42e4c0c1ed17a4405ff8a9b6542dce95.pdf
Media
Part of Recenzje i sprawozdania / Lud, 1927, t. 26
- extracted text
-
RECENZJE I SPRAWOZDANIA.
Władysław Abraham. Zawarcie małżeństwa u) pierwcinem
(Studja nad historją orawa pol
skiego IX). 8°. S. 475.
Praca prof. Abrahama zawiera szereg zasadniczycn w’adoiności, które pozwalają we właściwy sposób zrozumieć ludowe
obrzędy weselne. Dlatego godz: się choćby w ogólnych zarysach
przytoczyć ważniejsze wyniki te: pracy.
Polacy w chwili wystąpienia na widownię dziejową w w. X
mieli już ustalony ustrój rodzinny, oparty na małżeństwie. Już bo
wiem p.erwotni Słowianie znali instytucję małżeństwa, a nawet
w tych wypadkach, gdy mieli więcej żon, jedna była wyróżr ona,
a była nią albo pierwsza żcna, albo córka dynasty, albo też drogo
kupiona. Ale na niektórych obszarach słowiańskich, zwłaszcza na
wschodzie istnieją ślady braterskiej polyandrji albo też t. zw. sue ■
chactwo, które u ruskich górali długo przetrwało. Także różne
pierwiastki można zauważyć w ustroju rodzinnym. Zasadniczo
ustrój ■ est patrjarchalny, ale są także pewre echa matrjarchatu,
które wyrażają się w różnych obrzędach weselnych; tak np. na
pierwszy plan występuje matka narzeczonej, brat matki i brat
narzeczonej, a ojciec stoi zupełnie na uboczu.
Z dawnych form małżeństwa szczególnie powszechne są :
małżeństwo przez porwanie, lub przez kupno. Porwanie zaznacza
,ię szczególnie u Słowian południowych, gdzie „umyczka“ i „otmica“
przetrwała dc czasów najnowszych, -'.resztą w dzisiejszych obrzę
dach są już słabe ślady dawnego obrzędu. Znacznie częstsza jest
forma kupna. Odnośnie do Polski wspomina o tern już relacja
Ibrahima ibn Jakóba. W obrzędzie lądowym zostały ślady dawnego
zwyczaju w pieśniach weselnych, przy sprzedaży warkocza dziew
czyny, przy kupni; jej wianka, lub i ożdżki weselnej", a wreszcie
w przechowywanym zwyczaju targu na żony. Także cgolnosłow.
wyraz „wiano“ oznaczał zapewne' cenę kupna żony, ale w chwili
powstania państwa polskiego wyraz ten nie był już opłatą na
rzecz rodu, lecz darem składanym rodzicom narzeczonej.
Prócz porwania i kupna marny również umowę formalną,
która zczasem rozwinęła się jako powszechna. Po tej umowie
prawie połskiem. Lwów 1925.
86
dopiero następowało oddam s poślubionej; a więc zaznacza się to,
co lud wyróżnia w określeniech : zmówiny i zdawiny. Natomiast
dzisiejszej formy zaręczyn, jako przyrzeczenia zawarcia małżeństwa
w przyszłości nie spotykamy w naszych źródłach średniowiecz
nych. Zdawiny obejmowały trzy momenty od ębne: a) główny
akt oddania wśród uroczystości weselnej, b) przenosiny do domu
męża, c) pokładźmy.
Pozatem w słowiańskiej swadźbie, podobnie jak u innych
ludów mdoeuropejskich możemy wyróżnić następujące zwyczaje:
umowę, włożenie ręki niewiasty w rękę męża, osłonięcie kobiety,
oprowadzenie jej około ogniska lub stołu, przy przenosinach prze
niesienie jej przez próg domu męża, posadzenie na skórze, obrzu
cenie ziarnem, oczepiny, podanie jej dziecka przy wstępie do
domu męża, wzajemne obdarowywanie się, wieńczenie gości we-,
selnych, zwłaszcza panny młodej, rozdzielanie korowaja i weselnej
gałązki, rozplećmy i postrzyżyny, symboliczne bicie kobiety,
wreszcie rozzucie męża.
Polski obrzęd możemy odtworzyć' na podstawie kronik, aktów
i zapisek sądowych. Kościół bowiem aż do czasów soboru try
denckiego nie znał obowiązkowej formy zawarcia małżeństwa i po ■
czytywano jako ważne małżeństwo nawet bez interwencji kościoła
zawarte, jeśli tylko była stwierdzona u osób interesowanych wola
zawarcia małżeństwa. Wspomniane materjały historyczne świadczą
c istnieniu następujących obrzędów : 1 ) Pchanie rąk. 2) ,- aoie
lub zamiana wianka. 3) Danie lub zamiana pierścionka. 4) Poda
runki. 5) Pocałunek. 6) Pokłony. 7) Wypicie napoju. Dane ludo
znawcze mówią nam o innych jeszcze obrzędach jak : 8) Różdżka
weselna. 9) Rozpleciny i postrzyżyny. 10) Osłonięcie i oczepiny.
II) Kołacz (korowaj). 12) Uderzenie narzeczonej. 13) Obrzęd
oczyszczalry. 1 4) Obrzęd ogniska. 1 5) Urzędy weselne. 16) Prawne
formuły ślubne. I 7) Pieśni, tańce, ob-zędy czysio rytualne i ucztę
weselna.
Wogóle zaś w związku z formą zawarcia małżeństwa można
zauważyć charakterystyczną różnicę, jaka zachodzi między spo
sobem zawarcia małżeństwa, a formą'tegoż zawarcia. Porwanie,
kupno, czy darowizna odpłatna, jak i umowa formalna były tylko
różnemi rodzajami zapewnienia sobie żony, czyli pozyskania jej,
tak jak dzisiejszy kulturalny obyczaj oświadczyn i układów przed
ślubnych ; ale przez to porwanie, kupno realne, czy umowę ko
bieta nie stawała się tem samem żoną, lecz potrzeba było jeszcze
wypełnienia różnych formalności, aby małżeństwo zaistniało. Po
wstanie tych formalności rozwinęło się na tle pojęć sakralnych.
Nasza forma sakralna zawarcia małżeństwa posiada dwie
charakterystyczne cechy, jest bowiem właściwa już ludności osia
dłej, znającej uprawę ziemi, co się w obrzędach pieczywa wesel
nego uwydatnia, a przytem formą zwykłą w związkach rodowych,
skupionych koło wspólnego ogniska swego kultu tak, że w za
warciu małżeństwa odłączenie od jednego ogniska i przyjęcie do
drugiego znajduje swój wyraz. Do tego zczasem dołączyły się
pewne elementy świeckie. Przy porównaniu naszej formy sakralnej
z podobną formą u innych ludów indceuropejskich, można za
uważyć, że się prawie zupełnie nie różnimy od innych Indoeuropejczyków, ale przeważnie zbliżamy się więcej do rzymskich zwyczai, niż greckich i germańskich.
Natomiast we formie świeckiej zaznaczają się dwie nasze
oryginalne odrębności, a mianowicie: 1) znaczenie wianka, jako
symbolu zakładu, oraz 2) wypicie przez kobietę przy zmcwinach
podań sgo napitku. Pozatem nasze świeckie formalności są bardzo
zbliżone do form germańskich.
Później oczywiście kościół bardzo potężnie oddziałał na
ukształtowanie się form obrzędowych, przyczem rytuał kościelny
więcej oddziaływał na zwyczaj ludowy, niż odwrotnie.
Książka Prof. Abrahama omawia nadto wiele innych pro
blemów z zakresu słowiańskich obrzędów religijnych, a zawsze
z wielkim krytycyzmem i na podstawie licznych, nowych materjałów. Możnaby chyba zrobić autorowi ten tylko zarzut, źe może
zbyt idealnie odtwarzą - małżeństwo starosłowiańskie. Nie ulega
bowiem wątpliwości, że choć już w stosunkach starosłowiańskich
str.ieje ustalony ustrój rodzinny, oparty na małżeństwie, to jednak
mamy tam jeszcze długo wiele, elementów zupełnie pierwotnych,
które u niektórych ludów słow:.ańskich dziś jeszcze po tysiącu lat
można zauważyć. Mamy tu oczywiście do czynienia z pewnemi
pozostałościami presłowiańskiemi lub obcemi wpływami.
Na zakończenie pozostaje wyrazić chyba jedynie życzenie, aby
i nasze obrzędy narodzinowe i pogrzebowe uzyskały tak świetne
tło prawne, jakie dał Prof. Abraham dla obrzędów weselnych.
Adam Fischei.
Nikiforów A. J. Etnografia u) szkole. Moskwa — Lenin
grad 1926. Gosudarstwiennoje Izdatielstwo, str. 136.
Problem etnografji w programie szkolnym zajmuje bardzo
żywo zarówno rosyjskich etnografów, jak pedagogów. Niektórzy
jak Koropczewskij, Adler, Titow, Winogradów i i. domagają się
wręcz wprowadzenia etnografji jako osobnego przedmiotu na
uczania. Nikiforów nie jest zwolennikiem takiego rozstrzygnięcia
sprawy, lecz doradza raczej przepojenie całej nauki szkolnej me
todą etnograficzną, t. zn. uwzględnienie zagadnień etnograficznych
przy różnych przedmiotach. Wogóle autor dochodzi do następu
jących wniosków: 1) Etnografja wprowadzona do szkoły już od
dłuższego czasu przez poszczególnych wychowawców okazała się
bardzo dodatnim czynnikiem pedagogicznym. 2) Względy peda
gogiczne i naukowe skłaniają do stosowania etnogrefji w całym
88
ustroju szkolnym. 3) Etnografja może być uwzględniona w szko
łach w dwojakiej formie, przez zbieranie materje ów ludoznaw
czych, oraz przez odpowiednie wyzyskiwanie i opracowanie ze
branych materja_'ów.
Już dotychczasowe wyniki, jak np. wystawa materjałów etno
graficznych, zebranych przez młodzież w r. 1924 w Leningradzie,
jak wreszcie liczne modele, dostarczane przez uczniów do muzeów
rosyjskich, świadczą wyraźnie, że praca ta natrafiłaby na grunt
bardzo podatny. Działalność ta oczywiście przyniosłaby dodatnie
wyniki jedynie wtedy, gdyby była odpowiednio kierowana przez
wyszkolonego nauczyciela-instruktora, W tym celu Nikoforow dał
w swej pracy szereg wskazówek bibliograficznych, pouczenia me
todyczne dla zbieraczy, oraz dokładnie opracowane kwestjonarjusze do zbierania materjałów ludoznawczych. Autor w związku
z tą ewentualną działalnością zbieracką zwraca uwagę, Że uzy
skane w ten sposób meterjały powinny być gromadzone w ory
ginałach lub choćby kopjuch w jakiemś Centralnem Etnologicznem
Archiwum Rosyjskiem, w ktc rem byłyby dostępne dla wszystkich
uczonych. Nie trzeba dodawać, że myśl ta, częściowo urzeczy
wistniona w Finlandji, zasługiwałaby w całej Dełni na reali
zację i u nas.
Adam Fischer.
Volkskundliche Bibliographie f. d. Jahre 1921—1922, wyd.
E. H o f f m ann - K ray e r, Be-'in—Leipzig 1927. Walter de Gruyter
& Co., Str. XXVil + 414. 18 MW. niem.
Nowy tom tego bardzo pożytecznego wydawnictwa należy
powitać z radością, tern więcej, Że wedle zapowiedzi w przed
mowie publikacja ma wychodzić i nadal tak, aby w możliwie
krótkim czasie wyró wnać wszystkie zaległe roczniki. Typ i układ
bib jogre fji zachowano raks jak w łatach poprzednich, a rozsze
rzono natomiast zakres na cały szereg krajów, dawniej nieuwzględnionycn. Liczny zastęp ofiarnych współpracowników ze wszy
stkich krajów europejskich dosta-czył bardzo licznych materjałów,
tak, że jedynie niektóre obszary, zwłaszcza słowiańskie, nie zo
stały dostatecznie wyzyskane.
O ile idzie o Polskę, to wbrew temu, co podaje indeks
(tylko nr. 360—362) mamy polonica pod Nr. 2347, 4291, 4755,
4804, 5170, 2524, 3444, 3^45, 3449, 3640, 2691, 3650, 3585,
183, 1474,2017, 2101, 2127, 2349, 2351, 2447, 2452, 3728, 3952,
3989, 5217, 191S, 39I, 2252, 1659, 1123, 185, 2546, 3707, 4300,
186, 246, 1697, li24, 2177, 1180, 5050, 3446, 5139, 2592, 184,
191, 360, 3446, 1944, 1087, 1216, 5061, 2359, 1336, 1108, 974,
4576, 1698, 3745, 1492, 653, 654, 5062, 5138, 1795, 1596, a więc
w każdym razie 67 pozycyj bibljograhcznych.
