktualnie wypełniać.
Gdy powiedziałem mu, że nie chcę mu zabierać chleba, tylko po
trzebne mi to jest dla nauki, aby napisać coś o tern, powiedział mi na to,
że uczonym ludziom nie powiedziałby niczego, ponieważ oni nie wierzą
w to, a kto nie wierzy w to, lepiej, żeby nie przychodził do niego. Wobec
tego musiałem go zapewnić, że mu wierzę. Za poradę swą nie żąda
specjalnie pieniędzy, tylko bierze, kto co i ile da.
Po odbyciu wszystkich tych praktyk chorej jakby polepszyło się
nieco. Po jakimś czasie, gdy chorej znowu pogorszyło się, zawołał jeden
z krewnych znachora do chorej, do domu. Gdy przyszedł, oglądnął chorą
i powiedział, że jutro powie, co robić, bo musi jeszcze raz popatrzyć się
do Psałterza.
Na drugi dzień powiedział, że teraz książka pokazuje, iż chora
nabrała się choroby nie gdzieś poza domem, tylko w domu, jakieś złe
owionęło ją i dlatego trzeba teraz naokoło własnego domu wykopać no
żem z czterech stron w ziemi 4 jamki, z każdej nabrać palcami 3 razy
gliny i przynieść to do domu. Następnie nabrać z rzeki, lub potoku w tern
miejscu, gdzie przechodzą ludzie i przejeżdżają wozy, więc na brodzie,
wody do jakiegoś naczynia, czerpiąc 3 razy dłonią, lub jakiem naczyniem.
Teraz wodę tę zmieszać z tą gliną i tym rozezynem lewą ręką na odlew
121
obmyć całe ciało chorej, resztki zaś wody z gliną po obmyciu wylać na
krzyżowych drogach, przyczem należy uważać bardzo, aby nie przestą
pić tego miejsca, gdzie się wylało, tylko wracać nie oglądając się do domu
i rzucić tam też i to naczynie. Wszystko to robić w nocy i starać się, aby
nikt nie zobaczył. Tak należy robić przez 3 noce. Oprócz tego może też
być u chorej choroba zw. „gościec“, który należy zakląć w ten sposób:
Od domu chorej iść w prostej linji na pćłnoc, przejść 10 chat sąsiedzkich
i od 11-tej chałupy iść w prostym kierunku na zachód 7 staji (około
300 m) i tam będzie krynica (zgadza się z rzeczywistością). Z krynicy
tej nabrać wody, czerpiąc 3 razy drugiem jakiemś naczyniem, tą wodą
żywą (w źródle jest zawsze woda żywa) natrzeć ręką na odlew całe
ciało chorej, a po natarciu wylać wodę tę na rozstajnych drogach, uwa
żając, aby nie przestąpić tego miejsca i wracać szybko do domu, nie
oglądając się i zostawiając tam to naczynie. Robić to wszystko należy
przed wschodem słońca i po zachodzie słońca przez 3 razy, np. przed
wschodem słońca, potem po zachodzie słońca tego samego dnia i wkońcu
przed wschodem słońca następnego dnia. Gdy się to robi, trzeba uważać,
aby nikt nie zobaczył tego i starać się nie rozmawiać podczas tego, o ile
rcbi to więcej, jak jedna osoba, również nie oglądać się, gdy wraca się
z wodą. Kiedy chora będzie się lepiej czuła, wtedy wyleje się ołów od
lęku, teraz zaś tego nie można zrobić, bo chora jest bardzo osłabiona
i nie wytrzymałaby tego.
Następnym razem powiedział znachor, kiedy chorej dalej nie było
lepiej, że teraz książka pokazuje, aby z 3-ciej chałupy na północ nabrać
gliny z 4-ech stron domu po 3 razy z każdej jamki przez 3 noce, potem
tak samo po 3 razy ze śladów nóg gospodyni tego domu (ponieważ ona
była chora też na podwianie wiatrem, a dawał jej rady jakiś znachor,
który nasłał chorobę z pewnością na sąsiadów) i wkońcu tak samo
z 4-ech stron własnego domu przez 3 noce. To wszystko zmieszać razem
z wodą z brodu w jakiemś naczyniu, natrzeć tern całe ciało chorej,
a resztki tego, kiedy chora już 3 razy plunie do tego, wylać na rozstaj
nych drogach razem z tem naczyniem, nie przestępując tego miejsca
i nie oglądając się, odejść szybko.
