366e5d0f391034348a5e283775190b50.pdf
Media
Part of Lud lubartowski / Lud, 1930, t. 29
- extracted text
-
MATERJAŁY I NOTATKI ETNOGRAFICZNE.
LUD LUBARTOWSKI.
Szkic etnograficzny.
Stroje ludowe.
Stroje ludowe zanikają. Jest to ogólnie zauważony objaw,
av całym niemal kraju, może za wyjątkiem Podkarpacia i Karpat.
W powiecie lubartowskim spotyka się już tylko czasem
■chłopskie sukmany. Włościanie pytani o powód zarzucania tego
ubioru, wyjaśniają, że od pewnego czasu zmniejszyła się ilość
pastwisk z powodu głodu ziemi ornej i hodowla owiec zanika,
rietylko wśród drobnych rolników, lecz i po dworach. Z tego
powodu, wełna przestała być dostępną dla włościan, a sprowa
dzenie jej z odleglejszych okolic mocno powiększa koszta i suk
mana staje się parokrotnie droższa od zwykłej, miejskiej kapoty.
Pozostałoby nabycie gotowego sukna na sukmany, lecz to jest
już prawdziwym luksusem i oszczędność nakazuje ograniczenie
nadmiernych wydatków.
Zresztą młodzież chętnie ubiera się po miejsku, uważając
strój ludowy za prowincjonalne zacofanie.
Sukmana męska lubartowskiego powiatu jest w czterech
typach : bronzowa z granatowem przybraniem, bronzowa z ponsowem przybraniem i siwa z granatowo-zielonem, albo z niebieskiem przybraniem i wyszyciem, tak zwana „z za wody“,
ponieważ nosi ją lud mieszkający za rzeką (Wieprz), przebiegającą
środkiem powiatu. Wogóle nie można ściśle określić faktycznego
pochodzenia typów tych sukman, ze względu na to, że młodzież
zawierając związki małżeńskie w innych wsiach, przynosi często
swój strój, który z biegiem czasu rozpowszechnia się na obcym
terenie. W każdym razie można z całą pewnością twierdzić, że
sukmana bronzowa z granatowem jest noszona w okolicach Ba.ranówki, z dodaniem ponsowego sznureczka, około Niedźwiady,
79
a z mieszanym sznureczkiem (ponsowym i granatowym) — bliżej
-Czemiernik Sukmany bronzowe z ponsowemi kołnierzami i pom
ponami, t. zw. „kockie“, spotykane na lewym brzegu Wieprza,
przechodzą po za powiat, w stroną Kocka.
1. Sukmana bronzowa ciemna1), naszycie z granatowego
sukna, w kształcie kołnierza, mankiety granatowe, naszywane,
z wierzchu szersze, z pod spodu węisse, zwane przez lud „podłapkami“. Kołnierz i mankiety obszyte niebieskim sznureczkiem.
Plecy ku przodom i bokom rozszerzają się w kliny, co przy kie
szeniach tworzy trzy szwy, układające się w trójkąt, każdy szew
122.
Chłopi z Lubartowskiego w sukmanach bronzowych.
Fot. H. Morozewicz
ma 15 cm. i jest obszyty sznureczkiem niebieskim lub pon
sowym. Na połączeniu trójkąta po dwa pompony na sznurku,
zwane „kwiatkami“, ponsowe z granatowym środkiem, lub od
wrotnie. Ten typ nosi nazwę sukmany lubartowskiej
2. Sukmana „kocka“, tak samo szyta jak poprzednia, całą
odmianę stanowi barwa kołnierza i podłapek, które są w żywym,
ponsowym kolorze.
>) Opis dawnych strojów ludowych, na podstawie rękopisu p. Heleny
Morozewicz, spoczywającego w Muzeum Lubelskiem.
80
3. Sukmana siwa, „z za wody“, t. zn. z prawej strony
Wieprza, jest zrobiona z szarego samodziału, przód sukmany
gładki, zapięty na dwie haftki. Przy szyi wykład (naśladownictwo
kołnierza), z granatowego sukna, niżej — dwa rabaty z wyszytemi na rogach rozetkami. Rękaw z takim-że mankietem (granato
wym), wszystko dwukrotnie
naszyte gładkim, zielonym
sznurkiem. Na plecach dwa
łuki z granatowego sukna,
ozdobione zielonym sznur
kiem naszytym w kółeczka.
Dolna część sukmany ma
w środku kontrafałdę, z bo
ków — po pięć szerokich
fałd, ozdobionych takiem
samem naszyciem. .
4. Sukmana siwa z „si
nym“, czyli niebieskim, po
siada krój i barwę poprzed
niej, z tą różnicą, że wyszycia
wykonane są niebieską ta
siemką, a wykładany koł
nierz i mankiety, pokrywa
szare sukno. Zamiast ra
batów, zdobią przód dwie
śpiczaste klapki. Wszystkie
szczegóły i sukmana dokoła,
są wykończone niebieskim
sznurkiem. Na przodzie, na
123. Chłop w staroświeckiej czapce
t. ZW. „pazuchach“, W miej1 sukmanie bronzowej.
scu, gdzie zwykle bywają
Fot. H. Morozewicz. guziki, wisi po trzy kawałki
niebieskiej tasiemki, długo
ści pięciu centymentrów. Plecy obu siwych sukman skrojone z trzech
części, przylegają do figury. Spódnica sukmany mocno nafałdowana.
