bdbabe72fe32d4eac70774ac9903e832.pdf

Media

Part of Recenzje i sprawozdania / Lud, 1930, t. 29

extracted text
RECENZJE I SPRAWOZDANIA.
Pierre Bogatyr-ew. Actes magiques, rites et croyances en Russie
subcarpathiquc. Paris. 1929. (Travaux publiés par l’Institut d’étudeà
slaves XI). S. XI + 162.
AV książce tej dał P. Bogatyrew, etnograf rosyjski znany z wielu
innych wartośpiowych prac, bardzo cenne materjały z Rusi podkarpac­
kiej, zebrane w latach 1923 — 1926. Szczególnie starannie przedsta­
wiono zwyczaje doroczne, a więc: Boże Narodzenie, Nowy Rok, Trzech
Króli, Gromniczna, 40 Męczenników, Zwiastowanie, Ostatki zapust,
Kwietna Niedziela, AAGelki Tydzień, Wielkanoc, Dzień. Św. Jerzego,
Zielone Święta, Św. Jana Chrzciciela, H 1 a v o s i k a t. j. Dzień Ucięcia
głowy Św. Janowi Chrzcicielowi. Prócz tego autor uwzględnił zwyczaje
narodzinowe, weselne i pogrzebowe, oraz świat zjawisk i istot nad­
przyrodzonych.
Praca p. Bogatyrewa zasługuje na uwagę nietylko ze względu na
sam materjał, ale i ze względu na metodyczne uwagi wypowiedziane
we wstępie. Autor jest zwolennikiem metody statycznej w etnografji,
to znaczy idzie mu o odtworzenie stanu obecnego obrzędów, zabiegów
magicznych i wierzeń ludowych. Z pewną nieufnością odnosi się nato­
miast autor do metody historycznej i stwierdza, że nic nas nie uprawnia
do wyjaśniania pewnego zjawiska jednostronnie, a więc czyto kultem
przodków czy magją i że chronologicznie trudno tu da się coś ustalić.
Przed rekonstrukcją należy raczej poznać dokładnie środowisko, w którem dany zwyczaj istnieje, a przy wyjaśnianiu tego zwyczaju pewną
rolę odgrywa nietylko ogólny światopogląd i kultura danej grupy, ale
także psychologja indywidualna, która dostarcza nam tego wyjaśnienia.
Wreszcie przy szukaniu form prymitywnych nie można uważać form
najprostszych za najpierwotniejsze, bo materjały dowodzą czegoś prze­
ciwnego. Natomiast należy zebrać dane dotyczące znaczenia zwyczajów
ludowych i wyjaśnienia, jakie sam lud daje. Wtedy okaże się, że te
dawne tradycje uważane przez uczonych za przeżytki mają dla ludu
pełną żywą treść. Przytem musi się zwracać uwagę na pewne momenty
socjalne, że takie same zwyczaje w danej wsi dla jednych są poważnym
obrzędem, a dla innych zabawką. Zwłaszcza w związku z kraczun e m zaznacza się wyraźnie, że taka sama czynność magiczna bywa
rozmaicie wyjaśniana i że to wyjaśnienie zależy od czynnika uzasadnia­
jącego tę czynność.

108

Przy omawianiu wierzeń związanych z istotami nadprzyrodzonemi także się to zaznacza, że nie mogą one być malerjałem do rekon­
struowania dawny cli wyobrażeń mitologicznych, lecz odtwarzają tylko
pewien aktualny stan wierzeń w tej dziedzinie. Zdaniem autora jest
znacznie łatwiejszą rzeczą opisać sam zwyczaj, aniżeli przy pomocy
danych historycznych i archeologicznych dojść znaczenia tego obrzędu.
W uwagach tych jest niewątpliwie wiele słuszności, ponieważ
istotnie uczeni etnologowie w pogoni za materjałem, jakiby mieć chceli,
nieraz nie dość liczą się z istotnym materjałem, może czasem suggerujc
się ludowi wierzenia, jakich tam nie ma i nigdy nie było. Niemniej
gdybyśmy się chcieli ograniczyć do statyki danego obrzędu, byłoby
to nieco za mało. Wówczas byłoby to czasem jedynie opisanie «lanego
obrzędu, oraz pewna psychologiczna analiza, również nie zawsze na­
ukowa, ale nie byłoby dociekania na temat powstania tych zjawisk, co
jest właśnie jednem z głównych zadań etnologji. Tego zaś absolutnie
nie można osiągnąć przy wykluczeniu metody historycznej i porów­
nawczej : metoda statyczna może prostować pewne aprioryzmy metody
historycznej, ale nie może ona zupełnie zastąpić metody historycznej.
Metoda historyczna w połączeniu z metodą clriogeograliczną może
się dotąd pochlubić bardzo poważnemi wynikami, więc nie ma żadnej na
razie racji, aby ją usuwać na dalszy plan, a jedynie wskazane są pewne
poprawki. Również w pracy autora jeden z najciekawszych wyników
został uzyskany na podstawie tej metody geograficznej, a mianowicie
rozgraniczenie dwu typów kraczuna na Rusi Podkarpackiej, które
w komitacie marmaroskim zgadza się z linją djalektyczną i etno­
graficzną.
O ile idzie o szczegóły, to miałbym pewne zastrzeżenia co do
objaśnień d i d a na str. 49; wydaje mi się słuszniejsze stanowisko
Zelenina, który łączy go z duchem domowym. Do analogicznych
wniosków doszedłem w rozprawie o duchu domowym (Ponowa 1922,
s. 298 i n.). Również nie można stwierdzić, że palenie ogni w okresie
wielkanocnym na Rusi podkarpackiej nie pozostaje w żadnym związku
z kultem zmarłych. Dowodem nie mogą być objaśnienia samego ludu
w myśl metody statycznej, dlatego, ponieważ tak jak mamy etymologje
ludowe, z któremi przecież językoznawstwo nie -liczy się, tak samo
mamy też ludowych etnologów, którzy po swojemu różne obrzędy
ludowe objaśniają. Bardzo są one ciekawe dla psyehologji ludowej,
ale nie mogą Wyjaśniać nam genezy samego zjawiska.
V, reszcie miałbym pewne wątpliwości co do francuskiego prze­
kładu „Ruś podkarpacka“ przez Russie subcarpathiqiic. Na tym przy­
kładzie widzimy wyraźnie, jakie zalety miałoby używanie terminu
Ruś = Ruthènie, oraz Rusini = Ruthènes, a w danym wypadku tein
bardziej, że ludność sama Rusinami się nazywa (str. 130). Oczywiście
jest to tylko uwaga nawiasowa, gdyż autor przyjmuje w tym wypadku
błędną terminologję zachodnio-europejską, powszechnie używaną.

109
Niezależnie oil tych uwag należy stwierdzić, że autor wydal swe
materjały wzorowo przez opatrzenie tekstów bardzo dokładnym ko­
mentarzem, opracowanym na podstawie zasadniczej literatury etno­
graficznej słowiańskiej, przyczem wykazał także znaczna znajomość
prac polskich. Zupełnie słusznie też wciągnął autor do porównania
materjały rękopiśmienne Rehořa, zasłużonego badaoza ludu ruskiego
Dzięki temu komentarzowi praca p. Bogatyrewa nie jest zwykłą publi­
kacją materjałową, ale ma zarazem charakter poważnego studjum
etnologicznego.
Adam Fischer.
i

Dr. Henryk Rowid. „Psychologja pedagogiczna“. Wyd. II. Kra­
ków 1930.
Zaznajomienie się z nowemi kierunkami psychologji należy uważać
za rzecz niezwykle doniosłą dla etnografa i etnologa. Szczególnie w dwu
kierunkach może im ona oddać poważne usługi. Po pierwsze tłumacząc
i wyjaśniając genezę pewnych wytworów kulturowych, ich „dziwnych“,
,,swoistych“ nieraz cech i właściwości, po drugie wskazując na pewne
specyficzne „zabarwienia“ i „znamiona“ narodowe, wynikłe z pewnych
duchowych, „narodowych“ właściwości. Nie waham się tutaj przytem
użyć terminów „duchowych, narodowych właściwości“ w przekonaniu,
że nietylko „środowisko“ nadaje „wytworowi kulturowemu“ specy­
ficzne „lokalne“, „narodowe“ zabarwienie, ale też „rasa“, a tem samem
„narodowość“ dość szeroko jednak pojęta drogą dziedzicznego utrwa­
lania, potęgowania lub osłabiania pewnych dyspozycyj psychicznych,
charakteru, temperamentu, znajdującego później swe odzwierciedlenie
w baśniach, podaniach, legendach, pieśniach (treść i rytmika, ton za­
sadniczy), czy wreszcie życiu społecznem, kulturze materjalnej. Można
nawet mówić o koncepcji badań nad „psychologją narodową“. Pewne
„typy“ bowiem, drogą dziedziczności, mogą się utrwalać i dominować
w pewnej rasie lub narodzie.
Dalej, ponieważ rozwój filogenetyczny znajduje „powtórzenie“
w rozwoju ontogenetycznym, pewne i dokładne „ciągłe“ obserwacje
„wytworów duchowych“, czy innych dziecka i jego życia duchowego
i społecznego mogą nam dać ciekawe, nowe, realne "a nie fantastyczne
i poparte naukowo, punkty widzenia na ciemną niekiedy sprawę genezy
pewnych wytworów kulturowych, ważne w badaniach etnologicznych
i etnograficznych.
Tych parę wstępnych uwag niech służy za uzasadnienie, dlaczego
piszę w „Ludzie“ o „Psychologji pedagogicznej“ Dr. Henryka Rowida.
Książka Rowida jest również dla etnografów hezwątpienia Innem
źródłem najpierw dla zorjentowania się w nowych kierunkach psycho­
logji. Nawiasowo dodam, że jest to pierwsza syntetyczna praca w tej
dziedzinie — po polsku. Po drugie autor jest dokładnie obznajomiony
z najnowszemi gałęziami psychologji stosowanej, a więc np. psychoetnologji, psychologji dziecka i korzysta z wyników badań Levý Briihla,
Piageta, Grossa, Biihlera, Biihlerowej i psychoanalitycznej szkoły a więc

110
Freuda, Adlera, Junga itd. i jasno a zwięźle przedstawia rozwój tych
kierunków.
Następnie może poznać etnograf i etnolog z pracy H. Rowida
rozwój duchowy dziecka - - którego obraz kreśli autor umiejętnie
w każdej dziedzinie — życia intellektualnego, uczuciowego, (uczucia
społeczne, moralne religijne), woli (dzieje i rodzaje instynktów).
Specjalnie zaś mogą zająć etnografa dwa rozdziały, a mianowicie
0 „zabawach dziecka“ i „o zainteresowaniach“.
Współczesna etnologja wymaga znajomości socjologji, psychologji
1 całego szeregu nauk pomocniczych. Właśnie graniczne zagadnienia
przedstawia zręcznie autor. Rozdział „o zabawach“ daje wyczerpujący
przegląd „teoryj naukowych“
zabaw wedle Claparèda, Grossa,
Sterna itd.
W rozdziale o zainteresowaniach ilustruje autor pięknie, jak dzieje
zainteresowań dziecka są wprost odbiciem zainteresowań człowieka
pierwotnego i różnych stadjów jogo bytowania.
Obszerna i wszechstronna praca Dra H. Rowida zasługuje na po­
znanie, jako jedyna książka syntetyczna tego rodzaju, dostosowana
do nowoczesnej zdobyczy — psychologji.
Kraków.
Br. Jan Kuchta.
Zdzisław Wróbel. Zbójnictwo na Podhalu. Częstochowa 1929.
Str. 47.
Wspaniałe i przecudne w swym majestacie Tatry, Pieniny, Gorce
i Reskidy, otoczone aureolą czaru i poezji, spowite są w tysiące podań,
których bohaterowie żyją dziś już tylko w opowiadaniach niewielu
pokoleń góralskich... Opowieści te dotyczą szczególnie zbójnictwa i jego
dziejów w tych okolicach.
Niemal od początku państwa polskiego, datują się wiadomości
0 zbójnikach tatrzańskich (wiek Xlf, XÎ1Î, XIV, XVI, XIX). Niestety
nie mamy z lej dziedziny żadnej syntetycznej pracy, prócz rozrzuco­
nych krótkich szkiców Józefa Rafacza, J. Czubka, I. Witkiewicza, M.
Marczaka, E. Długopolskiego, J. Kantora i i.
Więc fakt, iż Z. Wróbel pokusił się o opracowanie syntetycznego
szkicu, kreślącego dzieje zbójnictwa na Podhalu, jest zjawiskiem bardzo
dodatniem Niestety autor zbyt popularnie i powierzchownie potrakto­
wał zagadnienie i dał jedynie literacki obrazek, a nie pracę naukową.
Mimo tego jednak przyczynek to pożyteczny, bo autor w zajmujący
sposób opowiada o tem, co ogółowi przeważnie jest znane jedynie
z powieści Tetmajera. Kreśli więc dzieje początków i przyczyn zbój­
nictwa na Podhalu, opisuje organizację „towarzystw“, czyli „familij“,
rolę „harnasia“, sposób organizowania wypraw zbójnickich, tortury
1 kary, którym ulegali schwytani zbójnicy, ich śmierć na szubienicy.
Ciekawe są i zajmujące przedewszystkiem rozdziały, poświęcone
„miłości zbójnickiej“ — tak często powodującej uwięzienie i śmierć
zbójnika, gdy zdradził „freirkę“. Równie piękne są wierzenia religijne
zbójników, pieśni i tańce zbójnickie.

111
Szkoda, że autor tak mało miejsca poświęcił naczelnej postaci
„zbójniclwa podhalańskiego“ Janosikowi z Brzezawicy, ulubionemu
bohaterowi pieśni i podań polskich i słowackich.
Praca, jakkolwiek utrzymana w tonie popularnym czyta się z za­
jęciem, i jest bezwątpienia pożytecznym przyczynkiem do dziejów
zbójnictwa.
Kraków.
Dr. Jan Kuchta
Wiesława Cicliowiczówna: Krótki zarys historji koronkarstwa.
Poznań, B. r. S. 1.'! -f- 2 nlb. -f XL tablic.
Piękna ta książka wydana przed kilku laty z okazji Wystawy
koronek w Muzeum Wielkopolskiem zasługuje na uwagę już choćby
zc względu na bogaty niatcrjał ilustracyjny. Autorka miała bowiem
do dyspozycji pierwszorzędne okazy koronek ze zbiorów najznako­
mitszych rodzin wielkopolskich. Toteż wszystkie najwybitniejsze typy
koronek są tu reprezentowane. Więc najpierw wspaniałe włoskie reticalle o niezwykłym rysunku renesansowym, następnie różne typy
weneckich koronek, wreszcie igiełkowe koronki francuskie z Alençon,
które panowały za Ludwików, a zniszczone przez rewolucję odżyły
dopiero za ponapoleońskich Burbonów.
Praca p. Cichowiczówny uwzględnia także koronki z tłem tiulowem, jak Argentan, a wreszcie nowoweneckie koronki Burano. Nie za­
pomniano oczywiście także o koronkath belgijskich, znanych pod
nazwą brukselskich. Dla etnografa szczególnie ciekawe są koronki
klockowe, które stały się u Słowian nietylko przemysłem domowym,
ale także i ludowym. Oryginalnością wielką odznaczają się szczególnie
koronki rosyjskie, które, jak wogóle słowiańskie, odznaczają się wzorem
muszlowym, wytwarzanym wiciem się płócienkowej tasiemki kloc­
kowej. Wzorem tym odznaczają się także koronki polskie, a jedynie
zakopiańskie wprowadzają pewną stylizację kwiatów górskich.
P. Cicliowiczówna nietylko teoretycznie, ale i praktycznie starała
się o rozwój koronkarstwa, więc wobec nawoływań do ożywienia prze­
mysłu domowego praca jej może wzbudzić znaczne zainteresowanie.
Ale niezależnie od tych celów ściśle praktycznych studjum nad dawnemi
koronkami zawiera wiele interesujących momentów dla historji kul­
tury naszej. Podobnie jak w dziedzinie sztuki i literatury, tak też
i w dziedzinie takiego szczegółu jak koronka możemy zauważyć silny
wpływ wartości kulturalnych, szczególnie włoskich i francuskich,
a potem na tych podłożach wykształcają się pewne wzory i typy ro­
dzime. Praca p. Cichowiczówny udostępnia nam poznanie starych ko­
ronek, znajdujących się przeważnie w zbiorach prywatnych i dlatego
przyczynia się do rozwoju badań nad tern zagadnieniem. Fotografje
koronek zestawione na czterdziestu tablicach wykonane są tak sta­
rannie, że zupełnie dobrze oddają oryginały i mogą służyć za wzory
i modele. Dlatego wyżej omówiona praca ma znaczenie nietylko dla
teoretyków, ale i dla praktyków w dziedzinie polskiego koronkarstwa.
A. Fischer.

112
Mathias Můrko. La poesie populaire épique en Yougoslavie au
début du XXe siècle. Paris 1929. S. 77. (Travaux publiés par l’Institut
d’études slaves. X).
Prof. Murko poświęci! wiele lat na badanie południowosłowiańskiej epiki ludowej. Wyniki swych poszukiwań ogłosił w licznych pra­
cach wydanych od r. 1909 do 1919. Później odbył jeszcze wiele dalszych
wycieczek terenowych, na których opiera się też nowa jego praca, wy­
nikła z wykładów wygłoszonych w Sorbonie na ten temat w r. 1928
Autor daje we wstępie historycznym bardzo dokładny przegląd
wzmianek o epice jugosłowiańskiej od VII do XV wieku, a następnie
omawia już rozmaite zbiory drukowane i rękopiśmienne jak Hektorovića, Ribanje (1568), Kacića Miosića, Razgovor ugodni naroda slovinskoga (1756), Fortisa, Viaggio in Dalmazia, (1774) i wiele innych. Dla
tych badań decydujące znaczenie miał zbiór Vuka Steťanoviéa Karadzfca
(1814—1815). Odtąd zaczynają się bardzo żywe poszukiwania dawnych
tekstów, z których na szczególną uwagę zasługują publikacje Miklosicha i Bogisića, a wreszcie ostatnie odkrycia Gesemanna. Słoweńcy
mają poezję epiczną bardzo ciekawą z końca XVIÏI i początków XIX
wieku, w Bułgarj i istnieje ona tylko na zachodnich obszarach. Wśród
tych pieśni należy odróżnić pieśni muzułmańskie od chrześcijańskich,
dawniej przeciwstawiały się one wrogo sobie, dziś muzułmanie słu­
chają śpiewaków chrześcijańskich i odwrotnie.
Epika ludowa zamarła już na znacznych obszarach Jugosławji,
a utrzymała się przedewszystkiem w okolicach górskich Dalmacji,
w Bośni, a zwłaszcza w Hercegowinie i Czarnogórze, szczególnie na
dawnej granicy tych dwu prowincyj, gdzie chrześcijanie i muzułmanie
walczvli ze sobą ciągle aż do okupacji Bośni w r. 1878, oraz w sandżaku
nowobazarskim. Pieśni, która jest raczej pewnego rodzaju recytacją
mieszaną z muzyką, towarzyszy akompanjament na instrumencie pry­
mitywnym zwanym gusłami, pewnym rodzaju skrzypiec o jednej lub
dwu strunach. Natomiast w północnozachodniej Bośni muzułmanie wy­
łącznie a czasem także i chrześcijanie grają na tamburze lub tamburicg, rodzaju małej gitary lub mandoliny o dwu metalowych strunach,
która znana jest także w północnej Dalmacji, na obszarze Liki w Chor­
wacji, a której niegdyś używano także w Slawonji.
Prof. Murko starał się szczególnie, dokładnie zapoznać z życiem
i sposobem tworzenia rozmaitych pieśniarzy i podaje nam tu bardzo
wiele ciekawych szczegółów, dotyczących zarówno pieśniarzy z amatorstwa jak pieśniarzy zawodowych, sposobu przygotowywania się do
zawodu, czasu, w którym się te pieśni śpiewa itd. Szczególnie cenne są
dla nas spostrzeżenia dotyczące genezy i formy tych pieśni. Widzimy,
że pieśni te są nieraz bardzo długie i liczą od 3000—4000 wierszy. Cza­
sem jednak śpiewak potrafi taką długą pieśń skrócić zależnie od cier­
pliwości słuchaczy, na jakich napotka, oraz zależnie od okoliczności
pozwalających na krótsze lub dłuższe śpiewanie, gdyż np. na dawnych
weselach śpiewano czasem nie jedną noc, ale dwie i nawet trzy noce.

113
Nadto widzimy z doświadczeń uzyskanych przez Prof. Murkę, że tekst
danej pieśni bynajmniej nie jest ustalony, że prawie za każdym razem
mamy zupełnie inne warjanty. Z tego wyraźnie wynika, że. dążenie
do uzyskania jakiegoś idealnie poprawnego tekstu jest trudem zupeł­
nie daremnym, bo takiego jakiegoś wzorowego pratekstu nigdy wła­
ściwie niema. Wreszcie dowiadujemy się, że są pieśni dwojakiego ro­
dzaju jedne przeznaczone dla chłopów, a inne dla warstw wTyższych,
oraz że pieśni bośniackie są bardziej ciężkie i ponure, a natomiast
czarnogórskie i hercegowińskie są więcej zgrabne i żywe. Pod wzglę­
dem treści bardzo niewiele pieśni opiewTa czasy dawniejsze przed na­
jazdem tureckim, a natomiast wszystkie zajmują się klęską kosowTską,
a następnie temi dalszemi nieustającemi walkami przeciw Turkom aż
do czasów najnowszych, aż do Wielkiej Wojny. Dlatego obecnie epika
jugosłowiańska zamiera, ponieważ znikł główny zasadniczy temat
a mianowicie walka z Turcją, a także i muzułmanie pogodzili się
ze swą, sytuacją polityczną, więc niema już dawnych pobudek twór­
czości. Autor dodał do swych rozważań krytycznych 82 fotografij
przedstawiających wszystkich najwybitniejszych pieśniarzy jugosło­
wiańskich, przyczem ryciny objaśniono bardzo wyczerpująco.
Praca Prof. Murki może zainteresować nietylko specjalistów
w dziedzinie epiki południowo-słowiańskiej, ale w'ogôle wszystkich ba­
daczy pieśni ludowych, ponieważ zawiera wiele przykładów tworzenia
chwyconych in statu nnscendi i dlatego mających zasadnicze zna­
czenie dla całego mechanizmu twTórczości ludowej.

Adam Fischer.
Tadeusz Dobrowolski. Ślt[ska rzeźba ludowa w drzewie.
Nakładem Muzeum Śląskiego w Katowicach 1930. 4°. Str. 31 -j- 22
tablict (Wydawnictwa Muzeum Śląskiego w Katowicach. Dział I. Tom I).
Z pracy p. Dobrowolskiego dowiadujemy się, że śląska rzeźba
pokrywa się jak najściślej co do swego charakteru formalnego z rzeźbą
małopolską, a w dalszym ciągu produkcja ta łączy się wT zupełności
z ogólnopolską rzeźbą ludową.
Nadto praca przeprowadza szereg ważnych rozważań formalnych
i dzieli cały materjał na dwie grupy zasadnicze : a) okazy będące
wynikiem samodzielnej twórczości, niezależnej od wzorów' sztuki „ofi­
cjalnej“, b) zabytki typu raczej kompilatorskiego, oparte o sztukę re­
ligijną, a w związku z tern o różne style, począwTszy od romanizmu
a skończywszy na rokoku. Czasem zbliżenie do stylów historycznych
jest pozorne i polega na indywidualnem upraszczaniu form. Z tego
też powodu styl współczesnej rzeźby ludowej przypomina niekiedy styl
rzeźby greckiej VI w. przed Chr. lub romańskiej z XII. w.
Bardzo ciekaw'e są też uwagi autora na temat różnic, jakie istnieją
między sztuką ludową a sztuką w sensie historycznym. Tą różnicą naj­
istotniejszą (differentia specifica), która mimo wszystko zmusza do
traktowania plastyki ludowej, jako zjawiska niewspółmiernego w stoLud. T. XXIX.

8

114
šunku do sztuki jest cechująca ją stagnacja, będąca prawie zaprze­
czeniem prawa ewolucji. Ta nieewolucyjność jest warunkiem sztuki
ludowej, bo z chwilą, kiedy formy zaczynają się doskonalić, kiedy
wiejski artysta dzięki zawodowemu wykształceniu zaczyna tworzyć
poprawniej, jego sztuka traci charakter ludowy. Podczas gdy prostota
i prymitywizm, cechujące sztukę nieludową, zachodzą w początkowych
stadjach jej rozwoju i są fundamentem tego rozwoju, w sztuce ludowej
stanowią cechę stałą, są nieodłącznym warunkiem „ludowości“. Wpraw
dzie produkcja ludowa czerpie z dorobku sztuki, opartej o style histo­
ryczne, zużywa jej zdobycze zyskiwane w ciągu wieków, lecz sama
niczego w skarbnicę form nie wnosi i czasami wyzyskuje zarówno
style powstałe w odległej przeszłości, jak i sztukę współczesną sobie.
Jeśli zaś ze stylów tych nie korzysta, to poprzestaje na uproszczeniach
takich, jakie charakteryzują prawie każdą plastyczną wytwórczość
w początkowych okresach cywilizacyjnych. A następnie w wyniku tych
założeń powiada autor, że równie dobrze jak sztuka ludowa może
potrzebę jasnych definicyj formalnych podpowiedzieć np. plastyka
starożytna, egipska czy wczesnogrecka. Dlatego wedle autora twór­
czość ludowa korzysta z rozwoju sztuki, lecz wyraźnie jej nie wspo­
maga, a zwrócenie się do prymitywistycznycli podstaw tej sztuki lu­
dowej nie możnaby uważać za zdobycz przyswojenia sztuce nowych
wartości.
Zapatrywania te budzą pewne wątpliwości. Przedewszystkiem
zupełnie specjalne są prawa rozwoju sztuki ludowej. Złudzeniem jest
twierdzenie, że sztuka ludowa zupełnie się nie rozwija. I ona się
rozwija, a tylko ten rozwój odznacza się większą powolnością. Moment
jednostki, genjalnego artysty miewa tu swoje lokalne znaczenie. A więc
na jakimś obszarze pojawia się np. wybitny ceramik, który przekazane
formy tradycyjne niezwykle nową potrafi ożywić treścią. Epigoni
takiego więcej uzdolnionego artysty ludowego rozwijają jego motywy
dalej lub też z powodu niezrozumienia zupełnie wykrzywiają. Tempo
rozwoju sztuki ludowej zależy od rozmaitych czynników, przedewsżystkiem socjalnych i gospodarczych, u ludu ciężko walczącego z nędzą
codzienną tempo będzie inne, aniżeli u ludu zamożniejszego. Na to
wpływają także czynniki geograficzne, oraz sąsiedztwo miejskich śro­
dowisk kulturalnych. A więc należy pamiętać : l) artysta wiejski nawet
wtedy, gdy zaczyna tworzyć poprawniej, to sztuka jego nie przestaje
być sztuką ludową, o ile tylko zasadnicze znamiona formalne i treść
mają pewien charakter zbiorowy, to znaczy, że artysta ludowy tworzy
tak jakby w temże środowisku i przy analogicznein uzdolnieniu tworzył
mniej więcej każdy inny z tej grupy; 2) twórca ludowy przyjmuje
wprawdzie pewne formy tradycyjne, oparte o stylć historyczne, nie­
mniej jednak w ciągu wieków odpowiednio przekształcone i tak uprosz­
czone, że dotąd jedynie wyjątkowo trafiali się artyści, którzy mieli
odczucie i zrozumienie dla tych wartości formalnych i treściowych
sztuki ludowej; 3) sztuka ludowa posiada właśnie te wielkie wartości,

115
które dotąd teoretycznie niestety u nas zupetnie nie zostały opraco­
wane, a które już oddziałały bardzo dodatnio nieraz w dziedzinie
poezji, muzyki, ornamentyki, a mogą się jeszcze ożywać i w dziedzinie
plastyki ludowej. Zachód znużony swą wielką sztuką szuka nowych
wartości właśnie w sztuce ludowej Europy wschodniej.
4) Rzeźba ludowa polska bardzo często nawiązuje się do pewnych
form tradycyjnych, powstałych przy widowiskach ludowych. Nawet
figura Smutnego Pana Jezusa, która w typie zupełnie analogicznym
występuje np. na obszarze słoweńskim, ma pewTne nawiązania do
figurek rzeźbionych dla teatru religijnego.
Niezależnie od tych uwag, jakie mi się nasunęły przy czytaniu
jednego ustępu pracy p. Dobrowolskiego, należy przyznać studjum temu
wielkie zalety, zaznaczające się tak w zwięzłem ujęciu znamion ślą­
skiej rzeźby ludowej w drzewie, jak i w doborowem ogłoszeniu materjału muzealnego na 22 tablicach. Dla etnografów mają szczególną
wartość okazy reprodukowane na tablicach I — XII. Rzeźby przed
stawiające św. Jana Ewangelistę i Chrystusa na krzyżu (Tabl. VI—VIII)
nadają się szczególnie do analizy formy w polskiej rzeźbie ludowej.
Przy omawianiu tych rzeźb zwrócił uwagę p. Dobrowolski także na
jeden problem bardzo ważny, a mianowicie na polichromję figur,
przvczem zaznaczył, że polichromja naogół umiejętna była zupełnie
naturalnem dopełnieniem wartości rzeźbiarskich i wraz z niemi skła­
dała się na całość żywrą i wcale efektowną. Wogóle bowiem wszystkie
prawie problemy łączące się z drewnianą śląską rzeźbą ludową omówił
p. Dobrowolski wszechstronnie i wyczerpująco.

