c22641228bef2084e85a356a96eb5c5d.pdf
Media
Part of Peregrynacja Maćkowa / Lud, 1929, t. 28
- extracted text
-
jULJAN KRZYŻANOWSKI
.„PEREGRYNACJA MAĆKOWA“
(SZKIC Z DZIEJÓW ROMANSU STAROPOLSKIEGO)
(THE PEREGRINATION OF MATHEW — A POLISH 17-TH CENTURY
STORY OF THE BARLEY LAND (LAND OF COCAYGNE, SCHLARAFFEN
LAND).
TREŚĆ: 1. Treść „Peregrynacji“ i jej stosunek do „wypraw“ sowizrzalskich.
2. Koncepcja „świata na wywrót“ jako podstawowa cecha „Pere
grynacji“. — 3. Związek powiastki polskiej z „Finkenritterem“. —
4. Kruegera „Hans Clawert“ i jego oddźwięk w przygodach Maćko
wych. — 5. „Kraj Jęczmienny“ i jego stanowisko wśród powiastek
o Cuccanii, Cocaygne, Szlaraffenlandzie. — 6. Epizodyczne ustępy
„Peregrynacji“ (wojna Kleszcza z Słowikiem, pobyt u doktora i palodystyczne recepty, łan hreczki). — 7. Elementy polskie w po
wiastce (satyra na Mazurów, ironiczne wycieczki przeciw cudzoziemszczyźnie, styl parodystyczny). — 8. Pogłosy „Peregrynacji“
w literaturze polskiej. Wartość jej estetyczna.
1. Wśród utworów, zaliczanych do t. zw. literatury ,,sowizrzalskiej“, powiastka o „Peregrynacji Maćkowej“ zajmuje
miejsce wcale odrębne i bynajmniej niepoślednie. Znana dawniej
szym historykom literatury, począwszy od Juszyńskiego, który
określi! ją jako „najgrubszą bazgraninę stylem zepsutego mazo
wieckiego dialektu“, co po nim powtarzano niejednokrotnie
(Wiszniewski, Kondratowicz), udostępniona w marnym zresztą
przedruku pod koniec w. XIX1), opisana ostatnio dokładnie pod
względem bibljograficznym w nieocenionej książce Badeckiego,
gdzie podano również wszystkie niemal dotychczasowe wiado
mości o tem dziełku*2), „Peregrynacja“ jest dotąd pozycją lite
racką mimo wszystko wcale zagadkową. Ocena jej estetyczna
nie wyszła poza pogląd Chmielowskiego, który, zaznaczywszy,
że jest to „utwór rodzimy, bez wszelkich naleciałości obcych“,
*) K. Bartoszewicz: Księgi Humoru Polskiego, Petersburg
I. 99 — 113.
2J Literatura Mieszczańska, Nr. 86 — 88, Lwów 1925, 225 — 234.
i 87
odmówił mu „głębszej myśli i artystycznej ogłady“, zaznaczył
brak w nim pomysłowości i zabarwienie rubaszne1), przyczem
sąd o rodzimości, warunkujący, jak się okaże, ową ocenę, wydaje
się niezupełnie zgodny z niezdecydowaną uwagą Briicknera,
który, zajmując się głównie stroną językową „bajki ludowej“,
jak „Peregrynację“ nazwał, mimochodem napomknął, że zawiera
ona jakieś elementy obce*2).3 Efekt tego taki, że utwór, który —
jak to będę starał się dowieść — zajmuje zupełnie zdecydowane
stanowisko w dziedzinie literackiej, do której należy, został po
minięty milczeniem, poprostu przeoczony, w znakomitem kom
pendjum Boltego i Polivki'), jakkolwiek tam właśnie znaleźć
można cały materjał, na tle którego swoiste walory „Peregry
nacji“ występują w pełnem świetle.
Przed umieszczeniem jednakowoż powiastki o Maćku na
odpowiedniem tle ogólno-europejskiem, należy ją zlokalizować
na bliższem, polskiem, a więc na tle literatury sowizrzalskiej. Za
przynależnością jej do tej dziedziny przemawia jej tytuł, miano
jej autora, jej lokalizacja topograficzna, wreszcie jej słownictwc.
Poczynając więc od jej niezbyt salonowego tytułu (Percgrinacya
Maćkowa z Chodawki, Kurpetowego syna a Nawłokowego brata,
którą opisał Kopera, co dupy łata wołową gołenią na kobylim
wskazuje on, że dziełko jest owocem dobrego
humoru klechy, co „nie w ciemię bijał“ bykowcem pupilów na
ławie (kobylicy) szkolnej, — (szlachetne to zajęcie i dzisiaj, jak
wiadomo, znajduje wyraz w niezbyt parlamentarnej nazwie pe
dagogów wiejskich) — przyczem autor podpisał się formułą,
znaną dobrze z wielu innych dziełek pokrewnych, jako „Janu
arius Sovizralius pede propria Anno Domini 91073526000“
Pozatem, jeśli już nawet pominąć fakt, że „Peregrynacja Maćko
wa“ typograficznie była związana z jednym z najbardziej intere
sujących okazów piśmiennictwa sowizrzalsklego, t. j. z „Pere
grynacją Dziadowską“, po której tłoczono ją w tym samym
tomiku w edycjach z lat 1612, 1614 i 1616, w oczy rzuca się
pokrewieństwo topograficzne powiastki z całą wybitną grupą
dziełek sowizrzalskich, mianowicie z „wyprawami“ Albertusa
pergaminie),
') C h m i e 1 o w s k i-X-o s s o w s k i: Historja Liter. Pol. str. 334.
2) Z przeszłości gwar polskich, Wisła XII. 658, nst.
3) J. Bolte—G. P olivka: Anmerkungen zu den Kinder- u. Haus
märchen der Brüder Grimm. Lpzg. 1918, III. 244 — 258.
188
i jego potomka, Matÿjasza. Kleparscy ci bohaterowie nie docierali
zazwyczaj w ekspedycjach swych zbyt daleko, tonąc po drodze
w kałużach bocheńskich lub szynkach rzeszowskich. Maciek,
równie Jak tamci leniwy i tchórzliwy, wędruje pozornie dalej,
wałęsa się bowiem „w Węgrzech — około Dukle po same Ja
śliska, w Podolu — okoo Kańcugi, na Wołyniu — pod samym
Próchnikiem, w Mazosu — okoo Opatowca, w Niemcech — okoo
Bieca, na Śląsku — aze po samy Grybów“, innemi słowy „dziwacne zecy“ ogląda on w czworoboku zawartym między Karpa
tami, Wisłą, Dunajcem i Sanem, a więc na normalnem terytorjum wypraw sowizrzalskich. A wreszcie zaznaczyć trzeba, że
jakkolwiek dworująca sobie z Mazurów „Peregrynacja“ napisana
jest w gwarze „mazowieckiej“, t. zn. Maciek mazurzy i wałczy,
mimo to w słownictwie jej występują elementy, poza granicami
literatury sowizrzalskiej spotykane rzadko, jak „manusiek“,
„nanno“ i „nanko“ (ojciec), jak dobrze znana, krakowska przy
jaciółka braci sowizrzalskiej, Greta, jak wreszcie Walanty czy
Wałek (diabeł), którym Maciek hojnie szafuje na każdym kroku.
A również i motyw konstrukcyjny powiastki, podróż łako
mego leniucha, zakończona przedwczesnym powrotem do domu,
jest, jak tylko co wspomniałem, motywem dla pewnej kategorji
płodów Muzy sowizrzalskiej typowym. Motyw ten, dla uporząd
kowania całego mateijału, powiastką objętego, zasługuje tutaj
na bliższą uwagę.
Maciek tedy, sprzykrzywszy sobie pasanie cieląt i klusiąt,
zaopatruje się w zapasy na drogę, „wierdunk groszy, kukiołkę,
dwie gomołce, owsiaka pół chlebíce i kalatkę na strawę“, uzbraja
się w ojcowski kostur i rusza w świat, by zaznać głodu i chłodu,
strachu i guzów, słowem tego, co sam nazywa „pokusami“. Po
drodze stowarzysza się z czteru kompanami, ślepym, głuchym,
nagim i chromym,' towarzystwo jednak rozbija się, trafiwszy na
domniemanych rozbójników, a przerażony Maciek dostaje się na
nocleg do „dowtora“ w grodzie Głcdowie, odbywa ucieszną ku
rację, zaaplikowaną przez gospodarza, w dalszej wędrówce trafia
na szpetnego olbrzyma, Rzygońskiego, wraz z nim dociera do
zamku królewskiego w „Jęczmiennym kraju“, poczem, zatę
skniwszy za klusiętami i cielętami decyduje się na powrót do
domu. Po drodze nocuje w „jachtelu“, pustej beczce, w której
atakuje go zdechły wilk, dalej, natrafiwszy na stajanie hreczki.
189
które bierze za rzekę, nocuje na mrowisku, dalej, posiliwszy się
pieczonemi ptaszkami, znalezionemi w dziuple, oraz zapasami
jakiegoś pustelnika, dochodzi do „polskich granic“, zapoznaje się
z mazurską gościnnością, traci pieniądze i kostur, wreszcie wraca
do nanna i macierzy, odkarmia się specjałami domowemi, od
sypia przez tydzień na piecu, i wraca do pasienia cieląt.
2. Mimo pokrewieństw tylko co zaznaczonych, „Peregry
nacja Maćkowa“ różni się od dialogów sowizrzalskich już na
pierwszy rzut oka bardzo istotnie. Gdy tam mianowicie wyda
rzenia ściśle trzymają się ziemi, gdy są one pysznemi niekiedy
obrazkami obyczajowo -satyrycznemi, związanemi ze środowi
skiem, w którem się rozgrywają, przygody Maćka mają charakter
fikcyjny o zupełnie swoistem zabarwieniu. Zdawał sobie z tego
u nas sprawę jedynie Kraszewski, gdy stwierdzał, że „Peregry
nacja“ „zależy na tak szalonem przewróceniu wszystkiego do
góry nogami, że ledwie się cień jakiś rzeczy dostrzec daje“1).
