8cb27e30c292b64bdc36371e23e5c750.pdf

Media

Part of Recenzje i sprawozdania / Lud, 1932, t. 31

extracted text
140

RECENZJE 1 SPRAWOZDANIA.
J. A. Zaremba: Stare pogodki gorolskie łod Zuwca. Zbier I. Żywiec
1931, str. 87.
Autor, entuzjastyczny miłośnik folkloru beskidzkiego, poprzedził zbiór
swych „Pogodek“ zgrabnie napisanym wstępem, w którym ogólnikowo
i miejscami nieco fantastycznie scharakteryzował Żywiecjde, Makowskie,
Bialskie i Wadowickie, jako tereny, które „zachowały tak w języku jak
w zwyczajach i rysach charakterów mieszkańców najwięcej pozostałości po
prastarych Wiślanach, czyli Serbach Białych, zwanych też Chrobatami“ (5),
na dowód czego służyć mają zaobserwowane przezeń analogje, które nasu­
nęły mu się w wędrówkach po Beskidach i w okolicach Karlovacu. Poglądy
te i tym podobne nie wyrządzają zresztą wielkiej szkody książeczce, w której,
wraz z obfitemi a naogół trafnemi objaśnieniami, stanowią tylko element
podrzędny, obramiający pięć powiastek, przykuwających w pierwszym
rzędzie uwagę czytelnika Uwagę tę rozprasza, by z miejsca wymienić
wszystkie wady „Pogodek“, ortografja, przez autora zastosowana, nie od­
twarzająca, rzecz prosta, z precyzją naukową wszystkich właściwości fone­
tycznych gwary, a rażąca oko takiemi osobliwościami, jak owo „łod“ w ty­
tule. Bądźco-bądź są obszary w Polsce, gdzie „1“ jest spółgłoską płynną
i chociażby ze względu na czytelnika, z tych właśnie obszarów pochodzącego,
można było czcionką tą niepotrzebnie nie pstrzyć tekstu opowiadań. A wresz­
cie jeszcze jeden zarzut, dla mnie osobiście, jako człowieka, interesującego
się powiastką ludową przedewszystkiem jako tworem artystycznym, dosyć
obojętny, nieobojętny natomiast dla etnografa, zbierającego dokumenty twór­
czości ludowej, to problematyczna autentyczność zawartych w zbiorku opo­
wiadań. Autor zapewnia, że słyszał je z ust górali, z przypisów jednakowoż
widać, że kombinował tu elementy najróżnorodniejsze, tem samem więc budzi
podejrzenie, że granica między elementami książkowemi, znanemi mu
z lektur y, a między rzeczami istotnie słyszanemi, może być tutaj dosyć
chwiejna. Co to znaczy, zilustruję za chwilę na przykładzie „Sowizrzała
żywieckiego“, Wojtka Pyrtka. Z tem wszvstkiem przyznać trzeba, że opo­
wiadania te, bez względu na ich pochodzenie, zredagowane są z niepospo­
litym talentem narratorskim, z dużym dowcipem, ze znajomością psychiki
i obyczaju chłopskiego, i że cechy te posiadają w stopniu tak wybitnym, že
to czy owo mogłoby spokojnie sąsiadować z nowelkami ze „Skalnego Pod­
hala“. Jest to, jak na debjutanta, bardzo wiele, by zaś zasługa ta nie zdys­
kwalifikowała „Pogodek“ ze stanowiska „Ludu“, spieszę dodać, że nietylko
wierne odtworzenie obyczaju ludowego przemawia za omówieniem zbiorku
w piśmie ludoznawczem, ale przedewszystkiem ich tematyka, która wiąże
je bardzo mocno ze światem naszych powiastek ludowych.
Z pięciu humoresek, składających się na „Stare pogodki gorolskie“,
najdłuższa jest pierwsza „Ło śpekulacyjak Wojtka Pyrtka“. Wedle zapewnie­
nia autora, zawiera ona „prawie wszystkie ...przygody... zmarłego przed laty
(kiedy?) gazdy Bugaja ze Sopotni Małej, znanego ze swego dowcipu i złośli­
wych nieraz kawałów, któremi wsławił się na całą okolicę“(77). Uwaga ta
jest o tyle interesująca, że niewiadomo, co z nią począć. Autentyczność
mianowicie Pyrtkowych kawałów, którą autor uważa bodajże za niewzru­
szoną, budzi o tyle zastrzeżenia, że może nie wszystkie z nich, ale w każdym

141
razie spora ilość należy do dziedziny konceptów wędrownych, całość ich
zaś zbyt mocno pachnie .Sowizrzałem, by całej powiastki nie można było
nazwać fragmentem biografji Sowizrzała żywieckiego. Nasuwa się tutaj
oczywiście najprostsze przypuszczenie, że z biegiem lat (ilu?), tradycja przy­
pisała dowcipnisiowi wiejskiemu pomysły, znane skądinąd, choć, jak zawsze
w takich wypadkach, przyjąć można, że frant odgrzewał i stosował koncepty,
uświęcone przez wiekowe tradycje błazeńskie. Jak to wygląda, przekonać
się łatwo, przejrzawszy spis przygód Wojtkowych (wędrowne oznaczam
gwiazdką). 1. Jako chłopak szkolny podpatruje Wojtek karczmarczyka Duwyda pod płotem, uderza go w chwili najmniej oczekiwanej kamieniem
i polewa, z sikawki krwią wieprzową, wskutek czego żydziak sądzi, ze go
zabito. 2. Udaje jąkałę i jąkaniem zaraża nietylko sylabizujące z trudem
dzieci, ale nawet nauczyciela, usiłującego wyleczyć z tej wady swoich pu­
pilów. 3. Wrzuca do studni papiery i mapki gruntowe, które ojciec kazał
mu schować äa.k, „coby sie nie straciły“, 4. Obwiązuje krowom pyski nićmi,
a gdy strapiony ojciec, bojąc się, by bydlęta z głodu nie padły, dopytuje się,
co się stało, Wojtek oświadcza, że skoro on ma zdechnąć od ręki ojcowskiej,
to i krowy zdechnąć mogą. 5*. Babom w Milówce wiąże w kościele końce
chustek i wywołuje tern zamieszanie. 6. Pomysłowo inscenizuje bójkę dwu
bab. Gdy jednej z nich nie chce się zrobić masło, doradza jej, by się rozebrała
do koszuli i nocą przy gromnicy siadła u okna, a czarownica, która rzuciła
urok na jej krowy, przyjdzie pod chałupę; równocześnie drugiej babie,
skarżącej się, że krowa straciła mleko, radzi, by z pogrzebaczem poszła nocą
przez wieś, a gdy zobaczy kobietę, robiącą przy gromnicy masło, niech wie,
że to z mleka od jej krowy. Obie kobiety spotykają się przy oknie i rozpo­
czynają bójkę tak, że trzeba wody z potoku, by je rozpędzić. 7. Przebrany za
urzędnika, z mapą w ręku, idzie Wojtek z Żywca do Milówki, spotkanych
zaś chłopów pyta o drogę do Żywca i, wskazując na mapę, dowodzi im, że
nie znają kierunku. Uderzony biczyskiem przez chłopa, który domyślił się
w rzekomym urzędniku franta, Wojtek pada i udaje zabitego. 8*. Przerażeni
chłopi odwożą go do miasta i podrzucają u szpitala. Wojtek dostaje się do
szpitala i rozpędza dziadów, powiadając im, że słyszał, jak doktor umawiał
się z zakonnicą, by najbardziej chorego spalić na proszek, na lekarstwo dla
innych. 9. Pobiwszy się ze starym gazdą w karczmie, Wojtek udaje osłabio­
nego i każe się nieść do chałupy, by w ostatniej chwili wyśmiać zmęczonego
ciężarem chłopa. 10*. Niemcowi młynarzowi, usiłującemu od starego Pyrtka
tanio kupić zboże, podstawia na boisku grabie, któremi ten rozbija sobie
nos. 11 Dworującą sobie z niego dziewczynę, Wiktę, ośmiesza, wypominając
jej w piosence, że ma matkę, co do kieliszka lubi zaglądać. 12. Gajowemu
wdowcowi układa nagrobek dla żony w ten sens:
PrzechłodniuO), łomiń jyj grób nieznacznie
Bo jinacy wstonie i kłócij sie s tobom zacnie.
13*. Karczmarzowi wyrzuca z wozu kożuch, ubiera w niego „banię“ (dynię),
z otworami na oczy i usta, w środek wstawia świeczkę i straszydło to uka­
zuje Żydom przez okno, wywołując popłoch wśród dzieci i starszych.
14*. Spotkawszy w gminie obcego żandarma, powiada mu, że wójt jest
głuchy, to samo mówi o żandarmie wójtowi i inscenizuje zabawną rozmowę
dwu rzekomo głuchych. 15. Udając, że pogodził się z Wiktą, radzi jej, by

142
■z płotu wróżyła w noc wigilijną, kto będzie jej mężem, poczem porywa nagą
dziewczynę i wynosi na środek wS. 16. Wybrawszy się z „bańdosami“ na
Węgry, wchodzi do kapliczki św. Jana Nepomuka, od procesji zaś orawskiej,
pró^śpeęj świętego o deszcz, żąda obfitych ofiar w jadle i napoju i gościn­
nego podejmowania Żywczan. 17. W drodze powrotnej kupujé szperkę,
poezem, udając, żę zabrakło niH pieniędzy, zwraca ją, w międzyczasie zaś
jeden z kompanów odcina kawał słoniny. 18*. Mając wieźć kupców żydow­
skich na Romankę, Wojtek spełnia polecenie karczmarza, który kazał mu
„napoić wóz“, „nasmarować konie“ i pojechać „tu i tam“, a więc zlewa
siedzenia wodą, rzemienie smaruje mazią, poczem zaprzęga jednego konia
ztyłu, drugiego zaś zprzodu. 19*. Przywiózłszy Żydów na górę, Wojtek,
któremu żal było lasu, oświadcza, ż& wracać już późno i że trzeba będzie
w lesie przenocować. Zastraszywszy kupców zbójnikami, namawia ich, by
nocowali na jedli, w nocy wstaje, podcina gałęzie co niższe, sam zaś wraca
na wóz i krępuje się sznurami. Gdy rankiem kupcy się obudzili i zejść nie
mogli, Wojtek, udając spętanego przez zbójników, radzi im, by spuszczali
.się nadół jeden po drugim, gdy zaś uwieszony najwyżej Żyd woła, że nie
utrzyma ciężaru, Wojtek powiada mu, by popluł w dłonie, poczem wszyscy
Żydzi spadają i dotkliwie się kaleczą. 20. Ostatnia przygoda Wojtka prawi
o jego asenterunku, przedrzeźnianiu kwikiem pijanego wójta i drażnieniu
żandarma (wojenną już!) śpiewką: „Łunzer kajzer fajny chłopek jes“.
Nie dla wszystkich kawałów Wojtkowych potrafię przytoczyć paralel^
By nie. od literackich zacząć, wspomnę, że analogję konceptu (5) z chustkami
widziałem, jako dziecko, w kalendarzu górniczym, przeznaczonym dla ko­
palni St. Szczepanowskiego; wisus Chińczyk związywał tam warkocze kilku
mandarynom. Kawał znowuż (13) z banią urządzały przed laty dwudziestu,
a zapewne i dzisiaj jest to samo, drapichrusty małomiasteczkowe w Sanockiem; wydrążoną odpowiednio dynią straszono Żydów w Sądny dzień,
podsuwając ją do okien bóżnicznych. Dwa inne,pomysły (14), inscenizacje
rozmowy dwu rzekomo głuchych oraz (19) nocleg na drzewie i schodzenie
zgóry wraz z popluwaniem w ręce, znane są u nas od czasów „Dworzanina“
(str. 182 i 219 w wyd. Bibl Nar.); paralel ludowych powiastek tych nie
znam, i one to właśnie budzą podejrzenie, że źródłem ich jest raczej książka
niż tradycja ustna, choć oczywiście wykluczone bynajmniej nie jest, że
opierają się one na późnej tradycji ustnej, która, chociażby przez uczniów
gimnazjum galicyjskiego, dotrzeć mogła na wieś. Facecja (10) z grabiami,
oddawna znana w Polsce i na Rusi, należy do dykteryjek szkolnych i „urlopniczych“; ma ją np. Gogol we wstępie do zbiorku nowel „Večera na chutorě
bliz Dikańki“ (1830). Koncept z opacznem wykonaniem polecenia żydow­
skiego (18) należy do zakresu historyjek „O żydowskim Wojtku, co żydom
psoty robił“, znanych ze zbioru Ciszewskiego („Krakowiacy“, Nr. 223). Na
koniec wreszcie zostawiłem przygodę Wojtkową w szpitalu żywieckim (8),
szpitalu zresztą dosyć osobliwym, pacjentami bowiem w nim są nietyle
chorzy, co rozmaite włóczęgi z dziadowskiego cechu. Osobliwość tę wyjaśnia
okoliczność, że nie o szpital nowoczesny tutaj chodzi, lecz o średniowieczny,
daną bowiem historyjkę znają i „fabliaux“ i Jakób de Vitry i autor błazeńskiego „Pfaffe Amis“ i Poggio i wielu, wielu innych facecjonistów
średniowiecznych, humanistycznych i późniejszych. W Polsce spopularyzo­
wał ją „Sowizrzał“, w którym powiastka 17 opowiada: „Jako S. w jednym

