8e2f7c4b029113be2a2c9f4ad4390b12.pdf
Media
Part of Oceny i sprawozdania, cz. 3 / Lud, 1904, t. 10
- extracted text
-
„Wisła“ miesięcznik geograficzny i etnograficzny, wyda
wany z częściowej zapomogi Kasy pomocy im. Mianowskiego,
pod redakcyą Erazma Majewskiego. Tom XVII. Warszawa
1903. 8-ka, str. XII i 765, z 12 tablicami i 96 rysunkami.
Kiedy przed dwoma laty ogłosiłem ocenę miesięcznika
»Wisły«, 'wskazując jej brak prac syntetycznych, oraz druko
wanie niewłaściwie zbieranego materyału surowego, natenczas
oburzyła się redakcva na mnie. Czekałem cierpliwie dalszego
rozwoju »Wisły«, wcale niespodziewając się, że redakcya sama
zgodzi się na słuszność moich, dawniej wypowiedzianych, za
rzutów, kończąc omawiany rocznik rozpaczliwem nawo ywa
niem do współpracowników, z którego niepodobna pominąć nie
których ustępów:
, .
,
.
»Rekakcya »Wisły« nie może dłużej ukrywać nie
zadowalającego składu sił, gromadzących się około naszego pi
sma... O ile nie brakło u nas od samego początku i dziś me
braknie zbieraczów, o tyle opracowujących materya y y a i jes
garstka uderzająco szczupła. Nierównomiernosc taka sił, odda
nych naszej nauce, jest objawem ujemnym, swia czy
albo o braku ludzi zdolnych i chętnych do syntezy, do studyow
prawdziwie naukowych, albo o braku zamiłowania o na
...
Możnaby się jeszcze pogodzić chwilowo z brakiem bada°z° ’
studyujących poszczególne zagadnienia etn0^ra 11 1 ,,
j’
gdyby przynajmniej zbieranie materyału suiowego
J i,
się zgodnie z potrzebami nauki... Ale nie wo no nam
dzić: trzeba sobie powiedzieć, że samo zbieranie ma y
bywa się bardzo nieprawidłowo i nieuimeję n,e<‘."_
•
;
‘
Jak z jednej strony wyznanie takie redakcy. martwmme
niepomiernie, bo jest zuPe^®
^¿¿^latocbi uznała tacite
i drugiej strony cieszę się, ze noaaj po u«
350
OCENY 1 SPRAWOZDANIA
redakcya zarzuty moje za ugruntowane. W tem właśnie upa
truję krok jeden naprzód do poprawy, wiem bowiem z doświad
czenia, ile zależy od redakcyi pisma etnograficznego kierunek
badan jego współpracowników. To też słusznie nawołuje re
dakcya wszystkich współpracowników do kształcenia się w ba
daniu etnograficznem, do unikania tego, co już sto razv było
zapisane.
J J
Łatwo powiedzieć: unikaj! Trudniej to wykonać, jeśli się
nie ma skorowidza do Kolbergowego »Ludu«, do krakowskiego
»Zbioru wiadomości« lub »Materyałów antropologiczno-archeologicznych i etnograficznych«, do lwowskiego wreszcie kwartal
nika »Lud«. Bez takiego skorowidzu nawet człowiek, obeznany
dobrze z folklorem, może łatwo popełnić błąd. Odczuwając do
brze brak takiego skorowidzu do »Wisły«, postanowiła redakcya
zając się jego ułożeniem, tem więcej, że znalazł się człowiek
bardzo dobrze obeznany z folklorem, p. Szczęsny Jastrzębow
ski, który ułożył skorowidz systematyczny do pierwszych pię
ciu tomow. 1 ymczasem Kasa im. Mianowskiego — z nie
znanych mi a nawet absolutnie nie dających się wytłómaczyć
czemkolwiek powodów — odmówiła zamierzonemu wydawnic
twu skorowidza materyalnego poparcia. Skutkiem tego cała
praca juz rozpoczęta została zawieszona na czas nieograniczony.
Nie znajduję dość słów na scharakteryzowanie takiego postępku
komitetu Kasy, który okazał najzupełniejszą nieznajomość na
szych gwałtownych potrzeb naukowych, skoro miał na tyle cy
wilnej odwagi nie przychylić się do prośby redakcyi »Wisły«
° •5°paj(jie' Wldocz.nie nie rozumie doniosłości takiego skoro
widza dla etnografii, a może ją owszem uważa za... sport conajmniej?
I ra<h wychodzących poza zakres zbierania materyałów su
rowych, było w omawianym roczniku »Wisły« istotnie mało,
ale znowu me tak niewiele, ażeby z tego powodu można czymc redakcyi jakiekolwiek zarzuty. — Pracą historyczno-krajoznawczą jest sumienne i wyczerpujące pod każdym względem
studyum prof. A, Chudzińskiego p. t. »Brodnica w XVIII.
wieku«, obficie ilustrowane. Praca ta zajmuje się dokładnie na
kreśleniem stosunków wewnętrznych tego miasta, jego wyglądu,
zamku, wraz z rządzącymi w nim starostami, opisem kościołów
i stanu duchownego, stosunków narodowościowych i wyzna
niowych, zatargów religijnych, zarządu miejskiego, stanów i ce
chów wreszcie nakreśleniem ogólnych stosunków handlowych.
ardzo ciekawą pracą, pierwszą w naszej krajoznawczej
literaturze, jest rozprawa dra Benona Janowskiego: »0 kształ
cie osad«. Odbija ona bardzo korzystnie od ogółu prac, zamie
szczonych w omawianym roczniku, swoim wysokim poziomem
naukowym.
Praca znowu p. E. Majewskiego p. t. »Pochodzenie
OCENY I SPRAWOZDANIA
351
maku i jego nazwisk« oraz inna, napisana z współudziałem
p. W. Jareckiego p. t.: »Bydło w mowie, pojęciach i prak
tykach ludu polskiego« — obie one zajmują się zestawieniem,
na podstawie dotychczasowych materyałów etnograficznych,
wszystkiego, co dotyczy maku czy bydła, w układzie bardzo
przejrzystym. Praca o »Pochodzeniu maku« wywołała w facho
wej literaturze językoznawczej mały huczek, spowodowany
głównie przez II. Waszyna w warszawskiej »Książce«. Co się
tyczy obu tych rozpraw, to niewątpliwie są one pożyteczne,
ale znowu z drugiej strony o tyle tracą na wartości, ile poja
wia się ciągle nowy materyał ludoznawczy.
»Powieść u nas przed laty trzystu« prof. Stanisława P t aszyckiego, skromnie nazwana »notatką bibliograficzną«, po
rusza ważną kwestyę, opracowaną już przez szan. autora w dwu
pięknych rozprawach, wydanych w języku rosyjskim. Prof. Ptaszyckiemu chodzi o sporządzenie dokładnego przeglądu tej lek
tury powieściowej, która zajmowała naszych pra-pradziadów,
ten zaś wielce mógłby być pomocny przy ułożeniu prawdziwego
obrazu naszej przeszłości. A dotąd nie mamy nietylko dziejów
całkowitego rozwoju powieści naszej, ale nie wiemy dokładnie,
od czego rozpoczęła się u nas literatura powieściowa, nie mamy
nawet dokładnego spisu tych powieści, które pojawiły się u nas
w XVI. stuleciu. To też proi. Ptaszycki daje od siebie to, co
sam odnalazł. Pamiętni, — na co już tylekroć wskazywał do
skonały znawca średniowiecznej naszej literatury prot. Bruck
ner — iż literatura ta powieściowa o Sowizdrzałach, Marchoł
cie i t. p. była jedynym pokarmem duchowym najszerszych
warstw społeczeństwa, powinni historycy literatury zwrocie
szczególniejszą na nią uwagę, bo dotąd, oprócz dwu czy trzeć
ludzi, nikt się nią u nas bliżej nie zajmował.