Znachorka T., lat 35, z miasta Chyrowa. Jest to mieszczanka, pi
śmienna, majętna.
Gdy przychodzi ktoś z rodziny chorego (lub sam chory) wypytuje
się znachorka naprzód, w czem objawia się choroba chorego, a następnie
każe sobie podać jakąś rzecz chorego, najlepiej koszulę, lub jakąś część
ubrania i t. p. Kiedy podałem jej koszulę chorej, wzięła ją i postawiła
przed siebie na stole, poczem wzięła jakąś zapisaną notatkę i trzymając
ją nad koszulą, czytała z niej przez jakiś czas. Notatka ta jest zapisana
różnorakiem drobném pismem, pisanem we wszystkich kierunkach,
oprócz tego znajdują się w niej napisane różne dziwne znaki, wykrętasy,
jakieś esy-floresy i t. d.
Nie udało mi się _,ednak dokładnie przyjrzeć się tej notatce i prze
czytać ją naprędce, ponieważ znachorka mimo moich różnych zapewnień
nie chciała mi dac jej do rąk. Gdy przeczytała w tej notatce, wtedy po
122
wiedziała po prostu, że siostra pójdzie gnić w ziemi, a kiedy będzie się
robiło to, co ona nakaże, to zatrzyma się chorą przy życiu jeszcze przez
kilka, lub kilkanaście miesięcy. Choroba chorej została wywołana przez
to, że dom, w którym chora leży, znachodzi się na złem miejscu. Ktoś,
mianowicie jakiś brunet z nienawiści, lub z gniewu poszedł do cza
rownika, lub najprędzej do rabina i ten zaklął plac, na którym stoi dom.
(Nawiasem mówiąc, bardzo powszechną jest tu wiara, że rabini mają
jakieś czarne księgi, któremi pomagają, ale jeszcze bardziej szkodzą lu
dziom). Zaklęcie miejsca miało ten skutek, że od tego czasu, jak przećj
tern dobrze wiodło się w domu, tak teraz zaczęło się coraz bardziej źle
wieść',, rozpoczęły się w domu różne choroby domowników włącznie
z 10 około wypadkami śmierci w ciągu 15-tu lat, zdarzały się coraz
częściej wszelkie nieszczęśliwe wypadki nietýlko u ludzi, ale i u bydła,
przyszły niepowodzenia w rzemiośle, w gospodarstwie domowem i w polu
i t. p. (Do pewnego stopnia to wszystko zgadza się poniekąd z rzeczy
wistym stanem rzeczy i nawet istotnie pada podejrzenie na jednego
żyda-lokatora, który w gniewie odgrażał się, że pójdzie do rabina 10szkodzić.) I obecna choroba siostry jest jednem z ogniw tego łańcucha
niepowodzeń, bynajmniej nie' cstatniem, o ile ktoś nie poradzi coś na to.
Ona sama może zegnać to złe z placu, na którym stoi dom, ale teraz
podczas choroby nie można tego robić, bo chora nie wytrzymałaby tego,
nawet sama znachorka przy spędzaniu tego zła z placu silnie wymęczy
się, tak że zawsze kilka dni musi odchorować. Choroba chorej jest bardzo
ciężka, o ile będzie się ją leczyło, to jeszcze jakiś czas wytrzyma. Narazie
trzeba podkurzyć chorą zielem (które znachorka dała, a którego z po
wodu małej ilości nie dało się botanicznie oznaczyć) ze wszystkich stron,
a następnie obmyć całe ciało chorej czystą wodą, a resztki tej wody wy
nieść na rozstajne drogi i tam wylać razem z naczyniem, a polem v acać
stamtąd szybko, nie oglądając się; ważnem jest bardzo, aby odbywało się
to wszystko w zupełnej tajemnicy i aby nikt tego nie widział. Oprócz tego
należy pić wywar piołunu (Artemisia absinthium L ), (który znacho: -ka
dała) 3 razy dziennie po pół szklanki przez 9 dni. Wkońcu trzeba zabić
3-letniego kota, a skórę z niego przyłożyć chorej na piersi.
