ca48bcfda654eb5e202ba0307d357c4b.pdf

Media

Part of Pieśni i erotyki popularne z XVII w. / Lud, 1904, t. 10

extracted text
J

0UK.o>

JIEŚNI I EROTYKI POPULARNE z XVII w.
Przez

Stanisława Windakiewicza.
Za przedstawiciela poezyi erotycznej XVII w. uchodzi po­
wszechnie Jędrzej Morsztyn. Istotnie erotyk jego jest wykwin­
tny, rozmaity, kunsztowny, zadziwiający i z szczególnym zapa­
sem przez pana Podskarbiego był uprawiany. Ale erotyk Morztyna nie jest odosobniony w literaturze XVII w. Gdy się
uważnie czyta ówczesne zabytki, spostrzec można, że poezya
erotyczna była naówczas ulubiona. Pieśni te bywają często
cytowane; mamy także liczne zbiorki popularne, wyłącznie tej
materyi poświęcone np. Dzwonekserdeczny, K o ł o t a n c a
-wesołego, Lutnia wdzięcznej melodyej ltd. Wiek
XVII nie jest wiekiem gienialnym, jak XVI albo XIX — ale lubi
rodzajowość, jest przedsiębiorczym, barwnym i we wszystkich
kierunkach literaturę polską rozszerza. W tym też kierunku
należy studya nad nim prowadzić tj. nie szukać w nim rzeczy
gienialnych, ale rodzajowo ciekawych. Na razie powiemy tro• chę o erotyku, biorąc asumpt z czterech zbiorków przez prol.
Wierzbowskiego w Bibliotece zapomnianych poetów
i prozaików polskich ogłoszonych (zesz. 17 i 19). Nasu
wają one liczne refleksye; jednoczą wzmianki o pieśniach,
o których skądinąd wiemy; są ciekawe pod względem litera­
ckim, kulturalnym i metrycznym i stanowią niezawodnie wa­
żne źródło folkloru polskiego. Nie uprzedzajmy jednak szcze­
gółów. Zbiorki te były częściowo dzięki Wójcickiemu znane
Lud. Rocznik X.

194

•STANISŁAW WINDAKIEWICZ

(Zarysy domowe 1842, Niewiasty polskie 1845) ■— ale
następnie słuch o nich zaginął. Budziły one zawsze wielką cie­
kawość wśród fachowców, ale jej nie zaspakajały. Z wyjątków
niepodobna wyciągać wniosków naukowych. Obecnie ta prze­
szkoda upadła.
Najdawniejszym z tych zbiorków jest Kiermasz wie­
śniacki, pochodzący z czasów tuż po Rokoszu Zebrzydow­
skiego (str. 23). Tytuł tego dziełka nie jest oryginalny, bo
u Szymonowicza spotykamy sielankę z napisem Kiermasz
na oznaczenie podobnego zbiorku pieśni (9). Nasz Kiermasz
jednak z formą sielankową nie ma nic do czynienia. Jest to
jeden z słonecznych utworów tej naówczas bujnie rozwijającej
się literatury ludowej. Ze to nie jest literatura wysokich sfer,
ale literatura ludowa — najlepszy dowód w tem, że co do
metryki autor Kiermaszu powoduje się tradycyą średnio­
wieczną. Znajdujemy tu czworowiersze 8-o i 7-o głoskowe —
te ostatnie szczególnie licznie — sześciowiersze 6 o głoskowe
i trój wiersze jednorymowe — kiedy w zakresie anegdot dołą­
czonych widoczny już jest wpływ Kochanowskiego. Ale ane­
gdoty musimy pominąć. Chodzi nam tylko o pieśni. Jest ich
niewiele, co prawda — ale zato pociągające, czerstwe bardzo,
barwne i jędrne. Na razie wydaje się nawet, że to zbiorek
pieśni nie indywidualnych, ale popularnych, przez autora po
karczmach i kiermaszach krakowskich zebranych. Autor ten
jest krakowiakiem entuzyastycznym, dla którego nic poza Zie­
mią krakowską nie istnieje:
Tu jeszcze łaska Boża nad nami, zakwita,
Nasza Ziemia krakowska we wszytko obfita

powiada. Zawiśle, Przemyskie, Mazowsze — to mizerne prowincye w porównaniu do ślicznej i bogatej Ziemi krakowskiej.
Swoje zmyślenie, że pieśni zbierał, nie tworzył — insynuuje
nam mimowoli, ujmując je w symboliczną całość. Powiada, że
pieśni te ochocza gosposia Bartoszowa z Jawornika w Krakowskiem śpiewała a on je podsłuchał. Była to kobieta niesłychanie
żywego temperamentu, lubiła szumnie się ubierać, pić, bawić:
.......... kiedy zaś tańcować
Bocznie, już nie ma miary; na muzykę woła:
»Grajcie do sześci groszy«. Nikt jej nie wydoła.
Już ona »gonionego«, »plęśnego«, »hajduka«
Wyskoczy, podniósszy gzła. Nie leda to sztuka!

PIEŚNI I EROTYKI POPULARNE

195

Zaśpiewać »po frantowsku« — u kata jej koniec.
To jej ni dwa żywoty byi namilszy taniec,
Który się tu położył »o Kaśce«. I dalej
Inszych tam jest niemało, coraz to zuchwałej (6).

Ujęcie tych pieśni w rodzaj śpiewnika, ulubionego szczególnie
Bartoszowej — jest nadzwyczaj zręczne, suggestywne — nie­
mniej jest tylko pomysłem, zapożyczonym od Szymonowicza.
Po chwili badania przekonać się można, że nas autor mistyfi­
kuje i że wszystkie utwory załączone są stylistycznie i metry­
cznie kompozycyą jednej i tej samej jednostki twórczej. Mamy
tu widocznie do czynienia z dawnym kolendnikiem, przepa­
dającym za zabawami karnawałowemi, otrzaskanym z życiem,
znającym samorodną poezyę frantów, obracającym się w sfe­
rach niższych, — może z organistą, rybałtem, asystującym wielu
weselom chłopskim. Uczuciowość ludu, obyczaj wiejski uczy­
niły na nim wielkie wrażenie — zresztą go wychowały, rozpoetyzowały i zrobiły tern, czem się w Kiermaszu przed­
stawia. Ówcześni ekonomowie porywali się na pisanie komedyi (Komedya o Lizydzie (1597) — dlaczegóżby nasz orfjanista-rybałt nie miał się odważyć na skomponowanie kilku
pieśni ?.
Autor nasz nie utworzył zbyt wielkiej ilości tych pieśni,
— ale zato są to rzeczy, jak na owe czasy, znakomite. Pewne
ubóstwo pod względem tematycznym jest tylko dowodem, że
szczęśliwych momentów twórczych posiadał mało. Należał on
do tych wysoce oryginalnych i samorodnych talentów, jakich
dosyć ówczesna literatura ludowa wykazuje. Uwagę jego zwra­
cają tylko najwybitniejsze momenta życia wiejskiego. Nad jego
twórczością unosi się duch swobody i beztroski. Rozumie on
wybornie temperament młodzieży wiejskiej; wie, czemu prze­
pada za tańcami; jakich forteli się chwyta, aby uśpić czujność
rodziców: jak walczyć musi z obmową domowników i pretensyami rodziny, ażeby dojść do celu i według upodobania się
pobrać. Na ten temat utworzył on 5 pieśni, prostych, poety­
cznych, chwytających wybornie styl wiejski i nie pozostających
w żadnej zależności od klasycyzmu, prawdziwe polne kwiatki
naiwnych uczuć, żywiołowych pragnień i naturalności wiej­
skiej. Duszę parobka krakowskiego lepiej rozumiał, niż Bro­
dziński. Koroną tych pieśni jest czułe pożegnanie Zosieńki
z rodziną i ogródkiem w ostatni dzień pańieństwa. Chyba
13*

