8b24e32d4dad6411a92582e188b5c6e2.pdf
Media
Part of Srul Rabi Bal-Szim / Lud, 1904, t. 10
- extracted text
-
Srul Rabi Bal-Szim. (pl.
(^"O1).
Napisała
Helena Grochowska.
Wiele lat temu, wiele, ale zawsze nie tak dawno, ażeby
się pamięć zatarła tego, który był człowiekiem sprawiedliwym,
mądrym i o którym w niejednej książce żydowskiej spisane są
czyny i cuda jakie zdziałał. Źyje on jeszcze w sercach i ustach
naszego ludu w Trościańcu2), z którym się zżył przez lat kilka
naście i pomimo różnicy wiary czynił dobrze.
Było to mniej więcej przed laty ośmdziesięciu kilku, kiedy
chodził po kraju młody żydek, z pozoru bardzo prosty i nie
zgrabny. Zajmował on różne stanowiska w razie potrzeby, naj
częściej zaś był belferem małych żydziątek po karczmach wiej
skich. — Pewnego razu, będąc w Rutach, miasteczku, oddalonem o dwie mile od Trościańca, zapoznał się tamże z rabinem,
a że ten rabin był bardzo uczonym i pobożnym, więc poznał
się prędko na Srulku, a niektórzy przypuszczają nawet, że wie
dział o (tem, iż on jest Bal-Szimem, wskutek tego zaręczył córkę
swoją Sarę ze Srulkiern na przeciąg dwuletni3). Tymczasem
Srulko swoim zwyczajem »chodził po świecie«. Stary zaś rabin
w Rutach umarł, a po nim nastąpił syn jego Gerszon, przy
którym osiadła siostra tegoż Sara.
Po upływie dwóch lat wrócił Srul do Rut i upomniał się
o swoje prawa, lecz Rabi Gerszon i słyszeć o tern nie chciał,
*) Bal-Szim = cudotwórca.
2) Powiat śniatyński. — Z czynów Srula Bal-Szima wybrałam tylko
te, które mają związek z pobytem jego w znanych mi miejscowościach,
w Trościańcu i w Dębowce na Podolu w powiecie Borszczowskim.
8) U żydów jest zwyczaj zaręczania na pewien przeciąg czasu mło
dych ludzi, po upływie dopiero tego czasu wolno im się pobrać.
SlłUL lłABI BAL-SZIM
51
widząc go zawsze takim niezgrabnym i szorstkim. Sara jednak,
czy rzeczywiście była rozmiłowaną w Srulku, czy także wie
działa kim on jest w rzeczywistości, oświadczyła stanowczo, że
dotrzyma słowa danego Srulowi przez jej ojca i Rabi Gerszon
zmuszonym był sprawić im wesele.
Wstydząc się atoli takiego szwagra, wynajął mu arendę
w Trościańcu i tamże osadził1). — Dziwne też życie rozpoczęło
się u tego małżeństwa. Sara prowadził;! sama wyszynk, a Srulko
ubrawszy swój odwieczny kożuch i podwiązawszy go sznur
kiem pędził codziennie krowy na Sokalankę2), gdzie one same
się pasły, Srul zaś ukryty pod krzewem czytywał księgi.
Po drodze do tego pastwiska, pod pagórkiem, na gruncie
gospodarza Hajseniuka znajduje się do dziś krynica, w której
Srul Bal-Szim, bez względu na porę roku codziennie przed świ
tem się kąpał.
Pewnego razu w zimie, podczas ciężkich mrozów, wyszedł
do dnia wójt, Stefan Hajseniuk, na kontrolę po wsi i zauważył,
że około studni jego krewnego cała ścieżyna zabarwiona krwią. —
Zaniepokojony szedł śladem tej krwi aż do karczmy i przekonał
się, że ślady bosych nóg broczących krwią prowadziły z kar
czmy i napowrót. Na drugą noc postanowił nie mówiąc nikomu,
śledzić, kto będzie chodził w tym kierunku. Trud jego odniósł
pożądany skutek, dopatrzył bowiem, że Srulko chodzi w ten
sposób kąpać się do krynicy3). Wójt ruszony litością, wychodził
W karczmie, która została rozebraną przez obecnych właścicieli
przed kilku laty.
