01fc76e31f6cbf088bc65cf0308eb9e1.pdf

Media

Part of Zabawki z roślin / Lud, 1929, t. 28

extracted text
SEWERYN UDZIELA.

ZABAWKI Z ROŚLIN.
Wyobraźnia dziecka jest tak wielka, że wszystkiemu do­
okoła nadaje kształty fantastyczne, wszystko ożywia, maluje
tęczowemi barwami, wszystko dookoła przekształca w świat
z bajki i raduje się tern szczęściem urojonem.
Chłopczyk dosiada kijka, niby wspaniałego rumaka i harcuje na nim dookoła stołu, gdy tymczasem siostrzyczka jegó
mała rozmawia z lalkam' urobionemi z gałganków.
Starsze dzieci potrafią także każdej rzeczy użyć za za­
bawkę i bawić się nią lepiej, niżefi kupnemi, bogatemi cackami.
Dzieciom wiejskim, żyjącym ciągle na łonie przyrody do­
starcza ona przez rok cały nowego materjału na zabawki. Pra­
wie każda trawka, każdy kwiatek da się użyć do tego celu,
a jak jest bogaty, jak różnorodny i jak zużytkowany ten materjał roślinny na zabawki tworzone przez dzieci wiejskie, mie­
szkające w granicach województwa krakowskiego, niechaj po­
każe poniższy wykaz.
Niektóre z tych zabawek, czy gier, jak np. gra w zielone,
wicie wianków, linienie piszczałek z wierzby znane są szeroko
i daleko w świecie, niektóre znów mają już kilkowiekową tra­
dycję. Zestawiłem je według pór roku od najwcześniejszej wio­
sny do późnej zimy. Nie obejmują one wszystkich znanych
w Polsce a prawdopodobnie nawet wszystkich, jakiemi dziatwa
i młodzież zabawia się w województwie krakowskiem.

Gra w zielone.
Z utęsknieniem wyczekują wiosny i starsi i młodzi i z ra­
dością witają każdy objaw w przyrodzie zapowiadający zbliża­
nie się tej pięknej pory roku. Pierwsze, rzadko jeszcze znajdy­
wane listki zielone, naprowadziły na myśl gry w zielone.

59

Oto dwoje dziec umawia się ze sobą, że każde musi wy­
szukać i nosić przy sobie listek z eiony, świeży (nie z wazonika)
i na każde żądanie, wypow.edziane słowami: „masz zielone?“,
pokazać drugiemu. Kto zielonego listka świeżego (bo zwiędły
nie ważny) nie ma przy sobie, ten przegrywa i daje umówiony
zakład.
Czasem chłopiec ściągnie korę z pręta wierzbowego, jak
na piszczałkę, zatka rurkę z obydwóch końców korkiem z pa­
tyka, do jednego korka wetknie szypułkę z listkiem zielonym,
ale do rurki nalewa wody i zatyka tym korkiem z listkiem zie­
lonym, wkładając listek do V'ody. Listek we wodzie nie więdnie
i nie zesycha się. Rureczkę tę wierzbową z „zielonem“ noszą
w kieszonce.

Granie na listka trawy.
Dwa wielkie palce u rąk składa się ze sobą, a między nie
wsuwa długi listek trawki i dmie między palce. Trawka drga
i gra, piszczy.

Kogutek.
Kawa 'e.< patyka wierzbowego, obranego z kory, grubości
mniej więcej wielkiego palca u' ręki, a długiego na 10 do 15 cm,
wycina się, jak na rysunku. Między patyk a wydętą z niego
trzaskę wkłada się sze­
roki listek trawy.
Trzymając ręką
ten przyrząd i naciska?yc- 35. Kogutek,
jąc palcem zleicka trzaskę, aby nie spadła i nie pozwoliła wy­
paść listkom, dmucha się dosyć silnie w szczelinę z listkiem,
co wydaje głos pisidiwy.
Ta zabawka nazywa s;ę kogutkiem, bo można z niej wy­
dobywać głos podobny do piania młodego kogutka.