143
szpitalu wszystkie chore i niemocne bez lekarstwa za jeden dzień uzdrowi!“.
.Związek Wojtka Pyrtka z Sowizrzałem celowo wysunąłem na konie*;, spisu
motywów wędrownych wśród jego przygód, filuta bowiem żywieckiego
z jego średniowiecznym przodkiem łączy coś innego jeszcze; mianowicie
podstawowa cecha „Eulenspiegla“, dosłowne wykonywanie poleceń, zasto­
sowane do ojca, gdy ten mapki schować kazał, lub do karczmarza, każącego
zaprzęgać konie i w pośpiechu przekręcającego wyrażenia. Do Sowizrzała
zbliża s/ę nadto Wojtek swoim mizoginizmem, każącym mu płatać psie figle
kobietom, swą wreszcie zabawną, choć prymitywną pomysłowością, w ob­
myślaniu psot bliźnim. Autor wyposażył go nadto w parę właściwości lo­
kalnych, w humorystyczne śpiewki przedewszystkiem, nadto w umiejętność
doprowadzania do rozpaczy lub wściekłości innych osób udaną głupotą
i powtarzaniem w kółko tych samych pytań i odpowiedzi. Manewr ten sto­
suje Wojtek do ojca, gdy ten wysłał go po kukiełki, z których jedną chłopak
zaanektował dla siebie, i z Żydem, któremu kożuch wyrzucił z wozu,
w obydwu wypadkach z całkowitem powodzeniem. Dzięki tym właściwo­
ściom parobczak z Żywieckiego należy do galerji błaznów sowizrzalskiego
pochodzenia i galerję tę reprezentuje bez zarzutu. Ale też dlatego właśnie
wysunięte poprzednio zastrzeżenie co do autentyczności jego pomysłów
zyskuje na sile i na sprawę gazdy Bugaja rzuca nieco inne światło, aniżeli
to, które spotyka się w przypisach autorskich.
Powiastka druga, „Jako biydny brat bogatego spłacił“, o przestraszeniu
zbójników przez rzekomego nieboszczyka i o zabraniu im odbieżanego przez
nich skarbu, jest warjantem znanej w Krakowskiem powiastki (zapisanej
u Ciszewskiego, Nr. 178—180 i warj. 181). Podobnie humoreska czwarta,
„Jakto Ziymba Piętrowy deblu świycke postawił“ jest znakomicie o praco
wanm pęłną życia i humoru, parafrazą motywu, szeroko znanego w całej
humorystyce europejskiej, „o jednym, co skarb we śnie znalazł“, jak tytu­
łują go „Facecje Polskie“ (Nr. 4, wyd. Briicknera w Bibl. Pis. Pol. Nr. 47).
Nie umiem natomiast wskazać paraleli (także na znanym koncepcje opartej)
do powiastki ostatniej, również wysoce zabawnej, o babie, która daremnie
do św. Jana Nepomuka o wstawiennictwo przeciw mężowi się zwracała, by
go wreszcie zwymyślać: „Cie, kiejbyś ty lepsy był, toby cie nie utopili“.
W przeciwieństwie do czterech humoresek dotąd omówionych, pozo­
staje powiastka „Ło strzelbie Treśniokowej“, fantastyczna opowieść o strzel­
bie zaczarowanej wedle przepisu zbójnickiego; zapewne i ona ma analogje
w odpowiedniej dziedzinie opowiadań ludowych, jakkolwiek sprawdzić tego
chwilowo nie mogę.
Na podstawie uwag dotychczasowych nietrudno określić wartość „Sta­
rych pogodek góralskich od Żywca“ Polega ona, z jednej strony, na ich
wartości artystycznej, której tutaj zresztą uwypuklać nie mogę, ograniczając
się tylko do gołosłownego zapewnienia, że czyta się je z prawdziwem za­
jęciem, oraz na tern, że przynoszą one całą serję motywów doskonale zna­
nych w humorystyce zarówno ogólnoeuropejskiej jak i polskiej od czasów
najdawniejszych, że świadczą wreszcie o ciągłej i niewygasłej żywotności
tych właśnie motywów. Autor, planujący wydanie całej serji prac o życiu
górali żywieckich, zrobiłby dobrze, gdyby „gadek“ tego pokroju ogłosił nieco
więcej, choćby kosztem dziełek o charakterze naukowo-opisowym.
Juljan Krzyżanowski.

i44

E. H [»îfinanii-Krayer — H. Bäclitold-Stäubli:

deutschen Aberglaubens.

Handwörterbuch

des

Bd. IV. Eiebfest-Knistern. Berlin-Leipzig, Walter
de Gruyter et Co. 1931/2. 8° większe. Str. 1584.
Poprzednie tomy tego wydawnictwa, tak niezbędnego dla każdego
etnografa zostały omówione w „Ludzie“ XXVI 96—97, XXVII 133—136,
XXIX 121—124, XXX 250—251. W roku 1932 ukończono druk czwartego
tomu, w którym na szczególne podkreślenie zasługują następujące artykuły.
S. 3. Himmel. Wierzenia związane z niebem, wpływem nieba na
ziemię, drogą prowadzącą do bramy niebieskiej, oraz zakazy wskazywania
palcem na niebo. S. 16. Himmelfahrt «Christi. Czynności zakazane
lub zalecaneVw dniu Wniebowstąpienia Pańskiego. S. 20. Himmelsbrief.
Listy niebieskie we wschodnich systemach religijnych i we współczesnych
wierzeniach ludowych. S. 37. Hingerichteter. Przesądy związane ze
zwłokami straconych przestępców. S. 74. H i r n. Mózg jako siedziba duszy
i sił życiowych, oraz zastosowanie w lecznictwie. S. 86. Hirsch. Jeleń
w wierzeniach religijnych, w legendach i lecznictwie od czasów starożytnych
aż do chwili obecnej. S. 124. Hirte. Przesądy i uroczystości pasterskie.
S. 148. Hochzeit. Przesądy i obrzędy weselne. S. 184. Hölle. Wy­
obrażenie piekła w wierzeniach germańskich i chrześcijańskich, oraz podróże
do piekła. S. 262. Holunder. Własności czarodziejskie i lecznicze czar­
nego bzu. S. 289. Honig. Miód w mitach indoeuropejskich i współczes­
nych ludowych praktykach. S. 312. Horchen. Nasłuchiwanie w celach
wróżbiarskich, oraz stosowane przytem przepisy odnośnie do czasu i miejsca
tej czynności. S 342. Horoskopie. Bardzo wyczerpujące przedstawienie
metod astrologicznych starożytnych, średniowiecznych i nowożytnych, oraz
związek horoskopji z wiarą ludową. S. 425. Hubert, św. Hubert jako
patron myśliwych, oraz opiekun psów przed wścieklizną. S. 437. Huf­
eisen Podkowa jako środek ochronny i przynoszący szczęście. S. 448.
Huhn. Kura jako zwierzę wróżące i ofiarne. S. 470. ' H u n d. Pies jako
wróżbita i widzący duchy, oraz związane z tem zwierzęciem praktyki czaro­
dziejskie i lecznicze. S. 514. Hut. Nakrycie głowy w obrzędach, formułach
prawnych, lecznictwie, wierzeniach i podaniach ludowych. S. 548. Hydrom a n t i e. Rozmaite odmiany wróżenia z wody.
S. 575. Jagd. Zwyczaje i zabobony myśliwskie. S. 593. Jahr. Zna­
czenie okresu rocznego w wierzeniach ludowych, oraz specjalny charakter
niektórych lat. S. 611 Określenie pór roku. S. 642. Jenseits. Wyobrażenia
i lokalizacja zaświatów. S. 704. Johannes der Täufer. Obrzędy
sobótkowe. S. 779. Irrlicht. Nazwy błędnych ogników i ludowe wy­
jaśnienia ich istoty. S. 800 Judas. Judasz w wierzeniach i widowiskach
ludowych. S 808 Jude. Czary i zbrodnie przypisywane Żydom. S. 841.
Jungfrau. Siły nadprzyrodzone związane z dziewiczością. S. 859. Jüng­
ster Tag. Zapowiedzi końca świata. S. 884. Jüngstes Gericht.
Wyobrażenia o sądzie ostatecznym.
S. 939. Kaminfeger. Przesądy związane z kominiarzem. S. 942.
Kamm. Tajemnicze własności grzebienia, jako środka ochronnego przed
czarownicami. S. 985. Karfreitag. Obrzędy i wierzenia wielkopiątkowe.
S. 1014. Kartenspiel Przesądy karciarskie. S. 1029. Käse. Cudowne
właściwości sera, stosowanego w obrzędach i praktykach leczniczych. S. 1074.
Katharina hl. Wierzenia i wróżby związane z dniem św. Katarzyny.

145
S. 1084. Kathartik. Rozmaite praktyki oczyszczalne. S. 1099. K atoptromantie. Wróżenie przy pomocy zwierciadła. S. 1107. Katze.
Niesamowite i demoniczne właściwości kota. S. 1134. Kauf. Zabiegi ma­
giczne przy kupnie i sprzedaży. S. 1197. Kegel, Kegelspiel. Geneza
i dzieje gry w kręgle. S. 1211. Kehren, Kehricht. Przesądy związane
z zamiataniem i śmieciem. S. 1243. Kerze.' Wierzenia związane ze świecą
podobne do wierzeń łączących się z ogniem i światłem. S. 1255. Kessel,
także Kesselhaken. Wierzenia związane z kotłem, a zwłaszcza z ha­
kiem do zawieszania kotła nad ogniskiem. S. 1310. Kind. Obrzędy zwią­
zane z narodzinami dziecka i zwalczanie demonów zagrażających dziecku.
S. 1342. Kinderherkunft. Pochodzenie dzieci. S. 1396. Kirche.
Cudowne opowieści związane z budową kościołów. S. 1447. Klee. Szcze­
gólne znaczenie czterolistnej koniczyny. S. 1458. Kleid. Związanie odzieży
z osobą, barwa odzieży, oraz znaczenie odzieży w obrzędach rodzinnych,
czarach, prawie i lecznictwie ludowem.
Oczywiście podkreślono jedynie artykuły dłuższe, prawie rozprawy,
ale czwarty tom zawiera prócz tego wiele innych artykułów na rozmaite
tematy zawsze z wyczerpującem ujęciem całego materjału i staranną bibljografją. Dlatego „Handwörterbuch“ może być uważany za niezbędnie po­
trzebny także dla każdego badacza polskich wierzeń ludowych.
Adam Fischer.