2) Nazwa części pola w Trościańcu.
’) Krynica taka istnieje także w Dębowce na Podolu w powiecie Borszczowskim na polu zwanem »Głęboka dolina« przy drodze prowadzącej
do Gusztyna. Srulko bowiem, będąc młodym chłopakiem, był belferem
u arendarza w Dębowce. — Woda z tejże studni była używaną przez
wiele lat jako lekarstwo na bole gardła i inne choroby, trawę zaś rosnącą
naokoło krynicy dawano chorym bydlętom. Staruszka Słobodzianowa, zmarła
przed kilkunastu laty, leczyła przez długi szereg lat w ten sposób z do
brem powodzeniem, jako pamiętająca z dawnych czasów Śrulka. Żydzi
wierzą, że Srulko mieł moc objawiania się jeszcze za życia swego ludziom
sprawiedliwym, dotkniętym ciężkiem zmartwieniem. Opowiadał mi Mendel
Augenblik zamieszkały w Gusztynie, że rodzice jego Szymszon i Rejza
Augenblikowie. po pobraniu się subarendowali karczemkę w Dębówce od
arendarza głównego z Gusztyna. Tenże mając złość do Szymszona; posta
nowił go wydalić, a nawet wyrzucił, ich na idicę i biedna Rejza z małym
52
HELENA GROCHOWSKA
od tego czasu codziennie do dnia i podścielał świeżą słomę na
ścieżynie, wiodącej do krynicy. Jednego razu spóźniwszy się tro
chę z podścieleniem słomy, spotkał się ze Srulkiem, który po
dziękowawszy mu, zaprosił go do karczmy, 'fam chcąc mu wy
nagrodzić jego czyn poczciwy, częstował go wódką i przekąską.
Hajseniuk jednak nie przyjął poczęstunku za darmo, za wódkę
zapłacił, tłómacząc się tem, że dobry uczynek, zapłacony, przestaje nim być. Srul odrzekł mu na to, że wybrał lepszą cząstkę —
»na dziś masz tyle - -jak długo Trościaniec istnieć będzie', »złe
powietrze« (cholera) nigdy w nim nie będzie. Co zaś do ciebie
to w każdej złej godzinie, gdziekolwiek byłbym, zgłoś się do
mnie«. I stało się tak rzeczywiście. Po latach kilkunastu bowiem,
kiedy Srulko przeniósł się do Międzyborza na Podolu rosyjskiem i używał już sławy wielkiego cudotwórcy, wójt Stefan
Hajseniuk wpadł w wielkie kłopoty z gminą, gdyż były jakieś
deficyty w kasie i chociaż nie było w tem jego winy osobistej,
cała gmina była tak na niego wzburzoną, że ani do cerkwi,
ani na własne pole wyjść nie mógł, gdyż grożono mu śmiercią.
Wskutek tego w przeciągu dwóch lat zubożał zupełnie. Kiedy
ostatecznie zabrakło już chleba dla dzieci, przypomniał sobie
słowa Srulka i postanowił pierwszej nocy wyruszyć z Trościańca
na poszukiwanie. Blisko rok chodził, zanim mógł się dowiedzieć,
że sławny Srul Bal-Szim, mieszkający w Międzyborzu, jest tą
samą osobistością, którą znał z Trościańca. Żona jego tymczasem
żywiła troje dzieci z dziennego zarobku. Przyszedłszy do Mię
dzyborza, udał się do rezydencyi sławnego rabina i tam został
przyjęty przez gabbę (sekretarza) na stróża domowego. Po ty
godniu ośmielił się już prosić pana gabbę, ażeby wyrobił mu
posłuchanie u rabina. Naturalnie gabba wyśmiał biednego stróża,
Eliaszkiem u piersi była zmuszoną prosić chłopa o ustąpienie jej malutkiej;
izdebki. Pewnego wieczoru, kiedy Szymszona nie było w domn, podczas
ulewnego deszczu objawił się plączącej Rejzie młody żydek w białych poń
czochach zupełnie nie zabłocony i temi słowy odezwał się do niej: nie
płacz Rejsza do trzech dni twój mąż zajmie miejsce dawnego arendarza
na Gusztynie i Dębowce i wiele lat szczęśliwie wy, dzieci wasze i wnuki
żyć tam będziecie. I stało się, Pradziad mój Fabriciusz zawezwał do trzech
dni Szymszona, dowiedział się bowiem o nieprawościaeh dawnego aren
darza, oddał mu arendę Gusztyna i Dębówki, gdzie Szymszon przez lat
pięćdziesiąt ją utrzymywał i gdzie do dziś jeszcze mieszkają jego dzieci
i wnuki.