Dalszym strojem męskim są : a) kamizelka z czarnego welwetu, obszyta dokoła czerwoną tasiemką, guziki kolorowe lub
białe. Obecnie noszone bywają kamizelki z kolorowego barchanu,
b) Spodnie z samodziału : szaro niebieskie, albo szaro czerwone.
81
W okolicach Serocka nawlekane na sznurek i raz na zawsze za
wiązane. Do pracy służą spodnie z grubego, szarego płótna,
c) Koszule z płótna, z wąskim kołnierzykiem, zwanym „oszewką“.
Dawniej przody i oszewki były wyszywane w różne kolory.
Obecnie taką koszulą można tylko widzieć w Muzeum Lubel
skiem : przód w trzy rządy wyszyty w kwiateczki czerwone, nie
bieskie i żółte, ze wsi Brzostówka. Dziś całą ozdobą mąskiej
koszuli twoi zy obszycie z bia
łego perkalu. Oszewka zapina
sią na kolorowy guzik, błysz
czącą spinką, lub wiąże sią
czerwoną wstążeczką, zwaną
„zaściągą“. W niektórych
wsiach koszula bywa no
szona na spodniach, „na
wypust“ i przepasana rzemieniakiem.
Nakrycie głowy bywa
rozmaite :
1. Czapka „opuszka“, 14
cm. wysoka, wierzch czworo
kątny, u żonatych z granato
wego, u kawalerów — z ciemno
zielonego sukna. Brzeg wysoki
z czarnego baranka, z lewego
boku rozporek, który dawniej
zakończano pąkiem niebieskich
wstążek. Wewnątrz futro. 2.
Niższa od poprzedniej, brzeg ]24. Kobieta wiejska w jupie, uczesana
z czarnego baranka, wierzch
w czub.
okrągły, przyszyty naokoło do
Fot- H- Morozowicz
brzegu, bez futra pod spodem.
3. Brzeg wąski, okrągły, z czarnego baranka, wierzch rogaty, t. zw.
„na cztery gubernie“. 4. Rogata, barankowa, fantazyjnie składana.
Kapelusze z plecionki słomianej, lub szyte z trawy. Kształt owalny,
lub okrągły, t. zw. „rydze“. Żonaci opasują ciemną wstążką,
kawalerowie przybierają wstążkami, galonami, pąkami sztucz
nych kwiatów, broszkami i t. d., a brzeg obszywają kolorową
tasiemką.
Lud. T XXIX.
6
82
Wierzchnie okrycie zimowe stanowi kożuch barani, skórą do
wierzchu, ceglastą lub żółtą, z dużym kołnierzem — i burka.
Dawne stroje kobiece zanikły zupełnie i można je oglądać
tylko na rysunkach lub jako zabytki muzealne. Czasem, która
kolwiek z żyjących dotąd prababek, przechowuje w skrzyni wspo
mnienia swojej młodości, w postaci stroików, kaftanów lub jupy,
ale to są zjawiska coraz rzadsze.
Najdawniejszem przybraniem głowy kobiecej jest t. zw.
„połówka“, czyli kawał perka'u złożony we dwoje, ośm m. sze
roki, który opasując głową — związany z tyłu — spadał dwoma
końcami na plecy. Włosy do tego przybrania, związywane były
sznurkiem nad czołem, bez plecenia przerzucane iakże na plecy
i przycięte w połowie ramion. Nazywano je „gosiecina“. Nad
czołem grzywka, a przy ■ uszach dwa pasma krótko uciętych
włosów, zwanych po ludowemu : „pejsoki“. Mężatki nakładały
na głowę czepek z białego perkalu, a na wierzch połówkę, co
tworzyło stojący czub. Stroju tego zaniechano jeszcze przed
powstaniem. Był on gorący i ciężki.
„Czub“ jest małą odmianą połówki, z tą różnicą, że na to
samo uczesanie, zawiązywano dużą, kolorową chustkę. „Móscki“
prawdopodobnie „móżdżki“ — włosy związane na środku głowy,
eo zmieniało kształt „czuba“. Dziewczęta zamiast czubów i czep
ków, układały warkocze wokoło głowy, nad czołem zawiązywały
połówkę, której górny brzeg bywał otaczany wieńcem kwiatów,
zw. „purloty“, własnego wyrobu, z grzyba brzozowego, z do
daniem kolor Dwych papierków i włóczek.
Uczesanie to powodowało szybkie łysienie od czoła.
„Stroik“ — rodzaj czapki, formy stożkowatej, uszyty z ko
lorowego materjału, na podszewce, pokryty cały sztucznemi
kwiatkami. Z tyłu 32 końce różnobarwnych wstążek, przyszy
tych na szerokości karku. W Muzeum Lubelskiem znajduje się
taki stroik, ofiarowany przez p. Chromińską z Pałecznicy, a zro
biony przez jedną ze starych kobiet z Górki Lubartowskiej, która
kiedyś taką ozdobę głowy nosiła. Stroik ten — widocznie przez
oszczędność — posiada tylko 16 końców wstążek, półmetrowej
długości. Brzeg stroika nad czołem, naszyty wstążeczkami w trzech
barwach: ponsowej, zielonej i różowej. Kwiatki białe, lila, nie
bieskie i różowe — z listkami.
Sposób wiązania chustek jest różnorodny:
83
„W łopatę“ — czyli duża, wełniana chustka, zwana „szalinową“, w jasnym kolorze, złożona na rogi. Dwa końce zwią
zane z tyłu, a drugie dwa — opuszczone aż do kolan.
