4ab0079a181a2dd465a08850b15f766f.pdf

Media

Part of Z Przecławia / Lud, 1926, t. 25

extracted text
SEWERYN UDZIELA.

Z

PRZECŁAW 1A

[Zapiski z 1 899-g o roku].

Na święta Bożego Narodzenia w r. 1899 wyjechałem w sam
dzień wigilijny do Przecławia. Pociąg przychodził około 5-tej
godziny po południu do stacji Dąbie, a stąd trzeba było ; ochoć
końmi, bo nie istniał jeszcze w tym czasie dzisiejszy przysta­
nek pod miasteczkiem. Na stacji wysiadłem sam jeden, a że
nie było jeszcze koni, które miały mię zawieźć do miasteczka,
musiałem się zatrzymać i czekać na wózek.
Przyjechałem ostatnim pociągiem, jakie wówczas codzien­
nie przejeżdżały linją Dębica- Rozwadów, więc po odejściu po­
ciągu pogaszono światła na dworcu a służba rozeszła się do domów.
Wieczór był cichy i spokojny, mrozik niewielki, gwiazdy
liczne mrugały przyjaźnie na niebie, a księżyc bladem światłem
oświecał pola i chaty. Wyszedłem na drogę przed dworzec ko­
lejowy. nadsłuchując, czy wózek zamówiony nie nadjeżdża.
Ale słychać było tylko pociąg odchodzący w stronę Mielca,
coraz ciszej, coraz dalej, aż gdzieś tam za lasami i ten turkot
zamilkł. Wieś ciągnąca się sznurkiem, chata obok chaty, wzdłuż
gościńca nie dawałs także znaku życia, bo właśnie wtedy wszyscy
siedzieli przy wieczerzy wigilijnej, przy paśniku. Zdawało mi
się, że tylko ja jeden czuwam tutaj, wśród ogólnej martwoty.
Nagle doleciały mnie z końca wsi słowa rozmowy :
— Zetnę ! — mówi głos poważniejszy.
— Nie ścinaj — prosi głos niewieści, czy chłopięcy
— Będziesz rodziło ? — pyta głos pierwszy.
— Będę — odpowiada drugi.

61
Nastąpiła przerwa, aby znowu za chwilę, w sadzie obok
drugiej chaty odezwały się głosy:
— Zetnę!
— Nie ścinaj.
— Będziesz rodziło?
— Będę.
Rozmowy te przebiegły wioskę całą od chaty do chaty,
a właściwie od sádu do sadu, aż przy ostatnim zamilkły i cisza
zaległa znowu okolicę całą.
Obrządek praktykowany i w innych stronach Polski, utrzy­
mywany wiarą, że drzewo owocowe, zagrożone ścięciem, po­
pi awi się w
' roku następ­
nym i obda­
rzy właścicie­
la obfitym urodzajem. Go­
spodarz, wie­
rząc przyrze­
czeniom drze­
wa, które w
jego imieniu
wypowiada
żona, córka
lub chłopak
wieśniaka, opuszcza sie­
kierę, a druga
osoba opasuje
pień drzewa
powrósłem ze
słomy, ukręconem ze sno­
pa, jaki stał
Ryc. 18. Chłopcy z gwiazaą w Przecław" u
w kącie izby
w czasie wilji. Ten znak umowy, za wartej z drzewem, pozo­
staje na pniu rok cały, aż sam zleci, albo zostanie zastąpiony
nowym na rok drugi.