Stanisław Poniatowski: Etnografja Polski. Warszawa 1932. Wiedza
0 Polsce III str. 191—334+XXX tablic.
Prof. Poniatowski rozpoczyna swój zarys etnografji Polski od uwag
ogólnych o zakresie i dziejach etnografji, następnie charakteryzuje rozmaite
grupy etniczne zamieszkałe w Polsce, a wreszcie daje wyczerpujący opis
właściwości etnograficznych ludności polskiej.
W dziale kultury materjalnej opisano sposoby zdobywania i wyko­
rzystywania wody, wytwarzanie ognia, narzędzia ogólne i broń, następnie
zbieractwo dzikich płodów roślinnych, rybactwo, łowiectwo, hodowlę zwie­
rząt i roślin, żywność, osadnictwo, budownictwo, sprzęty, rzemiosła, odzież,
zabiegi higjeniczne, środki transportowe i komunikacyjne. — W dziale
kultury duchowej omówił autor podstawy wiary i magji ludowej, wierzenia
ludowe o duszy, strzygoniu, topielcu, latawcu, zmorze, lalkach, demonach
zbożowych, gospodarczych, leśnych, polnych, wodnych, powietrzych, a wresz­
cie o djable. Prof. Poniatowski analizuje także stosunek ludu do Kościoła
1 jego nauki, magję i wiedzę ludową — W dziale kultury społecznej, nazwa­
nej przez autora ustrojem społecznym, przedstawiono polskie zwyczaje do­
roczne, towarzyskie, gospodarcze, zawodowe, rodzinne i prawne.
Tekst objaśnia dwieście kilkadziesiąt bardzo starannie dobranych ilustracyj. Autor nie poprzestał jednak w swej pracy na spopularyzowaniu wia­
domości z zakresu etnografji Polski, ale usiłował też rozwiązać zagadnienie
wąrstw kulturowych na naszych obszarach. Na szczególną uwagę zasługuje
wyodrębnianie w naszej kulturze ludowej dwu składników kulturowych,
a mianowicie kultury pasterskiej patrjarchalnej i kultury kopieniackiej
wolnomatrjarchalnej. Na wszystkie z tych wyróżnień i objaśnień nie
można by się zgodzić, ale niemniej autor przez postawienie tego zagadnienia
dla etnologji naszej bardzo się zasłużył.
Lud T. XXXI.

10

146
Tem więcej należy żałować, że firma wydawnicza przez niedbałą ko­
rektę zeszpeciła wartościową pracę. Oczywiście fachowiec błędy te zauważy,
ale szerokie rzesze czytelników, na których wydawnictwo obliczono, będą
czasem w błąd wprowadzone.
Adam Fischer.

Stanisław Mierczyński: Muzyka Podhalańska. Wierchy, 1932 r. X,
str. 65—76.
Mierczyński, zapalony i sumienny zbieracz podhalańskich melodyj, jest
autorem cennego wydawnictwa „Muzyka Podhala“, wydanego okazale przez
„Książnicę-Atlas“. Dzieło to, rezultat długiej i starannej pracy, przyjęła
krytyka entuzjastycznie. Niewątpliwie zasługiwało na takie powitanie. Mu­
simy jednak zaznaczyć, iż dotąd zabierali w recenzjach głos przeważnie
niefachowcy, gdyż jeszcze nie wypowiedzieli swego zdania muzykologowie,
zajmujący się etnografją muzycznej Jestem przekonany, że recenzja z tych
kół, jedynie uprawnionych do należytej oceny „Muzyki Podhala“, wypadnie
dla Mierczyńskiego tylko korzystnie. Jest charakterystyczną jednak rzeczą,
iż redakcja poważnego nawet pisma wolała powołać na recenzenta literata,
zamiast odwołać się do właściwego fachowca *).
Czy umieszczony w „Wierchach“, artykuł o muzyce podhalańskiej
zyska we wszystkiem aprobatę krytyki i czy teoretyczne wywody Mierczyń­
skiego okażą się równowartościowemi z wydawnictwem Mierczyńskiego, można
wątpić. Ale o tern może zabrać głos znowuż jedynie znawca. Etnografowiniemuzykowi wolno tylko zakwestjonować kilka wyjaśnień, dodanych przez
autora do poszczególnych melodyj, lub uzupełnić te wyjaśnienia drobnemi
uwagami.
Przedewszystkiem trzeba odrazu odrzucić twierdzenie autora, ja­
koby nazwy „nut“ t. j. melodyj pochodziły od twórców tych melodyj.
„Twórco w“ t. zn. kompozytorów „nut“ góralskich trzeba wyelimi­
nować z góralszczyzny. Jest to rzecz powszechnie uznawana —
oczywiście nie w kołach regjonalnych „szowinistów“ — a ostatecznie wy­
jaśnią ją może naukowe porównawcze studja.
Pisze dalej Mierczyński: „Marsz Chałubińskiego, według Kleczyńskiego
jest jedną z „nut“ grywanych przez Jędrzeja Słodyczkę, czego jednak nie
potwierdził Bartuś Obrochta, dowodząc, że marsza tego „uzdajali“ muzy­
kanci góralscy (a w tej liczbie i Bartuś) na jednej z wypraw Chałubińskiego,
na jego cześć“.
Otóż rzeczywiście Obrochta nie znał nazwy „Słodyczkowa“ na ozna­
czenie tej melodji. Ale tylko w Zakopanem i Kościeliskach ta melodja jest
nazywana „marszem Chałubińskiego“ i to wcale nie tak powszechnie.
W ostatnich latach i w okolicznych wsiach pod wpływem zakopiańskich
muzyków trafia się ta nazwa. Jednak zarówno w Zakopanem, jak i w okolicy
mówi się o „nucie od Słodycków“ o „Słodyckowym marsiu“, o „nucie ze
Zubsuhego“. Póki poroniński dudziarz Mróz i ratułowiański gęślarz Prokop
Magdziarz nie uwierzyli, że jest to „nuta“ conajmniej po autentycznym
Janosiku, póty ta melodja była dla nich „od Słodycków“. Miał zatem słusz­
ność Kleczyński, iż zapisał „nutę“ pod starszem nazwaniem.
*) W czasie pisania tej notatki dowiedziałem się, że w etnograficznym (XVII—
XVIII) zeszycie „Kwartalnika Muzycznego“ znajdzie się recenzja pióra prof. dra
Adolfa Chybińskiego.

147
A teraz sprawa „uzdajania“ tej melodji. „Uzdajać“ ma kilka znaczeń
w gwarze Podhalan. M. i. znaczy „tworzyć“, ale również i „dobierać coś
z kawałków, sklecić“. Otóż nigdy Bartek Obrochta nie twierdził, jakoby
górale „uzdajali“ t. zn. skomponowali ów „marsz Chałubińskiego“ czyli
wedle dawniejszej nomenklatury „Słodyczkową“. Wprost przeciwnie. Opo­
wiadając nieraz o „dziejach“ nazwy „marsz Chałubińskiego“, wyraźnie
Obrochta podkreślał, że góralscy muzycy „uzdajali i uzdobiérali“ t. zn.
„sklecili, dobrali“ kilka melodyj, które w całości, przy współudziale
samego Chałubińskiego, nazwali na jego cześć „marszem Chałubińskiego“.
Jasno wynikało z tych opowiadań, że pierwotnie „marszem Ch.“ było kilka
melodyj, razem ze sobą powiązanych w określonem po
sobie następstwie. Dopiero później grywana jako introdukcja dawna „Słodyczkowa“, zatrzymała nazwę „marsza Ch.“, inne zaś melodje figurują
nadal pod dawnemi nazwami.
Co do marsza, zwanego „żałobnym“ lub „Janosikowym“, to i te na­
zwania są całkiem nowej daty, a autorem ich jest Władysław Orkan. Stara
nazwa była znana Bartkowi: jest to „Krzysiowa“ nuta, tego Krzysia ulubiona,
o którym pisał Tetmajer. Myślę, że badania etnograficzne napewno wynajdą
jej rodowód na Węgrzech. Jeden z jej warjantów stał się narodowym hym­
nem słowackim, inny zaś każdy radjoamator słyszy w interpretacji cygań­
skich kapel z Budapesztu.
Orkan znał jeden z warjantów z rodzinnych Gorców. W Porębie Wiel­
kiej śpiewały go podczas pogrzebów — jak mówił — „stare baby“, za­
wodząc żałośnie, i kończyły każdą zwrotkę słowami „O Jezu“. Całego tekstu
pogrzebowej pieśni Orkan nie pamiętał. „Już idę do grobu ciemnego“ za­
czynała się owa melodja. Podobny tekst, ale całkiem z inną melodją sły­
szałem dawniej nieraz w Nowym Targu. Otóż melodja, zasłyszana w ro­
dzinnej wiosce, była umiłowaną „nutą“ Orkana. W Zakopanem zetknął
się z innym warjantem, z „Krzysiową“ i odtąd ten warjant przypadł mu do
serca. Do tej melodji komponował teksty gwarowe, m. i. o Kostce Napierskim, który — jak opowiadał — nęcił go conajmniej na 20 lat przed napisa­
niem powieści o tym wodzu góralskich rebeljantów. A więc i tekst o dziew­
czynie, która wyszła o rannej godzinie i stanęła na drodze krakowskiej,
tam, kędy Kostkę powiodą na ' stracenie. Dalej tekst, w którym taż sama
dziewczyna czeka na prowadzonego na stracenie Janicka. A Janiček i Ja­
nosik w pieśni góralskiej — to jedność. Symboliczna postać, "wcielenie ideału
zbójnika. Warjanty te Orkan nieraz podśpiewywał, np.:
Wysło dziewce o rannej godzinie,
I stanéno przy moście na drodze,
Bo tamtędy, o mój Boże miły,
Ej Janicka powiedom.
Stąd już tylko krok do tego, iż muzycy góralscy grający często tę nutę na
żądanie Orkana uwierzyli, że jest to melodja „żałobna“, „marsz pogrzebowy
Janosika“, „Janosikowa“ i t. d. Sam Orkan czasem pokpiwał, że stworzył
marsz „po autentycznym Janosiku“.
Nadmieniam jeszcze, że koło 1918 r. wracający z dłuższego pobytu
w Łopusznej dr. Aleksander Słapa, autor rozprawy o Goszczyńskim na
,

10*

Podhalu, mówił mi, iż w wymienionej wsi słyszał podczas pogrzebu oma­
wianą pieśń w jakimś warjancie. Każda strofka kończyła się zawodzeniem
„O Jezu“. Relacja ta zgadza się całkiem z informacjami Orkana, dotyczącemi terenu Gorców.
Do tej samej „Krzysiowej“ śpiewają i dziś starzy górale różne teksty,
zgoła nie żałobne. Np.
Jo se pijem dwa dni, jo se pijem trzi dni,
Jo sie o piniążki nie trubujem nigdy.
Występujący w szopce zakopiańskiej „baca“, młody góralik „od Bachledów“,
śpiewał na tę nutę „pasterską“ śpiewankę:
„Na luptoskik horak kosiar murowany,
Fto se go zmurowoł? Baca porubaný“.
„Owiecki, owiecki i sićkie barany,
Fto se s fami pudzie? Baca porubaný“.
Wreszcie z kilku drukowanych zbiorów piosnka:
Idzie zbójnik [z] zo Luptowa,
Ciece mu krew [z] zo rękawa,
Ciece mu krew [z] zo główecki,
Sićko bez zrode dziéwecki.
Melodję łączono zatem bardzo często ze zbójnicko-pasterskiemi tekstami,
w których mowa o zrąbanym — może w bitce, może w obronie przed
pościgiem hajduków — bacy, lub o wesołem, beztroskiem życiu zbójników.
To spowodowało, iż tu i ówdzie nazywano tę melodję „zbójnicką“. Oczy­
wiście i to ułatwiło skombinowanie z wieszaniem zbójnika czy Janosika.
Dziś opowiada prawie każdy góralski grajek w Zakopanem i okolicy, że tę
melodję kazał sobie grać zbójnik (ew. Janosik), gdy go wieszano.
Swego czasu w artykule „Moda i wieś góralska“ w „Ziemi“ przyto­
czyłem historję powstawania kilku tekstów i warjantów melodyj. Są to
fakty z ostatnich lat. Rozwiodłem się tu obszerniej nad podobnemi obja­
wami w zakresie nazw melodyj. Bezpośrednio w naszych oczach rozwijający
się proces zmian zasługuje na dokładne informacje. Podobne przesunięcia
zachodzą jeszcze do dziś dnia w legendach i opowiadaniach.
W tym samym roczniku „Wierchów“ informuje Mierczyński (str. 224)
0 znalezieniu rękopisu po Tytusie Chałubińskim z kilkudziesięcioma dobrze
zapisanemi melodjami góralskiemi. Mierczyński uważa zapiski Chałubiń­
skiego za wierniejsze niż Kleczyńskiego, wydane w „Pam. Tow. Tatrz.“ (1888).
Byłoby pożądane, aby odkrywca opublikował ten autograf w „Wierchach“,
które w b. r. znajdą sposobność uczczenia nietylko jubileuszu P. T. T., ale
1 rocznicy przyjazdu Chałubińskiego do Zakopanego. Juljusz Zborowski.