Do najcenniejszych prac, zawartych w tym roczniku, za
liczam dra Leona Rutkowskiego studyum antropologiczne
p, t.: »Obecna ludność powiatu Płońskiego i okolicy« oraz Maryana Wawrzenieckiego »Zabytki budownictwa drewnia
nego«. Nie podobna ich rozbierać tutaj szczegółowo ze wzg ę u
na szczupłość miejsca, tern więcej, że obie godne są uwa nego
przeczytania.
, , ,
.
. „
Z prac syntetycznych mamy tu jeszcze dokończenie » p
kryfów judaistyczno-chrześcijańskich« I. Radlińskiego,
rych druk ciągnie śię przez wszystkie roczniki » is y« o
1898 począwszy.
,
, „
., ., „„
Zbiorów materyału surowego jest dosyć. Przejdę edy p •
krotce tylko najważniejsze i najlepsze. Dr. V. ugie , z t y
z cennego studyum folklorystycznego o »Balladynie«, oBłas
»Podania ludowe z Poznańskiego«. J. Kibort opisuje w
kule p. t. »Gałs paskutinis« ostatnie chwile życia u
1
nów. Niestrudzona p. Melania Parczewska zapisuje no y
352
OCENY I SPRAWOZDANIA
tekst jasełkowy p. n. »Szopka w Kaliszu.«, a p. J. P s z czół
ko wska »Chrzest, zaślubiny i pogrzeb we wsi Czajkowie, pow.
Siedleckiego«. \\ itowt podaje »Baśni z Kujaw Borowych«,
a p. Wandalin Szukiewicz szereg »Wierzeń i praktyk lu
dowych, zebranych w gub. wileńskiej«. Do najlepszych prac
tego lpzaju zaliczam: A. Rumdównej »Z mili kwadratowej
obszaru nad rzeczką Kossówką« oraz I. Sadkowskiego »Lud
okolic Kowala« i »Szlachta drobna w powiatach Płońskim i Pło
ckim«. Poza temi mamy tutaj całe mnóstwo prac drobniejszych
i mniej ważnych ze względu na przedmioty, jakie poruszają.
Rubryka »poszukiwań« jest bardzo uboga. Wina za 'to
spada jedynie i wyłącznie na współpracowników, którzy o nią
nie dbają, choć mogliby wziąć sobie przykład z prostego chłopa
p. Jozefa Nakoniecznego, który na kilkunastu stronach odpowiedział wyczerpująco na kwestyonaryusz w sprawie pojęć
i zwyczajów prawnych u ludu. Odpowiedź ta wywołała u mnie
wprost zdumienie, tak jest wyczerpującą, że nie powstydziłby
sl§ jej żaden z ludzi, mających już znaną »firmę« naukową.
Najsłabszą stronę »Wisły« stanowi dział recenzyjny, w któlym wprost zastrasza ogromne ubóstwo. Recenzyj prac pol
skich niemal źe nie widać, a recenzye wydawnictw obcych
często są tłómączeniami z rozmaitych pism niemieckich. Nale
żałoby koniecznie postarać się o lepsze zapełnienie tego działu,
tern więcej, źe są ludzie, którzyby mogli pisywać sprawozda
nia z dzieł etnograficznych, żeby tylko wymienić pp. dra .1.
Leciejewskiego, II. Ułaszyna, W. Badurę i t. d. Może moje słowa,
wypowiedziane nie dla prostego krytykowania, jeno z życzli
wości dla pisma, nie padną na opokę...
\V każdym zeszycie były ponadto »drobiazgi ludoznawcze«
i drobne artykuły, z których najważniejszy »W sprawie mapy
etnografizznej«.
Dr. Stanisław Zdziarski.
Wydawnictwo Towarzystwa „Polska Sztuka stosowana“ *).
Materyały. Zeszyt IV. Kraków, 1904, 2 str. nieliczbowane i 7
tablic.
Już na pierwszy rzut oka zeszyt ten robi bardzo miłe
wrażenie, tak piękną okładką pomysłu artysty-malarza p. Henryka Uziembły jest ozdobiony. Na siedmiu tablicach znajdujemy
tu pomieszczony materyał do budownictwa i zdobnictwa ludo
wego z Galicyi, ze Szląska austryackiego, z gubernii łomżyń
skiej, siedleckiej, grodzińskiej i lubelskiej, awięc z różnych
nieraz znacznie od siebie odległych okolic Polski. I tak: z pod
Kiakowa z Bronowie wielkich widzimy tu drzwi chaty ozdo
bione malowanymi dookoła liśćmi i kwiatami, potem spostrze
gamy malowidła ścienne, jakiemi ubrana jest izba wewnątrz;
*) Patrz: »Lud« Rocznik X, str. 98.
OCENY I SPRAWOZDANIA
353
jedne z nich tworzą fryz biegnący nad oknami pod powałą,
inne otaczają obraz; wreszcie mamy charakterystyczny piec
kuchenny z tej chaty przyozdobiony także malowidłami. Czarno
odbite znajdujemy w tym zeszycie dwa piękne, stare drewniane
kościoły: jeden z Komorowie, wioski położonej w powiecie bial
skim w Galicyi, drugi nieistniejący już dzisiaj z Kamienicy,
wioski leżącej pod Bielskiem na Szląsku austryackim. Ten osta
tni odtworzony jest także w dziele p. Kazimierza Mokłowskiego:
»Sztuka ludowa w Polsce«, ale wypadł tam mniej zgodnie
z rzeczywistością. Kurpiowskie zdobnictwo reprezentuje ładna
wycinanka z papieru i dwie oryginalne pisanki. Z gubernii
grodzieńskiej, siedleckiej i lubelskiej odtworzono tutaj dziewięć
pięknych pisanek. Całość wykonana nadzwyczaj starannie, jest
jednym z najpiękniejszych zeszytów wydawnictwa bardzo ruch
liwego i zasłużonego już Towarzystwa '»Polskiej Sztuki stoso
wanej«. To też z niecierpliwością oczekujemy ukazania się dal
szych zeszytów »Materyałćw«.
Seweryn Udziela.
0 przesądach i zabobonach. »Głosy katolickie«. Wydawnic
two Apostolstwa modlitwy. Nr. 47. Kraków, 16-ka, str. 46.
Pod powyższym tytułem wydało Apostolstwo modlitwy
małą książeczkę dla ludu w celu zwrócenia uwagi jego na
niedorzeczności przesądów i zabobonów. Książeczka ta ma
także wartość dla etnografów, albowiem ksiądz-autor, syn wie
śniaka z Galicyi zachodniej, nie z książek, ale z życia ludu
przytacza bardzo wiele przesądów i zabobonów, utrzymujących
się wśród ludu polskiego w Galicyi. Wiele z tych przesądów
jest ogólnie znanych, wiele mniej, więc godzi się je tutaj zapisać.
1 tak zaraz na str, 1. czytamy: »Zachorowałem na febrę,
czyli zimnicę; dręczyła mnie ona dłużej, niż przez rok cały;
z tęgiego chłopaczka pozostał tylko blady i suchy szkielet. Ła
two zrozumieć, źe poczciwa matka niczego nie zaniedbała, by
mnie przecież jako od tej biedy uwolnić, chociaż jej wszelkie
zabiegi, a nawet recepty lekarskie pozostały bez skutku. Na
reszcie dowiedziała się od kogoś, źe trzeba iść na trzecią, czy
piątą miedzę, wziąć ze sobą garść słomy, kromkę chleba i ka
wałek kija. Na owej miedzy trzeba wszyskie te rzeczy położyć
po kolei, mówiąc: »Naści, naści czarny baranie l) słomy na po
słanie, chleba na śniadanie, kija na podpieranie«. Po wypowie
dzeniu tych słów trzeba odejść do domu, lecz nie oglądać się
poza siebie, bo inaczej to nietylko nic nie pomoże, owszem
jeszcze gorzej będzie choremu. Długo wahała się matka, ale
nareszcie w przekonaniu, że może to coś pomoże, wzięła mię
za rękę i powiodła na ową miedzę, niosącego garść słomy,
>) W niektórych stronach nazywają febrę »bar a nem«, a na fe
bryczne drgawki mówią, że kogoś »b ar an trzęsie«.
