a420ddff8f44b2487e85bf7edf63088d.pdf

Media

Part of Wypraszanie od kary śmierci w obyczaju naszego ludu / Lud, 1904, t. 10

extracted text
„WYPRASZANIE OD KARY ŚMIERCI“
W OBYCZAJU NASZEGO LUDU.
Napisał

Stanisław Estreicher.
i.
Niespodziewane ocalenie Zbyszka przez Danusię, opisane
w »Krzyżakach« Sienkiewicza - zwróciło uwagę na pewien
mniej zbadany obyczaj ludowy, który wprawdzie w ostatnim
stuleciu zaginął ze szczętem, niemniej dawniej rozpowszechniony
był u nas szeroko. Polegał on zaś na tern, iż w chwili egzeku­
cji wolno było jakiejkolwiek dziewczynie zażądać skazańca
prowadzonego na śmierć za męża — a w taknn razie
uwalniano go od kary i prowadzono zamiast na śmierć przed
ołtarz małżeński. Dostarczało to dawniejszemu humorowi szla­
checkiemu tematu do niejednego dowcipu; obyczaj jest rzeczy­
wiście dziwaczny i na pierwszy rzut oka obrażający pojęcia
sprawiedliwości. Pytanie, jaka była jego racya bytu, kiedy po­
wstał, jak się rozwinął?
. .
.
Materyały, jakiemi rozporządzam dla odpowiedzenia na to
pytanie, są dwojakiego rodzaju. Pierwsza ich częśc ma chara­
kter porównawczy: obyczaj nie jest wyłącznie nasz, spo y mi s
się w całej prawie dawnej Europie >)- Druga częśc materyałow
“?7ednakże dotychczas należycie nikt go
tylko obficie anegdotyczne wiadomości, świadczące o jego istnieniu. Obac^
Lud. Rocznik X.

242

STANISŁAW ESTRB1QHKR

ma charakter wyłącznie polski. Kilka opisów, odnoszących się
do wykonywania tego obyczaju u nas, ogłoszono już dawniej *),,
resztę zawdzięczam wielkiej uprzejmości prof. W. Czermaka,
który zaciekawiony tem zjawiskiem prawnem zebrał sporo nie­
znanego materyału do jego wyjaśnienia, a następnie odstąpił
mi go do zużytkowania i ogłoszenia. Są to mianowicie niżej
podane opisy z Zagórzan, z Biecza, Żywca, Wiśnicza, Ołyki.
Odnoszą się one do XVII stulecia.
Jest rzeczą zrozumiałą, że obyczaj tak dziwaczny i tak
sprzeczny z całym porządkiem prawnym istniejącym w Euro­
pie nowoczesnej, musi tkwić swojemi korzeniami głębiej, musi
się opierać na jakichś pojęciach i potrzebach dużo dawniejszych
i pierwotniejszych. Jeśli się w w. XVIl-tym a nawet XVIII-tym
jeszcze utrzymuje, to tylko mocą bezwładności społeczno-oby­
czajowej, która pozwala mu dotrwać niemal aż do naszych cza­
sów .— ale istotne jego znaczenie jest już wówczas zapomniane,
a i jego praktyczny pożytek coraz to mniejszy. W społeczeń­
stwach pierwotnych i barbarzyńskich jest inaczej. Zwyczajów
analogicznych do niżej badanego spotykamy tam więcej, a obej­
mujemy je pod nazwą azylów. Azylem nazywano u Greków
miejsce, dokąd mógł chronić się zbrodniarz przez władzę lub
przez pokrzywdzonego poszukiwany i być tam przed pości­
giem bezpieczny. W tym znaczeniu znali azyle dawni Żydzi,
Grecy, Rzymianie, nawet świat chrześcijański. Grobom, cmen­
tarzom, kościołom i innym uświęconym miejscom nadawało
prawo charakter azylów Zbadanie obyczajów wszystkich ludów
rozszerzyło pojęcie azylu. Obok pewnych kategoryi rzeczy, któ­
rym ludy niemal całego świata przyznają takie ochronne włanp. Grimm w Rechtsalt. 1899 II.. str. 525; Michelet Origines du droit 1890,
str. 295; Liebrecht Zur Volkskunde, str. 453; Frauenstädt w Zeit, für Strafr.
JFzss. XVII (1897), str. 898; i wielu innych. Stosunkowo najlepiej starał się
dotychczas objaśnić ten zwycżaj Osenbrüggen w Studien sur deut. u.
sćhmeis. R. Gesch. 1868 oraz w Deutsche Rechtsalt. aus der Schweis 1858.
Zestawienie tego obyczaju z obyczajem »zbratania« właściwym wielu lu­
dom natury, podaje Ciszewski w Künstliche Verwand, bei den Südslaven
1897, str. 78—80. Tej strony kwestyi nie dotykam w dalszym ciągu, wobec
trafnych uwag Ciszewskiego.
*) Czacki 0 lit. i poi. prawach I., str. 11; Wójcicki w Tygod. illustr.
1860 II. 519; ks. Sygański Nowy Sącz II. 79; Stan. Krzyżanowski w Cza­
sie 1903.

WYPRASZANIE OD KARY ŚMIERCI

243

ściwości - wvkryto u wielu ludów istniejące azyle osobiste:
pewnym kategoryom osób bywa zwłaszcza u barbarzyńskich
narodów przyznawany często tego rodzaju przywilej iz dotknię­
cie ich, schronienie się pod ich opiekę, brom zbrodniarza na
czas pewien lub nawet na zawsze od odpowiedzialności. Ist
nie azylów nie jest bynajmniej na tych niskich ^opjnach kuk
tury dziwactwem prawnem ani niesprawiedliwością, jest ono
wywołane konieczną, potrzebą i jest błogosławionem powsze­
\zyl jest bowiem korrekturą dla surowości i dla niedokła­
dności urządzeń prawnych. Tam, gdzie prawo jest zbyt bez­
względne, gdzie dopuszcza ślepego odwetu, g zie me zwia™
uwagi na moment woli, i proteguje zbyt łatwy rozlew krw
• am Społeczeństwo iustynktywnie i nieświadomie wytwarza
zwyczaje, będące wyrazem jego popędu samozachowawczego,
utrudniające ów rozlew krwi, owe wybuchy zemsty poszkodo­
wanego . okrucieństwo kar publicznych. Przyznaje ono w tym
celu daleko idącą władzę trzecim jednostkom które mogą hamować wymiar kary czy zastosowanie zemsty uznanej pr
porządek prawny za legalną. Nawet z naszym porządkiem pra­
wnym da się w pewnych wypadkach pogodzić prawo łaski
powstrzymujące karę w imię jakichś interesów moralnych czy
społecznych wyższych w danym
dnego zastosowania prawa,
\

