50b952865eee71da43afafff369d7d63.pdf
Media
Part of Poezja na wsi / Lud, 1904, t. 10
- extracted text
-
POEZYA NA WSI.
Napisał
Seweryn Udziela.
Niejednokrotnie już stwierdzili zbieracze pieśni ludowych,
że zbiorów swoich nie potrafią nigdy skompletować, bo bezustan
nie powstają nowe piosnki i pieśni, zastosowane do okoliczności,
czasu i miejsca, że coraz nowi rymokwórcy wiejscy improwizują
przy każdej sposobności mniejsze lub większe utwory poetyczne,
które, gdy się ogólnie spodobają, rozchwytywane bywają z ust
do ust i liczyć mogą na trwalszy żywot.
Redaktorzy pism ludowych podają od czasu do czasu w pi
smach swoich takie utwory poetów siermiężnych, a mogliby po
chlubić się bez porównania większym dorobkiem na tern polu, bo
często zasypywani są przeróżnej wartości poematami chłopskimi.
Sam znam wielu poetów ludowych, improwizatorów, którzy
nie posiadając żadnego wykształcenia książkowego, czasem nie
ukończywszy nawet szkółki, wiejskiej, składają nader łatwo, ka
żdej chwili, na każde zawołanie rymy nieraz bardzo udatne.
Oprócz zwykłych pieśni i piosnek śpiewanych w chacie
i na polu, przy pracy i wśród zabawy, istnieją liczne utwory
poetów wiejskich nie mniejszej dla etnografa wartości od tam
tych, ale mniej znane, mniej rozpowszechnione, bo nie przezna
czone do śpiewu. Są to różne okolicznościowe oracye, powin
szowania, są dowcipne bardzo satyry, wywołane miejscowymi
stosunkami, są wreszcie listy pisywane do rodziny, do młodych,
mających się wzajemnie ku sobie.
Na te ostatnie mało u nas zwracano uwagi1) a zawierają
*) W »Wiśle« zauważyłem jeden dopiero, jeżeli się nie mylę, w XVI.
tomie na str. 796—7 pisany przez chłopca-żołnierza z okolic Lublina do
ojca swego. — Patrz także »Lud« tom IX, str. 188.
40
SEWERYN UDZIELA
przecież w sobie tyle poezyi, tyle wdzięku, tyle uczucia szczerego,
opisanego prostemi słowy, że należy im się przyjrzeć z bliska,
należy je poznać koniecznie.
I. Listy.
Służąca moja Marysia Stasica, dziewczyna z Moszczanicy
w powiecie żywieckim, pisuje czasami listy, a właściwie dyktuje
je tylko, gdyż sama nie umie pisać, to do rodziców, to do sio
stry, to do ukochanego chłopca, którego zostawiła na wsi i od
biera także listy od nich. Te listy mają wstęp rymowany, po
którym dopiero następują zwykłe pytania o zdrowie i powo
dzenie, tudzież doniesienia różne o sobie i t. d. Marysia w po
mysłach do tych wstępów jest niewyczerpana a pragnie, aby
każdy jej list zaczynał się inaczej, aby dowcip i czułe słowa nie
powtarzały się, ale zawsze były świeże i oryginalne. Zebrałem
z jej korespondenc.yj następujące wstępy i jedno zakończenie:
1. Wstęp w liście do rodziców:
Idź listecku w drogę,
Bo ja iś ni mogę,
Jag przydzies do proga,
Pokwal Pana Boga,
Jak przydzies blisko,
Ukłoń sie nisko,
Jak przydzies do izby,
Nie rób wielgi ciżby.
2. Wstęp w liście do siostry:
Zaświóciuuo suońce na pośrodku nieba,
Wspomina mi się cięgle, ze mi do cie pisać trzeba.
3. Wstęp w liście do chłopca:
Pozdrawiam Cie.bez różany kwiat,
Boś mi jes milsy, mźli cauy świat.
