3b1c6963225126e35f012ec4531ba1f3.pdf
Media
Part of Opis wesela w Liskach / Lud, 1904, t. 10
- extracted text
-
OPIS WESELA W LISKACH
•
przez
Antoniego Siewińskiego
nauczyciela w Beizie.
Wieś Liski położoną na samej granicy od Królestwa Pol
skiego w powiecie sokalskim. Mieszkańcy tej wsi zachowali je
szcze dotychczas zwyczaje i obrzędy sięgające dawnych wieków.
Strój ich różni się zupełnie od stroju mieszkańców całego po
wiatu. Niechno tylko jaki gospodarz z Lisek przyjedzie do Bełza,
lub Sokala, to go już z daleka poznać można. Kapelusz niezwykle
wysoki o wąskich kresach, którego nie zrzuca nawet wśród naj
tęższych mrozów, zdobi jego głowę. Wyplatają go chłopcy ze
szkoły, a starsi gospodarze szyją. Tak mężczyźni, jak i kobiety
noszą jednakowe białe kabaty, niezgrabne, ze stanem wciętym
pod pachą, każdy jednak kabat wyszywany, czerwoną włóczką
na piersiach.
Lud to. wesoły i uczciwy, trzymający się starych zwyczajów
i obrzędów. Do najciekawszych należą ich zwyczaje weselne.
Opis takiego wesela spisałem wiernie jeszcze przed dziesięciu
laty, miałem bowiem sposobność przypatrzenia się wszystkim
tym obrzędom i zwyczajom.
Parobek, upatrzywszy sobie dziewczynę, prosi starszego
żonatego gospodarza, t. zw. drużbę, by z nim udał się do ro
dziców dziewczyny. Nie biorą z sobą wódki, a przyszedłszy, przy
stępują wprost do rzeczy: »Ot
mówi drużba -— przyśliśmy
tu prosić o żonę dla tego o to parobka«. »A skąd bym ja ją
wziął«, odpowiada ojciec, »przecież moja (pokazując na swoją
żonę) dla niego za stara«. »On też jej nie chce, tylko waszą Martoszkę«. —■ »Oho! ho! hde kum, a hde korowaj, ale czy go Martoszka zechce?«. Martoszka tymczasem odwrócona od gości twa
rzą do pieca, bo tak jej skromność i grzeczność nakazuje (choćby
60
ANTONI SIEWIŃSKI
się z młodym już bez wiedzy rodziców jak najlepiej znała) trzyma
w rękach koniec fartuszka i przygładza włosy. »A co Martosiu,—
pyta ojciec, chcesz pójść za Michałka?« — »A czy ja wiem?«
Jest to odpowiedź przyzwalająca. »Jakoś to będzie — mówi
ojciec — trzeba miłych gości przyjąć«. Posyłają po wódkę, pro
szą gości do stołu, a Michasia sadzają w kąt stołu, jako na poczestnem miejscu i zaczyna się rozhowor, kiedy ma być wesele,
kto płaci koszta, jaki posag i t. d. Niedługo zwlekając, zaraz
drugiego dnia, ubrawszy się porządnie, idą do księdza i dają
na zapowiedzi.
Wesele rozpoczyna się w sobotę przed trzecią zapowiedzią.
Zaproszone na »kosę« dziewczęta rozczesują pannie młodej włosy
i śpiewają:
1.
Naj sia tatunio kaje,
Szcza mia z domu puskaje,
Naj sia ridneńkij kaje!
Takuju mołoduju,
Na swykruchu czużuju,
Rozumu ne nauczywszy,
Rozkoszi ne zaznawszy.
Nauczat’ Martosiu lude
Żal ty tatuńciu budę.
Tatuniu remisnyczku
Podajte nain krisłyczku,
Budem kosu czesaty,
Wse na Dunaj puskaty,
Płyny koso z wodoju,
A ja zaraz za toboju.
Prypłynem do berehu,
Siadem, ta spicznemo
Dribnyj łyst napyszemo,
Do tatunia zaszłemo.
2.
Jak posadyw brat sestru na stiłeć,
Sam poicbaw do Nimeć
Kupówaty szcziteczki, hrebińcia
Rozczesały żowtu kosu do wiiicia.
3.
Czy ja tobi mij tatuńku szcze z wesny ne kazała:
Ne kopaj hriedki, ne sij rutońki, ne buriu pidływała
Prijdesz Martosiu, moje deliatko z jasnymy zirkamy,
Pidtejesz rutu zełeńkuju dribnymy ślozoókamy.
Po rozczesaniu włosów ubierają młodą w kwiaty robione
i kupowane w mieście, poczem młoda wysyła do młodego swa
tów z korowajem, t. j. ogromnym pszennym chlebem i huskami
(są to małe pszenne? chlebki, smarowane jajkiem), dużą chustkę
kramną, którą młody wtyka za pas, i chustkę białą do ręki, tu
dzież czerwoną wstążkę na czapkę, lub kapelusz. Dary te skła-
OPIS WESELA W LISKACH
61
ają tymczasowo w komorze, a marszałek weselny śpiewa. Marzałek jest to wesoły, a bywały człowiek, umyślnie na wesele
a pieniądze wynajęty; musi.on umieć mówić i pięknie śpiewać.
