d7b290f577bf6a27473a0fc1ae7912be.pdf
Media
Part of Chrzest "Żyda" / Lud, 1903, t. 9 (Rozmaitości)
- extracted text
-
— 408
Kciał sie dowiedzieć, co „ona ma w brzuchu, bo taka gruba.
„Ożerznoł brzuk i wyjon młode. A ze mu sie jeś kciało, ozpaluł
se ogiń i upiek se to młode i zjad. Potom poszed do królewny
i powiada:
Jak to było? Kiióń zjad chleb, chleb kuónia, kiióń trzy ptaki,
trzy ptaki siedmiu człowieki; idocy nie widzocy zjad takie, co
jeszce nigdy na świecie nie było.
W całom kraju nńmodrzyjsi medytowali nad tom, ale na nic.
Tak królewna pedziała mu, ze wyjdzie za niego, ale jak je pozna.
A „ón se uważył, ze ta królewna ma maluśko krosto nad „okiem.
Kazała mu przyjś na drugi dziń, a ubrała sie straśnie podle, a kua kucharka jeji była „obrana za niom i miała korono na g„owie.
A ta co je posługowrała, była se tak ubrana że średnia. Uon przysed, popatrzuł sie dobrze każdy w ocy i na to napodli ubrana mówi:
To jes królewna i zgad, bo tak rychtyg było. No i śniom sie ozoniuł
i potom wszystkim opowiedział, jaka to była ta zagadka.
Szymon Gonet.
Rozmaitości.
Chrzest „Żyda“. Jeden z dawniejszych mych uczniów gimnazyalnych, obecnie słuchacz filozofii, p. T. Czapczyński, przywiózł
mi przed rokiem z wakacyi opis wyzwolenia parobczaka, „Żyda“,
na kosiarza. Obrzędowi temu poddać się musi każdy parobek, wy
chodzący pierwszy raz z kosą na pole do żęcia zboża. Obrzęd ten,
rzadko spotykany w niżej opisanej formie, odbywa się w Nowej wsi,
w powiecie lubelskim gubernii płockiej. Opis obrzędu podaję według
danej mi notatki dosłownie.
„Po ścięciu ozimego zboża kośnicy wybierają dzień pogodny,
zwykłe wigilię jakiegoś święta, żeby przez następny dzień wypo
cząć po zabawie. Nad wieczorem wycinają między zbożem okrągły
plac, który nazywają „kościołem“. Na placu tym naokoło kładą
kosy, a w pośrodku stawiają trzy strychołki (przyrząd do ostrzenia
kos w formie zaostrzonej deseczki) w koziołek ostrymi końcami
do góry i sadzają na nich kośnika, mającego podlegać obrzędowi.
Wybierają następnie z pomiędzy siebie starszych wiekiem i powa
żniejszych, którzy mają przyjąć chłopaka w poczet kośników.
— 409 —
Przed tak ważnym obrzędem trzeba ogolić „żyda“; zrywają
więc kawałek ostu, który ma służyć za pędzel; za. brzytwę zaś
służy strychołek; jednego z kośników posyłają po wodę, którą ten
ma przynieść w czapce lub kapeluszu. Wysłany, niby się spiesząc,
idzie, jak może, najwolniej, żeby „żyd“ dłużej siedział na koziołku
ze strychołków, co mu sprawia niezbyt przyjemne uczucie. Zwykle
niosący wodę, dochodząc z nią z powrotem, przewraca się i wodę
wylewa; to się powtarza czasem po kilka razy. W końcu wodę
prrzyniesiono; jeden z obecnych bierze urwaną gałązkę ostu, macza
w wodzie i uderza po twarzy siedzącego na koziołku chłopaka, co
ma zastąpić mydlenie twarzy przy goleniu. Następnie bierze stry
chołek, umazany w piasku, i zaczyna nim golić, co znowu sprawia
niemało bólu.
Trzeba „żyda“ także i ostrzydz. W tym celu składają na krzyż
dwa strychołki i zaczynają swoją ofiarę drzeć za włosy. Gdy „żyd“
już jest ogolony, ostrzyżony i umyty, kładą mu na głowę kapelusz,
spleciony we formie piramidy z sitowia, ubrany kwiatami i kło
sami. Na plecy kładą mu wiązkę zboża i rozmaitych kwiatów.
„Żyd“ tak przybrany prosi o lustro, żeby się przejrzeć; wtedy jeden
z obecnych z iście wiejską swobodą spuszcza spodnie i pokazuje
mu... lustro. Następnie robią z powróseł, na krzyż złożonych, torbę,
do której kładą kamień, o ile możności cięższy i większy, co ma
służyć za kadzielnicę; tą kadzielnicą uderzają kośnika kilka razy
i to się nazywa „okadzeniem“. Po tych ceremoniach oznajmiają
młodzieńcowi we wyrażeniach swoich technicznych ustawę kośni
ków, która przeważnie składa się z niezbyt przyzwoitych prawideł,
jako to: „Nie chodź s... pod wiatr, żeby smród nie szedł na kośni
ków“ i t. p.
Na tern kończy się obrządek wyzwolin. Wyzwolony wstaje,
pije na zdrowie wszystkich obecnych i przy dźwięku skrzypek
i basetli, przy brzęku kos idzie całe zgromadzenie do wsi. Wszyscy
przybrani są odświętnie i przyozdobieni kwiatami i kłosami. Na
przodzie w takt muzyki i brzęku kos wyskakują nowowyzwoleni
kośnicy. Cała ta procesya udaje się do dworu, gdzie dostaje wódki
i pieniędzy, a stąd idzie do którejbądź chałupy, gdzie się weseli
do późnej nocy“.
Dr. J. Leciejewski.
Leczenie wścieklizny. W okolicy Bytomia w Prusiech istnieje
przesąd, że obłęd nigdy całkowicie nie zostanie wyleczony, jeżeli
pacyent nie spożyje ugotowanego serca z wściekłego psa. Oczywi
ście staje się to powodem fatalnych skutków. Oto n. p. w roku
ubiegłym zabito wściekłego psa i wrzucono do rowu. Po kilku dniach
wydobyto go, aby łeb posłać do Berlina, celem stwierdzenia wście
klizny. Zauważono jednak, że pies był rozpruty i serca brakowało.
Nikt na razie nie mógł sobie tego wytłomaczyć. Lecz niedługo
rzecz się wyjaśniła. Właśnie w tym czasie pewna dziewczyna wró
ciła ze szpitala obłąkanych, uzdrowiona wprawdzie, ale wedle