Skowronek.
Z patyka okrągłego, najczęściej wierzbowego, grubości mniej
więcej wielkiego palca u ręki, wycina się małe kręgielki, najwyżej
na 5 cm wyso.de i to są skowronki, które będą się unosić wy-

60

soko w górę. Trzeba tylko wystrugać jeszcze małą deseczkę,
około 2 cm szeroką, a 10 do 12 cm długą.
Deseczkę tę kładz:emý na kamieniu tak,
aby w dwóch trze cich
częściach spoczywała na
nim, a trzecią częścią wy­
stawała nie podparta,
wolna. Na końcu de­
seczki, spoczywającym
na kamieniu, stawia się
Ryc. 35. Skowronek.
„skowronek“, a drugi ko­
niec deseczki uderza kijkiem raz szybko i mocno.
Wtedy skowronek wyskoczy w górę vysoko, bo gc pod­
rzuci koniec deseczki, na którym spoczywał.

Piszczałki z wierzby.
Gdy tylko na wiosnę miazga puszcza w prętach wierzbo­
wych, zabierają się chłopcy do linienia kory na piszczałki.
Upatrzoną gałąź wierzby, gładką, bez sęczków i wyrost­
ków wycina się z drzewa, przykrawa na długość upragnionej
piszczałki, następrre obija lekko miejsce w miejsce około kija
albo trzonkiem noża (najczęściej kozika), albo gładkim dosyć
grubym patykiem, aby ułatwić odstanie kory i lekkie jej ścią­
gnięcie. Gdy popróbowawszy poczuje się, że kora już zejdzie,
wycina się przy ustniku otwór, korę ściąga, przycina z pa­
tyka korek do ust a często i drugi dla zatkania piszczałki
u dołu i instrument muzyczny gotowy. Pamiętać jednak trzeba,
że korek do ust musi być po jednej stronie wzdłuż lekko ścięty
płasko, aby w czasie dmuchania do piszczałki powietrze mogło
się tędy przecisnąć. Korek ten wsuwa się tylko po otwór wy­
cięty w korze.
Piszczałka cieńsza i krótsza wydaje ton wyższy, a dłuższa
i grubsza ton niższy.
Chłopcy rob:ą także z kory wierzbowej piszczałki inne:
rurki wierzbowej nie zatykają korkiem z żadnego końca, ale
naprzeciw otworu wyciętego w kor?e feil 'ają na ukos piszczałkę.
Aby grać, trzeba tym końcem przyłożyć piszczałkę do ięzyka
i dąć.

61
Trzecią piszczałką robią w ten sposób, że koniec ściągnię­
tej kory, który ma się trzymać w ustach, oskrobuje się z zielo­
nego naskórka tak, że zostaje tylko spodnia warstwa kory
cienka ' przy dmuchaniu w piszczałką drgająca, przyczem wydaje
głos, jak trąbka dziecinna. Ta piszczałka zowie sią pierda.

Łańcuchy z mleczu.
Zrywa sią kwiaty mlecza-dmuchawca z możliwie długiemi
szypułkami, obrywa kwiaty, czy pałki z nasieniem, szypułkę
zwija w koło i cieńszy jej koniec wtyka w otwór dolnego,
szerszego końca. Przez to kółko wkłada sią drugą szypułką
i zamyka w kółko ; przez nie trzecią i tak dalej, aż sią utworzy
łańcuch dowolnej długości, według upodobania.

Oczka tęczowe w trawce.
Łodygą cienką i giętką trawy zagina sią, aby utworzyła
małe, podłużne oczko. Wkłada sią je następnie w usta i lekko
posuwa, wyjmując, przyczem zaciąga sią śliną to oczko w trawce,
a powstar.e r.iby szybka szklana ze śliny. Teraz zrywa sią
mlecz (ostromlecz = Cyparibias) i delikatnie zapuszcza wydzielającem sią mleczkiem ową szybką ze śliny. Wtenczas szybka za­
czyna się zabarwiać i mienić kolorami tęczowemi.