Adam Fischer.
Stanisław Dobrzycki. Kolędy polskie a czeskie, ich wzajemny

stosunek.

Poznań 1930. (Odbitka z IV. tomu Prac Komisji Filolo­
gicznej Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk) 8°, Str. 104.
Prof. Dobrzycki już w swej popularnej książeczce o kolędach dał
dowód, że temat opanował dokładnie i wszechstronnie. W nowej swej
pracy pod wyżej podanym tytułem dał wiele uzupełnień, które powinny
być pobudką do dalszych poszukiwań na polu tego pogranicza etnografji i polonistyki. Przedmiotem studjum Prof. Dobrzyckiego są tylko
kolędy o charakterz - hymnologicznym, należące do dziejów pieśni
duchownej.
Pierwsze przekłady polskie kolęd czeskich przypadają na pierwszą
połowę XV wieku, a więc w zgodzie z bardziej ogólnem zjawiskiem, to
znaczy, silnym wpływem literatury czeskiej na polską literaturę śred­
niowieczną. Rzecz ciekawa, że w wieku XVI mimo znacznie słabszego
oddziaływania kultury czeskiej na polską spotykamy się z przekładem
kilkudziesięciu kolęd czeskich na polskie. Kolędy te przeznaczone
tylko dla kół protestanckich, były wynikiem stosunków między Braćmi
•zeskimi i polskimi, ale poza te koła wyznaniowe do szerszych warstw
nie dotarły. W wieku XVII mamy przejęcie tylko dwu pieśni, a na8*

116
st<;pne przekłady przypadaj:} już na nowsze czasy. Część tych kolęd
przełożono w połowie XIX wieku, a inne pochodzą już z ostatnich
czasów, a powstały niewątpliwie jedne i drugie na Śląsku, przyczem
to oddziaływanie odbyło się nie na terenie wpływów literackich, ale
na terenie kultury ludowej. Słusznie podkreśla autor, że granica
śląsko-morawska nie jest granicą naturalną, lecz jest to właśnie owa
dawna brama wjazdowa między Karpatami i Sudetami, którą szła
ekspansja polska w kierunku czeskim, a czeska w kierunku polskim.
Stąd istnieją tu narzecza o charakterze przejściowym, a zarazem liczne
oddziaływania w dziedzinie życia religijnego. Lud morawski wędruje
do miejsc odpustowych polskich, a polski do morawskich. W tych wa­
runkach powstały bardzo silne wzajemne oddziaływania w dziedzinie
pieśni pobożnej. Pieśni te szerzyły się zarówno drogą ustną, jak też
przez druki ulotne, drukowane po prowincjonalnych miasteczkach
u nas np. w Mikołowie, we Frýdku, w Piekarach, w Bielsku, w Wado­
wicach, w Bochni itd., sprzedawane na kramach podczas odpustów
i targów. Prawdopodobnie więc analogicznie jak pieśni pobożne takie
jak : „Gwiazdo śliczna wspaniała, Kalwaryjska Maryja“ lub „Ach me
miłe pocieszenie“, czy „Pod twój płaszcz się uciekamy“, także i polskie*
kolędy pojawiające się w drugiej połowie XIX wieku („Zwiastuję wam
radość“, „Czas radości“, „Oto panienka“, „Na betleemskim szałasu“)
przetłumaczone zostały z czeskiego na polskie na tym obszarze i stąd
dostały się do kantyczek krakowskich. Również i po stronie czeskiej
mamy kolędy czeskie przetłumaczone z polskiego jak „Przy bieżeli do
Betlejem pasterze“, „Dnia jednego“, „Mesjasz przyszedł“, „Paśliśrov
owieczki“ itd. Oczywiście te liczne wzajemne podobieństwa odpowiadają
tym licznym wzajemnym podobieństwom, wspólnościom i zapożycze­
niom, jakie istnieją wogóle zwłaszcza między pieśnią polską i morawską.
Do swej interesującej rozprawki dodał Prot'. Dobrzycki teksty
i krytyczną ocenę kilkunastu nieznanych kolęd czeskich na podstawi»śpiewnika czeskiego z połowy XVIII wieku, zawierającego 28 pieśni
na Boże Narodzenie.
Autor zastrzegał się wprawulzie na wstępie, że nie będzie się zajmo­
wał pieśniami kolędowTemi, które należą do pieśni ludowej, lecz mimoto
dał studjum, które posiada znaczenie także i dla etnografów, jak o tern
mogliśmy się przekonać z pow-yższego pobieżnego streszczenia. Badania
nad polską kolędą zostały więc znów poważnie posunięte naprzód,
należałoby sobie życzyć, by po tych studjach wreszcie ktoś przystąpił
do wydania tekstów i melodyj polskich kolęd z odpowiednim komen­
tarzem krytycznym.
Adam Fischer.
Tadeusz Seweryn. Parzenice góralskie. Kraków lfkîO. Nakładem
Muzeum Etnograficznego. 4", S. 55 -|- 11 tablic.
Podhalańska parzenica może Jnć słusznie uważana za jeden z na]
bardziej typowych ornamclńw góralskiego stroju. Mimolo geneza tego
ornamentu była objaśniana nieraz zupełnie mylnie. Dawne błędne

117
przypuszczenia prostuje praca p. Seweryna, który dał bardzo dokładną
analizę całego zagadnienia i doszedł do następu jących wniosków :
1) Na podstawie dawnych rycin, ustnej tradycji i objektów muzealnych
można stwierdzić, że wyszywanie parzenic jest zjawiskiem zupełnie
późnem i że jeszcze przed 40 laty nie było na góralszczyźnie po­
wszechne. 2) Przy rozważaniu genezy haftowanej parzenicy należy
brać pod uwagę wpływy wołosko-słowackie, oraz modę z początków
XIX wieku, która polegała na ozdabianiu spodni wojskowych w miej­
scach, gdzie w ludowym stroju występują przypory. Zwłaszcza mun­
dury huzarów węgierskich oddziałały na stroje góralskie. 3) Prze­
chodząc ewolucję form parzenic stwierdza autor, że podobieństwo na.szych parzenic do słowackich coraz hardziej maleje z chwilą, gdy
ii) dokoła dawnego motywu grupują się nowe szczegóły zdobnicze,
b) gdy sam motyw ulega zmianom np. wzbogaca się ilością pętli,
c) gdy technika sznurowa zmienia się na hafciarską, cl) gdy pier­
wiastek abstrakcyjny dawnych sznurowych parzenic podporządkowuje
się pierwiastkowej roślinnej stylizacji, a wreszcie e) gdy jedno- lub
dwubarwność ustępuje wielobarwności stosowanego materjału. 4) Pa­
rzenice można podzielić na dwa główne typy : s e r c o w a t e sądeczan, kliszczaków, spiszaków do Jurgowa, Rzepisk, Czarnej Góry,
Jaworzyny i Łapszanki, oraz szczawniczan, nadto p ę t l o e innych
spiszaków, jabłonkowian, babiogórców i podhalan. 5) Bujny .i ory­
ginalny rozwój podhalańskiej parzenicy da się zrozumieć na podstawie
środowiska o znacznej artystycznej intuicji.
Tekst objaśnił autor celowo dobranemi ilustracjami, wśród których
mami aż 11 barwnych tablic. Nadto dokładna znajomość odnośnej
literatury pozwala autorowi przedstawić tezy istotnie uzasadnione
Jedynie co do niektórych szczegółów można miew pewne wątpliwości.
Najpierw co do stylizacji motywów branych z przyrody. (S. 10).
Odpowiedź Szczepaniaka nie da się uogólnij Jedni ludowi artyści po­
wtarzają nieświadomie dawne formy tradycyjne, lecz innym rodzą
się w umyśle pomysły twórcze właśnie jak najściślej związane z ota­
czającą ich przygodą, która wówczas występuje zmieniona zależnie od
indywidualności twórczej danego ludowego artysty. Wtedy powstaje
nieświadoma stylizaoja rzeczy widzianych. Następnie bynajmniej nie
jest niemożliwe przenoszenie motywów z jednego materjału na drugi
(S. 42). Właśnie na obszarach górskich tego rodzaju wzajemne od­
działywania nieraz występują, a w związku z tern nie można mieć
pewności, czy serce i rozeta, które w sztuce ludowej zachodnio-euro­
pejskiej okazują dziwną dążność do współistnienia, na parzenicach
góralskich tylko z powodu działania środowiska i pewnych procesów
•ewolucyjnych czasem razem się pojawiają. Oczywiście o tych zagadnie­
niach na razie tak mało wiemy, że niewątpliwie na uznanie zasługuje
raczej ostrożność kn, tyczna, jaka znamionuje w tym kierunku pracę
p. Seweryna.
Adam Fischer.

118
Antonín Václavík. Luhačovské Zálesí. Příspěvky k národo­
pisné hranici Valašska, Slovenska a Hané. V Luhačovicích 1930.
Nákladem Musejní Společnosti v Luhačovicích. 4°, S. 672 +
1 nlb + 181 tablic + 1 mapa.
Autor tej olbrzymiej monograťji dał się poznač korzystnie na pod­
stawie pracy p. t. „Podunajská dědina“ już przed kilku laty. Nowa
praca o Zalesiu luchaczowsluem jest tak wielka, że nie mogąc omówić
jej szczegółowo, musimy poprzestać na krótkim przeglądzie treści.
W pierwszych trzech rozdziałach omówiono stosunki przyrodnicze
i geograficzne na tym obszarze, dzieje osadnictwa od najdawniejszych
czasów do roku 1848, a wreszcie problem granic Luhaczowskiego Za­
lesia. Wi rozdziale IV przedstawia nam autor kształt osad, oraz bu-,
downictwo tak drewniane jak murowane, przyczem dowiadujemy się
wielu szczegółów z zakresu węgłowania, pieca, planu, oświecania izby,
rozkładu sprzętów, a także zwyczajów zakładzinowych, zupełnie ânalogicznych do naszych. Nie zapomniano też o komorze, chlewne, sto­
dole, studni, płotach, dzwonnicach i starych gospodach. Rozdział piąty
zawiera przedewszystkiem dokładne materjały, odnoszące się do poży­
wienia, przyczem uwzględniono nietylko rozmaite pokarmy i napoje,
ale też potrawy i pieczywa obrzędowe. Autor przedstawił nam szczegó­
łowo sposób wypiekania chleba, rozmaite przesądy z tern związane,
a także żartobliwe pieśni układane na nieumiejętne gospodynie. W tym­
że rozdziale znajdujemy wiele szczegółów dotyczących odzieży, tak
męskiej jak żeńskiej, a więc kolejno znajdziemy tu opisy koszuli,
rubacza, rukawców, fartucha, gorsecika, pończoch, kożucha, płachty,
od deszczu, kamizelki, nogawic, haleny, butów, pasa, torby, kapelusza
i uczesania głowy. Prócz analizy podano także syntetyczną charakte­
rystykę strojów ludowych. Następnie daje nam p. Vaclavik różne
fragmenty z życia społecznego, jak zabawy, pomoc wzajemną, stosunek
do władz, zapatrywania ludu na wojnę, życie na pastwisku, pieśni pa­
sterskie. W dalszym ciągu przedstawiono życie w rodzinie, a vyięc
cały bieg życia rodzinnego, wzajemny stosunek członków rodziny do
siebie, wychowanie dzieci i stosunek gospodarzy do czeladzi.
W rozdziale VI-tym opisano rolnictwo, ogrodnictwo, sadownictwo
i cliów zwierząt domowych, przvezem wspomniano także o bartnictwie.
Następnie przedstawiono rozmaite rodzaje zajęć domowych i gospo­
darczych, oraz różnych przemysłów, uprawianych przez lud zaleski.
Szczególnie ciekawe są różne zajęcia wędrowne jak np. miśkarze,
którzy aż do Polski wędrowali i rozmaite zjawiska etnograficzne
roznosili. Bardzo starannie przedstawiono obróbkę lnu i konopi i Iicznemi zillustrowano rycinami.
Rozdział VII poświęcono higjenie, a więc śmiertelności, chorobom
i lecznictwu, przyczem bardzo starannie uwzględniono leczenie rośli­
nami. W rozdziale VIII opisano zwyczaje narodzinowe, kołysanki, gry
i zabawy dziecinne, następnie obrzędy weselne i pogrzebowe, a wresz­
cie zwyczaje doroczne od Nowego Roku aż do Bożego Narodzenia.

119
Zajmująco przedstawia się także niaterjał z zakresu ludowej metereologji i astrologji. W tymże rozdziale umieszczono materjały z zakresu
kultury duchowej, a mianowicie opowieści ludowe, wierzenia doty­
czące demonów, ludzi niewidzialnych i czarownic, nadto przesądy,
odnoszące się do ognia i ziół czarodziejskich.
W rozdziale IX mamy niaterjał z zakresu sztuki ludowej, a więc
przedewszystkiem hafty ludowe, które zanalizowano pod względem
techniki, ornamentyki, materjału i kolorytu. Potem omówiono rzeźbę
ludową, wyroby plecione z łyka i słomy7, a wreszcie malowania ludowe
zarówno na ścianach chałup, jak na szkle i sprzętach domowych.
W dziale sztuki ludowej zwrócił autor szczególną uwagę na rzecz nie­
zwykle ciekawą, a mianowicie na wycinanki w miejscowościach Kaniowięe. Hrziv. Újezd, Doubrawy, Brzezawki : wycinanki, które dla pol­
skiej sztuki ludowej są tak bardzo charakterystyczne, nie były dotąd
znane w Czechosłowacji. W dalszym ciągu opisano także garncarstwo,
drzeworylnictwo i wykładankę, oraz różne ludowe rzemiosła, jak farbiarslwo, wyrób sznurów i guzików. VI”, zakończeniu tej analizy7 daje
autor ogólne rozważania na temat sztuki ludowej, w których słusznie
podkreśla wartość momentów psychologicznych. Nie zapomniano także
0 tańcach i muzy7ce ludowej. (Wśród tańców mamy krakowiaka ze
śpiewką „myspie chłapci jaci taci“). Ustęp o pieśniach zaleskich pod
względem muzycznym opracował Prof. Józef Černík.
Rozdział X rozpoczyna się od uwag o humorze ludowymi, o krót­
kich śpiewkach humorystycznych, opowiadaniach, przysłowiach.
W tymże rozdziale znajdujemy ciekawe materjały dla psychologji lu­
dowej w odpowiedziach na kwestjonarjusz, kiedy pytany czuł się naj­
szczęśliwszy. kiedy najnieszczęśliwszy, kogo w okolicy7 uważa za naj­
lepszego, a kogo za najgorszego i dlaczego. W związku z tem przed­
stawia się zajmująco ogólna charakterystyka usposobienia Zalesiaków
1 ich wartości moralnych. Rozdział XI daje krótką charakterystykę
cyganów luehaczowskieh. Rozdział XII zajmuje się problemami praktycznemi w związku z kąpielami Luchaczowickiemi. W rozdziale XIII
zestawił autor dokładną billi jografję. W rozdziale XIV dał autor krótkie
streszczenie wyników swej pracy, które zostało podane przy końcu
pracy w językach francuskim, niemieckim i angielskim.
Już ten zupełnie pobieżny przegląd treści może dać pewne pojęcie
o wartości pracy, która zawiera 672 stronic tekstu, 360 rysunków
w tekście, a przy końcu dzieła 181 tablic z 419 ilustracjami, a w tein
wielka ilość tablic kolorowanych Ula polskiej etnografji książka ta
jps! bardzo ciekawa ze względu na liczne uderzające analogje, z których
jedynie parę najjaskrawszych wyżej podkreśliłem. Wogóle dla sło­
wiańskiej etnografji będzie to jedna z książek bardzo cennych, gdyż
lnaterjał podano objektywnie i z pewnym krytycyzmem, a ilustracje
dobrano celowo i nawet te. ryrciny, które mają charakter raczej zdo­
bniczy, zawierają szczegóły etnograficzne. Możnaby natomiast zarzucić
autorowi, że niaterjał ułożono nie zawsze właściwie, że niektóre za­

120
gadnienia, łączące się jak najściślej, zostały rozbite na więcej roz­
działów; nadto książka tak wielka powinna mieć choćby jak naj­
bardziej ogólny indeks.
Pod względem typograficznym książka przedstawia się wprost
wspaniale, co oczywiście stało się możliwe prawdopodobnie także
dlatego, że książka ma za zadanie również propagować kąpiele luhaczowickie. Mamy tu doskonały przykład, jak przy okazji propago­
wania miejscowości klimatycznych, można dać wydawnictwa o wartości
naukowej. Możnaby sobie żytzyć, aby ten przykład znalazł naśladow­
ców na naszych górskich obszarach, które dziś jeszcze przechowują
pewne resztki dawnej bogatej kultury.
Adam Fischer.

Bystroń Jan St. Bibljografja etnografji polskiej I. (Bibljoteka
„Ludu Słowiańskiego“ pod redakcją Jana St. Bystronia, Nr. I.). Kraków
1929, (Gebethner i Wolff) S. VI + 160.
Od czasu ukazania się F. Gawełka: Bibljografji ludoznawstwa pol­
skiego (Kraków 1914) praca prof. Uniw. Jagiellońskiego .1. St. Bystro
nia jest pierwszem większem zestawieniem publikacyj z zakresu
etnografji polskiej. Wprawdzie ogłoszono już kilka przeglądów now­
szych wydawnictw jako kontynuację pracy Gawełka, jak: J. St. By­
stronia „Ludoznawstwo Polskie w ostatniem dziesięcioleciu 1912—
1921“ (Slavia II s. 154 — 174 i 548—'552) i „Ludoznawstwo polskie
w latach 1922 — 1925“ (Slavia V, s. 378 — 390 i 614 — 625) jak też
rozumowana bibljografja prof. Adama Fischera „Dziesięciolecie ludoznawstwa polskiego 1914— 1924“ (Lud. XXIII, s. 147 — 163) i roz­
szerzona znacznie p. t. „Die polnische volkskundliche Forschung
1914— 1924“ (Zeitschr. f. slav Philologie I. s. 432—445, II. s. 181—202),
a które.to prace obaj autorowie stale w następnych latach dalej pro­
wadzą, jednak dopiero omawiane zestawienie posiada pełny charakter
dalszego ciągu pierwszej polskiej bibljografji etnograficznej.
We wstępie czytamy, że „Bibljografja etnografji polskiej“ jest
pomyślana jako praca perjodyczna. Będzie się ona ukazywała zeszy­
tami, które nie będą ograniczone chronologicznie, a będą miały za
zadanie zebrać wszystkie dotąd nienotowane prace dorobku etnografji
polskiej bez względu na kolejność ich wydania. Z'asada zupełnie
słuszna, bo ważniejszą jest przecież rzeczą zebrać tak bardzo roz­
prószoną literaturę etnograficzną, niż trzymać się ściśle jednego okresu
czasu, i wskutek tego pominąć mniej dostępną ■— i czasem przypad­
kowo tylko napotkaną — pozycję bibliograficzną.
Bibljografja prof. Bystronia obejmuje pokaźną ilość 1701 pozycyj.
Układ pracy jest rzeczowy, przez co jest bardzo przejrzysty i umożliwia
rychłe odnalezienie prac, potrzebnych do każdego zagadnienia. Koń­
cowy spis treści,.-obejmujący wszystkie tvtulv i najdrobniejsze nawet
podtytuły tekstu (stworzone często dla jednej tylko pozycji) jest
prawdziwem dobrodziejstwem dla przystępującego dtp pracy naukowej.
Niektóre-tytuły prac zaopatrzone są krótką nolatką, informującą bliżej

121
•v poruszanem w niej zagadnieniu. (N. p. pozycja 256: J. Zborowski.

Zapiski ludoznawcze z pow. limanowskiego. Lud. XXI, 214 — 219.
Wierzenia, lecznictwo, zwyczaje; pozycja 1627: M Orłowicz. Zabytki
artystyczne Górnego Śląska. Ziemia*VTÍ. 75 ■— 79. O kościołach drew­
nianych, ill.). Wykaz nazwisk \ podaniem numeru pozycji jest również
wielkiem ułatwieniem w poszukiwaniach. Spis treści i indeks nazwisk
yzajmuje 15 stron książki (a więc prawie 10u/0), co świadczy o wysokiej
zalecie bibljografji.
Podając prace, ogłaszane w czasopismach, wymienia autor prze­
ważnie numer bieżący tomu, zaś rok wydania zwykle pomija. Pożądanem byłoby zamieszczanie również i roku wydania pracy w czaso­
piśmie (obok tomu), gdyż obie dane są pomocne przy zamawianiu
w bibljotekach lub księgarniach. Nie ulega wątpliwości, że toni czaso­
pisma jest informacją ważniejszą, zdarzają się jednak wypadki, że oba
określenia są potrzebne.
Do pracy wkradły się niektóre pomyłki i opuszczenia, które
możnaby sprostować w następnym zeszycie „Bibljografji etnografji
polskiej“. N. p. pozycja 621: Przewodnik (zamiast Poradnik) kongre­
sowy. Poz. 775: M. A. A. E. (brak tomu) dodać XIII. Poz. 796: P. M.
A A. E. (brak tomu) dodać IV cz. III. Poz. 1027 i 1253: Przewodnik
nauk.-lit. (zamiast Pamiętnik), s. V w objaśnieniach skrótów również
zamiast Pam. i Pamiętnik należy poprawić na Przewodnik. Poz. 1488:
zamiast Gazeta Warszawska poprawić na Lwowska.
Dział VIII (Kultura techniczna) mógłby zająć więcej miejsca, gdyż
w ostatnich czasach pojawia się coraz więrej prac z tego zakresu. Po­
nieważ jednak autor zastrzegł się, że nie będzie kierował się chronologją pojawiających się praw, przeto należy się spodziewać, że w dal­
szych zeszytach tego wydawnictwa dział kultury technicznej będzie za­
wierał stosunkowo więcej pozycyj bibljograficznych.
Przeglądając pracę Prof. Bystronia, ułożoną w tak przejrzysty,
rzeczowy sposób, nasuwa się życzenie powtórnego opracowania materjału bibliograficznego, zawartego w Gawełka „Bibljografji Ludoznawstwa polskiego“ i wydanie tegoż wedle wzoru dostarczonego
w „Bibljografji etnografji polskiej“.
Na koniec pozwalam sobie ze wstępu przytoczyć dosłownie zdanie
Prof. Bystronia: „Autor będzie bardzo wdzięczny za
nadsyłanie materjału do drugiego zeszytu pod
adresem: Prof. Jan S t. Bystroń, Kraków, ul. Ko­
now s k i e g o 19
Alfred Bachmann.

E. Hoffmann - Krayer — H. Bächtolcl - Stäubli. Handwörter­
buch des deutschen Aberglaubens. Berlin—Leipzig. Walter de Gruy­
ter et Co. Bd. IL G. M. B. — Krautragen. 8 o większe, Str. 1778.
Pierwszy tom tego wydawnictwa omówiłem już w „Ludzie“ Tom
XXVI, str. 96—97, XXVII str. 133—136 i wówczas podkreśliłem war­
tość tej encyklopedji niemieckich w-ierzeń ludowych. Obecnie z powodu

122
ukończenia drugiego tomu podaję jak poprzednio przegląd treści dal­
szych jedenastu zeszytów, przyczem wymieniam oczywiście tylko nie­
które większe artykuły.
S. 37. Chiromantie, Przegląd historycznego rozwoju chiromancji,
jej różnych systemów, oraz uwagi na temat ludowej chiromancji
S. 66. HI. Lhristophoros. Św. Krzysztof w legendach i ludowej tra­
dycji, przyczem uwzględniono muterjał najnowszy, wedle którego św.
Krzysztof staje się patronem kierowców i podróżujących autobusami.
S. 115. Dach. Dach jako miejsce wejścia i wyjścia dla różnych du­
chów, oraz stosowanie go w celach wróżbiarskich i leczniczych S. 140.
Dämonen Wyobrażenia średniowieczne dotyczące demonów, strachy,
demony wegetacyjne i wywołujące choroby. S. 197. Dieb. Rozmaite
sposoby wykrywania złodziei i wymuszania zwrotu skradzionych rze­
czy, oraz sposoby czarodziejskie stosowane przez złodziei. S. 311.
Donner. Kult grzmotów i Donara, oraz wiążące się z grzmotami prze­
powiednie pogody. S. 364. Drache. Wyobrażenie smoka latającego
wedle wierzeń biblijnych, starożytnych i niemieckich. Duch domowy
w postaci smoka oraz różne sposoby ochroni przed smokami. S. 410.
Drehen. Zastosowanie obrotów w celach magicznych, zwłaszcza wróż­
biarskich i leczniczych, oraz zakaz obracania pewnych przedmiotów
w pewnych zakazanych czasokresach. S. 448. Dreikönige. Dzień Trzech
Króli jako początek nowego okresu, okres wróżb, święcenia wody, soli
i kredy, oraz wzmożenia się nieczystych mocy.
S. 517 Eber. Dzik w kulcie, wierzeniach, ludowej medycynie i jako'
potrawa obrzędowa. S. 544. Ecke. Kąt jako granica pola i domu, jako
kryjówka demonów, oraz miejsce niebezpieczne i przydatne do czarów.
S. 561. Egge. Brona i jej zastosowanie przy ochronie przed czarami,
zwłaszcza w celu rozpoznania czarowniç. S. 564. Ehe. Wierzenia
i wróżby związane z małżeństwem, szczególnie, mające na celu wywoła­
nie szczęścia w małżeństwie Małżeństwo z istotami nadprzyrodzonemi
S. 595. Ei. Jajko jako s\ mbol życiowy, oraz jajp w micie, podaniu
i baśni, jajko i jego siła czarodziejska i apotropiczna, ofiary z jaj dla
zmarłych dla demonów i przy zwyczajach zakładzinowych. S. 646.
Eiche. Dąb jako drzewo święte, tajemnicze, apolropiczne i lecznicze,
oraz zastosowanie dębu i żołędzi w gospodarczych przesądach. S. 659.
Eid. Formuła przysięgi, wzywanie potęg zaziemskic.h na świadka,
obchodzenie przysięgi. S. 672. Eidechse. Jaszczurka jako zwierzę de­
moniczne i będące nieraz postacią duszy, czasem także jako duch opie­
kuńczy. S. 717. Eisen Zastosowanie żelaza i stali w celach magicznych,
zwłaszcza leczniczych. S. 766. Elementargedanke. F wagi o 1. zw. Bastianowskich ideach zasadniczych. S. 796. Elster. Czary i wróżby zwią­
zane ze sroką. S. 823. Engel Dobrzy i źli aniołowie, chóry anielskie,
anioł śmierci. S. 876. Erbse. Broch jako symbol płodności, zastosowanie
grochu w celach czarodziejskich, leczniczych, przy kulcie zmarłych,
oraz zakaz jedzenia grochu w pewnych okresach kultowych S. 895.
Erde. Ziemia w obrzędach rodzinnych i praktykach leczniczych. S. 939.