89
Oczywiście jednak bardzo wiele ważnych prac pominięto,
a więc J. Czekanowskiego, Z badań uwarstwienia etniczno społecznego Polski, Poznań 1921, K. Kwiecińskiego, Krajoznawstwo
Małopolski, Lwów 1921, Ks. Kozierowskicgo, Badanie nazw topo
graficznych na obszarze dawnej zachodniej i środkowej Wielko
polski, Foznań 1921, rozmaite artykuły etnograficzne, zamieszczone
w czasopiśmie „Przemysł—Rzemiosło—Sztuka“, godne uwzględ
nienia, skoro zanotowano czasem małoznaczne artykuły dzienni
karskie, wreszcie A. Maurizio, Teoi je rozwoju rolnictwa, Lwów 1922,
S. Ciszewskiego, Studja etnologiczne I, Warszawa 1922, Br. Pił
sudski Łgo, Krzyże litewskie 1922, Wł. Abrahama, Dz+ewosłęb,
Lwów, 1922, J. St. Bystronia, Wpływy słowiańskie w niemieckiej
poezji ludowej, Poznań 1921. Wymieniam oczywiście jedynie naj
ważniejsze opuszczenia, ale możnaby ich podać bardzo wiele.
Np. o „Ludzie“ podano, że wychodzi w Warszawie.
Zaznaczone usterki nie umniejszają jednak w niczem war
tości omawianej bibljogi-afji, która daje nam 5292 pozycyj z całej
europejskiej literatury ludoznawczej, i dlatego jest niezbędną dla
każdego etnografa.
Adam Fischer.
Udziela Seweryn. Z podań i dziejów Ziemi bieckiej. Kraków.
Nakładem księgarni geograficznej „Orbis“ 1926, s. 26 —f— 2 nlb.
z 4 ilustracjami.
Z okolicy miasteczka Biecza zanotował autor i podał do
szerszej wiadomości trzy piękne podania. Mają one służyć jako
przykład częstego opowiadania sebie podań, odnoszących się do
małych miejscowości i zachęcić do spisywania podobnych.
Pierwsze podanie dotyczy założenia miasta 3iecza. Lud
opowiada sobie, że miasto to założył ze zrabowane pieniądze
dowódca opryszków Becz, Węgier, i w ten sposób uwolnił się
od kary śmierci. — Wieś Sietn;ca ped Bieczem zawdzięcza nazwę
swą, wedle podania ludowego, dawnej siedzibie na tern miejscu
„Baby ßitnicy“. Jędza ta mieszkała w pałacu zbudowanym z siatki
sitowej i więziła w sobie zaklęte dziewice, ukazujące się myśliwym
jako łanie. Podano również akt lokacyjny wsi Sietnicy z r. 1348. —
Pod Ciężkowi cami nad rzeką Białą stało dawniej duże i b ogate
miasto. W mieście tern, zamku i okolicy panował niepodzielnie
bogaty rycerz, brutalny i gwałtowny, Podczas jego uczty weselnej
z własną córką straszna burza z gromami zniszczyła zamek i całe
miasto, które skamieniało. — Na dwu tablicach dodał autor stroje
ludowe i chałupę z okolic Biecza.
Alfred Bachmann.
Seweryn Tadeusz. O Chrystusie frasobliwym. Figurki Le
gendy. Świątkarze. Nakładem księgarni „Orbis“. Kraków 1926,
s, 49, z 8 ilustr.
90
Autor podaje 8 rysunków figurek przydrożnych z różnych
okolic Polski. Przedstawiają one postać Chrystusa, jako zmęczo
nego, stroskanego wędrowca, siedzącego ze wspartą* głową na
dłoni. Figurki te, znane u nas pod nazwą „Chrystusa Frasobli
wego“, „Boleściwego“, „Miłosiernego“, „Dumającego“ i t. d. są
charakterystyczne dla naszego obszaru etnograficznego, a nieznane
naszym sąsiadom. Dokoła tych figurek („Świętych
l.bacyj“)
snują się apokryfy o tern, jak to Pan Jezus chodził w koronie
cierniowej po świecie, a znużony drogą odpoczął w Polsce na
przydrożnym kamieniu i zapłakał. Również niektóre nasze legendy
wyjaśniają ich genezę. Wkońcu poświęca autor parę słów tym
świątkom i świątkarzom, czyli nieznanym przeważnie twórcom
tych rzeźb.
Alfred Bachmann.
Rogowski Jan. Mazurzy Pruscy. Wydawnictwo Zakładu Na
rodowego im. Ossolińskich. Lwów—Warszawa—Kraków 1926,
str. 6 nlb. —(— 35 —(— 3 nlb. z ilustracjami.
Książeczka zawiera również niektóre bardzo ogólne szcze
góły etnograficzne z obszaru Mazurów pruskich. Wspomniano
w niej o codziennych zajęciach Mazurów, o chatach, zwróconych
bokiem do ulicy, o pazdurach i odrzwiach, o murze otaczającym
całą zagrodę, dodano fotografję chałupy wiejskiej i dwie, przed
stawiające wnętrze chaty; tyle z zakresu kultury materjalnej. Na
stępnie wspomniano o zwyczajach weselnych, w których występują
swaci, drużbowie na koniach, o zabiegach p. młodej zapewnienia
sobie głosu rozstrzygającego w małżeństwie, dale; o uroczystości
„jutrzni“, o zwyczaju obchodzenia sobótki i dożynek. Następujące
pieśni mazurskie przytoczno w całości: Piosnka na gody; Po
budka dc żniwa; Plon niesiem, pion; Stoi konik przed sienią;
Miałem ja szabelkę, Służyła dziewczyna i o kalince. Wkońcu
podał autor legendę o „Świętym dębie“, związaną z klasztorem
w miejscowości Święta Siekierka (Heiligenbeil). W tych opo
wieściach znajdujemy wzmiankę o bóstwach pogańskich: Patello,
Perkun, Potrim, dalej o smokach, wężach, o tajemnych siłach
straszących ludzi, oraz o krzyżyku i pierścieniu, jakc o przed
miotach charakteru profilaktycznego.
Alfred Bachmann.
Jan Czekanowski. Wstęp do historji Słowian. Perspektywy
antropologiczne, etnograficzne, prehistoryczne i językoznawcze.
Lwów, 1927. Nakład K. S. jaKubowskiego 1927. S. XII -j- 326.
B E dania nad zamierzchłą przeszłoścTą Słowian przechodziły
rozmaite fazy. Najpierw bez względu na istotne dane puszczano
się śmiało na fale fantastycznych domysłów i przypuszczeń. Później
nastąpiła bezwzględna reakcja krytyczna, która w stosunku do
wielu zagadnień utrzymuje się po dni dzisiejsze, Stanowisko to cieszy .
91
się uznaniem tem większem, że jest ono pod wielu względami
bardzo wygodne. W ten sposób bowiem jedynie zbieranie materjałów uważa się za wartościową pracę naukową, a wszelkie
uogólnienia jako przedwczesne odizuca się z nieufnością.
Zapatrywania te były częściowo słuszne w niektórych dzie
dzinach slawistyki, szczególnie w zakresie etnografji, gdzte istotnie
dotąd jeszcze brak danych wystarczających do syntezy. Lecz
w dziedzinie językoznawstwa, antropologii i prehistorii lękliwość
ta była do pewnego stopnia zbyteczna. Uprzedzenia te przełamał
zupełnie słusznie Prof. Czekanowski w swym „Wstępie do historji
Słowian“.
Praca Prof. Czekanowskiego pomyślana zrazu jako wstęp
do antropologii Polski rozrosła się w ciągu pisania i druku na
obszerną introdukcję do dziejów całej Słowiańszczyzny. Olbrzymi
materjał ujął autor w sposób zupełnie oryginalny i zajmujący nietylko dla zainteresowanej bezpośrednio rzeszy uczonych, ale i dla
całego inteligentnego ogółu. Dzięki zastosowaniu nowych metod
udało się uzyskać autorow: nowe wyniki we wszystkich opraco
wanych działach.
Najpierw w rozdziale o terytorjach językowych Europy przez
opracowanie diagramu powinowactw języków indoeuropejskich
wystąpiło bardzo znamienne przeciwstawienie się grupy północnej
obejmujące; języki bałtosłowiańsk/e i germańskie, grupie połud
niowej, w której skład wchodzą pozostałe języki. Zastosowanie
zaś współczynników asocjacyj do materjałów djalektolcgicznych
Nitscha pozwoliło wyodrębnić na obszarze Polski prócz takichprzewidzianych zespołów, jak; pomorski, mazowiecki, wielkopolski,
małopolski i śląski, jeszcze jeden zespół nieprzewidziany, a mia
nowicie grupę sandomierską. Wreszcie przy pomocy kryterjum
ilościowego zaznaczyło się istnienie okresu wspólnoty prarusko —
południowo-słowiańskiej, na której podłożu nastąpił okres dal
szego zróżniczkowania.
Bardzo trudne zadanie miał autor przy opracowaniu roz
działu etnograficznego, gdyż badania nad kulturą ludów słowiań
skich nie dały nam jeszcze ogólnych ujęć zebranych dotąd ma
terjałów. Dyskusja doznała więc z konieczności pewnego ogra
niczenia i odbywa się głównie na tle jednego zjawiska kulturo
wego, jakiem jest dom. Również przy tych rozważaniach osiągnął
Czekano wski parę nowych wyników.
Przedewszystkiem jaskrawo przeciwstawiły się dwa zasad
niczo różne typy budownictwa rosyjskiego; dom piętrowy, cha
rakterystyczny dla północnej Wielkorosji i chata ustawiona bez
pośrednio na powierzchni ziemi w południowej Wielkorosji. Przytem zaznacza się na tym obszarze zupełnie wyraźna zgodność
między zróżniczkowaniem językowem, a rozmieszczeniem poszcze
gólnych typów domu.
92
Następnie zwrócił autor uwagę na liczne związki Słowiań
szczyzny ze światem klasycznym. Do tych bezpośrednich oddzaływań św:ata rzymskiego należy zaliczyć dom podsieniowy, wła
ściwy szczególnie Folsce zachodnie;, oraz wiele innych elementów
wspólnych całej Słowiańszczyźnie, jak np. gotowanie pożywienia
w garnkach, jak w świecie klasycznym, a nie w kotłach, używa
nie łaźni i oznaczanie jej słowem „banja“, nazwanie pomostu do
spania słowem „pałata“ i w.
Przykłady te jak wiele 'nnych
pozwalają na przypuszczenie, że mamy tu do czynienia z następ
stwem bezpośredniego kontaktu Słowian ze światem rzymskim
w okresie przed słowiańską ekspansją i że est to wynik oddzia
ływania drogi bursztynowe;, prowadzącej do ujścia Wisły i po
bytu rzymskich kupców nad Rałcykiem. W ZY/iązku z tern wypo
wiedział autor bardzo oryginalną myśl, że prawdopodobni e w tern
dawnem oddziaływaniu świata rzymskiego tkwi przyczyna utrzy
mania się katolicyzmu na terytorjam Słowiańszczyzny zachodniej.
Katolicyzm ;ako forma przetrwania kultury rzymskiej utrzymał
się jedynie aa obszarze dawnego państwa rzymskiego, a tak też
i tutaj utrzymał się na szlaku bursztynowym, natomiast na szlaku
wareskim mamy kościół bizantyński.
Niezwykle zwięźle przedstawiono obecny stan zagadnień
z dziedziny prehistoiji Polski, przyczem autor oparł się głównie
na rekonstrukcjach prof. L. Kozłowskiego. Mamy więc analizę
paleolitu i neolitu na naszych ziemiach i zgodnie z zapatrywa
niami innych uczonych słowiańskich nawiązanie kultury łużyckie;
do kultury dawnych Słowian. Wreszcie na zakończenie działu
prehistorycznego dał prof. Cz. szereg ciekawych nawiązań antro
pologicznych do kultur prehistorycznych.
