3a84d495c573f2fb0735c83bb5e2a8c1.pdf

Media

Part of Bajki, legendy i opowiadania ludowe, zebrane w pow. sokalskim / Lud, 1903, t. 9

extracted text
68 —
Gnidy mo kuzdy cłek w skórze. Musi mieć i pon i zyd i chłop
i hrabia najwiąksy. Ale gnidy sie tego najwioncyl trzymajom, kto
jest „wsawy“.
Motyle — tu nazwane: mon tle dlatego, że ich jest tak wiele
kolorów, że jakby „sie sytkie zleciały, toby sie ciekowi we łbie
zamonciło“.
Osy, gdy robią banie w ziemi — to na ciężką zimę a gdy na
„krzokach“ — to na „lekusińką“.

Stanisł. Hrttdeeka.

Jajki, legendy i opowiadania ludowe
zebrane w powiecie sokalskim.
1. Dlaczego ziemia jest czarną?

Gdy Pan Bóg stworzył ziemię, była ona zupełnie przeźroczystą
i świeciła jak brylant, tyle jest w niej drogich kamieni, złota
i srebra. Później dopiero stała się czarną i nieprzeźroczystą, jak
jest teraz, a to dlatego, bo ją przeklął Kain. Gdy Kain zabił Abla,
chciał go ukryć w ziemi, lecz nie mógł tego dokazać, chociaż głę­
boką jamę wykopał, bo wszędzie i zawsze było widać ciało zabi­
tego brata. Rozłoszczony Kain zawołał tedy: „Przeklęta ziemio,
czemu nie jesteś czarną?“ I ziemia stała się od tego czarną, bo
jest przeklętą.
2. Dlaczego Żydzi nie chcą jeść świniny?

Bo to ich ciocia.
Żyd bardzo się zato gniewa, jeśli mu kto pokaże świnię i po­
wie: „Patrz, jaka twoja ciocia ładna!“ — Pewnego razu chcieli się
Żydzi dowiedzieć i wypróbować, czy Pan Jezus jest wszechwiedzą­
cym, schowali więc swoją ciocię wraz z dziećmi pod koryto i zło­
śliwie zaczęli się pytać: „Zgadnij, kto tam jest pod korytem?“
„A cóż innego, jak nie Świnia z prosiętami“. Żydzi zaczęli się
śmiać i odkryli koryto, wyskoczyła tedy z pod koryta Świnia z pro­
siętami. Dlatego też Żydzi od tego czasu nie jedzą świni, bo się
boją, by swojej cioci nie zjedli.

— 69 —
3. Dlaczego Polacy lubią się bić, Rusini kraść, a Ormianie
są bogaczami?

Gdy żydzi Pana Jezusa schwycili i do więzienia wtrącili, ze­
szli się Polacy, Rusini i Ormianie na naradę, by Pana Jezusa
z więzienia wydobyć. Polacy mówili: „Chodźmy Go odbić,“ Ormianie mówili: „Wykupmy Go“, a Rusini mówili: „Najlipsze wykrasty“. Lecz Pan Jezus za ludzkie grzechy musiał umrzeć, bo tak
chciał. Po zmartwychwstaniu rzeki do nich: „Wy Polacy chcieliście mnie odbić, będziecie się więc bili do skończenia świata, wy
Ormianie chcieliście mnie wykupić, będziecie więc bogaczami do
skończenia świata, wy zaś Rusynki Bożi chcieliście mnie wykraść,
budete otże zlodijamy pokon wika“.
4. Dlaczego Matka świętego Piotra jest w piekle?

Bo za życia była bardzo niedobra. Święty Piotr jest we wielkich
łaskach u Pana Jezusa, prosił Go więc raz za swoją matką, by
mogła wyjść z piekła. Pan Jezus kazał tedy szukać po księgach
niebieskich, co Piotrowa matka dobrego uczyniła na tym świecie.
Po długiem szukaniu znaleziono nareszcie, iż raz rzuciła za ubogim
ze złością maleńką cebulkę. Ubogi ją porwał i zjadł. Spuszczono
więc do piekła ową cebulkę na sznurku, aby Piotrową matkę
stamtąd wyciągnąć. Ta czepiła się za cebulkę i tuj tuj byłaby już
z piekła wylazła. Ale inne dusze widząc to, poczepiały się jej za
nogi, chcąc także z piekła wyleść. Tedy niedobra baba wrzasła:
„To moja cebulka“ i zaczęła nogami fikać. Wtem cebulka się
urwała i niedobra baba wraz z cebulką wpadła znów do piekła.
Pan Jezus rzekł tedy do świętego Piotra: „Widzisz Piotrze, jaka
twoja matka była za życia, taka i po śmierci“.
5. Ze wszystkich rzemieślników Pan Jezus najlepiej kochał stolarzy,

bo święty Józef sam był stolarzem, a Pan Jezus w robocie mu
nieraz dopomagał. Przekazał przeto, by stolarze pracowali od sió­
dmej do piątej. Święty Piotr jednak, gdy pisał prawa dla stolarzy,
pomylił się i napisał, że stolarze mają pracować od piątej do sió­
dmej, a zatem podwyższył im niechcący o cztery godziny więcej
dziennej pracy. Stolarze na tern jednak nic nie tracą, bo im ła­
twiej do nieba się dostać, niżeli innym rzemieślnikom, bo ich
święty Józef proteguje, ale fuszery łaski u świętego Józefa nie mają.
6. Dlaczego po rusku miaso, a po polsku mięso?

Raz szedł ruski kot z lasu i niósł ptaka, spotkał go polski
kot i pyta: „Co niesiesz?“ „Miaso“ powiedział ruski kot, rozdziawił

— 70 —
pyszczek, a ptak mu z pyszczka wyleciał. Polski kot chapnąl ptaka
i u ciekł. — Znów idzie polski kot z lasu i niesie ptaka, spotyka
go ruski kot i pyta: „Szczo nesesz? Polski kot obawiając się, by
mu przyjaciel jego nie wydarł ptaka, trzymał go mocno w zębach
i mówi: „Mięso“.
7. Jak się Mazur spowiadał?
Pewien młody Mazur, chłopak czternastoletni, szedł do spo­
wiedzi, ale jeszcze nigdy nie widział księdza, ani kościoła. Matka
tedy pouczała go, że kościół leży za rzeką na pagóiku, idzie się
do niego po schodach, ksiądz zaś chodzi biało ubrany, on wyspo­
wiada, da rozgrzeszenie i koniec. Mazurzysko szedł całą noc, nad
ranem ujrzał rzekę, a po drugiej stronie za mostkiem stal wodny
młyn. Widząc taki niezwykły budynek za rzeką, jął się pizypatrywać co to jest, aż na schodkach zobaczył omączonego młyna­
rza. Mazur myślał, że to ksiądz, ukląkł więc na schodkach i za­
czął się modlić. „Czego chcesz? pyta młynarz. „Ja się chcioł wy­
spowiadać“. „A cóżeś ty zrobił?“ „O ja nieraz matce jajca kiadł,
a ojcu grosaki“. Aj jak porwie młynarz za kostur, jak pocznie
hacmolić, Mazur w krzyk i w nogi. Przychodzi do domu, a ma­
tusia go pyta: „Ha cóż! już spowiadałeś się? „Ha no, a cóż!
„A dali ksiądz rozgzesenie?“ „A no doli, aż mnie kości bolą, tak
mnie wyhacmolił“. „Taze ksiądz nie biją, gdzieżeś ty był? „No
za zeką, na schodkach, za mostem“. „A widziołeś ksiądza. „A widzioł, taki był bioły“. „A widziołeś ty Mateńkę Bożą, a Jezuska?“
„A widzioł i słyszoł, Mateńka Boża mówiła: hur, hur, hur, a Je­
zusek: pytu, pytu, pytu, pytu“.
8. Dlaczego mówią ślepy Mazur?
Bo jak się Mazur urodzi, to przez dziewięć dni nie widzi,
przez ten czas trzyma go matka pod makutrą.
Raz było sto Mazurów i szli na wojnę. Za górą stali nieprzy­
jaciele, lecz Mazury nie wiedzieli, ile ich było, rzekli więc; „O psią
krew, chodźmy na ślepo“. Poszli, wpadli i wybili.
Okazało się
tedy, że nieprzyjaciół było dziesięć tysięcy, btąd nazywają ślepy
Mazur, bo na ślepo szli na śmierć.
9. Raz jechał biskup na mazurską wieś, a za jego powozem
biegł duży pies. Zobaczył jakiś Mazur powóz biskupa, zaczął pu­
kać do okna po żonę i dzieci, wołając: „Chodzino tu, chodzino tu,
biskompft iedzie“. Powybiegali wszyscy z chaty, lecz że to było
na skręcie,' więc już biskupa nie widzieli, tylko psa, co biegł za
powozem, więc żona mówi: „A dyć ten biskompft to taki, jak pios .

