0f3f6b37bd13a33b2ed7b61f1feb5cad.pdf
Media
Part of Łowiectwo ludowe na Wołyniu / Lud, 1932, t. 31
- extracted text
-
24
analogues (ainsi que du texte littéraire de la légende de Kwitka-Osnowianenko) et du texte slovaque. Certains détails de Kraszewski trouvent leurs
pendants dans le folklore; l’auteur connaissait probablement ce motif aussi
de la bouche du peuple.
Se souvenant de la genèse de ia version de Powodowski, on a ajouté la
mention concernant les nombreuses versions provenant de l’Europe occiden
tale (p. ex. le vers de la „Vie des anciens Pères), de quelques versions orien
tales, ainsi que l’énumération des parallèles.
TADEUSZ SEWERYN
ŁOWIECTWO LUDOWE NA WOŁYNIU
(LA CHASSE CHEZ LES PAYSANS DANS WOŁYŃ EN POLOGNE)
Gdy Jan hrabia z Ostroroga1), apoteozując staropolskie swobody,
pisał r. 1618: „Między innemi znaki wolności szlachty polskiej jest ten
jeden niemniejszy, że szlachcicowi polskiemu myśliwstwa zażywać
wszędzie, gdzie chce“, nie wypowiadał tylko własnych poglądów.
Również nie swoje, ale zapatrywania ogółu szlachty, jakże charakte
rystycznie wyrażał świetny stylista, Anzelm Gostomski, r. 16002) :
„Ptaka powietrznego, zwierza nie ogrodzonego, ryb nie w sadzawce,
jako bedłek na boru ubogim bronić. Bo zwierz w puszczy, ryby w rze
kach, ptaki na wietrze — swoim nazywać, ludziom ich zabraniać,
jakoby rzeczy nigdy nie wróconej żałować, świat chcieć naprawić, by
umrzeć nie wierzyć — jednakiego domysłu rzeczy“.
Nie inne były zapatrywania ludu ongiś i dziś. Spadkobierca spo
łecznych praw i psychiki szlachty nie mógł być zresztą inny. W rezul
tacie zaś wspaniały niegdyś zwierzostan Polski kurczy się w sposób
zastraszający, a z nim i część narodowego bogactwa.3) Ratować chcemy
ostałe skarby naszej przyrody racjonalną hodowlą, ustawami i karną
odpowiedzialnością za przestępstwa. I to jest konieczne. Ale równo
cześnie z egzekutywą prawa iść winien posiew miłości do przyrody,
poznanie jej piękna, a wreszcie sposobów jej niszczenia.
1) Myśliwstwo z ogary, w Krakowie, druk. Bazyli Skalski r. 1618. (Bibljoteka
Pisarzy Polskich, N. 64, str. 37).
£) Gospodarstwo jezdeckie, strzelcze y myśliwcze, R. 1600, Poznań. (Bibl. Pis.
Pol. N. 6$, str. 295, 196).
s) Artykuł niniejszy miał wejść w skład wołyńskiego zeszytu „Ziemi“, który
z różnych względów nie doszedł do skutku. Stąd jego krajoznawcze tendencje,
zaznaczone w kilku myślach wstępu. Pod względem rzeczowym jest on skrótem
materjałów, w lwiej części nadesłanych mi na opracowany przezemnie kwestjonarjusz, którego rozpowszechnieniem w sferach leśników, ziemian, nauczycieli
i włościan zajął się Zarząd Woł. Okręgu Zw. Pol. Naucz. Szk. Powsz. w Równem
Wołyńskiem, zjednawszy sobie pomoc ze strony Urzędu Wojewódzkiego, dyrekcji
Lasów Państw, w Łucku i t. d. Dzięki usilnym staraniom prezesa Zarządu, p. Jakóba
Hoffmanna oraz dobrej woli i obywatelskiemu stanowisku wszystkich, odpowiada
jących na powyższy kwestjonarjusz, możliwe było dokonanie ogólnego zarysu
pracy, która w innych województwach jest do odrobienia konieczna.
25
Ryc. 1—10.
Narzędzia łowieckie ludu wołyńskiego.
1. Wilczy dół. 2. Wędka na dzikie kaczki. 3. Pętle z włosia na kuropatwy.
4. „Kulka“ na ptaki. 5. Sidła na kuropatwy. 6. Sieć na zające. 7. Potrzask na ptaki.
8. Rozszczep na kuny. 9. Samołówka stróżykowa zw. tułeć. 10. Wabik na sarny.
Rys. T. Seweryn.
26
Jak pod względem ukształtowania pionowego i typu flory jest
Wołyń k-ainą przejściową między wyżynnem Podolem, a nizinnem
Polesiem, między florą podolską a florą bałtycką, tak samo przejściowy
charakter zaznacza się i w jej faunie. Północnym obszarem Wołynia
(przez pow. lubomelski) biegnie granica południowego zasięgu łosi,
na południu zaś Wołynia występują dropie, tak charakterystyczne
ongiś dla fauny Podola.
