281918453abdcc19d82f6ffceeaef45d.pdf
Media
Part of Podania domu "Krzysztofory" na rynku krakowskim / Lud, 1930, t. 29
- extracted text
-
99
PODANIA DOMU „KRZYSZTOFORY“ NA RYNKU
KRAKOWSKIM.
„Krzysztofory“ jest to nazwa domu stojącego na rogu Rynku
głównego i ulicy Szczepańskiej w Krakowie. Dom ten był nieg
dyś bardzo sławny. Łepkowski w „Urywkach z dziejów i życia
mieszkańców Krakowa, 1890, str. 166“ podaje, iż „Krzysztofory“
były zawsze największą, niemal najpiękniejszą kamienicą w Kra
kowie' głośną z wielu przygód i pięknej legendy o skarbie ukry
tym w zaczarowanych piwnicach tego domu. O pochodzeniu
nazwy dowiadujemy się już tylko z zapisków, posąg bowiem św'.
Krzysztofa na domie dawno zdjęto, a późniejsi właściciele wcale
się o to nie postarali, by nowy sprawić. Donosi o tem Antoni Gra
bowski (str. 62) : na wierzchu była statua Krzysztofa z Panem
Jezusem, drzewem podpierającego się. Kamienica ta znana w kraju
i zagranicą z posągu tego świętego dostała się w dziedzictwo Jac
kowi Kluszewskiemu, staroście brzegowskiemu, posąg świętego na
domie stojący, dziś z miejsca swego zdjęty został 1791, 30 kwiet
nia. Podobnie podaje Łępkowski w „Urywkach“ str. 166, iż „Krzyszlofory“ wołano na kamienicę w Rynku, narożną od ul. Szcze
pańskiej dlatego, iż na niej stał wyrobiony z gipsu i gliny św.
Krzysztofory niosący Pana Jezusa. Ów święty podpierał się drze
wem i drzewo to podtrzymywało jego wysoką postać, widzialną
z daleka. Gdy na Kraków przypadła dola, którą przejezdny Coxe
w 1778 r. opisał w słowach: „tutaj w każdej ulicy na jednym
końcu stoi żołnierz rosyjski, na drugim szyldwach polski, a tyle
jest domów zrujnowanych lub rozpadających się, że z ich ilości
sądzićby można, że miasto co dopiero szturmem zdobyto“... wów
czas i św. Krzysztof uszkodzony zębem czasu, zstąpić musiał ze
szczytu tego domu, również „biskupim pałacem“ zwanego.
O domie tym krążą różne podania, już dziś nie każdemu
znane, jak to sam miałem sposobność z zapytywali różnych osób
sprawdzić. Dawniej było inaczej: Łepkowski powiada: „tej baśni
ludowej, rozgłoszonej przez kucharkę z obciętą piętą, jak również
o owym słudze Twardowskiego spuszczającym się z obłoków,
codziennie w południe na pajęczynie przed Krzysztofory powta
rzać nie będziemy, gdyż w powieści wyręczają nas dotąd piastunki
u kolebki naszych dzieci“.
Podania o piwnicach Krzysztoforów znane są w różnych
redakcjach:
7*
100
Według O. Kolberga, „Lud“ V. 20—21: Kamienica w Rynku
zwana Krzysztofory, była niegdyś własnością alchemika Krzy
sztofa; pod nią rozciągają się podziemne sklepienia, łączyć się
mające z cmentarzem Marjackim (kościoła Panny Marji). Poda
nie mówi, że kogut, którego kucharka miała zarżnąć, uciekł do
owych lochów. Ona też w ślad za nim biegła od sklepienia do
sklepienia, aż kogut znikł, a ona w lochach zabłądziła. Naraz,
szukając odwrotu, widzi przed sobą owego koguta, ale z rogami
na głowie i poznała, że to był djabeł. Za życie, które mu darowała,
nasypał on jej pełną zapaskę złota i przykazał, aby idąc napowrót
nie obejrzała się poza siebie, na ostatnim jednak schodzie piwnicy,
ciekawość kobieca przemogła i kucharka obejrzała się, w tej za
raz chwili drzwi zatrzasnęłj się z łoskotem i uciekającej przy
cięły, czy też urwały piętę, której umknąć nie zdołała. Za pienią
dze pozyskane z czarlowskiej poręki fundowała kaplicę u Panny
