8e609978beb8538a7ba0e2d3f39cf729.pdf
Media
Part of Pieśń o standrechcie i Proćpakowej bandzie w 1795 r. / Lud, 1929, t. 28
- extracted text
-
MATERJALY i NOTATKI ETNOGRAFICZNE.
JULJUSZ ZBOROWSKI
Pieśń o standrechcie i Proćpakowej bandzie w roku 1795.
(Przyczynek do dziejów zbójnictwa w Zywieckiem).
W kilka lat po wydrukowaniu mojej drobnej notatki
o „proćpaku“ („Rusnak, proćpak, janosik“. Język Polski 1914,
II, str. 213), zwrócił mi uwagę p. Kazimierz Piekarski, iż w po
rządkowanych przez niego papierach po Lucjanie Malinowskim
znajduje się wierszowany utwór p. t. „Pieśń o Standrechcie
y Procpakowey Bandzie w roku 1795“ (Rękopis Ak. Urn. w Kra
kowie nr. 1860, fol. 352 X 220 mm, kart 10).
O Proćpaku, herszcie zbójnickiego „towarzystwa“, które
pod koniec XVIII wieku niepokoiło żywiecką ziemię, podał wia
domości Ludwik Delaveaux w „Góralach Bieskidowych“ (Kra
ków 1851, str. 110—117). Zebrał je od 80-letnich starców, któ
rzy pamiętali ową bandę, przybyłą z Węgier1) koło 1790 r.
Śmiali i bezczelni zbójnicy, wspomagani przez cichych wspólni
ków w każdej wsi, byli przez kilka lat niezwykłym postrachem
chłopskich zagród i szałasów, kościołów i karczem żydowskich.
Mieszkania w leśnych kryjówkach i wykopach dawały im bez
pieczne schronienie przed obławą, a słabe patrole, złożone z le
śniczych i gajowych, były zbyt małem utrudnieniem w wyko
nywaniu zbójnickiego rzemiosła. Sam Proćpak jest w legendzie
stylowym góralskim „harnasiem“. Rabuje więc możnych, a bied
nym daje, kocha się w szlachciance, nosi się bogato, i oczywi
ście kończy na szubienicy wskutek zdrady kochanki.
Dwie piosnki, zapisane przez Delaveaux, charakteryzują
stosunek Zywczaków do zbójnika. Jako me ło znane, przytaczamy
je w całości dla zestawienia z „Pieśnią o standrechcie“.*)
*) Masza „Pieśń", współczesna tym wypadkom i bardzo drobiazgowa
w sądowych szczegółach, wbrew legendzie z połowy XIX w. przedstawia
Proćpaka i większość jego towarzyszów jako górali z wsi żywieckich.
72
1.
Niema nad Proćpaka *)
Tęzsego chłopaka.
On kieby pon jaki,
Mo kabot złocisty,
Cefwone chodaki,
Pas rzemienny cysty;
Za pasem toporek,
I dukatów worek.
Nie dbo na dworoka,
An: na wojaka;
Chęć trefi na zucha,
Zginie kieby mucha.
Choć tysiąc górali,
On się im wyśliźnie.
Jak toporkiem plźaie,
Z ruśnicy wypal',
Uciekoj, kto może,
Bo Zginies niebozt
2.
s
Warujcie Krów gazdowie,
Strzeżcie statku bacowie,
Bo się Proćpak nie leni,
Kiej się mu kce pieqení.
Hej Proćpaku, PřoépáKU,
Bedzies ty kiejś na haku;
Jak cie złapią, powiesą,
Gorale sie pociesą.
złap*1.:’ cie brachu,
U frajerki na dachu;
Wywiedl: na drabinę,
Założyli ci *inę,
I srucil ze soebli,
I wzieni cię hnet debli.
Tyle Delaveaux. Drobny przyczynek w „Języku Polskim“
zwrócił uwagę, iż w miarę upadku kultu dla zbójnictwa, na
zwiska i imiona sławnych „harnasiów“ zeszły do rzędu prze
zwisk. Tak w Zywieckiem (Rzeszowski w „Spraw. Kom. Jęz.
IV, 359), jak i w Nowym Targu „proćpak“ oznacza goura,
złodzieja lub niedołęgę.
Delavéaux pit,ze Pfoczpak, lecz W obu pieśniach
Proćpak.
1'żywa foiny
73
Rękopis „Pieśni“ wedle inwentarza ma pochodzić z pierw
szej połowy XIX wieku. Tymczasem wszystko wskazuje, że pow
stał z końcem XVIII w. t. zn. jest współczesny opisanym zda
rzeniom. Nie ulega wątpliwość.', że ten przydługi utwór wymozolił naoczny świadek ujętych w nieudolne wiersze wypadków.
Dowodzi tego choćby niezwykła drobiazgcwość w zupełnie
podrzędnych szczegółach.
Nie jest rękopis kopją, lecz oryg'naiem, a zarazem może
pierwszym szkicem „poematu“. Wskazuje na to duża ilość prze
kreślonych wyrazów, całych zdań, nawet zwrotek, i zastępowa
nie ich innemi, kilkakrotnie w poszukiwaniu za rymem, wreszcie
częsty brak r/mów, jak gdyby autor zamierzał dobrać je do
piero później.
•
Twórca „Pieśni“ był przynajmniej t. zw. półinteligentem.
Przemawia za tem sposób wyra tania się, użycie cudzoziemskich
słów, moralizatorskie sentencje i spostrzeżenia o góralach, a nadto
naukowe popisy. To i owo zasłyszał poczciwiec z wędrówek
narodów, więc dalejże sięg1 ną' do Rzymjan i sfabrykował nie
prawdopodobne bajki c pobycie Ligjów czy Lechów, Kwadów
i Hunów pod Zachodnim Beskidem. A wszystko dla udowod
nienia dawnych niepokojów w Żywieczyźnie, istotnie będącej od
wieków gniazdem rozbójniczem. Nieobce były autorowi dzieje
żywieckiej ziemi; coś niecoś z nich zapamiętał, ale i tu pomie
szał przynajmniej daty. Bo nie w XIV, lecz w XV wieku pu
stoszył te okolice Janusz Oświęcimski, a w tem samem również
stuleciu poskromili Mikołaj Pieniążek, starosta krakowski, w po
emacie „jenerałem“ mianowany, i Piotr Komorowski, hrabia ra
Liptowie i Orawie, Borzywoja ze Skrzynna, który z Żywca i Turzej Głowy pod Dobczycami z powodzeniem naśladował nie
mieckich „raubritterów“.
Zabierając się do rymotwórstwa, okazał nasz poeta nie
małą odwagę. Polaniem bowiem nie był, przeciwnie — Niem
cem, piszącym i mówiącym po polsku bardzo mizernie. Wy
starczy przytoczyć liczne germanizmy, jak np. czasowy — współ
czesny, po sławnym Hunów strejcie, handlujący w 'stroju = han
dlarz ubiorami, w tych to lasach wielkich nigdy było bez nich,
aby nie niewinnych zabić, żadnego mogli złapać, sami nic wie
dzieli, łańcuchy jej o szyję rzucili itd. Pisownia całego utworu
(hp. raubschûtzach, zwierchnosc■ = zwierzchność, złączyli sie),
74.
a wreszcie nieznajomość przypadkowai.ia (np. z wiarem, do
rzymskie państwo, do mordy = mordu) zdradza aż nadto pocho
dzenie wii ;rszoklety.
