f6aeada83508dc0625cef99227b3fea4.pdf

Media

Part of Recenzje i sprawozdania / Lud, 1931, t. 30

extracted text
RECENZJE I SPRAWOZDANIA
J(ahób) Kelemina: Bajkę in pripovedke slovenskega ljudstwa.
Z mitološkim uvodom uredil (1930 založila Družba sv. Mohorja v Celju,
str. 404). .
Dr. Jakob Kelemina, profesor germanistyki w uniwersytecie w Lublanie, daje w tej swojej po słoweńsku pisanej książce „Mity (baśnie)
i opowieści ludu słoweńskiego“, i to w 260 rozdziałach (w każdym roz­
dziale zawarł}’ jest inny ustęp). Opowieści same znajdują się od str. 33
aż do końca, a w pierwszych dwóch arkuszach (str. 5—32) jest „Przed­
mowa“, t. j. teorja autora o pierwotnem znaczeniu i dalszym rozwoju
tych baśni i opowieści. Przytaczam zaraz z początku przedmowy jego
wywody o stosunku między baśnią i „opowieścią“: „Słowem bajka
(polsk. baśń) zesłoweńszc żyliśmy obcy wyraz mythos. Oznacza on opo­
wiadania, traktujące treść religij pogańskich... czystych baśni mamy
u nas teraz mało; w naszych baśniach mieszają się istoty wyższe ze
światem ludzkim... Opowieść rozwinęła się w ten sposób z baśni,
że owe istoty wyższe dostały rysy ludzkie; jednocześnie uległo za­
ciemnieniu w tych baśniach jądro mityczne... Każda prawdziwa opo­
wieść ludowa musi mieć jakieś jądro mityczne, gdyby nie, nie mogli­
byśmy mówić o niej jako o prawdziwej opowieści, lecz onaby stano­
wiła tylko anegdotę...“. Co do formy baśni i opowieści, to autor
twierdzi: „W życiu poezji wiązanej następuje w ciągu czasu kryzys:
lud traci zrozumienie dla wiązanej formy artystycznej; resztami tego
rozpadania zaś są baśnie i opowieści (oraz legendy) w słowie niewiązanem“. Na pytanie, które i jakie postaci mityczne znają Słoweńcy,
odpowiada ze względu na pokrewne wyobrażenia innych narodów tak:
1) jedna część naszych istot mitycznych ma swoje źródło w wierze
w duszę albo w ducha; te istoty nazywamy duchami (Geister); -—
2) w całej przyrodzie żyje drugi rodzaj istot, nie mających już tak
bliskiego stosunku do człowieka, jak duchy; nazywamy je według ich
głównych przedstawicieli istotami-wiłami (elfische Wesen); — 3) o co­
kolwiek niżej pod względem swoich zdolności duchowych są demony,
zdające się być nieposkromionemi siłami przyrody; — 4) nad całym
światem panuje, jako władca nieograniczony, istota najwyższa: pan
nieba; jakaś istota demoniczna jest zwykle jego żoną; — 5) wszech­
świat ze wszystkimi jego znamionami jest dziełem boga, względnie
przytoczonych wyższych istot; — 6) istoty mityczne przybierają
w pewnym okresie rysy ludzkie i stają się jako herosi nosicielami naj-

213
starszych podań historycznych narodu“. W związku z tem, autor często
■operuje „bohaterami słonecznymi“, jako pierwszemi postaciami później­
szych królów Matjaszów czy rozbójników Matajów; bracia strzegący
siostry Zory, w balladzie ludowej „Mlada Zora“ (por. polską opowieść
■o Marchołcie), są pierwotnie djoskurami, według autora nawet motyw
Lenory ma pierwotnie znaczenie mitologiczne. Także chłop słoweńskochowacki, Piotr Klepec, żyjący w XVII stuleciu, przypominający Kró­
lewicza Marka, jest pierwotnie słonecznym bohaterem.
Nie jestem fachowcem w tych sprawach, lecz przy czytaniu książki
prof. Kelemina zdawało mi się, że czytam znane swojego czasu (przed
50 laty) dzieło Grzegorza Kreka. Einleitung in die slavische Literatur­
geschichte; mianowicie poglądy, teorje i „duch“ książki, zdają mi się
być takiemi samemi. W każdym razie byłoby dobrze, żeby spojrzał do
tej książki — Aleksander Brückner...
Fr. Jlesić.
Zagrzeb, w maju 1931.
Kazimierz Moszyński: Kultura Ludowa Słowian. Część pierwsza.
Kultura Materjalna. Z 21 mapkami, oraz z rycinami 1138 przedmiotów.
Kraków 1929. Polska Akademja Umiejętności. IX i 710 str. w 8°.
Dzićło prof. Moszyńskiego wysunęło się na same czoło etno­
grafji słowiańskiej. Żadna podobna praca nie może z niem zawodniczyć.
Wprawdzie posiada nauka czeska w dziele Niederleg o, Żywot
starych Słowian, znakomity tegoż wykład zupełny, ależ Niederle
kończy tam, gdzie Moszyński zaczyna i ogranicza się statycz­
nym obrazem tej kultury w ścisłych granicach czasowych i przestrzen­
nych, gdy Moszyński dynamikę rozwoju przedstawia, sięgając
do samych początków i kreśląc główne wytyczne tego rozwoju. Ogra­
nicza się natomiast do kultury rodzimej, ludowej, włościańskiej, więc
nie zawisł jak Niederle od wiadomości kronikarskich, dotyczących
głównie sfer wyższych, ani od resztek archeologicznych; przeciwnie,
uwzględnia głównie stosunki dzisiejsze, które poznał nietylko z lite­
ratury i muzeów, lecz z osobistych licznych wypraw i badań na
miejscu, śród przyrody i ludzi.
Inne literatury słowiańskie posiadają tylko luźne monografje;
najlepsza, najobszerniejsza między niemi Z e 1 e n in a , przetłuma­
czona na niemieckie dla encyklopedji Trautmanna-V asmera,
ależ Zelenin tylko Ruś całą objął, głównie Wielką i Małą, mniej
stosunkowo Białą. Zarysy prof, Fischera o Polakach i Rusinach
szczupłemi rozmiarami nie zawodniczą również z foljantem Moszyń­
skiego.
Całe dzieło obliczone na trzy tomy; drugi obejmie kulturę umy­
słową, trzeci społeczną. Otrzymaliśmy pierwszy, którj’ na 678 str. w 20
rozdziałach objął życie materjalne; zdobywanie żywności i surowców
przez zbieranie, łowienie, hodowlę, uprawę; przechowywanie zbiorów,
przygotowywanie pokarmów, obróbkę surowców (drewna, wici, kości,
gliny, kruszców, klejów; farbiarstwo) ; zabiegi o bezpieczeństwo i wy­
godę (broń, odzież, mieszkanie, czystość) ; przewóz. Ani wszystkie po­

214
łacie Słowiaństwa samego, ani wszelkie wymienione rozdziały są równo­
miernie obrobione — dla słusznych przyczyn. Ponieważ rozchodzi się
0 ludowość t. j. rodzimość, nęcą autora nierównie mniej zachodnie
połaci, Czechy, Łużyczanie, Słowieńcy, Wielkopolska, wystawione na
potężne, wszechstronne oddziaływanie niemieckiej kultury ościennej,
niż wschodnie i południowe, od niej mniej lub wcale nie zawisłe;
szczególniej Białoruś polską, Polesie, z jego głuchemi ustroniami, dalej
Wielką Ruś aż po Syberję uwzględnia autor jak najstaranniej, jak
1 Bałkan, szczególnie bułgarski, na podstawie własnych i hadań p.
Obrębskiego, zastąpiony znakomicie.
Najobszerniej opracował autor rybołówstwo i jego przyrządy; orkę
od radła do pługa i sochy; tkactwo, odzież; budownictwo; tu wchodził
w szczegóły i zaimponował fachowem ich znawstwem. Najkróciej zbył
pokarmy, ponieważ właśnie śród pokarmów najwięcej obczyzny, której
nie wymienia. Począwszy od żuru i kapusty, poprzez placki, kluski
i bochny, aż do łazanek, tortów itd., wszystko obce, niemieckie, włoskie,
francuskie, nawet angielskie (budeń) ; to wszystko jednak odpada z góry,,
jako przynależne wyższym nie ludowym warstwom. Ależ należy rzeczy
rozróżniać; pominę wszelkie warzywa, kiele, jarmuże itd. z ich obceiii
słownictwem, ale nie pogardzałbym domowem; nie myślę o czeskich
buchtach i powidłach, lecz, zdaje mi się, że Słowianie i jakieś kluski
sami znali. Zwali je Mobami, rosyjskie kołob, co przenigdy nie wzięte
z greckiego y.ó/Mifioę lecz rodzime, pokrewne z kiełbiami, (por,
śliżyki, rybki i ciasto), i kiełbasami (bo te od kiełbiów przezwane).
Dalej jajecznice, słoniny i i., a tołoknem (o tem rozprawia autor ob­
szernie) zawojował Słowianin i Finów i Niemców alpejskich. O winie
autor milczy, nawet nie uwzględnił, od kogo nazwę przyjęto, o czem
wspominam, bo świeżo twierdzono, jakoby wprost z łaciny do Słowian
przeszła, czy dla rodzaju (uiiuim, der Wein ‘ł ależ Słowianin gockie
masculina przez swoje neutra nieraz oddaje szkło, błudo itd.) ; przeczę
też wszelkim bezpośrednim pożyczkom z łaciny (oprócz kolędy i ru­
sałki), bo nie wierzę np. w pożj^czkę siekiery z securis, którą autor
za innymi przyjął, jakbyśmy nie mieli czasownika siekę (seky-, jak
włady-, moty- itd., przyrostek tam -ka, motyka, włodyka, tu -ra),
brakłoby bowiem dla najpierwotniejszego i najważniejszego narzędzia
obrony i natarcia nazwy domowej, bo topor ze wschodu przybył
a ciosła zbyt specjalna; ciesiołką nie broni się ani naciera. Słowianin
siekierą walczył.
Autor wciągał (chętnie) do swych wywodów i słownictwo. Sam
nie filolog, postępywał przytem jak najostrożniej, radził się źródeł
najpoważniejszych, a zadowalał się nieraz ustaleniem, że pochodzenia
nazwy np. niewodu, wierszy, więcierzy i tylu innych dotąd nie wy­
kryto. Uwzględniał jednak słownictwo w bardzo nierównej mierze;
uderza to szczególnie przy hodowli bydła. Nie zwracał wcale uwagi
na to, jak Słowianie wyróżniają się od innych krewnych szczepów
osobliwszem słownictwem dla konia, barana, wołu, capa, kozy i i.,
przy koniu (wolno bardzo wątpić,, czy on od wałaszenia przezwany, jak

215
autor przypuszcza), nie wspomniał ani o komoniu ani o orzu, (u nas za­
pomnianym od XVI wieku, do dziś istniejącym w nazwie Orzą
i Orzyca, dopływów Narwi), wytknął tylko rolę jego podrzędną u ludu
wobec bydła rogatego, z czem się źle godzi wybitna rola konia w pogań­
stwie. Str. 117 prawi, że „ciemna dotychczas nazwa wołu dała się wy­
jaśnić na podstawie wskazówek etnografji“ ;ma to być „rodzimy wyraz
dla wielkiego i silnego kastrowaneego byka^bliższej wskazówki autor
nam poskąpił. Powoływa etymologje Pogodina, np. dla gumna,
ależ to tegoż fantazja tylko, narabiająca zmyślonemi złożeniami. Sam
próbuje ćtymologji dla sosny, jakoby dla drzewa bartnego, od naciosu,
ależ ta nazwa starsza niż bartnictwo; porównam łac. sap-inus. Czy
marzana, roślina farbierska, „pożyczka z języków germańskich“ (str.
370), wolno bardzo wątpić; natomiast obronił autor słusznie przeciw
Rostafińskiemu nazwę czerwca od czerwi-robaków i pory ich zbie­
rania, nie od czerwi pszczelnej (str. 368). Zamało uwydatnił autor rolę
prasłowa, np. zaznaczył przy dziegciu, że znają to słowo na wschodzie
słowiańskim i tu i ówdzie na zachodzie, zamiast powiedzieć wyraźnie,
że to prasłowo, zapomniane tu i ówdzie, jak tyle innych, wywiedzione
jeszcze od pierwiastka, Słowianom już obcego w tym kształcie. Żeby
nazwa „dęgi“ bywała wyprowadzana z zachodu, pierwszy raz słyszę;
to prasłowo; przy dzbanie i cebrze należało zaznaczyć, że to tesáme
słowa z różnemi przyrostkami. Autor wyliczał nieraz najszczegółowiej
całe odnośne słownictwo; tem bardziej razi, że o nazwach najpospolit­
szych i najważnieszych, nieraz bez widocznej przyczyny zupełnie
milczał, np. chata, chatu va i i.; jeżeli przy dyszlu nie zaznaczył wcale
prasłowa oje równie starego jak jarzmo lub igo), toć i same dyszle
pominął milczeniem; tem więcej o jarzmie rozprawiał, kierując się jego
osobliwościami.
Ależ byłoby napaścią, nie krytyką, gdybym autorowi takie niedo­
mówienia wyrzucał, przecież podkreślał on sam stałe, że jego dzieło,
to pierwszy rzut podobnej syntezy; on je podręcznikiem nazwał, najniesłuszniej, bo podręcznik zbiera treść przez innych ustaloną, gdy
nasz autor nieraz sam dopiero treść ustalał i nie możemy dosyć po­
dziwiać rzutkości i energji, z jaką się przez gąszcze materjału dopiero
przez niego wybieranego przebijał. Najszerzej rozwiódł się, jak już
wspomniałem, nad odzieżą i budownictwem; samemu kobiecemu stro­
jowi głowy poświęcił stronice 392—408, a powstaniu rogatywki, ucho­
dzącej mylnie za specjalność polską, str. 408—411, polemizując z H.
Wiercieńskim i St. Poniatowskim. Rozwój ubioru śledził od najpierwot­
niejszego, od płachty prostej z wycięciem na głowę, aż do wszelkich
sukman itp., przyczem słusznie zwracał, uwagę na prawdziwe wpływy
wschodnie, nierównie obfitsze w tej dziedzinie, niż w którejkolwiek
innej. Takąż dokładnością odznacza się rozdział o mieszkaniu, od jamy
ziemnej i szałasu na dębie począwszy aż do przeróżnej budowy dachów.
Obfitość materjału poprost.u nieskończona, więc przeoczenie czy prze­
milczenie jakiegoś szczegółu czy nazwy nie sprawia dziełu żadnej
ujmy, tem bardziej, że autor coraz podkreślał, coby dopełnić należało,

216
co wymaga głębszego czy ponownego zbadania, co wątpliwe. Jest to
więc dzieło podstawowe, twórcze, nie podręcznik tylko; że wymaga
dopełnień, a tu i ówdzie poprawek, nie zmienia jego charakteru jako
Standard work etnografji słowiańskiej.
Ale to tylko jedna zasługa tego dzieła; druga tkwi w tern, że autor
nie ograniczał się bynajmniej samą słowiańszczyzną, jak Niederle,
lecz coraz zwracał uwagę, porównywał, wymieniał okazy podobne ze
wszystkich części świata, mianowicie z Azji. Sięgał stale do najdalszych
początków (przykłady przytoczyłem) i szkicował dzisiejszy stan badań
etnograficznych, zwięźle i jasno. W licznych aforyzmach ^stwierdzał
np. pierwotny, powolny nadzwyczaj postęp fal kulturalnych; czem lud
pierwotniejszy, tern silniej zakorzeniony u niego tradycjonalizm, tak
że nie rzuca się dawnych przywyczek, chociaż ma się pod nosem
przykłady pożyteczniejszego użytkowania materjału. Dalej nie znają
fale kulturalne granic językowych ani rasowych; geografja i komuni­
kacja więcej znaczą niż spólnota krwi, stąd więc pstrocizna kultury
bałkańskiej wobec jednostajności rosyjskiej. Coraz nastręcza się py­
tanie, czy podobieństwo wyrobów itd. polega na prostém przejmywaniu czy na konwergencji samorzutnej. Uwagi to nadzwyczaj poucza­
jące; niektóre wydały mi się ryzykownemi, np. co do genezy wozu
(str. 503) : „narodził się może z ruchomego domku pasterza, w którym
ten przewoził swoje mienie“, takie domki „umieszczano najdawniej
na włókach i płozach, a później na kołach“; mniemam raczej, że to
rzeczy najzupełniej różne, niby jak sanie a wozy. Na str. 505 tłuma­
czyłby autor znaczną przewagę liczebną palowych spichrzów nad do­
mostwami palowemi nie tern, że mieszkania na palach zanikają a utrzy­
mują si£ spichrze na palach (dla ich użyteczności), lecz tern, że spichrz
palowy to pierwotny, a domostwo palowe to tylko zamieszkany spichrz
palowy albo budynek na takim spichrzu wzorowany, bo geneza takiego
spichrza jest jasna, ciemne natomiast pochodzenie palowego domo­
stwa“. Czy nie należy i tych obu rzeczy zupełnie rozróżniać?
Nie koniec na tem. Dzieło prof. Moszyńskiego imponuje
bogactwem rysunków, których do połowy dostarczył sam autor. Oprócz
rysunków ubiorów itd. zasługują na wyróżnienie liczne mapki przed­
stawiające zasięgi wszelakich objawów; jest ich 21, dotyczą głównie
Polski, a więc np. zasięgi typów radeł, zasiąg sochy, zasięgi sposobów
wiązania cepów, zasięgi typów kijanki, nosideł, jarzma itd. Zagranicą
urządziliby te mapki dla Polski tak, żeby jedna z nich dała tylko całe
tło geograficzne ziemi polskiej, na tę nakłada się przeźrocza owych
mapek wszelakich zasięgów, tak że łatwo ustalić, czj’ się i które zasięgi
zbliżają do siebie. Oprócz rysunków w tekście samym są liczne tablice
całostronicowe, wybrane jak najtrafniej, przeważnie ze stron biało­
ruskich.
Dzieło prof. Moszyńskiego przyniosło jemu zaszczyt a nauce
trwałą zdobycz ,oby równie szczęśliwa gwiazda władła i nad obu
dalszemi.

Berlin-

A. Bruckner.

217
Dr. Antoni Czubryński: Mistrz Twardowski. Studjum mitogenetyczne (z 8 rycinami). Warszawa 1931. Wydawnictwo Kasy im.
Mianowskiego, str. 144..
Przystępując do oceny pracy Dra Antoniego Czubryńskiego p. t.
„Mistrz Twardowski zaznaczyć muszę na wstępie, iż autor omawianej
pracy na polu badań nad Twardowskim położył naprawdę wielkie za­
sługi, iż zna prawie wszystkie prace i źródła z tej dziedziny, iż zebrał
jak najskrupulatniej wszelkie dostępne materjały, dotyczące i kwestji
historyczności i wątków podaniowych, z osobą krakowskiego czarno­
księżnika związanych. To też może dlatego i pierwsza z reeenzyj jego
pracy, mam tu na myśli recenzję Prof. Dra Juljana Krzyżanowskiego
z Rygi („Ruch literacki“, Warszawa, Luty 1931, str. 55) wypadła zbyt
czarno i niewesoło. Wybitny bowiem znawca XVI w. i historji polskiej
kultury Prof. Juljan Krzyżanowski oceniał pracę Dra Czubryńskiego
raczej z punktu widzenia metody, (której i ja nie pochwaliłbym bez
bardzo poważnych zastrzeżeń), jak materjałów, które autor skrupu­
latnie zebrał. A z tego punktu widzenia zrobił on niewątpliwie bardzo
wiele. Ale przejdźmy po kolei do omówienia szczegółowego pracy.
Z etnograficznego punktu widzenia najwdzięczniejszem omal
że zadaniem było zebranie wątków podaniowych, krążących po terytorjum polskiem, a opowiadających tak różnorodne zasadniczo rzeczy
o Twardowskim; zebranie i zestawienie tych wątków (czego Dr. Czu­
bryński niestety nie zrobił), było najważniejszem zadaniem, gdyż po­
sługiwanie się jedną wyłącznie wersją Wójcickiego uniemożliwiało
wprost analizę podania. Zebrane podania należało zestawić i podzielić
na „zasadnicze grupy“; podstawą podziału byłoby ich rozmieszczenie
terytorjałne.
Opracowana w związku z tem mapka, uwzględniająca ilość i jakość
wariantów podań doprowadziłaby do stanowczych wniosków co do
miejsca, w którem podanie powstało. Z zebranych np. przezemnie
trzydziestu kilku wersyj (Kuchta Jan „Mistrz Twardowski“, krakowski
czarnoksiężnik XVI w. Sprawozdania z czynności i posiedzeń Polskiej
Akademji Umiejętności. Tom XXXIV, nr. 6. czerwiec, 1929, str. 23)
widać wyraźnie, że największa ich liczba, bo prawie połowa (piętnaście
wersyj i dwie wzmianki) przypada na Kraków i najbliższe stosunkowo
jego okolice: Podgórze, Szczodrkowice, Bochnię, Wieliczkę, Rudawę,
Łazany, Olkusz, Sławków, Pieniążkowice. Kraków jest więc niewątpli­
wie kolebką podania o Twardowskim. Drugie miejsce zajmuje Byd­
goszcz, co stwierdziłem dzięki pomocy i materjałom Prof. Adama Fi­
schera, trzecie Wielkopolska, dalsze dopiero okolice podduklańskie,
Podlasie, Sandomierskie, Lubelskie, Litwa, Ruś i Węgry.
Ze podanie o Twardowskim to rodzime krakowskie podanie staje
się bardzo widoczne zwłaszcza wtedy, gdy rzucimy okiem na jakość
podań krakowskich o Twardowskim. (Powyżej mówiłem tylko o ilości
warjantów). Są one najbogatsze w motywy, obejmują całokształt żywota
i przygód czarnoksiężnika. To zaś jest bynajmniej dla mnie jednym
z dowodów, że tu właśnie podanie powstało. Brak tylko jeszcze argu­
mentów „historycznej natury“.

