ed1cf6776d49830e6e97742d3a977f07.pdf

Media

Part of Drobne notatki z Podhala / Lud, 1931, t. 30

extracted text
192
Ces deux amas de pierres reposaient sur une couche de terre noire
de 30 cm. d’épaisseur. Immédiatement au-dessous se trouvait une
couche de terre noire humifère (transformée par la végétation) , de
20 cm d’épaisseur, sous laquelle venait une couche de loess typique.
En étudiant de près le plus petit amas de pierres, nous remar­
quâmes que c.’ëtait une sorte de niche faite de cailloux dans la quelle
se trouvait une urne funéraire, Fig. 14, no. 1. L’urne elle-même était
recouverte d’une pierre plate et placée sur une couche de terre noire
typique.
Les recherches dans le premier amas de pierres (le plus grand),
donnèrent des morceaux de céramique, qui permirent de reconstruire
une cruche dont l’anse est caractéristique pour la culture scythe
(Fig. 14, no. 2), ainsi qu’une pointe de flèche en bronze (Fig. 14 no. 3).
En outre, parmi les pierres, on trouva des débris de charbons de bois,
ainsi que des restes d’os humains calciné^, i
Les pièces décrites ci - dessus sont entièrement analogues aux
fouilles appartenant à la culture scythe1). Les restes de charbons
ainsi que les débris d’os humains calcinés trouvés parmi les pierres
du plus grand des deux amas nous permettent de conclure (pie nous
nous trouvons en présence d’un lieu de crémation.
La cérémonie crématoire terminée, on mettait les cendres dans
l’urne funéraire, que l’on plaçât non loin de l’amas de pierres sur
lequel avait été élevé le bûcher, et on 1 entourait de cailloux.
Une fois le corps brûlé, et les cendres recueillies dans l’urne,
on recouvrait le tout d’un tertre (tumulus-kourgan).

Drobne notatki z Podhala.
1. Matka Boska na góralszczyźnie pod Tatrami.
Odczyt prof. Fischera (I.V 1931) przez radjo o wierzeniach
i legendach ludowych w związku z kultem M. B. przypomniał
mi notatki o dawnych góralskich nazwaniach świąt M. B.
Podane tu nazwy' notowałem w latach 1911—1913 z ust
starych górali w Kościeliskach, Zakopanem i na Olczy ; jedną
z nich także w Nowym Targu.
Na dzień 2 lutego przypada pod Tatrami M. B. „niedźwie-*)
*) Dr. M. Grochowski: Wykopaliska z Krągłej nad Zbruczem.
Lwów 1904 ; Słowo Polskie, Lwów 1902, Nr. 525 ; Przewodnik po Muz. im.
Dzieduszyckich, Lwów 1907, str. 94; W ł. Hrebeniak: Ślidy skytskoji
kultury w Hałyczyni, Zap. Nauk. T-wa im. Szewczenki, T. 117—118, str.
11—14; B. Janusz: Zabytki przedhistoryczne Galicji Wschodniej, Lwów
1918, str. 59—60 ; M . E b e r t : Reallexikon der Vorgeschichte, T. XII, str.
230 i nast.