A z drugiej strony tu i ówdzie wpływ gwary ludowej np.
droga, bronić, żołnirz, dzidę, dziwka, otwirać, śiyry, porwóz, ba
ron (= baran), strożnik, chydć, liczba mnoga : księdza. A zatem
ów Niemiec musiał osłuchać się z wymową ludową, niewątpli
wie wskutek dłuższego pobytu wśród górali.
Podejrzywam, że pozgonne żywieckim zbójnikom ułożył
ów „oberleśniczy“, o którym poemat wspomina.
„Pieśń“ wydaję oczywiście w nowoczesnej pisowni, z do
daniem znaków pisarskich i numeracji zwrotek. Pomijam skre
ślone przez autora wyrazy i zdania, gdyż nic ciekawego nie
przynoszą. Błędów językowych zupełnie nie podkreślam; są
całkiem zrozumiałe, zresztą jest ich tyle, iż cały utwór byłby
wprost upstrzony samemi wykrzyknikami,
Niemożna oczywiście mówić o jakichkolwiek artystycznych
walorach tych wierszydeł; mają one zato pewną wartość etnogra
ficzną i historyczną. Naoczny świadek kreśli w nich obraz zbójnictwa, występuję więc wcale wyraźnie organizacja „towarzy
stwa“, życie zbójników, ich zamiłowania i zabawy z godną pod
kreślenia namiętnością, „by muzyka brzmiała“, szeroki gest, nie
mała śmiałość i bezczelność _ żywieckich Rinaldinich, wreszcie
stosunek do kobiet, do ludności wiejskiej i urządzeń, państwo
wych, jak wojsko i władza sądowa To szczegół o stroju, to
charakterystyka górala, tęskniącego mimo niebezpieczeństwa do
rodzinnych gór, a ponad tern wszystkiem coś, jakby ledwo
uchwytny zaczątek legendy, która w miarę czasu, w miarę za
niku zbójnictwa rozwinie się w ludową opowieść o tych, „co
świat równali“. Bo mimo całej niechęci do mącicieli pokoju pu
blicznego, mimo niemałego wewnętrznego zadowolenia, iż prze
cie wpadli w ręce sprawiedliwości, nie może autor —- z sza
cunkiem traktujący każdą władzę, jak przystało na lojalnego
Niemca — stłumi i w sobie odcienia podziwu dla śmiałków.
A na tem tle nieubłagana walka władzy austrjackiej przeciw
przestępcom, obmyślana konsekwentnie, z całym aparatem woj
skowym i sądowym, z zastosowaniem „standrećhtu“ czyli są
dów doraźnych, które wypleniają doszczętnie całą organizację
75
zbójnicką, skazując do siedmdziesięciu jej członków na szubie
nicą, rozstrzelanie lub ciężkie wiśnickie więzienie.
Dalsza wartość naszej „Pieśni“ polega na tem, że o zbćjnictwie w Zywieckiem mamy o wiele mniej wiadomości — przy
najmniej drukiem ogłoszonych — niż np. ó Podhalu. Więc
i z tego powodu przyczynek może być pożyteczny, tem więcej
iż wykazuje niemal jednakowe warunki rozkwitu i upadku zbójmctwa, jak pod Tatrami w XVIII wieku, ku schyłkowi „honor
nej“ epoki Janosików, Proćpaków, Ondraszkćw, Łazarczyków
i Baczyńskich.
1. Poznanie starych dziejów czasowym1) ma być jawne,
Aby, jako mówią, przykładem były sławne ;
de darmo to przysłowo : Polak po szkodzie mądry,
Patrząc na te szkody, co namiętność rządzi.
2. Jest tu w okolicy, w tych to wiecznych lasach
Jeszcze lud pół dziki; grubszy był w tych czasach,
0 których tu się mówi, gdy szkoły nie znają,
Nawet do kościoła na trzy mile mają:
3. Skąęlby oświecenia ? Skąd u nich obyczaj ?
Dzikie są te góry, na polach nierodzaj,
Twarde życie góralskie, wszystkie nerwy twarde.
Skądby syrr.patja? Tylko w trunku hardy.
•4. Historja powszechna wspomina rebelantów,
Co w pięćdziesiątym roku Chrystusie panem
Pod protekcją Rzymu n byli nad Kusicą*2)"
Rzeką przy Czacze byli lokowani.
5. Ci w roku ośmdziesiąt drugim lasy przełamali
1 rzeką Sołą napadali Ligjów. Na Harwałdzie3)
W tych lasach' się trzymali i zewsząd rabowali, '
Aże tymże Lechom cesarz Domicjan posłał sto rajtary.
6. Sto rajtarzy mało, Lichów rozgniwali,
Gdyż aż na rówmny kęckich4) pól jechali,
Odesłali nazad posiłek Domicjanowi
I złączyli się z K wadami ku Rzymian rabunkowi.
7. W wieku znowu piątem, po sławnym Hunnów strejcie
Osiadły Babie górę ułomki Hunów braci
x) Współczesnym.
2) Kisucza w Czadeckiem, dopływ Wagu.
3) Może Barwałd w pow. wadowickim.
4) Kęty, miasteczko w pow. bialskim
76
Pod sławnyrp królewiczu Mundusa, Hurów plemię
Pod nazwiskiem Skamarów i to zDÓjnicze siemię
8. Przez sto lát panowało, Skamarów Sklawów państwo,
I rozciągli swe łupy aż do rzymskie państwo.
Aż im Longobardz: i Justynjan koniec robił
I Gepedów Torysmund resztę sobie dobił.
9. Znowu wiek cztyrnasty nam rabusia- wspomina,
Książęcia Janusza, pana Oświęcimia,
Że straciwszy stolicę z Żywcu, Wołku1) i Barwałd
Złupił At-swllz2) polską i Inwałd.
10. Aż Piotr Komorowski, hrabia na Arwy3),
1 jenerał Pieniążek z szlachtą polskiej barwy
Te fortesy dobył, rabusiów odpędził,
A w te okolice pokój znowu wrócił.
1 1. Co s: ę tyczy prostych rabusiów, zbójców i złych,
W tych to lasach wielkich nigdy było bez nich.
Tak można powiedzieć, był to zbójców gniazdo
Od początku zawsze aż do standrechtu zjazdo (?, może: zjazdu).
12. To lekarstwo było gorzkie dla górali.
Gdy bez miłosierdzie karano zbójów, widziali,
Od którego czasu pokój tu wrócony,
Iż teraz gościniec : każdy obroniony.
13. To lekarstwo opisać jes; tu mem zamiarem,
Gdyby tylko można chodzić [zjgodnie z wiarem.
Zaczęło tu rabustwo na tej i owej stronie,
Przez trzy lat to trwało, nie było obrony.
14. W roku tysiąc siedmset dziewięćdziesiąt drugim
Jakiś Jerzy Proćpak, chłop z Kameśnic u dróg',
Za małe kradzieże posłany był na Wiśnicz4)
I siedział tam w areszcie, aż mu zaczęło tęsknić.