62

Nie zapomnę nigdy silnego wrażenia, jakie wywarła na
mnie ta ceremonja w ciszy zimowego wieczoru, w czasie prze­
silenia dnia z nocą, — ceremor.ja przenosząca myśl w odległe
wieki przedchrześcijańskiego życia naszych praojców, — ceremonjs, która tak nieskazitelnie, bez zmiany dotrwała do dnia
dzisiejszego...
Nadjechał wózek oczekiwany i zawiózł mię do miasteczka
Przecław, w powiecie mieleckim, w krakowskiem woje­
wództwie, położony na lewym brzegu Wisłoki jest osadą starą.
Miał ją podobno założyć Prze­
cław Ligiąza w XIII w. i osa­
dzić kolonistami niemieckimi.
Kościół parafjalny, niewiadomej
erekcji, dawniej drewniany, dziś
jest murowany. Na małem wzgó­
rzu stoi dwór przerobiony ze
starego zameczku obronnego,
niegdyś oblanego wodą dookoła.
Miasteczko samo niewiehde, ubo­
gie, przeważnie drewnianemi do­
mami zabudowane, a mieszkańcy
rolnicy. W czasie, kiedy tam
przybyłem, zamieszkiwało je wie­
lu murarzy, którzy na lato roz­
chodzili się w różne strony za
zarobkiem, a • na zimę wracali
do pozostawionych rodzin.
W okresie świąt Bożego
Narodzenia młodzież chodziła
ze szopką i urządzała po domach
przedstawienia jasełkowe, które
tem się odznaczały, że widocznie
Ryc 19j Turoń w Pr2ecławiu.
składały się z trzech części, które
niegdyś musiały być przedstawiane oddzielnie. Wskutek ta­
kiego rozszerzenia sztuki liczba osób, biorących udział w wido­
wisku, którego byłem świadkiem, wynosiła dwadzieścia.

63
JASEŁKA.

Osoby:
Żyd

Najświętsza Panna Marja
święty Józef
Król Herod
Szambelan (fzabelant) pierwszy
drugi
Żołnierz starszy

młodszy
Gospodarz
Michał
Kuba
pasterze
Zgryziser
Skwarzypeć

A k t

Drab
Szlachcic
Chłopiec
Doktór
Anioł
Śmierć
Djabeł

I.

(Wchodzi szabelant i mówi) :
Z kolędą do państwa dzisiaj przychodzimy
I o tęskliwe słuchanie prosimy,
Raczcie państwo posłuchać stanu ubogiego,
Witających pastuszków Jezusa małego.
(Wnoszą szopkę i stawiają ją w głębi izby na stole, wcho­
dzi też : gospodarz, Józef, Marja i Anioł. Gospodarz siada na
ławie, przy nim staje anioł, a Marja zwraca się do Józefa i mówi) :
Józefie, już tak dawno czas mija, my nie korzystamy,
By spocząć i wydać ludziom ten skarb nieoszacowany.
Józef :
Pójdę ja szukać miejsca bezpiecznego
I będę prosił pana łaskawego (zwracając się do gospodarza),
Niechże ci będzie dobry wieczór, miłościwy panie,
Prosiłbym cię z tą panną o przenocowanie.
Gospodarz :
Patrzajcie, mili państwo, co za dziad pannę z sobą wodzi,
A sam od starości ledwie, że na nogach chodzi.

Józef:
Mylisz się, gospodarzu, a te słowa twoje
Niecnotliwymi nas czynią, a my cnotliwi oboje.
Gospodarz :
I śmież-że, ty niecnoto, z tąże panną chodzić,
Jeszcze w moim domu dylekcyje stroić!
Widać ta panna z królewskiego rodu jest zrodzona,
A od ciebie, ODleśnieńcze, tak jest uwiedziona!
Idź precz z moich ócz! Wnet trafisz do sieni;
Bodajcie z moich oczów źli duchowie wzieni!
Idź precz za miasto, masz tam cztery drogi,
Idź, którą chcesz, aż połamiesz nogi!
A jeśli nie wiesz, to ci drogę wskażę.
Ale cię pierwej palicą po boku obdarzę! (Wychodzi).
Józef :
A ja cię też panno odstąpić też muszę,
Bo sam od starości że na nogach chodzę.
Anioł:
Dokąd idziesz, Józefie? Czego się frasujesz?
I czego tę pannę tak prędko odstępujesz?
Nie zamyślaj, Józefie, odstępować tej panny,
Boś ty oblubieniec od Boga nadany.
Józef :
Ja cię też, panno, nie odstępuję,
Ale ci do tej szopy drogę pokazuję.
(Marja staje przed szopką, a wchodzi pasterz
Michał i śpiewa) :
Zaświeciły się nam słoneczne promidła,
Aże było słychać, widać u naszego bydła.
Oj, dolo moja, dolo, opłakany czasie,
A moje oczy zawsze, jak buraki w kwasie.
Wczoraj mi wilk porwał owcę, a dzisiaj barana,
Bodejże się udławił, albo zjadł szatana.