SRUL RA BI BAL-SZIM
53
rąbiącego drwa i powiedział, że dla takich nie ma tam wstępu.
Hajseniuk jednak nie dał za wygrane i po kilku daremnych
próbach wpadł na dobry pomysł i prosił gabbę o to przynaj
mniej, ażeby ten powiedział rabinowi, iż Stefan Hajseniuk
z Trościańca jest tym nowo przyjętym stróżem. Gabba przy
chylił się do tego żądania, rabin zaś usłyszawszy to z ust jego,
kazał Hajseniuka wezwać do siebie. Po bardzo serdecznem przy
witaniu opowiedział Hajseniuk o swojej niedoli, a rabin w na
grodę za wyświadczone usługi, dał mu trzy rzeczy do wyboru —
długie życie — wielki majątek — wójtostwo w Trościańcu do
żywotnie. Hajseniuk jednak z tych trzech ponętnych rzeczy nie
umiał wybrać, więc poskrobawszy się za uchem podług zwy
czaju naszego ludu rzekł: »Panie rabin dajte wsi try«. Rabin
roześmiał się uradowany i odpowiedział: »dobrze, będziesz miał
wszystkie trzy“. Po kilkudniowej gościnie u rabina, wyszedł Haj
seniuk z powrotem do domu; po drodze jednak spotykał bardzo
często rozmaitych ludzi i wielkich panów i nikt go nie ominął,
widząc podróżnego z dalekich stron, bez udzielenia jakiegoś
zasiłku. Od możnych panów znalazły się i dukaciki, tak, że
wróciwszy do domu, miał sporą sumkę, za którą kupił w najbliższem miasteczku parę koni, wóz kuty, ubranie dla siebie
odświętne i dla rodziny. Pierwszej niedzieli, wystroiwszy się
odświętnie poszedł do cerkwi, gdzie wszyscy gospodarze przy
witali go radośnie, jak gdyby był ich najlepszym przyjacielem.
Po południu, pomimo protestu i nalegań żony, ażeby nie na
rażał się, odwiedził i karczemkę, w której w owych czasach
rezydował już Abraham Than. Tam przyjęto go z ogólną ra
dością, potraktowali piwem i wszyscy poważniejsi gospodarze
zadecydowali jednogłośnie, że muszą zrzucić niedołęgę wójta
i na nowo proszą Stefana Hajseniuka, ażeby przyjął ten urząd.
Na tern stanowisku pozostał on do śmierci.
Szmil Than, syn Abrahama, który obecnie mieszka z Zabłotowie, opowiadał mi, że pamięta tę chwilę, kiedy przyszedł
do ich karczmy Hajseniuk i powiedział im, że dziś właśnie
skończył lat sto. żyć zaś ma jeszcze lat piętnaście, co się też
spełniło. A zatem »buły wsi try«.
Drugie zdarzenie w samym Trościańcu, które opowiadał
Szmil Than, znający tę historyą od ojca swego Abrahama zwią
zane jest z drugą osobistością, żywo do dziś jeszcze zajmującą
umysł naszego ludu, a mianowicie z Doboszem. Razu pewnego
54
HELENA GROCHOWSKA
zapowiedział Dobosz przez swych towarzyszy, że przyjdzie do
Srulka na obiad w wyznaczonym dniu z całą swoją bandą
i rozkazał, ażeby się godnie do tego przygotowano. Oznaczo
nego dnia przychodzi Dobosz na czele swej bandy rozbójniczej
i zastaje jak zwykle wszystko w największym spokoju; ani
śladu przygotowanej uczty — Sara za szynkwąsem jak zwykle;
a Srul na ławeczce pod piecem, czyta najspokojniej tałmud.