123

Ernte. Przepowiednie i wróżby żniwiarskie, pierwszy i ostatni snop,
dożynki, wieniec- dożynkowy. S. 964. Ersatzopfer. Ofiary zastępcze za­
miast ofiar ludzkich i zwierzęcych S. 1020. Espe. Osika w legendach
i medycynie ludowej. S. 1022. Essen. Jedzenie specjalnych potraw i za­
kazy jedzenia. Ludożerstwo. S. 1073. Eule. Sowa jako ptak demoniczny
i wróżący nieszczęście, w lecznictwie, podaniach i baśniach ludowych.
S. 1114. Faden. Czarodziejskie znaczenie nici pewnego szczegól­
nego koloru, którą stosuje się w tym celu albo przez związanie albo
przez ogrodzenie. S. 1120. Fahne. Chorągiew w zwyczajach i widowi
skach ludowych. Wywijanie chorągwią. S. 1124. Fahrendes Volk. Wę­
drowni żebracy, kuglarze i kramarze i ich świat wierzeń. S. 1168.
Fallsucht: Objaśnienie padaczki i rozmaite sposoby leczenia. S. 1189.
Farbe. Symbolika barw i stosowanie ich w czarach i lecznictwie.
S. 1215. Farn. Cudowne własności nasienia paproci, i liczne dawne
przykłady tych przesądów. S. 1234. hasten. Post w pewnych specjal­
nych okresach, przy zaćmieniu słońca, w czasie burzy oraz w razie
śmierci, a także przy pewnych praktykach magicznych. S. 1246. Fast­
nacht. Czynności czasu zapustnego. Zabawy, uczty i pieczywa. Wróżby
pogody. S. 1285. Fee. Wiara w boginki, miejsce ich pobytu oraz sto­
sunki postaci nadprzyrodzonych tego typu z ludźmi. S. 1294. Fege­
feuer. Wyobrażenia o czyśćtsu kościelne i ludowe. Czas próby czyścowej.
S. 1328. Fenster. Okno jako miejsce wychodzenia i wchodzenia duszy
i duchów, praktyki czarodziejskie związane z oknem, zakazy patrzenia
przez okno. S. 1389. Feuer. Empiryczne i mitologiczne podstawy kultu
ognia, wpływy chrześcijańskie na kształtowanie pojęć o ogniu, ogień
niebieski, święty i ziemski, ogień jako żywa istota. Wiele wierzeń zwią­
zanych z ogniem, jako pożarem podaje artykuł na s. 1415. pt. Feuers­
brunst. S. 1446. Fieber. Rozmaite rodzaje gorączki i sposoby, leczenia.
S. 1478. Finger. Kształt palców, odbicie palców w kamieniu, gestyku­
lacja, wierzenia związane z poszczególnemi palcami. S. 1500. Finger­
nagel. Przesądy związane z paznogciami. S. 1509. Finsternisse. Wie­
rzenia związane z zaćmieniami słońca i księżyca. S. 1528. Fisch. Ryba
w wyobrażeniach mitologicznych i religijnych, przesądy anatomiczne
i biologiczne, zastosowanie w czarach i lecznictwie, ryba jako potrawa
obrzędowa, ryba w podaniach, baśniach i legendach. S. 1579. Fleder­
maus. Nietoperz, jako demon wplątujący się we włosy, zastosowanienietoperza do lecznictwa, do czarów myśliwskich i erotycznych; nie­
toperz jako zwierzę djabelskie i zapowiadające śmierć. S. 1598. Fleisch.
Jedzenie lub wstrzymywanie się od mięsa w celach magicznych, świę­
cone, ofiary z mięsa, zastosowanie mięsa w celach leczniczych lub ero­
tycznych. S. 1636. Fluch. Magiczna moc przekleństw i kary, jakie spa­
dają na przeklinających. S. 1657. Flug. Patologja uczucia lotu przez
przestwory powietrzne, loty duchów7 i demonów7, oraz ludzi, zwłaszcza
rzarow7nic i czarodziejów7, a także zw7ierząt. S. 1681. Fluss. Demony
i bóstwa rzeczne, kult rzek, oraz ofiary rzekom składane. Rola rzeki
w czarach i wróżbach. S. 1706. Fossilien. Rozmaite skamieliny, num-

124
mulity, astrolity, echinity itd. oraz związaue z niemi wierzenia ludowe.
S. 1732. Frau. Kobieta germańska i chrześcijańska, kobieta w średnio­
wieczu, kobieta jako istota ludzka pośledniejszego galunku, jako ko­
nieczne złe, jako istota nieczysta, jako czarownica i lekarka.
Na podstawie tego bardzo ogólnikowego przeglądu treści drugiego
tomu „Słownika wierzeń niemieckich“ musimy dojść do powszechnie
przyjętego już zresztą przekonania, że książka ta jest niezbędną dla
podręcznej bibljoteki każdego etnograla.
Adam Fischer.

Włodzimierz Antoniewicz, Archeołogja Polski. Zarys czasów
przedhistorycznych i wczesno - dziejowych ziem Polski. Warszawa,
Trzaska, Ewert i Michalski, 1928. S. 340
4 nlb. 1712 ilustracyj, 48
tablic, 9 map.
Prehistorycy polscy różnią się między sobą znacznie tak pod względem zasadniczych poglądów jak i co do metod pracy. Dlatego wiele
problemów jest dopiero przedmiotem dyskusji, a wiele kwestyj jeszcze
wogóle nie opracowano. W tych warunkach trzeba było wielkiej
odwagi, aby dać syntezę prehistorji Polski. Za tę odwagę należy się
Prot'. Antoniewiczowi uznanie.
Autor przedstawił nam w zwięzłej formie dzieje kultury ludzkiej
na obszarze Polski od czasów najdawniejszych do epoki wcze-snohistorycznej. Dla etnografów książka ta ciekawa jest szczególnie począwszy
od czwartego rozdziału (epoka bronzu). W epoce bronzu rozkwita bo­
wiem w trzecim okresie zwłaszcza kultura łużycka, którą wielu pre
historyków słowiańskich uważa jużto za kulturę słowiańską, względnie
za bałtosłowiańską. Prof. Antoniewicz w poprzednich pracach uważał
ją za tracką, poodbnie jak Götze, obecnie nie określa jej dość wyraźnie
Następnie mamy tu wyczerpujące przedstawienie całego okresu
żelaza i epoki wczesnohistorycznej. Szczególnie ważne są ustępy po­
święcone stosunkom gooko-słowiańskim i ruchom etnicznym w okresie
wędrówek ludów, nadto różnym szczepom lechickim i kulturze staro­
polskiej. Zorjentowanie się w bogatej treści ułatwia tabela chronolo­
giczna, indeks miejscowości, bardzo staranne przypisy i wyczerpujące
objaśnienia rycin.
Jak było do przewidzenia prehistorycy postawili autorowi roz­
maite zarzuty odnośnie do pewnych szczegółów. Niemniej Prof. Anto­
niewicz ma tę trwałą zasługę, że się pierwszy odważył na dzieło bardzo
trudne, a dla wszystkich bardzo potrzebne. Do odpowiedniego urzeczy­
wistnienia wydawnictwa przyczyniła się firma wydawnicza Trzaski,
Ewerta i Michalskiego przez wyposażenie publikacji w staranną formę
zewnętrzną.
Adam Fischer.
Prof. Stefan Szunian, Dawne kilimy w Polsce i na Ukrainie.
Poznań 1929. Str. 3 -)- 139 -)- 67 tablic ilustracyj (w tern 7 kolorowych).
Autor zwraca przedewszystkiem uwagę na to, że kilimkarstwo
kwitło na ziemiach południowo-wschodnich dawnej Rzeczypospolitej

125
i kilimy tych ziem są wypływem przenikania się wpływów ruskich
i polskich, jako też wschodnich i zachodnich.
Następnie omówiono dokładnie pochodzenie kilimu. Zanalizowano
ornament i typy dawnych kilimów i przedstawiono technikę, materjał.
koloryt i kompozycję kilimów.
Analiza kilimów Ukrainy, Podola, Wołynia i Małopolski prowadzi
Prot. Szumami do następujących wniosków. Technika kilimkarska bvła
znana na Ukrainie i Podolu jeszcze przed napływem Azjatów. Zarówno
Ruś kijowska jak Ruś halicka miały zapewne już swe tkactwo pozosta­
jące pod wpływem bizantyńskim, które wywarło pewien wpływ takżo
na lud i z tego źródła pochodzą niektóre geometryczne motywy orna­
mentu.
Prócz tych bizantyńskich ornamentów mamę tu także wówczas
ornament tak zwany techniczny: pasiaki, proste geometryczne figury,
zygzaki itd. Tatarzy wnoszą także motywy środkowo-azjatyckie, a możo
i chińskie. O ile do XVII wieku panuje ornament geometryczny, w XVII
wieku zaczęły napływać ornamenty roślinne z trzech stron, z Persji
szły motywy chińsko-perskie na Ukrainę, z Turcji szły ornamenty tu­
reckie szczególnie na Podole, a wreszcie naturalistyczna sztuka Za­
chodu przez Polskę od Małopolski i Wołynia szła na Wschód i na Po­
dole i na ziemię kijowską i wyciskała swoje piętno na kilimkarstwie
Iudowem. Szlachta polska na prawodnieprzańskiej Ukrainie wywarła
bardzo silny wpływ na rozwój ornamentu kilimu, zamawiając u ludu
pański kilim okazalszy dla potrzeb dworu. W ten sposób przeszczepiały
się kwieciste wzory zachodnie na kilim ukraiński.
Prof. Szuman zastanawia się wreszcie nad twórczością ludową
w dziedzinie kilimów i wypowiada szereg uwag ogólnych, które mają
nietylko teoretyczne, ale powinny mieć i praktyczne zastosowanie.

Adam Fischer.
Kultura wsi. Biuletyn XIII Konferencji Oświatowej poświęconej
zagadnieniu kultury wiejskiej w Polsce (Łowicz 10, 11 i 12 stycznia
1930 r.l. Warszawa 1930. Str. 187.
Ministerstwo wyznań religijnych i oświecenia publicznego urzą­
dziło konferencję poświęconą zagadnieniom kultury wiejskiej w Pol­
sce, która odbyła się w dniach 10, 11, 12 stycznia 1930 roku w Łowiczu
w Szkole rolniczej na Blichu. Celem tej konferencji było teoretyczne
postawienie zagadnienia kultury wiejskiej w Polsce na tle kultury wogóle, ujęcie jej istotnego charakteru i źródeł, oraz uświadamienie sobie
możliwości celowego oddziaływania na jej dalszy rozwój. Na konferen­
cji tej Fr. Bujak i M. Limanowski mówili na temat: „Istota kultury ze
szczególnein uwzględnieniem kultury wiejskiej w Polsce“, J. St. Bystroń
referował o źródłach kultury ze szczególnem uwzględnieniem kultury
wiejskiej w Polsce, I. Solarz zagaił dyskusję na temat „Wzajemne
wpływy kulturalne i cywilizacyjne wsi i miasta“, H. Radlińska mówiła
o możliwościach celowego oddziaływania na rozwój kultury wiejskiej,

126
J. Cierniak przedstawił sprawę widowisk i uroczystości wiejskich, a na
zakończenie szereg uwag krytycznych na temat całej dyskusji wypo­
wiedział K. Moszyński. Min. W. R. i O. P. ogłosiło obecnie teksty wszyst­
kich tych referatów wraz z zasadniczą dyskusją, które zawierają liczne
szczegóły, zajmujące nietylko oświatowców ale i etnografów.

A. F.
Marja Znainierowska-Priifferowa. Rybołówstwo jezior trockich.
Rys etnograficzny. Wilno 1930. Nakładem Towarzystwa przyjaciół
nauk w Wilnie. (Rozprawy i inalerjały wydziału I To w. Przyj. Nauk
w Wilnie T. III, zesz. 2). Str. 103 + 4 nlb + 40 tablic.
Praca p. Znamierowskiej-Priifferowej jest wynikiem badań nad
rybołówstwem Jezior Trockich, prowadzonych w latach 1927 — 1929.
Głównym ośrodkiem poszukiwań były Troki i okolica.
Na terenie jezior trockich zauważyła autorka następujące, dziś
jeszcze istniejące sposoby i narzędzia połowu ryb : 1) połów ręką,
2) głuszenie, 3) worek, 4) przetak, 5j ość, 6) węda, 7) sznury na miętuzv, 8) błyskawka, 9) kruk na szczupaki, 10) czerpak, 11) bucz, 12)
więcierz, 13) mieroże 14) brodnik na giegniach, 15) brodnik kulowy,
16) siatka płotkowa, 17) trehubica, 18) oborka, 19) siatka szczupakowa
i leszczowa, 20) niewód letni, 21) podwołok, 22) niewód zimowy, 23)
jeżgarniak, 24) podrywka. Dla porównania mamy także opisane spo­
soby i narzędzia łowu ryb z przed 40—60 laty.
Następnie omawia autorka sprzęty, narzędzia i urządzenia pomoc­
nicze, jak jaz, czółno, czerpak, bet, warzę, wyrób sieci przy pomocy
iglicy i deszczułki, oraz specjalne części ubrania rybackiego. Wreszcie
zasługuje na podkreślenie, że zwrócono dokładną uwagę na nazwy
1. zw. toni t. j. pewnych określonych przestrzeni dogodnych do zarzu­
cenia i przeciągnięcia wielkiego niewodu. W związku z rybołówstwem
uwzględniono sposoby połowu raków.
Autorka podaje także przesądy i zwyczaje związane z rybołów­
stwem, zwłaszcza odnośnie do osób, zwierząt, oraz złej i dobrej pory.
Stud juin p. Priifferowej nabrało wreszcie wartości bardziej wszech­
stronnej przez dokładne uwzględnienie stosunków społeczno-gospodar­
czych, a więc trybu życia rybaków, płac, nadto podanie analizy sto­
sunków demograficzno-gospodarczych, ze starannie opracowaną ta­
blicą, z której wynika, że rybacy troccy są przeważnie Polakami. Do
poważnego charakteru naukowego pracy przyczyniają się liczne ilu­
stracje (49 rysunków i 73 fotografij), mapa jezior trockich, tabela ze­
stawiająca czas, sposoby i narzędzia łowu ryb na jeziorach trockich,
dokładny indeks i siedmiostronnicowe streszczenie niemieckie.
Wogóle praca świadczy chlubnie o pracowni Zakładu Etnologji
Uniwersytetu Stefana Ratorego w Wilnie, w której została wykonana.

Adam Fischer.
Prof. Jiří Polívka. Supis slovenských rozprávok. lurčiansky
sv. Martin. 1930. Wyd. Matica Slovenska. Sviizok IV. Str. 558 -j- 7 nlb.

127
Nowy tom ludowych opowieści słowackich świadczy, że Prof. Po­
lívka dzieło swe prowadzi niestrudzenie w dalszym fciągu. Czwarty tom
zawiera legendy ludowe związane ze Starym i Nowym Testamentem;
mamy więc tu tak dobrze znane opowieści o pierwszych rodzicńfch
i Salomonie, a następnie legendy o wędrówce Pana Jezusa po świecie.
Dość liczna jest grupa podań etjologicznych, t. j. wyjaśnia jących pewne
szczególne cechy zwierząt i roślin. Na str. 75—90 zestawił wydawca
ciekawe odmiany podania o Madeju, o którem w ostatnich czasach tak
piękną rozprawę napisał N. P. Andrejew pt. Die Legende vom Räuber
Madej. (Helsingťors 1929). Następnie od str. 109—253 mamy grupę po­
dań o istotach nadprzyrodzonych albo panujących nad-śiłami nadprzyrodzonemi, szczególnie o djabłach, czarownicach, wilkołaku i śmierci
Wreszcie podano liczne opowieści mające charakter nowelistyczny,
a więc powiastki o złej lub dobrej żonie, o złodziejach, o rozbójnikach,
strachach nocnych, nieboszczykach, przemyślnych chłopcach lub dziew­
czętach itd.
Czwarty tom podań słowackich, podobnie jak trzy pierwsze wy­
dane w latach 1923, 1924, 1927, posiada wielkie znaczenie także dla
badań nad polskicmi opowieściami, ponieważ Prot'. Polívka uwzględnia
bardzo dokładnie w przypisach polskie wersje. Z tego powodu ten zbiór
podań słowackich także dla systematyki polskich podań posiada zasad­
nicze znaczenie.
Adam Fischer.

John Meier, Lehrproben zur deutschen Volkskunde. BerlinLeipzig, Walter de Gruyter et Co 1928. 8°, Str. 136.
Książka ma za zadanie dać praktyczną wskazówkę, jak należy
traktować tematy etnograficzne w szkole powszechnej.
Na treść złożyły się rozprawki różnych autorów, którzy opracowali
swe tematy wcale indywidualnie bez stosowania jakiegoś jednego sche­
matu. Adolf Dressel przedstawił lekcję o wsi-łańcaichówce,
przeznaczoną dla VII—VIII roku szkoły powszechnej. Karl Mei­
sen daje plan lekcyj na temat ludowego budownictwa niemieckiego,
przyczem za podstawę swych rozważań bierze zagrodę środkowo-niemiecką, a inne obszary niemieckie uwzględnia dla porównania. Karl
Lucas zwraca uwagę na nazwy roślin i zwierząt. Karl Wehrh a n podaje plan dyskusji nauczyciela z uczniami na temat Bożego
Narodzenia. Otto Beil przeprowadza dokładny plan pytań, za­
dań i zbieranie materjałów na temat okresu zapustnego. Józef L.
W o h I e b daje projekt lekcji na temat zwyczajów wielkanocnych.
August L ii m m 1 e opisuje wyczerpująco zwyczaje przy siejbie
i żniwach. Albert Zirkler omawia problem poszanowania gwary
przy nauce języka literackiego. Karl Plenzat zwraca uwagę
jak w szkole powszechnej może odbywać się współpraca nauczyciela
z młodzieżą przy sposobności omawiania podań ludowych. Otto
Stiir krnth na przykładzie pieśni „Lilofee“ poucza jak w trzech
lekcjach można omówić problemy związane z pieśnią ludową.

128
Wszystkie artykuły dowodzą zupełnie wyraźnie, że clioć etnograf ja
nie jest specjalnym przedmiotem nauczania w szkole, to jednak wiele
innych przedmiotów można pogłębić przy pomocy etnografji, przyczem
zaletą tej dziedziny wiedzy jest to właśnie, że może być stosowana
z powodzeniem od pierwszego do ostatniego roku nauki w szkole po­
wszechnej.
idam Fischer.
•luljnsz Zborowski, Moda i wieś góralska. Warszawa 1930.
Odbitka z N-ru 19 „Ziemi“ 1930 r. 4", S. 12.
Szkic p. Zborowskiego podaje wiele ciekawych szczegółów z za­
kresu etnografji podhalańskiej. Dowiadujemy się stąd, że dawniej tań­
czono krzesanego z większem umiarkowaniem, że dziewczynę do środka
zbójnickiego wprowadzono w okresie powojennym, i że do powojennej
epoki należą pieśni Andrzeja Knapczyka Ducha z Cichego takie jak
„Chycili bacoska zbójnicy“, lub „Co się stało w Bardyjowie“, i wreszcie
najpopularniejsza pieśń o walce Dunajczan z Cichowianami. Ta ostat­
nia pieśń ulega dalszym przemianom W r. 1927 na Małej Łące słysza­
łem, jak pieśń tę śpiewał St. Mróz ostatni dudziarz na Podhalu. Już
wówczas dodane były przy końcu jeszcze zwrotki o karze, jaka za tę
rąbaninę spotkała Cichowian. Również pieśń o bacosku Mróz bardzo
charakterystycznie przekształcił.
Następnie Dyr. Zborowski omawia przemiany parzenicy, i wogóle
całego ustroju podhalańskiego, spinek, pasów, nawet fajek. Na zakoń­
czenie podał autor parę charakterystycznych przykładów z dziedziny
sztuki ludowej (ceramika, łyżniki).
Przykłady przytoczone przez autora dowodzą, że w życiu chłopskiem moda jest równie ważnym czynnikiem jak w mieście i przy po­
szukiwaniach etnograficznych musi być również brana pod uwagę.

Adam Fischer.
Dr. Zsigmond Bátky. Pásztor ivópohacak. Hirten Schöpfkellen.
Budapest 1928 (Ethnographische Sammlungen des Eng. Nationahnuseuins VI). Str. 24
16 tablic.
Praca p. Batky’ego, dyrektora Muzeum Etnograficznego w Buda­
peszcie, zawiera bogaty materjał ilustracyjny ze zbiorów budapeszteń­
skich publicznych i prywatnych. Na szesnastu tablicach dał nam autor
263 ilustracji czerpaków nietjdko węgierskich, lecz także słowackich,
serbskich, chorwackich, ruskich, wołoskich i niemieckich. Wydawca
objaśnił tablice bardzo dokładnie, przyczem szczególnie podkreślono
ornamentykę na czerpakach.
Autor poprzestał wprawdzie jedynie na opisie i zapatruje się scep­
tycznie na ujęcia ogólne, niemniej właśnie materjał ogłoszony wj-raźnie
dowodzi, że można go ułożyć wedle pewnych odmiennych typów
etnicznych
'Tj:-.

Adam Fischer.

129
Stanisław Poniatowski, Geneza łuku tryumfalnego. Warszawa
1930. Str. 32. (Bibliolheca Universitatis Liberae Polonae, fasc. 22).
Autor daje zupełnie nowe wytłumaczenie rzymskiego łuku try­
umfalnego. Swoją oryginalną interpretację opiera Prof. Poniatowski
na wyjaśnieniu sakralnego charakteru bram i drzwi u ludów Eurazji.
W tym celu zwraca się do wierzeń dalekiego Wschodu i dowodzi, że
japońskie bramy torii, oraz świątynie yashiro pozostają w związku
z budowlami palowemi i pochówkami palowemi. Ponieważ w Europie
w czasach przedhistorycznych występowało budownictwo palowe,
a łącznie z niem występowały także i pochówki palowe, więc autor
wnioskuje, że w większości krajów europejskich sakralność bram,
a za nią i sakralność drzwi poszła właśnie z pochówków palowych.
W Italji dokonało się skrzyżowanie palowego budownictwa t. zw. terramarów z kamiennem budownictwem etruskiem, oraz połączenie nowych
form kultowych z dawnym kultem przodków, a w wyniku tych skrzy­
żowań zjawiła się na dawnym pozamiejskim cmentarzu, a później.szem Forum świątynia Janusa, tak wyraźnie jeszcze przypominająca
swą architekturą pochówek palowy. Jako wynik tych rozważań po­
wstaje przypuszczenie, że Janus byłby ubóstwionym przodkiem, pater
Janus, oraz że także luk tryumfalny — porta triumphalis byłaby re­
dukcją i mpdyfikacją dawnego pochówka palowego.
Twierdzenia poparto licznemi cytatami z literatury. Niemniej
jednak interpretacja samego luku tryumfalnego budzi pewne wątpli­
wości i pytanie, czy kryterjum formy nie doprowadziło autora do
pewnych subjektywmych złudzeń, które, jak wiadomo, zdarzyły się
przy tern często nawet bardzo wybitnym i krytycznym uczonym.

Adam Fischer.
Tadeusz Dobrowolski, Działalność Muzeum Śląskiego w Kato­
wicach od chwili założenia Muzeum do końca lutego 1930 r. Katowice
1930, S. 43-f XXI tablic.
Muzeum śląskie w okresie półlrzecia roku rozwinęło się w nie­
zwykle szybkiem tempie we wszystkich swych działach. Można to za­
uważyć także w dziale etnograficznym, który dzięki współpracy ener­
gicznego zbieracza p. Jerzego Langinanna rozwinął się z rekordową
szybkością. W chwili ogłoszenia sprawozdania dział etnograficzny li­
czył 3200 okazów', a zajmował dziewięć sal i długie korytarze wzdłuż
tych sal. Muzeum ma charakter regjonalny, dlatego główny nacisk po­
łożono na etnografję śląską.
W zbiorach tych wyróżniają się cztery mniejsze grupy terytorjalne,
a mianowicie: grupa rozbarsko-bytomska (okolica Bytomia tj. powiaty
świętochłowicki, katowicki i część rybnickiego), ziemia pszczyńska,
podgórska część Śląska cieszyńskiego i Beskid śląski.
Szczególnie bogato przedstawiają się w Muzeum Śląskiem stroje
ze wszystkich czterech terenów'. W tym dziale na specjalną uwuigę za­
sługuje kolekcja żywotków złożona ze stu okazów począwszy od
Łud. T XXIX.

9

130
XVIII w. Nadto równie wartościowo przedstawiają się sprzęty domowe,
urządzenia, narzędzia i naczynia gospodarskie, sprzęt łowiecki, cera­
mika, instrumenty muzyczne, oraz dział sztuki ludowej.
Prócz działu śląskiego posiada Muzeum jeszcze poddziały: sądecki,
podhalański, krakowski, pokucki, łowicki, wołyński, wileński, pole­
ski, kurpiowski i kolekcję z Powiśla dąbrowskiego. Dział przemysłu
artystycznego zawiera cenne okazy kilimów i kobierców.
Muzeum rozpoczęło także działalność wydawniczą. Pierwszy tom
wydawnictw Muzeum śląskiego zawierający T. Dobrowolskiego pracę
pt. Śląska rzeźba ludowa omówiliśmy wyżej, drugi tom będzie zawierał
A. Dobrowolskiej monografję cieszyńskiego żywotka.
Widzimy więc, że etnografja polska zyskała w Muzeum Śląskiem
poważną placówkę badawczą.
A. F.
Di. Bronisława Wójcik-Keuprulian, Melodyka Chopina. („Monografij i Podręczników“ wyd. nakładem K. S. Jakubowskiego pod redakcią St. Wierczyńskiego, t. XI). Lwów 1930. in 8°. 304 stron.
W bogatej literaturze chopinowskiej, przedstawiającej plon pracy
wszystkich niemal narodów Europy zachodniej, książka powyższa,
a więc książka autorki polskiej zajmuje miejsce zupełnie wyjąt­
kowe. Jest to rezultatem z gruntu odmiennego sposobu ujęcia muzycz­
nej twórczości Chopina, ujęcia czysto naukowego, przeciwsta­
wiającego się po raz pierwszy jako metoda objektywna subjektywnej
dotąd interpretacji uczuciowej lub obrazowej. Jedynie samo dzieło
sztuki dostarczyć może — według tezy podstawowej dr. Wójcik-Keu­
prulian — kryterjów, i to wyłącznie muzycznych, które mogą dopro­
wadzić do rozwiązania zagadnienia melodyki Chopina. Teza ta, wspólna
zresztą autorce z jednym z największych estetyków niemieckich, dr.
Mersmannem, jakkolwiek sformułowana zupełnie niezależnie od niego,
pozwala autorce po dokonaniu szczegółowej analizy uznać ornament
za tworzywo, czynnik energetyczny w melodji Chopina. Poddawszy
badaniu wszystkie typy ornamentu chopinowskiego, zarówno t. zw.
„tradycyjne“, jak i indywidualne, ustaliwszy typy samej melodyki
Chopina i mechanikę rozwoju linji melodycznej, poświęca autorka
ostatnie rozdziały książki rozpatrzeniu stylu chopinowskiego z perspek­
tywy historyczno-porównawczej. Doprowadza ono autorkę do wniosku,
że wpływy współczesnej Chopinowi twórczości europejskiej zaznaczyły
się w jego muzyce w sposób o wiele mniej istotny, aniżeli to przyjmo­
wali na ogół dotychczasowi biografowie Chopina. Wpływ kierunku nie­
mieckiego, t. zw. wirtuozowskiego, ogranicza się jedynie do kształto­
wania techniki fortepjanowej, zaś wpływ Elsnera, Kurpińskiego, Schu­
berta i Webera do najogólniejszych analogij formalnych. Jedynie duch
i forma polskiej pieśni ludowej sięgnęły zdaniem autorki
w głąb twórczości melodycznej Chopina. Problem stosunku elementu
ludowego do stylu Chopina jest dziś niestety jeszcze niemożliwy do
rozwiązania, ponieważ brak mu danych najbardziej podstawowych,

131
jakiemi byłoby ustalenie cech polskiej melodyki ludowej. Autorka też,
stojąca zawsze na gruncie badań realnych, z natury rzeczy nie stawia
kwestji w sposób definitywny, zadowalniająe się słusznie raczej wska­
zaniem pewnych zasadniczych problemów, aniżeli ich rozwiązaniem.
Stwierdziwszy intuitywne wyczucie silnych związków muzyki Chopina
z pieśnią ludową w dotychczasowej literaturze chopinowskiej, autorka
zatrzymuje się bliżej przy wynikach badań Hadowa i Haddena, zaś
z badaczy polskich prof. dr. Jachimeckiego, Windakiewiczowej i Thugultówny, w których problem „ludowości“ muzyki Chopina redukuje
się do trzech kwestyj: 1) schemat formalny, 2) mechanizm budowy linji
melodycznej, 3) użycie tonacyj ludowych. Kwestje te uważa i dr. Wój­
cik-Keuprulian za najbardziej istotne, zaś ważnym przyczynkiem do
powyższego zagadnienia jest jej własna praca p. t. „O trioli w mazur­
kach Chopina“ (Księga pamiątk. ku czci prof. dr. A. Chybińskiego),
w której wpływy ludowe u Chopina rozciąga i na pewne specyficzne
formy ozdobnika, wspólne mazurkom Chopina i pieśni ludowej
polskiej.
Forma wykładu nadzwyczaj jasna i przejrzysta i wielka ilość przy­
kładów nutowych ułatwiają czytelnikowi orjentację w olbrzymim materjale i pozwalają śledzić z żywem zainteresowaniem wyniki tak bar­
dzo podstawowych badań autorki.
Dr. Stefanja Łobaczewska.