Lud. Rocznik X.
354
OCENY I SPRAWOZDANIA
kromkę chleba i kawałek patyka. Bałem się straszliwie. Kła
dłem owe podarunki na miedzy, powtarzając za matką, niby
pacierz: »Naści, naści czarny baranie« i t. d. »A teraz się nie
oglądaj« — rzekła na przestrogę — »tylko chodź prędko«. -Ranek był chłodny i wczesny, bo się robiło wszystko cicha
czem przed ludźmi, mój przestrach zaś bardzo wielki, więc nic
dziwnego,, źe febra zaczęła mną wstrząsać gwałtownie a matka
musiała mię przynieść do domu. Leżałem ledwie żywy w łóżku
wśród dreszczów niebywałych. Obecni zaś domownicy kręcili
głowami, mówiąc: »Patrzcie się, jednak coś w tem być musi,
kiedy się bestya-febra tak pogniewała«.
Na str. 3. czytamy: »Wielu ludzi śmieje się z przesądu,
jakoby przy sadzeniu kapusty wsadzenie krzaczka pokrzywy
miało skutkować na to, żeby kapusta nie uschła. A jednak
przed wyjściem w pole, gospodarz niby w żarcie i z uśmie
chem, a przecie nie zapomni zapytać służącej: »Maryś, nie za
pomniałaś wziąć pokrzywy?«
Str. 8. »Znałem jednego bardzo wykształconego człowieka,
który nosił w kieszeni kasztany i nigdy się z nimi nie rozłą
czał. Utrzymywał on, że noszenie kasztanów zachowa go od
bólu zębów«. — Str. 10. »Dziś jeszcze w leczeniu pewnych
chorób (świerzbu, prsyp. red.) wsuwają chorego na desce do
gorącego pieca po wyjęciu chleba. A nawet znam przykład, że
takie leki skończyły się śmiercią chorego. — Niemieccy kupcy
codziennie zwykli olejem nacierać drzwi sklepu, by mieć szczę
ście. U nas zaś i gdzieindziej po miastach i wsiach nie rzadko
bywa, źe rada miejska lub gminna odstępuje od obrad, skoro
się pokaże, iż na radę zebrało się 13 osób. Chorzy w żadnym
szpitalu nie chcą leżeć na łóżku, które jest oznaczone liczbą
13. Żaden Berłińczyk, choćby wykształcony nie rozpocznie wa
żniejszej sprawy lub interesu w piątek«. — Str. 12. »Co to jest
gnieciuch? Trudno o tem powiedzieć, bo według przekonania
ludu jest to jakieś stworzenie cudackie a przedziwne, do tego
takie, że potrafi się ukryć przed okiem ludzkiem. Chodzą ba
śnie, że gnieciuch, nazywany także w niektórych stronach urboże, jest maleńki, kudłaty i ciężki na wiele cetnarów. Przy
chodzi w nocy, siada na piersi człowieka, gniecie go straszli
wie i dręczy, a biedny człowiek nie może się go pozbyć, do
póki dręczyciel sam nie ustąpi. Zdarza się czasem, mówią,
zrzucić, go na ziemię; lecz gdy to nastąpi, urboże zamienia
się w kupkę mazi. Skoro wreszcie opuści człowieka, to ten
ciężko dyszy, cały mokry i zmęczony, jakby po najcięższej
pracy. Ludzie nie lubią się z tem zwierzać, bo uchodzi to za
dopust Boży, stąd jest z pewnym wstydem połączone. Znam
jednego chłopa, który sobie zamówił leśnika ze strzelbą na
noc, gdzie na sianie spali. Ale i to nie pomogło wcale«.
Str. 14. »Dziecko roztropne nie uchowa się«. — »Jeżeli
OCENY I SPRAWOZDANIA
355
pies wyje zwróciwszy pysk ku ziemi, ktoś z domowm ow
umrze lub bydlę padnie, a jeżeli do góry, będzie pożar«.
»Gdy do domu mieszkalnego wleci jakikolwiek ptaszek, wróży
to jednemu z mieszkańców bliską chorobę i śmierć«.
» e
żeli komu drgają powieki, pomrą mu wkrótce rodzice«. »Jeżeli psy i koty nie stronią od chorego, będzie zył i prze
ciwnie« — »Gdy chory na wznak leżąc, może plunąć dalej,
niż na brodę, to dobrze jest i przeciwnie«. - Str. 15. »Jeżeli
się powącha zioła lecznicze, to tracą swą siłę«.
” °.m .
ręce"trzęsą, to musiał kiedyś kraść kury«. — »Jeżeli dziecięciu
pieniędzmi przy chrzcie dzwonią, to będzie miało silny głos«.
— »Jeżeli choremu kładzie się pod łóżko zioła, jak dzwonki,
macierzankę i t. p., to nie będzie przy śmierci r?zPaczał“; ,
»W pierwszy piątek miesiąca szwaczka nie kończy koszul,
gdyż w człowieka któryby ją nosił, łatwo piorun uderzy«. »Jeżeli ktoś zabitego węża zagrzebie, to mu się .słonce 9 razy
ukłoni«. — »Jeżeli ktoś przed kotem mysz obroni, będzie dłuo0
żył« _ „Gdy dzikie gęsi przelatują, to gospodynie obracają
się na jednej“ nodze, aby im się domowe gęsi dobrze chowały«.
»Jeżeli nos swędzi, to wkrótce ktoś umrze, jeżeli ręce, do
stanie pieniądze; jeżeli nogi, będzie tańcował«. _ Sir 16. »Gdy
grad pada, wynoszą ludziska łopatę, którą się wsadza c
do pieca i rzucają na dworze, by grad przestał padać. W nie
których stronach uważają jeszcze za skuteczniejsze w tymże
celu jeżeli ktoś gryzie zębami rękojeść tejże łopaty lub ożoga,
którym się ogień w piecu poprawia«. - »Jeżeli ktoś sPrzedale
krowę lub wołu, to nie inaczej odbiera kupujący bydlątko,
tylko biorąc powróz przez połę surduta lub płotnianki, nastę
pnie kręci w koło (nie pomnę ile razy) kupione zwierzę w miejscu na którem dobito targu. Po przyprowadzeniu do domu
kupionego bydlęcia, oblewa się je wodą trzy razy, mówiąc: na
nsa uroki«. — »Miodu pszczelnego me trzeba dawać cho
remu, bo pszczoły wyginą«. — »Nie trzeba omiatać pajęczyny,
bo się groch nie uda«. - »Gdy się masło nie chce rob c to
się wkłada nóż do kieszeni«. — »Gdy kto idzie w tył to j
i matkę pcha do piekła«. - »Bić ziemię, lub chodzie wstecz
uważa, się^
powjedział mi pewien ksiądz z okolic Brzozowa
bardzo ciekawą historyę: Gdym przebywał na wakacjach w do
mu rodzinnym, pewnego dnia czarne chmury
nóidż ze
“po^‘
Po
- GdZi
w miejsce, gdzie rósł bób, ojciec obejrzał
J01'’“"1
i rzekł: Tak, to płanetnicy niosą te chmury. Ale ja
g P■
To rzekłszy wyjął z kieszeni kawałek zardzewiałej po
y,
wszedł pomiędzy bób i tam ową podkowę zakopał Gdy sl o
czył tę robotę mruknął zadowolony sam do siebie. Teraz mogą
356
OCENY I SPRAWOZDANIA
sobie błyskać. Jako rozumny chłopak, bo już po III klasie gimnazyalnej, zapytałem: Dlaczego tatusiu zakopaliście to żelazo
Odpowiedział z tryumfem ojciec: Chodzisz do szkół, a tego nic
wiesz? Jak takie czarne są chmury, to niosą je płanetnicy
A jeżeli taki płanetnik kogo nie lubi to chlaśnie błyskawic:
i cały kwiat na bobie spali«.