Jwaga ta trafia w sedno rzeczy, choć wątpliwa, czy Kraszewski
znał termin „świat na wywrót“ (die verkehrte Welt),
stosowany do tego rodzaju utworów w Niemczech, oddaje ona
bowiem dobrze istotę ujmowania przez Maćka wydarzeń, które
go spotykają. Są to mianowicie typowe a d y n a t a czy i mpossibilia, długie szeregi sprzeczności i wszelakich absur
dów, ujętych w pewien system. Chodzi tu oczywiście o zjawisko
dobrze znane w poezji popularnej, zarówno dawnej, jak nowej.
W silvae rerum, między innemi i w „Wirydarzu poetyc
kim“ Trębeckiego, spotyka się katalogi „dziwów albo absurdów“,
jak to nazywano, w rodzaju „siekiera się rozbujała, Wisłę prze
płynęła, kobiałka się przeciwiący z pierzem potonęła“12), a to
samo stanowi temat ludowej pieśni o „kusym Janie“, którą
wiąże się z analogicznemi pieśniami nicinicckiemťj. W „Pe
regrynacji“ zjawisko to występuje na każdym kroku, albo
w postaci określeń takich, jak „noc zachodziła, ledwie byo
do wiecoru z $t|ć godzin“, albo nawet w postaci całych epizodów.
Szczegółowe omówienie ich będzie stanowiło przedmiot rozdzia
łów dalszych, tu wskazać wystarczy na jeden z nich, dobrze
znany z bajek, mianowicie wędrówkę Maćka z czterema towa
1) Wędrówki, str. 65 — 70, Badecki str. 230.
2) Brückner: Dzieje literatury polskiej, I3, 290.
3) J. S. By stroń: Polska Pieśń Ludowa, Bibl. Nar. I. 26, str. 114.
190
rzyszami. przestraszonymi przez zbójców; podejrzany szelest
w „chrześlinie“ słyszy głuchy, ślepemu coś się miga, nagi boi się,
by go nie obdarto, chromy zaś pierwszy rzuca się do ucieczki.
Niemcy, znani ze swej słabości do klasyfikowania, znaleźli
dla tego rodzaju utworów, operujących niedorzecznościami jako
elementem fabuły, specjalny termin, Luegen gedieht e1).
Koronę ich stanowi napisany po angielsku i w Anglji po dziś
dzień popularny „Baron Muenchausen“ E. Raspego, zbiór niewia
rygodnych przygód, autentycznego zresztą, Freiherra von Muen
chausen, łączący w jedną całość motywy, znane z dawniejszej
literatury niemieckiej12).. Dodać wreszcie należy, że cała oma
wiana gałąź literatury pozostaje w pewnym związku z literaturą
utopijno-satyryczną, której szczyty stanowią dzieła Rabelais’go
czy Swifta.
Fakty przytoczone, pozwalają z miejsca na zaopatrzenie
„Peregrynacji“ w odpowiednią etykietę, co oczywiście nie warteby było specjalnej fatygi, gdyby nie okolicznośę, że etykiety,
bądź co bądź, nie pozwalają nam od przedmiotu, zwanego pie
przem, wymagać właściwości przedmiotu, zwanego cukrem,
innemi słowy zaszeregowanie powiastki polskiej do odpowiedniej
kategorji utworów europejskich, posiadających pewne ustalone
właściwości, choćby błazeńską rubaszność, pozwoli nam z jednej
strony ustalić zasób „rodzimych“ w niej elementów, a wówczas
dopiero, mając odpowiednią skalę porównawczą, będzie można
mówić o stosowaniu kryterjów estetycznych. Uzyskana w ten
sposób podstawa służyć może równocześnie za punkt'wyjścia dla
studjów, zarówno literackich, jak ludoznawczych, obejmujących
z jednej strony takie grupy zjawisk, jak nasza dawna literatura
facecjonistyczna lub literatura gawędziarska pierwszej połowy
w. XIX, koncentrując^ się około postaci „polskiego Muenchau
sena“, księcia Panie Kochanku, z drugiej zaś wcale obfite u nas
bajki na temat zakładów, kto kogo przewyższy w kłamstwie
i tym podobne. Rzecz jasna, że zagadnienia te wykraczają poza
ramy obecnego studjum, którego zadaniem jest tylko wyświetle
1) Cały materjał niemiecki i część obcego omawia: C. M u e 1 ! e rFraureulh: Die deutschen Luegendichtungen bis auf Muenchhausen,
Halle, M. Niemayer, 1881.
2) Por. „The Travels of Baron Munchansen“, edited by W. Rose.
(Broadway Translations), London 1S23.
191
nie najstarszego okazu w omawianej dziedzinie tworów literac
kich, a więc „Peregrynacji Maćkowej“.
3. Przegląd popularnej humorystyki niemieckiej z przed
w. XVIII, zawarty w cytowanej poprzednio rozprawie MuelleraFraureutha, pozwala umieścić „Peregrynację Maćkową“ w są
siedztwie dwu interesujących okazów tej dziedziny literackiej
z w. XVI. Pierwszym z nich jest anonimowy utwór jakiegoś
Alzatczyka, bezzasadnie przypisywany Fischartowi, a wydany
w Strassburgu ok. 1580 jako History vnd Legend von
dem treffenlichen vnd weiterf amen Ritter,
Herrn Policarpen von
Kirrlarissa genant
der Fine ken Ritter... Nieduża ta, bo dwuarkuszowa
powiastka o przygodach „rycerza Włóczykija“ (Finke bowiem
znaczy tyle co „loser Geselle, Herumtreiber“), zdaniem prof.
J. Roltego, który wydał jej przedruk, poprzedzony przedmową1),
miała na celu wydrwić popularne opowiadania podróżnicze tego
pokroju, co sławne przygody Jana Maundeville’a, legendy o św.
Brandanie, o władcy indyjskim „popie“ Janie itp., przyczem
autor, by cel swój osiągnąć, z popularnych utworów ludowych,
bajek i opowieści, zapożyczył szczegóły, z których stworzył nową
całość. Tendencję satyryczną, podobnie zresztą jak i metodę, po
legającą na gromadzeniu absurdów, widać wyraźnie już w przed
mowie szlachetnego rycerza Polikarpa, w której poucza on czy
telnika, że opowie swe przygody, doznane na trzysta lat przed
własnem urodzeniem, za czasów, gdy wielki chan Kataju władał
Strassburgiem, gdy „Herr Johan von Montevilla“ wędrował po
świecić, a „Priester Johann von India“ był proboszczem rajskim
(„ein Probst des Paradieses“) w Norymberdze. Zaatakowawszy
w ten sposób dwie najpopularniejsze fantazje podróżnicze śred
niowiecza, przez absurdalne związanie ich postaci naczelnych
z Niemcami, Finkenritter opowiada dalej, jak dosiadłszy raka
(na drzeworytach dawano mu pod wierzch niekiedy gęś), ruszył
w drogę „auf dem Kleber Meer, jenseits dem Rennfeld, binder
dem Saltzhaus zu Muenchen, nicht weit von dem Paliast, Sanct
Patricius Fegfeür inn Hybernia... das ist in Arabia... in der gegne
Armenien“.
1) Zwickauer Facsimiledrucke Nr. 24. Das Volksbuch vom Finken
ritter. Zwickau S., F. Ullmann, 1913.
192
Po nonsensach historyczno-geograficznych wstępu, nastę
puje osiem krótkich, rozdziałków, przedstawiających osiem po
dróży („Tagreisen“) Finkenrittera, wypełnionych nonsensami sy
tuacyjnemu W pierwszej tedy utracił on sto łasztów „wody
rozumu“ („gedistilliert vernunfft wasser“), którą zabrał, mu
piraci, żeglujący po drewnianym bruku; w następnej, postano
wiwszy zostać myśliwym i polować na śledzie i kiełbasy („haering und bratwuerst zu erschiesen“), trafił na palący się
potok, który chłopi usiłowali ugasić słomą, w kraju, gdzie
zające goniły za psami a owce polowały na wilki. Dnia trzeciego,
w towarzystwie trzech kompanów, ślepego, kulawego i nagiego,
obserwował ich przygody (polowanie na zająca, którego do
strzegł ślepy itd.),następnie trafił na człowieka „utykającego na
uszy“, u którego starał się dopytać o drogę (epizod w rodzaju:
„jak się macie Bartoszu“), i na białego węglarza, wypalającego
w lesie kiełbasy. Absurdy do szczytu dochodzą dnia czwartego
i piątego, gdy Włóczykij, przeprawiwszy się statkiem przez suchy
potok, wpada do wypróchniałego pnia, nie mogąc się zaś wydo
stać przez ciasne dziupło, biegnie do wsi po topór i wyrębuje
się z drzewa, następnie gubi topór w tarninie, zapala ją, poczem
znajduje tylko drewniane toporzysko, ®am topór bowiem spłonął,
drzewce zaś wymienia na ciepłą wodę, by sobie z niej uszyć
płaszcz na zimę. Nazajutrz znowu, kosząc łąkę, potyka się w kre
tów inie, obcina sobie głowę, osadza ją na karku odwrotnie, twa
rzą ku tyłowi, głowę tę zrywa mu wiatr, on dogania ją i raz
jeszcze osadza na karku. Po zwiedzeniu wsi, w której opłotki
były z kiełbas, domy zaś z połci słoniny, i gdzie była tak duża
lutnia, że słyszano ją na dziewięć wsi, a człowiek, wpadłszy
w jej otwór, leciał przez kwadrans, nim znalazł się na dniel. pa
sowany na rycerza za waleczne pokazanie nieprzyjacielowi pięt,
Finkenritter powraca statkiem wietrznym („in ein Windschiff“)
do domu, wpada przez dach i sufit,kalecząc się dotkliwie, prze
strasza matkę, tak że ta z przerażenia wydaje go na świat.
