80c9127c93ae399667bed930b2d9ae64.pdf
Media
Part of Opis wesela serbskiego / Lud, 1903, t. 9
- extracted text
-
— 31
POLICYANT bije go basiorem:
— Ja się cie szelmo, żydzie, żydzie o to nie pytam, tylko dawaj
sukna na mundury, bo jak nie, to będę szukał do rajtury skóry!
ŻYD: Sprzedam ci go z łokciem suknem na krótki śpencerek!
POLICY ANT bije basiorem:
— My w spencerach nie chodzimy, tego sukna jest za mało,
trzeba i na spodnie.
ŻYD, mając worek na plecach, tańczy i śpiewa:
I sprzedam ci go z łokciem suknem na zbyt cerwonego,
Bo ja kocham bardzo ludzi polskie wojskowego.
ŻYD idzie do kąta i mruczy: Polski wojski dobrzy ludzi, sami
zlodzieji!
GÓRAL: Jń wam tez tu jeszcze państwo opowiem, opowiem
o betlejemskiej sopce. Niedaleko tego miasta, kak se pńsńł owce,
pilnowałem na kosńzu siano, a tu wej (rękami wskazuje) po psed
moje ocy z nieba światło się tocy. I wsystko sie to ładnie bawiło,
ino sie to zydzisko z policyjanem wadziło.
GÓRAL szturka żyda kijem a żyd go workiem.
ŻYD: Aj waj, aj waj! Drab, policyjan, kazuje śnupać tabacki,
a ja ni mam, możebyście ta dali grajcar na tabacki!
ŻYD obchodzi przysłuchujących się i odbiera datki. Podziękowanie za kolędę.
Józef Czop, szewski czeladnik w Suchej, opowiedział w r. 1901.
Szymon Gonet.
Opis wesela serbskiego.
Rękopis Biblioteki Ossolińskich nr. 3.312 zawiera tłómaczenia
pieśni serbskich, dokonane przez Stanisławę Królikowską Są to
trzy zeszyty razem, z których pierwszy i trzeci mieści przekłady
z „Lazńricy“ i ,,królewicza Marka“, jak również i pieśni świeckie,
zeszyt zaś drugi zawiera opis wesela serbskiego. W znanych mi
polskich przekładach serbskich pieśni — że tu przytoczę tylko Bro
dzińskiego, Zaleskiego a zwłaszcza Zmorskiego — podobnego opisu
32 —
ńie odnalazłem. Nie ma go również w innych zbiorach więcej zna
nych1), i to jest powodem ogłoszenia go obecnie.
A opis to nadzwyczaj barwny i charakterystyczny; tłómaczka
potrafiła wniknąć w rytm pieśni ludowej serbskiej, i jakkolwiek
nie zawsze całkiem wiernie z oryginałem, jednak w całym prawie
przekładzie udało się jej oddać znamienne cechy ludowej twór
czości Serbów. Pieśni serbskie bowiem nie jedną trudność dla tłómacza przedstawiają. Widać to z porównań wymienionych już prze
kładów, nie zawsze świetnych i wiernych, owszem nieraz daleko
od oryginału odbiegających i obcych rytmowi pieśni ludowej. Prze
kłady Stanisławy Królikowskiej wolne są od podobnych naleciałości.
Źródłem, z którego czerpała, był ten, z którego zbiorów prawie
jedynie w pierwszej połowie minionego stulecia cała Europa do
wiadywała się o narodowem życiu Serbów i ich twórczości rodzi
mej. Był to Wuk Stefanowicz Karadzić i jego „Srpske narodne
pjesme“2). Zbiór wielkiego Serba był wzorem, na którym swe
przekłady oparła. I tak zamieszczone tu śpiewy ludu serbskiego
przy obrzędzie wesela są przekładem pieśni 1, 6, 18, 21, 23, 27,
29, 34, 36, 39, 42, 55, 56, 57, 63, 76, 103 Z pierwszej księgi jego
pieśni świeckich.
Na zakończenie dodam, że o ile mi wiadomo, tą stroną twór
czości Serbów u nas do tej pory nie zajmowano się prawie zupeł
nie, mimo że dramatyczny charakter wesela serbskiego niejeden
mógł podać motyw do artystycznej poezyi. Nie zajmowała się tern
również i etnografia polska, jakkolwiek i tu jest wiele punktów
stycznych z weselnymi obrzędami ludu polskiego. W serbskiej na
tomiast literaturze opracowań artystycznych jest wiele, lecz nie
tutaj na to miejsce, ni pora.
