7ed3dd307e20d2b9f1e2b9338056166e.pdf
Media
Part of Przegląd czasopism, cz. 3 / Lud, 1904, t. 10
- extracted text
-
PRZEGLĄD CZASOPISM.
Słowo Poiskie“. Lwów 1904.
W numferach 337, 339 i 341 tego dziennika z dnia 19,
20 i 21 lipca 1904 umieścił autor, kryjący się pod znakiem
_ cha _« zajmujący artykuł pod napisem „/nad górnej
Wisły“ Autor rozbiera znaczenie Wisły, jako środka komun kacy/podnosi korzyści, jakie zapewnia transport towarow wodą
w porównaniu z przewożeniem ich koleją wskazuje, ze Wn
słv iako drogi wodnej nie umiemy wyzyskać i radzi zwrocie
na’nią uwagę baczniejszą. Ze znajomością rzeczy przedstawia
nam też żvcie dzisiejszych flisaków na Wisie, »na j j g
cy?skiej przestrzeni« i te ustępy, najbardziej nas zajmuiace pragniemy uratować od zapomnienia, gdyż na to zasługują.
Ją ’S"e na Wiśle - pisze autor - pod ktorem rozumie
my w'pierwszym rzędzie spławianie towarów na miejsce przeScUniaTuc^ osobowy nS istnieje)
nrzewozowe, życie to obecnie ogromnie upadło. Dawniej oy
tu wielki ruch' W dół i w górę rzeki płynęły transporty
zbożem z maszynami rolniczemi i fabrycznemi, Pf^WŻono
m w olbrzymich ilościach i mnóstwo ludzi z nadbrzeżnych
osad cate swe otrzymanie, a nawet dobrobyt zawdzięczało
S
WiŚI Dziś iakże inaczej! Koleje żelazne w Królestwie Polakiem
, w GaTicyf zrobiły taii znaczną konkurencję W.de ze wody
jej płyną na marne, bez użytku .prawie. T>
Indii może na Wiśle utrzymanie swoje znalezc i to może na
wit wTęcej z ukochania flisactwa samego »* » »«¡“J
J, ,
wmlczć można i gdzieindziej, i o tez llisactwem
na’óaUcyiskiej przestrzeni Wisły zajmują się przedewszystkiem
ludzie 'starsi, którym przyzwyczajenie stało s.ę drugą natur,
454
PRZEGLĄD CZASOPISM
i ciągnie ku koczowniczemu a tak uciążliwemu życiu tlisaka,
podczas gdy młodsi zaczynają coraz bardziej przeniewierzać
się znakom swych ojców i silnie uciekają do innych zawodów.
Śląskie i amerykańskie kopalnie węgla kryją znaczną część
młodszego pokolenia naszych rodzin llisaczych«.
Galary nasze są to długie i szerokie a płaskie statki dre
wniane, nieco tylko z przodu i z tyłu podniesione nad wodę.
Mają przeszło 18 metrów długości a 8 szerokości. Galar taki
uniesie 25 ton a zatem tyle co 2 i pół wagonów towarowych
kolejowych o wytrzymałości po 10 ton. Kosztuje on 320 do
350 KoronŁ). Znajduje się na nim malutki domek (inaczej
»buda«), w którym przechowują się rzeczy załogi, ubranie,
przyrządy, wiktuały i t. d. Do »budy« tej można klęcząco tylko
wejść. Służy ona tylko na nocleg i jest tak brudna, zapylona
wysuszonem błotem, że może stawać do rekordu z wszelakiem
najniebygieniczniejszem urządzeniem. Z zawalanymi butami
wchodzi do niej »galarnik« depce po ubraniu, porozrzucanych
wiktuałach, chlebie. Gdy dodamy do tego brudną porządnie
bieliznę walającą się wszędzie, a w najlepszym razie przecho
waną w chwilowo próżnym garnku z mleka lub masła, to
otrzymamy obraz o jeszcze estetyczniejszem wrażeniu2).
Prócz tej budki muszą być jeszcze: ster, wiosło, deski,
taczki, siekiery, młoty drewniane, kute kije, laski3) i liny dłu
gie, na których, przewiesiwszy je przez maszt wysoki, galar
wyciągają w górę (pod wodę) Wisły konie. Jeden galar z wszy
stkimi przyborami przedstawia wartość okrągło 500 Koron.