Wszyscy weselni winni jemu w czasie wesela bezwarunkowe
posłuszeństwo; w ręku ma on grubą pałkę, którą stuka lub pod
nosi w górę.
Marszałek śpiewa:
Płynę, łyne dwa anhełońki
Wid pani mołodoj do pana molodoho,
Ne sainiż my pryjszły, podarunok prynesły,
Wid pani mołodoj do pana mołodoho.
Podarunki wid nas pryjmajte
I nas do haty puskajte
I nas w hosti prijmajte.
Wchodzą do chaty. Młodego ubiera swaszka. Jest to siostra
młodego, lub bliska jego krewna, młoda dziewczyna; dostaje ona
od młodego 20 kor., a czasem i więcej. Podaje mu chustkę przy
słaną do ręki, a młody przewiesza takową z boku u pasa. W cha
cie stół nakryty obrusem, w koło zasiadły baby »korowajnice«.
Marszałek chcąc je z za stołu wyprosić, by zrobiły miejsce dla
młodego, śpiewa:
Sydyt’ sokił na bramońci,
Rozkazuje marszałońci,
Na korowajnyci swary
Bo sia korowaj smały (t*>
Korowajnice ustępują i zaścielają ławę za stołem kożuchem,
lub łiźnikom (kilimkiem) co posagiem (posah) nazywają. Mar
szałek śpiewa:
Oj postełeno, oj postełeno, po wołoczeńci ponad świtłamy,
Kuda budę zasidaty nasz Mychaś na perszyj posah.
żegna stół trzy razy, błogosławi go i śpiewa dalej:
Posohodyłyśmo sia, pozjiżdżałyśmo sia
Na Mychasia wesile podywyty,
Błogosławit tomu krasnomu panyczu,
Taj na perszij posah pustite.
Znowu trzy razy żegna i błogosławi, poczem przystępuje
do rodziców młodego i mówi: »Proszu Waszeci o błogosławień
stwo«. Ojciec i matka błogosławią syna, który stoi przed progiem.
Drużba daje młodemu koniec ręcznika od młodej do ręki, a sam
ze swaszką biorą za drugi i przeprowadzają młodego przez próg
62
ANTONI S1EWIŃSKI
do chaty, młody ze swąszką wyłażą na stół, muzyka przygrywa,
okręcają się na stole kilka razy, poczem młody siada na zaście
lonej ławie za stołem. Od początku wesela, aż do ślubu nie wolno
inaczej usiąść młodemu i młodej za stołem, jak tylko przełażąc
przez stół.
Marszałek śpiewa: Oj za sadom jasne sonce wschodyt,
Nasz Mychaś na perszyj posah wchodyt,
Na posah ide, wsim sia kłaniaje.
Nyzeńko, pokirneńko, aby buło harneńko,
Naj sia kożdyj zmowyt’
Naj mu błahosławyt’
1 Preczyśta Diwa Maty
Na toj posah sidaty.
Prześpiewawszy, żegna trzy razy, poczem wnoszą podarki
od młodej z komory: korowaj, huski, wstążki. Korowaj dzielą
na kromki: ojcu, matce, staroście, starościnie, braciom i krewnym.
Nieobecnym posyłają do domu, choćby się z nimi gniewali, Ko
rowajem nie wolno (nie godzi się) gardzić, bo to dar Boży —
symbol zgody i miłości. Po uraczeniu obecnych gości, młody
wstaje i wysyła marszałka i dwóch swatów do młodej, posyłając
swój korowaj, pierścień i rańtuch t. j. kawał białego płótna do
przykrycia głowy (co innego jest t. zw. pokrywało). W domu
młodej obrzęd takisam jak i u młodego, te same śpiewy, w które
wplatają imię młodej, takie samo sadzanie na »posah«, przeła
żenie przez stół i t. d. Około północy idą spać, a goście rozcho
dzą się.
Na drugi dzień rano idzie marszałek do starosty, drużby
i swaszek, śpiewa pod oknem tychże niżej podaną pieśń, zabiera
ich ze sobą, a przyszedłszy do domu młodego z muzyką na
»dzień dobry« śpiewają:
Wczora buła nediłeńka,
Nyni ponediłok,
Posijała maty żyto,
Zrodyw sia barwinok.
Rosty, rosty barwinocżku,
Tylko ne stełysia,
Hulaj, hulaj mój myłeńki
Tylko ne żenysia.
Jakże meni ne żenytyś
Buwszy mołodomu
Jakże meni ne stełytyś
Buwszy zełenomu.
Marszałek śpiewa tę pieśń wszystkim weselnym i prowadzi
ich do młodego, u którego jest przyjęcie^ poczem po południu
zaczyna się młody wybierać do młodej. Marszałek zaś w czasie
biesiady śpiewa:
OPIS WESELA W LISKACH
63
Ne sumuj, ne dumaj Mychasiu,
Konyka osidłaj. sam sia ubyraj,
Hde sia beresz, hde sia wybyrajesz
Ty widważnyj kozaeze, proti temnoj noczi,
Hde ty budesz noozinku noczuwaty?
