4d8f0a3d0bcb99e2e956acadf9b7539e.pdf

Media

Part of Wiara u ludu / Lud, 1904, t. 10

extracted text
WIARA

U

LUDU.

Napisał

Stanisław Czaja.
Badacze i miłośnicy ludu, przypatrując się temu ludowi
uważnie i z ciekawością, opisują jego zwyczaje i zabobony, jego
mieszkania i stroje, jego mowę i usposobienie. Badania te dla
poznania charakteru ludu polskiego, dla wyświetlenia niejednej
na pozór trudnej do zrozumienia zagadki są niezmiernie ważne.
Gdy u innych narodów pracy na tern polu oddaje się wielu
uczonych, gdy rok rocznie wychodzą drukiem liczne ich prace,—
u nas sprawa ta dopiero w powiciu. Tylko mała garstka praw­
dziwych miłośników ludu, walcząc z obojętnością ogółu, stara
się zebrać te prawdziwie drogocenne przeszłości zabytki, które
z różnych przyczyn ustępują z widowni i bezpowrotnie giną.
Nawet charakter ludu wskutek różnych wpływów i stosunków
zmienia się nieustannie. Dzisiejszy wieśniak nie jest podobnym
do wieśniaka z przed lat stu, a po jakich stu znowu latach nie
będzie tern, czem jest; inne będzie jego usposobienie, inne dą­
żenia i zapatrywania na świat i ludzi. To też obowiązkiem jest
naszym nie pomijać ani stron dodatnich, ani ujemnych, jakie dziś
spostrzedz u ludu możemy, ale wszystko skrzętnie zbierać i poró­
wnywać z tern, co nas doszło z czasów dawniejszych, a wreszcie
naszym potomkom pozostawić dokładny obraz teraźniejszości.
Jedną z najpiękniejszych stron ludu naszego jest jego silna
i prawdziwie dziecięca wiara w Boga, w Jego moc, rządy i wła­
dzę nad wszystkiem, co człowiek zmysłami i myślą ogarnąć
może. Wiara ta jest jego drogowskazem życia i postępowania
z bliźnimi, jest hamulcem wszelkich namiętności i porywów do
złego. Prostak bez wiary nie wiele różni się od zwierzęcia.

WIARA U LUDU

435

To też nieszczęściem i plagą dla całej gminy jest człowiek bez
wiary, bo droga życia takiego człowieka prowadzi tylko pizez
występki i zbrodnie.
Jaką jest wiara ludu polskiego łatwo się naocznie prze­
konać. Wejdźmy do kościółka wiejskiego, albo do miejskiego,
gdy się w nim lud prosty, nie zarażony jeszcze zasadami nie­
nawiści i przewrotu społecznego zgromadzi. Posłuchajmy jego
gorących modlitw i próśb błagalnych, a zobaczymy ze zdziwie­
niem, jak ten lud blizkim jest Boga, jak pokornie i z ufnością
z nim rozmawia, swoją biedę Mu przedstawia i o pomoc Go
prosi. Z jak gorącem uczuciem wymawia n. p. słowa:
— »Mój Panie Jezusicku miłosierny, spożryjze tez na mnie
biednego Swojem miłosiernem “ockiem, a pobłogosław mi tez
Swoją najświętsą rącką, — dejze mi tez zdrowie, a pomnażaj
moją chudobę, brońze mie tez "od “ognia i złego cłowieka, me
Aipuscej mie tez w żadnej potrzebie teraz i po śmierci!«
Albo gdy wieśniaczka, wzniósłszy ręce przed obrazem
Matki Boskiej woła prawie głośno:
— »“O Najświętsi Panienecko, miejze tez litoś nade mną,
nawróćze mi tez mojego chłopa, zęby do karcmiska nie chodziuł
i nie piuł tej śkaradny pary! Natchnijze go tez Duchem Świę­
tym i zrób go poćciwym cłowiekiem.«
1 tak posłyszeć możemy błagania o każdą prawie dro­
bnostkę, a błagania tak ufne, tak gorące, że, widząc taką wiarę,
nie zdziwimy się, gdy często prawdziwie cudowne spełnienie
tych próśb ujrzymy. Patrząc na obraz, me widzi on w swej
wyobraźni obrazu, ale Samego żywego Chrystusa lub Matkę
Jego i do nich się modli.
Często słyszeć można przysłowie: »Pcha się, jak gorał na
Kalwaryi!« Rzeczywiście, lud górski, w którego sercu ta wiara
dotąd jeszcze najsilniej tkwi, przyszedłszy na miejsce odpustowe,
pragnie być jak najbliżej »Tego Pana Jezuska« i »Nasw.ętsy
Panienecki«, pragnie się im z blizka przypatrzyć i z blizka Im
swoje potrzeby przedłożyć. Nie nauczony delikatności, rozpycha
się też, co mu sił starczy, byle być jak najbliżej Niego, by e
Mu z blizka powiedzieć:
_ »Panie Jezusku naświętsy, wysłuchejze mie tez, bo ty
przecie syćko zrobić mozes, co ino kces. Smiłujze sie tez nade
mną, a bądź miłościw mnie grzysnemu.«
28*

