16537a5a6d31b8a89ab67ef3546d8d58.pdf

Media

Part of Recenzje i sprawozdania, cz.1 / Lud, 1929, t. 28

extracted text
RECENZJE I SPRAWOZDANIA.
Zawistowicz—Kintojifowa Kazimiera. Zawarcie małżeń­
stwa przez kupno W polskich obrządach weselnych ze szczególnem
uwzględnieniem roli orszaku pana młodego. (Prace Komisji etnogra­
ficznej Nr. 10), Kraków 1929.
przyjemnością możemy zanotować pojawienie się nowej
pracy z zakresu studjów ludoznawczych nad zwyczajami towarzyszącemi zawarciu małżeństwa wśród ludu naszego, temat ten
bowiem nastręcza jeszcze ciągle wiele zagadnień nierozwiązanych
i pozostawia jeszcze szerokie pole dla badań naukowych, nietylko u nas, lecz również i na Zachodzie, gdzie się nim najnow­
sza nauka bardzo żywo zajmuje.
Autorka zakreśliła sobie zadanie wykrycia momentów kupna
we wszystkich aktach obrzędów weselnych *a nietylko w niektó­
rych np. w swatach, jak to robiono dotychczas, a biorąc za pod­
stawę umowę małżeńską, zastanawia się w pierwszej części swej
pracy nad zawarciem i utwierdzeniem umowy małżeńskiej, oma­
wiając swaty czyli zmówiny, podczas których zawierana jest
umowa małżeńska treści majątkowej i zaręczyny, „które są tej
umowy publicznem powtórzeniem lub utwierdzeniem“, w drugiej
zaś rozpatruje momenty wykonania tej umcwy, badając zwyczaje
odnoszące się do przekazania rózgi weselnej, ślubu kościelnego,
przewiezienia młodej do domu młodego, pokładzin. rozplecin
i postrzyżyn i wreszc-e osłonięcia i oczepin. W zakończeniu pracy
zaś zestawia jej wyniki, dochodząc do wniosku, że formy kupna
v występują w obrzędach weselnych przedewszystkiem w swatach,
gdzie przez przybicie rąk i przypijanie równoznaczne z litkupem
następuje utwierdzenie formalnej umowy małżeńskiej treści ma­
jątkowej, tudzież w obrzędach obejmujących zdawiny, których
znaczenie stara się w ciągu pracy wyjaśnić. W szczególności ,co
do rózgi weselnej, uznając tkwiący w jej oddawaniu moment
prawny, widzi w niej symbol panny młodej i jej dziewictwa,
jako symbol rzeczy przekazywanej przy kupnie, ale równocześnie
znajdując dowody istnienia drugiej rózgi, czy pręta w orszaku
pana młodego, zestawia ją z batem, jako symbolem władzy
Przechodząc kolejno ceremonję ślubu, przewiezienia młodej do
domu męża, tudzież pokładziny, zaznacza wszędzie udział w tych
aktach orszaku pana młodego i podkreśla szczególnie znaczenie

95
pokładzin, jako jednego z istotniejszych aktów zdawin. W na­
stępnym obrzędzie rozplecinach — postrzyżynach kojarzę się wedle
zapatrywania autorki dwa momenty: zmiana stanu młodej, t. j.
przejście jej ze stanu panieńskiego do stanu zamężnego, a tern
samem wyzwoliny jej z obowiązku zachowania dziewictwa i prze­
kazanie młoaej przez jej ród, rodowi młodego względnie jemu
samemu, a więc wyraźny akt zdawin z równoczesnem wyjęciem
jej z pod straży brata, jako przedstawiciela jej rodu. Końcowym
wreszcie aktem wesela i zdawin mają być osłonięcie i oczepiny
względnie włożenie młodej czaoki męża, przyczem osłonięcie
symbolizuje przejście dziewczyny ze stanu dziewcząt do stanu
mężatek, podczas gdy obrzęd „czapienia“ est symbolem przyję­
cia młodej do nowego rodu i objęcia władzy nad nią.
Autorka oparła swoje badania nietylko na materjale ludo­
znawczym polskim, ale uwzględniła porównawczo materjał ogólno
słowiański. Głownem jej źródłem w tym kierunku jest przeważnie
zestawienie obrzędów przy zawarciu małżeństwa, jaki skreślił
Piprek, Slaw ische Brautwerbungs- und Hofchzeitsgebräuche, co
jednak jak sądzę nie jest wystarczające, bo bogata literatura lu­
doznawcza narodów słowiańskich może nietylko posłużyć do
kontroli pracy owego autora, lecz również może dostarczyć pew­
nych szczegółów przez niego pominiętych.
Przytem sama konstrukcja pracy nastręcza mi pewne wąt­
pliwości, bo nie wszystkie obrzędy, które autorka omawia, świad­
czą o zawarciu małżeństwa przez kupno i mogą się godzić rów­
nie dobrze z innemi sposobami zawarcia związku małżeńskiego.
Dotyczy to zwłaszcza ślubu kościelnego, przeniesienia młodej do
domu męża i pokładzin, gdzie brak elementów kupna. Widocznie
chodziło autorce przy omawianiu tych obrzędów o zaznaczenie
w nich roli orszaku pana młodego, co ' było drugim celem jej
pracy, ale na tern straciła jej przejrzystość. Może lepiej byłoby
podzielić pracę na dwie odmienne części, pierwszą, któraby oma­
wiała wyłącznie ślady kupna w obrzędach weselnych i drugą
poświęconą roli orszaku ślubnego pana młodego.
W szczególności również uderza, że autorka nie umiała
znaleźć dla pokładzin, właściwego chronologicznie momentu. Za­
pewne myliła ją w tym kierunku ta okoliczność, że w zwycza­
jach ludowych częstokroć już po zaręczynach dozwolone są sto­
sunki płciowe pomiędzy narzeczonymi. Szkoda, że nie uwzględ­
niła pracy : Bächtold, Die Gebräuche bei Verlobung und Hoch­
zeit mit besonderer Berücksichtigung der Schweiz I. B. Strassburg
1914, gdzie ’est mowa o swatach, o podarunkach zaręczynowych
a także o stosunkach płciowych narzeczonych. O kwestję tę po­
trącił również już dawniej Stutz w pracy : Die Rechtsnatur des
Verlöbnisses 1 übingen 1900 i przypisywał fakt ów nawet pod
pewnym względem wpływom kościoła, chociaż jak mnie się wy-