Str. 20. »Zdarzają się wypadki, że się ofiaruje świeci
przed jaki cudowny obraz lub na ołtarz, żeby nieprzyjaciel da
jącego skapał, jak ta świeca. — Str. 22. W razie ogól
nego osłabienia wbija się do patyka z miotły szpilkę główk.
do góry, rozpala nad płomieniem gromnicy i przypieka cho
remu gruczoły ślinne pod językiem. Takie leczenie praktykuj:
w okolicy Leżajska. — Tamże gdy krowa zachoruje i ma oczj
zamglone, to pewnie paskudnik siadł na oku. Aby usu
nąć tego paskudnika, zasypuje się oko uskrobaną z topki solą,
napluje i rozetrze palcem. Koło Krakowa nazywają paskudni
kiem migawkę na oku, którą dobrze widać przy wzdęciu by
dlęcia i tę migawkę wycinają kozikiem, aby krowę uratować«
Str. 25. »Zachorowała klacz na oko i zaczęło się jej two
rzyć bielmo. Wiejscy lekarze zadmuchiwali jej wtedy oko przez
rurkę z gęsiego pióra tabaką, pomieszaną ze sproszkowani
muszlą, którą się na brzegu rzek i stawów często spotyka
Gdy koń dostaje kurczu w nodze, to gospodarz wypuszcza gi
ną podwórze i tam za nim biega, bijąc rękojeścią miotły do
zamiatania«.
Str. 26. »Gdy gruczoły nabrzmiewają na szyi, trzeba świ
derkiem wywiercić dziurę w brzozie, chuchnąć do niej trzy
razy, zabić prędko przygotowanym kołeczkiem i uciekać do
domu, nie oglądając się za siebie«.
Str. 27 i dalsze. »Przy wychowywaniu dzieci przestrzega
lud wielu przesądów i zabobonów i tak: Aż do 7-go roku ży
cia wszelką bieliznę dla dzieci szyją z płótna starego lub po
życzonego, bo inaczej nie będzie się dziecko chowało. — Uwa
żają, żeby woda na kąpiel dla dziecka nie zagotowała się (nie
wrzała), boby potem dziecko było lekkomyślne, Do kąpieli kładą
kawałek żelaza, aby dziecko nie dostało uroków, a po kąpieli
spluwają we wodę 3 razy, aby złe odpędzić. — Nie wolno ko
łysać próżnej kołyski, bo to sprowadza djabła i dziecię nie bę
dzie spało; nic ponad kołyskę nie trzeba podawać; uważać,
żeby kura ponad kołyską nie przeleciała; baczyć, żeby kot ra
zem z dzieckiem nie spał, bo skutkiem pomrukiwania kota,
dziecku wylęgają się w głowie żaby, — a gdy dziecko połknie
jeden włosek z kota, z pewnością dostanie suchot. Gdy dziecko
spać nie może, zbiera się śmieci z czterech kątów izby i wsy
puje w róg kołyski. W każdym kącie biorący śmieci, woła: hop,
hop! Wtedy domownicy pytają: czego szukasz? Odpowiada się:
spania. — Jeżeli księżyc świeci na dziecko, dziecko może za-
OCENY I SPRAWOZDANIA
357
chorować, bo je miesiączek przejdzie. Aby temu zapobiedz, stawia się szklankę wody na oknie, a wtedy miesiączek
utopi się w wodzie... — Przeciw trudnemu ząbkowaniu sma
rują dziecku dziąsła mózgiem zająca lub królika, albo świeżą
krwią gołębia. W tym samym celu ma być bardzo pomocnem,
o-dy chrzestna matka potrze usteczka dzieciny własną koszulą,
albo lepiej jeszcze, gdy zrobi to kocim ogonem. Skoro zaś dziecku
młeczny ząb wypadnie, to robią nim trzy razy kółko ponad
głową dziecka i rzucają ząbek za piec, mówiąc: »Naści myszko
kościany, a daj żelazny«, — albo rozkazują samemu dziecku
poza głowę rzucić ząb aż na strych i wymówić te same słowa.
Jeżeli dziecko nie rośnie, sadzają je na polu i sieją ponad me
konopie. -- Jeżeli się wydarzy u matki brak pokarmu w pier
siach, to zalecają na to jeść surową trawę, która rośnie w stu
dni lub ciasto surowe z dzieży, albo pić przez szmatę wodę
świeżą ze studni, albo wreszcie jeść codziennie rosół z myszy.
Na konwulsye trzeba przesuwać dziecko trzy razy przez dziurę,
przekopaną pod miedzą, albo dać do picia krew czarnego kota
lub krew jeża z wódką, albo okadzać proszkiem z ususzonych
i sproszkowanych piskląt kurzych, które jeszcze w jajach za
marły. Na tę samą chorobę radzą także okadzanie pierzem
z czarnej kury, z pod lewego skrzydła wziętem, albo aby osoba,
która pierwsza zobaczyła ową chorobę u dziecka, rozdarła so
bie koszulę aż do szyi, potem nacięła sobie brzuszek u piątego
palca prawej ręki i zrobiła dziecku na czole krzyż krwią z owego
palca . Może także wyleczyć z tej biedy człowiek, który takiej
choroby jeszcze nie widział, jeżeli utnie czarnemu kotowi ogona
i płynącą stąd krwią zrobi znak krzyża na czole, policzkac
i brodzie chorego. Wreszcie jest jeszcze jedno lekarstwo na tę
biedę, gdy się na papierze igłą, którą już coś szyto dla jakie
goś nieboszczyka takie słowa napisze: sator, arepo, tenet,
opera, rot as1). Tę kartkę trzeba następnie naparzyć w pa
rze wychodzącej z ugotowanego mleka, a wreszcie dać ją zjesc
choremu z chlebem i z masłem.
.
Jeżeli ktoś komu zadał uroki, czyli zaziorał go, na
leży je odczynić. W tym celu do szklanki z zimną wodą
wrzuca się białko z świeżo rozbitego jaja i patrzy, co się z owego
białka w wodzie utworzy, bo to jest przyczyną urokow. Jeżeli
n. p. odczyniająca zobaczy coś podobnego do koguta, każę
koguta schwytać, uciąć mu piór na skrzydłach i okadzić niemi
urzeczonego. Przedtem jednak musi chory napie się nieco w o . y
ze szklanki, do której wlewano białko, resztą wody obmyć twarz
i zjeść usmarzone pozostałe żółtko«.
v
Str. 33. »Gdy ktoś po nocy chodzi (lunatyk), to trzeba go
bić uździenicą, mówiąc: A na miejsce, na miejsce.
Inni znowu
') Czytaj wspak a wyjdą te same słowa.
358
OCENY 1 SPRAWOZDANIA
inaczej leczą tę biedę: rysują kredą na podłodze figurę księ
życa tak, żeby chory o tem nie wiedział, a następnie kładą tro
na owem miejscu i trzymają przez całą godzinę«.
»Na padaczkę trzeba z 12 prosiąt dwunastodniowych
wziąć z czaszek po dwie kosteczki, sproszkować, podzielić na 6
części i codzień uraczyć chorego taką porcyą. — Inny sposób
niezawodny jest taki, gdy się rzuci na ogień kopyto łosia, dro
bno posiekane i wdycha dym stąd powstający. — Radzą ró
wnież zdjąć choremu koszulę, rozedrzeć z dołu do góry i przy
bić gwoździami na ścianie. — Stawiają także chorego na gło
wie w progu izby, na wysokości pięt wiercą dziurę w słupie
i zabijają kołkiem«.
»Na obłąkanie z nici pozostałych od urządzenia krosien
tkackich, trzeba pić odwar i temi nićmi się opasywać. — Na
ból oczu smarzą żywą żmiję i tak otrzymanym sokiem smarują
oczy. — Na jęczmień w oku trzeba odliczyć 3 razy po 9 ziarn
jęczmienia, potrzeć nim chore oko i dać kurom do zjedzenia.—
Na katar potrzeba wąchać koniec ogona czarnego kota. — Na
kaszel główki ze śledzi upieczone przykładać na pięty, albo jeść
jaja surowe i rosół ze sroki. — Na różę pisze się na kartce:
roza, pila, alau, paszau, — potem pali się tę kartkę, a po
piół z wodą wypija. — Na koklusz pić możliwie zimną wodę,
albo codzień spożywać rosół ugotowany z jednej myszy.