Hde ty budesz weczeru pożywaty ?
Majuż bo ja testeńka pry dorozi,
Tam ja budu niczeńku noczuwaty i weczeru pożywaty
— Oj wyjdesz -ty w czyste pole, oblijut’ tia ślozy
Oj ty moja myła maty, w dorohu wyiżdżajesz,
Czom ty meni nic ne obiciajesz?
Żeby ja ne chodyw, ne błudyw, czuzich plotiw ne pidpyraw.
Oj ja tobi daju, szczo sama maju:
Naj tia Boh blahoslowyt’.
Po prześpiewaniu tej pieśni, wychodzi młody z za stołu
(przez stół); marszałek staje przed jego ojcem i mówi do mło
dego: »Pokłonysia nasz mołodyj korolu wsim nyzeńko, pokorneńko, nechaj budę lmroszeńko«. Tak samo przed matką, braćmi,
siostrami, lub innymi krewnymi, którym się młody każdemu
z osobna kłania. Marszałek i swaszka wyprowadzają młodego,
podawszy mu ręcznik, za próg na podwórze, a marszałek śpiewa.
Pokropy nas tatuneńku
Świeczoneju wodońkoju
1 prawoju ruczeńkoju,
Kowbasoju dowhoju
I hirkoju horilkoju.
Ojciec częstuje ich jeszcze raz wódką, daje im 12 chlebów
pszennych, korowaj, dwie strucle i rańtuch i z tern idą, a jeśli
młoda jest na drugiej wsi, to jadą, śpiewając przez drogę:
Powiany witrosiku, z hory w dolynosiku,
Nechaj testeńko czuje, naj sia przyhotuje,
Nechaj zamitaje szb-okii dwory,
Nechaj zastawlaje tisowii stoły,
Nechaj zastelaje obrusy sziroki,
Nechaj nakładaje pszenycznoho chliba,
Nechaj naływaje zełenoho wyna.
Zełenoje wyno wysoko sia wyło,
Mychasewy mysły, jeszcze wyższe wyszły.
Przyjechawszy, stają pod oknami chaty i śpiewają pieśń
powyżej podaną:
Wczora buła nediłeńka,
Nyni ponediłok ... i t. d.
bez względu, choćby to nawet była niedziela.
64
ANTONI SIE WIŃSK I
W chacie tymczasem siada młoda za stołem, wokoło niej
swaszki i »zasidacz«. Zasidacz jest to młody chłopiec, zwykle
brat, lub krewny młodej; trzyma on w rękach makohon niby
jakąś straszną strzelbę, broni młodej, przed młodym i długie
targi się odbywają, nim zasidacz miejsca młodemu ustąpi. Przez
cały ten czas chowa młoda głowę w ręce i spiera się na bo
chenku cbleba, leżącym na stole.
Na podwórze wychodzą rodzice młodej i drużki z muzyką.
Młody rozdaje im po 2 bochenki chleba, muzykantom 1 boche
nek i 1 reński, do chaty wysjła marszałka, który daje swaszkom
chleb i drobną monetę, aby ustąpiły miejsca koło młodej. Swa
szki ustępują, wtem zrywa się zasidacz i grozi makohonem ce
lując, ktoby śmiał tu wejść. Marszałek przychodzi w imieniu
młodego, by odkupić młodą od zasidacza. »Nie dam« odzywa
się chłopak i trzymając makohon w ręku, grozi marszałkowi,
że go zastrzeli. Przestraszony marszałek wraca do młodego
i przynosi na tacy dwudziestaka. Chłopiec udaje rozgniewanego
tem, iż mu tak mało dają, strzela do marszałka, t. j. uderza
końcem makohona w ścianę, a marszałek udaje ranionego i pada
na ziemię. W gronie weselnem powstaje ogromny śmiech. Znowu
młody przysyła wyższą cenę, lub talarki nakrajane z rzodkiewki,
ponawia się scena strzelania, lub następuje zgoda. Zasiadacz
przyjmuje wykup i opuszcza swe miejsce przy młodej. Wtedy
rodzice młodej ubrani w wywrócone włosem do góry kużuchy
wynoszą chleb i wódkę na powitanie, a marszałek i swaszka
wprowadzają młodego do chaty, trzymając końce ręcznika.
Marszałek śpiewa przytem:
Wyjdy tatusiu i matusieńku
Z chlibom pszennym
I dajte wyna zeienoho
Wytajte korola, kniazia molodoho.
W chacie stają w czworobok w następujący sposób:
Ojciec
Swaszka
Matka
Młody (młoda)
i mieniają się chlebem na krzyż, ojciec z młodym, a matka ze
swaszką. Przyczem ojciec (teść) kańczukiem bije młodego, mó
wiąc: »Ne dywy sia na mij chlib, a roby na swij«. Rańtucb
i dwie strucle dają młodej, a marszałek śpiewa:
OPIS WESELA W LISKACH
65
Oj dwa lebedi, iebedi, czerez wodu pływszy
Skazy nam mołoda Martosiu, hto tobi mylijszij:
Czy tobi tato, mama myła,
Szczoś u nych jiła, pyła
Czy ty Mychaś mylijszyj, szczoś wid neho podarunok wziała?