Oczywiście najwięcej oryginalnych pomysłów mamy w części
antropologicznej tej pracy Przedewszystkiem obalił autor dotych
czasowe zapatrywania, jakoby najistotniejszym rysem procesów
antropologicznych, zachodzących w Eurcpie, było stałe zanikan e
elementów długogłowych. Przec’wn'e bowiem właśnie ze wszyst
kich typów rasowych, występujących w epoce paleolitycznej, je
dynie typy skrajnego długogłowca (e) i długogłowca nordycznego
(u) dochowały się do epoki współczesnej.
\V dziedzinie paleoantropologji Słowiańszczyzny wykazał
-autor, że: 1. Ekspansja słowiańska pod względem antropologicz
nym była ekcpansją typu nordycznego, 2. Ośrodek ekspansji słov/iańsk'ej musiał się znajdować na zachodzie, przypuszczalnie
w dorzeczu Wfsły, 3.'Wołyń tworzył prawdopodobnie dawny
ośrodek Słow_an wschodnich, zaznaczający się dotychczas w po
staci wyspy typu nordycznego.
Rewizja dotychczasowych materiałów kranjolcgicznych prze
prowadzona pr zez prof. Cz. pozwoliła też wyodrębnić różne ludy
stepowe, których fale uderzały o wschodni brzeg Słowiańszczyzny.
93
Już na podstaw-e tego krótkiego przeglądu treść możemy
zauważyć, że autor wyjaśni! wiele zawiłych problematów i dal
wiele r rskazań do dalszych poszukiwań ; licz1 te w ynik: zawdzięcza
prof. Cz, umiejętnemu zespoleniu wiadomości z zakresu antropoiogj’, etncgrafji, prehistorii i językoznawstwa.
Dzięki temu dochodzi autor do stwierdzenia ciągłości ro
zwoju stosunków antropologiczno-etnicznych Europy. Ciągłość ta
występuje w niektórych dziedzinach badanych przez prehistorję
i etnografję w sposób bardzo jaskrawy. Np. na tęrytorjum germańskiem zaznacza srą wyraźnie istnienie kręgu kulturowego od
neolitu aż do doby obecnej, Prawie zupełnie zgadzają się z sobą
zasięgi: 1 Znaleziska tak zwanych starszych grobów olbrzymów
z epoki neolitycznej; 2 Tcrytcrjum Germanów w III i IV okresie
bronzu, ustalone przez Kossinnę na podstawie znalezisk skarbów
bronzowych; 3. Tęrytorjum domu starosaskiego nakreślone przez.
W. Pesslera na podstawie skartowania współczesnego budownic
twa wiejskiego niemieckiego niżu; 4. Tęrytorjum narzecza dolnosaskiego. Na podstawie tych zgodności można przypuścić, że terytorjum to jest odwiecznym ośrodkiem Germanów zachodnich.
Zarazem w związku z tern można zauważyć rc vnie dawną
konsolidację tęrytorjum słowiańskiego i jego bardzo wielką od
porność w stosunku do nacisku germańskiego. C ile bowiem eks
pansja germańska w kierunku południowym doszła do ’00 km.
w głąb : doprowadziła do zupełnego wchłonięcia Celtów, to na
tomiast w kierunku na wschód na obszar słowiański to przesu
nięcie nastąpiło ledwie na 150 km. w głąD. Fakt ten dowodzi,
że mamy tu do czynienia ze stosunkowo równcmiernemi oporami
zwartego tęrytorjum, przeciwstawiającego się presji Germanów
w ciągu kilkunastu wieków. Tak więc stopień konsolidacji ger
mańskiej nie był wówczas większy od konsolidacji Słowian
w okresie cofania się ich ku wschodowi. Zarazem świadczy to, że
Słowianie siedzą tu oddawna i muszą być nawiązani do t. zw.
kultury łużyckiej, gciyż odwiecznemu sąsiedztwu kultury germań
skiej i łużyckiej odpowiada ścisłe powinowactwo językowe Ger
manów i Bałto-słowian.
Twierdzenia swe poparł prof. Czekanowski bardzo liczuemi
mapami i diagramami, w których musi się podziwiać ogrom wło
żonej pracy.
Do niektórych uwag autora mcżnaby dodać pewne uzupeł
nienia: S. 79. Podobnie jak we Francji granicę Ligurow wyznacza
zasiąg języka prowansaisk; ego, tak we Włoszech zaznacza to djalekt liguryjski; ciekawe szczegóły do zasiągu Li_uiów w Europie
środkowej w pracy Schwederle, Vorgerman. Fluss u. Bachnamen
i. Ellsass 1912. — Między s. 126 a s. 138 istnieje sprzeczność
w określeniu kaszubszczyzny, zresztą me z winy autora, _.;cz cy
towanego w obu wyDadkach prof K. Nitscha. Na str.
26
‘94
podano bowiem schemat K. Nitscha, który w gałęzi lechickiej
języków zachodnio-słoyrfańsklch wyróżnia języki: polski, ka
szubski, połabski, a natomiast na str. 138 i n. przytoczono po
dział narzeczy polskich w ujęciu K. Nitscha, który grupę ka
szubską uważa za narzecze języka polskiego. — S. 170.
Prof Czekanowski twierdzi- że „właściwością domu słowiańskiego
jest budowa jego ścian z bierwion ułożonych poziomo, jedno na
drugiem i spojonych na węgieł“. W związku z tern zapatry
waniem mamy na stronie 174 uwagę, że „budowanie w słup wy
stępuje na ziemiach słowiańskich w czasach dopiero późnych“.
Tymczasem wedle wszelkiego prawdopodobieństwa w kulturze
starosłowiańskiej mamy już oba typy budowy chat, tak węgłówkę
jak budowanie w sîup. A nawet chałupa słupowa znamienną jest
dla kultury łużyckiej, uznanej także przez Prof. Czekanowskiego
za kulturę słoweńską. Prw. Kostrzewski J. Wielkopolska w cza
sach przedhistorycznych, 1923, s. 132—134. — S. 190. Wysoki
pomost do spania znany jest także w Polsce pod nazwą „wyrka“.
Prw. Karłowi rz J. Słownik gwar VI, 90.— S. 204-5. Do przy
kładów wpływów rzymskich na kulturę słowiańską można do
dać też drewniane zamk’ ludowe, szczególnie typ t. zw. kłodowy,
który w najdrobniejszych szczegółach można nawiązać do zam
ków rzymskich. Prw. Neuburger A. Dis Technik des Altertums,
s. 339, ryc. 449—451. Możliwość bezpośrednich wpływów rzym
skich na piec słowiański uznaje też Niederle L. w „Manuel de l'an
tiquité slave“ II.
Oczywiście są to już zagadnienia szczegółowe, które dalsze
materjafy pozwolą dokładniej wyjaśnić. Zasadniczo jednak książka
prr.f. Czekanowskiego jest pierwszą, niezwykle śmiałą i zupełnie
oryginalną rozprawą na temat dziejów i kultury dawnych Słowian.
Choćby zaś nawet nie utrzymały się wszystkie tezy tu wygło
szone, to jednak dzieło mieć będzie doniosłe znaczenie dla dal
szej dyskusji nad temi problemami, a szczególnie dla metodyki
badań słcwianoznawczych.
Adam Fischer.
Jan Húsck. Národopisná hranice mezi Slováky a Karpa!orusy.
Bratislava 1925. Str. 509 —(— 3 nlb. Z ilustracjami i mapą.
Autor podjął się zadania bardzo trudnego, a mianowicie
ustalenia granicy słowacko-rusA.e;, W dotychczasowych badaniach
granica ta wypadała rozmaicie zależnie od podstawy podziału.
Jedni jak Sobolewski i Czambel dzielili wedle języka, inni wedle
wyznania religijnego, jak np. Kociubiński, Hołowacliij, albo też
wedle obu zasad jak Hnatjuk, Petrow, Tomasziwskij i i. Prof.
Husek do tych momentów wprowadza jeszcze inne, jak świado
mość narcdową, oraz znamiona etniczne.
Na określenie Rusinów karpackich używa autor nazwy Karpatorusy, ponieważ wszystkie inne jak Rusy (Niederle, Czambel),
"
95
Rusini (Hnatjuk), Małorusini, Rusnakf nie wydają mu się właściwe.
Nazwa ta jest zupełnie trafna, bo ma wyraźne określenie tery
torialne; lecz powinien był autor określić dokładniej mniejsze
grupy etniczne wśród tych Karpatorusów. Tak np. Rusnakami
nazywa się nietylko wszystkich Karpatorusów ze względu na
wyznanie, ale też grupę łemkowską, a więc zarówno Łemków,
jak Lemaków, wraz z naszymi Zamieszańcami. Naszym Bojkom
odpowiadają po stronie czeskoąłowackiej Werchowińcy, a w oko
licach nizinnych tak zwani Dolinianie, Doliszniacy, Równiacy
lub Namulacy, oraz pośredni między temi grupami Blachy lub
Dyczki. W marrnaroskiem mieszkają tak zwani Łyszacy. Wszystkie
te drobne grupy winien był autor przedstawić na mapie, bo za
siągi takich małych grup ułatwiają oznaczenie granicy większych
grup etnicznych.
Prof. Húsek dał dla swych rozważań bardzo staranne tło
przez dokładne uwzględnienie osadnictwa, oraz dziejów politycz
nych, kulturalnych i kościelnych tych ziem. Przytem okazuje się,
że język nie może być czynnikiem decydującym przy wyznaczaniu
granicy rusko-słowackiej, ponieważ istnieje przejściowy typ Słoiciaka, który ze względu na wyznanie mógłby być zaliczony do
Rusinów, a ze względu na język do Słowaków. Właściwie jednak
i język ten jest tak mieszany, że możnaby go zaliczyć do tych
typowych, nieokreślonych gwar granicznych, trudnych do właści
wego zaszeregowania.
Zdaniem autora także typ antropologiczny nie da się do
kładnie określić ; mojem zdaniem pochodzi to jedynie z braku
materjałów, zebranych nowoczesną metodą, która dozwala' na do
kładne określenie najbardziej mieszanego terenu.
W kulturze materjalnej różnice są zupełnie wyraźne, bo Ru
sini reprezentują typ bardziej prymitywny, aniżeli Słowacy i stąd
też pochodzi ekspansja bogatszej kultury słowackiej na terytorja
ruskie. Także w kulturze duchowej (pieśni, opowiadania, sztuka)
i społecznej (zwyczaje i obyczaje, życie rodzinne) zaznaczają się
pewne różnice, które etnografowie powinni zbadać i kartogra
ficznie unaocznić.
Prof. Húsek twierdzi, że Rusini węgierscy nie posiadają
prawie żadnej świadomości narodowej i dlatego podaje następu
jące objaśnienia dat statystycznych, dotyczących obszaru od Po
pradu po Uh. W całości obszar liczył wedle spisu oficjalnego,
sprawdzonego przez autora w latach 1922—1923 — 819.733 mie
szkańców, w tern 433.380 Czechosłowaków, 154.252 Rusinów,
232.102 Węgrów, Niemców, Polaków, Żydów itd. Z tych 155.000
Rusinów (biorąc tę cyfrę okrągło) przypada na obszar wschodnio
słowacki 94.000, a 61.000 na Ruś podkarpacką. Jeśli się cyfrę tę
porówna z cyframi wyznaniowetni, to wypada deficyt 95.000 csób,
zapisanych jako Słowaków lub Węgrów, l ak więc ze 190.000
96
'
Rusnaków na Słowaczyżnie wschodniej, tylko 48.000 jest zdecy
dowanych Rusinów, 60.000 zesłowaczonych, 12.000 zmadjaryzowanych, a wreszcie 70.000 indyferentnych.
Ludność polska została słabo podkreślona w omawiane;
pracy, z czego zresztą nie można robić zarzutu autorow*, bo
celem głównym była granica siowacko-ruska. Na map:e jednak
należało zaznaczyć ludność polską na Spiszu, bo wbrew p. Húskcwi (Prńdy 1927, s. 449) twierdzę, że na obsżarze Drużbaki,
Jaworzyna, Lubowfa, Biała-Spiska mieszkają przeważnie polscy
Spiszacy, a nie tylko Słowacy. Przecież nawet Boháč w r. 1913
z tern się zgadzał, a dopiero późnie; względy polityczne spowo
dowały zmianę zapatrywań. (Prw. Romer, Polski Atlas Kongre
sowy. Lwów '921, Tabl. XXXI, J. Wąsowicz, Narodowości Rzeczypospo'itej Polskiej. Lwów, 1927, mapa).