j
stopniu cywilizacji godzi się prawo azylu z calosc, życia prawnego. Działa ono więcej przypadkowo i meracyon
,
żeli czynnik łaski w prawie dzisiejszem, ale posiada taką
sam, funkcją społeczna, a jego rola jest wobec mewykształcenią prawa dużo jeszcze donioślejsza.
Prawo azylu osobistego przysługuje u ludów natur,
żnym kateeoryom osób. Najczęstszą jest rzeczą, iz posiada ,o
naczelnik p’eJney grup, społecznej; czasami przysługuje en
kapłanom, czarownikom, dostojniejszym osobom, - . to mety
mężczyznom ale i kobietom. Prawo Westalk, w Rzymie do
udaremniania wyroku śm.erei jest powszechniea znane UkazaU
się świeżo gruntowna i obszerna rozprawa A. Hellwiga Das
k
° Naturvölker
-.e .
-n
łia(W
Asylrecht
der
(1903, 8°
8 , cdr
str 1221
1 ), w którejJ autor
zebr,, wszystkie dane o prawie azylu u ludów Austral , Afryki,
I Ameryki. U wszystkich tych społeczeństw, o ile tylko prze*

244

STANISŁAW ESTREICHER

kroczyły najpierwotniejszy stopień rozwoju (a więc z wyłącze­
niem takich jak Australczycy lub Buszmeni), spotykamy najró­
żnorodniej ukształtowane formy prawa azylu.
Niektóre ludy europejskie i azyatyckie, (którymi powyższa
rozprawa jednakowoż się nie zajmuje) a nawet niektóre ludy
afrykańskie, pozostające pod wpływem bardzo wysoko pod
względem etycznym stojącej kultury mahometańskiej, wykształ­
ciły jednę nieznaną gdzieindziej formę azylu osobistego — a mia­
nowicie prawo kobiety do udzielenia w pewnych wypadkach
ochrony zbrodniarzom albo innym ludziom przez prawo prze­
śladowanym. Zaczątki dla takiego pojmowania roli kobiety, dla
przyznania jej mocy interweniowania i łagodzenia sporów spo­
tykamy na różnych punktach kuli ziemskiej. — Steinmetz w swojem dziele o początku kary poświęcił osobny rozdział stanowiwisku, jakie kobieta zajmuje u ludów natury w pośród krwa­
wych walk rodowych i zestawił fakta świadczące, że nawet
i ludy bardzo nisko w cywilizacyi stojące przyznają kobiecie
niejednokrotnie przywilej rozjemstwa *).
Nic dziwnego, że na tle cywilizacyi wyższych, mianowi­
cie cywilizacyi chrześcijańskiej i mahometańskiej2), ten przywi­
lej rozjemczy kobiety zostaje jeszcze więcej wyrobiony, urasta
mianowicie niekiedy — co prawda tylko w pewnych wyjątko­
wych przypadkach — do formalnego prawa azylu, mogącego
tamować bieg nieubłaganej sprawiedliwości. Przypatrzmy się
tym przypadkom.
Sprecyzyonowanie ich — zaznaczmy to już z góry — na­
stąpiło, o ile chodzi o Europę zachodnią, niewątpliwie pod wpły­
wem Kościoła chrześcijańskiego; od jego też działalności na­
leży zacząć. Kościół od początku epoki średniowiecznej walczy
’) Np.: walka musi ustać (na archipelagu Aru) jeśli którakolwiek
z kobiet przypatrujących się jej rzuci między walczących mężczyzn swoją
opaskę. Ta opaska jest »tabu« — nie wolno jej podjąć. — U barbarzyń­
skich ludów dzisiejszej Europy, znających dotąd zemstę krwawą i walki
rodowe, widzimy również, że kobieta ma tego rodzaju stanowisko prote­
kcyjne. Ob. przykłady co do Gruzinów, Ossetów i Albańczyków u Steinmetza Ethnologische Studien II. 1894, str. 98—100.
2) O prawie azylu przyznanem kobietom u niektórych ludów inahometańskich ob. Ciszewski 1. c., Michelet 1. c., wreszcie Hellwig 1. c. str. 48.
Rozwinęło się ono jako wypływ etycznego obowiązku dawania pomocy
uciśnionym, zdaje się niezależnie od rozwoju w świecie chrześcijańskim.