Paul Geiger:

Volkskundliche

Bibliographie

für

das

Jahr

1927

Im Aufträge des Verbandes Deutscher Vereine für Volkskunde mit Unter-*
Stützung von E. Hoffmann-Krayer herausgegeben von... Berlin-Leipzig, Walter
de Gruyter et Co. 1933. 8°, S. XXX+342.
Nowy tom Bibljografji ludoznawczej wydawanej przez Prof. E. Hoffmann-Krayera, a obecnie redagowanej przez dr. P. Geigera jest doskonałym

149
przykładem świetnych wyników, jakie daje współpraca międzynarodowa
w dziedzinie naukowej. Albowiem właśnie dzięki współdziałaniu 36 uczonych
europejskich, którzy dostarczają materjału do tej bibljografji i starają się
wybrać materjał jedynie najważniejszy, przyczem idzie się raczej zawsze
in plus jak in minus, —- powstają podręczniki bibljograficzne, jakich mogłyby
pozazdrościć inne dziedziny wiedzy. Rocznik 1927 zawiera 4764 pozycyj ze
wszystkich działów etnografji europejskiej, a podaje materjał z rozmaitych
mało znanych czasopism, któryby bez tej bibljografji uszedł uwagi nawet
specjalistów.
Dlatego trzeba raz jeszcze powtórzyć zapatrywanie, wypowiedziane
już przy ocenie poprzednich roczników, że wydawnictwo to jest niezbędne
także dla każdego polskiego etnografa.
A. Fischer.
„Wierchy“, Rocznik poświęcony górom i góralszczyźnie. Organ
Pol. Tow. Tatrzańskiego. Rocznik dziesiąty. Kraków 1932.
Ostatni rocznik wydawnictwa, które stałó się pełnowartościowym
spadkobiercą
dawnego
„Pamiętnika Tow.
Tatrzańskiego“,
zawiera
kilka artykułów, bądźto bezpośrednio dotyczących ludoznawstwa, bądź też
interesujących treścią również etnografa.
Najobszerniejszy przyczynek Stanisława Mierczyńskiego „Muzyka Pod­
halańska“ (str. 65—81) i notatkę o rękopisie Tytusa Chałubińskiego z góralskiemi melodjami (str. 224), omawiam osobno.
Ciekawy artykuł
Stanisława
Leszczyckiego
„Szałasy kamienne
w Beskidzie Małym“ (str. 120—122) odnosi się do wsi Międzybrodzie i Czer­
nichów, nad przełomem Soły w Żywieckiem. Uzupełniając pobieżne wzmianki
poprzedników, autor podał dobry opis i wyraźne ilustracje tego typu sezo­
nowego budownictwa. Uważa on słusznie za prawdziwą osobliwość liczne
występowanie kamiennych szałasów (zbadano około 40 budowli) w tym
terenie górskim, podczas gdy w reszcie polskich Karpat zachowały się jedynie
szczątki. I tak np. w Tatrach, gdzie dawniejsi podróżnicy spotykali kamienne
szałasy, pozostały tylko resztki tych pierwotnych kolib. Jedną z nich, znaną
z wędrówek Zejsznera, uwiecznił w jeszcze kwitnącym stanie malarz Kotsis
w popularnym krajobrazie tatrzańskim. Leszczycki uważa opisany typ za
pozostałość z okresu wędrówek wołoskich, co trzebaby udowodnić porów­
nawczym materjałem, i wzywa do opracowania zasiągu tej szczątkowej
formy pasterskiego budownictwa.
Artykuł Stanisława Barabasza: „Dezerterzy w Tatrach“ (str. 81—89)
jest bodaj pierwszą informacją o koczowniczej formie życia chłopów, zbie­
głych z austrjackiego wojska w czwartym roku światowej wojny. Autor
obserwował dokładnie koczowanie podhalańskich dezerterów w Tatrach,
przypominające dawną „uciekackę“ z przed przeszło stu lat, z której rekru­
towały się zbójnickie „towarzystwa“. Podobne stosunki widzieliśmy w 1917
i 1918 r. w Gorcach, gdzie się chronili dezerterzy z Nowegu Targu i oko­
licznych wsi. Tu wprawdzie „walka o byt“ była łatwiejsza niż w skalnych
Tatrach, zato trudniejsza ucieczka przed pościgiem „Deutschmeistrów“.
Opowiadanie gwarowe Wojciecha Brzegi: „Z noworocznych posiadów
u Tomka Jewinego“ jest znane z dawniejszego rocznika naszego „Ludu“.
Tak samo oddawna jest znany i często cytowany rękopis Franciszka
Kleina o Tatrach z 1827 r. Wydał go w tłumaczeniu Stanisław Eljasz Radzi­

1.30
kowski w naszem piśmie w 1897 r. (t. III). Tymczasem w „Wierchach“
ogłasza się „odkrycie“ pracy Kleina jako nowość, powołując się na „Mitteil,
des Beskidenvereins“ (1910, VII), które in extenso w niemieckim języku
wydrukowały ów stary opis Tatr.
Z innych artykułów, które zainteresują ludoznawcę, jest Jana A. Za­
remby „Ło nawracaniu goroli zatraconyk“, opowiadanie w gwarze górali
żywieckich (str. 104—107). Autor zadebiutował wcale udatnie w 1931 r.
wydanym w Żywcu zbiorem gwarowych opowiadań tamtejszego ludu. Nie
są to z etnograficzną ścisłością spisane teksty, lecz literackie przeróbki
ludowego materjału. Zaremba zapoczątkował tym tomikiem „regjonalną“
literaturę w niewyzyskanej dotąd gwarze i zaczerpnął całą treść z życia,
obyczajów i wyobrażeń Żywczaków. Próba jest ciekawa, choćbyśmy na
niekorzyść żywieczyzny powołali się na większe walory gwary podhalańskiej.
Zdaje się, że nie szkodziłoby uproszczenie transkrypcji gwarowych brzmień.
Skoro podhalańszczyzna u Tetmajera, Orkana i t. d. obywa się dobrze bez
zaznaczania nagłosowego „o“ — (a więc drukujemy: ociec, omasta), to
i- żywiecką gwarę można w literackim utworze pozbawić wątpliwych upięk­
szeń: łociec, lomasta i t. d.
O stosunku utworów Tetmajera Kazimierza do góralskiej rzeczywistości,
zawartej w krajobrazie i ludzie, pisze Zygmunt Lubertowicz („Kazimierz
Tetmajer jako epik Tatr“, str. 1—18). Studjum słabe, ale kto nie zna ma­
terjału, na którym opierał się autor „Skalnego Podhala“, ten przecież
czegoś się dowie z tej rozprawy. Bogata w po raz pierwszy chyba zestawiony
materjał praca Bronisława Romaniszyna („Góry w twórczości muzycznej“,
str. 46—65) nie pomija oczywiście wpływu, jaki wywarły na polskich kom­
pozytorów Tatry, a przedewszystkiem mieszkający u ich stóp górale ze
swoją muzyką, pieśnią i tańcem (Paderewski, Szymanowski, Kondracki).
Również z muzyką Podhala łączy się impresja Alojzego Josta: „Skończona
pieśń“ (str. 77—81), poświęcona wspomnieniu śmierci Bartka Obrochty pod
Reglami. Związek budownictwa góralskiego ze „stylem zakopiańskim“
Witkiewicza, wyprowadzonym w murze, jest tematem artykułu naczelnego
redaktora „Wierchów“, prof. Dra Jana Gwalberta Pawlikowskiego. W u. r.
w tern samem wydawnictwie przeprowadził prof. Pawlikowski ostrą roz­
prawę z przeciwnikami „stylu“ Witkiewicza, budząc nawet zdziwienie cha­
rakterem polemiki, dotąd u tego autora niespotykanej. W obecnym roczniku
daje prof. Pawlikowski „Materjały do sprawy stylu zakopiańskiego. Murowanice w stylu zakopiańskim“ (str. 107—120). Zestawienie materjału ilu­
stracyjnego powoduje nawet tak gorącego obrońcę „stylu“ do „pokojowego“
stwierdzenia, iż postawione dotąd w murze budowle w „stylu zakopiańskim“
nie mogą być wzorami, mają zaś jedynie wartość prób i że nawet projektom
samego Witkiewicza nie można przypisywać zbyt wysokiego znaczenia. Nie
znaczy to wcale, aby tych prób zaniechać, gdyż rozwiązać budowlany
problem zdoła przecież prawdziwy talent. Z reprodukowanych ilustracyj
zakopiańskich will należy skreślić ryc. 18, 20 i 21. Autor podał te budynki
jako murowanice, tymczasem „Wołodyjówka“, „Paryżanka“ i „Biały Dwór“
są budowane z drzewa, a dopiero w ostatnich latach otynkowano ściany
zewnętrzne.
W kronikarskiej części dziwi „uniwersalizm“ recenzyjny. W poprzed­
nich rocznikach znawcy otrzymywali do opracowania poszczególne działy,

151
stąd też recenzje miały „pewniejszy“ charakter w oczach czytelnika. Nie
twierdzę wcale, jakoby obecna metoda referowania wydawnictw, artykułów
i t. d. była już szkodliwa. Że jednak poziomu pisma nie podnosi, a może
osłabić wartość tak cennego dotąd kronikarskiego działu „Wierchów“,
wolałbym nawrót do poprzedniej praktyki.
Jułjusz Zborowski.

Ks. Józef Londzin:

Kościoły

drewniane

na

Śląsku

Cieszyńskim

Z pośmiertnych zapisków Autora przejrzał, uzupełnił i do druku przygotował
ks. R. Tománek. Cieszyn 1932. Nakładem i drukiem „Dziedzictwa błog. Jana
Sarkandra“. 8. Str. XI+427. Cena 5 zł.
Ks. J. Londzin (f 1929) miał dla etnografji zarówno wiele sentymentu,
jak głębokiego zrozumienia. Wytężona działalność społeczna nie pozwoliła
mu jednak za życia ogłosić drukiem rozmaitych materjałów zebranych ze
Śląska cieszyńskiego. Dlatego dopiero po śmierci zasłużonego działacza ks.
R. Tománek wydobył z teki pośmiertnej i wydał pracę o dawnych kościół­
kach drewnianych w Cieszyńskiem.
Studjum zawiera bardzo ciekawe wiadomości nietylko do dziejów 47
drewnianych kościółków cieszyńskich, ale i do historji kultury wogóle,
a wynikło ono nietylko ze zwykłego zainteresowania, ale także z umiłowania
tych objawów sztuki rodzimej. Wedle ks. Londzina „kościółki wiejskie, na
pierwszy rzut oka tak ubogie, niepozorne, pochylone od starości, ujęte za­
zwyczaj w wieniec starych lip, czasem i dębów, chroniących je od wichrów,
poczerniałe od deszczów, od mchów zielone, są prawdziwemi skarbami
dawnej sztuki. Ile uroku, piękna, poezji i harmonji zaklętych jest w waszych
formach, linjach i otoczeniu! Poprzez gęstwę konarów i liści przedzierają się
promienie słońca i wywołują na zielonych od mchów dachach i ścianach
kościółka przedziwną grę kolorów“. Dlatego, ochrona tych zabytków prze­
szłości była zawsze przedmiotem wielkiej troski autora.
Praca pośmiertna ks. Londzina została wydana starannie i zaopatrzona
w alfabetyczne spisy osób i miejscowości w dziele wymienionych.
A. Fischer.