Oczywiście niezależnie od tych uwag należy przyznać, że
praca p. Húska oparta jest na bardzo dokładnych studjach i starannem wyczerpaniu całej literatury. Autor starał się zgromadzić
możliwie jak najwięce' danych na dowód swej tezy i całą bardzo
drażliwą dyskusję, jak wszystkie tego rodzaju graniczne rozwa
żania, sprowadzić na tory ściśle naukowe, gdzie ma rozstrzygać
materjał statystyczny i badanie terenowe. Dzięki temu powstało
dzieło, które ma nietylko aktualne znaczenie, ale trwałą wartość
naukową.
Adam Fischer.
E. Hoffmann - Krayer — H. Bächicld - Stäubli. Handwör
Berlin—Leipzig, Walter de
Gruyter & Co, 1927. Bd. I. Lieferung 1 - Aal-Ackerbau. 8° większe,
Str. LXXI -(- 160. 4 mk. niem.
Po długoletnich przygotowaniach i zebraniu olbrzymiego ma
terjału, bo liczącego 600.000 kartek, przystąpili wreszcie . E. Hoff
mann-Krayer i H. Bächtold - Stäubli do wydawnictwa encyklo
pedii niemieckiego zabobonu. Już p.erwszy zeszyt pozwala nam
zorjentować się w typie pubuKacji. Słownik przesądnych wierzeń
n'ernieckich ma dwojaki cel: 1 usiłuje zebrać cały dotyczący rraterjał, rozprószony po rozmaitych, często niedostępnych publi
kacjach, 2. stara się wyjaśnić genezę i znaczenie różnych prze
sądów i zabobonów.
Przesądy zostały uwzględnione w możliwie szerokiem tego
słowa znaczeniu, a więc zaliczono tu obrzędy i zwyczaje łączące
się z dawnemi kultami, lecznictwo ludóws, oraz podania, o ile są
wyrazem pewnych przesądnych zapatrywań. Cały materjał ułożono
alfabetycznie wedle 2.500 haseł, a artykuły mają rozmaity cha
rakter, albo są to rozprawki snecjalr.e, które dotyczą pewnego
przedmiotu czy “ośliny, albc też są to artykuły zbiorowe, ktćre
omawiają ogólnie rośliny, ryby itd., albo też dotyczą pewnych
abstrakcyjnych pojęć, jak np. animizm, przesąd itd.
terbuch des deutschen Aberglaubens.
9?
Zasadnicze uwzględnia słowni: współczesne wierzeria lu
dowe z XIX i XX wieku, ale do porównania yrprowad cno cccywiście także materjał średniowieczny, oraz z XVI—XVIII stulecia.
Wogóle o poważnym typie całego wydawmetwa świadczy pierwszy
zeszyt w całej pełni. Na wstępie podano bardzo bogata iteraturę
á następnie mamy artykuły, omawiające węgerza, padlinę, ehlëb
źle wypieczony, lecznicze wsadzanie chorych do pieca piekar
skiego, odgryzanie pazr.ogc;. obwiązywanie, abecadło, oprawcę,
Abla, chwilę wieczorną, mszę św., zorzę wieczorną przesądy do
tyczące pukania, ustępy, Ab.acadabra, ucinanie włosow i paznogef
lecznicze pisanie, spędzan ie płodu, zabiegi apotropiczne, przesądy
rolnicze Do każdego artykułu dodano bardzo bogatą bibljografję.
Encyklopedja niemieckiegb zabobonu me również wielkie
znaczenie dla polskich etnografów, ponieważ ludowe wierzenia
niemieckie i no'skie są w bardzo wielu wypadkach zupełnie iden
tyczne; tak więc i dla wielu naszych zagadnie] możemy znaleźć
tu podstawową bibljografję. Wogóle, o ile „Handwörterbuch des
dtsch. Aberglaubens“ będzie wydawany i nadal w tym typie, jaki
przedstawię pierwszy zeszyt, stanie się niezbędnym dla wszystkich
historyków kultury w najszerszem tegc słowa znaczeniu.
Adam Fischer.
Dmitrij Zelenin. I\i\ssische (ostslavische) Volkskunde .Berlin
Leipzig, Walter de Gruyter & Co. 1927, o°, S. '• - / -f-424 -f 5
tablic -f- i mapa.
Niemcy okazują w ostatnicn czasach dość znaczne zainte
resowanie dla zagadnień slawistycznych. V/ tych wa.ru -kach mogła
się wreszcie urzeczywist.r.ć myśl zarysu słowiańskiej Eilologji i kul
tury, wydawanego pt. „Grundriss der s.avischen Bhnologie und
Kulturgeschichte“ ped redakcją Prof. M Vasmera i f\. Trautnanra. Tak zdołano tu zrealizować pomysł, któi ego nie wykonała
Àkademja i osj'jska, a na razie poza projekt nie wyszła A lademja
czeska w Pradze. Dotąd wydano następujące tomy: ' Lorei-tza.
„Geschichte der pomeramschen (kaschubischen) opraebe , E. Kar
skiego „Geschichte der weissruesischen Volksdichtung md Lite
ratur“ i Dymitra Zelenina „Russische (ostslavische) ^ f iksk Inde .
Z prac tych szczególną wartość posiada dzieło D. Zelenina,
prof, uniwersytetu leni tigradzkiego, któiy dał wyczerpujące opra
cowanie etnografii wschodmo-słowiańskiej, Zdaniem autora dzieje
tej nauki we wschodniej Słowiańszczyżrie dzielą się i a dwa
okresy: 1. okres początkowy do r. 1847, t. j. do założenia Towa
rzystwa geograficznego ; 2. okres naukowego zbierania meverjîdôw,
gdyż prac syntetycznych właściwie nie wiele dałoby się zanotować.
Po przedstawieniu dokładnem dziejów mdoznawstwa wschodniosłcwiańskiego omawia różne grupy etniczne, przyczem w prze ci
wieństwie do dawnych podziało'v wyróżnia cztery grupy, a miaLud XXVI.
7
98
nowicie: 1. Wielkorusów północnych (gub. Nowogród, Włodzi
mierz, Wiatka, Wołogda itd.)._2. Wielkorusów południowych (gub.
Rjazań, Tambow, Woroneż, Tuła, Oreł i Kaługa). 3. Białorusinów.
4. F usinów, zwanych też Małorusinami lub Ukraińcami.
Po tych wstępnych rozdziałach omówiono w I rozdziale
uprawę roli, a więc narzędzia rolnicze jak radio, pług- sochę,
kosulę, bronę, a następnie żniwa, suszarnię na zboże, młockę
i różne obrzędy związane z pracą na roli. Rozdz. II poświęcono
hodowli bydła, rybołówstwu i bartnictwu. W rozdz. III zastanawia
się autor nad przygotowaniem strawy i narzędziami służącemi do
iegc celu, jak stępa, młynek ręczny (żarna), a następnie miyn
wodny, wiatrak, olejarnia; w związku z temi zagadnieniami omó
wiono sposoby rozniecania ognia, garncarstwo, pieczenie chleba,
sposoby przechowywania popraw, potrawy narodowe, zbiór dzi
kich płodów roślinnych, napoje i masło. Rozdz. IV wypełniają
problemy transportu i środków komunikacyjnych, a więc zaprząg
i uprząż końska, jarzmo, sanie, śniegowce, łodzie, promy, no
szenie ciężarów. Rozdz. V dotyczy sporządzania odzieży i obuwia,
a więc wyrobu płótna, sukna, obuwia i kapeluszów plecionych,
haftów, barwienia tkanin, oraz obróbki skóry. Rozdz. VI omawia
odzież i obuwie, t. zn. koszulę, spodnie, zapaskę, płachtę, płaszcz,
świtkę, kaftan, futro, pas, ubranie głowy i obuwie. Rozdz, VII za
wiera szczegóły dotyczące pielęgnowania ciała, a więc uczesanie
głowy, kosmetyki kobiece, zasady higjeny i medycyny ludowej.
Rozdz. VIII przeprowadza analizę budownictwa, przyczem szcze
gólną uwagę zwraca autor na dach, piec, plan, zdobnictwo, oświe
tlanie, oraz na rozmaite przesądy i obrzędy domowe. Rozdz. IX
dotyczy życia rodzinnego, a więc obrzędów narodzinowych, we
selnych i pogrzebowych. Rozdz. X poświęcony życiu społecz
nemu omawia wspólne prace, wspólne zebrania młodzieży tak
w celach pracy jak zabawy, tańców, ucztowania itd. W rozdz. XI
zawarł autor obrzędy doroczne, a w rozdz. XII wiarę w demony
i czary, oraz ludową kosmologję.
Na podstawie powyższego przeglądu treśc: możemy odrazu
zauważyć, jakie zagadnienia zostały przez Prof. Zelenina pomi
nięte. Nie znajdujemy więc tu w R. II. łowiectwa i omówienia
tych licznych pułapek na dzikiego zwierza. Nadto przy omawianiu
hodowli bydła brak wzmianki o rasach bydła u Słowian wschod
nich. W R. V. należało uwzględnić również wyroby z rogu, kości
i metali, o ile służą one do uznpełuieria odzienia. Wogóle sztuka
ludowa n e została w omawianym zarysie uwzględniona. W R. VIII
brak danych dotyczących budynków gospodarczych. Po R. X
winien być krótki choćby rozdział dotyczący prawa ludowego.
Opowisści ludowe, pieśni, zagadki, przysłowia, i widowiska dra
matyczne również zostały opuszczone.
Widzimy więc, że praca prof. Zelenina nie jest pełnym
obrazem etnografji wschodnio-słowiańskiej. Ale mimoto jest to
99
dzieło o wielkiej wartości ; tak dobrem ogó lnem ujęciem żadna
inna etnografja słowiańska pochwalić s'.ę nie może. Autor opra
cował bowiem wszystkie zagadnienia bardzo samodzielnie, a uwagi
swe zaopatrzył w bogatą literaturę i nowy materjał /lustracyjny
(252 iiustracyj). Dlatego też publikację tę musi witać każdy etnograf
z prawdziwą radością.
Adam Fischer.
Hans Fehr. Gottesurteil und Folter. F'ne Studie zur Dämono
logie des Mittelalters und der neueren Zeit. Berlin - Leipzig 1926
str. 24 (odbitka z „Festgabe für Rudolf Stammler zurr. 70 Ge
burtstag“).
W pracach historyczno -prawnych zaczęto w ostatnich latach
ccraz silniej uwzględniać wierzenia, oraz rolę, jaką odgrywają
zwłaszcza w procesie i prawie karnem. Do historyków prawa,
którzy moment wierzeniowy wciągają w zakres swych badań na
leżą Emil Goldmann, prof, uniwersytetu wiedeński ego, Eberhard
Künssberg, Claudius Schwerin, Fr. Bechmann (Zauber und Recht
in Roms Frühzeit 1923, prw. recenzję Küblera w Philologische
Wochenschrift, T. 44, str, 1066 - 8) a zwłaszcza profesor prawa
na uniwersytecie w Bernie szwajcarskiem Hans Fehr.
W podanej w nagłówku pracy wskazuje autor nowe dziedziny,
któremi się zająć winien historyk prawa. Ważnem wedle autora
zadaniem, byłoby zwrócenie uwagi w zakresie prawa karnego
na „demonologiczne nastawiei ie“ przestępcy (dämonologische
Einstellung des Verbrechers), oraz rozwiązanie kwestji stosunku
pewnych instytucyj procesowych do demonó v (das Verhältnis
gewisser Prozesseinrichtungen zu den Dämonen). W epoce fran
końskiej, jak i późniejszej, wychodzili ludzie z założenia, że prze
stępca, jest to człowiek omotany przez demona. Przestępca od
daje się zupełnie w moc czarta, staje się jego bezwolnem na
rzędziem. Jak długo szatan siedzi w duszy i w ciele człowieka,
tak długo nie posiada ten ostatni możności wypowiedzenia prawdy
przed sądem. Dlatego też trzeba użyć pewnych środków, aby czło
wieka od złej mocy uwolnić. Proces sądowy to walka z szatanem.
Walkę tę prowadzi się przy pomocy ordaljóiO. One to posiadają
moc niweczenia siły djabła, one to przyczyniają się do tego, że
prawda zwycięża.