218
Dalsza część pracy powinna była być poświęcona historyczności
postaci Twardowskiego i zabytków tudzież tradycyj po nim. Autor zna
do tej kwestji wiele materjałów. Zna chociażby tak mało rozpowszech­
nioną i uwzględnianą wzmiankę księdza Łoniewskiego o Twardowskim,
o jego imieniu „Piotr“ — ale nie sięga do źródeł pierwszej ręki,
nie sprawdza (o. c. str. 12) samodzielnie tych wiadomości, nie tworzy
własnych hipotez w sprawie historyczności postaci Twardowskiego. —
Szkoda, że autor nie znał mej próby rozwiązania tego zagadnienia,
podanej w Sprawozdaniach Pol. Akademji Umiejętności, Tom XXXIV,
nr. 6, str. 25, tudzież w szkicu o „Zabytkach i tradycjach historycznych
po Twardowskim“, Lwów 1930. — Ale na ogół jego uwagi dotyczące
zagadnienia historyczności postaci Twardowskiego są jeszcze zupełnie
zadowalające z etnograficznego punktu widzenia, bo trudno wymagać
od etnografa, by był i znakomitym historykiem równocześnie.
Większe zastrzeżenia miałbym co do metody analiz etnograficz­
nych, przeprowadzanych przez autora na wątkach podaniowych. Jest
on za bardzo zwolennikiem kierunku „studjów mitogenetycznych“, dziś
już przestarzałego i zwalczonego. Toteż z tego powodu spotyka go wiele
ataków, które zupełnie nie miałyby miejsca, gdyby autor zgodził się na
bardzo poważne ograniczenia w stosowaniu tej metody, prowadzącej
stanowczo na manowce. Weźmy dla przykładu drobny wątek o Twar­
dowskim „jeżdżącym na kogucie“. Wedle mego zdania sprawa tego
wątku mniej więcej przedstawia się tak: „W cyklu podań o słynnym
czarnoksiężniku jak Twardowski, „mistrz nad mistrze“, motywu, opo­
wiadającego o lataniu po powietrzu, tego niezwykłego człowieka,
„z djabłem utrzymującego komitywę“, zabraknąć nie mogło.
Umiejętność i moc ta bardzo istotnie wchodziła w zakres tej ol­
brzymiej siły i wiedzy, jaką wedle powszechnych wierzeń, „jako owoc
paktu z djabłem“ — zyskiwał „czarnoksiężnik“. Toteż wątki, głoszące
o lataniu w powietrzu „sojuszników szatana“, „którzy latają bez skrzy­
deł, bo ich źli duchowie niosą“ 1), są w tego rodzaju podaniach, jak
nasze, zjawiskiem zwykłem i koniecznem nawet wprost, a tak dawnem,
że już dzieje „Dzieje Apostolskie“ o Szymonie Magu opowiadają, iż
z pomocą djabła wznosił się w powietrze. Szukają zaś źródła tej siły
sfynnego czarnoksiężnika w jego związku z djabłem.
Historji tych motywów i ich wędrówki po różnych terytorjach
przez przeciąg stuleci omawiać tu nie będę, bo za wiele zajęłoby to
miejsca i przekraczałoby zadanie recenzji. Ograniczę się więc tylko
do ich krótkiej charakterystyki na tle wieków XVI i XVII, w których
kształtował się nasz cykl podaniowy.
Otóż w wieku XVI wiara w to, iż czarnoksiężnicy i czarownice po­
siadają moc latania w powietrzu, jest bardzo rozpowszechniona. Wy­
raźne ślady tego znajdujemy w dziełach ówczesnych. Oczywiście rzeczy
-1) Jakóba Michałowskiego, wojskiego lubelskiego, a później kasztelana
bieckiego, księga pamiętnicza. Kraków 1864, str. 253; Dr. Karol Korany i :
„Łysa Góra“. Studjum z dziejów' wierzeń ludowych w Polsce w XVII i XVIII
wieku. Lwów' 1929, str. 3.

219
te są najbardziej znane tam, gdzie kwitną nauki przyrodnicze — a wraz
z niemi nauki tajemne1) i gdzie tem samem mają .miejsce praktyki
czarnoksięskie. Kiesewetter przytacza ciekawy wypadek tego rodzaju
z dziejów czarnoksięstwa w Hiszpanji, a mianowicie opowiadanie Be­
nedyktyna Prudencjusza de Sandoval, biskupa Tui i Pampeluny. Biskup
pragnąc się nareszcie przekonać, jakim sposobem wiedźmy mogą latać,
obiecał jednej z nich ułaskawienie, pod warunkiem, że zgodzi się ona
pokazać, co umie. Baba zażądała zabranego jej słoika z maścią i po­
smarowawszy się nią , poczęła kształtem jaszczurki, t. z. głową na dół
schodzić po murze z wieży, a doszedłszy do połowy wysokości, uniosła
się swobodnie w powietrze. Było to w r. 1507 a opowiada o zdarzeniu
„Historia del Emperador Carlos V.“*2).3 Zjawisko opisane tutaj jest po
wszechnie znaném adeptom „nauk tajemnych“ zjawiskiem lewitacji.
Wspomniana zaś maść czarownicza odgrywała olbrzymią role w magji
niższego rzędu. Była to jak stwierdzono mieszanina tłuszczów i nar­
kotyków, które działając odurzająco na nerwy, wywoływały widzenie,
czy też przyspieszały zapadanie w pewien specjalny stan autohipnozy,
zwany dziś transem i towarzyszące stale wszelkim dzisiejszym objawom
medjumicznym — w tym wypadku „lewitacji“.
W Niemczech zjawisko to znane jest również. Dość wspomnieć
0 czarnoksiężniku niemieckim Dr. Fauście i jego słynnej próbie lotu
w Wenecji, o której głoszą podania niemieckie. Warto przejrzeć także
ciekawe pod tym względem akty niemieckich procesów o czary, które
dowodzą, jak często oskarżano czarownice tamtejsze o latanie w po­
wietrzu, przy pomocy ognia na rozmaite „Łyse góry“. („Der kahle
Berg“, „Blocksberg“).
Pod silnym wpływem wierzeń zachodnio - europejskich pozostają
też wierzenia <polskie, zwłaszcza w zachodnich stronach Rzeczypospo­
litej. I w Polsce, jak wykazuje na podstawie zeznań oskarżonych, do­
chowanych w protokołach sądowych Dr. Karol Koranyi „motyw latania
czarownic w powietrzu“ jest dobrze znany, zwłaszcza z końcem XVI w.
1 w pierwszych dziesiątkach XVIII stulecia, a więc czasach dla nas
najważniejszych.
Wedle bardzo rozpowszechnionych wierzeń polskich odbywały się
na „Łysej Górze“ s) co pewien czas zebrania czarownic. Przyjmował je
i ugaszczał tam djabeł, nadając im tu część swej piekielnej władzy,
mianowicie moc szkodzenia ludziom i bydłu, sprowadzania posuchy,
ulewy i chorób. Gdy nadeszła więc pora oznaczona, każda z nich sta­
rała się wedle tych wierzeń dostać na miejsce schadzki z czartami.
Udawały się zatem gromadami lub pojedyńczo na „Łysą górę“ „jedne
na koniach, drugie w kolasach, a trzecie powietrzem latając“4).
1) JanKuchta: „Nauki tajemne w Polsce w XV i XVI w.“. Lwów 1928.
2) I. Matuszewski: Pisma. Tom I. „Czarnoksięstwo i medjumizm“.
Warszawa 1925, str. 199.
3) Dr. Karol K o r a n y i Łysa Góra. Lwów 1929, sir. 4—5.
4j Księga miasta Kleczewa. (Rękopis). K. 123 verso (wedle K. Koranyiego).

220
Jeździły także „cioty“, (jak czarownice w Wielkopolsce nieraz na­
zywano) na świni zwykłej lub czarnej1), na psie, na koźle*2),3 którym
był właściwie djabeł w kozła czarnego przemieniony. Najczęściej )
atoli udawały się czarownice na Łysą górę „w powietrzu latając“.
Aby się unieść w przestworza smarowały się maściami, które otrzymy­
wały już w formie gotowej od czarta, albo sporządzały same z rozmai­
tych przedmiotów, idąc naturalnie za wskazówkami czarta.
Posmarowawszy się maścią, po wyszeptaniu jakichś słów czaro­
dziejskich4), natychmiast wylatywała czarownica kominem i leciała
na Łysą Górę, jakoby płynęła5). Przy locie posługiwały się czarownice
niekiedy skrzydłami6), przeważnie .zaś siedziały podówczas na jakimś
przedmiocie lub na kiju7), kijance, pomietle, motyce, szabli lub ożogu,
lecąc przytem „wyżej najwyższych lasów“.
Wyjątkowo tylko używała czarownica innych jeszcze środków,
by się dostać drogą powietrzną na Łysą górę. Oto zamiast smarować się
„mastyką“ piła proszek i zaraz na kiju wyjeżdżała 8), albo też zjadała
łyżkę kaszy w specjalny sposób sporządzonej, po której spożyciu „obra­
cała się w srokę“ i „jako ptak wylatywała z domu“ 9).
Z powyższych przykładów widać wyraźnie, jak popularny był
w XVI i XVII w. na terytorjum polskiem „motyw latania w powietrzu“,
jak o latanie to posądzano każdą niemal czarownicę i każdego czaro­
dzieja. A skoro tak się rzecz przedstawia nic dziwnego, że spotykamy
go i w cyklu podań o najsłynniejszym krakowskim czarnoksiężniku
XVI w. Oto dla przykładu kilka wyjątków z opowiadań ludowych o tem,
„jak to Twardowski w powietrzu latał...“.
„(Twardowski) wszystko co jeno zażądał żywnie, miał na swojem
zawołaniu1 jeździł na malowanym koniu, latał w powietrzu bez skrzy­
deł, w daleką drogę siadał na kogucie i prędzej bieżał niż konno...“. —
Wójcicki K. W. „Klechdy“ (Krakowskie).
„Kiej chciał tak latać, jak tera masyna,.to latał na kokocie“. —
St. Ciszewski. Lud rolniczo-górniczy z okolic Sławkowa, w powiecie
olkuskim.
„To z konia zrobieł kochuta, a z kochuta konia, a kiedy siad na
kochuta to se jeździeł wygodnie jak na koniu, to siad na konia a ludzie
myśleli, że siedzi na kochucie“. — Wł. Kosiński. Materjały do Etnografji Górali Beskidowych.
...Tego też jakby czekał Twardowski; w oka mgnieniu wskoczył na
powstałego koguta, kopnął go piętą i wnet całym galopem odjechał
z karczmy... (Był to ów upieczony kogut, którego mu żyd na talerzu
7) Kleczew. K. 245.
sj Dr. K. Koranyi: Łysa Góra. Lwów 1929, str. 9.
3) Kleczew. K. 234.
4) Kaczmarczyk. Lud. VII, str. 314.
5j Kleczew, rkps. K. 155.
6) Kleczew, rkps. K. 68.
7 Dr. K. Koranyi: „Łysa Góra“, str. 10.
8) Kaczmarczyk. Lud XVI, str. 50.
9) Juce wic z
A. „Wspomnienia Żmudzi“. Wilno 1842, str. 182.

221
podał). Żyd z początku stał zdumiony, ale gdy widział, co się święci,
zrobił wielki hałas i wrzask, zleciało się na ten hałas wiele innych
żydków i obces gonić Twardowskiego na kogucie1).
Jak widzimy, pan Twardowski lata bez przeszkody w powietrzu,
jak jego „siostrzyce po fachu“, ale motywy opowiadające o jego ła­
taniu różnią się nieco, od motywów opowiadających o lataniu w po­
wietrzu czarownic.
Już na pierwszy rzut oka uderza nas w podaniach o Twardowskim
latającym w powietrzu jedno. Jeździ on prawie zawsze na kogucie.
Otóż motyw jazdy na kogucie nie jest oryginalny. Istnieją bowiem
i są dobrze znane liczne analogiczne paralele. Wystarczy chociażby
z opowieści o Fauście, na co już zwrócił uwagę Czubryński *2), przy­
pomnieć jego ucznia Wagnera, który uniósł się na ognistym kogucie
Bilecie, wśród wielkiej wrzawy i burzy. Może to więc być motyw po­
chodzenia niemieckiego —■ zaczerpnięty z podań o Fauście.
Niektóre względy przemawiają jednak za tem, że jest to raczej mo­
tyw pochodzenia czeskiego. A i na Cześkiem terytorjum, jak zaraz na
przykładzie wskażę, jest to motyw znany. Na kogucie jeździł tam czeski
czarodziej Żytek. Joannes Dubravius, biskup ołomuniecki, historyk
czeski, wspominając3) w swej Kronice (libro 23) o „dziwach“, jakich
dokazywał mag Żyto, (Żytek) około r. 14004), na dworze króla cze­
skiego Wacława, dowodzi tego najwyraźniej. Oto co czytamy w cze­
skiej Kronice5) :„W dziesięć lat po męczeńskiej śmierci Św. Jana
Nepomucyna, zaślubił król Wacław Zofję, córkę księcia Jana Bawar­
skiego. Sam książę zaprowadził zaślubioną do Pragi, a wiedząc, że
szwagier jego wielkim jest zwolennikiem osobliwości, przyprowadził
z sobą pełny wóz czarodziejów. Gdy najdoskonalszy z nich dnia jednego
króla zabawiał, zbliżył się do niego czarodziej króla Wacława Żyto,
rozdarł sobie usta po uszy i połknął rywala z całym jego aparatem,
obuwie tylko odrzuciwszy. Potem oddał całą tę zdobycz do kubła wody,
a widzowie śmiali się wielce, widząc tak skąpanego Niemca, poczem
inni towarzysze jego, nie śmieli już dalej się popisywać.
Tem dzielniej dokazywał Żyto, pokazując się to w swojej to
w obcej postaci, to w złotej, to w zgrzebnej odzieży.
Gdy się cesarz przechadzał, Żyto płynął koło niego w łódce po
ziemi, a gdy cesarz jechał, on dążył obok niego na małym wózku,
przez koguta ciągnionym. Niemniej ubawiał gości, zamieniając im ręce
podczas stołu, to w jelenie, to w końskie kopyta, aby jeść nie mogli.
Raz gdy na ulicy zgiełk posłyszano i wszyscy z okien głowy wychylili,
-1) „Twardowskiego na kogucie“ przedstawia rzeźba Prof. Krak. Akademji
Sztuk Pięknych P. Laszczki.
2) A. Czubryński: O mistrzu Twardowskim. Astrea. Warszawa
1924. R. I. Nr. 2, str. 127.
3) J. Tuwim: „Czary i czarty polskie“, str. 109.
4j Graf, o. c, str. 260.
5) K. W. Wójcicki: Klechdy. Wyd. II. Tom I. Warszawa 1851,
str. 254 i n.

222
czarodziej obciążył je w ogromne jelenie rogi, że się z okien wydostać
nie mogli, a on tymczasem smacznie zajadał i spijał.
W. Leppełmann opierając się na tym wyjątku czeskiego kronikarza
przypuszcza, iż on oddziałał na podania polskie. Przypomina przytem,
iż na terytorjum czeskiem kogut jest stworzeniem doznającem dość
wielkiego miru i pewnego rodzaju poważania. Kult bowiem jakiego
doznawało to ulubione zwierzę najwyższego boga Swantewita, jako
zwiastujące świtanie nowego dnia doprowadził w Czechach później do
pewnego związania tego stworzenia z Św. Witem, patronem Czech.
Patron Czech na wizerunkach jest nawet przedstawiany zawsze łącznie
z czarnym kogutem. Dzięki tej jakiejś dziwnej czci znajdujemy też
w Czechach koguta na wieżach kościołów, kaplic i domów. W folk­
lorze czeskim odgrywa on też wybitną rolę. W Czechach przeto wedle
zdania Leppelmanna szukać należy źródeł tych wątków podaniowych
słowiańskich, w których kogut odgrywa tak wielką rolę, a w tym wy­
padku wątku o lataniu Twardowskiego na kogucie. Zresztą fakt, iż
Żytek jeździł na wózku ciągnionym przez koguta ,świadczy wedle jego
zdania o tem wyrainie.
Otóż wnioskowania Leppelmanna 1), oparte na słabej analogji pol­
skiego motywu o Twardowskim jeżdżącym na kogucie, do odnośnego
ustępu z kroniki czeskiej nie wydają mi się ścisłe Analogja ta bowiem
z jednej strony szwankuje, z drugiej niczego nie dowodzi. Nie dowodzi
mimo tego, íže jak mi się stwierdzić udało, nietylko wzmianka o ko­
gucie („w odpowiedniej przeróbce“), ale i cały drugi ustęp kroniki
czeskiej ma w Polsce odpowiedniki. Ustęp ten brzmi tak: (str. 255):
Na dowód, że może mieć pieniędzy ile zechce, zamienił raz Żytek
30 stogów siana w tuczne wieprze, które wypędzić kazał na paszę obok
trzody bogatego, ale skąpego piekarza, nazwiskiem Michałek, któremu
potem tanio je sprzedał, z ostrzeżeniem, aby ich nigdy nie poił. Gdy
piekarz tej rady nie usłuchał, ujrzał, iż wnet wieprze jego w stogi siana
zamieniły się napowrót i popłynęły z wodą; chciał więc odebrać swoje
pieniądze. Znalazł czarownika śpiącego w gospodzie na ławie i w gnie­
wie chwycił go za nogę, by go obudzić. Ale przestraszony zobaczył
wyrwaną nogę czarownika w swoim ręku. Żyto narobił wiele hałasu
o nogę, której stratę Michałek drogo opłacić musiał. Dotąd jest też
przysłowiem u Czechów o złem kupnie: „zarobił jak Michałek na
wieprzach“.
Odpowiednik jego w Polsce odnajdujemy w warjantach, zanoto­
wanych w Tarnopolu przez X. S. Barącza z tą jedynie zmianą, że
przedmiotem kupna są nie wieprze tylko konie, a kupującym nie Mi­
chałek lecz Żydzi*2).
Samo podobieństwo motywów kwestji genezy nie rozstrzyga. Mogą
one płynąć przecież np. ze wspólnego, trudnego do ustalenia źródła
literackiego.
*) W. Leppełmann, o. c. str. 43 i n.
2) X. Sadok Barącz: „Bajki...“, Tarnopol 1866, str. 213.

223
Niedaleko, zdaje się jednak, odbiegniemy od prawdy, gdy hipotezę
Leppelmanna o Cześkiem pochodzeniu motywu jazdy na kogucie przyj­
miemy za uzasadnioną na podstawie drugiej części jego wywodów
o „kogucie i jego kulcie w Czechach“, tudzież jego roli w czeskim
folklorze. Będzie ona prawdopodobna ze względu na żywe stosunki
kulturalne polsko - czeskie w okresie reformacji i latach bezpośrednio
po niej następujących, tudzież ze względu na niewątpliwe wzajemne
wpływy obu folklorów, intenzywnie na się oddziaływujących, co szcze­
gólnie w wątkach podaniowych, (polskie wątki sowizdrzalskie) łatwo
zaobserwować można.
Resumując krótko swe wywody, podkreślam, iż motyw „latania
w powietrzu“ w naszym cyklu powstał zasadniczo pod wpływem ro­
dzimych wątków „o lataniu czarownic i czarodziejów powietrzem“ na
Łysą górę — w sformułowaniu jednak uległ pewnej specyficznej mody­
fikacji („jazda na kogucie“), której źródeł szukać należy we wpływach
czeskiego folkloru na polski.
Dr. Czubryński tymczasem posługując się metodami szkoły mito­
logicznej, dochodzi, zamiast do tych lub mniej więcej podobnych wnio­
sków — do hipotez zgoła nieprawdopodobnych (o. c. str. 36). Łączy
przy tem rzeczy nie mające ze sobą nic wspólnego „ni w czasie, ni
w przestrzeni“.
Metody tej stanowczo powinien zaniechać. Ona bowiem bardzo
obniża wartość jego wcale ciekawych prac.
Tyle, co do ujemnych stron „metody“, która doprowadziła nie­
potrzebnie do wielu błędnych wniosków i w całej pracy i w „syntezie
poszukiwań nad pochodzeniem wątków mitycznych w opowieści
0 Twardowskim (o. c. str 107).
Do bardzo pięknych części w pracy, autora należy ustęp o Fauście
1 zestawienie Fausta z Twardowskim, (o. c. str. 113). Szkoda tylko, że
autor nie znał pracy Tretiaka, który był jego klasycznym wprost po­
przednikiem w tej dziedzinie rozważań. (Józef Tretiak: „Młodość Mic­
kiewicza“. Petersburg 1898. Tom 1, str 327 i nast.).
A w końcu jeszcze jedno: Cyklu podań o Twardowskim ,nie można
analizować, bez poprzedniego zestawienia go z cyklem podań o Madeju,
gdyż oba te cykle zrosły się na terytorjum Polski w jedną nierozdzielną
całość. Mianowicie w niektórych wersjach podań o Twardowskim (n. p.
wersji, którą Dr. Wł. Kosiński zapisał wśród Górali Beskidowych w Pieniążkowicach lub St. Ciszewski w Szczodrkowicach) pierwsze wątki
podań o Twardowskim powstały stanowczo przez zrośnięcie się podania
o Twardowskim z wątkami podań o Madeju. Zilustrowałem to wyraźnie
w pierwszym tomie swej monografji o „Czarnoksiężniku Twardow­
skim“ w rozdziale p. t.: „Stosunek cyklu podań o Twardowskim do
•opowieści o Madeju , gdy chodzi o wątki następujące:
1. Chłop zabłądził w leśie i nie może się zeń wydobyć.
2. Wyprowadził go z niego djabeł, ale żąda za to oddania sobie
tego, „o czem nie wie“.

224
3. Okazuje się, że tem zapisanem djabłu „czemś“, jest nowonaro­
dzony syn.
4. Syn odbiera w piekle cyrograf.
Na ogół jednak — mimo niewłaściwej metody, praca Dra Czubryńskiego daje wiele materjału.
Warszawa.
Dr. Jan Kuchta.