Dobosz oburzony do najwyższego stopnia podnosi topor i chce
ciąć w głowę Srulka — lecz niestety, ręka w górę wyciągnięta
wraz z toporem zesztywniała. Widząc niemoc swoją i nie ro
zumiejąc przyczyny prawdziwej, krzyknął na swoich towarzy
szy: »zarubajte jeho« — Lecz o dziwo
wszyscy, którzy pod
nieśli ręce z toporami pozostali w tej samej pozie w najwyższem przerażeniu. Po długich prośbach i solennem przyrzecze
niu ze strony Dobosza, że żadnej szkody nie uczyni Srulkowi,
uwolnił ich ręce Srulko, którego pożegnali, przyrzekając nigdy
nie wrócić.
We dwa lata po ślubie Srulka ze Sarą, brat, Rabi Gerszon, który jak wspomniano wyżej, mieszkał w Kutach, zatę
skniwszy za siostrą Sarą, umyślił odwiedzić ją w Trościańcu
i przekonać się, czy Srul ze swojej szorstkości otrząsnął się
przy niej. Wziąwszy więc swego gabbę i całą świtę do po
czwórnego powozu, wyruszył do Trościańca. -Jakież było jego
zdziwienie, kiedy się dowiedział od Sary, że mąż pasie krowy
na Sokalance. Wieczorem wrócił Srul do domu, przywitał się
z radością ze szwagrem, lecz zachowywał się przy wieczerzy
tak niezręcznie, że Rabi Gerszon wstydził się go przed swoją
świtą. Na drugi dzień, kiedy swoim zwyczajem Srulko wypę
dzał krowy na pastwisko, Rabi Gerszon ośw iadczył mu, że musi
się z nim pożegnać, ponieważ odjeżdża do domu. Srułko uśmie
chnął się i rzekł: »przyjechałeś do mnie we wtorek, dziś do
piero środa więc nie odjedziesz, ponieważ będziesz u mnie
szabasował«. Po odejściu Srulka wyjechał rabin i kiedy dojeż
dżał do granicy Irościańca na Górze Pawłowej, najniespodzianiej łamie mu się oś u powozu. Musiał zatem, chcąc nie chcąc,
powrócić do Trościańca, a ponieważ kowala nie było we wsi.
wysłał powóz do Zabłotowa, z nakazem, ażeby na drugi dzień
rano był naprawiony, ponieważ rabinom nie wolno wyjeżdżać
w drogę już we czwartek po południu. We czwartek rano wy
ruszył Rabi Gerszon na nowo w podróż, lecz Pawłowa Góra
SKUJi BABI BAL-SZIM
55
była znów dla niego nieszczęśliwą, gdyż zaledwie na jej szczyt
wyjechał, rozsypało mu się koło. Powróciwszy więc do karczmy
nie mógł wyjechać już przed szabasem. W piątek rano zajrzał
Gerszon do izby piekarnianej, gdzie Sara wypiekała kołacze
ze zdziwieniem ujrzał dwanaście malutkich kołaczyków, które
tylko w domu rabina bywają wypiekane, a rabin błogosławi
je przed wieczerzą. Zapytał więc Sary, dlaczego tak postępuje,
nie będąc żoną rabina. Ona odpowiedziała mu na to, że przy
wykła tak w domu ojca swojego i nie odstępuje od zwyczaju
Po obfitej wieczerzy, kiedy się wszyscy ułożyli do snu pod
wygodnemi pierzynami, Srulko, jak zwykle, ułożył się za pieem i zasnął snem twardym, jakkolwiek miasto poduszki i pie
rzyny miał wióry i drzazgi pod głową. Około północy budzi
się Rabi Gerszon i widzi wielki blask, jak gdyby pożar wycho
dzący z za pieca; budzi więc Sarę, myśląc, że wióry się palą,
lecz Sara na krzyk brata nie odpowiada. Przerażony Gerszon
porywa się z łóżka, biegnie do szwmgra i spostrzega ze zdzi
wieniem, że ów płomień nie pochodzi z palących się wiórów, lecz
jest światłą aureolą, otaczającą głowę Srulka. Gerszon ze stra
chu zemdlał, gdyż poznał, że Srulko nie jest zwykłym żydem,
tylko Bal-Szimem. Nie dowierzając jednak w zupełności i po