196

STANISŁAW W1NDAKIKWICZ

nieraz widział takie pożegnania i bywał w tych »ogródeczkach«,
— bo wie, że to tak trudno rozstać się pannie z domem ro­
dzicielskim, i zna wszystkie ziółka panieńskiego ogródka tj.
rozmaryn, różę, majeran, szałwię i gwoździki. W mowie jego
znać nieraz zacięcie gwarowe: »alchirzyk, dozwolenie, odydzie«
— zdawałoby się, że to autor zupełnie od wpływów kultury
niezależny. Tymczasem właśnie w opisie owego ogródeczka
czytamy, że Zosieńka żegnała się także z liliami — chyba dla­
tego, że tak napisano w pieśniach Maryjskich — a nawet z cy­
prysem i szpikonardą — chyba pod wpływem Falimirza (12)!
Oprócz tych sześciu erotyków, utworzył nasz autor kilka
pieśni rodzajowych. Wyborną jest Kolenda chłopska z ży­
czeniami rozmaitych szczęśliwości gospodarzowi wiejskiemu
a potem z podziękowaniem za otrzymane dary i obietnicą
wszelakiego powodzenia »w stajni, na oborze i w komorze«
(27). Te pieśni stały się nawet wcześniej popularne, niż ero­
tyki. »Mięsopusty, zapusty« wspomina już autor moralitetu kar­
nawałowego z r. 1622 pt. Mięsopust albo tragicomoedia (Teatr lud. 159). Chwytały one wybornie nastrój obycza­
jowy swego czasu, wyrażały go prosto, zrozumiale, bez ża­
dnych sztuczek uczonych i dlatego łatwiej się przyjęły, niż
utwory Miaskowskiego w tym gatunku. Pieśń o Mięsopu­
ście jest humorystycznem stwierdzeniem, że w karnawale
wykwintność podniebienia u wszelkich stanów się wzmaga —
a potem następuje średniowieczne wyliczenie, że panie wolą
w karnawale jeść kuropatwy, panny — marcypany, a stare
baby — pączki — niż zawsze tę kapustę, która była widocznie
już naówczas postrachem żołądków ludzkich (17). Wydatny
instynkt naszego autora do rozumienia różnic obyczajowych,
doprowadził go także do utworzenia pieśni, zbudowanej na
podstawie sprzeczek etnicznych pomiędzy Mazurami i Krako­
wiakami, na które już średniowiecze zwróciło uwagę. Jeśli
Bezimienny odczuwał tak dobrze istotę życia krakowskiego —;
to naturalnie tem silniej uderzały go przeciwieństwa, napoty­
kane wśród Mazurów. Szydzi on sobie też z Mazurów niemi­
łosiernie. Niepodobają mu się ich ubiory, wąsy, mina, popędliwość, zaczepliwość, to co jedzą i to nawet, że »po piasku
brodzą« (14). Satyra jego stała się nadzwyczaj prędko ulubioną
i huragany śmiechu budziła przy każdej powtórce. Znał ją wy­
bornie Imc. pan Pasek i w Pamiętnikach swoich zanoto-

PIEŚNI 1 EROTYKI POPULARNE

197

wał: »Tańczymy tedy — aż skoro już poczęli »wielkiego« tań­
czyć (tj. mazura), ów stojąc na trakcie, począł śpiewać:
Mazurowie naszy,
lJo jaglanej kaszy
Słone wąsy mają
W piwie je maczają.

Jest to trzecia zwrotka tej sławnej pieśni (Pamiętniki pod
r. 1669). Wśród ludu pamiętano ją do niedawna. W oryginale
czytamy:
Mazurowie mili,
Gdzieście się popili?
— W Warce — na gorzałce,
W Czersku — na złym piwsku.

W Krakowskiem zaś śpiewano do niedawna:
Mazurowie bracia mili,
A gdzieżeście to wy byli?
— W Cersku na złem piwsku
W Warce na gorzałce.
Ej bęc bęc, łup łup łup,
ej bęc bęc łup (Lud VI. 188).

Zbiorek ten musiał się bardzo rozejść po całej Polsce.
Początek do popularyzacyi dał naturalnie sam autor. Echa jego
erotyków żyją do dziśdnia dosyć żywo wśród ludu1). Z tańca
o Kaśce:
Czyja to Katarzyna?
Ojcowa, macierzyna (7) —

spotykamy początkowe słowa w piosnce mazowieckiej:
Czyja to córa czyja?
ojcowa i matczyna (Maz. V. 274);

z pieśni o fortelach dziewczyny wobec matki - cerbera zacho­
wało się prawie półtora zwrotki w ludowej tradycji:
Pomału Jasiu stąpaj,
Ostróżkami nie brząkaj,
Choć moja mać śpiąc dyszy,
Ba rzo prędko usłyszy...
Mać-ci to usłyszała,
Na córkę zawołała (12).
») Cytaty porównawcze, następnie podane, pochodzą jedynie z Kol­
berga. Zawdzięczam je głębokiej znajomości pieśni ludowej przez żonę
bez której tego artykułu nie potrafiłbym tak rychło i dokładnie wy­
kończyć.

198

STANISŁAW WINDAKIEW1CZ

Dzisiaj śpiewają na wsi te same słowa z małemi zmianami:
Pomalutku Jasiu stumpaj,
podkówkami nie brzunkaj,
bo moja mama czujno śpi,
twe podkóweńki usłyszy...
matka stara usłyszała,
na starego zawołała (Maz. V. 271).