W późniejszych wiekach wiara, że przestępca to człowiek
znajdujący sie w mocy szarana, trwa nadał. V'7yraźnie akcentuje
to Malleus Maleficamm. Czart, w którego mocy znajduje się
przestępca, nie pozwala mu zeznawać prawdy przed sądem. Tę'
władzę złego ducha należy ziamać. Jak niegdyś służyły do tegc
celu ordalja, tak w późniejszych wiekach zadanie to spełniają
tortury. Na podstawie bardzo ciekawych przykładów z praktyki,
zwłaszcza sądów szwajcarskich, wykazuje autor, że tovtury służyły
•
-
■■
■ - ■
"
ňfíir
• -
‘ 1 -
ÿW
f•
100
do złamania mocy szatana, były narzędziem sitlżącem do odpę
dzenia demona (ein d ämonenvertrer’beti des Instrument). Autor
cytuje liczne zeznania obwinionych, z których wynika, że szatan
dopiero na mękach opuszcza swą ofiarę.
Wywody autom rzucają, dzięki uwzględnieniu momentu wie
rzeniowego bardzo ciekawe światło na istotny cel stosowania
tortur, oraz na związek, jak'1 zachodzi między niemi a ordaljami.
Wyniki, do których doszedł autor, mogą mieć niemałe znaczenie
dla baaań nad naszym procesem karnym. W pracy, ktcrą przy
gotowuję, usiłuję wykazać, że i u nas, podobnie jak na zachodzie,
tortury uchodzą niejednokrotnie jako środek uwalniający prze
stępcę od mocy złego ducha.
Karol Koranyi.
Raffaele Corso. Folklore. Słoria, obiełto, metodo, bibliografia.
Roma 1523 S. XIV-}- 150 z 9-ciu rycinam’ i 1 mapą.
Folklor bada przejawy życia, sposób myślenia, potrzeby
i rozrywk- warstw ludowych, wogó.e zajmuje się tern wszystkiem
co jest „ludowe“ i szuka w nich przeżytków dawnych wierzen
i zwyeża , pochodzących nieraz z zamierzchłych czasów. Dla
osiągnięcia tego celu potrzebne jest w pierwszym rzędzie zebranie
mater’ału, a następnie naukowe opracowanie tegoż. Materjaî zbie
rany musi Dyć o ile możności jak naje ńe.niej oddany. Autor po
daje sze~eg środków jak: gramofony, fotografowanie, różne sche
maty, kwestjonarjusze itd., któreml w tym celu należy się posłu
giwać. Od samego zbieracza żąda autor specjalnych uzdolnień
i dokładnej znajomości terenu pracy. 'Opracowanie materjalu ma
na celu wyszukanie form pierwotnych i miejsca pochodzenia 1 po
wstania tychże. Dla osiągnięcia tego poleca autor metodę porów
nawczą razera. Materjał należy podzielić na grupy ‘.okalne, dc
kładnie zanalizować, zestawić kategerjam: wedle pochodzenia lub
charakteru, a wtedy wystąpią ńa iaw elementy istotne i drugo
rzędne.
osiągnięciu tego można przystąpić dc porównywania
meteijału z coraz to większych obszarów. Metodą tą będzie można
ujawmć związki, ‘aide łączyły w różnych czasach różne ‘eryto “ja
i wzajemne oddziaływania.
W szeregu innych rozdziałów kreśli autor hiśtorję folkloru.
Za poprzedniko w właściwych folklorystów uważa już średnio
wiecznych przepisywaczy, moralistów i podróżników, którzy bez
wiednie zostawi1:’ narr, sporo materjału folklorystycznego. Poprzed
nikami byli również filozofowie XVIII w. a nawet braci Grimm
nie aważs autor 'eszcze za właśc-wych folklorystów. Dopiero od
połowy XIX w. od ustalenie w r. 1846 w „Ateneum“ londyński.em nazwy „fo moi“ zaczyna się ta nowa nauka, poprzednio
w różnych sirajach różn-e nazywana W drugiej połowie XI w
różne prądy nurtowały w nauce. Wyrazem "eh był szereg sz.cóf
101
mityczna — MüIIera, inc jan'styczna — Eenfeya, animistyczna —
yiora, Zażera i historyczna — BédLera. kV ostatnim rozdziale
zajmuje się autor histo ją folkloru we Włoszech, gdzie badacze
skłaniają się do różnych szkół powyższych. W ostatnich czasach
wytworzy?!. Włosi własne metody badania, których przedstawi
cielami są Niceforo ; autor niniejszego podręcznika.
Tadeusz Sulimirskt.
Franciszek Persowski Osady na prawie mslÿem, pols^iem,
niemiec^iem i jjołoskiem to ziemi Iwotoskiej. Studjum z dziejów
osadnictwa. Lwów 1927. Skład giówny: Kasa im. Mianowskiego.
S. 160—f—3 mapki (29 rycin w tekście)
Prace powyższa dotyczy około 130 osad z'emi lwowskiej,
t, j. ;ych osad, do których źródła były bardziej wyczerpujące.
Prócz samego zagadnienia osadnictwa traktuje rozprawa również
o iormach budownictwa dla Każdego typu osady z osobna Autor
wykorzystał bardzo starannie wszelkie dostępne źródła i podał
ich charakterystykę.
Wyróżnione cztery zasadnicze typy esad: 1) wsie kupowe
2) kupowo-podłużne, 3) ulicówki i 4) osady rozrzucone. W osadacn założonych na prawie ruski em przeważa kształt kupowy,
któ -y autor uważa za właściwy tej grup.e osad. Kształt ten powstał
z jedr.odworczości dawnych osad, które z czasem się rozrastały,
zachowując nadal pierwotną bezpianowosć,- zabudowania stawiano
rozmaicie, co wytworzyło wiele małych krętych uliczek.
Pod wpływem prawe polskiego przekształcają się na ziemi
lwowskiej osady kupowe. Ziemia staje s’ę własnością szlachecką,
przez co osady przybierają kształt bardziej jednolity, stają się kupowo-podłużrem:. tworząc już pewien roazaj ulicy. Zaznacza się
większa regularność stawiania budynków gospodarczych; wewnątrz
ws. płynie często potok, otoczony wygonami.
Ulicówki lub części ulicowe dawnych osad powstały na
ziemi lwowskiej dz ęki kolonizacji idącej z zachodu. Pola podzie
lono na wąskie, lecz długLe pasy ziemi; na tych wąskich łanach
ziemi powstają wzdłuż ulicy budynkiíV zajmujące przeważnie sze
rokość łanu ; stoją one w ścisłem skupieniu obok siebie węższą
stroną do ulicy. Ulica przebiega zazwyczaj w linji preste]. T akie .
osady były lokowane przeważn e na prawie niemieckiem.
Osady rozrzucone powstały skutkiem pierwotnego typu go
spodarki pastersko-bartnlczej. Zakładane były na gruntach osad
ruskich wedle prawa wołoskiego, nie dopuszczały wpływu prawa
polskiego i niemieckiego, przez co zatrzymywała osada pierwotną
dworzyskową formę. Charakterystycznemi cechami osad wołoskich
to brak robocizny i opłacanie podatków in natura.
Następuje rozdział o formach buoowr.' etwa, w których stara
się autor wykazać odmienność form budowniczych w wyodrębnio-
102
nych grupach osad. Rozpatruj więc dla każdej grupy oddzielnie
kwestję orjentacji budynku mieszkalnego i gospodarczych, materjału
budowlanego i ego sposobu użycia, wylepiania i bielenia ścian,,
sposobu osadzenia i formy drzwi i ęjkien, kształtu i poszycia da
chu, kominów, pieca ogrzewalnego i piekarskiego i planu chałupy.
Przytaczam najważniejsze wyniki pracy. W grupie osad
ruskich i wołoskich domy zwrócone są do połudrla, w osadach
zaś polskich i niemieckich węższą stroną do ulicy. Budownictwo
w słup przeważa w osadach ruskich i niemieckich, węgłowe
w osadach polsk’ch i wołoskich. Bielenie ścian ogranicza się w osa
dach ruskich i wołoskich tylko do niektórych części ścian zewnętrz
nych. Dachy w osadach ruskich średniej wysokości, czterookapowe,
takież w osadach polskich, jednak często z okapem szczytowym
(dymnikowe) ; w osadach niemieckich częste przystrzeszki (ckapy
przyźbowe) oraz trójkątny otwór pod szczytem dla ujścia dymu ;
dachy wołoskie odznaczają się wybitną wysokością i stromością.
' an chałupy we wszystkich osadach dwudzielny (symetryczniedwuizbowy), w ruskich z sienią nieprzechodnią, w polskich
z przechodnią i z wydzieloną z sieni komorą; w osadach nie
mieckich z wydzieloną kuchnią z s;eni oraz z umieszczeniem
stajni w jednej z izb domu, lub też przesunięciem stajni tuż pod
ścianę chałupy. W układzie wewnętrznym zbliża się osada wo
łoska do polskf “j lub niemieckiej ; przy swej dwudzielności posiada
chałupa czasem boczną komorę.
Zestawienie to pozwala poznać jak sumiennie przystąpił
autor do pracy, która dała poważne wyniki. Pomimo zmieszan a
się na obszarze ziemi lwowskiej tylu różnych czynników, które
powodują upodabnianie się form jednych do drugich, mógł jednak
autor wyodręonić niektóre zespoły cech budownictwa charakte
rystycznych dla wydzielonych grup osad. Często jednak używa
autor w swej pracy po,ęcia rozwoju form kulturowych, np. wpro
wadza za Z. Glogerem ewolucję kształtu dachów i opisując te
kształty określa je jako n. p. „druga forma rozwoju dachu“. Tego
rodzaju ewolucyjne objaśnienia zostały jednak w najnowszych
badaniach podane w wątpliwość i dlatego nie można na nich
opierać jakichkolwiek wniosków.
Alfred Bachmann.
Henryk Biegeleisen. Matka i Dziecko w obrzędach, toterzzniach i zwyczajach ludu polskiego, (na okładce jest tytuł nieco
zmieniony : Matka i Dziecko w zwyczajach, obrzędach i prakty
kach ludu polskiego), Lwów, 1927. Nakładem Ateneum, Str. 414.
P imiennictwo etnograficzne wzbogacone zostało w ostatnich
czasach przez bardzo cenną rozprawę H. Biegeleise ca o Matce
i Dziecku. Praca ta — owoc sumiennych studjów autora, oparta
na olbrzymim materjale przewyższa znacznie analogiczną pracę
uczonego niemieckiego H. Plossa „Das Kind“.
103
Autor rozpoczyna swą pracę od przedstawienia środków uży
wanych przez kob:ety, ażeby zajść w ciążę, względnie od niej
się uchronić. W dalszych rozdziałach mówi o praktykach stoso
wanych w okres' e brzemienności, podczas i po połogu. W na
stępnej części w swej pracy zajmuje się autor już samem dzieckiem
w różnych fazach jego rozwoju Omawia rozmaite niebezpieczeń
stwa, jakie grożą dziecku ze strony złych duchów, personlfikujących również chorobę, oraz zabiegi ludowe mające na celu
uchronić dziecko przed złerr.i mocami.
Autor nie ograniczył się w swem dziele wyłącznie tylko do
materjnłów polskich, ale oparł swą pracę na tle porównawczem
podając analogiczne zwyczaje innych ludów, zarówno europejskich,
jak i pozaeuropejskich Myśl autora przedstawienia zwyczajów
ludu polskiego na tle obyczajów innych ludów była trafna. Wszak
dopiero przez porównanie z zwyczajami innych narodów, określić
możemy, co w naszych zwyczajach jest rodzime, a co zaczerpnięte
zostało ze zwyczajów obcych, oraz czy i w jakiej mierze zwyczaje
naszego ludu wpływały na kształtowanie się zwyczajów u obcych
Na metodę jednak, którą się autor posługuje, nie możemy się
zgodzić. Przedewszystkiem nie cddziela autor w swej pracy wyraźn e zwyczajów naszego ludu od praktyk ludów innych. Oma
wiając jakiś zwyczaj ludu polskiego, przechodzi autor do przed
stawienia tego zwyczaju u innych, by w dalszym ciągu tego
samego ustępu znowu wrócić do praktyk ludu polskiego. Fowtóre
nie uwzględnia autor pewnych kręgów kulturalnych. Należałoby
mówić najpierw o zwyczajach ludu polskiego, następnie ,o zwy
czajach obcych, spotykanych na ziemiach polskich, wkońcu
o praktykach ludów sąsiednich. Tego systemu autor w zasadzie
nie przyjął, choć niejednokrotnie go stcsme. Sposób ujęcia kwestji
przez autora wpływa ujemnie na przejrzystość pracy. Ponadto
powoduje metoda, którą posługiwał się autor, częste powtarzania
tych samych rzeczy. Niejednokrotnie na tej samej stronie, np.
na stronie 40 w wierszu 5 od góry i 40 w werszu 16 od dołu
wspomina autor to samo wierzenie ruskie o szkodliwych na
stępstwach przestrachu w czasie pożaru dla kobiety brzemiennej.