„W ogniówkę“ — chustka znacznie mniejsza, końce otaczają
głowę i wiązane są nad czołem w kokardę.
„Homyłka“ lub „Zajda“ — mała chustka perkalowa, zało
żona mocno, bez wiązania.
Gorset najdawniej
szy, był mało wycięty pod
szyją, nieozdobny, z tkaniny
bawełnianej. Dół gorseta
pos adał cztery klapy, przód
sznurowany, naokoło lamówka z wąskiej wstą
żeczki. Gorset drugi : głę
bsze wycięcie pod szyją,
dół podzielony na mniejsze
klapki, oprócz tasiemki wy
kończony niebieskimi ząb
kami. Gorset trzeci : z wełny
lub welwetu, głęboko wy
cięty, naszyty kolorowemi
guziczkami, tasiemkami, szy
chem, blaszkami, z przodu
sznurowany na jaskrawe
wstążki. Dawniej gorsety
były noszone ogólnie, bez
względu na wiek i stan cy
wilny. Po roku mniej więcej
1890-tym, stroiły się w nie
125. Plecy jupy lubartowskiej.
Fot H. Morozewicz.
tylko osoby niezamężne.
» Spódnica, t. zw.
„fartuch chludzony“, z lnianego płótna, z tyłu bardzo szeroka,
w misterne fałdki zmarszczona. Fałdy te, po umaglowaniu przy
ciskano bochenkami ciepłego chleba, co się nazywa „chludzeniem“
i stąd zapewne pochodzi nazwa spódnicy.
„Burka“ — spódnica lniano - wełniana, szaro - nie
bieska, potem w kraty, lub inne desenie. Zazwyczaj burka
ma wstawiony na przodzie kawałek szarego płótna, zwany
6*
84
„oszlakiem“. Wycięty kawałek tkaniny służył na zapaskę dla
dziecka.
Zapaska, czyli fartuch, dawniej z lnianego płótna, potem
taka jak spódnica „burka“, stąd nazwa: „zapaska burczana“.
Zapaski burczane są dwojakie: szerokie i długie, w poprzeczne
paski, na „cztery podsmuszki“ (termin tkacki), oraz węższe
i krótsze, w podłużne paski, na „dwie podsmuszki“. Zapaski
są ozdabiane kolorowemi szlakami, lub bawełnianą koroneczką.
Kos żule lniane, krótkie do bioder, niżej doszyte grubsze
płótno, zwane „podstawką“. Fason najdawniejszy: otwór wycięty
na głowę i dwa kawałki wszyte, jako rękawy. Drugi fason, póź
niejszy
„z przyramkami“, to znaczy: przód i plecy koszuli
połączone górą kawałkiem płótna. Przyramki bywały wyszywane
kolorową bawełną, w punkciki, krzyżyki lub wężyki, nazw.
„cyrką“. Rękawy z dwoma klinami i oszewką wyszywaną. Trzeci
fason
„z karczkami“, do których górna część koszuli, roz
chodząca się w bryty, była gładko przypasowana. ■
Wierzchnie ubrania były wielorakie:
Kożuch z czarnego barana, bez pokrycia, wyszyty czer
woną i niebieską bawełną na „pazuchach“ i na połączeniu ple
ców ze spódnicą kożucha. Fason zbliżony do męskich sukman
„z za wody“.
Jupa — kożuch barani pokryty granatowem suknem. Koł
nierz i podłapki z białego lub siwego baranka. Na pazuchach
i koło kieszeni, szmuklerskie ozdoby kolorowe. Plecy przybrane
w formie łuków, spódnica jupy mocno namarszczona.
Kaftan krojem zbliżony do jupy, lecz zamiast futra, po
siadał podszewkę z płótna, kołnierz i rabaty sukienne. Na ple
cach i przy kieszeniach, wyszycie z niebieskiego sznurka.
Z u p a n — prawie to samo co kaftan. Zamiast kołnierza —
wykład z ponsowego sukna i takież podłapki. Kolor żupanu siwy.
Półszubki — Kaftany watowane, kupione na targu, na
miejsce dawnych -up, ostatnio noszone.
Trzewiki płytkie, w rodzaju pantofli, obcas szeroki, niski.
Pończochy — wyszywane.
Obecny strój kobiecy jest różny. Wśród dziewcząt spotyka
się ubiory krakowskie, jako stroi kościelny, na głowach kwiaty*
lub jaskrawe chustki, jedwabne i wełniane. Noszone są również
ciemne, szewiotowe spódniczki, naszywane wstążeczkami w jaś-
85
îiiejszym tonie, lub karbowane fabrycznie i kaftaniki, t. zw.
„sączki“. Jednak większość dziewcząt usiłuje przebierać się po
miejsku. Mężatki noszą rałdziste spódnice kupne lub swojej ro
boty, duże fartuchy samodziałowe lub fabryczne, często -- ciemne
serdaki, watowane lub letnie. Na głowach — zawsze jaskrawe
chusteczki. Na ramionach — w czas chłodniejszy — grube, kra
ciaste, duże chustki.
Mieszczański strój jest od
mienny. Składa się nań okrycie
wierzchnie, w rodzaju długiego,
fałdzistego surduta, z jasno-granatowego sukna i czapka roga
tywka, obszyta barankiem. Do
tąd przechował się w Lubartowie
jeden tylko taki strój, noszony
przez szanownego mieszczanina,
p. Edmunda Beneta.
Kobiecy ubiór mieszczański
nie jest wiadomy.