Toż samo można słyszeć także w Łęczyckiem (Lud XVIII 165).
Najciekawszy jest sposób przechowania przez tradycyę
ustną owej pieśni o pożegnaniu Zosi z rodziną i ogródkiem
w ostatni dzień panieństwa (12). Stała się ona ogólną pieśnią
obrzędową weselną i w rozmaitych waryantach rozeszła się
po całej Polsce. Pierwszą zwrotkę:
W owym pięknym ogródeczku,
Moja śliczna Zosieneczku,
Kiedyś wianek wiła,
Te słowa mówiła —

spotykamy w pieśni mazowieckiej przy rozplecinach:
W owym ślicnym ogródeczku
twoja rutka Marysiecku
Jakżeśwa sobie mawiały,
Kiedyśwa wianki wijały (Maz. V. 176).

Dalsze zwrotki tej pieśni przeniesiono do pieśni przy oczepi­
nach i rozmaicie przerobiono. Słowa początkowe, wyrwane
z kilku zwrotek:
Bóg cię żegnaj panie ojcze...
Już dobranoc pani matko,
Tyś mię wychowała gładko ...
I was żegnam śliczne ściany,
Ałchirzyku malowany...
I ciebie już żegnam ziele,
Któregom nasiała wiele —

posłużyły w Łęczyckiem do utworzenia osobnej pieśni, śpie­
wanej przy oczepinach a zaczynającej się monotonnie od słów:
Już Bóg zapłać panie ojcze ...
Już Bóg zapłać pani matko,
wyprawże mnie z domu gładko
już Bóg zapłać.
Już Bóg zapłać ściany, ławy,
Komineczku malowany,
już Bóg zapłać . ..

PIEŚNI I EROTYKI POPULARNE

199

Już Bóg zapiać wszystko ziele,
chowałam cię bardzo wiele
już Bóg zapiać (Lud XXII. 78).

Te same słowa w innym waryancie odnajdujemy w pieśni
weselnej sandomierskiej:
Dziękuję ci o moja matusiu,
Za to piękne wychowanie ...
Biogosiawcie przyjaciele . . .
Ostańcie z Bogiem ściany, okna,
Co ja przy was warkoc plotła (Lud 1. 60, 77).

Najlepiej charakter metryczny tej pieśni zachowała inna śpie­
wka mazowiecka, przy przenosinach używana, fełowa oryginału.
I was żegnam śliczne ściany,
Alchirzyku malowany.
Któż tu siadać będzie,
Kiedy mnie nie będzie?

powtarzają tam dziś prawie dosłownie:
Bądźcie zdrowe i wy ściany
i ty piecu kaflowany.
Któż cię bielić bandzie,
Kiedy mnie nie bandzie? (Maz. III. 188).

Do tych niespodzianych wyników, można dodać inne, ró­
wnie zajmujące, z dalszych zbiorków, przez prol. Wierzbow­
skiego właśnie ogłoszonych. Zbiorki te są bardziej jednostronne
od Kiermaszu, mniej ze względu na lud tworzone i mniej
obyczaj wiejski uwzględniające — a przecież także przenikły
do ludu. Pieśni i tańce z r. 1614, przedstawiają kolekcyę
erotyków, oderwanych zupełnie od tła topograficznego. Im da­
lej postępujemy w wiek XVII, tern widocznie erotyk coraz się
więcej w Polsce rozpowszechnia. Zbiorek ten jest mało indy­
widualnym i równie dobrze mógł powstać w Poznaniu, Wil­
nie i Lwowie — choć prawdopodobnie powstał w Krakowie.
Obejmuje on erotyki namiętne, realistyczne, bez cienia ideali­
zmu pisane, powstałe w środowisku zepsutem dosyć, które
o małżeństwie nie myśli. Erotyki te odnoszą się przeważnie
do zalotów; jest to prawdziwy przewodnik oświadczynowy.
Autor zuchwały, bierze się śmiało do wszystkich panien, na
podorędziu układa pochwały rozmaitych piękności; ma on predylekcyę do komplementu i dobrą wiarę, że tą drogą wiele
zdziałać można. Jedną pannę wielbi dlatego, że rumiana, inną,

200

STANISŁAW WINDAKIBWIOZ

że posiada lepsze maniery; trzeciej wyznaje wprost, że jest
tylko pociągającą. Najwięcej epitetów zyskała od niego jakaś
Anusieńka. Nazwał ją »kwiatkiem«, »skarbem«, »perłą« i do­
broć jej i konwersacyę przyjemną upamiętnił (8). Próbował on
także tworzyć na cześć swych panien sztuczne ikony (9) a gdy
nimi jeszcze nie mógł poradzić, wyprawiał serenady, które mu
się wcale nieźle udawały (23). Do dziejów miłości szczegółów
podaje mało. Komponuje okolicznościowo pożegnanie niewier­
nej, potem pocieszanie zrozpaczonej i jedną osobliwą sprzeczkę
o lormę powitania (16). Najlepiej udał mu się taniec z prze­
proszeniem protektora przez oddaną mu pannę za niedbałość.
Biedaczka zaspała a kochanek przyszedł i drzwi zastał zam­
knięte. Nazajutrz patrzy — a tu wyrzut wypisany kredą na
drzwiach, że jej w domu nie było. Myśmy jako studenci, od­
wiedzając się wzajemnie, pisywali w razie potrzeby takie za­
wiadomienia, nie wiedząc, że one tak czuły początek biorą.
Naturalnie trzeba było napis zmazać i pana przeprosić — co
przy minkach pięknych, pokorze i podwojonej zalotności wy­
bornie się udało (12). Zbiorek ten możnaby nawet uważać za
pomnik życia buduarowego w Polsce. Trzecią część tegoż sta­
nowią obscoena na temat przejrzystych symbolów ludowych.
Autor nasz był jeszcze w gruncie rzeczy naturą surową, bru­
talną i opryskliwą. Czuć go niekiedy szkołą i kolegiacką ru­
tyną. Lubił on łacińskie żarty i pisywał czasem w makaronie
łacińsko-polskim (31). Swobody i jędrności autora Kierma­
szu w nim nie dopatrzy; zato wiele sztuczności, silenia się na
dowcip, zepsucia a raczej zuchwalstwa i pospolitego lubowa­
nia się w brzydocie.
Ale jeśli w autorze tym nie dostrzeżemy tyle samorodno­
ści, co u autora Kiermaszu -- zato niewątpliwie zauważymy
u niego więcej styczności z obowiązującą literaturą. Kochanow­
skiego znał on doskonale i parafrazować go lubił. W parafra­
zach swych przejmuje mistrza z Czarnolasu całemi zwrotkami.
Wierszyk »Szlachetne zdrowie nikt się nie dowie« (Fr. III. 54)
przerobił na taniec z szyderstwami na miłość podstarzałego
amanta (14); pieśń świętojańską »Skrzypku by w tej rocie«
(11) zużył wcale stosownie na taniec z pochwałą urody panny
i prośbą o wzajemność (15); pieśń »Nie za staranim ani prze
mą sprawę«, zawierająca narzekania na zawód (I. 15) — do­
starczyła mu wątku do padwana z oświadczeniem stałości —