Tato, mama meni myli, szczom u nych jiła, pyła,
Ałe Mychaś meni mylijszyj, szczom wid neho podarunok wziała.
Po odśpiewaniu tej pieśni, podaje drużba młodemu ręcznik
i prowadzi go za stół; młody tańczy ze swaszką na stole i siada
koło młodej. W tej chwili gaszą światło, młody całuje po ciemku
młodą, świecą lampę na nowo, a marszałek ładuje (weselne
śpiewy nazywają się ładowaniem, lub ładkaniem od bogini dziew
cząt Lado) do korowaja:
1. Ej hdesz ty buwaw, szczoś ty wydaw, nasz hostynnyj korowaju!
Oj buwaw ja, buwaw w czysteńkim polu,
Tam widaw ja, tam widaw ja misiacia z zirkamy,
Teper ja stoju, tcper ja stoju na tym tysowym stoli.
Teper ja baczu, teper ja wydżu Mychasia z Martoseju.
2. Łetiły husy czerez czotyry lisy [ras)
Nihde ne sidały, a że w piątym lisi (2 rasy)
Aże w piątym lisi, siły na orisi (3 rasy)
Oj jichaw Mychaś czerez czotyry sili [ras)
Nihde ne sidaw, aż w piątym sili (2 rasy)
W testeńka na podwiri (3 rasy).
3. Oj zaichaw mij ziateńko
Na testewe podwireńko,
Oj zastawyw podwireńko kowanymy wizonkamy,
Oj zastawyw stajenoczku woronymy konykamy
Zawisyw komirońku dorohymy szubeńkamy,
Zasidaw świtłońku mołodymy bojaramy.
Po tych ceremoniach jedzą i żartują, potem mistrz wesela,
marszałek ładuje:
Stupyla Martoszka z wysoka na teren,
Wymachnuła rucznykom na wsi swoi bojary,
Stupit mi bojary wsi w liwu storonońku,
Bo moja maty zi Lwowa ide,
Dorohij towar weze,
Wsim bojarom po chustońci
A szowkowu marszałońci.
Poczem otrzymują wszyscy weselni po chusteczce, których
do 90 rozdają, zaś filut marszałek przymówił dowcipną piosnkę
i dostaje mu się najpiękniejsza chusteczka. Goście weselni za5
Lud, rocznik X.
66
ANTONI SIBWIŃ8KI
kładają te chustki za pas, poczem marszałek znów ładuje do
korowaja:
Kuda nam pała dana steżeńka,
Dajte drużbi wodyci,
Nech (naj) pomyje ruczyci
I rucznyk poobtyraty,
Czas korowaj krajaty.
Nalewają do miski wody, drużba macza w niej ręce, obciera nowym zupełnie ręcznikiem, który sic staje jego własno
ścią. W ten sposób drużba nieraz zbierze do 12 ręczników, gdyż
do każdego wprowadzania i wyprowadzania młodego i młodej,
tudzież do obcierania rąk po umyciu, musi być zupełnie nowy
ręcznik. Tu jednak zaznaczyć muszę, że ręczniki wcale nie są
wielkie, są to raczej ściereczki, które szumnie ręcznikami zowią.
Po umyciu rąk przez drużbę, czeka tenże, aż marszałek prze
ładuje:
Kuda nam pała dana steżeńka,
Rozbywaj sia korowaju
Z zełenoho maju,
Z ruty i barwinku,
Na zołotu tariłku.
Dopiero teraz rozbiera drużba korowaj, kraje na małe ka
wałki i podaje z małej miseczki (za centa) każdemu z obecnych.
Spód korowaja nazywa się podeszwą i należy on do muzykan
tów'. Po rozdaniu korowaja następuje wieczerza, podczas której
drużba z matką młodej hula po izbie, a marszałek śpiewa:
Kuda nam pała dana steżeńka,
Napyjte sia swaty horiłky,
Chot’ po troszoczku, po kieliszoczku,
Bo budem weczeraty.
Kuda nam pała dana steżeńka,
Hotujte nam jisty
Z perciamy, szafranamy
Z dorohymy przyprawamy,
Nasza mama myłostywa
Kapustu ne prysmatyła,
Upała kiecia z pieca
Chwostykom zamachnuła
I szkwarku wywernuła.
Traktujte sia hosteńki, traktujte,
Tylko nam mamu szanujte,
Nasza mama stareńka
I z rodu sławneńka.
OPIS WESELA W LISKACH
67
Po wieczerzy:
Oj wstańte bojare wstańte,
Poklin Bohu widdajte,
Podiakujte tali, mami za chlib, ta za horiiku
I za horoszu diwku.