Na stronie 82 powtarza na rozmaitych miejscach przesąd zwią
zany z zakazem wychodzenia kobiety brzemiennej w nocy. Na
stronie 57 i 114 powtarza dosłownie to samo o zwyczaju uży
wanym przez kobiety w Czartowcu, aby płód, który spuścił się
na doi, poszedł do góry. Na stronie 80 i 143 podany jest ten
sam przesąd o płukaniu pieluch w 1 6-tjnm tygodniu po urodzeniu
się dziewczęcia, na str. 172 i 242 o zakazie wymąw-ania w obec
ności niemowlęcia wyrazów „żaba“, „zając*5. Przykładów takich
możnaby podać więcej (np. str. 126 w. 4 od góry i str. 268
w. 11 od dołu, str. 212 w. 7 od dołu i str. 303 w. 6 od góry).
O ile co do metody nie zgadzam się z autorem, to ani na
chwilę nie zapoznaję wielkiej wartości jego pracy, która ze wszech
miar zasługuje na wyróżnienie.
Karol Koranyi.
104
Adam Fischer. Lud i Jliski. Podręcznik Etnografi Po!ski,
opracowany z zasiłku Ministerstwa wyznań Religijnych i Oświe
cenia Publicznego.
3 mapami i 58 iluśttf. w tekście, Lwów—
Warszawa—'Kraków 1926. S. IV -f- 2 10.
Praca krajoznawcza, która w Polsce w grudniu 1926 r. ob
chodziła 20 rocznicę swej zorganizowanej działalności, może do
swego bilansu dołączyć także podręcznik polskiej etnograf;: prof.
Fischera, który również wyszedł w 192ór. Potrzebę takiego pod
ręcznika dyktował z jednej strony niezwykły rozwój krajoznawczej
pracy wogóle. a z drugiej wykładanie krajoznawstwa jako osobne]
nauki w szkołach średnich i wyższych.
Treść podręcznika prof. Fischera w głównym zarysie ,est
następująca: 1) Część wstępna; 2) Polskie terytorjum etnogra
ficzne ; 3) Kultura materjałna ; 4) Kultura społeczna; 5) Kultura
duchowa ; 6) Wnioski ogólne. Oprócz tego dodano : a) sprosto
wania i dopełnienia, b) wykaz miejscowości, osób i rzeczy, c) spis
ilustracyj.
W części wstępnej uwzględnia autor następujące działy :
pojęcie etnologji i etnograąi i ich stosunek do innych nauk- EtnDlogja i folklor. Etnologiczne metody. Rozwój etnologji. Zadanie
ludoznawstwa i jego nauczanie w Polsce. Znaczenie ludoznawstwa dla literatury ; sztuki, a tak samo dla społeczeństwa i pań
stwa. Wreszcie — etnologja w programie ogólnej oświaty. Co
do drugiej głównej części, to mamy tu : a) granice, b) ilość lud
ności, c) polskie grupy etniczne, d) rozwój polskiego osadmctwa
i e) polskie typy antropologiczne.
Podstawową częścią podręcznika jest rozpatrzenie kultury
polskiej ; przyczem dzieli ją autor podręcznika nie na dwa, jak
zwykle robili i robią etnografowie, lecz na trzy działy, a miano
wicie : a) ergologja, b) etnologja społeczna i c) folklorystyka,
którą autor całkowicie identyfikuje z pojęciem kultury ciuchowej
Do pierwszego działu prof. Fischer zalicza zjawiska kultury mate-jalncj, a mianowicie budownictwo (najdokładniejsza część),
sprzęty domowe i ich sporządzanie ; przyrządy rolnicze i gosp odarskie ; wiadomości rolnicze i gospodarskie ; przemysł domowy
■vtkactwo, ciesielka, bednarstwo, sitarstwo, koszykarstwc, ceramika,
wyroby z metalu, rymarstwo, krawiectwo, haftowanie) ; odzież ;
ozdoby ; sztuka ludowa ; instrumenty muzyczne ; do drugiego
z tych trzech działów autor zalicza takie zjawiska: obrzędy
rodzinne, weselne i pogrzebowe ; zwyczr je domowe (przy zakła
daniu budynku, przebudowywał ’ie po pożarze ; t. d.) zwyczaje
doroczne, mianowicie kalendarz ludowy i wreszcie prawo ludowe.
■ o trzeciego działu zaHczono : demonologję, wyobrażenia o przy
rodzie (kosmologia i kosmogonja), lecznictwo i czary, opowia
dania ludowe (mity, bajki, opowiadania, facecje, legendy, poda
nia), ji'aśni. zagadk’ i przysłowia, dramatyczne przedstawienia,
a tak samo gry, zabawy, tańce i muzykę.
105
Dodatkowy rozdnał (wnioski ogóine) oświetla polską kul
turę w jej podstawowych rysach i przyiem wyznacza na nic. te
nawarstwienia, któis z dawnej przeszłość’ polskiego życia kolej no
pozostawały, a również te rozmaite wpływy, które cdti'1'y się na
życiu obyczajcwem danego obszaru. Wreszcie zaznaczają się i te
wpływy, które powstały już w ostatnich cztsach i któ^e obja
wiają się w różnych działach bytu narodu polskiego. Celowo
dobrane ilustracje wyraźnie dowodzą, że autor postarał się, ażeby
podręcznik wywoływał miłe wrażenie.
I rzeczywiście podręcznik robi wrażenie pewnego wykoń
czę nia i zaokrąglema. Autor unika pytań spornych; opierając się
na zebranym materjaie i ułożywszy go systematycznie, daje on
to, co jest w życiu i co życie zachowuje; przytem stara się
wykazać starożytność w zjawiskach życia polskiego Przewodnia
myśl autora —- całkiem słuszna — aby podać tylko wszystko
to, cc się odnosi do ludu polskiego, urzeczywistnić się z nie
zwykłą konsekwencją i dlatego wychodzi pełny obraz, a nie
urywkowy.
Ku wielkiemu naszemu zdziwieniu, autor do terytorium po! ■
skiego zaliczył i te obszary, gdzie tyją Ukraińcy ; dlatego pojęcie
„lud polski“ traktuje się jakby w znaczeniu peństwowem, a me
etnograficznem.
Nie mówiąc o tern, że za lud polski uważa prof. Fischer
ludność Chełmszczyzmr, ziemi bełzldej, Polesia (na wschodzie),
Spiszu (na zachodzie), lecz kategorycznie zaznacza, że oprócz
Polaków „mieszkają też na obszarze państwa polskiego inne
udy“ (str. 18) i .u wylicza: Litwinów i Zmadzinów, Białorusini w,
Małorusinów („zwani zwykle Rus’nami“) a do terytorjum, gdz’e
żyją „w granicach państwa polskiego“ Ukraińcy, zalicza dział
wodny środkowego i dolnego Dniepru, całego Bohu i środko
wego Dniestru; jest to nieporozumienie, którego w podręczniku
być nie powiano. Mówiąc o wpływach w ostatnich czasach na
Polskę, wspomina autor także „ruskie“ i dopatruje się ich w wy
robach tkackich, żartach i pieśniach. Warto byłoby jednak
chociaż trochę poświęcić uwagi tym polskim etnografom, którzy
badając życie kulturalne Polski, nie mogli pominąć życic ukra
ińskiego, które ma dużo wspólnego z polsk:ern. (Bohdan Zaleski1 'n ,
Wcgóle autor ignoruje Ukraińców i jakby nie uznaje ich za
naród. To powoduje . dużo nieporozumień i odbija pewną ten
dencję, której przynajmniej w podręczniku o wykładzie dogma
tycznym, być nie powinno '). Następnie w podręczniku jest luka :
prof. Fischer, oznaczywszy krótko i dokładnie folklor (wiedzę
ludu), etnografję i etnologję, nic nie mówi o słowie „kultura
Tymczasem w podręczniku ten termin trzeba koniecznie przed') Odpowiedzią na powyższe zarzuty będzie książka Prob Fischera
p. t. Rusini, która wyjdzie
najbliższych miesiącach i fcędzie jakby uzupeł
nieniem i dalszym ciągiem „Ludu Polskiego“.
(Pvzgp. Red.).
106
stawić, dając mu pewną definicję. Pewne sprzeczności zaznaczają
się także w klasyfikacji głównych części ; ściśle logiczną podstawę
podziału przeprowadzono nie wszędzie z dokładną konsekwencją.
Między innemi J est dziwnem, dlaczego autor „pranie i prasowanie"
(str. 82—83) zalicza nie do domowych przemysłów, lecz do tych,
do których zalicza sadownictwo, ogrodnictwo etc. Rozdział „prawo
ludowe“ (§ 32) nie daje dokładnego zrozumienia, w czem tkwi
jego istota, oraz na czem polega charakter prawny zwyczajów,
które trzeba zaliczać do prawa ludowego. Mapy obecnego geo
graficznego i państwowego obszaru Polski, są naszem zaaniem
niewyraźne. Dlatego trzeba było dać zwykłą mapę geograficzną
oprócz tych pcdanych. Wówczas znikłyby niektóre nieporozumienia
co do rozmieszczenia ludności.
Pomimo tego trzeba jednak powiedzieć, że podręcznik
ogarnął wszystkie podstawowe części nauki i daje elemen
tarne pojęcia, ich tłumaczenia, metody naukowego badania z za
znaczeniem ścisłego poglądu na podstawowe kierunki metodologji, ścisły historyczny obraz rozwoju nauki w Polsce, a także
jej wszechstronne znaczenie — tu zaznacza się moment pedago
giczny i F atrjo tyczny. Opracowanie poszczególnych części pod
ręcznika dąży do tego, ażeby niewielu słowy oświetlić istotę
pytania, ogarniając go jak najdokładniej i wogóle całość zbudo
wano tak, że materjał jednej części nie przeważa nad drugą. Ta
harmonijna struktura łączy się całkowicie z materjałem, który
podaje najnowsze w nauce fakty. Podając uogólnienia z odpowiedniemi przykładami, podręcznik zaznacza i sam proces prze
prowadzenia porównawczej metody czyto w zakresie specjalnego
zagadnienia, czy całego ich szeregu. Sam dogmatyzm wykładu,
pozbawiony suchej rygorystyczności, zaciekawia, określając pewne
pytanie i równocześnie odpowiadaiąc naukowym wymaganiom.
Po każdym rozdziale i niektórych jego częściach, podano odpo
wiedni bibljograficzny wykaz najnowszych prac.
Uważamy, że autor wykonał zadanie swe zupełnie dobrze
pod względem pedagogicznym, gdyż ułożył podręcznik, który
może dopomóc młodzieży do poznania rodzinnego kraju za po
średnictwem szkoły, a zrobił to tak, aby młodzież przez pozna
wanie swej rodzinnej ziemi, zarazem bardzo głęboko ją pokochała.
Kijów, 1927.
Wiaczesław Kaminśkyj.
Regina Lilientalowa : Dziecko żydowskie Kraków 1927.
Nakład Akademji Umiej. (Prace komisji etnograficznej, nr. 3).
8° str. 97 + 3 tabl.
Autorka, — zmarła przed trzema laty — umieściła już w r.
1904 rozprawę na powyższy temat w „Materjałach Komisji antrop.-archeolog, i etnogr.“ Akademji Umiejętności w Krakowie
(t. VH. dz. II, str. 141). Praca obecnie wydana uzupełnia poprzednią
i ujmuje całość zagadnienia. Na podstawie obficie nagromadzo-
107
nego materjsłu częściowo znanego, częściowo zebranego przez
autorkę, — otrzymujemy jasno nakreślony obraz życia dziecka
żydowskiego.
Na wstępie zaznacza autorka, że pragnienie potomstwa jest
u ludu żydowskiego bardzo silne i kobi eta stosuje rozmai te środki,,
mające zapobiec bezpłodności. Od chwili zaś, w której poczuje
się matką, pamięta o całym szeregu zabiegów, ktc re chror.ić ją mają
od poronienia i przyczynić się do zdrowego rozwoju dziecka.