Edmund Schneeweis: Feste and Volksbräuche der Lausitzer
Wenden. Leipzig, Markert und Petters, 1931. (Veröffentlichungen des
Slavischen Instituts an der Friedrich - Wilhelms Universität Berlin
hrsg. von Max Vasmer). Str. VIII + 251.
Dr. Edmund Schneeweis, docent niemieckiego uniwersytetu
w Pradze dał się już poznać przez szereg bardzo wartościowych prac
z dziedziny etnografji serbochorwackiej. Obecnie przeszedł do zagad­
nień z zakresu etnografji łużyckiej w książce p. t. „Feste und Volks­
bräuche der Lausitzer Wenden“.
Praca Dra Schneeweisa wprowadza materjał w znacznej części
zupełnie nowy, jużto rozprószony w rozmaitych czasopismach i wy­
dawnictwach łużyckich, dziś już przeważnie wyczerpanych i rzadkich,
jużto zawarty w niewydanych jeszcze rękopisach, żeby wymienić
tylko Frenzla, Historia populi ac rituum Lusatiae superioris, czy
też materjały zebrane do „Atla4s der deutschen Volkskunde“. Autor
nie poprzestał jednak na tem, ale w celu pogłębienia swego studjum,
przeprowadził w roku 1929 także badania terenowe na obszarze doh
nych i górnych Łużyc z punktami oparcia w Budziszynie, Chroświcach,
Wojerecach, Ślepem, Chociebużu, Gurowie, Bórkowach i t. d. Dzięki
temu możemy znaleźć w książce dra Schneeweisa wiele szczegółów
istotnie nowych, a zarazem oryginalnie objaśnionych. Przegląd treści
zupełnie ogólny może nas o tem dowodnie przekonać.
W pierwszej części swego studjum omawia autor zwyczaje ro­
dzinne, w drugiej zwyczaje doroczne, w trzeciej zaś zwyczaje co­
dzienne. W rozważaniach swych dochodzi autor do następujących
wniosków :
1. W łużyckich zwyczajach narodzinowych możemy zauważyć
przeważnie jeszcze stare pierwiastki prasłowiańskie, a nawet wogóle
indo-europejskie: zaznacza się to np. w przesądach związanych z ciążą,
z praktykami mającemi na celu ulżenie w porodzie, w przekonaniach
0 nieczystości położnicy i noworodka, w wierze o tajemnym związku
między człowiekiem i drzewem, w nadawaniu imion, w środkach
ochronnych przeciw wrogim demonom i złemu wzrokowi. W miejsce
tych pogańskich praktyk oczyszczalnych i obrzędów przy nadawaniu
imion, weszły pod wpływem chrześcijańskim obrzędy kościelnego
chrztu, przyczem w słownictwie zaznaczają się wpływy łacińskie
1 niemieckie.
2. W obrzędach weselnych zaznacza się pewna różnica między
weselem górnołużyckiem a dolnołużyckiem, przyczem to ostatnie ma
znamiona bardziej starodawne, co można zauważyć także i w innych

225
objawach kultury ludowej, jak np. w budownictwie, strojach, prząd­
kach i t. d.
3. W łużyckich obrzędach weselnych da się wyróżnić szereg
warstw kulturowych. Do okresu indoeuropejskiej wspólnoty należy
odnieść kupowanie panny młodej, zasłanianie jej, obsypywanie ziar­
nem, zmianę uczesania, ofiary składane bogom domowym, pokładziny
przy świadkach. Prócz tego występują niektóre rysy ogólnosłowiańskie, jak zamykanie drzwi wchodowych, ukrywanie panny młodej,
wieńce, podarunki, pieśni i żartobliwe widowiska. Szczególnie słow­
nictwo, łączące się z weselem, ma charakter starosłowiański. W nie­
których nazwach widać już wpływy niemieckie, które zaznaczają się
też w pewnych formach zwyczajowych, jak np. w ozdobionej lasce
dziewosłęba, w tańcu wokoło młodej po zdjęciu jej wianka z głowy,
w porannej przygrywcć kapeli weselnej, wreszcie w zwyczaju oliarowywania młodym biblji.
4. W obrzędach pogrzebowych zachowały się wierzenia, które
należy odnieść do okresu indoeuropejskiej wspólnoty. Do tego ze­
społu zalicza autor układanie umierającego na ziemi, otwieranie okna
dla duszy odlatującej, mycie i ustawianie zwłok, rozmaite zabiegi
mające na celu ochronę pozostałych przy życiu krewnych przed zmar­
łym, w związku z tem pozostające sposoby odpędzenia duszy zmar­
łego, mogącej szkodzić, a wreszcie rozmaite objawy kultu dusz zmar­
łych. Do czasów prasłowiańskich trzeba odnieść stosowanie białej
barwy jako żałobnej, a natomiast niemiecki charakter mają przemó­
wienia nad grobem i inskrypcje nagrobkowe.
5. Zwyczaje doroczne wiążą się szczególnie z głównemi świętami
kościelnemi, jak Boże Narodzenie, Wielkanoc, Zielone Święta, św. Jana
Chrzciciela. Ale zwyczaje te pochodzą jeszcze z czasów pogańskich,
a tylko z czasem zgrupowały się około świąt chrześcijańskich i odpo­
wiednio przekształciły. Widać to wyraźnie przy rozmaitych obcho­
dach pól oraz przy różnych poświęceniach wody, ziół i t. d. Do naj­
starszej warstwy tych obrzędów należą zwyczaje związane z nowym
księżycem, zabijanie starego demona wegetacyjnego i wnoszenie no­
wego, młodego demona w postaci zwierzęcej, roślinnej lub ludzkiej,
palenie ogni sobótkowych, kult zmarłych, koło magiczne, wreszcie
różne obrzędy z zakresu magji analogicznej, przepowiednie i wróżby.
Wpływom niemieckim należy przypisać obdarzanie w dniu św. Miko­
łaja, oprowadzanie niedźwiedzia, kidt św. Sebastjana, jako patrona
broniącego przed zarazą, obchód zapustny, wynoszenie śmierci, kier­
masze i t. d. Wiele wpływów łużyckich można zaś znaleźć we wsiach
sąsiednich niemieckich.
6. Także w zwyczajach związanych z pracą w domu i w polu
widać wyraźne ślady dawnych wyobrażeń, np. ofiary przy budowie
domu, przesądy związane z chlebem, z sianem i sadzeniem, wreszcie
ze żniwem, hodowlą zwierząt domowych, rybactwem i myślistwem.
Niektóre analizy autora zasługują na szczególne podkreślenia,
jako niezmiernie trafne i zgrabne. Zupełnie przekonywująco objaśnił
Lud T. XXX.

15

226
autor sadzanie panny młodej na dzieży tem, aby rozczyn dzieży od­
działał przenośnie na płodność panny młodej i na łatwy poród (str.
38). Również bardzo bystre są uwagi autora na temat znaczenia no­
wego księżyca w obrzędach dawnych Słowian (str. 122). Przytem
słusznie zwraca autor uwagę na różne praktyki odprawiane w związku
z pojawianiem się nowego księżyca, a więc odświeżanie ogniska, zioła
lecznicze, woda żywa, ofiary, kult zmarłych, zaczynanie różnych prac
i t. d. Wreszcie w zabawach dzieci łużyckich doszukał się dawnych
zwyczajów skakania pasterzy słowiańskich w celu uzyskania pomyśl­
ności przy chowie bydła (str. 183). Takich przykładów trafnych
objaśnień możnaby przytoczyć bardzo wiele.
W kilką szczegółach mam nieco odmienne zapatrywania. Tak
np. (str. 61) nie wydaje mi się trafne przypuszczenie, że w tańcu
weselnym, w którym z panną młodą tańczą wszyscy mężczyźni z wy­
jątkiem pana młodego, mamy pewien relikt dawnego bezładu płcio­
wego. Zwyczaj, że przy weselu panna młoda zeskakuje ze stołu, nie
jest bynajmniej wynikiem wpływów niemieckich (str. 73), ale zwycza­
jem dobrze znanym słowiańskiemu rytuałowi weselnemu. Bardzo cie­
kawe echo tego mamy w Mickiewicza „Panu Tadeuszu“ XI, 599. Przy­
puszczam również, że pusty wjacor należy również, jak naszą
polską pustą noc, objaśniać inaczej niż dotąd, nie jako pusty,
cichy wieczór, ale jako zły, niedobry wieczór (str. 88). Do tego skła­
nia mnie znaczenie tego wyrazu pusty w ruskiem, jako zły,
niedobry. Do uwagi na str. 94, że pod wpływem niemieckim pow­
stało łużyckie kożu przepić, należy dodać, że wyrażenie to
oddziałało także na Pomorze i na Wielkopolskę, gdzie mamy zupełnie
analogiczne określenie stypy, jako przepijania
skórki.
(Fischer, Zwyczaje pogrzebowe 377, 379).
Na zakończenie należy podkreślić, że autor w swych rozważaniach
wprowadza bardzo bogaty materjał z całej Słowiańszczyzny i w ten
sposób daje dzieło, które posiada wielką wartość nietylko dla badań
nad etnografją łużycką, ale i dla poszukiwań nad ludową kulturą
społeczną wszystkich Słowian.
Adam Fischer.

František Štampach: Hejčedlo, studie o rozšířeni primitivní
kolébky. (XII Ročenka Narodop. Musea Plzeňska za r. 1930).

1930. Str. 30 + 1 mapa.
Autor rozpoczyna opis kolebek z płachty (hejčedlo) zawiesza­
nych albo u powały, albo też na stojaku w polu, od występujących
u Serbów łużyckich, Łotyszów, Wołochów, na obszarze Chodów, na
Morawach, w Słowacji, a także częściowo w Rosji i u Słowian po­
łudniowych. Kolebki z płachty, posiadające ramy (znane np. w Rosji,
Małopolsce i u południowych Słowian), są wedle autora formą prze­
chodnią od kolebek z płachty do kolebek wiszących z drzewa, ple­
cionki, skóry, a także zaczątkiem kolebek (kołysek) stojących na ziemi.
Następnie opisuje autor rozmaite prymitywne sposoby noszenia dzieci
przez mai ki na plecach, karicu i t. p. Rozpatrując w dalszym ciągu

227
kolebki do zawieszania z drzewa, skóry i kory, występujące w północ­
nej Europie, u Rumunów, w Azji i t. p., autor zastanawia się nad
pochodzeniem prymitywnych kolebek, przyczem omawia zapatrywa­
nia innych autorów (jak np. Pfluga i Plossa) na jej pochodzenie.
W końcowych swoich wywodach dochodzi do następujących wnios­
ków: kolebka z płachty (hejćedlo) powstała z płachty używanej w gos­
podarstwie do noszenia trawy i i. Taka prymitywna kolebka wystę­
pująca u Słowian i ich najbliższych sąsiadów jest pochodzenia
słowiańskiego. Z niej powstały kolebki wiszące z drzewa lub plecionki,
z różnych materjałów, a przejściową formą do nich są kolebki
z płachty rozpiętej na ramach. Druga prymitywna forma kolchkiniecki, chociaż występuje także u Słowian, nie jest jednak dla nich
typową.
Praca o kolebce, pomyślana jako opracowanie jednego ze starych
i wspólnych wszystkim Słowianom zabytków kulturowych, zachowa­
nych u Słowian zachodnich, daje wiele nowych szczegółów do za­
gadnienia prymitywnej kolebki z płachty. Byłoby rzeczą bardzo po­
żądaną, aby autor ten temat dokładniej rozszerzył na cały obszar
słowiański.
Jan Falkowski.
Paul Leser : Entstehung und Verbreitung des Pfluges. (Anthropos - Bibliothek, herausgegeben von PP. Wilh. Schmidt und Wilh
Köppers, S. V. D., Eand III, Heft 3) Münster, Aschendorff, 1931. Stron
676 z 351 rysunkami w teksoie i 42 rysunkami na 22 tablicach. Cena
36 80 RM.
Praca Lesera podzielona jest na dwie części. Część p srwszą
poprzedza wstęp, w którym autor omawia nazwy poszczególnych czę­
ści pługa, używane u różnych autorów i ilśtala nazwy, których będzie
stale używał. Następnie podane są główne sposoby działania różnych
pługów. Wkońcu zastanawia się autor nad nazwą pług i radło, zazna­
czając, że stale będzie się posługiwał słowem pług. W rozdziale dru­
gim wstępu krytycznie i bardzo szczegółowo omówiono dotychczasowe
badania nad pługiem.
Właściwa praca, jak wspomniałem, dzieli się na dwie części.
Część pierwsza (s. 51—434) zawiera krytyczny przegląd rozmaitych
rodzajów pługa, używanych w poszczególnych częściach świata i pań­
stwach i ich zasięgów, zaś cztj§ć druga (s. 437—560) historję pługa
i jego powstanie.
Omawianie dzisiejszych pługów (i radeł), używanych w poszcze­
gólnych krajach, rozpoczyna autor od Niemiec. W rozdziale pierwszym
najpierw wspomina pokrótce o dzisiejszych pługach żelaznych i mo­
torowych, następnie zaś przechodzi do pługów o przekroju czworo­
bocznym. Pługi takie zajmują środkowe Niemcy, na zachodzie prze­
chodzą do Francji, gdzie używane są w Alzacji i Lotaryngji, na
wschodzie zaś typ ten znają Prusy Zachodnie i Wschodnie. Pługi
(radła) czworoboczne poza Niemcami używane są również w północ­
nej Francji, Belgji, Anglji, Polsce i t. d., na obszarach zaś pozaeuro15*

228
pejskicli w Azji południowej, zachodniej i wschodniej. W dalszej
części rozdziału opisane są poszczególne części pługów czworobocz­
nych i występujące między niemi różnice lokalne. W dalszym ciągu
opisano specjalny rodzaj pługów (w starszej formie radel), używanych
jedynie nad Renem pod nazwą „Hunspflug“. Do pługów tych, wystę­
pujących z wygiętym i prostym grządzielem, używane są kółka płużne
z bardzo wysoką podstawką pod grządziel. Pochodzenie tego rodzaju
pługów wywodzi autor z czasów rzymskich. Następnie rozpatruje
autor t. zw. radło meklemburskie (Meklemburgerhaken), różniące się
zupełnie budową od narzędzi wyżej opisanych. Radła takie używane
były przedewszystkiem w Meklemburgji a występowały one też czę­
ściowo na sąsiednich obszarach. Pochodzenie tego narzędzia jest nie­
jasne i nic o niem ścisłego nie wiemy. Przechodząc do obszaru PrusWschodnich opisuje autor używane tam sochy (dwupolicowe) i t. zw.
„stagutte“ (sochy łopatkowe). Na obszarze tym używany jest również
pług (radło) O dwu dużych kołach, między któremi znajduje się
lemiesz. Narzędzie to uważa autor (dość bezpodstawnie) za pozostającew związku z sochą. Podobnych narzędzi, jak wyżej opisane, mają
używać Menonici na Ukrainie. W związku z temi narzędziami pozo­
stają pługi (radła rylcowe i im pokrewne), posiadające lemiesze
kształtu łopatowego. Pługów (radeł) takich używą. się w badeńskim
Schwarzwaldzie, Palatynacie, Siegerlandzie, w Eifel, a podobnych
o zbliżonej budowie w Górach Kruszcowych, w okolicach Drezna i na
Śląsku. O pochodzeniu tych narzędzi autor nie podaje ściślejszych
wiadomości. Na zakończenie opracowania narzędzi rolniczych, wystę­
pujących w Niemczech, podano przegląd pługów (radeł) dziś już nie
używanych. Jako pierwsze takie narzędzie opisano rysunek pługa
z 1445 r., o przekroju czworobocznym tylko bez słupicy. Następnie
wspominając o dochowanych nazwach pługów w kronikach stwier­
dza autor, zupełnie słusznie, że z samych nazw nic nie można wy­
wnioskować o budowie narzędzi. Oprócz wzmianek w kronikach po­
siadamy cały szereg znalezisk lemieszy, n. p. z okresu halsztadzkiego.
Co do lemieszy kamiennych ma autor jednak znaczne wątpliwości,
czy na ich podstawie można przyjmować istnienie pługów.
Przechodząc do obszarów pozaniemieckich, rozpoczyna autor
w rozdziale drugim przegląd narzędzi rolniczych północno-wschodniej,
północnej i wschodniej Europy, częściowo także północnej- Azji, opi­
sując najpierw narzędzia belgijskie i holenderskie. W Belgji powszech­
nie używaną formą są pługi o przekroju czworobocznym, wykazujące
w porównaniu z niemieGkiemi jedynie niewielkie różnice lokalne.
W Anglji dziś są w użyciu nowe żelazne pługi, jak również pługi mo­
torowe, które stąd przecie pochodzą. Dawniej używane pługi czworo­
boczne są obecnie bardzo rzadkie. Na pługi angielskie działały silnie
wpływy belgijskie, na odwrót zaś formy angielskie działały na inne
obszary. Również w Szwecji używane są pługi czworoboczne z niewielkiemi różnicami lokałnemi, tak n. p. pługi z kółkami płużnemi
występują na południu, zaś jarzmowe w okolicach Stockholmu. Oprócz

229
pługów jednostronnych wyróżnia autor też pługi dwustronne (radła
z bardzo szerokim lemieszem). Podobnie w Norwegji powszechne

pługi czworoboczne. W północnej Skandynawji, liczniej niż południo­
wej, używane są ponadto przedkroje. W rozdziale tym omawia również
autor pług (radło) z Döstrup, którego wiek trudno określić, i część pługa
(radła) ze Svarvarbo, który z dużem prawdopodobieństwem przypisać
można epoce bronzu, podobnie jak rysunki skalne z Bohuslän.
Opis narzędzi wschodnio-europejskich i północno-azjatyckich
rozpoczyna autor od soch fińskich. Podobne sochy, różne tylko czę­
ściowo budową części roboczych, używane są w okolicach Archangielska, Wjatkij Kostromy, gdzie oprócz tego są w użyciu t. zw. k o s u 1 e ,
podobnie jak w b. gub. jarosławskiej, jednak trochę odmiennej bu­
dowy. Poza tem cała Rosja europejska używa soch (łopatkowych),
posiadających często pewne drobne lokalne zmiany w budowie, zaś
w okolicach Kazania, Ufy, Orenburga i Samary panuje t. zw. s a b a n
(pługh Również w północnej Azji od Tobolska do Sachalinu używane
są narzędzia, które częściowo nawiązują swoją budową do soch, bar■dziej zaś do kosul. W Estonji, Łotwie i na Litwie także w użyciu są
sochy (łopatkowe, zaś w połud. Litwie częściowo dwupolicowe).
Narzędzia rolnicze, występujące w Polsce, podane są bardzo
niedokładnie. Z obszaru Polsk zna autor (s. 195) jakieś narzędzie,
o którego budowie nic bliższego nie wie, ,,a które równie dobrze może
być jednostronną sochą, jak czworobocznym pługiem“. Następnie zna
sochę (dwupolicową) i pług składający się z trzech części: grządziela,
rękojeści z częścią roboczą i słupicą (a więc najprostsze radło, zacy­
towane z przestarzałego i niedokładnego źródła, niesprawdzonego kry­
tycznie przez autora). Oczywiście, biorąc pod uwagę niemożność wy­
korzystania przez Lesera do swojej pracy materjałów, zawartych
w Moszyńskim (Kultura ludowa Słowian), a także Frankowskim (So­
chy, radła, płużyce i pługi w Polsce), można przypuścić, że autor
nie znał innych źródeł polskich, odnoszących się do tego zagadnienia.
Jednak to nawet nie tłumaczy dostatecznie tak wielkiej nieznajomości
polskich narzędzi rolniczych. Przez obszar Polski przechodzi granica
rozmaitych typów i w związku z tem powstałych rozmaitych form
mieszanych, które tworzą nietylko bardzo liczny i ciekawy, ale niejed­
nokrotnie nawet podstawowy materjał dla badania różnych form roz­
wojowych. Z Galicji (odnośny ustęp podany jest w ten sposób jakby
„Galicja“ była czemś odrębnem a nie częścią Polski) zna autor pługi
czworoboczne. Na Białorusi używane są równiż sochy (łopatkowe).
Rozdział ten kończy opis pługów (i radeł), używanych na Ukrainie
i częściowo na sąsiednich obszarach.
W rozdziale trzecim omówił autor narzędzia rolnicze starych
kultur śródziemnomorskich. Kolejno opisane są pługi (radła), uży­
wane w Helladzie, Italji (etruskie, wczesno i późno - rzymskie), Babilonji i Assyrji, starym Egipcie, Palestynie. Wkońcu, przechodząc
zpowrotem do Europy, rozpatruje autor rysunki pługów (radeł) z Alp
Morskich (z Val Fontanalba i i.), które zresztą zupełnie słusznie

230
uważa za starsze od podobnych rysunków szwedzkich. Przy omawia­
niu tych pługów (radeł) przychodzi Leser do przekonania, że ich grządziele mogą być przedstawione jako widziane zgóry (podobnie jak przed­
stawione są woły), wskutek czego grządziele te mogą posiadać kształt
wygięty. Autor zamało jednak zwraca uwagi na dwie rzeczy: pierwsze,,
że część robocza z rękojeścią przedstawiona jest widziana z boku,
zatem mniej prawdopodobne jest przypuszczenie, że grządziel przed­
stawiono widziany z góry zaś resztę widzianą z boku: drugie, czy
w owym czasie (koniec neolitu, początek bronzu) znano już w Euro­
pie narzędzia z wygiętym grządzielem. Znajomość zaś radeł z wygię­
tym grządzielem w tym czasie, na podstawie znanego materjału, wy­
daje się bardzo mało prawdopodobną.
W rozdziale czwartym opisał autor kolejno pługi (radła), uży­
wane dziś na Peloponezie, w Tesalji, Macedonji, Bośni i Albanji,,
gdzie występują przeważnie pługi (radła) z wygiętym grządzielem.
Oprócz nich n. p. w Bośni, Czarnogórze, Serbji używane są również
pługi (radła) o przekroju czworobocznym. Na Węgrzech i w Rumunji
też występują pługi (i radła) czworoboczne. W Czechosłowacji oprócz
czworobocznych używane są również z wygiętym grządzielem (na
południu) i rylcowe (na północy). Podobnie w krajach alpejskich,
w Italji i Sycylji znane są te trzy typy. We Francji południowej wy­
stępują przedewszystkiem pługi (radła) z wygiętym grządzielem, w pół­
nocnej natomiast przeważają czworoboczne. W Hiszpanji i Portugalji
północnej używane są pługi (i radła) z wygiętym grządzielem, zu­
pełnie podobne z prostym, a także czworoboczne.
Rozdział piąty poświęcony jest opisowi pługów (radeł) północnej
i wschodniej Afryki i Przedniej Azji. Na obydwóch obszarach uży­
wane są pługi bez kroju i odkładnicy z prostym lub wygiętym grzą­
dzielem, lub też formy mieszane, częściowo także czworoboczne, jak
n. p. na Kaukazie.
W rozdziale szóstym opisano pługi z Azji środkowej, południowej
i wschodniej. Na całym tym obszarze występuje wielka ilość rozmai­
tych narzędzi rolniczych, w przeważnej części zupełnie prymitywnych
radeł z prostym łub wygiętym grządzielem. Prawie wszystkie te na­
rzędzia nie posiadają kroju, niektóre tylko odkładnicę. Pługi (i radła)
czworoboczne występują liczniej głównie w Azji wschodniej (n. p.
Chiny). W zakończeniu części pierwszej omówiono krótko inne
obszary (Australja, Ameryka, Afryka za wyjątkiem części północnej)
dokąd pług (radło) przynieśli Europejczycy.
Część drugą rozpoczyna Leser od omówienia najświeższych wpły­
wów (do w. XIX), następnie zaś w rozdziale drugim zastanawia się
nad pochodzeniem małej, wygiętej odkładnicy, umieszczonej zaraz
nad lemieszem. W związku z tą odkładnicą omawia narzędzia razem
z nią występujące i rozprzestrzenione, jak walce do rozbijania bruzd,
maszyny do siania (europejskie) i narzędzia służące do równoczesnej
uprawy i siania (chińskie). W rozdziale następnym rozpatrzono po­
chodzenie pługów (radeł) południowo-azjatyckich i występujących
wraz z niemi bron grabiowych i deskowych. Rozdział czwarty poświę­