Przemysł ludowy i domowy.
Głównym przejawem prze
mysłu ludowego jest tutaj wyrób
płótna wszelkich gatunków, po
cząwszy od grubego na płacht}',
aż do najcieńszego na koszule,
serwety i ręczniki. Ponadto wy
rabiane są kilimy w pasy czer
126. Chłop w siwej sukmanie
wone, zielone i granatowe, spód
„z za wody“.
nice wełniane, bawełniane i płóFot H. Moro-ewicz.
cienkowe, zapaski, drelichy na
spodnie, obrusy, kapy na łóżka. Te ostatnie przedstawiają nawet
dość ciekawy deseń, w fantazyjne kraty i pasy, a tkane są z far
bowanych nici lnianych i bawełnianych, w dwóch kolorach.
Również ładnie wyglądają i są bardzo mocne — chodniki w pasy
poprzeczne, t. zw. „parciane“.
Królestwem tkactwa w powiecie jest osada Kamionka,
odległa o 11 kilometrów od Lubartowa. W miejscowości tej
zajmują się tą gałęzią przemysłu ludowego, przeważnie mężczyźni.
86
„Królem“ tkaccy i mistrzem w swoim fachu jest p. Józef Szcze
paniak. On jeden posiada ulepszony warsztat, t. zw. „Szewtówkę“, zrobiony na wzór warsztatów w Stanisławowie, mia
steczku powiatu nowomińskiego, pod Warszawą.
Warsztat ten, zrobiony całkowicie z drzewa, ma cztery
łokcie szerokości, około sześciu długości, a wysoki — prawie
pod pułap. Czółenek ma dwa. Chcąc zastosować żądaną sze
rokość wyrabianej sztuki, zmienia się dowolnie „szewty“, które
są różnej długości. Dla serwet na 23A łokcia, dla ręczników na
3/4 łokcia i t. d. Do wyrabiania deseni, służą t. zw. „karty“,
wąskie na dwa cale tekturki, długości pół łokcia, różnie dziur
kowane, połączone ze sobą sznurkami i umieszczone w górnej
części warsztatu. P. Szczepaniak wyrabia bardzo ładne, deseniowe
serwety z frendzlą, z nici lnianych, szarych i białej bawełny,
takież serwetki do ust, piękne ręczniki, 3A łokcia szerokie i trzy
łokcie długie. Deseń jest różny. Przeważnie : kratki, tafelki, kara.
Robi również kilimy (23A łok. szerokie) czysto wełniane, w trzech
kolorach : zielonym, jasno ponsowym i białym lecz tylko na za
mówienie. Dywaniki i chodniki komponuje z nici jutowych i ba
wełny, w kombinacyjne desenie, w barwach : bordo, granatowej,
zielonej i żółtej. Wyrabia także chodniki z gałganków, t. zw.
„gałganiarze“. Ma dużą księgę z kolorowemi wzorami 1 opisem,
którą posługuje się, gdy chce zastosować jaki nowy pomysł.
Robotę wykonuje przeważnie z powierzonych nici, lub na obstalunek. Pracuje sam, nie mając nikogo do pomocy.
Inny mieszkaniec Kamionki, p. Walenty Puliński, ma war
sztat do płótna zwykłego. Jest on dwa łokcie szeroki, przeszło
trzy łokcie długi i około trzech łokci wysoki, na jedno czółenko.
Wyrabia się na nim płótno różnej grubości i szerokości. Oprócz
warsztatu tkackiego, jest tam mały warsztacik, zbliżony do ko
łowrotka, a służy do zwijania pasem i szpulek.
Również prosty warsztat, lecz z piwną odmianą, posiada
senior tkaczy kamionkowskich, 76-letni p. Józef Szabelski dotąd
przodujący w szybkości i jakości sztuki tkackiej. Warsztat jego
jest na dwa bloczki, jedno czółenko, do wyrobu płótna. Jeszcze
mniejszy od poprzedniego. Z tyłu warsztatu jest kółko z wijadłami, do szpulek, talek i pasemek.
Oprócz prostego płótna, p. Szabelski wyrabia drelichy na
cztery podnóżki i chodniki lniano-gałgankowe, w pasy po
87
przeczne: pas z szarych nici i pas z kolorowych gałganków, na
przemianę. Wygląda to bardzo ładnie i jest mocne.
Pozostałe warsztaty tkackie w Kamionce, a jest ich nie
zmiernie dużo, są wszystkie na jedną modłę, ręczne, do pro
stego płótna.
W innych miejscowościach powiatu, tkactwo nie występuje
tak masowo. Uprawiane jest głównie przez go podynie wiejskie,
które w zimowe wieczory przy
stępują do zaopatrywania do
mowników w płótna na bie
liznę i drelichy na odzież.
Poważne miejsce w prze
myśle ludowym powiatu, zaj
muje garncarstwo, uprawiane
masowo w Firleju. Miasteczko
to zamieszkuje dziesięciu garn
carzy, zaopatrujących w swoje
wyroby nietylko własny po
wiat, lecz i sąsiednie. Wyra
biane są: miski, garnki, do
niczki, podstawki, dzbanki,
imbryki, solniczki kuchenne,
a nawet przedmioty galante
ryjne, jak : bukietniki różnych
kształtów, wazy na kwiaty,
popielniczki. Najlepszy z garn
carzy firlejowskich, p. Kazi
mierz Fit, posuwa swoją sztukę 127. Dziewczyna lubartowska uczesana
w łopatę.
do znacznej precyzyjności.