193
dzio“, bo jak mnie objaśniano „niedźwiedź sie wtej budzi ze
zimowego spanio“. Z opowiadań Andrzeja Tyłki Suleji z Ko­
ścielisk rodem wynikało, że właśnie M. B. uważał Sabała za pa­
tronkę myśliwych, dla których upolowanie niedźwiedzia było
najponętniejszym czynem.
Koło 25 marca t. zn. koło Zwiastowania M. B. zaczynają
żaby rechotać. Stąd na Skalném Podhalu M. B. „ziabicno“ lub
„żabicno“.
Kiedy zaś nizinna Polska obchodzi święto M. B. Siewnej,
tu na góralszczyźnie (Zakopane, Kościeliska, Nowy Targ) otrzy­
muje M. B. nazwę „zitosiewno“, gdyż wtedy sieje się żyto, od­
grywające tu do niedawna rolę wykwintnego rodzaju zboża.
2. W pracy „Parzenice góralskie“ (Kraków, 1930) podaje
Tadeusz Seweryn na str. 40, że nazwa „Kliszczaki“ jest dziś
u sąsiadujących z nimi górali nieznana. Otóż w Nowym Targu
zawsze spotykałem się z przezwiskiem „Klysc, Klisc“ na ozna­
czenie mieszkańców tej części Gorców, gdzie leżą wioski Niedź­
wiedź, Poręba Wielka i t. d. Gorczanie znali to przezwisko, na­
dawane im przez nowotarskich górali, i bynajmniej się niem
nie zachwycali. Z tych „Klisców“ pochodził Władysław Orkan,
któremu w żartach nieraz wypominali Podhalanie szczepową
przynależność. Formę „Kliszczak“ podejrzywał Orkan albo
o myślenicką proweńjencję, albo też o literacki wytwór, którego
autorem mógł być Wincenty Pol. Wobec stwierdzenia tej postaci
w Myślenickiem, upada przypisywanie Polowi nowotworu.
W każdym razie nazwa nie poszła od obcisłych „w kleszcz“
spodni, jak próbują ją czasem tłumaczyć, bo przecież wąskie
u dołu „portki“ są specjalnością nietylko Gorczan, lecz całej
dawnej góralszczyzny. „Kliscem“ nazywa się pewna postać
ornamentu, wyszytego barwną włóczką po bokach białych
spodni.
3. Ustęp o drzewku wigilijnem w Witolda Klingera „Do­
roczne święta ludowe a tradycje grecko-rzymskie“ (Kraków,
1931) dobywa z moich notatek opis zapomnianego już dzisiaj
zwyczaju z Nowego Targu. Utrzymywał się on jeszcze koło po­
łowy XIX wieku. Opowiadali mi o nim leciwi mieszczanie no­
wotarscy Józef Ptaś, Jakub Różański i Wielkiewiczowa Motyczka,
Lud T. XXX.

13

194
ostatnia nieocenione źródło wszelkiej wiedzy o dawnej Nowolarszczyźnię. Podaję tekst1), zapisany w J913 r. od Wielkiewiczowej, która związała opowadanie o staroświeckiej „różdżce“
z okresu Bożego Narodzenia ze wspomnieniami o „turoniu“.
Dodam, iż turoń przetrwał w Nowym Targu o kilkadziesiąt
lat „różdżkę“, a po wsiach okolicznych jeszcze i dziś się utrzy­
muje.
“Dyć to teroz cas jadwiéntowy, to sie nolezi spómnieć
w tym casie starodowne zwyki i obhody góralskif parobcoków
i dziéwcynów, jako to parobci i dziówcęta obhodzili w casie
jadwientowym parobci turonia, a dziewki róscke, głównie w No­
wym Targu. I tak było obhodzóne.
Zebrało sie kilka parobcoków razem we wiecór, no i uradziéli sobie: Hodźmy z turoniem!
Dali óni sobie zrobić umyśnie do tego głowę wołowóm
z wielgimi rogami, a miała i ozór wielgi, wśrodku z pyska był
lén ozór cyrwóno umaluwany abo suknem cyrwónym wybity,
a zémby bély wielgie i oci wielgie w głowie na wiérhu głowy
cyli po bokaf. Rogi były spilkami, a coło i cało łeb także ubrano
była skórom z jéza, tak ze nimozno było sie jéj dotknóńć rénkami,
boj sie zaroz skalice!.
Jak juz miel! tén głowę gotowóm, wténcas jeden z parob­
coków ubroł sie za tego turonia, wzión kozuf górslski długi,
przewrócić! na wierz [ch] kudłami i także rénkowy i wzión
dobry kij, niewysoki, i tén głowę to przyprawie! na tén kij przed
siebie i do tego okrćł sie derkom, ze tak wyglądoł, jak wół na
śtyref nogaf.
Jak juz tak był ubrany, to sie wtedy zabrali wroz i pośli
do domów na przóndki w noci, bo downémi casami w mieście
u nos dziéwcénta miały zwycoj, ze sie wiecorami po wiecerzy
sodzieły do hałup na przóndki i zesło sie if kielkanoście. A tén
turoń to tam do takiej hałupy posed, kény té dziewcęta przędły.
Jak whodzieł do izby, otworze! dźwirka, to go jeden parobek
prowadzić! na łańcuhu, a mioł tam i zwónek po [d] tóm derkom,
na ftórćm zwónićł, i także mioł tak zrobione z tom głowom, co
górno scénka była uwiónzano na snurku. To jak seł po izbie
-1) Z powodu braku odpowiednich czcionek, gwarowe
opowiadań staram się odtworzyć prostemi środkami.