Royaume de Yougoslavie. Aperçu géographique et etnographique.
Rédigé par Pavle Vujevic. Beograd 1930. S. 189 -f- 14 tablic -f9 map.
W zwięzłym zarysie geografji Królestwa Jugosławji znajduje się
również rozdział poświęcony etnografji, napisany przez Prof. Jovana
Erdeljanoviéa, który omawia dzieje osadnictwa Słowian na Bałkanie,
podaje obecną statystykę Słowian i innych ludów na Bałkanie, cha­
rakteryzuje język, znamiona fizyczne i psychiczne, zwyczaje doroczne
i rodzinne, twórczość ludową, budownictwo i stroje. Wiele ważnych
szczegółów dla etnografów zawiera także następny rozdział Antoniego
Melika, który daje historyczny i antropogeograficzny przegląd Jugosławji.
A. F.
Milován Gavazzi. Kulturna analiza etnografji Hrvata. Zagrzeb
1930. S. 32. Posebni otisak iz VII knjige „Narodne Starine“.
Prof. Gavazzi daje ogólne ujęcie etnografji chorwackiej i wy­
różnia w kulturze ludu chorwackiego rozmaite warstwy kulturowe.
Najstarszą warstwą jest warstwa starochorwacka, która zawiera w sobie
zarazem pierwiastki starosłowiańskie. Następnie wyróżnia warstwę paleobałkańską, która częściowo zawiera w sobie pierwiastki śródziemno­
morskie. Wreszcie Rzym i Italja wpływają wprawdzie głównie na krąg
kulturowy adrjatycki, ale częściowo wpływy te działają także na
wnętrze obszaru chorwackiego. Autor uwzględnia również nawiązanie
chorwackie z kręgiem kulturowym alpejskim, oraz z ośrodkiem pa-

9*

132
nońsko-madziarskim. Nie są bez znaczenia także oddziaływania tu­
reckie i nawet greckie.
Wytwory kulturowe ludu chorwackiego zostały też przydzielone
do różnych tych warstw i kręgów kulturowych. Tak przy rozważaniach
jak i przy ilustracjach zastosowano liczne zestawienia porównawcze,
nietylko z obszarów słowiańskich, ale i wogóle europejskich. Praca
w zwięzłej formie zawiera wiele zasadniczej treści.
A. Fischer.

Milován Gavazzi. Jadrnnska „Lira'1, „Lirica“. Zagrzeb 1930. S. 10.
Prof. Gavazzi omawia instrument charakterystyczny dla wybrzeża
wschodniego Adrjatyku i wysp, zwany lirą lub liricą i dowodzi, że in­
strument ten w czasie bliżej nieokreślonym przyszedł do Chorwacji
z Grecji i rozszerzył się na drogach handlowych.
f.

Józef Jodkowski. Przemysł ludowy w powiecie sokólskim.
Grodno 1928. S. 8. Osobne odbicie z „N. Dziennika kresowego“.
Autor daje ogólną charakterystykę ludowego tkactwa, koronkar­
stwa, snvcerstwa, łyżkarstwa, sitarstwa, kołodziejstwa, garncarstwa
sprzętarstwa i kowalstwa w pow. sokólskim. Szkic zawiera wiele cie­
kawych szczegółów i należy życzyć p. Jodkowskiemu, aby udało mu się
istotnie zgromadzić jak najwięcej okazów etnograficznych w Muzeum
Państwowem w Grodnie.
f.

Mitar S. Vlachovié, Lużicki Srbi i njichovu domovina. Beograd
1930. S. 18.
P. M. Vlachovié, kustosz Muzeum Etnograficznego w Białogrodzie
podaje popularny szkic o przeszłości i obecnym stanie narodu łużyc­
kiego, o jego przewódcach, ciężkiej walce o utrzymanie swej narodo­
wości, o języku, strojach, budownictwie i twórczości ludowej. Treść
rozprawki bogata, tekst zniekształcają liczne błędy drukarskie.
f.
Latviešu Folkloras Kr.ituves, Teikas par Dievii. Riga 1929. Str.
143+5 nlb.
Łotewskie Archiwum Folklorystyczne, które posiada bogate zbiory
rękopiśmienne opowieści ludowych, ogłosiło wybór podań łotewskich
o. Bogu. Pierwsza grupa podań odnosi się do stworzenia świata, zwła­
szcza powstania rzek, jezior, gór, kamieni, księżyca, tęczy i ognia.
Druga grupa podań opowiada o współzawodnictwie Boga i djabła przy
urządzaniu świata. Trzecia grupa podań objaśnia, dlaczego Bóg pew­
nym zwierzętom i roślinom nadał pewną szczególną postać. Czwarta
grupa podań odnosi się do stosunku Boga do ludzi. Wszystkie podania
mają typ etjologiczny t. zn. wyjaśniają pewne charakterystyczne zna­
miona otaczającej nas przyrody. W komentarzu podano analogje na
podstawie zasadniczych źródeł, jak Aarne, Dähnhardt, Loorits i BóltePolivka.
A. F.

133
Prof. K. Straubergs, Lettische T rächten. Riga 1930, S. 40. Sonder­
druck aus der Sammlung „Die Letten. Aufsätze über Geschichte, Spra­
che und Kultur der Letten“.
Autor próbuje dać rekonstrukcję dawnego stroju łotewskiego naj­
pierw na podstawie danych prehistorycznych, przyczem podkreśla starą
technikę tkacka i ornamentykę. Równie starannie zestawia Prof. Strau­
bergs szczegóły dotyczące odzieży ludu łotewskiego z czasów historycznyi h, a do rozważań swych wprowadza wiele materjału ikonograficz­
nego. Przegląd strojów łotewskich od czasów najdawniejszych do chwili
obecnej świadczy o wielkim konserwatyzmie ludowej odzieży. Pewien
szczególny koloryt łotewskiego stroju pochodzi z umiejętnego stosowa­
nia barwików roślinnych. Ornamentyka ma bardzo stary, charakter,
jest wyłącznie geometryczna, a inne wzory np. zwierzęce choćby styli­
zowane są znacznie późniejsze.
W niektórych strojach szczególnie kobiecych zaznaczają się rów­
nież pewne szczególne odrębności Kursa odznacza się kolorytem czer­
wonym, AIsunga błękitnym, inne natomiast obszary łotewskie znamio­
nuje wielobarwność zarówno w tkaninach jak wyszyciach. Autor ana­
lizuje następnie poszczególne części stroju łotewskiego, z których
pewne, jak np. zwłaszcza pastalas (postoły), namats (namitka) itd.
zajmują także słowiańskiego etnografa.
A. F.
Else Krohn, Die Eheschłiessung bei den Rumänen. Hamburg
1926. Str. 102 + 1 nlb.
Na podstawie dokładnej znajomości najważniejszych źródeł daje
autorka zarys rumuńskich obrzędów weselnych. We wstępie przedsta­
wiono zapatrywania ludu na kwalifikacje wymagane do stanu małżeń­
skiego i przeszkody małżeństwa. Na str. 18 mamy wzmiankę o snochactwie. Małżeństwa mieszane są w Rumunji bardzo źle widziane,
a były one dopuszczalne w stosunku do Serbów i Rusinów ze względu
na wspólność wyznania. Wskutek tego zdaniem Gorovei nad Prutem
wiele wsi się zruszczyło.
Następnie autorka wyróżnia w rumuńskich obrzędach weselnych
szczegóły, przypominające do pewnego stopnia małżeństwo przez por­
wanie, przez kupno lub za wysługę. Wreszcie praca zawiera opis
wszystkich zasadniczych epizodów obrzędu weselnego, począwszy od
zalotów, zmówin i zaręczyn aż do samego ślubu i uczty weselnej. Mał­
żeństwo uważa lud rumuński za nierozerwalne.
Praca p. Krohn posiada tę wartość, że etnografom nieznającyin
języka rumuńskiego udostępnia rozmaite szczegóły wesela rumuńskiego
i pozwala na wprowadzenie zarówno tekstów pieśni weselnych jak opi­
sów pewnych form obrzędowych do rozważań porównawczych.

A. F.
G. M. Calvaruso, ’IJ baccàgghiu. Dizionario comparativo etimologico del gergo parlato dai bassifondi palermitani. Catania, Libreria
Tirelli di F. Guaitolini, 1930. Str. 214.

134
G. M. Calvaruso opracował bardzo dokładny słownik gwary świata
przestępczego Palermo. Obrazowanie i składnia nieraz przypomina
nasze złodziejskie słownictwo, które w pewnej części tylko zostało ze­
stawione swego czasu przez Estreichera i Kurkę.
/.
D. J. Van der Ven, Heemschut, Volkskunst en de drooglegging
der Zuiderzee. Amsterdam 1930. 4°, S. 35.
J. van der Ven pracuje od szeregu lat niestrudzenie na polu etnografji holenderskiej nietylko przez pisanie bardzo wyczerpujących
książek szczególnie z zakresu sztuki ludowej holenderskiej, ale także
przez przygotowywanie filmów etnograficznych o dużej wartości na­
ukowej, wreszcie przez żywą agitację w kierunku utrzymania dawnej
tradycji.
Ostatnia książka o osuszonych obszarach Zuiderzee daje wiele wia­
domości dotyczących zwyczajów i uroczystości dorocznych, tańców,
wyplatania, ceramiki, haftów ludowych, rzeźby ludowej, oraz wogóle
dziedziny sztuki ludowej
Adam Fischer.
A. R. Wright, English Folklore. London, Ernest Benn, 1928.
(Benn’s sixpenny Library Nr. 33). Str. 79 -j- 1 nlb.
Autor, zasłużony prezes Folk-Lore Society, podał w zwięzłej
formie zasadnicze zagadnienia ludoznawstwa angielskiego. We wstępie
przypomniano, jak od Henry Bourne’a Antiquitates vulgares do Frazera i Westermarcka badania etnograficzne w Anglji odbyły wielką
drogę rozwojową. W drugim rozdziale omówił autor zwyczaje rodzinne,
a więc związane z narodzinami dziecka, z weselem i pogrzebem. Rzecz
charakterystyczna, że również w Anglji dawna uroczysta forma tych
obrzędów uległa zmianie w okresie powojennym. Trzeci rozdział przed­
stawia przesądy związane z rozmaitemi zajęciami zawodowemi, jak rol­
nictwo, mleczarstwo, rybactwo i górnictwo. W związku z tem dowia­
dujemy się wiele ciekawych szczegółów z zakresu prawa ludowego.
Rozdział czwarty zawiera zwyczaje i wierzenia doroczne. W rozdziale
piątym zestawił autor wierzenia, związane ze światem roślinnym
i zwierzęcym, z kamieniami, cudownemi źródłami i księżycem. Roz­
dział szósty poświęcono zagadnieniu duchów i istot nadprzyrodzonych.
Rozdział siódmy wylicza przesądy związane z wróżbami, zapowiedziami
złych i dobrych wypadków, snami, szczęśliwemi i nieszczęśliwemi
dniami i liczbami. Rozdział ósmy uwzględnia czary i czarodziejskie
środki lecznicze. W ostatnim rozdziale wspomina autor o powieściach
i pieśniach ludowych, o muzyce i tańcach ludowych, o ludowych wi­
dowiskach, przysłowiach, przypowieściach, zagadkach, grach, zaba­
wach i wreszcie o sztuce ludowej.
A. R. Wright potrafił w pięciu arkuszach zmieścić wielką ilość
materjału i poruszyć rozmaite zagadnienia, dlatego książeczka jego
wprowadza dobrze tak przeciętnego czytelnika, jak początkującego
etnografa w studjum angielskiego folkloru.
Adam Fischer.

13b
A. Byhan, Europa. (Ethnologischer Anzeiger, Bd. I., Heft 6.
S. 210 — 244).
Autor zestawił bibljografję najważniejszych prac z zakresu etnografji europejskiej za lata ostatnie, przyczem zastosowano podział na­
stępujący : Indoeuropejczycy (Irańczycy), dawne ludy śródziemnomor­
skie (Grecy, Rzymianie itd.), Germanie, ludy pirenejskie, Celtowie,
Anglicy i Francuzi, Skandynawowie, Niemcy, ludy alpejskie, ludy ape­
nińskie, ludy bałkańskie, Węgrzy, Słowianie zachodni, Słowianie
wschodni, ludy tureckie, bałtyckie i ugrofińskie, Żydzi, Cyganie. Układ
stara się uniezależnić od zasady językowej, nie zawsze trafnie Wybór
materjału bibljogralicznego przeprowadzono bardzo starannie. A. F.
Kaj Birket-Smith, Kopenhagen. Uber die Herkunft der Eskimos
und ihre Stellung in der zirkumpolaren Kulturentwicklung. Eine
zusammenfassende Übersicht. Anthropos T. XXV H. 1, 2. 1930.
Eskimosi — ów wedle pięknego określenia Kipling’a „kresowy
lud ziemi“ -— są poza Lapończykami, pierwszym ludem polarnym,
z którym zetknęli się Europejczycy. Równocześnie są oni pierwszym
szczepem amerykańskim, który powitał białych przybyszów na nowej
ziemi. Tymi najwcześniejszymi europejskimi odkrywcami nowych lą­
dów i nowych ludów za Atlantykiem byli dzielni wikingowie, którzy
już w r. 982 naszej ery wylądowali na wschodniem wybrzeżu Grenlandji. I tam i później na Labradorze znaleźli Normanowie ludność,
której fizyczne i językowe cechy zachowane w sagach, określają jako
plemiona eskimoskie.
Ten europejsko-eskimoski kontakt uległ jednak przerwie w wie­
kach późniejszych jako konsekwencja osłabienia zainteresowań euro­
pejskich dla pasa polarnego. Odtąd posiadamy o Eskimosach fragmen­
taryczne tylko wiadomości, aż do drugiej połowy ubiegłego stulecia.
Fakt ten, dla nauk antropologicznych bardzo szczęśliwy, pozwolił na
przystąpienie do badań nad kulturą Eskimosów przy zastosowaniu
całego współczesnego aparatu naukowego, przedewszystkiem zaś umo­
żliwił zachowanie się kultury eskimoskiej w jej postaci pierwotnej
i izolowanej od wpływów europejskich. Temu stanowi rzeczy za­
wdzięczamy dzisiaj szereg podstawowych opracowań problemu eski­
moskiego, które pozwalają już na podjęcie próby syntetycznego uję­
cia zagadnienia. Syntezę taką daje właśnie K. Birket-Smith.
Na wstępie swej rozprawy podaje autor przegląd danych antro­
pologicznych odnoszących się do Eskimosów. Są to rzeczy naogół
znane, niemniej jednak bardzo ciekawe. Dominujący liczebnie wśród
Eskimosów typ antropologiczny (arktyczny '<)) jest wybitnie długogłowy i wysokogłowy, o charakterystycznie ostrém sklepieniu kości
ciemieniowych i skrajnie szerokiej podstawie czaszki; czoło ma szero­
kie w stosunku do szerokości głowy, twarz bardzo szeroką, lecz przytem i bardzo długą, niezbyt płaski profil, skrajnie wąski nos i śred­
nio szerokie oczodoły. Tak przedstawia się w ogólnych zarysach kra-

136
niologiczna forma typu arktycznego. Pozatem osobniki tego typu są
niskorosłe, oczy i włosy mają bardzo ciemne — skórę żółtą o odcieniu
oliwkowym.
Na podstawie ostatnich badań stwierdzić należy, że typ arktyczny,
występujący w postaci szczątkowej na całym obszarze Azji, a licznie
reprezentowany ponadto wśród indjańskich ludów Ameryki, stanowi
u Eskimosów tak przeważający liczebnie składnik, że bodaj czy me
oni właśnie zbliżają się najbardziej ku ideałowi populacji homogenicz­
nej. Wyjątek stanowią pod tym względem jedynie Eskimosi pacyficz­
nego brzegu Alaski, oraz mieszkańcy wysp aleuckich, których język
nawiązuje się do grupy eskimoskiej. Wśród pierwszych, przy wyraźnej
jeszcze przewadze typu arktycznego, zaznaczają się już przymieszki
centralnoazjatyckich form krótkogłowych (typ %) — u Meutów zaś
element krótkogłowy wysuwa się pod względem liczebnym na plan
pierwszy. Jak zobaczymy, tym różnicom antropologicznym odpowia
dają również zjawiska z dziedziny językowej i kulturowej. Po zesta­
wieniu tych danych, rozpatruje autor stosunek typu arktycznego do
innych składników rasowych. Nie ulega wątpliwości, że typ ten sta­
nowi komponentę rasy żółtej. Szereg poważnych zastrzeżeń budzić
jednak musi pogląd Stratz'a, który typ arktyczny określa jako formę
wyjściową rasy żółtej (Urmongoloid r. Protoxanthoderm). Wedle K.
Birket-Smith’a odpowiadałby temu stanowisku raczej typ paleoamerykański (Lagoa Santa), który reprezentowany jest w Ameryce półn.
wśród Irokezów i w grupie Algonkińskiej.- Nie wdając się w tę dy­
skusję, która jest przedwczesna i prowadzona być może na zupełnie
innei płaszczyźnie, podkreślić należy, że przez stwierdzenie typu paleoamerykańskiego w grupie irokeskiej i algonkińskiej złożył autor
dowód głębokiej znajomości stosunków antropologicznych Ameryki
północnej. Nie od rzeczy będzie dodać, że pogląd ten znalazł całko­
wite potwierdzenie w przeprowadzonych ostatnio badaniach nad skła­
dem rasowym Indjan pólnocno-amerykańskich. Po rozpatrzeniu stosun­
ków rasowych daje K. Birket-Smith przegląd wyników lingwistycznych.
I w tej dziedzinie uderzająca jest jednolitość, tak wyraźnie zaznacza­
jąca się w typie fizycznym. Knud Rasmussen wygłaszając do Eskimo­
sów z Point Barrow odczyt o swych podróżach — przemawiał w djalekcie grenlandzkim. Mimo tego znalazł powszechne i szczegółowe zro­
zumienie. Na olbrzymiej więc przestrzeni od cieśniny Behringa do
Grenlandji panuje jeden język, którym posługuje się tylko 37 tysięcy
ludzi (tak szacują dziś liczbę Eskimosów). Odmiennie przedstawiają się
stosunki na południe od Jukonu. Eskimosi pacyficznego- pobrzeża
i Aleuci mówią językiem, który aczkolwiek morfologicznie najhardziej
zbliża się do zasadniczego pnia języka eskimoskiego, to jednak na pół­
nocy nie jest rozumiany. Stosunek tych dwóch zasadniczych grup ję­
zykowych określa K. Birket-Smith jako analogiczny do stosunku języ­
ków niemieckiego i duńskiego. Ten podział pokrywa się więc zupełnie
z różnicami w składzie rasowym ludności tych obszarów.

137
Jednakowoż już i w północnej grupie zauważył Thalbitzer początki
procesu różniczkowania się Są one bardzo słabe i przejawiają się w po­
staci dwóch przesunięć dźwiękowych w dialektach wschodnich. Thal­
bitzer twierdzi przytem, że fonetycznie starsze są djalekty zachodnie.
Różnjce te są jednak zbyt małe, by na ich podstawie klasyfikować dja­
lekty zachodnie, jako pierwotne i wnioskować, że ich zasiąg odpowiada
pierwotnym siedzibom Eskimosów. Podnieść natomiast należy fakt
stwierdzony przez Rink’a, że język eskimoski we wszystkich swych
djalektach i odmianach posiada określenia wspólne dla zjawisk zwią­
zanych z morzem i polowaniem na morzu oraz te same nazwy zwierząt
morskich. Niedwuznacznie stąd wynika, że Eskimosi zetknęli się z mo­
rzem w tym okresie swego rozwoju kulturowego, gdy tworzyli jeszcze
zwartą i terytorjalnie niezróżniczkowaną grupę.
Postawiwszy to zagadnienie wkraczamy w dziedzinę etnologji, sta­
jąc przed problemem: Jaka była pierwotna kultura Eskimosów i w ja­
kich warunkach odbywał się jej historyczny rozwój? Centralnym punk­
tem tego zagadnienia jest sprawa lokalizacji pierwotnej ojczyzny Eski­
mosów. Rink przypuszcza, że szukać jej należy na Alasce przez wzgląd
na to, że tam właśnie obserwuje się przejście od kultury kontynental­
nej do nadmorskiej. Twierdzenie to nie da się jednak utrzymać, ponie­
waż właśnie Eskimosi z Alaski są formacją najmniej typową pod
względem kulturowym, wykazując cały szereg wpływów indjańskich
(Tlingit) w dziedzinie kultury materjalnej i społecznej.
Kolebką kultury eskimoskiej nie może być również wieniec wysp
aleuckich ze swą, pod względem rasowym i językowym, odrębną lud­
nością. Całość zjawisk kulturowych każe więc wykluczyć obszarv pacvficzne z zakresu rozważanych możliwości. Odpada również Labrador
i Grenlandja jako terytorja zasiedlone przez Eskimosów stosunkowo,
niedawno. Pozostawałby więc tylko pas środkowy, ciągnący się od za­
toki Koronacyjnej do Hudson-Bay. Wiadomości o kulturze tego obszaru
ujęte syntetycznie zawdzięczamy Steensby’emu.
Charakterystyczną dla kontynentalnej części tego środkowego
obszaru jest kultura arktyczna, której cechami podstawowemi są: psi
zaprzęg przy sankach, chata ze śniegu i polowanie na lodzie. Jest tokultura wybitnie kontynentalna o charakterze bardzo prymitywnym.
Obejmuje ona tak zwanych Eskimosów reniferowych (Rentier E.).
Kulturze arktycznej przeciwstawia się kultura subarktyczna, charakte­
rystyczna dla peryferycznych obszarów nadmorskich i w swych za­
sadniczych cechach jednolita na całym pasie od zatoki Behringa do(łrenlandji.
Ta jej jednolitość jest tern bardziej godna uwagi, że w swej części
środkowej jest ona rozbita przez terytorjum kultury arktycznej. Kul­
tura subarktyczna ma charakter morski — jako typowe dla niej zja­
wiska z dziedziny kultury materjalnej wymienić należy kajak i polowa­
nie na wieloryby. Wydzieliwszy te dwa typy kulturowe wysuwa Steensby pogląd, że kultura arktyczna jest pierwotną kulturą Eskimosów

138
i jako taką określa ją terminem paleoeskimoskiej. Wprost przeciwne
stanowisko zajęli Wissler i Hatt, którzy właśnie subarktyczną kulturę
ujmują jako paleoeskimoską. Dyskusję tę zamyka K. Birket-Sinith wy­
suwając własną koncepcję rozwoju kultury eskimoskiej. Wskazuje on
przedewszystkiem, że kultura arktyczna nie jest bynajmniej autochto­
niczna na północnych, nadmorskich kresach swego terytorjum. Wy­
brzeże to było poprzednio zamieszkane przez lud o kulturze identycz­
nej ze współczesną kulturą subarktyczną. Tę formację nazywa autor —
kulturą Thule. Została ona zniszczona przez późniejszą falę migracyjną
o charakterze arktycznym, która wyszła z wnętrza kontynentu.
Zrekonstruowawszy w ten sposób obraz stosunków starszych roz­
patruje autor cechy obu cyklów i zamyka swe rozważania następującą
hipotezą:
1. Pierwotną kulturą Eskimosów była kontynentalna kultura rybacko-myśliwska zachowana dziś szczątkowo u Eskimosów renifero­
wych. Jest to warstwa protoeskimoska.
2. Etapem rozwojowym tej kultury jest następna faza, która cha­
rakteryzuje się polowaniem na ssaki wodne Jest to kultura paleoeskimoska.
3. Kultura neoeskimoska powstała na wybrzeżu zachodniem ma­
jąca charakter oceaniczny i związana z analogicznemi kulturami Azji
półn. wsch.
4. Rdzennie eskimoska kultura obszaru centralnego przedstawia
się jako nawarstwienie protoeskimosów na neoeskimoską kulturę Thule.
Kultura protoeskimoska przedstawia formację, której ślady spoty­
kamy na całym obszarze pasa polarnego Azji, a liczne analogje zaob­
serwować się dadzą i w europejskim paleolicie Nie sposób dziś jeszcze
wyjaśnić rozwoju tych zjawisk. Będzie to możliwe dopiero po zapozna­
niu się z materjałami azjatyckiemi ,które jeszcze ciągle są niedosta­
teczne. W każdym razie praca K. Birket-Smith’a jest ogromnym kro­
kiem naprzód w dziedzinie historji obszarów polarnych.

Stanisław Klimek.
Hans F. R. Günther, Rassenkunde des deutschen Volkes. 14 wy­
danie. J. F. Lehmanns Verlag. München 1930. S. 509. Cena 14 RM.
Pierwsze wydanie tej książki ukazało się w lecie r. 1922. Już
w grudniu tego samego roku zaszła potrzeba drugiego wydania, a trze­
cie znalazło się na półkach księgarskich w lipcu 1923. Zainteresowanie
nie słabło i w rezultacie w roku bieżącym ukazuje się „Rassenkunde des
deutschen Volkes“ w 14-em wydaniu. Jeśli dodamy, że niemniejszą poczytnością cieszą się inne dzieła Günthera jak „Rassenkunde Europas“
<3 wydania), „Rassenkunde des jüdischen Volkes“ (2 wydania) i t. d.,
to mieć będziemy miarę zainteresowania współczesnego czytelnika nie­
mieckiego dla ogólnie ujętych i przystępnie podanych zagadnień antro­
pologicznych.
Książki Günthera czynią zadość obu tym warunkom, gdvż są pi­
sane stylem zajmującym i jasnym, a wydane pod względem zewnętrz-

139
nym bez zarzutu i obfitują w materjał fotograficzny. Nie to jednak
stanowi główną przyczynę ich rekordowej poczytności. Tej szukać na­
leży w szczególnem nastawieniu psychicznem współczesnego czytelnika
niemieckiego, który domagał się i domaga zamknięcia w system ideologji, nurtującej dziś szerokie warstwy społeczeństwa niemieckiego.
Ponieważ zaś Günther daje w swych książkach doskonały wyraz
tym prądom nic więc dziwnego, że wielokrotnie już obwołany został
teoretykiem ideologji obozu nacjonalistycznego w Niemczech. W tein
właśnie tkwi tajemnica powodzenia jego wydawnictw. Przejdźmy jed­
nak do ogólnego rozpatrzenia poglądów H. Günthera. Nie jest, być może,
rzeczą wyjątkową, że idee, które osiągają w Niemczech duży kredyt mo­
ralny i stają się tam motorem licznych monngiafij, oraz „Grundrissów“
i „Lehrbuchów“, powstały w oryginale na terenie pozaniemieckim.
Tak się ma w każdym razie rzecz z podstawami systemu Günthera.
Opiera się on na teorji o nierównowartościowości składników rodzaju
ludzkiego, przyczem najwyższe walory i zdolności twórcze przypisuje
rasie nordycznej. Za twórcę tej hipotezy uznano bezspornie Francuza
hr. Gobineau (1816—1882). Przeciwstawił się mu pierwszy również
Francuz, a mianowicie mniej znany J. Finot w swej: „Le préjugé des
races“. W antropołogji francuskiej przeszły poglądy Gobineau bez echa.
Jedynym jego kontynuatorem był Lapouge — czytywany zresztą po­
wszechniej w Niemczech niż we Francji. Dziś zapomniano tam o nim
zupełnie. Hipoteza Gobineau znalazła jednak wdzięczne pole w nauce
niemieckiej. Jeśli chodzi o antropologję to starsze pokolenie odnosiło
się do niej nieufnie. Nie należy zapominać, że ostatnie czterdziestolecie
XIX wieku jest w naukach biologicznych okresem zupełnego triumfu
ewolucjonizmu i badania antropologiczne pozostają również pod jego
przemożnym wpływem. Doktryna Gobineau wzięła natomiast szturmem
historję kultury (Chamberlain i Schemann), archeologję prehistoryczną
(Kossinna) i wkroczyła wreszcie do antropołogji mimo pewnych do dziś
dnia się przejawiających oporów. Na czoło zdecydowanych jej zwolen­
ników wypada dziś wysunąć H. Günthera, którego „fachowość“ antro­
pologiczna budzi wprawdzie poważne zastrzeżenia w kołach profeso­
rów niemieckich, któremu jednak nie można zaprzeczyć, że poprostu
siłą swego rozpędu sformułował i postawił na porządku dziennym sze­
reg zagadnień pierwszorzędnej wagi. Najważniejszą zasługą i bez­
sprzecznie pozytywnym dorobkiem H. Günthera jest oparcie się na typologizmie metodologicznym. Od dotychczasowych kompendjów antro­
pologicznych różnią się prace Günthera świadomem i konsekwentnem
operowaniem jednostkami rasowemi, które ujmuje jako dziedziczące
się zespoły cech morfologicznych, fizjologicznych i psychicznych.
Doświadczenia polskiej szkoły antropologicznej uczą nas, że jest
to jedyna droga do wyników pozytywnych.
Aby sobie umożliwić zajęcie stanowiska typologicznego, musiał
wpierw Günther uporać się z uporządkowaniem niemieckiej terminologji składników rasowych ludności europejskiej. Pozostanie to jego

140
trwałą zasługą — tembardziej, że podjął on równocześnie próbę usta­
lenia synonimiki tych terminów z terminologją obcą. Zaznaczyć się
godzi, że dotąd zrobiono tę podstawową pracę systematyczną tylko
w Polsce (Czekanowski, Grygłaszewska, Klimek). Tym rozważaniom
systematycznym, nie licząc bardzo ogólnikowego przeglądu współcze­
snego aparatu badawczego antropologji, poświęcona jest pierwsza część
książki. Autor podaje tu morfologiczną charakterystykę poszczególnych
składników rasowych, poświęcając im bardzo piękne i przejrzyste opisy.
Wyróżnia on wśród współczesnej ludności europejskiej 8 typów antro­
pologicznych, które podaję tu w zestawieniu z terminologją polską:

Günther
Nordische Rasse
Fälische Rasse
Westische Rasse
Vorderasiatische Rasse
Dinarische Rasse
Ostische Rasse
Ostbaltische Rasse
Sudetische Rasse