WYPRASZANIE OD KARY ŚMIERCI

¿45

z ówczesnem, barbarzyńskiem i okrutnem prawem karnem i pro­
teguje wszelkiemi siłami rozrost instytucyi azylów *). Obok nich,
jako ich uzupełnienie, popiera rozwój prawa łaski i stara się
wywalczyć jak najszersze jej zastosowanie wobec zbrodniarzy.
Wyjednywanie łaski dla winnych, zwłaszcza dla skazanych na
karę śmierci, jest uczynkiem miłosierdzia, polecanym przez
kościół, praktykowanym przez wiernych. Prawo ówczesne jest
polem ścierania się dwóch tendencyi, wprost ze sobą sprzecznych.
Ustawodawstwo państwowe, zwłaszcza Karolingów, stara się
przeprowadzić zasadę, że prawo łaski należy tylko do naj­
wyższego sędziego, do monarchy (np. kapitularz akwizgrański
z r. 813), kościół zaś popiera wytworzenie się zwyczajów bę­
dących wyrazem innego poglądu, a mianowicie, że prawo łaski
może być — choćby faktycznie, jeżeli już nie prawnie — i do
innych rąk złożone. Ten drugi pogląd zwycięża ostatecznie
i utrzymuje się przez całą drugą połowę wieków średnich.
Zwycięża niewątpliwie pod opieką kościoła. Toteż nie w da­
wniejszych pomnikach ustawodawstwa monarszego i książę­
cego, ale dopiero w spisach prawa zwyczajowego pomiędzy
wiekiem XIII a XV spotykamy pierwsze wzmianki o różnych
prawnych urządzeniach, stojących w związku z tym poglądem.
Śledzić ich rozwój jest rzeczą trudną, występują bowiem
w źródłach prawnych późno ale zato odrazu w skończonych for­
mach, jako owoc utajonego, niemniej długo wykonywanego
zwyczaju. Zawiązkiem ich jest, jak podniosłem popierany przez
kościół zwyczaj wstawiennictwa za winnym, wypraszania go
od śmierci. Po wydaniu wyroku słuchacze rozprawy, sąsiedzi,
rodzina bliższa lub daleka, albo opiekujące się skazańcem mo­
żne osoby wstawiają się za winnym i błagają sędziego o nie
rozlewanie krwi. Kościół poleca zwłaszcza możnym tego ro­
dzaju wstawiennictwo jako dobry uczynek. Organizuje także
później bractwa (np. w Krakowie bractwo Męki Pańskiej, założo­
ne w w. XVI), których obowiązkiem jest »wypraszać« winnych
od śmierci. Gdzieniegdzie są przepisane uroczyste formy, sto­
jące w związku z pokorą i pokutą kościelną, w jakich to wsta') Najnowsza praca poświęcona temu przedmiotowi (Widdera w Archii; fur kałh. Kirchenrecht 1898, B. 78. str. 24) — jest bardzo pobieżna
nie może zastąpić prac dawniejszych (Bulmerincąa, Weinholda etc.).

246

STANISŁAW ESTREICHER

wiennictwo ma się odbywać1). Niektóre prawa partykularne nie­
mieckie rozróżniają wstawiennictwo przed wydaniem i po wy­
daniu wyroku. W pierwszym razie — jeśli zostanie wykonane
— sędzia musi sądzić »nach Gnade« i nie może nałożyć kary
śmierci; w drugim razie sprowadza ono złagodzenie już nało­
żonej kary. Gdzieniegdzie (Davos) sędzia po wydaniu wyroku
musi z urzędu się zapytać, czy się kto za winnym nie wsta­
wia. W niektórych okolicach prawo zwyczajowe uznaje i okre­
śla dokładnie, iż niektórym z obecnych — w pierwszej linii
rodzinie — przysługuje prawo wstawiennictwa, z którem sę­
dzia musi się liczyć, łagodząc karę.
Im możniejsza osoba, tern wstawiennictwo skuteczniejsze,
krępuje bowiem sędziego. Toteż niekiedy staje się istną plagą
i władza broni się przed nim zakazując go raz na zawsze,
jak np. w Krakowde co do żon radców miejskich wilkierzem
z r. 1468 2). Zwłaszcza wstawiennictwo wykonywane przez mo­
żne kobiety, żony dostojników, konsulów, sędziów — jest nie­
słychanie rozpowszechnione w wiekach średnich. Powtarzane
stale i uporczywie doprowadza w pewnych wyjątkowych oko­
licach do wykształcenia nieznanej poza średniowieczną Europą
formy azylu osobistego, polegającego na tern, iż jeśli żona naj­
wyższego sędziego danej okolicy spotka pochód dążący na
egzekucyę i przetnie sznur skazańca, w takim razie staje się
on — nawet wbrew woli sędziego i osoby poszkodowanej —
wolnym. Ma to n. p. miejsce w Szwajcaryi (w Thorgau i Kyburg), gdzie tego rodzaju przywilej — pochodzący jeszcze
z wieków średnich — zostaje odebrany żonom wójtów dopiero
w połowie XVII wieku3). U nas w Polsce o tego rodzaju azylu
*) Np. szwajcarska »Landgerichts Ordnung der freien Aemter«, pocho­
dząca częściowo z XV wieku, ob. Osenbrüggen Studien zur d. R. Gesell.
1868, str. 284. W Szwajcaryi przechowały się aż do 18 w. niesłychanie
starożytne formy »wypraszania łaski« (Gnadenbitte), ob. 1. ć. str. 367 —382.
2) Kod. dypl. krak. II. 458, § 75: So ist gewillkürt: Keine Rathfrau
oder Bürgerinn zu Hofe werden gehen, bittende vor Busse Leute (Man
oder Weib) die obertreten haben und gebrochen wieder der Stadt Recht,
ohne der Herren Willen. Die sollen gebiisst werden nach der Herren Er­
kenntnisse. Analogiczny wilkierz Lwowa z r. 1360 ob. Akta gr. i ziem.
III. 27.
’) O czem bliżej Osenbrüggen w Deutsche Rechtsalt. 1858 str. 44
i w Studien.

WYPRASZANIE 01» KARY ŚMIERCI

247

nie słychać, spotykamy tylko bardzo często opowiadania o »wy­
praszaniu« winnych przez królowe, możne damy, żony rajców
po miastach. Już Gallus opowiada tego rodzaju fa-kta z dworu
Bolesława Chrobrego, donoszą o nich także legendy o św.
Jadwidze i Kindze. Najdawniejsze księgi karne (np. krakowskie
Libri proscriptionum) przynoszą pełno wiadomości o takiej
miłosiernej działalności kobiet, a nieustaje ona pomimo zmiany
stosunków nawet i w czasach nowszych, czego np. dowodem
akta kresu muszyńskiego1).
Wypraszanie od kary przez najbliższą rodzinę jest pun­
ktem wyjścia dla rozwoju innej formy ocalania od śmierci,
wykonywanego przez kobiety, i to właśnie tej, która nas bli­
żej interesuje. Jest rzeczą naturalną, że na krewnych cięży
w pierwszej linii moralny obowiązek wstawienia się za ska­
zańcem. Niektóre źródła konstruują ten ich moralny obowiązek,
jako ich podmiotowe prawo do proszenia o łaskę. Z pomię­
dzy zaś krewnych żona skazańca jest do tego najbardziej po­
wołana, względnie mąż, jeśli chodzi o skazanie kobiety. I oto
dochodzimy do samego źródła owej formy azylu.
Pomiędzy prawem do wstawiennictwa za skazańcem
a pomiędzy azylem jest przestrzeń bardzo znaczna — a prze­
cież niektóre prawa dokonały tego przekształcenia dla pewnych
bardziej poruszających wypadków. Prawo czeskie dostarcza
pod tym względem bardzo interesującego przykładu, ltdd prdoa
zemskeho, pomnik z połowy XIV wieku, w czeskiej swojej
(starszej) redakcyi, zawiera postanowienie, iż jeśli żonie win­
nego uda go się objąć rękami lub otulić w swą suknię — to
chroni go tern od dalszego ścigania:
»Tuto znamenaj, że ten pohnany' kdyżby byl u sve źeny
oddane nalezen a ona jej objala anebo swym ruchem pfikrila,
że ot nema vzat byti ani ktere żalosti trpeti. A take kdyżby
byl u hrobu svateho Vaclava v prażskem kostele, anebo pred
kralovu ćesku, take tu nema vzat byti ale pokoje pożiti..... «2).
>) »Który to dekret (ścięcia mieczem i łamania kołem) nie jest do
egzekucji przywiedziony, a to za uproszeniem Jej Mości pani Katarzyny
na ten czas małżonki JM. P. Wojciecha Bedlińskiego, starosty muszyń­
skiego« (Star, prawa póls. pomniki IX. str. 28—9 z r. 1653).
’) Jestto glossa do art. 30, wedle wydania Dr. H. Jirecka w Svod
sakonuo sloranskych, 1880. str. 515. Oczywiście glossa będzie późniejsza
od daty samego pomnika (wiek XV?).

