5eb15d525e1d39c54a86d643858cc68e.pdf

Media

Part of Oceny i sprawozdania, cz. 2 / Lud, 1904, t. 10

extracted text
OCENY I SPRAWOZDANIA.
Fedarowski Michał: Lud białoruski na Rusi litewskiej; matę
ryały do etnografii słowiańskiej, zgromadzone w latach 1877
1894, przez .... Tom III. Kraków. Nakł. Akademii Umiejętności
1903. Życzenie, wypowiedziane w zeszłorocznej recenzyi tomu
Ii-go, omawianego dzieła, spełniło się nadspodziewanie rychło.
Bo oto po roku otrzymaliśmy dalszy tom tego pomnikowego
wydawnictwa, za którego dokonanie winniśmy autorowi rze­
telną wdzięczność, bez jakichkolwiek zastrzeżeń. Układ nau­
kowy, wszystkie opowiadania zapisane wiernie w gwarze bia­
łoruskiej, (z czego pożytek mieć będzie nie tylko etnograf, ale
także językoznawca), bogactwo wreszcie z mozołem zebranego
materyału, oto trwałe zalety cennego dzieła p. Federowskiego,
które mu zapewnia i chlubę i zasługę prawdziwą i imię je­
dnego z najpoważniejszych polskich etnografów.
Tradycye historyczne, jakiemi zaczyna się omawiany tom,
są bardzo skąpe na Białorusi. Z ubiegłych stuleci zachowała
pamięć ludu tak mało, jak może nigdzie. Zaledwie o tern lub
o tamtem lud wie cośkolwiek, ale i to, co wie, jest bardzo
ogólnikowe i fragmentaryczne. Garść krótkich opowiadań
o°Krzyżakach, św Kazimierzu królewiczu, Bonie, Stefanie Ba­
torym, wojnach szwedzkich, o Stefanie Czarnieckim, Auguście
II., Stanisławie Poniatowskim, księciu Radziwille »Panie Ko­
chanku«, o Kościuszce, wojnach napoleońskich, zniesieniu za­
konu Bernardynów, pańszczyźnie i o roku 1863, mieszcząca
się zaledwie na 16-tu stronach druku, to wszystko, co zacho­
wała Białoruś z lat minionych. Naturalnie, o pomięszaniu taktów
historycznych nie mówię nawet wcale, bo jest na to dosc przy­
kładów, n. p. zakonowi Krzyżackiemu przypisano usiłowanie
zdobycia Jasnej Góry. Tak samo, a nawet jeszcze szczuplej­
sze ramy zawarły podania miejscowe, w którym znowu naj­
częściej powtarzają się wiadomości o znanych w etnogra n

228

OCENY I SPRAWOZDANIA

»mogiłach szwedzkich«. Po za tern — tradycya ludowa jakby
wcale nie istniała.
Prawdziwe bogactwo widoczne jest dopiero w dalszych
rozdziałach, mających za przedmiot powieści obyczajowo-moralne. Zupełnie stosunek ten nierównomierny jest uzasadniony.
Do stworzenia bowiem opowiadań na tle życia codziennego
ludu, który miał na każdym kroku sposobność doskonałą do
zauważenia całego mnóstwa faktów, było wiele materyału, nie­
jednokrotnie bardzo ciekawego. Mamy więc tu opowiadania
o miłości w dawnych czasach, niestałości i wiarołomstwie małżeńskiem, uporze kobiet, (str. 27 nr. 66 ludowa wersya mo­
tywu, zużytkowanego przez Mickiewicza w bajce p. t. »Golonostrzyzono«), nieposzanowaniu rodziców (między innemi wersye
podania o mordowaniu starców w zamierzchłych wiekach,
o czem pisał prof. J. Polivka w pracy »Seit welcher Zeit wer­
den die Greise nicht mehr getötet?«), bezbożności, pijaństwie
i kradzieżach. Bardzo liczne są też opowieści przyg-odne o ro­
zbójnikach, złodziejach, oszustach i anegdoty myśliwskie. Ró­
wnie cenny i liczny jest zbiór opowiadań o plemionach i na­
rodowościach, z którego można wiele wnioskować o poczuciu
narodowem Białorusinów. Mamy tutaj Polaków i Cyganów
i Mazurów, Niemców, Poleszuków, Rosyan, Węgrów i Ży­
dów (ostatni są reprezentowani najliczniej). Wszystkie zaś te
opowiadania wraz z kpinami z Mazurów i szlachty mają dla
nauki wysoką wartość pod każdym względem.
dom ten kończą dykteryjki o nowożytnych wynalazkach,
a więc o broni palnej, gazetach, kolejach żelaznych, telegrafie,
sztuce fotograficznej i wreszcie próbki współczesnej twórczości
ludowej (prozą i wierszem), przeważnie w formie listów pisane.
Te ostatnie mają dla etnografii również niepoślednie znaczenie,
jakkolwiek mimo tego dział ten bywa przeważnie pomijany
milczeniem w monografiach etnograficznych, chociaż nie tru­
dno postarać się o dokumenta do tego potrzebne.
W dodatkach mamy cały szereg uzupełnień do tomu po­
przedniego, traktujących potwory mityczne (smoki), istoty w po­
staci ludzkiej (niedzielę, śmierć), ludzi-duchów (czarodzieja
i potępieńca), metaformozę (wilkołaka), duchy złe i dobre (dyabłów, aniołów, św. Jerzego, św. Piotra), i podania o miejsco­
wościach. oraz kilkanaście dodatkowych opowiadań, przeważnie
o stanach i narodowościach.
'
Br. St. Zdziarski.
Or. Matyas Karol: 1 życia Cyganów; według opowiadania
wieśniaka Gallusa, który chłopięciem przebywał w śród Cyga­
nów, spisał .... Lwów, 1903. Nakładem autora. 16-ka, str. 25.
— Boski policyjon, szkic z życia ludu w powiecie Lima­
nowskim w Galicyi, napisał .... Lwów, 1903. Nakładem autora
16-ka, str. 8.