71

10. Czyja ja?
Tomek miał bardzo głupią żonę i chciał się jej pozbyć. Raz
upoił ją dobrze, a gdy baba zasnęła, ogolił jej głowę i zaniósł
babę nad rzekę. Przebudziła się baba i czuje, że włosów nie ma
na głowie i mówi: „Czyjaż ja? czy ja Tomkowa, czy ja nie Tomkowa, Tomkowa żona miała włosy, a ja nie mam?“ Tymczasem
nadszedł Tomek, a baba go pyta: „Tomek, czy je twoja baba
w domu?“ „A jest“. „Co robi?“ „Chusty pierze“, mówi Tomek.
Baba tedy nie wiedząc, czyją jest własnością, skoczyła do rzeki
i utonęła.
11. Dawniej wiedzieli ludzie, o godzinie swej śmierci.
Raz szedł Pan Jezus ze świętym Piotrem i zobaczyli, jak
chłop powrósłem ze słomy złamane koło wiązał: „Dlaczego nie na­
prawisz koła porządnie?“ pyta Pan Jezus. „A na cóż, wszak jutro
i tak umrę, więc szkoda mej roboty“. Wtedy Pan Jezus obrócił
się do świętego Piotra i mówi: „Widzisz Piotrze, jak to źle, gdy
ludzie wiedzą o godzinie swej .śmierci, jak o nic nie dbają. Prze­
żegnał świat i od tego czasu nikt nie wie, kiedy umrze.
12. Dlaczego kłos na zbożu jest tylko na dłoń?
Dawniej zboże rosło w ten sposób, że całe źdźbło od dołu, aż
ku górze było pokryte ziarnem. Lecz ludzie ziarna nie szanowali,
a jedna baba była na tyle głupią, że umyślnie piekła placki, aby
nimi dziecko z niechlujstwa oczyszczać. Gdy to Pan Jezus zoba­
czył, rozgniewał się bardzo i chciał zupełnie ziarna na źdźble
zniszczyć, ale Matka Boska schwyciła tedy jedną ręką za kłos
i mówi: „Zostaw jeszcze dla psa i kota“. I tak się stało. To zboże
więc, co mamy, nie jest nasze, ale należy do psa i kota.
13. Raz szedł Pan Jezus ze świętym Piotrem przez wielki
sad. Tam na trawie leżał parobek, lecz tak leniwy, że chociaż pić
mu się chciało, nie poszedł do potoka, co płynął w pobliżu. Aż tu
nadbiegła hoża dziewczyna z dzbankiem w ręku, a próżniak mówi
do niej: „Przynieś mi napić się wody“. Dziewczyna pobiegła i przy­
niosła. Tuż niedaleko niego spada z drzewa gruszka, tylko ręką
sięgnąć, lecz leniuch mówi: „Podaj mi tę gruszkę“. Zgorszony był
bardzo święty Piotr, widząc takiego leniucha, lecz Pan Jezus
mówi: „Ta dziewczyna będzie żoną owego parobka“. „Dlaczegóż
to?“ pyta święty Piotr. „Bo jakby się dwoje leniuchów pobrało,
poginęliby z głodu, dwoje tak pracowitych byliby strasznie ła­
pczywi, a tak jedno z drugiem jakoś się wyrównają“.

— 72 —
14. Czy przechrzta będzie w niebie?
Wychrzczony Żyd nigdy do nieba nie pójdzie. Tam bowiem
przy bramie niebieskiej stoi święty Piotr i święty Mojżesz i obaj
żyją w zgodzie. Gdy kto wchodzi do nieba, patrzy święty Piotr,
czy ma krzyż na czole, Mojżesz zaś patrzy, czy jest obrzezany.
Przechrzta ma oba te znaki na sobie. Piotr widząc krzyż, mówi:
„To mój“, Mojżesz widząc obrzezanie mówi: „To mój“. 1 tak powstaje swarka. Ale w końcu mówią: „Co przez takiego durnia
mamy się kłócić? Hybaj do piekła“. No i wypędzają go.
15. Dlaczego niedźwiedź podobny do człowieka?
Pewien młynarz chciał nastraszyć Pana Jezusa. Schował się
pod most i zaczął ryczeć. Pan Jezus się rozgniewał i rzekł: „Bę­
dziesz więc zawsze postrachem ludzi i będziesz ryczał". Natych­
miast porósł młynarz kudłami i uciekł do lasu. Kto nie chce temu
wierzyć, niech się popatrzy na tylne nogi niedźwiedzie, to zaraz
pozna, że niedźwiedź pochodzi od człowieka.
16. Dwaj kumowie Mazur i Rusin.
Żyło raz dwóch kumów Mazur i Rusin. Raz Mazur zaprosił
Rusina do siebie na praźnik. Postawił przed nim żur i prosi jeść,
a Rusin mówi: „Diakuju“. Tedy Mazur schował żur, a przyniósł
mięso. Rusin mówi: „Diakuju“. Schował Mazur mięso, a przyniósł
kiełbasę. „Diakuju“ mówi Rusin. Potem były pierogi, kapusta i go­
mółki, a Rusin za wszystko: „Diakuju“. Tak samo było i z piciem.
Po uczcie pojechał Rusin głodny do domu i mówi do żony: „U toho
kuma Mazurie wsio buło, tylko prynuki ne buło, a poczekaj psiakrou pryjidesz ty do mene“. — Przyjechał Mazur do Rusina na
praźnik. Przyniósł Rusin w misce barszcz i postawił przed Mazu­
rem. Ten nie dał się prosić i zjadł barszcz. Potem przyniesiono
i mięso i kiełbasę i kapustę, a Mazur jadł, aż mu się uszy trzę­
sły. Gospodyni widząc to, chciała przynajmniej ocalić pierogi i scho­
wała je na pikołek, ale Mazur nie chciał pierogom podarować i na
wszystko miał baczne oko, rzekł więc do Rusina: „Wiecie co ku­
mie, mnie się zdaje, że moja chałupa krótsa od wasej i to tak ze
odemnie do tych pierogów na piecu byłoby akurat“. Rusin się za­
wstydził i postawił na stół pierogi, ale że mu ich było szkoda,
wyszedł do stajni, odwiązał kumowego konia i nastraszył batem.
Koń uciekł, a Rusin wbiegł do chaty i mówi: „O kumońku! wasz
kiń wtik. Mazur wtedy chap za pierogi, wsypał je za pazuchę
i mówi: „To będę miał na drogę“. A wybiegłszy na drogę, zapchał
gębę pierogiem i woła: „Cioch, cioch, cioch!“