Czekanowski
Typ nordyczny a
„ północno-zachodni i
„ ibei yjsko-insularny e i typ litoralny o
„ armenoidalny X
„ dynarski à i typ alpejski w
„ laponoidalny /.
„ subnordyczny y
„ preslowiański ß

Różnice tych dwu kiasyfikacyj polegają na nieodróżnianiu przez
Günthera, dwóch par podobnych do siebie typów. Są to typy iberyjskoinsularny i litoralny jako jedna para, oba ujęte terminem „Westische
Rasse“ i typy dynarski i alpejski jako druga para połączone w termi­
nie „Dinarische Rasse“. Jak się zdaje część typu litoralnego przyłączył
pozatem Günther do swej „Fälische Rasse“, identycznej z typem pół­
nocno-zachodnim, a część typu alpejskiego przesunął ku „Ostische
Rasse“ t. j. ku typowi laponoidalnemu. Oba te przesunięcia spowodo­
wane są, jak wiemy, trudnościami w odróżnieniu tych typów od innych
mieszańców tych samych elementów rasowych. To samo jest przyczyną
nieodróżnienia typu dynarskiego od alpejskiego i iberyjsko-insularnego
od litoralnego. Wykazał to już prof. Czekanowski (1928). Pozatem są
obie klasyfikacje zgodne i to stanowi dla nas argument za słusznością
określeń Giinthera, które w całości przyjąć można jako podstawę dal­
szych badań poza zakresem morfologji. Wkraczamy tu w dziedzinę
psychologji i socjologji, którym poświęcone
dalsze rozdziah książki.
Zaznaczyć zgóry należy, że dyskusja w tej dziedzinie jest znacznie trud­
niejsza niż poprzednio. Charakterystyki psychiczne poszczególnych ty­
pów konstruuje Günther bądź na podstawie własnych obserwacyj,
które uzgadnia z poglądami innych autorów, bądź też przy pomoc v
argumentacji z dziedziny historycznego życia narodów, które wykazują
przewagę jakiegoś składnika rasowego. I jedna i druga metoda budzić
musi jak najpoważniejsze zastrzeżenia. Przy obserwacjach indywidual­
nych, gdzie jedynym aparatem staje się introspekcja czy, co gorsza,
anamneza — subjekty wizm obserwatora odgrywa niewątpliwie rolę
ogromnie komplikującą. Argumentacja zaś historyczna, t. j. w tym wy­

141
padku interpretowanie faktów historycznych ze względu na psychologję ich uczestników, wjwołuje na porządek dzienny zagadnienie trak­
towania historji wogóle. Z tym zaś problemem związana jest dyskusja,
którą bez widocznych rezultatów zajmują się filozofowie od szeregu
stuleci. Dlatego też ta właśnie część dzieł Günthera spotkała się z naj­
ostrzejszą krytyką ze strony ostrożniejszych badaczy.
Należy jednak przypuszczać, że nawet i w tych subjektywnych
ujęciach nie przedstawia się sprawa charakterystyki typów antropolo­
gicznych aż tak beznadziejnie, jak sądzą oponenci poglądów Günthera.
Należy pamiętać o tem, że po odrzuceniu całego balastu fejletonowych
improwizacyj, pozostaje jednakowoż szereg obserwacyj zgodnych i od
.siebie niezależnych, które trzeba poważnie brać w rachubę przy za­
gadnieniach psycliologji rasowej. Wiemiy dziś zresztą na podstawie wy­
ników osiągniętych objektywnemi metodami badań, że różnice psy­
chiczne między składnikami rasowemi istnieją i że są one dostatecznie
wyraźne i prawidłowe, by móc je ujmować ilościowo (Czekanowski,
Minkowska, Sobolski, Bykowski).
Tu podkreślić należy, że klasyfikacja właściwości psychicznych
składników rasowych przez Günthera, jest poważnym krokiem naprzód
w porównaniu z poprzednim stanem tego zagadnienia. Podczas gdy
Gobineau i jego następcy, ograniczali się do przeciwstawiania nobliwej
rasy nordycznej, nieszlachetnej reszcie rodzaju ludzkiego traktowanej
jako całość —• Günther wprowadza charakterystyki poszczególnych ty­
pów. Wedle jego klasyfikacji rasie nordycznej dorównuje pod wzglę­
dem walorów psychicznych typ północno-zachodni (fälische Rasse),
z koleji idzie rasa dynarska i wschodniobałtycka. „Ganz schlechte Zen­
suren“ jak pisze Lebzelter, otrzymują natomiast pozostałe składniki.
Nie wchodząc w szczegóły, stwierdzić należy sine ira et studio, że osią­
gnięcie tak dokładnej charakterystyki psychicznych cech typów antro­
pologicznych, jaką posiadamv dziś dla ich morfologji, jest jeszcze mu­
zyką przyszłości. Zależy to w pierwszym rzędzie od wyszkolenia odpo­
wiedniej kadry psychologów, którzy potrafiliby się uporać z techniką
obserwacyjną swojej specjalności. Kiedy zaś to nastąpi, trudno dziś
wyrokować. Jeśli zaś chodzi o przypuszczenia, które już dziś, na pod­
stawie konkretnie stwierdzonych faktów, wysnuć można, to wydaje się
prawdopodobne, że poszczególne składniki rasowe posiadać będą nie­
równomierne dyspozycje w różnych przejawach życia psychicznego,
Wątpliwe zaś jest, czy któryś z tych składników okaże się formacją
wszechstronnie doskonałą.
Ze swojej klasyfikacji psychicznej typów, wyciąga Günther kon­
sekwencje w rozdziałach socjologicznych swej książki. Stoi on na sta­
nowisku, że pierwotni Indoeuropejczycy reprezentowali pod względem
antropologicznym typ nordyczny. Pogląd ten przepracowany wciągu
trzech pokoleń antropologów jest dziś ogólnie przyjęty. Poważne wąt­
pliwości nasuwają natomiast dalsze ujęcia Günthera, dotyczące dziejów
składu rasowego poszczególnych ludów indoeuropejskich. Wedle autora

142
ulegają one procesowi denordyzacji, który wyjaławia je z elementu kul­
turalnie twórczego i powoduje powolną, ale nieuchronną dekadencję.
Denordyzacja osiągnęła dziś swe maximum u południowych Indoeuropejczyków (Arjowie i Irańczycy, Ormianie, Grecy i Halikowie), poważ­
nemu odnordyzowaniu ulegli również potomkowie dawnych Celtów.
W mniejszym stopniu zatracili swą pierwotną fizjognomję rasową pół­
nocni Słowianie i Bałtowie. Najlepiej zaś zakonserwowali się dotąd
Germanie. Wnioski, jakieby z takiego stanu rzeczy wynikały, są przej­
rzyste i nie różnią się od konkluzyj wyprowadzonych już przez Gobi­
neau. Biologicznem prawem narodów obdarzonych nordycznym cha­
rakterem rasowym jest utrzymywanie swej supremacji politycznej nad
resztą świata. Niestety — wniosek tak pocieszający dla narodów ger­
mańskich, kryje w zanadrzu mniej miłe, bo niespodziane konsekwen­
cje. Okazuje się, że nietylko Germanie zakonserwowali w dobrym sta­
nie swój typ pierwotny. Nie ulega już dziś wątpliwości, że element ten
występuje wśród Słowian północnych w liczebności bodaj czy nie więk­
szej niż w Niemczech.
H. Günther wraz z innymi antropologami niemieckimi, zdał sobie
sprawę z tego faktu, toteż nie dziwi nas, że w 13 i 14 wydaniu „Rassen­
kunde des deutschen Volkes“ lansuje się nową hipotezę, która ma sta­
nowić pewną nowelę do starego kanonu o prymacie rasy nordycznej.
Wedle tej nowej koncepcji nie sam typ nordyczny, lecz populacja,
w skład której wchodzi ponadto typ północno-zachodni (fälische Rasse)
ma być tym najbardziej kulturalnie twórczym amalgamatem. Popula­
cję taką przedstawiają dziś północno-zachodnie Niemcy. Przyznać
trzeba, że przy takiem postawieniu sprawy, ewentualne pretensje Sło­
wian do udziału w hegemonji nad światem z racji swego nordyzmu,
stają się bezprzedmiotowe, ponieważ typ północno-zachodni zaznacza
się u nich bardzo słabo. Jak widzimy koncepcja ta jest równie śmiała,
jak nonszalancka względem podstaw metodyki naukowej, ale nawet
i ona nie może stanowić pogodnego zakończenia książki.
Okazuje się bowiem, że i nordyczny charakter Germanów jest ostat­
nio mocno zagrożony. Denordyzacja nie następuje tu przez wessanie
nordycznych zdobywców przez nienordycznych autochtonów (jak u In­
dów, Persów, Greków, Włochów i Gallów), ani też przez przepojenie fa­
lami nienordycznych ekspansyj (jak u Słowian Wschodnich), lecz drogą
ostrych procesów selekcyjnych, które redukują liczebność nordycznych
warstw kulturalnych a nordycznych chłopów wypędzają do miast
i drogą substytucji, częściowo obcej (Unterwanderung), która wprowa­
dza nienordyczne elementy rasowe. Eugenika, prawodawstwo i na­
cisk odpowiednio wykształconej opinji działać więc winny w kierunku
utrzymania nordycznego charakteru Niemiec i uzbroić się przeciw tym
wszystkim czynnikom (Żydzi i komuniści), którzy propagując indyferentyzm rasowy osłabiają tężyznę i poczucie odrębności narodu. W ten
sposób dotarliśmy do zakończenia i sensu moralnego książki. Wystar­
czy to, aby stwierdzić, że końcowe jej rozdziały nasycone są dostatecz-

143
nie określoną tendencją polityczną. Nic więc dziwnego, że ich autor
stał się teoretykiem grupy politycznej Hittlera. Rozważanie tych poglą­
dów wykracza poza ramy dyskusji naukowej, to też nie możemy się
tu niemi bliżej zajmować. Godzi się natomiast podnieść pewien fakt
z pogranicza demografji, który obserwować można od pewnego czasu
stale w literaturze zachodnio-europejskich społeczeństw urbanistycz­
nych. Zjawiskiem tem jest tęsknota za wsią. Bardzo typowe przejawy
tego sentymentu zauważyć się dają w literaturze niemieckiej (Günther,
Schemann, Kruse). Pisze się więc o Niemcach, jako o narodzie chłop­
skim, nawołuje się do osadzania bezrobotnego proletarjatu na wylud­
nionej wsi, a dla maszynowej kultury wielkich miast ma się tylko
gromy potępienia. Te głosy pełne troski o przyszłość narodu niemiec­
kiego uzasadnione są kryzysem populacyjnym, jaki ogarnia dziś Europę
zachodnią. Czy klęskę tę da się odwrócić przy zastosowaniu środków
mechanicznych, czy da się Niemcom — najbardziej mieszczańskiemu
z narodów — zasugerować ideały rustykalne, to zobaczymy prawdopo­
dobnie w niedalekiej już przyszłości.
Stanisław Klimek.
Jan Czekanowski, Zarys antropologji Polski. Lwów 1930. 8° S.
XVI-J-592. (Lwowska Bibljoteka slawistyczna T. XI).
Polska jest krajem najlepiej zbadanym pod względem antropolo­
gicznym. W Polsce dokonano jednak nietylko wielkiego zdjęcia antro­
pologicznego, ale przeprowadzono także szereg szczegółowych badań
monograficznych, które pozwoliły na opracowanie ogólnego ujęcia. Na
podkreślenie zasługuje, że ten rozwój nie jest bynajmniej echem ana­
logicznych ruchów zagranicą, ale wręcz przeciwnie właśnie wtedy gdy
antropologja zachodnio-europejska doszła do punktu rozwoju dość bez­
nadziejnego, wtedy polska antropologja stworzyła nową metodę, która
była tak odrębna, że zdobyła na Zachodzie miano polskiej szkoły.
Polską szkołę antropologiczną stworzył i wykształcił Jan Czekanowski,
Profesor Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie. Wyniki badań
ostatnich lat lwowskiej szkoły antropologicznej, przedstawia Prof. Cze­
kanowski w pracy p. t. ,Zarys antropologji Polski“ i dochodzi do na­
stępujących wniosków :
1) Prace antropologiczne doby obecnej skupiają się w czterech kie­
runkach, a mianowicie antropologicznego badania Polski, przebudowy
antropologji na naukę ścisłą, opracowania antropologji zoologicznej
w łączności z anatomją porównawczą ras ludzkich, a wreszcie demon­
strowania znaczenia praktycznego antropologji.
2) Reljef polskiej mapy antropologicznej pozostaje w najściślej­
szej łączności z ruchami migracyjnemi minionych okresów, lecz z moż­
liwych nawiązań antropologiczno-etnicznych wyraźnie zaznacza się
tylko łączność ekspansji języków indoeuropejskich z ekspansją typu
nordycznego.
3) Podnoszenie się dobrobytu ludności wpływa na podnoszenie się
wzrostu popisowych, dlatego wahania średnich wzrostu młodzieży woj­
skowej wynikają ze zmieniającej się corocznie konjunktury gospodar-

144
«zej. Przytem w świetle wahań rocznych zaznacza się wyraźnie odręb­
ność etniczno-wyznaniowa od izolacji terytorjalnej.
4) Dobór wojskowy wskazuje, że do wojska polskiego najbardziej
jest brany typ subnordyczny, następnie typ presłowiański, na trzeciem
nordyczny, a dopiero na ostatniem alpejski. Dlatego mając do dyspo­
zycji spostrzeżenia nad żołnierzami musimy sobie zdawać z tego sprawę,
że na ich podstawie nie doceniamy liczebności typów nordycznych
i alpejskich, a przeceniamy liczebność suhnordycznych i presłowiańskich
5) Metoda podobieństwa okazuje się bardzo precyzyjnym instru­
mentem analizy naukowej, ponieważ wskazuje nam odrazu na ele­
menty rasowe, powodujące ewentualne rozbieżności.
6) W świetle badań nad pigmentacją widać, że ludności naszej nie
można uważać za zupełnie mechaniczną mieszaninę różnorodnych
składników antropologicznych, lecz tworzy ona bardzo spoistą całość,
mocno wyrównaną w konsekwencji oddawna trwającego współżycia.
7) Z badań nad strukturą populacji wynika, że typy antropolo­
giczne rozpadają się na elementy rasowe i ich formy mieszane, a przy­
należność osobnika do typu antropologicznego dziedziczy się w zgod­
ności z Mendlowskiem prawem rozszczepienia. Powoduje to oczywiście
utrzymywanie się składników populacji, pomimo ich wykrzyżowania się.
8) Ze zróżniczkowaniem morfologicznem łączy się bardzo ściśle
zróżnicowanie fizjologiczne i psychiczne, przyczem między zróżnico­
waniem morfologicznem i psychicznem zachodzi ściślejsza łączność,
gdy ich łączność ze zróżnicowaniem serologicznem jest znacznie luź­
niejsza.
9) Spostrzeżenia nad konstytucją patologiczną wykazują typy mie­
szańców dysharmonijnych, u których brak wewnętrznej harmonji orga­
nizmu, powoduje jego słabość, względnie zmniejsza odporność na dzia­
łanie środowiska. Niezharmonizowani mieszańcy stanowią bardzo
znaczną ilość gruźlików, a prawdopodobnie i chorych innych kategoryj, zarazem ci mieszańcy są mniej odporni nietylko przy zapadaniu
na schorzenia, ale też i w jego przebiegu.
10i W składzie rasowym populacyj można zauważyć, że element
nordyczny bynajmniej nie wymiera, a raczej następuje eliminacja ele­
mentu laponoidalnego na korzyść innych składników ludności.
11) Szlachtę polską różni od ludu wyższa odsetka elementu nordycznego i niższa odsetka elementu iberyjsko-insularnego. Ponieważ
element nordyczny utrzymuje się u nas na wsi, więc stąd ten element
liczebnie się wzmaga, gdyż miasta niszczą część przyrostu ludności,
odpływającego ze wsi i koncentrującego się w tych ośrodkach zaostrzo­
nej walki o byt.
Zarys antropologji Polski Prof. Czekanowskiego opiera się na
trzech podstawach, a) prawo liczności typów, b) prawo średniej antro­
pologicznej, c) synteza kartograficzna danych dotyczących szeregu

145
cech antropologicznych, która pozwala na wyodrębnienie teřylorjów
o podobném ustosunkowaniu elementów składowych. Oparcie się na
trzech tych podstawach teoretycznych pozwala na bardzo daleko idącą
objektywizację badań antropologicznych uniezależniając wyniki tak
od indywidualnych właściwości badaczy jak i od indywidualnych wła­
ściwości materjału. Dzięki zastosowaniu tych metod książka dochodzi
do wyniku, że głównemi składnikami naszej ludności jest element nordyczny, bezwzględnie najliczniejszy i element laponoidalnv zajmujący
drugie miejsce. Trzecie miejsce zajmuje element iberyjsko-insularny,
a nielicznie przedstawia się element armenoidalny. Prócz tych typów
zasadniczych istnieje oczywiście szereg mieszanych. Ujęcie zagadnienia
antropologji Polski dało w rezultacie wyniki dotyczące podstawowych
zagadnień biologji, jak mechanizmu dziedziczenia, stałości typów antro­
pologicznych, zmian w stosunku dominacji do recesywizmu, związków
między zróżnicowaniem łizjologicznem, psychicznem i morfologicznem,
łączności między różnicami rasowemi a typem uzdolnień, oraz zależ­
ności wzrostu od oddziaływania śfódowiska społecznego Nadto książką
podaje szczegółowe wyniki, dotyczące antropologji Niemiec, Rosji po­
łudniowej, Węgrów i Żydów.
A. Fischer
Hans F. R Günther. Rnssenkunde des jüdischen Volkes.
2 Auflage. München ítftO. S. .152. .1. K. Lehmanns Verlag. Brosz. 11 Mk.
Opr. 13 Mk
Kwestja żydowska, która już w starożytności, po diasporze, zna­
lazła się wśród zagadnień społei znych narodów europejskich, została
jako problem rasowi7 podniesiona dopiero w XIX w., t. j. po tak zwanej
emancypacji Żydów i równouprawnieniu ich z ludnością chrześci­
jańską. Poprzednio różnice wyznaniowe i organizacyjno-społeczne były
dość silne, aby dezaktualizować wszelką dyskusję na temat różnic bio­
logicznych. Z chwilą, gdy średniowieczna organizacja narodów upadła
pod ciosem rewolucji francuskiej, a Żydzi stali się formalnie równo­
prawnymi członkami społeczeństwa, moment rasowy wysunął się na
plan pierwszy i on stanowi do dzisiaj punkt wyjścia dla wszelkich
rozważań sprawy żydowskiej. Podłożem tych rozważań jest niewąt­
pliwie fakt, że Żydzi mimo uprawnień formalnych odczuwani są przez,
współżyjące z nimi narody europejskie, jako element obcy i jak o tern
świadczą liczne przykłady
nawet po porzuceniu żydostwa w7 zna­
czeniu rehgijnem i kulturowem, zachowują szereg ccc h wyróżniających
ich od nieżvdow’skiego otoczenia.
Pierwszym etapem tej dyskusji biła właśnie sprawa charakteru
.\ili cech. Toczyła się ona około zasadniczych zagadnień biologicznych,
a mianowicie dziedziczności i wplyivu środowiska. W odniesieniu do
problemu żydowskiego były te dwa zagadnienia formułowane nastę
pująco 1) Jakie cechy składają się na ,,faciès iudaica“, 2) czy zjawisko
to dziedziczy się i 3) czy jest ono uwarunkowane momentem rasoivym,
czy też wynikiem oddziałania środowiska. Odpowiedź na pierwsze
Lud. T. XXIX.

10

146
z tych pytań, aczkolwiek pozornie najmniej skomplikowana, przedsta­
wiała się w pierwszej fazie dyskusji dość beznadziejnie. Porównując
mianowicie poszczególne cechy właściwe Żydom z cechami otaczającej
ich ludności nieżydowskiej, stwierdzono, że znajdują się one najczęściej
w skali wahań tych cech u nieżydów. Różnice morfologiczne między
dwoma językowemi grupami żydowskiemi (t. j. Żydami sefardyjskimi
i aszkenazyjskimi) były w większości wypadków znacznie większe niż
różnice między Żydami jednej z tych grup a miejscową ludnością nieżydowską. Kryterjum antropometryczne i morfologiczno-porównawcze
dało tu więc wynik sprzeczny z doświadczeniem przeciętnego obser­
watora ulicznego. Ten stan rzeczy doprowadził w rezultacie do poglą­
du, że odrębność fizjognomji żydowskiej jest uwarunkowana czynni­
kami zewnętrznemi, wśród których najważniejszą rolę odgrywać miały
historyczne koleje Żydów, ich sytuacja społeczna i odrębność kultu­
rowa. Żaprzeczano więc ostatecznie istnieniu jakichkolwiek różnic ra­
sowych. Nawet jednak i przy ówczesnym stanie antropologji musiał
wynik tego rodzaju budzić jak najpoważniejsze wątpliwości. Uderza­
jące było przedewszystkiem, że wśród wielu ludów południowowschodniej Europy i Azji przedniej, których historja i kultura kształ­
towały się zupełnie odmiennie niż żydowska, „facies iudaica“ nie wy­
stępuje jako zjawisko specyficznie żydowskie, lecz właściwa jest rów­
nież ogółowi ludności nieżydowskiej. Naodwrót zaś przedstawiciele tych
ludów, znalazłszy się w środowisku północno-europejskiem, lub też
obserwowani przez Europejczyków północnych robią wrażenie wybitnie
„żydowskie“. Drugim i bardziej dziś ważkim argumentem jest fakt, że
„facies iudaica“ dziedziczy się, a wobec zupełnej utraty kredytu nauko­
wego przez hypotezę o dziedziczeniu się cech nabytych, nic daje się
obecnie utrzymać pogląd, tłumaczący odrębność fizjognomji żydow­
skiej oddziałaniem warunków zewnętrzu ycli.
Równocześnie z wprowadzeniem do biologji tego genetycznego
punktu widzenia, antropologja wkroczyła w nowy okres swego roz­
woju, a zagadnienie charakteru rasowego Żydów doczekało się nowego
oświetlenia. Dawna metoda pracy, polegająca na zestawianiu poszcze­
gólnych cech, ujmowanych w parametry i traktowaniu ich jako cha­
rakterystyk porównywanych grup, okazała się zupełnie niecelową.
Nowa postawa antropologji wobec zagadnienia charakterystyki rasowej
grupy, polega na wysunięciu sprawy określenia jej składników raso­
wych, traktowanych jako zespoły cech. Ten właśnie typologiczny punkt
widzenia współczesnej antropologji w odniesieniu do Żydów reprezen­
tuje książka Günthern. Na wstępie rozprawia się autor z zakorzenionym
tu i ówdzie poglądem, jakoby Żydzi stanowili jednostką rasową. Jak
każda inna populacja, tworzą oni amalgamat kilku składników, o określonem ustosunkowaniu ilościowem. W dalszych rozdziałach daje Gün­
ther charakterystykę tych elementów. Są to: typ armenoidalny (d. vor­
derasiatische Rasse), typ orjentalny (d. orientalische Rasse) i pewne
drobne, przymieszki murzyńskie. Te składniki występowały wśród

147
Żydów w K li pierwotnej ojczyźnie w Palestynie. Częściowo były to
elementy piÄfcdżydowskiej ludność tego obszaru, która została przez
Żydów podbita i zasymilowana, częściowo są to późniejsze infiltracje,
wchłonięte przez Żydów w okresie ich państwowości. Tym niezmiernie
ciekawym zagadnieniom poświęca autor wiele uwagi, kreśląc kolejność
przebiegu procesów rasowych na obszarach Syrji i Palestyny. W okresie,
neolitycznym było to terytorjum zamieszkane przez ludy o śródziemne»
morskiej fizjognoinji rasowej, ż północy nawarstwiła się na to podłoże
ludność o charaklerze armenoidalnym, wreszcie zaś fale ekspansji se­
mickiej przyniosły typ orjentalny, a częściowo i etjopski. Wraz z jedną
z tych lal semickich (amorycką) przybyli Hebrajczycy. W ten sposób
jeszcze przed r. 2000 a. Ch. n. skład ludności palestyńskiej zawierał
wszystkie główne elementy, właściwe Żydom współczesnym. Pewne
objekcje może nasuwać pogląd Giinthera na historję nordycznej przy­
mieszki u Żydów. O ile niewątpliwe jest przeniesienie jej za pośred­
nictwem Filistynów, to ujmowanie Amorytów jako ludu o lizjognomji
nordycznej budzić musi poważne wątpliwości. Trzeba stwierdzić, że
brak nam dziś jeszcze materjałów, które umożliwiałyby rzeczową dy­
skusję w tej sprawie. Interpretowanie malowideł egipskich nie będzie
tu w każdym razie dostatecznym argumentem.
Do czasu diaspory utrzymuje się u Żydów ten skład ludności,
który wytworzył się w okresie formowania się państw żydowskich
w Palestynie. Perturbacje polityczne i najazdy sąsiednich ludów nie
mogły go zmodyfikować, ponieważ ich skład rasowy był prawie iden
tyczny z żydowskim. Głęboki przewrót wywołam został dopiero roz­
proszeniem się Żydów po upadku ich niezależności politycznej. Dia­
spora doprowadziła do powstania dwu grup językowych, a z biegiem
czasu do zaznaczenia się j»oważnycli różnic antropologicznych między
niemi. Grupa południowa (sefardyjska) znalazła się w środowisku rasowem, o przewadze elementu śródziemnomorskiego. Procesy selek­
cyjne i wykrzyżowanie spowodowały pewną zmianę jej składu na
korzyść elementów śródziemnomorskich i orjentalnych — przy równoczesnem osłabieniu liczebności typu armenoidalnego. Grupa wschodnia
(Aszkenazim) podległa znacznie gruntowniejszemu przeobrażeniu.
W poważnej liczbie weszły w jej skład charakterystyczne dla środko­
wej i północno-wschodniej Europy, typy nordyczny, subnordyczny
i laponoidalny. Jako składnik najliczniejszy zaznacza się ponadto
u Żydów aszkenazyjskich typ armenoidalny, orjentalny zaś i śród­
ziemnomorski schodzą na plan dalszy.
To historyczne rozpatrzenie składu rasowego Żydów doprowadza
autora do wniosku, że różnica między Żydami a ludnością europejską,
przedewszystkiem zaś północno-europejską, polega na odmiennym
ilościowo i jakościowo składzie obu populacyj. „Facies iudaica“ uwa­
runkowana jest więc momentem rasowym, a mianowicie występowa­
niem typów armenoidalnego i orjentalnego, które wśród Europejczy-

10

148
ków zaznaczają si»;, nawet na południu, tylko w charakterze drobnej
przymieszki.
Czy ten, niewątpliwie słuszny, wniosek uprawnia nas jednak do
całkowitego odrzucenia wpływów środowiska kulturowego na kształ­
towanie się tïzjognomji żydowskiej? Należy przypuszczać, że obok
cech rasowych, t. j. dziedziczących się właściwości morfologicznych,
fizjologicznych i psychicznych, występują w tïzjognomji i psychu;»:
żydowskiej zjawiska, które im tvlko, jako zespołowi kulturowemu, są
właściwe. Zanikając wraz z zerwanienl związku z kulturą żydowską,
podkreślają one jednak i uwypuklają różnice rasowe tam, gdzie ten
związek istnieje. Cała ta sprawa, wiążąca się ściśle z kwestją kształ­
towania się fizjognomji, jest jeszcze zagadnieniem dziewiczem i wy­
maga podstawowego opracowania.
W końcowych rozdziałach swej ciekawej książki rozważa H. Gün­
ther zagadnienie różnic psychiki społecznej i fizjologii między Żydami
a ludnością europejską. Materjałem, który służy mu do tego celu,
są przeważnie zestawienia statystyczne, odnoszące się <lo kategoryj
rodzinnych, zawodowych, klinii znych i kryminalnych Przy tego ro­
dzaju inaterjale nie podobna oczywiście wyeliminować momentu raso­
wego od czynników społecznych, toteż baczyć trzeba, by nie popaść
w jednostronność przy ocenie źródła pewnych zjawisk. Przyznać trzeba,
że autor postępuje w tych sprawach naogół bardzo ostrożnie. Rezul­
tatem tych rozważań jest wniosek, że współczesny antagonizm między
Żydami, a narodami, wśród których oni mieszkają, rozgrywa się na
płaszczyźnie kulturowej, gdzie Żydzi zaznaczają bardzo wyraźnie swą
indywidualność, obcą tradycjom kultury europejskiej. Wniosek ten
jest zupełnie słuszny, jeżeli chodzi o Niemcy, czy też o zachodnią
Europę wogóle. Współczesna kultura narodów zachodnio-europejskich
jest w bardzo dużej mierze pod wpływem pewnych przejawów ducha
żydowskiego. W Polsce natomiast, gdzie Żydzi są silniej izolowani
i nie wchodzą w skład warstwy kulturalnej, wpływ ten nie istnieje,
a przyczyn antagonizmu szukać raczej n;tl»'ż\ w dziedzinie gospodar­
czej. W jakim zaś stosunku pozostają te obydwie płaszczyzny tarcia do
momentu rasowego, to pokaże dopiero przyszłość.
Zestawiając w końcu dane demograficzne, przychodzi H. Günther
do wni. .skli, że wskutek wyłamywania się z ortodoksyjnego rygoru
i odwiecznych obyczajów, Żydzi ulegają ostremu kryzysowi populacyj­
nemu, który objawia się przedewszystkiem w postaci obniżenia liczby
urodzin. Wniosek ten zgodny jest z rezultatami ostatnich badań nad
głównym rezerwoarem żydowskim, a mianowicie nad Żydami w Polsce
(B Wasiutvňski). Gdvby ten proces miał rozwijać się dalej, to kwesłja
żydowska w przyszłości miałaby szanse skoncentrowania się na pła­
szczyźnie stosunków kulturowych, przy małych i ciągle malejących
przejawach wpływu żydowskiego Na możliwość takiego rozwiązania
tego zagadnienia wskazuje Günther, podnosząc, że poza kryzysem
rujnującym pierwotną organizację społeczną Żydów i wciągającym