PIEŚNI 1 EROTYKI POPULARNE

201

• t więc na poprzek treści oryginału (22). Autor nasz jednak
nie był zbyt uczonym. Ignorancyę jego znać, gdy Wenusa
uznaje za bożka płci męskiej, na co zresztą także Rej się go­
dził (16); gdy nowy dla siebie wyraz »monarcha« przyjmuje
jako rzeczownik żeński (11) albo miasto »pola elizejskie« kła­
dzie wyraźnie »pola izraelskie« co ostatecznie mogło być także
pomyłką drukarską (22). Erotyki układa przeważnie w metrach
Kochanowskiego tj. w czworowierszach lO-o, ll-o, 12-o i 13-0
łoskowych. Odbija tylko u niego sześciowiersz, skombinowany
wierszów 8-o i lO-o głoskowych (8) i ośmiowiersz, złożony
mięszaniny wierszów 13-o, 8-o i 5-o głoskowych i wcale
ręcznie dwa razy do liryków pożegnalnych użyty (7, 13).
Zbiorek ten dla licznych obscoenów postawiła cenzura
•duchowna w r. 1617 na indeksie. Wydawca dzisiejszy odnosi,
ten fakt bez powodu do następnego zbiorku, żeby zyskać datę,
•o nam się wydaje nietrafnem, a jak zobaczymy, jest wręcz
liemożebnem. Cenzura jednak nie przeszkodziła upowszechnie­
niu się tych pieśni. Współcześnie znano z tego zbiorku pra­
wdopodobnie taniec »o Hance« (8) i trudniejszy »o Zuzance«
27), którego nie mógł się wyuczyć rybałt Janas u kantora
Gardoły (Teatr lud. 224); niewątpliwie zaś ztąd pochodzi zna­
jomość wesołego anakreontyku »Laeta vita po polsku«, istotnie
wcale gładko przełożonego (20) i następnie spożytkowanego
do ożywienia sceny u Piłata przez autora mysteryum wielko­
piątkowego pt. Depositio Jesu Christi (Teatr lud. 82).
Jeśli już współcześnie polubiono ten zbiorek, tem więcej
przypadł on do gustu potomnych. Pieśni i tańce nie były
wcale układane dla ludu a przecież znalazły w tych sferach
powodzenie. Wszystkie kategorye tego zbiorku pozostawiły
osad w dzisiejszym folklorze. Z tańca, wyrażającego tęsknotę
przy pożegnaniu (1), zachował się jeden wiersz wśród śpiewek
z poznańskiego: »A ty bynajmniej nie dbasz, mnie tu odje­
żdżając« w formie »Już odjeżdżasz, o mnie nie dbasz« (Lud
XII. 167); Z pieśni mieszczącej satyrę na staropanieństwo:
Musi suszyć środy, piątki,
Msze kupować w każde świątki (19)

przeszły rymy i frazesy do krakowiaka w Kujawskiem:
Pościłabym środy, pościłabym piątki,
żebym cię dostała na Zielone Świątki (Lud IV. 180)

202

STANISŁAW WINDAK1EWICZ

Ale nietylko erotyki czystszego nastroju przeszły z tego
zbiorku do ludu. Podobały się ogromnie także tutejsze humo­
reski. Widać, że nasz autor odkrył tajemnice symboliki ludo­
wej. Z tańca:
Nie będziesz ty mojej laczki kosił,
Choćbyś mię też i nabardziej prosił (28)

zachowały się dwa początkowe wiersze w piosnce mazowie­
ckiej:
A ktoby chciał moją łąckę kosić,
Zawse musi ojca, matki prosić (Maz. V. 242).

Dalsze wiersze tegoż tańca:
Przydźże miły do mnie do ogroda,
Będziesz kosił, gdy będzie pogoda.

znajdujemy w piosnce krakowskiej:
Kiedy będzie słońce i pogoda,
Pójdźże Jasiu do mego ogroda (Lud VI. 114).

Z tańca:
Poszła niewiasta z kurem do miasta —
nie chciał jej rano piać;
Piejże ty kurze, w mojej komorze... (26)

przeszły początkowe wiersze do piosnki z Łęczyckiego:
Jechała niewiasta z kogutkiem do miasta,
co jej nie chciał rano piać.
A piejże ty kurze, na wysokiej górze... (Lud XXII. 127)

Wreszcie kompozycye naszego autora przeniknęły także
do pieśni weselnych. Nauczyciel obcesowej zalotności nie spo­
dziewał się zapewne, że go taki honor spotka -— niemniej za
kapłana obrzędów familijnych został uznany. Fragmenta jego
pieśni śpiewa dziś lud przy oczepinach. Frazes:
Zakukała kukułeczka za dworem,
Zapłakała panna młoda za stołem (Lud. XXII. 73)

odpowiada początkowym słowom jego zresztą niebardzo uda­
nego wiersza:
Zakukała kesksuleń.ka za dworem,
zapłakała kraśna panna za stołem (11).
«

Ciekawszą jest rzeczą, że z tańca jego, zawierającego zanadto
rezolutne pożegnanie matki przez córkę przy przenosinach:

PIEŚNI I EROTYKI POPUI Ali\E

203

Każ zaprzęgać, mój namilszy, w wóz swoje konie,
Że pojadę oglądać pałace twoje (10)

przeszły treść i zwrotka do pieśni lubelskiej:
Zaprzęgajcie karę konie pod tę karocę,
niech pojadę i zobacę jego pałace (Lud XVI. 250)

Trzeci z tych zbiorków pt. Pieśni, tańce i padwany
jest znów najbardziej indywidualnym. Pojawiający się w jego
tytule termin »padwan« albo »paWan« oznacza taniec uroczy­
sty albo »wielki« a nie ma nic do czynienia z klasycznym pe­
anem i pajanem, jak wydawca w słowniczku objaśnia. Był to
taniec hiszpański, pełen powagi, tańczony w ubiorach galowych
a w Polsce zwał się »padwanem«, bo się z Padwy upowsze­
chnił1). Pieśni te, wydane bez daty, należą do czasów wprost
morsztynowskich. Broszurka zawiera liczne erotyki na temat
nieporozumień miłosnych ze zmiennicami; znajdujemy tu także
sporo wierszy na wyrażenie uczuć miłosnych panieńskich, jak
to zresztą było w Kiermaszu. Całość jednak odznacza się
głębszą znajomością świata kobiecego i stosunków małżeńskich,
niż oba zbiorki poprzednie. Widać, że ją układał donżuan do­
świadczony i w starszym wieku. Niektóre jego wiersze mają
zacięcie satyryczne. Pysznym jest taniec z pochwałą damy
z półświatka, cieszącej się względami kasztelanów, częstowanej
przez wojewodzica marcypanami, a której nasz autor może
tylko »parę wierszyków ofiarować« (53). Obracał się on w półświecie arystokratycznym. Często przypomina Morsztyna. W pie­
śni »Kwiateczku mój ulubiony« zachwyca się nieświadomością
rozkwitającej piękności i suggestyonując sobie rozmaite smaki,
powiada:
Nie prostej gębie hałastrze,
przyjdzie się paść na tym plastrze (57).