Walter Anderson: Der Schwank Vom alten Hildebrand. Eine ver­
gleichende Studie. Dorpat (Acta et Commentationes Univ. Tart. XXI—XXIII)
1931 s. 329.
Profesor uniwersytetu dorpackiego, W. Anderson, jeden z najwybit­
niejszych dzisiaj folklorystów, autor kapitalnej książki „Kaiser und Abt“
(o facecji spopularyzowanej u nas głównie dzięki Chodźce), nowe swe dzieło
poświęcił sumiennemu zbadaniu powiastki „o starym Hildebrandzie“. Mimo
iż występuje ona w całej niemal Europie i że udostępniły ją dawno bajki
Grimmów (Nr. 95), powiastka ta nie doczekała się dotąd bliższego oświetlenia,
może poprostu dlatego, że efektowność jej dziejów wystąpiła po raz pierwszy
dopiero w świetle rezultatów, osiągniętych przez uczonego estońskiego.
Okazuje się mianowicie, że na 192 warjantów, które udało mu się
zebrać, sześć jest literackich, podrzędnej wprawdzie poza jedynym wypad­
kiem wartości, niemniej przeto bardzo interesujących. Warjanty te autor
w całości przedrukował, umożliwiając czytelnikowi bezpośrednie zapoznanie
się z całym materjałem, niełatwo dostępnym. Najstarszy, to dramatyczna

152
humoreska niderlandzka z końca średniowiecza Een cluijte van
plaijerwater, zilustrowana podobiznami obrazów kiermaszu wiejskiego
Piotra Brueghela starszego (poł. w XVI) i współczesnego mu Piotra Baltena;
centrum obrazu stanowi prymitywna buda komedjancka, przed którą roz­
grywa się właśnie akcja farsy. O sto lat późniejsza jest pieśń dolnoniemiecka
vom Kaufmann zu Stralsund; z drugiej połowy w. XVII po­
chodzi facecja ze zbiorku Tom Tram of the West Humphry Croucha,
z pierwszej zaś połowy w. XVIII interludjum hiszpańskie Franciszka de
Castro Entremes de los chirlos mirlos. Najciekawszem nie­
wątpliwie opracowaniem literackiem jest bylina rosyjska (syberyjska)
0 kupcu Teren tj u ze zbioru Kirszy Daniłowa, zapisana wprawdzie
dopiero pod koniec w. XVIII, powstała jednak może już w ostatnich dzie­
sięcioleciach w. XVI. Bylina ta zkolei (mianowicie jej późniejszy i arty­
stycznie gorszy warjant ze zbioru Rybnikowa) dostarczyła, wątku do farsy
D. Awerkijeva: Terentij muž Daniljevič (1867). Uzupełnieniem
tych pozycyj literackich jest niezachowany „Puppenspiel“ niemiecki z przed
r. 1611, w którym dopatrzeć się można ujęcia naszego wątku.
A wątek to bardzo prosty, znany również z powiastek polskich, „Jak
to kobieta posyłała swego męża po wodżicke do morza“ czy „O babie co
zyd do nij chodziuł“ (u Swiętka w „Ludzie nadrabskim“ Nr 73 i Witanowskiego w ZWAK, 17, 2, 12). Niewierna żona, chcąc przyjąć kochanka,
udaje chorobę i wysyła męża po lekarstwo; po drodze spotyka on wędrowca
1 daje się zanieść w koszu (worze) do domu, podpatruje z ukrycia kochanków,
wreszcie rozprawia się z nimi przy pomocy kija. Prof. Anderson, na pod­
stawie ogromnej ilości warjantów, ustala pierwotną redakcję fraszki; żona,
utrzymująca stosunek z księdzem, wyprawia męża po wodę z cudownego
źródła; przy pomocy handlarza kur, domyślającego się, o co chodzi, chłop
w koszu dostaje się do domu, przysłuchuje się pieśniom niewiernej żony i księ­
dza, poczem, zachęcony śpiewką swego pomocnika, kijem przepędza gacha.
Tak ujęta facecja powstała w Francji dopiero w początkach w. XV. Rychło
zdobyła sobie popularność w Niderlandach i Niemczech, przyczem Niemcy
w rozpowszechnieniu jej odegrały ogromną rolę, ich bowiem pośrednictwo
przyjąć można zarówno w powstaniu byliny o kupcu Terentju, jak również
w pojawieniu się wersji czeskiej.
Ta ostatnia jest dla nas specjalnie interesująca, z niej bowiem wywodzą
się wspomniane poprzednio warjan ty polskie, w których Grzegorz wędruje
po „wodę do morza“, a z wora wypruwa się „rackiem“ (t. j. kozikiem a nie
„Baumschere“, jak tłumaczy prof. Anderson, 253). Z Polski powiastka przeszła
z jednej strony na Litwę, z drugiej zaś, co daleko ciekawsze, na Ukrainę,
by stąd przez Rumunję przedostać się do Serbji. Szlak ów jest wprawdzie
tylko hipotetyczny, ale wysoce prawdopodobny.
Do tekstu autor dodał szereg podobizn rzadkich druków, które w nim
omówił, oraz cztery mapy, kreślące ogólne drogi wędrówki facecji po Europie
i poza jej granicami, uplastyczniając w ten sposób swe bardzo wnikliwe
i bardzo instruktywne wywody, dzięki którym książka jego służyć może
jako wzór nieco wprawdzie pedantycznych, ale bardzo owocnych dociekań
w dziedzinie folkloru.

Ryg?

Jul. Krzyżanowski.

153
Wilhelm Köppers: Der Hund in der MythoLOgie der zirkumpazifischer, Völker.
Wiener Beiträge zur Kulturgeschichte und Linguistik.
Veröffentlichungen des Institutes für Völkerkunde an der Universität Wien.
J. I (1930J S. 359—399.
W tej niewielkiej pod względem objętości pracy, daje autor (jeden
z najwybitniejszych dziś przedstawicieli kierunku historycznego w etnologji)
niezmiernie cenne studjum, oświetlające dwa problemy. Są to: zagadnienie
kontaktów kulturowych między Azją i Ameryką, oraz ustosunkowanie się
wzajemne cyklu totemistycznego i matrjarchalnego na obszarach nadpacyficznych.
Bogate materjały do etnologji ludów indjańskich i eskimoskich Ameryki
północnej, które zawdzięczamy przedewszystkiem ostatnim badaniom
Steensby’ego i Birket-Smith’a pozwalają na stwierdzenie, że w wierzeniach
tych grup etnicznych występuje z mniejszą lub większą wyrazistością motyw
psa i kobiety, jako prarodziców rodzaju ludzkiego. Najbardziej skrystali­
zowane rysy przybiera ten mit u Atapaskow (Na-Dene, Tinneh), który cli
też uznać należy za istotnych i pierwotnych jego wyznawców w Ameryce.
Z drobnemi zmianami przejęli to wierzenie sąsiadujący z Atapaskami Eski­
mosi, a dalej ku południowi, nietylko część Algonkinów, lecz również ludy
Tlinkit, Selisz, Wakasz i Irokezi. W bardzo już zmodyfikowanej postaci
spotyka się mit o psim praojcu, oraz związane z nim kulty, u niektórych
plemion grupy Siuks.
Wreszcie ślady jego dadzą się wykazać w symbolice religijnej starego
Meksyku. Kult psa koncentruje się więc w północno-zachodniej części kon­
tynentu północno-amerykańskiego i wiąże się z warstwą Na-Dene, która
stanowi, wedle ogólnie przyjętych poglądów, jedną z ostatnich migracyj
azjatyckich do Nowego Świata. W poszukiwaniach za genezą tego wierzenia,
należy więc zwrócić się do materjałów azjatyckich.
Istotnie, stwierdza się tu ciągłość i ścisły związek między grupami
etnicznemi obu kontynentów. W Azji północno-wschodniej występuje mit
0 pochodzeniu od psa u Czukczów i Korjaków, dalej zaś i z pewnemi zmia­
nami u Ajnów. W Azji południowej są jego wyraźne ślady w bajkach
1 podaniach chińskich, a ponadto mit ten stanowi integralną właściwość
wierzeń pierwotnej warstwy ludności Chin, a mianowicie grup Yaotze
i Miaotze. Występuje on tu, jak zresztą w Indochinach i Tybecie, oraz na
Indonezji w postaci zmodyfikowanej. Modyfikacje polegają na tern, że pies
bywa zastępowany innem zwierzęciem lub nawet rośliną. U Ajnów jest to
niedźwiedź, u Goldów wieprz, u Tybetańczyków małpa, a w Indochinach
bambus. Związek jednej z tych istot z kobietą daje początek rodzajowi
ludzkiemu. Istota wierzenia pozostaje więc ta sama.
Stwierdzenie tych zgodności, należy do kategorji tych licznych zresztą
obserwacyj, które wykazują ścisły związek między „Azją żółtą“, a Ameryką.
Szczególna doniosłość tych faktów wierzeniowych polega jednak na tern, że
dostarczają one podstawy do wniosku, iż kontakty azjatyeko-amerykańskie,
dotyczące nawet grup o tak dużym w Ameryce zasięgu, jak Na-Dene, odnosić
należy do niezbyt odległej przeszłości. Wystąpi to tern wyraźniej, jeżeli się
zwróci uwagę na cytowane przez W. Koppersa, wyniki badań E. Sapira,
które wykazują pokrewieństwo między językiem Na-Dene, a grupą tybetobirmańską.