Marji; inaczej użyte, byłyby jej wyszły na złe
Grabowski („Kraków“ i „Kalendarz“ z roku 1821) podaje
także ową powieść o dwu siostrach. Jedna z nich starsza, była
bogatą dziedziczką pałacu pod Krzysztoforami, druga zapomnia
na użytą była do posług. W podziemnych sklepieniach pałacu za
błąkał się raz ulubiony starszej kogut; młodsza wysłaną została
do lochów, aby go odszukać. Kogut doszedł długiemi piwnicami
aż do grobów Marjackiego kościoła; idąc jego śladem, doszła
młodsza aż do kościoła, gdzie koguta przy ołtarzu schwytała
i Bogu podziękowała. Wracając z nim tą samą drogą (była to
północ), spotkała w lochach, mimo, że tam była statua św. Krzy
sztofa, postać samego djabła z niemiecka i hiszpańska przybra
nego, który zalęknionej nasypał w zapaskę garść djamentów, na
gradzając jej doznane od siostry krzywdy. Struchlała zrazu tern
zjawiskiem, poczęła uciekać i zatrzasnąwszy przy wejściu drzwi
z lochów, które jej piętę przycięły, znalazła w zapasce śmieci za
miast djamentów i czarnego koguta. Wyszedłszy z lochu, dowie
działa się o nagłej śmierci siostry i wkrótce jako jedyna, a bogata
pałacu dziedziczka, stanęła z dorodnym młodzieńcem na ślub
nym kobiercu u stóp ołtarza, przy którym znalazła była koguta.
Gdy tamta siostra zmarła, straszyć odtąd w pałacu poczęła.
Inni w miejsce koguta wymieniają bazyliszka (jak np. „Pa
miętniki“ Wodzickiego, „Czas“ 1873).
101
Józef Mączyński (Kilka podań, Kraków, 1855) tak przed
stawia to podanie (na str. 94—95) : „Stara kucharka zeszedłszy do
tej piwnicy za zbiegłym kogutem, zyskała od djabła coś z tych
skarbów, a zbogacona tem, wystawić miała jeden ołtarz u P. Marji, a na ścianie kościelnej wymalować jak wychodzącej z piwnicy
drzwi przycięły jej nogę, gdy się oglądała, a czego jej djabeł za
kazał.
Kiedyś mieszkać w Krzysztoforach miała piękna, bogata,
lecz nieludzka pani, która zagarnęła siostry majątek, a samą, gdy
dorosła obróciła do posług domowych. Ta biedaczka miała mieć
z tym djabłem pilnującym skarbu w piwnicy, powyższe zdarze
nie, lecz pieniądze, które od niego dostała, w chwili, gdy się ogląd
nęła i nogę jej drzwi przycięły, zamieniły się w śmieci. Strata ta
hojnie jej była wynagrodzoną, bo właśnie w tej chwili skonała
siostra wyznając krzywdę jej wyrządzoną i oddając swe bogac
twa. I ta niegodziwa siostra ma być podług tej legendy tem wid
mem ukazującem się w Krzysztoforach“.
Podobne podania o skarbach powstały na tle piwnic, czyli
podziemia, gdzie lud umieszczał stale djabłów, a z nimi skarby.
Podanie uzasadniono też w inny sposób. Wąsowiczowi, puł
kownikowi dragonji, który był na dworze Lubomirskich opowia
dał wuj ks. Kaspra Cieńs;kiego, dziekana i zarządcy biskupstwa
krakowskiego, iż ową matroną pojawiającą się w Krzysztoforach
ma być duch żony Sebastjana Lubomirskiego, założyciela mienia
i zaszczytu tej rodziny, a to Anny z Branickich, żyjącej w stanie
wdowim w tym domu i zmarłej zostawiającej to vitae memoriam,
że była z wielką pobożnością dla Boga, a wielką jałmużnicą dla
ubóstwa (Mączyński, Kilka podań, str. 91—92).
Podania o skarbach w piwnicach Krzysztoforów przeszły do
pieśni (Kolberg, „Lud“ V. 215) :
A od zachodu gmach Krzyszlofory
w jego piwnicach są złota wory
Gdy na Kraków bieda spadnie,
to je lud djablom odkradnie,
którzy skarbów pod tym gmachem pilnują na dni,e.
