1a43aea53169d2ca2e6ef902d0dfd1f1.pdf

Media

Part of Recenzje i sprawozdania / Lud, 1928, t. 27

extracted text
RECENZJE 1 SPRAWOZDANIA
Bogdan Zaborski. O kształtach Wsi 10 Polsce i ich rozmie­
szczeniu. Kraków .i 927, str. 121, 29 figur w tekście + mapa. (Prace
komisji etnograficznej P. A. U.) R. Fr. Bujak „Kwartalnik Histo­
ryczny“ R. XL1I. Z. 1. 1928.
W osiemnastu krótkich rozdziałach, zaopatrzonych przedmową,
wstępem i zakończeniem, przedstawia autor wyniki swych badań.
Rozważywszy we wstępie warunki ogólne rozmieszczenia punktów
zamieszkałych, oraz funkcje gospodarczo-społeczne osiedli, przyjmuje jako atom swych badań osiedle w sensie antropogeograficznym, nadając mu nazwę wsi. Rozdział I—III jest poświęcony
przeglądowi stanu badań nad osadnictwem wiejskiem Europy
środkowej oraz stanu badań historycznych, geograficznych i eko­
nomiczno-geograficznych nad osiedlami wiejskiemi w Polsce.
W rozdziale IV rozważa metodę pracy, w V—VI uwzględnia za­
leżność kształtu wsi od czynników geograficznych i społecznych,
w VII klasyfikuje typy kształtów wsi w Polsce, a wreszcie w roz­
działach VIII—XVII omawia poszczególne typy i ich rozpowszech­
nienie w Polsce, wyszczególniając okolnicę i wieś okrągłą, owalnicę,
ulicówkę, wieś wielodrożną, widlicę, łańcuchówkę, szeregówkę,
rzędówkę przysiółek i wieś samotniczą. Rozdział XVIII daje me­
todę mapy, a zakończenie przedstawia strefowość typów wsi i ich
znaczenia terytorialne.
Autor zdaje sobie sprawę z trudności opanowania całego
tery torjum Polski, jakie nastręczać się mogą przy klasyfikacji
typów kształtów wsi, chce więc dać tylko ogólny obraz rozmie­
szczenia kształtów wsi i przyczyn, które je wywołują.
W badaniach kształtów osad można przyjąć dwie metody,
albo opisywanie t. j. stwierdzenie obecnego stanu i na tern oprzeć
klasyfikację, nie wchodząc bliżej we wszystkie czynniki wieś kształ­
tujące, a więc nie sięgając do jej powstawania i rozwoju, albo
też całą klasyfikację poprzeć czynnikami powstawania i rozwoju
osady, co w wyniku dać musi często pewne uogólnienia typów
klasyfikowanych. Wybór jednej z dwu‘metod zależy od możności
rozporządzania materjałami a dalej od celu, jaki sobie stawia
badacz, co chce wykazać. Wynikiem pierwszej metody będzie
tylko opis, a więc zebranie i zszeregowanie materjału, druga da
możność wglądnięcia w poważną dziedzinę życia społecznego

129
i gospodarczego, jaką jest osadnictwo i wykazania wzajemnej za­
leżności człowieka od natury i podporządkowywania warunków
przyrodzonych organizacji społecznej. W pierwszym wypadku
wystarczą do badania mapy o skali 1:75.000, 1:100.000, 1:125.000,

w drugim podstawę dać muszą mapy o skali 1:25.000 uwzględnione
przez autora oraz bardzo ważne, szczególnie jeśli chodzi o układ
gruntów mapy gruntowe, tembardziej, że cel, jaki sobie postawił
autor (str. 19) to „rozpatrzenie warunków, w których wsie przy­
brały dzisiejszą swą postać i uzyskały współczene rozmieszczenie“.
Autor jako geograf chce uwydatnić przedewszystkiem rolę czyn­
ników geograficznych. Ogrom pracy, jaki czekałby każdego przy
chęci zastosowania metody genetycznej, prawdopodobny brak
źródeł historycznych i map katastralnych, a w szczególności brak
opracowań regjonalnych, uniemożliwia narazie podjęcie takiej pracy,
co pozatem autora nie historyka w zupełności usprawiedliwia.
Wybrał więc autor metodę pośrednią. Określiwszy każdy typ
osady, uwzględnia w obszernie cytowanej literaturze poglądy
innych autorów na genezę tego typu, podaje jego zasiąg w Polsce,
przyczem stara się ująć genezę typów samodzielnie.
Juz we wstępie zastanawiając się nad funkcjami, które osiedla
mają do spełnienia, podkreśla ich charakter gospodarczo-społeczny.
Obok różnicy jednak między miastem a wsią, należy również
uwzględnić charakter prawny. A jeśli chodzi o kształty osad to
i na osadach miejskich, szczególnie drobnych ich typ pierwotny
doskonale wyróżnić można. Autor zajmuje się wyłącznie osiedlami
wiejskiemi — wsiami jak je nazywa. Wybór terminu niezbyt
szczęśliwy. Jeśli autor nie chce iść za Schlüterem i widzieć w ter­
minie wieś „wieś zwartą“, lecz chce mieć jedynie element antropogeograficzny (str. 5) to poprostu tym elementem osadniczym
będzie osada. W tym wypadku nie może zajść nieporozumienie
z pojęciem administracyjnem wsi. Jeśli już zgodzimy się na to,
że wieś zwarta przechodzi drogą ewolucji w wieś samotniczą,
(osady dworzyskowe), co jednak jest mało prawdopodobne, gdyż
raczej obok wsi zwartej tworzą się osady dworzyskowe, to z dru­
giej strony pamiętać trzeba, co zresztą autor w dalszym ciągu
kilkakrotnie sam podnosi, że z osad samotnych powstawały osady,
skupione, przestawały więc być wsiami według terminu autora,
a stawały się jedną osadą.
Z pośród czynników geograficznych, które kształtują osady
wymienia autor zalesienie, przyjmując pierwotność osiedlenia
obszarów bezleśnych, głębokość poziomu wód gruntowych, po­
wodującą tworzenie się osad zwartych, wybór przez osiedla dawne
miejsc niskich oraz ścisłą łączność wpływu krajobrazu i wody.
Z pośród czynników społecznych wymienia autor przedewszyst­
kiem zwyczaj i ustrój społeczny, względnie prawo dziedziczenia,
podając, iż dziedziczenie wszystkich członków rodziny rozwija
samotnie w przysiółki bezkształtne (str. 25). Tu należy zwrócić
Lud T. XXVII.

9

130
uwagę na to, że wprawdzie wielkie gospodarstwa będą tworzyć
osadnictwo rozrzucone, ale tylko tak długo, jak długo pozostaną
wielkiemi. Musi tu być brany pod uwagę czynnik ewolucji szcze­
gólnie w czasach średniowiecznych.
Ważnem jest stwierdzenie braku zasadniczego wpływu dróg
na kształt osiedli (str. 26), nie zwrócił jednak autor uwagi na
wpływ dróg na rozmieszczenie osiedli. Czy wpływ kolonizacji
należy tak ujmować, jak to czyni autor na str. 26? Wymierzanie
gruntów kolonizacyjnych poszczególnym osadnikom, rzadko tylko
odpowiadało nadawaniu gruntów o jednakowej powierzchni i war­
tości. Z nowszych regulacji osad wymienia autor komasację
i parcelację.
W ujęciu zasad klasyfikacji typów odstępuje nieco autor
od założenia pierwotnego i nie uwzględnia wpływów gospodarczospołecznych. Chce osadę ocenić tylko jako kompleks budynków,
nie uwzględniając układu pól, ze względu na oparcie się na ma­
pach o małej podziałce (str. 30). W ten sposób odrzuca w za­
sadzie najważniejszy czynnik, który wywierał wpływ na kształ­
towanie się osady i jest z układem budynków organicznie zwią­
zany, chociaż w toku omawiania poszczególnych typów, tym
układem gruntów twierdzenia swe uzasadnia. W ogólnym systemie
odrzuca autor klasyfikację geometryczną, która całkiem słusznie
dałaby tylko opis, a przyjmuje geometryczno-genetyczną. Zdaniem
mojem zastosowanie metody genetyczno-geometrycznej, a więc
odwrotnej, dałoby na mapie obraz, nie tylko dzisiejszego stanu
typów osad, ale i przebieg ich kształtowania się, co byłoby nie­
zmiernie cennem dla poznania fizjograficzno-gospodarczych wa­
runków osadnictwa. Opierając się na klasyfikacji Meitzena, uzu­
pełnia ją autor nowszemi produktami typów, tworząc ich cztery
grupy, osady z przed kolonizacji niemieckiej, osady pochodzące
z kolonizacji na prawie niemieckiem, z okresu scalania i parce­
lacji, osady północnej Polski z XIV—XV w. wreszcie osady
samotnicze.
Ważną wydaje się być rzeczą ustalenie terminów poszcze­
gólnych typów osad, co autor starał się rozwiązać. Tworzy więc
nowe terminy polskie jak owalnica, widlica, przysiółek bezkształtny,
ulicowy i placowy, oraz samotnia. Nazwę ostatnią wprowadza dla
t. zw. osady jednodworczej, któ.ych szereg tworzy według autora
wieś samotniczą (štíp 32). Dotychczasowa nazwa tych osad to
osady rozrzucone. Termin jednodworczy zastąpiony terminem
„dworzyskowy“ dawałby określenie genezy osady. Ale tu jedna
uwaga. Kiedy autor na str. 32 odrzuca termin „jednodworczy“
jako żywcem przetłumaczony z niemieckiego, to już na str. 34
i dalej 78 używa tego terminu nie zastąpiwszy go terminem „dwo­
rzyskowy“, który przecie ma swe historyczne uzasadnienie. Nie
można również, jak chce autor, eliminować w tym typie osad.

131
osad przemysłowych i samotnych gospodarstw rolnych, jeśli autor
chce zastosować nietylko klasyfikację geometryczną. Z karczem
rozwijały się również osady czwarte.
Owalnicą nazywa autor wieś kształtu wrzeciona, złożoną
z dwu gęsto zabudowanych, łukowatych ulic wypukłych, między
któremi znajduje się wolny plac. Jest to więc wyróżnienie nowego
typu osad w Polsce, objętych dotychczas wraz z innemi osadami
mianem osad kupowo-podłużnych. Autor zalicza je do osad
z przed kolonizacji niemieckiej, ujmując ich gromadne występo­
wanie na Pomorzu i w Poznańskiem jako typ przejściowy mię­
dzy ulicowym a okólnym typem osady (str. 40). Pczatem wyka­
zuje je autor wyspowo w środkowej i wschodniej Polsce. Trzy­
mając się ściśle określonego typu nie wykazuje ich autor zupeł­
nie na południowym wschodzie. Jeśli tylko pozwolimy sobie na
drobne odchylenie od idealnej formy znajdziemy ich jeszcze
sporo. Przykładowo podam tylko parę _ z nazwami wycinków
map 1 : 75.000: Obłaźnica, Rudniki (Zydaczów), Tatarynów
(Rudki), Bokujma (Brody), Hodów, Plancza W. Milatycze, Wo­
łowe, Kołodruhy (Mikołajów). Osady te zaliczył autor albo do
widlic albo też do łańcuchówek. Zaznaczyć jednak trzeba, iż
trudno je uważać za widlice ze względu na brak charakterystycz­
nych dróg poprzecznych jak również i za łańcuchówki, które są
przecie pewnego rcdxaju ulicówkami. Plac środkowy tych osad
wolny od zabudowań przepływa najczęściej jakaś woda, co też
prawdopodobnie spowodowało wygięcie się łukowate ulic. Takie
byłoby uzasadnienie fizjograficzne. Pozatem niezdecydowana forma
tego typu na wymienionym terenie wskazywałyby, że są to typy
przejściowe między łańcuchówkami, a wielodrożnicami. W pracy
mej1) ten typ osad łącznie zresztą z łańcuchówkami przyjąłem
pod nazwą kupowo-podłużnych za typ osadnictwa' polskiego.
Układ pól w nich spotykany równocześnie i bezładny i regularny
wskazuje na ich starsze pochodzenie, co zresztą odpowiada
i twierdzeniom autora. Mapa autora wśkazuje dalej, że te właśnie
typy na obszarze środkowej Polski mogą być uważane jako naj­
starszy typ osad, które przeszły ewolucję w bardziej uregulowane
ulicówki, a wreszcie teren ten pokryły rzędówki z XVIII i XIX w.
Osada ulicowa to niezbyt długie zwarte szeregi domów
wzdłuż drogi, skupionych w pobliżu ośrodka wsi (str. 43). Przyj­
mując tak ścisłe określenie ulicówki, wyróżnia autor pozatem
podobne formy ulicowe jak łańcuchówkę, szeregówkę i rzędówkę.
Łańcuchówka taka, jaką nam autor pokazuje (str. 59 i 61.
fig. 13, 14) nic wspólnego z ulicówką mieć nie może, nawet
jeśli przyjmiemy definicję obszerniejszą, słusznie też autor wy­
dziela je w typ odrębny. Rzędówka zaś i szeregówka wydają* i
') F. Persowski. Osady na prawie ruskiem, polskiem, niemieckiem
i wołoskiem w ziemi lwowskiej. Lwów 1927. Badania z dziejów społ. i gosp. z. 3.