229

OCENY I SPRAWOZDANIA

— Jesień, studyum z życia ludu dawnej puszczy Sando­
mierskiej, napisał.... Lwów, 1903. Nakładem autora. 16-ka,
str. 25.
Znany z kilkunastu drobnych, ale cennych prac etnogra­
ficznych Dr. Matyas obdarzył skromną naszą literaturę ludo­
znawczą znowu kilku drobiazgami, pisanymi w sposób przy­
stępny dla szerokich kół czytelników, interesujących się życiem
ludu Autor władając dobrze lekką formą opowiadania potrafił
uczynić swoje szkice tern więcej interesującymi, mimo, że nie
uronił przez to nic z dokładności naukowej podanych w tych
pracach właściwości obyczajowo-kulturnych naszego ludu.
Szkic z życia galicyjskich Cyganów zawiera wielce cie­
kawe szczegóły obyczajowe, tyczące się nie tylko wróżb i za­
mawiali cygańskich, ale też rzuca snopek światła na tryb ży­
cia codziennego band koczujących i przenoszących się z jednego
krańca kraju na drugi.
W »Boskim policyjonie« mamy znowu obrazek wymar­
łych już dawno zbójników i opryszków, których ongiś było
sporo na całem Podhalu. Autor zajął się jednym z tych zbó­
jów, który grasował długo w powiecie Limanowskim, wzbu­
dzając podziw swoją odwagą i wytrzymałością wobec wszel­
kiego rodzaju trudów. Poezyi tej jednak, jaką otoczeni są zbój­
nicy tatrzańscy, bohater opowieści Dra Matyasa już nie ma.
W »Jesieni« znowuż mamy barwnie skreślony obrazek
zabobonów i wierzeń wieśniaczych, odnoszących się do po­
szczególnych dni świątecznych i powszednich od drugiej po­
łowy sierpnia do końca listopada.
Uwzględniwszy doskonałą znajomość życia ludowego, jaką
posiada wybornie Dr. Matyas, oraz wdzięk w przedstawieniu
rzeczy, można śmiało żądać od szan. autora dalszych tego ro­
dzaju obrazków, jakich też parę drukował dawniej w »Czasie«,
a nietylko odniesie stąd korzyść etnografia sama, ale także
i popularyzacya wiedzy etnograficznej wśród szerokich warstw
społeczeństwa, które tak mało zna stare obyczaje ludu naszego.
Dr. St. Zdziarski.
Wzory haftów polskich, wydawnictwo oświęcimskiej szkoły
robót ręcznych (sześć tablic: 1 — serweta, 2 — serweta, 3 — za­
kończenie ścieżki na stół, 4— serdak, 5 — makata, 6 — torebki);
w Krakowie 1904. wielkie 4°.
Wskazując w przedmowie cel wydawnictwa — usunięcie
z kraju wzorów obcych, — podnosi redakeya powszechny zwrot
ku motywom ludowym i kończy życzeniem, aby hafciarstwo
nasze zaczęło żyć »własną sztuką i dla własnej sztuki«. Cel
piękny, droga właściwa, życzenie najlepsze. Niestety, zawartość
zeszytu nie wiele ma z tern wszystkiem wspólnego. Naprzód,
należy się małe wyjaśnienie: podane wzory w barwnych reprodukcyach litograficznych nie są bynajmniej odtworzeniem ha-