Jest on pierwszym naszym autorem erotycznym, który o mi­
łości ma pojęcie człowieka zepsutego. Poprzednik jego był
ostatecznie tylko zuchwałym studentem a autor Kiermaszu
bałamutem wiejskim. Z tym trzecim autorem już jest zupełnie
inaczej. Cechują go kłótnie i polemiki z pannami nienajlepszej
konduity. W pieśni »Łaskawąś być obiecała« przestrzega ko­
chankę, żeby go dla innego amanta nie porzucała. Jest on
i) Schubert, Die Tanzmusik. Leipz. 1867 str. 30 i 65.

204

STANISŁAW WJNDAK1EWJCZ

trochę zirytowany, trochę rozsfożony: »Hej dziewczyno, pamię­
taj, żem nic nie przewinił« (63). Ale wszystkie te gniewy prze­
mijają prędko. Nie pierwszy to raz i nie ostatni ma do czy­
nienia ze zdradą. Panien swych marcypanami karmić nie może,
jak wojewoda. W replikach więc na ten taniec, uspokaja się
odrazu i wskazuje jako przyczynę swego niepowodzenia brak
uległości i hardość, których niby panny w stosunkach z nim
miały doznawać (65). Naturalnie jest to tylko wyszukanie po­
wodu, nie powód, bo z całego zbiorku widać, ze lgnął do pa­
nien bez wyboru i na każdym kwiatku jak pszczoła lubił
siadać.
Autor nasz jest najwyżej i najrówniej wykształconym
z pomiędzy dotąd rozważanych pisarzów. Kochanowskiego nietylko zna, ale żywcem włącza do swoich poezyi. Wiersz
z Pieśni świętojańskiej »Owa u ciebie mój miły« prze­
pisuje dosłownie1); inny z właściwych Pieśni o Penelopie
»Słońce już padło, ciemna noc nadchodzi (Pieśni 1. 17) zmie­
nia na »padwan« (58). Jest on wcale wykształconym klasy­
kiem. Gdy przeprowadza paralelę pomiędzy Wenerą a Anną
i robi z tego piękny obrazek i piękny koncept — znać, że to
mówi autor z klasycyzmem i konceptyzmem dosyć spoufalony
(40). Najuczeńszą jest jego posuwista pochwała panny w tańcu
13-0 głoskowym, gdzie się pojawiają nawet, »hesperyjskie
panny« i »pieryjskie chóry« (42)1 Przecież i temu autorowi
trafiają się pożałowania godne pomyłki, jak np. gdy Prozerpinie przypisuje wpływ na utratę łaski u panny, co tylko mogło
się pojawić pod wpływem nierozwiniętego dobrze konceptu (51).
Oprócz klasycyzmu, znał nasz autor przewybornie litera­
turę bieżącą a w szczególe lirykę kwiecistą. Na naczelnem
miejscu podaje parafrazę sławnego Hejnału t. j. pobudki
na przebudzenie panny przez Jarosza Morsztyna (38); posłu­
guje się także dosyć często kontrastami i formami poetyckiemi
głównego liryka swej epoki tj. Jędrzeja Morsztyna np. kiedy
w tańcu do Jadwisi wyłuszcza kontrast życia i śmierci (40)
a w innym wierszu przeprowadza paralelę pomiędzy miłością
a kradzieżą (56). Najciekawsze z tych fiorittir pojawiają się
*) Także inne »Pieśni świętojańskie« były popularne. Pieśń 8 »Pra­
cowite woły moje« spotykamy w Rkp. Ossol. 237; pieśń 9 »Ja plączę
a żal zakryty« przyswoił sobie Herburt Dobromilski r. 1612. Wiszniewski
VII. 122.

PIEŚNI I EROTYKI POPULARNE

205

w padwanie pierwszym z oburzeniem na zmiennicę, gdzie
wprost zalatują nas echa z czasów trubadurów. Niewierną ko­
chankę wzywa do obrachunku na »Dwór Miłości«, kłóci się
o pojęcie »kredytu« i »borgowania« w kochaniu i obiecuje
zmiennicy karę od »Jej Wielmożności« pani i protektorki wszel­
kich amorów (37).
Stosunek jego do poezyi kwiecistej jest wprost zastana­
wiający. Taniec o potędze Kupidyna »Przy wesołym Cyprze
z mirtu gęsta krzewina« (47) — to nic innego, jak jedna
z Roksolanek Zimorowicza (II. 19 Gracyan); pieśń z wyrze­
kaniem na suknię, że piękność panny ukrywa »Udatna nóżko,
•złonku znamienity« (61) bywa, choć zdaje się fałszywie, przy­
pisywaną Morsztynowi (ed. Warsz, 1883 str. 221). Ta obfitość
jożyczek z literatury sfer wykształconych rodzi przypuszczelie, że mamy tu do czynienia z kopistą utworów poetyckich,
w jakich owa epoka obfitowała, i skłonni bylibyśmy przypisać
nu którąś z ówczesnych antologii rękopiśmiennych Wyrósł
on w środowisku kolekćyonistów wierszów erotycznych i po­
woli dopiero wprawił się w pisanie rzeczy oryginalnych.
Silne oparcie o literaturę obowiązującą nie miało jednak
u naszego autora przytłumić zupełnie zmysłu do tematów ludo­
wych. W Pieśniach, tańcach i pad w an ach objawia się
także pewien wpływ pierwiastku ludowego na twórczość Bez­
imiennego, jak to zresztą było w poprzednich zbiorkach, z tą
jednak różnicą, że ludowość stanowi tu odmiankę rodzajową
a wcale nie należy do tła duchowego naszego autora. Jako
wyjątkowy znawca literatury, umieszcza tu naprzód jedną, i to
wcale ładną, pieśń z Kiermaszu na dowód, że tę literaturę
także łaskawie uznawał (52). Potem mamy humorystyczny opis
furmanów z Warki z refrenami »kup, kup, czup«, »prask,
prask, trzask«, »tak, tak, smak« — przypominający nastrojem
złośliwą piosenkę pana Paska o Mazurach (48). Nasz autoi
przedstawia ciekawy aliaż wpływów literackich, wśród których
rozwijała się ówczesna poezya a w szczególe liryka, fiiafiają
się u niego zwroty ruskie »dzieweczko chojdyz« »jegomość
wniemaje« tj. baczy, uważa (64). W humorystycznym wierszu
o zaczepieniu pastuszki Hilareczki przez natrętnego Mikołaja.
Cypryjskie gąsięta,
Krakowskie dziewczęta —