Stanisław Kossowski.
Opis serbskiego wesela, jako główny zasób historyi obycza
jów ludowych, powinien być pożądany każdemu lubownikowi lu
dowych pieśni; opis połączonych tych uroczystości powinien być
właściwie szczególniejszą pobudką do poetycznych natchnień, gdyż
pojedyncze kawałki bez objaśnienia trudno mogą być zrozumiane
w takim zbiorze pieśni ludowych. Weselne ceremonie wszystkich
słowiańskich narodów są jedne z drugiemi bardzo spokrewnione*
*) Zbiór Czelakowskiego, Kollara, Szafarzyka, Herdera, Talvie i innych.
2) Wuk Stefanowicz Karadzić: Srpske narodne pjesme... 1841 r. kniga prwa
Pjesme swatowske.
— 33 —
Czysto narodowo oddają bardzo wyraźnie swoje wyobrażenie o mał
żeństwie i o stosunkach kobiet a cała różnica między południowopółnocnymi a wschodnio-zachodnimi obrzędami weselnymi Słowian
zasadza się na tern, że tu lub tam narzeczona więcej lub mniej
poniżoną bywa.
W krajach zachodnich zaś i między szczepami germańskimi,
przeciwnie dzień weselny jest dla narzeczonej dniem największej
czci, w którym do nowych godności podniesioną bywa, jako sa
moistna wstępuje w towarzystwo obywatelskie i z nowymi obo
wiązkami nowe prawa otrzymuje. Obrządek słowiański nadaje jej
nowy więcej ścieśniony zakres służebnictwa, w którym najmniej
szy cień tych nieprzyzwoitych ceremonii, bezwzględnie tylko dzi
kość obyczajów okazuje. Na przekór temu, delikatny i pokorny cha
rakter Słowianki, umie sobie przez poezyę upiększyć ten uroczysty
obrządek, który od wczesnej młodości przyzwyczaiła się jako nieod
mienny los swój uważać. Gdyż wolny wybór niezawisłego stanu dzie
wiczego jest między niemi niesłychany. Nikt nie może wskazać czasu
powstania pierwszych serbskich weselnych pieśni; noszą one na sobie
cechy starożytności, nawet niektóre ślady wskazują jeszcze czasy
pogańskie, w których mało zrozumiane były obrządki kościelne.
Lecz kobiety były, kobiety musiały być po największej części twór
czyniami tychże. Dlatego nie ma w nich podobnej szorstkości, jak
w pozostałych nam utworach naszych rodaków. Są z nich niektóre
także cierpkie, inne znów delikatne, lecz prawie wszystkie odzna
czające się, malownicze i dramatyczne. Czytelnik przekona się
sam. Na te lub owe spokrewnione zwyczaje i zboczenia innych
narodowości, jakkolwiek byśmy się do tego czuli pobudzonymi,
odmawiamy sobie zwracać uwagę, aby okres tym kartkom poświę
cony, zbyt daleko nie rozszerzyć. Odwołujemy się tylko do ojczy
zny następujących pieśni i czerpiemy bez wątpienia z najlepszego
źródła, gdyż zasięgamy przedewszystkiem rady w artykułach sło
wnika Wuka Stefana Karadzicza. Rzadko powoduje osobiste upo
dobanie lub miłość młodego Serba do ożenienia. Wybór i układy
są pozostawione rodzicom, którzy mniej zważają na dziewczynę,
a więcej na ród i pokrewieństwo tejże. Często rzecz już skończona,
chociaż się narzeczeni jeszcze nie widzieli. Jeszcze mniej dziewczyna
jak młodzian ma głosu w tej sprawie. Wahania się z jej strony
nie powinny mieć miejsca. Przeciwnie; przez rodziców odrzuco
nemu zalotnikowi zostaje jeszcze wybieg wykradzenia; lecz to jest
niebezpieczne bez zezwolenia dziewczyny, a stateczna dziewczyna
z czcigodnej familii nie zezwoli nań łatwo. Pewna liczba młodych
chłopców zbiera się razem, uzbrajają się tak, jak na wojnę. Przy
3
- 34 —
trzodzie albo gdy wodę niesie, porywają piękną i uprowadzają;
czasem bywa i w nocy jej dom otoczony i grabież nie odbywa się
bez krwi rozlewu, szczególnie gdy ma wiele rodzeństwa i ludzie
wsiowi są z niemi w zgodzie, gdyż taki wypadek uważają wszyscy
za hańbę dla siebie. W roku 1850 we wsi Jadar padli przy la
kiem uprowadzeniu jeden rozbójnik i brat panny, mimo to nie zo
stała uprowadzoną. Dlatego także natarczywe napady rzadko się
zdarzają, gdy się jednak uda, to przecież uwodziciele nie śmią się
pokazać zaraz w domu narzeczonego. W pobliskim lesie w cieniu
jakiego buka, w chacie pasterskiej, lub winnicy, najczęściej przy
muszony do tego pop zaślubia parę. Potem natychmiast znajomi
lub krewni tych uprowadzicieli robią stosowne kroki do pojedna
nia i pokoju. Gdy im przebaczą, to dobrze, a gdy nie, to zanoszą
skargę, a uprowadziciele z uprowadzoną muszą stanąć przed sąd.
