fa0585bf2f04cd87840563bf3be197b1.pdf
Media
Part of Opowieści o czarownicach z doliny nowotarskiej / Lud, 1926, t. 25
- extracted text
-
78
OPOWIEŚCI O CZAROWNICACH Z DOLINy NOWOTARSKIEJ.
Dawni Słowianie znali już różne praktyki czarowne. Mieli
czarodziejów, którzy byli zarazem wróżbiarzami i lekarzami,
a zwali się na wschodzie wołchwami. O tych czarach mamy
bardzo wczesne wiadomości. Neurów, jako Słowian wymienia
Herodot, a uważa ich za wielkich czarodziejów; dało też to
prof. Briicknerowi x) powód, by wogóle ich nazwę wyprowadzić
od „nyra” złośliwego czarodzieja, czyhającego na ludzi.
Na tych rodzimych podstawach rozwinęło średniowiecze
niezwykle potężnie cały świat złych duchów i czarodziejów
tak, że obliczano ilość djabłów na 10.000 biljonów. Ks. Bohomolec liczył ich na 15 miljardów i wyrachowano, że na każ
dego człowieka wypada 11.000 djabłów, tysiąc z prawej strony,
a dziesięć tysięcy z lewej. Odpowiednio do tego mnoży się
ilość czarowników i czarownic. Akty sądowe świadczą nam
wyraźnie, jak w owych czasach bardzo często ulegały podstę
pom djabelskim zwłaszcza wiejskie niewiasty, i stąd powsta
wały owe przeróżne cioty, baby i wiedźmy, które za to torturowano i palono prawie do końca XVIII wieku. Treść oskar
żeń, jakie na nie miotano, zachowała się nietylko w aktach
sądów duchownych i świeckich, ale też w ludowych opowie
ściach. Treść zawsze prawie podobna. Więc obwinia się one
przebrzydłe czarownice o to, że jadą na ożogach lub miotłach na
schadzkę z djabłem, która odbywa się zawsze na jakiejś Łysej
górze, opanowanej przez złą moc. Przed lotem nacierają się
baby maścią sporządzoną z tłuszczu wytopionego z dziecka,
z węża, jaszczurki, piórek wróblich i przepiórczych i żabiego
skrzeku. Następnie lecą na miejsce schadzki i tańczą ze
swemi djabłami. Djabeł też do tańca przygrywa. Taka cza
rownica oddana djabłu może wykonywać różne czary lekar
skie, miłosne, gospodarcze i meteorologiczne sobie na pożytek,
a drugim na szkodę. Wierzenia te są w całej Polsce powszech
ne*2), ale dziś oczywiście coraz bardziej znikają, dlatego są
!) Slavia III 193-4.
2) Kolberg O. Lud. III 99, VII, 20, 76—104, 118, 170, 218, 221-260
XV 91, 239 — 284 XVII 108, XIX 206 — 7, 241, XXI 163, 223; Kolberg, Chełm
ski. I. 356, II. 142; Zbiór wiad. do antr. kraj. II 33, 132, III 90, 10?—J09,
V 120 i n.; Gawelek Fr. Bibljografja ludoznawstwa polskiego, nr. 5008—5253;
Tuwim J. Czary i czarty polskie. Warszawa 1924
79
dla nas bardzo cenne wszystkie notatki o tych wierzeniach—
czy to w różnych dawniejszych publikacjach, czy—co jeszcze
cenniejsze—w nieznanych dotąd rękopisach. Takich parę ręko
pisów posiada Bibljoteka Z. N. I. Ossolińskich, a zawierają
one wierzenia ludowe na Podhalu zapisane w pierwszej po
łowie XIX wieku. Z jednego z tych rękopisów (1. 4.840) ogła
szam poniżej przytoczony fragment, który opisuje wierzenia
górali, dotyczące czarownic w Nowotarskiem. Z rękopisu tego
korzystał prawdopodobnie przed laty zasłużony badacz Pod
hala Dr. St. Eljasz - Radzikowski; można to przypuszczać na
podstawie urywku pieśni o czarownicach, cytowanej na s. 44
pracy p. t. „Zakopane przed stu laty” Kraków 1901.
Pismo rękopisu wskazuje, że tekst zanotował w pierw
szej połowie XIX wieku autor narazie nam nieznany, ale styl
jego nosi znamiona, które właściwe są dla połudn.-wschodnich
województw Polski. Może poszukiwania dokładniejsze ułatwi
ogłoszenie tego fragmentu 1h który zasługuje na to ze względu
na zawarte w nim liczne szczegóły etnograficzne, dziś już
w znacznej części zaginione, a dotyczące nietylko czarownic,
ale i innych wierzeń, np. boginek, strzygoniów i t. d.
Wiara górali tatrzańskich z doliny nowotarskiej w czarownice.
Wiara w duchy dobre i złe, boginki, w upiory czyli strzygonie, duchy opiekuńcze i duchy szkodzące ludziom, w cza
rownice u ludu góralskiego do jak dalekich czasów się odnosi,
trudném byłoby do powiedzenia; lecz zdaje się, iż jak górale
tatrzańscy nabyte obyczaje, zwyczaje razem z pierwszemi zamieszkałemi całe pasmo gór tatrzańskich i tychże nizin ojcami
nabyli i przyjęli. Tak też i wszystkie zabobony i wiarę w duchy
jak do kraju, w którym rozłożyli się pierwotnie, przywyknęli,
posłuszni zarządowi starszych od nich rad zasięgali, w wy
padkach trudnych nie do poradzenia sobie do zdań starszych
się odwoływali, ich powiedzeniu posłuszni, ślepo wypełnia-*)
*) Podano przedruk tylko początkowych 13 kart rękopisu, a ciekaw
sze ustępy zaopatrzono w przypiski.
80
jący i ślepo wierzący i co od nich słyszeli, za prawdę uzna
wali i jako prawdę niemytą potomkom swoim przekazywali.
Tym sposobem przechowywała się pamiątka na wieczne czasy
i co stary wypowiedział, nie zastanawiając się przyjmowali.