Tak długo, dopóki chora nie wyzdrowieje, względnie umrze, nie
można spędzać złego z placu, ale to nie przeszkadza, aby nie chronić
reszty domowników przed zgubnem działaniem tego zaklętego placu,
ponieważ złe już wybiera sobie dalszą ofiarę. Otóż zanim cały plac będzie
oczyszczony, musi każdy z mieszkańców tego domu
członków rodziny
poddać się działaniu oczyszczającemu w ten sposób, że każdy z nich
musi przynieść do niej 3 m jedwabiu, 74 1 czystego spirytusu „bongout“
i kawałek cukru „z głowy“ — cukru w stożkach.
Gdy chora umrze, lub może wyzdrowieje, wtedy ona oczyści en
plac. W tym samym dniu, kiedy ona będzie oczyszczała plac, należy
w cerkwi kazać odprawić mszę św., podczas której wszyscy domownicy
muszą się wyspowiadać i przyjąć św. komunję.
Co znachorka będzie z tem wszystkiem robiła i jak to będzie robiła,
nie mogłem się dowiedzieć, ponieważ powiedziała, że nie może mi tego
powiedzieć, bo wtedy, gdyby powiedziała, samaby przestała wiedzieć.
*
*
123
Znachor (worożil) M. W. R., lat 65, ze wsi Jasienica Zamkowa, pow.
Turka/Str., piśmienny, był w Ameryce.
Jest to człowiek mądry, uczciwy i szczery, a przedewszystkiem
bardzo pobożny, stale odmawia odpowiednie modlitwy i odbywa wyzna
czone posty, jednak ta jego pobożność jest jakaś nienormalna, mistyczna.
Bardzo ceni i szanuje swoją religję, wiarę, jak mówi i troszczy się, że
religja jest teraz w lekceważeniu, on chciałby, aby wróciła dawna bogobojność, rozmawia o tem z księżmi, a chciałby nawet porozmawiać
z biskupem, aby coś radził na dzisiejszy brak wiary. Bardzo ciekawy jest
jego światopogląd, a mianowicie: cały świat jest podzielony na 12, czy
właściwie na 18 rejonów, kierownictw, jak cn nazywa. Każda rzecz
z osobna należy do właściwego sobie kierownictwa, tak samo też i wszel
kie choroby. Każdem kierownictwem kieruje jakaś wyższa siła, a do
piero nad temi wszystkiemi kierownictwami panuje Bóg. Każda choroba
według niego ma swoją duszę, to jakaś żywa. istota, dlatego że należy
do jednego z kierownictw i że kieruje nią jakaś wyższa siła. Każda
choroba dostaje się do organizmu człowieka przez krew i właściwie we
krwi zawsze znajduje się. Dlatego leczyć chorobę można przez zamknię
cie krwi, a robi się to w ten sposób, że z małego palca lewej ręki chorego
bierze się prz.ez nakłucie szpilką kroplę krwi, a następnie z zabitego od
powiedniego ptaka, czy zwierzęcia serce i język i robi się jakieś praktyki,
odmawiając odpowiednie modlitwy. Wszystkiego jednak nie chciał mi
znachor powiedzieć. Chorób jest 12 i do każdej z osobna pomocny jest
inny ptak, lub zwierzę; otóż wchodzi tu w rachubę 6 zwierząt i 6 ptaków.
Choroba chorej to podwianie złym wiatrem.
Wodę w garnku i czosnek trzymając nad chorą, zaszeptał na głos
wzywając wszystkich aniołów i archaniołów (serafymy, cheruwymy),
świętych, jak Mikołaj, Bazyli, Jozafat i in., a następnie odmówił wszyst
kie modlitwy i wypowiedział następujące słowa, zaklęcie:
„Zamykaju czystymy dzwonamy i czystou wodou i śwjatym ohněm
psiaku slab ist“ wid Rózi (imię chorej). Jak czyste sonce i misiać i zwizdy,
tak czysta krou u Rózi. Na totu łntenciju ja proszu nebesnoho Witcia- prestoł,
aby Hospod’ Roh utychomyryu toj bil“.