Sędzia najpierw pyta się tej ostatniej, czy przemocą, czy dobro
wolnie opuściła swoich? Gdy ta odpowie, że przemocą i że nie
chce żyć z tym człowiekiem, choćby ją mieli w kawałki porąbać,
to źle jest z uprowadzicielami. Muszą iść do więzienia i ponoszą
wielką karę pieniężną. Gdy zaś dziewczyna odpowie, że dobrowol
nie, jak się najczęściej zdarza, że chce z nim żyć choćby nawet
w lasach lub wodzie, wtedy uprowadziciele dadzą cokolwiek Ra
demu, aby ich z rodzicami pojednał. Aby takiej niesforności tamy
położyć, naznaczył Grzegorz Czarny ciężkie kary, do których usku
tecznienia nawet gwałtownych podstępów używano: Śmierć narze
czonemu, księdzu ogolenie brody i zrzucenie z urzędu, dla Djewa
kuma i Stani swata rózgi, a dla każdego udział biorącego po 50
kijów. Jak często namiętność lub nieobyczajność podobne wybryki
sprowadziła, zawsze są to tylko wyjątki, a wogóle jest więcej po
rządku i formalności. W najgorszym razie ojciec albo brat narze
czonego a czasem obydwa, albo jaki bliski krewny, obejmuje
swaty, przytem nie powinne być zaniedbane dla krewnych panny
podarunki, bratu para butów, matce suknia a przedewszystkiem
pieniądze w dom. Cena dziewczyny tak wzrastała, że biedny w ża
den sposób nie mógł się ożenić, aż Grzegorz Czarny uznał za po
trzebne ustalić cenę na jednego dukata. Przy zalotach w pierwszej
części mają śpiewaczki mało do czynienia:
„Czego szukacie o zalotnicy! Le lelia le!ł)
„Powiedzcie, w którą dążycie stronę? Le lelia le !
„Idziemy szukać pięknej dziewicy“. Le lelia le !
„My mamy dziewczę niezaręczone“ Le lelia lo!
*) Wuk str. 1.
— 35 —
„Przyjdziemy po nią ze zalotami“ Le lelia le !
„My jej nie damy, o nie cieszcie się“. Le lelia le !
„Dajcie ją w Bogn, i pójdzie z nami“ Le lelia le !
„Aż szwagier przyjdzie, suknię przyniesie“ Le lelia le !
„Przyjdzie, przyniesie suknię z ochotą“. Le lelia le !
„Aż jej pierścionek da narzeczony“ Le lelia le !
„Da oblubieniec obrączkę złotą“ Le- lelia le!
„Aż jej da drużba wieniec złocony“ Le lelia le!
„Przyjdzie i drużba, wieniec przyniesie. Le lelia le!