Ö5
f

(Przy tych słowach c jabeł w sieni odzywa się i bi|e we
drzwi, a Michał mówi) :
I do tego, moi bracia, gdzieście się podzieli?
Czy w góry, czy w lasy, kędy pobieżeli? (woła) Kuba!
Kuf>a (odzywa się w sieni) :
A cóż?
Michał (woła) :
Zgryzisèr !
Zgryziser (odzywa się w sieni) .
A czegóż ?
Michał (woła) :
Skwarzypeć !
Skwarzypeć (odzywa się w sieni) :
A cóż?
Michał (woła) :
Oj, przybądźcie, przybądźcie do mnie strapionego,
A pomóżcie odegnać wilka zbezecriego !
Kuba (wchodzi) :
Banagubić (?) mój Michasiu, cóż ci się to stało,
Co tak srodze poszczekujesz bez godzin niemało?
Skwarzypeć (wchodzi)
A cóż, wy, tu między sobą zwlotki zaczynacie?
Ej, počkej ty Kubosie, dostaniesz po kabacie!
Zgryziser (wchodzi) :
I ja was tu pogodzę, ino sobie siędę,
Ino sobie z kobieli trunecku dobędę.
Michał:
Oj, dobądź-no, dobądź, to się napijewa
A przytem i Skwarzypecia poczęstujewa.
Kuba :
Miły Michał, jakeś brat, nie żałuj - no tego,
A idź do karczmiska i przynieś piwiska dobrego,
Lud. T. XXV.

5

66

Ale patrz, jak ci karczmareczka będzie piwisko mierzyła,
Żeby ci do niego drożdży nie wczyniła.
Michał:
Dobrze (wychodzi za drzwi, a za chwilę wraca niosąc dzba­
nek i pakunek i mówi) : Bracia !
Wszyscy :
A cóż, moja?
Michał :
Karczmareczka dobrze piwiska namierzyła
I do niego nic mi nie wczyniła,
Alem jej to wypłatał figla takowego,
Żem jej porwał kawał mięsa wieprzowego!
Kuba :
Oj, cnotliwieś to uczynił, miły towarzyszu,
Będziemy go spożywali, oddaj się na biesów.
Zgryzisèr :
Oddaj się na szubienicę!
Skwarzypeć :
A teraz się pokładziewa, bośmy snem zmożeni,
A przespawszy się pójdziem do Kubowej budy (?)
* Wszyscy:
A to się i pokładźwa (układają się do sieni i śpią).
Anioł (staje nad niemi i śpiewa):
Gloria in excelsis Deo!
Michał (wstaje i mówi):
A wstawajcież mili bracia, bo owieczki w oborze
Ryczą, kwiczą, pewnie ich wilcy zajmują, o Boże!,
Kuba (budzi się) :
A mnie się też to marzy, marzy,
Że mi gospodeńka tłustą szperkę skwarzy.
1
Zgryziser (rozespany) :
Ej, leż złodzieju, bo jak cię siepnę, to poczujesz ruski
miesiąc.