2 flisaków stanowi załogę jego, przybierając nazwę »galarników«. Flisak na przodzie kieruje statkiem jako »sternik«;
flisak tylny wykonuje pomocnicze czynności przy wiośle, łapa
niu galaru na nocleg, wrzucaniu do wody kotwicy, tak zwa
nego »psa«, l. j. zwykłej kamiennej bryły, nieobrobionej na
0 Galary wielkie, jakiemi dawniej przewożono z pod Krakowa sól,
pszenicę i t. p. obecnie już nie istnieją. Te, które dzisiaj Wisłą płyną, są
znacznie mniejsze, a flisacy z zachodniej Galicyi zowią je golarkami.
Przyp. S. U.
‘-I Opisany tu porządek w budzie zobaczył autor — cha — chyba
wyjątkowo; zazwyczaj w każdej budzie znajdują się półeczki, na których
przechowuje flisak chleb, masło, kaszę, słoninę, wogóle wszystkie wiktu
ały. Po chlebie nasz lud nigdy nie stąpa, uważając to za wielki grzech.
Bieliznę trzyma flisak w kobiałce.
Przyp. S. U.
’) Na galarach steru nie bywało a owe długie na galarach ruchomo
umocowane drągi, niby wiosła, nazywają się drygawki. Przednia część
drygawki zowie się głowa, tylna część cdi. Na dużym galarze bywało drygawek po 4. — Drągi grubsze, twarde, nie kute, służące do wstrzymywa
nia galaru, zowią się harpule, a ten flisak, który je ma w opiece, to harpulnik. — Deski służące do przykrywania soli lub pszenicy na galarze,
to werdeki. — Młot drewniany zowie się ślaga.
Przyp. S. V.
PRZEGLĄD CZASOPISM
455
długim sznurze. Flisak nazywa się wprost »chłopem« (»jedzie
za chłopa«) i bierze naturalnie mniejsze wynagrodzenie 1).
Przewożą przeważnie tylko węgiel kamienny i kamień
wapienny; prócz tego dachówki, cegły, koks, wapno niega
szone. Spławiany bywa w przeważnej części pruski i rosyjski
(z Niwki) węgiel kamienny transito przez Galicyę do Króle
stwa Polskiego. Ma to jednak tę dobrą stronę, że przewozem
trudnią się wyłącznie nasi flisacy i z niego czerpią całe swe
utrzymanie.
Takie wsie z nad górnej Wisły jak Gorzów, Gromiec, Bo
brek, Chełmek, Łączany wyludniają się na cały okres źegluni
ze swej ludności płci męskiej, a w domu dosłownie »baba go
spodarzy« i »pilnują roli starzy«.
Kilkaset rodzin oddaje tedy ojczystej fali swe wszystkie
nadzieje. Innych znów setek kilka naszych flisaków ze wsi po
niżej Krakowa położonych i z tego powodu »dolakami« a) zwa
nych, rozsypuje się daleko po rzekach w granicach rosyjskiego
imperium dla spławiania drzewa do Gdańska. Więc idą do
Kijowa, do Brześcia i Warszawy3). Ma to swoje zalety. Nie
ma bowiem flisaka, któryby nie znał dokładnie całej Wisły i jej
spławnych dopływów, kanałów (Muchawiec) a przez to i ludzi
wzdłuż brzegów mieszkających, osad, miast polskich, rosyjskich,
pruskich. Znają i morze; dopływają do »latarni« pod Gdań
skiem. A gdy do tego dodamy, że zimą robią w pruskich ko
palniach węgla, a inni znów na lat kilka wyjeżdżają do Ame
ryki dla przywiezienia grosza na nowy dom. na dokupienie
roli, to otrzymamy w sumie bywalców, otrząśniętych ze zby
tniej zaściankowatości. Odróżnia to ich od wieśniaków wscho
dniej Galicyi, znających dokładnie tylko swoje »seło« i mają
cych przekonanie, że »Dniestr« można znaleźć w każdej rzece,
nawet pod Krakowem.