Gdy już przyrzeczenie było dane, to dwa lub trzy dni przed
uroczystym pochodem szedł rozhoworca (czausz), czasem i drużba
z drewnianą flaszą (ezutura) od domu do domu we wsi i spraszał
weselnych, gości. Czutura jest kwiatami i pieniądzmi przystro
jona; każdy zaproszony wiąże na niej jeszcze jeden pieniądz i po
wielu życzeniach pomyślności spełnia zdrowie. Podczas tego narze
czony albo jego ojciec najznaczniejsze godności weselne rozdzie
lają i szczególnie się starają o świadka przy ślubie. Co się tyczy
uczestników wesela, to są oni następujący; 1) Świadek ślubny
(kum wienczani). Nikt, do tego wezwany, nie powinien odmówić
przyjęcia tej godności, która bywa na Bóg i świętego Jana wzy
waną. Zwykle bywa obierany do tego chrzestny ojciec narzeczo
nego; przynajmniej bez wyraźnego przyzwolenia nie powinien żaden
przyjąć tej godności, w przeciwnym zaś razie powinien się oba
wiać największego przekleństwa chrzestnego ojca. 2) Jemu towa
rzyszy pomocnik (prikumak), który chorągiew niesie. 3) Najstarszy
czyli stary swat pochodu weselnego, który strzeże porządku i wiele
powierzchownych oznak czci doznaje. 4) Przewodnik (wojewoda),
który pochód weselny prowadzi a zresztą dość próżniaczą rolę od
grywa. 5) Drużba (djewer), brat narzeczonego. W przypadku gdyby
nie miał żadnego, zastępuje go siostrzeniec, albo dobry przyjaciel.
Nawet dziesięcioletnie dziecko może ten urząd sprawować, a także
żonatym go udzielają. On odbiera pannę młodą, strzeże i broni jej
w każdym razie, pomaga jej w obsłudze gości i spi w jej komna
cie, dopóki po zaślubinach narzeczonemu w jego domu nie zosta
nie oddaną. Często zwykł już ze swatami przychodzić. 6) Czausz,
który rozwesela towarzystwo. Dziwacznie przybrany i z dowcipną
urzędową miną jest upoważniony do wszystkich błazeństw.
Z wszystkiego się śmieją, co on tylko powie. Podarunki od gości
wywołuje krotofilnie i żartobliwym sposobem obraca na korzyść
państwa młodych. 7) Dudarz (gadlar), którego zatrudnienie widać
z nazwiska. Wszyscy inni goście nazwani są swatami albo żarto3*
36 —
bliwie darmozjadami. Nie wszędzie są kobiety między swatami,
lecz tylko w miastach Bośni i Serbii i w wsiach Baczki i Syrmii.
W miastach tych dwóch ostatnich prowincyi bezwątpienia dlatego
nie, gdyż tam głównie narodowo-weselne ceremonie z wzrastającą
cywilizacyą zaginęły. Te kobiety bywają po turecku zwane jendjibule. Jedni po drugich zdążają goście weselni; główne osoby by
wają pięknie witane:
Idzie, idzie, kum, kumeczek1),
Słychać dźwięki podkóweczek.
Powiedzcie nam, gdyż nie wiemy,
Gdzie mu konia uwiążemy?
Oblubieńca matka miła,
Wiele drzewek zaszczepiła.
Bujne pigwy i jabłonie.
Tam uwiążcie wszystkie konie.
I kuma i przewodnika,
Także starosty konika.
Wojewodzie:
Cóż błyszczy przez las górzysty?2)
Czy słońce, czy księżyc czysty?
Nie słońce, nie księżyc czysty,
Przegląda przez las górzysty.
To przewodnik środkiem boru,
Do naszego dąży dworu.
I tak każdemu właściwe pozdrowienie. Tymczasem narzeczony
oddaje się trwożnemu zwątpieniu. Czy dla niego przeznaczona jemu
się podobać będzie? Stara się rozerwać, jak tylko może:
Stoi Milo, konia swego3)
Kuje w sposób nowy,
Z ołowiu, z srebra białego
Przybija podkowy.
Rumak wierzga niecierpliwie,
Kuć się nie pozwoli,
Milo głaszcze go po grzywie,
I mówi powoli.
<) Wuk Str. 13.
2) Tamże.
3) Tamże str. 15.
37
Stój mój koniu! stój mój śmiały!
Gdy dobrze trafimy
Co dobrego w dom nasz biały
Koniu! przywieziemy,
Wtedy dobrze będzie tobie
Jak i mnie, koniku!
Z klonu piękny żłób ci zrobię,
Kwiaty bazyliku
Włożę w żłób twój przeplatany
Liściami wonnemi,
Byś mógł jeść, i na przemiany,
Zabawiać się niemi.