67

Skwarzypeć :
Ej, leż złodzieju, bo jak cię uwalę,
To cię równo z ławicą na ziemię powalę.
Anioł (znowu śpiewa) :
Gloria in excelsis Deo!
Michał :
A mnie się to przywidziało,
Że kupa aniołów nad nami śpiewało
Kuba:
A mnie miłosna szperka zapachnęła.
Zgryziser :
A mnie się na poprzek w brzuchu przewróciło,
To pewnie dlatego, żem gorzałczyska pił siła.
Skwarzypeć :
A mnie się coś przewidziało,
Że mi coś z kobieli z czosnykiem kiełbaską porwało.
Michał :
Ej, leż złodzieju, bo masz całą (i bije go pałą po plecach).
Anioł (śpiewa po raz trzeci) :
Gloria in excelsis Deo ! (i wychodzi).
Djabeł (wbiega i bije pastuchów, którzy się zrywają
i wstają).
Michał :
O, Jezu ! O, Jezu ! Zgryzisèr, tyś najmłodszy, idź, a opatrz
kej (gdzie) Betlejem leży.
Zgryzisèr (wpatrując się w szopkę, mówi) :
Bracia !
Wszyscy :
A cóż?
Zgryzisèr (pokazując na szopkę) :
W onem to Betlejem, w onem to miasteczku,
Pójdźmy się pokłonić temu dzieciąteczku.
s*

68

A jak tam zajdziewa, co mu ta ochfiarujewa ?
Co mu ty, Michał, ochfiarujesz?
Michał :
A ja mu ochfiaruję peyżoku ( próżak, próżanka) kwaśnego,
I mleka garnuszek, żeby bronił mych owieczek od wilka
znezecnego. — A co mu ty ochfiarujesz, Kuba ?
Kuba :
A ja mu ochfiaruję sporą gumukcę
Od tych owieczek, co chodziły całe lato na pańską pszenicę.
SkwarzypeŁ :
A ja ci też, mój Jezusieńku, ochfiaruję parę jabłuszek,
Bo też teraz ciężki czas, nie było też gruszek.
Zgryzisèr :
A ja ci też, mój Jezuniu, ochfiaruję z czosneczkiem kiełbaskę
I mleka garnuszek, będziesz miał na kaszkę.
..

Wszyscy :

Przyjm - że to, przyjm, czego se też życzę.
Pastuszki (chodzą koło szopki i śpiewają) :
Te Dcum laudamus (?) na świat się zrodziło,
Po świecie chodziło,
(Następnie klękają przed szopką i składają dary).
Michał (wstaje) :
Dalej bracia do muzyki, wszak mamy gotową,
Zaśpiewajmy temu Panu jaką piosnkę nową.
Zagrzmiała, runęła Betlejem ziemia
Nie było, nie było Józefa doma.
Kędyżci, kędyżci Józefie bywał?
W Betlejem, w Betlejem dzieciątku śpiewał.
Ryczący, buczący (?) nasz wieczny Panie,
Bez Ciebie, bez Ciebie nic się nie stanie,
(W czasie, gdy pasterze śpiewają ostatnie dwa wiersze, wbie­
ga djabeł, bije pastuszków, którzy uciekają, a djabeł za niemi).



Akt

IL

(Wchodzi szabelant i mówi) :
Wielemożne państwo, czy mi oędzie wolno wziąć to krzesło,
na którem sam król usiądzie.
(Potem bierze krzesło i stawia na środku, a wiem wchodzi
król Herod i siada, a dwaj szambelani stają obok niego).
Herod :
Komuż kiedy fortuna łaskawie sprzyjała,
I kogo na swem łonie czule piastowała,
I któż w życiu weselszym, nademnie, Heroda?
U mnie w głowie Minerwa, na twarzy uroda,
U mnie gunger saperty (?) nurtem wypływają
I fektalowe (?) potoki do mnie się staczają.
U mnie uczty solenne i codzienne gody.
U mnie rajskie uciechy i wszelkie wygody,
Kraje innego rządcy nademnie nie mają,
Niech wszyscy potentaci mnie jednemu,jak Bogu,się kłaniają.
Szambelan młodszy (staje przed królem i mówi) :
Najjaśniejszy królu, słyszałem o takiej nowinie,
Że się Eóg narodził w maleńkiej dziecinie.
Herod :
Jeszcze się to nieszczęście na świat narodziło,
Żeby mój umysł tak wesoły wkrótce zasmuciło.
Wołać mi tu żyda czarnoksiężnika,
A on mi wszystko ze swej biblji wyda
Szambelan młodszy (wychodzi, a za drzwiami słychać
głos żyda)
Żyd (za drzwiami) :
Zaraz, jasno, krasno królu, zaraz, zaraz !
Tylko sobie icki, wąsy nasmaruję,
Żupan przenicuję, zaraz, zaraz, zaraz !
Żyd (wchodzi, kłania się królów: i widzom i mówi):
Najjaśniejszy królu, kazałeś mię wołać,
Pewnie mi każesz o Panu Bogu prorokować.