15. Wyłamawszy kraty z Wiśnicz, ten uciekał
I przyszedł do ojczyzny. Tu dopiero widział,
Że riema ratunku, gdy głowę ma goloną,
A z kryminału rekwirowany5) nie mógł mieszkać z żoną.
16. Każdy go poznawał, więc szukał pustyni.
Tam znalazł, co szukał: kamradów złodziejnych.
') Wołek, nieistniejący już gród przy Czańcu w pow. bialskim, był
znaném gniazdem * rozjójniczem.
2) Oświęcim.
3) Orawa.
4) Znane więzienie w dziejach zbójnictwa.
5) Poszukiwany
77
Zastał najprzód Chowaniaka, który zrzucił gwery
I uciekał z regimentu, stał się dezerterem.
17- Ten to znowu miał kamratów Bulkę i Smyraka,
Także dezertery jawr.:, i Jarco, brat Proćpaka.
Złączyło się więc to bractwo i najścisie przysięgi
Przysięgało na śmierć wierność, zbójeczne potęgi.
18. Chytry Proćpak był obrany na ich kapitana,
Który wszelkie plany robił, odważniejszy i śmiały.
Pierwej słychać o raubszycach, o częstych kradzieży,
Potem mowa o rabustwach na gościńcu św eżych.
19. Już się skargi o publiczne niebezpieczeństwo zmnożą
I wędrownym, jak karetom i furmanom grożą.
Nieszczęść i wyrąbowanie słychać raz w raz więcej, '
Aże zwl erchność czatowania stawia na gościńcu.
20. Wkrótce potem wieść rozeszła o Proćpaku zbóju,
Gdy na wiosnę trzech Węgrzynów handlujących w stroju
Nad Kasperkiem, na gościńcu, we dnie pięć napadli,
Im towary i pieniądze, co mieli ukradli"
21. A niedcsyć na kradzieży, już przyszło do mordy,
Bo gdy jeden wołał: „Bracia; brońmy się tej hordy“,
Proćpak zaraz pis roletą tego trupem położył
I drugim dwom, "ośi mruczą l), z tern samym pogroził.
22. Co widząc ci przelękHon’ wszystko im oddali,
Aby tylko życie swoje tak uratowali.
Ci słyszawszy Proćpaka wołać, imię miarkowali,
A gdy potem zluzowani, imię to wyda]; 23. Teraz mowa wszędzie o Proćpaka zbójstwo,
A strach dodał więc a więcej tego to szelmostwo.
Też nie dali długo czekać, ani tydnia przeszło,
Coby nowe zbrodnie, rabustwo nie było słyszno.
24. Całe lato słychać było tu i ówdzie w krajach,
W Śląsku, w Polsce i po Orawie, w Węgrach,
A na halach i szałasach owce i barany,
Krowę, cielę, syr i masłc jawnie sobie brali.
25. W zimie nawet nie siedziel", na polu nic nie było,
Napadli domów i komórki, i im nie chybiło.
Ze kryjomo sobie żywność i pieniędzy kradli,
A do nadstawione sidła uchodząc nie woadli.
26. Coraz śmielsi śli do karczmy, pili i hulali,
Pieniądz mieli, biesiadali i chłopom też pić dali.*)
*) Tak poprawiam: mroczą w rękopisie.
78
Przez to sobie przyjaciół i spólników zyskowali,
'"am z babami i dziwkami w zbytkach się kochali.
27. Zwierchność Wieprza o tern słysząc, trzymała tam szpiegów,
Aby kiedyś w takim razie aresztować tych biegów.
Oberleśny miał zaletę *) gajnych mieć w pogotowiu,
, A gdy słyszy onych, gdzie są, l chwycić w połowiu.
28. Raz w niedzieli temu wieści tajemnie donieśli,
Ze ów Proćpak z dwiema zbójów w Rajczy się mieści.
Prędko w nocy leśny znak dał gajnym i leśniczym
I się śpieszył obstąpić karczmę rajczańską.
29. Rozstawił on swoje ludzie i sie mu udało,
Ze trzech zbójów miał zamkniętych. Już się myślało,
Z.e pewnie ich ma chyconych i w potężnej mocy,
Gdy Proćpak się spostrzegł, świce zgasił, a tej ciemnej nocy
30. Braciom każał ognia dawać, bronić się na życie.
Najśmielszego sam zastrzylał. Wrzawa, zgiełk i bicie
Karczma pełna ludzi była, gajni nie mogli strzylać,
Aby nie niewinnych zabić, którym kazano uchylać2).
31. Sześciu jeszcze plejzyrował zbój z spólnikami
1 z tym ludem uchylącym, uskoczył z [zjbójami.
Karczmę próżną już dobyli, baby, dzieci, dziwki,
Tylko co nie uciekali, w złości podchwyciwszy.
32. Zastrzylani, plezerowani gajni i połowcy
Strachu więcej narobili, przyszli do Milówki.
Chłopi zbójców pochwalili, wszystko im donieśli,
A przystali ku rabusiom więcej jak dwadzieści.
33. Zamiast rabus ów ułapać, łotry się mnożyli,
Nawet oberleśniczemu z pomstą śmierć grozili.
Od tego czasu bojaźń wielka zabitym być za darmo.
Nie wychodzili zbrojni chłopi, gdy wołano larmo3).
34. Był Łukcmski wtenczas sędziem na Wieprzu grofowskim4'
Temu także odgrozili, że nawidzą i zabiją owszem ;
Gdy nie w domu, to na drodze na niego się stroją,
Co też wiarygodno, i strwożyło, gdy się wszyscy boją.
35. A Łukomski, mąż odważny, używał wszelkie środki,
Aby chytrze mógł ich dostać, do swego pośrodku.
Płacał szpiegów, kupował prochu, kuli, śrót, ołowiu
I nakazał, gdzie ich widzą, strzylać jak [w]połowiii.
J) Polecenie, zalecenie
2) Usunąć się.
3 Na alarm.
4) Wieprz należał wówczas do hr Wielopolskich.
79
36. Ciągło się to długie czasy, a nic nie- skórano.
Do cyrkułu dawno‘już była wiadomość podana.
Temczas nocne wyrabunki, mordy i zabójstwa
Wszędzie prędzej się mnożyli, żadne bezpieczeństwo.
37. Gościniec tak nie był pewny, poczta i podróżni
Kilka razy zrabowani, tylko z asystą jechać można.
Jabłunkowa1) i też Czacza, Wisła i Jeleśnia,
Siemień, Łękawic, Skawica, Kalwarj[a] był nieszczęsny.
38. Nowy Targ i Siary Sandec, Polhora tamtej strony,
Prosiły skarżąc o pomocyj bezpieczy i obrony,
Aż nareszcie ostatni środek zwierchność używali
I kryminalny urząd z Wiśnicz standrecht deklarowali.
39. Standrecht jest straszliwy środek ukarania,
Bo tedy kogo złapią, tam zaraz obwieszania.
Krótko inkwrując proces wnet skończony,
Tylko: kto? czym jesteś? — zbójcą ogłoszony.
40. Przy wojsku praktowany2), gdy się zbrodni mnożą,
Rabusi, co się włóczą, nachciglery zgrozą (?),
Szpiegi uciekający, co pożyczyli gwery,
Minąwszy wojsk[ow]ą służbę, jawne dezertery.