— 73

17. Skąd się wzięły grzyby (huby), pszczoły i osy?
Szedł raz Pan Jezus ze św. Piotrem i Pawłem. Wszyscy trzej
szli od samego rana do wieczora i byli bardzo głodni. Aż tu w kie­
szeni znalazł św. Paweł kawałek suchego chleba, cofnął się wtedy,
szedł z tyłu za Panem Jozusem, taj cichaczem włożył kawałek
chleba do gęby (huby). Pan Jezus to widział, chociaż się nie pa­
trzył i zapytał św. Pawła, a ten nie mógł zaraz odpowiedzieć, bo
miał gębę zatkaną Chlebem, musiał więc chleb wypluć, tak było
kilka razy. Zaraz z tego wyplutego chleba z gęby powstały grzyby,
inaczej huby. Został jednak Pawłowi jeszcze kawałek owego su­
chego chleba i już go niósł do gęby. W tern Pan Jezus obrócił
się, a Paweł zląkł się bardzo i rzucił chlebem, ale jakoś tak nie­
szczęśliwie, że skaleczył Panu Jezusowi rękę i wyszła kropla krwi
i spadła na chleb. Zląkł się św. Paweł, ale Pan Jezus rzekł:
„Z tego chleba i krwi mojej będzie najsłodszy pokarm dla czło­
wieka“. I zaraz ów chleb przemienił się w plastr miodu. Zarazem
stworzył Pan Jezus pszczoły i kazał im miód robić. Dyabeł śledził
Pana Jezusa na każdym kroku, pokosztował miód i aż się zapo­
mniał, że miód taki dobry. Chciał i on coś podobnego zrobić. Tak
majstrował przez kilka dni i wymajstrował osę, ale osa nie chciała
miodu robić. Rozłościł się tedy i rozerwał osę na pół. Ale wnet
przyszła mu złośliwa myśl do głowy: „Wprawdzie osa miodu nie
robi, ale za to niech dobrze ludzi kąsa“, i zlepił oba kawałki osy.
Dlatego też to osa jest w połowie jakby przewiązana.
(Powiastkę tę słyszałem opowiadaną po rusku).
18. Zagadka.
Jechał raz cesarz drogą i zobaczył człowieka, co siedział nad
rowem i płakał. Zatrzymał się cesarz i pyta: „Czego plączesz?“
„A jakżesz nie mam płakać, kiedy żaden z moich trzech synów
nie udał mi się, jeden z nich jest złodziejem, drugi rozbójnikiem,
a trzeci dziadem, u mnie zaś na dachu śnieg, a we młynie nie
mam ani jednego kamienia“. „Nie rozumiem ciebie“ rzekł cesarz.
„A no“ odpowiedział ów człowiek: „jeden z mych synów jest adwo­
katem, drugi doktorem, a trzeci nauczycielem, włosy mi pobielały,
a w gębie nie mam ani jednego zęba“.
19. Kobiety, którym dziecko umarło, nie ważą się jeść przed
świętem Matki Boskiej Jagodnej (2. lipca) żadnych jagód. Zapy­
tane o przyczynę odpowiedziały mi: „W dzień Matki Boskiej Ja­
godnej rozdaje Najświętsza Panna dzieciom będącym w raju ja­
gody. Wszystkie dzieci dostają jagody, z wyjątkiem tych, których

— 74
matka na tym świeci już je kosztowała. Do takich mówi Matka
Boska: „Były dla ciebie jagody, ałe je twoja matusia, zjadła .
Z tego samego powodu przed Spasem (18. sierpnia) nie jedzą ko­
biety jabłek i gruszek. I to nie tylko kobiety wiejskie, ałe nawet
wykształcone i inteligentne panie, trzymają się tego zwyczaju.
20.

0 sierocie.

Pewnej sierocie umarła matka. Ojciec ożenił się z drugą żoną.
Macocha miała swoją córkę, a sierotę biła, jeść nie dawała, nakoniec
zdarła z niej ubranie i wśród zimy na dwór wypędziła. Idzie bie­
dna sierota a płacze i płacze, tak zaszła do lasu. Lecz Matka
Boska słyszała płacz biednej sieroty, nakarmiła ją, dała jej dużo
jabłek i gruszek, koszulinę białą, niebieską sukienkę, chuścinę na
głowę i buciki. Sierota wróciła do domu. Ałe zazdrośna macocha
odebrała jej jabłka i gruszki, zdarła z niej ubranie i znów, nagą na
dwór wypędziła. Sierota poszła do lasu i zaczęła płakać. Matka
Boska usłyszała, zaraz się jej zjawiła i dała jej jeszcze piękniejsze
ubranie i jeszcze więcej gruszek i jabłek. Sierota poszła do domu.
Niedobra macocha znów jej wszystko odebrała, wybiła i wypędziła.
Idzie biedna sierota do lasu i płacze. Macocha i ojciec wyszli ci­
chaczem za nią, aby widzieć, gdzie ona pójdzie. Sierota zaszła ao
lasu, a Matka Boska pokazała się jej w całej jasności i mówi: „Kiedy
macocha twoja taka niedobra, a ojciec niedbały, przeto me będziesz
im już zawadzać, lecz wezmę cię do siebie.“ Macocha i ojciec wi­
dzieli Matkę Boską, jak im palcem pogroziła, a gdy zniknęła, poszli
z wielkim strachem w to miejsce i zobaczyli martwe ciało sieroty
i wielki zapach w łesie. Sierotę wzięli do domu i pochowali ją
bardzo ładnie.
21. Przebiegła macocha.

Pewna macocha miała dwoje pasierbów i jedno swoje własne
dziecko, a chcąc się pokazać, jaka ona dobra dla pasierbów, upiekła
dwa ¡kołacze i dała je pasierbom, a swemu dziecku nic me dała.
Ale dając im te kołacze, rzekła do nich: „Widzicie, jak ja was ko­
cham, nawet lepiej, niżeli swoje własne dziecko, bo wam dałam
po kołaczu, a swemu nic, dajcież tedy po połowie memu dziecku“.
Posłuszne pasierby podzieliły się po połowie i zostało im po połowce,
a dziecko macochy miało dwie połówki, to jest cały kołacz.
22. Jak baba skargę pisała.