230

OCENY I SPRAWOZDANIA

ftów ludowych, tylko kompozycyą na ich tle. Odrazu więc cała
odpowiedzialność za nie spada na niepodpisanych autorów.
Poszczególne nieudane próby zastosowania motywów swojskich
do wyszyć na serwetach, makatach i t. d. nie mogą i nie po­
winny wpływać ujemnie na ocenę artystyczną oryginalnej twór­
czości ludowej, która w tak bogaty, barwny, nieraz doskonały
sposób znaczy haftem białym lub czarnym wszelkiego rodzaju
chusty, a kolorowem wyszyciem różne części ubiorów (serdaki,
gunie, spodnie, kożuchy, kaftany, pasy, torebki i t. d.). Nato­
miast tak szumny tytuł jak »hafty polskie«, ze wzmianką nadto
w przedmowie o motywach ludowych, lecz bez jasnego posta­
wienia kwestyi i bez wymienienia autorów kompozycyj lub
przeróbek, bałamuci tylko i paczy sąd o istocie i znaczeniu
sztuki ludowej, którą coraz rzetelniej poznać pragniemy, która
z kaźdem odkryciem etnograficznem w coraz to większe wpra­
wia nas zdumienie i coraz to większe budzi nadzieje. Wracacając do tablic z wzorami haftów, pozwalam sobie twierdzić,
że nie są one ani polskie, ani artystyczne. Trudno jest dać
w kilku słowach definicyę polskości, gdy mowa o linii i bar­
wie, ale nie ulega wątpliwości, że nie dość jest zestawić parę
jaskrawych kolorów (zielony, czerwony, granatowy) i zaczer­
pnąć parę szczegółów ze zdobnictwa ludowego (wycinanka
lubelska — tabl. 1., kształt serca na torebce — tabl. 6, parę
listków, krzyżyków, ząbków i t. d.), aby kompozycyą miała już
nosić nazwę polskiej. Wprawdzie przyznać można, że wzory
trzymane są raczej w charakterze ludowym niż w jakimkol­
wiek innym, chociaż niektóre szczegóły, jak n. p. bezmyślny
ornament zielony na rogu serwety (tabl. 2), lub tegoż koloru
ornament narożny na serdaku (tabl. 4) częściowo temu prze­
czą, niemniej ubóstwo i brak zdrowego artyzmu w kompozycyi nie pozwalają wzorów tych zaliczyć do zjawisk równych
twórczości ludowej. Jeżeli serwety i makaty nie znajdują
w sztuce ludu pierwowzorów, to przecie serdaki zakopiańskie
i torebki skórzane krakowskie wyrabiane są w takiej masie
i różnorodności, że doprawdy wystarczyłoby wybrać bardziej
artystyczne z pośród tych chłopskich wyrobów i podać je ży­
wcem jako wzory. Jeśli jednak wydawcy przyszli do przeko­
nania, że sztuka ludowa nie wystarcza, że potrzebne są kompozycye lub znaczne przeróbki, to warto było zapewnić sobie
bardziej artystyczne współpracownictwo. Sądzę jednak, że dla
naszego hafciarstwa rozpowszechnianie w wielkiej ilości i w ide­
alnie wiernych reprodukcyach autentycznych motywów ludo­
wych byłoby rzeczą o wiele korzystniejszą. Wyrugują one
wzory obce z pewnością szybciej, aniżeli z natury rzeczy nie­
liczne nowe, chociażby artystyczne pomysły. Nie krępując ni­
kogo, będą one dla jednych wzorem do dokładnego kopiowa­
nia, dla innych, bardziej uzdolnionych pracownic, — najlepszą