41. Gdy standrecht ogłoszony, każdemu jfest wir domie,
A łapią jakiego, nie bywa puszczony pod domy;
Zaraz pierwsze drzewo albo słup przy płocie
Jest mu szybiemcą na strach tej złej rocie
42. Więc w roku tysięcznym siedmsetnym piątym
Nad dziewięćdziesiąt w Iecie z ambony i pokątnym
Ludziom w tym tu kraju standrech[t] wybębnili
I księdza, co to znaczy, lud informowali,
43. Zjechał komisarz tedy do kanclarji w Wieprzu,
A zbójników dybali ; niemało im dał pieprzu.
A to ciągli wojsko, trzysta na tę stronę,
Gajnych i zwierchności, ludziom na obronę.
44. Rozłożono wojsko wszędzie w każdej chacie,
Co musiało ruszać, szukać, nastąpić zbójców ślady.
Szpiegów rozesłano, aby wyjawili,
Ale wszysko darmo, zbójcy się dobrze skryli.
45. Bo mieli pomocników, spólników mieli wiele,
Którzy im znać daii, kiedy co słyszeli.
Tak przez dwa miesięcy żadnego mogli złapać,
A przecie, jako na złość, nie przestali drapać.*)
*) Jabłonków ną Śląsku, cieszyńskim ; Łękawica w pow. żywieckim ;
Stary Sącz.
z) Praktykowany.
80
46. Nawet wśród żołnirzów rabustwa czynili,
Tak iż sama zwerchność temu się dziwili;
Dobrze zrozumieli, że kryjówkę mają,
Ale ich nie zdradzą, kiecy ich dybają.
47. Pięciu iT-icn znane: Pročpak, Smyrak, Jarco,
Bulko i Chowaniak, znany dobrze bardzo ;
Tych krewnych i nano, aby się przyznali,
Gdzie się zbóje kryją, aby ich wydali.
48. Ale rie pomogło, gdy sami nic wiedzieli,
Bo się zbóje dawno cd nich odstronili ;
'żywa no chłostę, rózgi i kajdany ;
Na nic się przydało, nic nie wiedzieli taany.
49. Tak też był zajęty ') Proćpakowy ojciec.
Matka, żona, dzieci, nawet krewni obcy
Siedzieli na Milówce, co dzień rózg dostali,
Aby się przyznali, zbójców wydawali.
5 -.
ubo. nie wiedaieli, przecie z tego przyszło,
Ze zbćrnów mieszkanie przez to na jaw wyszło.
Trafunkiem So.tyska, kubita z Kameśnicy,
Była za kmotrzynią do chrztu tam w Milówce.
51. Prawie wtenczas bili ojca Proćpakiego.
'szyscy ubolewali starca sędziwego.
Po chrztu powracając o tem mówiono,
A tej Sołtyskowej mało co dodsno,
52. Acz trochu podchmielona, te tylko ciche słowy
U siebie sam gadaia, raczej nic nie mówię;
Usłyszał to kmotr przecie, myślał co to znaczy,
Oddawszy dz;c'ę, zabawił trochu tam przy matce.
53. W głowie to mu było, kto wi, czyli nie kryje
Ta Sołtyska, znana; że bez męża żyje,
Owego hultaja. Posżedł jeszcze w nocy
Donieść to podejrzenie należytej mocy.
54. Komisarz rie zmicszkając żadnej błyskawicy,
Zaraz hurm wyprawił tam do Kameśnicy.
W ciemnej nocy z uiżnej szturmem podskoczyli
Chałupę tej Sołtyski i dobrze obstąpili.
55. Żołnierze pchają: „Otwiraf, zrodzie (?)“ — wołali.
SołtysKa pyta, co chcą ; ci jej drzwi wywalili.
Jedni do komórki, gdzie ;ej dziwka spała,
Drudzy tę sztubę*
2) gdz;e sama mieszkała.
') Wzięty do więzienia.
2) Izbę.
81
56. Dziwka z łóżka skocząc, zlękmona drżała chwili.
Gdy nic nie mogli znaleść, już odchodzić chcieli.
Ściga jeszcze gajny tam w komorze po drzwi.
Sam, jak wyznał, tylko czując spyrki po niej.
57. Zamiast spyrek imał łeb dużo kudłaty.
Otóż wrzeszczał: „Mam co! Podźcie, deicre prędko światło!“
Zaraz przyskoczywszy każdy za kołtona
Chyci, włóczy, ciągn;^ tej głowy patrona.
58. A to był ów P/oćpak, który z dziewką ligał,
U starej gospodyni wymówiony bywał.
Zaraz wyszukano, czyli gweru nie miał;
Znaleźl' krucicę, którą z strachu zapomniał.
59. Fuzja na piwnicy, dubeltówka nelta (?),
Do tego znaleźli dwa dobre pistolety.
Zaraz zbójca wiązane, kuty do kajdany,
Porwozy na szyje i asystentów dano.
60. Powiązali Sołtysiczkę, babę niecnotliwą,
Także jej towarzyszkę Hankę nieszczęśliwą.
Woza tedy śtyry końmi brali sprzęganego,
Nasiadali straż i zbójca, na porwozach trzymanego.
61. A piechota otoczyła woza z nabitemi,
I tak zamknięty, pośli pieszo, fuzjami,
Aż tam do Milówki przyśli, przed domem stanęli
Oberleśniczego ; tam zleść nakazane mieli.
*
*
*
62. Był to dzień 26 miesiąca listopada
W roku pańskim 179 piątym
0 godzinie w pół dwunastej przed połową nocy,
Gdy go złapali gajny i wojsko za rozkazów mocy.
63. Zaraz goniec odesłany do wieprzskiego dworu,
Gdzie siedziała wielka rada, komisarz cyrkularny
1 sędziowie kryminalni, trudnując sic z tą sprawą;
Radością wysłuchali tę szczęśliwą zdarzą,
64. Ze Proćpaka już chwycT, wiedą do Milówki,
Otoczonego z żołnirzem i gajnymi z dubeltówki.
Choć deszcz irestał i nic nie widzieć było,
Kazali zaraz zaprzęgać i w nocy przybyli.
65. Sterema końmi z Kameśnicy na wozie przykutego
Wieźli zbójca do Milówki, nader tu smutnego.
Komandyrujący oficyr i komisarz za nim jechali,
Zgraja wojsk i gajnych liczba otocząc piechotali.
Lud. T. XXVI1L
6
82
66. Wieść się rozścierzyła jako błyskawica.
Mnóstwo ludu się schodziło na to widowisko;
Państwa, księży zbliska i z daleka
Tego dnia się zgromadziło patrzyć na człowieka.
67. Gdy go z porwozów wydobyli, zleść mu kazali;
Stanął na placu przed domem pańskim, patrzał dosyć śmiały;
Gdy komisja się zbliżyła, pokłonił się nisko.
Każdy go og^daiąc, przystąpił mu blisko.
68. Pytany o kamratach zaraz, nic nie odpowiadał.
Nakazano mu rózg dawać, aby się przyznawał.
Tu otworzył gębę Proćpak : „Nie każcie bić, panowie,
Gdy godzina mi już przyszła, szczerą prawdę powiem“.
69. Brali tedy go osobno i odpov/iedzi jego
Pisali do protokołu tego dnia całego.