Trudno było bowiem w tern prawdy dociec i łgarstwo zarzu
cić, iż np. strzygonie1) nie istnieją, bo sami nie widząc, sły
szeli od starych kobiet, sędziwych ludzi, którzy niejedną prze
prawę z duchami odbywali i zapewniali najuroczyściej, iż to
nielada człeku wystać obcowanie z duchem, bo ducha złego
zsełał bóg na skaranie ludzi, a zostawiał czartu całą moc szko
dzenia, wichrzenia i przestrajania na swoje kopyta. l ud nie
zgłębia w naturze, co i dlaczego się dzieje, a wielu rzeczy
przyczyn nie mogąc dociec, składa na wpływ duchów, zaklę
tych istot, na czarownice itp.; to niedziwota, bo lud oddany
pracy około pola, usunienia potrzeb swoich i sobie powino
watych, a patrząc oczyma cielesnemi tak daleko i głęboko,
jak tym oczom umysł się patrzeć dozwolił, wiarą świętą jest
przekonany, że są duchy szkodzące ciału, których bóg docho
dząc człowieka, ażali przykazaniom jego wiernym pozostaje,
zsyła na wystawienie go na ciężką próbę ; lud nie dochodzi,
czy tak jest, dość, że w człowieku pozbawionym zmysłów,
widzi opętanego, stroniącego od domu bożego djabła samego
lub pobratańca czartowskiego, a kobiety niechlujne, w po
stępowaniu mgłą nie docieczenia powlekłe, stroniące od ludzi,
nie lubiące nikogo nawet swych własnych dzieci, nazywa bo
ginkami 2), co własne dzieci wynosząc za skradzione oddawały.
Może wiara w boginki stąd urosła, iż jak się dzieje i działo
u górali, że wiele dzieci rodziło się bezślubnych, które w oba
wie kary za przekroczenie niemoralne, podrzucano ; takie
znalezione dziecko wziąwszy się pod progiem domu jakiegoś
gospodarza ni stąd ni zowąd, gdy do tego niedociekłszy skąd
się wziął podrzutek, pisano na karb przewinień czartowskich;
to dziecię bzika mówiono a gdy do tego krzykliwe i brzydkie,
b Strzygoń jest to właściwie ima nazwa na określenie upiora. Kol
berg, Lud VII 65, 217; Wisła VII 106; Lud III 154-5
2) Wiara w boginki jest powszechna na Podhalu; wspomina już o tem
S. Goszczyński, Dziennik podróży s, 76—9C; Karłowicz w Wielk. Encykl.
Powsz. illustr. IX 15; Wisła V 572 VII 160; Lud X) 312-316,
«1
jak nie bez przyczyny, leżąc na drodze bez pokarmu, słotą lub
zimnem zmęczone, a niedopilnowaniem wynędzniałe, zbrzydłe
być musiało; tem bardziej takie dzieci uważano za dzieci żon
czartowskich, które to żony boginkami nazywano, czyli bogów
żonami.
Jeśli we wsi jakiej, gospodyni krowy dobrze się cho
wały, wiele mleka dawały, innym zaś mniej lub zupełnie da
wać nie chciały, przez zazdrość lub przez niemożność wytłu
maczenia przyczyn sądzono taką pracowitą, zapobiegliwą ko
bietę czarownicę; mawiali górale : ot w całej wsi krowy pod
dają, mleko kradnie, nasze krowy przysuszają, pokarm z łąk
zbiera, krowa jeść nie chce, a jej krowy kieby łanie, dorodne,
dosadne, mleko mają, co nie miara i cóż za dziwota, kto może
to, co czarownica; — oczarowała wszystkie krowy. Tak zo
stawszy raz czarownicą, widząc od siebie stroniące kobiety,
tem bardziej się odosobniła, cała w tem żyjąca, do czego jej
wstręt dać chciano; taka pracowita, rozsądna gospodyni, z do
świadczenia wiele mając nabytych prawd w zaradzeniu sobie,
w dorobię statku, bydła wiedziała dopomóc, słabości zapo
biec lub z choroby wyprowadzić, czego inne lub nie wie
działy lub wiedząc źle używały, nie zastanowiwszy się prze
ciw jakim wypadkom, jakie zaradcze środki użyć trzeba. Jeśli
pomiędzy mieszkającemi w jednem zakole, w jednej wsi wię
cej takich rządnych, pracowitych kobiet było, tem więcej okrzy
czano, iż jest czarownic; takie już pomiędzy sobą trzymały,
odwiedzając, umawiając się i to zwano pogadanką czarownic,
A że oddalać się musiały za potrzebami swojemi i nie wie
dzieli ludzie, gdzie się udawały, mówiono: a dyć polecieli źli
duchowie na schadzki, na zabawę, bo im między ludźmi się
uprzykrzy i radzi tylko między swemi. Uciecha to wielka
między niemi. Już to we wsi, jeśli krowa przysuszyła, nę
dzniała, cielę odchowane być nie mogło, lub jeśli masła zbyt
mało, albo wcale zrobić nie można było, kto temu przyczyną,
jeśli nie czarownice. Nachodzono ich domy, po wsi idących
napastowano, ze wszech stron zażarte panowało przeciw
nim sprzysiężenie, trzeba było temu tamę położyć jakiemi
bądź godziwemi lub niegodziwemi środkami. Gdy bowiem
przy nieposkromieniu wykroczeń niepewne być mogły, czyli
Lud T. XXV.
e
82
uszkodzone a może ubite nie zostaną, czarownicą będąc, trudno
było o przeciwnem żarliwy i zaciekle wierzący lud przekonać;
tem radzie] było potwierdzić ich w tej wierze, a to w taki
sposób, by przekonanie nabywszy, jakiemiś nadzwyczajnemi,
cudnemi wypadkami, a przytem szkodzącemi, odjąć przeciwni
kom chęć mieszania się między czyny czarownic i ich sprawy.
Wiedziały dobrze, iż rozsądną mową nie przekonają, tem bar
dziej poruszą. Zadając brednię słowom wyrzeczonym, trzeba
było potwierdzić...