4. Albo:
Pozdrawiam Cie bez kosyk wiśni,
Żebyś ni miau "o inny myśli.
5. Albo:
Pozdrawiam Cie bez wiązkę siana,
Żebyś nie śpacyrowa" z dziwkami do rana.
6. Albo:
Pozdrawiam Cię be talórz masua,
Zęby sie nasa mi11 oś nie uoztrzasua.
POKZYA NA WSI
41
7. Albo:
Pozdrawiam Cie bez zieloną uącke,
Zebymy sobie podali rącke.
8. Wstęp w liście od chłopca:
Pozdrawiam Cie bez. krusek soli,
Jag Cie nie widzę, to mnie serce boli.
9. Albo:
Pozdrawiam Cie bez żywieckie wody,
Boś mi jes Maryś pikny urody.
10. Albo:
Do stołu siadam, za pióro chytam,
Z Tobą sie kochana Marysiu witam.
11. Zakończenie w jednym liście od chłopca:
Atrament sie wylau, pióro sie zuamauo,
Bo mi sie, moja Maryś, spać bardzok zakciauo.
Wstęp do listu, jaki napisała Maryanna Żmuda, młoda
dziewczyna z Krzęcina w powiecie podgórskim do rodziców,
tak opiewa:
Dnia 3 maja (1902).
Świeci suonecko pośrodku nieba,
Do was, Kochani rodzice, liścik napisać trzeba.
A idźze liściku bez góry, doliny,
Żebyś zased jak najprędzy do moich rodziców jedynych.
A gdy przydzies do sieni,
Ukłoń sie rodzicom mojem do ziemi,
Gdy pódzies do proga,
Pokwal Pana Boga,
Siednij se na uawie,
Powiedz “o moi sprawie.
Potem dopiero następuje list właściwy.
Mam list bardzo czuły, który pisał do żony Piotr Zięcina,
młody wieśniak z Jastrzębi w powiecie grybowskim. Został on
w krótkim czasie po ślubie powołany do ćwiczeń wojskowych
na ośm miesięcy do Krakowa. Stęskniony za żoną przysłał jej
taki list pisany częścią prozą a częścią wierszem.
Kraków, dn. 9. 3. 1892.
Najukochańsza żono!
Idzze mój liściku do samego proga
a w imieniu mojem pochfal Pana Boga.
42
SEWERYN UDZIELA
Niech bedzie pochfalony Jezus Krystus.
Kochana Juziu najprzód dowiaduje się otwojem zdrowiu oras i po
wodzeniu co sie tyczy mnie Bogu. Dzięki jestem zdrów ą powodzenie moje
dosyć dobre. Kochana Juziu może ci tam pszykro żem dawno nie pisał
ponieważ nie miałem sposobu to jest czasu dobrogo.
Dwa miesiące minęły jak my sie rozstali
A my jeszcze dosie listów nie pisali
ja na to nie czekam tylko do cie pisze
pewnie tern pisaniem serce twoje w zkruszę.
Kwiateczku mój drogi Serce ukochane
przeciesz ja od Ciebie może list dostane
chyba żeś już o mnie zapomniała,
a ja sobie myślę i tak sobie nucę
że za 5 miesięcy do ciebie sie wruce.
gwiazdeczko ma śliczna co świecisz na niebie
niechaj jawtym liście pomuwie do ciebie
Kwiateczku rużowy w mych oczach widziany
na myśli siedzący w Sercu ukochany
chyba żeś ty Józiu o mnie zapomniała
2 miesiące minęły a tyś nie pisała,
ten liścik napisze a więcej nie bende
jak mi nie odpiszesz to się gniewał bendę
odpisz że mi Józiu jak ci sie powodzi
czyjaki Kawaler do ciebie nie chodzi
tylko mi dotrzymuj ostatniego słowa
bo ja ciebie kocham moja Juziu droga
bo jak sie wruce z tobom sie zobaczę
to twoje Serduszko do mnie Zakołacze.
