7a4210cbd5a0e0fddb227536fe3d4f55.pdf
Media
Part of Przegląd czasopism, cz. 1 / Lud, 1904, t. 10
- extracted text
-
PRZEGLĄD CZASOPISM.
„Ognisko pismo miesięczne ilustrowane poświęcone na
uce, sprawom społecznym, literaturze, sztuce. Warszawa Ro
cznik I Nr. 1-12, rok 1902-1903.
W październiku 1902 r. opuścił prasę drukarską pierwszy
zeszyt miesięcznika pod powyższym tytułem. Dwanaście ze
szytów poważnej objętości, które leżą przed nami, zawierają
treść bardzo obfitą i zajmującą, a między rozprawami tam pomieszczonemi znajdujemy wiele takich, które czytelników na
szych zainteresują i z tych artykułów pragniemy tutaj pokrótce
zdać sprawę.
Nr. 1. Handel niewolnikami w XX stuleciu.
W artykule pod powyższym tytułem czytamy opis nie
wolnictwa od czasów odkrycia Ameryki. Do Ameryki też roz
poczęto sprowadzać z początkiem 16. wieku afrykańskich mu
rzynów, których całe ładunki pod nazwą »hebanowego drzewa«
wśród najokropniejszych niewygód i męczarni przewożono
i plantatorom z wielkim zyskiem sprzedawano. W ten sposób
sprowadzono do Ameryki około 40 mil. ludzi. Dolę ich w Ame
ryce opisała Beecher-Stowe w dziełku: Chata Wuja Toma. —
Pomimo wojny z r. 1861 niewolnictwo nie ustało, handel ten
trwa dotąd, tylko pole zbytu się zmieniło. Arabowie wyławia
jąc murzynów środkowej Afryki, sprzedają ich do Marokka lub
wywożą do północnych stron Indyi Wschodnich. Handel nie
wolnikami kryje się teraz pod nazwą wywozu »najemników«
lub »robotników«, których się sprzedaje za umówioną zapłatę.
Taki »najemnik« bywa wyzyskiwany, jak zwykły niewolnik.
Nr. 2. Werner S o m b a r t: W jaki sposób powstaia nowe
mody.
W obszernym a gruntownie opracowanym artykule wy
kazuje autor, że powstawanie mody nie wynika z potrzeb lub
gustu konsumentów, ale głównie dla interesu pieniężnego
wielkich domów »salonów konfekcyi okryć damskich« i »wiel-
PRZEGLĄD CZASOPISM
223
kich mistrzów sztuki krawieckiej« w Paryżu. Domy takie lub
mistrzowie utrzymują swoich rysowników, którzy wprowadzają
pewne zmiany do sukien w poprzednim sezonie noszonych
przedstawiają jako modę najświeższą. Wielkie fabryki mąteyi wchodzą znów w zmowę z tymi »domami« co do deseni,
,'oloru i jakości materyi, potem rozszerza się nowe mody za
pomocą obrazów i opisów w czasopismach o modzie, zapomocą
wspaniałych wystaw, a wreszcie przy pomocy sławniejszych
.ktorek i kokot. Nowe mody obiegają szybko świat cały, aby
■mów ustąpić miejsca innemu pomysłowi. W ten sposób moda
przynosi jednym olbrzymie majątki, a drugich rujnuje.
Anatol le Brąz: Trzy legendy bretońskie.
I. Zaklęte drzewa. Uczciwy robotnik francuski, Hervé,
wróciwszy wieczór z pracy, zażądał od żony, aby mu upiekła
podpłomyków. Ponieważ jednak mąki w domu nie było, ‘wy
brał się po nią do młyna. Przechodząc przez las, usłyszał
rozmowę drzew, z których jedno skarżyło się na zimno, a diugie pocieszało je nadzieją ogrzania się, gdy synowa (byli to
bowiem zaklęci rodzice Hervégo) będzie piekła podpłomyki.
Zimno cierpiała zaklęta matka Hervego za swą nielitość dla
ubogich, ojciec zaś za to, że był dla żony słaby Po upieczeniu
i spożyciu podpłomyków udali się na spoczynek. Około północy
z szumem ogromnym przyszły drzewa do chaty Hervégo, a prze
mieniwszy się w ludzi, weszły do izby i grzały się przy ogniu.
Widział to Hervé i jego żona, poznali rodziców w przybyłych,
ale zachowując się cicho, dozwolili im ogrzać się do woli. Na
drugi dzień dali jałmużnę i zamówili nabożeństwo za dusze
zmarłych, przez co rodziców wybawili.
II. Wróżba śmierci (Opowiadanie Maryi Toulouzan
z Port Blanc). Matkę z dwoma córkami zbudziło pewnej bu
rzliwej nocy miarowe uderzanie wioseł o wodę oraz rozmowa
płynących. Na drugi dzień pokazało się jednak, że żaden okręt,
ani łódka do portu się nie zbliżał tej nocy. Drugiej nocy
słyszeli w górze płacz, a na rękę syna opowiadającej spadły
trzy łzy z góry. Trzeciej nocy znów słychać było uderzenia
wioseł o wodę, ale pomimo, że noc była jasna, żadnej łódki
nie było. Po jakimś czasie dowiedziała się matka, ze właśnie
pierwszej nocy zachorował jej starszy syn, podróżujący do Ameryki, a trzeciej nocy umarł.