Nastała niby zmowa między wyklętemi z towarzystwa,
wzięły się za ręce i przemyśliwając wyrzekły : Jesteśmy cza
rownicami, nie skrywamy się, kiedyście nas poznali, dawały
baczenie spiskowi, czem i jak mogą zatwierdzić i zastraszyć,
oraz aby czarownice nie oburzano. Po nocach zachodziły do
stajen, krowy poddajały, zioła szkodliwe zadając by bydło
chorowało lub zdychało a nadając większą wartość sobie, by
lud o nich miał większe rozumienie i odstraszyć ich tem samem,
głosiły, że są schadzki między czarownicami (przed dwunastą
godziną w nocy na dzień 13-ty grudnia w wigilję Ś-tej Łucji)
że na ożogach, na mietłach kominem wylatują. Z powodu
takich psot, bano się czarownic, nic im nie robiono, ale stro
niono daleko, a czasami miano je we wielkiej czci i poważaniu.
Takie zdaje się być źródło, z którego wypłynęło myśli po
wzięcie o czarownicach, a może i chęć powiększenia siebie,
przysporzenia majątku. W ludzie wiejskim a w góralach ta
trzańskich osobliwie nie trudno napotkać na zabiegi różne,
któremi się zbogacić sądzą; i tak znajdziesz we wsi, co od
ganiają uroki., co zamawiają choroby, co sprowadzają choroby,
deszcz, wiatr, grad, lub wszelką niepogodę, tak nazwanych
prognoslykarzy, — przepowiadających, czyli raczej odgadują
cych, jeśli komu co skradziono; nazywają ich prorokami, pełno
czarnoksiężników, co smoka dosiąsć musi i z nim lecieć skąd
słońce wschodzi, guślarzy i guślarek co niemiara, — wszyscy
ci, których liczba niepospolita żyją z datków pieniężnych lub
innych, i mają się dobrze. Tak i czarownice może dlatego
zjawiały się, by w ogólnym wirze zabobonów mieć swoją część
przychodu, bowiem po niektórych miejscach opisują czarow
nice jako już bardzo stare baby; a tem samem opadłe na sile,
53
nie mogące pracować, pracą usilną coś zarobić; obdarte, brzyd
kie i wzroku dzikiego a ponurego, gdy przeciwnie po innych
miejscach są to gospodynie wprawdzie już w dużym lecie,
brzydkie, ale dobrze się mające, bogate.
U górali tatrzańskich nie dzieje się nic, by nie miało
swych w świecie przyczyn, ale że te przyczyny najlepiej mogą
być zrozumiane przez obrazy, dlatego obrazami oddają przy
czyny: tak, piorun dlatego bije, iż widzi djabła chodzącego
po ziemi, którego dogania i zabija,—jeśli burza nadzwyczajna,
wiatr mocny, łamiący drzewa, przewracający budynk1'; o pewno,
mówi góral: ktoś się zadzierzgnął i obwiesiałego na naszem
polu zagrzebali; nie ustanie wiatr, a chcąc uniknąć burzy
większej, nawałnicy lub gradu, czemprędzej trza trupa wy
dobyć i na cudzym gruncie za dziesiątą mied zą zakopać. Jeśli
dziecię matka nowonarodzone zakopie, deszcz naremny spada,
rzeki zbierają i dopóty niszczą pola, póki dziecie zagrzebane
nie wymyją i nie uniosą z sobą, i więcej różnych i tysiące
zabobonów, o których może na swojem miejscu mówić wy
padnie.
Czarownic przedtem po wszystkich góralskich wsiach była
liczba niezgadniona, co próg, to wróg, ale to dawniej. Teraz
gdzieniegdzie i to bardzo tajno, tak iż o niej ludzie nie wiedzą,
bo się ukrywa; tak to na minione czasy odwołują się wszyscy,
jak to dawniej bywało, cuda przeJiczne, zgrają całą duchy po
ziemi biesiadowały, czary to były szczęśliwsze, człek nie za
znał biedy, nieszczęścia. Żył sobie z Bogiem, a i z ludźmi
w zgodzie, nie zaznał ciężarów, bo pole od siebie rodziło,
człek się miał lepiej, był wolny od robót, li tylko dla siebie.
Dawne to czasy, sto lat już będzie, a może i wyżej, boć to
nam jeszcze pradziad tego a tego rozprawiał; nie było lepiej,
boć to człowiekowi dane chwalić to, czego cię nie ma, odwoływać
się do ubiegłych czasów, skarżyć się na niedolę jakby jej i daw
niej nie znano. Ta sama ziemia, uprawa ziemi ta sama, tylko
może ta jedna odmiana, iż z okolicznościami powiązał się więk
szy wydatek; żaden nie rad z teraźniejszości, żali cię na nią,
wygląda przyszłości takiej, jaka daleko miniona przeszłość była;
dawniej boginki hurmą cisnęły się do domów, teraz żadnej
niema, tak ojcowie, dziadowie i pradziady w czasie swoim
6*
84
jak chwalili ubiegłe lata i boginki, strzygonie, duchy i czarow
nice dawno przed niemi były i wiele broiły złego tak, iż obstać
złemu trudno było na świecie,—teraz między żyjącemi czarow
nic bardzo mało i trudno od prawowiernej rozpoznać na oko,
lecz są sposoby, wykrywające czarownice.