Kochana Juziu co sie tyczy zdrowia Bogu dzięki jestem zdrów i po
wodzenie moje dosyć dobre tyłkom ciekawy czyś ty zdrowa i co nowego
nic nie słychać. Zima trzyma ostro w Marcu śnig i mruż.
Ile gwiazd na niebie i kropelek dyszcza
tyle ci zasyłam Juziu pozdrowieństwa
jak ja ciebie kocham to może nie wieżyż
przeczytaj, ten liścik a pewnie uwieżyz
nie pisze ja tego listu z obłudności
tylko jago pisze ze szczerej miłości
zakojczam ten liścik oddaje cie Bogu
kochajmy sie Juziu do samego grobu
ile w mężu piasku
ile jodełek w lasku
jakie gwiazdki błyszczące
jakie kwiatki woniące
Teraz zakończam tę swoją bazgraninę i pozdrawiam cie Juziu po
sto kroć tysięcy razy
POBZYA NA WSi
43
I proszę eie Juziu byś sie nie gniewała
jak ten list otrzymasz byś mi odpisała
boja z wielgą niecierpliwością bende oczekiwał
i listu od ciebie bende sie spodziewał.
Szczerze kochający cie twój Mąrz
Piotr Zięcina
pozdrawia cie Staś i \Xeroncia. Adres domnie P. Z. 5 feld. Com.
20 Regimet.
Uprzejmości X. Jana Laskiego zawdzięczam list pisany
do niego przez Śtudra, gazdę z Rogoźnika w powiecie nowo
tarskim, który tak brzmi:
Jegomościu, Kśiendze drogi
Przeprasam wziość do uwogi,
Jo mioł dosic trobacyje,
Cy jegomość Łaski zyje.
Ludzie mówią: zyje, zyje
W Krakowie mo wakacyje.
A ja mowie, co sie to stało,
Kie Jegomość był u nas chockie na Boże Ciało
Tom tak rachowoł, ze Jegomość po Pawle, po Piętrzę
Przyjedzie na świeże powietrze.
Ale Jegomość musiał mieć coś na głowie,
Co dotyk cas był w Krakowie.
Jazek sie dowiedzioł w niedziele,
Byłem w Dunajcu w kościele;
Uwidziałem Ferdyna na rynku,
Pytam sie go, co słychać Ferdynku?
— Dobrze słychać, list jem dostał!
Juścim przy nim dłuży postoł.
— Wycytołeś, co jes, z tego?
— Ksiądz przyjedzie szesnostego
A to tam z pewnością Ksiądz nie skłamie
Bo bedzie przy tatowi i mamie.
Poodwiedzo insze domy,
Bo Ksiąnc dobry, nie łakomy;
Poodwiedzo parafije,
Taki Ksiąnc niech sto lat żyje!
Więsuje mu tego, zycem,
Choć nie słysy, wiwat krzycem,
Bo Śtuder o tym nie plecie,
Bo nie ma takich Księndzy na świecie, —
Koncern juz to pisanie,
Ba wiecel chockie bedym, jak Jegomość przystanie.
Jak jegomość nie bedom mieć za żodnom przeszkodę,
To prose do mnie wieść, kie pódom za wodę.
44
SEWERYN UDZIELA
Jak pudom zaźrye na Lusckowową
To im zaś dom kartkę nową,
Bo tego jegomość ni mo ani połówki,
Bo im więczel opisem, kie przyjadom z Płazówki;
To juz bedzie zryktowane
We świętego Jakóba i we świętąm Hannę.
A jak nos tez jegomość odejdzie,
To sie i o tern obejdzie.
Kończem moje opisanie,
Bo jo nie wiem, co się stanie,
Przeproszona, niek sie Jegomość nie gniewo,
Bo on ta takich pismow nie miewo.