Batog z sitowia.
Na mokrych łąkach i w rowach przydrożnych rosną kępy
sitowia. Chłopcy wyrywają długie a nie grube pędy, dobierają
równej długości 6, 9 źdźbeł, wiążą mocno jednem sitowiem
z końca grubszego w pączek, a potem począwszy od tego zwią­
zania, biorą w palce po dwa, czasem po trzy pędy i plotą, jak
warkocz, w trzy, niekiedy w cztery pasma. Koniec cieńszy
wiążą też mócno sitowiem, aby sią batog cały nie rozplótł.
Harapem takim smagają, popędzając bydło, a nierzadko
jeden drugiego skropi przez plecy
Czapka z sitowia.
Do tego trzeba więcej sitowia, niż na baty. Dobrane i zrówna­
ne pędy końcami grubszemi splata sią ze sobą tak, jak bławatki
przy wiciu wianka. Cała zaś część źdźbła nie spleciona wisi

52

wolno. Gdy już plecionka jest tak długa, iż obejmie głowę,
wiąże się sitowiem mocno początek plecionki z końcem, potem
wolno w'szące źdźbła zbiera razem i ponad plecionką w górze
wiąże silnie, pozostawiając jeszcze nad tern związaniem końce
sitowia niby pióropusz. Czasem znowu te końce plecie się
w trzy lub cztery warkocze i zdobi niemi wierzchołek czapki.

Fartuszek z sitowia.
Tak się plecie sitowie, jak na czapkę, ale nie wiąże się
wolno wiszących części pędów, bo one spuszczają się na dół,
tworząc fartuszek.
Sikrwka z bzu.
Kijek z bzu czarnego do 20 cm długi, a średnio gruby
oczyszcza się z rdzenia, wypychając go odpowiedniej grubości
patykiem. Tak uzyskaną rurkę zatyka się na jednym końcu
korkiem, sporządzonym z patyka wierzbowego. Korek ten musi
szczelnie przylegać do wnętrza rurki, a w środku (w rdzeniu)
mieć przewiercony mały otworek.
Teraz trzeba zrobić z jakiegoś patyka tłok, który lekko,
swobodnie będzie wchodził otwartym końcem rurki (naprzeciw
korka) dc środka. Koniec tego tłoka owija się silnie szmatką
i okręca nitką, aby się ta oprawa nie zesunęła, a ma być tak
gruba, by szczelnie przylegała do ścian rurki bzowej. To owi­
nięcie tłoka przed użyciem trzeba zamoczyć w wodzie, żeby
dobrze zawilgłc, a przez to przylegało szczelnie do wewnętrz­
nych ścian rurki.
Tak przygotowaną sikawkę używa się w ten sposób:
wtyka cię tłok do wnętrza rurki aż do korka, a trzymając lewą
ręką za sikawkę, a prawą za tłok, wkłada koniec z korkiem do
wody i trzymając go w wodzie zanurzony, wyciąga powoli
tłok aż po brzeg ; wtedy między korkiem a tłokiem powstaje
próżnia, w którą wpływa woda i wypełnia całą. siKawkę. Na­
pełnioną sikawkę wyjmuje się z wody, a wpychając tłok, wy­
ciska wodę daleko.
Pukawka z bzu.
Przygotowuje się patyk z bzu, jak na sikawkę, tylko nie
zatyka żadnego otworu korkiem, ani nie owija końca tłoka
szmatką, czy nitką.

63

Aby z tej pukawki strzelać, skręca się z miękkiego pa­
pieru i dobrze ugniata (najczęściej chłopcy gryzą papier) kulkę
z papieru szczelnie przylegającą do otworu pukawki i wkłada
do rurki bzowej jedną kulkę z jednego końca a drugą z drugiego.
Gdy się wpycha tłokiem jedną kulkę do środka — a je­
żeli kulki dobrze przylegają do ścian rurki i nie wypuszczają
powietrza z wnętrza — to powietrze ścieśnione wypycha z hu­
kiem kulkę z przeciwległego końca i pukawka puka, strzela.

Pistolet z bzu.
Z rurki bzu robią też chłopcy bardzo dowcipnie a prosto
skonstruowany pistolet. Do tego celu ucinają gałązkę z sękiem
(miejsce, z którego wyrastają liście) z jednego końca. Wydrą­
żają rurkę aż do sęka, bo przez niego nie p-zebiją rdzenia,
gdyż w tem miejscu rdzeń jest zdrzewiały. W wydrążonej czę­
ści wycinają z dwóch stron naprzeciwległych podłużne do 4 cm
długie otwory, w któ­
rych mógłby się poru­
szać swobodnie wetknię­
ty patyk. Pod sęczkiem
wywierca się okrągły
otwór na wylot. Teraz
dobiera się odpowiedRyc. 37. Pistolet z ru/ki bzowej.
niej.grubości gibki (sprężysty) pręcik wiklinowy, jednym końcem osadza się go stale
w wydłubanej dziurce pod sęczkiem, a arugi wsuwa w po­
dłużną szczelinę w rurce tak, aby koniec wystawał' z drugiej
strony i za pociśnięciem palca posuwał się w tym otworze.
Teraz do otworu w rurce wsuwa s:ę mały patyczek, pi­
stolet trzyma w prawej ręce, jak zwykły pistolet do strzelania,
wskazującym palcem pociąga wystający koniec pręcika, który
po usunięciu palca, z powodu swe; sprężystości, chce przyjąć
poprzednie położenie, prztyka i wyrzuca kołeczek wsunięty
w otwór, niby nabój.