Fet. H. Morozewicz.
Ostatnio udoskonalił polewę
do garnków, przez dodawanie
rozpuszczonego szkła. Robi ją w dwóch kolorach : ciemną, t. zw.
„wiśniową“ i jasną, pomarańczowo-żółtą. Galanterje pokrywa
polewą wcałości, nadając tem łudzący wygląd majoliki. Zwykłe
garnki, miski, czy doniczki, polewa do połowy i zdobi dużemi
kropkami, lub ząbkami. Młynek do polewy stanowią dwa ka
mienie, około półmetrowej średnicy. Dolny umocowany nieru
chomo, wierzchni obraca się na żelaznej osi. Oba umieszczone
na drewnianym trójnogu. Warsztat garncarski składa się z dwóch
88
kół ruchomych, różnej wielkości, wyciosanych z grubego, 10 cm.
drzewa. Dolne koło posiada pół metra średnicy, górne — trzy
razy mniejsze. Oba umieszczone na grubej, żelaznej osi, obra
cane są nogami garncarza, który siedząc na ław-ce, wytacza
garnek, na powierzchni górnego kółka.
Do nadania wypukłości i wklęsłości, służy nożyk — de
seczka. Polewę daje się na przedmiot, w stanie surowym. Glinę
sprowadzają z Młynisk, gminy Rudno, dziesięć kilometrów od
F-rleja, ponieważ jakość jej jest niezastąpiona w garncarstwie,
Firlej posiada również wspaniałe pokłady gliny, ale nadaje się
ona.tylko na wyrób cegły i klinkieru.
Aby glina była zdatna do wyrobów garncarskich, lasują
ją dwa razy, potem „strużkują“ odpowiednim przyrządem,
w kształcie nożyka, dla odrzucania wszelkich włókienek i nie
czystości i wreszcie wygniatają nogami na ciasto. Praca przy
gotowawcza wymaga o wiele więcej trudu, niż samo toczenie
garnka, które trwa do dziesięciu minut.
Zapotrzebowanie gliny wynosi 9.600 kilogramów rocznie,
przeciętnie na każdego z garncarzy t mtejszych. Wyrabiają oni
z tej ilości do 12.000 sztuk różnych rozmiarów naczyń, w ciągu
roku. Towaru dostarczają hurtownikom żydowskim, oraz na zamó
wienie okolicznych dworów, do oranżerji, kwiaciarni, inspektów itp.
Piec do wypalania garnków, t. zw. „czerwonych“, wygląda
jak olbrzymia kadź, conajmniej trzymetrowej wysokości, z otwo
rem u wylotu. Objętość około dziesięciu metrów. Jest on zbu
dowany z cegły i oblepiony gliną. Z frontu ma otwór podłużny,
którym wchodzi się do wnętrza, dla ułożenia garnków. Układa
się je, jeden na drugim, spodem do wierzchu. Gdy cały piec
jest już wypełniony po brzegi, otwór zamurowują, a na wierzchu
pieca układają czerepy gliniane. Ogień podpala się w czterech
czeluściach, ukrytych w ziemi, dokoła pieca. Pali się wyborowem
drzewem. Drewniany prowizoryczny budynek, z otwieranym da
chem, kryje w swem wnętrzu ten piec garncarski.
Firlejańie wypalają również garnki szare. Piec do tego
gatunku wyrobów, urządzony jest w pozycji poziomej. Z jed
nego końca otwór do wkładania garnków, zakryty potem cze
repami, z drugiego — palenisko. Pali się grubemi szczapami
smolnemi. Na dopaleniu, oba otwory zalepia się ziemią, a garnki
pod wpływem dymu, nabierają barwy szarej.
89
Garncarze w Firleju mają swój cech, zatwierdzony w r. 1816
przez Aleksandra I-go. Z tychże czasów posiadają cenną księgą,
pięknie pisaną na pergaminowym papierze, a zawierającą protokuły wyborów starszych, instrukcje, tytuły, listę stowarzyszo
nych i t. d. Pieczęć odbita pod protokułami przedstawia dwu
głowego orła i napis: „Królestwo Polskie, Urząd Municypalny
Miasta Firleja“. Cech garncarski przyjął pod swą opiekę wszy
stkich rzemieślników miejscowych jak: kowali, stolarzy, cieśli,
bednarzy, stelmachów i t. p. Ostatnio przyłączyli się piekarze.
Księga Cechowa przechowuje się obecnie u Cechrmstrza, p. Ka
zimierza Majchra. Wszyscy cechowi w dniu 19 marca zakupują
nabożeństwo do św. Józefa, Patrona rzemiosł, na którem gro
madzą się tłumnie ze swą chorągwią cechową, a przez cały rok
palą własne świece woskowe, przed obrazem św. Józefa.
W Firleju jest ciekawie urządzona tokarnia wietrzna. Wła
ścicielem jej i konstruktorem jest firlejanin, p. Jezior. Silnik wie
trzny urządził sobie na dachu stodoły. Jest to czworobok pira
midalny z belek i desek, kilkometrowej wysokości. U szczytu
jednej ze ścianek czworoboku jest umieszczone wiatrakowe koło
na ośm śmig. Całe urządzenie posiada duży tryb. Wewnątrz
stodoły znajduje się warsztat i skład kołowrotków, które tam
są głównie wyrabiane. P. Jezior zbudował sobie tę tokarnię
wyłącznie sam, podług opisu zamieszczonego w „Gazecie Rze
mieślniczej“.