9*

mi się być tylko odmianami genetycznie późniejszemi tejsamej
formy ulicowej. O trudności odróżnienia ulicówek od szeregówek,
rzędówek, a nawet łańcuchówek wspomina sam autor (str. 47).
Zaznaczyć przytem trzeba, że wsie pochodzące z kolonizacji,
lub też powstające pod jej wpływem nie zawsze mają pasowy
układ pól tak, że tego jako kryterjum odróżnienia łańcuchówki
od ulicówki ustalać nie można. W określeniu samej czystej formy
klasyfikacja taka mogłaby się ostać, w klasyfikacji genetycznej
zaś brakłoby uzasadnienia historycznego.
Rozpatrując typ osady wielodrożnej (kupowej) przytacza
autor zdania autorów obcych o jej etnicznem pochodzeniu, sam
zajmując stanowisko tylko fizjograficzne, że występują one na
obszarach stepowych lub też oddawna bezleśnych, co słusznie
przyjąć można, zaznaczając, że jest to jeden z najstarszych typów
osadniczych wogóle.
Jako przejściową formę osad wyodrębniono widlice, osady
o dwu równoległych ulicach połączonych przecznicami, w kształ­
cie drabiny. Na mapce zajmują one pas Wołynia, między wielodrożnicami Podola a ulicówkami Polesia. Układ pól naprowadza
autora na spostrzeżenie, iż są to typy form dawnych.
Dalszą grupą osad są łańcuchówki powstałe po wykarczowaniu lasu, o domach niezbyt gęsto ustawionych. Od drogi, osi
wsi odchodzą równej szerokości pasy gruntów. Autor zaliczył
do łańcuchówek wsie górskie Karpat (str. 62, 63. fig. 15, 16).
Wsie górskie są najczęściej osadami luźnemi, tu często splata się
typ łańcuchówki z samotniami. Zważyć więc trzeba, że same
góry zmuszają ludzi do tworzenia wyciągniętych form osad. Na
ich formę wpływa także ich wiek, co autor słusznie podniósł.
Jednobym zrobił zastrzeżenie, mianowicie, że należałoby przyjąć
z pewną powściągliwością ich łączność z kolonizacją niemiecką,
jak to autor słusznie uczynił w stosunku do terenu San-Bystrzyca.
Ustalenie ich pochodzenia wymagałoby bowiem jeszcze histo­
rycznego uzasadnienia.
Podlasie zajmuje na mapie autora zwarta grupa szeregówek,
typu osad komasac.yjnych z XVI w. Drugim takim nowym pro­
duktem osadnictwa jest rzędówka, obejmująca Poznańskie, środ­
kową Polskę i Pomorze- Do tego typu zalicza autor również
rzędówki bagienne t. zw. holenderskie w północnej Polsce. Ge­
ometryczny typ rzędówek znajdziemy i w południowo-wschodniej
Polsce. Autor zaliczył je prawdopodobnie do łańcuchówek. Wy­
mienię tu z odcinka mapy Mikołajów-Bobrka : Nowosiółki Oparskie, Piaski, Dmytrze, Chlebowice, Podwysokie. Z pośród przy­
siółków wyróżnia autor bezkształtne na Pomorzu, Mazowszu,
półn. części Podlasia, w Wileńszczyźnie, wreszcie między Rawą
Ruską a Żółkwią, ulicowe w towarzystwie bezkształtnego i nie­
liczny typ placowy. Powstanie przysiółka łączy autor z właści­
wościami terenu pagórkowatego, pooddzielanego wilgotnemi łą­

133
kami. Powstały one prawdopodobnie z osad samotniczych, a jako
należące do drobnej szlachty, przy jej konserwatyzmie nie ule­
gały scalaniu, lecz raczej coraz większemu rozdrabnianiu. Przy
rozpatrywamu genezy przysiółków placowych, wysuwa się mimowoli, chociaż tego wyraźnie nie podkreśla, zasada dworzyskowych początków osad (str. 78). Jeszcze silniej występuje to
u autora przy omawianiu wsi samotniczych (str. 80) związanych
bardziej z gospodarką hodowlaną jak rolną. Na Pomorzu pocho­
dzą one z XIX w., w Poznańskiem z XVI i XIX w. Także
osady Kujaw, Ziemi Dobrzyńskiej i okolic Łodzi to produkty
młode z komasacji i kolonizacji. To samo odnosi się do Wileńszczyzny i Polesia. Na Wołyniu powstały one przez rozpraszanie
starych wsi i kolonizację mazurską, czeską i niemiecką. W Kar­
patach zalegają samotnie działy wód, w ich wschodniej części
zaś oddziałały na ich powstanie stosunki gospodarcze.
W zakończeniu wysnuwa autor szereg wniosków, które mu
poddaje mapa kształtów wsi. Oto one : Poszczególne strefy kształ­
tów wsi niezupełnie są zgodne z dzisiejszym zasięgiem warun­
ków geograficznych, które danej formie sprzyjają. Zależność
kształtu wsi od warunków fizjograficznych jest pośrednia, gdyż
oddziaływało tu i przenoszenie form osadniczych, a co więcej,
nie wolno wypowiadać praw ogólnych, dotyczących wpływu
warunków fizjograficznych na osadnictwo, dopóki się nie opra­
cuje mapy typów wsi większego terytorjum i prześledzi zależ­
ności na mapach o dużej podziałce. Zależność bezpośrednia
odzwierciadla się najczęściej w szczegółach umieszczenia i styli­
zacji danego kształtu. Stopień ulegania przez osady warunkom
fizjograficznym zależy od wieku osad. Osady wykazują tendencję
powstawania na granicach stref gospodarczo różnych.
Poza wynikami geograficznego charakteru, które uzyskał
autor swą sumienną pracą przy takim ogromie materjału karto­
graficznego i bardzo szerokiem uwzględnieniu literatury, jest ona
przez to cenną że jest przeoraniem dotychczas odłogiem leżą­
cego terenu całej Polski. Przy wszystkich badaniach osadniczych
będzie podstawą umożliwiającą prace bardziej szczegółowe cha­
rakteru gospodarczo-społecznego, czy też etnologicznego.
Franciszek Persowski.

E. Hoffmann Krayer—H. Bächtold - Stäubli. Handwörter­
des deutschen Aberglaubens. Berlin — Leipzig, Walter de
Gruyter & Co 1927/8. Bd. I Aal - Butzemann, 8Ü większe. S.
LXX1 + 1764.
Pierwszy zeszyt tego wydawnictwa omówiłem w T. XXVI,
96- -7 „Ludu“; wówczas wskazałem też na wielkie znaczenie
encyklopedji niemieckiego zabobonu także dla polskich etnografów.
Obecnie po wydaniu 1 1 zeszytów, składających się na pierwszy

buch

tom, poprzestaję na ogólnym przeglądzie bogatej treści, przyczem
podkreślani oczywiście niektóre tylko artykuły.
S. 174. Adler. Omówiono orła jako ptaka bogów i królów,
jego własności wróżbiarskie, wszechwiedzę, siłę magiczną, zasto­
sowanie w medycynie i zwyczaju ludowym, wreszcie podania
i mity. S. 184. Adoption. Różne symboliczne fomy adoptowania.
S. 197 Advent. Stosunek kościelnych obrzędów do ludowych
zwyczajów, oraz przesądy i widowiska związane z tym okresem.
S. 203 HL Agathe: Postać św. Agaty w wierzeniach i lecznictwie
ludowemu S. 226. Ahnenglaube. Rozważania na temat kultu przod­
ków. S. 244 Alchemie. Omówienie nazwy, genezy, jej mistycznego
charakteru, celu pracy alchemicznej, dziejów alchemji i jej sto­
sunku do przesądów i zabobonów. S. 255 Ale'çtryomantie. Wró­
żenie z zachowania się koguta. S. 267. Allerseelen. Wierzenia
związane z Zaduszkami. S. z74. Almosen. Typ chrześcijańskiej,
ale i apotropicznej jałmużny. S. 281. Alp. Istota i geneza zmory,
nazwa, opis, wygląd, przyczyna ucisku, objawy występowania
zmory, środki zapobiegawcze. S. 312. Alraun. Mandragora w sta­
rożytności i średniowieczu, wygląd i czarodziejskie jej zastosowanie,
jej właściwości, wiara w dziwny korzeń w literaturze niemieckiej
i u innych ludów. S. 334. Alte Jungfer, Junggeselle. Lekceważenie
starych panien, kary, zabawy zapustne, wydrwiwanie niepłodności,
niechęć do kawalerów. S. 353. Altweibersommer. Istnieje możliwość,
że wierzenia o „babiem lecie“ przeszły do Niemiec z obszaru
słowiańskiego. S. 374. Amulet. Uwzględniono następujące zagad­
nienia: etymologja, określenie pojęcia i cel, geneza przesądu,
rozpowszechnienie i historja, materjał, zastosowanie i siła amuletu.
S. 385. Analogiezauber. Czary słowne, pisane, mimiczne i aktywne
oparte na zasadzie analogji. (Simile simili duet). S. 410. 'Angang.
W rozdziale tym zestawiono bogaty materjał wierzeniowy zwią­
zany z natknięciem się na pewną osobę, zwierzę, roślinę i rzecz.
S. 439. Animism:is. Omówienie animizmu w dwojakiem znaczeniu,
zarówno duchowem, jak życiowo-witalnem. S. 452. Anschneiden.
Rozmaite zwyczaje i wierzenia związane z krajaniem chleba,
S. 460. Anłhropogonie. Podania i mity o powstaniu rodzaju ludz­
kiego. S. 479. Antichrist. Postać Antychrysta w biblji, apokryfach
i podaniach ludowych. S, 510. Apfel. Jabłko jako symbol płód-’
ności, zastosowanie go w lecznictwie ludowem, oraz motyw
jabłka w podaniach. S. 522. Aphrodisiaca. Różne środki służące
do wzmożenia uczuć miłosnych. S. 538. Apokalypse. Apokaliptyka
żydowska i chrześcijańska, oraz apokaliptyczne wyobrażenia w mi­
tach północnych, w baśniach i wierzeniach ludowych. S. 555.
April. Rozmaite zwyczaje i wierzenia związane zwłaszcza z pierw­
szym kwietnia. S. 568. Arbeit. Rozmaite zakazy pracy. S. 584.
Arme Seelen. Dusze błędne i cierpiące, karmienie i wyzwalanie
dusz. S. 611. Asche. Popiół, jego lecznicze i apotropiczne zna­
czenie. S. 632. Astralmythologie. Mity o ciałach niebieskich.

135
S. 647. Ätiologie. Ludowe, fantastyczne objaśnienia pewnych
niezwykłych zjawisk i nazw. S 679. Auge. Wierzenia dotyczące
spojrzenia, znamion zewnętrznych i fizjologji oka. S. 731. Austrieb.
Sposoby magiczne stosowane przy pierwszem wypędzeniu bydła
na paszę. S. 7 43. Axt. Stosowanie siekiery w wierzeniach
ludowych.
S. 751. Baba. Wpływ nazwy słowiańskiej na Niemców.
S. 754. Backen. Omówiono następujące zagadnienia: 1. demony
i duchy przy pieczeniu chleba. 2. Pieczenie jako święta czynność.
3. Zegnanie ciasta. 4. Środki ostrożności. 5. Wkładanie chleba
do pieca. 6. Resztki dawnych ofiar. 7. Czas wypiekania. 8. Wróżby
przy pieczeniu. 9. Czary przy pieczeniu. 10. Zakazy pieczenia
w stosunku do pewnych osób. I i. Leczenie sympatyczne. 12.
Przesądy przy pieczeniu. 13. Czarownice i sprzęt piekarski. 14.
Dzieża jako symbol płodności. O dzieży dokładniej na S. 792
pod Backtrog. S. 781. Backofen. Rozmaite wierzenia zwią­
zane z piecem. S. 3 96. Bad. Kąpiel i zakaz kąpieli zależnie
od dnia i pory roku. Łaźnia i kąpiel lecznicza. Š. 859. Ball­
spiel. Gra w piłkę w obrzędzie i w przesądach. S. 863. Band.
Wstążka w stroju obrzędowym, w lecznictwie i w opowie­
ściach. S. 874. Bann. Zaklinanie duchów, czarodziejów i czarownic,
złoczyńców, zwierząt i chorób. S. 881. Bär. Niedźwiedź w wie­
rzeniach starożytnych i ludów pierwotnych. Niedźwiedź jako za­
klęty człowiek, jako demon, zwłaszcza wegetacyjny, oprowadzanie
niedźwiedzi, niedźwiedź w niemieckich podaniach o Świętych,
w lecznictwie i przesądach. S. 905. Barbara. Wierzenia związane
z kultem św. Barbary. S. 912. Barfuss. Znaczenie bosych nóg
przy czarach i gusłach. S. 941, Bauernpraktik, Bauernregeln. Prze­
pisy ludowych przepowiedni pogody. S. 954. Baum. Kult drzew,
drzewo jako siedziba duszy,, drzewo we wróżbach, przenoszenie
chorób na drzewa. S. 962. Bauopfer. Ofiary z ludzi przy zakładzinach domu. S. 976. Begräbnis. Częściowe i podwójne grzebanie.
Chowanie żywcem. Grób otwarty i zamknięty. Miejsce, czas
i koszta pogrzebu. Dzwonienie po zmarłych (997). S. 1024. Belemnit. Znaczenie przesądowe t. zw. piorunowych strzałek. S. 1043.
Berg. Góry jako siedlisko zmarłych duchów i czarownic. Kult gór.
Wnętrza i jaskinie górskie. Powstanie gór. S. 1056. Bergentrückt.
Opowiadania o śpiących rycerzach. S. 1071. Berggeister. Duchy
mieszkające we wnętrzu gór. S. 1091. Bernstein. Zastosowanie
magiczne bursztynu. S. 1 104. Berühren. Znaczenie dotknięcia jako
magicznej czynności. S. 1 109. Beschwörung. Zaklęcia u ludów pier­
wotnych, w starożytności i u dawnych Germanów. Rodzaje zaklęć.
Osoba zaklinacza, formuła, cel, miejsce i czas zaklęć. S. 1129.
Besen. Znaczenie miotły w obrzędach i wierzeniach ludowych.
S. 1157. Besprechen. Czarodziejskie zamawiania w celach leczni­
czych, czas i sposoby zamawiań. S. 1 184. Bett. Przesądy zwią­
zane z łóżkiem S. 1208. Bibel. Biblja jako święta księga,