dejrzy wając Srulka o jakieś czary, postanowił namówić go, ażeby
z nim po kilku miesiącach odbył podróż do sławnego codotwórcy w Przemyślu, dla zasięgnięcia jego rady1). Zgodził się
na to chętnie Srulko, lecz pod warunkiem, że swojemi końmi
własnymi odwiezie rabina i jego świtę do Przemyśla. Kiedy
nadszedł umówiony czas, przybył Gerszon do Irościańca, skąd
miano udać się w dalszą podróż. Kazał więc Srulko zaprządz
do krytego wozu Mikołajowi, swemu zaufanemu furmanowi —
a miał też bo i konie piękne Srulko, karę jak kruki a lotne jak
orły, tylko jeden był błąd, że nikt z jadących nie mógł siedzieć
inaczej tylko odwrócony plecami do koni, z wyjątkiem jednego
woźnicy Mikołaja. Wsiadłszy do bryki, nie uchybiając regule,
krzyknął Srulko »wio« i konie pomknęły. Rabin i źydkowie
jego zatopieni w myślach, a przytem osłonięci krytą bryką, nie
zwracali uwagi na przebywaną okolicę, lecz jakież było ich
*) Żydzi prości i mniejsi rabini poczuwają się do obowiązku przy
najmniej raz w rok zasięgać rady rabina cudotwórcy we wszystkich inte
resach i stosunkach rodzinnych.
56
HELENA GROCHOWSKA
zdziwienie, gdy po trzech godzinach podróży znaleźli się na
rynka Przemyśla, jakkolwiek przestrzeń z Trościańca do Prze
myśla wynosi ponad czterdzieści mil.
Przebrawszy się odświętnie, wyruszyli wszyscy do mie
szkania rabina cudotwórcy. Powszechnie znanym obyczajem
jest, że we wszystkich domach żydowskich, są przybite przy
drzwiach przykazania, zamknięte w podłużnych blaszanych
puszkach, które każdy prawowierny wchodzący musi dotknąć
palcami, a następnie palce ucałować. Stało się jednak tym ra
zem coś niezwykłego, kiedy bowiem cała świta wraz z wcho
dzącym Rabi Gerszonem ucałowała pobożnie palce, Srulko nie
uczynił tego, a nawet nie dotknął puszki. Rabi Gerszon, niena
widzący w duszy Srulka, ucieszył się niezmiernie, że będzie
go mógł oskarżyć przed rabinem cudotwórcą; lecz jakież było
jego zdziwienie, gdy wielki rabin powitał go w siedzącej po
stawie, za zbliżeniem się zaś Srulka powstał z uszanowaniem
i podał mu rękę. Gerszon jednak nie dał za wygrane i po
chwili zaczął oskarżać Srulka za nieuszanowanie zwyczaju pra
wowiernych. Wielki rabin zdziwiony zapytuje Srulka, dlaczego
tak uczynił. »Dlatego, wielki Rabi, że wasze przykazania nic
nie warte. Chcąc się przekonać, rozkazał rabin zdjąć puszkę
i po otworzeniu jej okazało się, że rzeczywiście trzy litery tych
przykazań były starte1):
Rabi Gerszon zapałał jeszcze większą nienawiścią ku swemu
szwagrowi i postanowił pozbawić go życia. W tym celu wy
szedł na miasto pod pozorem załatwienia jakiegoś interesu wa
żniejszego, wstąpił do sklepu i kupił wielki nóż, a wetknąwszy
go w pończochę i wiedząc, że z pod żupicy nikt noża nie spo
strzeże, powrócił do oczekujących go towarzyszy przy wozie.
Kiedy już wszyscy ulokowali się na swoich miejscach, Srulko
wsiąść nie chciał i na zapytanie Gerszona, dlaczego nie wsiada,
odpowiedział spokojnie: »wyrzuć pierwej ten nóż, który na mnie
przygotowałeś, i który schowałeś pod pońchochę, a wtenczas
wsiędę«. Rabi Gerszon, widząc, że przed Srulkiem nic się nie
ukryje, nawet i myśl ludzka, ukorzył się przed nim i uznał
- jego' wyższość nad sobą.