206

STANISŁAW WINDAK1EWICZ

spotykamy niespodzianie transpozycye z ruskiego. Wiersz:
Pastuszę, pastuszę,
Miłuję cię z dusze

pochodzi z znanej śpiewki:
Pastusze, pastusze,
Ljubju tje do dusze

przytoczonej przez Herburta r. 1612 (Wiszn. VII. 122). Mamy
także w tym zbiorku niebardzo udały wierszyk wesoły w ję­
zyku ruskim, jak jakiś panicz zaczepia bosą Rusinkę i obiecuje
jej dać na »cżerewiki« — a ona o jego propozycyach słyszeć
nie chce i wygląda swych ulubionych »Lisowczyków« (49).
Co do metryki, to i ten trzeci autor pozostaje jeszcze pod
wpływem Kochanowskiego. Lubi on czworowiersze 8 o i 12-o
głoskowe a z predylekcyą prawdziwą pisuje . zwrotką ll-o
i 13-o głoskową. Ale obok tego coraz obficiej pojawiają się
u niego strofy kunsztowne. Skromna i trochę ciężka i mono­
tonna metryka Kochanowskiego już mu nie wystarcza. Zna on
rozmaite stroly filigranowe np. pięciowiersze, siedmiowiersze
i ośmiowiersze trójrymowe, oparte o rozmaite kombinacye me­
tryczne. Można także u niego zauważyć pieśni pisane okre­
sami, omal nie canzony, ale te znajdują się tylko w poezyach
przyswojonych i dlatego do charakterystyki jego sztuki poety­
ckiej służyć nie mogą.
Mimo tych finezyi, także ten zbiorek doczekał się pe­
wnego uznania u ludu, choć już tak szerokiego powodzenia
nie miał, jak oba poprzednie. Ale nowy akcent tego zbiorku
tj. złośliwość i skłonność do satyry zauważono i zapamiętano'
dobrze. Z pieśni na temat narzekania na utratę wianka:
Płaczcie niestetyż utraconej cnoty,
Którą niestetyż za czerwony złoty
Zgubiłam (62)

zachował się w Poznańskiem ostatni frazes w podobnej piosnce
zupełnie wyraźnie:
Za czerwony złoty, pozbyłam się cnoty (Lud XII. 173).

Wiersz:
Moja pani matko, jużci mnie mniszką byó,
Nie chcę bo ja za męża ladajakiego iśó (45)

PIEŚNI 1 EIIDTYKI POPULARNE

207

odwrócono w tradycyi ludowej co do sensu. Mianowicie w ory­
ginale dziewczyna prosi matkę o oddanie jej do klasztoru, bo
się boi męża — kiedy w dzisiejszej pieśni ludowej wyrywa
dę raczej z klasztoru, bo jej twarda reguła nie smakuje:
Matuleńko dobrodziko, nie choę mniszką być,
darmoś dala do klasztoru, na mnie habit szyć.

Pieśń ludowa ulepszyła tu oryginał i zrobiła kontrast natural­
niejszym, co się rzadko zdarza. Niemniej oparcie się o nasz
pierwowzór jest wyraźne a stwierdzić je można także w dal­
szym ciągu, gdzie echa rymów pierwotnych i frazesów orygilalnych wcale żywo tkwią. U autora naszego czytamy:
Wieręć, wolę w klasztorze, z mniszkami w chórze...
Śpiewać ja wolę jutrznią, śpiewać i maturę,
Godzin by też najwięcej;

w pieśni krakowskiej słowa te przerobiono:
A w klasztorze twarde loże, twarde dyscypliny,
trzeba wstajać o dwunastyj, trza śpiewać godziny
(Lud VI. 131).

Największe powodzenie osiągnął nasz autor tańcem z sa­
tyrą na rzędziochy, na które się już Iwardowski uskarżał.
Piosnka ta stała się naprawdę popularną w całej Polsce:
Niemasz ci, niemasz, jako niewieście,
Chłop robi w polu — a ona w mieście.
Chłop idzie z pola postękający,
A ona za nim wykrzykujący (64).

W Kieleckiem śpiewają dziś:
Oj niemasci to nie masz, jak ojda niewieście,
chop orze na ugorze, ona pije w mieście;
Chop orze na ugorze da popłakujący,
a ona idzie z miasta da pokrzykujący.

A więc prawie dosłownie (Lud XVIII. 168). Z pieśni tej zacho
wały się wśród ludu także wiersze końcowe, mieszczące nie
jako konkluzyę całej satyry:
Widzicie ludzie, jako się mnie boi,
Wyćwiczyłam go po swojej woli.
Uczcie się niewiasty, jak ćwiczyć swego,
Która zwłaszcza ma męża głupiego.

208

STANISŁAW WINDAKIEWICZ

W tradycyi ludowej ten czterowiersz rozbił się na dwoje i sta­
nowi konkluzyę dwu rozmaitych satyr ludowych. Na Mazowszu
śpiewają:
Napatrzcie się dobrzy ludzie, jak się mnie boi,
wyucylam kawalera do swojej woli (Maz. V. 319).

W Łęczyckiem spotykamy znów drugą część tego czworowiersza:
Przypatrzcie się panny, przypatrzcie mężatki,
jak mnie żona wyćwiczyła, jakim teraz gładki
(Lud XXII. 129).

Ostatni z tych zbiorków pt. Dama dla uciechy jest
wreszcie najmniej indywidualny i pod wielu względami przy­
pomina zbiorek drugi. Czas jego można oznaczyć w ten spo­
sób, że wiele pieśni naśladuje stylistycznie Kochowskiego.
Ogólny nastrój całości jest dosyć nizki. Rozpanoszyła się w nim
zamaszystość i rubaszność epoki Paska; spotykamy tu strzeli­
ste afekta ekonomskie, sielanki i oświadczenia pretensyonalne,
czasem frazeologię wodnistą i bez wyrazu a ogromnie niby
sztuczną, która już żywo nagina się ku czasom saskim.
Dama dla uciechy obejmuje przeważnie piosnki bu­
duarowe podobnie, jak poprzedni zbiorek, choć znacznie gor­
sze ale równocześnie także przez starszego i wytrawnego czło­
wieka pisane. Autor bez ceremonii zaprasza się do sypialni
Anusi (81); godząc się ż nią po obrazie, że z inną panną tań­
czył, prowadzi ją »na wineczko« i ofiaruje jej »złoty łańcu­
szek« (72). Dla odmiany, narzeka także na kłopoty, połączone
z miłością (79), drwi z miłostek płatnych (78) albo wreszcie
powraca z uniesieniem do panien, które już był porzucił (83).
Komiczny wprost efekt wywierają wielkie słowa o miłości,
gorących pragnieniach, zapewnienia o stałości, skoro się widzi,
że ma się do czynienia z starym lowelasem, dla którego osta­
tecznie przedmiot miłości jest obojętny. Erotyki jego są-pikan­
tne, dosyć składne i śpiewne i zasadzają się nieraz na rozwi­
nięciu jakiegoś konceptu, jak na epigona morsztynowskiego
przystało.
Jak się wśród tych wierszy zabłąkało kilka erotyków,
utworzonych na tle czystych pojęć moralnych — to trudno zro­
zumieć. Może są to wspomnienia z młodych lat poety? a może
i staremu grzesznikowi sprzykrzyło się wreszcie ustawiczne
przebywanie w atmosferze, przesyconej zmysłowością i zepsu-