Za drugim razem ta modlitwa-zaklęcie wyglądała w ten sposób:
„Zamykaju i zakłynaju wsiąku słaibist“, neduhu i nemicz żywym Hospodom Bobom i wsima śwjatymy, czystym sińcem, misiacem, zwizdamy i obtakamy wid sebe (imię chorego), jak czysta woda i zdorowa u moich oczach,
tak czysta krou je zdorowa u meni“.
To wszystko odmówił 3 razy nad wodą i czosnkiem, a następnie
3 razy nad chorą. Kazał, aby chora napiła się tej wody, w której roztarto
ten czosnek. Następnie też ktoś z rodziny chorej musi nabrać wody do
flaszki i czosnek, z tem pójść do cerkwi i tam w tym momencie, kiedy
ksiądz zaczyna mszę św. i uderzy dzwonek, poruszyć wodę we flaszce
i odmówić wszystkie te modlitwy; tak robić przez 3 razy. Na całe ciało
chorej dawać okłady z wywaru gałązek sosny, szyszek sosnowych, ko
rzeni, lub owoców czerwonego swerbywusu (dzikiej róży), jagód jałowca,
owsianej słomy i siana, albo kąpać się w tym wywarze.
124
Za drugim razem powiedział znachor, że trzeba zabić czarnego
kruka i dać mu z kruka serce i język, a on wziąwszy jeszcze krew z ma
łego palca chorej, zaklnie chorobę. Przy tem ważnem jest takie zaklęcie:
„Ty preświtłyj krowę, carju adynoju, ja tebe wzywaju, bud’ meni do
pomoczi, jak u deń, tak i w noczi“. To zaklęcie jest też pomocne i przy
innych praktykach i zamawianiach, a też przy zbieraniu ziół leczniczych
i czarodziejskich.
Oprócz tego na wilję Boż. Narodzenia przed świętą kolacją postawić
koło chorej zaświeconą świecę i niech chora przez 3 razy zbliży obie
otwarte dłonie do świecy, a następnie szybko dłonie do siebie. W ten
sposób oczyści się chora ogniem od choroby, bo ogień ma wielką siłę
oczyszczającą i wogóle ogień, to jakiś wielki duch, który ma też swoją
specjalną nazwę; wyjawić jednak tej nazwy pod żadnym warunkiem nie
wolno mu, bo gdyby powiedział, to natychmiast umarłby.
Ten sam W. R. jest też zaklinaczem od ukąszenia żmiji zarówno
ludzi jak i zwierząt. Taki zaklinacz musi być człowiekiem bardzo po
bożnym, odmawia stale odpowiednie modlitwy i pości przez 9 piątków.
Kiedy ktoś przyjdzie do niego, aby zaklął od ukąszenia żmiji, wtedy on
odmawia 12 specjalnych modlitw, bo jest 12 gatunków żmij, a nie wia
domo, która ukąsiła.
Nie chciał jednak powiedzieć czegoś dokładniej.
*
*
*
Bardzo wybitnym zaklinaczem od ukąszenia żmij, specjalistą swego
rodzaju jest Bazyli Karchut, lat 87, zamieszkały w St. Samborze.
Jest to człowiek bardzo pobożny, skromny i uczciwy. Jak mówią
jego domownicy, dużo modli się i pości. Gdy przyjdzie do niego ukąszony
przez żmiję, lub ktoś drugi w sprawie ukąszonego, wtedy pyta się, jak
ukąszony nazywa się na imię i ile ma lat, poczem klęka, odmawia po
cichu modlitwę i mówi, że wszystko będzie w porządku, aby być spo
kojnym. Gdy zaś ukąszone zostało jakieś zwierzę domowe, wtedy pyta
się, jak je nazywają i jakiej jest maści, poczem tak samo modli się.
