1f3128781325e088cf3190cb7ea85953.pdf

Media

Part of O psie, którego uczono mówić / Lud, 1933, t. 32

extracted text
48
JAN ST. BYSTROŃ

O PSIE, KTÓREGO UCZONO MÓWIĆ
(HISTOIRE D’UN CHIEN AUQUEL ON ENSEIGNAIT À PARLER)

W kołach amatorów dawnej kultury góralskiej i tradycyj zako­
piańskich znana jest opowieść o księdzu Stolarczyku, pierwszym pro­
boszczu parafji zakopiańskiej i o jego psie, którego chytry kościelny
uczył mówić. Wygląda ona mniejwięcej tak: Miał Stolarczyk psa, którego
bardzo lubił; kościelny, stary i sprytny góral, znając słabość proboszcza,
zawsze psa wychwalał, ale raz zaryzykował zdanie, że pies byłby dosko­
nały, gdyby jeszcze mógł po ludzku mówić. Na żartobliwe pytanie
księdza, gdzie to psy uczą mówić, odpowiedział z całą powagą, że jest
baca na hali Pańszczycy, który ma rodzaj takiej szkoły dla psów i że
może za pewną opłatą także i proboszczowego psa wyuczyć pięknie
mówić. Ksiądz się zgodził, dał parę reńskich na naukę, a kościelnemu
też coś niecoś na wycieczkę i za fatygę; kościelny pieniądze zgarnął,
zabrał psa i poszedł. Wróciwszy po pewnym czasie opowiadał księdzu
cuda o postępach psa w nauce, i o tem, że baca, zachwycony zdolnoś­
ciami swego psiego ucznia, wtajemnicza go w finezje językowe, ale wy­
maga jeszcze dodatkowej opłaty. Kilka tak razy wyciągał kościelny
pieniądze od proboszcza, który wreszcie zniecierpliwiony nakazał mu
przyprowadzić psa w najbliższym czasie pod rygorem ostrych kar.
Kościelny znów wziął pieniądze na drogę, poszedł i po kilku dniach
wrócił, oczywiście bez psa, a rozgniewanemu proboszczowi złożył re­
lację, że pies już świetnie mówił i dowiedziawszy się, że ma wracać
do Zakopanego, z radością z nim wybrał się w powrotną drogę i cały
czas rozważał, przeważnie o zakopiańskich stosunkach, o poszczegól­
nych gazdach i t. d. Tak doszli do potoku Pańszczyckiego, który był
wezbrany, jak to zwykle na wiosnę; pies szedł pierwszy, wszedł na
kładkę i nagle coś mu się przypomniało, stanął, odwrócił się do
kościelnego i zapytał- „czy jegomość ksiądz Stolarczyk ciągle jeszcze
z tą Kaśką żyje ?“ „Nie mogłem wytrzymać — opowiada dalej
kościelny — prasnąłem go w mordę i zrzuciłem do wody, gdzie utonął.
Myślę sobie: nie dość, że to już ludzie o tem gadają, mają jeszcze psy
gadać ?“ Opowieść.? ta widocznie wystarczyła proboszczowi, bo już
nigdy do sprawy tej nie powrócił.
Gadkę tę słyszałem od majora Br. Romaniszyna, który znów zna
ją od jednego z górali z Nowego Targu. O ile wiem, nie była ona nigdzie
zapisana i drukowana.
Opowiadanie to ma wszelkie cechy tradycji lokalnej; charaktery­
styczna postać ks. Stolarczyka żyje jeszcze w pamięci starszego poko­
lenia gazdów zakopiańskich. Tymczasem okazuje się, że mamy tu do
czynienia z typowym motywem wędrownym.
Spotykamy więc temat nasz w wersji żydowskiej, zapisanej w po­
pularnym zbiorze R. Geigera 1). Rabin chwali swego ulubionego psa,1
1) R. Geiger: Histoires juives, Paris 1923, nr. 203.