Ale jeśli źle trafimy
Rumaku mój śmiały!
I co złego przywieziemy
Koniu! w dom nasz biały,
Wtedy tak żle będzie tobie,
Jak i mnie, koniku!
Z smutnej wierzby żłób ci zrobię,
Włożę ciemienniku,
Ciemienniku gorzkie zielę,
Położę ci w żłobie,
Obyś i jeść nie mógł wiele,
I uległ chorobie.“
Każdy czuje, jak ważny jest ten krok, zatem bez dobrej rady
nie opuszcza domu.
Wcześnie Pawle mój kochany!1)
Wcześnie bracie! daj dziewicy,
Twej pięknej oblubienicy.
Pierścień złoty, szlifowany!
A gdy przyjdziesz w dwór teściny,
I wprowadzą krasawicę,
Twą przyszłą oblubienicę,
Ty nie patrz na strój dziewczyny,
Na jej wieniec i kulczyki,
Nie patrz na jubkę pstrokatą,
Na wyszywane bogato,
I piękne naramienniki!
Gdyż pstrą jubkę krawcy szyli,
*) Wuk str. 4.
38 —
Hafciarki naramienniki,
Z złota ulane kulczyki
I złotnicy wieniec wili.
Lecz patrzaj tylko w zachwycie,
Pawle, na wdzięki dziewicze,
Na jej wzrost i jej oblicze,
Z niemi przeżyjesz twe życie!
Teraz zbiera się orszak; chorągiew powiewa, wszystko jest
wojennie uzbrojone; narzeczony żegna się ze swoimi. Że się stare
związki zrywają, gdy się nowe wiążą, bolesne sprawia uczucie:
Po błękicie, w dzień pogody1)
Bieży obłok mały,
Tak przebiega Ranko młody,
Rodziców dwór biały.
Do matki się młodzian tuli,
y mu przebaczyła,
Prosi ojca i matuli:
O mateńko miła!
Nie czas mi tu dłużej bawić,
Czeka mnie wesele,
Przebacz, chciej pobłogosławić,
Biały mój kościele!
Pójdę do obcej rodziny
W obce dla mnie strony,
Do siostry, obcej dziewczyny,
Do mej przyszłej żony.
Teraz orszak wyrusza. Narzeczonego łatwo poznać po białej
chustce, którą mu zwykle do czapki przywiązują; drużbę po róży,
która bywa prawdziwa albo sztuczna. Każdy spotykający się z po
chodem jest winem lub wódką częstowany. Jeśli idą przez wieś,
mieszkańcy tejże wynoszą im rozmaite jedzenie. Pomimo wódki
i broni, rzadko powstaje sprzeczka między gośćmi. Tymczasem
także i w domu narzeczonej robią wielkie przygotowania. Biedne
dziewczę od przy mówek nie bywa wolne:
Sąsiadko nasza kochana!2)
Towarzyszko zabaw stała!
Czyś nam jeszcze wczoraj z rana.
Sąsiadko nie przysięgała?
Czy pamiętasz przyrzeczenia?
Nie całować obcej ręki,
Nie kłaść obcego pierścienia,
Nie iść z obcym od mateńki?
A dziś chcesz serce zdradliwe!
Wziąć pierścień, rozstać się z matką,
Pójść z obcym na obcą niwę,
Dłoń mu całować, sąsiadko!
>) Wuk str. 16.
2) Tamże str. 19.
39
Teraz widzą dziewczęta zbliżających się gości weselnych:
Nie ścierp dziewczyno, by jeleń śmiały1)
Na twe podwórze ci wkroczył,
Spożył twój piękny bazylik biały,
I inne kwiaty potłoczył!
„Puśćcie go, puśćcie siostrzyczki moje,
Ja mu nie będę broniła,
Te białe kwiaty, bazyli zwoje,
Samam dla niego sadziła“.
Któżby nie wiedział, że dzień weselny łatwo myśli i życze
nia nowych związków budzi? Często się zdarza, że podczas gdy
tutaj węzeł się wiąże, tam znów inne nitki się plączą. Daje się
słyszeć:
Z złotych moździerzy2)
Strzelają z wieży.
To weselnicy
Naszej dziewicy
Drogą od boru
Jadą do dworu.