Strój jego był następujący: kapelusz wstęgą obszyty,
Kaftan był niebieskiej farby, czerwono podszyty.
70. Spodnie tej samej farby, sznurkiem obszywany,
I kerpce miał, jak zwykł, góralskie, brunat[n]o skórzane.
Koszula cienka, biała z gorsami
I u ręKawów z pięknemi mankietami,
Pod szyją spinka mosiężna spinaną.
Odpowiedzi Proćpaka podane do protokołu.
71. „Jerzy Proćpak noszę mic na sobie katolika,
Lubo czyny moje gorsze jako heretyka.
Rodem jestem z Kameśnicy, mając dzieci i żonę,
Chałupę z rolą, licząc lata pół dwadzieścia i ośm.
72. Już w młodości mi na uciechy i tańce brakowało;
Patrzałem złapać, gdzie co mogłem, aby muzyka brzmiała.
Tak porwałem raz i cielca w gajach nam samsiedzkich,
Zabdem i przedawałem karczmarzom dal odległym
73. Na j£w wyszło -i mi przyszło na Wiśnicz chodzić,
Gdzie przyjęły pięćdzieście kije, mnie musieli chłodzić.
Włosy mi tam obcinane; w areszt oddanym siedział,
Aż mi się przykrzyło zawsze dotąd ruchliwemu.
74. Wyłamawszy żelazne sztaby, przed oknem uskoczyłem
I uciekawszy w lasach, borach, do dom się wróciłem.
Tu sztafety za mną przyszły ; je. z goloną głową
Pokazać się między ludem żadnym miarem mogłem.
75. W nocy tylko nawiedziełem żonę potajemnie,
W dnie w górach, w lasach chodziłem, mamiąc czas daremnie.
Trafiłem na Chowaniaka dezertera z wojska,
Spobraciłem się z nim i przysiągłem nawet do zabójstwa.
83
76. Miał on braci już znajomych : Smyraka, Jarca i Bulkę,
Było nas więc pięciu chłopów odważnych na wszech spółki.
Więc gdy wszyscy w niedostatku od świata skryć się musieli,
Najwprzód szwarcowaniem 1) tabaki chleb zarobić chcieli.
77. Gdy nam strożnicy obstąpili w nocy na Sopotni,
Bronić się nam przyszło mężnie, jako w dzień robotni,
Żołnirzaśmy za^trzylali i strożnika jednego,
By na pół zabity, skaliczono trzeciego.
78. Zbrodnia ta i już zabójstwo tem [ś]ciślej skryć kazało.
Co tedy czynić ? Już w Rajcze na drodze czatowali
Najprzód Węgrzynów handlujących trzech napadliśmy,
A kiedy jeden s’ę chciał bronić, w łeb mu kulę dałem.
79. Frzez lato dobrze nam to było; kiedy nie sarna, to bacon;
Znowu hala, mleko, syr i masła; żyd dość wódki dawał.
To życie nam się podobało i większą odwagę dodało,
Aż się wrócić niepodobna, już zbrodnia przewyszało.
80. Ale w zimie w lasach bywać rzeczą niepodobną.
Każdy szukał skryte miejsce, gdzie się mu podoba.
Ja znalazłem przyjaciółkę, Barbarę Sołtyskę,
W Kameśnicy chałupniczkę, hali uczestniczką.
81. Pięćdziesiąt trzy dałem dukaty, aby mnie chowała
I u siebie, jako męża mieszkającego precz, wyzimowała.
Od tej Sołtyski, choć jej brata zastrzeliłem.
Przecie chowany i kochany b, riem.
Kiedy na pogrzebie brata płakała i mdlała.
Mnie jednak u siebie wtenczas w tornicy (?) chowała
82. Przez trzy lata dobrze poszło, życie było wesołe,
Aż nareszcie wszędzie wrzawa, sprawiło mozole (?)
(może : mozoły)
Ostatnie lato niespokojne; gajni i żołnirzy
Czatowali i szukali zbójców i rabirzy.
83. Z nas miał każdy swe kochanki, dziwki i kubity,
Które nam prędko doniesły, kiedy szukać wyśli.
Każdy miał swą jamę w skałach albo puste drzewo,
Gdzie się schował bardzo dobrze, że go nie znaleziono.
84. Ale gdy już zima przyszła, nie można tam nocować.
Znowu każdy szukał miejsce, gdzieby przezimować.
Tu nieszczęsna ta Sołtyskę plotką pochop dała,
Że mnie u niej szukali i koniec mi bezmała .
85. Już złapany Proćpak złości przepełniwszy miarę,
Wyznaje się bicia bojąc, dobrowolnie i do wiary,*)
*) Przemytnictwem.
6*
84
, sześćdziesiąt śtyry razy rabunków uczyni'1'
I trzynaście ludzi zabił, czasem i skaliczył.
86. Potem wyznawał swych wspó ników imion i przezwiska,
W której wiosce lub chałupie bywa i przemieszka,
Gdzie był, a z kim rabował i wiele stąd zyskali,
Jak się oni rozdzielili, wiele z nich dostali.
87. Przy sobie jeszcze miał dukaty śtyry i pięćdzieści,
Które oddał jako cudze urzędowi jeszcze.
Teraz z tego był chwalony, każdy go nawiedzi,
Ze szczyrą prawdę on powiadał, gdyby na spowiedzi.
88. C dy tedy z inkwizyta o tyle zbójcach wiadomioni byli,
Sędzia i komisarz prędko dali (= dalej) do Wiśnicz wyznaczyli,
Prosząc o pomocy. Na co dnia drugiego stycznia
Zjechał tu do Żywca cały rząd kryminalny.
89. Bo węcej ja[k] stopięćdziesi ąt współbratów winowajców,
Protektorów i fawentów już siedziało w hajsów(?).
Tych wszystkich było trza wysłuchać, aby sprawiedliwie
óżnić mniej od więcej winnych i sądzić prawdziwie
90. Ten sąd standrechtyczny rzadko praktykowany
Tu z Żywca tam do Wieprzu i Milówkę przeniesiony.
Od drugiego stycznia aż dc trzynastego
W dnie i w nocy pisowali, aż dn’£. tego 200 wysłuchali.
91
Kurjerowie rozchodzili jeżdżąc i w karetach,
Pieszo biegunowie latali do zwierchność i [w] wedetach,
Aby łapać i sprowadzić na plac obwinionych,
Pod własnym odpowiedzialnością, słusznie oskarżonych.
92. Zjechał syndyk z Kęt i z Cieszyn i z miasta Biały,
Wzywani na pomoc byli od urzędu kryminalny.
Pozwany także kat wiśnicki pensjonowany,
Przyjechali także katy z Bielska i Cieszyny.
h ość porządnie byli kaci w fraki ubrani,
Zegarkami opatrzeni, czysto spucowani.
93. Pierwszy standrecht ogłoszony na dzień czternasty zrana.
r ar* hrab a z komisarzem i sędziami razem
Pojechali do Milówki. Wojsko i gajnych razem
Oberlieutnant Chotting komandyrował eskorte.
94. Sprowadzili całą zgraję inkwizytów kutych
Do Kameśnic, miejsca złoczyńczego, sutych;
Trzy szubienicy w kwadrat złożone stały.