96
daje, pokładźmy były niegdyś zawsze końcowym momentem ce­
remoniału ślubnego, a mogły mieć miejsce przed ślubem ko­
ścielnym wówczas, gdy związek małżeński zawarty już wedle
prawa świeckiego, poddawano sankcji kościelnej. Dla tego też
i ceremonja rozplecin i postrzyżyn musiała wyprzedzać pokładźmy.
Trafne jest stwierdzenie autorki, że dziś funkcje dostojni­
ków weselnych są identyczne i mieszają się ze sobą, ale nie wy­
daje się uzasadnionem jej zapatrywanie (str. 46) jakoby rozple­
ćmy były wyłącznie dokonywane przez orszak pana młodego.
Wszak pozostaje z tern w sprzeczności fakt, że rozplecin doko­
nywa zwykle brat rodzony narzeczonej, a autorka wcale nie udo­
wodniła, aby on także do orszaku pana młodego należał.
Mylne również według mego widzenia rzeczy jest mniema­
nie autorki, jakoby sadzanie młodej przy oczepinach na kolanach
marszałka lub drużby, można uważać za obrzęd symbolizujący
deflorację (str. 39), lub ślad dawnych praw tych dostojników do
defloracji młodej, jest to bowiem zwyczaj prawny germański za­
chowywany przy adopcji, o czem zresztą autorka wie (str. 52),
lecz widocznie żadnej do tego nie przywiązuje wagi. W ogóle
o tem prawie defloracji, chociażby tylko zastępczej, należałoby
się bardzo ostrożnie wyrażać i nie uogólniać go, bo o ileby ja­
kieś ślady podobne zachowały się w Słpwiańszczyźnie zwłaszcza
południowej, mogą one polegać na wpływach obcych lub być
wypływem szczególnej mentalności pewnego ludu. Nadto część
tych mniemanych śladów tego prawa może polegać na obow_ązku
funkcjonariuszy weselnych do czuwania nad młodą aż do prze­
nosin, albo może należe^ tylko do zakresu zwykłych żartów we­
selnych na temat, że młoda mogła być dotąd przez innych to­
warzyszy młodego pozyskaną, a obecnie ma do nie; mąż prawo
wyłączne. Pewne zastrzeżenie nasuwa również pogląd autorki
na rózgę weselną i to nie tyle co do znaczenia tego symbolu,
który najrozmaiciej tłumaczono, ile co do jego rozszczepiania się.
Rózga ta bowiem występuje w obrzędach weselnych nletylko
samoistnie, ale także w związku z wiankiem i pieczywem weselnem, jako jego ozdoba, a nadto pojawia się osobna rózga
pana młodego. Istnienie tej rózgi jest dość niezrozumiałe
a autorka domyślając się w niej przeamiotu zastępującego bat
tłumaczy ją jako symbol władzy męża, gdyż nie wychodzi ona
poza obręb orszaku pana młodego. Dlaczegóż jednak nie użyto
tu wprost bata, lecz rózgi lub pręta, który ma go wyobrażać?
Wprawdzie bat pierwotny był tylko prętem, ale rózga weselna
młodego ma także formę odmienną od pręta-bata i tu i ówdzie
występuje wśród szczególnego rodzaju ceremonjału, przynosi ją
bowiem starszy drużba trzymając u góry, a dolną jej część daje
do lewej ręk panny młodej i tak idą w około. (Żmigrodzki str.
57). Bat zaś w swej rzeczywistej postaci występuje również
w obrzędach małżeńskich, lecz po to, aby nim uderzyć pannę