właściwości

195
ku dziéwcéntom, to tén, co go prowadzić!, to tak do niego mó­
wić!: A nuże, hodź byciu ! — To turoń sed pomału, tak jak na
śtyref nogaf po izbie, a co krocćł, to tém kijém razém z głowom :
puc, puc o ziém, a na snurku scenkom: kłap, kłap razém ze
zwónkićm i tak sed ku dziéwcéntom. A dziéwcyny jak uwidziały, to sie przelenkły narazie bardzo, bo to beł potwór
strasny. Wténcas uciekały dziéwcénta, kény ino mogły i krćły
sie jedna poza drugóm i trafieło sie nieroz, ze na pościel powyskakuwały, de if było, to if i pietnoście było na téj pościeli,
kozdo fciała być na spodzie i było dosić krzyku i hałasu. Tak
sie bardzo boły. Ale óny potem zmóndrzały, kie sie zwiedziały,
ze to wół przebrany. To sobie potem kozdo miała dobry kij przy
siebie. Tak jak drugi roz przysed turoń, to1 óny walćły turonia
kijami, przenślicami po głowie, po rogaf i gdzie ftóro mogła,
bo rénkami nimozno było dotknóć, bo wsędyby sie był okaliceł
na jego głowie. Jak sie wziény kijami do niego, to wyobkładały
nieźle i musioł sie wynosić od nif z dómu, a potem dalej sed po
mieście na drugie przóndki i tak cały jadwiént hodzieł wiecorami turon, a straseł dziéwcénta. A na jakom pamióntke tak
hodziśł, to i nostarsi ludzie tego nie wiedzom, nale doś na tém,
ze tak hodziéli z turoniem. U nos to bćło cały jadwiént, potem
na gody az do trzef królów. Po wsiaf to juz nie wiem, o jaki
cas hodziéli ; może w jadwiént nie hodziéli, nale tego panu nie
powiem ; to sie wsianów pytojcie, bo jo nieznajomo tego.
A zaś dziéwcyny obhodzieły róscke w tén sposób. Wybrały
sobie krzok, niewielgi, z ciernia głogowego. Taki musioł być.
coby mioł dużo kolei, i tak był urzóndzóny, ze go i na talerzu
nosóno. Ftoro piérso dziewka to urzóndzieła, to zaroz sama
tén roseke mało ubrała, a posłała do drugiej, a ta znowu przy­
brała cokolwiek, a zaś posłała do trzeciej, i tak kozdy wiecór
przez cały jadwiént jaze do wigilijej godów. Jedna do drugiej
posyłały, a kozdo ubierała tén róscke ciostkami, piernikami,
figami, cukierkami, orzehami i róznémi takimi rzecami. A kie
juz przysła wigilijo, to juz ostatni dzień,dalij róseka nie była
niesiono. Ba u tego ostawała, fto jóm we wigilijóm otrzymoł.
To móg jóm dostać parobek abo dziéwcina. I wortało sie popa­
trzeć takij rósce ubranej, ftoro cały jadwiént zbierała na siebie.
Fto jóm we wigilijóm dostoł, tén sobie cały urodzoj zabroł lo
sobie.