Pod górą lud się zeszedł na podziw niemały.
95. Dekret był im przeczytany o godzinie ósmej,
Ze pierwszy Adam Pilch z Lachowic oswe (?),
85
Drugi Kulik Janek z Ustroń rodem zginie.
Trzeci będzie Janek Gomol z Wisłej rodziny,
Czwarty Hajdis Maciej tej samej wsi wieszony.
96.
V że ci cztyrzy rabusi, zbójcy, szybienic ofiary,
Byli ewanjelickiej, protestanckiej wiary,
Do Biały pastorów: c tem znawać dano,
Zęby tychże podług wiary wydysponowano.
97. Przyjechawszy smutny pastor, o owieczki baczny,
Mąż był wszystkich pochwał godzien, rozumny i zacny,
A z temi penitentami, ile się mógł bawił,
Podług swej nauki znanej na wieczność wyprawił,
98. A co przenikały serca, afekt zbudzają słowa
obrane o wieczności i Jezusie piękna mowa;
Ludzi skruszył obstających tak iż się płakaii
I pierwszy grzech i wstęp do zbrodni się lękali.
99. Oberlieutnant Chotting woła, karre się obróci,
Marsz nakaże, zwolna bliżąc do szybier cy rzuci.
Pan hrabia i pan kapitan zewnątrz karre dalej
Wedle obuch boków będąc, na koniach jechali.
100. Zaś na miejscu sędzia delegowany,
Od niego znowu kryminalny dekret przeczytany.
Przystępował kat cieszyński, obwiesił Pilcha i drug ego,
Kat wiśnick[i] trzeciego i bilski czwartego.
101. To to był ten pierwszy standrech[t], gdzie cztyrych obwieszono ;
Innych bito, innych znowu do Wiśnicz odesłano,
Aby zmniejszyć liczbę inkwiżytćw więcej za niewinnych,
świadków wypuszczono.
102. Reszta zbójów tam [w] areszcie wieprzskim siedziało
I inkwizycji kryminalnej jeszcze doczekało,
* ż znowu na sieomnastsgo standrech[t] ogłoszono
I dnia ośmnastego egzekucja trzymana.
103. Pierwej niźli to opiszę, co nä drugim standrecht się stało,
Trzeba przer, ę tu opisać, co się stało, gdy Proćpaka' łapano.
Jak złapano Proćpaka, kompanja cała
Arcyzbójców strwożona w lasy uciekała.
104. Ale przecież tak zuchwała, tak i śmiała była,
Ze spotkawszy się na drodze każdego rozbiła.
Trudno wierzyć, aie prawda ; tak ich złość oślepiła,
Iż wzgardzący Proćpakowi pewniejszych się sądzili.
105. Smyrak był denuncjowany, że z dziwką na hali.
Wojsko poszło i z gajnemi, aby go chwytali.
Smyrak widząc wczas żołnirzy, strzelił do żołnirza,
Ale chybił i żołnirz skoczy, przebić chciał mordercę.
86
•
106. Tu przyskoczy dziwka z drągiem i na bajnet bije,
Ze się przeląkł wojak stary
bajnet rozpęka.
Uskoczył Smyrak i dz wka ; kuli za nirr latali,
Gajni i gonili, a przecież uciekali.
107. Aż dopiero cały okrąg lasu opasany
I, jak na wilka, polowanie z chłopami czyniono.
Wtenczas skrył się w drzewo puste, ale znaleziony,
W kajdanach i też w porwozach do Wieprz odprowadzony.
108. Ale ledwie z wozu stąpił i porwóz z szyi, brano,
Uderzy? rękami wartę i w ucieczkę dalej.
Ludzi za mm, jak [za] zającem, aż go na polu chwytano
I nazad do Wieprz do areszt oddano.
C9
A co osobliwsza w rzeczy, własny stry[j] go chwycił,
Bo lubo młody i też silny, zmordowany z strachu
Smyrak zgoniony oddechu nie zyścił.
110. Potem gdy ten Smyrak w nocy był konstytuowany,
Aby dał do protokołu zbrodni swe i był pytany,
Ciągła się ta i nkwizycja a[ż] po północy, a wachtarzy x) wyśli ;
Uważając ten złoczyńca okoliczność, myśli.
111. Stojąc blisko sędziowi, pociągał kajdany
I ogląda, się na wszystkie strony ; aż piszący postrzegł,
Ze jest bez obrony.
112. Już zbój z kajdanami na niego zamierzył
1 szczęściem tylko cofającego śmiertelnie nie uderzył ;
Bo dezerter ten dobrze wiedząc, że do rejmentu odesłany
I tam już jedno, czy mniej, czy więcej będzie zawołany.
113. Taka złość tego Smyraka. Miałby zysk sowity
Owże sędzia, gdyby od dezertera szelmy był zabity.
Bo ktoby zabitemu nadgrodził tę stratę?
A zbójca gorszą nie miałby zapłatę.
1 14. Przyznał nareszcie, co narobił złego,
kczono pięćdzieście dziewięć rabunków jego
Z mordami sześciu, z których miał pieniędzy
Dwieście cztyrydzieści ryńskich schowane p[ieni]ędzy
Za piecem w chałupie.
1 1 5. Czwartego dnia przyszła Hanka, dziwka tej Sołtyski,
U której Pročpak był. łapany, na którą mieli spiski"*2),
Ze zbójów była wydała. Ta do aresztu była wpuszczona
Z drugą jeszcze babą, aby z nimi rozmawiać się miała.
*) Strażnicy.
2) Donosy.
1 16. Przystąpił Smyrak z jednej, Pročpak z drugiej stro.iy,
Oba na ękach muiąc łańcuch i kajdany;
Razem oba łańcuchy jej o szyje rzucili,
Ą byliby ją na śmierć byli zadusili.
117. Już piany toczyła, już wszystka zczerniała,
A zbóje jej mówią: „Tyś poczc.wa Hanka,
Serdecznie cię ściskamy, tyś nasza kochanka“.
Aż warta spostrzegła i ją ratowała.
1 18. Myślała pierw, że żarty widziała ; już umarłą
Z gwałtem ją z rąk zbćjecznych wyrwali.
Z tych dwóch przypadków łatwo pomiarkować można,
Jak śmiała dezertera zła dusza, bezbożna.
1 19. Inni zbójcy Chowaniak z Skawicy i Bulka z Rycyrki,
Jarco znowu z Kameśnicy z kompanji kilko,
We dnie Węgrów obstąpili i dwa tysięcy odbili tylko;
A teraz r.:e wiedzieli, na którą się udać stronę.
120. Nikt ich nie chc.ał przyjąć do swojej chałupy ;
Nie wiedzieli, gd.ńe skryć ostatnie rabunków łupy.
Słyszeli, co z Proćpakiem i Smyrakiem się stało.
Chowaniak ukrywał się około Skawicy.
I
_ iika i Jarco, choć nie miel dzieci ani żony,
Ułożyli przezimować przecie w tej tu strony.
Bo góral, gdzie się rodził, nie wyjdzie1) z tej dziury,
Choć szubienicy chce, przecie patrzy góry.
122. Na polanę przyśli Jurasza Michała,
-tórą naówczasie Barbara utrzymała,
Rozumiejąc, że im też tę łaskę uczyni
Co Proćpakowi niegdyż szelma gospodyni.