Ale ma to otrzaskanie się w świecie i swe ciemne strony.
Stykanie się z tyloma różnymi ludźmi, będąc w najrozmait
szych potrzebach i położeniach, a wciąż koczując poza domem
w atmosferze karczem przydrożnych — wyrabia chytrość, prze
biegłość. Wzorem takiego nieufnego ślimaka może być każdy
*) Flisacy n. p. od Czernichowa nie nazywają się nigdy galarnikami
tylko flisakami. Prowadzący galary zowie się tu przednik, jest on też prze
łożonym załogi. O harpulńiku była powyżej mowa. Przed galarami na
małem czółenku płynął zwykle retman. zatykając w głębsze miejsca ga
łęzie wierzbowe, których wiózł zapas i wskazując tym sposobem drogę
całej kolei. 7 do 8 galarów nazywano koleją. Przy większej kolei byli
jeszcze retnwńczykowie, czasem dwóch i trzech.
Przyp. S. U.
2) Dla odróżnienia od »górskich ludzi« t. j. powyżej Krakowa za
mieszkałych, którzy się mają niejako za lepszych, wyborowych flisaków.
W rzeczywistości jest to tylko zwykły »Brodneid«. Przyp. autora.
3) Flisacy od Czernichowa idą nad Bug do Królestwa tam tria lasy
i spławiają drzewo Bugiem do Wisły.
456
PRZEGLĄD CZASOPISM
I
flisak, tylko z tą zmianą, że układną miną w razie potrzeby,
chytrym uśmiechem nie da poznać po sobie, że myśli jego
w tej chwili stoją na odmiennym biegunie.
Wypadałoby wreszcie przypatrzyć się ich sposobowi kar
mienia swego »ducha« i »ciała«. Dla »ducha« nie robi się
wiele wydatków. Kalendarz S t e i n b r e n n e r a, posiadający
siła ciekawych obrazków i opowiadań z »naszych« wojen wło
skich i pruskiej, siła dowcipów — stanowi strawną i pożądaną
potrawę w nielicznych chwilach oddanych sportowi czytania.
Takich bowiem, którzyby młodość swą strawili nad 1 amen
tar zem (elementarzem) jeszcze nie wielu. Poza tern jakaś
gazetka zawiana w nieznany sposób do »budy« flisaka.
Gdy jednak tych ludzi, którzy nieszczęsny »lamentarz«
przelamentować zdołali, przybywa i przybywać musi, należy
postarać się o lepszy pokarm dla ich »ducha« i trzebaby po
kierować wiatrem, aby zawiewał stale i to doborowe druki.
Kalendarzowe wydawnictwa możliwie popularne, możliwie
urozmaicone, możliwie ciekawe treściowo i obrazkowo, po
winny same koniecznie szukać dróg do domów galarników
gdzieś już koło świąt Bożego Narodzenia. Wydawnictwa gaze
towe zdrowe winne się znachodzić w rozrzuconych nad Wisłą
dystrybucyach, aby być w rękach flisaka jeszcze przed kuflami
żółtej lury vulgo piwa. Gazetka taka nauczałaby hygieny. Na
uczałaby, że jeżeli w brudnej budzie na galarze umrze jeden
na tyfus, potem drugi i t. d., piąty tylko cudem wyprosi się
u św. Piotra, to nie kara i dopust z nieba, ale zarazki, które
nawet ogniem wytępić trzeba, żeby w nawiedzone niemi rze
czy nie lazł natychmiast inny zdrowy człowiek, skoro nie osty
gły jeszcze po swym pierwszym właścicielu ’). Gazetka taka
mogłaby nauczyć, że kąpiel to nie sport dla młodzi jedynie do
lat 16, a od tego terminu »nie wypada« jej uprawiać jako rze
czy nie licującej z powagą mężczyzny. Nauczałaby, że wsty
dem i grzechem nie kąpać się jak najwięcej, źyjąc cały dzień
boży na Wiśle i z Wisły. Dalej uczyłaby, że wstydem uważać
za kąpiel przypadkowe wpadnięcie lub konieczne wskoczenie
do Wisły w butach i kompletnem ubraniu.