Panna z maku.
Jeże! listki kwiatu maku polnego odwrócimy w dół, to
utworzą sukienkę lalki, której biust i głowę tworzy słupek

64

i pręciki, znajdujące się wewnątrz kwiatu. Tak robią dziewczęta
z tego kwiatu panienki. To też w Sądeczyźnie nazywają
kwiaty maku polnego pannami.

Strzelanie z listka maku.
Zwija się rękę w pięść. Na wierzchu lewej pięści od strony
wielkiego palca kładzie się listek kwiatowy maku ; gdy się
w niego uderzy silnie z góry prawą dłonią, to strzeli. Albo:
Duży listek kwiatu maku polnego składa się brzegami ku
sobie, aby utworzył pęcherzyk. Trzymając silnie brzegi listka
dobrze stulone, dmucha się w niego, a potem uderza nim
w czoło. Pęcherzyk pękając strzela.

Młynek z kwiatu głuchej pokrzywy.
Z łodygi głuchej pokrzywy obrywa się liście, ucina łodygę
tak, aby pozostał tylko mały kawałeczek z dwoma okółkami
kwiatowemi po obydwóch końcach. Następnie przekłuwa się
ten kawałeczek łodygi w środku nożykiem i przez szeroką
szparę przeciąga gładką trawkę lub słomkę. Otóż i młynek go­
towy. Obydwoma rękoma trzyma się końce przewleczonej słcmki,
a nà kwiaty pokrzywy dmucha silnie. Wtedy obracają się szybko
około słomki, jak koło młyńskie naokoło osi.

Wianuszki.
W czerwcu, gdy między zbożem zakwitną bławaty i maki,
plotą z nich pastuszki wieńce — i chłopcy zakładają je na ka­
pelusze, a dziewczęta na włosy i tak ukwieceni wracają z pa­
stwisk do domu.

Koniki i bryczka.
Tcjad (Aconitum) zwany też: trzewiczki Matki Boskiej ma
kwiat duży niebieski, pięcicpłatkowy ; z tych jeden płatek naj­
większy ma kształt hełmu, a w nim umieszczone są dwa płatki,
w których dzieci upatrują podobieństwo do koników. To też
z kwiatu odrzynają hełm, a zostawiają tylko owe dwa koniki
i dwa boczne płatki kwiatu, co razem udaje powóz zaprzężony
parą koni.

65
Muzyka na liściu tataraku.
utarak (Acorus calamus) ma liście korzeniowe długie,
równowąskie, obosieczne w nasadzie czerwonawe, pochwłaste
i aromatyczne.
Otóż gdy na Zielone Świątki liśćmi tataraku wysypują
podłogi w chatach, a w kościele posadzką, dziec: odcinają dolne
kawałki tych liści, te pochwiaste, biorą je do ust tą stroną,
gdzie liść składa się we dwcje i cmokając w szczeliną liścia,
wydają głosy piszczące.

Dutka ze źdźbła żyta.
Zielone źdźbło żyta przycina się z grubszego końca tak,
aby ucięty kawałeczek miał 7—10 cm długości, z jednego końca
Kolanko, a z drug’ego otwór wolny. Cośkolwiek pomżej kolanka
nacina się ostrym nożykiem delikatnie języczek na centymetr
do dwóch długi. Gdy końcem z kolankiem włożymy ździeoełko
lekko w usta i zadmiemy, języczek poruszany powietrzem wdmuchiwanem, drga i wydaje głos, jak w klarnecie. Podobne dutki
robią chłopcy z treszczek gęsich piór.