Po tej pieśni rozchodzą się do domów. Dopiero dnia trze
ciego przypada ślub. Młodzi idą rano do spowiedzi do kościoła,
lub do cerkwi, stosownie do tego, jakiego są obrządku. (Kościół
jest we wsi sąsiedniej w Żniatynie). Wracają do domu bez dru
żyny weselnej i zaczynają się przygotowania do ślubu z paradą,
Na ziemię kładą co najpiękniejszy kilimek, na kraju kilimka
tawiają ławkę i zaścielają ją także kilimkiem. Na ławie siadają
rodzice młodego i młodej. Przed niemi klękają młodsi i proszą
o błogosławieństwo. Rodzice błogosławią. Nie odbywa się to
jednak bez łez i pewnej powagi. Jest to może chwila najbardziej
rozrzewniająca. Potem młodzi proszą wszystkich obecnych o bło
gosławieństwo, padając, a właściwie kłaniając się nisko. Z izby
wyprowadza młodych drużba, podawszy im ręcznik. Jest to ostatni
ręcznik, który drużba za swą ciężką pracę otrzyma, a marszałek
śpiewa:
Pokropy nas tatuneńku świeczonoju wodoju
O prawoju rukoju w szczaslywu dorohoju,
Bo my jidem w dorohu
Do Bożoho Domu,
Do Bożoho Domu, do nowyj oeikowci,
A w tij cerkowci sut’ dwi choruhwońci,
Na tij choruhwońęi sut’ dwi jahodońci:
Jedna dla Mychasia, druha dla Martońci.
Rodzice kropią młodych wodą święconą, a młodzi z we
selnymi idą do ślubu. W czasie tej jazdy wszyscy im się ustę
pują z drogi, jakby jakim książętom.
W cerkwi, biorąc ślub, stają na podłodze zaścielonej czte
rema ręcznikami, które należą się księdzu i dyakowi, względnie
organiście. Do domu młodej, lub młodego prowadzi drużba, ale
już bez ręcznika. (Jeżeli młoda idzie na grunt do męża, tedy
po ślubie przyjęcie u młodej). Muzyka gra marsza, zazwyczaj
jakiego koszlawego krakowiaka, lub nawet prawdziwego marsza
zmienionego do niepoznania przez muzykantów. Muzykanci je
dnak grają od ucha i z zacięciem, a doboszek bije łyżką w bęben,
że go w całej wsi słychać, poczem muzyka staje, a marszałe
śpiewa:
5*
68
ANTONI SIEWIŃSK1
Podiekujmo popeńkowy,
Jak ridnomu bateńkowy,
Szczo naszym ditiam ślub daw,
Stuloju ruki zwiazaw.
Wezera buia zaruczena
A nyni wże zwinczena.
Muzyka gra dalej tego samego marsza, drużyna weselna
posuwa się ku domowi. Młodych poprzedzają swatowie, zwró
ceni twarzą do młodych, skaczą, tupają nogami w takt muzyki,
aż do domu.
W domu stają przed drzwiami, które są zamknięte, więc
młodzi pukają we drzwi. Ojcowie wewnątrz pytają: »Kto tam?«
»Młodzi goście« (Mołodi hosti) i tak przez trzy razy. Dopiero
po trzeciem pukaniu otwierają się drzwi. Ojciec kropi młodych
wodą święconą, a matka przyjmuje ich chlebem, solą i cukrem.
Oboje kosztują te dary, a resztę chowa młoda za pazuchę, a po
tem do skrzyni, czasem nawet zaszywa do woreczka i trzyma
ten chleb do końca życia, aby chleba w domu nie brakło.
Goście wchodzą do domu, siadają za stołem, piją wódkę
i jedzą, co Pan Bóg dał. Po obiedzie idą wszyscy do domu drużki
w gościnę, co się nazywa: »Na koszt drużki«. Tu bawią do wie
czora. Marszałek, jako główny mistrz ceremonii, śpiewa, a w śpie
wie wskazuje gestami, co drużyna weselna ma robić:
Oj kury, kurońki, ne pijte tak rano,
Tohdy zapijete, jak budę deń bility,
Bo nasza drużka bardzo rano wstaje,
Szyje, wyszywaje
Po pid komirciami (piersi) sywymy hołubamy,
A po pid paohamy rajskimi ptaehamy,
A po nad dołom rajskim sokołom.
Przed odejściem, każę marszałek młodej, by się ukłoniła
drużce i śpiewa:
Pokłonysia mołodeńka swojej dorużeńci,
Ze ci wiernie służyła
I z toboju sia nachodyła.
Młoda kłania się, żegnają się i wychodzą, zostawiając dru
żbę, bo jej już odtąd na weselu nie potrzeba, a sami z muzyką
idą do domu młodej. Tu naładowują skrzynię dla młodej, w którą
dają dla córki ubrania, poduszki, pierzynę, czasem i korale i nieco
pieniędzy. Skrzynię tę odwożą t. zw. »prydani«. Prydani, czyli
dodani, są to przyjaciele młodej, zwykle swachy; mają oni strzedz
PIS WESELA W LISKACH
69
nosagu młodej i odwieźć ten posag do domu pana młodego.