154
Wchodzi tu więc w rachubę fala młoda, ale posiadająca ogromną siłę
ekspanzywną, o czem świadczy choćby ten tylko fakt, żć izolowany jej
przerzut sięgnął aż do zatoki Meksykańskiej. (Apacze, Nawajo, Lipan).
0 jakiemś ściślejszem ustaleniu chronologji nie może oczywiście być mowy,
przynajmniej przy obecnym stanie naszych wiadomości. Na podstawie da­
nych historycznych można tylko przypuszczać, że ruch ten był wcześniejszy
od najazdu Sonoryjczyków na Meksyk. Byłyby to więc pierwsze wieki naszej
ery. Czy jednak tylko Atapaskowie wnieśli do Ameryki mit o półzwierzęcem
pochodzeniu człowieka? Wysuwa się. tu znowuż, dyskutowany tak namiętnie,
problem transpacyficznych kontaktów Ameryki z południową Azją. W.
Koppers jest skłonny do przypuszczenia, że motywy zwierzęce w meksy­
kańskiej symbolice religijnej, stanowią właśnie jedno ze świadectw tego
bezpośredniego oddziałania kultur Azji południowej na cywilizacje Nowego
Świata. Ostateczne rozstrzygnięcie tej kwestji możliwe będzie dopiero po
gruntownem rozpatrzeniu wszystkich danych faktycznych, jakie wysunie
dyskusja. Pomijając te zagadnienia szczegółowe, należy stwierdzić, że studjum
W. Koppersa dostarczą ogromnie ważnych świadectw na dowód ciągłości
stosunków amerykańsko-azjatyckich, która zaznacza się tak w czasie, jak
1 w przestrzeni.
Z jakim cyklem kulturowym związać jednak należy mit o zwierzęcym
prarodzicu człowieka? Jest to drugie zagadnienie, na które W. Koppers daje
jasną i doniosłą w konsekwencjach odpowiedź. Jeżeli rozpatrzymy stosunek
patrjarchalno-pasterskich (a więc przedewszystkiem środkowo-azjatyckich)
ludów do psa, to uderzająca jest tu pogarda, z jaką jest traktowany ten
nieodłączny towarzysz człowieka. Jest to zwierzę nieczyste i zdradliwe.
Tego rodzaju ustosunkowanie jest więc wręcz przeciwne wierzeniom azja­
tyckich i amerykańskich ludów nadpacyficznych, dla których pies jest
istotą czczoną i nieomal boską. Z cyklem pasterskim wiązać więc tego mitu
nie sposób; kultury pasterskie nie występują zresztą w Ameryce. Pozosta­
wałby cykl totemistyczny i matrjarchalny. Trudności, które nasuwają się
przy próbach nawiązania badanego wierzenia do jednego z tych dwóch
cyklów, polegają przedewszystkiem na tern, że kultury totemistyczne i staromatrjarchalne są z sobą silnie przemieszane a ich elementy składowe nie
zawsze się dają ściśle wydzielić. Taki właśnie charakter posiada mit o zwierzęcem pochodzeniu człowieka. Samo występowanie zwierzęcia wskazy­
wałoby, że mit ten stanowi element totemistyczny. W. Koppers przykłada
jednak znacznie większą wagę do roli kobiety w tern wierzeniu. Istotnie,
stanowi ona stały składnik mitu, podczas gdy zoologiczny praojciec rodzaju
ludzkiego występuje pod różnemi postaciami, a nawet bywa zastępowany
przez roślinę. Ten moment przemawiałby więc za matrjarchalnym charakte­
rem wierzenia.
Stanowisko takie pozostawałoby w zgodności z tern, że kultury
matrjarchalne występują jako starsze podłoże na całem pobrzeżu pacyficznem Azji, a w Ameryce północnej koncentrują się właśnie na obszarach
Na-Dene i t. zw. kultury północno-zachodniej.
St. Klimek.

Litopys Bojkiwszczyny. Zapysky pryświadczeni doślidam istoriji, kul­
tury i pobutu bojkiwśkoho plemeny. Rik I. cz. I. Sambor 1931. Str. 176+
VIII tbl.

155
W słowie wstępnem dr. Wł. Hurkiewicz pokrótce opisuje zasiąg i historję
grupy bojkowskiej, następnie zaś omawia pracę na przyszłość, nad zbiera­
niem materjałów językowych, okazów etnograficznych i i. Dr. M. Skoryk
w artykule „Pro nazwu Bojky“ omawia przezwisko „Bojki“ i daje zesta­
wienie materjału częściowo własnego odnoszącego się do tego zagadnienia
i rozprzestrzenienia tej nazwy. Opracowanie to nie daje wprawdzie rozwią­
zania pochodzenia nazwy „Bojki“, jest mimo to ważnym przyczynkiem do
tego zagadnienia. Dr. A. Kniażyński w artykule „Meżi Bojkiwszczyny“ po­
daje charakterystyczne cechy djalektu bojkowskiego, który dzieli na trzy
grupy: podgórską, górską i zagórską, w końcu zaś wykreśla granice zasięgu
całej grupy, zastrzega się jednak (zupełnie słusznie, tembardziej że granice
podane przez niego są zdaje się nieco za obszerne), że nie jest ona jeszcze
zupełnie ściśle ustaloną. Dr. Wł. Kobielnik w krótkiem opracowaniu „Z archeolohiji Bojkiwszczyny“ podaje zwięzły zarys prehistorji tego obszaru.
W artykule „Z istoriji szkilnyctwa“ J. Filipczak skreślił dzieje rozwoju
i stanu szkolnictwa ruskiego na obszarze zach. bojkowszczyzny. W dziale
materjałów do statystyki bojkowskiej dr. Wł. Hurkiewicz w opracowaniu
„Bojki za 100 lit u czysłach“ zestawia ilość mieszkańców obszaru bojkow­
skiego na podstawie schematyzmów kościelnych za lata 1831—1931. Ks. J.
Kmit podaje słowniczek wyrazów ludowych ze wsi Gwoźdzca (Hwizdcia),
R. Łukań opisuje dzieje drukarni bazyljańskiej w Zapłatyńskich Uhercach,
A. Kniażyński poucza jak zapisywać wytwory ustnej tradycji, a podobny cel
ma kwestjonarjusz M. Korduby w sprawie zbierania nazw topograficznych.
Zeszyt zawiera ponadto miscellanea, kronikę, konkurs i wspomnienia
pośmiertne.
„Bojkiwszczyna“ jest organem Towarzystwa pod taką samą nazwą,
założonego w celu badania wszelkich przejawów życia, zabytków i t. p. na
obszarze bojkowskim. Towarzystwo to założone w jesieni 1927 r. w Sam­
borze dzięki wysiłkom dr. Wł. Hurkiewicza, dr. Wł. Kobielnika, Prof. J.
Filipczaka i dr. M. Skoryka jednoczy w sobie ludzi, którzy z prawdziwem
zamiłowaniem gromadzą wszystko, co odnosi się do Bojków. Bibljoteka liczy
około 3.000 dzieł Muzeum posiada działy: etnograficzny, sztuki cerkiewnej,
prehistoryczny i przyrodniczy. Liczb katalogowych okazów jest 2.600, przed­
miotów około 16.000 (w tem ok. 4.000 pisanek i 4.000 wyszywek). Archiwum
Towarzystwa zawiera wiele aktów (zwłaszcza kościelnych) przeważnie z XIX
wieku, w zbieraniu których jak również i innych materjałów duże zasługi
mają księża i nauczyciele jak n. p. ks. Grzegorz Kanda z Michniowca, ks.
Turjański, dyr. Jan Pupko i wielu innych.
Muzeum mieści się w Samborze przy ul. Cichej 1 w szczupłym lokalu
4-ro pokojowym, prowadzone są jednak starania o większy lokal, w którymby
mógł powstać też oddział polski.
Jan Falkowski.

Rocznik Tatarski. Nakładem Rady Centralnej Związku KulturalnoOświatowego Tatarów Rzeczypospolitej Polskiej. Wilno 1932. S. XX+364+
illustr.
Odrodzenie świata Islamu w ostatnich latach przejawia się między
innemi także w powstaniu po wojnie światowej 12 czasopism poświęconych
życiu muzułmańskich narodów a wydawanych w różnych językach w pięciu
krajach europejskich.

W Polsce czynny udział w tym ruchu biorą muzułmanie - Tatarzy,
którzy osiedlali się począwszy od XIV w. Cechuje ich gorący zapał a odtwa­
rzaniu dawnych chlubnych tradycyj wojskowych, jakoteż w dążeniu do na­
wiązania bliższych stosunków ze Wschodem. W r. 1928 dnia 26. XII. odbył
się w Wilnie „Pierwszy Wszechpolski Zjazd Związku kulturalno-oświatowego
Tatarów“. Działalność tego związku uwydatniła się dotąd w zorganizowaniu
Muzeum i Archiwum Tatarskiego w Wilnie, w wydaniu w r 1929 dzieła
prof. St. Dziadulewicza p. t. „Herbarz rodzin Tatarskich w Polsce“, Kwar­
talnika „Przeglądu Islamskiego“ i od r. 1932 „Rocznika Tatarskiego“, po­
ważnego czasopisma naukowo-literackiego, poświęconego historji, kulturze
i życiu Tatarów w Polsce.
W części ogólnej „Rocznika Tatarskiego“ wstępne karty poświęcono
pamięci W. ks. litewsk. Witolda, który jest zawsze żywą i drogą postacią
dla Tatarów polskich. W tej części znajduje się też „Przemówienie woje­
wody wileńskiego w dniu 28. XII. 1925 r.“.
Treść drugiej części „Rozprawy“ obejmuje cały szereg opracowań.
Olgierd Najman-Mirza Kryczyński w pracy „Ruch nacjonal. a Tatarzy li­
tewscy“ porusza szereg kwestyj: Czy Tatarzy litewscy mają przyszłość?
Czy usprawiedliwiony jest byt Tatarów litewskich jako odrębnej grupy
etnicznej i czy sprzyjające są dla nich warunki rozwojowe? Tadeusz Ko­
walski w artykule „Nieco o wpływie tureckim na język Polaków z Adampola“
(mała osada rolnicza emigrantów polskich załóż, w 1842 r. przez ks. A. Czar­
toryskiego), twierdzi, że „zapożyczenia tureckie mają przeważnie charakter
terminów technicznych, nazw narzędzi gospodarczych i wyrażeń dosadnych,
charakterystycznych, a to w rolnictwie, gospodarstwie domowem, stosunku
z władzami, handlu i t. p. Hadży Seraja Szapszał pisze „O zatraceniu języka
ojczystego przez Tatarów w Polsce“. St. Kryczyński daje wyczerpującą
monografję o „Generale J. Bielaku (1741—1794)“, doświadczonym komba­
tancie z wojny siedmioletniej, konfederacji Barskiej, dzielnym żołnierzu
z r. 1792-go i insurgencie kościuszkowskim. Al. Achmatowicz zobrazowuje
porównawczo „Stan prawny wyznania muzułmańskiego w byłej Rosji i współ­
czesnej Polsce“. Leon Kryczyński w pracy p. t. „Tatarzy litewscy w wojsku
polskiem w powstaniu 1831 roku“ kreśli dzieje wojska Tatarskiego, jakie
istniało na Litwie i w Polsce od chwili osiedlenia się Tatarów (r. 1319) aż
po walki powstańcze 1831 r. Autor V. J. szkicuje historję „Pułku tatarskiego
ułanów imienia Mustafy Achmatowicza (1919—1921)“. — T. StrykieniczKorzon daje szkic historyczny dwóch rodów tatarskich (Zeckiewicze-Sulimanowie i Fursowie) oraz szkic o osadach tatarskich w dawnym po w.
mińskim“. — Michał Rawita-Witanowski pisze o „Tatarzynie Temruk-Szymkowiczu, indygenie polskim“.
Część IÍI. Miscellanea i materjały zawiera cały szereg notatek, wspom­
nień i życiorysów. Między innemi przytoczyć należy: J. Szynkiewicza
„O kitabie“, księdze religijnej, w której zebrane są opowiadania z historji
proroków, legendy treści religijnej, nawet baśnie wzięte ze Wschodu, napi­
sane w języku polskim lub białoruskim lecz stale arabskiemi literami. —
Wassan-Girej Dżabagi, w „Statystyce oraz jedności geograficznej i duchowej“
podaje, że cała ludność muzułmańska (Europa 18 milj. Azja 230—240 milj.,
i Afryka 82 milj.) związana jest w jedną rodzinę religijną Islamem. Abdullah
Zihni załącza w dosłownem tłumaczeniu „Kilka jarłyków tatarskich z cza­

157
sów J. Kazimierza“, t. j. oryginalnych listów chanów krymskich do królów
polskich. — L. Kryczyński podaje życiorys „Aleksandra Sulkiewicza (1867—
1916)“ zwanego przez Towarz. socjal. „Czarnym Michałem“, a który odegrał
wybitną rolę w polskim ruchu niepodległościowym jako jeden z najbliż­
szych współpracowników Józefa Piłsudskiego, poległ zaś w r. 1916 nad
Stochodem. — Arsłan-Bej podaje życiorys „Generała Macieja Sulkiewicza
(1865—1920)“, jednego z najbardziej utalentowanych oficerów sztabu ge­
neralnego, jednego z przywódców ruchu wyzwoleńczego narodów muzuł­
mańskich w Rosji. St. Kryczyński porusza „Tatarsko-tureckie osadnictwo
(z jeńców) w ziemi mieleckiej“ z XVII wieku i podaje „Materjały do historji
pułków tatarskich w Polsce z lat 1763—1773“.
W części IV. znajduje się recenzja J. Talki-Hryncewicza „Herbarz
rodzin Tatarskich w Polsce przez S. Dziadulewicza, Wilno 1929“. Notatki
bibljograficzne do historji Islamu oraz Tatarów litewskich za lata 1922—1932,
zestawione przez L. Kryczyńskiego. Notatki te uporządkowano w szereg
różnych grup zależnie od treści, a mianowicie: bibljografja, teologja i kultura
muzułm., historja, wojsko i wojny, prawo, heraldyka i genealogja, ling­
wistyka, antropologja, etnografja, statystyka i t. d. oraz notatka inform.
0 prasie muzułmańskiej w Europie.
Kronika obejmuje przegląd wypadków z życia muzułmańskiego a między
innemi wykaz muzułmańskich świątyń w Polsce. Całość rocznika zamyka
obszerny indeks osób oraz wyczerpujący opis cennych i częściowo oryginal­
nych ilustracyj na kredowym papierze. Rocznik Tatarski w przystępnej formie
daje barwny przegląd historyczny z życia Tatarów polskich, przyczem
zaznacza się wyraźnie istota duszy Tatara-Polaka, rycerskiej i od kilku
wieków wiernie przywiązanej do Rzeczypospolitej.
S. Czortkower.