97
młodą, a zdarza się także, że młoda uderza gałęzią młodego.
Zwyczaje te więc nie godzą się ze sobą i może należałcby szu­
kać dla nich jeszcze jakiegoś innego wyjaśnienia. Do zmiany do­
tychczasowych poglądów historyczno-prawnych praca autorki, jak
sądzę, nie daje powodu. Niewątpliwie myśli skreślone przez au­
torkę mogą być podnietą do dalszych badań, terri bardziej, że
sumienne jej studjum stara się o głębsze wniknięcie w istotę po­
szczególnych zwyczajów ludowych- przy zawarciu małżeństwa
i swoiste ich wyjaśnienie, co do dalszego postępu dociekań na­
ukowych przyczynić się może.
Przy sposobności omawiania powyższej pracy chciałbym
jeszcze zwrócić uwagę naszych badaczy na pewne najnowsze
publikacje prawno-historyczne odnoszące się do sprawy zawarcia
małżeństwa. Mam tu na myśli w szczególności obok rozprawy
Z a 11 i n g'e r a, Die Eheschliessung im Nibelungenlied und in
der Gudrun (Sitzungsber. Akad. d. W. in Wien Philos.-histor.
Klasse ß. 199. r. 1923), którą uwzględniłem w książce mojej
ó Zawarciu małżeństwa, jeszcze prace E. H o y e r, Die Ehen
minderen Rechts in der fränkischen Zeit. Brünn 1926, K. A u g.
Eckhardt, Beh.ager und Muntübergang zur Rechtsbücherzeit
(Zeitschr. der Savigny Stiftung für Rechtsgesch. Germ. Abt. 47,
1927 str. 174—197) tudzież Herbert Meyer, Friedelehe und
Mutterrecht (tamże str. 198—286). Prace te i w studjach ludo­
znawczych uwzględniane być winny, gdyż poruszają bardzo ważne
zagadnienia z dziedziny historji rozwoju prawa małżeńskiego.
Jedne z nich (Zallinger i Eckhardt) poddają krytyce dotychcza­
sowy pogląd naukowy, wedle którego małżeństwo germańskie
przychodziło prawnie do skutku przez dwa akty, zmówiny (Ver­
lobung) i zdawiny (Trauung) i zwiększają liczbę tych aktów
do trzech a nawet dc czterech, jużto wtrącając pomiędzy zmów’nami a uroczystością ślubną, akt wyrażenia zgody obojga oblu­
bieńców na zawarcie małżeństwa w kole krewnych (Akt im Ring),
jużto wyróżniając obok zmówin i zdawin, jako aktów odnoszą­
cych się wyłącznie do przeniesienia władzy mundium, jeszcze
ceremonję ślubu i pokładziny, które składają się dopiero na wła­
ściwy akt zawarcia małżeństwa. Inns wymienione prace zajmują
się znowu pytaniem, o ile obok małżeństwa z mundium istniały
jeszcze równocześnie inne formy małżeństwa, oparte wyłącznie
o wzajemną zgodę nupturjentów i jaki mógł być ich początek.
Zwłaszcza praca Meyera otwiera w tym kierunku nowe zagad­
nienia. Nadto wymieniam jeszcze pracę L. 1. von Apeldoorn,
Geschiedenis van het nederlandsche huwelijksrecht voor de invoering van de fransche wetgeving, Amsterdam 1925, kreślącą
rozwój prawa niderlandzkiego co do zawarcia małżeństwa aż do
wprowadzenia ustawodawstwa francuskiego w r. 1809. tudzież
rozprawy C. W. Westrup, Ueber den sogenannten Brautkauf
des Altertums (Zeitschr. f. vergl. Rechtswissenschaft. 42. 1926,
Lud. T. XXVIII.

7

98
str. 47—145) i tegoż autora Quelques observations sur les origi­
nes da mariage par „usus“ et du mariage sans „manus“ dans
l’ancien droit romain, Paris 1926.
Wyniki tych najnowszych badań zestawił i oświetlił w spo­
sób bardzo pouczający prof. K. Frölich w Hessische Blätter
für Volkskunde XXVII. 1928 w artykule : Die Eheschliessung des
deutschen Frühmittelalters im Lichte der neueren rechtsgeschichtli­
chen Forschung, Ergebnisse und Ausblicke.
IVL Abraham.