231
cono pługom (radiom) z wygiętym grządzielem. Pługi (radła) takie
licznie są rozprzestrzenione dziś nad morzem Śródziemnem, gdzie
sięgają one wstecz do czasów staro-greckich i przedrzymskich.
W związku z tym typem omówiono, jako razem z nim występujące,
wozy i walce do młócenia, brony płotkowe i deskowe i przyrządy do
przesiewania zboża. W rozdziale piątym omawia Leser czas pocho­
dzenia pługów (radeł) czworobocznych. Dla Chin na początek wieku
XIII., w Europie zaś we wczesnem średniowieczu typ ten jest już
tak rozprzestrzeniony, że powstanie jego musi się przyjąć znacznie
wcześniej. Łącznie z tym typem rozpatrzono cepy, brony beleczkowe
i stępy nożne i wodne. Rozdział szósty poświęcił autor formom płu­
gów najstarszych (radeł rylcowych), do których słusznie zalicza rów­
nież sochy (dwupolicowe i łopatkowe), występujące w Europie. Po­
dobne pługi (radła rylcowe) tworzą drugą dużą grupę w Azji. Narzędzia
tej grupy znajdujemy wszędzie na całym obszarze zajętym przez
pług. Obszary zajęte przez ten typ są staremi obszarami kultury rol­
niczej. W związku z tym typem omówiono sanki do wymłacania ziarna
i przewożenia pługów i i. narzędzi, studnie z żurawiem, łopatki i ko­
szyki do przesiewania ziarna. Wkońcu opisane są narzędzia, posia­
dające pewne cechy pługów (radeł), a przeznaczone do włóczenia, jak
rozmaite łopaty i t. p., używane na Korei, w Himalajach, Beludżystanie, Armenji, połud. Arabji i i.
W zakończeniu części drugiej zestawia Leser następujące wnioski:
a) Rozpowszechniona w Europie mała, wygięta odkładnica do­
stała się do Europy w XVIII w. z innemi narzędziami dalekiego
Wschodu, miejsca jej rozwoju.
b) Pługi (radła) z wygiętym grządzielem nie są, jak dotychczas
sądzono, pochodzenia indoeuropejskiego (w tekście „indogermani­
schen:“. Poglądy, o których wspomina autor, przypisywały ten typ
nie tyle Indoeuropejeżykom co Germanom.) ale są pochodzenia star­
szego, etruskiego i babilońskiego Dalsze rozprzestrzenienie się tego
typu w Europie przypisać należy przedewszystkiem wpływom rzym­
skim.
c) Pługi (i radła) czworoboczne znali Germanowie w czasach
przedrzymskich. Krój i kółka płużne są prawdopodobnie wynalazkiem
germańskim, w każdym raz e nie są pochodzenia śródziemnomor­
skiego lub innego. Używanie kroju i kółek płużnych na południu
Europy przypisać należy Germanom. Równocześnie zaznacza autor,
że do dziś niewyjaśnione słowo „Pflug“ oznacza tylko „narzędzie
z kółkami płużnemi“.
d) Najstarsze formy pługa z prostym grządzielem (t. j. radła ryl­
cowe) znane są przedewszystkiem z Egiptu, występują poza tern na
całym obszarze kultury rolniczej. Z typu tego równorzędnie rozwi­
nęły się pługi (radła) czworoboczne i z wygiętym grządzielem.
e) Pług (radło) powstał tylko na jednem miejscu.
f) Pług (radło) nie był wynaleziony jako symbol fallusa, pozo­
staje zaś w bliższym związku z łopatą, niż kopaczką. Ciągnienie pługa

232
nie pozostaje w żadnym związku z wozem. Nieprawdziwem jest rów­
nież, że najstarszą siłą pociągową przy pługu jest wół.
Wnioski, do których Leser doszedł, obejmują całokształt zagad­
nień, związanych z powstaniem i rozwojem pługa. Najstarszem na­
rzędziem rolnićzem jest zupełnie prosty pług bez kroju i odkładnicy
(radło rylcowe), będący narzędziem przedindoeuropejskiem, powsta­
łem na jednym obszarze (inni badacze przyjmowali dwa a nawet trzy
obszary). Z typu tego rozwinęły się wedle Lesera dwa inne równocześnie
i równorzędnie. Co do tego można mieć poważne zastrzeżenia. Radła
z wygiętym grządzielem, występujące po raz pierwszy w Babilonji, po­
jawiają się w Europie najwcześniej po r. 1000 przed Chr., przyczem
posuwają się one ze wschodu. Rogląd autora, przypisujący je Etrus­
kom (podobnie, jak czyniło to przedtem wielu badaczy), nie jest zu­
pełnie słuszny, ponieważ Etruskowie w znacznie większym stopniu
znali radła rylcowe. W czasie tym, z którego pochodzą radła z wygię­
tym grządzielem, bez względu na to, kto je pierwszy przyniósł do
Europy, nie znano zupełnie radeł o przekroju czworobocznym. Naj­
wcześniej radła tego typu mogły powstać na krótko przed Narodze­
niem Chr. Dlatego też choć mogą one być co do powstania z typu
rylcowego równorzędne z radiami z wygiętym grządzielem, bezwzględ­
nie nie są równoczesne.
Przypisywanie Germanom kroju i kółek płużnych, a zwłaszcza
kółek płużnych, nie jest wykluczone. Zagadnienie to nie jest jednak
ostatecznie rozstrzygnięte i wymaga jeszcze dalszych badań. Co do
tego, że pług pozostaje w bliższym związku z łopatą niż z kopaczką,
można mieć duże wątpliwości. Wprawdzie i dziś rozmaite narzędzia
przeznaczone do ręcznego ciągnięcia, jak również wielka ilość lemie­
szy ma kształt łopatowaty, jednak trzeba wziąć pod uwagę, że n p.
w Egipcie, starym obszarze kultury rolniczej, chociaż znano narzę­
dzie rolnicze z zaprzęgiem zwierzęcym, nie znano zupełnie łopaty,
do wszystkich robót ziemnych używano natomiast kopaczki. Następ­
nie, choć autor bezwzględnie stwierdza, że wół nie był pierwszem
zwierzęciem użytem do zaprzęgu, jednak zagadnienie to wymaga dal­
szych badań. Również ciekawem byłoby krytyczne ustalenie zagadnie­
nia fallicznego w związku z radłem.
Porównując wyniki, do których doszedł Leser, z wynikami, które
uzyskałem w mojej pracy (Narzędzia rolnicze typu rylcowego, Lwów
1931. Druk pracy w chwili ukazania się dzieła Lesera był już prawie
ukończony) to zasadniczo są one zgodne (n. p. wyodrębnienie trzech
typów, jedno miejsce powstania, typ rylcowy najstarszy i z niego
dalszy rozwój. Zagadnienie obszaru, gdzie po raz pierwszy wystąpiły
radła z wygiętym grządzielem i t. p.).
Co do samego ułożenia materjału można mieć pewne zastrzeże­
nia. Mianowicie wyjście nie od całości obszaru zajmowanego przez
pewien typ, tylko od występowania tego typu na pewnych obszarach
(politycznych), powoduje zaciemnienie całości obrazu i obciążenie
zbyt dużą ilością rozmaitych odnośników. Natomiast wyjście od ca­

233
łości obszaru, zajmowanego przez pewien typ, poparte oczywiście od­
powiednim materjałem, daje obraz jasny i ujmuje całokształt zagad­
nienia. W takiem ujęciu łatwiej jest również wydzielić poszczególne
grupy, przynależne do danego typu. Również opracowanie materjału
od samego początku istnienia pewnego wytworu i ułożenie go ściśle
chronologicznie do pewnego stopnia w wielu wypadkach daje pew­
nego rodzaju szereg ewolucyjny. Wielka szkoda również, że autor
nie przedstawił swoich materjałów także kartograficznie.
W zakończeniu pracy Lesera podany jest obfity wykaz literatury
i szczegółowy indeks rzeczowy.
Dzieło Lesera jako całość posiada bardzo wielką wartość, nietylko bowiem częściowo lub całkowicie wyjaśnia lub podkreśla wiele
zagadnień, tyczących się wprost lub pośrednio pługa (radia), ale także
zawiera ogromny materjał, tak ilustracyjny, jak i opisowy, oraz po­
daje całokształt badań nad pługiem do lat ostatnich. Z powyższych
względów praca P. Lesera zasługuje w całej pełni na miano dzieła
podstawowego.
Jan Falkowski.
Majer Bałaban : Zabytki historyczne Żydów W Polsce. War­
szawa 1929. Pisma Instytdtu Nauk Judaistycznych w Warszawie.
(Z 43 rycinami).
Celem autora było dać ogólny zarys starożytności i zabytków
sztuki żydowskiej w Polsce i zwrócić uwagę, że czas najwyższy, by
to, co się jeszcze zachowało zinwentaryzować i uchronić od zniszcze­
nia. Praca ujmująca bardzo przejrzyście całość materjału na podsta­
wie notatek, zbieranych przez lat 20, jest także dla etnologa bardzo
cennem źródłem, zwłaszcza o ile idzie o zagadnienia z zakresu ży­
dowskiej sztuki ludowej.
Pokaźna większość omawianych zabytków sztuki żydowskiej pod­
pada pod miano sztuki ludowej. Ten moment nie jest w rozprawie
uwydatniony, a należałoby go silnie podkreślić. Najsilniej daje się
to zauważyć w I rozdziale, w którym autor omawia, co to jest sztuka
żydowska i wskazuje na jej łączność „w dawniejszych czasach“
z przemysłem artystycznym. Rozwojowi sztuki żydowskiej stały na
przeszkodzie 2 momenty : Pierwszy, to zakaz Pisma św.: „Nie zro­
bisz sobie żadnego obrazu ni podobizny z tego, co jest na niebie, na
górze i t. d.“ Ponieważ zaś dawniej sztuka miała prawie wyłącznie
charakter religijny, zakaz ten pisma św. zamknął prawie w zupeł­
ności wrota malarstwu i rzeźbie, bo ornamentyka figuralna była
ściśle zabroniona, a pozostało tylko niewielkie pole dla ornamentyki
kwiatowej względnie zwierzęcej. Drugą przeszkodą był średniowieczny
porządek stanowy, który wykluczył Żydów od udziału w cechach
rzemieślniczych, a temsamem od możliwości należytego wyuczenia się
i wykonywania rzemiosła. Ci więc „fuszerzy“, których było o wiele
więcej aniżeli rzemieślników cechowych, wyciskają piętno na ręko­
dziele żydowskiem. Następnie omawia autor złotnictwo, rytownictwo,
malarstwo, hafciarstwo, rzeźbiarstwo, ponadto drukarstwo i introli­

234
gatorstwo, a także zalicza „do t. zw. artystów muzykantów Żydów,
którzy również stanowili we wielu miastach osobny cech“. Zacznijmy
od malarstwa. Imion twórców wielu pięknych bożnic i synagog „nie
uważano za stosowne przekazać, potomności“, chociaż „roboty ich,
zachowane do naszych czasów, świadczą, że byli to mistrze pierwszej
wody. Również z reguły nie zapisywano imion snycerzy i rzeźbiarzy,
którzy tak pięknie zdobili wrota ołtarzowe, ławki i inne sprzęty synagogalne“. Podobnie ma się rzecz z kaligrafami i minjaturzystami,
którzy pisali kaligraficznie rodały i inne księgi religijne, a często ilu­
strowali je i iluminowali. Imiona niektórych się dochowały (n. p.
rysownika figur zwierzęcych na machsorze w Wołpie, malarza arabesków i inicjałów na pergaminowym modlitewniku w Pohrebyszczu)
cała plejada innych pozostała dla potomności bezimienną.
„Oddzielną grupę artystów tworzą hafciarze, względnie hafciarki,
którzy tkali piękne i gustowne zasłony ołtarzowe, lambrekiny oraz
obrusy synagogalne, szycharze, którzy coraz nowe wzory
w srebrze i w złocie wyrabiali na tałesach i jarmułkach świątecznych,
na fartuchach szychem ozdobnych (Brusttuch), oraz na okryciach
głów kobiecych“. — „I muzykantów żyd. należy zaliczyć do liczby
artystów ghetta, ileże i po nich wiele pozostało melodyj, dziś jeszcze
znanych i śpiewanych wśród ludu. Dawniej odbywały się wesela
i inne uroczystości familijne z większym niż dzisiaj przepychem
i trwały o wiele dłużej. Wesele ciągnęło się przez 8 dni i nie mogło
się obejść bez muzyki“. Muzycy tworzyli przeważnie cech lub bractwo.
Jak jednak wynika z pewnego zachowanego spisu członków muzyki
żyd. (z XVII w.), byli niektórzy z muzyków rzemieślnikami, „którzy
prawdopodobnie tylko ubocznie i w wolnych chwilach uprawiali
muzykę“.
Jeśli na chwilę zapomnimy o cechach, a uwzględnimy sztukę
ludową i ludowych artystów, to całe to zagadnienie stanie w innem
świetle. Malarze malowali bożnice i synagogi na chwałę Bożą, a tenże
cel przyświecał snycerzom odrzwi i sprzętów synagogalnych lub
hafciarzom sukienek rodałowych i kotar do szaf ołtarzowych. Zdol­
ności swe i umiejętności wykorzystywał taki artysta z Bożej łaski
nie dla chwały własnego imienia, pracówał nie jako przedstawiciel
jakiegoś kierunku w sztuce, lecz tak, jak w tej okolicy było w zwy­
czaju i jak sam umiał najlepiej A jeśli nie zapomniał i znalazło się
jeszcze miejsce, to umieszczał swe imię. Bezimienność to wszakże
•cecha charakterystyczna w sztuce ludowej. Także muzykanci —
prawdopodobnie tylko poza codziennem zajęciem artyści z Bożej
łaski — łączyli się w grupy, by stworzyć zgrany zespół na weselach
i innych uroczystościach i grywali własne melodje, które po dzień
dzisiejszy utrzymały się wśród ludu.
W rozdziale II-gim : „Wystawy, muzea, bibljoteki i archiwa“
znajdujemy też cenne dla «lètnologa wiadomości. Autor . omawia
skromne w stosunku do zagranicy zbiory na ziemiach polskich, ale
wspomina także o zagranicznych, w których polskie judaica stanowią

235
ważną i pokaźną część zabytków. I tak mogą nas zaciekawić zbiory
hamburskie, które zawdzięczają swe powstanie i rozwój towarzystwu:
„Gesellschaft für jüdische Volkskunde“ w Hamburgu. Organem tegotowarzystwa są: „Mitteilungen zur jüd. Volkskunde“, czasopismo wy­
dawane przed wojną we Wiedniu przez M. Grunwalda, obecnie tomami.
(Autor wspomina o dwóch tomach: Jahrbuch zur jüd. Volkskunde,
t. I, Berlin 1923,' t. II, 1925. Między rokiem 1926—29 ukazały się
dalsze tomy „Mitteilungen“ a mianowicie rocznik 29, 30 i 31—32 we.
Wiedniu). We Wiedniu w „Jüdisches Museum“ znajduje się moc judai­
ców, otrzymanych z dawnej Galicji. Pięknie ugrupował malarz Kaufman
przedmioty użytku codziennego w t. zw. „Gute Stube“, przedstawiającej
wieczór piątkowy w domu żyd. w Polsce, gdzieś na zapadłej prowincji
w połowie XIX w. Istnieją też zbiory, które są wcielone do muzeów
państwowych lub miejskich, np. „oddział żyd. sztuki ludowej“ (jüdi­
sche Volkskunst) przy heskiem Muzeum w Kassel. — W r. 1925 odbyły
się w miastach nadreńskich Akwizgranie, Düsseldorfie i Kolonji wy­
stawy jubileuszowe W Kolonji było bardzo wiele judaików, wśród
nich cała bożnica wiejska, drewniana i izba żydowska, przystrojona
na wieczór paschalny. — Najmłodszem, ale najruchliwszem jest towa­
rzystwo żyd. muzeum we Wrocławiu, które w r. 1929 urządziło wspa­
niałą wystawę pod hasłem: Źydostwo w historji Śląska (Das Juden­
tum in der Gesch. Schlesiens). Składała się ta wystawa z trzech dzia­
łów: 1. Przeszłość żyd. na Śląsku w rycinach, 2. Przedmioty kultu
synagogalnego i domowego, 3. Archiwalja i druki. — Towarzystwo
wrocławskie przystąpiło także do zorganizowania muzeów i muzeologów żyd. całej Europy i urządziło w tym celu zjazd uczonych, na
którym stworzono wspólnotę pracy (Arbeitsgemeinschaft). — Autor
wspomina jeszcze o wielu zbiorach zagranicznych, nietylko w Euro­
pie, ale i na drugiej półkuli. Wszędzie jest mnóstwo przedmiotów
z Polski, a w państwowem muzeum w Waszyngtonie długo przed
wojną stanowiły zabytki z Polski ozdobę działu żydowskiego.
W Polsce istnieją 3 małe muzea starożytności żyd.: 1. Warszaw­
skie im. Bersona, 2. w Wilnie: Zbiory tow. historyczno - etnograficz­
nego im. Anskiego, pochodzące przeważnie ze wschodniej Rzplitej,
a zawierające mnóstwo przedmiotów z zakresu sztuki ludowej i etnografji żyd., 3. Zbiory krakowskie. Posiadamy także kilka zbiorów
prywatnych. (Wśród nich b. cenny zbiór Maksymiljana Goldsteina
we Lwowie, zawierający rozmaite przedmioty z zakresu etnografji.
Prawdopodobnie w zbiorze Pryłuckiego znajdzie się także trochę
materjału z tego zakresti.) Ponadto znajduje się trochę zabytków żyd.
w zbiorach publicznych, a to: w Muzeum Wielkopolskiem w Po­
znaniu, w Muzeum Lubelskiem, w Muzeum Narodowem w Krakowie
(spadek po radcy A. Sternschussie), w Muzeum Przemysłowem we
Lwowie, w Muzeum Narodowem i Wojska w Warszawie. Nie wspo­
mina autor o Muzeum etnograficznem w Warszawie, w którem Li''entalowa złożyła swoje zbiory wycinanek żyd. — Jakkolwiek zawsze
mało dbano o zabytki, a wojna dopełniła dzieła zniszczenia, to jed­

236
nak w Polsce jest jeszcze wiele zabytków żydowskich, ale marnieją,
bo nikt się o nie nie troszczy. Tylko we Lwowie zrozumiano potrzebę
naukowego i umiejętnego zajęcia się konserwacią zabytków i zorga­
nizowano przy gminie żyd. „Kuratorjum opieki nad zabytkami sztuki
żydowskiej“.
Rozdział Ill-ci traktuje o synagogach polskich, o których dotych­
czas niema wyczerpującej pracy, tylko niewiele luźnych przyczynków.
Autor sam zebrał bardzo cenny materjał i jakkolwiek chce dać tylko
b. ogólny obraz historji, budowy i ornamentyki synagog, to szkic
ten jest tak jasno ujęty i uwzględnia najdrobniejsze nawet szczegóły
urządzenia synagogi, że rozprawa jest także podstawową dla poszcze­
gólnych opracowań. — Autor podaje bibljografję-j potem chronologję,
omawia budowę, potem wnętrze synagogi i jej urządzenie. Mówiąc
o malowidłach wspomina o 4 alegorycznych zwierzętach „oznaczają­
cych moc Bożą“ (str. 71), „symbolizujących przymioty Boga“ (str. 7).
Takie wyjaśnienie znaczenia tego motywu, który w żydowskiej sztuce
ludowej bardzo często się powtarza, jest mylne. Motyw ten nawiązuje
bowiem do zdania z Sentencji Praojców (V. 23) „Bądź wytrzymałym,
jak tygrys, a lekkim, jak orzeł, rączym, jak jeleń, a silnym, jak lew —
aby spełniać wolę Ojca w niebiosach“ — a więc nie są to przymioty
Boga, lecz o te zalety powinien się starać człowiek, aby jak najlepiej
spełniać wolę Boga. — Używa też autor stale wyrażenia „przedmioty
kultu“, np. synagogalnego i (rzadziej) domowego. Wiadomo, że u Ży­
dów „przedmioty kultu“ nie istnieją. Wręcz przeciwnie, przedmiot
kultu w ścisłem tego słowa znaczeniu byłby silnie sprzeczny z du­
chem religji. Nawet rodałów, czy innych ksiąg św. tem mianem nazwać
nie można, a cóż dopiero świeczników . t. p. Chodzi o określenie
przedmiotów, używanych podczas służby Bożej lub mających pewne
znaczenie przy spełnianiu przepisów religijnych. Ponieważ w pierw­
szym rzędzie wchodzą w rachubę przedmioty) znajdujące się w syna­
gogach, byłoby określenie: „przedmioty synagogalne“ najodpowied­
niejsze. (Na str. 102 posłużył się autor tem wyrażeniem).
Rozdział IV. omawia cmentarze i nagrobki, a V-ty pamiątki
świeckie (po i o wielkich ludziach) i zabytki cechowe.
Rozdział VI-ty: „Zabytki rodzinne“ znowu ma dla nas większe
znaczenie. O te zabytki rodzinne, które we wielu domach po dzień
dzisiejszy utrzymały się i są w użyciu, toczy się między uczonymi
spór, czy należą „do historji sztuki, czy do folkloru“. Autor w tym
sporze głosu nie zabiera, inwentaryzuje tylko niejako i opisuje przed­
mioty, pod to miano podpadające. Co do podziału na „pamiątki ro­
dzinne“ i „zabytki rytuałowe“ możnaby podnieść zastrzeżenia, zwła­
szcza co do tych ostatnich. Jeśli świecznik, w którym się zapala
światła sobotnie lub puhar, nad którym odmawia się błogosławień­
stwo, można jeszcze nazwać przedmiotem rytuału, to słabiej odpo­
wiada to określenie dla mizrachu, a już zupełnie nie nadaje się dla
frygi chanukowej, służącej dzieciom do zabawy, lub dla talerzy, na
których w Purim posyłano sobie upominki. Należałoby raczej ten