136
w wierzeniach i przesądach ludowych, S. 1226. Biene. Kult pszczoły.
Pszczoła w czarach, lecznictwie ludowem, podaniach i legendach.
S. 1255. Bier. Warzenie piwa w mitologii. Piwo i czarownice.
Zwyczaje i przesądy przy szynkowaniu, piciu, przy okazjach
prawnych, oraz przy zwyczajach rodzinnych. Piwo w lecznictwie
ludowem. S. 1282. Bild. Przesądy związane z obrazem. Swiete
obrazy. S. 1308. Bilwis. Bilwis postać demoniczna, mieszkająca
w górach lub drzewach, ciekawa przez to, że przypuszczano jej
słowiańskie lub bałtyckie pochodzenie. S. 1325. Binden. Znaczenie
magiczne związywania. S. 1334. Birke. Brzoza w przesądach i lecz­
nictwie ludowem. S. 1348. Bittgang. Procesja u starożytnych,
w kościele chrześcijańskim. S. 1366. Blau. Znaczenie barwy nie­
bieskiej w wierzeniach o czarodziejach, czarownicach, i demonach.
S. 1389. Bleigiessen. Zwyczaje lania ołowiu w celach wróżbiarskich.
S. 1396. Blindschleiche. Padalec w wierzeniach ludowych. S. 1399.
Blitz. Błyskawica w religji germańskiej i w niemieckich wierze­
niach i podaniach ludowych. S. 1423. Blocksberg. Łysa góra,
omówiona dokładniej w „Ludzie“ XXVII. s. 142 — 3. S. 1434. Blut.
Krew w wierzeniach i w lecznictwie ludowem. S. 1470. Bohne.
Znaczenie bobu w kulcie umarłych i w medycynie sympatycznej.
S. 1498. Branntwein. Wódka w obrzędach i wierzeniach ludowych.
S. 1522. Braut, Bräutigam. Wierzenia związane z młodą parą,
a w szczególności ze strojem weselnym. S. 1537. Brei. Kasza
jako ofiara dla duchów domowych, powietrznych i wegetacyjnych.
Kasza jako posiłek przy obrzędach weselnych i pogrzebowych,
przy wróżbach i w lecznictwie ludowem. S. 1552. Brennessel.
Pokrzywa jako środek przeciwko demonom, jako afrodisiacum,
jako roślina wróżbiarska, jako potrawa magiczna i lecznicza.
S. 1561. Bretzel. Nazwa i święta, na które wypieka się to
obrzędowe pieczywo. S. 1590. Brot. Nazwa, pochodzenie i ro­
dzaje chleba. Chleb w przesądach i obrzędach guślarskich. Chleb
w miłości, małżeństwie i rodzinie. S. 1672. Brunnen. Lecznicza
i cudowna moc studni i źródeł. Wieszczby uzyskiwane przy
pomocy źródła. Demony i bóstwa źródlane. Święci opiekunowie
źródeł. Wejście do podziemi i do piekieł. Kult źródeł S. 1723.
Butter. Dzieje masła i jego rola w różnych praktykach czaro­
dziejskich.
Oczywiście podkreśliłem jedynie dłuższe artykuły, ale już
ten ogólny pogląd wystarcza do stwierdzenia, jak bogata jest
treść pierwszego tomu omawianej encyklopedji. Dla badaczy
polskich jest ona niezmiernie ważna nietylko ze względów ogólnoteoretycznych, ale i dlatego, że uwzględnia w dużym stopniu
cały materjał etnograficzny dawnego zaboru niemieckiego, a na­
wet często do porównania wprowadza wierzenia innych Słowian
Adam Fischer.

137
Bohdan Janusz. Karaici W Polsce. (Bibljoteczka geograficzna
„Orbis“ Serja III, T. II). Kraków 1927, S. 113 + 1 nlb.
Karaici, grupa zbliżona pod względem religijnym do Żydów,,
lecz mówiąca dialektem tatarskim mieszka dziś już w niewielkie?
ilości w Haliczu, Łucku i w Wileńszczyźnie. Monografja p. Janusza
przedstawia nam najpierw w R. I—II dokładnie pochodzenie nazwy
Karaitów polskich, oraz przeszłość Karaitów na WschodzieRozdział III o różnicach wiary i zwyczajów z Żydami zawiera
wiele zajmujących danych i dla etnografów (klęczenie, wyciąganierąk, większa ścisłość małżeństw, trudność rozwodów, sposób za­
chowania stopni zakazanych w małżeństwie, sposób obrzezania,,
dłuższe uważanie kobiet nieczystemi po połogu za nieczyste,,
przepisy co do jadła itd). R. IV omawia osady Karaitów i ich
liczebność, które należałoby uzupełnić daněmi StatystycznegoUrzędu Warszawskiego. R. V podaje cechy antropologiczne a R. VI
charakteryzuje język. R. VII zawiera wiele danych ważnych dla
etnografji, a więc zatrudnienie, strój, zwyczaje narodzinowe, weselne
pogrzebowe i prawne. W R. VIII omawia autor budownictwo
karaickie, szczególnie drewniane świątynie i cmentarze, oraz nie­
zmiernie ciekawe karaickie makaty. W R. IX—XI przedstawił
autor dzieje gmin w Trokach, Łucku i Haliczu. Starannie zesta­
wiona bibljografja i 15 rycin podnoszą wartość omawianej pracy.
W bibljografji zauważyłem następujące braki: 1) Kowalski T.
Sprawozdanie z wycieczki naukowej do Karaimów w Wilnie
i Trokach. Sprawozdania z czynności i posiedzeń Polsk. Akad.
Umiejętności, czerwiec 1925, 25—29. 2) Łoś J. Karaici w Encyklopedji Polskiej Akad. Umiej. Język polski II. 441—444. (przy
końcu bibljografji) 3) Munkácsy B. Karäisch-tatarische Hymnen
aus Polen Keleti Szemle — Revue orientale. T. X. 3 4) Po­
znański S. Karäisch tatarische Literatur. Keleti Szemle — Revue­
orientale XII 1 —2.
Adam Fischer.

Karol Koranyi. Ze studjóu) nad wierzeniami w hisłorji prawa
karnego. I Beczka czarownic. (Pamiętnik historyczno-prawny T. V.
zesz. 2). Lwów 1928. Str. 42 -Ę 1 nlb.
Autor w pracy tej prostuje dotychczasowe mylne zapatry­
wanie, jakoby obwinionych o czary wsadzano do beczki w celu
torturowania. Powodem tego dziwnego procederu było raczej
odgradzanie czarownic od wpływu djabelskiego, a nadto zamknię­
cie w beczce miało na celu uniemożliwić uwięzionym zetknięcie
się z ziemią, która posiada specjalną moc czarowną i może
utrudnić wydanie i wykonanie wyroku.
Prócz tego nowego wyniku, jaki nam daje p. Koranyi, studjum zawiera obfity materjał do dwu innych zagadnień, a mia­
nowicie 1) do roli djabła w procesie o czary, oraz 2) do siły
czarownej ziemi w obrzędach ludowych i zwyczajach prawnych-

i

138
Wywody swe oparł autor na bardzo licznych materiałach
nietylko drukowanych ale i rękopiśmiennych, a zarazem wykazał
wielkie obznajomienie z odnośną literaturą zagraniczną. Z tych
względów szkic o „Beczce czarownic“ jest wartościowem uzupeł­
nieniem innych licznych prac tegoż autora z zakresu badań nad
procesami o czary w Polsce.
Adam Fischer.

Kazimierz Moszyński. Polesie wschodnie. Materjały etno­
graficzne z wschodniej części b. powiatu mozyrskiego oraz z po­
wiatu rzeczyckiego. Warszawa, wydawnictwo Kasy im. Mianow­
skiego, 1928. 8°. Str. XV 4- 328. — Pietkiewicz Czesław.
Polesie rzeczyc\ie. Materjały etnograficzne. Część I. Kultura ma­
terialna. Z 291 rysunkami w tekście. Kraków, Polska Akademja
Umiejętności. 1928, 8U. Str. VI -|- 318.
Do równoczesnego omówienia obu książek skłania mnie
nietylko ich treść, ale i ich geneza. P. K. Moszyński, bawiąc bo­
wiem w r. 1912 parę miesięcy w majątku Stefaninie w Biafocerkiewskiem na Ukrainie zapoznał się z p. Czesławem Pietkiewi­
czem, rodem z Babczyna z okolic miasteczka Chojnik na Pole­
siu rzeczyckiem, P. Pietkiewicz był dla p. Moszyńskiego znako­
mitym informatorem w dziedzinie etnografji Polesia, ponieważ
wskutek wypadków w r. 1863 musiał przez pewien czas żyć
z pracy rąk, jak każdy inny chłop poleski, a dzięki znakomitej
pamięci umiał odtwarzać sws przeżycia z niezwykłą ścisłością.
Z tych cennych zalet p. Pietkiewicza skorzystał bardzo pomyślnis
p. Moszyński, a uzupełniwszy materjał w ten sposób uzyskany
przez wiadomości zebrane w pow. mozyrskiem, opracował całość
p. t. Polesie wschodnie. Z rękopisem tym zapoznał się p. Piet­
kiewicz po przyjeździe do Warszawy w r. 1923 i rozpoczęciu
współpracownictwa w Zakładzie etnologicznym Tow. Nauko­
wego w Warszawie. Na prośbij autora napisał p. Pietkiewicz
uzupełnienia do „Polesia wschodniego“, które opracowano w ten
sposób, aby mogły wyjść jako osobna książka. Ponieważ zaś
szło o unikanie powtórzeń i nieopisywanie tego, co już raz opi­
sano, więc dlatego w książce p. Pietkiewicza niektóre działy
kultury materjalnej zupełnie pominięto. Tak więc obie książki
łączą się treściowo bardzo silnie i to też skłoniło recenzenta do
równoczesnej ich oceny.
K. Moszyński podaje we wstępie do „Polesia wschodniego“
ogólny obraz fizjograficzny Polesia mozyrskiego i rzeczyckiego.
Następnie przedstawia bardzo oryginalny obraz kultury materjal­
nej na obszarach wschodniopoleskich. Lud tutejszy zbiera różne
dzikie płody roślinne, a z brzozy pije oskołę, której używają na
surowo i na kwaśno. W łowiectwie zaprawia się Poleszuk od
małego, a drobną zwierzynę i ptaki bije kamieniami i patykami;

139
na grubszą zwierzynę wybierają się ze strzelbą, a czasem nawet
jeszcze z oszczepami. Szczególne jednak zastosowanie mają roz­
maitego rodzaju sposoby, a więc tak samołówki jak podstępy
myśliwskie, które stosuje się do niedźwiedzia, wilka, kuny, gro­
nostaja, tchórza, zająca, łosia, oraz do rozmaitego ptactwa.
W związku z rybołówstwem spotykają się również formy bardzo
pierwotne. W bartnictwie zaznacza się nawet tępienie dzikich
pszczół przy podbieraniu miodu. Prócz przyrodzonych dziupli
istnieją także na Polesiu w sosnach dziuple sztuczne, zwane
barcią ; w ostatnich czasach ule wypierają barcie. Wreszcie wielka
obfitość łąk i wypasów sprzyja nadzwyczaj chowowi bydła. Przyczem dawniej koni prawie nie hodowano, a wół był pospolitém
zwierzęciem pociągowem.
Stare formy rolnictwa opisuje autor w Mozyrskiem, gdzie
drzewa podcinano, a po wyschnięciu palono. Naogół panuje na
Polesiu forma trzypolówki, a najważniejszem narzędziem jest socha,
podobna do wschodnio-mazowieckiej, którą ciągną woły. Obok so­
chy ważnem narzędziem rolniczem jest brona. Do prac rolnych przy­
wiązuje się wielkie znaczenie, ponieważ zboża i warzywa odgry­
wają bardzo ważną rolę w pożywieniu Polesznka obok rÿb,
mleka i miodu. Do obróbki ziarna służy stępa, oraz żarna. Jedną
z najpowszechniejszych potraw Poleszuka mozyrskiego jest kasza
jaglana, w Rzeczyckiem ustępuje ona pierwszeństwa gryczanej.
Pozatem kuchnia poleska zawiera rozmaite inne „przysmaki“,
które bardzo szczegółowo przedstawiono w omawianej pracy.
Las położył niezatarte piętno na całem życiu Poleszuka,
który wyrabia z drzewa prawie wszystko od obuwia poczynając,
a kończąc na chacie. Z drzew najczęściej używ anem drzewem
jest sosna, po niej dąb, brzoza, lipa, giętkie wierzby i leszczyna.
Znaczny pożytek przynosi także jesion, wiąz, klon, olcha, osina
i czeremcha. Małe zastosowanie znajduje kruszyna, świdwa i grab,
a mało lub wcale nieużywane są jarząb, grusza i jabłoń. W związku
z obfitością surowca rozwinęło się na Polesiu kołodziejstwo, smolarstwo i bednarstwo, wyplatanie obuwia i kobiałek, Róg i kość
mają małe na Polesiu zastosowanie, a obróbka żelaza jak i skór,
znajduje się tam w rękach żydowskich.
W rozdziale o tkactwie polesidem zasługuje na podkreśle­
nie opis krosien z Dereszewicz ; w ustępie o krawiectwie podał
autor charakterystykę dokładną strojów.
Ponieważ zaś Poleszuk znaczną część życia spędza zdała
od domu, śród lasów i nad brzegami rzek, więc liczne są tu
prymitywne formy tymczasowych mieszkań, rozmaitego rodzaju
szałasy, zwane „kureniami“. Niekiedy jest to zwykła zasłona od
wiatru, poprostu ścianka, oparta pochyło o poprzeczną żerdkę,
leżącą na dwóch rosochatych słupkach. Z takich ścian, tylko po­
większonych, ustawiony jest typowy kureń poleski, znajdujący
■częste zastosowanie przy robotach leśnych, parniach, paśbie bydła.