Pewna baba zasadziła trzy grządki kapusty, aż raz przyszła
pańska krowa i wszystką kapustę zjadła. Baba wysłała swego
chłopa do pana, by za kapustę zapłacił. Chłop poszedł do dworu,

— /o —
ale jakoś tak się niegrzecznie znalazł, że pan się rozgniewał i kazał
mu dać dziesięć kijów na ławie. Przyszedł chłop do domu i po­
wiedział, co go spotkało. Baba tedy mówi: „Jeżeli tak, to ja napiszę skargę do króla, a ten nas sprawiedliwie rozsądzi“. Ba, ale
baba pisać nie umiała. Poszła jednak do miasta, kupiła papieru
i ołówek. Chłop zastrugał ołówek ośniakiem, a baba wzięła się do
pisania. Namalowała najpierw trzy grządki kapusty, koło kapusty
krowę z rogami, pod spodem namalowała ławkę, a na niej chłopa
i dziesięć kresek. Z tym papierem kazała chłopu iść prosto do
króla. Idzie tedy chłop, a droga wypadała przez wielki las. W środku
lasu zobaczył chłop jakiegoś pana i mówi: „Pochwalony Jezus
Chrystus“. „Na wieki wieków Amen“ mówi pan i pyta: „A gdzie
to idziecie człecze?“ „Do króla.“ „A po co?“ „Ze skargą na pana.“
„A cóż to za skarga?“ Chłop wyciągnął z za pazuchy papier, cały
pomnięty i posmarowany i pokazuje panu. Pan zobaczywszy jakieś
smarowidło i kulasy, pyta: „Cóż to ma. znaczyć?“ Chłop tedy mówi,
że tę skargę pisała jego baba i tłómaczy: „To są trzy grządki ka­
pusty r a tu jest pańska krowa, co mi kapustę zjadła, a ten na tej
ławce, to ja sam, a te kreski to są batogi, co ja dostał“. I opo­
wiedział panu całą sprawę. „No, no“, mówi pan, „idź do króla,
a on ci da sprawiedliwy wyrok“. Chłop poszedł, nie wiedząc o tem,
że to był sam król, co właśnie w tym lesie polował, a nazywał się
Jan. Na drugi dzień król siedział na tronie, a koło niego dwunastu
panów. Chłop króla nie poznał, bo król miał na głowie złotą ko­
ronę, żółte buty z ostrogami i czerwony płaszcz, dał chłop swoją
skargę pierwszemu panu, ten popatrzył na papier, chciał go wy­
pędzić, ale król kazał sobie ową skargę podać. Tedy pan podał tę
skargę drugiemu panu, ten trzeciemu, aż dwunasty dopiero oddał
ją królowi. Wszyscy na skargę patrzyli, lecz żaden nie wiedział,
co to ma znaczyć. Król zawołał chłopa do siebie i mówi: „Tyś
miał trzy grządki kapusty“. „Tak najjaśniejszy królu“. „Pańska
krowa zjadła ci ją“. „Tak najjaśniejszy królu“. „Tyś poszedł do
pana i dostałeś dziesięć batogów“. „Tak najjaśniejszy królu“. „Otóż“
mówd król, „wracaj do domu, weź swoją babę i dzieci i przyjdź
do mnie, dostaniesz chałupę, grunt, krowę i dziesięć dukatów,
a z twoim panem to ja się sam rozmówię“. Ucieszony chłop wrócił
do domu i mówi: „No, jaki to mądry król, umiał moją skargę
przeczytać, a ci panowie tylko gębę rozdziawili. Nie wiedzieć, na
co to król koło siebie żywi, kiedy oni czytać nie umieją“.
23. Opowiadanie starego żołnierza o cesarzu Józefie.

Był raz jeden niedobry kapitan, co za najmniejszą rzecz kazał
żołnierzom sypać kije. W tym samym batalionie służył już kilka

— 76 —
lat stary żołnierz nazwiskiem Jordan. Trafiło się raz, że żołnierze
wyfasowali z magazynu nowe kabaty, a Jordanowi dostał się kabat
bez jednego guzika. Jordan zameldował się u kapitana, że u ka­
bata brakuje jeden guzik. „Jak nie ma, to sy kup“, krzyknął ka­
pitan. Ale żołnierzowi za swoich pięć krajcarów trudno było guzik
kupić. Gdy na drugi dzień zameldował się żołnierz do raportu bez
guzika, kazał mu kapitan dać 10 kijów. Ale to nie pomogło, bo
żołnierz mówił, że jemu się należy kabat z guzikiem, bo cesarz
każę wszystkie guziki do kabatów przyszywać, I znów przyszedł
do raportu bez guzika. Tedy kapitan kazał dać żołnierzowi aż 50
kijów. Tego jednak było już Jordanowi za dużo. Nie mówiąc nic
nikomu, zebrał się wieczorem, przypasał szablę i poszedł prosto
piechotą aż do Wiednia ze skargą na niedobrego kapitana. Droga
prowadziła przez wielki las. Żołnierz był już kilka dni w marszu
znużony i głodny, aż tu w środku lasu zobaczył jakiegoś młodego
Strzelca w zielonem ubraniu. Żołnierz pozdrowił go, ten mu od­
powiedział grzecznie i tak zaczęli ze sobą rozmawiać: „Co ty tu
sam jeden w tym łesie robisz ?“ zapytał Strzelca żołnierz, a strzelec
odpowiada: „Cesarz w tym lesie polował, ja należałem do jego
świty, lecz zapędziłem się sam jeden w las, zabłądziłem i nie wiem,
gdzie jestem“. „A to dobrze, pójdziemy razem we dwóch, będzie
nam weselej“. W drodze opowiedział żołnierz strzelcowi swoją
sprawę i mówił, że idzie do cesarza na skargę. „No to dobrze“,
mówi strzelec, „ja znam cesarza i ułatwię ci przystęp do niego,
mieszkam bowiem w samym pałacu“. Nie wiedział żołnierz, że to
był sam cesarz Józef. Tymczasem poczęło się zmierzchać. Cesarz
miał w blaszanej flaszce wódkę, dał ją żołnierzowi, ten ją wypił
i tak szli dalej. Tymczasem już i noc zapadała, a tu nic nie wi­
dać. Aż raptem zobaczyli światełko, zbliżyli się ku niemu i zoba­
czyli chatę Weszli do środka i zastali tam starą babę, co w wielkim
kotle jeść gotowała. Podróżni posiadali na ławce i prosili o nocleg.
Baba popatrzyła na nich z podełba i zapytała: „Dobrze, a macie
pieniądze?“ „Mamy“, rzekł strzelec. W tern weszła do izby młoda
może piętnastoletnia dziewczyna, a baba mówi do niej: „Kaśka,
daj miskę, trzeba panom dać jeść“. Kaśka przyniosła miskę, baba
nakładła tam warzochą mamałygi, pomaściła słoniną i dała im jeść.
Żołnierz zaraz wziął się do jedzenia, lecz strzelcowi jakoś to nie
smakowało. „Panicz“ pomyślał sobie żołnierz i zerknął na dziew­
czynę, bo mu się bardzo podobała. Ale i dziewczynie żołnierz się
podobał, bo był przystojny, a wąsy miał od ucha aż do ucha. Zbli­
żyła się więc do żołnierza i szepnęła: „Uciekajcie stąd, bo tu mie­
szkają zbójcy i dla nich to gotujemy wieczerzę“. „A ilu ich tu