436

STANISŁAW CZAJA

Nawet owo anekdotyczne odezwanie się górala do księdza,
gdy się z powodu natłoku do Komunii św. docisnąć nie mógł,
a wystawiwszy swój toporek ku Komunikującemu zawołał:
— »Jegomościcku! Połóżcie mi tez tego Pana Jezuska na sie­
kierce, to se go ta zliznę«. — Nawet takie odezwanie się (jeśli
to się w istocie stało) nie pochodziło z lekceważenia, ale z pra­
gnienia, aby też jak najprędzej tego »Pana Jezuska« dostać.
Przypatrzmy się tym licznym kompaniom czy to Ślązaków,
czy Orawiaków, czy Królewiaków, które nieraz o chlebie i wo­
dzie długą podróż odbywają, aby w świętem miejscu Bogu
swoje potrzeby przedłożyć, — patrzmy na nich, jak, nie dbając
na słotę i zimno lub upał słoneczny, idą z odkrytemi głowami
i śpiewają nabożne pieśni, — przypatrzmy się im, jak krzyżem
padają, jak, wznosząc ręce do góry, miłosierdzia Bożego wzy­
wają, — patrzmy, z jaką wytrwałością na zimnie lub upale,
w pyle lub błocie stoją, aby wysłuchać kazania, — jak ostatni
grosz na ofiarę składają, jak z głośnem łkaniem nauki przyj­
mują, jak z ciężkim żalem i płaczem żegnają to miejsce cudo­
wne, gdy do domu wracać mają. Idźmy za nimi po »dróżkach«,
a wiele pouczyć i bardzo zbudować się możemy.
Przewodnik — zwykle jeden z gromady — z namaszcze­
niem odczytuje objaśnienia stacyj i modlitwy, przy czem często
wpada w prawdziwie religijny zachwyt i tak pięknie przemawia
do serca, że nietylko gromada jego, ale nawet i obcy, inteli­
gentny człowiek się rozczuli i serdeczną łzę uroni.
Ci, którzy po raz pierwszy przychodzą na Kalwaryę, wkła­
dają sobie na głowę kolące wieńce, dźwigają ciężkie kamienie
na górę Ukrzyżowania, aby choć coś dla Pana Jezuska ucierpieć
i na Jego łaski i miłosierdzie zasłużyć.
Zajrzyjmy wreszcie do chaty wieśniaka, przypatrzmy się
jego codziennemu życiu, a i tam zauważyć możemy tę samą
głęboką wiarę.
Na ścianach liczne obrazy, przed którymi rano i wieczór
wszyscy klękają i pobożnie paciorek mówią. Na odrzwiach kropielniczka ze święconą wodą, w której, wychodząc w drogę,
macza palce i z krzyżem św. opuszcza chatę. Nawet przed
końmi, gdy w drogę wyjeżdża, batogiem krzyżyk na ziemi zna­
czy. Poświęcaną palmą pierwszy raz bydło w pole wypędza,—
krzyżyki z tej palmy zrobione na polu w oziminie zatyka, —

WIAKA

U LUDU

437

święconem zielem budynki i bydło okadza,
ze święconego
ziela odwar krowom pić daje, — święconą kredę i gromnicę
z uszanowaniem przechowuje, — na odwrócenie pożaru chleb
i sól św. Agaty w ogień rzuca, albo obraz Matki Boskiej lub
Pana Jezusa naprzeciw ognia wystawia, — po poświęceniu gro­
mnicy (2. lutego) każdy domownik trzy razy po zgaszeniu jej
dym do ust chwyta, aby gardło nie bolało — i wiele, wiele
wykonywa różnych praktyk, opierających się na owej głębokiej
wierze w moc Bożą, do tych poświęcanych rzeczy przywiązaną.
A jakże to silnie wierzy w życie pozagrobowe, jak chętnie modli .
się, daje na msze św. lub na wypominki za dusze rodziców,
krewnych, za dusze z nikąd ratunku nie mające, za dusze tych,
którzy im się we śnie objawili i o ratunek ich prosili i t. p. i t. p.
Znany jest powszechnie wielki szacunek, jakim lud otacza
swojego duszpasterza, którego »Piastunem Bożym« nazywa,
którego chciałby widzieć nad wszystkich innych ludzi wyższym
i doskonalszym. Za kapłanem, który mu umie do serca, do uczu­
cia przemówić, który gorliwie swoje obowiązki wypełnia, skoczył­
by w ogień, życie oddałby za niego.
Wiara ta i ufność prawdziwie dziecięca — niestety
przez
różne wpływy idei przewrotu, przynoszonych czy to z wędrówek
za robotą, czy z wojska, czy przez nieodpowiednie czasopisma,—
zdaje się słabnąć w czasach obecnych.
Ale czemże jest wiara i modlitwa klas inteligentnych w po­
równaniu z tą wiarą ludu? Co tej wierze przeciwstawić mogą?
Dla wykształconego, który się bliżej i dokładniej zapoznał
z niezmiennemi prawami i siłami przyrody, t. j. z prawami na­
tury, Bóg, choć Twórca tego wszystkiego, jakoś wydaje się dal­
szym; — choć wznioślejsze o nim ma pojęcie, jako o ideale
wszelkiej mądrości i wszech potęgi, to przecież me zbliza się
do Niego z taką dziecięcą ufnością i z taką natarczywością.

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.