149
ich w orbitę bezpośredniego zetknięcia z kulturą europejską dokonywa
się u nich procas selekcyjny, który idzie w kierunku szybszej asymilacji
kuHurowcj eltnientów europejskich do nieżydowskiego środowiska.
Autor powołuje się przytein na wyniki badań Ci. Lempertówny, która,
na materjale lwowskim, wykazała, że ośrodki kultury europejskiej
(uniwersytety) przyciągają z pośród Żydów — przedewszystkiem
składniki europejskie (typy nordyczny i subnordvczny). Wskazując na
te dwa czynniki rozkładu żydowskiej organizacji społecznej, t. j. likwi­
dację ghetta i procesy selekcyjna, nawołuje. H. Günther do ochrony
kultury niemieckiej przed niebezpiei zeństwem wpływów żydowskich,
jakie wynikają z masowej infiltracji wyemancypowanych Żjdów do
twórczych ośrodków kulturalnej pracy na Zachodzie.
Książka jest ze wszech miar godna uważnej lektury. W przystępnej
formie daje ona przegląd współczesnego stanu badań nad antropologją
i demografją Żydów, wysuwając szereg zagadnień niezmiernej i dla nas
aktualności.
Stanisław Klimek.
Emile Jobbé - Du val. Les idées primitives dans la Bretagne con­
temporaine. Essais de folk-Iore juridique et d’histoire générale du
droit (Revue historique de droit français et étranger IV-e série,
K-e année. Paris 1929. Str. 431 - 472, 669 -- 715).
Rozprawa wybitnego historyka prawa jest dla nas niezmiernie
interesującą ze względu na liczne i silne analogje ze zwyczajami,
zwłaszcza prawnemi, naszego ludu. Autor omawia pewne zwyczaje
z zakresu prawa umownego i familijnego, w co wchodzą także pewne
zwyczaje pogrzebowe. O ile chodzi o grupę pierwszą, to zarówno
w hretońskiem ludowem prawie umownem, jak i w naszem, zaznacza
się rola, jaką odgrywa tu przybycia, t. j. wzajemne podania solne dłoni
przez umawiających się, jako jeden ze środków utwierdzania umów,
a łączące się podobnie jak u nas z następnem wypiciem litkupu. Ten
sposób utwierdzania umów stosowany jest u ludu bretońskiego, po­
dobnie jak u nas'zego przy kupnie na targach i jarmarkach. Utwier­
dzanie umów przez podanie ręki, ważną tu, jak i tam odgrywa rolę
przy zmówi nach i zaręczynach. Z innych sposobów utwierdzania umów
znanych zarówno ludowi bretońskiemu jak i naszemu, jest przysięga
przyrzekająca. Charakterystyczne dla ludu bretońskiego jest składanie
przysięgi na kamienie, oraz na pewne drzewa, co wiąże się z dawnym
kultem pogańskim. Ważną rolę przy przysiędze odgrywa ślina, symbo­
lizująca życie, względnie duszę. Depcąc ślinę, wyplutą po przysiędze,
pragnie przysięgający zaznaczyć, iż życiem swem ręczy za dotrzymanie
umowy. Również znana i rozpowszechniona niegdyś u Słowian przy­
sięga na słońce, zachowała się dotąd u Bretonów.
Dalszy rozdział poświęcony jest wierzeniom i obrzędom, łącząóym
się z narodzinami dziecka. Podobnie jak u ludu polskiego panuje u Bre­
tonów wiara w złe duchy, które zagrażają zdrowiu dziecka, oraz matki;
stąd szereg praktyk, mających na celu odpędzenie owych duchów.

150
Bardzo podobne do naszych są też obrzędy, łączące się z chrztem
dziecka, a szczególnie z oczyszczeniem położnicy.
Najobszerniejszą część swej pracy poświęcił autor obrzędom we­
selnym. Omówiwszy zaloty, swaty i zaręczyny, przechodzi autor do
przedstawienia właściwego obrzędu weselnego, oraz pokładzin i prze­
nosin. W osobnym ustępie zajmuje się autor zwyczajami w wypadku
powtórnego małżeństwa. (Urządzanie kociej muzyki).
Krótko traktuje autor u obrzędach pogrzebowych. Spotykamy
u ludu bretońskiego podobne zwyczaje, jak u naszego, a więc zasła
nianie luster w pokoju, w którym leży zmarły, zakrywanie naczyń,
przygotowanie wody, aby dusza mogła się umyć przed wędrówką
w zaświaty i t. d., wreszcie liczne obrzędy, mające na celu uniemożli­
wienie zmarłemu powrotu. Lud bretoński urządza także stypy po po­
grzebie. Rozprawka Jobbé - Duvala jest niezmiernie cenna dla badań
porównawczych nad zwyczajami ludów europejskich.
K. Koranyi.

Księga pamiątkowa ku czci prnf. tira Adolfa Chybińskiego. ofia­
rowana przez uczniów i przyjaciół z okazji pięćdziesiątej rocznicy
urodzin i dwudziestopięcioletniej rocznicy pracy naukowej. Kraków
1930. Nakładem autorów. 8°, str. 190.
Publikacja powyższa zawiera obok historycznych, teoretycznych
i estetycznych prac, dwie treści etnograficznej. Są niemi praca dra
Bronisławy Wójcik-Keuprulian p. t. O trioli w mazurkach
Chopina (str. 107 — 114) i Heleny W i n d a k i e w i c z o w e j p. t.
Ze studjów nad formą muzyczną pieśni ludowych, Okres kolisty
(str. 115—123).
W ścisłej łączności z tezą dra Br. Wójcik - Keuprulian, wyrażonej
w jej dziele p. t. „Melodyka Chopina“ (1930), a uznającej ornament za
istotny czynnik energetyczny w budowie melodji Chopina, pozostaje
praca o powyższym tytule. Zajmuje się ona mianowicie specjalnym
typem ornamentu, jakim jest triola w dwóch postaciach, jako mordent
i jako toczek i usiłuje wykazać na szeregu trafnie" dobranych przy­
kładów, że i ona nie tworzy wyjątku z ogólnego prawa. O znaczeniu
trioli jako czynnika stylistycznego u Chopina decydują — zdaniem
autorki - związki, w jakie ta triola wchodzi i to związki dwojakiego
rodzaju, melii zne i rytmiczne. Rodzaj tych związków, oraz prawidło­
wość, z jaką się pojawiają, dają pełnd .uprawnienie do uznania ich
ważnej roli w melodyce Chopina, co więcej, wskazują na daleko idące
związki i pokrewieństwa, łączące melodykę Chopina z melodyką pol­
skiej pieśni ludowej. Autorka wskazuje na przykłady, za­
czerpnięte ze zbiorów Kolberga, pieśni weselnych i pasterskich, oraz
tańców, w których melodyczna i rytmiczna rola trioli jest zupełnie
podobna, jak w mazurkach Chopina. Wobec tego, że dotychczasowa
literatura chopinowska opierała się prawie wyłącznie na intuicyjnie
odczutym < harakterze „narodowym“ muzyki Chopina, a nie na kryterjach naukowo stwierdzonych i zbadanych, praca dr. Wójcik Keu-

151
prLilian, jako przynosząca nowe. przyczynki w tym kierunku, zasługuje
na uwagę nietylko ze względu na swe pozytywne rezultaty, ale więcej
jeszcze ze względu na nowy sposób ujęcia problemu.
Znana już w Polsce ze swych badań nad polską etnografją mu­
zyczną, autorka drugiego studjum, p. Helena Windakiewiczowa, zaj­
muje się okresem „kolistym“, jako jedną z bardzo charakterystycznych
form polskiej melodyki ludowej. Opisawszy najważniejsze odmiany tej
formy, której muzyczna istota streszcza się w tożsamości melodji wierszów skrajnych, okalającej melodję wierszów środkowych, oraz jej
cechy meliczne, tonalne i rytmiczne, autorka zastanawia się nad zwią­
zaną z nią formą wiersza. Związki te formt7 muzycznej z formą wiersza
prowadzą au lorkę do ciekawych wniosków, odnośnie do epoki powsta­
nia okresu kolistego. Epoką tą byłaby według wszelkiego prawdo­
podobieństwa połowa XVI wieku, jako czas powstania melodyj pieśni
kościelnych do zwrotki trójwierszowej. Potwierdzenie swej hypotézy
znajduje Windakiewiczowa w zbiorach pieśni staro-francuskich J. Tiersola, oraz niemieckich E. Bochmego i słowackich K. Plicki, z czego
wysnuwa dalszy wniosek, że okres kolisty, idąc z Zachodu, wytworzył
na terenach Polski swe typy najbardziej charakterystyczne, z Polski
zaś przedostał się dalej na Wschód Słowiańszczyzny, jak o tern świad­
czą z kolei formy, dosłownie przeniesione na Ruś. Jako dowód sze­
rokiego rozpowszechnienia tej formy w polskiej pieśni ludowej cytuje
Windakiewiczowa przykłady jej zawarte w najrozmaitszych typach
pieśni (pieśni kościelne popularne, kolędy, legendy, opowieści świeckie,
pieśni weselne, żniwiarskie), oraz w t. z w. erotycznych pieśniach dwor­
skich XVII wieku. Przykładem wreszcie jej wpływu na muzykę arty­
styczną jest Chopina Mazurek gis-moll, op. 33 nr. 1., opierający się
na okresie kolistym.
Przeprowadziwszy w ten sposób wszechstronną analizę okresu ko­
listego i poparłszy ją szeregiem przykładów, otwiera autorka nowe
tereny naukowe dla etnografji muzycznej polskiej, której bogaty
i niezmiernie ciekawy materjał czeka jeszcze ciągle na opracowanie.

Dr. Stefanja Łobaczewska.
Evaristo Carusi,

Folkloristica giuridica e storia del diritto

(a proposito di una recente iniziativa romana). (Rivista di storia del
diritto italiano. Roma 1929, str. 129 — 159).
Punktem wyjścia artykułu prof. Carusiego jest uchwała powzięta
na- wniosek V. Scialoji na kongresie „di stud i romani“ w Rzymie
w r. 1928, nawołująca do spisywania zwyczajów, dotyczących bądź
bezpośrednio, bądź pośrednio dziedziny prawa. Autor zajmuje się bliżej
znaczeniem tych zwyczajów ludowych dla zrozumienia obecnych po­
glądów prawnych ludowych, oraz znaczeniem ich dla badań historyczno-prawnveh. Autor powołuje się tu na odczyt Cl. v. Schwerina, wygło­
szony w r. 1927 na Zjeździe związku niemieckich towarzystw ludo­
znawczych, a opublikowany następnie w r. 1928 razem z odi żytami

152
Diepgena i Tschumiego w „Die Volkskunde und ihre Beziehungen zu
Recht, Medizin, Vorgeschichte“, a nadto na rozprawy E. v. Künssberga
„Rechtsgeschichte und Volkskunde“, oraz „Volkskunde und Recht“.
Idijc za tymi autorami, zajmuje się Carusi tak punktami stycznemi,
zachodzącemi między zasadami prawnemi i życiowcm prawem a zwy­
czajami ludowemi i folklorem, jak stosunkiem badań ludoznawczych
do prawno-historycznych. Przy końcu artykułu ogłosił autor odezwę
komisji dla zbierania zwyczajów ludowych na obszarze prowincji
rzymskiej (podkreślenie zasady badań regjonalnych). Komisja kładzie
w swej odezwie nacisk na zbieranie nietylko takich zwyczajów, które
jeszcze są przestrzegane, ale także takich, które żyją tylko w tradycji
ustnej, przyczem zaleca zbieranie zwyczajów, łączących się z obrzę­
dami narodzin dziecka, weselnemi, pogrzebowemi, żniwiarskiemi i t. d.
Ponadto zawiera odezwa szczegółowe wskazówki specjalne dla ludzi
rozmaitych zawodów, mających styczność z ludem, a więc dla notarjuszy, plebanów, adwokatów i podestów.
Kurni Kormiyi.
Hans F. 11. Günther. liassenkunde Europas. Mit besonderer
Berücksichtigung der Rassengeschiclite der Hauptvölker indogerma­
nischer Sprache. III Auflage. .1. F. Lehmanns Verlag. Miinc hen 1930.
S. 342. Cena Mk. 10.
Zgodnie z podtytułem określić tę książkę można jako próbę
ujęcia historji rozwoju składu rasowego ludów indoeuropejskieh
W pierwszej części daje autor opisy składników rasowych ludności
współczesnej i geograficzne rozmieszczenie ich na terytorjach po­
szczególnych państw europejskich. Rozdziały te są szczególnie cenne
bo Günther wyzyskał tu cały najnowszy materjał, dając po raz
pierwszy od izasów Denikera, syntetyczny, aczkolwiek nieco szki­
cowy, przegląd stosunków rasowych w Europie. Przegląd ten jest
pozatem ciekawy i z tego względu, że pozwala na zorjentowame się
co do stopnia opracowania antropologicznego poszczególnych krajów
Dopiero .przy zestawieniu danych, któremi rozporządzamy dziś dla
poszczególnych obszarów, zdać sobie możemy sprawę z tego, jak
ogromna praca została w tej dziedzinie wykonana w Polsce.
Po przeczytaniu książki Giinthera uwydatnia się stwierdzony
przez J. Czekanowskiego fakt, że Polska jest dziś krajem najlepiej
zbadanym pod względem antropologicznym. Następne rozdziały po
święcą autor rozpatrywaniu poszczególnych ras i ludów w perspekty­
wie historycznej. Na szczególną uwagę zasługuje rozdział dotyczący
Indoirańczyków. Na bardzo ciekawym materjale literackim i na
faktach z dziedziny sztuk plastycznych opiera autor swój Wywód
o pierwotnej, długo zachowanej fizjognomji nordyc.znej Arjów
wschodnich. Wiele ciekawych spostrzeżeń zawiera również rozdział
o historji składu rasowego Hellenów i Rzymian. Argumenty za­
czerpnięte z tej dziedziny służą Giintherowi do uzasadnienia tezy
o współzależności poziomu kulturalnego z ilością składnika nor-

153
dycziiego w grupie społecznej .Jeżeli chodzi o materjał indoperski,
grecki i łaciński, a więc przedewszystkiem materjał z dziedziny twór­
czości literackiej i artystycznej, to doprawdy dziwić się należy, że nie
została u nas dotąd podjęta próba wprowadzenia doń kryterjum ra­
sowego. Dezyderaty w tvm kierunku, wysuwane przez antropologów,
lrafiał\ dotąd na nieczułą obojętność ze strony historyków sztuki.
Należy mieć nadzieję, że sprawa ta zaktualizuje się wreszcie, a pro­
blemy estetyki i historji sztuki, związane z zagadnieniami, rasowemi
doczekają się i u nas rozpatrzenia i zbadania. Günther postępuje
w tej dziedzinie utartym szlakiem Wolfmannowskiej doktryny.
Rozkwit twórczości kulturalnej musi się wiązać z nasileniem nordycznem w danej populacji — ilościowej zniżce składnika nordycznego
towarzyszy, vie e yęrsa, decrescendo kulturalne. Taki pogląd zbyt jest
schematyczny, by inógł być prawdziwy, dlatego też choć autor mnoży
swe argumenty przykładami z historji kultury we Włoszech i Francji,
trzeba stwierdzić, żc wydanie objektywnego sądu o poziomie dyspo
zycji kulturalnej poszczególnych ras możliwe będzie dopiero po prze­
pracowaniu odnośnych materjałów cyrklem antropologa i okiem
estety. Dotąd nie zdołano tu uniknąć jednostronności
Książkę swą kończy Günther uwagami o rasowo-eugenicznej
teraźniejszości i przyszłości Europy. Jest to ten sam finał, którym
brzmią końcowe rozdziały „Rassenkunde des deutschen Volkes“.
Utrzymanie rasy nordycznej w jej ilościowej przewadze, zapewnienie
jej dominacji ideowej i organizacyjne!, ma prowadzić do uratowania
zagrożonej dziś kultury europejskiej.
W ( ałości książka, jak zresztą wszystkie dzieła Günthern, jest
nadzwyczaj interesująca i ze wszech miar godna lektury
Stanisław Klimek.

Materjjały tlo monngrafjji przemysłu i sztuki ludowej w Polsce.
Tom I. Powiat przasnyski. Nakładem Warsz. wojewódzkiego komitetu
regjonalnego Warszawa 1930. s. 127 + 1 nlb. Tom II. Powiat wło(iawski. Nakładem Sejmiku powiatowego we Włodawie. Warszawa
1930 s. XI + 287.
Reprezentacja (obecnie Związek) Towarzystw popierania prze­
mysłu ludowego w Warszawie podjęła się pracy, zakrojonej na wielką
skalę. Dąży bowiem do zebrania materjałów z zakresu przemysłu
i sztuki ludowej na terenie całej Polski przez poszczególne Towarzy­
stwa popierania przemysłu ludowego. Materjały, uzyskane z badań
poszczególnych Towarzystw, opracowuje następnie Reprezentacja
(Związek) i stara się o ich wydanie Inicjatywa ta ma również doniosłe
znaczenie dla etnografji polskiej, a zwłaszcza dla jej działów: sztuki
ludowej i kultury materjalnej.
Dotąd wydano 2 tomy jako monografje powiatowe, do których
materjały zebrało Warszawskie Towarzystwo popierania przemysłu
ludowego. Obie monografje zawierają wiele danyćh, tyczących się sto­

154
sunków rolnictwa, przemysłu drzewnego i fabrycznego, rzemiosła,
handlu, komunikacji, statystyki ludności i t. p., podają liczne wy­
kresy i tabele, oraz mapy, odnoszące się do stanu produkcji różnych
gałęzi przemysłu ludowego. W obu monografjach poświęcono naj
więcej miejsca oczywiście obecnemu stanowi przemysłu ludowego
Rozdział ten, objaśniony licznemi fotografjami, rysunkami, oraz ze■tawieniami rozpada się w obu pracach na następujące grupy: a) prze­
mysł włókienniczy, b) przemysł drzewny, c) przemysł mineralny,
di przemysł metalowy, e) przemysł skórzany, fi przemysł konfekcyjny,
g) przemysł spożywczy, a grupy te podzielono na dalsze poddziały
szczegółowe.
Ostatni rozdział traktuje o sztuce ludowej, a jako taki winien
być opracowany według zasad, obowiązujących dla prac naukowych
etnograficznych. Niestety w żadnej z ohu prac nie uwzględniono
sztuki ludowej w sposób naukowy. Podczas, gdy w rozdziale o „obec­
nym stanie przemysłu ludowego“ podano w niektórych wypadkach
miejscowość, w której dany wytwór występuje, to natomiast w roz­
dziale o sztuce ludowej stale przemilcza się te tak bardzo w etnogral ji
ważne szczegóły.
Dalszym błędem omawianych prac jest przytaczanie w rozdziale
0 „obecnym stanie przemysłu ludowego“ szczegółów, zaobserwowanych
przez badaczy starych (jak: Gołębiowskiego, O. Kolberga, Z. Glogera,
L Kunickiego, K. Wójcickiego i innych), jednakże często hez wyja­
śnienia, czy dany fakt zachował się do dnia dzisiejszego.
Prace „Powiat przasnyski“ i „Powiat włodawski“ są początkowe
1 należy spodziewać się, że nowo zorganizowany Związek Towarzystw
popierania przemysłu ludowego pokieruje dalszemi pracami tak, że
hędą ukazywały się one w7 formie polepszającej się stale. Wydawnictwui
należy życzyć, by zostało doprowadzone szczęśliwie do końca, oraz by
przyczyniło się do gruntowniejszego poznania kultury naszego ludu,
i dało materjał do wykreślenia map etnograficznych Polski.

Alfred Bachmann.
Tadeusz Seweryn. Pokucka majolika Indowa. Kraków 1029.
8", S. 10(5.
Ceramika pokucka była przez długie lata oceniana zupełnie
mylnie. Zarówno L. Wierzbicki w7e .Wzorach przemysłu domowego
na Rusi“, jak Wł. Szuchiewdcz w swem dziele o „Huculszczyznie“
zaliczali garncarzy pokuckich do ruskiej sztuki ludowej. Rłąd ten
przeszedł także do polskich prac, dlatego z uznaniem należy pod­
kreślić zasługę T. Seweryna. któr\ te zapatrywania sprostował
i zwrócił uwagę, że na Pokuciu mamy oddawna całe rody garncarzy
Polaków7. Z hadań tych wynika, że około r. 1811 działa Mateusz
Kowalski, a mniej więcej współcześnie z nim pracował Piotr Bachmiński, ojciec znakomitego mistrza kosowskiego, Aleksandra Bachmińskiego. Prócz Bachmińskich pracują na Moskalówce koło Ko­
sowa Michał i Józef Baranowski, oraz mniej głośni ceramicy, jak
Antoni Marjasz, Józef i Władysław Wołoszczukowie.

155
Prócz Kosowa i Moskalówki drugiem ważnem środowiskiem były
Kuły, gdzie szczególnie odznaczyła sit; rodzina Nappóyy, Po śmierci
Tomasza. Nappa prowadzi warsztat jego dalej wdowa po nim Petronela Nappowa. Szczególnie jednak wielu garncarzy mieszka w Pistyniu. Wedle p. Seweryna w r. 1923 pracowało w Pistyniu 22 garn­
carzy, a z nich jeden tylko narodowości ruskiej. Najpoważniejszym
był aloli ród Koszaków, z którego wybił się najwięcej Piotr Koszak,
ur. w r. 1864 na Moskalówce. Bardzo dzielnie w tej pracy pomagała
mu pierwsza jego żona Emil ja, a obecnie pasierb Kazimierz Woźniak.
l)o grupy garncarzy pokuckich należy także rodzina Słowickich,
znana oddawna w Kołomyi.
Obecnie garncarstwo pokuckie przechodzi ciężki oki^'s ze względu
na to, że lud odwraca się od niego, a miejski odbiorca nie zawsze
czuje się zadowolony.
Autor przeprowadza także dokładną charakterystykę kształtów
i zdobnictwa pokuckiej majoliki, przyczem zastanawia się nad genezą
niektóry« h motywów. W drugiej części pracy omówiono technikę
garncarzy pokuckich Pewne szczegóły w praćy należałoby mojem
zdaniem sprostować. Dotyczy to zwłaszcza mistrza Aleksandra Bacliinińskiego. Zdaniem p. Seweryna Bachmiński nazywał się właściwie
Bachmatnik, a opiera to na zapisce z r. 1820 w „Liber natorum“.
Dzięki uprzejmości ks. M. Majewskiego w Moskałów«:«- ad Kosów
przeglądałem w czasie wakacyj 1929 r. różne księgi parafjalne, z któ­
rych wynika, że w 1819 r zawarli związek małżeński Piotr Bach­
miński i Anna Sitnik, oraz że w księgach jiojawia się nazwisko to
także w r. 1823 (Rozalja Bachmińska), więc nazwa Bachmatnik może
jiochodzić albo z przekręcenia nazwiska jirzez księdza nie znającego
nieraz w owych czasach dobrze języka polskiego, lub może było to
ludowe przezwisko, nadawane Piotrowi Bachmińskiemu. W r. 1845
bierze już ślub Aleksamler Bachmiński, zwany ze względu na metrykę
jeszcze także Bachmatnik, ale już ostatni raz, gdyż odtąd księgi
znają tylko Bachmińskiih
Nadto w związku z tern, że A. Bachmiński ur. się w r. 1820.
a Michał Baranowski w r. 1846 przypuszczam, że Bachmiński zaczął
praktykę chyba raczej u ojca Michała, Jana, który lepił jeszcze
zupełnie proste garnki. Wreszcie z dawnych ceramików pokuckich
zasługują także na uwagę Ignacy Koszczuk na Moskalówce, oraz
Krzysztof i syn jego Piotr Napp w Kutach.
Oczywiście te uzupełnienia yv niczeni nie umniejszają wartości
pracy p. Seweryna, który jiierwszy zwrócił uwagę, że t. zw. huculska
ceramika jest dziełem polskich garncarzy, którzy nietvlko nie za­
tracili swych odrębności plemiennych, ale nawet bardzo silnie wpły­
nęli na rozwój ceramiki ruskiej na łych obszarach.
Adam Fischer.

Stanko Vuiiiik, Slovenské panjske končnice. Donesek k studijnm o slovenském ljudskem slikarstvu. Separatni odtis iz Etno­
loga“ lil. Ljubljana 1929, S. 157- 178 + III tablice.

156
„Panjske končnioe“ czyli wspaniale malowane frontowe deseczki
w ulaeh słoweńskich, są niezwykle zajmujące nietylko dla tych, którzy
sit; interesują bartnictwem ludowenE ale przedewszystkiem dla badaczy
sztuki ludowej. Takie malowane deseczki pojawiają sic; na Słowenji
w XVIII wieku, a wedle badań dra Vurnika najstarsza dotąd znana
pochodzi z r. 1758. Zrazu te obrazki są komponowane bardzo syme­
trycznie, a dopiero około r. 1820 rozpoczyna sic; w nieb stylizacja
hardziej swobodna, realistyczno - naturalistyczna, pełna ludowego
humoru. Było to malarstwo istolnic ludowe, łączące sic; bardzo ściśle
z malarstwem na szkle. Głównym ośrodkiem tych malarzy był obszar
goreński, z którego rozszerzała się ta sztuka na Karynlją, Styrję
i północno - zachodni obszar doleński.
Tematy brali malarze przedewszystkiem ze starego i nowego te­
stamentu, z żywotów N. P. Marji i Świętych, jak św. Jerzy, św. An­
toni, św. klorjan, św., Marcin, św. Hubert, sw Barbara, św. Apolonja
i t. d. Wśród świeckich tematów szczególną popularnością cieszyło się
wyśmiewanie wad kobiecych, a więc chęci zachowania młodości,
kłótliwości, lekkomyślności i t. d. Prócz tego mamy tutaj często satyrę
na myśliwych, oraz ucieszne kpiny z krawców. Czasem nawet epizody
historyczne wprowadzali ludowi malarze, jak n. p. króla Macieja, Kon­
gres wiedeński, wojnę z Turkami, Lutra i 1. d. Niektóre obrazki, jak
ptak z ludzką głową na piersiach należą już wyraźnie do znanych
drzeworytów ludowych.
Szkic dra Vurnika omawia wyczerpująco najhardziej typowe
okazy tej słoweńskiej sztuki ludowej, które są tak wspaniale repre
zentowmne w Muzeum Etnograficznem w' Lublanie.
A. Fischer.
St. Viiriiik, Kmečka hihi Slovencev na južnovzhodnem pobočju Alp. Donesek k studiju slovenské Ijudske arhitekture. Sepa­
rátní odtis iz „Etnologa“ IV, 1. Ljubljana 1930. S. 30 — 71 + XIV
tablic.
Na obszarze słoweńskim mamy różne regjony budownictwa ła­
downego. Przedmiotem wyżej wymienionej pracy jest budownictwo
na obszarze goreńsko - karynckiem, należącym do kręgu kulturowego
alpejskiego. Na obszarze tym występują trzy formy osadnictwa.
Pierwsza forma to osada samotnicza na terenie górskim, które
później łączą się w długie w'sie górskie Druga forma, to okrągła wielodrożnica, nieregularne skupienie osad pochodzenia słoweńskiego.
Trzecia forma, to ulicówki, długie, wąskie, uporządkowane, bardzo
charakterystyczne dla wielkich równin podalpejskich. Osady takie
zostały stworzone przeważnie przez wielką własność.
O ile idzie o formę zagród, na obszarach górskich występują naj­
pierw' zagrody' samotnicze, związane z hodowlą bydła, w których
spotyka się izbę, stajnię i stodołę pod jednym dachem, natomiast we
wsiach wielodrożnych mamy budynki gospodarcze, ustawione obok
siebie odrębnie zupełnie, nieregularnie. Na równinie., w wąskich
wsiach ulicowych i rzędówkach poszczególne zagrody zwrócone są

157
szczytem do ulicy, przyezem albo dom oddzielony jest od stajni, albo
stajnia stoi przy końcu domu pod kątem prostym, a równolegle do
ulicy. Natomiast niema na tym obszarze typu bałkańskiego, rozdro­
bnienia różnych wnętrz mieszkalnych i gospodarczych na yviele bu­
dynków odrębnych.
Prócz tego praca dra Vurnika zav\Tiera liczne łipisy i ilustracje,
dotyczące planu, pieca, sposobów węgłowania, dachu, drzwi i okien,
oświecania izby, oraz bud\nkóyv gospodarczych
A. Fischer.
Seweryn Udziela, Ludowe stroje krakowskie i ich krój
Z 34 tablicami baryvnemi i 47 rycinami yv tekście, oraz dwoma arku­
szami krojów. Akwarelowe ilustracje wykonała Marja Eljasz - Radzi­
kowska. Kraków, 1930. Nakładem Muzeum Etnograficznego yv Kra­
kowie. 1930. 4°. S. 60.
Z pomiędzy wszystkich naszych strojów ludowych szczególnie
podobały się zawsze stroje krakoyvskie, które też z powodu swej
barwności wpłynęły silnie na inne polskie stroje ludoyve, jak n. p. na
góralskie. Wpływ ten tryva jeszcze dzisiaj, co zaznacza się choćby
w czasie dożynek w Spalę, kiedy to niektóre grupy lubelskie, popisy­
wały się w strojach krakowskich. Tymczasem strój ten w Krakow
skiem zanika lub ulega dziwacznym przekształceniom
Dlatego z wielkiem uznaniem należy poyyitać pracę Dyr. Sewe­
ryna Udzieli o stroju krakoyvskim. Autor omówił najpierw dokładnie
poszczególne części ubrania męskiego, a więc koszulę, spodnie z rze­
miennym paskiem, buty z onuckami, kaftan bez rękawów, sukmanę
białą, granatowy żupan, karazję, górnicę,- kożuch, kapelusz, magierkę,
opasek, pas z kółkami, laskę, fajkę, tabakierkę, yvoreczek na pie­
niądze i nóż.
Następnie podał Dyr. Udziela opis stroju krakowskiego, a więc
koszulę, spódnicę, zapaski, chustki, gorsety, kaftan, korale, pierścionki,
krzyżyk pod szyję, spinkę do koszuli, wstążki do włosów i do korali,
żupan, sukienkę, rańtuch, rozmaite ubrania głowy, wieniec panny
młodej, hafty i obuwie.
S. Udziela określił we yystępie cel książki następująco : „Ma ona
pokazać charakterystyczne stroje krakowskie, podać ich opis i krój,
aby każdy krayviec, każda szwaczka mogła go uszyć, aby nasze teatra
ludowe bez kłopotóyy mogły się zaopatrzyć w taki strój ludowy...
Pragnę przyczynić się do utrzymania stroju krakowskiego, aby Kra­
kowiak na uroczystości świąteczne, narodowe i rodzinne mógł zawsze
wystąpić godnie yve whfcnym stroju. Pragnę zaznajomić Polskę całą
i narody zagraniczne, jak wspaniale ubiera się Krakowiak, pragnę
pokazać, że ten strój godny jest zachowania, bo Polska może się mm
wszędzie pochwalić“.
Ten zamierzony cel praktyczny spełnia praca zupełnie przez do­
danie do tekstu licznych rycin kolorowych, a zwłaszcza form krojów;
ze względu na dokładne, wyczerpujące opracowanie zagadnienia stroju
krakowskiego należy książka ta i do naukowej literatury etnogra­
ficznej.
A. Fischer.