140
łowieniu ryb, na polowaniu itd. Budynkiem nieco zbliżonym pod
względem wewnętrznego urządzenia do kurenia jest pospolita
stodoła mozyrska i rzeczycka, zwana „humno“. W zagrodzie Poleszuka prócz gumna, znajduje się też osieć (budynek do susze­
nia zboża), a nadto powieć cz. powietka, zahoroda cz. odryna,
chlew, kleć, czasem świronek i ściobka. Najważniejszem z pomię­
dzy tych zabudowań jest oczywiście dom mieszkalny, zwany
zwykle chata. Najpierwotniejszym typem domu mieszkalnego na
Polesiu jest niewielki czworobok z wejściem w ścianie krótszej
bez sieni, jednownętrzny. Na środku chaty płonie ognisko. Prócz
tego typu pierwotnego istnieje na Polesiu drugi typ nowszy,
w którym obie ściany szczytowe są doprowadzone tylko do wy­
sokości powały, zaś szczyt zakryty pionowemi deskami, niekiedy
nawet łamany lub otwarty.
Wszystkie budynki gospodarcze bywają rozmieszczone dość
rozmaicie i dość dowolnie wewnątrz zagrody. Jednak przeważnie
na Polesiu wschodniem od ulicy w Wysokiem ogrodzeniu są wrota,
a w dziedzińcu po lewej lub prawej stronie wrót szczytem do
ulicy stoi chata, a za nią w jeden rząd wyciągnięte : kleć, po­
wieć, obory i chlewy. Po przeciwnej stronie podwórza znajduje
się płot lub ściany sąsiedniego obejścia. Czasem jednak budynki
gospodarskie są rozmieszczone po obu stronach dziedzińca.
W głębi obejścia otwierają się drugie wrota na ogrody, a wkońcu
ogrodów stoi gumno. Nadto wyróżnia się dwa rodzaje ogrodze­
nia : płućje wiązane z żerdek lub plecione i tyn, kładziony z po­
ziomych bierwion. Na zakończenie działu kultury materjalnej scha­
rakteryzował autor drogi poleskie i sposoby komunikacji na lądzie
i wodzie. W drugiej części swej pracy przedstawił p. Moszyński
kulturę duchową i społeczną, a więc wiedzę i wiarę, zwyczaje
i obrzędy, gry i zabawy, sztukę, igraszki słowne, przysłowia,
pieśni.
W dziale wiedzy i wiary uwzględniono orjentację w prze­
strzeni, wymierzanie czasu, leki tak mineralne jak roślinne i zwie­
rzęce, a wreszcie bardzo ciekawe zamawiania. Wśród czarodziej­
skich praktyk zostały wyróżnione czary zarówno szkodliwe, jak
pożyteczne, oraz miłosne i gospodarcze. Następnie podaje autor
liczne przykłady wróżb o pogodzie, urodzaju, zamążpójściu, doli
ludzk’ej i ze snów. Prymitywny charakter mają wierzenia doty­
czące modlitwry, ofiary, świętowania i grzechu. Również bogate
są wierzenia z zakresu zjawisk niebieskich i powietrznych, ognia
i wody, ziemi, roślin, zwierząt, ludzi obdarzonych niezwykłą wła­
dzą, duchów zmarłych, istot bajecznych i bóstw.
W rozdziale o zwyczajach i obrzędach mamy zwyczaje ro­
dzinne t. j. narodziny, chrzest, oczyszczenie, pierwszy rok wy­
chowania, pierwsze postrzyżyny, obrzęd weselny z Dereszewicz,
z Hołubicy i Dziakowicz, pogrzeb. Wiele materjału podał autor
także z zakresu zwyczajów obrzędów dorocznych odnośnie do

141
świata „Dziadów“, uroczystości wiosennych, letniego przesilenia,
zwyczajów przy żniwach i siejbie, a wreszcie uroczystości zimo­
wych. W osobnej grupie wyodrębnia autor zwyczaje i pojęcia
prawne, oraz towarzyskie, a mianowicie małżeństwo, wiano i posag,
pokrewieństwo i powinowactwo, stosunek płci, zachowanie się
względem starców, tłokę i zwyczaje domowe.
W dziale gier i zabaw wyróżnia p. Moszyński gry i zabawy
przygodne i doroczne. W dziale sztuki wyodrębniono zdobnictwo,
muzykę, widowiska. W dziale literatury ustnej zawarł autor igraszki
słowne, przysłowia i pieśni, wśród których znajdują się pieśni
mające związek z wierzeniami, oraz pieśni pobożne, weselne
i doroczne obrzędowe. Również i w tym dziale zaznacza się
bardzo wyraźnie prymitywność kultury poleskiej.
Autor dał więc materjały, mające dla badań nad etnografją
Polesia wschodniego pierwszorzędne znaczenie. Stosunkowo mało
natomiast dał materjału ilustracyjnego ; przydałby się on szcze­
gólnie choćby przy omawianiu strojów poleskich. Nie było też
zupełnie uzasadnione stanowisko, aby pracę oddaną w r. 1918
do druku pozostawić niezmienioną i nie uwzględnić w przypiskach
choćby zasadniczych publikacyj wydanych w latach 1918—1928,
które dotyczą Polesia wschodniego czy problemów omawianych
w książce. Z dawnej literatury również nie wszystko uwzględniono,
a więc np. w związku z sochą należało chyba wymienić książkę
D. Zelenina. Russkaja socha. Wiatka 1907. Oczywiście wartości
pracy w niczem to nie zmniejsza, która będzie mieć zawsze wielkie
znaczenie ze względu na zawartą w niej obfitość szczegółów
etnograficznych, a dla nas ma ona tern większą wartość, że dotyczy
terenów, należących do Rosji Sowieckiej, do których dostęp jest
obecnie dla polskich badaczy zamknięty.
Doskonałem uzupełnieniem książki p. Moszyńskiego jest
praca p. Czesława Pietkiewicza o Polesiu rzeczyckiem. Książka
ta ma znaczną wartość nietylko ze względu na treść, ale i bardzo
liczne (291) ilustracje. Rysunki te doskonale dostrajają się swym
charakterem do tekstu. Każdy przedmiot z zakresu kultury materjalnej opisano z możliwie wielką dokładnością, a styl opisu
staje się zrozumiały dopiero w związku z rysunkiem zawsze bardzo
wiernym i ścisłym.
Materjał ułożono analogicznie do pracy p. Moszyńskiego,
co jest zupełnie zrozumiałe, gdyż powstała ona jako uzupełnienie
„Polesia wschodniego“. Autor przedstawił w r. 1, zbiór dzikich
płodów, ich użycie, oraz konserwowanie, w r. U łowiectwo,
w r. 111 bartnictwo, w r. IV pasterstwo i chów zwierząt, w r. V
uprawę roślin, a więc tak rolnictwo jak ogrodnictwo, w r. VI
przj gotowanie pożywienia, w r. VII obróbkę drzewa, w r. VIII
bednarstwo, w r. IX kołodziejstwo, w r. X budownictwo, w r. XI
obróbkę włókna, w r. XII obrobkę skóry i wosku, w r. XIII ko­
walstwo, ślusarstwo, kotlarstwo i blacharstwo, w r. XIV groble.

142
mosty i drogi. W tych rozdziałach opisał autor niezwykle liczne
nazwiska z zakresu kultury materjalnej, a na niektóre z nich
pierwszy szczegółową zwrócił uwagę. Tem więcej przeto należy
żałować, że książkę tę, podobnie zresztą jak „Polesie wschodnie“
p. Moszyńskiego wydano bez indeksu. Byłoby więc rzeczą bardzo
pożądaną, aby przy sposobności oby jak najrychlejszego wydania
drugiej części materjałów p. Pietkiewicza, która ma zawrzeć kul­
turę duchową i społeczną FoLsia rzeczyckiego, nie zapomniano
o dodaniu choćby ogólnego indeksu do obu części. Przez to bowiem
ułatwionoby korzystanie z tej istnej encyklopedji kultury wschodnio-poleskiej i nadano właściwą oprawę wydawniczą tak cennym
materjałom.
Adam Fischer.

Weiser. Blocksberg (w „Handwörterbuch des deutschen Aber­
glaubens“ herausgegeben von Hoffmann-Krayer und Hanns Bächfold-Stäubli, Berlin-Leipzig 1928).
W niniejszym tomie „Ludu“ ogłosiłem rozprawkę o „Łs^sej
górze“. Podstawę tego studjum stanowiły protokoły procesów
o czary przed sądami polskiemi. Chodziło mi przedewszystkiem
o przedstawienie wierzeń o Łysej górze, rozpowszechnionych wśród
naszego ludu pod koniec XVIII wieku, a zachowanych po dzień
dzisiejszy. Zaznaczyłem już we wspomnianej rozprawce, że wie­
rzenia są w przeważającej części pochodzenia zachodnio-euro­
pejskiego, nie przeprowadzałem jednakowoż szczegółowych po­
równań. Do jakiego stopnia wierzenia naszego ludu o Łyse?
górze zbliżone są do wierzeń sąsiadów zachodnich, stwierdzić
możemy na podstawie artykułu Wcisera „Blocksberg“ ogłoszonego
w podanej w nagłówku encyklopedji.
Podobnie jak według wierzeń naszego ludu, tak i według
wierzeń ludu niemieckiego zjeżdżają się czarownice na Łysą górę
w wielkie święta, szczególnie zaś w wilję św. Jana ; u nas po­
nadto na Boże Ciało, na Wniebowstąpienie, w Niemczech w dniu
Wszystkich Świętych i na Boże Narodzenie. U nas jednakowoż nie
ograniczają się zjazdy czarownic jedynie do dni świątecznych
ale odbywają się przynajmniej raz tygodniowo, głównie we czwartek.
Wyjazd na Łysą górę odbywają czarownice niemieckie, podobnie
jak nasze, na capach, psach, świniach, ożogach, łopatach i t. p.,
a nawet na ludziach. Przed wylotem, przeważnie drogą przez
komin, smarują się czarownice maściami.
Udział w zabawach na Łysej górze biorą zarówno starsze
osoby, jak i dzieci. Ale podczas kiedy u nas przybywają na
zgromadzenia wyłącznie prawie kobiety, to według wierzeń nie­
mieckich uczestniczą w zabawach także mężczyźni, nieraz bardzo
wysokie piastujący w codziennem życiu godności.

*
143
Na Łysej górze zdają czarownice djabłu sprawę ze swych
uczynków, otrzymując od niego wskazówki i zlecenia, wreszcie
adorują djabła, całując go w tylną część ciała. O tym ostatnim
szczególe, znanym też w wierzeniach ludu francuskiego, nigdzie
w naszych aktach nie znalazłem wzmianki.
Uczta na Łysej górze jest zarówno według wierzeń naszegoludu, jak i niemieckiego, niezmiernie obfita. Podaje się tam wy­
borowe potrawy, które jednakowoż, o ile się je bierze do domu,
przemieniają się w kał.
Po uczcie następują tany z djabłem, Upadek przy tańcu
oznacza, że dana czarownica zostanie niebawem spalona. Cza­
rownice niemieckie tańczą nietylko na ziemi, ale i na linie w lewą
stronę. Do tańca przygrywają muzykanci. Jednakowoż instrumenty
używane na zabawach czarownic niemieckich, nie są tak różno­
rodne jak na uroczystościach u naszych czarownic. Występuje
tu bęben, ogon koci, głowa świńska, trąby i piszczałki. Zabawa
trwa, jak u nas, do północy, wzg ędnie do piania koguta,
w niektórych atoli okolicach niemieckich, aż do dwunastego dnia.
Karol Koranyi.

Tymieniecki Kazimierz. Społeczeństwo Słowian Le chicfach.
(Ród i plemię) Lwowska Bibljoteka Slawistyczna T. VI. Lwów
1928 str. XÏ + 260.
Objawem niezmiernie dodatnim jest fakt coraz to silniejszego
uwzględnienia wyników badań etnologicznych w pracach histo­
rycznych. W znakomity sposób wykorzystuje materjał etnologiczny
prof. Tymieniecki w swej ostatnio wydanej pracy o społeczeń­
stwie Słowian lechickich. Prawie w każdym ustępie, szczególnie
w pierwszej części swej pracy, wciąga autor w zakres swych roz­
ważań materjał etnologiczny, przy pomocy którego w świetny
sposób wyjaśnia i uzupełnia rozmaite kwestje, na które w źró­
dłach ściśle historycznych odpowiedzi nie znajdujemy, Wyłącznie
prawie na wynikach badań etnologicznych oparty jest ustęp o religji rodowej, o której w źródłach historycznych bardzo niewiele
mamy wzmianek. Dzisiejsze wierzenia ludowe, będące odbiciem
i kontynuacją dawnych, pozwalają nam zrekonstruować prastare
wierzenia Słowian, zwłaszcza ich poglądy na śmierć i stosunek
zmarłego do żyjących członków rodziny. Kult przodków, stano­
wiący ośrodek wierzeń religijnych u Słowian, przyczynił się do
umocnienia i utrwalenia spólności rodowej. Z nim też pozostaje
w pewnym związku instytucja krwawej pomsty, od niego bierze
początek rozwój własności indywidualnej na rzeczach ruchomych.
Autor wykorzystuje w pracy swej bardzo dokładnie raonografje dotyczące dawnych wierzeń, zwłaszcza kultu przodków
umarłych, jakoteż związanego z tym kultem kultu ogniska do­
mowego, jak prace Brucknera, Niederlego, Ciszewskiego i Fischera.