70

Heród :
Znagła mnie na mym tronie zasmuciły myśli,
Oj, gdybyś ty wiedział, która poczta kreśli.
Żyd :
Zaraz, najjaśniejszy królu, będziemy wiedzieć,
Tylko trza jeden i półtorej godziny w pana Mojżesza bubliji
[posiedzieć.
(rozkłada książkę i udaje, że czyta) :
Z Rozwadowa do Rozwadowa, do Bublina,
Czasem ze mnie taki szacher, jak i z mego tatę
Dobrze pany bogowie zrobili,że mię nie stworzyli koń,ani wół,
Bo jakby chłop do pługa zaprzągł, toby mię kołem biuł.
Hetta, wiśta, wio! (śpiewa):
Wyłazem na gruske,
Zerwałem pietruske,
Ludzie się dziwują, co to za cebula !
(tańczy i śpiewa) :
Za las słońce, za las, już się siabes kończy,
Która ma pieniądze, to będę z nią tańczyć.
(wreszcie staje przed królem i mówi) :
Prawda, najjaśniejszy królu, że się Bóg narodził w maleń­
kiej dziecinie,
Słyszałem o takiej nowinie,
A ten Bóg, ta mała dziecina tak o tobie radzi,
Że cię na tysiąc djabłów z tego tronu sprowadzi
Tfy, ty świńskie ucho, pantofel! (ucieka).
Herod :
Ufam potędze, rycerskiej odwadze,
Żeby był pod ziemią i tak ja go zgładzę.
Wołać mi zaraz sługi najstarszego,
A on mi pomoże wyjść z kłopotu mojego.
Żołnierz starszy (staje przed królem i mówi):
Stanąłem na rozkaz, wielewładny panie,
Co tylko rozkażesz, w momencie się stanie.

71

Herod :
Tobie miasto Betlejem, starszemu wodzowi,
W życiu nie przepuszczając i memu synowi;
W życiu nie przepuszczając, wyciąć do jednego.
Oj, żebyście mogli dostać despetnika mego! (wchodzi
drugi żołnierz)
Dalej słudzy do broni wskok się wybierajcie,
Na wycięcie w pień dzieci prędko się ładujcie,
W betlejemsldem mieście dziatki wycinajcie
I memu synowi też nie przepuszczajcie.
Żołnierze (wychodzą i śpiewają) :
O, Herodzie okrutniku, co ze przyczyna, że swego syna
Między dziatkami zabiłeś, co za nowina?
Chciałeś trafić na Chrystusa, Syna Bożego,
Ale nic z tego nie wykonasz, bo niebo lego—(wracają i stają).
Żołnierz starszy (mówi) :
Wycięliśmy w pień dzieci w Betlejem mieście,
Jednak ci, królu, niosę niedobre wieście,
Uszedł nam z rąk naszych, który ci dał zdrowie,
Jednak głowa twego syna wszystko ci opowie... (rzuca
głowę—dynię—pod nogi).
Herod :
Głowa - ż to mego syna ?
Żołnierz starszy :
Tak, panie!
Herod :
O, kłopoty głowy mojej ! Przybądź Hyzopie z zamaszy­
stym młotem,
Uderz we mnie grotem,
Abym żył bez zdrady !
A ty, czarcie przeklęty, dodaj mi rady,
Abym żył bez zdrady !
(Żołnierze wyciągają szable na krzyż nad głową króla)
Ja teraz zasypiam, wy przy mym boku zostajcie,
A co złego będzie, na mnie zawołajcie.