Ostatni rozdziałek wreszcie dotyczy nieporozumień miedzy „no
worodkiem“ a akuszerką.
Widać tedy, że parodja podróży sama ma formę opowieści
podróżniczej, przyczem na treść jej składają się koncepty takie,
jak znany u nas „bigos literacki“, a więc zabawna mięszanina
absurdów historyczno-geograficznych, następnie nonsensy sytu
acyjne, odwracające normalny tok wydarzeń (gaszenie palącego
m
się potoku słomą etc.), niemożliwości fizyczne {pościg za własną
głową), wreszcie nonsensy stylowe. Te ostatnie polegają nie
jednokrotnie na stosowaniu contradiclio in adiecto (biały węg
larz, blaszane krzemienie) oraz na gromadzeniu całych łańcu
chów przymiotników, nawzajem się wyłączających. Oczywista
rzecz, efekty to są niesłychanie prymitywne, należy jednak pa
miętać, że były one obliczone na czytelników o niezbyt wybred
nych wymaganiach, oraz, co niemniej ważiie, przyzwyczajonych
do tego rodzaju płodów literackich, bajek czy iacecyj, pochodze
nia niekiedy wcale sędziwego, już bowiem wśród rzeczy opata
z Reichenau, Strabona (IX w.), znajduje się krótki wierszyk, S imilituďd imposibilium, prawiący o białych krukach,
czarnych ■abędziach, o gadających rybach i milczących
świerszczach, o wosku twardniejącym w ogniu i glinie, sztywnie
jącej w wodzie1).
Gdy, pamiętając o wątkach i metodzie ich traktowania
w „Finkenritterze“, spojrzymy na „Peregrynację Maćkową“, nie
podobna nie dojrzeć w niej szeregu analogij z powiastką nie
miecką, analogij przemawiających za ustaleniem związku bez
pośredniego między obydwu temi utworami. Obie powiastki, tej
samej niemal długości, dzielą się na dni, zaznaczone wyraźnie
w opowiadaniu Maćka („to pierwszy nocleg“, „nocleg drugi“itp.).
Następnie omówione poprzednio szczegóły topografji sowizrza!skiej, umieszczającej Kańczugę na Podolu czy Biecz w Niemczech,
przypominają fantastyczne połączenie w „Volksbuchu“ Irlandji
z Arabją i Armenją. To samo dotyczy wreszcie stylu, Maciek bo
wiem również chętnie posługuje się przymiotnikami sprzecznemi
z określanemi przez nie przedmiotami, i łańcuchami przymiotni
ków, jakkolwiek właściwość ta w „Peregrynacji“ nie występuje
tak jaskrawo, jak w jej niemieckim prototypie. O właściwości
pierwszej będzie mowa dalej (opis orkiestry w pałacu króla jęcz
miennego), tutaj zaś warto zwrócić uwagę na dwa dziwaczne
opisy osobistości:
Als die nuli hinweg kamen, da begegnet mir ein huebscher, schwacher, feiner,
grauwer,
junger,
bloeder, alter, schoener, hurtiger
mann....
a pan starosla nad nimi siedział
na fajerce, w kozusysku starym, a w
letniku paceśnym,
mlodziusieńki,
nie miał nic
na gębie, choć już miał lat do
óśmdziesiąt. ..*)
*) Dümmler: Poetae aevi Carolini. II. 392 (Mon. Germ. Fist.)..
Lud. T. XXVIII.
13
194
Z wątków natomiast bajkowych, stanowiących treść „Finkenrittera“, niewiele stosunkowo przeszło do „Peregrynacji“;
wspomnieć tu należy w pierwszym rzędzie motyw polowania na
zająca, dostrzeżonego przez ślepego, schwytanego przez chro
mego, a schowanego w zanadrze przez nagiego1). W „Peregry
nacji“ towarzystwo jest większe, należy do niego bowiem i głu
chy, przyczem kompanja spotyka rzekomych rozbójników, opis
jednakże tych rozbójników (Maciek widzi „dwóch zbójców, ta
kich jakoby zające, ale ze w karaconach, z oscepami“) zawiera
wyraźny pogłos motywu, w jego wersji oryginalnej.
Tem zresztą co najdowodniej świadczy o związku obu oma
wianych powiastek, są ich zakończenia, powrót do domu węd
rowców i odpoczynek po „niebezpieczeństwach“ („disen gefahrnussen“) w podróży doz lanych:
Mein Muetter herzu lieft erwuescht
micb in die arm und trug mich hinder den Ofen an das warm, gab mir
auch einen neugebachnen Speckkuechen, damit ich mich erlabt vnnd
wider zu mir selber kam.
i uwarzyła mać na wiecerzę kapusty garniec w kolano, i suchej
zepy z kozim smalcem i kase serwatcanej garniec, tomci wżdy był sobie
pojadł jazem poklęknął, zem się nazad wrócił z takowego niebezpieceństwa, tom cały tydzień spał na piecu
ościągnąwsy sie jako wilk.
A wreszcie, „Peregrynacja Maćkowa“, podobnie jak „Finkenrilter“, a odmiennie od innych bajek o nieprawdopodobnych
przygodach, zawiera pewiep morał, dla pożytku czytelnika po
dany w zakończeniu, oraz pewną domieszkę, samodzielnego już,
elementu satyrycznego, który zresztą tkwił również w założeniu
opowiadania niemieckiego.
4. PewiastKa o „Finkenritterze“ cieszyła się w Niemczech
dużą popularnością, o której świadczą częste jej przedruki,
i zachęcała do naśladowania. Echa jej spotykamy między innemi
w dziełku Hans Clawerts werckliche Historien,
1587, pióra pisarza miejskiego w Trebbin, Bartłomieja Kruegera12). „Historje“ te należą właściwie do niemieckiej literatury
sowizrzalskiej, składają się bowiem z przygód i kawałów nicpo
nia, wzorowanego na Eulenspiglu, na końcu tomiku jednakowoż
1) Bibljografję tego motywu, popularnego dzięki parodystycznym ka
zaniom w. XV, podają Bolte-Polivka, 1. c. str. 116.
2) Dziełko to znam tylko w wydaniu: Berlin 1588. Omawiane tu
ustępy, dla ich wyjątkowości, przedrukował O. C. Mueller-Fraureuth.
195
autor dodał dwie bajki: „Clawers Gedichte darmit er offl die
Laute vom Schlaffe ermuntert und wacker macht“. Pierwsza
z nich, nawiązująca do motywu, spotykanego w „Finkenritte
rze“, dotyczy przygody Clawerta w wieku młodym. Widząc, że
chłopcy przynosili ptaki ż gniazd wybrane, poszedł on do lasu,
zobaczył ptaszka, wylatującego z dziupła tak małego, że zaledwie
palec mógł tam wetknąć, gdy to jednak zrobił, wpadł w głąb
pnia, gdzie znalazł staw z pieczonemi rybami, polewanemi ma
słem z góry, topniejącej w promieniach słońca. Objadłszy się ryb,
Clawert nie mógł się z pnia wydostać, pobiegł więc do domu po
siekierę, by nią się z drzewa wyrąbać. Następnie zobaczył stado
gołębi, rzucił w nie siekierą, gołębie odleciały, ale pióra ich zo
stały na ziemi, okrywając siekierę, tak że Clawert nie mógł jej
znaleźć. Wówczas podpalił pierze, siekiera spłonęła, zostało
tylko stylisko, Clawert zaś, obawiając się gniewu ojca, postanonow'. do domu nie wracać.
Zaczerpnąwszy po drodze wody w połowę czaszki, głowę
bowiem miał niecałkiem zrośniętą, usnął ze znużenia i zapopomniał o głowie. Gdy po nią wrócił, spostrzegł w niej jaja ka
cze, z których wylęgnął się koń. (por. „gallinae fundant haedos
atque ova capellae“, w wspomnianym poprzednio wierszu Strabona). Na komu tym, obdarzonym niezwykłemi własnościami,
woził on podróżnych, dopóki ci, dając wyraz swemu niezadowo
leniu, nie przecięli rumaka na dwoje. Clawert zeszył połowy te
wikliną, ta zaś wyrosła w las, który właściciel wycinał i miał
z tego niezły dochód1)
W tym samym tonie utrzymana jest druga powiastka Cla
werta o przygodzie, która spotkała go w drodze między Lip
skiem i Wittenbergą. Trafił on mianowicie na zbójców w lesie,
którzy uraczyli go mięsem i piwem, potem jednakże wsadzili
■do beczki z piwa i założyli w niej dno z powrotem. Do resztek
uczty zbiegły się wilki; Clawert, chwyciwszy oburącz jednego
1) Doskonałą powiastkę tego typu, o koniu, który odarty ze skóry,
„ze wstydu“ wytarzał się w hreczce, obrósł nią, przyczem wśród hreczki
wyrósł dąb, znajdujemy wśród facecyj babińskich (Nr. 411)
Właściciel
konia uwiązuje mu wałek u ogona i koszyki u boków, wałkiem tym koń
zabija przylatujące na dąb cietrzewie i w koszyku przynosi je do domu.
Najzabawniejszy warjant tego motywu mamy w „Muenchhausenie“; koń
zeszyty gałązkami lauru, porasta lasem laurowym, dostarczającym cienia
sławy jego jeźdźcowi-bajarzowi.
13
'
19Ď
2 nich za ogon, tak go przestraszył, że wilk począł uciekać, ciąg
nąc beczkę za sobą. Krzyk lawerta usłyszał przejeżdżający fur
man, żelaznym drągiem zabił wilka, rozbił beczkę, uwolnił zam
kniętego w niej Hansa, poczem obydwaj obłupili wilka ze skóry
którą sprzedali za dobre pieniądze.