Pożywienie »ciała« jest również niedostateczne. Rano
czarna kawa na śniadanie. Mówię kawa, bo nie wiem, jak na
zwać inaczej płyn z cykoryi, z jakiejś żydowskiej fabryki z pod
ciemnej gwiazdy i z proszku brunatnego, »niby« mielonej
kawy. Do tej kawy dodaje się skwarki wraz z natopioną sło
niną, gdyż mleka na galarze nie ma. A więc rano kawa ze
słoniną stopioną lub w gorszym razie »fiutka«. Kilka kartofli
domu.
’) Gdy który flisak zachorował, to go kupiec wypłacał i odsyłał do
Prsyp. S. U.
457
PRZEGLĄD CZASOPISM
w kostki pokrajanych i ugotowanych w litrze wody przybiera
powiewną nazwę »fiutki« i sądzę, źe stosowniejszej nazwy
mieć nawet nie może taka potrawa ’).
Na obiad kartofle duszone, lub kasza jaglana, czasem pę
cak, a czasem kluski, znów to wszystko ze słoniną topioną.
Czasem zaś potrawa, której wygląd nie uprawnia do żadnej
specyalnej i konkretnej nazwy; nazwałbym ją n. p. »secesyjną«
ot tak, aby nazwać. Jak może się nazywać mąka zasypana na
wodę i tak wprost ugotowana z domieszką kaszy i czegoś bli
żej nieokreślonego, mógłby oznaczyć chyba jaki specjalista ku
linarnej sztuki, ale jak to może wyglądać, a tern więcej, jak
to może smakować, tego i onby nie odgadł. Mógłby ją znać
zapewne tylko mieszkaniec więzienia jakiego Nowosilcowa2).
Czasem zmienia te potrawy ryż na wodzie. Rzadko gości
tu mleko, jeszcze rzadziej mięso. Znasz czytelniku miły zielone
śliwki, kiedy pierwszy rumieniec słaby okrasi ich lica? Kiedy
to na wspomnienie, że możnaby je rozgryźć zimny dreszcz
ciało przenika? Otóż fe śliweczki ugotowane na wodzie sta
nowią pyszną przyprawę na obiad do kartofli, pyszną natural
nie dla »flisaka« tylko8).
Jak jego żołądek strawić zdoła n. p. taki obiad, na pier
wsze ta śliwczanka, a na drugie owa »secysyjna« potrawa lub
kozikiem pokrajana, nadkiszona i niedogotowana kapusta
to już tajemnica przyrody.
Na wieczerzę znów kawa lub kartofle, częściej sam chleb.
Zresztą gdy wielka praca i brak czasu na gotowanie stra
wy, w takim "razie rano chleb, w południe chleb i wieczornie
co innego«.
.
Ten obraz flisaków, jaki nam pan — c/zo — przedstawił,
uzupełnić należy jeszcze następującymi szczegółami.
Zwykle całą zimę budowali flisacy nad brzegiem Wisły
galary a’ z wiosną spuszczali je na wodę. Galarów z pod War
szawy, czy też z pod Gdańska nie holowano nigdy w gorę
rzeki, do domu, bo się to nie opłacało, ale po wyładowaniu
towaru, sprzedawano je, jako drzewo zdatne bądźto na opał,
bądź na inne potrzeby.
Droga flisacza tam i napowrót, to ryza; więc mowiono:
»idę na ryzę«. Aby odbyć jednę ryzę na dużej wodzie z solą
do Warszawy potrzeba było 2 tygodnie czasu, a na przebycie
>) Flisacy czernichowscy taką »fiutkę« nazywają sekuladką a przy
rządzają ją nieco inaczej. Do rzadko rozgotowanych ziemniaków dosypują
kaszy, do tego kładą kawał słoniny, wędzonki lub kiełbasy, dodają trochę
cebuli’, pietruszki i pieprzu i zajadają z chlebem.
2) Potrawa ta nazywa się fucka, a sporządza się ją tak: gotuje się
kaszę z rzadka na wodzie, gdy zawre dosypuje s,ę do tego mąki i pilnie
miesza, aby się nie skluszczyła.
,
•’) Zupa z rozgotowanych śliwek nazywa się garus lub pituch.