Na zwierzostan Wołynia składa się fauna wód i bagien, lasów
suchych i mokrych, równinnych pustaci i mszarników, suchych pa
górków, przylasków, łąk i t. p. A więc z ptaków: dzikie kaczki, dzikie
gęsi, bekasy, derkacze, dubelty, słonki, jarząbki, dzikie gołębie,
jastrzębie, kuropatwy, przepiórki, żurawie, cietrzewie, a w pow. lubomelskim, kowelskim, łuckim, kostopolskim i sarneńskim — królewski,
wspaniały ptak łowny — głuszec. Dodać tu wreszcie należy łowieckie
raritates atque curiositates — orła 4)5 i białego kruka n).
Z ssaków rzadki drapieżca — ryś w pow. kowelskim (w lasach
koło Maniewicz) i sarneńskim, a pospolity w pow. kowelskim, równieńskim, kostopolskim i sarneńskim — wilk, nadto wydry, kuny,
„gronostale“, tchórze, borsuki, lisy, dziki, sarny i zające. Rozliczność
zwierzyny nie jest jednoznaczna z jej obfitością. Już w XVI w. Wołyń
był terenem „łowiectwa ptaszego“, bo „takie narycfilej na Podolu abo
Wołyniu popłaca6)“. A w XIX w. pisał Reumann 7) w „Sylwanie“:
„Każda okolica (w Polsce) miała osobne i wyłącznie tylko tam używane
sposoby łapania dzikiego ptactwa8). I tak: na Wołyniu i Podolu
głównie polowano na cietrzewie i przepiórki, w Polsce na pardwy,
kuropatwy i głuszce; Prusacy i Litwini łowili sokoły i rarogi białe,
Żuławczycy Kaszubowie najzręczniejsi byli w łowieniu ptactwa wod
nego“ i t. p. Niemniej, jak świadczy o ' tern tradycje w pow. kosto
polskim, bywały na Wołyniu także „królewskie łowy“, przypominające
czasy, gdy to „król Batory na straży siecią trzeciomilną otoczywszy,
zwierzynę bierał nieomylną“.9)
Wiele prastarych sposobów łowieckich zachowało się na Wołyniu
po dzień dzisiejszy. Wyrafinowana chyhrość kłusownika i jego czujne
przystosowanie się do warunków fizycznych terenu jest tu ostoją
odległej tradycji. Gdzie zwierzyny więcej, a zatem w pow. lubomelskim,
kowelskim, łuckim i sarneńskim, tam pleni się ten barbarzyński okrutnik, mordujący bezwzględnie wszystko, z czego ma mięso, futro lub
4) Z końcem grudnia 1931 r. upolował orła p. Baranowski w lasach koło
Zaborowa, pow. Równe.
5) Tego trudnego do podejścia ptaka zabił w grudniu 1931 r. w Rokitnie kpt.
W. Kubrycht.
c) Mateusz Cygański, Myśliwstwo ptaszę (Bibljoteka Pisarzów Polskich, N. 64,
str. 267).
T) Sylwan T. XX 1844, str. 159 (Gospodarstwo łowieckie z historją łowiectwa
polskiego).
s) Regjonalne sposoby łowieckie, oparte na nieznanych gdzie indziej narzę
dziach łowieckich, nie istnieją. Jedynie właściwości terenu oraz obfitość pewnych
gatunków' zwierzyny łownej nadaje iowiectwy niektórych regjonów charakte
rystyczne cechy.
B) Myśliwiec. W Krakowie 1595. Autor prawdop. Tomasz Bielawski (Bibl. Pis.
Pol., N. 64, str. 363).
27
lekarstwo. Tak, lekarstwo; bo sadło borsucze nietylko nadaje się na
smar do butów. Leczy ono suchoty, goi rany, usuwa przeziębienie
(Białokrynica, Jezierce, Bielka Wola), reumatyzm i wszystkie choroby
wewnętrzne (Klewań). Krew .zajęcza leczy liszaje, krtań wilka jest po
mocna w kuracji gardła (Bielka Wola, pow. Sarny)10). Pieczeń z lisa
jest środkiem na gruźlicę, a językiem lisim, wysuszonym i zmielonym,
okadza się bolejące zęby (Skulin). Nic się tu nie zmarnuje. Nawet
tłuszcz żmiji, który usuwa spuchlinę, nawet skóra węża, która niszczy
bielmo na oku, nawet wątroba psa wściekłego, która leczy wściekliznę,
siłą zasady „similia similibus“.
Aby tylko zdobywać zwierzynę, przyzywa łowca na pomoc wszyst
kie zie siły i tajemniczemi czarami stara się zapewnić cudowne własności
swoim narzędziom mordu. Skórę
z węża tnie więc na kawałeczki
i dodaje do ładunku śrutu (Wiśniowiec), nabój zaprawia gars
tką ziemi ze świeżego grobu
(Białokrynica),
krwią
kruka
smaruje lufę wewnątrz (Wiśniowiec), przekłada broń między
nogami od tyłu do przodu (Ko
lonja Annowola), wypowiada
nad strzelbą specjalne modlitwy
i „zamówienia“, szepta zaklęcia,
których nikomu zdradzić nie
wolno.