13

196
Tak sie bawićły dziewki w mieście, a dzisiok ani śladu
z tego wsyćkiego“.
W opisie zwyczaju adwentowej „różdżki odrazu spostrze­
gamy niedokładności. Mianowicie jak normowano kolejność
wędrówki, czy ulicami od chałupy do chałupy, czy w inny
sposób. Dalej kiedy „różdżkę“, zdefinjowaną przez moich in­
formatorów jako zabawę dziewcząt, mógł otrzymywać parobczak. Niestety, pamięć opowiadających zawodziła i potrzebnych
objaśnień nie otrzymałem.
4. Z Bożem Narodzeniem i z wierzeniami o M. B. łączy się
w Nowym Targu legenda o leszczynie, która w tym czasie ma
zakwitać. O tem, „cćmu liska kwitnie na gody“, opowiadała mi
staruszka Anna Skalska w 1918 r. w następujący sposób :
„Kie Matka Bosko uciekała z Egiptu z Panem Jezusem,
to se odpocnyła conieco pod liskom. Ternu liska zakwituje na
gody. Dwanoście, pićtnoście jes [t] takie siski na niej“.
5. Z okresu Bożego Narodzenia zanotowałem z Nowego
Targu i okolicy zwyczaj sypania owsa nietylko na Nowy Rok,
ale i na „gody“. Powołując się na wspomnianą Skalską, podaję
jej opowiadanie :
„Na gody śli préndzéj w mieście z owsém, coby podsuć.
To sie naziwało podłazi, a taki co suł owsém, to bćł podłaźnik.
Suł owsém i zyceł, coby w domie wsistkiego beło dużo“.
Do kilku drukowanych tekstów, jakie wygłaszają na Pod­
halu „podłaźnicy“ na Nowy Rok, „sując“ owsem, przybywa
warjant, zanotowany w Zakopanem w 1912 r. od Andrzeja
Tyłki Suleji rodem z Kościelisk :
„Downiéj na Nowy Rok tak podłaźnici winsowali :
Na scęście, na zdrowie
Na tén Nowy Rok,
Coby wom nie wypod z pieca bok,
A z komina ruta.
Coby dziywcina béla siumno,
Zęby sie wom na tén Nowy Rok darzyło,
Sićko dobrze wodziélo,
Coby beto w komorze, w stodole, w oborze,
W kozdym kątku po dziesiątku,
Na pościeli troje.“

197
Trzeci przyczynek z okresu „godów“ pochodzi również
z Nowego Targu. Wedle opowiadania Skalskiej z 1918 r. daw­
niej „Na Nowy Rok piekli taki moskolicek i posyłali w pięć.
seś [ć] miejsców, kćny były dzieci , telo if podawali, kielo beło
u tyf gazdów znajomyf dzieci. A na moskolicku robiéli klucém
ozdoby, takie krziziki. A tén placek to bół z mónki zitnéj abo
éncmienéj od świćnta, nie z owsianej“.
6. „Zasłanie“ należy do zwyczajów, związanych z urodze­
niem dziecka. Notatka o tym obrzędzie pochodzi z ust Andrzeja
Tyłki Suleji z 1913 r.
„To bćł downiéj taki obrzęd przi połogu. Kie sie dziecko
urodzióło, dawali ludzie hustom pół izby zaciągnąć, wrzeci na
dwie połówki oździelić. W jednej połówece leżała se na pościeli
położnica, a zaś w drugiej to sie znajomi shodzićli, no i zwycajnie ukwalowali to to, to owo : o dziecku, o krzcinak. Gorzołke
se nasprzinosiéli i bélo.
Babom to ta wolno beło za huste wejńść. To sie taki zwyk
naziwoł zasłanie. Zasłać sie naziwało. Ale jak wloz hłop, jak
to dziecko nie beło jesce okrzcone, fnet mu kapelus wrucali za
huste. Musioł sie okupować.' Gorzołki ftej kazowoł lo sićkik
abo cwancigiera małemu na scęście dawoł.“
7. Z pojęciami o śmierci wiąże się staroświecki zwyczaj
składania umierającego na ziemi. Przytaczam tu sformułowanie
tego obrzędu przez Suleję, zapisane w 1911 r.
„Ja fk] gorol umiéro, to sie go biere z pościele na ziem,
popod sosromb sie kładzie, nolepiéj na słomę oześcielanom,
no i sie mu gromnice daje do ręki. No i tak umiéro. To to stary
zwyk. Ale jesce dzisiok mo wolor“.
Inny zwyczaj łączyły opowiadania Suleji i Jana Gąsienicy Harędzkiego z Zakopanego ze śmiercią staroświeckich zbójników
i myśliwych. Nad ich łożem wisiała na ścianie flinta, a w ścianie
tkwił wbity nóż zbójnicki, najczęściej z rękojeścią zdobną trzema
„bulkami“. Otóż czując zbliżającą się chwilę śmierci, umiera­
jący wydobywał nóż z drewnianej płazy i zakreślał dookoła
łoża koło, aby „złe“ nie miało przystępu w tak krytycznym
momencie. O jednym z Wałów, pochodzącym z głośnej i sław­
nej dynastji zbójników, opowiadano, iż czując ostatnią chwilę
życia, kazał się znieść z łóżka na podłogę i leżąc na słomie ostat-