— 77 —
jest?“ „Dwunastu“, mówi dziewczyna. Obaj tedy zmieszali się
bardzo, lecz uciekać nie mogli, bo nie wiedzieli nawet, gdzie się
znajdują. Wyszedł żołnierz za chatę i zobaczył toczydło, kazał
strzelcowi toczydłem obracać, a sam wyostrzył sobie szablę, jak
brzytwę. Ale strzelec cały dzień błąkał się bez pożywienia, do
czego nie był przyzwyczajony, oświadczył, że bić się nie będzie,
bo chory. „To idź się połóż“, mówi żołnierz, „a jakoś to będzie“.
Strzelec się położył. Jakoś około jedenastej godziny w nocy przyszli
zbójcy. Było ich dwunastu. Straszni, rozczochrani z nożami za
pasem. Przy wstępie zaraz zapytali: „Ktoś ty?“ „Tosamo co i wy“.
„A tamten?“ „I on chce być tymsamym, ale teraz chory, bośmy
zrobili kawał drogi, idziemy aż z Polski“. „No to dobrze, siadaj
z nami“. Żołnierz siadł i zaczęli wszyscy jeść i pić, a wódki, wina,
mięsa było podostatkiem. Podczas kolacyi każdy z nich chwalił
się co umie, a żołnierz wtedy wstał i zapytał: „A który z was po­
trafi taką sztukę, że wypije cały kocieł gorącej wódki?“ A gdy
nikt się nie odzywał, rzekł żołnierz: „Ja to potrafię“. „Zgoda“,
wrzasnęli zbóje. Nastawili duży baniak z wódką, podłożyli ognia
i czekali, aż wódka zakipi. Wtedy żołnierz ów baniak za obydwa
ucha podniósł do góry, stanął przy stole i zawołał: „Na zdrowie
wasze!“ A zbóje siedząc w koło wybałuszyli na niego oczy. Aż
ten jednak chluśnie wódką między nich, tak im wszystkim ślepaki
zalał. Ej jak porwie wtedy swoją szablę, jak zacznie rębać, to za
małą chwilę wszystkim łby poucinał. Baba ze strachu uciekła, zato
Kaśka była uradowaną. Nad ranem poszli obaj podróżni dalej,
z Kaśką się pożegnali, a żołnierz ją prosił, by na niego zaczekała,
gdy będzie wracać od cesarza. Nad wieczorem byli już niedaleko
Wiednia, lecz tu ów strzelec gdzieś żołnierzowi znikł. „Niech sobie
idzie“, pomyślał żołnierz i machnął ręką.
Na drugi dzień skoro świt, oczyścił sobie żołnierz swój kabat
bez guzika i idzie prosto do cesarskiego zamku. Nad bramą był
orzeł cesarski, zaś obok bramy stali żołnierze na warcie. Jordan
myślał, iż go żołnierze tam nie puszczą, lecz ci ujrzawszy go spre­
zentowali broń i krzyknęli: „Gweraus!“ Jordan myślał, że za nim
idzie jaki generał i oglądnął się, ale nikogo nie widział i pomyślał:
„Kiej tam sto d.yabłów, a tu co za moda, by przed gemajnem
gweraus krzyczeć“. Nie wiedział o tern, że tu w zamku już go
czekali, a żołnierze mieli rozkaz, że jak zobaczą żołnierza bez gu­
zika, aby gweraus krzyczeli, jakby przed jakim generałem. Przy
drugiej bramie już zdaleka czekali żołnierze i także prezentowali
broń, to samo i przy trzeciej. W sieniach pałacu cesarskiego wy­
szedł oficer i bardzo grzecznie zaprowadził go do sali, gdzie siedział

78 —
sam cesarz na tronie. Na głowie miał złotą koronę, a był ubrany
w złocisty płaszcz, tak, że go żołnierz nie poznał. Żołnierz ukłąkł
na jedno kolano, a potem wstał i opowiedział mu swoją sprawę
z guzikiem. Cesarz wysłuchawszy do końca odrzekł: „No to wszystko
bardzo pięknie, ale mój kochany, tu przyszła na ciebie skarga, żeś
ty z moim dworzaninem nie bardzo pięknie się obchodził, kazałeś
mu nawet toczydło obracać“. Żołnierz się zmieszał z początku, ale
zaraz pomiarkował, że go ów strzelec nie słusznie skarżył, więc
mówi: „Prawda najjaśniejszy panie, żem mu kazał korbą kręcić,
ale dlaczego nie powiedział on tego, na co ja swoją i jego szablę
ostrzył, czemu to nie przyznał się, że ze strachu przed zbójcami
zachorował?“ Cesarz uśmiechnął się, wstał z tronu i rzekł: „Pójdę
ja go zawołać, a tedy dowiemy się prawdy“, i wyszedł. — Czeka
żołnierz jakiś czas, aż tu wchodzi do komnaty znajomy mu strzelec,
a żołnierz mówi do niego: „Hej ty, coś ty tam przed najjaśniejszym
panem na mnie nabrechał“. W tern poznał, że to sam cesarz
i pierwszy raz w swem życiu zląkł się. Ale cesarz poklepał go po
plecach i mówi: „No, no, nie bój się, ale chodź ze mną zjeść obiad,
a będzie nam weselej“. Żołnierz poszedł. Zaraz w drugiej kom­
nacie stał wielki stół, a na nim przeróżne rzeczy do jedzenia i do
picia, a wszystkie takie dobre i smaczne, że nie dziwota, że cesarz
w jaskini zbójców nie chciał jeść mamałygi ze słoniną. Obok stołu
stali oficerowie i generałowie. Cesarz nalał kieliszek i mówi:
„Niech żyje fraiter Jordan !“ i szturknął się z nim kielichem. Gdy
wypili i przekąsili, znów podniósł cesarz kielich i mówi: „Niech
żyje kapral Jordan!“ Potem znów zawołał cesarz: „Niech żyje
firer Jordan!“ a w końcu znów: „Niech żyje feldfebel Jordan!“
i znów szturknęli się kielichem. Myśli sobie żołnierz : „A to dobrze,
byłem prostym gemajnem, a tu już jestem feldfeblem, ciekawym,
co powie na to mój kapitan“. W tern podnosi cesarz znów kielich
i mówi: „Niech żyje lajtenant Jordan!“ Na te słowa porwali się
wszyscy oficerowie i generałowie, podnieśli swoje kielichy, szturknęli
się z nim także, uściskali go jak swego kolegę i zasiedli do obiadu.
Cesarz podnosi znów kielich i mówi: „Niech żyje oberlajtnant
Jordan!" a potem znów: „Niech żyje kapitan Jordan!“ Objad
zbliżał się do końca, a cesarz zawołał: „Niech żyje major Jordan!“
a potem: „Niech żyje oberst Jordan!“ Aż nareszcie przy samym
końcu zawołał cesarz: „Niech żyje generał Jordan!“ Wtedy przyszli
wszyscy generałowie, szturknęli się z nim znowu i życzyli szczęścia.
Zaraz przyniosła służba generalskie ubranie, co już było przygoto­
wane i żołnierz musiał się natychmiast w nie ubrać.