237
rozdział zatytułować: „Zabytki w domu żyd.“, a podporządkować pod
nie — we wstępnem zdaniu pod tytułem, jak to autor zazwyczaj
czyni — zabytki, związane z urządzaniem domu, z obchodami świą­
tecznemu i rodzinnemi. Należałoby też przenieść tu „naklejki u po­
łożnic“ i ketuby (akty ślubne) z poprzedniego rozdziału. W opisie
stroju kobiecego („pamiątki rodzinne“) zaszła też pewna nieścisłość.
Integralną częścią ubioru kobiety był wprawdzie fartuch, ale niema
on nic wspólnego z „Brusttuch - Bristach“, t. j. napierśnikiem, spo­
rządzonym z jedwabiu lub aksamitu, a haftowanym bogato złotem lub
srebrem. Fartuszek i napierśnik to 2 oddzielne zupełnie części, ubioru
kobiety. Napierśnik miał zazwyczaj kształt prostokątny, a ubierano
go w ten sposób, że tasiemki przyszyte z jednej (wąskiej) strony,
wiązano na szyi. Nakrywał on zapięcie sukni, czy bluzy i służył tylko
jako ozdoba stroju (fartuch miał i inne znaczenie), ale ważna i bardzo
ceniona u kobiet. Nie sięgał nigdy dalej niż do pasa.
Ostatni rozdział VII-my podkreśla, jak ważną rzeczą jest naukowa
inwentaryzacja zabytków i zbieranie ich w miarę możności na jednem miejscu. Pracę zdobi 16 tablic, zawierających 43 ryciny.
Rozprawa, jak już na wstępie zaznaczono, zawiera bardzo dużo
cennego materjału i jakkolwiek zarysowana ogólnie, ujmuje całość
zagadnienia tak dokładnie i systematycznie, że jest zasadniczą pod­
stawą dla poszczególnych opracowań.
Giza Fränklowa.
Prof. W. Klinger : Doroczne święta ludowe a tradycje greckorzymskie. Bibljoteka Ludu Słowiańskiego Nr. 2. Kraków 1931 S. 109.
Praca powyższa, jak wskazuje sam tytuł i specjalność naukowa
autora, wnosi szereg zgodności między europejskiemi zwyczajami
Iudowemi a folklorem antycznym. Znakomity folklorysta klasyczny
już w poprzednich publikacjach dał próbkę swych poglądów na nie­
które z tych tematów. Praca ostatnia stanowi przerobiony zbiór arty­
kułów, drukowanych w czasopismach codziennych. Omówione zostały
z osobna zwyczaje zapustne, wielkanocne, świętojerskie, zielonoświąteczne, świętojańskie, zwyczaje z dat Wniebowzięcia N. M. P.,
Wszystkich Świętych i Dnia Zadusznego, Świętych: Marcina, Mikołaja,
Andrzeja, Katarzyny. Ponadto wyjaśnioną została geneza drzewka
wigilijnego i omówione Boże Narodzenie. To ostatnie pokrótce, jako
obszerniej potraktowane w pracy poprzedniej.
Wartościowa ta praca stanowi uporządkowanie poglądów na
kwestję (ludowych) zwyczajów dorocznych. Prof. Klinger wnosi wiele
doskonale przeprowadzonych dowodów pochodzenia całego szeregu
elementów folklorystycznych w tych zwyczajach, a przedewszystkiem
wnikliwie uchwytuje związki z folklorem klasycznym. Wielką za­
sługą autora jest podniesienie elementu zaduszkowego jako idei prze­
wodniej, dającej się doskonale prześledzić na przestrzeni całego roku
obrzędowego. Etnologom, reprezentującym kierunek historyczny, już
oddawna narzucała się świadomość niewątpliwego istnienia w pod­
kładzie zwyczajów dorocznych elementów kultu zmarłych, odziedzi-

238
■czonego po osiadłych tu kulturach macierzystych. Zagadnienie to
zostało dość ogólnie opracowane w zbiegającej się z pracą Klingera
etnografji Polski, publikowanej przez prof. Poniatowskiego w zbiorowem wydawnictwie „Wiedza o Polsce“. Momenty te stanowią główną
wartość pracy prof. Klingera, a ustalenie ich przez uczonego, niezżytego z tym kierunkiem etnologicznym, nabiera szczególnej wagi.
Tak obszerny i różnolity zakres tematów etnologicznych, jaki przed­
stawiają zwyczaje doroczne, nie mógł być, rzecz oczywista, prze­
pracowany bez całego szeregu błędów i poddania się wielu sugestjom,
zwłaszcza, że obszerna spuścizna W literaturze folklorystycznej szcze­
gólnie temu sprzyjała. Do mniej szczęśliwych u autora zaliczyć należy
stałe doszukiwanie się początków poszczególnych świąt w kręgu
kulturalnym nadśródziemnomorskim. Doprowadza to do sytuacji nie­
kiedy kłopotliwej, jak w przypadku zwyczajów świętojańskich, gdzie
brak odpowiednika klasycznego o tej porze roku, zmusza autora do
przeniesienia podstawy zaduszkowej tych zwyczajów na obchody zielono-świąteczne. Zawiniła tu zapewne wspólna filologom klasycznym
niedostateczna znajomość folkloru i kalendarzy egzotycznych. Z waż­
niejszych usterek przytoczyć dalej należy, mojem zdaniem, wywo­
dzenie rozległej w Europie rolniczej obrzędowości świętomarcińskiej
etymologicznie od Marsa. Trudno również zgodzić się na zlekcewa­
żenie obrzędowości świętomikołajskiej i dopatrywanie się w niej tylko
asymilacji wątków podaniowych o św. Nikazjaszu i zapożyczeń świętojerskich. Normalne zaś dla filologów klasycznych przecenianie
wpływów kulturalnych grecko-rzymskich na szerokie obszary Europy,
zwłaszcza gdy chodzi o mało ruchliwą kulturę ludową, widzimy
w tłumaczeniu etymologicznym świąt Andrzeja i Katarzyny.
'Podobnie rzecz się ma z przedstawioną genezą drzewka wigilij­
nego, która zresztą genezą w ścisłem znaczeniu nie jest. Chodzi tu
(conajwyżej) o wtórne rozpowszechnienie drzewka śród mieszczań­
stwa, za wpływem może i niemieckim, natomiast zupełnie nienaru­
szone podłoże ludowe w Europie Wschodniej, a poczęści i u nas,
stwierdza istnienie drzewka w zwyczajach Bożego Narodzenia jak
i śródlethicb i innych dorocznych, oraz w zwyczajach matrymonjalnych. Również niesporne potwierdzenie w tym duchu dają odległe
geograficzne analogje fińskie i dalsze, gdzie nie podobna przecież
doszukiwać się wpływu starogreckiego.
Łódź.
J. Manugiewicz.

František Štampach: Základy národopisu cikánů v ČSR.

Zvláštní otisk z Národopisného Véstniku Ceskoslovanského,
R. XXIII., čislo 4, Praha 1930, S. 67 z 9 ryc. w tekście.
We wstępie zastanawia się autor nad rasowem i kulturalnem
pojęciem Cyganów, następnie zaś omawia dane historyczne o czasie
ich przyjścia do Czechosłowacji, przyczem podaje parę związanych
z tem legend i opowiadań cygańskich, dalej opisuje autor prześlado-

239
.warne cyganów, które rozpoczęło się po zwycięskich wojnach tu­
reckich w XVI w. i ich zanikanie na obszarze Czechosłowacji.
Następnie przechodzi dr. Štarapach do omawiania cygańskiego
stroju, sposobu mieszkania, umiejętności muzycznych, przyczem przy­
toczono cały szereg pieśni cygańskich w oryginale i tłumaczeniu,
częściowo także z nutami. W dalszym fciągu podano cygańskie wie­
rzenia religijne, a także dużą ilość bardzo ciekawych przepisów •lecz­
niczych. W rozdziale końcowym zajmuje się autor językiem i na­
rzeczami cygańskiemi w Czechosłowacji, przyczem przeprowadza
porównanie języka cygańskiego z sanskrytem, hinduskim i czeskim,
poczerń porównuje narzecza cygańskie używane w Czéchach, Słowacji,
na Węgrzech i w Niemczech. Wkońcu dowodzi na przykładach, że
niesłusznie niektórzy uważają język i narzecza cygańskie za jakąś
tajemną (złodziejską) gwarę, chociaż w gwarach tych występuje
również wiele słów cygańskich.
Praca Štampacha jest ciekawym przyczynkiem do poznania Cy­
ganów, w którym autor oprócz opracowań i wzmianek z literatury
zgromadził też wiele własnego materjału. Temat ten możnaby jeszcze
rozszerzyć przez większe uwzględnienie kultury społecznej i materjalnej.
Jan Falkowski.
Adam Fischer: Etnografia słowiańska. Zeszyt pierwszy: Połabianie. Lwów—Warszawa 1932. Nakładem Książnicy - Atlas. Str.
40+1 mapa, z 18 rycinami w tekście. Cena 2-40 zł.
Praca zawiera cztery działy, w których omówiono kolejno
1) obszar etnograficzny, t. j. jego granice, dzieje, grupy etniczne
i jeżyk; 2) kulturę materjałną, a więc myślistwo i rybactwo, pracę
rolną i narzędzia związane z uprawą roli, budownictwo i i.; 3) kulturę
społeczną, opisującą zwyczaje od urodzenia do śmierci, oraz krąg
obchodów dorocznych; 4) kulturę duchową, obejmującą cały dział
wierzeń ludowych Połabian. Poszczególne działy podzielił tu autor
na paragrafy, z których każdy zawiera jedno zagadnienie. Po każdym
paragrafie podaje autor literaturę, odnoszącą się do danego zagad­
nienia. Wskutek tego praca ta może być używana nietylko jako
podręcznik, ale służyć może jako podstawa przy naukowem opraco
waniu poszczególnych zagadnień, gdyż podaje zasadnicze, odnoszące
się do nich materjały.
Zarys etnografji połabskiej rozpoczyna zakrojoną na znaczny
rozmiar Etnografję Słowiańską, która w podobném szczegółowem
opracowaniu obejmie wszystkich Słowian w 12 zeszytach (I. Połabianie.
II. Łużyczanie. III. Polacy. IV Czesi. V. Słowacy. VI Słoweńcy.
VII. Serbowie i Chorwaci. VIII. Bułgarzy. IX. Małorusini. X. Biało­
rusini. XI. Rosjanie. XII. Ogólna charakterystyka etnografji Sło­
wiańskiej.
W związku z tern wydawnictwem należy szczególnie podkreślić
zasługę firmy Książnicy-Atlas (Zjed. Zakł. Kartogr. i wyd. Towa­

240
rzystwa Naucz, szkół średn. i wyższ. Sp Akc, Lwów—Warszawa?),
że podjęła się kosztownego nakładu tego tak potrzebnego dzieła.

Jan Falkowski.
W. Mak: O akademjach pedagogicznych w Prusiech. (Ruch
Pedagogiczny, R. XVIII (XX). Maj 1931, zesz. 5).
W artykule sprawozdawczym pod powyższym tytułem zapoznaje
nas autor z nowemi próbami niemieckiemi podniesienia poziomu wy­
kształcenia zawodowego nauczycieli szkół powszechnych. Miejsce seminarjów nauczycielskich zajmują akademje pedagogiczne, o chara­
kterze szkół wyższych, gdzie — pomijając obowiązkową dla wszystkich
uczniów pedagogikę praktyczną — słuchacze wybierają sobie, podobnie
jak na uniwersytecie, poszczególne przedmioty. Na szczególną uwagę
zasługuje fakt, że jednym z przedmiotów tam samodzielnych i to wyż­
szego rzędu jest —r- ludoznawstwo. Zbytecznem dodać, że katedry etnografji w tych akademjach uposażone sa narówni z innemi najważniejszemi. Wyjdą więc stamtąd nauczyciSm, nauczający etnografji, podo­
bnie jak historji, czy innego przedmiotu. Może i u nas — kiedy się
tyle myśli i mówi o szkolnictwie powszechnem — zapanuje wreszcie
przekonanie, że znajomość etnografji polskiej jest conajmniej tak
ważną, jak historja lub geogralja (nauczanie tej ostatniej nie da się
wogóle pomyśleć bez znajomości etnografji); może wreszcie zapanuje
przekonanie, że jeżeli mamy wszczepiać w młodzież zamiłowanie dc
rzeczy ojczystych, to ludoznawstwo, naukowo traktowane, ma tu głos
największy.
Oszmiana.
Henryk Perls.
Albert Marinus: Folklore historique et folklore sociologique.
Extrait de l’Annuaire 1930 de la Société Luxembourgeoise d’Études
Linguistiques et Dialectologiques. S. 97—104.
Albert Marinus, dyrektor specjalnego Urzędu badań historycznych
i folklorystycznych Brabancji zajmuje się od szeregu lat teoretycznem
ujęciem zadań folkloru. Idzie mu zawsze przedewszystkiem o udo­
wodnienie, że ta nauka ma wielkie znaczenie dla różnych gałęzi wiedzy,
zwłaszcza dla historji. W wyżej wymienionej pracy udowadnia, że fol­
klor jest szczególnie pożyteczny i wartościowy naukowo z punktu wi­
dzenia socjologicznego, więcej aniżeli z punktu widzenia historycznego.
Wtedy bowiem jedynie wyjaśnia się nietylko genez« ale i przyczynę
wielu zjawisk. Wywody autora nabrałyby siły oczywiście jeszcze
większej wtedy, gdyby nie opierały się na tak nieścisłym terminie jak
folklor, który zgodnie zresztą z innymi autorami zachodnio-europej­
skimi bywa i w pracach autora używany na określenie pewnego działu
etnografji.
A. Fischer.
A. Byhan ■— E. Krön: Europa. Sonderdruck aus „Ethnologischer
Anzeiger“. Bd. II, Heft 5. 1931, S 132—198.
Zestawienia bibljograficzne Artura Byhana mają znaczną wartość
dlatego, ponieważ starają się podkreślić wszystkie najważniejsze prace

241
z zakresu badań nad etnografją Europy. Podobnie jak w poprzednich
tak i w obecnym wykazie mamy prócz prac ogólnych także zestawienia,
dotyczące poszczególnych ludów. Naogól literatura cytowana po­
prawnie, z wyjątkiem paru omyłek takich jak np., że wydawnictwo
Akademji o zamkach drewnianych przy drzwiach zostało przytoczone
dwukrotnie pod różnemi tytułami pod nr. 3354 i 3358. Również przez
przeoczenie dostała się do działu „Ukrainer“ praca T. Kowalskiego
0 pieśniach karaimskich z Trok. Wprawdzie w gwarze lwowskiej Ka­
raim oznacza Ukraińca, ale nie o tych „Karaimach“ napisał tak wiele
swych cennych studjów Prof. T. Kowalski z Krakowa.
A. Fischer.
Paul Geiger : Volkskundliche Bibliographie für die Jahre 1925
und 1926. Berlin - Leipzig, Walter de Gruyter et Co. 1931. 8°. S.
XXXII + 592.'
„Volkskundliche Bibliographie“, wydawana przez prof. E. Hoffmanna-Krayera z ramienia Związku Towarzystw niemieckich ludo­
znawczych, przeszła w ostatnim tomie pod redakcję P. Geigera. Wy­
starczy porównać tylko objętość poszczególnych tomów, by zdać sobie
sprawę z wielkiego rozwoju tego wydawnictwa. Pierwszy tom bibljografji, wydany za rok 1917, zawierał 108 stronic* tom wydany obecnie
mimo poważnych ograniczeń w zakresie treści ma 592 stronic. Pierw­
sze tomy bibljografji zawierały materjał tylko niemiecki, dalsze po­
dawały coraz więcej materjału europejskiego, tak, że w ostatnim pra­
wie wszystkie publikacje, nietylko niemieckie, ale i ważniejsze euro­
pejskie, zostały uwzględnione. Przytem mat erjał nie jest zestawiany
przez badaczy niemieckich, ale przez uczonych różnych krajów i na­
rodowości, a dzięki temu wybór jest właściwy i korekta staranna.
Polska w roczniku 1925/6 reprezentowana jest przez przeszło 200 pozycyj bibljograficznych.
Bibljografja podaje materjały do wszystkich zagadnień etnogra­
ficznych tak z dziedziny kultury duchowej, materjalnej i społecznej,
jak i z zakresu zagadnień ogólnoteoretycznych, jest więc niezbędną
dla każdego etnografa.
A. Fischer.

Powiat Świętochłowicki. Monografja opracowana przez Ko­
mitet redakcyjny pod przewodnictwem starosty Tadeusza Szaliń­
skiego. Katowice 1931. Str. 5C5.
W monografji powiatu świętochłowickiegp znajdują się także arty­
kuły etnograficzne opracowane przez p. St. Wallisa, który opisał stroje
gospodarskie, górnicze i miejskie (str. 183—188), zwyczaje doroczne
1 weselne (str. 193—197), sztukę ludową (str. 198—208). Na podkreśle­
nie zasługuje też artykuł J. Korola o statystyce ludności z bardzo
pouczającemi zestawieniami i mapą.
F.
Monografja statystyczno - gospodarcza województwa lubel­
skiego. Redaktor Dr. Ignacy C z u m a. Tom I. Zagadnienia pod­
stawowe. (Z mapami, wykresami i ilustracjami). Lublin 1932. Str.
XXVIII + 379.
Lud T. XXX.

16

242
Pierwszy tom monografji, wydanej bardzo starannie, zawiera na­
stępujące práce: K. Socháni ewicz, Wstęp historyczny I—XXVIII ;
T. Mieczyński, Zarys fizyczno - geograficzny województwa lu­
belskiego s. 1—89; W. Klonowi-ecki, Podział administracyjny
województwa lubelskiego s. 91—128; Z. Daszy ńska-Goli ri­
sk a, Stosunki ludności województwa lubelskiego s. 129—224 ; E.
Stołyhwowa, Ludność województwa lubelskiego z punktu wi­
dzenia jej zróżnicowania rasowego s. 225—271 ; W 1. Kuraszkięw i c z , Djalektologja, przegląd gwar województwa lubelskiego s. 273—
324 ; A. Fischer, Zarys etnograficzny województwa lubelskiego
s. 325—370.

Franciszek Magryś : Żywot chłopa działacza. Opracował Dr.
Stefan Inglot. Z przedmową Prof. Dr. Franciszka Bujaka. Lwów 1932.
Str. XVI+236.
Pamiętnik Franciszka Magrysia z Handzlówki, w powiecie łań­
cuckim, działać musi na każdego czytelnika polskiego niezwykle
krzepiąco. Magryś może być symbolem tężyzny chłopa polskiego,
którego największe przeciwności losu nie potrafią zgnębić, i nie prze­
szkodzą w zapamiętałej pracy społecznej dla dobra wsi rodzinnej,
nawet przy braku uznania i zrozumienia u współziomków.
Książka zawiera wiele szczegółów ciekawych także dla etnografów,
zwłaszcza z zakresu tkactwa (str. 14—29), ale nie brak i innych cie­
kawych szczegółów na str. 2—3 (stroje), str. 29 (pożywienie głodowe),
str. 30 (narzędzia rolnicze) itd. Lecz przedewszystkiem pamiętnik ten
pozwala nam poznać lak ważną dla etnografa psychologję mało­
polskiego chłopa.
A. Fischer.
Anna Kutrzebianka ; Budownictwo ludowe w Zawoi. (Wydaw­
nictwa Muzeum Etnograficznego w Krakowie Nr. 4.) Kraków, Na­
kładem Muzeum Etnograficznego w Krakowie, 1931. 4° Str. 55.
Z 11 tablicami i 15 rycinami w tekście.
Autorka na podstawie badań terenowych w Zawoi i okolicy doszła
do następujących wyników: 1) Domy zawojskie zwracały się dawniej
frontem na wschód. 2) Pod względem planu dadzą się wyróżnić dwa
typy, pierwszy o zabudowaniach gospodarskich złączonych z domem,
który przeważa w Zawoi, drugi o zabudowaniach gospodarskich sto­
jących oddzielnie od chałupy mieszkalnej, który jest znacznie rzadszy
(15°/0). 3) W miejsce poprzedniego dawniej dachu czterospadkowego
pojawia się często, zbliżony do dachu podhalańskiego, dach dwuspadkowy z małym okapem bocznym, a nawet zwyczajny dach dwuspadkowy, zwany prostym, niemieckim. 4) Wedle dawnej tradycji, kiedy
nie było jeszcze izb, tylko sama piekarnia, piec był w niej bardzo duży.
Wiele ciekawych szczegółów zawierają także opisy budynków
gospodarczych, zdobnictwa i otoczenia chaty. Wogólę* zaś jeśli się
uwzględni młody wiek badaczki, należy ten pierwszy autorski występ
na polu etnografji uznać za bardzo udatny.
A. F.

243
Adam Chęfnik : Z kurpiowskich borów. Szkice, opowiadania,
obrazki i gadki. Lwów 1930. Str. 220 +1 nlb.
Zbiór opowiadań A. Chętnika p. t. „Z Kurpiowskich borów“ ma
wielką wartość, zarówno pod względem etnograficznym, jak literackim.
Obrazki etnograficzne zostały skreślone z tern znawstwem, jakiego
można było oczekiwać od pisarza, który na Kurpiach długie lata mie­
szka, a z ludem kurpiowskim pozostaje w bardzo bliskich stosunkach,
jakc uczony i jako społecznik. P. Chętnik stworzył piękne Muzeum
Kurpiowskie w Nowogrodzie łomżyńskim i wydał szereg prac o Kur­
piach o dużej naukowej wartości. Ta dokładna znajomość terenu i kul­
tury kurpiowskiej zaznacza się też w całej pełni w wydanych obraz­
kach kurpiowskich.
Opowiadania A. Chętnika wywierają wielkie wrażenie przez swą
naturalną prostotę. W obrazkach tych niema właściwie żadnej wymy­
ślonej akcji i intrygi, ale przed naszemi oczyma przesuwa się zwykłe,
‘Codzienne życie kurpiowskie, gawęda przy ognisku czy na wasągu, za­
loty w borze, obrzędy przedślubne, pogrzeb, zabawy, odpusty i wę­
drówka w obce kraje za chlebem.
Wartość książki podnoszą liczne, odpowiednio do tekstu dobrane
ilustracje, oraz słowniczek ważniejszych wyrażeń gwarowych.
A. Fischer.
Franz Hempier : Psychologie des Volksglaubens insbesondere
der volkstümlichen Natur- und Heilkunde des Weichsellandes.
(Einzelschritten der Historischen Kommission für ost- und westpreussische Landesforschung 4.) Królewiec, Gräfe et Unzer, 193Q. Str. 112.
W książce pod powyższym tytułem F. Hempier przeprowadza
dokładną analizę wierzeń ludowych pomorskich i mazurskich, szcze­
gólnie z dziedziny lecznictwa. Praca zasługuje na uwagę polskiego
czytelnika, ponieważ autor przytacza bardzo wiele wierzeń z własnych
materjałów rękopiśmiennych, zwłaszcza z obszaru kaszubskiego. Ko­
rzystanie z tego materjału utrucinia jedynie ta okoliczność, że autor
nie odróżniał wierzeń słowiańskich od niemieckich Twierdzi bowiem,
że bez względu na wyznanie i narodowość, wierzenia te tak u Niem­
ców jak i Polaków są jednakowe. Jedynie więc z nazw i form tych
wierzeń możemy wywnioskować ich polskość. Znaczna ich ilość od­
powiada jak najściślej wierzeniom ogólnopolskim.
A. Fischer.