Na swe wesele
Dziewczę, czekało
W ogródku wiele
Bazyli siało.
Badając szczęścia
Swego zamężcia:
Gdy oblubieniec
Uda się oku,
Kwiat na mój wieniec
Zejdzie o zmroku,
W nocnej godzinie
Listki rozwinie,
O rannej zorzy
W wieńce się złoży.
1 oblubieniec
Miły był oku,
Więc kwiat na wieniec
Zeszedł o zmroku,
Liść w nocnej porze
Wydał zielony,
Gdy błysły zorze
Wił się w korony.
Każdy gość wieniec
Dostał maleńki,
A oblubieniec
Dziewicze wdzięki.
Lecz wojewoda
Nie dostał wieńca,
Więc panna młoda
Tak do młodzieńca:
Nie żal się przecie
Szwagrze kochany!
Piękniejsze kwiecie
Dam ci w zamianę;
Gdy innych wieńczę
Bazylią jasną,
Ciebie młodzieńcze
Sąsiadką krasną.
Zdążywszy siadają wszyscy do uczty. Oblubieńca nie opuszcza
wstyd i pomieszanie. Wciąż patrzy przed siebie, nie je i nie pije
h Wuk str. 21.
2) Tamże str. 22.
— 40 —
i bywa przez chrzestnego ojca, który wszędzie pierwsze miejsce
zajmuje, zastępowany. Podczas uczty teściowa i krewne domu przy
pinają mu więcej chustek do czapki; gdy tymczasem panna młoda
z wielkim płaczem jej i jej przyjaciółek bywa w komorze ubierana.
Zawsze dziewczynie musi być boleśnie odrywać się od swoich, aby
pozostać z obcymi. W końcu przyjaciółki osłaniają ją dużym we
lonem.
Leci liść z drzewiny1),
Wiatrem poruszony,
Pada na dziewczyny
Wianuszek zielony.
Wiatrem poruszony,
Pada listek złoty
Na wieniec zielony
I na jasne sploty.
Nie liść to zwiędniały
Pada na jej głowę,
Ale welon biały,
Zawicie gazowe.
O welonie gładki!
Ty trwożysz mą duszę!
Że imieniem matki
Ach! obcą zwać muszę;
A gdy przyjdą latka,
Długie rozłączenie,
To i własna matka,
Pójdzie w zapomnienie!
Ty trwożysz mą duszę,
Że imieniem brata
Obcego zwać muszę;
A gdy przyjdą lata,
Długie rozłączenie,
O welonie jasny!
Ach! to w zapomnienie
I brat pójdzie własny!
Goście weselni się niecierpliwią. Napominają brata:
Wywiedź siostrę do widoku!2)
Pokaż ją naszemu oku!
Niech się stanie waszej woli,
Lecz mię o to serce boli!
Czy cię boli, czy nie boli,
Przywiedź, rób po naszej woli!
Wyprowadź ją z białej wieży,
Ona nasza, nam należy!
Brat wyprowadza szlochającą:
Cicho, nie płacz duszko moja! 3)
Płakać będzie matka twoja,
Za tobą zawsze i wszędzie
Płakać i smucić się będzie.
*) Wuk str. 23.
2) Wuk str. 24.
3) Tamże str. 24.
— 41
Towarzyszki twoje młode
Będą płakać czerpiąc wodę,
Że nad źródłem nie zastały
Pięknej róży, róży białej,
Nie zastały, tak, jak wprzódy,
Ni róży, ni świeżej wody!
Brat oddaje ją drużbie, jako święty zakład; oblubieniec bywa
przyjaźnie napomniany:
O oblubieńcze
Piękny młodzieńcze!
Różo różowa!
W twojej dłoni
Różdżka się kłoni
Rozmarynowa.
Gdyby zwiędniała
Ta różdżka mała,
Hańba dla Ciebie,
Hańba przed światem
A grzech przed bratem
I Bogiem w niebie!
Podlewaj pilnie,
I strzeż usilnie,
Różo różowa!
By nie zwiędniała,
Ta różdżka mała
Rozmarynowa!