248

STANISŁAW ESTREICHER

W prawie zachodnio - europejskiem nie spotykamy dru­
giego wypadku, aby przyznano żonie tak daleko idący" przy­
wilej. I rawo żony zostało zamknięte w znacznie węższych gra­
nicach: ograniczył je zwyczaj zachodnio-europejski do wypadku,
w którym zawarcie małżeństwa zbiega się z chwilą egzekucyi, i to tylko w niektórych miejscowościach doprowadzono
do wykształcenia w takim razie rzeczywistego ułaskawienia, nie­
zależnego od woli sądu. Niebrak bowiem i takich przykładów1),
ale przeważnie, ilekroć się spotykamy z opisem ocalenia od
śmierci przez zażądanie skazańca w małżeństwo, — widzimy,
iż jestto raczej jedna z form »wypraszania«. Chodzi o to, aby
wzbudzić łaskę sędziego czy sądu: on ostatecznie rozstrzyga,
czy zażądanie w małżeństwo i ślub w tych okolicznościach
zawarty jest dostateczną przyczyną uwolnienia od kary. Pressya
opinii jest tak silna, że zazwyczaj sędzia znosi lub przynaj­
mniej łagodzi karę (zamienia ją np. na wygnanie), ale bywają
przytaczane — zwłaszcza z nowszych czasów — wypadki od­
miennych rozstrzygnięć. Dalszy rozbiór tego zwyczaju i omó­
wienie wypadków odnoszących się do krajów polskich bliżej
to twierdzenie uzasadni.
Przede wszystkiem należy się zastanowić, jaka myśl prze­
wodniczyła wykształceniu takiego zwyczaju? Dlaczego skaza­
niec żonaty nie mógł być przez żonę uwolniony, a nieżonaty
miał zawsze pewną szansę ocalenia się, gdyby go jakaś dzie­
wczyna za męża zażądała? Jestto pytanie, na które można tylko
przypuszczeniem odpowiedzieć. Prawdopodobnie myśl była na­
stępująca. przestępca nieżonaty a więc w regule człowiek bar­
dzo młody jest nierozważny i niezepsuty, daje też większą gwarancyę odrodzenia się i poprawy. Litość nad jego młodym wie­
kiem, nad jego niedoświadczeniem — znalazła swój wyraz z wy­
kształcenia tego rodzaju obyczaju. Operowano tu szablonem,
jak zwykle w prawie i obyczaju średniowiecznym.
Jest jednak i drugie przypuszczenie, które się jako odpo­
wiedź nasuwa. Uwolnienie od kary ma mianowicie miejsce pod
warunkiem natychmiastowego ślubu. Skazaniec wraz z dzie­
wczyną udaje się z placu egzekucyi wprost do kościoła i tam
') np. prawo ommelandzkie, pomnik fryzyjski z r. 1448, nakazuje to
wprost sędziemu. Obacz His Das Strafrecht der Friesen, 1901, str. 170.

wypraszanie od kary śmierci

249

ślub bierze; zazwyczaj nawet towarzyszy im jako świadek kat
lub jego pachołek. Wszystkie opisy, zwłaszcza zaś średniowie­
czne — wyraźnie ten moment uwydatniają i zdają się nawet
kłaść wagę na niego. Czy więc nie stoi to w związku z azy­
lem, jaki przedstawia wobec prawa świątynia? Pozwolenie na
ślub, równało się wpuszczeniu winnego do kościoła, być więc
może, że splecenie się tych dwóch momentów: prawa żony do
»wypraszania« i przebywania winnego w azylu kościelnym —
ułatwiło wykształcenie się omawianego zwyczaju. Odpowiedź
definitywna jest trudna — bo jak wspomniałem brak w źró­
dłach ogniw pośrednich: zwyczaj występuje odrazu w skoń­
czonej postaci ')•
Gdzie się poraź pierwszy ten zwyczaj pojawił? to znaczy:
gdzie należy szukać ogniska, z którego rozpowszechniał się po
Europie, wskazać nie umiem. Źródła zaczynają o nim wspo­
minać dość późno, — pod koniec średnich wieków 3)
ale
niewątpliwie istniał już wcześniej, skoro naraz wyłania się
w różnych punktach południowej i zachodniej Europy. Należy
on do tej znacznej ilości wędrujących zwyczajów prawnych,
wspólnych całemu ówczesnemu cywilizowanemu światu. Miej­
sce jego powstania leży jednak niewątpliwie na Zachodzie,
skąd wiadomości o nim są i najwcześniejsze i najliczniejsze.
Do nas przedostał się dopiero prawdopodobnie z kolonizacyą
niemiecką: wskazywałby na to fakt, że jest rozpowszechniony
tylko między warstwą mieszczańską i chłopską, a nie zna go
właściwe (szlacheckie) prawo polskie3). Nie znają go także te
ludy sławiańskie, jak Rosyanie, Serbowie i Bułgarowie, u któ­
rych kolonizacya niemiecka nie odgrywała nigdy ważniejszej
') Tłomaczenie. jakoby to stato w związku z kościelnym favor ma­
trimonii, odrzuca słusznie Osenbruggen Studien sur Kg. str. 381. Z dru­
giej strony jego tłomaczenie, jakoby zwyczaj ów polegał na germańskiem
pojęciu, iż »die Verbindung mit einer reinen Jungfrau hat eine suhnende
Kraft« nie da się pogodzić ani z faktami (zaślubianie wszetecznicy) ani
z późnem zjawieniem się tego obyczaju i z jego kościelnem zabarwieniem.
2) Z Francyi np. najdawniejszy znany przykład pochodzi z r. t±-29,
ob. o nim Liebrecht Zur Volkskunde 1879 str. 433, oraz Michelet Origines
str. 296. Niemieckie przykłady znane Grimmowi B. Ałtertiimer 11 525 nie
są również wcześniejsze.
’) Jednakowoż żaden z pomników prawa saskiego, rozpowszechnio­
nego u nas, nie wspomina jeszcze o tym obyczaju.