Poza tern, przemysł ludowy lubartowskiego powiatu zamyka
się sztuką wyrabiania koszyków na kartofle z pręci, kapeluszy
i kaloszy ze słomy, wreszcie niektórzy rzeźbią w drzewie arty
kuły dewocyjne.
Budownictwo i wnętrze chat.
Chaty wiejskie tutejszego powiatu, są klecone z drzewa,
na niskich podmurówkach, kryte słomą, zwrócone przeważnie
szczytową ścianą do drogi, biegnącej środkiem wsi. Okna w tej
ścianie są ozdobione malowanemi okiennicami, a czem jaskra
wsze — tem większy dowód, że w chacie jest panna na wy
daniu. Chaty wszystkie bielone. Dachów ogniotrwałych jest zni
komy procent, a murowane domki spotyka się bardzo rzadko.
Chatę środkiem dzieli zwykle sień, z której jest wejście do
90
piwnicy i na strych. Izb bywa przeważnie dwie, czasem trzy, o ile
jedna z nich służy za warsztat. Przed chatą, od strony drogi
jest zwykle ogródek kwiatowy, pełen nasturcyj, georginij, malw
i słoneczników. Lubiana jest również maciejka. Drzwi wejściowe
wychodzą na dziedziniec i zabudowania gospodarcze. Wnętrze
przeciętnej izby wynosi 9X8 łokci (mniej więcej), wysokość
cztery łokcie. Podłogi przeważnie drewniane, ale spotyka się
również klepiska. Urządzenie izby stanowią : łóżka, stół, szafka
do naczyń kuchennych, skrzynia, ławka, stołki, proste krzesła,
na ścianach — święte obrazy, przybrane w bibułkowe kwiaty.
We wsiach podmiejskich urządzenie izb jest wykwintniejsze.
Zauważa się w nich krzesła gięte, etażerki z fotografjami, szafy
na ubranie i t. d. W izbach garncarzy rzucają się w oczy przed
mioty gliniane : bukietniki na komodzie i popielniczki, dzba
nuszki, imbryki do herbaty, solniczki i t. d. Tkacze przyozda
biają wnętrze, izb serwetami swojei roboty, kapami, dywani
kami i t. d.
W miasteczkach, jak np.: Kamionka, Firlej, Czemierniki,
domki i chaty zwrócone bywają fiontem do'drogi, i ozdobione
są gankami na drewnianych słupkach. Zamknięcie chat wiejskich,
stanowi przeważnie skobel i kłódka.
Zwyczaje ludowe.
Zwyczaje ludowe podobnie jak strój — idą w zapomnienie,
a tradycja ustępuje miejsca — przypadkowi. Ludzie starzy z ża
lem stwierdzają przemianę, wspominając zanikające coraz bardziej
zwyczaje ich dziadów i ojców.
Chrzest — był dawniej okazją do długotrwałej zabawy.
Po powrocie z kościoła, rodzice chrzestni kładli pod progiem
dziecko i tradycyjną rózgą z tarniny, specjalnie przygotowaną,
uderzali je, aby było dobre, posłuszne i karne. Potem zaczynało
s ę ucztowanie, w którem uczestniczyli tylko żonaci i mężatki.
Zabawa taka trwała nieraz przeszło tydzień. Po kilku dniach,,
gdy zapasy u gospodarza wyczerpały się, kumowie i goście prze
bierali się za cyganów i cyganki i wstępowali do sąsiadów całej
wsi, zbierając daninę w postaci kur, jaj, krasiwa i t. p., na dalszą
ucztę, co nazywało się „chodzić po drobsku“.
Wesele. Najciekawszym zwyczajem lubartowskim, były
ceremonje weselne. Najpierw odbywają się t. zw. „zmówiny ,
czyli schodzą się sąsiedzi, obierają z pomiędzy siebie „starostę“,
„starościnę“ i „starszą druchnę“, a wówczas te osoby, wraz
z rodzicami obojga młodych, omawiają kwestję wiana obu stron.
Po dojściu do porozumienia, daje się na pierwszą „przepowiedz“
i dopiero wówczas odbywały się zaręczyny z muzyką. Obowiązkiem
muzykanta było grywać codziennie pod oknami „starosty“, „sta
rościny“ i „starszej druchny“, a w razie niepogody — w ich
mieszkaniach, od dnia zaręczyn do wesela, czyli dwa tygodnie.
Śluby wyznaczane bywały prawie z .wsze na niedzielę. W wilję
tego dnia, państwo młodzi chodzili do sąsiadów i znajomych, oso
biście zapraszając na wesele,
co i teraz jeszcze ma miejsce.
Na przedślubne śniadanie
pieczono baby wielkanocne
w glinianych garnkach, któ
re rozbijano, nie mogąc bab
wydobyć. Następnie ciasto
krajano na kawałki i kra
szono słoniną. Po śniadaniu
odbywała się ceremonja bło
gosławieństwa z muzyką.
Wreszcie państwo młodzi
stawali we drzwiach i ca
łowali po rękach wszystkich
gości wychodzących na ślub.
Po ślubie sadzano ich za
128. Kapliczka koło Brzostówki.
stół i obsługiwano. Po ko
Fel. H- Morozcwicz.
lacji weselnej następowały
oczepiny panny młodej,
a zamiast ślubnego prezentu otrzymywała ona pieniądze od gości,
zbierane osobiście na talerz i tańczyła t. zw. „chmielą“. W po
niedziałek wieczorem odbywała się zabawa, zwana „słodką wó
dką“, za składkowe pieniądze, a nadto panna młoda dodawała
od sicb'e część pieniędzy zebranych przy oczepmach. Bawione
się tak do następnej niedzieli. Wówczas następowała uroczystość
„przeprowadzin“ państwa młodych, uczczona sutem przyjęciem.