Djaheł (wchodzi z nożem)
Królu, Herodzie, ocknij się,
Weźm noża, przebij się.
Królu, Herodzie, weźm noża ostrego,
Pozbędziesz się kłopotu swojego (bierze królowi berło,
a daje mu nóż w rękę)
Herod (budzi się)
Kiedy nie minę,
Niechaj już zginę,
Za takie winy
Ten prezent pilny — tacowa kara (przebija się i pada)
(Śmierć wbiega i zakłada mu kosę na kark).
Djabeł.
Zawitaj, zawitaj gościu pożądany,
Będziesz ty w piekle pięknie przywitany! (wypycha go
za drzwi—poczem wraca i mówi do śmierci)
A ty sucha marucho, nieuczesana Świnio, hu! hu!
Wszystkich ludzi pożerasz, hu! i tak brzucha nie masz, hu! hu!
Śmierć :
A ja se króla z purpury wyzuła, hu! hu!
Teraz se będę światem rządziła, hu! hu!
Na jego grobie
Podskoczę sobie, hu! hu!
W kwietniu i w maju,
W niebie i w raju, hu! hu!
Idź precz ty piekielny kopciuchu! (zakłada djabłu na szyję
kosę i wychodzą razem)
Akt

III.'

Drab (wchodzi)
Czołem kłaniam wam, mci mili państwo, jak się ta m>ewacie?
Czy mnie też to mili państwo często wspominacie?
A ja gość, a ja coś, ja pan, ale sam sobie,
Nie bój się, nie uciekaj, nic tobie nie zrobię.
Dawniej mawiali: wara, chudy pachołku!
Bom nie miał nic ; teraz mam folwarki na kołku.
I cóż się na mnie patrzycie, może mnie nie znacie ?

13
Byłem dawniej mastachlirzem (?),
Miałem wojsko za kołnierzem,
Jak się wojsko rozigrało,
Mało nieba nie urwało,
izum, bizum, tałałaj !
Sami ;iie wiecie, co mówicie,
szedłem, nie powstaliście, ani mnie witacie.
Torba z grochowinami i samopał do tego,
Jak wytnę nim w błoto, pójdą iskry z niego. (
Tem ja po wsi chleb piekę, nie służę nikomu,
W lesie myta wybieram, a nie siedzę w domu.
Jest to dobry samopał, ogień z siebie toczy,
Jak cię wytnę między oczy, to ci slip wyskoczy.
(płacze) : Sam się włóczę po świecie, gdyby cygan jaki,
Albo kupiec jaki taki:
Bom jedną rzecz znalazł
Żeby mi się ktoś trafił, sprzedałbym ją zaraz.
Żyd (wchodzi) :
Gut morgen! moi mili państwo, nie ma tu co przedać?
Kupiłbym z przetyckiem, z patyckiem, szmatki, łatki jaki!
Możeby się między wami trafił drobuś jaki taki?
Drab :
Ej, żydzie, żydzie ! mam tu pałasz ważny, ino se go kup,
Ma on dobiy puk! (uderza żyda w plecy)
Ino płazem nadrabiaj (bije żyda po plecach), byś kogo
nie zranił,
Boby ci ten postępek niejeden przyganił.
Żyd:
Panie drobuś, pokażcie—no ten pałasz!
Panie drobuś, co chcecie za niego?
Drab :
Dawaj żydzie sześć groszy, nie myśl sobie wiele.
Ja zaorawszy pieniążki, pójdę sobie śmiele.
Żyd :
Strzel pałasz na ziemię ! (drab rzuca)
Djabli mi go po nim, skoro nie żelazny (drab podnosi kij).
Panie drobuś, spuście co!