Obydwie powiastki Kruegera, nie wykazujące zresztą
analogji wśród niemieckich „Luegengedichie“, weszły w postaci
częściowo zmienionej, w skład przygód Maćkowych. Pod koniec
więc wędrówki Maciek trafia na zdechłego wilka, ucieka, zasła
niając sobie oczy czapką, „coby mię nie wyjźrzał“ (Finkenrit
ter osadził sonie głowę na wspak, żeby go gałązki nie biły pc
oczach, por. nadto przysłowiowy zwrot o polityce strusiej), na
stępnie znajduje pusty „jachtel“ i postanawia w nim przenoco
wać. W nocy zdechły wilk przychodzi do beczki, Maciek wysuwa
rękę, chwyta go za ogon, wilk zaś poczyna pędzić, ciągnąc za
sobą Maćka, dopóki beczka się nie rozsypała. Podobieństwa
i różnice są tu tak oczywiste, że nie wymagają żadnych koments rzy.
Poprzednia natomiast przygoda Hansa pojawia się w po
staci bardziej zmienionej przy samym końcu „Peregrynacji“.
Maciek, spostrzegłszy dziupło w drzewie, podchodzi do niego,
znajduje wewnątrz pieczone ptaki, objada się niemi, tak że
z drzewa wydostać się nie może, „azem chodził do wsi, siekiery
, ( zyc; i'1, tozem się stamtąd wyrąbał, i posedłem w drogę“. Wy
darzenia dalsze, znane zarówno z „Finkenrittera“ jak z „Werckliche Historien , w powiastce polskiej zostały przeniesione na
„nanuśków kostur“, zabrany z domu bez wiedzy ojcowskiej.
Maciek, spostrzegłszy „stadko kiełbas a one chodzą po łące“,
maluje na kalecie cięciwę, nakłada na nią „trześniową kostkę“,
zabija sześć par kiełbas i skubie je, pomny zapewne tego, że Fin
kenritter na kiełbasy i śledzie polować zamierzał i że było przy
słowie polskie: „gdzież się one czasy podziały, kiedy kiełbasy po
świecie latały“1) ; ujrzawszy następnie stado gołębi, rzuca na nie
kosturem, gołębie odlatują gołe, kostur zaś niknie w pierzu;
wzorem Clawerta Maciek przynosi słomy, spala pierze, stwier
dza, że kostur poszedł do „diabła i jego macierzą“, i zmartwiony
postanawia wrócić do domu. Z analogicznej sytuacji błazen nieł) Por-: s- A dalbę rg: Księga Przysłów, str.. 7; cyloware za „Ada
gia‘: Knapiusa.
197
mieeki wyciągnął całkiem przeciwny wniosek, decydując się iść
na włóczęgę.
5. O ile dotychczasowe rozważania przygód Maćkowych
opierały się na stosunkowo twardym zrębie uchwytnych faktów
literackich, kwesija dalszych źródeł „Peregrynacji“ wiedzie na
grząski grunt analogij i zestawień o charakterze hipotetycznym,
dobrze zresztą znany każdemu, kto zetknął się z dziejami t. zw.
motywów wędrownych, rozsianych w tradycji literackiej czy
ludowej wszystkich krajów europejskich. Dotyczy to w pierw
szym rzędzie centralnego obrazu „Peregrynacji“, t. j. opisu
„Kraju Jęczmiennego“, a raczej zamku, na którym Maciek oawi,
podejmowany przez jego władcę. Rysy podstawowe tego ustępu
oczywiście ustalić będzie można, szczegóły natomiast raz po raz
będą nastręczały wątpliwości.
Rzeczą więc niewątpliwą jest przynależność Kraju Jęcz
miennego do rodziny podań o cudownej krainie, piynącej
mlekiem, miodem i winem, gdzie pieczone gołąbki wpadają
same w usta próżniaków, pieczone woły wędrują z nożem
utkwionym w karku, gdzie płoty grodzone są z kiełbas, domy zaś
zbudowane z szynek, schabów i innych artykułów masarskich.
Humorystyczna koncepcja tego swoistego „raju utraconego“,
sięgająca początkami podań greckich, znanych z Hezjoda, komedjopisarzy attyckich i Owidjusza, odżyła w wiekach średnich,
by upowszechnić się po całej Europie1). W krajach romańskich,
gdzie otrzymała spotykaną już w ,,Carmina Rurana“ nazwę Cucania, dostarczyła ona wątku do francusk-egc „fablel de Cocaigne“ z w. XIII, które odbiło się z kolei na poemacie angiel
skim o „the Land of Cocaygne“ (nawiasem dodać trzeba, że
w Anglji były również jakieś bajki o „Lubberland“ na ten sam
temat). We Włoszech zr.owuż, obok wzmianki w Dekaireronie
o baskijskiej krainie Rengodi (VIII. 3), spotykamy poemat w tercynach G. C. Grocego p. t. „Capitolo di Cuccagna“*2). W Niem*) Z opracowań nowszych por. „U. paese di Cuccagna e i paradis;
artificiali“ w A. Grafa: Miti, Leggende e Superstizioni del Medio Evo, Torino
1892, I. 229 — 238; J. Bolte: Bilderbogen des 16. und 17. Jahrhunderts. 14.
Das Schlaraffenland. Ztschr. f. Volkskunde, 1910, XX, 187 — 193; wreszcie
Bofte-i'olivka. Anmerkungen III, 244 — 258, z pełną bibljografją, niedosta
tecznie uwzględniającą dział polski.
2) Teksty włoskie w dodatku do „Storia di Campriano Cittadino“,
ed. A. Zenatti, Bologna 1884 (Scelta di Curiosité, vol. CC).
193
czech wreszcie, oa czasów „Narrenschiffu“ S. Brandta (1494),
gdzie czytamy o pielgrzymce do „Narragonji“ i „Schluraffem
landu“, oraz Hansa Sachsa, autora zabawnego „schwanku“
o „Das Schlauraffenland“, fikcyjna kraina szczęśliwych próżnia
ków zdobyła prawa obywatelskie w literaturze, w postaci po
wiastek i pieśni o Schlaraffenlandzie.
Ogółem biorąc, zarówno podania ludowe jak ich literackie
wersje, dotyczące omawianego problemu, podzielićby można na
dwie grupy, jedną, która ów raj bajeczny idealizuje, przedsta
wiając go, jako wymarzoną siedzibę szczęśliwców, którzy doń
dotarli, oraz drugą, która motyw ten traktuje w sposób ironicznosatyryczny. Koncepcja pierwsza, o ile1 zorjentować się można,
pojawiła się w krajach romańskich, (Boccaccio, Folengo w ks. I
„Baldo“, Groce i autor anonimowego poematu „Trionfo de Poltroni“, francuskie fabliau), druga natomiast była charaktery
styczna dla Niemców (Brandt, Hans Sachs, bajka braci Grim
mów) . Podział taki nie jest oczywiście bezwzględny, różnica jed
nakowoż obydwu koncepcyj występuje już choćby w nazwie ro
mańskiej i niemieckiej kraju szczęścia, Cucania bowiem i jej
pochodne wywodzi się z coquere (etymologja niemiecka
z Kuchen, wychodząca zresztą na jedno i to samo, jest wąt
pliwa), podczas gdy nazwę „Schluraffenlandu“ Brandt urobił
od Schl u raffe wzgl. Schluderaffe (leń, wałkoń).
W każdym razie szczegół ten nie jest obojętny, jakkolwiek bo
wiem nazwa „Kraju Jęczmiennego“ zbliżałaby się raczej do Cucanii, to jego opis w „Peregrynacji“, należy wyraźnie do grupy
drugiej, satyrycznej.
Satyryczny ten sposób ujmowania „Schlaraffenlandu“ wy
jaśnić nietrudno. W dużej księdze T. Garzoniego, cieszącej się
niemałą popularnością pod koniec w. XVI, znajdujemy rozdział
,,de‘Pellegrini, o Viandanti, o Passagieri“, a więc o Magierach,
plotących niesłychane dziwy o tern, co w podróżach swych wi
dzieli, przyczem auior wplótł tu również opis kraju Cuccagna1).
Tego rodzaju podejście do tematu było tem łatwiejsze w Niem
czech, posiadających swoje „Luegendichtungen“, tembardziej,
że wysławianie rozkoszy Schlaraffenlandu, gloryfikujące wszyst
kie siedem grzechów głównych, dawało dobrą okazję do wycieh Por
str. 662 sq.
La
Piazza
Universale
di
tutte
le
profesioni.
Ven.
1585,
159
czek satyrycznych zarówno w słowie (np. z ambony1), jak
i w piśmie. Oprócz względów dydaktyczno-moralistycznych, zro
zumiała przesada w malowaniu rozkoszy życia próżniaczego, po
zwalała dać ujście niezbyt wybrednemu humorowi, przejawiając
cemu się w facecjach, anegdotach czy wreszcie bajkach, o za
cięciu komicznem.
W Polsce obydwa te kierunki, idealizujący i satyryczny,
musiały się skrzyżować, jak krzyżowały się wpływy literatury
i kultury niemieckiej, idące przez miasta i ich ludność, z wpły
wami romańskiemi, zwłaszcza włoskiemi, szerzonemi przez hu
manistów, kształconych na uniwersytetach włoskich. O epoce,
poprzedzającej „Peregrynację Maćkową“, trudno zresztą powie
dzieć tutaj coś pewnego, materjały bowiem, dotyczące naszego
problemu są od powiastki późniejsze. Mamy wprawdzie westch
nienie Podworzeckiego: „Już to lata nie one, kiedy z kiełbas płoty
pleciono, a połciami i gomółkami domy pobijano, a mleko i miód
rzekami płynął“*2), przykład ten jednak świadczy tylko o tem.
że koncepcja „Kraju Jęczmiennego“ znalazła w Polsce grunt
przygotowany, inne zaś wnioski, kłóre oczywiście konstruowaćby
pośrednio można, byłyby przedwczesne.