II. Powinszowanie.
Pan Jan Tatara rodem z Grzechyni, wioski w powiecie
myślenickim, ukończywszy seminaryum nauczycielskie w Kra
kowie, opuścił lepszą posadę, a objął żmudny urząd nauczy
cielski w swojej wsi rodzinnej, aby tylko z całem poświęce
niem oddać się pracy nad oświeceniem, umoralnieniem swoich
współmieszkańców i nad podniesieniem ich dobrobytu. Uznali
to wieśniacy i w dzień imienin złożyli nauczycielowi imieniem
gminy życzenia, ułożone wierszem przez Jana Białończyka,
które tutaj przytaczam:
Z Powinszowaniem Imienin!!!
Na dzień 20. Października 1894. t. j. Św. Jana Kantego. — Wmu
Panu Nauczycielowi Gminy Grzechyni. —
Już się zbiiżyl ten dzień z dawna pożądany!
Dniem Uroczystości Imienin nazwany!
Przejęci wdzięcznością na ten dzień Uroczy
Serce nasze mało na wskroś nie wyskoczy
Aby powinszować, ze serca i duszy,
Temu który kruszy ciemnoty katuszy,
Brakuje konceptu na powinszowanie
By Ci powinszować, tak Czcigodny Panie!
Który postradałeś służby dawnej sumę,
Ażeby pogromić Grzechynianów dumę,
Którzy cha.rde czoła do góry wznosili:
Chcący być takiemi jakiemi niebyli!
Ale po przybyciu Twojem, to o Panie,
Do naszej Grzechyni, my sami włościanie!
Dzisiaj oświadczamy, mając za wzór Ciebie!!!
Możemy pomyśleć o pytlowem chlebie!!!
Który zagraniczne źiarneczka sprowadzasz,
Zęby z biśdy wylgląć wszystkim nam doradzasz.
POKZYA NA WSI
45
Gmina także duma! w rozczochranej doli!!!
Wszyscy się żałują nie wiedzą Co boli?
Ale jak przybyłeś Kochany Rodaku!
Ty do naszej wioski, skargi ani znaku!
Bo umiałeś radzić w nieszczęściu i biśdzie,
Dla tego do Ciebie stary młody idzie,
Ty Czcigodny Panie wszystkiemu zaradzisz,
W nadzieji jesteśmy, że nas doprowadzisz:
Do czego Ty dążysz, my wzajemnie z Tobą!
Ażebyśmy byli ręka w rękę z sobą!
A teraz przy dniu tem przyjmij Panie w darze!
Życzenia które składamy, ze Serca w ofiarze!!!
Niechaj Stwórca Wszechmocny Król Nieba i ziemi,
Obdarza cię Nas Panie dobrami wszelkiemi,
Niechaj Pan Nauczyciel żyje jak najdłuższe lata!!!
Czerwstwość zdrowia, Pomyślność niech Mu je przeplatał
Niechaj Ci Czcigodny Rodaku wszystko mile sprzyja,
A do czego dążysz niechaj cie nie mija!!!
Szczyrze Kochający i uniżony. — sługa,
Jan Białończyk
Wincenty Malik
Józef Listera
Woyciech Urbański
W imieniu gminy
Jan Barcik Wójt
(Pieczęć gminna)
111. Satyry ludowe.
W wielkim ołtarzu w kościele Księży Misyonarzy na Stradomiu w Krakowie umieszczony jest obraz przedstawiający na
wrócenie się Szawła. Na pierwszym planie obrazu widać siwego
konia, który zajmuje znaczną część malowidła. Nie podoba się
to bardzo ludowi, że koń jest- na ołtarzu i oburzenie swoje z tego
powodu wyraziła jakaś służąca z Podgórza w liście pisanym
w grudniu 1895 r do jednego z Księży Kanoników Regularnych
mieszkających przy kościele Bożego Ciała na Kaźmierzu w Kra
kowie, w którym to liście zgorszona wytyka, że koń odbiera
cześć w ołtarzu. Kpiąc sobie, przysyła kolendę ułożoną przez
siebie na cześć tego konia, aby już nabożeństwo do niego było
zupełne. Uprzejmości WKs. Jana Ł. zawdzięczam, ze mogłem
tę kolendę odpisać. Brzmi ona, jak następuje:
46
SEWERYN UDZIELA
Hej nam hej — hej nam hej!