łańcuszek: z pestek wiśni.
Patyk wierzbowy mały, na jeden decymetr dług:, a g-uby
na palec zaopatruje się w jednym końcu w wydłubany dołek
tak duży, aby w nim do połowy zmieściła się oestka z trześni
lub wiśni.
Do iego dołka wkłada się pestkę, a trzymając patyk
Drawą ręką, trze pestkę na kamyku płaskim tak długo, aż po­
każe się miękkie ziarnko. Wtedy odwraca się pestkę w dołeczku
w patyku i trze na kamieniu znowu przeciwległą jej stronę.
Skoro i tu zetrze się twardą powłokę pest.d, zostanie z niej
tylko pierścioneczek mały, z którego wybiera sie środek miękki.
Jest to jedno ogniwko powstać mającego łańcuszka.
Takich ogniwek robi się więcej według upodobania, sto­
sownie do życzenia, jak długi ma być łańcuszek.
Nakładanie jednego ogniwka na drugie jest dosyć trudne,
bo trzeba to robić ostrożnie i delikatnie, aby ogniwko nie pę­
kło i nie rozleciało się. Oto z jednej strony ogniwka, zazwy­
czaj tam, gdzie jest obwódka najcieńsza przecina się ją ostrym
Lud T. XXVIII.

5

66
a cienkim nożykiem, rozszerza troszkę szczelinę i przesuwa przez
mą drugie ogniwko. To przecina się także przesuwa przez tę
szczelinę trzecie i tak dalej, aż do końca.
Robienie łańcuszka z pestek wyrraga dużej cierpliwości
i zręczności.

Młynek na wodzie.
Na strudze, przepływającej wartkim pędem koło chałup,
czy przez pastwisko, — albo gdy woda płynie leniwo, to przy
pomocy kamienia lub darni robi się na niej sztuczne wodo­
spady, by woda mogła obracać kółko — stawia się młyny
wodne.
Młynek zaś budują chłopcy bardzo prosto:
Do patyka odpowiednio długiego wtykają przez szczeliny
przekłute nożem w środku długości na krzyż cztery płasko
zastrugane trzaski, a patyk kładą w dwóch o widełkowatem
rozgałęzieniu prętach wierzbowych, zaciętych u dołu ostro,
żeby się dały wbić w dno strugi. Skrzydełko koła musi zanu­
rzać się końcem w wodzie, to woaa pędem swoim będzie go
popychać i obracać cały kołowrót.

Strach z dyni.'
W jesieni, gdy dynie dojrzeją, wybierają chłopcy dużą,
z wierzchu odkrawują równo czubek, żeby stąd dostać się do
wnętrza, wybrać ziarno i wyskrobać miąższ, a pozostav /ić tylko
grubą skórę. W tak wydrążonej dyni wycinają z boku oczy,
nos, usta z zębami (otwory na wylot). W środku osadzają świecę
i w ten sposób sporządzoną głowę z dyni zatykają mocno na
kiju. Wieczór, gdy jest już dobrze ciemno, zaświecają wewnątrz
świecę i z tą głową oświeconą od środka idą na uczęszczane
drogi we wsi, pod okna chałup i straszą ludzi.

Z dzikich kćisttanów,
Owoc kasztana tak się obraca, aby z niego wyciąć jak
najzgrabniejszy koszyczek. Z góry nacina się do połowy owocu
po dwu stronach, wykrawujac uszko ; prostopadle do uszka
robi się cięcia poziome, odkrawując małe ćwiarteczka kasztana.
Teraz wybiera się' białe jądro ostrożnie, aby nie przeciąć nigdzie
brunatnej łupiny -— i koszyczek gotowy.

67

Wycina się także z kasztana bardzo ładne grzybki. Część
owocu pokrytą łupką zostawia się jako kapelusz grzyba, a pod
kapeluszem wykrawa się zgrabną białą nóżkę, na której grzy­
bek stoi.

Z głąbią kapusty.
Gdy w późnej jesieni zwożą kapustę z Dola, a w domu
wre praca nad szatkowaniem główek, ubijaniem w beczkach
i przygotowywaniem do kiszenia, dzieci obcinają grubszą część
głąbią, przykrawują na cdpowiednie kawałki, z których wybie­
rają nożykiem zgrabnie miąższ biały, robiąc w ten sposób gar­
nuszki, koneweczki, wiaderka i t. p.