Oni wkładają skrzynię nawóz, idą na wieczerzę, która jedynie
dla nich jest zastawiona, a młoda tymczasem płacze, o i zie
w »czużynu«. W tym czasie swaszki i dziewczęta śpiewają na
stępującą pieśń;
Dałaś mene moja mamo za muz mołoduju,
Oj jak toju konopeńku w wodu zelenuju,
Oj jak tiażko konopelci w tiji wodi hnyty,
A szcze tiaższe mołodyci na czużyni żyty,
Oj ja wczera prieïa kłoczi, a nyni powisno,
Sied' sy mylyj kolo mene, ehot’ nam budę tisno,
Sied’ sy mylyj kolo mene, howory do. mene,
Nechaj budu bidna znała, czy lubysz mene,.
Sied’ sy mylyj kolo mene, prysuń sia blyzeńko,
Jak upadne wereteńce, schyly sia nyzeńko.
Po tych pieśniach zabiera głos marszałek i śpiewa do prydanych, dając tern znak, źe pora do odjazdu.
Kuda nam pala dana steżeńka,
Pokażyte hosty, czy do naszej mylosty,
Nechaj budu znaty, koho maju szanuwaty.
Kuda nam pala dana steżeńka,
Zdryhnuły sia lawy stiny, hde pr.ydany sity,
A szcze lipsze zdrihnut sia,
Jak horitki napjut sia.
Podpiwszy jeszcze wódki, siadają na wóz, na którym jest
skrzynia i wyjeżdżają do domu młodego. Przed wozem jedzie
młody swat wierzchem; trzyma on czerwoną chorągiew w ręku.
Na tego swata, chorążym zwanego, czekają, czatują po dro ze
wartownicy i starają się go schwycić, aby się wykupił. Gdy go
więc zobaczą, kładą na drodze dwa źdźbła słomy, układając je
na krzyż. Przed takim krzyżem musi się przewodnik zatrzymać,
a warta woła:
»Stój! rogatka!«
.
— »Oj panie żandar, my niewinni ludzie wieziemy skrzynię«.
»Nieprawda! wy paczkarze, płacić rogatkę!«
Musza więc płacić rogatkę. Tak nieraz kilka rogatek płacie
muszą. Nie obejdzie się przytem bez różnych, nieraz bardzo dra
stycznych żartów, bo rozweseleni biesiadnicy me erępują s ę
w słowach. Jeżeli jednak chorąży zdoła uciec przed położonym
na ziemi krzyżem, tedy warta niema prawa ani młodej, ani
skrzyni zatrzymać. Chorąży tymczasem przybiega do domu mło
70
ANTONI
SIEWIŃSKI
dego i zatyka ową chorągiew na dachu na znak wesela. Swat
i prydani wjeżdżają na podwórze młodego, a prydane kobiety
śpiewają:
Kuda nam pata dana doroha,
Widczynit’ nam lisku (bramę),
Wezem wam newistku,
I skryniu i perynu
I horoszu diwczynu.
Wychodzą rodzice młodego, przyjmują prydanych. Tym
czasem przyjeżdżają, którzy wtedy żegnali się z rodzicami: Mistrz
wesela, marszałek, przed odjazdem rodziny weselnej do domu
młodego i śpiewa:
Poklonit’ sia mołodeńki nyzeńko, pokorneńko,
Aby buto horoszeńko,
A tatunio tobi zmowy (t’J
Naj wam Hospod’ btahostawy (t’)
Szozastia, doli dast’.
Tak samo śpiewa do matki, braci, sióstr i obecnych, którym
młodzi się kłaniają, a oni ich błogosławią. Młoda płacze rzewnie
a drużyna weselna opuszcza chatę młodej, śpiewając:
Buwajte zdorowii, tutejszyi porohy,
liudy chodyły naszi bili nohy.
Ojciec kropi ich święconą-wodą, poczem odjeżdżają. Z drogi
weselnym każdy ustąpić musi. Raz jechał drogą starosta powia
towy ś. p. Tchorzewski, człek bardzo zacny i znający obyczaje
ludu. Wieśniacy go poznali, a ponieważ go kochali, więc posta
nowili nie ustąpić mu z drogi. Starosta zdziwiony kazał zatrzymać
konie. Tedy wystąpił starosta weselny i mówi: »1 ja także’sta
rosta, lecz moje prawo większe, bo ja tylko dziś starostą, a wiel
możny pan zawsze, proszę tedy nam ustąpić«. Wesołej drużynie
kazał starosta woźnicy swemu ustąpić się, podczas, gdy muzyka
weselna w cześć uczciwego starosty marsza zagrała.
