40b62a055f55ca9605208cd8aa4e2054.pdf
Media
Part of Jeden z niezapisanych przesądów myśliwskich i rybackich / Lud, 1925, t. 24
- extracted text
-
MATERJAŁY I NOTATKI ETNOLOGICZNE.
Jeden z niezapisanych przesądów myśliwskich i rybackich.
Podczas wycieczki, podjętej z dr. M. w r, 1892 na Czarną
Horę, na'drodze między Zabiem a Jawornikiem, poznałem czło
wieka pierwotnego co do światopoglądu i wierzeń, — pierwot
nego, mimo że nosił kołnierzyk stojący i krawatkę a piastował
urząd t. z. forsztwarta w byłych austrjackich lasach rządowych.
Mieszkał na wysokiej górze, oddzielonej od gościńca rzeką,
a do niewielkiego domu jego prowadziła stroma ścieżka, połą
czona ze światem ludzkim długą, trudną do przejścia, wiszącą na
linach łyczanych, chybocącą, położoną nad szumiącemi falami
Czeremoszu kładkąBędąc z dr. M. w gościnie u tego oryginała, który szczycił
się, że od lat niepamiętnych nie był nawet w takiem mieście jak
kołomyja, żył tylko na łonie natury, chodząc po lasach i górach
(wypadało tak z jego urzędu), za całe zaś towarzystwo miał sta
rego hucuła Iwana i starą hucułkę, tudzież od czasu do czasu
odwiedzających go innych hucułów, zobaczyliśmy na posadzce
obszernej izby leżącą, olbrzymią skórę niedźwiedzia. Na zapyta
nie, czy to jego własna zdobycz, odpowiedział twierdząco, do
dając z dumą, że zdobycz to niebywała, bo myś ubity został na
wielką odległość, kulą trafiony w łeb między oczy. Na pamiątkę
tego jeden słupek z datą dnia i roku w ziemię wkopał, gdzie
stał podczas strzału, — drugi, gdzie padł trup niedźwiedzi.
Tajemnicy pewnego trafiania każdego zwierza, na odległości
j ik największe, nauczył go stary hucuł,' towarzysz, który po
nadto -— jak twierdził opowiadający, — posiadał wiele innych
wiadomości nieznanych nikomu, jak leczenia, szczegół' ie wście
klizny, znajdowania skarbów zakopanych i t. p. nadzwyczajności.
42
Gdy opowiadającemu przyrzekliśmy, że nikomu nie po
wiemy o tym niezawodnym środku strzeleckim, wyłożył nam ta
jemnicę, którą ze względu na interes naukowego badania zabo
bonów obecnie odkrywam.
„Trzeba — mówił on — wiedzieć, że na koniec lufy każdej
fuzji siada zawsze, kiedy myśliwy zabiera się do strzału, zły,
i wtedy, kiedy spadnie kurek, zły sprawi, że kula zboczy, choć
byś był najlepszym strzelcem. Jeśli chcesz zawsze trafić, musisz
nauczyć się złego spędzać, by lufy nie podbijał w dół ani w górę,
na prawo ani na lewo. Jest na to sposób. Na wiosnę, kiedy na
wierzbie białej, wyiokiej, pokażą się baźki, trzeba szukać baźki,
takiej, w której znajdzie się robak biały, ale taki, żeby baźki
jeszcze nie naruszył. Trafi ci się znaleźć baźkę z takim robakiem,
musisz robaka wyjąć i zawinąć w szmatkę, oddartą z koszulki
dziecka, ale nie koniecznie, i szmatkę zawiązać nitką, z niej wy
snutą. Samej baźki' nie można wyrzucić lada jako, ale trzeba ją
palić. Kiedy będziesz miał robaka w szmatce, wsadzisz to do
lufy i trzy razy ladsztokiem przesuniesz tam i napowrót tak, jak
byś lufę czyścił; potem trzeba szmatkę z robakiem schować, bo
może się przydać a mocy nie traci. Z takiej fuzji zawsze się trafi.