Chwilą wesela i uciechy wielkiej, pełnej radości dia cza
rownic była w:gilja Ś-tej Łucji1); w nocy tej najwięcej czara
mi się zatrudniały i gdzie mogły, tam psoty wyrabiały, dla
tego tej nocy żaden gospodarz, żadna gospodyni nie układała
się do spokojnego snu, ale wieczór zaraz udawali się do
krowskich stajen, opatrując krowy święconemi ziołami i oka
dzając woskiem, aby czarownice w szkodzeniu bydłu nie miały
mocy. Frzed dwunastą tejże nocy na cioskach, łopatach i mio
tłach wycieczkę robiły na Babią górę. Podług opisu górali,
jest na Babiej górze polana Hałeczkowa 500 szeroka a 200
morgów długa, pełno kwiatów i ziół rozlicznych, których do
czarowania potrzebują: na tej Hałeczkowej zlatują się przed
dwunastą godziną, rejwach i hałas wielki czynią, ucztują, bie
siadują, tańczą, słowem wesele zupełne; tam to umowy, ukła
dy, zdają z swych spraw i czynów rachunek, niektóre czaro
wnice w dzień schadzki ogólnej na polanę Hałeczkową, na pa
robkach w konie przeistoczonych wyjeżdżają, tę przemianę
człowieka w konia robią za pomocy maści z ziół zebra
nych na tejże polanie. Tak działo s>ę Ludzimierzu, iż u jedne
go majętnego gospodarza służyło dwóch pachołków: Jan i Sta
szek. Jan uważał, iż Staszek dawniej chłop do ludzi podobny,
czerstwy i zdrowy, nagle jakby ręką odjął, począł słabnąć,
chudnąć, wreszcie wybiedzony, włóczył się jak mara po wsi.
Jan pytał się Staszka, ten mu nie umiał powiedzieć, tyle tylko,
iż w wigilję Ś-tej Łucji slaje się koniem, ktoś jego dosiaduje
0 Okres od św. Łucji do Bożego Narodzenia jest tym czasem,
w którym czarownice mają największą moc, ale też zarazem wówczas na
leży sporządzać różne sposoby zaradcze przeciw czarownicom, jak to wi
dzimy w poniżej przytoczonych podaniach. Por. Świętek. Lud nadrabski,
s. 524; Kolberg O. Lud. VII, 99; Drechsler Schlesien I. 15 Okres ten jest
w wierzeniach ludu bardzo ważny, bo wedle 12 dni od św. Łucji do Bo
żego Narodzenia, oblicza się pogodę i czyni różne zabiegi ochronne prze
ciw czarom. Sartori P. Sitte u. Brauch. III. 23—24, Gennep A, Les rites
dc passage, 255.
85
i wiatrem pędzi daleko. Jan nie w ciemię bity, zaraz wiedział,
co się święci, przekonał się naocznie, iż gospodyni jego, ma
ścią Staszka nasmarowawszy, ulatuje na koniu. Serce mu się
żalem ścisnęło, Staszka z biedy wybawić postanowił; i tak
kiedy dzień Ś-tej Łucji nadchodził, pokryjomu wziął maści od
gospodyni i nasmarowawszy nią dobrze czarownicę, siadł na
kobyłę i wybrał się w drogę. A że mu zaś dla starości (bo
wiem lat miała 80) często na drodze się potykała, kazał w po
bliskiej wsi okuć na ręce i nogi i bez szwanku na Hałeczkową zajechał; — zbiegły się czarownice na przyjazd parobka,
a witając go radośnie i z wrzaskliwym okrzykiem, wzięły go
na ucztę z sobą i do tańca i podpił sobie Jan nie lada, a dzi
wując się nad drogiemi kubkami i miskami, skąd tyle bogactwa
nabrały, z zadziwienia wyrzekł imię Jezusa Chrystusa. Prze
żegnał się, aż wtem wszystkie czarownice znikły i dopiero
spostrzegł, że kosztowności, które go zadziwiały, niczem innem
nie były, jak cielęcemi racicami, końskiemi kopytami i czaszka
mi z głów ludzkich. Nie miał co dłużej robić, będąc sam je
den z kobyłą swoją, siadł na nią, a za sobą tylko słyszał, jak
czarownice przyrządzając swe konie wołały : „podta koniu, podta
koniu1). Zajechawszy do domu, kobyła przemieniła się w ko
bietę; ułożył gospodynię swą do łóżka, przykrył pierzyną, a sam
niby niewiniątko udał się do swego zatrudnienia. Stękała
mocno, skarżyła się na ból niezmierny, dziwował się gospo- '
darz, co ją opanowało za licho, kiedy dniem pierwej całkiem
zdrową była. Lecz Jan, co to figla spłatał, nie chciał dłużej
taić i gospodarzowi pod pierzynę zajrzeć kazał; zląkł się nie
zmiernie gospodarz, do pięciu ran Jezusa Chrystusa skrzyknął
i nie wiedział, czyli obłęd się go nie chwycił; ale Jan rzecz
całą wyjaśnił, od tego czasu zaprzestała czarownica wszelkich
schadzek na Hałec/kowej i wyrzekła się szkodzenia sąsiadom.
Psot tych, które czarownice we wsi jakiej robiły, było co
nie miara, niejednemu krowa zupełnie zaprzestała mleko da
wać i nie dziw. Czarownice po nocach wydajały krowy, druga
nie mogła masła zrobić, bo czarownicę czemkolwiek na siebie
rozsierdzić musiała, chociażby do sądnego dnia była przy kierł) O jazdach czarownic wiele wzmianek na podstawie literatury
staropolskiej i tekstów etnograficznych podaje Tuwim, Czary i czarty s. 11 in.
m
8e
niczce siedziała, śmietana zburzona wreszcie w serwatkę i ser
się zamieniała, trzeciej krowa krwią doiła, inna cieląt się do
chować nie mogła i tak na którą to nieszczęście padło, jeśli
do tego środków zaradczych nieświadomą była, a z czarownicą
jaką na kieł wzięła, szło jej wszystko wspak, de po woli, nie
po myśli. Trza było nieraz zupełnie z bydła się wyprzedać
lub gospodarstwo domowe zarzucić lub zajść w przyjaźń z cza
rownicą, która ją z kłopotu wybawićby potrafiła. Tak we wsi
Ludzimierzu gospodyni zamożna, mimo iż mleka bardzo szczupło
krowy dawały, nie mogła nigdy masła zrobić; skarżyła się przed
ludźmi, szukała rad, lecz to wszystko nie pomagało, Skłopotana udaje się do sąsiadki, o której szła wieść, że czarami się
zatrudnia, a tej przedstawiając swą niedolę, przytem racząc ją
datkiem i napitkiem o zaradzenie złemu prosi. Ujęta prośbą,
każe kupić dwa sierpy nowe i włożyć za obrączki kiernicy,
ale przestrzega: przyjdzie do was kobieta i prosić będzie, by
ście jej co pożyczyli. Nie dajcie się skusić, byście prośbie jej
zadość uczynili, bo masło wam się jeszcze bardziej psuć będzie
Jako w rzeczy samej przychodzi stare babsko i prosi by jej
miarkę ziemniaków pożyczono; byłby wnet figiel spłatany, gdyby
się dała namówić, ale mając przestrogę jeszcze żywo w pamięci,
nakląwszy dowoli wypędziła przemierzłe babsko. Po tym wy
padku, jakby ręką odjął, masło w krótkiej chwili zrobiła, lecz
czarownica z kwitkiem odprawiona ostatnią zemstę na krowie
wywarła, że się jednego roku czterdzieści pięć razy latowała.