Nakoniec goście wysyłali państwa młodych do studn: skąd mu
sieli wyciągnąć ceber wody i przynieść do mieszkania. Wtedy
„kościelnicy“ śpiewali nad wodą „Te Deum laudamus“, a potem
każdy z gości kosztował tę wodę. Po przeprowadzinach sąsiedzi
i swaty pili jeszcze i ucztowali przez kilka dni.
Obecnie zwyczaje te uległy zmianie. W Lubartowie śluby
i wesela przekształciły się na sposób nowożytny. Po wsiach, ze
względu na ciężkie czasy, zabawy nie trwają tak długo, a ceremonje dawniejsze nie są również ściśle przestrzegane.
Pogrzeb. Sam obrządek pogrzebowy odbywa się zgodnie
z ceremonjałem kościelnym. Pewne swoiste cechy posiada jedynie
ceremonjał po-pogrzebowy. Mianowicie rodzina bliższa i dalsza,
(familjanty) zbiera się w domu żałoby dla odśpiewania różańca,
oraz innyeh pieśni nabożnych, poczem zasiadają wszyscy do
uczty pogrzebowej.
Wigilja Bożego Narodzenia. W dzień wigilijny
przed wieczorem, zaścielają podłogę w izbie słomą, która pozo
staje aż do trzeciego dnia świąt. Za stołem stawia się snopek
żyta. Na stole, pod serwetą, sianko, jak zresztą w całej Polsce.
Wigilijna wieczerza składa się obowiązkowo z dziewięciu potraw:
śledzie, barszcz, groch, kapusta, kluski z makiem, kasza, gruszki,
racuszki i t. p. Po wieczerzy dziewczęta biorą' z drwalni naręcza
drzewa, przynoszą do izby i liczą polana: parzyste wróżą mał
żeństwo, nieparzyste — dalsze panieństwo. W tym samym celu
rachują kołki w płocie. Od Bożego Narodzenia do Trzech Króli,
chłopcy chodzą od wsi do wsi z „Gwiazdą“, „Kozą“ i „Szopką“,
wstępując do mijanych chat z kolędą. Chłopcy dorośli organi
zują przedstawienie „Heroda“, w specjalnie przygotowanych kostjumach i docierają aż do miasteczek, gdzie w domach zamo
żniejszych przedstawiają widowisko.
Jednym z obyczajów tutejszych jest także nadpijanie wódki
podczas toastu i wylewanie reszty na sufit. Im bardziej wódka roz
pryśnie się na suficie, tem życzenie wznoszącego było szczersze.
Pieśni ludowe.
(Śpiewane w powiecie lubartowskim i sąsiednich).
I.
Zielony dzban.
'Oj, z rana z wtorku na środę, oj, poszła panna po wodę,
Przyszedł do niej pan, co jej rozbił dzban.
Oj, cicho, panno, oj, nie płacz nie! To ja ci za dzban zapłacę!
Za zielony dzban, sto talarów dam!
93
Oj, sto talarów nie chciała, oj, tylko o dzban płakała,
O zielony dzban, co jej rozbił pan !
Oj, cicho, panno, oj, nie płacz, nie, to ja ci za dzban zapłacę S
Za zielony dzban, parę koni dam!
Oj, ona koni nie chciała i tylko o dzban płakała,
O zielony dzban, co jej rozbił pan!
Oj, cicho, panno, oj, nie płacz, nie, to ja ci za dzban zapłacę!:
Za zielony dzban, piękny zamek dam!
Oj, ona zamku nie chciała i tylko o dzban płakała,
O zielony dzban, co jej rozbił pan!
Oj, cicho panno, oj nie płacz, nie, to ja ci za dzban zapłacę.
Za zielony dzban, ja sam siebie dam !
Oj, wiwat! wiwat! wygrałam! czego się też doczekałam!
Za zielony dzban, dostał mi się pan!
II.
Pamiętaj
dziewczyno.
Szumi deszczyk po leszczynie, po gęstej krzewinie,
Powiedzże mi, moja miła, czy mnie kochasz, czy nie?
Czy mnie kochasz, czy rie kochasz, a ja kocham ciebie.
Choćby koń mój karki łamał, pojadę do ciebie!
Karki łamał, karki łamał, a ja pod nim nogi,
Pamiętajże, ma dziewczyno, masz to na przestrogi.
Na przestrogę, na przestrogę, na upamiętanie.
Żebyś chłopców nie kochała w tym wojskowym stanie
Bo ten żołnierz, bo ten żołnierz Boga się nie boi,
On cię ściska i całuje, a na zdradzie stoi.
On cię ściska i całuje i do Boga wzdycha,
Pamiętajże, ma dziewczyno, w nim nadzieja licha!
III.
Chodziła dziewczyna.
Chodziła dziewczyna po wiśniowym sadku,
Chodziła, szukała swojego upadku.
Chodziła, szukała, aż zaczęło świtać,
Przyszła do niej mama o wianek się pytać.
— Córuś, moja, córuś, gdzieś wianek podziała? —
— Mamo moja, mamo! Jankowi-m go dała! —
— Córuś moja, córuś, co ci za to zrobić?