158
Aniela Chmielińska, Księżacy i ich strój. Warszawa 1930. Wy­
dawnictwo Polskiej Macierzy Szkolnej. S. XV + 112 + 3 nlb. f
1 mapa + 3 tabl. kolorowe.
Wprawdzie Księżacy podobnie jak lud podhalański i krakowski
przez swą bogatą i barwną kulturę ludową oddawna zainteresowali
naszych pisarzy, malarzy i rzeźbiarzy, ale mimo tych romantycznych
zachwytów nie było przez długi czas nikogo, ktoby wszechstronnie
zajął się badaniem tego ludu, a zwłaszcza, ktoby potrafił odtworzyć
wiele szczegółów dawno już zapomnianych, należących do niepowrotnej przeszłości.
Dopiero w ostatnich latach przystąpiła do tej pracy Drewa
Aniela Chmielińska. Nie była to praca dorywcza przygodnego etno­
grafa, ale systematyczna, długie lata trwająca praca w terenie, dająca
w rezultacie materjał o znacznej wartości. Działalność p Chmieliń­
skiej miała charakter bardzo wszechstronny. Nietylko spisywała ma­
terjały etnograficzne, ale zbierała kolekcje odnoszące się do całej
przeszłości ludu łowickiego Dziś z tych zbiorów jedynie możemy po­
znać, jak wyglądały dawne stroje łowickie, jaki charakter miała
sztuka ludowa. Taki bezpośredni charakter ma również ostatnia
książka p. Chmielińskiej Wiele tajemnic duszy chłopskiej wogóle się
nam tu odsłania, a szczególnie tajniki twórczości ludowej To trzeba
szczególnie podkreślić. Zwłaszcza wobec częstych uwag, że lud jedynie
odtwarza i upraszcza wielką sztukę, że sam niczego oryginalnego nie
stwarza
Działalność p. Chmielińskiej dowodzi nadto, że można doskonale
połączyć pracę oświatową z zamiłowaniami etnograficznemi Nawet
jedno drugie bardzo wydatnie wspiera. Poznanie dokładne ludu i jego
kultury ułatwia pracę wśród ludu, a praca dla ludu i nawiązanie
bliższych stosunków z włościaństwem ułatwia w wysokim stopniu po
szukiwania etnograficzne.
Dzięki temu zbliżeniu do ludu potrafiła autorka zdobyć liczne
materjały, zwłaszcza z zakresu stroju łowickiego. Ciekawe przemiany
tego stroju u czterech ostatnich pokoleń przedstawiła nam p. Chmie­
lińska na kartach swej książki bardzo wyczerpująco, objaśniając sta­
ranny opis przeszło 90 ilustracjami.
A. Fischer.

Wilno i ziemia wileńska. Zarys monograficzny. Wilno 1930.
Wydawnictwo Wojewódzkiego Komitetu regjonalnego, fol. Tom. I.
S. 334 + t nlh
W pierwszym tomie wspaniale wydanego dzieła znajduje się na
str. 173 — 218 praca Prof. C. Ehrenkreutzowej p. t. Kilka
uwag i wiadomości o etnografii województwa wileńskiego.
Pod tym skromnym tytułem daje autorka doskonałą syntezę woje­
wództwa wileńskiego, opartą na własnych materjałach. We wstępnych
uwagach podkreślono, że województwo wileńskie należy do tych te­
renów zalesionych, które jeszcze nie zerwały ze starą tradycją kul­
tury drewnianej, a które dzięki konserwatyzmowi rolniczych warstw

159
ludowych, oraz warunkom życia, zachowały jeszcze cechy, gdzie­
indziej należące już do przeszłości. Następnie podano ogólną cha­
rakterystykę chaty, opisano jej wnętrze, a więc różne sprzęty domowe,
narzędzia gospodarcze, zabawki dziecinne, przytem zaś omówiono
różne zajęcia domowe, jak tkactwo, kręcenie powrozów, garncarstwo,
obróbkę kamienia i drzewa. W dalszym ciągu wychodzi autorka poza
obręb chaty i omawia inne zabudowania w zagrodzie jak śpichrze,
zwane tu świrnami, chlewy, chlewuszki, gumno, tok, odrynę, sklep
i łaźnię. W rozdziałach poświęconych tym zagadnieniom znajduje się
też materjał do hodowli bydła i uprawy roli. Stare pierwiastki kultu­
rowe zaznaczają się w Wileńskiem nietylko w kulturze materjalnej,.
ale także i w kulturze społecznej i duchowej.
W końcowym rozdziale podkreśliła autorka najpierw wpływ
dwu cywilizacyj, jakie ostatnio w ciągu długich wieków oddziaływały
na kulturę ludu wileńskiego, t, j. wpływ Rzymu i Bizancjum. Prócz
tych elementów kulturowych bardziej uchwytnych mamy tutaj rów­
nież nawarstwienia starsze, trudniejsze do odtworzenia. Wśród tych
nawarstwień dają się wyodrębnić takie, które wskazują na oddziały­
wanie kultury północno - germańskiej, skandynawskiej, jak również
i na wpływy germańskie, idące z zachodu. Nadto dadzą się zauważy«,
pewne związki ze światem fińskim. Wreszcie dostrzega autorka w Wi­
leńskiem pierwiastki jakiejś cywilizacji, której tętna w dalekiej prze­
szłości bić musiały nad wybrzeżem Bałtyku, rozchodząc się od niego
w różnych kierunkach, a na wschodzie sięgając aż po Ural. Składał
się na tę cywilizację świat zarówno germański, jak i Bałtowie, oraz
Rinnowie, wciągając w krąg swej kultury także Słowian, kolonizu­
jących obszary północno - wschodniej Europy.
Rozważania swe i opisy uzupełnia autorka licznym materjałein
ilustracyjnym, który znajdujemy zresztą w pierwszym tomie „Ziemi
wileńskiej“, także i poza ramami omówionego zarysu etnograficznego.
A. Fischer.

Karol Koranyi, Podstawy średniowiecznego prawa spadko­
Lwów 1930. 8°. Str. 230. (Pamiętnik historyczno - prawny.
Tom IX, zeszyt 2).
Praca ta z dziedziny prawa zachodnio - europejskiego zawiera
wiele materjałów i problemów, zajmujących także etnografa pol­
skiego, a to dzięki temu, że autor wysunął tezę zupełnie słuszną, aby
w studjach prowadzonych nad historją praw zachodnio - europejskich
zwracać uwagę na to, czy i w jakiej mierze studja te przyczynić się
mogą do zrozumienia rozwoju naszego prawa rodzimego.
We wstępie wypowiada autor ogólne uwagi o stanowisku zmar­
łego w prawie. Dotyczą one przedewszystkiem owego ścisłego sto­
sunku, jaki wedle pojęć pierwotnych łączy osobę z ruchomościami.
Jako konsekwencja tego zapatrywania zaznacza się zwyczaj, że pewne
przedmioty są własnością jednostki nietylko za życia, ale i po śmierci.
Wogóle zaś można zauważyć, że choć prawo odnosi się negatywniewego.

160
do pewnych przejawów wyobrażeń ludowych o dalsżem istnieniu
zmarłego, jednak przez szereg wieków pozostaje ono pod wpływem
silnym tychże poglądów. Również dawnym poglądom odpowiada
przyznawanie przez prawo zmarłemu zarówno czynnej jak i biernej
zdolności procesowej. Przy postępowaniu przeciw zmarłemu zaznacza
się dobitnie traktowanie zmarłego przestępcy na równi z żywym.
A także na równi z osobą traktowano niekiedy jej wizerunek czy
figurę, mającą wyobrażać daną osobę. Również samobójcę karano,
a to w związku z przekonaniem, że zmarły samobójca po śmierci żyje
dalej, że powraca do dawnego swego miejsca zamieszkania, aby
szkodzić ludziom. Dlatego po koniec XV11I stulecia spotkać się można
z wykonywaniem kary na samobójcach, nie różniącej się w zasadzie
od kar wykonywanych na żywych przestępcach. Przestępstwo samo­
bójstwa pociąga za sobą też pewne skutki w dziedzinie praw ma­
jątkowych.
W związku z temi zapatrywaniami pozostaje też przekonanie, że
nietylko zabranie rzeczy człowiekowi żyjącemu jest przestępstwem,
lecz jest niem również zabranie ich zmarłemu, a oczywiście jedynie
w tym wypadku można zmarłego pozbawić jego przedmiotów, jeżeli
zmarły za życia popełnił przestępstwo; wtedy nawet domu można go
pozbawić.
Dla etnografa jest bardzo zajmująca łączność domu z osobą. Dom
zaliczano dawniej do ruchomości, co zgadza się z wiadomościami
0 prymitywnem budownictwie. W związku z tein pozostaje, że jak
z wszelkiemi innemi ruchomościami, z któremi za życia jest związany,
nie rozłącza się człowiek z domem swoim i po śmierci. Zmarłego
grzebie się pierwotnie w samym domu, a zdarzało się też, że jeżelr
palono zmarłego, to wraz z domem. Dopiero później dom przechodzi
na innych członków rodziny, a zarazem także inne ruchomości.
Odrębnie traktuje się uzbrojenie, którego odziedziczenie obowiązuje
do pomszczenia śmierci zmarłego. Wogóle zaś w dawnych formach
prawnych widzimy, że niejako sam zmarły wyznacza spadkobiercę
swej zbroi. Przypada ona temu, kto w igrzyskach, urządzonych ku
uczczeniu zmarłego odniósł zwycięstwo. Tak było u Greków, Słowian
1 dawnych Prusaków. Znaczenie osoby zmarłego występuje również
wyraźnie przy odpowiedzialności za długi, nawet po śmierci. Stąd
w średniowieczu na obszarze zachodniej Europy można zauważyć
zwyczaj prawny więzienia zwłok zmarłego za długi, względnie nie­
dopuszczania do ich pogrzebania.
Drugi rozdział pracy Dra Koranyiego omawia stosunek jednostki
do nieruchomości Autor przypomina przedeWszystkiem, że podział
dóbr na dobra dziedziczne i nabyte pojawia się w źródłach prawni­
czych zachodnio - europejskich już we wczesnem średniowieczu.
W prawie germańskiem spotykamy się zrazu z zupełnym brakiem
swobody pozbywalności nieruchomości, a zatem z prawem dzieilzu ów,
mającem źródło w rodzinie germańskiej, opartej na niedziale rodzin­
nym W związku z tem, autor zwraca uwagę na slarogermańską

161
laską, owiniętą słomą, znaną ludom skandynawskim, a znaną także
na .Mazowszu w XV wieku w formie „kiczki“, mającej za zadanie
powstrzymać obcego od korzystania z gruntu, na który została we­
tknięta. Ta zasada niepozbywatności nieruchomości pod wpływem
praw obcych ulega silnemu zmodyfikowaniu. Na tle dawnych wie­
rzeń objaśnia się też zwyozaj przeznaczania pewnej części majątku
na rzecz kościoła. Wynika to ze zwycięstwa kościoła nad pogańską
religją rodową, w której niezmiernie ważną rolę odgrywa kult zmar­
łych przodków. Przy nawracaniu pogańskich szczepów kościół zwraca
bowiem szczególnie baczną uwagę na wyplenienie pogańskiego kultu
zmarłych, a z przejęciem przez kościół troski o spokój ich duszy,
idzie równolegle zachwianie się dawnego niedziału rodzinnego, oraz
osłabienie się zasady niepozbywalności jakiejkolwiek części majątku
rodzinnego. Pewne właściwe części zaczynają przechodzić na czyn­
niki, stojące poza wspólnotą rodzinną, a więc na instytuty kościelne,
które jednak występują również zrazu jako członek wspólnoty rodzin­
nej. W związku z tą częścią kościelną zwrócił autor uwagę na fakt
dotąd nieznany, że postulat ustanowienia obok dziedziców przyro­
dzonych, także Christum coheredem — na szereg lat przed św.
Augustynem wypowiedział św. Jan Chryzostom ; w polskich doku­
mentach formuła ta pojawia sic bardzo wcześnie, bo już w r. 1237
Ten pobieżny przegląd trejści wystarcza chyba do stwierdzenia,
jak wiele problemów porusza książka Dra Koranyi’ego, opracowana
na podstawie niezmiernie bogatej literatury, przytoczonej przy końcu
na 2ó stronach. Z pracy tej, o charakterze prawniczym, etnograf może
się bardzo wiele nauczyć. Na każdej bowiem prawie stronie wprowadza
autor materjał ludoznawczy, który nabiera zupełnie oryginalnego na­
świetlenia na porównawczem tle form prawnych zachodnio - euro­
pejskich.
Adam Fischer.
Stefan Raimiłt, (,unira ślemieńska, 1. Słownik. Do druku przy­
gotował i wstępem opatrzył Edward Klich. Poznań. Nakła­
dem Poznańskiego Towarzyśfwa Przyjaciół Nauk. 1030. S. XII + 100.,
Prof. E. Klich \v\ dał z rękopiśmiennej puścizny pośmiertnej
Stefana Ramułta słownik gwary ślemieńskiej. Ślemień, wieś kościelna,
leży w odległości paru mil od ŻywcS i Suchej. Publikacja przedstawia
wartość nietylko dla dialektologów, ale i dla etnografów', ponieważ
słownik zawiera wiele szczegółów, odnoszących się do budownictwa,
strojów ludowych, sprzętów domow'ych, oraz do wierzeń ludowych,
związanych z djabłem „dziadziami"“ (przodkami), leczniczem zastoso­
waniem „bazi“ i t. d.
A. F.
Stanisław Pigoń, Do źródeł „Dziadom“ kowicńsko-wiłeńskich
Wilno 1930 S. 126.
Praca ma znaczenie przedewszystkiem dla historji literatury, ale
oczywiście w związku zć stosunkiem „Dziadów“ do materjałów etno­
graficznych musiał autor poruszyć wiele zagadnień takich, nad któLud T. XXIX.

11

162
remi i etnografowie prowadzili dyskusję. Autor słusznie podkreśla,
że poeta zatrzymawszy uwagę swą na pewnym zaobserwowanym
objawie folkloru białoruskiego lub litewskiego, starał się następnie
przez specjalne studja zgłębić znaczenie tego i odszukać zakorzenienia
jego w przeszłości. Studja swe zużytkował Mickiewicz tak w tekście
utworu, jak i w drugiej redakcji Przedmowy. Wśród studjów antykwaryczno historycznych autora „Dziadów“ podkreślił prof. Pigoń
trafiiie znaczenia tirunaua. Preussische Chronik, oraz Lasickiego,
I)e diis Samagitarum. Dopiero na tle tych wszystkich źródeł przed­
stawia się wyraźnie w „Dziadach“ odwrót od prawdy folklorystycznej
ku prawdzie metafizycznej.
.4. /<’.
Prof. Raffaele Corso, T'mdiii,oni popolari meritlionali relative
a luoghi e paesaggi caratteristici. Napoli 1930. Eslralto dcl yoi.
II degli „Atti“ del XI Congresso geografico italiano. S. ł
Autor omawia podania, nawiązujące do grot, skał i kamieni
dziwnego kszlałtu i nawołuje do zbierania opowieści lego typu.
/.
Raffaele Corso, Sopra i motivi ornamentali (lei tessuh popo­
lari italiani. Catania 1930. 8°. S. 24.
Prof. Corso daje w tym artykule, drukowane m w czasopiśmie,„II Folklore italiano“ R. V, krótką charakterystykę zdobnictwa na
włoskich tkaninach ludowych. AuloL-stwicrdza, że motywy zdobnicze
na tych tkaninach są echem ornamentyki, jaka jest właściwa pań­
skim kobiercom w wieku XIV-ym i XV. Postacie tańczącego Centaura,
słonia z wieżą, baranka z krzyżem, syreny, sokolnika na koniu
które spotyka się często na tkaninach ludu włoskiego — były znane
już twórcom tkanin średniowiecznych od epoki romańskiej aż do
renesansu. Ponieważ jednak artysta ludowym nie zawsze był w stanie
pokonać trudności tego artystycznego wzoru, więc w związku z lem
motyw ulegał czasem pewnemu zatarciu i zgrubieniu. Oczywiście
w niektórych wy^padkacli także i te ludowe wytwory są wykonane
bardzo starannie. Na ogół — zdaniem autora — tkaniny ludu wło­
skiego, mimo pewnych regjonalnych różnic, «posiadają charakter dosé
jednolity i nawiązują do pewnej wspólnej starej tradycji.
A. h.
Dzwon, Pismo uczennic Państwowego Seminarjuni Naucz. Ż<ń.
im. Adama Asnyka we Lwowie. Rok I., Nr. 1
5, R. Il, Nr. 1 - 2.
Czasopismo uczennic Państwowego Seminarjum Nauczycielskiego
Żeńskiego im. Adama Asnyka we Lwowie zawiera wiele artykułów
etnograficznych. R. I, Nr. 1, s. 5. I. Ciszewska, Zwyczaje
ludowe w czasie świąt Bożego Narodzenia w okolicach Bobrki. —
Nr. 2, s. 2. M. C i o c h ó w n a , Zwyczaje noworoczne w powiecie
rzeszowskim. - - Nr. 3, s. 2. ,1. Z a ł u c h ó w n a , Zwyczaje w czasie
karnawału i pierwszych dni postu wśród ludu wiejskiego we wsi
Werbiżu w powiecie lwowskim. — Nr. 3, s. 3 E. Kołu downa,
Lud ziemi sieradzkiej (okolica miasteczka Warty). — Nr. 4, s. 3.

163
K. ( ygalówna, Zwyczaje wielkanot ne vv powieaie limanow­
skim. -- Nr. 4, s. 6. M. Pryhoda, Zwyczaje wielkanocne w po­
wiecie krakowskim. -- Rok II, Nr. 1, s. 1 - 2.) Cały zeszyt wypełnia
monografja Hoszowa w powiecie dolińskim, opracowana przez Z.
Wątorkówną i M. Kozłowską. Szkic zawiera wiele materjałów z za­
kresu kultury inaterjalnej i sztuki ludowej.
Pismo kierowane z ramienia Rady pedagogicznej Sein. Żeńsk.
im. Asnyka przez Dr. .1. Stankiewiczównę spełnia więc nielylko ważne
zadania wychowawcze, ale przynosi też wiele cennego materjału ludo­
znawczego.
A. F.

S. P. Orłów, Hry o písně dělí slovanských. Rozbor po stránce
námětové, literární a hudební, klasifikace a praktická sbírka 500
dětských pisní a her všech národů slovanských. Úvod o slovan­
ském starověku od Univ. Prof. Dr. Lubora Niederle. V Praze
1928. Nakładem československé obce sokolské. 8°. S. 459.
Autor zgromadził w swej książce bardzo oblity materjał do ludo­
wych gier dziei innych u Słowian. W danym wypadku szło mu też
o pewne praktyczne pedagogiczne, cele. Zupełnie słusznie, ponieważ,
jak to widzimy- z jego uwag, niemieckie gry oddziałały- w ostatnich
czasach bardzo silnie na Słowian nielylko zachodnich, ale i wschód
nich, whrew istotnej racji i potrzebie, skoro możnaby w szkolnictwie
stowialiskiem opierać się na mater jałacli własnych
Pierwsza czyść prac\ p. Orłowa poświęcona jest zagadnieniom
teoretyi znym, a więc analizie literackiej i muzycznej tych gier, oraz
dziejom badań. Druga część pracy podaje bardzo liczne teksty gier
słowiańskich, tak w oryginale, jak w przekładzie czeskini. Dodano
liczne nuty i ilustracje. Materjał polski uwzględniono bardzo obficie,
choć z częstemi błędami drukarskiemi, ale oczywiście o tyle, o ile on
wogóle doląd został u nas opracowany. Wiadomo jednak, że jest to
jeden z problemów, którym dotąd polscy- etnografowie nie zajmowali
się wiele , mimo, że w tych dziecinnych grach i zabawach możemy
znaleść dość elementów bardzo stary-ch i pierwotnych.
A. F.
Seweryn I dziela, Polskie hafty Indowe. Część 1. Krakowskie
hafty białe.,. Rysowała Mar ja Połaszkówna. Lwów — Warszawa.
Książnica - Atlas 1930 fol. S. 9 + 22 talii. + 14 talii, konturowych.
Wydawnictwo ma cel praktyczny. Autor, znany- ze swych daw­
nych prac o haftach krakowskich, podaje metody-cznie przeprowa­
dzoną naukę ściegów, wykańczania ząbków, dziurek, listków. Na­
stępnie zestawiono wzory- od łatwiejszych do trudniejszych, przy-czem
uwzględniono hafty- różnego zastosowania.
Ze względu na wielką ilość materjału ilustraęy-jnego, odtwarzają-c.ego piękne okazy ludowego haftu krakowskiego, publikacja zasłu­
guje na uwagę etnografów.
A. F.
Miehel Joiival, Les chansons mythologiques lettonnes. Paris,
Librairie Piccart 1929, 8°, S. 239.
11

164
Sekcja etnograficzna łotewskiego Ministerstwa oświaty posiada
bardzo bogate zbiory pieśni ludowych, bo prawie pół miljona warjantów. P. .lonval wydał z tych kolekcyj te wszystkie, które mają cha­
rakter mitologiczny i ułożył je wt pięciu grupach. Pierwsza grupa
obejmuje pieśni o bogu, jego udziale w zajęciach rolnych, jego wy­
glądzie, o opiece boskiej nad ludźmi, zwłaszcza podróżny mi, o bogu
jako bóstwie niebieskiem, oraz o rodzinie boskiej, żonie, córce i sy­
nach. W drugiej grupie zestawił autor pieśni o bóstwach niebieskich,
z których najwybitniejszern jest Saule —- słońce. Nadto jest księżyc,
który włada
nocą i gwiazdami, córka słońca, gwiazda wieczorna,
perkons, bóg gromu, a. wreszcie niezmiernie ciekawa postać kowala*
niebieskiego. Trzecia grupa zawiera pieśni o bóstwach ziemskich,
a więc przedewszystkiein o różnych matkach, jak Matka wiatru,
Matka morza, lasu, kwiatów, zwierząt, koni, a specjalnie pszczół.
W czwartej grupie wyodrębnił autor pieśni o Imamie, bóstwie losu.
Piąta grupa zawiera pieśni o bóstwach śmierci, a więc o indach
czyli duchach zmarłych i różnych matkach, z których szczególnieważną rolę odgrywa Matka duchów.
Pieśni wydano w oryginale łotewskim i we francuskim prze­
kładzie, a przy końcu podano odnośniki do znanego zbioru Baronsa,
„Latyju dainas“. Przekład francuski ułatwia korzystam!! z tekstów,
które są niezmiernie ciekawe dla etnografów słowiańskich ze względu
na liczne nawiązania do mitologji staro-słowiańskiej.
A. Fischer.
Henryk Biegeleisen, Lecznictwo ludu polskiego. (Z 100 ryci­
nami z klinik Uniw. lwowskiego). Kraków-, Polska Akademja Umie­
jętności. 1929, 8", S. VII + 106 + 1 nlb. (Prane Komisji etnograficznej
Polskiej Akademji Umiejętności Nr. 12).
Zupełnie słusznie podkreśla Dr. Wł. Bugiel w swej przedmowie
do dzieła o polskiem lecznictwie ludowem zasługę 11. Biegeleisi na,
który w- dniach, gdy szron starości skronie ubielą, z młodzieńczym
zapałem i z niewyczerpaną energią przebija się przez knieje folkloru
i składa na ołtarzu polskiej wiedzy owoc swojej pracy w postaci
licznych dzieł, o rozmiarach imponujących.
Autor zebrał bardzo starannie wszystkie materjaly, dotyczące
naszego lecznictwa ludowego i rzucił je na bogate tło porównawcze.
Najpierw omówione zostały przyczyny chorób, a więc dopust
boży, nasłanie złego ducha, przekleństwa, czary i uroki. Wedle
autoęa, odpowiednio do tych wyobrażeń kształtują się różne sposoby
leczenia, jak ofiary, zamawiania ,modły itd. Z pośród tych różnyi h
środków wybijają się na czoło lecznictwa ludowego zamawiania,
praktykowane przez czarowmików- lub znachorki. Nadto do skuleczmch środków leczniczych, zdaniem ludu, należy ciało zmarłego,
a także krew stosuje się w tym celu. Przytem zestawił autor wiele
materjału do ciekawego problemu krwawienia zwłok zamordowanego
w obecności mordercy.