Zazwyczaj to pomaga i nie było jeszcze wypadku, aby nie pomogło, gdy
on zaklnie, dlatego ludzie nietylko w St. Samborze, ale w całej okolicy
święcie mu wierzą i bardzo go szanują. Lekarze są w takich wypadkach
prawie że bezradni, zwykle każdy z nich mówi, że od ukąszenia on nic
nie może pomóc, tylko od spuchlizny. Ja osobiście też Karchutowi wierzę,
ponieważ wyleczył od ukąszenia żmiji matkę i to w tym samym momen
cie, kiedy matka przyszedłszy z pola zemdlała na podwórzu i zdawało
się, że umiera, tak że zawezwany lekarz powiedział, że to już jest bez
wyjścia, Karchut zawiadomiony o tem zaklął u siebie w domu i matce
zaraz zrobiło się lepiej. Inny lekarz zawezwany do matki powiedział, że
on tylko może pomóc od spuchlizny i pęcherzy, a nie od ukąszenia.
Później przyszedł Karchut do matki i zaklął jeszcze raz, ale powiedział,
że ta żmija, która ukąsiła matkę, to bardzo zły i jadowity gatunek
(żmija skalna), dlatego to ukąszenie musi być zaklęte przez 9-ciu zakli
naczy. Tak istotnie zrobiło się i matka zupełnie wyzdrowiała. Również
wylećzył od ukąszenia żmiji siostrę.
125
Ciekawe, że zaklinasz Karchut wie, jaka żmija kogo ukąsiła. Potrafi
też Karchut wypędzić żmiję ze stajni, lub skądinąd, gdy nieraz zagnieź
dzi się tam. Mówią, że on w polu, gdy spotka żmiję, rozmawia z nią
i bierze ją do rąk i że wszystkie żmije słuchają go.
Starałem się dowiedzieć od niego wszystkiego dokładniej, ale on nie
chciał powiedzieć, mówi, że może tylko przed swoją śmiercią przekazać
to komu innemu, gdy dany osobnik zobowiąże się spełniać wszystkie
związane z tem powinności, podobnie jak on sam to dostał.
M. M., lat 66, ze St. Sambora, pow. Sambor, mieszczanin, krawiec,
piśmienny, rozpędza burzę i chmury gradowe, i dlatego bywa nazywany
chmarnyk.
Potrafi rozpędzić chmury i burzę gradową, gdy nadchodzi, lub
przynajmniej skierować ją w inne strony. Umiejętność tego przekazał
mu jeden chmurnik przed śmiercią. Przedewszystkiem taki chmumik,
aby miał siłę panować nad burzą, musi być człowiekiem religijnym
i pobożnym, musi pościć 4 dni w roku: na Święty wieczór przed Boż.
Narodzeniem, na Szczodry wieczór przed Jordanem, w piątek pierwszego
tygodnia wielkiego postu i w Wielki Piątek zawsze przez cały dzień.
Oprócz tego, musi zawsze każdego dnia rano i w wieczór odmawiać po
5 razy Ojcze nasz. Zdrowaś i Wierzę; to wszystko na intencję tej władzy
nad burzą.
Otóż gdy nadchodzi burza i nagromadziły się wielkie ciężkie
chmury, wtedy chmumik bez względu na to, gdzie się znajduje wtenczas
(gdy w domu, to wychodzi z chałupy), pluje 3 razy w kierunku nadcią
gającej burzy, podnosi prawą rękę do góry, recytuje 3 razy kilka po
czątkowych słów ewangelji św. Jana na Wielkanoc, które brzmi: „Na
początku było Słowo i Słowo było u Boga i Słowo stało się Bogiem“...
i wkońcu zaklina burzę 3 razy temi słowy: „Zakłynaju tebe satano śwjatym anhełom i archanhełom Mychajiłom“. Podczas tego zaklinania trzeba
koniecznie mieć przy sobie kawałek żelaza, stali, lub jakiś nóż.
Skutkiem tego zaklinania chmury powinny rozejść się i burzy nie
będzie. Gdy jednak pomimo zaklęcia burza dalej zbliża się, wtedy, widać,
burza musi się odbyć i chmurriik może nakazać chmurze-burzy przesunąć
się w inne strony, np. na las, jakieś nieużytki, pastwisko i t. p., aby nie
zrobiła ludziom szkody w polu. Jednak czasami nic nie pomaga zaklęcie
i burza spadnie, bo złe, które siedzi w chmurze-burzy, ma większą widać
siłę od człowieka. Jak widać z tego wykładu chmurnika, lud wierzy, że
chmurami deszczowemi, gradowemi i burzą kieruje jakaś nieczysta zła
moc, żc poprostu sama chmura, sprowadzająca burzę, jest złą mocą,
djabłem. Lud najwięcej lęka się burzy gradowej, bo ta mogłaby znisz
czyć plony w polu, dlatego taki chmurnik jest ceniony i poważany.