Następnie przedstawia autorka poglądy ludu żydowskiego na
kształtowa; ie się dziecka w łonie matki i jego ścisły kontakt
z aniołami, które objaśniają mu zagadki wszechbytu i ksiąg świę
tych, aż do chwili przyjścia na św at. — Każde, dziecko rodzi
się ze swojem szczęściem, mazel które ma wpływ na całe
jego życie.
Poród sam zupełnie pominięto, jakkolwiek wśrcd ludu ży
dowskiego rozpowszechnione są liczne praktyki, mające na celu
ulżenie rodzącej (np. podkładanie talesu pod poduszkę i i,). Po
nieważ zaś praca uwzględnia poglądy na bezpłodność i wierze
nia, dotyczące matki przed przyjściem dziecka na świat, należało
‘ może krótko uwzględnić także owe wierzenia i zabiegi.
Na matkę i noworodka czyhają ze wszech stron złe duchy
(Lilith, królowa Saba) i dopiero stosowanie pewnych praktyk za
bezpiecza przed temi demonami. — Nadanie imienia następuje
u dziewczynki w pierwszą sobotę po urodzeniu, u chłopca na
tomiast odbywa się obrzęd przymierza i nadanie imienia 8-go dnia,
a imię otrzymuje dziecię zawsze tylko po zmarłym przodku. Na
stępuje dokładny opis tego obrzędu, a także „Pidjan ha’oen“ t. j.
uroczystości wykupu syna pierworodnego od kapłana w 30 dni
po urodzeniu.
Medycynie ludowej, ze szczególnem uwzględnieniem uroków
poświęca autorka dużo miejsca.
Nad kołyską dziecka wyśpiewuje matka żydowska niezliczone
kołysanki. Są one bardzo charakterystyczne i odmienne dla chłopców*
a odmienne dla dziewcząt. Matka żydowska pragnie zawsze,
by syn jej wyrósł na uczonego w Piśmie św. . bogobojnego czło
wieka, który w życiu przyszłem otworzy rodzicom podwoje raju —
dla córki natomiast zadowala się życzeniem męża światłego bie
głego w nauce Zakonu. — W myśl tego poglądu znacznie więcej,
uwagi poświęca się wychowaniu syna, niż córki Już w 3-cim
roku życia zaczyna chłopiec uczęszczać do ehedem, a pierwsza
taka wyprawa, — z którą łączą się rozmaite miłe niespodzianki —
bywa bardzo uroczysta, jak wogóle wszystkie przełomowe chwile
życia chederowego. Najpierw poznaje dziecko alfabet hebrajski,
a gdy już biegle czyta, następuje przejście 'do nauki Chumaszu
(Pięcioksięgu), które przypada na 5— 6 rok życią. Wydarzenie to
jest epokowem w życiu chłopca i przez długie lata, a często
przez całe życie pozostaje mu w pamięci
.
108
Szkoda, że autorka pominęła opisanie tej charakterystycznej
uroczystości, która jeszcze po dzień dzisiejszy sig zachowała-Zwie ona „Chumasz Sude“ (uczta cłiumaszcwa), a odbywa się
w pierwszą sobotę po rozpoczęciu nauki Pięcioksięgu. Rodzice
urządzają wielką ucztę, na którą spraszają krewnych i przyjaciół,
a także nauczyciela i kolegów chederowych syna. Solenizant,
ustrojony w możliwie największą 'lość zegarków z łańcuszkami,
staje na stole (w niektórych okolicach na jedwabnej chusteczce,
specjalnie na ten cel przygotowanej) i wygłasza "dość dług: e pi zemówienie, W przemówieniu .tern bierze udział także drug;. malec,
tzw. „pytający“, a wreszcie trzeć: chdopak błogosławi nowego
adepta nauk’. Przemowy te są bardzo c’ekawe i charakterysty
czne, zacytowanie jednak tekst : w, k:6re udało mi się zebrać,
przekraczałoby ramy recenzji.
Zycie chederowe nie ’esi tak monotonne, jakiem się na
pozór wydaje. Temperament uczrn^w przejawia się często w swarach i kłótniach, a każdy chłopiec już po krótkim czasie zna całą
litanję rymowanych gróźb i klątw dziecięcych, kiórsmi s:ę w od
powiednich chwilach wobec kolegów posługuje. 3ardzo liczne są
też gry i zabawy specjalnie chederowe. Polegają one na tern, by
zabawić się wesoło, w zupełnej ciszy i spokcju. Tuż obok bo
wiem jest nauczyciel a bardzo często także jego małżonka, zna
cznie jeszcze wrażli wszą na głośne przejawy wesołości dzieciece;.
(W.adomo, że izba chederowa wchodzi w skład mieszkania mełameda). Dlatego chłopcy znają rozmaite gry, polegające na kre
śleniu kredą figur na stole, składają pap er w rozmaite formy,
sznurkiem zabawia ą się w „etl-betl“, a do głównych takicł roz
rywek chederowych należą gry pouczające, do których konieczną
test książka. Polegają one na wynajdywaniu i składani, odpo
wiednich liter, a jest tych gier bardzo wiele, począwszy od naj
prostszych, a skończywszy na takich, w których znajdujemy ślady
prób kabalistycznych. Lubują srę też uczniowie ehedem w parodji,
a kilka takich c ekawych prób humoru dziecięcego cytiue autorka.
Charakterystyczne są również rozmaite zagadki chederowe, które
pobudzają do wynajdywania licznych sprzeczności, a ćwiczą by
strość umysłu. Cytowane wigrsże, zagadki, mętowania i koły
sanki zatraciły przez tłumaczenie bardzo wiele na swej oryginal
ności — w żydowskiej gwarze ludowej brzmią zupełnie inaczej,
bo posiadają rytm i rym.
V /reszc: e omawia autorka g~y
zabawy uprawiane przez
dziatwę żydowską poza chedcrem. Wśród tych gier znajdujemy
już bardzo wiele ar.alogji do zabaw, rozpowszechnionych wśród
dziatwy polskie,, względnie także i u innych narodów. — Specjalne
gry J zabawy związane są ze świętami, a niekto e święta mają
też swoje specjalne zabawki (drejdl, grager i i.). Dodane na zakończenie 3 tab.ice rycin ilustrują starą tacę, używaną r.- Pidjan
109
ha’bon, tai: imany przeciw uiokorr, chorągiewkę na SimchathThora (wycinanka) i i.
Praca przedstawia dokładnie pewien fragment z życra i kul:ury żydów polskich, a przez to wypełria także lukę w etno
grafii Polski.
Giza Fränklotßa.
L eněk Ziort. Staročeské uměni kuchařské. S původními
obrázky. Praha i 927. NaKl „Staře gardy mistru kuchařů“.
8° Str. 66G.
Dzieje pożywienia ludzkiego zawierają wiele ciekawych szcza
góło\ /, ważnych dia każdego etnografa. Zagadnienia te nie były
lednak dotąd dostatecznie opracowane, a szczególnie n ejasne
były nawiązania do ogólnej historjL kultury. Dlatego kciążka Prof.
li brta jest publikacją bardzo pożądaną zwłaszcza dla polskiego
historyka kultury, ktery znajdz: e tu najważniejszy materjał także:
dla dziejów polskiego kucharstwa.
Autor po ogólnych uwagach o sztuce kucharskiej podaje
cnarakterystykę kuchni grecko-rzymskiej, poczerń omawia książki
kucharskie włoskie, francuskie, : amandzkie, angielskie, niemieckie,
hiszpańskie, a wreszcie również pols.de,,ugosłowiańsk e i rosyjskie,
Ze starych polskich książek kucharskich podkreśla autor tylko
„kuchmistrzowstwo polskie“ z XVI wieku., które zostało się je
dynie we fragmentach. Na zaznaczenie zasługiwałaby jeszcze
książka Stanisława Czarnieckiego p. t. Compendium Ferculcrum
albo zebr ar. e potraw, Kraków 1682, która później doczekała się
bardzo licznych wydań a pod nazwą „Kucharza doskonałego“
została uwieczruona w „Panu Tadeuszu“ (Gloger, Encyklopedia
staropolska III, 1 13®®-1 14).
Po tym wstępie przechodzi Prof. Zibrt do omawiania staroczeskich umiejętności kucharskich, Rozpoczyna od uwag o poży
wieniu dawnych Słowian, od nazw potraw i napcjów, spotykanych
w staro czeskich glossach oraz w kronlicach, rocznikach i legendach
od XI—XIII wieku. Mamy następnie wiadomości o kucharzach
i kuchmistrzach królewskich od XIII—XVI wieku, o uczcie we
selnej siostrzenicy Przemyśla Ottckara II z węgierskim krciewiczem
Belą w r. 1264, o tem, jak jadał i pijał Karol IV, wreszcie jakie
potrawy i' napoje zalecano krô’owi Wacławów; IV, królowi Zyg
muntów . i Jerzemu z Podiebradu.
Czeska literatura Kulinarna rozpoczyna się od rękopiśmien
nego zbioru kucharskich przepisów z XV stulecia, poczem mamy
wkrótce druki. Już z początkiem XVI wieku wytłoczył taką książkę
kucharską Severin Młodszy, a musiała ona misé powodzenia
skoro już w r.
335 Paweł Severin z Kapihory wydrukował
druga,. książkę kucharską p. t. Kucharstw’ i t. d., a z tego to tekstu
przełożono nasze „Kuchnrkstrzowstwo polskie ' z XVI wieku. Po
tych początkach publikacje kucharskie są coraz liczniejsze, a więc
J. Kantor przedrukował kuchars.wo Severina Młodszego, alchemik.
110
Bavor Rodowský wydał księgę kuchmiscrzowską w r. 1591, Ka
tarzyna Koniašowa wydrukowała książkę kucharską w r. 1712
Lecz prócz tych książek drukowanych odpisywano i zbierano
rozmaite przepisy kucharskie tak, jak to trwa jeszcze do dni dzi
siejszych. Z tych dawnych rękopiśmiennych notatek przedruko
wał prof. Zibrt viele starych recept kulinarnych, pod względem
kulturalnym niezmiernie c.ekawych.
Byłoby bardzo wskazane, gdyby polscy historycy kultury
zestawili ten bogaty materjał z podobnemi polskiemi rękopisami
i książkami, gdyż wyszłyby tu na jaw bardzo silne wzajemne
wpiywy. Prof. Zibrt dał sam początek tego rodzaju poszukiwa
niom przez wykazanie wpływu Pawła Severina na nasze „Kuch
mistrzowstwo“.
Adam Fischer.
Jiři Polivka. Výbor ludových rozpravok. V Turčianskom
Sv. Martine. 1927. 8°, Str. 330 + 4 nlb.
Prof. Polivka ogłosił wybór słowackich opowieści ludowych,
Łaczerpniętych przeważnie ze zbiorów Czambela i DobŠinský’ego.
Dla celów porównawczych przytacza też niektóre opowieści pol
skie i ruskie; wydawca zaczerpnął z Malinowskiego, Powieści
spiskich (Mat. antr. arch. etn. VI, 134) polską wersję o bogatym
i bezbożnym kupcu, co przy pieniądzach zginął.
Teksty wydano bardzo starannie. Przy końcu mamy zwię
zły przegląd głównych zbiorów obcych opowieści, następnie
krótkie omówienie badań nad ludowemi po dani am: słowackiemi,
a wreszcie treściwe zestawienie różnych teoryj, dotyczących ge
nezy i rozprzestrzenienia ludowych gadek. Wartość wydania pod
noszą liczne przypiski bibliograficzne i słowniczek wyrazć v gwa
rowych.
Adam Fischer.
Janina Po*-azińska. Wesele Małgorzatki, Warszawa, B. r.
S. 48 nlb. — W WojtusiouJej izbie, wyd. III. Warszawa, B. r. S.
55. — Pasłereczka, Warszawa, B. r. S. 57 + 2 nlb. Ilustracje St.
Bobińskiego.
W twórczości polsKiej pojawiają się od czasu do czasu
wysiłki, by uwolnić się od obcych wpływów kulturalnych i dążyć
do stworzenia literatury, któraby była bardzie, zw’ązana z naszem
życiem kulturalnem i powstają prag ir.enia twórczości bliskiej sercom
polskim, a więc z serca własnego płynącej. I następuje wtedy
zwrot do twórczość, ludowej, jako rodzimej rdzennie polskiej.