u

Drab :
Dawaj żydzie trzy grosze, bo cię tu zabiję,
A co masz przy sobie na winie przepiję !
Żyd :
Dziad, za czyje pieniądze by pił?
Panie drabuś, ten pałasz se weźmcie,
A mnie pokój dajcie,
Ja wam i tak będę zapłacić.
Moi ludzie, ja ten pałasz kupić muszę,
Bo się boję, boby ten drabuś zabiuł moją grzeszną duszę
(bierze draba za rękę i wodzi go za sobą po izbie mówiąc)
Panie drabuś, chodźcie do pieniądzów ! (po trzykroć)
(daje mu pieniądze) Panie drabuś, w tej grubej szmacie
macie małe monecie,
W tej cienkiej szmacie grube monecie, a w tej szmacie
talar bity macie!
(napluje drabowi na -ękę) Panie drabuś, schowajcie!
- (zwraca się do widzów) Alem go oszukał! Alem go oszukał!
Drab :
Prawda, moi mili państwo, że ja tych pieniążków nie
oglądał, ale gdyby on mnie oszukał, tobym go do samego
piekła ścigał, (odmiata workiem podłogę, siada, rozkłada worek
i rachuje pieniądze. Wbiega djabeł, porywa drabowi z wor­
kiem pieniądze i ucieka, a żyd bije draba po plecach i krzyczy):
Żyd:
Za moje pieniądzów !
nim drab).

Za moje pieniądzów !

(ucieka, za

Szlachcic (wchodzi)
I ja na ostatku za tymi drabami!
Czego oni się tu włóczą z temi jasełkami?
Już tak dawno po świecie chodzę, jużem zdrowie stracił,
Ej, żeby mi doktora, zarazbym zapłacił.
Siadaj chłopcze na konia, jedź mi po doktora,
Niechaj zaraz przyjeżdża tu do tego dwora

76

Chłopiec (za drzwiami woła):
Panie konsyljasz! Pan do siebie prosi.
Doktór (za drzwiami):
Tyś taki kiep, jak i twój pan! (wchodzi)
Gut morgen! Moi mili państwo, co nowego słychać?
Idę zaprędko do domu, już nie mogę dychać!
Podobnoście państwo chorzy?
Proszę mi powiedzieć, bo ja nie wiem którzy!
(Pyta się widzów): Pan choro? Pan choro? Pan choro?
(Każdy zapytany odpowiada: nie! wreszcie pyta szlachcica)
Pan choro?
Szlachcic :
Ej, zusiu, rysiu (?) jestem chorowity
I tak mi się zdaje, żem jest kijem zbity.
Doktór :
Może i to być, ma pan jaką sługę!
Szlachcic :
Mam.
Doktór :
Klap, pan na stołek; stękutko, lekutko, będzie pan zdrów,
jak koń za trzy taiary. Pokaż pan język! (ciągnie go za
język i woła :) lepiej! lepiej! wielka gorączka, zapalenie kie­
szeni, to nie do uratowania taka choroba! Chuchnij pan! Fuj!
fuj! fuj! fuj! Śmierdzi za pozwoleniem, jak stamtąd, jak żeby
cztery bałamuty koniczu zjadł, To nie do uratowania! Ja
jeszcze pana będę kurował, jak pan nie będzie swoich pienię,
dzy żałował.
Szlachcic :
Nie, nie !
Doktór :
an ma w prawem ramieniu zapalenie silne, ale ja na
lewe postawię, bo się to przejdzie. Trza ze krwim postawić
i z bańkiem puścić, (bije pana za kark) Lepiej oanu? (stawia
bańki) Lepiej panu?