Czarownice nie lubią i nie cierpią tego, by były poznane,
bo wiedząc o czarownicy, tem bardziej przeciw jej napadom
zapobiec można; one by rade między sąsiadami uchodzić za
poczciwe i dobre. Do pewnego starego grabarza we wsi Po
roninie zachodzi jego szwagier i prosi go, by, jeśli mu się
zdarzy, robiąc trumnę na zmarłego, deska ze sękiem wypad
łym, aby mu ją dał *). Zdziwiony, pyta się : „Co mu po takiej•*)
•*) Deska z sękiem ma szczególnie częste zastosowanie przy różnych
czarodziejskich praktykach. Szczególnie oowszechny jest w Polsce prze
sąd, że czarownicę można zobaczyć, gdy się w czasie jutrzn'. pójdzie do
kościoła i patrzy na niewiasty przez deskę trumienną z otworem, powsta
łym wskutek wypadnięcia sęka. (Radomskie, Krakowskie, Poznańskie, Ku
lawy). Kolberg, Lud. III 101, VII 98, XV 107-8, XXI, 225. Fischer A. Zwy
czaje pogrzebowe, s. 122, 157, 158, 218, 222.
87
desce?” „Ja wam wykryję”, rzecze proszący, „ale na miły
Bóg przed nikim się z tem się nie wygadajcie : oto chciałbym
widzieć przez dziurę sękową w tej desce, ile w naszej wsi
czarownic mamy”. Przyniósł mu grabarz deskę taką;—wziął
tę deskę i w wieczór przed Rezurekcją stanął pod dzwonicą
i patrzył na idących do kościoła; spostrzegły czarownice wy
patrującego je pcd dzwonicą, lecz aby od ludzi nie poznane
były, zrobiły się niewidoraemi i niemiłosiernie szarpać, rwać
i dusić ciekawego poczęły. Nieborak na wszystKo ich zakli
nał, by go puściły, że do śmierci tajemnicę zachowa, by go
życiem tylko udarowały, nic nie pomagało. Kiedy krzyczał
o pomoc, ludzie zbiegli sJę i uratowali go; lecz się czarown'ce
pomściły, sprowadziły grad wielki, iż mu do szczętu zboże
wybił. Odrzekł się dochodzić czarownic i zaprzysiągł, że ni
w myśli mu chęć postoi wypatrywania czarownic.
Czarownice chcąc odbierać mleko krowom, wychodziły
w nocy na łąki, na których krowy się pasły i rozpostarłszy
powąskę po zroszonej łące, ciągnęły powązkę, mówiąc : „Biorę
pożytek, ale nie wszystek”. Bez wymawiania tych słów po
żywienia, dającego mleko nie potrafiłaby zebrać; była formuła
zaklęcia, aby łąka wydała z siebie pożywność. Nie można
było dociec przyczyn i skutków, za pomocą których krowy
doić przestawały, bo stojąc w nocy na stajni natenczas cza
rownice uwzięte na jaką gospodynie, zachodziły i wydajały
w stajniach, ale też z łąk powracając, przychodziły z niczem;
złemu zaradzić trudno, kiedy przyczyn złego się nie dociekło.
Kiedy tak czarownica z łąk rozpostartą powązką pożyw
ność zbierała, razu jednego zdarzyło się, że parobcy pasząc
opodal konie, uwidział z nich jeden kobietę do ziemi pochy
loną i idącą wolnym krokiem, jakby szukała czego. Ciekawość
górala nie wyszła mu na złe: przyczajony do ziemi podsunął
się tak blisko, iż mógł widzieć, co czarownica robi i słyszeć,
co taż mówi. Więcej nie trzeba mu Dyło, miał całą tajemnicę
odkrytą. Po odejściu czarownicy, po tem samem miejscu, którędy
ona powązką ciągnęła, on uzdą zawłaczał, mówiąc : „a ja niestatek, biorę ostatek”. Przyszedł do domu, uzdę w stajni powiesił,
z tej uzdy dopiero zaczęło mleko się sączyć, tak iż gospodarz
przyszedłszy do stajen, dziwił się niepomału, że mleko w stajni
88
rozlane. Parobek wyznał wprawdzie, cc widział nocy zeszłej
i jakim sposobem czarownice mleko zbierają, ale czarownicy
nie wydał, bojąc się, jak mówił, by mu nie poczyniła.1)
Kiedy na polanie Hałeczkowej czarownice zjazd mają, jak
weselem noc tę odbywają, jako ta śpiewka góralska o nich mówi:
Na tej Hałeczkowej zielone ulice,
Wiliją Ś-tej Łucji, jadą czarownice.
Hojna, inc hojna, w Hałeczkowej wojna,
Czarownica dobra, każda krowa dojna.
Na tej Hałeczkowej, wszystkie były śmiałe,
Bo sobie Koperę za wójta obrały.
Ktokolwiek rad był dowiedzieć się i widzieć czarownice
z jakiej wsi, było na to wiele sposobów; i tak z pomiędzy
innych, trzeba było od wilji Ś-tej Łucji aż do jutrzni Bożego
Narodzenia codziennie pracować tyle nad stołkiem i tak czas
mieć wymierzony, aby nie prędzej, nie później, jak przed wigilją Bożego Narodzenia robotę stołka tego ukończyć, wyjść
z tym stołkiem na chór, siąść na nim, a można było wszyst
kie widzieć. Czarownice bowiem w dzień Bożego Narodzenia
na jutrznię nie twarzą do wielkiego ołtarza, ale twarzą do
chóru obrócone stoją.
