44a6511390dedd9fbf8f05aae14e3d48.pdf
Media
Part of Nie zginęło "czędo" ; starodawna modlitwa wieczorna / Lud, 1903, t. 9 (Rozmaitości)
- extracted text
-
— 88 —
„Przyjdź!“ I nie przyszedł czegoś-to. A upiór to usłyszał i przy
szedł. I. stuknął, jak u nas — wiecie — w okno; wyszła ona, patrzy —
on. A on mówd: „Chodźmy!“ Ubrała się ona i poszła. A on wziął
ją z sobą i przyprowadził na cmentarz i mówi: „Leź w jamę“.
A ona mówi: „Leź ty, a ja będę podawać ci ubranie („szmatia“).
On wlazł tam, a ona podaje jemu, co już na sobie ma. Podała
chustkę, podała spódnicę, koszulę już zaczęła rwać na kawałki
i dawać, już czeka, aby kury zapiały. Kosy rozpletła, podała jeden
warkocz, rozplotła drugą, podała drugi; a wtedy może rwać kosy
i rzucać jemu w jamę. A kury zapiały i ona poszła już do domu;
i nie wiem, co dalej, bo przytem nie byłam".
Jf. Zborowski.
Nie zginęło „czędo“. Pan prof. Dr. Bruckner, w swem odczycie
o dawności i znaczeniu polskiego języka1) twierdzi, że wyraz staro
dawny „czędo“ zaginął, i że „jeszcze w XVI. wieku Mazur używał
słowa „cędo“ nazywając tern dzieci, wogóle potomstwo“.
Owoż na pociechę pana Profesora donoszę, że dziś jeszcze
u nas na Powiślu, sprawiedliwy Mazur i to nie rzadko używa słowa
„cędo“. To słowo żyje nie tylko w dąbrowskim, ale o ile wiem,
i w mieleckim powiecie.
Tylko to słowo już dziś nie oznacza chyba potomstwa.
Jeżeli n. p. ktoś obiecuje zrobić coś komu, a ten znając go,
wie, że on tego nie zwykł czynić, i wrątpliwą jest rzeczą, czy obie
tnicę daną wypełni, mówi się u nas: „O moja cędo“ albo „co to
za cęda“. Albo gdy go nie ma, a mówi się o nim do drugiej osoby,
to się mówi: „Znam go dobrze, co to za cęda“.
Czy w innych powiatach znane to słowo, nie badałem, ale
że u nas jest w powszechnem użyciu, to niniejszem stwierdzam.
J. Bojko.
Starodawna modlitwa wieczorna.
A jo grzysny, idę spać,
Nie mam ci se co posłać,
Pościelę se świętą Wanieliją,
Świętem się krzyzem odzieję,
Ciebie się satanie nie boję.
Jaz my przyniesą kroplę krwi,
Co z Paniezusa kapała,
Na świętym krzyzie wisiała.
Stoi krzyz wyborny,
Ciało na ńiem pokorne,
Ciece z nigo słodka zdroja,
Co porywo dusa moja.
Ksiądz w kościele Pana Jezusa podnosi,
Dusycka się moja w ciele ciesy.
*) „Słowo Polskie“, Lwów 1902. Nr. 514.
— 89 —
Duso moja raduj się,
Serce moje wesel się,
A żebym jo scęście mioł,
Kiedy będę umieroł,
Olij święty na się broi,
Do piekła się niedostoł.
Amen Jezus.
Modlitwę tę słyszałem co wieczór od ś. p. ojca mego, staru
szka, i wiernie ją odpisawszy przesyłam do użytku.
J. Bojko.
0 gradzie. Pewien mieszczan z Jaćmierza szedł z byczkami
na jarmark do Bukowska. W pielnickim (Pielnia wieś) lesie spotkał
„płanetników“, którzy robili grad, rąbiąc na drobne kawałki bryłę
lodu tak wielką, jak cztery domy razem wzięte. Dwóch robiło grad
a dwóch spuściło chmurę niżej, i „suli“ gotowy grad „siedlaczkami“
na tęż chmurę. Ubrania ich były całe jak dym lub chmura. Na
zapytanie mieszczana, dokąd te chmury pójdą? — odpowiedzieli, że
na Jaćmierz. Tedy on począł ich prosić, aby ominęli na „obszarze“
(nazwa pola) jego pszenicę i owies. W całym Jaćmierzu spadł
obfity grad, pomijając wyproszoną pszenicę i owies. O w mieszczan
był wzywany „na sprawę“ do burmistrza a ludzie mówili odtąd,
że on „czarownik“.
L. Magierowski.
Życzenie zdrowia przy napoju, to zwyczaj bardzo stary. Już
to poganie czynili (Quintil. Declam.). Podobnie czynili dawni chrze
ścijanie (vivas); czasem wzywali Chrystusa (Tert. Apol. Chrys.
boni. 79').
Ti M. S. Znacz, symb. obrz. kość.
Wincenty Badura.
„Dni feralne“ były to u Rzymian dni poświęcone zmarłym (dies
ferales), w których należało się wstrzymać od zajęcia, chociaż nie
były świątecznymi (d. nefastus); stąd zabobonże w niektóre dni
nie trzeba zaczynać roboty z obawy nieszczęścia,
Z M. S. Zn. s. obrz. kość.
Wincenty Badura.
Łamanie się opłatkiem przy stosownem życzeniu ma początek
w dawnych zwyczajach chrześcijańskich. Biskupi i kapłani posyłali
sobie wzajemnie na znak jedności chleby poświęcane (eulogia) —
pamiątką tego rozsyłanie opłatków — z dołączeniem listów z pobożnemi powinszowaniami. (Rit. Cat. Greg. Naz. Or. 1.). A i nasze
„wilije“ nie są czem innem, jak wspomnieniem dawnych uczt reli
gijnych (agape).
Z M. S. Zn. symb. obrz. kosc.
Wincenty Badura.