U rodziców młodego przyjmują nowożeńców w ten sam
sposób, jak i u młodej po powrocie ze ślubu. Tesame śpiewy
i zabawy. Po obiedzie odprowadzają drużbę do domu i idą do
niego »na koszt« bawiąc do północy, a marszałek ładuje:
Ej kury, kurońki, ne pijte tak rano,
Tohdy zapijete. jak budę deń bility,
Bo nasz drużbońka z wojny pryichaw,
Konyka zmordowaw, sam sia zmordowaw,
OPIS WESELA W LIDKACH
71
Pustyw konyczeńka na pastiwnyczeńko,
Pustyw woronoho do sadu zeienoho,
Sam skionyw holowońku
Pid wynohradońko,
Wynohrad urwaty, bojary pryjmaty.
w czwarty dzień wesela (wtorek) zaraz z brzaskiem dnia
marszałek ładuje:
Ruda nam pała dana steżeńka,
Szur! swachy na sołomu,
Czies (czas) stełyty molodomu,
Bo win holowońku klony (t’),
Czies lehaty spaty.
Marszałek i swatowie stoją na podwórzu i znoszą do ko
mory słomę, aby młodym było miękko spać, pod słomę jedna
nakładają kamieni, pod głowę pniak i wianiu ślubnaPrydankp
t i kobiety, które młodej posag przywiozły, rozbierają młodą
do koszul, przytem pouczają, aby się nie bała bo to, co tera
będzie, jest dobre i prowadzą do komory. Młodzi zamykają za
sobą drzwi. Młody rozkazuje młodej, by mu buty ściągnęła. Za
cholewę wtyka młody 20 kor., które to pieniądze należą się
młodej. Ta jednak znalazłszy za cholewą tak małą kwotę, bije
młodego cholewą, poczem kładą się spać. Goście weselni pul ją
od czasu do czasu do drzwi, wołając: »Nie Śpijcie spokojnie, ru
szajcie się!«.
Niech tam sobie zdrowi śpią.
W chacie młodego stoją prydan, i targują od marsza
muzykę. Swatowie urządzili tymczasem tuż za drzwiami chaty
maszynę t. j. założyli międlicę (terłycia), kręcą kołem, biją mię
dlicą, maglarką, zrzucają słomę i krzyczą:
»Wio pohaniaj!«.
.
.
Ponieważ w tym czasie, gdy młodzi śpią w komorze nie
wolno być marszałkowi, ani swatom w chacie, dlatego piy ane
płacą muzykę, wynoszą marszałkowi i swatom śniadanie na dwór
i częstują^się. Śpiewają przytem najnieprzyzwoitsze piesiu kto
Uchr trick, nie imien, obrazić uszu szanownych czytelń,kow.
Wtem cichutko otwieraj, się drzwi od komory , miody pędź,. z konewką po wodę do studni, aby młoda miała się czem ob y .
Schwycić młodego z próżną konewką pragną bardzo swatowie
bo wtedy młody musi opłacić się śniadaniem, gdy jedna : wraca
z pełną konewką, nie mają prawa go zatrzymać. Z tej to przy
czyny młody cicho otwiera drzwi od komory i niespodzianie .
72
ANTONI SIKW1ŃSKI
wybiega na podwórze. Przyniesioną wodę, wlewają prydane
na miskę; młody wrzuca reński do tejże dla prydanych, a młoda
umywa się.
Teraz wchodzą rodzice młodych do komory z przędziwem
i chlebem (jak do położnicy) i winszują:
Na szczastie, na zdorowie
Z*mołodym czołowikom,
Szczobyś buła zdorowa, jak woda,
Weseła, jak wesna,
Bohata, jak zemla,
A płidna jak popowa swynia.
I ak samo winszują i goście. Potem następuje ubieranie
młodej w czepek. Pod czepek dają pieniądze, a kiedy uczepczyny
skończone, wołają młodego i pytają, czy poznał swoją żonę,
Młody musi dać młodej co najmniej jeden reński, a marszałek
śpiewa:
Kuda nam pała dana steżeńka,
Żuryła się Martuseńka,
Ze rannaja rosa w polu
Itutu zamrozyła,
Ani z czoho wineć wyty,
Ni w czem na ułyciu wyjty.
Wyjdu na ułyciu
Tam diwońki hrajut’,
Meue ne pryjmajut’
Dalej niby w imieniu młodego śpiewa:
Ne żurysia Martosiu,
Buw ja wczera ua torzi,
Kupiw ja wineć tobi.
Po odśpiewaniu tej pieśni wyprowadzają »prydanki« za
pomocą chustki, lub ręcznika młodą z chaty do wywodu, okry
wając ją tak zwanym r a ń t u c h e m t. j. długiem, białem płótnem.
Przez drogę śpiewają:
Kuda nam pała dana steżeńka,
Z łoża Martosia z łoża,
Za neju Maty Boża,
,
Włożyła koronońku
Na jeji hołowońku.
W czasie obrzędu nakrywa ksiądz młodą drugiem płótnem
które zwą pokrywało. Za wywód płacą 8 dutków (16 kr.),
kurkę i flaszkę wódki.
t
OPIS WESELA W LISKACH
73
Wracając od wywodu śpiewają wesoło:
Hopa, hopa. liopa, pa,
Wezu kurku dla popa,
A pip kurki ne chocze,
Szcze na mene terkocze.
Tłómaczą sobie, źe ksiądz wołałby gęś.