«
458
PRZEGLĄD CZASOPISM
takiej ryzy do Gdańska z pszenicą 6 tygodni. Przez lato mógł
flisak zrobić 5 do 6 ryz.
Powrót z Gdańska do Czernichowa pod Krakowem trwał
10 dni pieszo. Szczególnie niedorostkom dawała się ta droga
we znaki. Trzeciego dnia podróży najbardziej bolały ich nogi
a gdy chcieli się zatrzymać i z płaczem skarżyli się, że nie
mogą iść dalej, starsi podrwiwali sobie z nich, niby to pocie
szając:
— Nie płacz, nie; choćbyś siedział tutaj i tak dziesiątego
dnia będziesz w domu.
Więc cóż było robić. Skoro starsi nie zatrzymali się, lecz
szli dalej, musiał biedak wstawać i pomimo zmęczenia iść
z nimi.
Pożywienie na dzień cały zazwyczaj gotują rano. Jeden
z flisaków bywa zwykle przydzielony do tej czynności i to
albo codziennie inny, albo też na dwa lub trzy dni jeden.
Przeznaczają też do pilnowania gotujących się potraw stale
jednego słabego albo starego flisaka.
Seweryn Udziela.
Illustracya polska. Kraków, 4-to.
Rok 1901, Numerów 15, stron 370.
W roku 1901 zaczął wychodzić w Krakowie pod redakcyą
p. Ludwika Szczepańskiego tygodnik ilustrowany pod powyż
szym tytułem. Ponieważ znajduje się w tem czasopiśmie gar
stka wiadomości i szereg illustracyi mogących zająć czytelni
ków »Ludu«, przeto wypisaliśmy wszystko, co do etnografii
da się odnieść, a mianowicie:
Nr. 9 str. 183. „Polski lud — polska sztuka zdobnicza“,
Seweryn Udziela. — W artykule tym zwraca autor uwagę
na zdobnictwo ludu krakowskiego i wzywa, szczególnie panie,
do zbierania motywów sztuki i zdobnictwa ludowego, aby kie
dyś mogły służyć za podkład do stworzenia prawdziwej pol
skiej sztuki tak, jak na początku XIX wieku z poezyi ludowej
powstała romantyczna poezya nasza. W artykule znajdują się
rysunki czterech skrzyń z okolic Krakowa, ozdobionych orna
mentem roślinnym. Były one reprodukowane także w czwar
tym numerze »Architekta« z roku 1902.
Nr. 11. str. 243, 244. 245. Znany badacz przyrody, profe
sor uniwersytetu lwowskiego, dr. M. Raciborski, będąc przed
kilku laty na Jawie przywiózł ze sobą oprócz zbiorów przyro
dniczych także zbiory i notatki etnograficzne. W numerze tym
są reprodukcye pięciu fotografii, przedstawiających obrazy ży
cia Jawańczyków. Rycina pierwsza przedstawia »Ronggengs«,
małe tancerki jawańskie, rycina druga »Wajang-Kulit« czyli
maryonetki z Jawy, trzecia »Tandak«, taniec jawański, tańczony
przez rzezańców, czwarta typ Jawanki z Djokje, a piąta przę
dzalnię jawańską.
PRZEGLĄD CZASOPISM
459
Rok 1902, numerów 52, stron 1252.
Nr. 1. strona 4. „Szopka“. Autor artykułu zwraca uwagę
na to, że z szopki, z tego misteryum ludowego, może się kie
dyś wytworzyć teatr i sztuka czysto ludowa. A to tem pewniej,
że już teraz do szopki weszły takie osoby, które z Narodze
niem Chrystusa nie mają nic wspólnego i odtwarzają tylko
pewne typy narodowe1). Autor ¡Ilustruje artykuł kilkoma ryci
nami przedstawiającymi szopkę krakowską i jej figurki.
Nr. 24. Na stronicy 560 znajduje się fotografia konika
zwierzynieckiego podczas jego wyruszenia w otoczeniu świty,
ze Zwierzyńca.
Nr. 34. str. 808. „Czarownice i pustelnicy w naszych cza
sach“. Autor pisze, że w Bretanii, w pobliżu Fouesnant, w de
partamencie Finistère mieszka czarownica nazwiskiem Toussaint,
która, podobnie jak się to dzieje u nas, wróży za pieniądze.