Journal de la Société finno-ougrienne, tom 43 (1932), składa się z sze­
regu odczytów, które znakomity znawca języków ugrofińskich E. Setälä
wygłosił na dorocznych zgromadzeniach Towarzystwa Ugrofińskiego w la­
tach 1914—1926. Artykuły te dotyczą przedewszystkiem językoznawstwa
ogólnego i zadań bieżących lingwistyki ugrofińskiej. Pozatem wymienić
należy odczyt Religion, mythe et magie (1917, str. 46—57)
1 Sur un institut central de recherches de culture
finnoise et internationale (1919, str. 79—92). Temat, intere­
sujący zarówno językoznawcę jak etnologa, poruszają artykuły Les
contacts des langues finnoises baltiques avec les
langues slaves (1916, str. 35—45) i Contacts entre finnoougrien et indoeuropéen (1918, str. 57—70). W pierwszym z nich
Setälä omawia chronologję względną zapożyczeń leksykalnych ze słowiań­
skiego do ugrofińskiego i wyróżnia trzy warstwy: 1) względnie późne po­
życzki z rosyjskiego do wepsońskiego, estońskiego, djalektów wschodniofińskich (warstwa ta jest bardzo obfita, szczególniej w wepsońskiem) ; 2) po­
życzki nieliczne z prasłowiańskiego, ogarniające zato całe terytorjum języ­
ków fińskich nadbałtyckich (sięgają więc epoki, gdy szczepy fińskie nad­
bałtyckie tworzyły bardziej zwartą całość niżeli w czasach historycznych);
pożyczki te mogą jednak pochodzić i z praruskiego; 3) takie wyrazy, których
forma wyklucza pochodzenie z grupy ruskiej języków słowiańskich. Jeżeli
np. wyraz fiński pasma „pasmo“ niema w swej formie nic, coby pozwo­

158
liło uważać go za pożyczkę prasłowiańską raczej niż praruską, to wyrazy
fińskie kuontalo „kądziel“ lub und „węda“ wykluczają, dzięki utrzy­
manym nosówkom, hipotezę pochodzenia z praruskiego. Podobnie na źródło
prasłowiańskie wskazuje brak samogłoski między 1 a t: w palttina
„płótno“, t a 111 a „dłóto“ i t. p. (ruskie ma brak nosówki kudeł’, uda
i wtórną samogłoskę między lat: połotno, dołoto). Ciekawe jest
również zestawienie nazwy miejscowej Radogoščc (w byłej gubernji
nowogrodzkiej) z jej odpowiednikiem wepsońskim Ar’s’kah’f; wskazuje
ono na stosunki fonetyczne przedruskie. — W artykule dotyczącym'
kontaktu między ugrofińskiem a indoeuropejskiem autor naprzód reasumuje
pewne kryterja fonetyczne pozwalające odróżnić pożyczki z indoeuropejskiego
od pożyczek z aryjskiego (— indoirańskiego). Jest to w szeregu wypadków
niemożliwe (por. wyżej analogiczny stosunek form prasłowiańskich do praruskich). Następnie wysuwa szereg nowych etymologji: węgierskie tć(j),
tej „mleko“ łączy z węgierskiem tehén „krowa“ i wywodzi oba wy­
razy ze staroindyjskiego dhénâ, dhen Ú-, awestyjskiem d a e n u- „krowa
(karmiąca)“ (węgierski wyraz na mleko miałby pierwotne znaczenie: „wydo­
jone“). Wyraz fiński ostaa „kupować“ wywodzi się z formy pierwotnej
u o s n a- i nawiązuje się do greckiego *uosnä- „cena“ (â)VOÇ, án>řj),
staroind. vasná- „cena“ i t. d. Nakoniec autor wysuwa, z zastrzeżeniami,
możliwość
pochodzenia wyrazu
słowiańskiego
krčbma
(polskie
karczma i t. d.) z fińskiego (lub ugrofińskiego) kormu „dom“
(z *kort’s’mu), przyczem węgierskie korcsma nie jest jednak odzie­
dziczone, lecz samo jest pożyczką dosyć późną ze słowiańskiego. J. K.

Konstanty Wiskowatyj: Pogłosy historji polskiej io epice jugosłowiań­
skiej. (Próba historycznego badania epiki ludowej Serbów, Chorwatów
i Słoweńców). Z przedmową Dra Macieja Murki. W języku polskim wydane
pod redakcją Dra Marjana Szyjkowskiego. Praga 1933. (Práce Slovanského
Ústavu v Praze. Svazek XI). 8°, Str, XX+253.
Tematem pracy są echa ważnych wydarzeń z dziejów Polski w epice
jugosłowiańskiej. Autor zwrócił szczególną uwagę na dwa cykle pieśni:
1. O Władysławie Warneńczyku i bitwie pod Warną, oraz 2. o zwycięstwie
króla Jana Sobieskiego pod Wiedniem.
Pieśni o bohaterskiej śmierci Władysława Warneńczyka ocalało bardzo
niewiele, a w chwili zbierania eposu ludowego z początkiem XIX wieku
prawie już nie istniały. Znacznie więcej zachowało się pieśni o zwycięstwie
króla Jana III tak w rękopisach jak ustnej tradycji pieśniarzy ludowych.
Rzecz godna uwagi, że rozmaite nawet drobne szczegóły wypadków histo­
rycznych znalazły swój oddźwięk w tych pieśniach. Niektóre przykłady są
bardzo pouczające pod względem metodycznym. Pieśń zachowuje wiele
własnego materjału historycznego z drobnemi nawet szczegółami, jak n. p.
że obóz turecki pod Wiedniem dochodził do kościoła św. Marka. W tym
wypadku pieśń okazała się trwalszą od samego kościoła. Wogóle zaś prze­
miany w tych pieśniach ludowych dowodzą, że przekształceniu ulegają
właśnie jakieś centralne fakty lub crsoby i dlatego król polski zmienia się
czasem na króla moskiewskiego, a natomiast epizody drugorzędne dotyczące
nawet rozmaitych tajnych konszachtów dyplomatycznych pozostały w pieśni
prawie niezmienione. Na uwagę zasługuje także ten fakt, że wbrew nie­

159
mieckim pomniejszycielom naszego olbrzyma wszystkie pieśni całą zasługę
zwycięstwa wiedeńskiego przypisują tylko jednemu bohaterowi, królowi Jovanowi. Na podstawie niektórych danych można przypuszczać, że dawniej
jeszcze w XVI wieku istniały wśród ludu jugosłowiańskiego znacznie licz­
niejsze pieśni o królach polskich, które jednak później zaginęły, à imię
Polski zanikało w tych pieśniach w związku z upadkiem państwa polskiego.
Praca p. Wiskowatego daje wiele ciekawych wyników i dlatego należy
się Instytutowi Słowiańskiemu w Pradze uznanie za to, że 250 rocznicę zwy­
cięstwa Króla Jana III uczcił przez wydanie tej książki, a autora można za­
chęcić jedynie do dalszych poszukiwań nad odgłosami dziejów Polski w twór­
czości poetyckiej Słowian.
A. Fischer.

Arnold van Gennep; Le folklore du Dauphiné (Isère). Étude descrip­
tive et comparée de psychologie populaire. Avec huit cartes folkloriques et
linguistiques. Tome I. 1. Du berceau à la Tombe. 2. Cérémonies Périodiques.
S. 311. Tome II. 3. Magie, Médecine et Météorologie populaires. 4. Littérature
Populaire, jeux et chansons. S. 312—792+1 nlb. Paris. Librairie Orientale
et Américaine. G. P. Maisonneuve, Éditeur 1932—3. Cena 75 fr,
Arnold van Gennep opracował swą monografję etnograficzną przy po­
mocy ankiety, która spotkała się naogół ze zrozumieniem szczególnie w sfe­
rach nauczycielskich i dała wartościowe wyniki ze 181 gmin departamentu
Isery, a więc części dawnego Delfinatu. Na podstawie tak obfitego materjału
przedstawił autor bardzo wyczerpująco obrzędy rodzinne i doroczne, magję,
medycynę ludową i meteorologję, wreszcie literaturę ludową t. j. pieśni,
podania i baśnie, a także gry, zabawy i tańce. Praca zyskała wiele na wartości
przez zestawienie starannych indeksów miejscowości, rzeczy, wyrażeń spe­
cjalnych i gwarowych, oraz tematów podań, baśni i legend. Wreszcie na
podkreślenie zasługują mapy etnograficzne.
Pierwsza mapa przedstawia zróżnicowanie terytorjalne niektórych zwy­
czajów chrzcinowych, jak oznaczanie w ubraniu płci chrześniaka, oraz pro­
szenie w kumy drugiej pary rodziców chrzestnych. Druga mapka wyróżnia
zwyczaje zaręczynowe, mianowicie przystrajanie domu narzeczonej wieńcem,
zwłaszcza gołąbkiem z papieru lub tkaniny, przyczem zawiesza się go nad
drzwiami, a czasem także i nad stołem biesiadnym. Przystrajanie to łączy
się także z drzewkiem weselnem. Na niektórych terenach daje się młodym
chłopcom podczas tego obrzędu kurę, jakby pewien rodzaj odszkodowania.
Trzecia mapka przedstawia obrzędy ślubne, z których na podkreślenie zasłu­
guje zwyczaj zagradzania drog' orszakowi weselnemu, przestrzegany
zwłaszcza wtedy, gdy panna młoda wychodzi zamąż do innej miejscowości.
Mniej powszechny jest zwyczaj ofiarowywania lalki młodej parze lub
rozmaitych potraw obrzędowych. Czwarta mapa podaje terytorjalne różnice
zaznaczające się w rozpalaniu ognisk, które lud francuski pali w jednych
okolicach w czasie zapustnym, a w innych na św. Jana. W związku z tym
obrzędem łączy się palenie słomianego manekina. Piąta mapka zawiera
rozpowszechnienie rozmaitych nazw na określenie niedzieli kwietniej, oraz
zwyczaj zawieszania na palmach pieczywek obrzędowych. Szósta mapka
poświęcona jest cyklowi świąt majowych, jak królowa maja, pochody uro­
czyste młodzieży oraz zatykanie małych krzyżyków po polach. Mapa siódma
daje zasiąg ciekawego zwyczaju palenia drewnianego kloca w wilję Bożego

160
Narodzenia. Mapa ósma ujmuje kartograficznie zwyczaje noworoczne, jak
przystrajanie źródeł i studni, zwłaszcza jałowcem, zwyczaj palenia jałowcem,
oraz obdarzanie dzieci, obchodzących wtedy wszystkie domostwa we ,wsi.
Mapki opracowane przez dra van Gennepa zawierają zjawiska etnograficzne
znane ‘dobrze również i z terenów słowiańskich.
Wogółe należy podkreślić, że van Gennep nietylko zgromadził war­
tościowy materjał, ale ogłosił go także pod względem metodycznym bardzo
starannie. „Academie des Sciences Morales et Politiques“ wyróżniła pracę
tę zupełnie zasłużenie.
A. Fischer.