Jest ei tu koń siwy
ktury czyni dziwy
hej nam hej — hej nam hej
Tak ma bystre oczy
że ledwie nie szkoczy
hej nam hej — hej nam hej
Do góry s pogląda
na kościui wygląda
hej nam hej — hej nam hej
Na kolana staje
o hoty dodaje
hej nam hej — hej nam hej
Pełen podziwięnia
Szkąd jemu kadzenia
hej nam hej — hej nam hej
Waligórę zruca
I tak mu dokucza
hej nam hej — hej nam hej
Od konia sie uczy
Grzeszne cielsko tuczy
hej nam hej — hej nam hej
OB roku dostarcza
robi ze się starcza
hej nam hej — hej nam hej
O ty koniu siwy
Bąć że litościwy
hej nam hej — hej nam hej
Wspomnisz nas w Potrzebie
wołamy do ciebie
hej nam hej — hej nam hej
Dodej twego wzroku
i swego widoku
hej nam hej — hej nam hej
Żeby ci widzieli
ktuży posaleli
hej nam hej — hej nam hej
Co wupoże stoją
niech sie ciebie boją
hej nam hej — hej nam hej
Niech rozmyślą sobie
wjakiej świat żałobie
hej nam hej — hej nam hej
A więc tobie koniu
przystoi na Błoniu
hej nam hej — hej nam hej
śpaczyrować sobie
nie w takiej ozdobie
hej nam hej — hej nam hej
We wsi Bieńkowice w powiecie wielickim był folwark,
który w części rozparcelowano, a grunta zakupili wieśniacy bieńkowscy. Ponieważ wogóle nie należą oni do ludzi zamożnych,
a zakupili coś nieco gruntów dworskich, zadłużywszy się na to
kupno, przeto jeden wieśniak Marcin Kania, trzydziestokilkoletni,
który ukończył parafialną szkółkę wiejską, naśmiewa się z nich
w następującym satyrycznym utworze poetyckim, na całym ar
kuszu pismem niewprawnem, spisanym w roku 1899:
Bajka o Fai Bieńkowski ułożona przez Marcina Kanię ze zewziątki
na kupicieli obszaru dworskiego.
Jeżeli kto nieslyszał o tych Bieńkowianach
To ja coś opowiem o tak zacnych panach.
Bieńkowianie ślachta zielonego miasta
mieli jednę Faję która była z ciasta.
Kiedy Bieńkowianie do kupna sie brali
za brakło im chleba do Faje sie dali.
I tak sie dali do ty fajecki
aż ją zjedli do odrobinecki
POKZ.YA NA WSI
47
I tak długie czasy bez fajecki byli
aż na inną fajkę składkę zarobili
I tak Jachym1) dał centa Talaga1) pułtora
wewalił do wora
Idą ku Siatce1) tak sobie radzili
żeby co Siatka dał radzi by my byli.
Siatka chłop bogaty na faje zawzięty
Otwiera pularys wali etery centy;
i żona jego Jagula zacno gospodyni
daje i ona grajcar co go miała w skrzyni.
A ze go dała nie są żodne bajki
na posag chowała dla córki ále dała do ty fajki.
Idą ku Gawędzie1) tak sobie radzili
żeby Gawęda co ciunół radzi by my byli.
Gawęda chłop bogaty nie tak na faję jak na bagę zawzięty
ze swoi ochoty
wali cały złoty
a o niego sie nie smucił
chociaż cały miesiąc na niego w Skotnikach2) młucił.
Kuscyn1) zięć Ćhlebda1) doł dwa grose
i tak uzbierali na faje potrose.
Uzbierali tego pupięty szustecki
tak jadą do Sieprawia3) kupować fajecki.