Wigilją Ś-tej Łucji aż do Wigilij Bożego Narodzenia przed
każdem gotowaniem wieczerzy trza odkładać trzaski na osobne
miejsce, by która nie zginęła a to każdego dnia. Dopiero
i) Wierzenia o tej sztuczce czarownic stare i bardzo rozpowszech
nione. W Niemczech znane są na ten temat opowieści już przy końcu XIV
a z początkiem XV w.; spotyka się je w rękopisach kazań z XV w. i w poezji
XVI w. W opowieściach tych czarownica dokonywa tych czarów bardzo
często zupełnie nago, co jest zupełnie zrozumiałe ze względu na kultowe
znaczenie nagości w obrzędach. Pnr. Heckenbach. De nuditate sacra
sacrisque vinculis. 1911. Także w literaturze staropolskiej mamy często
wzmianki na ten temat, a więc np. w „Rozmowach polskich" W. Korczewskiego przyznaje się baba : „W wiliją Świętego Jana Doiłbm mleko ze zwona.
Ale tylko jeden szkopiec. Bo mi więcej nie chciało ciec. W Klonowicza
„Roksolanji” czarownica „umie doić powróz, a za każdym razem mleko
z powroza wytryska obfito”. Wierzenia na ten temat znane do dziś po
wszechnie w całej Polsce. Por. Wisła I 16; Po^czek, Wieś Rudawa 110;
Kolberg, Lud. III 99, VII 89, XIX 202; Wisła XII 723, XIV Î0. — Lud XI 193,
Mat. antr. X 138; Świętek, Lud nadrabski s. 526; Zbiór wiad. X 89; KubinPolivka, Lidové povídky z czeského Podkrkonoszi 111 712 — 723.
8Ö
0 północy wigilją Bożego Narodzenia, bierze się powązka
1 garnek nowy nalewa wodą i w nowym tym garnku powązkę
gotuje; wszystkie czarownice, ile tylko ich jest w tej wsi,
zbiegają się z krzykiem okropnym, szturmują do pomieszka
nia, aby je wpuszczono. Kto nie chce popaść w ich szpony,
musi się zaopatrzyć w poświęcone zioła, bo w przeciwnym
razie, nie żyłby więcej dochodzący czarownic. Komu zaś na
odwadze nie zbywa, a do tego zaopatrzony w święcone rzeczy
jest bezpiecznym, może mieć wszystkie czarownice przed sobą,
patrzeć im w oczy i być obok nich. Na to sposób taki: wigilją Ś-tej Łucji musi zapocząć sobie miotłę aż do wigilij Bo
żego Narodzenia, z tą miotłą o północy udać się do kościoła
i na mszy pasterskiej stanąć za wielkim ołtarzem. Wszystkie
czarownice, ile ich jest w tej wsi, schodzą się za wielkim
ołtarzem, lecz taki śmiałek najczęściej zdrowiem i życiem przepłaca, bo zaniechawszy najmniejszej rzeczy, służącej ma do
obrony i chroniącej go od napaści i złości czarownic, tą samą
miotłą na śmierć go ubiją.
Jak wigilja Ś-tej Łacji jest chwilą, kiedy czarownice
o północy wylatują na Hałeczkową polanę, na ogólne zgro
madzenie się, aby przegląd odbyły między sobą, nazbierały
ziół im do czarowania potrzebnych i li tylko na tej polanie
się znajdujących, aby z nowym zasobem ziół i fortelów nowych
na nowo z mocą szkodzić mogły, tak też i wigilja Ś-tej Łucji
przedsięwzięte środki wyżej wymienione są najskuteczniejsze,
któremi o czarownicach dowiedzieć się można i każdą wyba
dać i poznać. Mówią górale : idzie im o to, aby dowiedziawszy
się tem bardziej strzec się mogli, czarownicom drogi nie zacho
dzić i w razie rzuconych czarów, aby od przyjaznej sobie lub po
krewnej pomoc na odmówienie lub odpędzenie czarów znaleźć.
Górale tatrzańscy bardzo wierzą w gusła każdego zna
czenia, ani sobie wybić tego z głowy nie dadzą, by to nie
prawdą być miało; tem bardziej ich w tej wierze potwierdza,
że coś się sianie na drodze bardzo naturalnej, czego oni albo
wytłumaczyć sobie nie mogą albo rzecz jaką nabytą dawniej
szym przesądem zachowują w pamięci i przez całe życie im
to towarzyszy aż do grobu. Wierzą, że w górach niektórych
tatrzańskich są skarby ukryte i tych skarbów złe duchy strzegą;
ÓO
0 nieprawdzie tego twierdzenia, czem go zbijesz, źle byś się
wybrał, gdybyś dowodził, że duchy złe nie snują się po ziemi,
wyśmiałby ciebie, a co więcej odszedłby z pogardą, mówiąc:
„to Luterán, a może i Kalwin”. Że Janko zbójca tatrzański
nie mógł mieć czarodziejską siłę w swym pasku rzemiennym
od spodni, lub że jego wałaszka była prostą ciupagą, jak je
inni górale nosili i noszą; iż tą ciupagą kiedy w zrąb domu
zadął, cały dom walił się lub, że ta ciupaga nie powodowana
żadną dłonią Janosika z zamknięcia wydobyła, drzwi przerą
bała i kajdany rozkuła, nie wierzyć—byłoby to wystawić się
u nich na najwyższe, szyderstwo i wzgardę Powątpiewają
cemu ich powiedzeniu ich powieściom nie mówili o niczem,
mając go za heretyka, za Lacha chcącego być mędrszym od
ich ojców, pradziadów. W uściech wszystkich górali żyje do
dziś dnia Janosik, dowódca wszystkich zbójców i o nim roz
powiadają ze czcią i uszanowaniem, ich mowa nabiera wten
czas jakiegoś religijnego ducha, a dyć był to chłop nad chłopy,
góral nad górali, któremu teraz nie znajdziesz podobnego, ani
w stu pokoleniach nie odżyje żaden, by mu wyrównał. Że w Rybiem Oku jest ryba, która od potopu Noego pozostała i na
dnie stawu tego odpoczywa, a już stara, iż na jej grzbiecie ple
śnią i mchem porosło, a tak długa, iż po całem dnie rozcią
gnięta leży; te i tym podobne powieści góral opowiadając,
opowiada z wiarą świętą i tak pewną, iżby nie wiem czem
mu to z głowy wybić można. Wierzy w czarownice, bo to sły
szał, będąc malcem od matek, babek, starych ludzi; dorósłszy
niejedną widział, znał ją, jak swój palec, ledwie że nie rzekłby,
iż widział ją czwałującą na ciosku w wigilję Ś-tej Łucji na Babią
górę i nie dziw, że w tem przekonaniu zrosły, zestarzały, szuka
sposobu na pozbycie złego, i odwrócenia czarów, bo gdyby
złemu dozwolić wzróść w siłę i potęgę, pociągnąłby w stratę
nietylko statek ale i swoich. Lepiej przed czasem, jak i po
czasie, lepiej—mówi—wrócić się z brzegu, jak ze środka wody,
1 dlatego powymyślano różne sposoby niweczące nie tak za
miary jak zdziałanie oczarowania.