250

STANISŁAW ESTREICHER

roli Są tó względy przemawiające—jak sądzę— dostatecznie
za tern, że nie jest to jakiś obyczaj starosłowiański, jak mnie­
mają dotąd niektórzy.
Pozostaje do objaśnienia kilka szczegółów odnoszących
się do tego zwyczaju. Przedewszystkiem co się tyczy jego
formy. Polega ona na tern, że dziewczyna pragnąca uratować
skazańca zarzuca mu chustę na głowę. Nie oznacza to bynaj­
mniej, jak mniema jeden z naszych historyków (prof. Krzy­
żanowski w Czasie 1903) ochrony miejsca, gdzie miał spaść
miecz katowski — ale jestto symbol znany w całej dawnej
Europie (a poczęści i poza nią) wzięcia pod opiekę, pod swą
władzę. Chusta zastępuje używany gdzieindziej płaszcz lub za­
słonę niewieścią.
Powtóre co do chwili wykonania. Chwilą, w której wy­
konanie jego najczęściej się spotyka, jest czas między wyda­
niem wyroku a egzekucyą; zazwyczaj obierano moment pro­
wadzenia na śmierć. Stoi to w łączności z faktem, podniesio­
nym przezemnie powyżej, iż zwyczaj ten powstał na tle
właściwego prawom zachodnio-europejskim »wypraszania« od
śmierci, które również w tym czasie miało miejsce -— a roz­
powszechniło się pod wpływem kościoła. Zwyczaj dotyczył
w zasadzie tylko skazanych na śmierć, z tą bowiem karą wal­
czył kościół najsilniej z powodu horror sanguinis. Czy można
go było pierwotnie i dla innych kar zastosować? powiedzieć
nie umiem, wypadki takie z późniejszych czasów bywają opi­
sywane !).
Niektóre wiadomości — np. nasz Górnicki w Dworzani­
nie — podkreślają, że uwolnić złoczyńcę mogła tylko »wsze­
tecznica«, a nie dziewczyna uczciwa. Sprzeciwia się to jednak
przeważnej ilości opisów. Zdaje się, że tylko w niektórych
miejscowościach uznawano to obostrzenie: złoczyńca uwolniony
z pod szubienicy uchodził w ogóle za pozbawionego czci (ehrlos);
Wszetecznica była przeto osobą równą mu stanem, a równości
stanu przestrzegano ściśle przy małżeństwie w społeczeństwach
średniowiecznych.
Pewna — aczkolwiek bardzo skąpa liczba opisów — odnosi
się do wypadków, w których uwolnienie skazanej dziewczyny
') np. z r. 1700 u Osenbriiggena Słudien sur Rg. str. 3S1.

WYPRASZANIE OD KARY ŚMIERCI

251

następuje wskutek tęgo, iż ją mężczyzna zażądał w małżeń­
stwo. Jestto więc wypadek odwrotny, jak zazwyczaj. Najczę­
ściej stosunkowo kat uwalnia dziewczynę, poślubiając ją '). Kat
miewa wogóle prawo ułaskawiania we wszystkich krajach,
w których prawo opiera się na podstawie niemieckiej, jest to
więc przykład nie dość, że tak powiem niezamącony i czysty
uwolnienia dziewczyny przez jej zaślubienie. Nie brak jedna­
kowoż — choć rzadkich — przypadków niezamąconych; przy­
taczam poniżej z wiśnickiej »księgi złoczyńców « lakt tego iodzaju z r. 1689. Sądzę, że uwalnianie mężczyzn przez kobiety
jest pierwotniejszą, starszą formą zwyczaju, a odwrotna torma
wyrobiła się później, przez analogię i nie była nigdy tak sze­
roko rozpowszechniona. Wskazuje na to rola, jaką wogóle ko­
bieta przy »wypraszaniu« od śmierci odgrywa — rola, którą
dostatecznie podniosłem powyżej.
Prawo średniowieczne toleruje ten zwyczaj: sędzia za­
skoczony zarzuceniem chusty skazańcowi uwalnia go od kary.
W ten sposób w danym wypadku dziewczyna wykonywa takty­
cznie prawo azylu. Przechowuje się jednak silne poczucie, że
czynnikiem uwalniającym, ułaskawiającym — jest właściwie sąd,
i że on orzeka o zniesieniu kary. Staje się to później punktem
wyjścia dla zniesienia tego zwyczaju: w wieku XVI mianowi­
cie, po zreformowaniu całości przepisów odnoszących się do
ułaskawiania, przystąpiono w Niemczech do walki z nim, wy­
korzeniając go zupełnie, albo ograniczając jego znaczenie (za­
mieniano karę śmierci na karę wygnania). Pisarze niemieccy
XVII wieku np. słynny Carpzov (Practica rerum criminalium)
znają jeszcze ten zwyczaj i do pewnego stopnia nawet go uznają.
Carpzov (II, quaestio 88) cytuje ortyl lipski z r. 1628, polecający
W' takim razie wstrzymać egzekucyę i przedstawić skazanego
do łaski Kurfirsta. W Szwajcaryi ostatni wypadek jego zasto­
sowania zaszedł w r. 1725, a zdaje się, był on wogóle ostatnim
na ziemiach zamieszkałych przez ludność niemiecką. Tern mniej
*) Por. pieśń zapisaną u Paulego w Pieśniach fadu polskiego w Gal.icyi, 1838, str. 89:

»Przyszedł ci do ni kat młodj
»1 wziął ci se ją w rozmowy:
»Jeżelibyś chciała moją być,
»Radbym cię od śmierci wybawić.