W dalszej podróży przejeżdżając przez jakieś miasteczko
*) Jeżeli tylko jedna litera jest wytarta, albo też papier lekko prze
darty lub splamiony, przykazania takie nie mają wartości.
SRUL RABI BAL-SZIM
57
spostrzegli mnóstwo zgromadzonych żydów przed otwartą bo
żnicą zapełnioną również modlącymi się żydami, których roz
paczliwe jęki zdziwiły i przeraziły naszych podróżnych. Srulko
kazał zatrzymać konie i dowiedział się od plączących żydów,
iż córka jedynaczka jednego z najbogatszych w miasteczku
i bardzo sprawiedliwego i uczciwego żyda zmarła przed chwilą.
»Zaprowadźcie mnie do niej — rzekł Srulko—i niech wszyscy
z izby wyjdą, nie wyłączając rodziców, przy mnie zaś zostaw
cie tylko dziesięciu starych i pobożnych żydów«. Uczynili tak,
jak Srulko rozkazał, a po dłuższej gorącej modlitwie zdjął Srul
prześcieradło z twarzy zmarłej dziewczyny i zawołał do niej
wielkim głosem: »ja ci mówię wstań«, poczem dziewczyna po
ruszyła lekko brwiami i odemknęła oczy — na drugie wołanie
podała mu rękę — po trzeciem wstała zupełnie rzeźwa i zdrowa
a Srulko rozkazał jej pójść natychmiast do matki i pomódz jej
w przyrządzeniu obiadu dla modlących się żydów.
W następnem miasteczku, które mijali, spostrzegli znów
coś niezwykłego; tłum ludzi bowiem, gromadzący się przed
jednym domem na odgłos dzikiego i strasznego krzyku, który
był podobnym rykowi dzikiego zwierzęcia, rozbiegał się prze
straszony i napowrót gromadził. Po bliźszem zbadaniu wystra
szonych ludzi, okazało się, że w tym domu jest żydówka, w którą
wstąpił zły duch, męczy ją i wyrzuca z jej ust najdziksze wy
razy, przekleństwa i wydaje potworne ryki.
Srulko odważnie wszedł do domu i zaczął badać żydówkę,
lecz widząc, że powiedziano mu prawdę, i że bez modlitwy się
nie obejdzie, odwrócił się twarzą do ściany i począł się gorąco
modlić. Szatan tymczasem broił na dobre, rzucał żydówką po
całej izbie, przeklinał świat cały i Srulka, lecz przystąpić do
niego nie śmiał. Po żarliwej modlitwie rozkazał szatanowi opuścić
żydówkę, lecz ten po długich miotaniach się rozpoczął z nim
pertraktacye — to żądał w zamian łona innej żydówki lub żyda,
to zamieszkania przynajmniej w tym domu: lecz Srulko był
niewzruszony, tak że szatan zniecierpliwiony postanowił po
drażnić Srula i wykazać mu, że nie ma mocy nad nim i na
krzyk: »wyjdź szatanie przez okno i wróć do piekła na zawsze«
szatan odrzekł: »niemasz prawrn rozkazywać mi, ponieważ masz
dopiero lat 33«. A było tak rzeczywiście; lecz Srulko nie dał
podejść się szatanowi i krzyknął z całej mocy: »od tego dnia
i od tej godziny mam lat 36«. Wiadomą bowiem jest rzeczą,
58
HELENA GROCHOWSKA
że nie można być Bal-Szimem przed skończeniem trzydziestego
szóstego roku życia. Na te słowa usłyszano dźwięk stłuczonego
szkła, szatan bowiem wysadziwszy okno powrócił w czeluści
piekielne. I od tej chwili Srul stał się Bal-Szimem znanym w ca
łym świecie żydowskim.
Po tych czynach powrócił Bal-Szim do Trościańca, gdzie
przebywał jeszcze lat kilkanaście, do czasu przeniesienia się do
Międzyborza.