By strzelba była celna
i przyciągała zwierzynę, kładzie
w Wielką Sobotę pod próg
cerkwi zamek strzelby, a gdy Ryc. 11. Sieć przewieśna do łowienia
wszyscy wierni wejdą do cerkwi,
dzikich kaczek.
zabiera go pokryjomu. Gdyby
Rys. T. Seweryn.
jednak
ktokolwiek
zauważył
to, strzelba zupełnie straci swą celność. Zaklęcie na św. Onufrego psuje
strzelbę. By wrócić jej dawne zalety, należy sól poświęconą w Wielką
Sobotę rozpuścić we wodzie, w tym świętym rozczynie zanurzyć
strzelbę, robiąc nad nią znak krzyża i szeptając modlitwę: „Boże bło
gosław, zwolnij od klątwy, by znów ściągała i w samo serce biła“.
W wodzie tej ma moczyć się strzelba przez całą dobę (Jezierce, Bielka
Wola, pow. Sarny). Aby zaś zabezpieczyć broń przeciwko „żywieniu“
zwierzyny t. j. aby dać jej moc strzałów śmiertelnych, wpuszczają do
lufy węża, wkładają mały nabój prochu i wystrzelają (Sircz, Klewań),
albo, zamiast węża, wkładają trzaski z drzewa, zdarte osią wozu o pół
nocy lub odłupane uderzeniem pioruna (Białokrynica). Wtedy broń
bije śmiertelnie, jak piorun. Że zaś zaczarowana broń była zawodna,
tworzył dawny łowca opowieści o zwierzętach, których się żaden pocisk
lc) Choremu wlewa się do gardła wodę (najlepiej święconą) przez krtań
wilczą, ale lak zasuszoną, aby nie straciła swego naturalnego kształtu.
28
nie ima. W lasach klewańskich żyje np. dzik, który wszystkie kule
„wytrząsa“ ze siebie, za pomocą „czochrania się“ o sosnę. Nawet za
czarowane kule odbija ją się od niego, jak groch od ściany. Że zaś tego
rodzaju czarodziejskie zwierzęta trafiają się rzadko, myśliwy, posiada
jący zaczarowaną broń, wedle przekonania ludu, nigdy bez łupu nie
wraca z polowania.
W dzień „Błagowieszczenja“ polować nie wolno, gdyż wtedy djabeł
wodzi myśliwych po krzakach i łozach. Charyton Ghwesiuk, lat 82,
z Jezierzec w pow. sarneńskim, opowiadał, że kiedy przed 40 laty
gajowy Sawicki wybrał się na głuszce w dzień Błagowieszczenja, spotkał
w lesie nieznanego sobie myśliwego. Ponieważ chłód ranny był dojmu
jący, rozłożył ogień, wyjął z torby kawałek słoniny, nadział na za
ostrzony kij i piekł. Nieznajomy usiadł również przy ognisku, sięgnął
do torby, wyjął żabę i w taki sam sposób zaczął ją piec. Gdy to zobaczył
gajowy, rzekł: „ty nie mój brat, a czartów brat“, poczem pieczoną sło
niną uderzył go w zęby. Nieznajomy świsnął przeraźliwie i znikł.
Jednocześnie powstał w lesie wielki szum, a gwałtowny wiatr obalał
drzewa, z trzaskiem łamał gałęzie i rzucał na gajowego. Napadnięty
przez złe moce ledwie uszedł z życiem z tego miejsca, a długo błąkał
się po lesie, zanim trafił do domu.
Z pośród narzędzi łowieckich pierwsze dziś miejsce zajmuje broń
palna: strzelby kupne lub karabiny wojskowe, przerobione własnym
przemysłem w sposób, budzący podziw. Z zasiadki strzelają do zajęcy,
dzików i sarn. Czatują na łup w noce księżycowe na przełazach i pod
lesiach. W dzień biją do żurawi, pasących się w zbożu — wogóle do
każdej zwierzyny i c każdej porze, gdy tylko straż leśna jest daleko.
Kłusownik nie zna czasu ochronnego, ani etyki łowieckiej.
Z innej dawnej broni niewiele ostało się na Wołyniu: ościenie
rybackie na wydry (Sircz, pow. koszyrski), a pałki, żelazne widły,
siekiery i grace na borsuki „osadzone przez psy zdała od nory albo
wykopywane z ziemi przez „kopaczów“. Poza tem na węże, wygrzewa
jące się na słońcu, dobry jest każdy kij.
Na „haczki“ czyli rybackie wędki z nadzianemi kawałeczkami cie
lęcego płuca łowią dzikie kaczki (ryc. 2) na stawiskach (Szumsk,
Wiśniowiec), wyjątkowTo tylko w pow. kostopolskim zastawiają większe
wędy na lisy i wilki.
Jeden z najpierwotniejszych sposobów łowieckich, wilcze doły
(ryc. f), należą dziś na VVolyniu naogół do przeszłości. W Skulinie
w pow. kowelskim albo w Białokrynicy w pow. krzemienieckim,
kopano je jeszcze 30—40 lat temu. Były to doły 21/2 m. szerokie, u dołu
szersze, z wierzchu nakryte cienkiemi gałęziami i ściółką. W gminie
Krupiec, pow. Dubno zwabiają ku dołom dziki rozsypinami kartofli
i prosa. Przynętę zaś na lisy i wilki ustawiają w pow. kostopolskim
w ten sposób, że nad dołem, szerokim u dołu do 4 m., a u góry do 3 m.,
przywiązują kaczkę lub prosie, a wierzch jamy zakrywają prętami
i trzciną, posypaną pomiotem końskim.