OCENY I SPRAWOZDANIA

231

podnietą do dalszego rozwoju we właściwym kierunku lub
najzdrowszą atmosferą do samodzielnej twórczości.
Jerzy Warchałowski.
Dr. Mychajło Paczowskyj: Narodnyj pochoronnyj obrjad na
Rusy (Zwit dyrekcyi c. k. akademicznoj gimnazyi u Lwowi)

1903. stron 32.
Bardzo słusznie zaczyna autor juz od zwiastunów śmierci.
W mniemaniach bowiem ludu każdego już przed śmiercią po­
jawiają się różne znaki, oznajmujące zgon jakiej osoby w domu.
Wiara ta jest i u ludzi inteligentnych przyjęta, i znane są na­
wet z historyi podobne wypadki, jak pęknięcie stołu, spadnię­
cie obrazu, zatrzymanie się zegara w biegu, poprzedzające
śmierć wielkich ludzi. Autor podaje kilkanaście takich zwia­
stunów przedśmiertnych. Do obrzędów ludowych należy poczęści i pomazanie olejem świętym, bo i do tego obrzędu reli­
gijnego przywiązuje lud różne wróżby, jak n. p. którą nogą
ksiądz wstąpi do izby, w którą stronę idzie dym po zgaszeniu
świecy itp. Dalej następuje opis zachowania się ludu przy ko­
naniu, po skonaniu, składaniu do trumny, pogrzebu, a wreszcie
stypy. Ponieważ jednak według wiary ludu, dusza zmarłego
przebywa jeszcze 6 tygodni na świecie, a dusza niepoprawnego
nieboszczyka nawet wiecznie błąka się po świecie, dlatego
obowiązki żywych wobec umarłych istnieją i nadal. Autor za­
stanawia się więc i nad dalszem zachowaniem się ludu wzglę­
dem umarłych, nad wyobrażeniami ludu o miejscach pobytu
umarłych a głównie nad obrzędami, mającymi na celu ulżenie
duszom cierpiącym, czyli nad »Dziadami, duszkami«. W ten
sposób poznajemy dokładnie obrzędy pogrzebowe ruskie i za
to należy się autorowi uznanie. Mniej udatne jest zdaniem
mojem porównanie pojedynczych szczegółów z podobnymi
obrzędami innych narodów, choćby z tego względu, że autor
zamiast porównać najpierw obrzędy ruskie z obrzędami naj­
bliższych Rusinom narodów, jak Czechów, Polaków, Serbów,
wogóle Słowian, a dopiero wyniki tego porównania zestawić
ze zwyczajami innych indoeuropejskich ludów, sięga wprost
do Greków, Rzymian. Indów a nawet Amerykanów. Tern daje
do poznania, że Słowianie w czasach wspólnego swego bytu
nie mieli żadnych wspólnych obrzędów pogrzebowych; może
się to wydać dziwnem. A jednak takie zdaje się być przekonanie
autora, bo przyjmuje zapatrywanie Dr. Alfreda Lehmana (Aberglaube u. Zauberai. Stuttgart 1898), że tylko mała część wie­
rzeń ludowych początek swój ma w Europie, a daleko większa
ich część pochodzi od Chaldejczyków, od Żydów, Egipcyan
i Maurów, a wreszcie od Indusów i Amerykanów (str. 5). Przyznaję. że tak w obrzędach ruskich, jak i naszych polskich i wo‘góle słowiańskich jest dużo obcego elementu, ale porównując
je na sposób autora z obrzędami obcymi, nie dojdzie się nigdy