Mówiąc o wnioskach pośrednich, mam oczywiście na my
śli „Rzeczpospolitą Babińską“, której archiwum zachowało się
tylko częściowo, w obrębie w. XVII3), przypuszczać zaś można,
że materjały dotyczące stulecia wcześniejszego niezbyt się róż
niły od zachowanych. Zasady mianowicie, obowiązujące w Ba
binie, pod niejednym względem przypominają prawidła, obo
wiązujące w Schlaraffenlandzie czy krajach pokrewnych (w ta
kim np. „Zamku Kłamstwa“, znanym z wiersza Hansa Sachsa
M Np. w kazaniu głośnego J. Geilera: Navicula seu spéculum fatuorum,
1511, skąd ustęp o „terra promtssionis“ przytoczono u Bolte-Polivka, o. c. 248.
2) Z „Wróżek“, 1589, cytat u Adalberga, str. 77.
3)St. Windakiewicz: „Akta Rzeczypospolitej Babińskiej“, Arch
do dziejów lit. i ośw., Kraków 1895.
Również i w „Dworzaninie“ spotykamy się z facecjami, opartemi
o „gruby kłam“, jak to Górnicki nazywa. Opuścił on wprawdzie anegdotę
tego pokroju w oryginale Castigliona (o słowach, które nie mogły dolecieć
z jednego brzegu Dniepru do drugiego, w droaze bowiem zamarzały, tak, że
musiano na lodzie zapalić ogień), dał zato inną, o chłopach, również do tej
samej kategorji nonsensów należącą, oraz wspomniał facecję myśliwską
o jeździe na karasiu, znalezieniu jastrzębia w szczupaku itd. (Por. „Dwo
rzanin“, wyd. Pollaka, str. 182 i nst.).
200
o „Luegenbergu“) ; w Schlaraffenlandzie, wedle Sachsa, kłam
stwo nagradzano koroną: „fuer ein gross luegen ßibt man ein
krön“, za pracę zaś wydalano z niego. Podobnie traktowano
kłamstwo w Babinie:
Kains legibus imperij quin dicere vera
Censetur probrmn, et mentiri maxima laus est.
Quippe hommes sumus ad mendacia ubere facti,
Dum id sine damno hominum; damnosi hinc jure facessant1)
Zaznaczywszy mimochodem wysoki, iście humanistyczny po
ziom, na którym Babińczycy koncepcję kłamstwa umieścili (owo
„dum id sine damno hominum“), dodać należy, że „Akta“, ta
niewyczerpana kopalnia wiadomości o staroperskim humorze,
zawierają również opowiadanie, interesujące z punktu widzenia
dziejów Cucanii w Polsce. Czytamy ram mianowicie następu
jącą facecję:
„Jegomość Ksiądz Ziemian, starszy sługa Jegomości
Księdza Biskupa Chełmskiego, powiedział, że był w mieście
takiem, które Kr(z)czelowem zwano, co sie wszystko mia
sto na szrotach obracało. Pan tego miasta Famodziej. To
miasto chudym pachołkom prawie jest kuchnia, bo przez
nie idzie rzeka wielka, jako trzykroć Wisła, mleczna, a ma
jaglane brzegi gotowe, warzone. Woł wielki, pieczony, śród
rynku stoi; nóż w nieiu a wielaa buła chleba papieskiego
między rogami. Każdemu wolno ukroić chleba i wołu tyle,
ile potrzeba, a nie ubywa ani chleba ani wołu“. (Nr. 52).
Z innych osobliwości tego miasta wspomnieć można zega~, zro
biony przez Adama a mający iść do skończenia świata, olbrzy
miego ptaka, którego jaje, rozbiwszy się, zalało trzy prowincje,
oraz klasztor, gdzie jest „zakon przytwardszem“, zakonnikom bo
wiem ucina się nogi po kolana a potem każe przysięgać, że nie
będą się wvmykali poza furtę. Powiastka ta jest interesująca nietylko dlatego, że wykazuje rysy znane z innych opowiadań
o Schlaraffenlandzie (wół lub gpra jaglana w wierszu Hansa
Sachsa), czy z opowieści fantastyczno-podróżniczych, w guście
„Historji o Aleksandrze“ i jej ech w humorystyce humanistycz
nej, ale i dlatego, że — z jednej strony — zawiera ona parado
ksalny szczegół o zakonnikach, przypominający absurdy „Pe
regrynacji“, z drugiej zaś poznajemy z niej polską nazwę Ku') Ibd. str. 41.
201
kanji, tj. Krzczełów. Jest rzeczą bardzo prawdopodobną, że miej
scowość ta jest identyczna z Grządzielowem, miastem stołecznem
na końcu świata, znaném z bajki Balińskiego „Kłamstwo nad
kłamstwami“1). Bez względu jednak na wartość i pochodzenie po
wiastki babińskiej, oraz jej ewentualny związek z niedochowanemi wersjami wcześniejszemi, koncepcja krainy cudacznej
w opracowaniu literackiem pojawiła się u nas dopiero w opisie
Kraju Jęczmiennego na kartach „Peregrynacji“.
Już jego inauguracja, przeprawa Maćka przez „gotowane
morze aze na osrany świat, gdzie się napatrzył jęczmiennych
obyczajów“, wiedzie w atmosferę konceptów niemieckich o prze
gryzaniu się przez górę ekskrementów, czy o wędrówce przez
olbrzymiej długości odbytnicę zanim się stanie w ziemi obie
canejl2). Jedynie Sachs, odstępując od poprzedników, motywowi
temu nadał mniej odrażające piętno, ustawiając na granicy
Schlaraffenlandu trzechmilową górę jaglaną.
Drogę do Kraju Jęczmiennego odbywa Maciek w towarzy
stwie „pięknego jak wciornascy diabli“ Rzygońskiego; prowadzi
ona przez „piękną równinę, zechmy mało syje nie połamali“ do
zamku „z białych chmur, z carnycb i cerwonych, cęścią tez
modrych“; wędrowcy idą do grobli „burkowanej“, grzęznąc po
kolana w błocie, po moście „przez pagórki z samej pajęcyny na
kobyhcach mglistych“, wreszcie docierają do „mocnej“ bramy,
zbudowanej, „z komorowych goleni, zwód był z twardego kołaca,
krata z psepiorcych sieci, kłódka pętla z lycaka, a wrotny
z samego twarogu“. Wylegitymowawszy się temu dostojnikowi
przeosobliwemi dokumentami, dostają się przed króla, do sali,
skonstruowanej z różnych specjałów („stoły z piernych makowników... podniebienie z marcypanów“), króla zastają przy
uczcie, do Której przygrywa wspomniana już poprzednio kapela
na bębnach ze starych kożuchów i marchwianych trąbach. Po
dobnie wygląda sala balowa. „Ta sala była z połtowego mięsa,
a hałasy z kiełbas, pirogami wkoło obita, podniebienie kołacowe,
pomarańcowemi skorkami wkoło sadzone“.
l) K. Baliński: Powieści ludu spisane z podań. Warszawa 1842,
sir. 67. Mimochodem wspomnieć możne, że autor pochodził z Lubelskiego,
zapewne więc i Grzędzielów z bajkami lubelskiemu związać należy.
2j Bolte-Polivka, o. c. str. 251. Dany mcfyw istnieje również
w poemacie angielskim.
202
Opis ten, polega na kontaminacji dwu różnych motywów,
a więc nonsensów z rozmaitemi specjałami kulinarnemi. Co do
pierwszych, to warto je zestawić z opisem „zgrzebnego“ kościoła
w „Pinkenritterze“, gdzie dzwony są z grubego sukna na opoń
cze, ich serca z kożuszanych rękawów, ołtarz z blaszanych krze
mieni, przy ołtarzu zaś stoi owsiany ksiądz, („da kam ich zu
einer zwilchen Kirchen, die Glocken waren von Joppentuch ge
gossen, die Kloepffel darin von Beltz Ermeln, der Altar aus
Blechen Kissel-steinen gemacht, darin stund ein haeberner Caplan, der tliaet ein Gersten Metten, der Chor war von gebacknen
Fladen gemauert“). W powiastce tej, jak to wyżej zaznaczono,
znajduje się również opis wsi z płotami z kiełbas i domami
z wędlin, szczegóły te jednak są typowe dla wszystkich opisów
Cuccagni, Cocaygne czy Schlaraffenlandu. Dla przykładu przy
toczyć można urywek z wspomnianego już parokrotnie wiersza
Hansa Sachsa:
Da sind die Heuser deckt mit Fladn,
Leckuchen die Heuszthuer vnd laden,
Von Speekuchen Dielen und wend,
Die Troern von Schweynen braten send.
Vmb yedes Hausz so ist ein Zaun,
Geflochten von ßratwuersten braun.
(Das Schlauraffenland, v. 11 — l(i).1)
W momencie tym jednak opis „Peregrynacji“ poczyna od
dalać się od tradycyjnych rysów obrazu, pomija więc wyliczanie
smakołyków, nie wspomina o typowej fontannie młodości etc.,
daje natomiast z nonsensów zbudowaną relację o królu z Ję
czmiennego Kraju, o uczcie dworskiej, wreszcie o zabawie z frau
cymerem.
Pan więc zamku „coło miał sklané, twarz z łupin orzecho
wych, zęby-rzepiane, brzuch słomiany, wąs błękitny, a pod ko
lanami się zająkał w toconych pońcoskach; sata na nim z wosku
cerwonego, kołpacek z łuznego wosku“. Po opisie tym, którego
prototypu nie znam, następuje iście sowizrzalskie sprawozdanie
z bankietu. „Na pierwszej misie kłoda lipowa do podlewy, za
nią na półmiskach do białej juchy trzaski bukowe, drugie olsowe
smażone, kłonice nadziewane, głownie do ostrego pieprzu, wiercimak do żółtej juchy, karasie z rohatynami, raki w pantoflach,
sęki jodłowe z sałatą, młoty z chrzanem, młoty kowlskie przy) Saemtliche Fabeln und Schwaenke, ed. E. Goetze. Halle 1893.