Wnykarstwo natomiast rozgałęzione jest wszędzie. Zimową porą,
gdy ptactwo trzyma się bliżej wsi, łowią kuropatwy na sidła z końskiego
włosienia, przywiązane do żelaznej obręczy (ryc. 5) lub drążka, posy-
29
pawszy na przynętę ziarno z plewą. W sidła takie łowią się „kury“ za
nóżkę. Letnią porą natomiast wbijają w bruzdach między redlinami
w kartoflisku obłączki drewniane, z których zwisają wdół „kulki“
(pętle) z włosia (ryc. 3). Potem naganiają ostrożnie stadko kuropatw,
które, uciekając bruzdami, łowią się za szyję (Skulin, p. Kowel, Orżew,
p. Kostopol)-11) Do tej kategorji wnykarskich sposobów należy rozwie
szanie sideł z drutu u nor borsuczych i lisich (Zarudzie), na sarny zaś,
zające i lisy u drzew, krzaków, na ścieżkach w gęstwinie, szczególnie
podczas śnieżnej zimy, gdy zwierzyna zwykła chadzać tylko wydeptanemi dróżkami. Na ptactwo śpiewające np. słowiki albo też na sójki*12)
zakładają u wodopojów, gdzie ptaki gromadzą się, t. zw. „potrzaski“
czyli kabłączki z poprzecznemi patyczkami, na których rozciągnięte
jest sidło (pyc. 7). Gdy ptak, idąc dróżką, oczyszczoną z gałęzi, skoczy
na ów patyczek, wciśnięty między ramiona kabłączka, strąca go wła
snym ciężarem, a w tym mo
mencie pętla zadzierzga mu się
u nogi (p. Kowel). Na zużytko
waniu prężności gałęzi do celów
łowieckich polega sposób umo
cowania „kulki“ u nagiętej ga
łęzi, zahaczonej o sęczek, kołek,
wbity w ziemię, drzewo i t. p.
Strącenie kołka lub zruszanie
gałęzi sprawia, że odprężająca
się gałąź zadzierzga pętlę u nóg
ptaka (ryc. 4). W podobny spo
sób łowią cietrzewie i jarząbki Ryc. 12. Sieć podrgubna na kuropatwy.
na Podolu i w Rosji13). W pow.
Rys. T. Seweryn.
kowelskim, sarneńskim, kostopolskim i krzemienieckim łowią również samy na druciane, „stalo
wane“ wnyki, zawieszane u zgiętej, prężnej „drągowiny“ na leśnych
przesmykach.
Na Wołyniu, jako terenie „myśliwstwa ptaszego“, zachowały się
do dnia dzisiejszego różne sposoby łowienia ptaków śpiewających na
lep z kalafonji i oleju, najczęściej zaś z jemioły (w pow kowelskim),
a także różne formy sieci, z których niegdyś w Polsce słynęła ta ziemia.
„Królewskie łowy“ z czasów Batorego14) przypomina w pow. kostopolskim tradycja ustna o łowieniu zwierzyny przy pomocy tłumnej
nagonki w sieci, wysokie na 2 m, a długie na kilkaset, zafarbowane
w lecie na zielono, a w jesieni na brunatno, rozwieszane na drzewach
przy drogach i t. zw. wekslach czyli miejscach przełazowych zwierzyny.
Cygański (Blbljoteka Pisarzów Polskich N. 64, str. 267) pisze: „Dostaniesz
ich (przepiórek) też i sidełkami, gdy będą gęste zboża, czyniąc im ścieżki nad
brózdami, a to narychlej na Podolu abo Wołyniu takie myśliwstwo popłaca“.
12) W dworach szlacheckich dodawano mięso sójek do pasztetu.
13j Bobiatyński, Nauka łowiectwa, Wilno 1825, T. II, str. 286.
14) „Parkany (t. j. sieci z powrozów), sprawione za czasów króla Stanisława
Augusta do polowania w Kozienickiej puszczy, używane jeszcze były w r. 1822,
kiedy w leśnicjwie Lubochnia żywcem łowiono jelenie i sarny do zwierzyńca, zało
żonego w bliskości Skierniewic" (Sylwan, T. XX, r. 1844, str. 438).
30
Zaplątane w sieci zwierzęta zabijali lub wiązali ludzie, wypadający
z kryjówek. Tego rodzaju sieci zwano dawniej w Polsce „obierzami“
lub „parkanami“.15
16)
O łowieniu dzikich kaczek w sieci wspomina w r. 1784 raport
ks. Dawida Pilchowskiego z wizytacji szkoły w Dąbrowicy le) : „Roku
1784 doświadczono jest, że w okolicy wsi Strzelska w pow. pińskim
(obecnie sameńskim) znajduje się jezioro, którego woda skutecznie
i w krótkim bardzo czasie goi rany od żelaza zadane. Przypadkiem
tego docieczono, gdy wieśniak pewny zaciętą mając siekierą nogę,
nocą — jak jest na Polesiu zwyczaj — sieciami z drugim dzikie łowił
kaczki, na to jezioro w nocy zlatujące się, nie mogąc się ustrzec, nogę
zamoczył. Nazajutrz, gdy ranę odwinął, postrzegł niespodzianie gojącą
się, zachęcony tym skutkiem umyślnie tąż wodą potym przemywał
i w krótkim czasie rana zagojoną została“.