^Zwyczaje pogrzebowe ludu polskiego). Szkoda, że autor pominął
inną pracę tegoż autora „Święto umarłych“. Lwów 1923, odbitka
z Rozprav' i wiadomości Muzeum im. Dzieduszyckich T. VII—
VIII. Rok 1921/1922.

Podnieść też należy z uznaniem, że autor zwraca również
uwagę na wyniki badań prehistorycznych, których niestety u nas
w pracach historycznych nie uwzględniano.

Karol Koranyi.
Künssberg von Eberhard. Deutsche Bauemweistümer, Ausgewählt und herausgegeben von... Jena 1926, str. 168.
Doskonały znawca historji prawa, jakim jest prof. Künssberg
podjął się wybrania najbardziej charakterystycznych ustępów ze
zbiorów praw wiejskich z różnych stron Niemiec. Pragnieniem
wydawcy było, jak zaznacza we wstępie, aby same źródła opo­
wiedziały nam o życiu pfawnem i zwyczajach prawnych ludu
w dawnycn wiekach, a mianowicie na przestrzeni między XIV
-a XVIII stuleciem. Najobszerniejsze wyciągi daje autor ze zbiorów
praw wiejskich okolic południowych, a to z Austrji Dolnej, ze
Styrji, Tyrolu, Salzburga, Szwajcarji, Czech, Moraw i Saksonji,
-dalej okolic zachodnich, a to z ziem nadreńskich, Luksemburga,
Palatym-lu i Wirtembergji, a wreszcie z okolic północnych Niemiec.
Wszystkie prawie strony współżycia między ludźmi są tu
unormowane, nieomal każde zdarzenie życiowe jest tu uwzględ­
nione. Przewidzianem jest naprzykład, jak zachować się ma ojciec,
kiedy podczas roboty poza dometn otrzyma wiadomość o naro­
dzinach dziecka ; określone są bliżej pewne zwyczaje ślubne,
a wreszcie ujęte są w reguły prawne zwyczaje pogrzebowe (obo­
wiązek sąsiadów do brania udziału w pogrzebie, obowiązek utrzy­
mywania dróg wiodących do cmentarza, obowiązek dziedziców
zmarłego do ofiarowania sąsiadom beczki piwa w pierwszą rocz­
nicę skonu).
Z przepisów regulujących gospodarkę rolną zasługuje na
wzmiankę zakaz przejeżdżania z broną po polu sąsiada (o ile
przejazd jest konieczny, brona musi być obrócona zębami do
góry) ; zakaz obsiewania ugoru, zakaz siania lnu na polu sąsiada.
Liczne bardzo są postanowienia dotyczące zwierząt domo­
wych. Drób, jak kaczki, gęsi, kury nie mogą się wszędzie swo­
bodnie poruszać. Na cudzem polu wyjęte są z pod ochrony prawa.
Zato bydlo, zwłaszcza rozpłodowe, cieszy się wielkiemi nieraz
przywilejami. Buhaja naprzykład można wypędzić ze zboża, ale
nie wolno go przytem bić, podobnie knura.
Szczegółowe są przepisy normujące obowiązki mieszkańców
wsi wobec pana (ciężary pańszczyźniane), jak i wobec innych
członkovt gromady (udział w sądownictwie, obowiązek wysyłania
dalej kuli, i t. p.).

145
Slady dawnych wierzeń spotykany w ustępach dotyczących
prawa karnego. Złodzieja zabitego na gorącym uczynku nie wolno
wynieść z domu, gdzie go zabito, przez drzwi, ale wywlec go
należy na zewnątrz poprzez podkopany próg i złożyć mu na
piersiach głowę zarżniętego koguta. Gwałciciela należy żywcem
przebić palem, przyczem pierwsza uderzyć ma pal zgwałcona
kobieta. Karą na fałszerza monet jest gotowanie go we wrzącej
oliwie.
Oto w krótkim zarysie obraz różnorodnych przepisów praw
wiejskich niemieckich, pisanych niekiedy ze świetnym humorem,
a zawierających nieocenione wprost skarby dla badań nad kulturą
zarówno duchową, ;ak i materjalną ludu. Zwrócić tu jednakowoż
należy uwagę, że i nasze przepisy praw wiejskich, jak niemniej
wyroki naszych sądów wiejskich to prawdziwa kopalnia dla po­
znania dawnych urządzeń i wierzeń ludu. Niestety źródła te
w bardzo małej tylko mierze zostały dotąd wydane. Życzyć by
przeto należało, aby zapowiedziane opublikowanie materjałów
zebranych przez sp. Ulanowskiego rychłej doczekało się realizacji.
Warto przytem zaznaczyć, że w naszych źródłach praw wiejskich
znachodzimy niejedną analogję z urządzeniami na Zachodzie, np.
przepisy o obowiązkach mieszkańców wsi wobec pana, obowią­
zek podawania dalej kuli przysyłanej przez wójta, bo „jeżeliby
ją u siebie zatrzymać ważył się i bliskiemu sąsiadowi nie odesłał,
taki za tych wszystkich, którzyby dla zatrzymania kuli do gromady
nie stanęli, zapłacić ma groszy sześć“. Nieraz jednak są przepisy,
których na Zachodzie nigdzie nie spotykamy np. zakaz snochactwa, t. j. współżycia teścia z synową (Rkp. Ossol. 2408, k 6.)
Nie brak też humoru w naszych pomnikach praw wiejskich. Jest
to taki sam zdrowy chłopski humor, z jakim się spotykamy
w niemieckiem prawie wiejskiem. Oto przykład (Księgi wiejskie’
T. II. Nr. 4978 wyd. B. Ulanowski) : Sąd wiejski w czasie roz­
prawy, dążąc do ugodowego załatwienia sporu, nakazuje wadzą­
cym się stronom, aby „się sami między sobą pogodzili przez
(bez) łamania głów prawnych; co te obie strony nie będąc tak
twardemi, ani upornemi, wziąwszy Pana Boga na pomoc, dawszy
diabłu po gębie uczynieli dobrowolnie z miłości ugodę między sobą“.
Karol Koranyi.

' Künssberg, Eberhard Frh. v. Rechtssprachgeographie. Mit
einer Grundkarte und 20 Deckblättern. (Sitzungsberichte der
Heidelberger Akademie der Wissenschaften. Phil.-hist. Klasse.
Jahrgang 1926/27. 1. Abhandlung). Heidelberg 1926.
Szczegółowe omówienie powyższej pracy zc stanowiska
historji języka, ocena jej wartości dla badań językoznawczych
oraz historyczno-prawnych wychodzi poza ramy niniejszego cza­
sopisma. Niemniej jednakowoż chcemy zwrócić uwagę na pracę
Lud. T. XXVII.

10

146
prof. Künssberga ze względu na poruszoną w niej metodę karto­
graficzną, która z powodzeniem stosowana być może na polu
prac etnologicznych.
Dla badań nad językiem prawniczym sporządzić się dadzą
rozmaite mapy. Przedewszystkiem zatem takie, które obrazują
nam obszar językowy, jako taki, a więc obszar języka niemiec­
kiego, francuskiego, włoskiego, polskiego itd. innemi słowy ze­
wnętrzne niejako granice danego języka. Powtóre zas w obrębie
danego tervtorjum wykreślić się dadzą mapy narzeczy jednego
i tego samego języka, a wreszcie mapy, stanowiące właściwie
podstawę tych ostatnich, które obrazują rozprzestrzenianie się
poszczególnych słów. Autor zajmuje się specjalnie tym ostatnim
rodzajem map.
Metoda kartograficzna, jaką stosuje autor, jest następująca.
Posługuje się on właściwie tylko jedną mapą, tzw. mapą zasad­
niczą (Grundkarte). Jest to ślepa mapa, na której wyrysowana
jest granica polityczna, oraz wszystkie rzeki wraz z dopływami.
Dla przedstawienia rozprzestrzenienia się poszczególnych słów,
nie sporządza autor odrębnych map, ale odnośne dane umieszcza
na kalkach. Przez przyłożenie kalki do mapy zasadniczej, otrzy­
mujemy mapę obszaru, na którem dani" wyraz występuje. Tego
rodzaju metoda posiada szereg dodatnich stron. Przedewszystkiem
sporządzenie kalki nie wymaga specjalnej biegłości w rysowaniu
map. Powtóre otrzymujemy tvm sposobem obraz bardzo przej­
rzysty, ponieważ ułatwionem jest przedstawienie na jednym szkicu
całego szeregu wyjątków przez prostą zmianę znakowania. Wresz­
cie i to może najważniejsze, uproszczone są w znacznym stopniu
badania porównawcze. Weźmy przykład. Podobnie jak w Niem­
czech obok wyrazu Leitkauf występuje wyraz Weinkauf, tak samo
u nas obok wyrazu litkup występuje wyraz mohorycz. Na jednej
więc kalce znaczymy czarnym tuszem miejsca, gdzie występuje
wyraz litkup, na innej znów czerwonym miejsca, gdzie w użyciu
jest wyraz mohorycz. Jeśli obie kalki złożymy razem na mapie
zasadniczej, otrzymamy obraz wzajemnego ustosunkowania się
obu tych wyrazów. Będziemy mogli stwierdzić, czy wyrazy te
występują na zupełnie odrębnych terytorjach, czy może są obszary,
gdzie ludność posługuje się oboma wyrazami, wreszcie ustalił
czy i który wyraz wypiera drugi, a ponadto w którym mniejwięcej czasie się to działo. Bardzo korzystną okaże się ta me­
toda badań kartograficznych w dziedzinie badań nad kulturą materjalną. Naprzykład badania nad stosunkiem pługa do sochy itd.
Warto przeto zaznajomić się bliżej z książką prof. Künssberga.
Karol Koranyi.

Hildegard Hetzer. Das volkstümliche Kinderspiel. (Wiener
Arbeiten zur pädagogischen Psychologie, hrsg. von Charlotte Bühler
und V. Fadru8. Heft 6.) Berlin, Wien, Leipzig, Neu York 1927.

147
Krótka lecz zajmująca monografja pospolitych ogólnodziecięcych zabaw p. H. Hetzer, przynosi wiele nowych zdobyczy,
zarówno pod względem metodycznym, jak rzeczowym. Jest ona
wynikiem najświeższych badań na polu psychologji pedag., wie­
deńskiej szkoły p. Ch. Biihler, które zwróciły uwagę świata pe­
dagogicznego na ogromną doniosłość studjów etnogra­
ficznych dla wychowania dziecka. Dość późno niestety
poznano wychowawczą wartość zwykłych ogólnodziecięcyc.h za­
baw. Tem usilniej jednak postanowiono wykorzystać je w prak­
tyce szkolnej, umożliwiając dziecku harmonijny rozwój osobo­
wości w na.,prostszy i najbardziej dlań naturalny sposób, przez
jego własne, tak dobrze mu znane a tak pospolite „zabawy“.
Należało jednak wpierw je zebrać, bo zaniedbywanie stu­
djów etnograficznych w ubiegłych dziesiątkach lat i brak materjałów etnograficznych uniemożliwiał wykorzystanie tego ogólno­
ludzkiego skarbu.
Przy zbieraniu materiału zastosowała p. Hetzer bardzo
oryginalną metodę. Przeszczepiła bowiem na pole badań etno­
graficznych, dobrze znaną psychologji rozwojowej — metodę
„ciągłej obserwacji“. Polega ona na stałem (kilka miesięcy
np. trwającem) uwzględnianiu żywotnych stosunków między jed­
nostką a przedmiotowym wytworem, umożliwia obserwowanie
twórcy w naturalnych dla niego warunkach życia, daje możność po­
znania genezy zabawy, sposobów jej tworzenia (Erfinden) i prze­
twarzania (Umschaffen), stosunku twórcy do wytworu odpowia­
dającego kręgowi jego wyobrażeń i „sztucznego“ obcego mu,
czego żadna dotychczasowa metoda etnograficzna nie dawała,
Nadto daje ona możność poznania istniejącego stanu posiadania
w całości, poznania sposobu jego przekazywania z pokolenia
na pokolenie drogą „słowa“, lub „przykładu“ wyłącznie, a więc
ustną i żywą — bez oparcia o tekst. Wytwór poznajemy na tle
środowiska, (z uwzględnieniem zachowania się dzieci podczas
zabawy, sytuacyj zabawowych stosunku dzieci do zabaw pospo­
litych i „uczonych“ podsuwanych), w przeciwieństwie do dotych­
czasowego, „oderwanego“ i „fragmentarycznego“ sposobu zbie­
rania materjałów.
Zabawę pojmuje p. Hetzer dość szeroko, jako czynność,
wyposażoną w radosną chęć działania i przez nią wprost lub
dla niej dokonywaną, bez względu na to, co prócz tego się zrobi,
względnie w związku z jakim celem.
Z kolei omawia autorka rodzaje zwykłych zabaw dziecię­
cych, przy których „zabawki“ *) odgrywają minimalną rolę w prze­
ciwieństwie do zabaw „wyuczonych“. Tworzywem pospolitych
zabaw są bowiem prawie zawsze „zgłoski“. Ważną zaletą tej
11 Świeżo ukazała się praca: Karl Gröber: „Kinderspielzeug aus alter
Zeit". Berlin 1928 — pełna ilustracyjnego materjału.