Czyli cię powiesić, czy cię nożem przebić ? —
94
— Mamo moja, mamo, nie róbcież mi tego,
Tylko mnie wydajcie za Janka ładnego!
— Córuś moja, córuś, Janek ciebie nie chce!
Twó] ruciany wianek pod nogami depce! —
— Jedwabną chusteńką buciki wyciera,
Pójdzie między ludzi, jeszcze się wyśmiewa! —
Zęby te kamienie przy drodze nie były!
Zęby się sieroty na świat nie rodziły!
Bo ktc idzie drogą, kopnie kamień nogą,
Tak i mnie na święcie, sierotę ubogą! —
IV.
Dwa serduszka, cztery oczy, co płakały w dzień i w nocy! (bis)
Siwe oczki co płaczecie, wy mojemi nie będziecie!
Szedłem sobie droźyneczką, spotkałem się z kochaneczką:
Dziewczę drogie, chodźże do dom, bo się z tobą nie nagadam!
Nie nagadam, nie nastoję, bo się ojca, matki boję!
Dziewczę drogie, dziewczę młode, weź to piórko, puść na wodę...
Jak to piórko pójdzie do dna, to ty będziesz Janka godna!
Dziewczę sobie rozważyło, złotem piórko nakropiło:
Pływaj, piórko, pływaj, pływaj, a ty Janku u mnie bywaj!
Dziewczę piękne, dziewczę młode, weź ten kamień puść na wodę.
Jak ten kamień będzie pływał, ja u ciebie będę bywał!
Dziewczę sobie rozważyło, kamień z wosku utoczyło :
Ty kamieniu, pływaj, pływaj, a ty, Janku, u mnie bywaj!V.
V.
Musisz moją być!
Ja sobie jadę, jak w dzień tak w nocy, na ślepym koniu na oba oczy.
A jednak musisz moją być i moją wolę uczynić !
A ja się stanę dziką ptaszyną, będę się kryła między krzewiną,
1 jednak nie chcę twoją być i twojej woli uczynić! —
Są , są na świecie takie topory, co wycinają lasy i bory!
— A ja się stanę dzikim gołębiem, będę siedziała w lesie na dębie...
I jednak nie chcę twoją być i twojej woli uczynić! —
Są, są na świecie takie jastrzębie, co wyłapują dzikie gołębie!
— A ja się stanę złotą rybeczką, będę pływała szeroką rzeczką...
Są, są na świecie takie wędeczki, co wyławiają złote rybeczki!
— A ja się stanę złotym pierścieńcem, będę się toczyć długim
[gościńcem ! —
Są, są na świecie takie młodzieńce, co wyłapują złote pierścieńce !
— Mamusiu moja, pieczże pieczenie, bo już się Janek ze mną ożeni!
J jednak muszę jego być i jego wolę uczynić!
95
Oprócz wyżej przytoczonych piosenek, lud lubartowski
śpiewa wiele innych, bardziej ogólnie znanych, jak np. „Na Po
dolu biały kamień“, „Moje wesele“, „W lesie na dębie“, „Jak
ja będę chłopca miała“, „Wśród poleńka szerokiego“, „A w nie
dzielę raniusieńko“ i t. d.
Pieśni ludu lubartowskiego są naogół smętne, pozbawione
junactwa i fantazji. Również ubiór ludu jest mało jaskrawy, nierzucający się w oczy strojnością i barwą. Cechy te przejawiają
się nawet w kolorze i ornamentyce tradycyjnych pisanek, jak to
np. widzimy na podstawie okazów z Dębicy, pow. lubartowskiego
w Muzeum Lubelskiem.
Szkic powyższy niema pretensyj do wyczerpującego studjum,
•a ma jedynie za zadanie zwrócić uwagę na istniejące jeszcze
resztki tradycji ludowej w powiecie lubartowskim.
Wanda J. Slizuina.
PRZYCZYNKI DO ZWYCZAJÓW NA BOŻE NARODZENIE
NA PODHALU.
Psa podstawie opowiadań p. Antoniego Zachemskiego, rodem
z Odrowąża na Podhalu, zanotowałem parę szczegółów dotyczą
łych zwyczajów „na Gody“ w Odrowążu.
W dzień wilji' przygotowuje gospodyni stół do wieczerzy
w „czarnej izbie“ czyli kuchni. O ile stołu niema w kuchni, przy
nosi się go z „białej izby“ czyli świetlicy. Nie godzi się bowiem
spożywać wigilijnej wieczerz}' na tym samym stole, przy którym
jada się przez cały rok.
Pod wieczór gospodarz idzie do stodoły. Jeżeli ma dzieci,
bierze dwoje ze sobą. Przynosi stamtąd siano, zaś młodsze dziecko
niesie snopek zboża. Wchodząc uroczyście do izby, mówi gazda.
„Niek bedzie pofolony Jezus Krystus“. Gaździna odpowiada:
„Na wieki wieków, amen“ i odbiera przyniesione zboże i siano.
Siano kładzie na stole i przykrywa obrusem, czasem zaś rozkłada
ponadto szmatę, ażeby obrusa przy wilji nie powalano. Snopek
zboża stawia się w kącie kuchni za stołem. Stół u górali nie stoi
nigdy w środku izby, tylko w rogu.
Przed wieczerzą cała rodzina odmawia głośno pacierz, który
gazda kończy następująco: „Dziękujeme ci, Poniezusie, ześ nom
doł dockać tyj świętyj wilije scęśliwie i zdrowo, i prosimy Cie,