Gzem jadą? Zuber1) dał byka jednygo
Zamartak1) wozu i konia do nigo
Wujt ma forzman4) posyła po faję
Przecie Bieńkowianie parę koni mają.
I tak jadą do gury granicom
prosto ku bysycom5).
Po faję jedziemy wszyscy z garła krzycą.
Zajechali do Sieprawia przez żądny przeszkody
stanęli przy studni dają koniom wody
na wóz po siedli
dobrze pojedli
ku taladze pośli
a zęby jaką Fajeckę nadeśli
Nadeśli na mieście chordybańską)?) panią
miała zacną faję pytają co za nią.
Siedym szustek razem
Tak postanęli jak kieby głuptoki
Stargowali ją za pół siódmy szustki
burmistrz wywiązuje pieniędzyska z chustki
Dwóch szustek brakuje
bardzo sie frasóje.
») Nazwiska wieśniaków.
2) Wieś pod Krakowem.
s\ Wieś w powiecie wielickim z jarmarkami.
‘) forszpan
5) Byszyce wieś w powiecie wielickim.
48
SEWERYN UDZIELA
Tak jaki Bieńkowianki z masłem tamog upatruje
Napadli na mieście tam z brzegu Kulminą’J
zacną gospodynią z masłem
pożyczyli od ni dwóch szustek tym czasem
Wlej faje kupili do wozu wrócili
i z wielką radością do wozu wrzucili
A że byli głodni
radzi by co zjedli
Sześciu ich ta było kupicieli radnych
Ale centusięków to ni mieli żadnych
Tak Luber') co nikomu nigdy w kaszę dmuchać nie dał
dla wszystkich na żywność gacie swoje sprzedał.
Za te gacie osiem centów było
za trzy sobie pojedli, pięć im jeszce zbyło
Ten Luber właśnie na tym kupnie chybił
Bo jak szed z tego Sieprawia tak i pas sobie zgubił
I tak długie czasy chodził bez pasa
Przysed do gminy pomiędzy chłopów wyglądał
tak pięknie jak dęto kiełbasa
Aż go sie Sobek Kumaniec1) zlitował
na pas Lubrowi strunę od basów darował.
Ale i Sobek chybił tego czasu
Bo bez ty strony nie potrzebowali nigdzie do weselo
jego basów
Fajka ta była cało ż Morski piany
Kurzyli z ni wszyscy Bieńkowianie
Cybóch zaś długi z białego jałowca
Spod babi gury wielkiego manowca
Więc żeby ty faje wkrótce nie styrali
tak dwóch takich w gminie obrali
co by z ty faje co tydzień tuliją2) skrobali
Przysło nareście sty fajecki tym bogacząm kurzyć
noż oni do burmistrza po te faje dążyć
Ale tu burmistrz powiada byłem w Dziekanowicach3)
i jak gem sie opił
nie wiem czym te fajkę w drodze zgubił, czym ją
kęj utopił
Zreśtą zacął w izbie sypać djabłami
Tak oni mu pogrozili pięściom, jak byli za drzwiami
No ale oni i tak burmistrzowi wielką złość zrobili
bo go w gminie niczem nie zrobili
I tak się cieszą, że z burmistrza nic nie będzie
bo siedzi pod kądzielą i z babami przędzie.
Gdy się Bieńkowianie zbogacili
Tak znuw Kulminy dwie szustki wrucili
’) Nazwiska wieśniaków.
2) Osad tworzący się we fajce przy
paleniu tytoniu.
’) Wieś sąsiadująca z Bieńkowicami.
POEZYA NA WSI
49
Tak wójt nakazał gromadę, ażeby każdy przyszed
tylko z centem
A żeby Kulminy wrucili dwie szustki z procentem
Za to Kulmina grzeczność im zrobiła
bo ich na krzciny wszystkich zaprosiła.
Ja zaś na krzciny nie był zaprosząny
zostałem o to trochę zmarkocąny
przez to o fai tern bajkę napisał
by o Bieńkowianach każdy w świecie słyszał.
Lud. Rocznik X.
4