Str. 34 i 35. »Na różne choroby piją ludziska z wódką
jako lekarstwo sadzę uskrobaną w kominie 3 razy z góry na
dół. — Piją sproszkowane korale albo tarte szkło. — Siadają
na miejscu rozgrzanem przez bochenek chleba świeżo z pieca
wyjęty. — Przez otwór koła od wozu, mazią zanieczyszczony,
przelewają wodę 3 razy po 9, poczem używają tej wody do
picia, umywania, lub przez płot przelewają na lekarstwo. —
Piją wino rozgrzane kawałkiem rozpalonego żelaza. — Mówią
nad kieliszkiem wódki: sadu maris ema farites — maris
farissa — ema mereury raf es, — potem mówią Anioł
Pański, a wreszcie dodają do wódki proszku ze spalonej skóry
i dają choremu do picia. — Noszą głowę jastrzębia na brzu
chu. — Dają pić odwar z 3 listków brzozowych. zerwanych
z 3 brzózek wyrosłych na jednem mrowisku. — Nitką surową
przez dwie żywe żaby zapomocą igły przeciągniętą, dotykają
jakiejś osoby. — Chomąto, świeżo z konia zdjęte, przesuwają
przez siebie 3 razy z góry na dół. — Przeszywają igłą z nitką
kawałek skórki chlebowej 3 razy po 9 i zjadają. Glinę prze
paloną, która się oderwała od sklepienia w piecu, proszkują
i z wodą piją. Zboże lub chleb przesuwają pomiędzy nogi krowy,
licząc wspak od 9 do 1 i używają na lekarstwo. — Nad wódką,
stojącą na żarnach, wymawiają pewne słowa i wypijają, prze
żegnawszy wódkę czwartym palcem. — Przelewają wodę przez
OCENY 1 SPRAWOZDANIA
359
szparę, gdzie się 2 ławy stykają, potem zmywają tą wodą cztery
rogi stołu i 4 rogi obrazu i dają do picia«.
Oto jest spora wiązanka przesądów i zabobonów, które
autor przytacza w małej, ale ciekawej książeczce.
Seweryn Udziela.
Z ruskiej etnografii. Od kiedy powstała przy Towarzystwie
im. Szewczenki we Lwowie osobna komisya etnograficzna, od
tego czasu daje się zauważyć coraz to wydatniejsza praca na
polu małoruskiej etnografii. Ruch na tern polu ożywił się nie
pomiernie, choć i tam na Ukrainie wychodziło dosyć surowych
materyałów ludoznawczych. Nie równać jednakże obecnego
ożywienia suchej niwy etnograficznej z dawniejszemi pracami.
A zatem przedewszystkiem trzeba podnieść naukowy sposób
zapisywania wszelkiego rodzaju tekstów, wziętych z ust ludu,
t. j. wierność doprowadzoną do możliwych dla ucha ludzkiego
granic. Powtóre surowiec ten, jaki drukuje Towarzystwo im.
Szewczenki, jest przeważnie zaopatrzony w odsyłacze, wska
zujące paralele tej lub innej bajki czy pieśni ludowej. Niewąt
pliwie uznać trzeba zasługę tych, którzy zadali sobie wiele mo
zołów i żmudnej pracy wertowaniem licznych zbiorów etno
graficznych, wyszukując pokrewne motywy i waryanty danej
materyi/ Niepodobna jednak powstrzymać się od rozstrzygnię
cia dwu zasadniczych kwestyi; a więc przedewszystkiem tej,
czy i jaką korzyść rzeczywistą odnosi etnografia z zestawień
paralelnych tekstów, powtóre, czy one mogą być dokładne i wy
czerpujące, mimo najlepszych chęci autorów? Pytanie to nie
nowe wprawdzie, bo postawił je jasno nieodżałowany nigdy
ś. p. Karłowicz. Minęło ono jednak bez należytego rozważenia
ze strony kompetentnej, to też, sądzę, nie od rzeczy będzie,
jeśli je poddamy na nowo dyskusyi.
Niepodobna zaprzeczyć, ażeby wszelkie zestawienia, choćby
one były możliwie nąjsumienniejsze i najskrupulatniejsze, mo
gły stać się nabytkiem cennym i trwałym dla nauki folkloru.
Przedewszystkiem o idealnej dokładności nie może być mowy,
bo opuszczenia są prawie nieuniknione. A dalej - choćbyśmy
przypuścili, że dokładność taka została osiągnięta, stajemy wo
bec innego pytania, co począć mają dalsi zbieracze, wobec tego,
że materyał rośnie z każdym rokiem. Otóż staje się jasnem,
że cel podawania paralel jest z gruntu chybiony, bo nie zapo
biegnie przyszłym przedrukom, a raczej powtórzeniom, dawniej
ogłoszonych tekstów; badacz zaś taki, któryby chciał zająć się
porównawczem studyum pewnego motywu, czy też pewnej
baśni lub pieśni, nie może nigdy żadną miarą zawierzyć wska
zówkom bibliograficznym, jakie znajdzie w tym lub innym
zbiorze materyałów surowych, lecz samodzielnie musi czynić
na nowo poszukiwania we wszystkich drukowanych zbiorach
360
OCENY I SPRAWOZDANIA
etnograficznych, nie ma bowiem najmniejszej gwarancyi, czy
wskazówki te są wyczerpujące.
Otóż zdaje mi się że z tego niepewnego położenia mo
gliby się etnografowie wyprowadzić tylko jedyną drogą, gdyby
ułożyli do dotychczasowych wydawnictw etnograficznych pe
wnego narodu, coś w rodzaju skorowidza motywów bajko-pieśniowych, obrzędowych i zwyczajowych. Najważniejsze są je
dnakże pierwsze motywy. Tym sposobem zapobiegnie się prze
drukowywaniu waryantów, pomnażających tylko dotychczasowy
materyał bez jakiejkolwiek widocznej korzyści.
Najpłodniejszym, najpracowitszym i najbardziej ze wszyst
kich współczesnych ruskich etnografów zamiłowanym jest se
kretarz Towarzystwa im. Szewczenki p. Włodzimierz Hnatiuk.
Ogromna znajomość folkloru nietylko ruskiego, lecz i obcego,
niesłychane zaparcie się siebie, które pozwala mimo choroby
oddawać się ciągłej, wytężającej siły, rujnującej do reszty nad
wątlone zdrowie pracy naukowej, oto zalety odznaczające nie
zmordowanego folklorystę. O jego też tylko pracach pragniemy
obecnie mówić.
Największą jego zasługę naukową stanowi »odkrycie«
Rusinów na Węgrzech, a raczej dokładne zbadanie ich mowy
i folkloru. Tą częścią narodu mało kto się zajmował, ale nikt
ani w małej części nie poznał go tak dokładnie, nie poczynił
tak sumiennych nad nim studyów, jak właśnie p. Hnatiuk. To
też praca jego została sowicie wynagrodzona, skoro przywiózł
ze sobą z kilku wycieczek na Węgry sporą ilość materyału
etnograficznego, który razem wzięty, dał parę pokaźnych to
mów. Ze teksty te wykazują wiele naleciałości węgierskiego
języka, to jest zupełnie jasne, że w dalszym ciągu widać na
nich poważny wpływ języka słowackiego, to jest rzeczą jeszcze
naturalniejszą. Tern też trudniej było zapisywać teksty fonety
cznie, tak, ażeby z nich można odczuć poszczególne dźwięki.
O ile mnie pamięć nie zawodzi — rozpoczął p. Hnatiuk
swoje badania nad Rusią węgierską rozprawą o Rusinach południowo-węgierskich, osiadłych w Banacie, w Baczce. Tego
przedmiotu tyczy się przedewszystkiem obszerna praca p. t.