Szlachcic :
Lepiej, lepiej!
Doktór :
Teraz trza ze krwim puścić, (woła na sługę) Dawaj ce­
brzyk na krew, a łopatę na te (odwija panu rękaw i puszcza
krew, a pan mdleje).
Szlachcic (przyszedłszy do siebie)
Ej, rysiu, rysiu, za tąjkie puszczadło,
To ci wypiszę na plecach abecadło ! (szlachcic i doktór
wychodzą)
Na zakończenie wbiega djabeh śmierć i żyd, potańcują
i wychodzą.
W czasie świąt Bożego Narodzenia chodzą tu chłopcy
także z gwiazdą. Gwiazda zbudowana, jak wszędzie zwyczaj­
nie, ze starego przetaka o sześciu albo o czterech rogach, wyklejona papierem kolorowym a wewnątrz oświetlona. Umoco­
wana jest na drążku w taki sposób, że może się obracać w około.
Mechanizm jest o tyle kunsztowniejszy, że kółko poruszane
korbką umieszczone jest mniej więcej na środku drążka a ruch
jego zapomocą sznurka przenosi się na oś gwiazdy. Chłopcy
przychodzą z gwiazdą wieczorem pod okna i kręcąc nią w kółko,
śpiewają kolendy. (Ryc. 18).
Chodzą także z turoniem.
Widowiska tego nie byłem świadkiem, dostałem tylko póź­
niej głowę turonia do zbiorów Muzeum Einograficznego w Kra­
kowie. Zrobiona jest z klocka drzewa, dolną szczękę ma ru­
chomą, pysk wyklejony wewnątrz suknem czerwonem, oczy
z guzików mosiężnych i przyprawione rogi baranie. (Ryc. 19).
Święcenie ziela 15. sierpnia.
W skład ziela święconego wchodzą następujące zioła:
1. barwinek (Vinca minor) moczą we winie i tem winem
kropią włosy, aby im ułatwić zwicie się w k< iłtun, — przeciw
gośćcowi ;

77

P. boże drzewko (Artemisia abrotanum) dobre na obierzkł;
3. comber (Satureja hortensia) służy jako przyprawa
do potraw;
4. cyprysek (Thuja occidentale) i 5. majeranka (Origa­
num majorana) na reumatyzm;
6. dziewięciornik (Parnassia palustris) odpędza od domu
dziewięć chorób;
7. józefek (Hyssopus officinale) i 8. szaiwja (Salvia
officinalis) na fluksję, — gotuje się obydwa zioła pod pokrywą,
a gdy odwar ostygnie, płócze się nim dziąsła chore;
9. leszczyna (Corylus avellana), — gdy krowa ma krzyżowatkę (?), łamie się leszczynę nad krzyżami bydlęcia;
10. lubczyk (Levisticum officinale);
11. melisa (Melissa officinaiis) wonią zwabia pszczoły
do ula po wyrojeniu ;
12. mięta pieprzowa (Mentha piperitą) służy na boleści
wewnętrzne ;
13. podróżnik (Cichorium intybus), — mówią, że do tego
domu, w którym jest podróżnik, nie zagląda choroba;
14. ruta (Ruta graveolens) dia bydła;
15. sroczka (Delphinium consolida) używana na różne
choroby u bydła;
16. wielkie ziele (lnula helenium) dla krów przy cieleniusię.
Zioła te zbiera się dnia 14 sierpnia przed zachodem
słońca i wiąże spożycem. Spożyć (?) jest to trawa, rosnąca
po drogach. Dla parady siroi się ziele wstążkami.
Oświęcone ziele suszy się, a potem Madzie w odpowiednie
miejsce, żeDy się nie kruszyło i używa w ciągu roku, gdy
tego potrzeba.
Sny.
Gdy się przyśni chleb, to dobrze.
Przysłowia.
Kiedy kwitnie bób (w czerwcu),
To największy głód (przednówek),—
A kiedy mak (w lipcu).
To głodu tylko znak.

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.