— 79 —
Drugiego dnia dostał dużo pieniędzy na drogę, kompanię
wojska i wracał do domu, by objąć komendę nad wojskiem,
w którem służył, jako prosty żołnierz. Po drodze wstąpił do owej
zbójeckiej gospody i zabrał Kaśkę ze sobą. Gdy przyjechał na miej­
sce, kazał najpierw zawołać swego kapitana. Ten o niczem nie
wiedział, że Jordan już generałem, a odznaczył go w książce
wojskowej jako dezertera i gdyby go by ii złapali, dostałby kulą
w łeb. — Kapitan wszedł i poznał Jordana, lecz nim wyszedł
z podziwu, kazał go Jordan położyć na ławę i oddać wszystkie
kije otrzymane od niego naraz, było ich cała kopa. Oj nie smako­
wało to kapitanowi. Potem go gdzieś przenieśli w świat za oczy,
gdzie go nikt nie znał. A dobrze mu tak, niech nie każę bić bie­
dnych żołnierzy. Potem generał Jordan ożenił się z Kaśką, która
została panią generałową, —- taj koniec.
24. Bajka o zaklętym kruku.
Pewien ojciec miał dwoje dzieci, a że mu żona umarła, więc
ojciec ożenił się po raz drugi — i otrzymały dzieci macochę, która
ich biła i na każdym kroku przeklinała. Raz macocha rozgniewała
się, uderzyła chłopca kułakiem i zaklęła w niedobrą godzinę: „A bodajeś poleciał z czarnymi krukami“. W tej chwili chłopiec prze­
mienił się w kruka i wyleciał oknem prosto pomiędzy kruki.
Pozostała w domu jeszcze dziewczynka, miała ona zaledwie
dwanaście lat, kochała ona bardzo swego brata i radaby mu dopomódz, lecz nie wiedziała jak, dlatego często płakała, a łzy jej
przemieniały się w perły, z czego macocha wielką korzyść miała
i tern więcej biciem sierotę do płaczu pobudzała. Raz upiekła macocha
dwa bardzo dobre placki, dziewczynka wyszła cichaczem z chałupy
i poszła w świat. Tak szła przez cały dzień, aż nad wieczorem zna­
lazła się w bardzo ciemnym lesie i tu zabłądziła. Daremnie hukała
i nawoływała, nikt się nie odzywał, tylko jakieś dalekie wycie
wilków nakazywało jej, by była cicho. Strwożona przedzierała się
przez gąszcz leśny, gdy wtem zobaczyła maleńkie światełko, tak
szła do owego światełka, szła i szła, aż przyszła do chatki wybu­
dowanej wśród lasu. Chata była postawiona z równych, a nieociosanych pni dębowych. Dziewczyna zapukała do drzwi i wyszła ja­
kaś stara baba i wpuściła ją do chaty, nareszcie zapytała czego
chce. „Moja dobra kobiecino, bądźcie tak łaskawi i przenocujcie
mnie tu“, prosiła dziewczyna. Ale kobieta popatrzyła na dziewczynę
miłosiernem okiem i mówi: „Moje dziecko, czemu ty tu przycho­
dzisz i mnie o nocleg prosisz, jabym ciebie przenocowała, ale mój
syn jest bardzo niedobry, jak ciebie zobaczy, zaraz cię zje“. Ale dzie-

80

wczyna mówi: „Niech się dzieje wola Boża, gdzież pójdę moja
pani matko, zmiłujcie się nademną, a przynocujcie, gdzież pójdę
ja w nocy, gdzież się sierota podzieję i co ja tu zrobię w tak niebezpiecznem miejscu?“ Tedy stara kobieta wypytała ją, gdzie
i poco idzie, a nakoniec rzekła: „Dobrze, ja cię przenocuję, ale
muszę cię schować, ale gdzież cię schowam? Oto wleź w skrzynię,
a ja cię tam zamknę. Dziewczyna wlazła, a baba ją zamknęła.
Około północy przyszedł syn i zaczął się pytać: „Mamo,
mamo, hdeś tu hriszna dusza smerdyt’“. A matka mówi: „Synu
mój, tu nikt nie był, a choćby i był, to co ci z tego ?“ Zaczął tedy
syn szukać. Matka nie chcąc syna w gniew wprowadzić, opowie­
działa mu, że tu nocuje dziewczyna, co szuka swego brata, któ­
rego macocha w kruka zaklęła. Syn tedy kazał sobie pokazać tę
dziewczynę i stara musiała skrzynię otworzyć, a dziewczyna prze­
straszona musiała wyleźć. Chłop zrazu oblizał się, lecz gdy jej się
bliżej przypatrzył, rzekł: „E to macoszyne wychowanie, dlatego
to takie suche i za dobrą kurę nie warte, ale cóż robić, jak kury
nie ma. I już chciał jej koniec zrobić. Ale na dworze szumiał
Wiatr. Ten wszystko słyszał i ulitował się nad sierotą, przyniósł
kurę i to jeszcze oskubaną. Baba zgotowała kolacyę, a do rosołu
rzuciła pietruszkę i przona. Baba dała kolacyę synowi, a trochę
zostawiła dla siebie i dla dziewczyny. Na drugi dzień rano przy­
niósł Wiatr jeszcze jedną kurę na śniadanie. Gdy kura się goto­
wała, wyszedł Wiatr na dwór i świsnął tak mocno, że z drzew
liście opadły, a niektóre nawet połamały się. O sto mil od tego
miejsca siedział na jaworze czarny król kruków. Ten usłyszał ów
świst przeraźliwy i poznał, że go Wiatr do siebie woła, poleciał
zaraz w tamtą stronę, stanął przed wiatrem i zapytał, czego żąda.
Wiatr tedy mówi: „Czy wiesz, gdzie mieszka w twoim królestwie
kruk, co powstał z człowieka?“ „Na razie o tern jeszcze nie wiem,
lecz zaraz będę wiedział“, rzekł kruk i wyleciał na najwyższy ja­
wor w lesie, tam gdzie miał sweje królewskie gniazdo i kraknął
po trzy razy na wszystkie cztery strony świata. I zaczęły się zla­
tywać kruki, chmara za chmarami ze wszystkich stron świata,
a król kruków usiadłszy na samym wierzchołku jaworu, zapytał:
„Czy wie który z was o takim kruku, co pochodzi z człowieka?“
Lecz żaden tego nie wiedział. Aż tu leci stary, krzywy kruk i mówi:
„Znam takiego kruka, lecz on nie mieszka między nami, ale heń
daleko, daleko stąd, na szklanej górze“.
Tedy wszystkie kruki rozleciały się na wszystkie cztery
strony świata, a Wiatr wrócił do izby i zaczekał, aż dziewczyna
zje śniadanie z ugotowanej kury. Potem wziął Wiatr dziewczynę