Í98
nim wysiłkiem zakreślił dookoła siebie ostrzem noża koło na
podłodze, poczem zaraz skonał.
Sen o zmarłych częstokroć bywa interpretowany, jako za­
powiedź zgonu. 1 tak w 1911 r. opowiadał, mi Suleja o śnie,
który miał stary Harendzki, rówieśnik Sabały lub niewiele od
niego młodszy.
„Kiejsi tu bół stary Harćncki na posiady. No i urodzalimy
ś nim piéknie, ze na nos cas, ze sie trza brać, pado Harćncki,
do Sabały.
— Miołek, powiadom wom, takie śnisko, wiecie, niedowno, co
se Sabała ku mnie, jako to mioł zwyk, prziseł. Siod se przi kohu
wrzeci sie grzejęci i cosi na strunak drumkotoł palicami. Jaze
wstoł i pado :
— Biermy sie, Jędrzku, bo cas.
Cosi ta jesce pogadowoł, ino juz nie bocem, co to takiego
bćło, o polowace ci jako. Doś ze był haw u mnie. Ónby ta popróźnici nie miądlćł nogami, nie góniac był przecie. Widno, ze
mie fcioł kajsi pozwać. Ano to pudem jak trza“.
Do charakterystycznych uwag o śmierci zaliczam zwierzenia
Elżbiety Bryniarskcj z Nowego Targu, która niepokojąc się
o męża, wałczącego na froncie włoskim (1915 r.), tak określiła
różnicę między „normalnym“ a wojennym zgonem :
„Kie umres na swojej pościeli w dóma, no to ci dobrze. Mos
przecie pociehe, ze ci godny pogrzyb wyryhtujóm. A tak na polu
na wojnie» pytoj Boże! Ani ksićndza, ani mse świćntćj, nicego.
Całe życie bees nieboscyka załuwoł, a tak to ino trzy dni zol“.
8. O śmigusie, który w Nowym Targu nazywają „śmigurzt“,
słyszałem takie wyjaśnienie od Aleksandra i Józefa, ojca i syna,
Kudasików (1913 r.) :
„Śmigurzt jes [t] lotego, ze sie to robi na pamióntke, ze jak
sie pirsi krześcijani(':'sodzićli na modlitwę, to im zidy robićły
tak na despet, coby sie nie mogli modlić. Ftej if krześcijanie
polewali, coby nimogli przeskodzać“.
9. Zaciekawiało niejednego czytelnika Tetmajerowskiej „Le­
gendy Tatr“, czy opis okrutnego zwyczaju wynoszenia do lasu
zniedołężniałyeh starców, aby tam z głodu dokonali życia, po­
lega na prawdziwej tradycji, czy też jest tylko wymysłem autora.