Stanisława Matuszkówna : Zdobnictwo kobiecego stroju żywiec­
kiego. Ze wstępem Marji Matuszkowej. Kraków, Polska Akademja
Umiejętności, 1931. 4", S. 32 + 66 tablic.
Praca opisuje bardzo dokładnie żywiecki strój kobiecy, który od­
znacza się bogactwem zdobniczem o wielkiem poczuciu hlstetycznem.
Każda część ubioru żywieckiego bywa zdobiona własnoręcznie haftem
lub wyszyciem według własnego pomysłu ; niegdyś na szycie stroju
poświęcano długie wieczory zimowe. Najwięcej czasu zajmowało szy­
cie na tiulu. Wzory wymyślały sobie same dziewczęta, przyczem pa­

16*

244
nowała zupełna swoboda w wymyślaniu nowych motywów. W ten
sposób powstawała całość piękna i cenna, istotne arcydzieła żywiec­
kiej sztuki ludowej.
Dziś ten piękny strój zupełnie zanika, gdyż wypiera go moda
zachodnio - europejska, a także ogólne zubożenie, które uniemożliwia
nawet zamożniejszym sprawianie sobie stroju, kosztującego około
2000 zł. Dlatego tylko niektóre jeszcze obywatelki noszą stroje, pocho­
dzące czasem z przed 80 lat. Ilość tych strojów corocznie maleje, po­
nieważ właścicielki każą się zwykle chować w takim stroju.
Tern bardziej więc zasługuje na uznanie publikacja, która dzięki
30 rysunkom w tekście i 66 tablicom utrwala minioną świetną prze­
szłość kobiecego stroju żywieckiego.
F.
St. Barabasz : Sztuka ludowa na Podhalu. Część IV. Kościół
W Dębnie. Lwów - Warszawa, Książnica - Atlas, 1932 Str. 15 + 40
tablic.
Nowy zeszyt wydawnictwa poświęconego sztuce ludowej na Pod­
halu zawiera materjały dotyczące drewnianego kościółka w Dębnie,
wsi leżącej przy drodze z Nowego Targu przez Czorsztyn na Spisz.
Kościółek ten posiada nietylko charakterystyczną dawną sylwetę, ale
także nadzwyczajnie ciekawą polichromję wewnątrz, wykonaną sposo­
bem patronowym. Dawniej na Podhalu było więcej takich kościołów
tak malowanych, a więc w Łopusznej, Ostrowsku, Ludźmierzu, Gry­
bowie, Binarowej i t. d., ale ornamentykę tę w całej pełni zachował
tylko kościółek w Dębnie dzięki temu, że przestał być parafjalnym
i nie miał żadnych skwapliwych odnowicieli. Z całem bogactwem tej
ornamentyki możemy się zapoznać na podstawie nowej publikacji
St. Barabasza, wydanej z niezwykłą starannością przez „KsiążnicęAtlas“.
A. F.
E. Kucharski : Pani Pana zabiła, jako zabytek średniowiecznej
poezji dworskiej. Lwów 1932. Str. 59.
Autor doszedł w swych rozważaniach do następujących wniosków :
1) Hilwór nie jest dziełem wyobraźni ludowej. 2) Twórca pochodzi
z tej warstwy, której życie odzwierciedla ; jest to środowisko dwor­
skie możnego rodu Świebodziców - Gryfitów. 3) Obraz życia wyra­
żony w pieśni pochodzi z końca XII w. lub z początku XIII wieku.
4) Nowoczesne teksty ludowe są naogół udatnemi modernizacjami
tekstu archaicznego, ale zawierają szereg zniekształceń, wynikłych
przeważnie z niezrozumienia archaizmów.
Tezy postawione przez E. Kucharskiego są tak śmiałe i oryginalne,
że niewątpliwie wywołają żywą dyskusję. Jednak nawet w wypadku
zachwiania tych twierdzeń, trwałą zasługą autora pozostanie, że wska­
zał zupełnie nowe drogi rozważań, w których muszą wziąć udział
i etnografowie przedewszystkiem przez- 'wprowadzenie jak najwięk­
szego tekstowego mater jału porównawczego.
/•'.

245
11. Schiller i J. Makłakiewiez : Pastorałka. Misterjum ludoweWarszawa, Instytut Teatrów ludowych 1931. Str. 204 + 102.
Instytut Teatrów ludowych pragnie ludowym zespołom dać odpo­
wiedni repertuar. Przystępuje w tym celu do specjalnego wydawnic­
twa, którego zadaniem ma być podźwignięcie repertuaru ludowego na
wyższy poziom artystyczny. Rozpoczęto bardzo trafnie od „Pasto­
rałki“, która zawiera w sobie treść takich ludowych widowisk, jak
widowisko rajskie, szopka i Herody. Ta ludowa treść została arty­
stycznie ujęta w pewną misterjową całość przez L. Schillera, a ran
zycznie zinterpretowana przez J. Makłakiewicza.
Wydawcy dopuszczają nawet możliwość regjonalnego zabarwienia
w ramach „Pastorałki“. Można jedynie mieć pewne wątpliwości, czy
tak starannie, a nawet wytwornie wydane dzieło, będzie dostępne dla
naszych ubogich ludowych zespołów.
F.
Henryk Rowid : Szkoła twórcza. Wyd. III. Kraków 1931. Str. 374.
W książce tej zasługują na podkreślenie następujące uwagi o pracy
nauczyciela w środowisku wiejskiem : „Obowiązkiem nauczyciela jest
możliwie dokładne poznanie środowiska domowego każdego ze swych
uczniów, a następnie poznanie i zrozumienie życia całej wsi. Stara się
więc poznać stosunki gospodarcze i kulturalne rodziców swego ucznia,
liczebność danej rodziny, warunki higjeniczne i zdrowotne w domu,
czy dziecko ma dostateczną opiekę, czy i o ile pomaga i pracuje w gos­
podarstwie rodziców i t. p. Dane te umożliwią nauczycielowi zrozu­
mienie zachowania się dziecka i jego postępowania, tudzież stosowa­
nia odpowiednich środków wychowawczych. Równocześnie poznaje
krajobraz swojej wsi, jej strukturę społeczną i jej stosunki gospodar­
cze, jej życie duchowe. Zrozumienie i wniknięcie w kulturę wsi ułatwi
mu poznanie psychiki ludności wiejskiej. Przedmiotem badań nauczy­
ciela będzie więc gwara, zwyczaje i obyczaje ludu wiejskiego, sztuka
ludowa, stroje ludowe i t. p. Zwróci też uwagę na przetwarzanie się
struktury wsi w związku z takiemi objawami, jak emigracja i reemi­
gracja, urbanizacja, zwłaszcza na stopniowe oddziaływanie miasta na
wieś.“ Zapatrywania te przyjmuje etnografja polska do wiadomości
z wielkiem zadowoleniem.
F.
J. St. Rystroó : Socjologia. Wstęp informacyjny i bibljograficzny
Warszawa 1931. Str. VII + 154.
Autor wprowadza w studjum socjologji w formie bardzo zwięzłej,
daje przegląd najważniejszych zagadnień i przytacza zasadniczą lite­
raturę. Książka ma znaczenie także dla etnologa, ponieważ zwraca
uwagę na liczne problemy z pogranicza socjologji i etnologji.
Lubor Niederle : Rukovět slovanské archeologie. (Rukověti Slo­
vanského -Ústavu v Praze. Svazek I) Praha 1931. Str. VII + 292.
Nowa książka Prof. Niederlego nie jest bynajmniej streszczeniem
tych bogatych materjałów, jakie nam dał w swem dziele o „Życiu

246
dawnych Słowian“, ale jest nową pracą w prawdziwem tego słowa
znaczeniu. W pierwszej części swego podręcznika omówił Niederłezagadnienia dziejów Słowian od neolitu do końca pierwszego tysiąc­
lecia po Chr. Właśnie ta część pracy »świadczy, że autor zapoznał się
dokładnie z najnowszemi studjami polskich prehistoryków i etno­
logów i daje krytyczną ocenę nowych hipotez czyto odnośnie do ko­
lebki Słowian czyto w związku ze słowiańskością t. zw. łużyckiej kul­
tury. Druga część pracy zawiera analizę znalezisk słowiańskich od
IX do XI wieku i uwagi ogólne o prehistorycznej kulturze słowiańskiej.

A. F.
Różnicowanie się dialektów prasłowiań­
skich w świetle kryterjum ilościowego. Praga 1931. Str. 20+6 tablic.
Jan Czekaruiwski :

Przez zastosowanie kryterjum ilościowego do prasłowiańskich zja­
wisk dialektycznych doszedł Prof. Czekanowski 1) do stwierdzenia
ściślejszej łączności języka polskiego z łużyckiemi, 2) do podkreśle­
nia nawiązań lechicko - ruskich, 3) do wykazania, że ze wszystkich
języków wschodniosłowiańskich największą łączność z językami zachodniosłowiańskiemi posiada język północno - wielkoruski.
W związku z tern powstaje nowe ujęcie procesu różnicowania sięjęzyka prasłowiańskiego i przypuszczenie szeregu odrębnych faz roz­
wojowych, w czasie których Słowiańszczyzna wschodnia wyłania się
z zespołu północnego, łączącego Słowian wschodnich z zachodnimi,
a gałąź słowacko-czeska, wchodząca przez czas jakiś w skład Słowiań­
szczyzny południowej, wraca do grupy zachodniosłowiańskiej.
/•'.
Józef Pśta : Krótki přehlad łużiskoserbskeho národopisného
dżeła. Wosebity woćigć z revue Slavia, X, 4 Praha 1932. Str. 15.
Prof. J. Pála, znany badacz literatury łużyckiej, daje w tym szkicu
zwięzły ale wyczerpujący zarys dziejów etnografji łużyckiej. Wszyst­
kie najwybitniejsze postaci z dziejów ludoznawstwa łużyckiego, a więc
A. Frencel, M. Hornik, J. A. Smoler, E. Muka, A. Černý, L. Kuba, i wielu
innych, zostały bardzo trafnie scharakteryzowane, a ich udział w roz­
woju etnografji łużyckiej doznał właściwej oceny. Autor zwrócił też
bardzo trafnie uwagę na związek, jaki istnieje między ludoznawstwem
a łużycką kulturą narodową.
A. F.
Jiří Horák: Histoire des littératures slaves. Travaux scientifiques
tchécoslovaques. T. IV. Str. 149—201.
Prof. J. Horák uwzględnia w swej rozumowanej bibljografji także
wydawnictwa etnograficzne, zwłaszcza z historji folkloru, oraz z dzie­
dziny podań, pieśni i wierzeń ludowych.

D. Stránská : Lidové obyčeje hospodářské. Zvyky při seti.
Praha 1931. Str. 198 + 1 nlb.
Dla chłopa najważniejszem zagadnieniem jest uprawa roli. W tym
kierunku zwraca się główna troska, bo od pomyślnego wyniku pracy
na roli zależy całoroczny byt. Wielkiemu znaczeniu zajęć rolnych

247
u chłopa odpowiada wielka ilość zwyczajów i przesądnych praktyk,
które mają na celu wywołanie możliwie pomyślnego urodzaju. Także
charakterystyczne przepisy zaznaczają się już w okresie nawożenia
pól, jeszcze bardziej przy pierwszej orce, ale szczególnie przy siejbie.
Wiadomo jak ciekawe są wówczas obrzędy polskiego ludu. Przedewszystkiem przygotowuje się specjalnie ziarno do siania. Przesąd
powiada, że lepsze jest do siania ziarno nieswoje, dlatego nieraz mienia
się lub nawet kradnie ziarno celem wzmożenia urodzaju. Prócz tego
święci się ziarno lub wykrusza je z wianków dożynkowych. Wreszcie
przystępuje się do siania, licząc się jak przy orce z czasem, a więc od­
grywa tu rolę ważną księżyc, oraz pewne specjalne pory dnia. Płachta
do siania musi być przygotowana biała i czysta. Po takich wstępnych
przygotowaniach sam gospodarz lub rzadziej gospodyni winni doko­
nywać siejby. Tę ważną czynność rozpoczyna się błogosławieństwem
i zaklęciami, które zwracają się przeciw pożarowi, chwastom, ptactwu
i robactwu. Siejba odbywa się w uroczystem milczeniu. Czasem jak
na Podolu gospodarz w pierwszym dniu siejby zaprasza do pomocy
sąsiadów, a gospodyni wyprawia ich w pole, darząc bochenkiem chleba
i wodą święconą. Po powrocie z pola gospodarz urządza dla współ­
pracowników ucztę.
Jak te zwyczaje przy siejbie są do siebie bardzo zbliżone nietylko u wszystkich Słowian, ale wogóle prawie w całej Europie, o tern
poucza nas bardzo wyczerpująco Dr. D. Stránská w swej pracy o siejbie.
Autorka omawia zwyczaje mające na celu wzmożenie urodzaju, środki
chroniące przed ziemi postronnemi wpływami, sposoby przenoszenia
urodzaju, a wreszcie zwyczaj zasiewania samego chleba.
Studjura Dr. Stránskiej daje bogate materjały porównawcze, przyczem również zwyczaje polskie uwzględniono bardzo starannie, a ana­
liza całego materjału odznacza się objektywną rzeczowością. Dlatego
praca zasługuje na miano bardzo wartościowej.
A. Fischer.
Anion Melik ; Kozolec na Slovenskem. (Razprave znanstvenega
društwa v Ljubljani 10 Elnografsko - geografski odsek 1). Ljubljana
1931. Str. 107 + XXXVII tablic + 1 mapa.
Praca omawia bardzo wyczerpująco tak charakterystyczny dla
obszarów słoweńskich kozolec, t. j. przeplot,służący do przesu­
szania snopów zboża. Kozolec słoweński ma rozmaite formy. Jest to
albo zwykły pojedyńczy płot z daszkiem, albo też dwa płoty nakryte
dużym dachem dwuspadkowym. Niektóre kozolce mają dach jednospadkowy. Autor przytacza także kilka przykładów przeplotów bez
daszka. Do wartości książki Prof. Melika przyczyniają się w wysokim
stopniu doskonale dobrane ilustracje (w liezbié 66) oraz mapa, poda­
jąca zasiągi różnych typów słoweńskiego kozolca, nawarstwione cza­
sem także suszeniem zboża na ostrewkach i w t. zw. stawach (rodzaj
kopie). Dzięki informacjom Prof. Moszyńskiego został także uwzględ­
niony materjał wschodnio - polski.
Studjum A. Melika jest niewątpliwie jedną z najciekawszych,
ostatnich słowiańskich prac etnogeograficznych.
A. Fischer.

248
Stanko Vnrnik : Studija o glasberá folklori na Belokranjskem.
Sep. odtis íz „Etnologa“ IV. Ljubljana 1931. S. 165—186.
Białokraina odznacza się pewną znaczną odrębnością etnogra­
ficzną w stosunku do innych obszarów słoweńskich. Nie zawiera ona
pierwiastków alpejskich ani śródziemnomorskich, ale jest wyraźnem
przejściem do wschodnioeuropejskich elementów kulturowych. Dr. Vurnik dał na to dowody przez analizę białokraińskiej muzyki ludowej.
Wedle tych badań pieśń białokraińska posiada w przeciwieństwie
do alpejskiej małą rozpiętość (seksta, kwinta, kwarta, nawet tercja)
odznacza się ubogą harmoniką, monotonnemi motywami i operuje
,przed ewszy s tk i ci n rytmiką. Zdaniem autora, również białokraińska
muzyka ludowa świadczy wyraźnie o tern, że kultura etnograficzna
tej grupy słoweńskiej ma charakter abstrakcyjny i1* idealistyczny,
a zawiera jeszcze wiele znamion średniowiecznych.
A. F.

Milován Gavazzi : Razvoj i stanje etnografije u Jugoslaviji.
Lud słowiański I B. 26G—296, II B. 72—106. Kraków 1930—31.
Prof. Gavazzi daje w tej rozprawie zwięzły przegląd dziejów
etnografji jugosłowiańskiej, oraz najważniejszych współcześnie ośrod­
ków pracy etnograficznej w Jugosławji, jakiemi są uniwersytety, towa­
rzystwa naukowe, muzea, archiwa i wydawnictwa.

B. Širola — M. Gavazzi : Muzikološki rad etnografskog Muzeja
u Zagrebu. Zagrzeb 1931. Str. 80.
Z powyższego sprawozdania wynika, że Muzeum Etnograficzne
w Zagrzebiu posiada od r. 1921 oddział dla muzyki ludowej; prócz
specjalnie zebranej bibljoteki oddział posiada także archiwum fono­
graficzne, a nadto przeszło 250 instrumentów muzycznych z całej
Jugosławji. Działem tym kierują Prof. Dr. Milován Gavazzi i Dr. Bożidar
Sirola, którzy odbyli też w latach 1920—1929 cały szereg wycieczek
naukowych w celu zdjęć fonograficznych. Ze szczególną starannością
zbierano pieśni obrzędowe, choć nie brak też wśród zebranego materjału pieśni epicznych, tanecznych i lirycznych, oraz nawet staro­
cerkiewnego chorału na wyspach Krk, Rab i Pag. Dokładny spis zdjęć
fonograficznych i instrumentów muzycznych ułatwia w wielkim stopniu
zorjentowanie się w tak licznych i cennych materjałach Muzeum
Zagrzebskiego.
Mitar Vlahovié : Sredačka żupa. Skoplje 1931. Str. 26+1 tablica.
Autor daje nam w tej pracy sprawozdanie z wycieczki etnogra­
ficznej odbytej na obszar Sredackiej Żupy (powyżej Prizrenu). W opisie
tym znajdują się nie tylko liczne szczegóły dotyczące kultury ma­
terialnej, ale i obrzędy weselne, oraz obrzędy związane z Bożem Na­
rodzeniem i z uroczystością rodzinną „slava“.
F.
Prof. A. M. Scllszczew: Stawjanskoje nasjelieniie w Albaniji.
Sofja 1931. Str. VIIÏ+352+1 mapa.
Książka Prof. Seliszczewa omawia wyczerpująco zagadnienie
osadnictwa słowiańskiego na obszarach Albanji. Na podstawie analizy

249
zapożyczeń słowiańskich w języku albańskim oraz słowiańskich nazw
miejscowości w Albanji, odtwarza autor proces albanizacji osiadłych tu
niegdyś grup słowiańskich.
F.
Kristo Vakarelszky : Bolgár ekevasak és csoroszlyák. Budapest
1931. S. 14. Odbitka z „Népélet - Ertesitö“ 1931, zesz. 2.
Autor omawia różne typy bułgarskich lemieszy i krojów na szerokiem tle porównawczem, przyczem daje dowody także znajomości
odnośnej polskiej literatury.
Stojan Djoudjeff : Rythme et mesure dans la musique popu­
laire bulgare. (Travaux publiés par l’Institut d’etudes slaves XII).
Paris 1931. S. II + 364.
Studjum St. Dżudżewa nad rytmem i taktem bułgarskiej muzyki
ludowej opiera się na paru tysiącach pieśni, w znacznej części zebra­
nych przez samego autora. W analizie swej uwzględnił Dżudżew nietylko muzykę, ale poezję i taniec, które jednoczy ta sama rytmika,
panująca we wszystkich tych trzech działach sztuk,' ludowej.
F.
Artur Gorovei: Descântecele Românilor. Studiu de folklor. Bu­
kareszt. Academia Romana X. 1931. Str. 423.
Praca Artura Gorovei zawiera bardzo bogaty materjał, dotyczący
zamawiań i zaklinań u ludu rumuńskiego. We wstępnych uwagach
wprowadza autor do porównawczych rozważań analogiczne materjały
•europejskie, przyczem wymieniono także zamawiania zawarte w Udzieli,
Medycynie ludu polskiego. Autor zgromadził w swej książce olbrzymi
materjał, bo obejmujący dwa tysiące kilkaset zamawiań. Dla badań
na tern polu dotąd jeszcze nie dość naukowo przeprowadzonych, zbiór
p. Gorovei będzie miał wielkie znaczenie.
A. F.
Cesare Caravaglios ; Voci e gridi di venditori in Napoli.
Gon 33 illustrazioni e 15 trascrizioni musicali. Introduzione di Raffaele
Corso. Catania, Libreria Tirelli di F. Guaitolini. 1931. Str. VIII+170.
C. Caravaglios omówił w swej książce zagadnienie bardzo ory­
ginalne, a mianowicie wołania przekupniów neapolitańskich. Wołania
te nieraz przechodzą w krótkie śpiewki i są bardzo zajmujące nietylko
ze względu na swój tekst pełen barokowych porównań, jak i ze względu
na muzykę. Transkrypcje muzyczne opracował autor na podstawie
naukowych zdjęć tych wołań na płytach gramofonowych. Dokładny
•opis życia neapolitańskich przekupniów tworzy barwne tło dla ich
dźwięcznych wykrzykiwań.
A. F.
Albert Marinus : Le néo-folklorisme. Extrait du „Isidoor Teirlinck
Album“, Louvain 1931, Str. 231—237.
W artykule tym podobnie jak w wielu innych poprzednich do­
maga się autor ścisłego związania folkloru z socjologją.