Kiedy krowy mleka dawać nie chcą, znakiem, iż im cza
rownica poczyniła, na to najlepsze jest użycie świętości, bo na
wszystkie gusła i czary, mówi, i najlepsze są świętości, prze-
91
ciw tym czart działać nie może, zostaje jego moc i siła. W dzień
Bożego Ciała święcić w swych kościołach dają różne zioła, te
jch zabezpieczają, bo jeśli krowy doić nie chcą na ten czas,
okadzają je w stajniach temi ziołami i ziemią wziętą z progu,
po którym bydło przechodzi. Jeśli zaś oczarowanie za mocne
i potem oddalić się nie chce, kropią natenczas bydło wodą świę
coną Trzech Króli i woskiem ze świecy od ołtarza wielkiego
okadzają. Są sposoßy, które nie wszystkim znajome, za któremi daleko chodzą do bab starych, wiedzących w każdym
razie zaradzić; i tak, jeśli krowa nagle mleko straci, bo była
przez czarownicę poczyniona, trza do zbitego garnuszka wziąść
węgli żarzących, kosak do ręki i tym kosakiem na progu w stajni
krowskiej. zrobić bardzo prędko trzy krzyże, podciąć te krzyże,
te trzaski rzucić na węgle i podkadzić bydło, lecz wynosząc
ogień z kuchni, bieżeć prędko i poza siebie nie patrzeć, bowiem
w odwrotnym razie, nietylkoby oczarowanie nie ustąpiło, aleby
zamysł zniweczał i gorszem czem zagroziłby. Najlepszy śro
dek jest wosk ze świecy woskowej wielkiej, która przy wiel
kim ołtarzu bywa wystawiana po niedzieli wielkanocnej ; ten
wosk ma być zaszyty do odzienia kryjomo, nosić w dzień za
wsze przy sobie, a na noc tę odzież trzeba w izbie obok siebie
na ścianie zawiesić, bo czarownice bardzo łakomie go chwytają,
wyszukają i kradną.
Gusła czarownic pochodzą po największej części z za
zdrości, mianej ku sąsiadkom swym, którym krowy dobrze
doją. Zachód około bydła dobry, nagrodzony powodzeniem,
jeśli masła dość mają, lub ze złości powziętej, nienawiści do
jakiego domu, na ten czas używają sposobów gaślarstwa, by
mleko krowy dawać przestały lub żeby gospodyni czarami urze
czona masła zrobić nie mogła, lub przy dojeniu ni stąd ni zo
wąd krowa kopać będzie i albo nic mleka nie puści, a jeśli co
potrafi udoić, to będzie krwawe, albo też krowy chudnąć, biednąć i schnąć poczną tak, iż jeśli nawiedzona czarami gospo
dyni nie zapobiegnie przed czasem, może wytracić cały bydlęcy
dobytek.
Czarownic sposoby do zarażenia kwygubie
ni ą krów swojej sąsiadce lub jakiej gospodyni,
do której ma złość jaką
92
Czarownice po stajniach swych mają ziele nazwane : Prze
stąp. Tego ziela skutek taki, iż mając u siebie, ginie zupełnie
mleko tej sąsiadce lub gospodyni, której czarownica nie sprzyja
i zaszkodzić pragnie.
By krowy chudły, marniały i usychały, idzie czarownica
w nocy na smętarz, wyjmuje gwóźdź ze starej deski z trumny,
udaje się do stajni swej nieprzyjaciółki, zabija gwóźdź do żłobu,
u którego krowy uwiązane stoją, mówiąc : „aby ci te krowy
tak uschły, jak ten umarły uschnął”. Aby krowy parszywiały,
wymiona padały się, na to łapie ropuchę, pali ją i tym pro
chem posypuje krowy, które parszywieć poczynają.
Złapana jaskółka i pod krowę puszczona, sprawia, iż
z krowy miasto mleka krew się doi.
Środki zaradcze, przeciw czarownicom po
wyższym: x)
Aby krowie stracone mleko powrócić, trza kadzić oczaro
wane bydle różnemi święconemi ziołami i woskiem z paschału,
lecz by czarownicy wet za wet oddać, ukrzywdzona kobieta
łapie kota i żywego w nocy na nowiu miesiąca zakopuje pod
próg w stajni, w której są krowy czarownicy i ziele Przestąp
zwane. Mleko od krów tych, w której stajni kot zakopany, tak
śmierdzi, iż go żadną miarą jeść nie będzie można
By zaś to mleko nie cuchło, nie śmierdziało, potrzeba
powązkę, przez którą mleko się cedzi, w odchodzie świeżym
krowim uaeptać, zwalać jak można najwięcej i w nowy
Piątek gotować przez parę godzin; mleko nabiera swej pierwot
nej, naturalnej własności i dobroci.