123. Prosili go usilnie, ażeby ich przecie
Przyjął na zimowisko, a ich miał w sekrecie ;
Pięćdzieście mu dukatów za to obiecał’
1 za swe pieniądze jeść kupować chcieli.
124. Przyjął ich Jurasz chętnie, gdy do niego przyśli,
Sekret im przyrzeka, acz co inszego myśli;
Usługuje im ochotnie, daje co jeść może,
A kilka dni u siebie trzyma ich w komorze.
125. Nareszcie mow.: „Bracia, wiecie co? Mi trzeba
Kupić, bo już nie mam bułki, ani chleba“.
2 ochotą oni zhó’ e na to wnet przystali,
Ażeby zapas kupił; pieniędze mu dali.
’26. Więc im mówi Jurasz: „Bądźcież tu w chałupie,
A -ja się śpieszam i wrócę, jak tylko co kupię ;
1) W rękopisie: wędzie, może gwarowe: wyńdzie.
88
Niech wam nie będzie tęskno, eżeli coś zabawię“.
A myślał już u siebie- „Ja wam bankiet sprawię!"
127. On śpiechał do Milówki, gdzie sąd się już znajdował
I o aresztantach w areszcie się informował.
Wtenczas przed komisją Jurasz Michał staje,
Ze są u niego Bulko i Jarco znać im daje.
128. Opowi, kiedy przyśli, co robią i co wiedział,
Ví iernie to komisji wszystko odpowiedział.
„Dobrześ robił, człeku, baidzo dobrze wcale,
Ze donosisz zbó-ców tajemne skrycie, Michale.
129. „A za to masz i tagliją1) urzędownie wyznaczoną,
Przez wyszą komisją zaraz wypłaconą“.
Zaraz dysponowano, aby wojsk[o] i gajni
Pośli za Michałem i złapali tajnych.
130.
omenda poszła bez zabawy za tem chłopem
Na polanę Barbaryczną nazwaną Przysłopem ;
Obstąpił: tę chałupę naokoło w zborze.
Postrzeg[ł]szy zbóje, kręć: ć chcieli jak w soli piskorze.
131. Bulka mówi: „Otóż, bracie, oknem uciekajmy".
Jarco powi: „Stójmy, bracie, brońmy się, strzylajmy".
I choć oba byli zbójcy arcywywołani,
Tu niecnotom przecież drżeli żyłki pod kolany.
132.
A lubo dwie fuzje i śtyry pistolet mieli,
Ich używać w takim razie przecie me wiedzieli ;
A gd; ryknął wojak stary: „Zaraz tu otwieraj,
Inaczej wyłamać będziem, a członki twoje zbieraj",
erzyli z kolbą o drzw; i nagle się otworzyły;
A zbójmcy z fuzją w rękach nie zdaleka stanęli.
Odwaga, śmiałość, męstwo serca im wnet odpadła,
Gdy widzieli tyle gwerów celujących na to stadło.
134. Przyskoczywszy gajni zaraz chytać za kołtony,
Drudzy prędko z pqrwozami związali tych patronów,
A prędko chodząc z tej polany do Milówki przybyli,
„Już jest po nas !“
sobie myślili, a sie nie przeciwili.
135. Na inkwizycji też bez bicia chętnie przyznawali,
Co zbroili, kogo bili i gdzre co zrabowali.
Sam Bulka przyznał się dc 95 rabunków
W drcgpch, w lasach i komórkach i takich sprawunków.
136. Jarce przyznał, że rabował sześćdziesiąt cztyrych ludzi
I dość weseli w odpowiedziach, często śmichu w[z]budzi.
aglohn, tutaj w znaczeniu nagrody.
89
U Bulka znaleźli jeszcze uwieście pięćdziesiąt w złocie,
A u Jarca cztyrysta trzydzieści ryńskich schowanych w błocie.
137. Niezliczone były fanty, co ludziom ukradli,
W lesie, w jamie zachowane, które na jaw padły;
Resztę już po różnych miejscach spólnicy przedali,
A część jednę lilubionom dziwkom rozdawali.
138. Ogłoszono, aby wszyscy, którzy szkodę mieli,
Przyśli sobie do Milówki i rzeczy obierali
Cały majątek owych zbójców, jak miarkują insi,
Wynosiło dwa tysięcy lub więcej może ryńskich
139. Dwa tysięcy i sto ryńskich ekspensa zwierchność datuj ;
I na stratę wiele poszło, co ta nie rachuje.
A tych dwóch dezerterów wisżać się nie godzi,
Bo ch odesłać z species factum do rejment przychodzi.
*
*
*
140. Teraz dalej drugi s'-andrecht jak się odprawiło,
Słuchaj, przyjacielu! Siedmnasty stycznia było,
Gdy sędziowie, jak w kolegjum, wota swoje dali
I dekreta na dwudziestu cztyrych ferowali.
141. ) wyszedł jutro ośmnasty na egzekucją wyznaczony,
Którego dnia znowu zbójców sicdm obwieszono ;
Pierwszy Wojciech i Sebastjan oba Chowaniacy
Pośli razem na szybienicy, bracia nieboracy.
142. Trzeci Maciek, czwarty Błażej bracia Mazury
Do szybienicy byli wołani i ciągnioni do góry ;
Piąty był Walenty Mrowieć, szósty musiał cp eszyć
Marcin Polak z kompanji, musiał z nimi wisieć.
143. Siódmy organista Błażej Sołczeński ze Skawicy
Prowadzony był w kajdanach tam do szybienicy;
Był on. złodziej starodawny, już trzykroć w kryminale,
A teraz on był w kompanji, kiedy księdza skradli.
144. Lecz i prawdę powiedziawszy, sam ksiądz sobie winien,
Bo się z pieniądza przed babą chwalić nie powinien,
Co przyznała w kryminału ChowaniaCzka młoda,
Sekretu reszta rzeczy prawie śmiechu godna.
145. Na tej sesji także w sądzie inni zasiadali,
Sędziowie z Kęt i z Biały wota swoje dali;
Zaraz zrana o ósmej był ten dekret przeczytany,
Za jaki ekcese który rabuś był ukarany.
146. Do tego aktu byli księdza z okolic wołani,
Aby na śmierć delikwentów wydysponówali ;
90
Co się stało z każdym oswie (?) w prezencji urzęda
Standrechtego, w przytomność wojskowego rzędu.
147. Wojsko to, co tam na pierwszym standrechcie służyło,
Też i na tym swoją służbę porządnie odbyło.
Wysłuchawszy tam spowiedzi prosił Pawlusiński,
Godny prałat, ksiądz kanonik, proboszcz jeleśniański,
148. U urzędu kryminalnych sędziów o słuchanie
I uprosił za organistem łaskawe wypuszczenie ; ■
Przyłączyli ku tej prośbie niektórzy sędziowie
przemienili śmierci karę na areszt dożywotny.
149. Po południu pierwsza była aż się rzecz skończyła ;
Cztyrych przeszłych gdy odcięto, pod szybienicą zaryli.