Wzmianka w powyższym raporcie o łowieniu nocą dzikich kaczek
w sieci odnosi się niezawodnie do łowienia w pojedyncze sieci, zwane
dawniej u nas „pajęczynami“, a na Wielkorusi „perewiesami“, które
rozwieszano pionowo wpoprzek przesmyku między dwoma jeziorami,
w przerębach leśnych w pobliżu jeziora lub wogóle na nocnym „ciągu“
kaczek. Sieci te umocowywane bywają czterema rogami do dwóch,
wbitych pionowo w ziemię żerdzi (ryc. 11). „Gdy ptactwo wpadnie,
myśliwy, pociągnąwszy silnie za powróz, zasznurowywa jak w worze
całe stado. Łowy te zwykle odbywają się w nocy, kiedy kaczki z jednego
jeziora do drugiego przelatują“.17) *
Sieciami posługują się dzisiaj Wołyniacy w łowieniu różnorakiego
ptactwa. Gdy dropia zgonią z jaj, stawiają u gniazda sidła (w XVI w.
t. zw. ponoże) lub sieci z potargiem t. j. sznurkiem, za który pociąg
nąwszy z ukrycia, nakrywają ptaka. Podobnie łowią w saki lub sieci
o rozmiarach 2X3 m, rozpięte na drewnianych, prostokątnych ramach.
Gdy „kury“ zlecą się pod ustawioną pochyło sieć, nakrywają je za
pociągnięciem sznurka (Wiśniowiec, Skulin). Na przepiórki i kuropatwy
zastawiają w zbożu podwójne sieci t. zw. podrgubne1S). Wiszą one,
rozpięte na wbitych w ziemię patyczkach tuż obok siebie (ryc. 12).
Przez małe oka pierwszej sieci nie mogą ptaki przedostać się, ale ucie, kając w popłochu, wciskają część tej sieci w rzadką sieć drugą i tym
sposobem wiążą się same (Krupiec). Bardzo interesujący jest zachowany
na Wołyniu w okolicach Klewania sposób nakrywania stadka prze
piórek siecią, 2—3 m. szeroką, a 5 m. długą. Jest to polowanie z psem.
Gdy wyżeł zrobi „stójkę“, przepiórki przywarowują do ziemi, a wtedy
dwóch chłopców, zachodząc ztyłu, wloką po ziemi, a zbliżywszy się do
stadka, nakrywają je (ryc. 13). W dawnej Polsce zwano tę sieć roz
jazdem19), albo z francuska „tyrus“ (tirasse). W szlacheckich polowa
niach — wyżła zastępował jastrząb, a chłopców pieszych — jeźdźcy.
15) Jan Szyller, Poradnik dla myśliwych, Wilno 1839, str. 99.
16j Archiwum Kuratorji Wileńskiej N. 295, str. 24—26 (znajdujące się w Bibl.
XX. Czartoryskich w Krakowie).
17) Ignacy Bobiatyński, Nauka łowiectwa, Wilno 1825, t. II, str. 357.
ls) Bibl. Pis. Pol. N. 64, str. 266, 293 (Cygański, Myśliwstwo ptaszę).
19j Ignacy Bobiatyński, t. II, str. 296.
31
We Francji używano rozjazdów do nocnych łowów na chróściele, prze
piórki i skowronki. Dzisiaj ten sposób łowiecki jest w Polsce u ludu,
poza Wołyniem, nieznany.
W sieci i worki łowią na Wołyniu także ssaki np. borsuki, zające
i t. p. W nadleśnictwie Orżewskiem po wyjściu borsuka z nory wie
czorem, zamykają norę workiem, puszczają psy na tropy, a gdy zwierzę
ucieknie psom i chce wbiegnąć do swej kryjówki, wpada do worka.
Uwięzionego w ten sposób borsuka dobijają kijami lub widłami. Albo
też, włożywszy worek lub sieć do jamy borsuczej, czekają, aż zwierzę
nad ranem powróci (Zarudzie). W ten sam sposób łowią zające w sieci
ponad l1/2 m. długie^ a posiadające oczka o rozpiętości 8 cm2. Ale
bodaj najoryginalniejszym jest na Wołyniu w Zarudziu (pow. Krzemieniec) sposób łowienia za
jęcy. Do długiej, kilkumetro
wej tyki przywiązują okrągły
obłąk, a do niego przyszywają
worek, tworząc jakby wyol
brzymioną siatkę na motyle.
Gdy zając
siedzi głęboko
w śniegu, nakrywają go, on zaś
kicnąwszy, wskakuje w pu
łapkę (ryc. 6).
Najpospolitszem
narzę
dziem do łowienia tchórzów,
kim, gronostajów, a także lisów
jest skrzynka, mająca jedno
lub dwa wieka, zamykające
się z chwilą, gdy zwierzę po Ryc. 13. Rozjazd (sieć wleczona) na
przepustki.
ruszy znajdujący się wewnątrz
Rys. T. Seweryn.
języczek, nastrożony tak, jak
w pułapkach na myszy. Są to t.
zw. pospolicie w Polsce stopce.