252

STANISŁAW ESTREICHER

można się dziwić, że i u nas jeszcze w XVII wieku spotykamy
ten zwyczaj w wielkim rozkwicie. Najdawniejsze nawet źró­
dłowe wiadomości o zastosowaniu go u nas pochodzą dopiero
z tego czasu, z czego nie można wnosić jakoby nieistniał i pier­
wej. Już Górnicki w Dworzaninie wspomina o nim jako o zwy­
czaju dawnym, wyszłym u nas w w. XVI z użycia, w czem
się zresztą myli.

II.
Bliższe zapoznanie się z treścią ksiąg sądowych miejskich
i wiejskich z wieku XVI, dotychczas zupełnie nieogłaszanych
drukiem, udowodni z pewnością, że zwyczaj ten był i w XVI
wieku u nas praktykowany. Na razie najdawniejszym przy­
padkiem z Polski, na jaki wskazać możemy, jest opis odszu­
kany przez pana Seweryna Udzielę w księdze wiejskiej wsi
Zagórzany (powiat gorlicki) z roku 1604 (strona 18—19 księgi).
Jestto przypadek o tyle anormalny, że dotyczy człowieka uwol­
nionego przez sąd za zaręczeniem sąsiadów, a więc któremu
niebezpieczeństwo śmierci na razie nie groziło. »Wyproszenie«
przez »dzieweczkę« przedstawia się tutaj niejako tylko jako
wzmocnienie zaręczenia:
»Stało się przed timże prawem zagaionym (wsi Zagó­
rzan), iż Walenty Dygonczyk na ten czasz poddany I. M. P.
Samuela Sienienskiego był obzałowany y obwiniony o złodzieystwo rzeczy od Marcyana Kurka z Kwiatonowyczte­
goż I. M. P. Sienienskiego poddanego; I. M. P. Sieniensky
nie chczącz, aby takowe rzeczy miały bycz w iego dziedzynie, rozkazał wyszey pomienionego Walentego Dygonczyka wedle prawa y roskazania Bożego, iesłyzeby sie ta­
kowe rzeczy nan pokazały, karacz. Prawo wyszey pomienione zupełnie w ławiczy zasiadło y executor zaraz był dla
executiey pytani; rosbierało, iesłyze ma bycz poddan w rę­
czę mystrzowe albo nie; wynalezły, zema bycz poddan. Na
executiey nicz nie powiedział, chocz trzykrocz był pociągniony y instigator nie chciał instigowacz, ale y owszem,
’) Wieś sąsiadująca z Zagórzanami.

WYPRASZANIE 0» KARY ŚMIERCI

253

kiedy była potrzeba, skrył sie. My tez woyth y z prawem
nad prawo nicz nie mogłychmy czynicz, gdyż żadnego prawa
nie było, my tez wolnym uczynilśmy go, wszakże iednak
cum cautione fideiussoria t. j. strony iakychkolwiek przegrozek tak 1. M. P. Sienienskiego iako y wszystkiey dziedzyny. Za
ktoreo-o ręczyli osziedly mężowie y poddany tegoż I. M. P. Sie­
nienskiego: Łukasz Bełczek na ten (czas) urzędnik prawa pomienionego, Adam Bełczek, Woyciech Krygowsky, Woyciech
Goral, Stanisław Gąsiar, także y Piotr Bik poddany I M. P.
Kaspra Wielopolskiego podszędka ziemie Krakowskiey a swagier wyszey namienionego Walentego Dygonczyka. A przytym iedna uczciwa dzieweczka imieniem Katharzyna Rodzyczka z Woynarowey1) wyprosieła go y zaraz z mm w stan
św. małźensky była według obrzędu kościoła Rzymskiego złączona«.
.
Wraz z osadnictwem na prawie niemieckiem przekroczył
omawiany tu obyczaj granice etnograficznej Polski i przedo­
stał się na Ruś czerwoną i na Wołyń. Pośród Hucułów spo­
tkał się z nim Wójcicki jeszcze w XIX wieku; z Wołynia
ogłosił Lewickij ciekawy opis pochodzący z r. 1606 z aktów
grodzkich łuckich (Kijewskaja Starina1900, LXV Ill str.
15) W r 1606 w Ołyce w sądzie magistrackim rozpatrywano
sprawę niejakiego Janusza Kobryńca, sługi podstolego litew­
skiego Mikołaja Chlebowicza, obwinionego o zabójstwo swego
towarzysza.
,
.
Chociaż w toku śledztwa okazało się, że zabójstwo speł­
nione zostało nierozmyślnie, w kłótni, mimo to zabójca został
osadzony w wieży a ostateczne rozsądzenie sprawy zostało
zdane na wolę jego pana, t. j. Chlebowicza.
Ale podczas prowadzenia tej sprawy w magistracie: »ucz­
ciwa dzieweczka miejska« zwróciła się do pośiednictwa W1
»szlachetnych i uczciwych ludzi«, chcąc go sobie »wyprosić
w stan święty małżeński«.
}
Obecny przy śledztwie pełnomocnik Chlebowicza uznał
to oświadczenie dziewczęcia za tak ważną okoliczność, ze nie­
zwłocznie doniósł o niem owemu panu i wyjednał u mego
zgodę na taki dekret:
■) Wieś polska, dziś w powiecie grybowskim.