PIEŚNI I EROTYKI POPULARNE

209

ciem? Dość, że wśród tych poezyi trafiają się także piosnki
czułe i jakoby naiwno-młodzieńcze. Pochwała Anusi z »czarnemi oczkami«, z liczkiem »jak malowanie«, nazwanej »róży­
czką« »fijałkiem złotym« — jeszcze najmniej pojęciom idealniejszym odpowiada, jakkolwiek jest naprawdę serdeczna (82).
Ale opisowi tęsknoty panny, wyczekującej narzeczonego od
wczesnego poranku aż do gorącego południa — chyba już mc
zarzucić niepodobna. W krótkiej piosnce poznajemy tu, od jak
dawna go kocha, ile dni na niego czeka, jakie prezenta mu
gotuje. Przypomina ona świeżością i poetycznem wyrozumie­
niem momentu utwory z Kiermaszu, choć różnicę kultury
równocześnie mocno zaznacza, wprowadzając wiele elementu
pejzażowego i sielankowego, który autorowi Kiermaszu był
jeszcze zupełnie obcy (80). Jeszcze ładniejszy jest taniec, opie­
wający ciężką dolę pieszczonej panienki w domu surowego
męża. Opowiedziano W nim całą historyę pieszczotki, jak jej
w domu dobrze było, jak żegnała po ślubie rodziców i dostała
się w dom surowy i rady sobie dać nie mogła z gospodar­
stwem. Jest to prawie przeróbka i rozszerzenie piosnki
»W owym pięknym ogródeczku« z Kiermaszu — rzecz isto­
tnie piękna, pociągająca i przykuwająca do siebie (75).
Utwory te stanowią jakby oazę wśród poematów podkasanej Muzy, które nam tu czytać przychodzi. Niestety autor
nasz już nigdy nawrócić się nie miał, z satysfakcyą brodził
wśród zmysłowych urojeń i na tern tle właśnie miał utworzyć
najpiękniejszą swą piosenkę. Jeśli ją tu dopiero wspominamy,
to dlatego, że świeżością przypomina raczej drugą seryę tych
pieśni. Jest to opis przekomarzań, zalotów wzajemnych i upojeń kochającej się pary. Rzecz zaczyna się momentem oczeki­
wania, ale nie o niego chodzi. Ślicznie opowiedziano naprzód,
jak Anusia wróżyła sobie pierścionkiem, czy Jasiu przyjedzie —
a gdy wróżba dobrze wypadła — trzasnęła w dłonie i pobie­
gła się do skrzyneczki ubierać:
I wdziała na się nowy
Letniczek fijałkowy;
Na panieńskie piersi
Noszenie powiesi,
Na kolecik wiśniowy.
Na swoje śliczne włosy
Złoty łańcuszek włoży;
Pięknie się przybiera,
Lud, rocznik X.

14

210

STANISŁAW WINDAKiBWICZ

W źwierciedle przeziera,
Jak łąteczka się nosi.

Jasiu rzeczywiście przyjeżdża, ale dla odmiany postanawia
ulubioną trochę podrażnić. Panna w płacz »łezka łezkę goni«
— aż gdy widzi, że to nic nie skutkuje, wpada na myśl, żeby
Jasia wziąć potęgą swych wdzięków. ] tu następuje opis naj­
efektowniejszy erotyku — czarodziejskie igranie syren i taniec
bajader. Anusia podaje Jasiowi drogi pierścionek z dyamentami, kosztowną chusteczkę, złotem przeszywaną — cóż kiedy
Jasiu wziąć nie chce. Potem rozplata warkocze, pląsy odbywa
— aż wreszcie pociągnęła chłopca ku sobie. Opowiadać tych
zalotów
nie będziemy. Jest to hymn na cześć »śliczności
rozkosznego ciała«, któregobyśmy się w języku polskim nie
spodziewali. Wypływa on z głębi przekonań naszego autora
o życiu, jest samorodny, bez śladów klasycyzmu —. i właśnie
dlatego zadziwia (87).
Autor nasz posługiwał się przeważnie metryką mdłą i mo­
notonną, lubując się, jak poprzedni autorowie, w czworowierszach 6-0 i lO-o głoskowych a przedewszystkiem w czworowierszu 13-o głoskowym. Ponieważ jednak wogóle był w swo­
ich skłonnościach nieobliczalny — więc nagle wśród nudnej
metryki próbuje zmienić takt i wpada na zwrotki raźne, z mocnem, napół żołnierskiem tempem, jak u Kochowskiego. Ta­
kim jest czworo wiersz:
Anusiu kochana,
Nad insze wybrana,
Czarne oczki u ciebie,
Sama wabisz do siebie (82) —

albo pięciowiersz »Pod jaworowym cieniem«, z któregośmy wy­
żej kilka zwrotek podali. Lubił się on czasem popisywać sztu­
czkami, jak np. łańcuchami dwuwierszów, spojonych powtórze­
niem w następnym ostatniego wyrazu z poprzedniego (70, 79).
L szczególną zręcznością władał wierszem 13-o głoskowym,
rozbitym na trzy części i wewnątrz rymowanym tak, że z tego
powstawała nowa forma rytmiczna a stara wcale się nie
gubiła:
Nie będę chciala, bom się zgniewala, na ciebie,
Ześ innych miewał, o mnieś nic nie dbał, u siebie (83).