»Ruśki oseli w Baczci«, drukowana w »Zapyskach nauk. Tow.
im. Szewczenka. t. XXII«. Mamy tutaj, oprócz wiadomości, skąd
się tam wzięli Rusini, których dziś już niemal nie można po
znać z mowy, także sporą ilość opowieści ludowych i pieśni.
Wobec sporu, jaki wnet powstał o to, czy istotnie ludność Baczki
jest rusińską, wystąpił p. Hnatiuk z obszerną rozprawą »Słowaki czy Rusyny?« (Zapyski, t. XL.II), w której broni swej tezy,
choć nie dość silnie. Przedewszystkiem nie umiał autor udo
wodnić należycie, czy język, jakim posługują się Rusini baczwańscy, jest rzeczywiście ruskim. Inni sądzą zupełnie przeci
wnie, i stawiają silniejsze argumenty na poparcie swoich twier-
OCENY I SPRAWOZDANIA
361
dzeń. Podług mego zdania, kwestya Rusinów tych jest wcale
nierozstrzygnięta dotychczas.
Pomijam z braku miejsca drobiazgowy, ale ważny mimo
to »Pryczynok do istoryi znosyn hałyckich i uhorskich Rusyniw«, aby pomówić o obszernej rozprawie p. t. »Rusyny Priasziwskoi eparchii i ich howory« (Zapyski, t. XXXV). Jest to bar
dzo dokładne i wyczerpujące studyum językowo-statystyczne,
które podaje nietylko słownik mowy ludowej Rusinów, zamiesz
kałych na tym skrawku ziemi, lecz ponadto omawia dokładnie
i wyczerpująco charakterystyczne szczegóły mowy ludowej
w poszczególnych wsiach. Można było wprawdzie śmiało skró
cić niektóre ustępy, zawierające do pewnego stopnia powtarza
nia, ale o to sporu nawet nie warto robić. Sam materyał, jaki
podaje hojnie p. Hnatiuk, wynagrodzić jest w stanie wszelkie
braki, jakieby najsurowszy sędzia poczynić zamierzał w tej roz
prawie.
Folklorystyczne zato materyały z Rusi węgierskiej dały
bardzo obfity, wprost niespodziewany plon. Ważne są zaś one
nietylko z powodu tego bogactwa surowego materyału, lecz
mają też ogromne znaczenie dla językoznawców i badaczy gwar
ludowych. Teksty bowiem są tak wiernie i skrupulatnie zapi
sane, jak to się rzadko kiedy zdarza. 'Przy pokaźne tomy, wyszłe w wydawnictwie »Etnograficznyj Zbirnyk«, zawierają: 47
legend i 36 nowel, około 70 kazek, bajek, anegdot o osobach
historycznych i opowiadań, oraz cały szereg pieśni i opowiadań
z południowych Węgier.
A materyał to niezwykle ciekawy, choćby z tego względu,
że nadaje się doskonale, jak mało który, do poczynienia po
równawczych studyów nad wpływem, jaki wywarły wytwory
fantazyi ludowej słowackiej i węgierskiej na folklor węgierskich
Rusinów, oddzielonych murem niepamięci od swoich. Jak za
zwyczaj u Rusinów, legend religijnych napotykamy tu sporą
ilość. Są więc legendy: o początku świata i pierwszych ludzi,
o wojnie św. Michała z Lucyperem, o Noem, Locie, Sodomie
i Gomorze, o Józefie, Samsonie, Dawidzie, Salomonie, Jonaszu,
o Chrystusie, św. Piotrze i t. d. Wszystkie one są małowartościowe, jako oparte na piśmie świętem i niewielkiem uległe
zmianom. Kazki i bajki wykazują wyraźnie wpływ węgierskosłowacki, nietylko w mowie samej, lecz w naleciałościach czy
sto folklorystycznych i dodatkach obcych, nieznanych ruskiej
etnografii.
Do najciekawszych i najwięcej wartościowych zaliczam
materyały zebrane w tomie trzecim, a zwłaszcza pieśni, po
chodzące z komitatu Bacz-Bodrog. Religijne pieśni i kolędy
w liczbie 17 nie przedstawiają szczególniejszego interesu. Ale
za to dział ballad i romansów' może niejednego zaciekawić.
Szczególniejszą uwagę zwraca na siebie ballada o powro-
362
OCENY 1 SPRAWOZDANIA
cie zmarłego kochanka do dziewczyny, będąca jedyną z obszer
n-go i obfitego cyklu ballad lenorowych Lecz jakżeż różni
się ta wersya wierszowana od innych słowiańskich znanych
dotychczas Wspólny ma ta wersya początek o wyjeździe ko
chanka w daleką stronę, wspólny motyw czarów z innemi ruskiemi pieśniami i baśniami tego cyklu. Same jednakże już
czary odbywają s.ę tu inaczej, bo dziewczyna, nie mogąc się
doczekać powrotu kochanka, »z pustej studni wodę brała, su
chą gruszkę polewała«, póki ta nie zakwitła. Ostatecznie je
dnak skutkiem czarów nie przybywa kochanek, tylko djabeł
który nie czyni żadnej szkody dziewczęciu.
Dział wspomnień historycznych w pieśniach jest bardzo
szczupły Jest tu pieśń o Polaku, o opryszku Janosiku, o innych
rozbójnikach i parę mało ważnych.
?
O wiele liczniejsze sa następne działy. A więc przedewszystkiem z nich najzasobniejszy dział pieśni dziewczęcych
z których tylko nieznaczna część skarży się na utratę wianka
W dalszym ciągu napotykamy tutaj szereg pieśni młodzieży
męskiej, wojackich, opiewających życie małżeńskie, oraz ściśle
0maEO7|’zSó°run6
' Pi°S"ki °
dopełniają
Nadzwyczaj cenny przyczynek do kulturalnego życia wę
gierskich Rusinów stanowi też obszerny zbiór, wydany w oso?'• t' ”Uhro-ruśki duchowni wirszi« (Lwiw 1902.
str. .,72). Pieśni te w ogólnej liczbie 225, udało się p. łlnatiukowi wypisać z kilkunastu rękopiśmiennych zbiorów, pocho
dzących z \\II—\\ III wieku na Węgrzech. I nietylko dla historyi kultury ciekawe są te pieśni, ale też nie mniejsza ich
wartość dla etnografii i historyi ruskiej literatury
Wcale nie szczuplejszy plon dały poszukiwania etnogra
ficzne jd. Hnatiuka na obszarze Galicyi. Najwcześniejsza praca
p. t. »Lirnyki«, wydana w r. 1896 we Lwowie, zawiera szere«pieśni, modlitw, opowiadań i t. p. szczegółów o lirnikach z po
wiatu buczackiego. Jest to rzecz pod każdym względem bar
dzo wyczerpująca i sumienna.
7,ot!,iCił0k’ny Jednak materyał folklorystyczny galicyjskiej Rusi
mtał zebrany w czterech tomach »Etnograficznego Zbirnyka«
vi, \ti, Alll i XV); pochodzi on też z rozmaitych stron i oko
lic. Anegdoty Rusi galicyjskiej zostały spisane w jednym tomie.
ze o nich dawniej już pisałem w »Wiśle«, przeto przejdę je
tylko pokrótce. Mieszczą się tu opowiadania o różnych' wars wach społecznych a zatem: o chłopach, sługach, żebrakach,
złodziejach, rzemieślnikach, uczniach, księżach i panach. Te dwa
ostatnie szczególniej stany zostały niejednokrotnie wyszydzone
w opowiadaniach ludowych. Dział drugi zajmuje sie róźnemi
narodowościami. Mamy więc tu: Polaków, Moskali, Czechów,
Niemców, Zydow i Cyganów, Anegdoty historyczne są bardzo
363
OCENY I SPRAWOZDANIA
skąpe. Najwięcej opowiadań zachowała pamięć ludowa o panu
Kaniowskim. Reszta jest małoznacząca.