W pow. kostopolskim umieszczają owe „łapki“ w specjalnie wyciętych
otworach w płotach, a w pow. kowelskim (Skulin) ogradzają sztache
tami przestrzeń 4 m2 i w każdej ścianie płotu ustawiają słopce z dwoma
przykrywadłami. W środku ogrodzenia umieszczają w drewnianej
klatce koguta. Lis, chcąc dostać się do żywej przynęty, wchodzi do
skrzynki, a poruszywszy zdradziecki języczek, strąca wieka, a tem sa
mem zamyka się w pułapce. W Kolonji Annowoli bywają „łapaki
z bezpiecznikami“ t. j. ruchomemi pałkami, które z chwilą zamknięcia
się wieka, automatycznie opadają, nie pozwalając zwierzęciu na pod
niesienie wieka.20)
Najciekawszą jednak odmianą samolówki stróżykowej, jest t. zw.
tułeć, występujący w Białokrynicy (pow. Krzemieniec). Jest to skrzynkowata forma, w której umieszczona jest przynęta, a nad nią podnie
sione wieko, obciążone kamieniem. Działanie jej polega ńa tem, że
zwierzę, chcące dostać się do przynęty, musi wytrącić stróżyk t. j.
20) Rycinę podaję w „Ludzie Słowiańskim“ t. II B. str. 203.
32
patyk, oparty o zaostrzony klin, przybity od spodu do wieka, a z chwilą,
gdy to uczyni, wieko opada i dosłownie przygważdża zwierzę do ziemi
(ryc. 9). Samołówki takie znane są na Syberji pod nazwą „baszmak“,
a na Pokuciu — „zazub“. Wołyńska nazwa „tułeć“ jest bardzo charak
terystyczna. Wywodzi się ona nie od „wtulania się“ zwierzęcia, lecz
od „tulu“ (tul) t. j. wydrążonego drewna 21) (kołczan). Prototypem tej
samołówki były „paści kadłubowe“, w których zamiast skrzynki wystę
powała wydrążona kłoda. Taka właśnie paść zwie się w Jugosławji
„tuląc lub tuljac“.22)
Z pośród samołówek sprężynowych wspomnieć należy o wo
łyńskim okazie rozszczepu, znajdującym się w zbiorach Muzeum
Etnograficznego na Wawelu23). Jest to rozszczepione drewno, wsta
wione w dziuplę (ryc. 8). Gdy zwierzę (kima), wychodząc ze swej
kryjówki, wytrąci stróżyk, utrzymujący rozszczep w rozwarciu, ra
miona zwierają się i chwytają zwierzę, jak w szczypce. Obok tego
prastarego sprężynowego narzędzia łowieckiego, były niegdyś na Wo
łyniu w użyciu „stupicy“ (stępice) na lisy, W Bobłach, gminie Turzysk, powiecie Kowel natrafił bowiem prof. Kaz. Moszyński na tra
dycję odnoszącą się do tego rzadkiego dziś, morderczego narzędzia.
Na lisy, wilki, borsuki, kuny, tchórze zastawiają żelaza czyii
o k 1 e p c e, zwane z rosyjska, a raczej turecka „kapkaný“. Aby zwabić
kunę do żelaz daje się przynętę w postaci jaja, a kawałek kociego mięsa,
gdy zastawiają oklepce na tchórza. Wilka zwabiają wolemi jelitami lub
padliną, umieszczoną na wykrocie, opasanym ze wszech stron wałami
z kolczastego chróstu w różnych promieniach. Tworzą się w ten sposób
zwężające się coraz bardziej dróżki, wiodące do przynęty. U dołu
pniaka lub wykrotu ustawiają „kapkan“, ukryty pod liśćmi lub śnie
giem. Aby zmylić zwierzę, czyszczą uprzednio żelaza ze rdzy, wycierają
witerunkiem, a na „placówkę“ niosą je nie gołemi rękoma, lecz w sta
rej derce, służącej do przykrywania koni.
Lisa trudno zwabić do żelaz. Na wiosnę i w lecie ma on podobno
węch słaby, jeśli, jak twierdzą obserwatorzy, mija często ptaki-samice,
siedzące na ziemi w gnieździe. Gdy ptactwo podrośnie, chwyta się lis
żab, raków, wężów, koników polnych, jagód leśnych, ale nie tknie się
mięsa drapieżnego ptaka. Przynęty, w żelazach umieszczone przezornie
omija, ale niechby znalazł jakąkolwiek zwierzynę, złowioną w oklepcach, pożre ją bez namysłu, a i z przynętą nie czyni sobie skrupułów.
Żelaza na lisy wycierają liśćmi żarnowca, który imituje zapach myszy,
łubiany przez tego drapieżnika. Nad rozwartemi chwatami kapKana
wieszają zwykle ptaszka. Lis zbliża się... Obchodzi kilkakroć „pla
cówkę“, obserwuje bystro przynętę, lecz instyktownie trzyma się zdała
od niebezpiecznego miejsca. Czasami stara się ją przyciągnąć łapą,
a gdy to się nie uda, z powodu obwarowań z kolczastego chróstu,
patrzy łakomie na umieszczony przed sobą smakołyk, autosugestjonuje
się niejako, a wreszcie po desperacku skacze na przynętę. Krótki, roz21) B. Linde, Słownik jęz. poi., Cz. III vol. V str. 686.