Wszystko to są następstwa reformy metrycznej Morsztyna —
czasem się zdaje, że nawet jego Kasie i Anusie są tylko pla-

PIEŚNI I EROTYKI POPULARNE

211

giatem ideałów pana Podskarbiego — a dziwić się temu zby­
tecznie nie godzi, bo ostatecznie i główny liryk epoki królów
Piastów — Kochowski był od tych samych wzorów silnie za­
leżny.
Z erotyków tego ostatniego autora przedostało się także
nieco frazesów do ludu, choć przyznać trzeba, że procent zapożyczek od niego był najmniejszy. Tradycya zwróciła głównie
uwagę na wierszyki czulsze, idealniejsze — pomijając zupeł­
nie owe zbyt zmysłowe. Z przepysznego erotyku »Pod jawo­
rowym cieniem« ośmieliła się przechować tylko treść ogólninikową w pieśni »Skoro rano świta skowronecek śpiwa«, śpie­
wanej państwu młodym na dzień dobry (Lud XXII. 80). Z czu­
łego padwana »Anusiu kochana« spotykamy tylko dalsze
zw'roty w piosnce kujawskiej:
Oj dziewczyno kochana, z tysiąca wybrana,
da od sercaś nie odjęta, do buzi przytknięta
(Lud IV. 247).

— czemu odpowiadają frazesy oryginału:
Dziewczyno kochana, nad insze wybrana...
Lice jak malowanie, schyl na pocałowanie (82).

Podobnież z piosnki narzeczeńskiej »W niedzielę rano słone­
czko wschodzi« możnaby odkryć jeden tylko lrazes: »Jedzie
mój kochaneczek i niesie mi wianeczek« (80) w piosnce nadrabskiej, podczas wesel śpiewanej: »Jedzie jedzie kochaneczek,
Wiezie, wiezie mój wianeczek« (Windakiewiczowa, Lud lwo­
wski VIII. 415). Najwięcej zachowało się z tańca:
Żałośnie Kasinka płakała,
Gdy za mąż nieboga iść miała,
Rozczesując włosy rozkoszne,
Te słowa mówiła żałosne...
Ostatnie się już z wami cieszę,
I snadż ostatnie was czeszę (75).

Te słowa z pewną odmianą bywają dziś śpiewane przy rozplecinach na Mazowszu. Czas udokładnił nieco okoliczności,
choć wdzięk pierwotnej pieśni zmienił:
1. Żałośnie sobie płakała,
kiedy na dzićżę siadała.
Nie płac Kasieńku niebogo,
będzie w cepecku chędogo.

14*

212

STANISŁAW W1NDAKIEW1CZ

3. Wąrkoc rozpletę, rozcesę,
twoją rodzinkę uciesę (Maz. III. 152).

Ogółem więc biorąc, na podstawie czterech powyższych
zbiorków, przy pospiesznem nawet zestawieniu, da się wyka­
zać, że 16 pieśni zachowało się do dziśdnia w pamięci ludu.
Gdy resztę tych zbiorków wydamy i dokładniejsze poszukiwa­
nia w dziedzinie polskiego folkloru przeprowadzimy — nie­
wątpliwie suma tych pożyczek wzrośnie. Na 100 erotyków
z XVII w. — 16 zachowanych w pamięci ludowej XIX w. —
to wcale znaczna liczba. Pokazuje się, że i pamięć mamy do­
brą i pilnieśmy się w te zbiorki wczytywali. Podobnie jak pie­
śni religijne np. »Kto się w opiekę« a szczególnie kantyczki
np. »Anioł pasterzom mówił« — tak i erotyki upowszechniły
się u nas z książek pisanych i drukowanych. Znajomość tychże
u ludu poprzedziła redakcya indywidualna i fachowa. Niektóre
pieśni wydały rozmaite waryanty po różnych stronach. Czasem
początek, czasem koniec, niekiedy tylko jedno zdańko ze środka
przeszło do korpusu przetwarzanych w tradycyi pamięciowej
pieśni. Podobnie stało się także z prymitywnem oficyum liturgicznem na Boże Narodzenie, z którego do dzisiejszych przed­
stawień ludowych przeszły tylko słowa »Gloria in excelsis Deo
et in terra pax hominibus bonae voluntatis«. W topieli wie­
ków wszystko zaginęło z pierwotnej redakcyi — a te słowa
się utrzymały. Z zachowanych fragmentów da się nawet od­
tworzyć charakter mnemotechniki ludowej, skoro z zestawień
poprzednich wynika, że początki pamiętano łatwiej, niż środki,
a te ostatnie łatwiej, niż zakończenia.
Najciekawszą jednak rzeczą jest, że w zbiorkach eroty­
ków XVII w. można odnaleść źródła dzisiejszych pieśni obrzę­
dowych. Niespodzianie więc wdzieramy się z książką w ręku
w tajniki życia rodzinnego na wsi i przekonywany się, że tam
nawet dotarło słowo drukowane. Dziś śpiewane piosnki we­
selne przy rozplecinach, oczepinach, przenosinach — pochodzą
z książki i upowszechniły się na wsi drogą kolportażu nowo­
czesnego. Przypisywaliśmy im znamiona — Bóg wie — jak odle­
głej starożytności — a tu nagle przekonywamy się, że mamy
do czynienia z prostą literaturą. Piosnki te tracą naturalnie
obecnie na wartości jako źródła do charakterystyki odległego
obyczaju. Ale tracąc jedną wartość — zyskują równocześnie
drugą. W zbiorkach XVII w. nie podano muzyki do naszych

PIEŚNI I EROTYKI POPULARNE

213

erotyków — a tradycya ludowa ją wskazuje. Z tych 16 pieśni
da się niewątpliwie zrekonstruować pierwotna melodya — i to
jest wcale cenna właściwość, która nawet do literatów prze­
mówić może.
Zbiorki powyższe stawiają nasz folklor w nowem świe­
tle _ mianowicie historycznem, którego mu dotychczas brakło.
Pokazuje się, że przed rozpoczęciem studyów porównawczych,
warto nad naszą pieśnią ludową dokonać naprzód krytyki lite­
rackiej na podstawie własnej literatury. Wyniki są dosyć pe­
wne, bo np. porównawszy pieśni z naszych zbiorków z reper­
tuarem morawskim (w zbiorze Bartosza), nie znajdziemy isto­
tnie żadnej powtórki, kiedy pieśni wspólnych polsko-mora­
wskich jest wcale dużo. To samo należałoby dokonać z pie­
śniami słowackiemi, litewskiemi, ruskiemi i niemieckiemi. Do
systematyki naszych pieśni przybywa nam obecnie czynnik
nowy i pożądany. Zbiorkami historycznymi pieśni ludowych
poszczycić się mogą tylko ludy wysoce cywilizowane. Francuz,
posiadają takie zbiorki już z XV w. - my dopiero z XVII-o
ale i to jest rzeczą bardzo chlubną. Wszędzie więc występuje
literatura polska jako naczelna między słowiańskiemi. Obyśmy
tylko rychło mogli się doczekać wydania reszty tych zbiorków
a badania nasze zmienią zasadniczo romantyczne pojęcie lu­
dowości.

B

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.