250
E. lio’fii] ar.ii - K rayer - H. Bächtold - Stäubli : Handwörterbuch
des deutschen Aberglaubens. Bd. III. Freen — Hexenschuss. BerlinLeipzig. Walter de Gruyter et Co. 1931. 8° większe. Str. 1920.
Pierwsze dwa tomy tego tak ważnego wydawnictwa zostały omó­
wione w „Ludzie“ XXVI, 96—97, XXVII, 133—136, XXIX, 121—124.
Obecnie podaję przegląd treści trzeciego tomu, przyczem podkreślono
tylko większe artykuły.
S. 2. Freigewehr. Przesądy związane z czarodziejskiemi sposobami
przygotowywania niezawodnych strzelb i kul. S. 23. Freimaurer. Lut
dowe wyobrażenia o wolnomularstwie i wolnomularzach, szczególnie
0 ich związku z djabłem. S. 45. Freitag. Piątek jako dzień szczęśliwy
1 nieszczęśliwy tak w zwyczajach rodzinnych, gospodarczych, jak me­
dycynie ludowej. S. 86. Friedhof. Niebezpieczna, lecznicza i czaro­
dziejska moc cmentarza, ziemi cmentarnej i cmentarnych roślin. S. 124.
Frosch. Zastosowanie żaby w czarach i lecznictwie ludowein, oraz po­
dania o żabach. S. 153. Frühling. Przesądy związane z okresem wio­
sennym i świętami wiosennemi. S. 174. Fuchs. Demoniczny charakter
lisa i znaczenie tego zwierzęcia dla lecznictwa ludowego. S. 224.
Fuss. Noga w wierzeniach, czarach i zwyczajach prawnych.
S. 258. Galgen. Niesamowite wierzenia otaczające szubienicę
i stryczek. S. 290. Gans. Przesądne przepisy przy hodowli gęsi, oraz
wróżby i czary związane z tym ptakiem. S. 321. Gebäck. Szczególne
znaczenie i moc pieczyw świątecznych. S. 346. Gebet. Stosowanie
magiczne i apotropiczne modlitwy, zwłaszcza przy zamawianiach i zaklinaniach. S. 373. Gebildbrote. Analiza różnokształtnych dorocz­
nych pieczywek obrzędowych. S. 406. Geburt. Obrzędy i przesądy na­
rodzinowe. S. 463. Geige. Rola skrzypiec w sabatach czarownic, oraz
w różnych opowieściach i pieśniach ludowych. S. 472. Geist. Wiara
w duchy, ich wygląd; wyzwalanie i zaklinanie duchów i stosunek do'
tego świata duchów. S. 543. Geisterschiff. Opowieści o okrętach
widmach. S. 546. Geisterschlacht. Podania o walkach duchów. S. 570.
Gelb. Wierzenia łączące się z barwą żółtą, jako barwą ognia i światła.
S. 590. Geld. Moneta jako amulet ochronny, oraz w wierzeniach i zwy­
czajach życia codziennego. S. 647. HI. Georg. Dzień św. Jerzego jako
początek wiosny, dzień wypędzania bydła na paszę, dzień wielkiej
mocy czarownic oraz różnych czarów. S. 693. Gerste. Stosowanie
jęczmienia we wróżbach i czarach. S. 716. Geschenk. Obdarzanie przy
różnych okolicznościach i wynikające stąd niebezpieczeństwa obu­
stronne, tak dla obdarowanego, jak darodawcy. S. 763. Gespenst.
Liczne materjały do wiary w upiory. S. 780. Getränke. Przesądy zwią­
zane z przygotowaniem, spożywaniem i przechowywaniem napojów.
S. 789. Gevatter. Kumostwo jako forma sztucznego pokrewieństwa»
związane z tern obowiązki, odznaczenia i opowieści ludowe. S. 815.
Gewitter. Mitologja burzy i środki ochronne. S. 856. Glasberg. Wie­
rzenia związane ze szklanną górą. S. 868. Glocke. Znaczenie dzwonów
przy odpędzaniu demonów, oraz w lecznictwie ludowem. S. 899.
Glückstage. Dni szczęśliwe dla podejmowania jakichkolwiek czyn­

251

ności. S. 918. Gold. Złoto w mitach, lecznictwie i czarach. S. 941.
Gott. Ludowe wyobrażenia o bogach i boskich istotach. S. 994.
Gottesurteil (Ordal). Stosowanie sądów bożych na świadectwo nie­
winności, rozmaite rodzaje sądów bożych i różne ich zastosowanie.
S. 1070. Götze. Wiadomości o posągach bożków. S. 1076. Grab. Wie­
rzenia związane z grobem. S. 1082. Grabbeigabe. Dary dawane zmarłym
do grobu. S. 1137. Grenze. Przesądy otaczające granicę i kamienie
graniczne. S. 1160. Grille. Świerszcz jako zwierzę - dusza, jako demon
chorób, oraz zwierzę wieszczące szczęście lub nieszczęście. S. 1210.
Gürtel. Symbolika pasa oraz jego znaczenie w prawie, wierzeniach
i lecznictwie ludowem. S. 1239. Haar. Przesądy dotyczące włosów,
jako części ciała i jako siedziby siły ludzkiej. S. 1304. Hagel. Ludowe
objaśnienie gradu i sposoby odpędzania klęski gradowej. S. 1325.
Hahn. Kogut jako zwierzę ofiarne, oraz jego zastosowanie w czarach
i obrzędach. S. 1379. Hond. Wróżby związane z ręką, obrzędowe mycie
rąk, oraz lecznicze zastosowanie rąk. S. 1404. Handschuh. Znaczenie
rękawiczki w symbolice prawnej i w obrzędach rodzinnych. S. 1413.
Handwerker. Liczne materjały do zwyczajów cechowych, S. 1438.
Hängen. Przesądy związane z wisielcem. S. 1504. Hase. Zastosowanie
zająca w czarach miłosnych, oraz związek tego zwierzęcia ze światem
duchów i czarownic. S. 1527. Hasel. Wierzenia związane z leszczyną.
S. 1552. Haus. Zwyczaje związane z budową i ochroną domu. S. 1608.
Hecht. Znaczenie szczupaka dla czarów i dla lecznictwa ludowego.
S. 1634. Heiden. Ludowe tradycje o dawnem pogaństwie. S. 1655.
Heilig. Ludowe pojęcie świętości. S. 1709. Hemd. Koszula w obrzędach
rodzinnych, gospodarczych i lecznictwie ludowem. S. 1750. Herbst.
Okres jesieni i świąt jesiennych. S. 1758. Herd. Kult ogniska, jako
siedziby duchów. S. 1776. Hering. Śledź w czarach i w lecznictwie
ludowem. S. 1794. Herz. Serce, jako siedlisko siły życiowTej i duszy,
oraz znaczenie serca dla lecznictwa ludowego. S. 1827. Hexe. Czaro­
wnice i procesy czarownic.
Podobne jak w dwu pierwszych tomach, tak też i w wyżej omó­
wionym, opracowania poszczególnych zagadnień nie ograniczają się do
materjału niemieckiego, ale uwzględniają także analogje słowiańskie,
między innemi nieraz także i polskie. Ale nawet gdy się pominie te
względy, mające specjalne znaczenie dla polskiego czytelnika, każda
strona trzeciego tomu „Handwörterbuch des deutschen Aberglaubens“
świadczy, że jest to podręcznik niezbędny dla każdego etnografa.

A. Fischer.
Walter Kuhn : Die jungen deutschen Sprachinseln in Galizien.
Mit einem Vorworte von Prof. Dr. E. Winter in Prag. Münster i. W.
Aschendorffsche Verlagsbuchhandlung. 1930. Str. IX + 244. Cenaj
RM. 12,30.
Autor zastanawia się nad losami mniejszości niemieckiej na ob­
szarze dawnej Galicji, usiłuje określić cyfrę dokładną Niemców i stwier­
dzić przyczyny stałego zmniejszania się niemieckich kolonistów.

252
W związku z tem powstają liczne ciekawe zagadnienia z dziedziny
demografji i socjologji, jak wzajemny wpływ różnych narodowości
na siebie, oraz znaczenie czynników gospodarczych, kulturalnych
i wyznaniowych przy wynaradawianiu się pewnej mniejszości naro­
dowej. Uwagi p. W. Kuhna, oparte na dokładnej znajomości literatury,
zawierają wiele interesujących spostrzeżeń.
Należy żałować, że z powodu braku miejsca, odpadły rozdziały
poświęcone etnografji, która tylko przygodnie w tekście i w ilustra­
cjach przy końcu książki została uwzględniona. Autor zapowiada jed­
nak osobny tom, poświęcony etnografji Niemców galicyjskich.
Pewne zastrzeżenia musi budzić przedmowa Prof. Wintera, która
zawiera akcenty polityczne, dobrze wprawdzie każdemu Polakowi
znane, ale niemniej niewłaściwe w wydawnictwie naukowem. Prof.
E. Winter uważa, że znaczenie galicyjskich kolonij niemieckich polega
także na tem, że znajdują się one na obszarze „ukraińskiego okręgu
kulturowego“. („Jede Verbindung mit der Ukraine muss als besonders
wertvoll gelten“).
Książka W. Kuhna, niezależnie jednak od swych tendencyj, może
być, dla nas wzorem, jak należy opracowywać materjały dotyczące
mniejszości narodowej rozprószonej na obcem ter ytorj um.
A. F.
Wilhelm Pessler : Kulturkreis und Kernland Niedersachsen ihre
Bedeutung und Erforschung. Sonderdruck aus Heft 5—6 „Der Erd­
ball“ 1931. Berlin, H. Bermühler 1931.
Dyr. Pessler w tym szkicu podobnie jak w wielu innych swych
pracach usiłuje uchwycić zasiąg kręgu dolnosaskiego. Jako najczystszy
teren dolnosaski określa następującemi granicami : na wschodzie okre­
śla go linja Kiel - Uelzen (Olszyna), na południu Nienburg - Saterland,
a na północnym zachodzie linja Varel - Wulsdorf - Kadenberge - Itze­
hoe - Szlezwik.
F.
Wilhelm Pessler : Niedersächsische Volkstrachten. Sonderdruck
nus dem Jahrbuch f. d. Niedersächsische Landvolk VI. 1931. Hannower. 4°. S. 6.
Wśród rozmaitych strojów dolnosaskich podkreśla autor także
zamierający strój hannowerskiego „Wendlandu“, a więc obszaru daw­
nych Drzewian połabskich. Tekst objaśniają ilustracje i mapka grup
strojów dolnosaskich.
D. J. van der Ven : Le jeu du drapeau. Extrait du Folklore Bra­
bançon, 11. année Nr. 61. Bruxelles 1931. Str. 28.
J. van der Ven pracuje od szeregu lat nad zagadnieniem „jeu du
•drapeau“ t. j. zwyczaju wywijania sztandarem przy okazji różnych
uroczystości dorocznych. Na ten temat wygłosił też referat na II między­
narodowym Kongresie sztuki ludowej w Belgji w r. 1930, a wykład
ilustrował licznemi filmami, oraz popisami mistrzów w żonglerce sztan­
darowej z Holandji, Belgji, Szwajcarji i Holsteinu, na wielkim placu

253
wystawy w Antwerpji. Zwyczaj ten jest też przedmiotem dokładnej
analizy autora w pracy ogłoszonej w „Folklore brabançon“, a także
w odbitce.
F.
O. M. Sandvib : Forenina for ncrsk Folkekunst. Oslo 1931.
Str. 47.
W związku z akcją Międzynarodowej Komisji Sztuki Ludowej
powstało w Norwegji w r. 1930 Towarzystwo dla badań nad norweską
sztuką ludową. Prezesem Towarzystwa jest wielki znawca muzyki lu­
dowej Dr. O. M. Sandvik. Dowodem działalności nowej organizacji
jest pierwsze sprawozdanie wydane za r. 1930/31, które zawiera rów­
nież odczyty wygłoszone na posiedzeniach Towarzystwa, a mianowi­
cie : O. M. Sandvika, „Obecny stan badań nad norweską muzyką lu­
dową“, G. Midttuna, „Sztuka i przemysł ludowy w Norwegji“, O.
Svinndala, „Współczesne tańce ludowe“, K. Liestola, „Norweska poezja
ludowa“.
p

K. Bob. V. Wikman ; Järul. Acta Academiae Aboensis Huma­
niora VII. Abo 1931. S. 34.
Prof. Wikman przeprowadził dokładną analizę „järula“, t. j. wil­
kołaka, w wierzeniach południowo - szwedzkich i stwierdził, że okre­
ślenie to oznacza nietylko wilkołaka, ale i czarownika, odprawiającego
różne magiczne praktyki w okresie dwunastnic, a czasem wogóle bez­
względnego, silnego ale złego człowieka. Autor sprostował też zapatry­
wanie, jakoby nazwa järul miała jakikolwiek związek z nazwą
wschodnich Herulów (h) e r u 1, lecz zestawił ją jako pochodną rze­
czowo i językowo od słów varulv, gerulv, określających również
wilkołaka.
p
Sigurd E ixen - Vara Konstnärliga Landskapskciraktärer. Sven
ska Kulturbüder. Fjärde Bandet, Del VII—VIII. Str. 29__64.
Praca dotyczy zagadnień z zakresu szwedzkiej sztuki ludowej.
łan Czekanowski : Rasy i ludy. Historja powszechna Trzaski,
Everta i Michalskiego. Str. 51—156. 4° duże.
Prof. Czekanowski odtwarza w tej pracy minioną przeszłość ca­
łego świata przez umiejętne koordynowanie wyników badań antropo­
logicznych, prehistorycznych, etnograficznych i lingwistycznych. Przy
tych rekonstrukcjach musiał autor pokonać wiele trudności, gdyż
o ile Afryka i Oceanja zostały już we właściwą syntezę ujęte, o tyle
Ameryka i Australja nie są jeszcze do etnologicznej syntezy odpo­
wiednio przygotowane. Jeszcze gorzej przedstawiają się te stosunki na
terenie europejskim, gdzie panuje wielkie zróżniczkowanie w pracach
etnograficznych, prowadzonych zwykle tylko na terenie własnego
narodu czy państwa, bez właściwej dla tych zagadnień perspektywy
ogólnoeuropejskiej. Mimo tych trudności potrafił J. Czekanowski wy­
dobyć stare elementy kulturowe w kręgach kulturowych całego świata,

254

i dać szereg ujęć ogólnych. Wielka ilość problemów została omówiona
w formie zwięzłej i treściwej. Tekst objaśniają liczne mapy pięciu
•części świata, wykonane przy pomocy Dra Stanisława Klimka.
Autor pragnął w swem ujęciu zwrócić uwagę historyków na
osiągnięte już wyniki w dziedzinie nauk antropologicznych i lingwi­
styki, oraz spowodować jeżeli nie większe zainteresowanie się temi dotychczasowemi wynikami, to choćby dokładniejsze uwzględnianie ich
w dziedzinie nauczania. Byłoby rzeczą pożądaną, tak dla historji, jak
etnologji, aby cel ten osiągnął autor w całej pełni.
A. Fischer.
Jan Falkowski : Narzędzia rolnicze typu rylcowego. Studjum
paleo-etnologic.zne. Lwów, Towarzystwo Naukowe 1931. Str. 132. Z 76
rycinami i 1 mapą w tekście.
Autor doszedł do następujących wniosków :
1. Pierwsze przedstawienia rysunkowe i pierwsze znane nam na­
rzędzia rolnicze europejskie pod względem budowy i kształtu dzielą
się na dwa typy, typ rylcowy z prostym grządzielem i typ płozowy
z wygiętym grządzielem. 2. Radło typu rylcowego z prostym grządzieleni jest najstarszem narzędziem rolniczem z zaprzęgiem zwierzę­
cym w Europie. 3. Typ radeł płozowych z wygiętym grządzielem po-chodzi prawdopodobnie od lypu rylcowego, przyczem przemiana ta
odbywała się lokalnie, a szczególnie na obszarze Babilonji i Assyrji.
4. Radła płozowe rozpowszechniły się w Europie przez Greków, a na­
stępnie po dostaniu się do Italji w stopniu mniej lub więcej udosko­
nalonym przeszły wraz z wpływami cesarstwa rzymskiego do wszyst­
kich terytorjów, wchodzących w jego skład. 5. Wśród radeł rylco­
wych na obszarze Europy możemy zauważyć trzy grupy, które róż­
nią się między sobą połączeniem rylca z grządzielem, oraz rękojeściami.
6. Na obszarach wschodnioeuropejskich mamy narzędzie rolnicze typu
rylcowego z prostym grządzielem, nazywane sochą, a występujące tu
w dwojakiej formie : sochy dwupolicowej z wielkim rogaczem i po­
dwójnym zaprzęgiem wołowym, oraz sochy łopatkowej z hołoblami
i pojedynczym zaprzęgiem konnym. Dodana mapka podaje dokładny
zasiąg obu tych typów. 7. Rozwiązanie pochodzenia sochy leży raczej
w Azji, jak w Europie. Zwłaszcza o ile idzie o sochę łopatkową, to
zasada dwu- czy trójrylcowości mogła się łatwo dostać z Azji do Eu­
ropy Wschodniej, tein więcej, że do tego typu należy zaprząg jedno­
konny w przeciwieństwie do wołów, używanych na sąsiednich obsza­
rach. Socha dwupolicowa powstała prawdopodobnie przez oddziały­
wanie sochy łopatkowej na obszar zajęty przez radła rylcowe z za­
przęgiem wołowym.
Wnioski te poparł autor licznym i starannie dobranym materjałem ilustracyjnym.
A. Fischer.
Wilhelm Köppers: Die Frage eventueller alter Kulturbeziehun­
gen zwischen dem südlichsten Südamerika und Südostaustralien.

255
Reprinted from Proceedings of the Twenty-third International Congress
of Americanists, September 1928.
Prof. Köppers zwrócił uwagg w tym referacie na podobieństwa
kulturowe, zachodzące między Ziemią Ognistą a południowo-wschodnią
Australją, które wyraźnie wskazują na pewien wspólny ośrodek wyj­
ściowy. Zdaniem autora, południowa Azja może być uważana za ten
obszar, z którego wyszły te grupy kulturowe, poczem spychane przez
coraz to nowe fale etniczne utrzymały się jedynie w postaci szczątkowej
na dwu krańcach, dziś tak odległych. Tezę swą popiera autor wynikami
badań językoznawczych W. Schmidta. Jakkolwiek na poparcie za­
sadniczej tezy przytoczono wiele argumentów, to jednak ostateczny
wniosek został postawiony z wielką ostrożnością i wskazaniem na ko­
nieczność dalszej dyskusji.
A. Fischer.
František Štampaeh : Kulturní primitivismus a civilisace.
Brno 1931. Str. 205.
Pierwiastków prymitywnych szuka autor u Słowian najpierw
w dziedzinie kultury materjalnej, w nieceniu ognia, zbieraniu poży­
wienia, narzędziach rolniczych, w zastosowaniu drzewa i kamienia,
a przyton omawia również wierzenia związane z temi zjawiskami
kulturowemi. W kulturze społecznej pewne znamiona prymitywne
widzi autor w życiu miłosnem, obrzędach weselnych, stosunku do
dziecka i kobiety, uważanej za wcielenie zła, oraz w rozmaitych aktach
czarodziejskich i magicznych. Pierwotny charakter mają wedle Dra
Stampacha wreszcie wierzenia związane ze światem zmarłych i de­
monów, wywołujących różne choroby.
W końcowych, ogólnych rozważaniach podkreślono trafnie emo­
cjonalny stosunek ludu do różnych zjawisk, oraz wpływ odosobnienia
terytorjalnego na zachowanie się starych pierwiastków wierzeniowych.
Teoretyczne rozważania autora opierają się na bardzo bogatej lite­
raturze, przyczem należy podkreślić znajomość zasadniczych prac pol­
skich i etnograficznych zbiorów muzealnych we Lwowie.
A. F.
Edward Klich : Cygańszczyznci w „Chacie za wsią“ Kraszew­
skiego. Odbitka z Prac Filologicznych T. XV, cz II. Warszawa 1931
Str. 52.
Prof. Klich wskazuje na źródła wyrazów cygańskich w „Chacie
za wsią“ Kraszewskiego, a mianowicie na artykuł w „Przegl. Pozn.“
1851, 414 i P. Lacroix, Le moyen âge et la renaissance. Paris 1848.
Uwagi, objaśniające wyrazy cygańskie w „Chacie za wsią“, mają pewne
znaczenie także dla etnografa. Przy tej sposobności przypomniano zu­
pełnie słusznie szereg prac polskich i obcych z zakresu cyganistyki. F.
Narciso Garay : Tradiciones y cantares de Panama. Ensayo
folklorico. B. m. w. 1930. Str. 203.
Poseł Narcyz Garay ujął w pięknej literackiej formie etnografję
Panamy, przyczem podał wiele ciekawych szczegółów z zakresu sztuki
ludowej Indjan panamskich.