Eberhard Friedrich Bruck. Totenteil und Seelgerät im grie­
chischen Recht. (Münchner Beiträge zur Papyrusforschung und
antiken Rechtsgeschichte, hrsg. vor Leopold Wenger und Walter
Otto) München 1926. S. XXIII + 3 4.
Dzieło Brucka zadziwia wszechstronnością i głębokością
badań. Jakkolwiek jest to praca w zasadzie historyczno-prawna,
przynosi ona olbrzymie bogactwo nowych szczegółów z dzie­
dziny archeologji, oraz historji wierzeń religijnych. Mamy tu, po
raz pierwszy może tak dokładnie zestawione inwentarze zawar­
tości grobów z epoki kreteńsko-mykeńskiej, oraz późniejszych,
od VIII wieku przed Chrystusem do początków t. zw. epoki
helleńskiej.
Autorowi chodź: głównie o rozwiązanie spornego dotąd
w nauce problemu, czy „zaduszne“ (Seelgerät) pozostaje w związku
z dawnym zwyczajem wyposażania zmarłego przedmiotami, które
do niego należały za życia, a które z nim razem palono, lub
wkładano do grobu. Przedmioty te określano niezupełnie trafnie
jako część zmarłego (Totenteil, którym to terminem autor się
posługuje, jakkolwiek zasadniczo na używanie jego w nauce się
nie zgadza). W związku z kwestją wyposażenia zmarłego zasta­
nawia się autor bliżej nad pytaniem, jakie przedmioty składano
do grobu i z jakiego tytułu prawnego przypadały one zmarłemu.
Na to ostatnie pytarie szuka autor odpowiedzi w prawie wła­
sności. Łącznie z tern zagadnieniem omawia autor początki wła­
sności indywidualnej, wskazując trafnie, że własność jednostki
powstaje najpierw na tych przedmiotach, które nabywa czy to
w drodze rabunku, produkcji własnej, darowizny, zamiany, a wresz­
cie później i kupna. Tc co człowiek sam czy to zdobył, czy
wyprodukował, to towarzyszyło mu w całośc, do grobu. Z bie­
giem wieków wartość przedmiotów składanych do grobu zmniej­
sza się. W miejsce prawdziwych przedmiotów składano tylko ich
minjatury. Czy można tu, jak chce autor mówić o surogatach, po­
zostaje kwestją otwartą. Prawdopodobnie te podobizny posiadały
wedle wierzeń tę samą wartość dla zmarłego, co przedmioty ory­
ginalne. (Por. w tej mierze: P. Sartori. Ersatzmitgaben an Tote.
Archiv für Religionswissenschaft. V. str. 70 i nast.). Z końcem

99

IV w'eku przed Chr. zanika w zupełności zwyczaj wkładania
przedmiotów do grobu, przyczyn tego dopatruje się autor z jed­
nej strony w ustawodawstwie derr.okratycznem, jak z drugiej strony
w zmianie poglądów eschatologicznych.
W dalszej części zastanawia się autor, czy „zaduszne“ t. j.
zapisy na rzecz utrzymywania kultu za duszę zmarłego pozostają
w związku genetycznym z dawnem wyposażaniem zmarłego.
Odpowiedź autora wypada wbrew niektórym dotychczasowym
poglądom naukowym, zupełnie trafnie, w sensie negatywnym. Za­
pisy takie stwierdzić się dadzą już w III stuleciu przed Chr.,
a przyczyny ich powstania dopatruje się autor w dążeniu funda­
tora do zabezpieczenia sobie kultu po śmierci. Pozostaje to
w związku z rozluźnieniem więzów familijnych. Pielęgnowanie
kultu zmarłych przechodzi na odrębne stowarzyszenia, na rzecz
których dokonywuje się zapisu.
W ostatniej części swej pracy porusza autor zagadnienie
chrześcijańskiego zadusznego. W związku z tern omawia kult
zmarłych po wprowadzeniu chrześcijaństwa, poruszając szereg nie­
zmiernie ciekawych kwestyj (uczty na cześć zmarłych, urządzenie
grobowców i t. d.). Podobnie jak w świecie pogańskim pojawiają
się tu zapisy na rzecz klasztorów lub kościołów ku uczczeniu
pamięci zmarłych, oraz zbawieniu ich duszy. Jaką rclę odegrał
kościół w tworzeniu się tego rodzaju zapisu omawia autor dosyć
ogólnikowo, jakkolwiek : tu daje niezmiernie cenne i zupełnie
nowe spostrzeżenia. W ostatnim wreszcie rozdziale dorzuca autor
szereg uwag odnośnie do rozwoju zadusznego w średniowieczu.
Mogą one stanowić podstawę dla badań nad tą instytucją zarówno
wśród narodów germańskich, jak I słowiańskich.

Karol Koranyi.

Wilhelm Boudriot. Die altgermanische Religion in dar amtli­
chen Literatur des Abendlandes vom 5. bis 11. Jahrhundert. (Unter­
suchungen zur allgemeinen Religionsgeschichte, herausgegeben von
Carl Clemen. Heft 2) Bonn 1928. str. VII+ 79.
Autor stara się na podstawie źródeł, głównie kościelnych
między 5 a 1 1 stuleciem, zrekonstruować wierzenia religijne tych
szczepów germańskich, które brały udział w wędrówkach ludów,
wskazując trafnie, że późniejsza wysoka kultura religijna Germa­
nów skandynawskich różni się wybitnie od prymitywnych wie­
rzeń tych Germanów, którzy osiedlili się na terytorjum rzymskiem.
Materjał, z którego autor korzysta, jest niezmiernie bogaty. Uwzlędnia on przedewszystkiem uchwały synodów południowej Gałlji,
dalej wizy go ckje od czasu przejścia Wizygotów z arjanizmu na
kato’icyzm, wreszcie postanowienia synodów z epoki merowińskiej i karolińskiej, oraz niektórych synodów rzymskich z czasów
papieży Zacharjasza i Eugenjusza II. Ważne szczegóły wydobywa