22) Lud słowiański II B, str. 192 (P. Petrovic, Národně lowačke sprawę kod
Srba i Hrvata).
2S) Rysunek tego narzędzia podaję w „Ludzie Słowiańskim“ T. II B, str. 205.
33
paczliwy pisk i wrzask. Oklepce zwarły się. Gdy człowiek nadejdzie,
lis, uwięziony w okrutnych żelazach, kładzie się na grzbiet i z wrogiem
wejrzeniem broni się zaciekle. Bywa też, że po bohatersku odgryza sobie
nogę i uchodzi. Tak czyni też zawsze tchórz, któremu — jakże nie
słusznie — przypisujemy brak odwagi.
W lasach, gdzie prowadzi się racjonalną hodowlę zwierzyny i tę
pienie drapieżników, stawia się na jastrzębie żelaza, umieszczone na
słupach wśród „młodzików“, gdzie, jako na miejscu obserwacyjnem,
przelatujące drapieżcę chętnie siadają. Umieszczają też w drucianej
klatce lub drewnianym koszu białego gołębia, widocznego zdała,
a u wierzchu nastawiają sprężynowe żelaza, w które siadający jastrząb
łowi się za nogi.
Do wymienionych powyżej ludowych łowieckich sposobów dodać
należy wykopywanie i wykurzanie z nor borsuków, lisów,
gronostajów, tchórzów i kim (pow. kowelski, kostopolski, koszyrski)
oraz trucie lisów gałkami ze strychniną (Szumsk) albo z arszenikiem (Kolonja Annowola). W Białokrynicy umieją robić truciznę z mu
chomorów, które siekają na kawałki, wkładają w wyświdrowaną
dziurę, zabijają osikowym kołkiem i trzymają w ziemi przez dwa ty
godnie. W okolicach Klewania są nawet specjaliści truciciele, którzy
wyjeżdżają na kilka dni w dalekie okolice, aby tam uprawiać swój
proceder.
Szlachetniejszą od trucicielstwa sferę pierwotnego łowiectwa sta
nowią sposoby naśladowania głosów zwierząt, celem zwabienia ich do
nastawionych sideł, wędek, potrzasków, gałązek posmarowanych lepem
lub na bliskość strzału. W tym celu posługują się łowcy specjalnemi
wabi kami kupnemi lub wykonanemi ręcznie. Wabik na jarząbki
robią z gęsiej kości skrzydłowej lub kości zająca. Kurę cietrzewia
zwabiają przy pomocy gwizdka z oczeretu lub drewnianej cygarniczki,
na którym wydają głos koguta w czasie toku (Skulin, p. Kowel). Wabik
na lisa naśladuje pisk myszy lub wrzask zagryzanego zająca. Wabik na
sarny wydaje pisk, podobny do głosu kozy, uciekającej w czasie rui
przed kozłem. Robi się go, zakładając trawę lub kawałek cienkiej kory
brzozowej (błonki) między dwa drewienka (ryc. 10) lub dwa złożone
wzdłuż kciuki rąk (pow. Kostopol). Są specjaliści, umiejący świetnie
naśladować z wszelkiemi wibracjami wycie wilka, kwakanie dzikich
kaczek i t. p. Dłoń złożona w trąbkę i odpowiednio ściśnięte wargi są
bardzo podatnym instrumentem pierwotnego łowcy. Głos wilka i dzikiej
kaczki wogóle naśladują tylko ustami.
W powyższym zarysie ludowego łowiectwa na Wołyniu odnajdu
jemy wiele starych form, znanych w innych stronach Polski i innych
krajach, nawet pozaeuropejskich. Jedno z najpierwotniejszych zajęć
człowieka, a powszechne jak instynkt zaspokajania głodu, przejawia się
na Wołyniu bogatą różnorodnością. Wobec ubóstwa ludowego ło
wiectwa na „dzikiem“ Polesiu (szczególnie wschodniem)24), są to materjały, nadające pewien odrębny odcień materjalnej kulturze ludu
wołyńskiego.
24) K. Moszyński, Kultura ludowa Słowian. Cz. I. Kraków 1929, str. 25.
Lud T. XXXI.
3
34
RÉSUMÉ.
Wołyń était dans L’ancienne Pologne le meilleur terrain de chasse
à toute sorte de gibier: les tétras, les coqs de bruyère, les perdrix, les canards
et les oies sauvages, les bécasses, les outardes, les gros-becs etc. Jusqu’à
maintenant il s’y est conservé beaucoup de débris de la culture primitive
de la chasse. Elle se manifeste: 1) dans la médecine des chasseurs (le sang
du lièvre guérit les dartres, le rôti du renard — la phtysie, la langue du re
nard — le mal des dents, la trachée du loup — le mal de la gorge, la graisse
de blaireaii-le refroidissement, la phtysie, les blessures etc.) ; 2) dans les
moyens d’enchanter les armes et les cartouches (avec la peau du serpent, la
terre prise d’un tombeau récent, les éclats d’un arbre brisé par la foudre, en
induisant le canon du fusil par le sang du corbeau, par des formules d’ensorcelement etc.) ; 3) dans les légendes concernant les animaux que les
balles n’atteignent pas et enfin 4) dans les nombreuses restes de la tech
nique de chasse.