165
nislępnię przedítdwia Prof. Biegeleisen ludowe sposoby chirur­
giczne, leczenie oparzeń i odmrożeń, zanokeicy, krwotoków i świeżych
ran, wreszcie róžnvch wrzodów i nowotworów. Specjalne przepisy za­
pobiegaj!! następstwom ukąszenia węża, psa i pszczoły. Także tak
częste wśród ludu ihoroby skórne mają wybitnie mistyczną eljologję
i odpowiednio z tern związane środki zapobiegawcze, wśród których
szczególną rozmailością odznacza sic leczenie brodawek i róży. Bardzo
wiele materjału dał autor także do chorób oczu, uszu i zębów, przyczem podkreślono wartość zębów ludzkich jako amuletów i magiczn\ eh środków leczniczych.
Nadio zebrał autor zapatrywania ludowe na choroby wewnętrzne,
a więc < lioroby narządów7 oddechowych, gardła, krtani, szyi, mózgu
i nerwów7. Na str. 174 i nast. mann ciekawe dane do ludowych
w ierzeń, związane eh z kichaniem. Przerażający widok napadu epileptecznego jak i obłąkania wywołał również odpowiednie, wyobra­
żenia, pełne lęku, przypisujące chorobę złemu duchowi. W związku
z lem wyobrażeniem leczenie odbywało się przez wypędzanie i wytrzą­
sanie tego demona. Sir. 232- -254 wypełnia materjał dotyczący uro­
ków7. W rozdziale o chorobach krwd zestawiono wierzenia dotyczące
gośćca i kołtuna. Ponieważ duszności wszelkie podczas snu objaśnia
lud zmorą - specjalną postacią demoniczną, więc oczywiście w zwią­
zku z tein przekonaniem także leczenie przybiera pewne specjalne
formy.
O ile choroby7 poszczególnych jednostek wy7 wołał y tak wiele środ­
ków zapobiegawczych, to oczywiście tein bardziej choroby masowe,
-epidemje : wrśród tych czarów odwracających zarazy7 znajduje się
szczególnie często obchodzenie lub opisywanie kota, a w7ięc np. oborywanie osady. Liczne przykłady zastawione przez Biegeleisena
(s. 305 —330) świadczą, że także zimnica musiała lud nasz bardzo
prześladować.
Szereg środków leczniczych uw7aża autor za przeżytki kultu ziemi
i kamieni. W związku z tern omawia amulely7, oraz rolę znachorów
i czarownic w7 lecznictwie. Wreszcie zestawia Prof. B. tradyrcje, doty­
czące zabijania starców. Przy7 końcu pracjr podał autor w7ielką bibljografję przedmiotu na 28 stronicach.
Książka Prof. Biegeleisena posiada bardzo bogatą treść, ciekawą
pod względem history czno - kulturalnym i mogącą wzbudzić zainte­
resowanie nawet szerszych kół czytelników7. Dziwnymi jedynie wydaje
nu się dobór iluslracyj, które mają charakter wybitnie medyczny7
i do objaśnienia tekstu są zupełnie zbyteczne. Rówmie jak ryciny7
szpecą książkę liczne błędy drukarskie.
A. Fischer.

Bohumil Vavroušek, Kostel na dědině a v městečku. 615 fo­
tografii cirkevnich lidových staveb v Republice československé
V Praze. Nakl. Kvasnička a Hampl. 1929. 4°, S. 36—j—615 ilustr.
Autor dał się pozna«'już przed kilku lat\ jako staranny zbieracz
materjałów7 ilustracyjnych z zakresu ludowego budownictwa w7 dziele

166
pt. „Dědina“. Obecnie wydał jakby drugą część swej poprzedniej
pracy, poświęcona ludowemu budownictwu kościelnemu na całym
obszarze Republiki izeskosłowackiej, a więc w Czechach, na Mora­
wach, Śląsku, Słowaczyźnie i Rusi podkarpackiej.
Na podstawie obfitego malerjału p. Vávrou ška zaznaczają się
pewne różnice tsrytorjalne, W krajach czeskich, oraz w środkowej
i zachodniej Słowaczyźnie posiadają kościółki przeważnie typ gotycki
lub barokowy, a nie mamy tu budowli renesansowych lub empiruw\ch. Na obszarze wschodniej Słowaozy zny i na Rusi podkarpackiej
mamy cerkiewki przeważnie drewniane, a zarazem pewną mieszaninę
stylów. Wśród nich najwybitniejszy t. z w, bojkowski typ obejmu u
także pewną część wschodniej Słowaczyzny, natomiast obszar łem­
kowski tworzy już przejście do typu zachodniego, morawsko - ślą­
skiego. Wreszcie na południowym wschodzie istnieje typ, zwany hu­
culskim, wybitnie centralny, powstały pod wpływem wschodnim.
W omawianej publikacji pomieszczono nietylko liczni ilustracje
kościołów i derkiewek, lecz także dzwonnic, cmentarzy, krzyżów' przy­
drożnych i nagrobków, bardzo charaktervst\czn\eh dla sztuki ludowej.

A. F.
Stanisław Tync i Józef Gołąbek, Beskid Zachodni i Podhtde
(Górale polsgw). Pierwszy Zeszyt regjonalny czytanek polskich. Lwów-—
Warszawa 11)28, 8°, Ś. 115. — Stanisław Tync i Józef Gołąbek, Śltisk.
Drugi zeszvt regjonalny czytanek polskich. Lwów - - Warszawa 11)21),
8", S. IV + 121) + 1 nlb + 1 mapa.
W ostatnich czasach możemy zauważyć w Europie ogólny prąd
w szkolnictwie, który domaga się wprowadzenia do szkoły wiadomości
z zakresu ludoznawstwa. Tak np. w Niemczech i w Italji nauczyciel
ma obowiązek zapoznawać młodzież z rodzimą kulturą ludową. Za­
sada ta dotyczy całej młodzieży od najmłodszej do najstarszej. Na
niższych stopniach odbywa się ta nauka przez wycieczki tak obmy­
ślane, by młodzież mogła poznać pewne różnice plemienne run jo
naine, ale zarazem uświadamiała sobie, w rzem leży spójnia całego
ludu. Nauczanjc odbywa się na podstawie odpowiednio ułożonych
„Wypisów'“ lub pomocniczych podręczników'.
Brak książek szkolnych tego typu usiłują wypełnić c/ylanki St.
Tyńca i .1. Gołąbka, ułożone regjonalnie. Czytanka podhalańska
uwzględnia mat erjaly etnograficzne zupełnie dobrze, a słabszą jest
raczej w części historycznej. Natomiast cz\ tanka śląska posiada pod
względem etnograficznym więcej braków', które zresztą łatwo będzie
można usunąć przy pomocy młodych śląskich etnografów i zbiorów
etnograficznych Muzeum śląskiego w Katowicach.
'Niezależnie od
pewnych braków' w pierwszem wydaniu pomysł jest słuszny i winien
być konsekwentnie, rozszerzony na inne polskie regjony. A. Fischer
Frankowski Eugenjusz, Sochy, radia, pluiyce i pługi w Polsce.
Wyd. In.styl. Etnolog. Uniwersytetu Poznańskiego, Nr. 1. Poznań 11)21).
Str. 22, .fi fol i 2 mapy.

167
W opracowaniu swnTbin autor publikuje cztery wyinftnione
w tytule grupyj narzędzi rolniczych, pochodzących z obszaru całej
Polski Narzędzia te opisuje bardzo dokładnie, zwłaszcza sochę dwupolięową, co do której podaje nazwy poszczególnych jej części z ca­
łego obszaru, na którym występuje ona w Polsce, oraz mapę jej
zasięgu.
Omawiając pochodzenie soch dwupolicowych (ryc. 1—10) łącznie
z występowaniem ich głównie na obszarze zamieszkania Mazurów
i ich kilkuwiekowej ekspansji, wyraża autor przypuszczenie, że roz­
wój tego narzędzia należałoby przypisać temu ludowi. Co do soch
łopatkowych poprzestaje na podaniu ogólnego jej zasięgu, z obszaru
zaś Polski, gdzie występuje na niewielkim skrawku wojew. wileń­
skiego, podaje dwa jej okazy. Pierwszy (ryc. 11) to socha, w której
grządziel został rozszczepiony celem dostosowania go do zaprzęgu
pojedynczego, drugi zaś (ryc. 12) to normalna socha łopatkowa, na
której, jak podaje autor, obserwować możemy ostateczne przeobra­
żenie rogacza i jego rozkład na kilka- części składowali. Nie jest to
zupełnie jasne. Na podstawie tego można dojść do wniosku, W
w Im sposób powstała socha łopatkowa. Ale wedle wszelkich danych
należy raczej przypuszczać, że było przeciwnie. Mianowicie, że strelia
dwmpolicowa, powstała wprawdzie z radła rylcowego, wedle autora
takiego, iv którem lylec tkwi wT grządzielu, ale nie samoistnie, tylko
pod wpływam sochy łopatkowej, idącej od wschodu.
Następnie, opisując budowę radeł (ryc. 13 — 24), płużyc (ryc.
2.) — 27) i pługów1 (ryc. 28- 33) wplata autor w ich opis zewnętrzny
catv szereg ciekawych wniosków, dotyczących ich pochodzenia i bu­
dowy i pothodzenia narzędzi rolniczych wogóle. Wnioski te zebrane
w całość wyglądają następująco: Wszystkie radła, sochy, płużyce
i pługi powstały z radeł rylcowych, różniących się jednak szczegółami
budowy i sposobem powstania, tak, że tworzą dwa typy. Typem pierw­
szym, jest radło rylcowe, w którym grządziet tkwi w rylcu. Z typu
tego, który powstał z kija, łopaty lub wideł, rozwinęły się radła czwo
roboczne* synu tryczne, radła asymetryczne, tak zwane płużvce i jej
ostateczne przeobrażenie, pług żelazny. Tvp drugi, to radła posiada­
jące rylec, tkwuący w' grządzielu, a prototypem ich jest sękaty wierz­
chołek drzewa, do dziś używany w odosobnionych ośrodkach kultu­
rowych starego świata. Z typu tego wywodzi autor radła, wt których
rylec tkwi w grządzielu, z których powstała przez zastąpienie rylca
widełkowatym nasadem socha asymetryczna, pługi (podobnie jak
z f\pu pierwszego, gdzie pług jest udoskonaleniem płużycy) i bronv.
Ilo tego typu, który nazwać można radiami samorodnemi, zalicza też
autor radła z Papowa (mimo tego, że radło to jest typu płozowego).
Zgadzając się najzupełniej z autorem, że typ rylcowy był pod­
stawowym punktem wyjścia dla wszystkich radeł, soch i pługów, za­
znaczyć trzebą, że istniejące dwa typy radeł, nie różnią się między"
sobą umieszczeniem grządziela w rylcu lub rylca w grządzielu, ale
umieszczeniem części roboczej w stosunku do ziemi. Jeśli część ro­

168
boczą jest skierowana pod kątem do ziemi, mamy typ rylcowy, jeżeli
spoczywa na ziemi, typ płozowy, który chociaż powstał z pierwszego,
uważany jest za typ odrębny. Przekształcenie typu rylcowego w pło­
zowy, następnie zaś w radia czworoboczne (słupicowe, ramowe), płużyce i pługi możemy uważać za typ pierwszy wedle autora. Za t\ p
drugi uważać trzeba dalszy rozwój radeł rylcowych w narzędzia po­
chodne, w których rylec przechował się choćby w formie podwójnej
jak u sochy, należy jednak wykluczyć tu rozwój pługa.
Zasadniczo pozostaje tylko pewna niezgodność co do powstania
typu rylcowego wogóle. Dzisiejsze badania wskazują raczej na to, że
bvło tylko jedno centrum powstania najstarszych narzędzi rolniczych
z zaprzęgiem zwierzęcym, radeł rylcowych. W badaniach starszych
uyyzględniane są albo dwa centra, osobne dla typu rylcowego i osobne
dla płazowego, albo trzy, dwa dla rylcowego, jedno zaś dla płozoyyego.
Autor wywodzi wprayydzie słusznie narzędzia rolnicze z typu rylco­
wego,, ale wyróżnia \y\śród nich dwa typy, a to zależnie od sposohu
połączenia rylca z grządzielem (rylec w grządzielu lub grządziel
w rylcu) i tym dwom typom przypisuje oddzielne pochodzenie.
Wydaje się jednak niesłuszne yyyprowadzanie tego samego typu
z dwóch źródeł, specjalnie jeżeli idzie o typ drugi. Pierwowzorem tego
typu są radła samorodne, których wyobrażenia przekazane nam są,
jak podaje autor, na pomnikach kultury śródziemnomorskiej z przed
kilku tysięcy lat (należy przypuszczać, że autor liczy od doby obec­
nej). Owszem, wyobrażenia takie znajdujemy, z tern jednak zastrzeże
mcm, że starsze od nich przedstawiają wyłącznie narzędzia złożone
•lest to zupełnie jasne i łatwe do wytłumaczenia. Narzędzia rolnicze,
podobnie jak i inne wytwory kulturowe powstawały przez udoskona­
lanie, dodawanie rozmaitych ezęśći. Dopiero wytwory skończone
mogły być naśladowane w formach samorodnych. Jeżeli zaś, za auto­
rem przypuścimy jako jeszcze starszy prototyp, sękaty wierzchołek
drzewa, to napewno nie był on odrazu użyty jako duże narzędzie
tylko jako mniejsze, ręczne. A byłaby to yyłaśnie kopaczka, którą
wedle autora, należy zupełnie wy kluczyć, jako nie wytrzy mującą kry­
tyki, yy-obec pomysłu '^Sprowadzania tych radeł z form samorodnych,
lub kij, z którego autor yyyprowadza swój typ pieryyszy. W ten
sposób oba typy autora ściągają się yvłaściyvie także do jednego I vpu,
radła rylcowego. Pozostaje tylko kyyestja, z czego radio rylcowe powstało, z kopaczki czy- kija. Za kopaczką przemayvia więcej danych.
Przedeyvszystkiem była ona znana na yvszystkich obszarach, które
yy niniejszym lub większym stopniu uyvaža się za kolebkę rolnictwa,
podczas gdy nie mamy z nich dotychczas żadnych wiadomości o kiju.
Następnie znane nam są n. p. z Egiptu przedstawienia, na których
występuje kopaczka i radło, będące z nią zupełnie identyczne, tylko
posiadające yyiększe wymiary. Co do kija, a jak podaje autor, także
łopat lub wideł, to wyproyvadzanie z niego radła ryluoyvcgo datuje
sic dopiero od czasów najnowszych, i jest tłumaczone n. p. odmiennemi ruchami nim yvykonyyvanemi. Tłumaczenia te nie są jednak zu-

16S
pełnie jasne i wyczerpujące. Brak im niejako środka
Wyjaśnianie
bowiem, że pewien ruch kija doprowadził człowieka na myśl umoco­
wania do niego w połowie długości grządziela i prawdopodobnie do­
dania zaprzęgu (choćby nawet ludzkiego) wydaje się trochę za mało
uzasadnione. W tej sprawie jednak dyskusja jest za\\rsze otwaita,
lembardziej, że nie posiadamy dotychczas żadnego ścisłego kryterjum,
którełn pozwoliło ostatecznie oświadczyć się za kopaczką lub kijem.
W każdym razie wnioski autora, jeżeli idzie o Polskę, są zupełnie
słuszne i opierają się prawdopodobnie nietylko na opublikowanym
mater jali. Słuszna lei jest uwaga, że rozwój radeł czworobocznych
(słupiwiwych luli ramowych), a z nich płużyc i pługów przebiegał
główiTjfe za granicami Polski. Pewne zastrzeżenia można mieć tylko
yv stayvïaniu, jako obszaru, na którym- odbyyyał się ten rozyvój, na
pierwszeni miejscu Azji, na drugiem zaś Europy. WT Azji, na jej w ici
kich obszarach rozwijały się prawdopodobnie przedewszystkiem inne
narzędzia rolnicze, niż u. p. pługi. Niesłuszne również wydaje się za­
liczenie radła z Papowa do drugiej grupy radeł rylcowych, samo­
rodnych, tylko dlatego, że jest ono samorodne. Pozatem bowiem, że
jest ono samorodne, należy ono do typu płozowego i jest jego naśladownictwem z jednego odpowiedniego pnia drzeyva. Co do jego pocho­
dzenia przedhistorycznego (jak również podobnych radeł z okolic
Grudziądza i Dabergotz) to yv najnowszych badaniach nie uważa się
je za takie,, choćby z tego poyymdu że nie posiadamy żadnych pewnych
danvch, styvierdzajaeych jego stare pochodzenie.
Najprawdopodobniej peyyrne niejasności, zachodząoc yyre yymioikach ogólnych, pochodzą stąd, że autor podaje je yv formier osta­
tecznie sprecyzowanej, wprawdzie dobrze pomyślanej, jednak bez po­
dania dla nich uzasadnienia, materjału, z którego je wyprowadził.
Opracoyvanie jako całość posiada mimo to znaczną wartość, i z dużem
prayvdopodobieiístyyein wyjaśnia pewne zagadnienia, ponadto zaś jest
ciekawym przyczynkiem do opracowań, dotyczących narzędzi rol­
niczych.
Dl. ,1 ( UI I' f llkoi PS Ili.
Eugen Mogk, Der Ursprung der mittelalterlichen Sühnekreuze.
(Berichte über die Abhandlungen der Sächsischen Akademie der Wis­
senschaften zu Leipzig. Philolog.- hist. Klasse, Bd. 81. Eieft 1). Leipzig
11)21). str. 28.
Pochodzenie krzyży kamiennych, znajdujących się przy drogach,
zwłaszcza rozstajnych, nieraz też na odległych miejscach wśród pól,
lub łąk, a z któremi często yviąże się cały szereg podań liidoyvych, sta­
rano się yv najrozmaitszy sposób wyjaśnić. Poyvszei linie przyjęło się
yy reszcie tłumaczenie, oparte o wyniki badań historyczno - prawnych,
które .wykazały ,że krzyże te, jak na to wskazują zapiski są doive, zawierającc warunki pojednania między rodziną zabitego a zabójcą,
ustawiał zabójca, na którego yv warunkach jednania nakładano obo­
wiązek starania się o spokój duszy zmarłego, przez dawanie na mszę,
odbvyyanie pielgrzymek, rozdavyranie jałmużny. Ponadto pojayvia się

170
w tego rodzaju umow-a<h często także zobowiązanie się zabójcy do
wystawienia krzyża na miejscu zbrodni na znak pokuty, stąd nazwa
ich „krzyże pokutne", „Siihnekreuze“. Zwwzaj ustawiania krzyża
przez zabójcę upadać zaczyna mniej więcej w wieku XVI, łącznie
z zaliczaniem zabójstwa do przestępstw ścigane cli z urzędu, a nie jak
dot ul na skargę poszkodowanej rodziny.
Słusznie jednakowoż podnosi autor, iż jakkolwiek na przestrzeni
od wieku XIII do XVI spotykamy się w aktach sądowych, zawiera­
jących jednanie o głowę zabitego, ze w zmianką o kamienny di krzy­
żach pokutnych, oraz, że taktycznie przeważająca liczba tych krzyży
postawiona została przez zabójców7, to jednak z jednej stronji znane
są krzyże kamienne za zmarłych już przed wiekiem XIII, jak z dru­
giej strony' nie zanikają one wcale po wieku XVI. Ponadto spotykamysię z fundowaniem kamiennych krzyży niety-lko za osoby-, które zginęły
z ręki mordercy-, ale także za osoby, które zmarły- śmiercią gwałtow-ną,
czy to wskutek nieszczęśliwego wypadku, czy-to zabite zostały- przez
piorun, zginęły śmijjdą • samobójczą, c.zy- chociażby- nawet śmiercią
nagłą. We wszystkich ostatnio wspomnianych wypadkach nie mógł
zwy-czaj stawiania krzyży kamiennych rozwinąć się na podłożu
wspomnianego zwyczaju prawnego, łączącego się z aktem pokuły,
o jakiejś pokucie bowiem ze strony fundującego krzyż w ostatnio
przytoczonych wypadkach mowy- być nie może.
Źródła zwyczaju stawiania krzyży kamiennych szuka autor nie
v umowach o jednanie, ale w dawnym kuloiè zmarłych, w prastarych
wierzeniach o powracających zmarłych, yv obawie przed szkodą,
jaką zmarły-, nie mogący- znaleić spokoju, może ży-jący-m yy-yrządzić.
Krzyż kamienny- to śbotrojmion. Stawia się go celem powstrzy-mania
zmarłych, w miejscu, yy którcm najczęściej przelewają, a tern są roz­
stajne drogi, stanoyy-i on bowiem miejsce odpotjzy-nku i schronienia
dla błąkający ch się dusz, które sk izane są na yy-iećzną, lub czasoyyą
tułaczkę. Na krzyżu kamitnny-m yvołno im odpocząć. Stąd zemsta
zmarłych, jeśli krzyż kamienny przeniesiony- zostanie ze syvego miejsca.
Z temi też dayy-nemi yy-ierzeniami i łączącym się z niemi kultem zmar­
łych, wiąże się przestrzegany po dziś dzień w niektóry-ch krajach
zwyczaj palenia św-ioc przy- krzy-żach kamiennych, umieszczania yy-nekóyy yv kamieniu, gdzie może niegdyś składano jadło dla zmarłych.
Krzy-że kamienne, to zdaniem autora schrystjanizowanu forma
dawnych kamieni, uchodzących niegdyś, na co yy-skazują reminiscencje
yv całym szeregu podań ludowych, za siedlisko zmarłych i które z tego
pow-odu otaczano specjalnym kultem.
Najstarsza wzmianka o krzy-żu kamienny-m na rozstajnych dro­
gach pochodzi z końca X stulecia i mieści się \y- księdze pokutnej
Burcharda Wormackiego. W jednym z ustępów- tej księgi znajdujemy
potępićąie zyy-yezajów- urządzania uczt przy- grobach, źródłach, drzeyvaeh, kamieniach, na rozstajnych drogach, oraz zwyczaju składania
przy krzy-żach na rozstajnych drogach „capitis ligaturas“
Mi edług Mogka są owe „capitis ligaturae" yy-stążki ozdabiające

171
{{łowy, zaopatrzono, jak przepuszcza węzełkami. Raczej jednak, jak
przyjąć można, są one identyczne z owemi „miarami“ głowy, przeciw
którym występuje i kaznodzieja polski w XV wieku, gromiąc tych,
którzy nicią mierzą głowę .«jzłowieka dla odi zynienia czarów, ściślemówiąc, chorób zadanych przez czary. (A. Brückner, Kazania średnio­
wieczne. Rozpr. Akad. Um. Wydz. Filolog. T. XXIV. str. 330, 3461.
Autor przytacza nadto szereg dalszych wzmianek, wyjętych ze źródet
między Vil a XI wiekiem, które dotvczą zwyczaju składania na roz­
staju ych drogach, lub zawieszania na drzewach drewniany i h modeli
członków ludzkich Zwyczaj ten łączy autor ze znanym już w Egipcie,
Grecji i Rzymie zwyczajem składania tego rodzaju przedmiotów
w świątyniach, jużlo jako darów dziękczynni,cli za przywrócone zdro­
wie, jużto jako ofiar, celem uzyskania pomocy w uleczeniu dotkniętej
chorobą części ciała.
Źródła zwyczaju składania wspomnianych ofiar na rozstajny« h
drogach szukać należy, jak mniema autor, w kuleje zmarły« h. z któ­
rego wywodzi się kult bóstw. Od zmarłych mających swą siedzibę na
rozstaju oczekiwano pomocy'.
Nie ługując wcale poglądu, że drogi rozstajne uchodziły za siedli­
sko zmarłych, wierzenie właściwe nietylko Germanom, ale i Słowia­
nom, że wspomnę o wzmiance w Kronice Koźmy z Pragi o obrzedai h
„in biviis et triviis rpiasi ob animarum pausationem...“. iLib. III. cap. 1 I,
to jednak nie możnaby się zgodzić z twierdzeniem, jakoby składanie
owych „miar“ głowy] czy modeli członków było ofiarą dla zmarłych,
dla uzyskania od nich wyleczenia choroby’. Właściwej przy’czyny nie
należy’ szukać yv kulcie zmarłych, ale w tych samych momentach,
które wpłynęły na zyvyczaj griebania zmarłych śmiercią gwałtowną
na skrzyżowaniu się dróg. Jak w ostatnim yvy'padku miało to na celir
oi bronę żyjący« h przed zmarłym, uniemożliyvienie mu odnalezienia
właściwej drogi powrotn(j (zob. Lud XXVIII, str. 2Ö1I, tak składani«;
modeli, dotkniętych chorobą, części ciała na rozstajnych drogach
miało na celu yvypríiyvadzenie choroby yv takie miejsce, skądby niepotrafiła poyyrócić.
\ie możnaby’ się też zgodzić ze zilaniem autora, jakoby zawie­
szenie wspomnianych modeli na «Irzewsfeji, h«;dących yvedhtg nieg«s
siedliskiem duchów zmarłych, także miało by«’- ofiarą dla tych ostat­
nich. Chodzi tu raczej o przeniesienie choroby’ na drzewo, z czem spo­
tykamy się i yv dzisiejszy’ch zwyczajach ludoyvych
Przeto ostatnio wspomnianych zyvy’Czajôyv nie można wiązać
z kultem zmarłych, oraz krzyżami kamiennemi. Łączą się one ściśle
z całym kompleksem wierzeń związanych z rozstajnemi drogami

Karol Korunyi.

Kazimierz Moszyński, Kultura ludowa Słowian. Część I. Kuitura
materjalna. Z 21 mapkami, oraz z rycinami 1138 przedmiotów. Kra­
ków 1Í12Í). Polska \kademja Umiejętności. 8", S. IX + 1 nlb + 710.
Ponieważ recenzje przyrzeczone Redakcji ..Ludu“ nie zostały

172
nadesłane do chwili zamUniiu ia XXIX tomu, przeto na razie poprze­
stajemy na wzmiance bibljograficznej o tern wartościowem dzieli
Red.
Zaranie Śląskie, kwartalnik, rok VI., zesz. 2, str. 49 do 104. Wy­
stawca : Towarzystwo Ludoznawcze w Cieszynie
„Zaranie Śląskie" w. roku bież. rozpoczęło szósty rok swego istnie­
nia. Założone w 1908 r. przez dr. L. Farnika po czterech latach
istnienia, z powodu nieprzezwyciężonych trudności przestało wychodzić
■w r. 1912. Dopiero w r. 1929 za ponowną inicjatywą dr. Farnika po­
wstał komitet redakcyjny i przystąpiono do dalszej redakcji „Zarania
Śląskiego“, wydając zesz. 1, roez. V.
\a treść zeszytu 2, rocz. VI., składają się następujące artykuły
i prace: Dy boski R., Spadek ])(> zmarłych i hasła dla żywnych, prze­
mówienie wygłoszone na drugim wieczorze literackim młodzieży ślą­
skiej w Uniwersytecie Jagiell dnia 17. V. br., Sinko T., Awanturniczy
poeta cieszyński z pocz. XVIII. w., w którym autor opisuje życie i dzieła
mało znanego poety Jana Karola Skopa, zwanego Tłukiem, nr. w 1673 r.
w Cieszyn™ Morcinek G., W kotłowni, fragment z życia młodego
chłopca Gustlika, zastępcy palacza. Żelechowski W., wiersze, Zarozu­
miałe maszyny i Dramatyczna hulanka. Mu siół P., Odrodzenie naro­
dowe Śląska, w którym to artykule autor omawia projekt wydania
-dzieła pod powyższym tytułem, jego cel, charakter i treść, mającą
w poszczególnych działach obejmować całokształt życia społ. śląskiego.
Zahradník J., w artykule: Czy Wacław Maciejowski był Ślązakiem,
przypomina, że znany ten dziejopis i badacz prawa urodził sie wt GierJieku pod Cieszynem, Musioł L., O „hołomkach“ i „wybrańcach“
w Pszczyńskiem autor omawia powstanie nazwisk „hołomek“ i „wy­
braniec“, które rozwinęły się w związku z dawną instytucją wojskową
i policyjną w b. ks. Pszczyńskiem. Musiol L., Przyczynek do dawnej
.górnośląskiej poezji okolicznościowej, z podaniem dwóch wierszy oko­
licznościowych z ok. potowy XVII i XIX w ieku. Kłosińska H., dwa wierszęj). t. W iatrak i Człowiek. Autor podpisany pseudonimem „Gość“ opisuje W'vslawc krajoznawczą w Borku, urządzoną przez tarnt. Koło krajoznawcze. Równocześnie podnosi dużą wartość pracy i nieprzeciętne wy­
niki osiągnięte przez członków Koła w czasie dziesięcioletniego jego ist­
nienia. Bogaty dział recenzji, napisanych przez G. M., K. Popiołka, F.
Cz. i
. Bandurę obejmuje najświeższe wydawnictwa śląskie i inne.
F'ierla V., Pónjezus w dziedzinie, opowiadanie napisane gwarą, o tern
jak Pan Jezus wiszący na krzyżu na rozstajnych drogach obdarzył
perłami z swoich łez starego pasterza, który ośmdziesiąt lat przeżywszy,
zadow-olony ze swego losu, pewnego wieczora przyszedłszy, jak (odzień
pod krzyż, zamiast jak zwykle podziękować za wszystko zażądał bo­
gactw Otrzymał je, ale na drugi dzień rano Pana Jezusa nie było już
na krzyżu. Morcinek G., z cyklu pieśni śląskie. Kiedy maki kwitną.
Dział „Materjały“ obejmuje krótkie materjały etnograficzne, zebrane

173
przez uczennice gim. w Król. Hucie, napisane gwarą: Żniwne przez
H. Gwoździównę, Niedziela śląska przez R. Sapotównę, Bojka śląsko
przez W. Lazarównę, Na gruncie pszel 50 lot, przez A. Sikorzankę,
W ciele na Ślonslcu, przez E. Pitasównę i Cliopcy z Niezdrowic przez
L. Frwhlównę. Na końcu dodany jest niewielki słownik wyrazów gwa­
rowy h śląskich. Zamykają treść zeszytu Pieśni śląskie z nutami zano­
towane: Pasła koza wedle brzozy przez E. Chroboczka, Gwoździki,
gwoździki uporządkowane przez J. H., Gdybych jo wiedzioł przez P.
Piistówkę, Stoi u wody prze-z .1. Hadynę i Malina, kalina ze zbiorów
Wallisa, i komunikaty redakcji.
J_ Falkowski.

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.