10*

148
pracy jest ujmowanie wyników w cyfry i zestawianie ich w ta­
blicach statystycznych, które świetnie ilustrują wpływ niejedno­
krotnie nieuchwytnych czynników w rodzaju wieku, płci itp.
Wśród zabaw pospolitych stanowią rymy dziecięce 32%), „rymy
wyliczające“' 14%, zabawy „przy współudziale ciała dziecka 8%,
zabawy zręcznościowe 20%, taneczne l6°/8, z zabawkami 6%,
zwyczaje dziecięce 3%.
Oto dla przykładu jedna z tabel, ilustrująca wpływ wieku,
płci i „okresu dojirzewania“ na bawiące
wiek
Chłopcy
Dziewczęta
Przeciętnie

lat

3—5 5—7 7-9 9—1
16
20
21
19
14
25
24
21
15
22'5 2P5 21

1- 13 14—15
19
5

6

10

225

7'5

Suma

100

100
100

W osobnym rozdziale omawia autorka starożytność mitologiczno-historycznych pierwiastków, zawartych w zabawach dzie­
cięcych, które okazują się bardzo staremi wytworami kulturowemi.
(Rymy odliczające znali już Babilończycy, w „ciuciubabkę“ ba­
wili się żołnierze rzymscy jeszcze z Chrystusem, zabawy w ka­
myczki znały dobrze już greckie pan’e). Gdy chodzi o opis prze­
twarzania zabaw przez dzieci (głównie rymów), ich. tworzenie
i analizę cech, polska literatura etnologiczna stoi wyżej jak za­
graniczna. Posiadamy, gdy chodzi o „polskie rymy ludowe“,
monografje Prof. Dr. J. S. Bystronia „Artyzm pieśni ludowej“,
„Polska pieśń ludowa“, „Pieśni ludu polskiego“, „Historja w pie­
śni ludu polskiego“, górujące subtelnością i głębią psychologicznoestetyczne. analizy nad monografjami niemieckiemi. Wiele z uchwy­
conych tutaj cech tego rodzaju wytworów i mechanizmu ich po­
wstawania literatura etnologiczna niemiecka jeszcze nie zna.
Do ciekawych zagadnień, które porusza p. Hetzer należy
porównanie zabawy dziecięcej z bajką. I w tej dziedzinie posiada
polska literatura wspaniałą pracę prof. Dr. St. Szumana „Wpływ
bajki na dziecko“. 1928 — pierwszą tego rodzaju.
Dla szkolnictwa i pedagogów natomiast otwiera p. Hetzer
nowe horyzonty, omawiając znaczenie zabaw dziecięcych dla
wychowania dziecka. Nic tak, jak zabawa, nie „pochłania“ dziecka,
które bawiąc się całą swą osobowością uczestniczy w zabawie.
Nie można przeto wyznaczyć nawet idealniejszego środka wy­
chowawczego, jak te tak nieznane, ogólno-dziecięce zabawy !
Zabawa taka daje dziecku możność wszechstronnego rozwoju
cielesnego, (opanowywanie ciała, wyćwiczenie zmysłów i ciała,
ćwiczenie zręczności, przygotowanie do przyszłej walki o byt),
przy równoczesnym rozwoju duchowym (ćwiczenie mechanizmu
przedstawieniowego, intensywne przeżywanie uczuć, opanowy­
wanie woli) i społecznym (podporządkowanie się dziecka regule,
kierującej zabawą, pod groźbą wykluczenia). Rozdział o socjo-

149
logji zabawy, to jeden z bardzo cennych w pracy autorki, za­
sługujący na przyswojenie go polskiej literaturze pedagogicznej
i socjologicznej.
Pospolite zabawy dziecięce, jak widzimy, to dziedzina
badań, godna zainteresowania nietylko ze względów teoretycz­
nych ale i praktycznych. Bez niej nie rozwiniemy szkoły rodzi­
mej — „żywej“ ! Lwowski Zakład Etnologiczny w myśl tych
zasad rozpoczął prace w tym kierunku o wiele wcześniej, jak
p. Ch. Bühler i „szkoła wiedeńska“, bo jeszcze w r. 1925 rozpo­
częto stud] a nad monografją polskich, ogólno-dziecięcych zabaw.
Kraków.

Jan Kuchta.

Muzea regjonalne ich cele i zadania. Książka zbiorowa.
Warszawa 1928, Str. HI 4- 276.
W związku z szerzącą się coraz bardziej ideą regjonalizmu
powstała myśl, aby tworzyć też muzea regjonalne. Muzea takie
organizują się w Polsce w wielu miastach nietylko większych ale
i mniejszych. Przy tych usiłowaniach zwłaszcza w mniejszych
ośrodkach kulturalnych widzi się wiele dyletantyzmu i błędów,
które mogą oczywiście szkodzić samej idei. Dlatego było rzeczą
niezmiernie ważną i doniosłą, aby tym usiłowaniom dać solidną
teoretyczną podstawę.
Z tego względu zasługuje na uznanie inicjatywa Sekcji Pow­
szechnych Uniwersytetów Regionalnych Związku Polskiego Na­
uczycielstwa Szkół Powszechnych, działającej pod przewodnictwem'
Aleksandra Patkowskiego, która stworzyła specjalne wydawnictwo:
„Polską Bibljotekę regjonalną“. Pierwszy tom poświęcono właśnie
zagadnieniu Muzeum regjonalnego. Praca ma charakter zbiorowy,
a poszczególne działy opracowali pierwszorzędni fachowcy.
A więc o geologji napisał Jan Czarnocki, dział klimatologiczny
opracował Władysław Niebrzydowski, dział botaniczny omówił
Bolesław Hryniewiecki, inne zaś działy mają następujących au­
torów: T. Jaczewski (Zoologja), J. Mydlarski (Antropologia)
K. Moszyński (Etnografja), R. Jakimowicz (Archeologja przed
historyczna), St. Arnold (Historia), Fr. Bujak (Historja gospodarcza)
A. Patkowski (Oświata), L. Niemojewski (Sztuka), A. Chybińsk"
(Muzyka), A. Janowski (Kult postaci historycznych) i R. DanyszFleszarowa (Bibljoteka i archiwum). Nadto mamy artykuły ogólne,
a więc zbiorowe rozważania na temat celów i zadań muzeów
regionalnych, A. Górskiego uwag; o służeniu Prawdzie, a wreszcie
S. Małkowskiego zamknięcie, wyjaśniające genezę wydawnictwa.
Z tych uwag ogólnych zasługuje na podkreślenie definicja
zadania Muzeum regjonalnego. Muzea regjonalne winny być pla­
cówkami naukowemi przystosowanemi do pełnienia służby łącz­
ności między światem prawd, odkrywanym przez naukę, a spo­

150
łeczeństwem. Muzea mają spełniać dwojakie zadania : ł. mają być
placówką pracy naukowej i 2. ogniskiem popularyzacji wiedzy.
W tym duchu powinny się przekształcić również istniejące mu­
zea prowincjonalne i jak najprędzej stracić dotychczasowy cha­
rakter rupieciarni lub magazynów muzealnych, a stać się żywemi
i należycie przystosowanemi do otoczenia ośrodkami pracy na­
ukowej, a zarazem ogniskami propagandy nauki.
W duchu tej naczelnej zasady poszczególni autorowie przed­
stawiają organizację różnych działów. Naogół wszystkie te przed­
stawienia mają brak, który powinien być usunięty w formie
specjalnego artykułu, poświęconego zagadnieniom z zakresu muzeologji praktycznej. Nie wystarczy bowiem podać, co należy
zbierać, ale jak zbiory ustawić, jak je konserwować, jakiego typu
szafy są potrzebne do pewnych specjalnych kolekcyj. Sprawa ta
jest tern bardziej ważna, że nie ma właściwie u nas specjalistów
wytwórców szaf muzealnych choćby w rodzaju drezdeńskiego
Kühnscherfa. Trudność ta jest wielka we Lwowie, czy w Krakowie,
ale będzie jeszcze większa w Kołomyi lub Płocku, a z powodu
braku odpowiednich wskazówek kierownik prowincjonalnego
muzeum, choćby miał poważne przygotowanie naukowe, może
zamówić szafy muzealne zupełnie niepraktyczne.
Ten problem jest ważny dla wszystkich działów, ale szczepólne znaczenie ma dla działu etnograficznego. W Muzeum etnograficznem odpowiednie wyzyskanie przestrzeni jest wielce trudne,
ponieważ mamy do czynienia z przedmiotami bardzo wielkiemi
i bardzo małemi, a pozatem rozmaita może być zasada układu
przedmiotów jużto realna, jużto terytorjalna, albo też i połączenie
obu tych zasad. W związku z tym układem toczy się obecnie
w muzeologji ciekawa dyskusja, czy układ ma być tylko naukowy,
czy raczej estetyczny, czy wreszcie łączyć powinien jedno i drugie,
co praktycznie przeprowadził Prof. Frankowski w Muzeum Etnograficznem w Warszawie, a Dr. Bleichsteiner w Museum f. Völker­
kunde we Wiedniu.
Dlatego należy żałować, że p. K. Moszyński w swym arty­
kule o etnografii nie udzielił wskazówek właśnie z takiego prak­
tycznego zakresu. Takie wskazówki muzeologiczne byłyby tem
ważniejsze, że ułatwiłyby muzeologom prowincjonalnym odpo­
wiednią konserwację np. pisanek lub strojów. Przecież obecnie
możemy zauważyć w każdem Muzeum inną zasadę, w wielu
wypadkach zupełnie niewłaściwą. Pouczenie o katalogowaniu
i inwentaryzacji muzealnej byłoby również pożądane.
Praca p. Moszyńskiego posiada nadto drugi zasadniczy
brak, a mianowicie brak rycin. Bez tych rycin kierownik Muzeum
w Tarnopolu, czy w Katowicach absolutnie nie zrozumie opisu
płużycy czy cepów gązewkowych. Brak ten wydaje się tem dziw­
niejszy, że autor sam doskonały rysownik posiada bogate w tej

151
dziedzinie materjały, a wydawnictwo nie stawiałoby chyba oporu,
skoro drugi tom „Bibljoteki“ zawierający kalendarz obrzędowy
E. Frankowskiego posiada ilustracje.
Pozatem w szczupłych rozmiarach autor skupił wiele treści
i dał popis swej erudycji. W niektórych wypadkach wysiłek ten
właściwie jest zbyteczny, boć przecie w Płocku czy w Kołomyi
trudno będzie o węgierskie publikacje, jak Z. Bàtky, „Utmutató
néprajzi múzeumok szervezésére“ i inne wyczerpane i nie do na­
bycia wydawnictwa. Natomiast powinien był autor uwzględnić
bardzo instruktywne prace W. Pesslera, dyrektora Muzeum w Hannowerze. Pisane metodą etnogeograficzną byłyby w każdem muzeum
regjonalnem bardzo pożyteczne ; ze 132 prac Pesslera przytacza
jednak p. Moszyński tylko jedną. Również nie jest kompletna
bibljografja dotycząca różnych muzeów.
Nadto praca p. Moszyńskiego przesądza jakby z góry, że
muzeum regjonalne będzie to zawsze dawne muzeum szafkowe,
a nie uwzględnia możliwości muzeum typu skandynawskiegomuzeum na wolnem powietrzu. A przecież regjonaliści zachodnio­
europejscy zupełnie wyraźnie nieraz to podkreślają, że w prze­
ciwieństwie do stołecznych muzeów naukowych, szafkowych mu­
zea prowincjonalne winny być to muzea żywe, propagandowe,
muzea na wolnem powietrzu,
Wreszcie na zakończenie muszę parę słów napisać we
własnej obronie. P. Moszyński podobnie jak na wielu innych
miejscach, (Ziemia 1927, Nauka Polska X) tak i tutaj na str. 112
zaznacza, że książki syntetycznej, któraby dawała całkowity obraz
kultury ludowei polskiej, dotychczas nie posiadamy, bo popularna
praca A. Fischera „Lud polski“ nie może służyć jako podstawa
do gruntownej pracy badawczej i nie miała zresztą tego na celu.
Zapatrywaniu temu przeczy jednak w zupełności praktyczne do­
świadczenie. Książka moja o „Ludzie polskim“ była wynikiem
nie tyle wykładów uniwersyteckich, jak raczej kilkuletnich wy­
kładów z zakresu etnografji Polski w Studjum geograficznem przy
Uniwersytecie lwowskim. Na kursie tym było nauczycielstwo
z całej Polski o różnym stopniu przygotowania naukowego, które
dostarczyło mi niezliczonych sposobności do nauczenia się, jede
zagadnienia etnograficzne muszą być podane, aby je t. zw. prze­
ciętny inteligentny ogół rozumiał, a zarazem aby niektóre sfery
(zwłaszcza nauczycielstwo szkół powszechnych) zechciały na tei
niwie współpracować. W związku z tym charakterem książki
niektóre problemy musiały być traktowane zupełnie ogólnie,
a inne nawet pominięte,
Popularna forma okazała się jednak zupełnie właściwa, po­
nieważ jedynie dzięki temu praca spotkała się z takiem powo­
dzeniem, jak żadna inna publikacja etnograficzna. Książka oka­
zała się zarazem dobrym przewodnikiem dla początkujących etno-