Podanie to stało się przyczyną śmierci ośmiu Rosjan. Łepkowski opowiada o tem w „Urywkach“ str. 166, iż w 1769 r. po zdo
byciu Krakowa przez Rosjan, 40 jegrom zakwaterowanym w Krzy
sztoforach trafiła się przygoda, iż poszukując owych podaniowych
102
skarbów, przez bazyliszka, czy djabła strzeżonych, a przez ku
charkę za kogutem do piwnicy zagnaną odkrytych, w siódmej
zrzędu zrabowanej piwnicy znaleźli kilka antałków starego wina,
którem tak się uraczyli, iż z nich 17 już na górę wyczołgać się
nie zdołało, a ośmiu na miejscu wyzionęło ducha. Starszyzna woj
skowa uznała oczywiście wino za zatrute, batożono zarządcę domu
na odwachu i na nieobecnego właściciela Krzysztoforów nałożono
wojenną kontrybucję.
Według innego podania zapisanego przez Stanisława Cerchę (Kleparz, 48) piwnice Krzysztoforów raz do roku się otwie
rają, t. j. w kwietną niedzielę, podczas czytania ewangelji. Wie
rżenie to prawdopodobnie powstało tą drogą, że uważano ten
dzień za otwierający tydzień wielkanocny, w którym Jezus zstąpił
do piekieł, a więc do podziemia, które się przed nim rozwarło.
Krzysztof był świętym, który w Polsce podobnie jak w in
nych krajach cieszył się ongiś wielkiem poważaniem. Łepkowski w „Urywkach“ 1890, str. 166, powiada, iż w Krakowie były
i drugie Krzysztofory w Rynku kazimierskim położone, w któ
rych Balcer Śmieszkowicz miał drukarnię, a pod Krzysztoforami
w Rynku Głównym mieszkali częstokroć biskupi, jak Trzebicki,
Sołtyk i inni, przeto z tego powodu zwano je również „pałacem
biskupim“.
Czcią do Krzysztofa odznaczała się królowa Jadwiga. Przed
końcem XIV wieku stanął jeszcze w nawie pod trzecią arkadą
strony prawej ołtarz pod wezwaniem św. Krzysztofa, wzniesiony
przez królowę Jadwigę, która w 1393 założyła przy nim kolegjum
psałterzystów. Potem w 1421 wyznaczył Jagiełło tu przed ołta
rzem miejsce swego grobu i (str. 103) założył drugie ministrjuin
ołtarza św. Krzysztofa (T. Wojciechowski, Kościół kat. 102).
W Polsce mawiano, iż skoro się widziało Krzysztofa, to moż
na już spokojnie umierać. Za opiekuna chroniącego przed powo
dzią uważał lud św. Krzysztofa, stąd w okolicach nadrzecznych
jest wiele wizerunków tego świętego po kaplicach i kościołach
wiejskich (Lud XI 342). Oskar Kolberg podaje recytację ludową
(Lud, Krakowskie, 1871, str. 274) przy obrzędzie Koniarza
w kwietną niedzielę:
„Rżnąłem babę o piec,
wyleciał z niej chłopiec
A temu chłopcu było Krzysztofor;
wziął sobie siekierkę i topór
poszedł na cudzą granicę,
wystawił kościół i kaplicę.
A w tym kościele niema świętości
ino końskie i kobyle kości“.
103
Czasami przybiera ta zwrotka inną postać:
Rżnąłem babę o piec,
wypadł z niej żelazny chłopiec
a z lego chłopca
ba ran i owca
A z tego barana
mleko i śmietana
A z tej śmietany
Kościół murowany
A w tym kościele niema świętości
i I. d. (jak poprzednio).
Zwrócił na to już uwagę Wacław Maciejowski (Pierwotne
dzieje Polski, 1846, str. 445) : „Wyobrażenie konia mieszczono
snadź między malowidłami, które zdobiły zewnętrzne ściany boż
nic pogańskich i na to baczy jak mniemam myśl krakowskiej
pieśni o kościele, który miał wystawić św. Krzysztof, a na którego
ścianach były końskie i kobyle kości; tudzież zwyczaj ludu kra
kowskiego, zatykania na kołkach płotów lub czaszek końskich
pod żłoby, albo dla ochrony zwierząt domowych, a mianowicie
rogacizny od chorób zaraźliwych“.
Chłopiec Krzysztof równałby się „żelaznemu chłopcu“ w wy
żej podanej przemowie. Nie uważam jednak tego zrównania za
jakąkolwiek wskazówkę do rozwiązania tego zagadnienia. Wogóle
nie jest to żadne zagadnienie, tylko szereg bredni bez znaczenia
i słów pozestawianych dla otrzymania jakiegoś rymu. Podałem
jednak te wiersze, by zebrać wszystko, co się do Krzysztofa odnosi.