Pro :? z kijka.
Dużo przyjemności sprawia chłopcom ciskanie owoców
ziemniaczanych, które w jesień- wiszą na badylach wielkie, jak
orzechy włoskie, a żółto-zielone. Gdy w czasie kopania ziemnia­
ków obrywa się badyle, chłopcy chodzą po ziemniaczysku, zry­
wają te owoce, nabijają na ostro zacięty a niedługi patyk i śmi­
gając nim, wyrzucają bardzo daleko nabite kulki.
Strzelają tak i drobnemi ziemniakami, a w lecie opadłemi
z drzewa niedojrzałemi jabłuszkami.

Korale z jarzębiny.
Skoro tylko zaczerwienieją owoce jarzębiny, już dziewczęta
proszą chłopców, aby się spinali na drzewa i narwali im barw­
nych owoców. Zdobyte kulki czerwone starannie obrywają i na­
wlekają na długie nitki, by potem ozdobić szyje swoje i włosy
takiemi tani cmi a pięknemi koralami.

Tyrkawka z łupiny orzecha włoskiego.
Łupinę z orzecha włoskiego przygotowuje się w ten spo­
sób do tej zabawki : w węższym jej końcu wycina się półko­
listą szczerbę, mniej więcej na pół centymetra głęboką, a w po­
łowie łupiny żłobi rowki na przeciwległych sob-s brzegach.
W poprzek łupiny przewiązuje się dwa albo cztery razy wokoło
mocną nitkę, wpuszczając ją w wycięte rowki, aby się nie zsu­
wała z półokrągłej skorupki orzecha — i wiąże. Teraz między
5*

dwie nitki wsuwa się płaski patyczek dosyć mocny a tak długi,
aby jednym końcem opierał się o brzeg łupiny, a drugim dłuż­
szym wystawał na 1—2 cm
ponad wyciętą szczerbę
w końcu orzecha. Tym
patyczkiem przesuwając
zgrabnie to w jedną, to
w drugą stronę, skręca się
nitkę i tak się go umoco­
wuje. Skoro po wystają­
cym końcu tego patyka
potrąca się palcem, to drugi jego koniec spada na brzeg łupki,
stukając. Przez szybkie potrącanie końca patyka ponad szczerbą
słychać więcej lub mniej szybkie terkotanie.

Tyrkawka z orzecha laskowego.
W orzechu laskowym wycina się nożykiem ostrożnie, aby
orzech nie pękł, trzy otwory; dwa większe naprzeciw siebie po
płaskich bokach orzecha, a trzeci mniejszy na jego końcu —
i temi otworami wybiera się cienkim nożykiem albo drutem
jądro, żeby została tylko łupka czysta.
Wystruguje się z patyka kołeczek na
12 cm długi z główką u góry a za­
ostrzonym końcem u dołu.
Pod główką uwiązuje się mocną
grubą nitkę; albo cienki sznureczek
długości mniej więcej 30—4C cm i owija
kilkanaście razy wokoło patyka. Na­
stępnie patyk razem z owiniętą nitką
przetyka się przez łupinę orzecha
otworami większemi, leżącemi naprze­
ciw siebie, przesunąwszy przedtem
wolny koniec nitki górnym otworem
w łupinie przez otwór boczny, mniej- Ryc. 39. Tyrkawka z orzecha
. .
i-i
i
laskowesro.
rzy, wycięty w koniuszku orzecha.
Wreszcie dolny koniec patyka wbija się w ziemniak śred­
niej wielkości i — tyrkawka gotowa.
Bawią s:ą nią w ten sposób:

69
Wielkim, wskazującym palcem lewe,, ręki trzyma się silnie
orzech, aby nie wypadł z ręki ; prawą ręką palcem wielkim
i -/skazującym pociąga się silnie i szybko za wystający koniec
niiki, czem wprowadza się w obrót wirowy ziemniak na pa­
tyku, który za popuszczeniem nitki obraca się w przeciwnym
kierunku, aby nitkę odwiniętą nawinąć napcwrót na patyk. Po­
ciąga się znowu za nitkę drugi raz, trzeci... i zabawa trwa do­
wolnie długo.