Legendy ludowe Rusi galicyjskiej zajmują dwa spore
tomy. Z pomiędzy nich 62 tyczy się starego testamentu, 70
kilka nowego testamentu. Dalsze zajmują się świętymi rzym
skiego i greckiego kościoła, oraz rzeczami świeckiemi. Mamy
więc tutaj: legendy o czarodziejach i niedowiarkach, o mon
strualnych tworach, dziwolągach itp. Najciekawsze są legendy
o końcu świata i życiu pozagrobowem, w liczbie 20, oraz le
gendy moralizujące i filozoficzne. Zbiór kończy się szeregiem
satyrycznych i żartobliwych legend o świętych. Dodatki do
całego materyału zajęły też sporo miejsca.
Ostatni tom materyałów, zebranych przez p. Ilnatiuka,
mieści w sobie przyczynki do demonologii ruskiej w Galicyi.
Bodaj czy nie najciekawszy to z wszystkich tomów? Wypeł
niają go wierzenia w czarty, strachy, najróżnorodniejszego ga
tunku i pokroju, błędne ogniki, w śmierć i choroby, dusze po
kutujące, umarłych (najważniejszy to ze wszystkich wierzeń
dział), wisielców i topielców, upiory i wilkołaki, wiedźmy cza
rownice, znachorów i czarowników, płanetników, inkluzy i za
klęte skarby. Bogactwo nagromadzonego tu z różnych stron
materyału jest bardzo wielkie. O tyle też dział ten jest wa
żniejszy i posiada donioślejszą od innych wartość, ile że materyały do demonologii ludowej są nadzwyczaj trudne do zdo
bycia, i że przesądy, tyczące się tego rodzaju rzeczy zanikają
u nas coraz prędzej. Do charakterystyki zaś wytwórczości umy
słowej ludu są one stokroć ważniejsze od wszystkich pieśni
i bajek, których i tak dotąd już dosyć zapisano. Nie należy
wątpić, że p. Hnatiuk ma w swoich zbiorach jeszcze więcej
materyałów, nie mniej cennych od omówionych, które powinny
co prędzej być wydane, bez względu na to, co powiedzą nasi
purytanie.
Do folkloru porównawczego przynależy rozprawa p. t.
»Słowackij opryszok Janoszik w narodnij poezji« (Zapyski tom
XLII). Jest to bardzo dokładne zestawienie pieśni ludowych
polskich, ruskich i słowackich o śmiałym rozbójniku, który
długi czas był postrachem bogatych kupców spiskich i spokoj
nych mieszkańców Podhala. Praca ta poprzedzona została
ogólnem wstępem o rozbójnikach tatrzańskich. Pominąwszy
parę innych prac, nie mających ścisłego związku z folklorem,
a rozpatrzywszy dokładnie to wszystko, co p. Hnatiuk dał
w przeciągu lat kilku, niepodobna nie wyrazić zdziwienia, skąd
w nim wzięło się tyle siły, która pokonała największe trudno
ści, byle tylko przynieść pożytek rzetelny nauce?
Dr. St. Zdziarski.
364
OCENY I SPAWOZDANIA
Pohvka Dżuro: Paralele narodnim pripoviietkama u Strohaloyu zbormku II. (Odbitka z »Zbornik za narodni żivot i obićaje
juzmh Slavena«)- 8-ka, str. 161—182. Zagrzeb, 1904 Coraz to
nowe przyczynki otrzymujemy ze szczodrej ręki prof. Poliyki
ludowych* SWZk‘ei Cłenione?°, Powszechnie badacza powiastek
dowych Wykształcony i obeznany doskonale z całym sło
wiańskim folklorem, obdarzony niezmordowaną pracowitością
oraz zmysłem spostrzegawczym, nie opuszcza żadnej sposo
bności, ażeby dorzucić do ogólnej skarbnicy dociekań folklo
rystycznych nowe przyczynki. I tu - w paralelach, dodanych
do bajek chorwackich me omieszka! szan. autor podać całego
aparatu uczonych uwag z całej słowiańskiej etnologii w któdn?enieSZ7
baJ.k°znawcza znalazła szerokie uwzglę
dnienie Z tego tez względu mają prace prof. Poliyki wielkie
znaczenie me tylko dla rozwoju'folkloru w ogólność? aTe spe
Zu‘esw inaSZyCh.StUdyÓW’jak°’ Że Przynosz? sporo matenasz etS^T’ ° kt°ryn? rzadko ma dokładne wyobrażenie
nasz etnolog Uważam, wbrew zdaniu innych, nawet bardzo
wy utnych folklorystów, tego rodzaju prace i porównawcze zete -?16?1'1 materyału ,za bardzo potrzebne i wskazane, wobec
tego że me mamy dotychczas i nie możemy się spodziewać
^dko •,akiegos PrzegUdu, któryby umożliwił dokładniejsze
wglądnięcie w motywy baśniowe, a zarazem ustrzegł wielu
etnografów od przedrukowywania po raz setny tego co przed
tem było juz niejednokrotnie publikowane. Wprawdzie mó
wiono dosyć o tej potrzebie ułożenia konpendyum motywów
storvkó7CtnRSTh .oraz, Prze^du bajek na III Zjeździ hibrvch hecT ,Krak<?Wle’. ale cała
skutkiem braku dounadła hlT«li
mat<;ryalne?0 poparcia na razie przynajmniej
ale bodai nolXlęh takie?° Prz.egMu nie tylko słowiańskich,
ale bodaj polskich opowieści nie ma, jasnem staje się ile ma
my do zawdzięczenia dobrym chęciom jednostki, prawdziwie
pożytecznym usiłowaniom tylekroć zasłużonego w sprawie fol
kloru słowiańskiego, prof. Poliyki. Kiedy i czy wK te°o
rodzaju i charakteru prace u nas się pojawia? A byłyby one
materya uPSia6ki Pd°%tecznieJsze od mnóstwa zbiorów 'surowego
pożytku
36 SIę ustawicznie’ a b«z widocznej
Iżr. St. Zdziarski.
po i- ^h,aud D’Humi™: „Wielkie legendy ludzkości“. Przekład
Cecylii Walewskiej. Warszawa 1904. (str. 156).
dnii Jtii° bezPłatny dodatek dla prenumeratorów »Tyo-0ludzkośch< waT?°n WySZł° dziełk° p' t: »Wielkie legendy
udzkosci«. W dziełku tem, poprzedzonem obszernym Wstę
pem autor przedstawia treściwie, jakiemi to drogami szła
mysi ludzka, szukając prawdy lub przynajmniej wyjaśnienia
OCENY I SPRAWOZDANIA
365
tajemnic otaczających człowieka. Nie mogąc wielu zjawisk na
tury i stosunku człowieka do świata zewnętrznego, jako też
ducha do ciała zrozumieć, — nie mogąc pojąć rozumem przy
czyn i początków istnienia, warunków bytu i ostatecznego prze
znaczenia swego, puszcza się człowiek na pole fantazyi; wy
obraźnią stara się uzupełnić i wyjaśnić to, czego rozum zba
dać, ani odgadnąć nie zdoła. Więc też pojawienie się tych
wytworów lantazyi: legend, wywołały trzy przyczyny: 1. Po
trzeba wytłómaczenia wszechświata, jego czarów, potworności,
dziwów i tajemnic. 2. Objawienie dobra i zła i wcielanie ich
w siły wyższe, dobroczynne lub złowrogie. 3. Żądza wznie
sienia się ponad nasze przeznaczenie za pośrednictwem olbrzy
mich przedsięwzięć i dzieł, do jakich są zdolne tylko istoty
urojone, silniejsze od nas. Przedstawieniem piękności wszech
świata wcielonej w cudotwórcze geniusze, darzące ludzkość
radością i światłem, łagodzi legenda poetyczna ów lęk przej
mujący człowieka na widok tej nieskończoności, tego nieogar
nionego a tajemniczego ogromu, wśród którego człowiek, jak
drobny pyłek istnieje. Wyobraźnia stara się tę tajemnicę wy
jaśnić, ucieleśnić zjawiska, których rozum zbadać nie może.