232

OCENY I SPRAWOZDANIA

do pewnych konkretnych wniosków. Szukając bowiem odpo­
wiednich szczegółów do porównania u narodów całego świata,
zawsze znajdziemy gdzieś coś podobnego, tak jak n. p. w na­
szej wiewiórce znajdą podobieństwo do małpy afrykańskiej. To
mnie jednak nie upewnia do wyciągania ogólnych wniosków.
Chcąc dojść do wyników pewnych, należy porównać najpierw
obrzędy wszystkich Słowian, wyniki tych porównań zestawić
z obrzędami narodów indoeuropejskich, a dopiero potem roz­
szerzyć porównanie na obrzędy dalszych ludów. W ten spo­
sób dowiemy się dopiero, co wynieśliśmy z epoki prasłowiań­
skiej, co z indoeuropejskiej, a co mamy skądinąd. I tu jeszcze
trzeba być bardzo ostrożnym, aby nie wziąć coś za słowiań­
skie, co jest obce, lub odwrotnie.
Ji Leciejemski.
J. Kost’al: ZaPikavani p?i nemocech (Zamawianie przy cho­
robach). Vyroćni zprava (Roczne sprawozdanie) cis: król. vyśSiho gymnasia ćeskeho na Novem Meste v Praze. 1903. str. 16.
Ludoznawstwo w Czechach stoi daleko wyżej, niż u nas.
Tam budzi ono ogólne zainteresowanie się; w każdem większem miasteczku znajduje się muzeum ludoznawcze, przyczy­
niające się nadzwyczaj do poznania ludu i jego twórczości. Pra
cowników na polu ludoznawstwa coraz więcej, a na uniwer­
sytecie w Pradze jest nawet specyalny profesor ludoznawstwa,
obecnie p. Polivka. Do rzędu pracowników na tern polu należy
także i p. Kośt’al. Może nie wszystko, co napisze, jest dobre,
zwłaszcza w dziedzinie językowej, ale nie można mu odmówić
dobrej chęci, a na polu zwyczajów ludowych należy nawet do
lepszych ich znawców. Przygotowuje o nich obszerniejszą pracę,
a częścią jej jest właśnie: »Zamawianie przy chorobach«. We’
wstępie mówi o sposobie i czasie zamawiania i o osobach za­
mawiających. Jak u nas tak i w Czechach tajemnica zamawia­
nia przechowuje się w pewnych rodzinach przechodząc z ro­
dziców na dzieci. Przy zamawianiu używa się często nie tylko
słów, ale i pewnych środków pomocniczych, jak kamyczka pio­
runowego, kości trupiej, węgli żarzących lub roślin. Są także
pewne przepisy co do zaczynania i kończenia zamawiań, wy­
lewania wody, użytej przy zamawianiu, opatrywaniu ran itd.
Płótna na ranę nie wolno n. p. strzyc lecz trzeba drzeć.
W dalszym ciągu przechodzi autor rozmaite choroby
i przy każdej opisuje sposób jej leczenia za pomocą zamawia­
nia. Każda bowiem choroba wymaga innych słów dla jej od­
pędzenia; autor podaje je dosłownie, a nawet waryanty ich
z różnych okolic. Niektóre z tych słów nie mają wielkiego
sensu i potrzeba bardzo naiwnej natury ażeby wierzyć w ich
skuteczność. Tak n. p. na zgubienie liszaja mówi się: »Leciał
mąż dziki, Przez dwór szeroki, Miał liszaj wielki, Wstydził się
za niego«. To się powtarza trzy razy, a za każdym razem dodaje się: »Do tego mi dopomóż -j- Ojcze f Synu f Duchu św.
Amen«. Przytem ściera się rosę trzema palcami z trzech szyb

OCENY 1 SPRAWOZDANIA

233

okna i maże się nią liszej. Pierwsza część słów tego zamawia­
nia nie grzeszy mądrością.
Nie bardzo dowcipne jest także zamawianie czkawki:
»Szła czkawka koło morza, Spotkała Grzegorza, Grzegorz się
wrócił, Czkawkę stracił«. Lepsze jest zamawianie »róży«. Za­
mawiająca daje na miałkie naczynie żarzące węgle, nasypie na
nie święconego korzenia z wieńca z Bożego Ciała i kilka
listków suszonej róży i mówi: »Zaklinam was podagro, różo,
darcie w kościach do lasu głębokiego, do drzewa stojącego
i leżącego; tam sobie młóćcie i trzaskajcie, a tej osobie (imię)
spokój dajcie!« To powtarza zamawiająca trzy razy, a chory
mówi równocześnie: Ojczenasz, Zdrowaś i Wierzę w Boga.
Na glisty mówi się: »Święta Cara ma trzy córki, jedna szyje,
druga przędzie a trzecia glisty w kłębek zwija«, de przykłady
wystarczą do wyrobienia sobie pewnego pojącia o zamawianiach ludu czeskiego. Poznać z nich także, że motywy reli­
gijne (żegnanie się, odmawianie modlitw, wzywanie świętych)
weszły w zakres zabobonów ludowych i ważną w nich odgry­
wają rolę. Porównań z zamawianiami innych narodów autor
nie przeprowadza i to słusznie; za mało mamy jeszcze kryty­
cznie zebranego materyału w tym względzie, aby wyciągać
pewne ogólne wnioski.
J- Leciejewski.

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.