Sześciu znowu powieszono na strach przytomnego
Ludu, który kilkanast tysięcy się schodziło
III. Stanùrecht.
150. uroćpaK jeszcze był schowany, bo go używali
Do przekonania inkwizytów, gdy się zaprzeczali ;
Każdy z nim konfrontowany przyznać zbrodnie musiał,
Gdy mu Pročpak wbrew w oczy, co ćw zbroił, wyczytał.
151. Aresztowania nie było końca, w dzień i noc trwało,
Ustawicznie wi^c a więcej zbrodnie się odkrywało,
A wszyscy ludzie w okolmy w wielkim strachu byli,
Czyli nie pozwani będą, aby o czym świadczyli.
152. Mandat po mandacie wyszedł, wszędzie rozpisany,
Aby każda zwierchność ściśle rabusiów odstawiła ;
A że gniazdo tych rabusiów było w Kameśnicy,
A drugie był w kameralnej dziedziny Skawicy,
153. Zwierchność kameralna pilna i troskliwa była,
Aby co komisja chciała, wszystko dopełniła.
Te mandata ściśle dane, nie były to żarty,
Rozkaz tejże, kto nie pilnił, poddán był pod warty.
154. Eo gdzie idzie o rzecz wielką, jak jest pokój publiczny
I pewność życia i majątku, tam rozkazy ścisły;
Który opieszałym zdawał, trzymano zbójców spólnikiem,
A wpadł w inkwizycji, iako uczestnikiem.
155. Wszystkich, którzy niegdyż kiedyż z [z]bójcami hulali,
Ci, co proch i śrót i kule im kiedy kupowali,
A co z : imi tańcowali jadali i pili,
Połapano i rózgami karali ich i bili.
156. Zołnirzy po wszystkich wioskach byli rozłożoni,
A którego opis przyszedł, zaraz pojmany ;
91
Co na inkwizycji tamtej spólnicy wyznali,
Na kogo imieniem i nazwiskiem, zaraz cytowali.
157. Sędziowie na trzech miejscach dzreń i noc pisali,
A- się, gdy nie było można wytrwać, się oblizowali *) ;
Banki*2) stały, rózgi brzmiały; „Przyznaj się“ ! — krzyczano;
Mało który był niewinny, zaraz był puszczony.
158. Taką pracą standrech[t] trzeci na dzień stycznia tego
Destinatum dziewiętnasty przeczytany dekret jego.
Na hak szybienicy byli tego dnia skazani
Pierwszy Tomasz Teodor i Tomasz Tomasny,
159. Trzeci Józef Wojtasz, czwarty Joachim Pietrasin,
Piąty był ów Józef ba;czak i brat jego Wawrzyn,
A gdy już na szybienicy tam wisiało tyle,
Siódmego też obwiesili to Wojciecha Hylę.
160. Taka sprawa surowość: ludncść wskroś przenikła;
Jedni, prawda, to chwalili, drudzy ubolewali ;
Każdy zdrętw ał od bojaźń, wyrzeka się złości,
Osobliwie gdy zrozumiał, że jeszcze z tym niedośc?
IV. Standrecht.
161. Temczasem ci sędziowie w pracy nie ustali,
Wciąż w robocie wysłuchali, protokół pisali.
Znów złożony standrecht czwarty stycznia dwudziestego,
Sądy sesją odprawiły dnia dwudziest drugiego
162. Tu te wota różne padły; jedni dowodzili,
Ze ci wszyscy osądzeni wisieć tylko mieli,
Drudzy miłosierdziem ruszoni się przeciwiali:
„Czyli już, jak wróble, wszystkich będziemy wiszali?“
163. Jak daleko już rabustwo przyszło w tej tu stronije],
Dowód pisze ciekawości o kubity sprawie.
Kamniska Regr a, chłopska żona, z wsi Przyborowa,
Widziała raz u Pawła Golca sąsiada swego, Kota.
164. A namawia brata swego i Tomasza Szósta,
Ażeby gdzie zastąpiwszy odebrali grosza,
Co z bilizną handlował był, uzyskawszy kupstwem
I oszczędzał setne ryńskich, bo on nie był głupcem.
165. „Zastępujcie brat i Tomasz jemu gdzie po drodze!“
Co robili i odebrali w zonadrze pieniądz Golcu.
Do tego się też przyłączył Kuba, mąż tej żony;
Czatowali kilka dni na Golca, przygotując szpony.
*) Zmieniali się, luzowali się (ablösen).
2) Ławki.
92
166. Aż on przecie raz wyszedł za interesem w dróge.
W nocy w trzech go napadli, grosz zabrali w trwodze
Zaraz kilka dni potemu, kiedy się to stało,
Kto ci zbóje w nocy byli, wszystko się wydało.
167. Kamniskiego z żoną jego, Tomasza i brata
Do aresztu gromada brała i sądzili kata,
Bić kazali, srodze bili, po chłopsku katowali,
A Golcowi drugie tyle za szkodę oddali.
168. Ten występek także isty do komisji ciągniony,
A urtel *) byt ferowany, aby był wisżony ;
Ale że przed promulgacją standrechtu się stało,
Toż sentencja na opugnę drugich mitygowała.
169. Sesje i kary różne trzy dni przetrwały,
Aż dnia 25 stycznia przerwę sprawie dali ;
Dwudziestego więc szóstego znowu zaczynano
1 dekret na resztę zbójców był zaś przeczytane.
170. Klemens Ficek, łotr i rabuś rodem ze Skawice,
Jan Duchała z Koszarawy, trzeci z Lachowicy12)
Tomasz Pindel i nareszcie Jerzy Pročpak, główny
Herszt ich wszystkich i zabójca, karani są na porwóz.
171. Znowu co Chowaniak i inhi dezertery,
Jarco, Smyrak, Bulka, co pożyczyli (może : porzucili) gwery.
Mocno skrępowano i zakute w kajdany
Do rejmentów r.a gardło odesłani.
172. Tak w tej sprawie standrechtowej zbójców obwieszono;
Dwudziestu jeden prowadzon do szybienicy,
Czterydzieści dwa posłano na kryminał w Wiśniczy,
Tam po kije pięć codziennie, na wodzie i na chlebie
Nauczają ich ta myśleć o cnocie i niebie.
173. Takie nieszczęście, jak iskirka zaczęło się na cielcu
I skończyło w Kameśnicy na tyie wisielców ;
Jak iskirka pożar wznici, tak tu z małej złości
Okoliczności sie zgadzali do nieszczęść ilości.
174. Nie chcę imion owyjch] pisać, którzy rózgan ' cięci,
A którzy za obwinienia do Wiśnicz są wzięci,
Pierwszych było siedymdziesiąt siedm prawie spełna3),
Drugich było cztyrydzieści jeden bez omylna.
75. Cztyrzy pośli do rejmentów, tam są zastrzylani,
A dwudziestu jeden liczył Kameśnic obwieszonych;
1) Wyrok.
2) Lachowice pow. żywiecki.
3) W rękopisie : z pilna.
93
Więc w wszystkim osądzonycn sto i trzy cztyrydzieści,
A niewinnych wypuszczono więcej jak sześćdzieści.
176. Taka straszna meaycy.ia tyle też sprawiła.
Ze od tego czasu cicho ; las i droga czyś ta,
Ani słychać o rozboju u góralach, ani o rabunku;
Każdem wisi na pąrr ięfci te wielkie lamenty.