254

STANISŁAW ESTREICHER

Zabójca może być uwolniony od kary pod tym warun­
kiem: jeśli niezwłocznie »weźmie ślub z tą dzieweczką uczci­
wą w kościele katolickim« — w przeciwnym razie »jużby rzec*/
inna z nim się stała«.
Podsądny był człowiekiem zgodnym — i bez wahania
zgodził się na zaślubienie swojej wybawicielki. Prosto z wieży
został przeto poprowadzony do kościoła w towarzystwie wo­
źnego, który miał polecenie assystować przy akcie ślubnym
i który nazajutrz złożył do akt relacyą, iż stało się we wszyskiem zadosyć dekretowi.
I rzeeim z kolei pod względem chronologicznym przy­
padkiem jest opis wyjęty z aktów grodzkich bieckich (Arch.
krajowe w Krakowie: Castrensia Biecensia, 171 t., str. 205—
209), zapisany tamże pod r. 1622. Woźny Błażej Zawała ze
wsi Glinik, w towarzystwie dwóch szlachty Marcina Dzikow­
skiego i Alberta Zocha, składa przed aktami swoje zeznania
o niezwykle tragicznej i wzruszającej treści:
»...Ministerialis Zawała recognovit, iż będąc posłany z szla­
chtą pomienioną w sobotę przeszłą antę festa solennia Pentecosten na grunt cieszymski, aby nalazł ciało zamordowane
uczciwej Jagnieszki z Markuskiej poddanej Jej mości pani wo­
jewodziny sandomierskiej, małżonki nieszczęśliwej złośliwego
Macieja Podkowki Młynarczyka, która to Jagnieszka tegoż Ma­
cieja Podkowkę skazanego na śmierć o złodziejstwo jawne
i pokonanego u prawa o konie, które pokradł i przywiódł do
Zmigroda miłosierdziem i sercem chrześcijańskiem zdjęta odprosiła go sobie na męża z rąk katowskich. Niebaczny zły
człowiek niepamiętając dobrodziejstwa takiego i na związek
święty małżeński zabił ją w drodze i okrutnie zamordował,
rzeczy ruchome, szaty, suknię, krowę jej własną przywiódł do
Cieszymy i tam we młynie cieszymskiem bratu swemu rodzo­
nemu Wojciechowi Podkowie młynarzowo cieszymskiemu pod­
danemu urodzonego pana Samuela Mniowskiego dał przecho­
wać; czego się i ten brat jego ważył uczynić, że go niemały
czas u siebie chował wiedząc złośliwe sprawy jego. I pasier­
bowi tego to Wojciecha Młynarza cieszymskiego ten to zabójca
(jako ludzie udają, że ten pasierb był przy śmierci i kiedy ją
pogrzebł) dał obuwie z niej. Jakoż ten to młynarz Podkowa
brat rodzony zabójcy tego przyznał to przed tymże woźnym

WYPRASZANIE OD KARY ŚMIERCI

255

i szlachtą, gdy się u niego upominał woźny tych dóbr i
czy pozostałych z bracią rodzoną pozostałej siostry, ze te rze­
czy przyniósł ten zabójca do młyna cieszymskiego i tento mły­
narz brat jego oddał i to obuwie z pasierba swego pospołu
z inszemi rzeczami i krowę tymto braciej meboskiej zabitej.
Będąc tedy zesłany tento woźny za wiadomością i obwieszcze­
niem jegomości pana Stefana Jankwicza na ktorego gruncie to
ciało zachowane było i za obwieszczeniem X. Walentego Kommendarza Frysztackiego od urodzonego pana Samuela Mniowskieo-o naleźli ciało na drodze na polu gładyszowskiem, które
z ludźmi i prawem wiejskiem stępińskiem i z szlachtą ponnenioną widział i obaczył głowę obuchem potłuczoną A o ywszy gromada ciała tego, na inszym miejscu pochowali je krzyz
postawiwszy nad grobem. A in continenti strona stanęła pro
szac o exequtią...
.
„„o
Następny chronologicznie wypadek pochodzi z r
u ks. Sygańskiego 1. c.) a odnosi się do Klikuszowej; da szy
z r 1684 odnosi się do Żywca a jest wypisem z Chronografii
albo Dsieiopisa żywieckiego Andrzeja Komomeckiego. Bohaterce
tego opowiadania, którego ofiarą padł kat, niechcący więźnia
popuścić, nie udało się przecież ocalić skazańca; widocznie są
nie uznał zwyczaju za obowiązujący:
„Teo-oź roku Wojciech Stokłosa z Zabłocia, krawczyk,
zginął, będąc u kościoła św. Krzyża ścięty, pod Bożą Męką,
o kradzież koni. Tego tedy, gdy miał kat scinac, panna jedna
z Białej, jako do młodzieńca przyskoczywszy, podw.ką ) mu
szyję okręciła a ręką'obłapiła, że się katu nijakim sposobem
oderwać nie dała, zwiódszy go daleko z placu, chcąc go wy­
zwolić; aż z zamku hajducy dwaj przybiegszy, zaledwie ją od
nieo-o oderwali i był ścięt Z której okazyjej kat, zeszamotawszy
się’z nią i z więźniem, niedługo potym umarU
Dalszy przypadek pochodzi z r. 1689 i odnosi się do faktu
»odproszenia« dziewczyny przez młodzieńca fMcia
leficorum Wiśniciae, str. 34-36, pod dniem 4, 5 . 6 wrzesn a
1689), o czem wspominałem już powyżej. Przeć są
]
Wojciech Nawrocki i Benedykt Włodarczyk, obaj ze wsi Nie­
połomice - i wnoszą skargę przeciwko Teresie Kąckiej.
') Podwika — chusta, zasłona z głowy.