T. S. ze wsi Galówka i T. R. ze wsi Mszaniec, pow. Turka/Str. są
znachorami i zaklinaczami choroby u bydła, przeważnie u koni, zwanej
„kordiuk“. Jest to bardzo ciężka rana, która trudno i długo leczy się,
a gdy się temu zaklinaczowi da tylko kilka włosków chorego konia i po
wie, jak wołają go, to on zaklnie chorobę. Teraz jednak przez 9 dni
126
nie wolno patrzyć się na tę ranę, a rana szybko zagoi się. Nie mogłem
dowiedzieć się czegoś bliżej.
T. Z. i J. W. ze wsi Wołcze, pow. Turka/Str. są zaklinaczami krwi.
Gdy ktoś dostanie wybuch krwi, lub ciężko skaleczy się, tak że bardzo
krew cieknie, wtedy niech zaraz zaklnie krew taki zaklinacz, to nie po
cieknie więcej ani jednej kropli krwi. W zaklinaczy tych powszechnie
wierzą. Nie mogłem jednak dowiedzieć się czegoś bliżej.
Byłem też we wsi Sąsiadowicach pod Samborem u jednego zna
chora, jak mówią ludzie, tymczasem, jak stwierdziłem, jest to wiejski
lekarz-homeopata, który leczy przy pomocy książek lekarskich homeopa
tycznych i lekarstw homeopatycznych (pigułek), sprowadzanych z War
szawy i Lipska.
KALISTRAT DOBRJAŃSKI
BRACTWO KAWALERSKIE IM. ŚW. MIKOŁAJA
W STARYM SAMBORZE
ÍLA FRÉRIE DE ST. NICOLAS EN STARY SAMBOR)
Treść: 1. Wstęp, s. 126. 2. Walne Zebranie, s. 127. Robienie światła,
s. 128. 4. Kolęda, s. 130. 5. Zwyczaje wielkanocne, s. 134.
1. Wstęp.
W Starym Samborze, znaném niegdyś mieście kuśnierskiem, istnieje
od kilkuset lat Bractwo kawalerskie im. św. Mikołaja przy cerkwi parafjalnej pod wezwaniem św. Mikołaja. Pomimo to jednak Bractwo kawa
lerskie jest filją młodszego od siebie bractwa kuśnierskiego w St. Sam
borze. Bractwo to bardzo ciekawe pod względem etnograficznym cie
szyło się doniedawna wielkiem znaczeniem i popularnością w mieściej
Wszystkie szczegóły dotyczące bractwa kawalerskiego w St. Sam
borze, opierają się na obserwacji własnej i na ustnych opowiadaniach
starszych już ludzi, jak Katarzyna Dobrjańska, lat 63, Józef Zyblikiewicz, lat 65, Grzegorz Sawaryn, lat 45 i Włodzimierz Gbur, lat 25,
obecny starszy towarzysz bractwa, wszystkich zamieszkałych w Starym
Samborze.
Historja Bractwa kawalerskiego w St. Samborze na podstawie do
kumentów brackich i opowiadań ustnych przedstawia się następująco:
Bractwo kawalerskie w St. Samborze, jak twierdzą niektórzy starzy
ludzie, założył jeszcze książę halicki Lew I, który przebywał czasem
w Spasie, pobliskiej wsi koło St. Sambora, oddalonej 5 km od miasta,
a na starość wogóle tam się przeniósł. Spas był podówczas książęcą
rezydencją letnią, było tam również biskupstwo, a nawet przez jakiś
czas metropolja, czy może również tylko rezydencja letnia metropolity
halickiego. Był w Spasie też wielki klasztor księży Bazyłjanów i do niego
właśnie wstąpił na starość książę Lew. Klasztor ten przeniósł się później
do pobliskiej wsi Ławrowa, gdzie doniedawna jeszcze w kaplicy w lesie