T
i

100
autor również z listów i rozporządzeń papieży Grzegorza I, Grze­
gorza II, Grzegorza III i Zacharjasza, jak i z listów i zarządzeń
biskupów Marcina z Bracary, Bonifacego, Hinkmara z Reims,
Herarda z Tours, oraz Attona z Vercelli, jak wreszcie z niektó­
rych ustaw świeckich Childeberta, Karola W., Ludwika Pobożnego
i Karola Grubego. Najobjitszego jednakowoż rr.aterjału dostar­
czają z 'odnej strony kazania i traktaty religijne, z drugiej zaś
księgi pokutne. Co się tyczy kazań i traktatów, to jak wykazuje
autor, najważniejsze są pisma Cesariusa z Arles ( + 542), który
przez 40 lat pracował w Galji nad utwierdzeniem chrześcijaństwa.
Pisma jego wywarły przemożny wpływ na późniejszych autorów,
jak na Marcin a. z Bracara, Eligjusza z Nyon, Burcharda z Würzburga, Hrabana Maura i innych.
Praca autora dzieli się na dwie części. W pierwszej oma­
wia autor same wierzenia, w drugiej obrzędy kultu religijnego
Germanów. Przedmiotem kultu u nich były kamienie, ogień, woda
i ziemia, ciała niebieskie, przedewszystkiem księżyc, wreszcie
niektóre drzewa, rośliny i zwierzęta, które z drugiej strony służyły
do rozmaitych zabiegów magicznych. Pewne wiadomości przyno­
szą źródła o wierze w demony (skrzaty i k aboldy), parki, wilkołaki
i strzygi. O bóstwach wyższych znajduje autor w źródłach bardzo
mało wiadomości. Jedynie t. zw. „indiculus superstitionum“ z Vlil
w. podaje imiona trzech bogów germańskich w brzmieniu oryginalnem (Thunaer, Wodan, Saxnote). Inne przekazy źródłowe dają
bogom germańskim nazwy rzymskie, Donara nazywają Jowiszem,
Wotana Merkurym. Odnośnie do czci boskiej oddawanej żywym
ludziom zawierają źródła bardzo niewyraźne wiadomości, przyno­
szą natomiast bardzo liczne wzm-anki odnośnie do roli ciała
ludzkiego i jego członków w praktykach magicznych, C ile cho­
dzi o kult zmarłych, tc opierał się on w wierzeniach germań­
skich z jednej strony na przekonaniu, że śmierć nie jest końcem
doczesnego życia człowieka, że zatem zmarły żyje dalej, jak
z drugiej strony na bardzo prymitywnych pojęciach o duszy.
W części drugiej omawia autor praktyki obrzędowe mające
na celu wywarcie wpływu na moce wyższe, jak i ochronę przed
siłami nieprzychylnemi człowiekowi. Siady tych ostatnich spoty­
kamy długo jeszcze po wprowadzeniu chrześcijaństwa, a resztki
ich przetrwały wśród ludu po dziś dzień jeszcze.
Książka Boudriota, owoc rzetelnych badań, uzupełnia w zna­
komity sposób niedokończoną niestety dotąd pracę Hansa Vor­
demfelde, „Die germanische Religion in den deutschen Volks­
rechten“ (Erster Halbband : Der religiöse Glaube, Giessen 1923)’
opartą na materjałach zawartych w germańskich prawach szcze­
powych Zaznaczyć wreszcie należy, że temat poruszony przez
■ joudriota, jest już po części opracowany przez C. Zibrta, w nie-

101
znane) autorowi książce „Seznam pověr a zvýkiostí pohanských
z VIII věku (Inaiculus superstítionum et paganiarum“) Praha 1894.
Karol Koranyi.