152
grafów, jak tego dowiodły bardzo liczne wartościowe materjały
zebrane jedynie na podstawie mego podręcznika. A że zaś książka
wbrewT mniemaniu p. Moszyńskiego daje całość nauki o ludzie
polskim, to stwierdzili zarówno uczeni polscy jak i obcy, a mia­
nowicie : A. Bruckner (Przegląd współczesny 1926), E. Frankow­
ski (Ziemia 1926), J. St. Bystroń (Przegląd współczesny 1926),
Mi Allerhand (Przegląd prawa i administr. 1,927), K. Iv Nittmann
(Muzeum 1927), K. Chotek (Slavia 1928), Č. Zibrt (Česky Lid
1928), J. Husek (Prudy 1927), A. Magr (Prager Presse 1926),
W. Kamińskij (Wistnyk etnograficznyj 1927), H. Grappin (Revue
des études slaves 1926), E. Hanisch (Jahrb. f. Kultur u. Ge­
schichte d. Slaven II) i w. i.
Oczywiście w stosunku do dzisiejszego stanu badań za­
wiera książka już pewne braki, które w drugiem wydaniu będą
usunięte. Braki te praca musiała zawierać, jako pierwsza tego
rodzaju próba syntetyczna, i autor przy jej wydaniu zdawał sobie
w całej pełni z tego sprawę, że za swą odwagę będzie trafiony
niejednym krytycznym pociskiem. Nie mniej nie żałuję jej przed­
wczesnego wydania, ponieważ swoje zadanie propagandowe dla
etnografji polskiej podręcznik ten spełnił w całej pełni.
Muszę nakoniec wyjaśnić także zarzuty p. Moszyńskiego
(S. 132—3 w uwadze) że: 1) ustęp o narzędziacn łowieckich
w „Ludzie polskim“ S. 69, w. 3—22 odpisałem dosłownie
z książki W. Kozłowskiego, „Pierwsze początki terminologii ło­
wieckiej“ 2) wymienione na tej podstawie narzędzia mają z ludem
bardzo mało wspólnego. Ad 1 ) mogę szan. krytyka zapewnić,
że w chwili pisania odnośnego ustępu wogóle książki Kozłow­
skiego nie znałem, a natomiast wszystkie szczegóły łowieckie
zaczerpnąłem z Glogera, Encyk. Starop. III. 247, którego też
przy końcu ustępu na s. 70 cytuję. Ad 2) mogę stwierdzić na
podstawie dostarczonych mi wiadomości, że niektóre z wymienio­
nych narzędzi łowieckich istotnie używane są również przez lud.
Dokładniejszych dowodów przyrzekł mi przed miesiącem dostar­
czyć jeden z lwowskich nemrodów, który jest właśnie na tropie
egzemplarza książki W. Kozłowskiego z glossami świadczącemi,
że były to formy łowieckie nietylko szlacheckie, ale i ludowe.
Wogóle byłoby niezmiernie dziwne, gdyby było inaczej, bo
przecież również w wielu innych dziedzinach widzimy, że kultura
staroszlachecka jest równie, a nawet nieraz więcej ludowa, ani­
żeli kultura chłopska.
Oczyv/iście niezależnie od tych uwag o dziale etnograficz­
nym omawiana książka jest bardzo dobrym wstępnym podręczni­
kiem dla przyszłych organizatorów muzeów regjonalnych w Polsce.
Lwów, w lutym 1929.
Adam Fischer.

153

Paul Hermant — Denis Boomans. La médecine populaire.
Préface de Albert Marinu s. Bruxelles 1928. S. XV -(-240
z 36 ilustracjami.
Książka podaje bogaty materjał brabancki z licznemi ana
logjami europejskiemi i pozaeuropejskiemi, przyczem autorowie
uwzględniali także materjały polskie, o ile były im dostępne
z artykułów Karłowicza i Żmigrodzkiego w etnograficznych pi­
smach francuskich. Cały materjał ułożono systematycznie. Więc
najpierw w pierwszej części środki lecznicze oparte na zasadzie
analogji czyto barwy czy ruchu, czy nazwy, czy formy, czy
wreszcie samej rzeczy. Prócz tego uwzględniono znaczenie węzła
i symbolicznego przerwania łączności w medycynie ludowej.
Z chorób omówiono specjalnie żółtaczkę, krwotok i biegunkę.
W drugiej części rozważają autorowie pojęcie materjalne choroby,,
a więc stłumienie choroby przez umycie się, przez tchnienie,
przez przejście i przez zetknięcie się, a następnie przeniesienie
choroby na innych ludzi, na zwierzęta żywe, na zwierzęta zabite
lub na mięso, na przedmioty nieżywotne. Specjalnie omówione
znaczenie krwi. W trzeciej części zestawiają autorowie pojęcia
animistyczne łączące się z lecznictwem, różne lekarstwa przykre,
bolesne lub obrzydliwe, zamawiania, pisane modlitwy, znaczenie
przedmiotów kultu, żelazo, ołów, rozmaite rośliny itd., talizmany.
W osobnym ustępie mamy charakterystykę różnych znachorów.
W całości praca przedstawia się bardzo interesująco i daje
wiele rozważań ciekawych dla każdego, kto się interesuje europejskiem lecznictwem ludowem. Możnaby zrobić jedynie zarzut
bardzo niestarannej korekcie w przypiskach, która nieraz tytuły
i autorów zupełnie zniekształca, a więc Batchezor (48), Simroch
(54, 74), Karłowiez (70), Zincerle (79), Wlisloecki, Wieszinski
(93), Schymann zam. Seligmann (113) itd. Poza tern książka wy­
dana bardzo estetycznie i pięknie zilustrowana.
Adam Fische

Henryk Biegeleisen. Wesele. Z 26 ilustracjami na kredo­
wym papierze i 56 nutami w tekście. Lwów, Nakładem Instytutu
Stauropigjańskiego 1928, S. Ili —(— 511 +1 nlb.
H. Biegeleisen nie jest nowicjuszem w dziedzinie etnografji.
Przeważnie jeszcze obecnych profesorów etnologji nie było na
świecie, gdy autor „Wesela“ w różnych pismach warszawskich
zamieszczał etnograficzne artykuły. Obecnie wrócił do młodo­
cianych umiłowań i dał nam parę ciekawych i sporych tomów
na temat obrzędów rodzinnych. Po zwyczajach narodzinowych,
opracowanych p.’ t. Matka i dziecko, Lwów 1927. (Prw. Lud
XXVI 102) przystąpił autor do monografji wesela, o którem
jeszcze w r. 1893 pisał w „Wiśle“.

Praca składa się z dwu części. Pierwsza część omawia
cały rytuał weselny, a więc: kojarzenie małżeństw, dziewosłęby,
zrękowiny, drużyna weselna, wspomożenie p. młodej i obdarza­
nie godowników, wieńczyny, błogosławieństwo rodziców, ślub,
ucztę weselną, rozpleciny, oczepiny, przenosiny, pokładziny i przebabiny. W drugiej części rozważa autor wróżby małżeńskie,
czary miłosne i małżeńskie, ślady zwyczaju porywania dziewcząt,
przeżytki małżeństwa przez kupno, kult ogniska domowego, prze­
żytki kultu ognia i wody, pieśni weselne, pogrzeb niepoślubionych weselem i wesele wdów. Książkę zamyka bogata bibljografja przedmiotu, podająca około 1000 dzieł.
Książka została oparta na olbrzymim materjale nietylko
z zakresu ludów europejskich, ale i plemion pierwotnych. Praca
ma charakter popularny, ale i badacz-specialista znajdzie w niei
wiele materjału, który można łatwo przeoczyć wobec rozprósze­
nia w różnych rzadkich dziś kompletach czasopism. W szcze­
gółach zwłaszcza w bibljografji można zauważyć pewne omyłki,
a więc J. St. Bystroń pomieszany z J. Bystroniem ojcem, „Lud“
pismo pomieszane z moją pracą o „Ludzie polskim“, nieściśle
podane tytuły niektórych prac jak Cernego „Lužicka svatba“,
jakieś pomieszanie czcionek przy Liidtkem itd. Ale oczywiście
ten czytelnik, dla którego książkę przeznaczono, tvch drobiazgów
nie będzie szukać, lecz wczytywać się będzie W bogaty i zajmu­
jący tekst. A im bardziej w tej popularnej lekturze zasmakuje,
tem lepiej i tern łatwiej zainteresuje się później także naszemi
uczonemi monograt.ami. Dlatego prace H. Biegeleisena są dla
etnografji bardzo pożyteczne.
Adam Fischer.

W. J. Sliwina — F. Tracz. Ziemia lubartowska. Szkic mo­
nograficzny, ilustrowany. Lubartów 1928. Nakładem Polskiej Ma­
cierzy Szkolnej. S. 146 -f- 2 nlb.
Praca ma charakter krajoznawczy z przewagą danych histo­
rycznych i statystyczno-gospodarczych. Można się czasem natknąć
także na szczegóły etnograficzne, choć na ogół znajdujemy ich
tu niewiele. A szkoda, bo przez opisanie ludu lubartowskiego,
jego strojów, budownictwa i wierzeń i zamieszczenie odpowied­
niej ilości ilustracyj praca wieleby zyskała i wzbudziła zaintere­
sowanie większe poza powiatem lubartowskim. Uwaga ta oczy­
wiście nie umniejsza wartości tej publikacji, a stwierdza jedynie
zawód, jaki spotyka etnografa, szukającego w pracy o ziemi
lubartowskiej także szczegółów o ludzie lubartowskim. Natomiast
historycy sztuki znajdą tu wiele szczegółów o lubartowskich pa­
łacach i kościołach, a zwolennicy twórczości regjonalnej przeczy­
tają z zainteresowaniem poezje i opowiadania W. J. Sliwiny,
osnute na tle lokalnej tradycji.
Adam Fischer.

155
Bolinder Gustaf. Underliga Fofy i Europas mitt. Stockholm
1928. S. 305 + 1 nlb.
Znany szwedzki podróżnik zwiedził w ubiegłym roku całe
Karpaty, przyczem szczególnie interesował się Hucułami, których
badał zwłaszcza na obszarze Podkarpackiej Rusi. Wynikiem jego
podróży jest piękna książka o dziwnym ludzie w środku Europy.
W książce tej opisuje jednak nietylko samych Hucułów, ale
przedstawia swe wrażenia z podróży po Czechosłowacji i Polsce.
VII rozdział poświęcony jest Polsce, a więc przedewszystkiem
entuzjazmowi dla Krakowa i jego zabytków, przyczem wspomina
o Muzeum Etnograficznem na Wawelu i dziwi się szczupłemu
lokalowi. Następnie opisuje autor podróż do Wieliczki, jazdę
w Tatry, Zakopane i Muzeum Tatrzańskie. W VIII rozdziale
omówiona góralszczyzna, a wśród fotografij nie brak też i starego
Mroza, ostatniego dudziarza na Podhalu. W r. IX. mamy opis
pobytu we Lwowie i podziw dla wielkiej ilości muzeów w naszem mieście, które autor oglądał w maju 1928 r. Ze Lwowa
udał się szwedzki podróżnik przez Stryj na obszar Bojków, a stąd
wrócił do Czechosłowacji.
Książka zawiera wśród ilustracyj następujące polonica : (Bar­
bakan krakowski, dziedziniec Bibljoteki jagiellońskiej, zamek kró­
lewski na Wawelu, parę widoków tatrzańskich, zbójnicki, góral­
skie obrazy na szkle i ule, widok ogólny Lwowa i typy żydow­
skie). Oczywiście nie ustrzegł się też autor pewnych omyłek,
jak np. że uniwersytet jagielloński zośtał założony w r. 1319,
że szczyt w Zakopanem zwie się Gemont, a wreszcie zasadniczą
omyłką popełnił ilustrator na okładce tej książki, gdy przedsta­
wił Hucułkę grającą na trembicie.
Książka wydana pięknie i bogato ilustrowana, a autor odnosi
się do Polski przychylnie, mimo, że nie miał u nas takich ułat­
wień, jakich mu udzielono w Czechosłowacji.
Adam Fischer.
Prof. Uniw. Dr. Čeněk Zíbrt. Ohlas obřadních písni veliko­
nočních v lidovém podání. Praha 1928. Str. 474.
Przedmiotem tej ciekawej książki jest zbadanie wpływu ży­
dowskich obrzędowych pieśni wielkanocnych na twórczość ludową.
Autor daje nam najpierw dokładny przegląd bibljograficzey róż­
nych wydań Hagady ze szczególnem uwzględnieniem praskich,
poczem omawia obie pieśni żydowskie Chad Oadja (Pieśń o kózce)
i Echad mi jodea (Co jest jeden), oraz ich znaczenie w domo­
wym obrzędzie żydowskim.
Prof. Zíbrt zestawił olbrzymi materjał porównawczy do od
dźwięku pieśni „Co jest jeden*' w ludowej tradycji czeskiej
i obcej; na s. 131—132 uwzględniono także teksty polskie zapi­
sane swego czasu przez S. Udzielę, J. Swiętka i R. Lilientalową

156
(Lud IV 260, V 367, Wisła XVI 635). Piosnka ta została za­
stosowana przez Komensky’ego także w jego elementarzach ;
znajdujemy ją i w polskich wydaniach, jak np. w lesznieńskiem
z r. 1798.
W dalszym ciągu pracy omawia autor pieśń o kózce Chad
Gadja i jej oddźwięk w podaniach ludowych. Z polskich materjałów przytoczono teksty podane przez Udzielę, Grynbergową
i Piątkowską (Zbiór XIV 243, Lud II 22, Wisła XVII 458)-. Na
tern tle powstały rozmaite łańcuszkowe opowieści, jak np. o nie­
posłusznym Joklu, który nie chce zaprzestać pijaństwa, lub nie
chce żąć owsa, a także pieśni o kózce, która nie chce gruszek
trząść. Te ostatnie są zwłaszcza w Polsce bardzo częste i nie
zapomniał też ich Zibrt przytoczyć (Lud IV 290, 438, VIII 202,
Wisła XVI 636, XVII 459). Prof. Zibrt omówd także tak częstą
w Polsce opowiastkę o kozie rogatej do pół boku obdartej,
przyczem uwzględnia też dokładnie mój szkic z przed łaty na
ten temat (Lud XVI 348).
Następnie zestawił autor łańcuszkowe opowieści o spiesze­
niu z pomocą zwierzątku choiemu lub zmarłemu; wśród tych
powiastek wyróżnia się grupa wschodnio-słowiańskich gadek
o kurce -5r okatej. Na zakończenie omówił Prof. Zibrt rozmaite
łańcuszkowe powiastki i pieśni niety'ko słowiańskie, ale i inne
europejskie analogiczne teksty.
Praca Pro
Zibrta daje nam olbrzymi materjał nietylko
bibljogr aficzny, ale i tekstowy, ponieważ autor prócz przekładu
daje zawsze w przypisku warjanty w ich oryginalnem brzmieniu,
co oczywiście znacznie ułatwia dokładne porównanie licznych
odmianek i stwierdzenie lokalnych różnic.