»Ale gałąź wierzbowa z baźkami i robakiem przydatna jest
jeszcze na inne rzeczy i pomocna. Tu w potoku, niedaleko ode
mnie, było takie mnóstwo pstrągów, że ino brać rękami, ile się
chciało, — codziennie też na wieczór smażyłem w ryneczce, jak
teraz. Aż jednego dnia wszystko gdzieś zczezło, jakby ktoś wy
łapał czy coś takiego. Mówię ja wtedy do Iwana: „Patrzcie, ani
jednej niema, ani jedna muszki nie wzięła ! co to za licho ? a chi
na tebeł" Iwan na to: „Zły wszedł do wody i wszystkie ryby
odpłynęły, i tak zostanie aż do wiosny, kiedy wierzby zakwitną.
Musicie wtedy znaleźć i wyciąć gałąź wierzbową z baźkami i z ro
bakiem białym, który siedzi w baźce, ale jeszcze jej nie nadgryzł.
W nocy, przy księżycu, o dwunastej, trzeba pójść nad potok,
trzy razy uderzyć gałęzią po wodzie i za każdym razem zakląć
złego, aby wyszedł z wody !“ Tak zrobiłem i na drugi dzień
znowu były ryby, jak dawniej“.
^czywi; cie, że cała rzecz obraca się tutaj około wierzby,
Jrzewa, któremu od niepamiętnych czasów przypisuje się moc
czarodziejską, skuteczniejszą niż sih, złych duchów, — kwitnące
zas bazie z białym robakiem, łaskawie obchodzącym się z kwie
ciem, są tylko podkreśleniem trudności, z jakiemi łączy się zna
lezienie tak upragnionego środka; jest to zresztą cechą konieczną
wszystkich środków czarodziejskich, antydjabelskich, których szuka
i chce zdobyć człowiek zabobonny. Czy to huculskie wypędzanie
złego, szczególnie, jeśli weźmie się pod uwagę uderzanie gałęzią
po wodzie i stosowanie zaklinań, nie przypomina praktyk przeciw
Arymanowi i nie jest dalekim odgłosem wpływów wiary irańskiej,
możeby warto się zastanowić.
Mimo staranne kiedyś poszukiwania, nie udało mi się zna
leźć w wydawnictwach ludoznawczych polskich ani obcych zapi
sanej a podobnej do powyższej notatki wiadomości, — z tego też
motywu zdradziłem tajemnicę oryginału-leśniczego. Dowodem je
dnak, że wiara w moc wierzby i białego robaka w świecie my
śliwskim nie była obca także inny u i hucułom, jest okoliczność
następująca.
Tegoż roku 1892 w Jaworniku (koło .Burkutu) straż leśna
odebrała hucułowi-kłusownikowi Strzelbę z przykładem (kolbą),
pięknie manierą huculską wyrobionym. Po kilku dniach zjawił się
jej właściciel w zarządzie lasów jawornickim z- prośbą, aby mu
pozwolono zabrać ze strzelby coś, na czem mu bardzo zależy.
Otrzymawszy pozwolenie, odsunął zasuweczkę, w pewnem miejscu
przykładu misternie ukrytą, której przedtem nie zauważono, i ze
skrytki wypadł zasuszony, wskazujący palec ludzki, — zasuszone
oko ptasie (krucze czy orle?) i mały węzełek ze szmatki, na
której znać było sadzę z lufy po wystrzeleniu. Zapytany wyjaśnił
rzecz, że palec, odcięty zmarłemu, jest na to, aby palec żywy
dobrze ciągnął za cyngiel, — oko, aby dobrze widzieć i mierzyć,
a o węzełku powiedział, że to „takij chrobak“.
Z dav'nych notatek przepisał
WILHELM BRUCHNALSKI.