203
piekane z imbierem, lniane makuchy do sarej juchy“, dalej „nos
bociani po francusku na kwaśno“ itd., itd. Rzecz jasna, że menu
to, podzielone na dwa dania i wety, jest parodją przepisów ku
charskich, dotyczących potraw zarówno krajowych, jak mo
dnych specjałów zagranicznych. Podobne parodje, późniejsze
zresztą, spotyka się w literaturze niemieckiej1), przyczem łączą
się one z analogicznemi parodjanu recept lekarskich, o których
będzie mowa nieco dalej. W Polsce, w czasach również później
szych, w. środowisku, z którego wyszła „Peregrynacja“, podobne
koncepty były wcale popularne; w broszurze sowizrzalskiej,
„Postny Obiad albo Zabaweczka“*2) czytamy n. p.: „dam ja ożóg
tobie i wiosło w czarnej jusze“; w aktach znowuż babińskich
zachowało się opowiadanie o Moskwicinie, który, , „szczupaka
łokietnika surowego zjadł, potym siedm piskorzow żywych, kieł
basę surową, sztukę niemałą potaszu, srokę surową i z pierzem
żywą, tabaki zjadł na lekarstwo kilka łyżek, na pragnień <e wypieł kusz niemały ługu i wiadro wody z tym słonym, gdzie ryby
sprawowano“ (Nr. 234). Absurdalność zdań końcowych tej facecji, nawiązującej zresztą wyraźnie do komicznych recept le
karskich, wyrasta z metody, stosowanej konsekwentnie w „Pe
regrynacji“, gdzie Maciek, za radą lekarza, wypija pięć garncy
„kuśnierskiego kwasu z kozich skór“.
. . Wracając do „Peregrynacji“, czytamy w niej dalej o balu
z „fraucymerem grzecnym“, reprezentowanym przez panią starą
i panny, których imiona (Dolezuchna, Darmogiętka, Goła i Głu
cha) przypominają genealogję Powaliszki w „Marchołcie“ prze
kładania Jana z Koszyczek. Dworując sobie z „perfum włoskich“,
autor nie szczędzi tu trywialnych konceptów w opisie tańców,
konceptów, które w trzy wieki później miały odżyć w krakowskiem „Liberum Veto“ (opowiadanie o góralu na „Zaczarowanem
Kole“ Rydla). Scenę tę urozmaica przygarść paradoksalnych ze
stawień, pchły bowiem tańczą hajduka, zając wyprawia sztuki
na bębenku (odwrotność znanego przysłowia), wilk hasa z kozą,
liszka z gęsią, tchórz zaś z kokoszą idą gonionego.
Ustęp o kraju Jęczmiennym kończy się wreszcie ceremonjalnem odprowadzeniem króla do łożnicy i noclegiem Maćka
wśród „celadzi“, a więc prosiąt, gęsiąt, kurcząt, szczeniąt itp.,
*) Por. Mueller-Fraureuth: o. c. str. 94 — 5.
2)' BPP. Nr. 60, str. 17.
204
„w susej az po kolana“, co przypomina znowuż relację Hansa
Sachsa'
das polsterschlafen ist gemein,
ir weidwerk ist mit floeh and leusen
mit wanzen, ratzen und mit meusen.
(v. 58 — 60).
6. Pozostaje jeszcze zająć się paru epizodami „Peregry
nacji“, mającemi mniej lub więcej wyraźne paralele w najroz
maitszych motywach obcych, zwłaszcza n/emieckich, czy staro
polskich, oraz takiemi, dla których paralel tych dotąd ustalić sic
nie udało, które jednak nie wydają mi się płodami inwencji
autora powiastki.
Do tych ostatnich należy opowiadanie, następujące bezpo
średnio po epizodzie z Krajem Jęczmiennym, o wojnie w świecie
zwierzęcym. Maciek opuszcza zamek królewski między innemi
dlatego, że obawia się trudności z powodu wojny, wywołanej
przez konflikt dość niezwykły. Oto „Słowik podniósł był u Klesca
zadnice, na wesele go prosono a dupy nie miał. Klese, jako
prostacek, nie spodziewając się słowikowej chytrości, pozycył mu
śmierdziącej. Po onym weselu upomniał się Klese swego zadka
u Słowika, ale Słowik jesce z niego psesydza, wołając: „Klese,
klese, pożyć, pożyć“. To kiedy Klese nieborak lezie do niego, jakc
po swą własną, to zaś Słowik psyzenie: „ein, ein, ein, na, na, la,
la, la, hur, la, la, la“. Mszcząc się tegc „despektu“, Kleszcz zebrał
pięć tysięcy motyli „w opońcach białych, z gniłemi ruśnicami“,
Słowik zaś „półtrzęcia tysiąca siersieniów na wybór, w złotogło
wie“, przeciwnicy rozłożyli się po dwu stronach rzeki, przyczem
„łamci do tych nie chcieli, a ci do nich nie śmieli“. Maciek przy
tej okazji obserwował, jak wrzecionem z „krężela“ obalono mury
miasteczka, gdzie „janczarowie“wzięli duży łup w pocięglach, ko
pytach, szczecinie i innych szewckich przyborach.
Nie posiadając odpowiedniego materjału porównawczego,
niepodobna powiedzieć, czy osobliwa ta wojna, w „Peregrynacji“
dostosowana do charakteru całej powiastki (dysproporcja między
obydwu przeciwnikami!), jest pomysłem oryginalnym, czy bajką
ludową, parodjującą dźwięki słowicze, czy może jednem lub drugiem, dostosowanem do wypadków, które wstrząsały życiem polskiem na kilka lat przed pojawieniem się „Peregrynacji“, wywo
łując całą powódź pisemek satyrycznych (wojna rokoszowa,
awantury Djabła Łańcuckiego itp.). Gdyby to był nawet pomysł
205
oryginalny, to pozostaje on w niewątpliwym związku zarówno
z bajkami (np. o orle i żuku u Ezopa), jak z epiką komiczną tego
pokroju, co limitowa „Spitamegeranomachia“, jak wreszcie
z facecjami o kłamcach wojskowych, popularnemi od wieków
w całej Europie.
Wyraźniejsze jest pochodzenie innego epizodu przygód
Maćkowych, jego przeprawy z doktorem w Głodowie. Ponieważ
Maciek, przyjęty przez „dowtora“ na noc, skarży się, że „uziąbł“,
gospodarz poczyna go leczyć: „miał niemałe pudełko maści owej,
co nią ptaki łowią na rogalu, i miał tez kęs wielkanocnej radości
w skorupce, tymi mię nasmarował w rynstoku. Po tym nawierciał
chrzanu w donicy, rzodkwie, cebule, i rozpuścił to maślanką,
i dał mi wypić,, i tak mi się byo odzygitięo, aże w brzuchu mao
zostao. Potym mi kazał wleźć pod fundament piecowy i psykrył
mię zajęcą siecią a posłał mi rogozą, cobym się zapocił, toć mi
tam dusno byo, aze ząb zębu nie dolatował“. Analogiczną re
ceptę znaleźć można w Aktach babińskich, przyczem jest ona
tem ciekawsza, że tekst. jej jest poprawniejszy od tekstu po
wiastki, ponadto stanowi ona pomost między „Peregrynacją“
a analogicznemi konceptami obcemi. „Recipe z pająka sadła,
z much oleju, komorowego szpiku, szczupakowego świstu, młyń
skiego szumu, kowalskiego puku, dzwonowego głosu, wielka
nocnej radości, rakowej krwie. Potym siecią zajączą starą uwi
nąwszy się, na polu położyć, i tak długo pocić, aże będzie kolana
lizał“1) (chodzi tu oczywiście o „zwinięcie się w kłębek“). Całą
serję podobnych rad podaje również ' sowizrzalski „Kalendarz
wieczny“1
2), przyczem niektóre z nich pokrywają się z koncep
tami facecjonistów babińskich, co świadczy, że pomysły te były
w w. XVII wcale szeroko znane.
Recepty tego rodzaju, związane z odwiecznemi drwinami
z adeptów Eskulapa, przyszły dc Polśki prawdopodobnie z Nie
miec, w literaturze bowiem niemieckiej spotykamy lekarzy, prak
tykujących na przekór zdrowemu rozsądkowi, a więc ze zdro
wych robiących chorych, z prostych krzywych, przywracających
ślepym mowę itp., Ew wspomnieć tylko mistrza Viviana z wido
wisk zapustnych, lub doktora Eisenbarta z pieśni. Pozatem
w najrozmaitszych pismach satyrycznych w. XVI. drukowano
1) Nr. 342, por. nadto Nr. 244, 246 itd.
2) Str. 36 i’ 37 przedruku w BPP. Nr. 62.
206
tam chętnie parodje recept lekarskich, jak w „Dicteria“ G. Lasstafela, 1540, gdzie zalecano jako lekarstwo błękitu z nieba ł. 2,
zieleni z tęczy ł. 3, trochę dźwięku dzwonów, głosu kukułki itp.
Podobnie w „de Generibus Ebriorum“, 1565, znajduje się na
stępująca recepta: „Rc. piperis longi manipulum unum, uncias
pillularum cochiarum, ungekocht fiedermaus, rips raps, stubenrauch, hymelblow II, donner ex grillorum, adhuc semel senff,
merettich, guetty ex eodem Schornstein fegen, diagredion, diatessaron,... misce simul et contere in mortario; repetatur mane
et sero, media nocte et in omni tempore“1).
Co do samej zaś sceny leczenia Maćka, obfitującej w więcej
jeszcze podobnych przepisów, to niewątpliwie pozostaje ona
w związku bezpośrednim z obrazkami sowizrzalskiemi, wprowadzającemi zabawnych lekarzy, a zachowanemi wśród t. zw. inter medjów z owego okresu, jakkolwiek różni się ona od nich podstawowo, o tyle, że komizm jej polega nie na dialogu, jak
w owych obrazkach dramatycznych, lecz wyłącznie na litanji
owych właśnie absurdalnych zabiegów medycznych.