On emploie encore les anciennes armes de chasse: les aiguillons des
pêcheurs pour la chasse ąux loutres, les massues, les fourches, les haches
et les houes pour la chasse aux blaireaux. On prend les canards sauvages
sur des morceaux de poumons de veau accrochés aux lignes (fig. 2). Très
rares sont les grandes lignes pour prendre les renards et les loups, et les
fosses aux loups où l’on place une perche avec un canard en caractère
d’amorce. Avec des lacs attachés à un cerceau (fig. 3) on prend les perdrix,
avec des lacs disposés près des terriers les blaireaux et les renards, avec des
lacs attachés près des arbres et des buissons les lièvres, avec des lacs attachés
à des branches abaissées accrochées à un noeudde l’arbre voisin — les
chevreuils, avec des noeuds coulants faits de la crinière de cheval qu’on
place sur les traverses fixées à des châssis de bois courbés en arc (fig. 7)
les gros-becs et les oiseaux chantants, avec des lacs attachés à des baguettes
traîtresses fixées à un arbre les coqs de bruyeré (fig. 4).
On prépare la glu pour prendre les oiseaux avec de la colophane, de
l’huile ou du gui. Le procédé de prendre le gros gibier avec de grands filets
hauts jusqu’à deux mètres s’est conservé seulement dans la tradition, mais
j’usqu’à nos jours on prend les oiseaux dans des filets. On emploie ou bien
le filet double pour les perdrix (fig. 12), on bien le filet simple (tirasse)
(fig 13) dont on couvre les cailles. On employait à Wołyń jusqu’à la fin
du XVIII siècle des filets pendants pour prendre les canards sauvages
(fig. 11). On couvre avec le fiiet les outardes dans leurs nids au moyen
d’un lacet. Avec un filet ou un sac posé près du terrier on prend le blaireau
et avec un filet placé sur une longue perche (fig. 6) le lièvre bloti dans
le sillon. On prend les putois dans des boîtes aux couvercles mouvants qu’on
appelle „slopce“. On enclôt aussi d’une haute haie un certain terrain et
l’on place à l’intérieur un coq en caractère d’appeau. D’une origine très
ancienne est la boîte dont le couvercle chargé d’une pierre possède sur sa
partie intérieure un pieu tranchant qui cloue à la terre l’animal quand la
perche qui le soutient sera déplacée (fig. 9).
On prend les animaux qui ont leurs nids dans les creux des arbres au
moyen d’une bûjche fendue (fig. 8), et les renards, les loups, les blaireaux,
les martres et les putois au moyen des morceaux de fer dont les bras se
35
ferment quand la plaque remuée par l’animal délivrera l’énergie concentrée
■dans le ressort. Les animaux qui logent dans les terriers sont déterrés ou
enfumés. On empoisonne les renards et les loups au moyen de la striclinine,
de l’arsenic ou d’un extrait de fausses oronges. Pour attirer les animaux
.à ces filets, lignes, cages aux portes qui se ferment automatiquement,1 à ces
branches enduites de glu, ou bien pour les faire approcher à la portée du
fusil, les chasseurs populaires de Wołyń se servent des appeaux spéciaux,
c. a. d. des fifres qui imitent les voix animales. L’appeau pour les chevreuils
se compose de deux bûchettes (fig. 10) entre lesquelles se trouve une
pellicule de bouleau ou une herbe, l’appeau pour les tétras se fait de roseau
de marécage, pour les renards des os de poule etc.
Les matériaux cités prouvent qu’à Wołyń se sont conservés plusieurs
formes anciennes de la chasse populaire primitive.
TADEUSZ SULIMIRSK1
RYBOŁÓWSTWO NA GÓRNYM SANIE
(LA PÊCHE SUR LE HAUT SAN)
Ziemia Sanocka, nie posiadając żadnych jezior, ani też większych
rzek, prócz na ogół dość płytkiego Sanu, nie wytworzyła specjalnych
typów rybaków, znanych
—
z innych, bogatych w wody
połaci kraju. Niemniej jed
nak w kilku miejscowo
ściach położonych nad sa
mym Sanem, jak Mrzygłód,
Trepcza, Zasław, Postołów
i t. p. jest zawsze kilku
mieszkańców, zajmujących
się rybołówstwem, z któ
rego się wprawdzie wy
łącznie nie utrzymują, ale
jest ono ich ważnem źród
łem zarobkowem. Spędza
jąc od kilkunastu lat wszyst
kie wolne chwile w jednej
z tych miejscowości, w Za- Ryc. 1. Połów na „bródkę“ podczas powrotu
łodziami.
sławiu, miałem możność
niejednokrotnie
obserwo
wać tutejszych rybaków i poznać ich sposoby połowu ryb oraz ich
sprzęt rybacki.
Wieś ZasłaW jest niewielką gminą powiatu sanockiego, położoną
na lewym brzegu Sanu, w wielkiej i szerokiej kotlinie, wysokości około
310 m ponad poziom morza, ciągnącej się w górę rzeki od Sanoka.
Pola zasławskie obejmują klin utworzony przez San i przez wpadającą
3*