Tak powstają legendy filozoficzne i religijne, tu ma źródło
powstanie owych istot potężnych, a nawet wszechmocnych
w wykonaniu swych chęci i woli, a jednak podlegających ja
kiejś niezależnej konieczności, owej strasznej, nieodmiennej
»ananke«. Pragnienia swoje, marzenia o nieśmiertelności, nie
zwyciężonej sile, niezrównanej piękności, o rozkoszach miłości
i wogóle o niezamąconem szczęściu chce człowiek widzieć
urzeczywistnione; wciela je też w swoje ideały, którym nadaje
imiona bóstw. Za przykładem bogów rwie się i człowiek do
czynów przechodzących siły ludzkie, przez co podnosi się po
nad poziom zwykłych śmiertelników. Wyobraźnia zaś, upię
kszając jego czyny, stawia go w rzędzie bogów lub też two
rzy z niego podobną bogom istotę półboga — bohatera. To
też legendy bohaterskie są po wsze czasy umiłowanym darem
wyobraźni, która w ten sposób stara się tajemnice życia i świata
człowiekowi umilić, uprzystępnić i wyjaśnić, pragnienia jego
zaspokoić i jak dziecko błyskotką jakąś zabawić. Wyobraźnia
też stara się walkę złego z dobrem mieć zakończoną ostate
cznie zwycięstwem dobrego. Gdy jednak pragnienia ogólno
ludzkie zawsze są te same, gdy umysł ogółu zwraca się zawsze
do otaczającego go tegoż samego wszechświata, przeto i podo
bieństwo pierwotnych podań, wierzeń i legend ludów w za
raniu historyi świata musi być wielkie. I rzeczywiście widzimy
to szczególniej u ludów szczepu aryjskiego, których myty i hi
potezy szeroko się rozeszły i podobieństwo w głównych przy
najmniej zarysach na zawsze zatrzymały. Największym skarbem
poezyi bohaterskiej i lirycznej są hinduskie księgi: Wed, Mana-
366
OCENY I SPRAWOZDANIA
Wakastra, Ramayana i Mahabarata. Księga Wed, to cudowne
hymny religijne z przed półczwarta tysiąca lat, Mana-Waka
stra, czyli kodeks pierwszego człowieka (Manu), to zbiór pra
wodawstwa religijnego, moralnego i politycznego, a Ramayana
i Mahabarata, to arcydzieła epopei hinduskiej. Nie są to dzieła
drobne, ale olbrzymy, zawierające setki tysięcy wierszy, a jak
subtelnem przepełnione uczuciem, jak wspaniałymi wzorami
poświęcenia się dla dobra bliźnich, wystarczy przeczytać po
mieszczone w tym wyżej wspomnianym tomiku legendy o Ra
mie i Krysznie i inne. Im dalej posuniemy się z biegiem wie
ków, tern większe zmiany zauważyć musimy nietylko w my
tach i wyobrażeniach, ale i w ideałach ludzkości. U Greków
n. p. widzimy, że wyobrażenia i myty są z materyalnego świata
czerpane i do ideału boskiego podnoszone. Całkowicie realne
mu życiu oddani są Rzymianie, to też nawet własnych mytów
ani ideałów nie tworzą. Dopiero chrześcijaństwo podnosi ludz
kość z upadku materyalistycznego, dźwiga jej ducha przez
ewangelię, wyżej zwraca jego myśl ku Bogu i wieczności,
wskazuje człowiekowi cel życia na ziemi. Powstają 1eż nowe,
chrześcijańskie legendy z czasów Chrystusa Pana, pełne rze
czywistych i wymarzonych przez wyobraźnię epizodów z życia
Zbawiciela i z życia Jego uczniów. Pomiędzy innemi do bar
dzo ciekawych należy tu legenda o Żydzie wiecznym tułaczu.
W dziwnej ciemności pogrążone wieki średnie pojmują Boga
jako groźnego Sędziego, jakby brzydzącego się rodzajem ludz
kim i skazującego go za każde przewinienie na straszne męki,
widzą na kaźdem prawie miejscu przewagę złych duchów nad
ludźmi; — przestrach ogarnia człowieka przed djabłem, a stąd
powstaje znów nowy rodzaj legend o djabłach i czarnoksiężni
kach, czarodziejach, czarownicach, wróżkach, zaklętych zam
kach, skarbach i ludziach,' pokutujących duszach, strzygach,
strzygoniach i t. d. i t d. Jednakże wśród tej ciemnoty i za
bobonu, jakby jaśniejszy promyk rozjaśnia tę pomurość myśli,
rozprasza ten lęk przed djabłem i jego zasadzkami, łagodzi tę
bojaźń przed bezlitosną surowością Boga nowy kult bohater
stwa, który wytworzyła rycerskość na podstawie walk chrześcian z Saracenami, walk za wiarę i ojczyznę. Za przykład
tego zwrotu może posłużyć: »Pieśń o Rolandzie«. Epoka odro
dzenia, którą rozpoczął Dante a dalej rozwijał Petrarca, Boccacio i następcy wprowadza nas na nowe pole, na którem od
ascetycznej świętości dochodzi ludzkość aż do zobojętnienia
i niewiary. W tym labiryncie myśli i pragnień nie dających
się zaspokoić dochodzą jedni przez zaparcie się swego ciała
do życia prawie duchowego, a drudzy, szukając szczęścia zmy
słowego, brną szerokiemi drogami życia i użycia, nie lękając
się występku a nawet zbrodni. To też podania i legendy o świę
tych i cudach przez nich zdziałanych a z drugiej strony o lu-
OCENY I SPRAWOZDANIA
367
dziach takich, .jak Faust, Don Juan, Twardowski i ¡inni powstaią prawie równocześnie.
.
Jako przykłady tych myśli podaje autor najcharakterystyczniejsze i najpiękniejsze legendy ludzkości: 1. O Ramie,
2 O Krysznie, 3. O Prometeuszu, 4. O Psyche, o_ O Czarno
księżniku Merlinie, 6. O Żydzie wiecznym tułaczu, 7. O hauście
i 8. O Don Juanie.
Stanisław Czaja.
Dr. Pętak Arthur: Grabschriften aus Oesterreich. Wiedeń
1904 r. 8-ka duża, str. 75.
Dawno już zwrócili Niemcy uwagę na Indowe utwory
poetyczne rozsypane jako napisy po nagrobkach a odsłaniające
nam zbolałą duszę, — której śmierć sroga zabrała istotę uko
chaną, — jej rozpacz, poddanie się woli Bożej, wiarę w przy
szłe życie,' oddanie zmarłego pamięci i modlitwom zyjących.
Wszystkie dotąd zebrane a po różnych pismach rozsypane poezye’ nagrobkowe niemieckie z całej Austryi zebrał razem
i uzupełnił dr. Pętak i w liczbie 648 wydał drukiem pod po
wyższym tytułem. Cały ten ciekawy materyał ugrupował on
wpięć rozdziałów: w pierwszym pomieścił te napisy, którymi
niejako sam zmarły przemawia, — w drugim te, które zwra
cają się wprost do zmarłego, - w trzecim napisy mówiące
o zmarłym, — w czwartym napisy zawierające ogolne myśli,
— a w piątym napisy pomieszczone na nagrobkach dzieci.
Dodatek zawierający wiersze nagrobkowe rożnej treści zamyka
całość. Byłoby bardzo pożądanem aby znalazł się ktoś,
któryby zajął się zebraniem tak wdzięcznego materyału ludo
znawczego u nas. Ile to podobnych napisów znajduje się na
wiejskich i miejskich cmentarzach, na murach kościelnych,
jako epitafia nieraz stare i nader oryginalne, wreszcie na krzy
żach i kapliczkach przydrożnych1).
i\ Redakcya »Ludu« uprasza Szanownych Czytelników o nadsyłanie
jej takich napisów z podaniem dokładnem z jakiej miejscowości, z jakiego
miejsca, i z jakiego czasu pochodzą^.
J.