Wszystko, co ten dom otacza, ma znaczenia demoniczne, djabelskie. Dom jest własnością „Krzysztofa, alchemika“. Wiemy, że
nazwa Krzysztofory nie powstała od jakiegoś alchemika, lecz od
świętego, którego życie niema nic wspólnego z alchemją
i z ogniem, lecz właśnie z czemś przeciwnem, t. j. wodą. Jeżeli
więc z Krzysztofa zrobiono alchemika, to stało się to nie bez po
wodu. Alchemją zostawała w związku z djabłami a całe podanie
krzysztoforskie, to odmiana podania o djable. Dlatego łączono te
podania z postacią Twardowskiego, którego służący Pająk miał
się przed tym domem spuszczać po nici pajęczej. Djabelskie zna
miona ma inne podanie, które mi opowiadano, lecz którego za
pisanego już nigdzie nie znalazłem: W Krzysztoforach miał żyć
człowiek, który wiedział, iż skoro z domu wyjdzie, to go piorun
zabije. Dlatego też długo nie wychodził, aż pewnego razu mając
już dość tego przymusowego więzienia zebrał na odwagę i wy
szedł z domu. W tej chwili piorun z jasnego nieba zabił go. Po
nieważ djabli mieszkali w podziemiach, przeto także w piwnicach
Krzysztoforów, czyli w podziemiach dopatrywano się djabła
104
i skarbów, podobnie w grocie na Krzemionkach krakowskich łą
czonej w podaniach z djabłami i Twardowskim. Wątek o uciętej
pięcie spotyka się kilka razy w podaniu o Twardowskim w róż
nych okresach jego życia, np. przy chrzcie Twardowskiego djabeł poturbował babę trzymającą niemowlę w nogę, potem w lesie
djabeł drzewem okulawił Twardowskiemu nogę, w piekle mu
piętę przyskrzypnęli djabli.
O górze Winnicy w Luborzycy opowiadają (Ciszewski, Kra
kowiacy, str. 21): Zęby byuy stery takie góry, toby u nas zrobićli
byli Kalwaryjom, ale jes jeno trzy. Pod te górę ma być dziura
(loch) od jeny chauupy. Zawdy w tém miéscu biáua ziemia jes,
od chauupy do góry, ze 30 uokci. Ráz wysed dziad s ty góry i dáu
jednemu gospodarzowi piéniendzy i kázau mu się nie oglondać.
Ón sie obeźrau, ten (dziad) trzas i piente mu ucion“.
Wójcicki (Klechdy, Warszawa, 1837, I 263) opowiada o ślu
sarzu z przeciętą piętą. Znamienne jest, iż chodzi tu o ślusarza,,
a żalem o rzemieślnika mającego do czynienia z metalem, w in
nych okolicach mówi się o kowalach mających do czynienia
z ogniem.
Kowale w Sułkowicach mniemają, że przemysł ich pochodzi
od Cyganów, którym oni zarobek z rąk wydarli i którzy mieli
rzucić przekleństwo na ich dziadów, żeby ich aż do pokolenia
ostatniego bieda gniotła i niedostatek. W skutek tych słów wie
rzy dzisiaj kowal, gdy go niedola przyciśnie (Wisła XIV, 58).
wschodniej stronie wsi Kobielnik jest Świnio góro. Lo
cego tak sie nazywo, nie wiadomo. Wygląda jak kopa, jes piascysto i prawie nicem nie porosła. Na wierzchołku ty góry był kamiń wielgi, ze go ledwie pasterze rusyli z miejsca i na dół spuścili.
Ale ile razy ucynili, zawse w nocy wynosiuł djeboł kamień napowrót na wierzchołek. To powtarzało się tak długo, jaz chłopi wy
kuli krzyz na tym kamieniu. Odtąd juz go djebol nie rusył. Na
ty górze djeboł przesusoł pieniądze na korycie, a pilnowoł ich
pies corny. Byk jednego gospodarza chodziuł w te strom i lizoł
to koryto. Jak pasterka sukała tego byka, zobacuła pieniądze i psa,
zląkła się bardzo i kciała uciekać, ale ten pies kozo! i (jej) nabra<
tyle pićniądzy, ile tylko uniesie, iść do domu ś nimi, a nie oglą
dać się za siebie. Dziewka nabrała pieniędzy dosyć, doniesła ich
scęśliwie do domu, ale jak przechodziuła bez próg chałupy, usłysała jakieś straśne sumy za sobą, a jak się obeźrała, djeboł po
105
pchnął dźwi i przycion jej nogę tak ciężko, ze przyniesiono pie
niądze wszystkie wydała na leki, aby okalicałą nogę przyprowa
dzić do zdrowia. Tych pieniędzy można nabrać w Kwietnią ni«
dzielę, bo wtedy nima przy nich djebła. bo musi tego dnia w k»>
ściele słuchać ewangelije (Kobielnik, opow. w 1898 Majda „Wisła“
XIII, 1899, str. 84).