Dr. Stefan Szuman. Wpływ bajki na psychikę dziecka. War­
szawa 1928.
Zazwyczaj nie zdajemy sobie sprawy z doniosłej roli, jaką
w rozwoju badań psychologicznych, a tem samem i pedagogicz­
nych odegrały i odgrywają w ostatnich latach etnografja
i etnologja. A przecież wyniki ich badań pchnęły psychologję
rozwojową i pedagogiczną na nowe tory — odkrywając przed
niemi dwie wielkie prawdy.
Pierwsza z nich stwierdzała kategorycznie, że umysłowość
człowieka pierwotnego a umysłowość nasza różnią się za­
sadniczo. Owocem tej zdobyczy jest wspaniała analiza umysłowości człowieka pierwotnego, zawarta w dziele: Levy-Brühla
„La mentalité primitive“. Paris 1922. Myślenie człowieka pier­
wotnego, jak stwierdza ten wybitny jego znawca, jest właściwie
uczuciem. Przeżycia intelektualne i emocjonalno-motoryczne
są u niego ściśle związane ze sobą. Pojęć, sądów, abstrakcyj ta
umysłowość nie zna. Myśleniem człowieka pierwotnego kieruje
mistycyzm treści wyobrażeń kolektywnych i prelogizm w oostaci
partycypacji mistycznej formy powiązania wyobrażeń. Z punktu
widzenia naszej logiki osądzać go nie można. Jest bowiem bez­
sensowne. Cechą jego dalszą jest w końcu t. zw. mistyczno-partycypacyjna przyczynowość.
Druga wielka prawda dotyczyła dziecka. I jego umysło­
wość jest w pewnem stadjum rozwoju zasadniczo różna od na­
szej. Dziecko bowiem z natury rzeczy musi rozwojowo przejść
przez pewne szczególnego rodzaju okresy myślenia pierwotnego,
zanim zacznie myśleć naszemi pojęciami. Dowiódł tego Piaget
w dwu pracach : „La représentation du monde chez l’enfant“
(Paris Alcan 1926) i „La causalité psychique chez l’enfant“. (Pa­
ris Alcan 1927). Na podstawie bardzo szczegółowych badań nad
wielu dziećmi Piaget ustala, że dziecko formuje sobie charakte­
rystyczny dlań obraz rzeczywistości pod wpływem magicznego
myślenia (réalisme magique), ożywiania wszelkich zjawisk
(animisme) i na tle przeświadczenia, że wiele zjawisk natury
powstało dzięki ukrytemu sprawcy, że zrobili je ludzie lub istoty
silniejsze od ludzi (artificialisme).
Z tych dwu odkryć płynął doniosły wniosek, że dziecka
nie można karmić przedwcześnie pojęciami dorosłych i że gdy
kilkanaście lat temu, pod potężnym wpływem nauk przyrodni­
czych matki opowiadały dzieciom czteroletnim, że deszcz po­
wstaje z pary, skraplającej się wskutek zimna, że grzmot jest
wyładowaniem elektryczności jtd. był to błąd nie do darowania.

102
Dzieci napewno nic z tego nie rozumiały, a wydawało im się
to wszystko bardzo nudne. Trudno — dziecko myśli inaczej, niż
my i nic mu po naszym sposobie myślenia. Jakżeż natomiast
chętnie słuchało, gdy mu się mówiło w czasie opowiadania bajki,
„że grzmi, bo Bozia uderza w chmury, że pada śnieg, bo pierze
leci z nieba“...
Wytłumaczyć to zjawisko łatwo. Bajka jako wytwór pocho­
dzący od myślącego w pierwotny sposób człowieka — dostoso­
wana jest do pierwotnego sposobu, myślenia dziecka. Mówi ję­
zykiem dlań zrozumiałym i opowiada mu zdarzenia dla dziecię­
cego umysłu ciekawe... Bajka, jak stwierdza Doc. Dr. Ch. Bühler
w dziele : „Das Märchen und die Phantasie des Kindes“ (Wien
1925), gdy chodzi o jej strukturę, w tej formie, w jakiej istnieje,
jest pod względem formy i treści dostosowaną do dziecięcej psy­
chiki... Dziecko rozumie bajkę, lecz również bajka „rozumie“
dziecko. (1. c. str. 2).
Prof. Dr. St. Szuman podkreśla w swej pracy te wszystkie
momenty i podaje nadto ciekawy materjał kazuistyczny. Zbadał bo­
wiem i utrwali! objawy wpływu bajki na wrażliwość uczuciową
czteroletniego dziecka, (a więc będącego właśnie w „wieku bajki“)
robiąc zajęcia kineme,tograficzne jego mimiki podczas opowiada­
nia różnych bajek. Zbadał nadto ich wpływ na późniejsze za­
chowanie się dziecka, studjując dłuższy czas ich następstwa.
Praca należy dn nader ciekawych i zajmujących i przeszczepia
na grunt polski — zdobycze zachodu. A dla etnografów polskich
wyłania ona wielkie zadanie : jak ua.szybszegc zinwentaryzowania
rodzimych polskich bajek, klechd, poaań i legend.
Kraków.

Jan Kuchta.

Józef Madeja. Czytanka. W Bytomiu. Śląsk Opolski 1928.
str. 114.
Poznanie odrębnej od naszej psychiki i wytworów kulturo­
wych człowieka pierwotnego i dziecka daje obecnie już w praktycznem zastosowaniu do ce’.ôw wychowawczych piękne wynuci.
Dowodem tego omawiana „Czytanka“, przeznaczona dla polskich
dzieci szkół mniejszościowych na Górnym Śląsku i w kolonjach
na obczyzn e. J. Madeja zamiłowany w swym zawodzie peda­
gog, oparłszy się na najnowszych badaniach nad rozwojem mowy
i rysunków, potrafił nawiązać zręcznie kontakt z psychiką dziecka
dzięki temu i przemówić do niego w sposób dla niego zrozumiały.
Iluslrator-artysta zaś prof. Zdzisław Sedliczka „dziecinnemi“
rysunkami, utrzymanemi w tonie swojskim i rodzimym — a opartemi na wyrazach zaczerpniętych z dziedziny sztuki ludowej dziel­
nie sekunduje mu w jego poczynaniach.
Czytanka, jak to stwierdził zresztą już pedagog tej miary,
co Decroby zasługuje dlatego na uwagę i zapewne spełni swe

103
przeznaczenie tj. spotęguje miłość .ęzyka ojczystego wśród mło­
docianych czytelników. Dla etnografa, jako oparte o rodzime
wzory, jest ona równeż czemś nowem i interesującem.