Wróżkami zostaja tam przeważnie wdowy po rybakach i w ten
sposób zarabiają na życie. Dwie załączone fotografie przedsta
wiają czarownicę wróżącą dziewczynie z ręki, a druga czaro
wnicę tę w gniewie. Jest tu także podana historya powstania
pustelni w Podkamieniu obok Szczyrzyca i dzieje jej pustelni
ków. Dołączone fotografie przedstawiają pustelnię i pustelnika
z Podkamienia.
. , , . , . ,
Nr 46. str. 1085. „Huculi“. Ernest Łumiński. Jest to
krótkie sprawozdanie z dzieła p. Włodzimierza Szukiewicza
»Huculszczyzna« (nakładem Muzeum im. Dzieduszyckich, Lwów
1902). »Ilustracya polska« przedstawiła nam kilka rycin wyję
tych z powyższego dzieła, a mianowicie: Hucuła gazdę w świą
tecznym jesiennym stroju, Hucuła parobczaka w jesiennym stroju
świątecznym, Hucułkę dziewczynę w niedzielnym letnim stroju.
Hucułkę kobietę w letnim stroju niedzielnym i Hucułów w dro
dze do miasta; oprócz tego namiśnik, huculską półkę na miski,
oraz krzyże mosiężne wyrobu Hucułów, noszone jako naszyjniki.
Oprócz powyżej zestawionych materyałów znajduje się w tym
.roczniku szereg artykułów roztrząsających sprawę, w jaki spo
sób motywy ludowe zastosować do sztuki i do ornamentacji
sprzętów domowych, mieszkań i budynków, aby stworzyć styl
polski. 1 tak p. Feliks Jasieński opisuje swe wrażenia z wystawy
urządzonej staraniem artystek polskich w Krakowie. Na dwóch
rycinach przedstawione jest tu urządzenie wnętrza mieszkania
w stylu zakopiańskim (Nr. 3. str. 17.). Usiłowania stworzenia
mebli w stylu polskim reprezentowane są llustracyami stołu,
stołka i dwóch kredensów, odznaczonych na konkursie towa
rzystwa »Polska Sztuka stosowana«, a wykonanych przez pp.
W. Gosienieckiego i Wojciecha Brzegę w Zakopanem (Nr. 19.
*) Mamy już dzisiaj Lucyana Rydla: »Betlejem
460
PRZEGLĄD CZASOPISM
str. 438.), oraz rysunkami łóżka i stołu, wykonanymi przez p.
S. Rasińskiego.
Jest tu także artykuł w sprawie budynków w stylu pol
skim a załączone fotografie przedstawiają: »kolebę«, pomysłu
p. Stanisława Witkiewicza, willę w Zakopanem W. Rut
kowskiego, kościół w Schodnicy S. O d r z y w o 1 s k i e go,
willę nad Wołgą J. Nietyksy.
W artykule »Łyżka stołowa w charakterze swojskim« po
dany jest wynik konkursu Towarzystwa »Polska Sztuka Stoso
wana« i rysunki łyżek stołowych, srebrnych pomysłu pp. Bruchalskiego i Mączyńskiego (Nr. 7. str. 155.).
W sprawie sukni polskiej zabiera głos p. Feliks Jasieński
i przedstawia kilka kostyumów damskich swego pomysłu a opar
tych na motywach zakopiańskich. Podaje on mianowicie wzory
na suknię spacerową, domową i balową. Oprócz tego podaje
wzór wyszycia na tych sukniach i rysunek paska (Nr. 7. str. 145.).
Aby jednak motywy czysto polskie zużytkować i wprowadzić
do sztuki i do przemysłu istnieje w Krakowie »Szkoła sztuk
pięknych i przemysłu artystycznego dla kobiet« pod kierunkiem
p. Jana Bukowskiego, a »Ilustracya polska« podaje fotogratie
z wystawy prac tej szkoły; mianowicie wnętrze sali wystawo
wej i witraże wykonane przez uczenice (Nr. 38. str. 898.).
& L. U.