Adam Fischer.
Karskij E. Geschichie der Weissrussischen Volksdichtung und
Literatur. (Grundriss der slavischen Philologie und Kulturgeschichte
hrsg. v. R. Trautmann und M. Vasmer). Berlin und Leipzig.
Walter de Gruyter & Cc 1926. S. X -j- 202.
Pierwsza część tej książki posiada szczególne znaczenie dla
etnografów, ponieważ poświęcona jest białoruskiej twórczości
ludowej. Autor daje najpierw krótki przegląd literatury, który
jest dla nas niezmiernie ciekawy, bo świadczy, że Polacy byli
prawie wyłącznie tymi, którzy tworzyli białoruską etnografję
w pierwszej połowie XIX wieku ; świadczą o tern nazwiska takie
jak J. Szydłowski (1800), M. Czarnowska (1817), A. Rypiński
(1840), J. Czeczot (1844), J. Barszczewski (1843) i E. Tyszkie­
wicz (1847). Dopiero po r. 1863 zbierają materjały Rosjanie
i Białorusini. Z tego okresu znamy wielu zasłużonych etnogra­
fów, jak L. Nosowicz, A. Demboweckij, Z. Radczenko, M. Downar-Zapolskij, E. Ljackij, W. Dobrowolski], P. Szejn, N. Nikofo-

157
rowskij, E. Romanow, S. Malewicz i A. Sierzputowsklj. Ale
i wówczas w Polsce nie brak zasłużonych pracowników jak
W. Dybowski, W. Weryho (nie Wieryha, jak pisze Karskij),
F. Wereńko, E. Klich, a przedewszystkiem M. Federowski autor
„Ludu białoruskiego“. Do tych badaczy, wymienionych przez
Karskiego możnaby jeszcze dodać nazwiska, jak Kamiński, Hurynowicz, Czechowska, Witort, L. Wasilewski, M. Kucz, Baudouir de Courtenay i i. Wogóle zaś przydałby się w tym ustępie
odsyłacz do E. Kołodziejczyka. Bibljografji słowianoznawstwa
polskiego, Kraków 1911, S. 252—256, gdzie podano obfitą bibljografję, dotyczącą zainteresowań polskich w dziedzinie białoruskiej.
W dziale szczegółowej analizy białoruskiego folkloru autor
omawia najpierw zamawiania zarówno pod względem formy jak
i praktycznego zastosowania. Następnie przeprowadzono analizę
pieśni obrzędowych, które zgodnie z naszemi podziałami dzieli
autor na doroczne i rodzinne. W srod dorocznych uwzględniono
koladki i szczedrowki. Kolędy te mają nieraz stary prymitywny
charakter, a analogje do nich i w polskich kolendach znaleźć
możemy (Prw. Bystroń J. St. Polska pieśń ludowa. Wybór,
S. 58). Wspomniano też przytem o kozie i betlejkach. Następnie
omawia autor „maslanicę i pieśni wiosenne. Dość zbliżone są
do nich pieśni rymowane w okresie Zielonych Świąt. Pieśni ku­
palne nie odznaczają się zbytnią różnorodnością, a zawierają
najwięcej pierwiastku erotycznego i satyrycznego. Wreszcie pier­
wotny charakter mają pieśni dożynkowe.
W dziale pieśni rodzinnych, omówił autor pieśni narodzi­
nowe, weselne i pogrzebowe. ^Wyjaśnienie znaczenia wieńca
i drzewka weselnego nie wydaje mi się trafne (Prw. Abra­
ham, Zawarcie małżeństwa, Lwów 1925). Może też nieco za po­
bieżnie potraktował autor pieśni śpiewane w czasie „Dziadów“
(s. 69), które to święto jest przecież tak charakterystyczne dla
Białorusi. Dość ogólnie omawia autor pieśni powszechne. Po
tym rozdziale bezpośrednio powinien był autor przedstawić
resztki eposu i piecni religijne, a nie dopiero w dalszych roz­
działach powracać znowu do pieśni. W osobnych rozdziałach
podkreśla Karskij wartość białoruskich powiedzeń, przysłowi
i zagadek. Przy tych ostatnich pominięto w literaturze: Dybow­
ski W. Zagadki białoruskie z gub. mińskiej. Zbiór X, 157—169.
Wreszcie podano charakterystykę białoruskich opowieści, przyczem jednak autor nie uwzględnił dość wyraźnie rozmaitych
rodzajów tych opowiadań i nazywa je wszystkie baśniami.
Druga część pracy Prof. Karskiego poświęcona jest litera
turze artystycznej, przyczem znów możemy zauważyć, jak pier­
wiastki polskie bardzo silnie zaznaczyły się w tej literaturze.
Ocena tej części wykraczałaby poza ramy naszego pisma ; na­
wiasem tylko wspomnę, że wymieniony na s. 147 1. Święcicki,

158
jest także autorem pracy „Osnowy widrodżenja biłoruśkoho pyśmenstwa“ (Zap Nauk. Tow. Szewcz. 1914).
Już choćby ten ogólny przegląd dowodzi chyba dostatecz­
nie, że zarys Prof. Karskiego posiada wielką wartość dla każ­
dego słowiańskiego etnografa i bardzo ułatwia badania na polu
kultury duchowej ludu białoruskiego.
Adam Fischer.

Tadeusz Seweryn. Krakowskie skrzynie malowane. (Wy­
dawnictwa Muzeum Etnograficznego w Krakowie Nr. 1.) Kra­
ków 1928. 4°, S. 38.
Muzeum Etnograficzne w Krakowie przystąpiło do publi­
kacji z zakresu sztuki ludowej. Pierwszy tom wydawnictwa za­
wiera T Seweryna „Krakowskie skrzynie malowane“.
Autor cha "akteryzuje dokładnie problemy techniczne i arty­
styczne skrzyń krakowskich Z rozważań tych wynika, że typowem tłem skrzyń krakowskich jest kolor zielony w głębokim
tonie, a umiłowanie tej barwy wiąże p. Seweryn z szlachecką
tradycją, która w dworkach polskich aż do końca XVIII w. na­
kazywała gospodarzowi wyposażać się w sprzęty o barwie na­
turalnego drzewa, aloo malowane na zielono. Przód skrzyni,
o ile nie wvpełnia go kolisty wieniec kwiatowy, związany u dołu
wstążką w kokardę, lub różyczkowy fontazik, podzielony jest
zasadniczo na trzy pola, z których wszystkie, lub tylko środkowe
posiada tło pdmiennej barwy, niż tło całej skrzyni. Taki sam
podział posiada wieko, natomiast na bocznych ścianach rozwinięta jest w powiększeniu zwykle jedna zdobina frontowej orna­
mentacji.
Zdobnictwo skrzyń krakowskich pomimo wielu ich indywi­
dualnych znamion, łączy się ściśle z ogólnopolskiem zdobnictwem
ludowem Ze znamion specjalnych na szczególne podkreślenie
zasługują renesansowe gzymsowania, składające się z malowa­
nych „jaiowników czyli „wolich oczu *, które z klasycznej archi­
tektury przeszły do włoskiego renesansu. Skrzynia krakowska
tak przez ten ornament jak przez swą trójdziałowość dowodzi,
że wpływy włoskie były bardzo rozległe, skoro przetrwały nawet
w ludowem sprzętarstwie.
Do ciekawego tekstu dodał p. Seweryn 33 rysunki i 5 tablic
barwnych z 10 skrzyniami. W stosunku do tej pięknej formy
zewnętrznej cena książki jest bardzo niska, bo wynosi przy kup­
nie w Muzeum Etnograficznem krakowskiem tylko 6 złotych.
Poparcie tego wydawnictwa jest tern ważniejsze, że przez to za­
razem umożliwi się Muzeum krakowskiemu dalsze wydawnictwa
etnograficzne.
Adam Fischer.

159
Włodzimierz Antoniewicz. Metalowe spinki góralskie. (Prace
Komisji etnograficznej Polskiej Akad. Urn. 8) Kraków 1928,
S. 82 -f I nlb.
Praca prof, Antoniewicza usiłuje powiązać współczesne
przejawy sztuki ludowej na Podhalu z formami wczesno- i przedhistorycznemi. Analiza metalowych spinek góralskich doprowa­
dziła autora do przypuszczenia, że przetrwały one na terenach
zachodniego Spiszą, Liptowa, Orawy i Podhala od czasu wę­
drówek ludów, t zn. od V wieku po dziś. Od tego czasu prze­
szły spinki góralskie cały Szereg przemian, tak że odchyliły się
one dość znacznie od swoich pierwowzorów, zachowując jednak
zasadnicze cechy budowy i ornamentyki, właściwe dla fibul
gockich.
Z tern przypuszczeniem pozostają w zgodzie dzieje osad­
nictwa tych obszarów, a mianowicie fakt przejścia i chwilowego
zatrzymania się niektórych szczepów gockich na Podkarpaciu od
Siedmiogrodu przez górne dorzecze Cisy, Bodrogu, Hornadu
i Popradu a z biegiem Wagu dc Dunaju. Naciskani przez Hu­
nów mogli się chronić Gotowie w łatwiej dostępnych od połud­
nia dolinach górnego Popradu i Wagu, a w górę biegu rzeki
Orawy mogli się przesunąć w Beskidy i na dolinę nowotarską
stanowiąc ważny trzon ludnościowy, który pochłonęli później
naciskający od północy i południa Słowianie. Wy wo dy swe po­
piera autor 132 rycinami i 2 mapami w tekście, a staranna ana­
liza typologiczna tego całego materjału pomogła do uzyskania
tak ciekawych wyników.
Adam Fischer.

Ks. Edward Kosibowicz. Problem fudów pigmejskich. Kra­
ków 1927. Wydawnictwo księży Jezuitów. Str. 236 -f- 2 nlb.
Praca przedstawia nam problem pigmejski w świetle historji ■
starożytnej, antropologji i p-ehistorji. Podkreślono oczywiście
przedewszystkiem poglądy tych badaczy, którzy uważają Pigme­
jów za etniczne szczątki najstarszej znanej nam dzisiaj rasy
ludzkiej.
Argumenty etnologiczne zostały zaczerpnięte z prac W.
Schmidta, przyczem autor zastanawia się nad wzajemnym sto­
sunkiem dwu najstarszych kultur, mianowicie pigmejskiej oraz
tasmańsko- australskiej. Przy porównaniach użyto wskaźników :
zniekształceń cielesnych, narzędzi muzycznych, sztuki malarskiej,
sprzętów oraz narzędzi codziennego użytku, sposobu niecenia
ognia, organizacji społecznej i pogrzebowych zwyczajów.
Na podstawie tych porównań stwierdza autor, że choć w niektórych punktach obydwa kulturalne koła nakrywają się
częściowo, to jednak całość kultury pigmejskiej przedstawia się
w szacie większej prostoty oraz pierwotności aniżeli najstarsza

160

kultura australská. Stąd dla autora wypływa dalszy wniosek, że
kultura pigmejska jest najpierwotniejszym zabytkiem tajemniczych
początków kultury ludzkości. Autor jest tu jednak zupełnie słusz­
nie umiarkowany i zaznacza, że uznanie Pigmejów za prarodziców rodzaju ludzkiego może być przynajmniej narazie jedynie
płodem wyobraźni. Po tej wstępnej dyskusji przechodzi autor
do zagadnienia etycznych • religijnych przekonań tej jednej z naj­
starszych odrośli rodzaju ludzkiego. Analiza moralności i pojęć
i praktyk religijnych prowadzi autora do wniosku, że Pigmejczycy są monoteistami, a wiara ta da się wykazać także u ple­
mion australskich ; na tych podstawach autor nie wysnuwa jednak
wniosków co do monoteizmu w prehistorycznych czasach wogóle,
ale przyznaje, że narazie brak jeszcze materjałów odnośnie do
paleoazjatów i odnośnie do paleolitu, któreby pozwoliły rozciągać
znamiona kulturalne Pigmejów na całą piervTotną ludzkość.
Ta ostrożność w sądzie i brak tendencyj apriorystycznych
mogą usposobić do pracy ks. Kosibowicza przychylnie nawet
tych, którzy odnoszą się nieco krytycznie do jednolitości t. zw.
kultury pigmejskiej.

Adam Fischer.

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.