Jeśli nawiedzona czarami gospodyni spostrzeże, iż jej
krowy schnąć poczynają, przewiduje ona przyczynę tego, bo
to są czary. Wówczas zasięga od starych, doświadczonych go
spodyń przestróg i zaradczych środków, datkiem i nagrodą
ujmuje i przywłaszcza od tych, którym świadome są sposoby
na gusła czarownic. Sama też, by napaść śmielej, trafniej
i lepiej ze szkodą czarownicy odeprzeć, uczy się tajemnic guślarstwa czarowniczego, nie dba o przyszłość, byle jej stan
wicz.
B Różne sposoby leczenia krów zaczarowanych podaje Br. Gusta(Zbiór wiad. do antr. kraj. V. 120—123).
93
obecny nie był pogorszony, lub złością, zawzięciem i zemszcze
niem się czarownicy uszkodzony i uszczuplony. Dlatego roz
liczne są sposoby nieprzejrzane, niezbadane, jakiemi fortelami
szkodzą czarownice, jak im się bronić, a zarazem pomścić im
się od serca, odegnać czarodziejstwo i większe na kark cza
rownicy sprowadzić, sposoby te prawie są nie do wyczerpania.
Bowiem każda wieśniaczka, ma cały zapas nowych, niesłycha
nych jeszcze i co gospodyni, to inaczej sobie radzi.
Foradza sobie, aby krowy nie chudły i nie ginęły, szuka
jąc po żłobie i jeśli znajdzie gwóźdź wbity przez czarownicę,
wyjmuje, a nalawszy do nowego garnka wody z dziewięciu
źródeł, gotuje gwóźdź ten przez dziewięć dni, a widząc, która
z czarownic jej zaszkodzić chciała, upatruje tylko sposobnej
chwili, by w porze pomyślnej wylać mogła tę wodę przez sie
bie warzona do pomyj, któremi czarownica swoje krowy poi;
krowy, które z tych pomyj piły, muszą wyzdychać.
Na sparszywienie i rozpadywanie wymion, pomagają sobie
myciem, mają różne zioła, któremi maczanemi w wodzie myją
krowy na każdym nowym miesiącu, potem gospodyni przewraca
swoją koszulę na opak i ociera nią krowę. Na przelot jaskółki
popod krowrą, która zamiast mleka krwią się doi, biorą gniazdo
jaskółcze i tern trza krowę okadzać.
Góral przede wszy stkiem pragnie i ciekawy mocno dowie
dzieć się, azali we wsi jakiej znajdują się czarownice, bo że
być muszą, o tern aż nader pewny. Wszak istnienie tychże
sprawdza się codziennemi wypadkami; słychać to nieraz, jak
tej lub owej krowy doić przestały, wymię opryszczone, popa
dané lub spuchnięte, jak krowy czyste, schludno utrzymane
raptem parszywieć i liszawieć poczynają, jak bydło ni stąd ni
zowąd smutnieje, jeść nie chce, chudnie, schnie a czasami i od
chodzi, wszystko to sprawki czarownic zagniewanych lub za
zdroszczących, jeśli komu krowy mleka dosyć dają. Dlatego
to chcą i móc sposobami zapobiec oczarowaniu, góralki stare,
baby przedewszystkiem starają się dowiedzieć, jaka i która we
wsi jest czarownicą, by podobnież a jeśli nie srożej odwetować
poniesioną krzywdę. Niezliczona moc bywa sposobów odkry
wania pomimo już wyżej przytoczonych; poznają i po następu-
94
jących : potrzebując wody nigdy czarownica nie czerpie wody
z brzegu, ale idzie na środek rzeki i napełnia konwie.
Jeśli w drodze jadącego górala niespodziany niemiły wy
padek spotkał, jako to, że koń nogę zwichnął, zaciął się i z miej
sca ruszyć nie chce lub jeśli przewróci mimo chęci i po naj
lepszej drodze, lub jakiekolwiek niefortunne powiedzenie się,
mówi na to : Jakieś babsko niezręczne drogę mu przeszło,
a tern babskiem niesręcznem zowią czarownicę.
Głowatnik *) ziele rosnące najwięcej gb znaleźć po miedzach
można, ma kwiat czerwony chłopki go zbierają przed 15-tym
Sierpnia, by w dniu tym wraz z innem zielem został poświę
cony, kadzona tern zielem krowa pozbywa się zamówień cza
rownicy.
Adam Fischer.
ŚLADy POByTU POŁUDNIOWyCH SŁOWIAN NA PÓŁNOC OD DNIESTRU.
Pobyt Słowian południowych na Podolu jest kwestją bez
sporną *2). Należałoby tylko określić, jak daleko sięgały ich sie
dziby3). Źródła historyczne nie dają do tego żadnych wskazó
wek, podobnie jak w stosunku do innych plemion słowiańskich.
Kwestję tę najlepiej jeszcze rozwiązuje dialektologja, która
po żmudnych badaniach dochodzi do pozytywnych wyników.
Lecz niestety ze wszystkich języków słowiańskich tylko jeden
polski ma dokładnie opracowane dialekty, dzięki pracom prof.
Nitscha, u innych Słowian dialektologja znajduje się in statu
nascendi.
Gdy rozgraniczenie innych plemion, np. wschodnio-słcwiańskich natrafi na duże trudności z powodu stosunkowo słabego
zróżniczkowania gwarowego języków ruskich, to pobyt Słowian
południowych na obszarze z tej strony Karpat, da sfę dokładnie
oznaczyć, o ile dużo tych śladów zostało i gdy je wszystkie
wyzbiera się.
*) Centaurea Jaceą L. — Chaber łąkowy, zwany przez górali głowianką lub głowacznikiem. Zbiór wiad. antr. kraj. VI, 242.
2) Niederle L. : Slovanské Starožitnosti. II str. 263, III—223, IV—1543) Umieszczenie Chorwatów na mapie dołączonej do SJo« Star.
Niederlego ť. IV nie iest oparte na żadnych dokładnych danych, tylko
w przybliżeniu.