256

Stanisław Klimek : Çontributo ail’ aimlisi raziale délia serie
craniologica dei Samoiedi. Estratto dalP „Archivio per PAntropologia
e l’Etnologia“ LIX 1929. fase. 1—4. Firenze 1931. S. 21 + 3 tablice.
Wśród wniosków, do jakich doszedł autor na podstawie analizy
czaszek Samojedów w Muzeum Antropologicznem we Florencji, na
podkreślenie zasługuje wynik, że skład rasowy ludności samojedzkiej
zbliża się więcej do ludności centralno - azjatyckiej, aniżeli do naj­
bliższych ich sąsiadów Ostjaków. Wynik ten odpowiada zapatrywa­
niom filologów, którzy dawne siedziby Samojedów umieszczają w Syberji południowej i nawet nawiązują Samojedów do grupy ludów
uralsko - ałtajskich.
p

DIALEKTOLOGJA POLSKA W LATACH 1915-1930.
(Przegląd bibljograficzny).
Spis skrótów: BSL.: Bulletin de la Société de Linguistique
de Paris. — JP.: Język Polski, Kraków. — MPKJ.: Materjały i Prace
Komisji Językowej Pol. Akad. Urn., Kraków. — PKJ.: Prace Komisji
Językowej Pol. Akademji Um., Kraków. — Pr. Fil.: Prace Filolo­
giczne, Warszawa. — Rozpr.: Rozprawy Wydziału Filologicznego Pol.
Akad. Um., Kraków. — RS.: Rocznik Slawistyczny, Kraków. -— SI.
Occ.: Slavia Occidentalis, Poznań. — Spr.: Sprawozdania z czynności
i posiedzeń Polskiej Akademji Umiejętności, Kraków. — STNLw.:
Sprawozdania Towarzystwa Naukowego we Lwowie. — Symb.: Symbolae Grammaticae in hcnorem Joannis Rozwadowski, Cracoviae t. I,
1927, t. II, 1928.
Założycielem dialektologji polskiej jest — jak wiadomo — Lucjan
Malinowski (1839—1898), właściwym jednak jej twórcą nazwiemy
Kazimierza Nitscha. Uczony ten potrafił nietylko znaczne połacie Polski
pod względem dialektycznym zbadać i opracować, ale także i innych
do owocnej pracy w tym kierunku zachęcić. Dzięki jego wysiłkom
i inicjatywie osiągnęła dialektologja polska bardzo wysoki poziom
i wysunęła się na czoło słowiańskich badań diaiektologicznych. Bezpo­
średnie zetknięcie się z mową ludu polskiego pozwoliło Nitschowi
ocenić należycie i wyzyskać dla swoich celów także przez etnografów
zebrany materjał z zakresu kultury umysłowej, co mu w znacznym
stopniu ułatwiło przygotowanie pierwszego syntetycznego zarysu dia­
lektologji polskiej, jakim jest rozprawa : Dialekty języka polskiego
w Encyklopedji Polskiej III (1915). oraz w zbiorowej Gramatyce ję­
zyka polskiego (1923). Świetną ilustracją tej pracy jest chrestomatja:
Wybór polskich tekstów gwarowych (Lwów 1929, str. XIX+264+
+ mapka orjentacyjna). Zapoznanie się z nią umożliwi jeszcze bardziej
zdanie sobie sprawy z właściwości dialektów polskich. Dwa te kapi­
talne dzieła stanowią największe i najważniejsze pozycje naukowego
dorobku Nitscha w nowej dobie rozwoju polskiego językoznawstwa.
Obok nich na baczną uwagę zasługują: Monografje polskich cech gwa-

257
rowych. Nr. 1. Fonetyka międzywyrazowa. Nr. 2. Małopolskie „ch“
(Kraków 1916, str. 58+mapa), Nr. 3. Prasłowiańskie „ł“ [sonantyczne]
(Kraków 1916, str. 47 + mapa). Rec. A. Mfeillet] (BSL. XXI, 1920,
291). — Referat p. t, Z zagadnień polskiej geograjji językowej
(Spr. XX, 1915, nr. 7, str. 4—6) oraz rozprawa: Z geografji wyrazów
polskich (RS. VIII, 1918, 60—150) oznaczają początek nowego okresu
w twórczości naukowej Nitscha, a mianowicie zwrot ku geografji
językowej. Odtąd zmierza on ku jednemu celowi, którym jest opra­
cowanie atlasu lingwistycznego Polski. Układa i rozsyła szereg kwestjonarjuszy dotyczących słownictwa ludowego w związku z kulturą
ludową. Obejmują one: 1. wyrazy oznaczające pokrewieństwo,
2. wyrazy oznaczające części cepów, 3. nazwy części ciała ludz­
kiego, 4. nazwy dzikich zwierząt (niehodowanych), 5. wyrazy
służące do oznaczania rachuby czasu, 6. wyrazy oznaczające
pogodę, 7. wyrazy oznaczające jarzmo wołowe, 8. wyrazy
oznaczające sanie, 9 wyrazy oznaczające barwy. Sposób wyko­
nywania pracy objaśnia artykuł : Zbieranie słownictwa ludowego
(Szkoła i Wiedza I, 1926/27, 223—9). Rozwój tych badań pozwalają
nam śledzić krótkie sprawozdania, jakie z nich Nitsch pomieszcza
w Języku Polskim począwszy od rocznika VIII (1923). Prócz tego
z inicjatywy i pod kierownictwem Nitscha rozpoczęto już badania
mające doprowadzić dc atlasów lingwistycznych trzech mniejszych
obszarów: gwar góralskich (w opracowaniu M. Małeckiego), gwar
województwa łódzkiego (w opracowaniu Z. Stiebera) i gwar wielko­
polskich (w opracowaniu A. Tomaszewskiego). Atlasy te uwzględnią
zarówno właściwości gramatyczne, jak słownikowe. Będą one rodzajem
generalnej próby przed przystąpieniem do wielkiej pracy nad atlasem
językowym całej Polski, jak to wyłuszcza Nitsch w programowym
artykule: Atlas językowy województwa łódzkiego (Rocznik oddziału
łódzkiego Polskiego Towarzystwa Historycznego 1929/1930, str.
158—64). O rozległości zainteresowań Nitscha słownictwem ludowem
świadczy także referat: O potrzebie organizacji informacyjnej
W sprawach słownictwa, wygłoszony na zjeździe filologów w Pra­
dze w r. 1929, Výtahy z přednášek [str. 1—2]. Wyobraża ją sobie
Nitsch w następujący sposób : „W każdym kraju słowiańskim tworzy
się biuro centralne, które ma się wystarać o szereg informatorów,
reprezentujących dobrze im znane gwary miejscowe i gotowych udzielać
informacyj co do formy, a zwłaszcza co do znaczenia wyrazu, ewen­
tualnie co do wyrazów oznaczających pewne pojęcie“. Najnowszą pracą
Nitscha z zakresu słownictwa ludowego jest razem z E. Mrozówną
napisany artykuł: Mazowieckie wyrazy przyrodnicze. 1. Gryka
(Lud Słowiański 1/2 A, 1930, str. 245 — 56 + mapa).
Obrazu prac dialektologicznych Nitscha dopełniają: Nowe dane
o granicach dialektów polskich (Spr. XX, 1915, nr. 3, str. 2 —3),
Mapa narzeczy polskich z objaśnieniami (Kraków 1919, str. 7 Pmapa),
artykuł: Dawni polscy pastorowie na Śląsku pruskim (JP. VII, 1922,
102—6), stanowiący cenny przyczynek do znajomości śląskich narzeczy,
Lud T. XXX.

17

258
nieobojętna także i dla kwestji pochodzenia polskiego języka literac­
kiego rozprawa : Z historji narzecza małopolskiego (Symb. II,
451—65), oraz wspólnie z I. Steinem dokonane Zapiski gwarowe ze
środkowej Galicji (MPKJ VII/1, 1915, 183—234).
Zainteresowanie także niejęzykoznawcy wzbudzić musi pod wspól­
nym tytułem- Granice państwa a granice języka polskiego ogło­
szony cykl artykułów, w których Nitsch określa dokładnie granice
etnograficznego terytorjum polskiego i ich stosunek do granic pań­
stwowych. Cykl ten składa się z następujących części: I. Polacy na
dawnych Węgrzech (JP. V, 1920, 97—101), II. Granica polskoczeska (JP- VI, 1921, 41—6), III. Granica polsko-niemiecka na
Śląsku (JP. VII, 1922, 97—102), IV. Południowa i zachodnia gra­
nica Wielkopolski (JP. VIII, 1923, 33—7), V. Zachodnia granica
polskiego Pomorza (JP. IX, 1924, 80—6), VI Północna granica
polsko-niemiecka (JP X, 1925, 129—35). Szkoda, że dotąd nie do­
kończył cyklu i nie omówił granicy polsko-litewskiej i polsko-ruskiej
w szerokiem tego słowa znaczeniu. Brak ten jednak można sobie
zgrubsza uzupełnić na podstawie rozdziałów: Terytorjum języka
polskiego oraz Dialekty pograniczne: przejściowe i mięszane z jego
Dialektów języka polskiego (Gramatyka zbiorowa, 1923).
Na wzmiankę zasługują wreszcie z dużem zacięciem polemicznem
pisane artykuły: Mowa poznańska w beletrystyce (JP. VI, 1921,
82—5),0 poszanowanie odrębności prowincjonalnych (JP. VII, 1922,
33—7), O język małopolski (ibid. 142 7). Walczy w nich Nitsch
o podniesienie kultury językowej zarówno u pisarzy, jak i w szerokich
warstwach inteligencji.
Dzielnych pomocników w pracy na dialektologicznej niwie znalazł
NiiscJi w O. Chomińskim, P. Jaworku, E. Klichu, M. Małeckim, Z. Stie­
berze i A. Tomaszewskim. O. Chomiński opisał wzorowo: Dialekty
polskie okolic Rymanowa (MPKJ. VII/1, 1915, 75—182 + mapa). Do
tych okolic odnoszą się także: Teksty i przyczynki gwarowe zl okolic
Iwonicza zebrane przez S. Papierkowskiego (Pr. Fil. XIV, 1929,
94—128), E. Klich opracował: Narzecze wsi Borki Nizińskie1)
(PKJ. II, Kraków 1919, str. 107) oraz podał wiadomość o Gwarze
Siemińskiej12) na podstawie pozostawionej w rękopisie pracy S. Ramułta (f 1913) (Sprawozd. Poznań. Tow. Przyj. Nauk 1927, 7—8; 1928,
19—21). P. Jaworek przedstawił nam Gwary na południe od Chrza­
nowa (MPKJ. VII/2, 1920, 319—426), A. Tomaszewski: Gwarę Łopienna i okolicy w północnej Wielkopolsce (PKJ. XVI, Kraków 1930,
str. IV + 223); por. przy tem jego artykuły: Stosunek gwary Łopienna
do innych wielkopolskich (Symb. II, 467—72) oraz Samogłoski „Ů“,
„o“ w gwarach północnej Wielkopolski (Pr. Fil. XII, 1927, 130—4).
Z wielkopolskim obszarem językowym związane są jeszcze inne prace
Tomaszewskiego: O dialektach wielkopolskich (Wiadomości Spółki
1) W pow. mieleckim.
2) Siemień, wieś w okolicach Żywca.

259
Pedagogicznej I, nr. 3. Poznań 1925, str. 1—4), Błędy językowe
uczniów szkół poznańskich (JP- XII, 1927, 45—52 i 81 —4), „Roz-“
i „uoz-“ na terenie Wielkopolski (SI. Occ. V, 1927, 209—12). Od
S. Ciszewskiego pochodzi: Przyczynek do słownika gwary wielko­
polskiej (Pr. Fili VIII, 1916, 94—100). M. Małecki zajmuje się specjalnie
dialektem tatrzańskich górali. Wyniki swoich badań zawarł w pracach'

Archaizm podhalański (wraz z próbą wyznaczenia granic tego
dialektu) (Monografje polskich cech gwarowych, nr. 4, Kraków 1928,
str. 46+ mapa) oraz Spiskie ,,-x“ (Symb. II, 443—9). Nadto S. Bąk
przygotował do druku duży opis rodzinnego narzecza lasowskiego, czego
dowodzą referaty: Gwara „lasąwska“ Grębowa i okolicy (STNLw.
VI, 1926, 12—8) Morfologja gwary „łasowskiej“ (Grębów i okolica
pod Tarnobrzegiem) (Spr. XXXIII, 1928, nr. 2, str. 6—13), Tenże
sam autor ogłosił także artykuły: Gwarowe „Sůdáméř“ (Pr. Fil. XII,
1927, 215—22), w którym objaśnia tę dialektyczną formę Sandomierza,
następnie O pochodzeniu form typu „uźon, vžena“ (Symb. II,
409—14), odpowiadających literackim wziął, wzięła. Bardzo ciekawym
przyczynkiem do znajomości'narzecza śląskiego, w szczególności zaś
gwary Polaków w Morawskiej Ostrawie, jest wydany przez Bąka i ko­
mentarzem opatrzony Pamiętnik żołnierza-legjonisty (Katowice 1930,
str. 47+ mapa). H. Świderska opracowała Dialekt księstwa łowickiego
(Pr. Fil. XIV, 1929, 257—413), W. Malinowski zapoznał nas z zachodniomazowiecką Gwarą rębowską1) (Bibljoteczka słuchaczów Państwo­
wego Wyższego Kursu Nauczycielskiego w Lublinie, nr. 5, 1925, str. 23),
IÎ. Pastuszeńkówna zbadała: Mazowieckie (i ruskie) cechy dialek­
tyczne między dolną Wisłoką a dolnym Sanem (Lud Słowiański
1/1 A, 1929, 139—68+6 map).
Wspominałem już o zajęciu się Nitscha geografją wyrazową.
Pod jego wpływem zaczęła na tem polu pracować A. Obrębska. Owocem
jej badań jest książka: „Stryj, wuj, stvak*'w dialektach i historji
języka polskiego (Monografje polskich cech gwarowych nr. 5, Kraków
1929, str. 100+3 mapy). Wymienię tu jeszcze referat J. HeydziankiPilatowej : Próba ujęcia polskiego słownictwa ludowego w zakresie
wyprawy lnu (STNLw. IX, 1929, 87—91).
Całkiem odrębne stanowisko wśród prac dialektologicznych zaj­
mują prace J. Czekanowskiego, badające cechy dialektyczne polskie
w świetle kryterjum ilościowego. Należą do nich: rozpatrzenie zróżnicz­
kowania leksykalnego dialektów polskich w książce p. t Wstęp do

historji Słowian. Perspektywy antropologiczne, etnograficzne,
prehistoryczne i językoznawcze (Lwów 1927, str. 142—55) oraz roz­
prawa Z badań nad zróżniczkowaniem morfologicznem dialektów
polskich (Pr. FU. XII, 1927, 330—54), wreszcie artykuł : Terytorja
antropologiczne i zróżniczkowanie dialektyczne polskiego obszaru
językowego (Symb. II, 427—36).
) Rębowe, wieś w pow. płockim.
17*

260
Polszczyzna Polaków mieszkających poza zwartym polskim ob­
szarem etnograficznym stanowi również przedmiot zainteresowań pol­
skiej dialektologji. O języku Polaków „litewskich“ pisali K. Nitsch :
Język polski w Wileńszczyźnie (Przegl. Współcz. IV, 1925, nr. 33,
str. 25—32), H. Szwejkowska : Imiesłów czynny przeszły na ,,-szy“
(JP. XIV, 1929, 71—5) oraz Właściwości składniowe dopełniacza
przy imiesłowie biernym w polszczyźnie litewskiej (ibid. 133—6).
Dodać tu można prace niejęzykoznawców E. Maliszewskiego : Granica
językowa polsko - litewska w b. powiecie trockim (Księga ku czci
L. Krzywickiego, Warszawa 1925, str. 231—50) i J. Jakubowskiego :
Język polski w Kowieńszczyźnie (Przegl. Współcz. IX, 1930, nr. 95,
str. 450—6). W okolice południowo-wschodnie przenosi nas artykuł
R. Kubińskiego: Błędy ortograficzne i gramatyczne w zadaniach
uczniów lwowskich (JP- VIII, 1923, 145—8), w których się przeja­
wia niejedna cecha gwary lwowskiej. Zanotować też warto artykuł
niejęzykoznawcy J. Wąsowicza : O polskiej wyspie etnograficznej
koło Żytomierza (Polski Przegląd Kartograficzny 1926, str. 186—90).
W ślady Kubińskiego poszedł W. Pniewski i w artykule: Błędy i wła­

ściwości językowe w zadaniach młodzieży polskiej w Gdańsku
w świetle dialektów pomorskich i języka niemieckiego (Rocznik
Gdański I, 1927, 19—r56) zebrał szereg spostrzeżeń o języku polskim
gdańskich Polaków. M. Małecki wreszcie omówił: Polskie kolonje
w Bośni i ich język (JP. XII, 1927, 97—108) i Polskie wyspy języ­
kowe na Słowaczyźnie I. (JP. XIII, 1928, 128—34 i 164—71), II. (JP.
XV, 1930, 1—9). O jednej z polskich wysp na Słowaczyźnie przynosi
wiadomości artykuł czeskiego uczonego J. Polivki : Zbytky polštiny
v Gemerské župě (Listy Filologické XLVII, 1921, 23—30).

Do tych prac, których treścią rozpatrzenie jakiegoś szczegóło­
wego problemu na materjałe dialektycznym, dorzucićby można dwie
monografj^jz historji języka polskiego, a mianowicie W. Taszyckiego:

Imiesłowy czynne, teraźniejszy i przeszły 1. w języku polskim
(Rozpr. LXI, nr. 5, Kraków 1924, str. 74) i W. Kropaczka : Zwrot
„accusativus cum infinitivo“ w języku polskim (Pr. Fil. XIII, 1927,
424—96). Obie bowiem posiadają osobne rozdziały z dokladném opi­
saniem odpowiednich zjawisk w polskich dialektach.
Historyczna diałektołogja polska przedstawia się ciągle jeszcze
bardzo skromnie, bez przesady powiedzieć można, że jako oddzielna
gałąź nauki o polskim języku niemal dotąd nie istnieje. A przecież
nawet najstarsze zabytki języka polskiego dostarczają pewnych wska­
zówek w tej mierze, nawet rozproszone w łacińskich dokumentach
średniowiecznych pojedyncze wyrazy polskie zawierają w sobie od­
bicie pewnych cech dialektycznych. Dowodzi tego choćby włączony
do pracy W. Taszyckiego o Najdawniejszych polskich imionach
osobowych (Rozpr. LXÏI, nr. 3, Kraków 1925, str. 124) rozdział p. t.
Ślady dialektyczne w imionach (str. 62—3). Po dokladném tych
zabytków zbadaniu otrzymamy niewątpliwie niejedną ważną wska­
zówkę do chronologji i rozmieszczenia tej czy innej gwarowej właści­

261
wości. Należy się spodziewać, że rzecz wybitnie posunie naprzód fiń­
ski slawista E. Nieminen, który od lat kilku przygotowuje wielkie
dzieło o języku średniowiecznych polskich rot przysiąg sądowych.
Drobną cząstkę wyników swoich badań ogłosił już w artykule : Bei­

träge zur historischen Dialektologie der polnischen Sprache. I.
Die Pronomina der 1. Person als Subjekt. 11. Zahlenverbindungen
(Lud Słowiański 1/2 A, 1930, 256—96). Przyczynkami do historycznej
dialektologji polskiej są także następujące artykuły E. Nieminena :
Polska końcówka -och u> loc. pi. rzeczowników (Symb. 11, 381--8),
i H. Gaertnera: Z przeszłości dzisiejszych cech gwarowych. I. Formy
narzędnika l. mn. z końcówką -ma (STNLw. VIII, 1928, 159—63,
też Pr. Fil. XIV, 1929, 165—84). Dodać do tego wszystkiego należy
artykulik K. Nitscha: Próbka staropolskiego prześmiewania gwary
ludowej (JP. III, 1916, 138—9), co ma wartość nietylko historycznokulluralną, ale także historyczno-językową.
Z artykułami Nitscha o granicach językowego terytorjum polskiego
łączy się ściśle wcześniejsza zresztą od nich rozprawa M. Z. Kryńskiego:
Rozwój terytorjalny języka polskiego (Pr. Fil. Vlil, 1916, 559 623).
Opierając się na danych statystycznych, stara się Kryński wykazać,
jakim zmianom uległo w ostatnich dziesiątkach lat terytorjum języka
polskiego pod względem ilościowym. Inncmi słowy idzie autorowi
o przedstawienie tendencyj rozwojowych żywiołu polskiego. Ludności
polskiej na Śląsku poświęcił osobną pracę A. Dudziński: Polacy na
Śląsku (Prace Geograficzne IV, Lwów 1919, str. 50+7 tablic + mapa),
o ludności zaś polskiej na Pomorzu traktują prace E. Romera: Polacy
na kresach pomorskich i pojeziernych (Prace Geograf. II Lwów 1919,
str. 255+7 map) oraz S. Pawłowskiego: O rozmieszczeniu ludności
polskiej w województwie Pomorskiem (Wydawnictwa Instytutu
Geograf. Uniw. Poznańskiego, zeszyt 2—3, Poznań 1927, str. 83—103+2
tablice+1 mapa). Prace wymienione nie są wcale obojętne także dla dia­
lektologa. Na materjale historycznym i wynikach badań dialektycznych
buduje swoje wnioski J. Czekanowski, który w znanej książce :
Wstęp do historji Słowian (Lwów 1927) poświęcił osobny rozdział:
Rozwojowi terytorjum polskiego (str. 134—66). O trochę dawniej­
szych mapach języka polskiego informuje recenzja K. Nitscha (JP. III,
1916, 23—9). Warto też przeczytać uwagi tego uczonego na temat mapy
dołączonej do poświęconego zachodnim Słowianom tomu Slovanských
Starožitnosti Niederlego (RS. IX/2, 1930, 168—70).
Wchodzący w granice polskiego terytorjum językowego obszar dia­
lektyczny pomorski (kaszubski) został uprzystępniony badaczom — jak
wiadomo — przedewszystkiem w pracach F. Lorentza. Przedwojenny
swój dorobek wzbogacił on monumentalnem dziełem, jakiem są zebrane
przezeń: Teksty pomorskie (kaszubskie) (Kraków, Polska Akad.
Umiejętności 1924, str. XCVI+836+ mapa) i bardzo pożyteczną książką
niemiecką: Geschichte der pomoranischen (kaschubischen) Sprache
(Berlin 1925, str. XI+236+ mapa). Rec. M[eiilet] (BSL. XXVI, 1925,
200—8), N. van Wijk (Zeitschr. f. slav. Philologie III, 1926, 464—71),

262
A. Marguliés (Archiv f. slav. Phil. XLI, 1927, 152—4), K. H. Meyer
(Indogerm. Forschungen XLVI, 1928, 111—9). Obszerniej od niej i szcze­
gółowiej przedstawia system gramatyczny kaszubszczyzny tegoż
autora Gramatyka pomorska, wydawana staraniem Instytutu Zachodnio-słowiańskiego w Poznaniu. Dotąd wyszły dopiero dwa
zeszyty, obejmujące uwagi wstępne, opis .źródeł i część wokalizmu
(Poznań 1927 i 1929, razem str. 216 + mapa). Dla celów prak­
tycznych
przeznaczona
jest
jego Kaschubische Grammatik
(Danzig lOydHjStr. ITI+97). Z prac pomniejszych Lorentza wspomnę:
Pomořan . „setmd“ (Prace Lingwistyczne ofiarowane J. Baudouinowi
de Courtenay, Kraków 1921, str. 61—5), Pomoranische Ergänzungen
zum etymologischen Wörterbuch [Bernekera] (SI. Occ. II, 1922,
158—64), Die Sprache des Pontanus (Sl. Occ. IIl/lV, 1925, 188—214),
Pomoranische Isoglossen (Symb. II, 437—42).
Do najogólniejszej orjentaeji w stosunkach językowych polskiej
części Pomorza posłużą doskonale K. Nitscha: Dialekty języka pol­
skiego (Gramątyka języka polskiego [zbiorowa], Kraków 1923,
479—91), ściślej mówiąc §§ 23—26 zatytułowane: Właściwości dia­
lektów kaszubskich, następnie artykuł M. Rudnickiego: Charakte­
rystyka języka [polskiego Pomorza] (Polskie Pomorze I, 1929,.
231—69).
Zabytkami kaszubskiemi prócz wymienionej już rozprawy Lorentza
o języku Pontanusa (Mostnika) zajmuje sję artykuł Łęgowskiego:
Pomorskie zabytki językowe z 16. i 17. wieku (Księga pamiątkowa
akademickiego Koła pomorskiego przy 'Jjniwersytecie Poznańskim,
Poznań 1929, str. 21—30). Znajdujemy w niej omówienie przekładu
Duchownych pieśni Lutra, dokonanego przez Sz. Krofeja (1586), małego
katechizmu Lutra, przygotowanego przez M. Mostnika (1643) i i.
Artykuł B. Śląskiego: Mrongowjusz jako leksykograf kaszubski
(SI. Occ. VI, 1927, 213—24) powiększa zasób naszych wiadomości z za­
kresu słownictwa kaszubskiego, dając wykaz blisko 200 wyrazów ka­
szubskich, wybranych z ułożonego przez Mrongowjusza niemieckopolskiego słownika (1837). W dziedzinę fonetyki kaszubskiej prowadzą
nąs bardzo ważne i cenione studja T Lehra-Spławińskiego: Akcent
pomorski (w książce Ze studjów nad akcentem słowiańskim, PKJ. I,
1917, 41—63) tudzież O pochodzeniu pćłnocno-pomorskich różnic
intonacyjnych (SI. Occ. VII, 1928, 391—402). Wspomnieć też przytem
należy artykulik M. Rytarowskiej : Kilka słów o skróceniu grupy
„tort“ w narzeczu słowińskiem (Symb. II, 393—6).
Lwów, 30 czerwca 1930.
Witold Taszycki.

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.