O jednym jeszcze szczególe należy tutaj wspomnieć, jak
kolwiek nie stanowi on ważnej pozycji wśród przygód Maćko
wych. Po wydobyciu się z jachtela, trafia on na „stajanie tatarki,
która tak była zakwitła, że się bielała, choć niewidzieć było“
Przypuszczając, że to rzeka, Maciek woła na przewoźnika, a nie
mogąc się go doczekać, układa się na mrowisku. Motyw ten, (wy
stępuje tu niekiedy zamiast hreczki 1er), wyzyskiwano nieraz
w powiastkach o głupcach, jakichś „siedmiu (lub dziewięciu)
Szwabach“ czy mieszkańcach Szyldy („die Schiltbuerger“), bio
rących len za wodę i odwrotnie. W Polsce zachował się on
w ustnych i pisanych wersjach powiastki o „Wojnie ży
dowskiej“12) .
7. “ Uwagi dotychczasowe wyczerpały całą niemal treść
„Peregrynacji Maćkowej“, z wyjątkiem trzech wypadków, nocle
gów wędrownika u Kostogryza i w karczmie mazurskiej, oraz
jego pobytu u „Pustelnika“, zaopatrzonego w żywność nie gorzej
od scottowskiego „Friar Tuck“ (w „Ivanhoe“). Epizody z Kostogryzem i pustelnikiem nie nastręczają pola do uwag, w akcji
1) Mueller-Fraureuth, o. c. str. 13 —14 i 94 — 95.
2) Por. I. Franko: Wojna żydowska. Przyczynek do studjów po
równawczych nad literaturą ludową. Wisła, 1892, VI. 263 — 78.
207
powiastki nie odgrywają one roli poważniejszej, nie zawierają
również żadnych motywów ciekawych. Inaczej ma się sprawa
z noclegiem w karczmie, scena ta bowiem łączy się z tradycjami
polskiemi, znanemi z literatury w. XVI i XVII, równocześnie zaś
dotyczy zagadnienia, co „Januarius Sovizralius“ wniósł do „Pe
regrynacji“ własnego, w zakresie i treści i formy.
Podstawowa owa scena rozgrywa się w karczmie, niedaleko
„Polskich granic“, gdzie do karczmarza schodzi się „niemałko“
sąsiadów, i ci to właśnie podejmują Maćka w sposób dość oso
bliwy. „Toć mi byli radzi, ze mię byo w każdym kącie dcsyć,
cestowali mię, daj ich subjgnicy, a wsystko gębą o stół“. Poobi
jany gruntownie przybysz jeść musiał „przezdzięki“ i wypić ko
new „finfy“, poczem „bacni ludzie, wyrozumiawsy podróżnemu,
porwawszy mię za łeb, prowadzili mię spać, zem ziemie nie do
stępował, a coraz pięścią za syję, położyli mię pod progiem,
á przyodziali mię wielkim drągiem dębowym“. Po nocy przespa
nej dobrze i wygodnie, chodziło bowiem po nim bydło, a „jesce
mi jakiś przechyra młotkiem w głowę kołatał miasto muzyki,
żebym rychlej usnął“, Maciek stwierdza, że jego „wierdunk“
ulotnił mu się z kalety.
Opowieść ta o „zdrajcach“ Mazurach łączy się oczywiście
z całą literaturą satyryczną, ośmieszającą „ślepych Mazurów“1),
traktowanych w Polsce nieinaczej niż „ślepi Szwabi“ w Niem
czech. Relacja Maćkowa, dzięki zastosowaniu w niej zwykłego
w powiastce odwracania faktów, nabiera zacięcia ironicznego,
silniejszego niż w innych partjach „Peregrynacji“, gdy tamte
bowiem zwracały się przeciw osobistościom fikcyjnym, ta godzi
w zupełnie określoną prowincję, zarzucając jej mieszkańcom
zbójecką niegościnność. Pisząc swą inwektywę na Mazurów,
autor jej nie był osamotniony, wtórował mu bowiem K. Miaskowski, skarżąc się, że na Mazowszu:
Nad ludzkość i nad przyjacielskie prawa,
Barda na ścienie prze gościa potrawa.
Kto tam bezpiecznie na ich siędzie ławie,
Przy gospodarskiej za pasem buławie?2).
Wycieczka przeciw. Mazurom, tem zabawniejsza, że wło
żona w usta „Kurpetowego syna“, a Kurpiów poczytywano wła-*)
*) Por. Brückner: Z przeszłości gwar polskich, Wisła -VI. i XII.,
dalej artykuły Erzepkiego, Łopacińskiego etc.
SjI W wierszu: Na schwał Mazurów. (Rytmy, 1885, II.).
208
śnie za arcy-Mazurów, nie jest jedyną wycieczką satyryczną,
wplecioną w tekst „Peregrynacji“. Ponieważ sam temat po
wiastki, w tym kierunku nastręczał dobrą sposobność, autor po
folgował żyłce satyrycznej, w formie sytuacyj czy uwag o zabar
wieniu ironicznem. Sytuacje zresztą w rachubę wchodzić tu nie
będą, poprostu dlatego, że w „Peregrynacji“ niema elementu tak
nieodzownego, jak dialog, jej osobistości są nieme. Raz tylko
jeden, poza epizodem mazurskim, sytuacja, skonstruowana z ge
stów, ma zabarwienie paiodystyczne, gdy mianowicie zgłodniały
Maciek, podobnie jak pacjent w przytoczonej wyżej facecji ba
bińskiej, „aze się we trzy dzwona zwinął, i tak leząc, to kolana
lizał, a brodą się w piersi bił, a piętami się zegnał, mówiąc:
miłościw bądź, bodaj kto cnotliwy dał z bochen chleba choć
■owsianego“.
Natomiast w uwagach, refleksjach, komentarzach, element
satyryczny powiastki występuje zupełnie wyraźnie. Niekiedy ma
on formę przemówień, jak w zachwalaniu szpetnego draba kra
kowskiej Grecie, przeważnie jednak znajduje upust w mimo-chodnych porównaniach czy refleksjach, opartych na obserwacji.
Tak więc przy bajce o Słowiku i Kleszczu czytamy: „Właśnie
jatco i w nasej ziemi, kiedy kto pozycy pieniędzy u kogo, to go
cestuje, pochlebia, słowo dwoi, a waszmościa, mościwa, a kiedy
mu się upominają, to łaje, wrota zawiera, psy scuje, na ocy się
nie da“. Atakuje dalej Sovizralius „nasych delikatów“, co to nie
mogą usnąć na niewygodnero łóżku, a nawet na wygodnem cze
kają, „aze im muzyka w głowach gra“, następnie rzekomych
skromnisiów i ceremonjantów, „co się owo w zecy sromają, nie
chcą jeść, a jadby do zdechu“. Jeśli do tego dodać szczegóły,
wspomniane już przedtem, jak „nos bociani po francusku“ czy
wulgarne koncepty o perfumach włoskich, nietrudno dostrzec,
że zgodnie z duchem epoki, która — zwłaszcza w literaturze ro
koszowej — energicznie wydrwiwała modną cudzoziemszczyznę,
„Peregrynacja“ uderza w ten sam ton, formułując go najdo
bitniej w końcowem „napomnieniu do sąsiadów“: „upominam
was i psestrzegam, nie dopuscajcie synackom po swej wolej cho
dzić, zwłasca na dziwy do cudzej ziemie, boć i tu u nas cudaków
dosyć, jakich indzie ani widać“. W świetle tego morału naczel
nego, wprowadzonego do powiastki zapewne wzorem „Finkenrittera“, blednie morał poboczny, zalecanie wartości czwartego
205
przykazania,
wędrownika.
jako rezultat
niewesołych
doświadczeń
Maćka-
Własnością wreszcie niewątpliwą autora jest również język
i styl „Peregrynacji“. Co do pierwszego, utwór zasługiwałby
bodajże na dokładne zbadanie fachowe, z punktu widzenia d;s.
lektologicznego, tembardziej, że w porównaniu z dziełkami
późniejszemi, pisanemi w gwarze mazowieckiej, mazurskość
„Peregrynacji“ wydaje się wcale umiarkowana, by nie rzec
nawet problematyczna. Polegając na lichym przedruku Bartosze
wicza, niepodobna tej sprawy ująć bardziej precyzyjnie, w każ
dym razie językowa szata powiastki robi wrażenie raczej styli
zacji, aniżeli odbicia żywej gwary.
Styl natomiast „Peregrynacji" już na pierwszy rzut oka
uderza swą zgodnością z treścią opowiadania, sporo w nim
bowiem konceptów, analogicznych do paradoksów treściowych.
Na specjalne podkreślenie zasługują zwłaszcza próby parodystyczne, polegające na przekręcaniu dobrze znanych, ustalonych
wyrażeń, czy zwrotów językowych, by w ten sposób wywołać
efekt komiczny, oraz kalambury, w nieprzyzwoity sposób prze
drzeźniające wyrazy przyzwoite. Przy wejściu więc do zamku
w Kraju Jęczmiennym przybysze legitymują się: „azem ja ukazał
mendacią z Osieka, od pana blujmistrza, a mój tez towarzys
ukazał drzyst od rzyci pospolitej na całym jarkusu“. Do tej samej
kategorji zaliczyć należy zabawne dopełnienia czy przeróbki
przysłów lub zwrotów metaforycznych: „wieczerzey wprawdzie
nie gotowano, bo się wszyscy pokpili, mówię popili (potknie się
koń na cztery kobyły)“, albo „bo mię sierdecznie ze wsystkiego
żołądka sanował“, albo „az i mnie dosło kołem z płotu wyjąwsy“.
Imiona panien z fraucymeru, czy towarzyszów Maćkowych,
wspomniane poprzednio, oraz próbki łaciny żakowskiej („gnojatus-wozatus“) dopełniają repertuaru środków komizmu stylo
wego, zastosowanych w „Peregrymacji“, przyczem próbki przyto
czone dowodzą, że efekty te w dużej mierze polegają na opero
waniu elementami nieprzyzwoitemi, tak charakterystycznemi dla
wielu naszych, a nictylko naszych, facecyj. Wspomnieć wreszcie
należy, że potoczystą naogół prozę powiastki przeplatają tu
i ówdzie wiersze, raz jeszcze przypominając metody znane z lite
ratury facecjonistycznej.