Usiłowania idą też dalej także i w tym słusznym kierunku,
aby i dziecko polskie miało rodzimą strawę duchową; zadanie
to dobrze spełniają poezje J. Porazińskiej, oparte zupełnie dokładnie
na polskich motywach ludowych. Widzimy to zarówno w poetycz
nej inscenizacji polskiego obrzędu weselnego, jait wreszcie w ani-
111
mizacji całego wnętrza Wojtusiowej izby. Wszystkie te utwory
dowodzą, że autorka zetknęła sie bezpośrednio z rzeczywistością
polskiego życia ludowego i umiała zrozumieć zagadki chłopskiej
psychy.
A. F.
Ludwik Sawicki. Jaskinia Nietoperzowa pod Wsią Jerzma
nowice. Przegląd archeologiczny T. III. zesz. 1. (rocznik VII) 1925.
str. 1 - -8.
Prehistorja jako nauka opiera się na obserwowanych fak
tach współistnienia różnych typów wyrobów. Stwierdzone przez
współwystępowanie zespoły wykopaliskowe są punktem wyjścia
wszelkich rozważań i wniosków naukowych. Dlatego jasna świa
domość stanu faktycznego jest pierwszym warunkiem dalszej
pracy i podstawą wszelkich wniosków. Gd/ od tej zasady od
stąpimy, prehistcrja przestanie być nauką, a nasze rozważania
staną się tylko subjektywnym stosunkiem do zjawisk, opar
tym o metafizykę, lecz nie o zmysłowe spostrzeganie. Jaskrawym
przykładem takiego zanegowania faktycznego stanu rzeczy, a opar
cia s:ę o dowolnie skonstruowany układ faktów jest praca p. Sa
wickiego. Stan faktyczny stwierdzony przezemnie przy badaniach
w jaskimi Jerzmanowskiej nie może budzić najmniejszych wątpli
wości. Mój opis tych badań stwierdza jasno, że odkryłem iedno
rozległe ognisko, a wszystkie publikowane przezem lic wyroby
znalazłem w ognisku względnie bezpośrednio nad ogniskiem
w glirle jaskiniowej. Zaznaczyłem wyraźnie, że wszystkie te wy
roby stanowią jeden poziom stratygraficzny i jeden zespół
od
tym względem dla każdego, co czytał moją pracę i patrzył na
moje profile, fakt ten nie może ulegać wątpliwości. Przy ścianie
prawej korytarza pozostawiłem pas szeroki na IV2 m. nieprzekopany, aby przyszłym badaczem dać możncść przeprowadzenia
kontroli mech robót. P. Sawick' robót kontrolnych nie przepro
wadzał. Lista fauny podana na str. 31 została zestawiona prze
zemnie na podstawie mate/jału wydobytego i złożonego do mu
zeum E. Majewskiego. Nie jest to lista zestawiona rzekomo przez
Romera, tę podaję na str. 34. Przy podanej na str. 31 liście
fauny uczynkem zastrzeżenie, (me będąc paleontologiem), że pa
leontologiczny kostny materjał z jaskini Jerzmanowskiej opraco
wany dotychczas nie został, być więc może, że lista fauny uło
żona przezemn e, zostanie jeszcze pomnożona. P. Sawicki nowego
opracowania zebranej przezemnie fauny me przeprowadził. Tyle
o stanie faktycznym stwierdzonym przezemnie.
W r. 1874 prowadził proi. Romer badania w jaskini Nie
toperzowej. Stan faktyczny stwierdzony przez Romera jest nastę
pujący : Pod warstwą humusu natknął się Römer na pokład sta
lagmitu o grubości kilku centymetrów. Pod nim zalegała warstwa
wilgotnej gliny jaskiniowej, barwy zielonkawej gruba 30 m. Pod
tą warstwą Dyło ognisko górne, grube 8—10 cm.,- Oraz znalazła
Í42
się tu warstewka drobnych gryzoń. Poniżej Zalegała warstwa
glir.y jaskiniowej 5C cm. gruba, a pod nią dopiero drugie cgnisko
grube 15 cm Römer nie podzielił odnalezionych wyrobów ^rze
miennych x kościanych według poziomów, lecz opisał je razem,
bez zaznaczenia, z którego ogniska jakie wyroby pochodzą.
Wobec tego, że badania moje zastały namulisko jaskini
częściowo wyprzątnięte przez eksploatację nawozów íosforcwycb
przeprowadzoną nrzez Grubego oraz, że przekopując nie naru
szone namulisko jaskini jeszcze nigdzie nie trafiłem na pokład
stalaktytu an: na pokład zielonkawej wilgotnej gliny ïsk’niowej,
lecz dopiero na właściwą glinę, askiniową cpisar.ą przez Romera
uznałem, że odkryte przezemnie ognisko jest doinein ogniskiem
Romera. Potwierdził to fakt, ze przekopując próbnerr.i rowami
wgłąo namulisko jaskini, drugiego głębiei leżącego ogniska nie
stwierdziłem. Ta prosta interpretacja i est jedyną możliwą do przy
jęcie dla każdegc, kto zna dz.eje robót przeprowadzonych w ’askini Nietoperzowe;.
Sawicki opracowując w pracy swej po raz wtcry wydo
byty materjał z ustalonym przezemnie stanem faktycznym zupełnie
się me liczy. Wbrew memu twierdzeniu bez przeprowadzenia
badań kontrolnych, dla których część namuliska pozostawiłem
nienaruszoną, rozrywa zesoó' wyrobów pochodzących z jednego
ogniska w ten spcsob, że jedno ostrze laurowate dwustronnie załuskane (tab. XII rys. 2) uważa za neolityczne, a resztę zespołu dzieli
na dwa poziomy starszy dolny i młodszy górny,. Ts zaś dwa
sztucznie utworzone przez sieb’e poziomy zestawia z ogniskami,
stwierdzonen i przez Römeia, twierdząc że op-sane przezemnie
ognisko jest górnem ogmsk’em Romera i do niego jedyme należą
wyroby, które p. Sawicki zalicza do godnego poziomu.
Na tej drodze musiał oczywiście p. Sawicki dojść do odmien
nych ze mną wyników, a dziwić się tylko można, że nie oddalił
się od nich jeszcze bardziej. Dyskusja z p. Sawickim oczywiście
w zakresie tych wniosków staje się ogromnie trudną, gdyż całość
robi wrażenie, jak gdyby p. Sawicki nie umiał rozróżniać stanu
taktycznego od teorji, a wskutek tego nie jest mu łatwo posłu
giwać się cudzą obserwacją. Pochodzi to prawdopodobnie stąd,
że do wmosków swoich doszedł nieco za pospiesznie. Jeżeli zaś
tego rodzaju praca została przedstawiona na posiedzeniu Towa-rzysćwa Prehistorycznego, to miało to miejsce prawdopodobnie
wskutek niedopatrzenia redaktora, z którego liberalizmem nauko
wym, o ile chodzi o dyskusyne komunikaty tyczące się mej
osoby już dość Jawno czytelnicy „Przeglądu Archeologicznego“
mieli sposobność się zapoznać
Leon Kozłowski.
113
Ksenofont Sosenko : Pražereto ukrajinśf^ohp religijnoKo soiłohladu. Lwów 1923. Str. 80 —(— 4 tabl. Wyd. „Žyvi hroby“.
Książka wydana z pewnern’ pretensjami, bo prócz ładnej
winiety dołączono cztery tablice kolorowe, lecz treść niestety nie
harmonizuje z zewnętrznym wyglądem.
Treścią książki ma być mitologja ruska. Autor z góry okre
ślił sobie wyniki pracy ; pisał ową pracę na dowód „že žyttja
ukrajiuśkoho narodu maje svoje praźereło v poludnevim Schodi,
a peredawsim i bezposeredno v Staroiranřčyni“. Wobec tego
używa wszelkich możliwych sposobów, żeby swoją hipotezę
umocnić. Praca pełna jest romantycznych uniesień. Na str. 5 r.p
podnosi autor, że jeden jedyny lud ruski zachował największą
ilość starych wierzeń i objaśnia to „bujnym i silnym pierwiast
kiem życiowym“ tegoż ludu.
Autor zapomniał, że w takiej samej mierze a może nawet
większej zachował to lud biało i wielkoruski, oraz Słowianie po
łudniowi, co nie objaśnia s:ę żadnym bujnym pierwiastkiem,
tylko dość wielką tolerancją kościoła wschodniego, który nie
tępił tak radykalnie wierzeń ludowych jak kościół zachodni.
W książce poruszono bez żadnego systemu (niema podziału
na rozdziały) różne zagadnienia z kultury społecznej i duchowej
a obok tego poumieszczał autor wywody o językach indoeuropejskich.
Pominąwszy, że autoi nietytko na każdej stronicy zachwyca
się starą mitologiczną teorją o kulcie słońca i ten kult przyczepia
gdzie trzeba i gdzie nie trzeba, n etylko prawi bajki o Ładzie,
której nigdy nie było, ale nadto tworzy śmieszne koncepcje na
podstavné refrenu „o liloj loli“.
Nadto opierając się na własnych dowodach lingwistycznych
powyjaśniał K. Sosenko wszystkie zawiłe kwestje i nietylko
wszystkie niejasne wyrazy języka ruskiego ale nawet rośliny lecz-!
nicze (arnika) i części wozu (pidojma) powiązał z jakiemiś bó
stwami staroindyjskiemi lub babilońskiemi.
Również wyszywki zebrane w Komuchach (p. brzeżański)
zestawia z Leskami babilońskiemi.
Pozatem w książce wielka moc cytatów z różnych słowników
staroindyjskich, perskich, arabskich i tureckich. Niestety wartości
pracy w niczem to nie powiększa.
Na nic nie przydałoby się wyliczać wszystkie błędy filolo
giczne, bo prawie każda etymologja jest błędna i zresztą na to
trzebaby napisać pracę kilkakrotnie większą od omawianej. Wspomnę
tylko, że takich pociesznych etymologij jak wyprowadzane wy
razu kol’ad’a z sanskrytu, a ruskiego wyrazu bih == ps * bog't>
z nowoperskiego bih (dobry, piękny) jest bardzo wiele.
Wszystkie te błędy były wynikiem braku językoznawczego
przygotowan a u autora. Brał on tylko pewne wyrazy ruskie ; na
Lud. XXVI i
8
114
podstawie podobieństwa dźwięków wyszukiwał podobne w odpo
wiednich słownikach. Metoda oczywiście zupełnie mylna, bo za
miast staroirańskich i perskich można wziąć słowniki Botokudów
i Irokezów, a dojdzie się do podobnych wniosków.
Michał IiOaszkóiC.
St. Barabasz, Sztuka ludowa na Podhalu. Część I—II. Spisz
i Orawa. Lwów—Warszawa 1928. Książnica—Atlas. fol. S. ] 7 —J—
44 tablic. Cena 12 zł.
Książka odpowiada zupełnie potrzebom chwili, w której
znów można zauważyć wielki zwrot do sztuki ludowej zaró tvno
wśród artystów, „ak naukowych ba daczy tego problemu.
Część spiska zawiera 12 tablic z 84 rysunkami, a orawska
część posiada 32 tabl. a 132 rysunków.
Bardzo starannie wykonane rysunki pouczają nas, że Pod
hale posiada zupełnie 'laką samą kulturę ludową, jak ta, którą
widzimy na Spiszu i Orawie. Jedynie domy orawskie z tak zwaną
wyżką znajdującą się pod dachem wzdłuż całego frontu domu
są czemś odrębnem. Zresztą wszędzie panuje dach podhalański,
a nie dwuspadkowy, jak pisze autor (s. 6). Odrzwia o typowych
pieskach w na różach, często zdobione kołkowaniem. Pozatem
w zdobnictwie tern występuje szczególnie często motyw słońca
tak na drzwiach, jak na szczytach dachów, jak wreszcie już
w kształcie rozety na sosrębach. Autor zwraca przytem uwagę,
że rozeta rzeźbiona na sosrębach może oznaczać słońce, skoro
na sosrębie suchogórskim mamy w jej miejscu półksiężyc, a w Chyżnen obok środkowego słońca księżyc w pełni i wietek. Nie
brak wreszcie na licznych tablicach przeróżnych stołów, stołków,
ławek, łóżek, szafek, skrzyń, łyżników itd.
Wydawnictwo również pod względem typograficznym przed
stawia się bardzo dodatnio ; na zakończenie można wyrazić ży
czenie, aby firma „Książnica—Atlas“ wydała więcej tego rodzaju
publikacyj, a również aby one pod względem ceny księgarskiej
były równie tanie skalkulowane, jak omawiana książka.
Adam Fischer.