Piotr Kontny: Oaza srebrnych l^wiatów. (Sassów — ośrodek szycharstwa aturowegoh Lwów 1932.
Przedmiotem rozprawki jest specjalna gałąź żydowskiego przemysłu
ludowego i ludowej sztuki: szycharstwo aturowe. (Atura „korona“, „ozdoba“,
stanowi ozdobę tałesu t. j. płaszcza modlitewnego. Ma formę dowolnie sze­
rokiego pasa, który naszywa się w miejscu przypadającem na głowę i czę­
ściowo na ramiona). Jedynym już dziś ośrodkiem szycharstwa aturowego
jest Sassów, w pow. złoczowskim. Szycharstwo określa lud żyd. wyrazem
„szpanier, szpanierarbeit“. Autor podaje historję szycharstwa sassoWskiego.
W r. 1830 przyniósł do Sassowa tajemnicę wyrobu atur 13-letni zbieg z Ber­
dyczowa, M. L. Margulies. Doskonały organizator, doprowadził on z czasem
do pełnego rozkwitu i światowej sławy szycharstwo aturowe, nadając mu
zarazem charakter roboty świętej; dziś jednak chyli się ono ku upadkowi
i stoi przed likwidacją. Autor omawia stosunki socjalne przędzalń od chwili
ich powstania po ostatnie lata, następnie opisuje technikę wyrobu atur,
podaje dokładny opis warsztatu pracy, oraz wzory, stosowane przy wyrobie
atur. Jako motywy występują: tarcza Dawida, serduszko, trzy węże, dzbanek,
oczko, gwiazda, listek, łuska karpia, głowa. — Rozprawka daje więc infor­
macje ciekawe i rzeczowe.
Giza Fraenklowa.
Dr.

Samuel

Rappaport:

Aus

dem

osijiidischen

Volksleben.

Seu­

chenhochzeit.

Sonderabdruck aus „Jüdisches Jahrbuch fü. Oesterreich“
1932/1933 str. 16.
W razie masowej śmierci, jak wskutek zarazy lub też wojny, urządza
się u Żydów wschodnich najementarzu wesele między biednemi osobami,
często ulomnemi i na nie zaprasza się członków gminy, którzy składają
datki na rzecz nowożeńców; autor przytacza dwa przypadki z ostatnich
czasów i podaje też sprawozdanie, jakie w piśmie perjodycznem o jednym
z nich umieszczono. Urządzenie wesela ma na celu nietylko rozweselenie
ludności, lecz ma być środkiem ochronnym i ma zapobiec śmierci. Autor za­
stanawia się nad tern, gdzie należy się dopatrzeć źródła zwyczaju i z wielką
uczonością wykazuje, w jaki sposób mógł on powstać.
M. .4.

Bożena Stelmachowska.
„Podlępziołek“ W obrzędowości zapustnej
Poznań 1933. Nakładem Instytutu ZaChodniosłowiańskiego przy Uniwersytecie Poznańskim z zasiłku "Funduszu kultury naro­
dowej. 8", Str. VIII+2 nlb. +176+1 nlb.
Obrzęd zwany podkoziołkiem odprawia lud wielkopolski zwykle
w ostatni wtorek zapustny, a polega on na wykupnych tańcach przed sym­
bolem płodnościowym w postaci drewnianego koziołka czy chłopaka. Dawne
materjały do tego zwyczaju pomnożyła autorka przez własną ankietę dobrze

Polski Zachodniej.

161
pomyślaną i umiejętnie przeprowadzoną, która dała 176 wartościowych od­
powiedzi. Wynik tych odpowiedzi jest bardzo ciekawy przez to, że świadczy
0 silném przetrwaniu dawnych tradycyj na obszarach Polski Zachodniej,
mimo że obszary te ńlegały silnym wpływom niwelacyjnym cywilizacji
zachodnioeuropejskiej.
Z materjałów zestawionych przez dr. Stelmachowską wynika, że w Poznańskiem z podkoziołkiem łączy się prawie zawsze inny obrzęd a miano­
wicie Wywożenie żeńcowej, które występuje wprawdzie także w innych ob­
szarach Polski, ale nie tak zwarcie jak w Wielkopolsce. Nadto w wielu
powiatach poznańskich występują także maszkary jako zapoczątkowanie
zapust, wezwanie i akt pierwszy mających się rozegrać wykupin dziewczyn.
Wedle autorki w całym szeregu wsi i powiatów obchody maszkar wkraczają
w prawa podkoziołka, przejmują jego nazwę, a częściowo także znaczenie.
Dzieje się to przedewszystkiem tam, gdzie maszkary występują niejako
teatralnie w formie przedstawienia z kozą, niedźwiedziem, koniem, bocianem
1 szeregiem osób ucharakteryzowanych na żydów, cyganów, turków i t. d.
Wszystkie te obrzędy są węzłem łączącym zapusty poznańskie z obchodami
zapustnemi całej Polski. Na tle tych ogólnych obrzędów zapustnych wy­
odrębnia się podkoziołek poznański, który w formie wykupna dziewcząt
przed wegetacyjnym symbolem nie występuje w innych okolicach Polski.
Autorka nie poprzestaje na zestawieniu materjału etnograficznego, ale
w drugiej części swej pracy daje próbę wyjaśnienia genezy podkoziołka, oraz
łączność naszych widowisk zapustnych ze starożytnością klasyczną, a także
widowiskami średniowiecznemi i renesansowemi.
Wartościową pracę wykonano w Instytucie Etnologicznym Uniw.
Poznańskiego przed kilku laty pod kierownictwem Prof. J. St. Bystronia.
A. Fischer.

Jan St. Bystroń: Przysłowia polskie. Kraków 1933. Nakładem Polskiej
Akademji Umiejętności. 8°, S. 260.
Autor omawia w 1 rozdziale swej pracy genezę przysłowi, warunki
socjalne sp- '.yjające powstaniu i utrzymaniu się pewnego zwrotu przysło­
wiowego, związanie przysłowia z pewną grupą lub pewnem terytorjum,
wreszcie obcy zasób przysłowiowy. Jako socjolog nie zapomniał też Prof.
Bystroń o roli społecznej przysłowi. Drugi rozdział zawiera dzieje polskiej
paremjografji. III Rozdział poświęcono cechom formalnym i artystycznym,
które przyczyniają się do utrwalenia pewnego zwrotu w postaci przysłowia.
W czwartym i piątym rozdziale zestawia autor przysłowia związane z różnemi
dziedzinami dawnego życia jak- myślistwo, rybołówstwo, sztuka wojenna,
odzież, środki komunikacyjne, liczenie i mierzenie, rzemiosło, gry i zabawy,
muzyka, medycyna, szkoła, życie religijne, prawne i publiczne, obrzędy
rodzinne i doroczne, wierzenia i przepowiednie pogody. Prócz tego wiele
przysłowi wiąże się z różnemi polskiemi i obcemi grupami etnicznemi,
z miejscowościami, oraz z historją polityczną, prowincjonalną i anegdotyczną.
W ostatnim rozdziale zostały zanalizowane przysłowia mające źródła lite­
rackie, więc czy to z jakichś autorów czy to z literatury tradycyjnej, z pieśni
ludowych a wreszcie z Biblji i ze świata starożytnego.
W ten sposób również ten ciekawy rodzaj naszej literatury tradycyjnej
uzyskał swoją monografję. Ponieważ prof. Bystroń ma wielkie odczucie dla
Lud T. XXXI.

11

162
rozmaitych zjawisk z dziedziny historji kultury, więc i w tym wypadku
potrafił właściwie wydobyć i podkreślić istotną wartość historyczno-kulturałną naszego materjału przysłowiowego.
A. Fischer.

Bożena Stelmachowska. Ftofc obrządomy na Pomorzu. Toruń 1933.
Wydawnictwo Instytutu Bałtyckiego. 8, Str. X+1 nlb. +271.
W pracy tej podobnie jak w „Podkoziołku“ posługuje się autorka
bardzo umiejętnie ankietą. Do studjum o pomorskich obrzędach dorocznych
zdołała dr. Stelmachowska zgromadzić wielki materjał przy pomocy kwestjonarjusza, na który nadesłano 576 odpowiedzi głównie ze sfer duchowieństwa,
nauczycielstwa i policji państwowej.
Dzięki temu materjałowi dopiero teraz mamy dokładny obraz roku
obrzędowego na obszarze województwa pomorskiego. W wyniku ankiety
okazało się, że najwięcej starych zwyczajów zachowały obszary kaszubskie
i mazurskie, a zarazem że obrzędy pomorskie są zasadniczo obrzędami
właściwemi całej Polsce. Ankieta dr. Stelmachowskiej ma tern większą
wartość, że przyszła w momencie najbardziej właściwym, bo nieraz w ostat­
nim już okresie zaniku tych starych obrzędów.
A. Fischer.
Franciszek Pospíšil: Etnologické maleridlie z jihozápadu U. S. A.
Antropo-geografické hodnocení studijní cesty k SW-Indiánum na podkladě
přírodovědeckém. Díl I. Brno 1932. Str. 256 .“414 illustracyj.
Książka Fr. Pospíšila zawiera wielką ilość zupełnie nowych materjałów
odnoszących się do kultury Indjan Pueblo i Nawahów. Wiadomości te zdołał
uzyskać dzielny etnograf czeski dzięki temu, że w latach 1930—1931 prze­
prowadził na terenie Sud-Westu dokładne badania terenowe, przyczem tak
automobilem jak samolotem potrafił dotrzeć do rozmaitych trudno dostęp­
nych szczepów. Z wyprawy tej przywiózł niestrudzony badacz 24 skrzyń
okazów, półtrzecia tysiąca fotografij, filmy naukowe, rysunki dzieci indjańskich i t. d. Prócz osobistego trudu włożył w tę pracę własne pieniądze
i w ten sposób zasłużył się dobrze nietylko dla nauki czeskosłowackiej, ale
i dla etnologji wogóle, dając przykład pełnego zapału i ofiarności badania.
Praca dra Pospíšila jest jednak nietylko sprawozdaniem z poszukiwań
własnych, ale także podręcznikiem etnografji Indjan Pueblo już choćby
ze względu na zestawioną 60-stronicową bibljografję.
A. Fischer.

Kalendarz Ilustrowanego Kurjera Codziennego na rok 1933.
Szósty rocznik znanego kalendarza krakowskiego zawiera następujące
artykuły z zakresu etnologji i. nauk pokrewnych, godne podkreślenia:
Z. Kozłowska-Budkowa (s. 142—146) analizuje nasze najdawniejsze podania
historyczne. — K. Dobrowolski (s. 147—149) omawia drogi wędrówek
pasterzy wołoskich, które utrwaliły się w nazwach miejscowych na połud­
niowych rubieżach Polski. — T. Seweryn ls. 150—153) daje szereg rozważań
o charakterze paleoetnologicznym głównie z zakresu polskiej kultury materjalnej. — W. Taszycki (s. 154—156) w artykule o imionach naszych
praojców zwraca uwagę na formę, treść i dzieje naszych imion. — W krótkich
szkicach potrafili wyżej wymienieni udostępnić czytelnikowi wielką ilość
wiadomości, a nawet objaśnić wiele trudnych zagadnień.
F.

Z pomodu braku miejsca Kronikę Etnologiczną zamieścimy m T. XXXII.

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.