Jan Kuchta.

Świderski Bronisław. Ilustrowany opis Leszna i Ziemi Le­
szczyńskiej. Leszno 1928. Nakład księgami A. Krajewicza, str. 354.
Autor postawił sobie za zadarve przedstawić przeszłość
i teraźniejszość nietylko Leszna, ale także i całego powiatu.
Dzieje Leszna są niezmiernie ciekawe, bo miejscowość jaszcze
do r. 1919 prawie zupełnie niemiecka, dziś jest jednem z naj­
bardziej polskich miast Rzeczypospolitej.
Książka Dra Swiderskiego poucza nas w części I o historji
ziem; leszczyńskiej, w częśc; II o wartościach gospodarczych
miasta i wskazówkach dalszego rozwoju, a część III daje zajmu­
jący opis krajoznawczy ; znajdujemy tu liczne szczegóły dotyczące
gospodarki w powiecie, organizacji władz, rolnictwa, stosunków
gospodarczych, oszczędnościowych, a wreszcie i życia kultural­
nego. Autor uwzględnia także etnografię i podaje nam ciekawe
teksty podań ludowych, wśród których mamy jedno także o skar­
bach Twardowskiego. Tekst tej opowieści jest bardzo interesujący
z tego powodu, że do postaci Twardowskiego nawiązały się mo­
tywy niemieckich podań o dzikim strzelcu. Ludoznawca znajdzie
w tej książce także teksty pieśni dożynkowych, weselnych i opisy
dawnych strojów z dodaną fotografją.

A. Fischer,

Pomorska sztuka ludowa. Zeszyt I. Ceramika kaszubska.
Wyd. Prof. E. Gros. Toruń 1928. Nakładem Pomorskiego To­
warzystwa popierania przemysłu ludowego. S. 3 + 8 tabl. kolor,
d 2 fotogr.
Garncarstwo na Pomorzu było niegdyś bardzo rozwinięte,
a szczególnie w okolicach Chmielna w pow. kartuskim i w Koś­
cierzynie wyrabiano bardzo piękne garnk: Po chałupach kaszub­
skich i kościółkach dziś jeszcze można spotkać w:ele glinianych
kropielnic starannie polewanych. Współcześnie stwierdzono istnie­
nie garncarzy w Toruniu, Swieciu, Pucku, Chojnicach, Działdo­
wie, Tczewie, Tucholi, Kościerzynie, Sępolnie, Wejherowie, Chełm­
nie, Grudziądzu i Starogardzie. Właściwie jednak to garncarstwo
zanika. W miejscowościach jak Kościerzyna, Chojnice, Kerćuzy
i Chmielno, gdzie jeszcze przed pięćdziesięciu laty było po kilku
i kilkunastu garncarzy dziś ledwie parę warsztatów istnieje Prze­
mysł fabryczny zabierał rynki zbytu, a gliniane garnki ludowe
musiały ustąp’.ć miejsca trwalszym metalowym. Część garncarzy
wzięła się do zduństwa, część przystosowując Się do nowych
*

104
warunków zaczęła wyrabiać obok użytkowych gospodarskich
także naczynia czdobne.
Ceramika ta szczególnie ożywiła się w Chmielnie dzięki za­
chęcie Izydora Gulgowskiego, który zebrał piękne okazy garn­
carstwa kaszubskiego w stworzonem przez się Muzeum wiejskiem
we Wdzydzach. Dzięki tej inicjatywie Franciszek Necel w Chmiel­
nie, pochodzący ze starej rodziny garncarskiej, zaczął wyrabiać
naczynia zdobione barwnym ornamentem, jak flakony na kwiaty,
świeczniki, talerze, skarbonki, kropielniczki, czarki, dwojaki itd.
Te naczynia wykonane przez Fr. Necla, oraz przez Fr. Meissnera
w Kartuzach reprodukuje właśnie w naturalnej wielkości wydany
pierwszy zeszyt „Pomorskiej sztuki ludowej“.
Niezwykły wdzięk i pełna głębokiego artyzmu kompozycja
zdobnicza zaznacza się w wyrobach Necla. Na tle jasno-zielonem,
białem, żółtem lub czarnem wykwitają ozdoby barwne w postaci
kw Larów, wężyków, perełek i ząbków. Szczególnie częstym mo­
tywem jest kwiat fantastyczny o szerokich liściach, używanych
jeszcze przez dziadów Necla. Franciszek Meissner w Kartuzach
wyrabia przeważnie kafle i doniczki kwiatowe. Wyroby te z czer­
wonej glinki są cienkie i dobrze glazurowane o tle brunátném
lub zielonem, na którem kwiaty są malowane lub wykonane pla­
stycznie i nałożone na ściany naczynia.
Wydawnictwo Pomorskiego Towarzystwa popierania prze­
mysłu ludowego zasługuje na uznanie i należy sobie życzyć, aby
wydano także i następne zeszyty, a więc : Sprzęty ludowe na
Pomorzu, zabytki ceramiki pomorskiej, wzory tłoczni farbiarskich
i hafty ludowe. Nie ulega wątpliwości, że takie publikacje mo­
głyby się stać silną podnietą dla pracujących twórczo w dzie­
dzinie zdobnictwa i przyczyniłyby się do odrodzenia i umocnie­
nia dawnej pomorskiej sztuki ludowej.