.
III. Pierścień topielca. Burza rozbiła okręt. Kilkanaście
trupów wyłowiono, na brzegu pochowano, a nad grobem po
stawiono krzyż. Jeden z utopionych miał na palcu piękny pier
ścień złoty. Młoda szwaczka zapragnęła mieć ten pierścień.
Długo opierała się pokusie, ale wreszcie odgrzebała pewnej
nocy piasek z grobu i pierścień z palca topielca zabrała. Na
drugi dzień zobaczono rękę topielca sterczącą z grobu. Choc
ją zasypywano i przywalono kamieniami, to jednak na nowo
się pokazywała. Szwaczce zaś ręka całkiem zczerniała i zgru-
224
PRZEGLĄD CZASOPISM
biała, a czwarty palec lewej ręki wyglądał, jak olbrzymi kikut
trupa. Tem zmuszona oddała topielcowi wobec wszystkich zgro
madzonych ów pierścień, straciła z przerażenia mowę i błąkała
się po polach i lasach. Ręka topielca już się nie pokazała.
Dr. Jan Krupski: Targowisko małżeńskie. Z dziejów
współczesnej rodziny.
Autor mówi, że przyczyną zmateryalizowania i zdegenerowania społeczeństwa wogóle jest upadek życia rodzinnego.
Liczba małżeństw, zawieranych corocznie, znacznie się zmniej
sza, a stosunek wzajemny-członków rodziny smutnej uległ zmia
nie. Utrudnione warunki bytu wprowadzają do instytucyi mał
żeństwa pierwiastek materyalny, handlowy; zawieranie małżeń
stwa przybiera formę transakcyi handlowej, a miejscem tego
»jarmarku małżeńskiego« są biura pośrednictwa i anonse dzien
nikarskie. Ilość ogłaszających się kobiet i mężczyzn jest mniej
więcej jednaka. Ogłoszenia dziennikarskie są ostatnią nadzieją
zawarcia małżeństwa dla wielu osób. Ogłoszenia te pochodzą
przeważnie od osób średniej klasy t. j. mniej bogatych kupcówT
rzemieślników, urzędników i lepiej uposażonej służby. Z ogło
szeń wieje lekkomyślność, cynizm, nizkość uczuć, a przedewszystkiem interes.
Nr. 3. A n t o n i Górski: Człowiek w walce z przestrzenią.
Rozwój dróg lądowych i morskich w przebiegu wieków.
Autor mówi, że już Herodot nazwał morze drogą łączącą
ludzi. To też państwa nadmorskie rozwijały się już w zamierz
chłej starożytności nadzwyczaj świetnie. Opisuje stopniowe ule
pszanie konstrukcyi okrętów, szybkość ich i odległość dróg, po
których pływały; zazdrość starożytnych narodów o wyjawienie
miejsc, gdzie najkorzystniej można było handel prowadzić, rywalizacyę państw nadmorskich oraz rozmiary handlu, jaki już
w starożytności prowadzono przy pomocy okrętów. W drugim
rozdzielę pisze autor o rozwoju dróg lądowych, do przebywania
których używano zwierząt jucznych. Podróżowano zatem licznemi
i wielkiemi karawanami na różne uroczystości i jarmarki, po
dróżowano też łódkami po rzekach i kanałach, którymi były
połączone rzeki z morzami lub innemi rzekami. Komunikacya
lądowa dosięgła szczytu swego rozwoju w państwie rzymskiem.
L Rzymu .rozchodziły się wyborne drogi na wszystkie strony
świata, nawet przez ziemie polskie i ruskie. W wiekach śre
dnich były podróże bardzo utrudnione z powodu zaniedbania
dróg i napadu rabusiów. Nawet prawa, jak Strandrecht, Grundruhrrecht i prawo składu utrudniały kupcom podróże. W III roz
dzielę zajmuje się autor handlem polskim i drogami temuż
handlowi służącemi, przedstawia trudności z powodu opłat prze
wozowych i składowych, oraz poglądy szlachty polskiej na kupiectwo wogóle. Wreszcie kończy rzecz mówiąc o kanałach
w nowszych i w naszych czasach budowanych.
PRZEGLĄD CZASOPISM
225
Nr. 4. Skąd się bioru na śmiecie bogaci i ubodzy.