W głębi skarby ukryte, jeżeli komu są objawione, lub przy
padkiem je ktoś nadybie, są strzeżone przez kogoś (zwykle po
tworę), który pozwala je brać, ile się chce i iść z tern, lecz się nie
oglądać. Zwykle jednak ciekawość przemaga, a ciekawy traci ka
wałek pięty, którą sobie przyciął drzwiami u wnijścia. (Kolberg,
Lud VII, 212).
Podobnie przeciętą miał piętę ślusarz w Bruśniku, o którym
czytamy w „Ziewonji“ 1833, takie podanie: O mil trzy, na wschód
Lusławic, leży wieś Bruśnik; na jej gruntach znajduje się znacz
nej długości pieczara. W tych latach słynie między ludem jako
skład niezmiernych skarbów, których szatani strzegą. Stąd jest
powieść o kulawym ślusarzu, który niedawno umarł. Śmiały ten
człowiek i potrzebujący doszedł, że w pewne święta djabli się roz
chodzą i zostawiają pieczarę bez żadnej straży. Korzystał z pory,
udał się do strasznego miejsca: nie zastał w samej rzeczy nikogo
z duchów, nabrał pieniędzy, ile mu się spodobało i wrócił szczę
śliwie do domu. Pierwsza ta wyprawa zachęciła go do podobnych
częstszych i zawsze pomyślnych. Raz chwyciwszy, nad zwyczaj
zabawił przy rabunku dłużej, niż wypadło; djabli nadchodzą, ła
pią go na gorącym uczynku; nieborak znalazł przynajmniej dość
czasu wymknąć się rozgniewanym duchom; ale uciekając, tak
pospiesznie drzwi za sobą zatrzasnął, że mu piętę ucięły i z tej
przyczyny chromał aż do śmierci.
Chłop jeden powracając z żoną z jarmarku, znalazł na dro
dze czarnego koguta ze związanemi nogami. Przyjechawszy do
domu, wsadzili oni koguta na piec i w nocy oczekiwali z niecier
pliwością, aż on zapieje; lecz kogut nie zapiał. Zaświecili w'ię*s
i poszli zobaczyć, co się dzieje z kogutem. Zbliżywszy się do pieca,
ujrzeli, że przed kogutem leżą rozsypane kupy złota, srebra i wszel
kiego zboża. Chłop pobożny, domyśliwszy się, co to za koguta do
stał, zabrał go natychmiast, poniósł na most i wrzucił do wodj.
W tejże chwili rzeka się wzburzyła straszliwie i zerwał się talu
wicher, że omało chłopa z mostu nie zrzucił. Po powrocie do domu
106
znalazł on na piecu smołę rozlaną w tem miejscu, gdzie leżały
rozsypane pieniądze. (Kolb. Chełm. II, 249).
Na wyspie Rugji twierdzi lud, że czarne koguty posiadają
dar w noc świętojańską objawiać, gdzie znajdują się ukryte
skarby. (Lud, VIII, 238).
Kogut, dawny ptak ogniowy z powodu ognistego grzebyka
na główce, stał się w czasach chrześcijańskich ptakiem djabła,
gdyż ten według wyobrażeń chrześcijańskich ma związek z ogniem.
Ogniowa błyskawica także została przypisana ogniowym djabłom,
a ponieważ bóstwa gromowe i ogniowe od dawna uważano za
kulawe, np. Hefajsta lub Wielanda, przeto znamiona te przeszły
także na ogniowych djabłów lub na postaci, jak np. Twardow
skiego, których wprawdzie za djabłów nie uważano, ale za ludzi
mających konszachty z djabłami, jak wogóle alchemików i ko
wali. Podania krzysztoforskie są stopem rozmaitych podań tego
typu.
Antoni Czubryński.
r\