— 81 na swe plecy; zaszumiał straszliwie i stanął z dziewczyną w po­
łowie szklanej góry. Gdy się wysapał, rzekł do niej : „Tu na tej
wysokości siła moja słabnie, bo tu coraz bliżej słońca i coraz wię­
ksze gorąco, a góra ślizka, że bez mojej pomocy nie wyleziesz,
lecz ja zabrałem ze sobą pióra z owych kur, bierz je i kładź na
każdym kroku po jednem piórku, a ja ci dopomogę, że wyleziemy
na górę. Tedy dziewczyna rzucała pod nogi po jednem piórku
i szła coraz wyżej, a gdy jej piór nie stało, zawołała: „Wiatrońku,
Wiatrońku, dopomagaj, bo ja sama nie dam rady. Tedy Wiatr,
co przez ten czas wypoczął, zebrał wszystkie siły i dopomógł jej
wyleźć na górę. Tam stanęli koło chaty zaklętego kruka. Gdy we­
szła do chaty, nie zastała go w domu, bo poleciał na pole zbierać
kłosy do jedzenia, bo on biedaczek, chociaż był krukiem, nie
mógł jeść ścierwa i innych kruczych przysmaków. W chacie był
wielki nieporządek, izba niezamieciona, piec niepobielony, a w cha­
cie zimno. Wiatr ją pożegnał i tak prędko zleciał na szumy i lasy,
że nie miała mu nawet czasu podziękować. Ona tymczasem zapa­
liła w piecu, nastawiła garnuszek, zgotowała herbatę, nalała
w szklankę i nakryła plackiem z domu, a sama schowała się pod
łóżko. W południe przyleciał kruk i zadziwił się bardzo, kto mu
takie porządki w izbie porobił, ale gdy pokosztował placek mówi.
„Hm, hm, tu musi być ktoś z mojej rodziny, bo placek ten taki
smaczny, jak ten, co go macocha moja piekła w domu“. Siostra
już nie mogła dłużej wytrzymać z płaczu i wylazła z pod łóżka ta
mówi: „O mój bracie tać to ja“. Brat wyskoczył jej na ramię i po­
całował siostrę: „A skądżeś ty się tu wzięła ?“ pyta. Siostra opo­
wiedziała, jak ją Wiatr przyniósł do tej chaty, jak ona tu w cha­
cie porządki porobiła, a potem zapytała, czy wróci z nią do domu.
Brat jednak smutnie głową pokiwał i mówi, że nie może wrócić
i zostanie krukiem aż do śmierci, lecz potem dodał. „Lecz ty je­
żeli zechcesz, możesz mnie z tej niewoli wykupić, ale tylko tym
sposobem, gdybyś chciała być 7 lat, 7 miesięcy, 7 dni i 7 godzin
niemą“. Siostra chętnie na to się zgodziła.
Kruk tedy zniósł ją na dół i pożegnali się. Zaszła ona do
królewskiego ogrodu, usiadła sobie pod krzakiem i rwała porzeczki.
Nadszedł tą drogą młody królewicz i zobaczył prześliczną dzie­
wczynę. Zaczął do niej mówić, a ona nic, zaczął ją prosić, by
przemówiła, a ona nic. Poznał nareszcie, że dziewczyna jest niemą
Rozżalony poszedł do matki i rzekł: „Spotkałem w ogro zie prze
śliczną dziewczynę i bardzo ją sobie upodobałem, lecz na nieszczę
ście ona niema“. Wyszła matka królowa i także ją sobie spodobała
i chciała ją sobie wziąść za pokojowę. Ale królewicz odrzekł: „O me

— 82 —
matko, to być nie może, bo ona musi być moją żoną“. Matka je­
dnak na to pozwolić nie chciała i rzekła: „Mój synu, tobie nie ta­
kiej trzeba żony, ty możesz dostać pannę, co będzie miała złote
góry i kraj, na co tobie taka żona, co nic nie posiada, a do tego
niema“. Ale królewicz matki nie słuchał, tylko wziął dziewczynę
do swego pokoju i powiedział, że jak się z nią nie ożeni, to z ża­
dną inną żenić się nie będzie. Potem poszli do kościoła, wzięli
ślub i było już po wszystkiem. Matka królowa wprawdzie milczała,
lecz w duszy zaprzysięgła jej śmierć. Młodzi tymczasem żyli ze
sobą szczęśliwie. Matka tern więcej znienawidziła synowę, iż nie
mogła się z nią rozmówić.
Wtem wybuchła wojna. Królewicz, który już został królem,
musiał na nią jechać, by bronić kraju. Żona słaba została w domu
i urodziła bardzo ślicznego chłopczyka ze złotymi włosami. Świe­
kra tymczasem porozumiała się z akuszerką, chłopca ukradły i wy­
niosły pod szklaną górę, aby tam umarł z głodu. Kruk tymczasem
wziął chłopczyka do swej chaty i tam go wychowywał, aby siostrę
pocieszyć, zleciał do jej okna i opowiedział jej rzecz całą. Właśnie
pod ten czas miała suka psiętaijedno podrzucili synowej, a stara
królowa napisała do syna: „Twoja żona urodziła pieska; co z nim
zrobić?“ Młody król zaraz zmiarkował, że to jakieś podejście, od­
pisał więc: „Żonę pozdrówcie odemnie, a psa chowajcie, będzie
domu pilnował“. W parę miesięcy wrócił król do domu, bo już
było po wojnie. Wyszła żona naprzeciw niego i chciała się poskar­
żyć, ale gdy sobie wspomniała swego biednego brata, tylko się
rozpłakała przed swoim mężem. Zobaczył król psa i tylko się ro­
ześmiał, że go chciano wywieść w pole, lecz o dziecku nic się nie
mógł dowiedzieć.
Jakoś za rok pojechał król na polowanie, a żona została
w domu i urodziła córeczkę ze złotymi włosami. Niedobra świekra
wraz z akuszerką skradły córeczkę i wyniosły pod szklaną górę,
aby tam umarła z głodu, a chorej podłożyli kocię. Kruk tymcza­
sem pilnował, porwał dziewczynkę, zaniósł na szklaną górę, gdzie
chowała się razem z braciszkiem. Stara królowa tymczasem napi­
sała do syna, że synowa urodziła kocię. Król dobrze wiedział o po­
dejściu matki, więc chociaż się bardzo zmartwił i rozgniewał na
matkę, lecz zmilczał i napisał: „Niech się chowa, będzie łapał
myszy i szczury“. Synowa o wszystkiem wiedziała, bo ją kruk
uwiadomił, że dzieci się zdrowo chowają, lecz jeszcze musiała mil­
czeć. Król przyjechał, popatrzał na kota, uśmiechnął się, lecz nic
nie mówił, bo się prawdy nie mógł dowiedzieć.

— 83 —
Znów za rok pojechał król na bal, aż do innego króla i nie
było go dłuższy czas w domu. Żona tymczasem urodziła znów
bardzo ładnego chłopczyka ze złotymi włosami. Niedobre baby znów
chłopczyka skradły i porzuciły pod szklaną górę, abv tam umarł
z głodu, ale kruk go porwał i chował ze starszym braciszkiem
i siostrzyczką. Matka tymczasem napisała do syna, że żona jego
urodziła szczura. List przyszedł właśnie podczas balu. Król się za­
wstydził i nic nie odpisał. Posłowie wrócili do domu bez listu.
Stara królowa ucieszyła się bardzo, że dokazała swego, myśląc, że
syn dlatego nie wydał na synowę wyroku śmierci, bo mu nie wy­
padało w obcem miejscu żonę na śmierć skazywać. Kazała więc
synowę ściąć. Ubrali ją więc w białą suknię i wyprowadzili na
obszerny plac. Wtem spostrzeżono zdaleka, że król jedzie, a z dru­
giej strony zobaczyli pana bogato ubranego, co siedział na cudo­
wnym koniu i trzymał przed sobą dwóch chłopczyków i dziewczynkę
ze złotymi włosami. Przyjechawszy przed młodą królowę, zawołał
wesoło: „Siostro, otóż jestem wybawiony i przywiozłem ci twoje
dzieci“. Na to nadjechał król, a dowiedziawszy się o wszystkiem,
sam nie wiedział, czy ma się najpierw cieszyć czy gniewać. U sta­
rej królowej tymczasem żółć pękła ze złości i na miejscu umarłaKról tymczasem kazał sprowadzić cztery konie i akuszerkę
kazał im do ogonów przywiązać i roznieść po polu.
Potem oboje t. j. król i królowa usiedli do powozu, a do dru­
giego siadł brat z dziećmi i pojechali do pałacu, tam się cieszyli,
jedli i pili i żyli, żyli, żyli aż do samej śmierci.
(Spisano według opowiadania Anny Grochali z Ostrowa).
25. 0 dwóch chłopaczkach (z pod Leżajska).
Pewien pan miał trzy służące, ale że był kawalerem, więc
się zalecał do bogatej panny. Gdy się o tern służące dowiedziały,
tak ze sobą rozmawiały: „Gdyby się pan ze mną ożenił, tobym
mu jednem polanem całą czeladź obgotowała“, mówiła najstarsza.
„A jabym mu jedną nitką całą czeladź obszyła“, mówiła średnia.
Zaś najmłodsza i najładniejsza mówiła: „Gdyby mnie pan wziął
za żonę, tobym mu urodziła dwóch ślicznych chłopaków ze złotemi główkami i niebieskiemi oczkami“.
Usłyszał pan tę rozmowę i ożenił się z tą, co mówiła, że
urodzi mu dwóch chłopaczków ze złotemi główkami i niebieskiemi
oczkami“. Średnia t. j. ta co mówiła, że obszyje całą czeladź je­
dną nitką, była bardzo zazdrośną i gdy żona urodziła panu dwóch
chłopaczków ze złotemi główkami i niebieskiemi oczami, ukradła
ich cichaczem, bo pana nie było w domu, a podłożyła swej pani
6*