199
Zanim miałem sposobność poznać Tetmajera i otrzymać infor­
macje, wypytywałem o taką tradycję w Nowym Targu i w Za­
kopanem. Otóż ś. p. dr. Jan Bednarski, lekarz powiatowy,
a później starosta nowotarski i spisko - orawski, mający nie­
zwykłą znajomość obyczajowej strony góralskiego życia, po­
twierdził relacje Tetmajera na podstawie opowiadań starych
ludzi ze wsi Bańskiej i Białki. Informatorzy Bednarskiego po­
woływali się na bardzo dawną ,.godkę“, którą słyszeli jeszcze
od swoich ojców i dziadów,
Jeszcze wcześniej, bo w 1913 r., rozpytywałem o ten szcze­
gół Suleję. Oto jego odpowiedź :
„Jo to na to som bół ciekawy i wypytywołek sie staryk
ludzi, jako to bćło. Pamiéntaé to juz nik [t] za mojej młodości
nie pamióntoł takik rzeci, ale starzi ludzie mi godali, ze słyseli
ze starusków, jeze to béla prowda. No i nidziwota, bo noród beł
dziki w górak.
Mnie jeden starusek opedzioł takie opowiadanie ze staroświeckik casów.
Roz tak bćło. Zawieźli ociec i sin starego hłopa do łasa,
coby haniok doseł, niby.ociec włosnego ojca, a sin dziadka. No
i wieźli go oba wroz do tego łasa na korycie świńskim, rzeke,
na dziézce. No i prziśli do tego łasa, no i niesom pomiędzi nogenściejse drzewa, coby se starusek ostoł. Taki beł zwyk. Słozeli
go haw piéknie ładnie, no i fcieli sie wrócić du domu. No ftej
pado sin tak do ojca :
— Jakoż to ? Dyj przecie, rzeke, koryto biermy, dyj go
skoda niehać. Na cimze jo wos, tatusiu, kiejsi wywiezem ?
Tak sie uzoleło temu ojcu starego błopa, no i pomeśloł, co
go włosny, rzeke, sin kiejsi do łasa wywiezie i pado tak-:
— E, to sie du domu zwyrtniemé z tym starym.
No i wrócićli sie i stary jesce kiela roków nazćł.
W Bańskiej koło Białego Donajca jo sie roz pćtoł takiej
staruski, co jej osiemdziesiąt roków bélo, a jo mioł ftej może
dwaścia lot No i pytołek sie, ci słysała, ze beł taki zwyk, co
staryk ludzi do łasa wynosićły ik dzieci, coby hań dośli. To mi
odpedziała : Nie słesałak, coby do lasa wynosiéli, ba do Do­
najca to wrucali ; to to hej !
Jo se tak rahujem. Mój dziadek abo inksi samo taci starzi
jako ón, takiego zwyku nie znali, ino ze starsik słyhowali, ze

200
beł. I musioł być, to juz prowda, dokumentno z tyk opowieści.
Noród beł dziki i sumiénio lo staryk nimioł. No to se tak rahujem, ze to bćło temu roków dwiesto, może ta i więcól.“
Juljusz Zborowski.

Powstanie węgierskie w pieśniach góralskich.
Zapisując w 1913 r. opowiadanie siedemdziesięciokilkuletniej
Motyczki Wielkowiczowej z Nowego Targu o przemarszu rosyj­
skich oddziałów wojskowych przez Podhale na Węgry w 1849 r.,
zanotowałem również wierszowany utwór, który jest współczesny
stłumieniu węgierskiego powstania przez austrjackie i rosyjskie
wojska. Wiersz ten miał być ongiś bardzo rozpowszechniony
i śpiewany. Młodsze pokolenie górali z Nowego Targu i okolicy
już go nie pamięta. Brzmi następująco:
Na wysokim wirsku
Wiater poduhuje,
Siedzi cisorz w kastelu
I tak se rahuje.
— Nie tak se rahuje,
Coby sie co napić,
Ino se rahuje,
Jak Madziara ubić.
— Pise listy do Moskala,
Posyła po noci:
„Ty Moskalu, możny królu,
Bydź mi na pómoci“.
— A Moskal mu odpisuje:
„Na pomoc ci jade,
To Madziara tak ubije
Zrana do obiadu“.
— Przyjehali kanóniery,
Z kanonów strzylajóm,
Juz sie tému Madziarowi
Mury ozwalajóm
— Wyset Madziar, piyknie pyto,
Klęknył na kolana:
„Podzwólciez wy, kanóniery
Na butelke wina“.

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.