Pukanie ziemniakami.
Z gęsiego pióra odcina się treszczkę, z niej także cieńszy
koniec i wyjmuje duszę. Z patyka (bardzo dobry jest z miotły)
robi tłok odpowiedniej grubości do tej treszczki i pukawka gotowa.
Ziemniak surowy kraje się w talarki, aby mieć naboje do
pukawk'.
Teraz treszczkę pióra wtyka się w talarek ziemniaka na
wylot a wtedy małe kółeczkc z ziemniaka zostaje w otworze
treszczki. Tak samo robi się z drugim końcem piórka.
Aby wystrzelić, przesuwa się tłokiem kółeczko z ziemniaka
z jednego końca treszczki, a zgęszczone powietrze między oby­
dwoma kółkami wypycha ziemniak z trzaskiem z przeciwnej
strony poruszającego się tłoka.

Wiatraczek ze słomy.
Bardzo kunsztowni ; zrobiony jest wiatraczek ze ździebełek słomy: do dłuższej i grubej słomki wtyka się napoprzek
przez wycięty otwór cieńszą słomkę i ten krzyż jest główną pod­
stawą całej budowy.
W poprzecznej, krót­
szej słomce Wykluwa
się grubą igłą lub
szpilką po dwa otwory
z każdego końca. Do
tych otworów wtyka
się z dołu i z góry
dwie cienkie a dwa
razy złamane w kształRyc' 40' Wiatraczek ze s,om^
cie litery dużego U, zawdziawszy przedtem na każdą wiatra-

*

70

czek sporządzony z trzech krótkich a grubych słomek. W po­
bliżu tych wiatraczków w najdłuższej słomce wycina się także
otwór, aby nim pędziło powietrze^ gdy się będzie dąć w słomkę.
Skoro się teraz dmie w dłuższy koniec słomki, to oba
wiatraczki kręcą się szybko wokoło.
JOUETS CONFECTIONNÉS DE PLANTES.
La nature, entourant continuellement res enfants campag­
nards leur procure tout le long de l’année, toutes sortes de matière
pour les jouets.
Dans le palatinat de Cracove, les enfants produisent des
jouets suivants.
Ils jouent „à ja feuille verte“, ou bien ils jouent sur une
feuille mise entre les deux pouces de la main.
Cn joue au „cocq“, quand on souffle dans une /ente, coupée
dans un morceau de bois, dans lequel on a mis avant un' brin d’herbe
(Tab. 35.). „L’alouette“, c’est une petite quille de bois (de saule) qu’on
pose sur une p. anchette, mais seulement sur le bout qui repose sur
une pierre, l’autre bout reste sans appui et on le frappe avec un
bâton, c’est ainsi, que ,,1’alouette“ s’envole en haut (Tab. 36). Les
enfants font aussi des sifflets de saule, des chaînes de laitue, un
fouet, un bonnet et un tablier de jonc. Ils font au surplus,, une
seringue, une canonnière et un pistolet de lilas (Tab. 37).
On joue encore sur une feuille d’acore (Acorus calamus)
ou bien sur une tige de seigle.
Les autres jouets sont: une chaînette de noyeaux de cerise
et le moulin sur l’eau.
Ils découpent de châtaigniers sauvages de jolis corbillons ou
de champignons ; ils arrangent du trognon de chou avec un petit
couteau, des petits arrosoirs, des seaux etc. d’une courge creuse
ils font un croque-mitaine. Les jeunes filles emploient des coraux
du sorbier, ses fruits rouges, pour les filer sur de longs fils avec
lesquels elles s’ornent le cou, et les cheveux.
On forme une cliquette de l’écorce d’une noix (Tab. 38), en
fixant sur cette écorce, à l’aide d’une ficelle, une baguette plate.
Le plus long bout de la baguette avance hors de la découpure
de 1 écorce de noix. Quand on touche ce bout de la baguette a^ec
un doigt, son autre bout en tombant sur le bord de l’écorce produit
un bruit. Les enfants font aussi des cliquettes de noisettes (Tab. 39).
Us forment un petit moulin à vent de paille, en employant
des brins de paille, plus épais ou plus fins, assortis selon le besoin
(Tab. 40).- On découpe une ouverture dans le brin le plus long
et le plus important, non loin de moulins : quand on souffle dans
le rrfn le plus long, 1 air en sortant par l’ouverture, met en mou­
vement les moulins à vent.

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.