Przyszedłszy do domu, siada młoda za stołem, a marszałek
wnosi do chaty drabinę, którą opiera jednym końcem na stole,
a drugim na progu, skacze po szczeblach i woła:
»Podaje się do publicznej wiadomości, kto tę panią z nie
woli wykupi?!«.
Cisza... bo tu chodzi o rzecz!...
Marszałek woła poraź wtóry i trzeci. Aż wreszcie jeden
z krewnych młodej, lub młodego, obiecuje dać kurę, inny owcę,
lub świnię, oznaczając dokładnie jaką i zabiera pokrywało z mło
dej dla siebie Wszyscy obecni obcierają sobie tem pokrywałem
twarz. Obiecaną rzecz zaraz przyprowadzają. Teraz następuje
prezentowanie się młodego swą żoną. W tym celu idzie wesele
z muzyką do dworu, karczmy i do innych zamożniejszych domów
we wsi, w których spodziewają się dostać podarunek na wódkę.
Po powrocie do domu, siadają prydani za stołem. Ojciec
drużki wyprowadza młodą na środek izby i sadowi ją na stołku.
Tenże rzuca młodej kilkanaście groszy do podołka, a za nim
wszyscy, którzy tylko są w chacie, składają każdy, ile kto może.
Młoda oddaje swoje wstążki marszałkowi i muzykantom. Mar
szałek ubiera swoją laskę marszałkowską strojną w dzwonki,
w owe wstążki, basista bas, skrzypiciel skrzypce, a dobosz bęben.
Prydani rozdzielają obecnym korowaj, ten jeszcze, który młoda
młodemu w pierwszym dniu przysłała. Jedzą ze serem, przyczem
marszałek śpiewa zwyczajną pieśń do korowaja, poczem wszyscy
obecni idą »na koszt« do starosty, któremu marszałek przyśpie
wuje jak drużbie.
Środa, piąty dzień wesela. Swatowie otrzymują od młodych
garniec wódki, z którą idą na wieś i częstują po chatach go
spodynie, a za to dostają od tychże dla młodej przędziwo, płótno
i ręczniki na dorobek dla młodych. Po południu składają się
swaty na wódkę, aby pokazać wszystkim obecnym, że i oni
gości przyjmują. Za złożone pieniądze kupują litr, lub co najwyżej
dwa litry wódki, jednak jadąc po nią, biorą co największą beczkę
we wsi, zaprzęgają cztery konie, a jeden swat jedzie na przedzie
74
ANTONI S1EW1ŃSK1
z chorągwią z chustki, aby nie było zdrady. Z ogromnym ha
łasem i stękaniem wjeżdżają na podwórze i częstują obecnych,
przyczem ich zagadują, śpiewają i zabawiają, by częstowanie
zajęło wiele czasu, bo młoda wtedy tańczy ze wszystkimi we
selnymi gośćmi bez wyjątku, a swatom chodzi o to, by im na
cały ten czas wódki wystarczyło i zostało, a potem, aby mogli
się chwalić: »Wypiliśmy beczkę wódki mocnej, pił kto chciał
i jeszcze nam zostało«. Tego dnia wieczorem chodzą swaty po
wsi i zbierają sobie na czwartek na śniadanie, które im się już
u młodych nie należy.
Czwartek, szósty dzień wesela. Swatowie jedzą śniadanie
nie w chałupie, ale na podwórzu. Śniadanie było uzbierane
wczoraj; do tego, musi być koniecznie,jedna, lub dwie kradzione
kury; od młodych dostają z miłosierdzia jednę kurę. Ugoto
wawszy, raczą się wraz z marszałkiem weselnym na podwórzu.
Na to przychodzi ojciec młodej i niby litując się nad ich biedą,
prosi ich razem z innymi gośćmi do siebie na wieczór, na po
dziękowanie.
W piątek, siódmego dnia wesela, zaprasza znowu ojciec
młodego (jeżeli młoda przystaje na grunt do młodego) wszyst
kich gości do siebie. Młoda dopiero od tej pory zostaje przyjęta
do nowej rodziny. Rozdzielają wtedy ostatni korowaj, który
także jedzą z serem. Na zakończenie ładuje marszałek jeszcze
ostatni raz:
Kuda nam pała dana steżeńka,
Ukłonił’ sia mółodeńki swoim bojarom,
Że ony wam wysłużyły, i za wami sia nachodyły
I bud’te zdorowi!
Poczem całują się i rozchodzą.
Nadmienić tu jeszcze muszę, że nuta we wszystkich po
wyżej podanych pieśuiach jest więcej smętna, niżeli wesoła.
Z każdej aryi wieje, jakby przeczucie, bólów i trudów, którym
młodzi kiedyś, może nawet w niedalekiej przyszłości, podlegać
będą. I w rzeczywistości praca ludu tego ciężka i znojna, tak,
że najpiękniejsze dziewczęta już w ciągu kilku lat do tego sto
pnia zmieniają się po swem zamążpójściu, że z dawnej piękności
ani śladu na nich nie zostaje. Prędko też starzeją się.