U ludności dzikiej, zamieszkującej wyspy oceanu spokoj
nego, widzieć można równość stanów i równość majątków. Ró
wność ta jednak z braku wszelkich majątków i różnic pocho
dzenia jest tylko równością nędzy, której wszyscy z braku cywilizacyi podlegają. 1 tu jednak natura nie równo obdzieliła
wszystkich swoimi darami. Jeden jest silniejszy, niż drugi, ten
zwinniejszy od tamtego, inny sprytniejszy, chytrzejszy lub wytrwalszy niż jego towarzysz, a stąd i nierówność pomiędzy nimi
powstaje. To samo dzieje się i w świecie cywilizowanym. Zdolny,
silny, mądry, pracowity, oszczędny łatwiej się wybije i wyższe
zajmie stanowisko nietylko pod względem majątkowym, ale
wszędzie i we wszystkim, niż człowiek mniej utalentowany,
albo od natury upośledzony. Gdy się do tego doda jeszcze dzie
dzictwo po oszczędnych przodkach, szczęście lub nieszczęście,
jakie człowieka spotyka, łatwo pojąć, skąd się biorą bogaci
i ubodzy.
Nr. 5. Aleksander Kraushar. Cudowny lekarz (Antosiek, czyli Antoni Golec).
Kartka obyczajowa wykrojona z notatek dziennikarskich,
rękopisów i książek. Pastuch prosty bez wykształcenia ur. koło
Nowogródka na Litwie leczył z początkiem 19 stulecia choroby
nieuleczalne jak raka, wodną puchlinę i t. p. bezinteresownie.
Gdy był chory wskutek pobicia przez drugiego pastucha udał
się do lasu dla wyszukania sobie ziół na lekarstwo; opowiadał,
że sam ujrzał na dębie starca obrośniętego włosami, który, do
goniwszy przestraszonego pastuszka, dał mu moc leczenia cho
rób. Ujął go przytem za bok lewy, na którym pozostała plama.
Dotykając się tej plamy, twierdził chłopiec, że wiedział, jakie
komu doradzić lekarstwo. Dar leczenia miał moc tylko w obrębie
dwóch mil od jego mieszkania. Sława zadziwiających skutków
jego leczenia rozeszła się szeroko. Z dalekich stron przybywali
do niego po radę. Rząd wysłał komisyę do zbadania jego leków.
Komisya uznała te leki za nieszkodliwe, skutki zaś przypisała
ślepej wierze cierpiących. Wreszcie zakazano mu łęczyc, a sprawa
Antośka weszła na pole satyry.
Nr. 6. Dr. Leon W ach o lz: Z krainy zbrodni i zabo
bonu. Kilka słów o słynnych truciznach i otruciach.
Autor przechodzi historyę otruć i trucizn od najdawniej
szych, aż do obecnych czasów. Trucizny były zwierzęce, jak
pryszczawka lekarska, węże jadowite, ropuchy, salamandry,
krew z byka (gnijąca), miód heraklejski i t. p. roślinne, jak
mandragora, tojad mordownik, który wyrósł z jadu Cerbera,
ciemiernik, zimowit (colchicum), lulek, bieluń, opium, pietra,sznica, i mineralne, jak arszenik, cynober, cerusa i kwas pruski.
Smarowaniu maścią z bieluniu przypisywano obłęd nagminny
u kobiet, które uważano za czarownice i ogniem lub mieczem
tracono. Trucizn używały przeważnie kobiety, aby się pozbyć
Lud. Rocznik X.
15
226
PRZEGLĄD CZASOPISM
osób sobie niemiłych. Trucicielekt akich stracono w r. 184 przed
Chr. w Rzymie i w rzymskiem państwie 5 tysięcy. Autor przy
tacza wiele wypadków sławniejszych otruć, wymienia też wiele
osławionych trucicielek. Sądzono, że otruć można nie tylko przez
zażycie lub wdychanie, ale nawet przez dotknięcie trucizn np.
koszula Dejaniry, otrucie Hamleta, zatrute rękawiczki, wieniec
kwiatowy Kleopatry i t. p. Usiłowano też robić napoje miłosne
i odmładzające z różnych ziół (np. lubczyk, kmin, pokrzywa,
ruta, lulek, bieluń), owadów (kantarydy, chrabąszcze), oraz
z krwi kobiet, potu końskiego, włosów i t. p.
Znachorstwo XX wieku. (0 szarlatanach lekarskich w Niem
czech).
Między ludem zachowuje się dotąd wiara w t. zw. owcza
rzy, baby, zamawiaczy chorób i różnych znachorów, którzy
swojemi lekarstwami niejedną ofiarę do grobu wtrącili. Prak
tyka ich jednak niczem jest w porównaniu z praktyką przerozmaitych, bardzo licznych szarlatanów w Niemczech, gdzie
ustawy uznają leczenie za wolny przemysł, nie wymagający
żadnego fachowego uzdolnienia. Środki tajemnicze takich szar
latanów służą tylko do wyłudzania od łatwowiernych grosza,
to też sprytni oszuści dochodzą często do wielkich majątków.
Najłatwiej wyzyskać się dają ludzie niewykształceni i nieule
czalnie chorzy, wydający nieraz ostatni grosz za najmniejszą
nadzieję wyzdrowienia.
Dok. nast.
Stanisław Czaja.