A. Fischer.

Ks. Władysław Skierkowski. Puszcza Kurpiowska w pieśni.
Część pierwsza. Płock 1928. Wydawnictwo Tow. Na akowego
Płockiego. S. 91.
Tow. Naukowe Płockie przystąpiło do wydawania materjałów etnograficznych, które ks..Skierkowski zebrał w latach 1913—
1923 na terenie 4 parafij puszczy Kurpiowskiej (Myszyńca i Czan
pow. ostrołęckiego, Łysego, pow. kolneńskiego i Baranowa pow.
przasnyskiego). Oczywiście nie było można wydać wszystkiego
w jednym tomie, więc praca będzie wychodzić zeszytami, obec­
nie wydano pierwszy zeszyt, zawierający opis zaręczyn i wesela
na Puszczy. Na podstawie tego materjału poznajemy dokładnie
wszystkie zasadnicze momenty kurpiowskiego wesela, a więc
zajby, przygotowanie do ślubu, rozpleciay, mowę raja, od>azd do
kościoła, drogę powrotną, oczepiny i przenosiny.

105
Dalsze zeszyty wedle zapowiedzi wydawcy mają obejmo"
wać pieśni zalotne i miłosne, ballady, s:eroce, pieśni rodzinne'
komiczne, żołnierskie, pasterskie, przy żniwach i i. Jeśli ten za­
miar wydawniczy zostanie doprowadzony do pomyślnego końca,
etrografja polska pozyska materjał bardzo wartościowy. Znacze­
nie omawianego zbioru jest tern większe, że teksty zostały zapi­
sane przez ks. Skierkowskiego niezwykle starannie, a melodje
przejrzał krytycznie i do druku pod względem naukowym przy­
gotował Prof. A. Chybiński. Dzięki tej współpracy powstała pu­
blikacja istotnie bez zarzutu.
A. Fischer.

KRONIKA ETNOLOGICZNA.
Siedmdziesięciopięciolecie Prof. Ernesta Muki W roku
bieżącym obchodził 75-ą rocznicę urodzin Ernest Muka (* 1854)
obecny wódz duchowy narcdu łużyckiego. Prof. Muka pracował
przedewszystiolem nad językiem dolnołużyckrm, a słowianoznawstwo zawdzięcza mu dwa znakomite dzieła: 1) Historyczna po­
równawcza gramatyka języka dolnołużyckiego, wydana w Lipsku
1891 przez Towarzystwo naukowe ks. Jabłonowskich 2) „The­
saurus Iinguae Lusatlee inferioris Sorabicae“, wielk. słownik
dolnołużycki, który przed wojną jeszcze zaczęła wydawać Akademja petersburska, a obecnie wydała dzieło w całości Akademja czeska w Pradze. Już te dwa dzieła wystarczyły na wy­
pełnienie całego życia. Muka potrafił jednak dokonać jeszcze
wielu innych prac zasadniczych z dziedziny etnografji, zarówno
metodycznych, jak i zbierackich.
Z pomiędzy prac tych zasługuje na szczególne podkreśle­
nie „Statistika łuziskich Serbów. Wobličenje a wopisanje horrjoa delnjołuźiskeho Serbowstwa w lětach 1880— 1885 . Budziszyn
1884—6. W książce tej na podstawie własnych bardzo żmud­
nych poszukiwań określił Muka prawdziwą ilość Łużyczan, którą
niemiecka statystyka podaje dość chwiejnie i dowolnie. O daw­
nym zasiągu plemion łużyckich pouczają nas prace : „Die Gren­
zen des sorbischen Sprachgebiets“ (Archiv f. slavische Philologie
XXVI) oraz „Přinoški k stawiznam přeněmčenych stron delnjeje
Lužicy“ Budziszyn 1911.
Już w młodości nawiązując do tradycji ludoznawców łu­
życkich, jak Michał Hornik i Hajno Jordan zbierał pieśni ludowe
i wydał je p. t. „Delnjołużiske pěsn.e“ Budziszyn 1877, oraz
„Dodawk k ludowym pěsnjam“ Budziszyn 1883, i „Nowe dodawki k textam ludowych pěsni“ Budziszyn 1889 Muka był nie
tylko zbieraczem, ale i autorem studjów o pieśniach, jak np.

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.