49
twierdząc, że jedynie brak mu mowy, a byłby doskonały, gdyż jest
inteligentniejszy od wielu łudzi. Znalazł się kombinator Mendel, który
doniósł rabinowi o istnieniu w Warszawie sławnego mędrca, uczącego
psy mówić, i za dwieście rubli podjął się pośrednictwa. Kilkakrotnie za­
tem chytry Mendel jeździł do Warszawy i opowiadał po powrocie
o mądrości psa i o jego dyskursach, aż nakoniec wraca bez psa.
— Gdzie jest mój pies ? pyta rabin.
— Posłuchaj rabi! Co za genjalne zwierzę! Długośmy rozmawiali
razem. Niktby nie powiedział, że to pies! Nawet się nie jąkał. Pytał się
0 wszystkich.
— A co ci mówił o mnie ?
— Spytał się: a czy rabin ciągle żyje ze swą służącą ? Zląkłem się
1 pomyślałem, że on to wszystkim opowie, więc go utopiłem w rzece.
— Niech cię Bóg błogosławi, Mendlu, rzekł rabin. Dobrze zrobiłeś!
Ale i żydowska opowieść nie jest czemś oryginalnem: jestto również
jedna z wersji wątku, który jest daleko dawniejszy i powszechniejszy.
Na inną, o dwa wieki starszą wersję natrafiłem przypadkowo,
przeglądając nieciekawy zresztą siedemnastowieczny zbiór kazań ku
czci św. Jana Nepomucena, ułożony przez Karmelitę Kantego od św.
Juljana 2).3 „Niech to parabołką będzie. Pani jedna majętna i fortunna
była wielkiej ciekawości w rarytellach gospodarstwa swego. Dowie­
dziawszy się o tern frant jeden babus przychodzi do niej na służbę;
spyta pani, coby też umiała nad inne dworki, odpowie: umiem nauczyć
kurczęta gadać. Ucieszyła się tą nowiną i dobry jej postąpiwszy jurgielt
na bogatym folwarku osadza babę. Po jednym i drugim miesiącu woła
do siebie onej gospodyni, pytając, jeżeli się już kurczęta wykłuły i jeżeli
już gadają; ta odpowiada: jeszcze nie są w pierzu, nie gadają, ale już
szepcą. Spyta pani ciekawa: a cóż takiego szepcą ? odpowie gospodyni:
szepcą między sobą cicho, że u jejmości sekretnie ta i owa kompanijka
bywa. Usłyszawszy to pani porżnąć kurczęta kazała. Kiedy teraz szepcą,
to w krótkim czasie jak podrosną, głośno piać o tem będą. Takci to
radziby łudzie, żeby świat nie wiedział o tem, co się u nich pokątnie
dzieje“.
„Parabołka“ ta nie jest inwencją wymownego karmelity, który
zresztą cytuje źródło; jest niem wielki zbiór kazań jezuity ks. St. Bie­
lickiego2). Spotykamy tu ową opowieść prawie w tych samych słowach;
ustęp ów kończy się nauką, (zdaje się, dość oportunistyczną), że
„jeszcze to nie taki grzech gorszący, kiedy ludzie o nim sekretnie po­
szeptają, ale kiedy to i nazbyt pieją, to ta effronterja, daemonium
damans“. Bielicki jednak, taniej od karmelity dokładny, nie podał
źródła swej „parabołki“, i na tem kończy się nasz ślad.
Oczywiście, Bielicki nie jest autorem „parabołki“; mamy tu za­
pewne do czynienia z jakimś starym wątkiem, którego poszczególne
etapy mógłby bez trudu wyznaczyć ktoś, zajmujący się systematyką
motywów wędrownych w dawniejszej literaturze.
2) Pierwsze pole kaznodziejskie wielkiemu triumfatorowi Janowi Nepomuce­
nowi poświęcone, Poznań 1752, str. 27.
3) Ks. Stanisław Bielicki S. J. Niedziele kaznodziejskie, to jest kazania na
niedziele całego roku Częstochowa 1712, str. 168.
Lud T. XXXI!.

4

50
RÉSUMÉ.
L’auteur fait remarquer une anecdote en vogue parmi les montagnards,
dans laquelle un bedeau confie le chien d’un curé à quelqu’un qui; soitdisant, devait lui enseigner à parler. Sous ce prétexte il extorque de l’argent
au curé crédule et, quand enfin le curé veut se rendre compte des progrès
de l’animal, le bedeau s’excuse de ce qu’il à dû faire mourir le chien, car
celui-ci a commencé à raconter indiscrètement des détails sur la vie privée
du curé.
Malgré que cette historiette a un caractère éminément local, elle possède
de nombreuses analogies tant dans les anecdotes juives (Geiger, Histoires
juives 203), que dans les sermons polonais du XVIII siècle.

JAN FALKOWSKI
_


i

GLINIANE PALENISKA I NACZYNIA PIECYKOWATE1).
(LES FOURNEAUX EN ARGILE ET LES VASES FORMANT FOUR).

Ognisko i piec w wielce rozmaitej postaci oto dwa najważniejsze
elementy służące do przygotowywania gorącego pokarmu12). Oprócz
pieców i ognisk (stałych lub czasowych) są w użyciu u wielu ludów
zamiast nich albo częściej równorzędnie, rozmaitego rodzaju piecyki,
które ze względu na to, że używa się do nich przeważnie węgla drzew­
nego, podciągnąć można pod ogólną nazwę żarowni. Wszystkie żarownie podzielić się dadzą na następujące grupy: 1) żarowni służą­
cych do ogrzewania czy to całych ubikacji, czy też tylko rąk lub nóg
i t. p. 2) żarowni przeznaczonych wyłącznie do przygotowywania
ciepłego pokarmu, odgrzewania go i t. p. 3) żarowni używanych do
celów kultowych jak np. rozmaite kadzielnice i t. p. wreszcie grupę
4) do której zaliczyć należy te żarownie, które służą do topienia metali,
zwłaszcza szlachetnych, w niewielkich ilościach. Oczywiście między
wszystkiemi temi grupami zachodzą b. często różne związki i podobień­
stwa w formach i odmianach.
Z żarowniami służącemi rozmaitym, celom ogrzewalnym spotykamy
się na obszarze prawie całej Europy, a najliczniej występują one na
południu, gdzie często zastępują nawet piece do ogrzewania. Następnie
znane są one w całej Azji. Wykonane są z gliny albo metalu w naj­
rozmaitszych kształtach. Zwłaszcza w Azji metalowe żarownie posia­
dają formy bardzo artystyczne. Żarownie te używane są też np. w ten
sposób, że naczynie z żarzącemi węglami wstawia się pod specjalny
1) Z materjałów zebranych zagranicą za stypendjum Funduszu Kultury Na­
rodowej. Rysunki wykonał autor. Wymiary w tekście podano w centymetrach.
Użyte skróty:
M. f. V. = Museum für Völkerkunde.
N. inw. = numer inwentarza.
Hough, Fire = Hough W.: Fire as an agent in human cplture. Washington 1926.
2) Chociaż zagadnienie ogniska i pieca jest niezmiernie ciekawem i ważnem,
nie zostało ono dotychczas w sposób dostateczny rozwiązane.

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.