84 —
dwa pieski, które suka właśnie zrzuciła. Chłopców zakopała przy
bramie, jednego po jednej, drugiego po drugiej stronie i napisała
do pana, że żona urodziła dwa pieski. Pan się rozgniewał i kazał
swoją żonę żywcem zamurować i zostawić jej mały otwór, którym
podawano nieszczęśliwej pani codzień kawał chleba i dzbanek
z wodą, a z niesprawiedliwą służącą żył pan na wiarę.
Tymczasem na wiosnę wyrosły pod bramą z tych dwóch
chłopaczków dwa nadzwyczaj piękne jawory i pan poszedł ze swoją
służącą, aby te jawory oglądnąć. Zobaczyły to jawory i zaczęły
wołać za służącą: „Ty suko, ty padlico, to z ojcem naszym na
wiarę żyjesz, a matka nasza w murach bieduje, a niedoczekanie
twoje“. Tak trzy razy za nią zawołały. Pańska kochanka aż roz­
chorowała się, a pan się nad nią użalił i chciał sprowadzić worożbita. Ale ona mówi: „Zetniej tylko te dwa jawory i spal, a za­
raz będzie mi lepiej“. Pan kazał jawory ściąć i spalić, a kochanka
pańska wyzdrowiała.
Przyszła owca i zjadła jeden węglik. Z tego węgła urodziła
owca dwa baranki ze złotą wełną, a pan bardzo się cieszył tymi
barankami, wrócił do domu i powiedział kochance, że mu się uro­
dziły dwa baranki ze złotą wełną. Ta poszła popatrzeć się na te
baranki, lecz zaledwie popatrzyła na ich głowy, zlękła się bardzo,
bo baranek jeden mówi: „Boisz się ty suko, ty padlico, ty co z oj­
cem naszym na wiarę żyjesz, a matka nasza w murach bieduje,
a niedoczekanie twoje“. Tedy kochanka pańska zachorowała, pan
chciał posłać po woróżbita, bo się nad nią rozżalił, ale ona mówi:
„Każ zabić te dwa baranki i rzucić do wody, a ja wyzdrowieję“.
Pan kazał baranki porąbać i rzucić do wody.
Poszła ryba i zjadła jeden kawałeczek z baranka i urodziła
dwie złote rybki. Jakaś baba przyszła chusty prać i złapała owe
dwie złote rybki do konewki, przyniosła do domu i wylała tę wodę
do niecek. Aż tu z tych rybek zrobiły się dwa prześliczne chłopcy
ze złotemi główkami i niebieskiemi oczami. Baba się ucieszyła,
chłopców wykarmiła, a gdy podrośli, dała icb uczyć na krawców.
Tak byli ciekawi, że za rok byli najlepszymi krawcami w całej
okolicy.
Dowiedział się pan, że u baby są najlepsi krawcy w okolicy,
chciał więc swoją czeladź obszyć, zawołał ich więc do swego
dworu. Chłopcy przyszli i wzięli się zaraz do roboty. Wieczór
przyszedł do nich pan, bardzo mu się chłopcy podobali i zapytał,
czy umieją mówić bajki. „My umiemy tylko jedną bajkę“, powie­
dzieli chłopcy. „Mówcie, a ja będę słuchał“. Tedy oni opowiedzieli
mu, że był pewien pan, co miał trzy służące; jak te służące ze

— 85 —
sobą rozmawiały; jak pan się ożenił z tą, co obiecała urodzić
dwóch chłopaczków ze złotemi główkami i niebieskiemi oczami;
jak się te chłopcy urodzili, jak niedobra druga służąca zakopała
je pod bramą, jak z nich jawory wyrosły, jak jawory wołały, jak
ich ścięto, jak owca węgiel zjadła i urodziła dwa baranki ze złotą
wełną; jak ich kochanka pańska poszła oglądać, co baranek mó­
wił, jak baranki pozabijano, jak rybka zjadła kawałek baranka
i urodziła dwie rybki, jak baba rybki te zobaczyła, wzięła do
domu, jak w nieckach z rybek tych porobiły się chłopcy ze zło­
temi główkami i niebieskiemi oczami, jak ich baba wykarmiła,
wychowała i kazała wyuczyć na krawców. Dalej opowiedzieli, jak
ich biedna matka w murach zamurowana siedzi, jak ją żywią
chlebem i wodą. Nakonieć powiedzieli, jak pan tych krawców za­
wołał do domu, by czeladź obszyli, choć kochanka pańska obie­
cywała całą czeladź jedną nitką obszyć, ale tego nie potrafi dokazać
Pan słuchał zdziwiony, odstąpił trzy kroki w tył i zawołał:
„Dla Boga, kto wy jesteście?“ A oni zdjęli ubranie z głowy i rzekli: „My twoi synowie, a tyś nasz ojciec, a matka nasza w mu­
rach bieduje“. Ojciec kazał żonę odmurować, chłopców przygarnął
do siebie a kochankę, która mu tyle przykrości zrobiła, złapać
i zamurować. Ale ta widząc, na co się zanosi, uciekła w nocy
z domu, wtem wpadła do rzeki i utonęła. A pan z panią i z sy­
nami żyli szczęśliwi.
26. Jechał żyd drogą z Sokala do Ostrowa, po drodze spo­
strzegł cielę. Cielę wyskoczyło na żydowski wóz, a konie raptem
stanęły: „A wio a wio!“ krzyczy żyd, lecz konie nie mogły z miej­
sca ruszyć. Żyd pomiarkował, że to nie cielę, ale dyabeł, chciał
się przeżegnać, ale nie umiał. Wziął tedy słomkę, rozłamał na dwa
kawałeczki i zrobił krzyżyk, obrócił się do cielęcia, pokazał mu
krzyżyk i zapytał: „Czy wiesz, co to za znak’ A cielę jak nie
skoczy, aż wicher za nim powiał.
, .
Żyd pojechał dalej, aż do Ostrowa i tu w kościele ochrzcił
się. Ożenił się potem z wiejską dziewczyną. Potomkowie jego żyją
dotychczas w Ostrowie, nazywają się Sztrekiery.
Antoni Siewiński.

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.