Lud. T. XXVIII.
14
210
Dzięki tym to właśnie środkom autorowi udało się nie
wątpliwie zharmonizować treść z formą, t. zn. koncepcję „świata
na' wywrót“ przeprowadzić konsekwentnie nietylko w zakresie
wydarzeń, składających się na wątek powiastki, ale w zakresie
jej stylu, jakkolwiek w tej dziedzinie ostatniej możliwości były
daleko większe, aniżeli to, co do powiastki weszło.
8. Dzięki omówionym właściwościom treści i formy, „Pe
regrynacja Maćkowa“ zdobyła sobie w Polsce w, XVII sporą po
pularność. Znamy ją tedy z trzech wydań, a bynajmniej wyklu
czone nie jest, że wydań tych mogło być więcej. Ponadto, rychło
po jej pojawieniu się spotykamy jej echa. w mniej tub w:ęeej od
niej zależnych utworach literackich, powtarzających motyw wę
drówki głupiego chłopaka mazurskiego, zbierającego guzy w na
grodę za chętkę zobaczenia świata. Tak więc w K. Fa1 Rogow
skiego „Dyskursie Marnotractwa i Zbytku Korony Polskiej“,
1625, czytamy epizodyczną opowieść o Mazurze, wybierającym
się do „Zimu“ (Rzymu) i przedwcześnie rezygnującym z podróży,
w kilkanaście zaś lat później wyszło w Łukowie (?) całe dziełko,
p. t. „Prawdziwa Jazda Mazura Jednego do Litwy na Służbę
podczas Trybunału w r. 1643 wyprawiającego się“. Powiastka
ta, w której niepotrzebnie dopatrzono się „realnej przygody wi
leńskiej“, pisana gwarą bardziej autentyczną od Maćkowej, go
dziła równocześnie w Mazowsze i Litwę, wyśmiewane chętnie
w Małopolsce, operowała zaś, choć na mniejszą skalę, środkami
komicznemi. znanemi z „Peregrynacji“ (Bartosz podziwia mu
szkiety, „kije które jak żywe tak bardzo pierdziały, jazem musiał
miasto nosa usy zatykać“, gromnice „głownie z ciasta zcłtego
ugniecione“, nadto wspomina straszydło w łesie, „srogi zwierz
carny, nogi takuśkie jak u cłowieka, a wielkośny jako proch pod
nogą“1).
Jest rzeczą bardzo prawdopodobną^ że podobnych od
dźwięków „Peregrynacji“, zarówno w dawnej literaturze facecjonistycznej, jak w tradycji szlacheckiej czy ludowej, dałoby
się znaleść więcej, zadanie to jednak nie należy do lematu obec
nego szkicu, zamierza on bowiem jedynie zwrócić uwagę na od
rębncść i swoistość „Peregrynacji“ i eo ipso stworzyć podstawę
do zebrania całego, należącego tu materjału.
J) Obydwa te utwory streścił Brückner w Wiśle, XII, 658 nst.
211
Odrębność ta 'i swoistość polegają na tem, że „Peregry
nacja Maćkowa“ jest typowym okazem „Luegengedichtu“. term
bardziej, że, jak widać, w treści jej spotyka się sporo moty
wów, z tego właśnie działu literatury niemieckiej zapożyczonych.
Gdy się zaś raz stwierdzi jej związek ze światem kłamstwa, jako
motywu literackiego, nietrudno jest ze stanowiska tego wysnuć
odpowiednie wnioski o jej wartości literackiej. Cytowany kilka
krotnie autor rozprawy o „Luegengedichiach“ niemieckich, za
znaczył (w myśl aforyzmu Cicerona „mendacem opportet esse
memorem“, co Knapius wyraził przez „kłamcy dobrej pamięci
i dowcipu mądrego potrzeba“), że wartość utworu, operującego
kłamstwem jako wątkiem podstawowym, wymaga, by narrator,
był dobrym kłamcą. „Im większem bajarz odznacza się zuchwal
stwem i większą pewnością siebie, dzięki temu bowiem wszystkie
postacie i wydarzenia świata rzeczywistego stają na głowie, tem
łatwiej osiąga on swój cel“1).
Gdy z tego punktu widzenia spojrzymy na „Peregrynację
Maćkową“, z jej konsekwentnem odwróceniem świata do góry no
gami, widocznem tak w toku wypadków, jak w stylu, niepodobna
odmówić jej dużych zalet, autor jej bowiem pamięta o swojem
założeniu i ani na chwilę nie spuszcza gc z oka, od początku do
końca. Cudaczności tej towarzyszy, rzecz prosta, spora doza rubaszności, zrozumiałej, gdy się zważy na związek „Peregrynacji“
z rodzajem Jterackim, do którego należy, bez rubaszności tej
jednakże utwór taki jak „Peregrynacja“ byłby nie do pomyślenia.
Słowem, jako „Luegengedicht“ powiastka sowizrzalska jest
prawdziwym majstersztykiem. Jeśli do tego doda się, że jej
ujęcie cudacznej krainy szczęścia posiada pewne cechy swoiste,
że autor jej nie tłumaczył jakiegoś gotowego utworu obcego, lecz
najrozmaitsze elementy, znane sobie z lektury, czy tradycji ustnej,
połączył pomysłowo w jednolitą całość, będziemy mieli wszystkie
charakterystyczne właściwości „Peregrynacji“, decydujące o jej
znaczeniu. W literaturze polskiej jest ona zgrabnym odpowiedni
kiem utworów takich, jak francuskie, włoskie czy niemieckie
opowiadania o Cuccagni, Cocaygne lub Schlaraffenlandzie, i to
utworem bynajmniej od tamtych nie gorszym.
Z tem wszystkiem niepodobna nazwać „Peregrynacji“ wybitnem zjawiskiem literackiem i wyznaczyć jej jakiegoś wybi
Ł) M u e 1 *e r - F ra u t e u t h, sir. 11.
14*
212
tnego stanowiska w rozwoju piśmiennictwa polskiego. Jak już;
zaznaczyłem na początku szkicu tego, na Zachodzie, we Francji
i Anglji, elementy kłamstwa literackiego stopiły się w jedno
z motywami utopijno-satyrycznemi, by znaleźć ostateczny i pełny
wyraz w dziele wesołego proboszcza z Meudon, czy w żrącej sa
tyrze dziekana Swifta. Pisarzowi polskiemu, si parva magnis comparare licet, nie wystarczyło „dowcipu mądrego“ na stworzenie
utworu wielkiego, jakkolwiek dowcipu i rozumu miał dosyć, by
dać to, co znalazło wyraz w „Peregrynacji“, satyryczną po
wiastkę w świecie nawywrót,
Przypisek do sfr. 202.
Bardzo interesujące przykłady parodystycznych przepisów
kuchennych z w. XVII znaleźć można w „Wirydarzu Poetyckim“,
oraz w zbiorze facecyj „Co Nowego“. Z utworów spisanych przez
Trębeckiego na uwagę zasługuje zwłaszcza „Regestr kuchmistrza
francuskiego różnych potraw na bankiet“ (Nr. 35, por. nadto Nr.
227), niechętnym stosunkiem do cudzoziemszczyzny, przypomina
jący „Peregrynację“, z której może nawet pochodzą pewne jego
koncepty. Facecja natomiast 198 w „Co Nowego“ („Visio Macaronica Eruditi di Polonia“) jest świetnym opisem „convivium philosophicum“. gdzie rolę potraw odgrywają wyszukane terminy filozofji scholastycznej.
Londyn, listopad 1929.
THE PEREGRINATION OF MATHEW.
The „Pérégrination of Mathew“ is among the very
interesting specimens of extravagant literaturę in Poland at the
beginning of the 17-th Century. It is a short story n prose describing t-< adventures experienced by a foolish Mazurian youth,
Mathew (Maciek) af Chodavka. On his way he comes across
a number of stränge happenings ; for instance, he meets three
fellows, one naked, one deaf and one crippled ; suddenly the
deaf man seems to hear some rustle in the bush, the naked man
is afraid of being robbed and the cripple Starts to bolt away.
After some other similar adventures Mathew arrives in the Barley
Land and visits the royal castle, the walls of which are built
213
®f bacon, of cakes and of all sorts of eatables while its residents
are créatures of folk-lore. After he has left the Barley Land, he
witnesses the war between the ciek and the hightingale; then he
goes to sleep in a barrel which he finds on the road and is attacked by a wolf; he seizes the animal by its taił and lets himself be carried along
until the frightened beast runs away
from him; further he cornes acrcss a hollow tree, falls _nto it
and, as the hole is too smali for him to ex*ricate h’mself, he
hurries into a village for an axe to eut himself free. Finally, he
passes the night in an inn kept by the Mazurian host. Pushed
and beaten by the „hospitable“ visitors of the inn he dashes
away, hunts flying sausages, and comes back to his parents.
The Feregrinetion, such as it ;s, shows an indubitable kinship
wish German stories called „Lügendichtungen“ of the sort best
represented by „Baron Munchausen“. Some of Mathew’s adventures (such as the meeting with three queer fellows, with the hol
low tree and with the wolf) are bound up with two German
16-th Century booklets, Viz. „Der Finkenritter“ (1555) and „Hans
Clawerts Wsrckliche Geschichten“ (1587) by B. Krüger. But, on
the other hand, the central épisode in the Polish story ji? a reflection of the famous theme which furnished material fer many
poems and stones about the Land of Cocaygne (Cuccagna,
Schlaraffenland). The Polish version displays ail the basie attributes of this fabulous country, though the picture -S handled in a satyrical manner clearer than other literary productions of this type.
On the whole, the „Pérégrination of Mathew“ which shows
the essential good humour of rts anonymous writer, is charactelised by its uniformity. The auihor managed to unité various
éléments which he found in his reading and- probably also in
the Polish oral tradition.