256

STANISŁAW ESTREICHER

»Moi Łaskawi PP. skargę naszą żałosną wnoszęmy na­
przeciw tey niebaczney dziewce y szkodę nąm w ubóstwie
poczynioną to jest o załozęnie y spalęnie ogniem ubóstwa na­
szego a nietylko nąm samym, ale y innym do czego y ona
sama zna się«.
” Tandem
opowiadają akta sądu — inculpata Teressia
benevole in inquisitione zeznała się, ze Tomkowi zapalela dom
wlawszy po węgle, u Brachy zapaleła wlawszy na przyłasek,
u Garcarza wlawszy na komorę pod strzechę założyła ogień,
u krędęncerza zapaleła od ulice. Quesita, ieśli kogo nie po­
szkodowała, respondit, źe nigdy y tegom nie czynieła tylko
kiedy mi sie w głowę coś stało, szum wielki, tom te uczynki
czynieła«.
Podobnie zeznała na drugiej i na trzeciej inkwizycyi.
Mimo źe oskarżyciele darowali jej winę, zapadł dekret, że ma
być za to »ścięta, w rynku pod pręgą«.
Poczem księga sądowa dosaje jednak:
»Z woli y decizy JMci P. Starosty a Gubernatora naszego
(Stefana Praźmowskiego, pełnomocnika Lubomirskich, zarządcy
klucza wiśnickiego) stanęło post dekretum tak prout sonat in
scriptis ad iudicium missis. Ponieważ ta panna z Niepołomic
decretowana iest decretem mieyskim na garlo, ale źe mnie
zaszły wielkie instancye tak duchownych iako y mieyskich
osób tudziesz całego miasta, tedy poważając instancye te tak
poważne daruię ią garłęm z tą iednak condycyą iżeby poszła
zaraz do kościoła z tym młodzięncem, który ją od prosił v o iey
dożywotnią przyiazn concurował, ażeby z sobą w kościele
swdętym szlub wzięli. Co to utwierdzam ręką moią. Stefan
Prażmowski starosta wiśnicki«.
Ciekawy opis, ogłoszony przez prof. Krzyżanowskiego, a wy­
jęty z ksiąg parafialnych siedliskich, z roku 1747, powtarzam tu
raz jeszcze, w rocznikach Czasu jest bowiem trudno dostępny:
»Ja Urban Kalski, wikary kościoła parafialnego w Siedli­
skach, pobłogosławiłem małżeństwo, niespodzianie i nagle za­
warte przez pracowitego Wojciecha Kuczka ze wsi Kamienicy,
którego sławetny urząd w Brzostku za najgorszą zbrodnię ska­
zał na śmierć przez ucięcie głowy i spalenie. Skoro go już na
miejsce egzekucyi wyprowadzono i kark mu obnażono, praco­
wita dziewica Elżbieta Kuszoska z tej samej wsi Kamienicy

WYPRASZANIE on KARY ŚMIERCI

257

przedarła się na rynek w męskiem ubraniu i obnażony kark
wspomnianego Wojciecha chustą, z głowy własnej zerwaną,
„pasała i przykryła, a następnie z miejsca stracenia i hańby
•z nim razem do kościoła po błogosławieństwo pobiegła. W iiząc to wszystko na własne oczy i jeszcze więcej słysząc, za­
pobiegając znacznie większym nieszczęściom, wedle prawa zwy•zajowego Królestwa (secundum consuetudinem Regrn) tego sa■ nego dnia małżeństwo wspomniane pobłogosławiłem i zatwier­
dziłem - Świadkami byli Stanisław Ożga z Brzezin, Jozet
¡Jajec z Kamienicy i innych wielu, którzy na egzekucyę wyroku
śmierci się zbiegli«.
.
Ostatnim skutecznym wypadkiem zastosowania tego oby­
czaju - (nieskuteczne cytuje Wójcicki jeszcze z 19-ego wieku,
1828 i 1832) —jest niesłychanie charakterystyczny takt z r. 1i 9,
opisany w liście Józefa Lipskiego wystosowanym do obożnego
kor. Krasińskiego. List ten ogłoszony już przed czterdziestu
laty w Tygodniku illustr. (1860, tom II., str. 519) przedru owujemy również poniżej, rzuca bowiem najlepsze światło, jak
wielką krzywdą bywało nieraz tego rodzaju dowolnie i kapry­
śnie stosowane prawo łaski:
»Jaśnie Wielmożny Panie!
Gdy nieboszczyk Marcin Sobe.... brat żony mojej, oi pra­
cowitego Bartłomieja Chwały z Zofią Sobe...., bratową mą okru­
tnie zamęczony został, takowych zabójców schwytawszy, o esłałem do sądu miejskiego krasnostawskiego w roku przeszłym
(1768 r) Takowych winowajców trzymałem w areszcie miej­
skim niedziel jedenaście, wikt dla nich opatrywałem straży pil­
nującej płaciłem, proces kryminalny z niemi wiodłem, wyko­
nywania sprawiedliwości sprowadziłem, na trunki sędziom miej­
skim nie mało ekspensować musiałem, tak, żem na tę sprawę
blisko tysiąca złotych ekspensował.
W sprawie takowej doczekałem się dekretu dwunastego
tygodnia: odesłano urodzoną Sobe...., jako szlachciankę, do
grodu, obwinionego zaś Bartosza skazano na śmierć.
Lecz gdy przyszedł termin egzekucyi, idącego już na plac
dziewka jakaś chustką zarzuciła. Po którym bezprawnym_ po­
stępku zamiast egzekucyi dekretowi, poprowadzono go z hala­
bardami cechy do kościoła i tam go księżom oddano, a m
ze szczętem zniszczonemu żadnej satysfakcy. me uczyniono
Lud. Rocznik X.

258

STANISŁAW ESTREICHER

I ak wielkiej krzywdy chciałbym poszukiwać na mieście
Krasnostawie, a zero człowiek zniszczony, przeto supplikuję
jaśnie wielmożnego pana o zarekomendowanie mnie j. w. podkanclerzowi koronnemu, aby mi patron miserabilium w tej spra­
wie był przydany, tudzież o opatrzenie mnie chudego pachołka«.
Na tymto liście dającym tak smutne świadectwo o wymia­
rze sprawiedliwości po miastach upadającej Rzeczypospolitej,
kończy się materyał, odnoszący się do obyczaju »wypraszania«,
o ile był u nas praktykowany. Jestto oczywiście tylko drobna
cząsteczka tego, co się kryje w archiwach i co z czasem wy­
dobyte rzuci na jego rozpowszechnienie jaśniejsze światło. Już
z tego jednak widać, że i współcześni nie zgadzali się w za­
patrywaniach na znaczenie wypraszania od kary śmierci. Jedni
uważali je za powszechny zwyczaj prawny na ziemiach Rze­
czypospolitej, inni go nie respektowali. Był on przeżytkiem
innych czasów i skazanym był na obumarcie, choćby nawet
gwałtowny przewrót w stosunkach prawnych z końca 18 stu­
lecia nie był go nagle i radykalnie usunął. Dla dzisiejszego
czytelnika jest wogóle niespodzianką, że trwał tak długo, że
zaginął stosunkowo tak niedawno.

J

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.