Teraz zaczyna się bardzo ciężki obowiązek dla panny mło
dej. Przez drużbę prowadzona, musi kłaniając się ustawicznie do
ziemi, chodzić od gościa do gościa i każdemu z osobna pokornie
rękę całować. (Tego obyczaju — na szczęście — zdają się poeci
nie uznawać, gdyż cóżby n. p. miała do czynienia smukła Wenecyanka na weselu Maksyma Cernojevicza, gdyby każdemu z dwóch
tysięcy gości musiała rękę całować!). Przy późniejszym przypitku
bywa to wszystko powtarzane.
A także po ślubie musi ona wypełniać grzeczności, kobietę
poniżające, aż oswobodzi ją nadzieja zostania matką. W Baczce
zdaje się, że obecnie zaraz już przystępują do ślubu, w Serbii ślub
dopiero w domu narzeczonego ma miejsce. Że śpiewaczki także
tego uroczystego aktu nie przepomniały, można sobie wyobrazić.
Teraz wyruszają; oblubienica bywa jeszcze raz przywoływana, ale
już zapóźno:
Łamie się różdżka bzowej krzewiny,*2)
Smiłia odrywa się od swej matki,
Od lubej matki i od rodziny,
Od przyjaciółek i od sąsiadki.
O wróć się córko! niech cię przytulę!
O wróć się Smilio! matka cię woła!
Woła i daje cienkie koszule!
Jedwabną nicią szyte dokoła!
0 Tamże str. 33.
2) Wuk str. 33.
— 42
Czemuś mnie przedtem o matko miła!
Nie zawołała, koszul nie dała,
Nimem twój biały dwór opuściła,
Nimem przy kumie i drużbie stała.
Wprzód nim na palcu był pierścień złoty,
Nim wieniec jasne pokrywał sploty!
Potem już zdaje się dziewczyna zgadzać ze swem przezna
czeniem i chętnie we wszystkiem dobrą stronę stara się upatrywać :
Z złotych moździerzy w twierdzy strzelają, *)
A piękną Marę w dwór wprowadzają.
Dlaczego plączesz o piękna Maro?
Czy ci tak smutno za matką starą?
„Cóżbym za moją matką płakała
„Gdy lepszą matkę tam będę miała!
U oblubieńca!
O piękna Maro! nie płacz, mów szczerze,
Czy za twym ojcem żałość cię bierze?
„Cóżbym za ojcem moim płakała,
„Lepszego ojca tam będę miała!
U oblubieńca!
Pewnie za bratem, za bratem pewnie,
O piękna Maro plączesz tak rzewnie?
„Cóżbym za bratem moim płakała,
„Lepszego brata tam będę miała!
U oblubieńca!
Może za siostrą twoją jodyną
0 piękna Maro łzy twoje płyną?
Cóżbym za siostrą moją płakała,
Gdy lepszą siostrę tam będę miała
U oblubieńca.
Teraz panna młoda rozmyśla mądrze i roztropnie, jakby so
bie mogła miłość i zadowolenie nowej rodziny pozyskać. Któżby
ją mógł lepiej nauczyć, jak syn domu, dla którego ona gotowa
przyjąć wszystkie nowe obowiązki:
Pięknie przy blasku księżyca, *2)
Widać, jak oblubienica,
’) Wuk str. 34.
2) Wuk str. 37.
— 43
Siedząc obok przewodnika
Swym wzrokiem krzewy przenika,
Co okalają ich wieńcem
I patrzy za oblubieńcem.
A zaś młodzieniec zbliżony,
Tak mówi do narzeczonej:
„Czemu na mnie, serce moje,
„Spoglądasz przez krzewów zwoje?!
„Patrzę na cię, o mój panie!
„Myślę, że mi się dostanie
„Od ciebie przestroga mała,
„Jakbym matce dogadzała,
„Podług jej woli czyniła,
„By mię matka polubiła?
„Dogodzisz jej moje dziecię,
„Prędzej jej niżeli komu,
„Kładź się późno, wstaj o świcie,
„Utrzymuj porządek w domu,
„Żwawo bierz się do roboty
„I pięknie czesz jasne sploty!
Tymczasem w domu narzeczonego niespokojne oczekiwanie
Wszystko wygląda weselnych gości i zazdroszczą daleko widzącym ptakom:
Czy daleko i szeroko,
O orły lecicie?
Czy obszernie i szeroko
O orły widzicie?
Widzicie weselnych gości?
A oblubienica?
Czy smukła, pełna gibkości?
Czy białe ma lica?
Czyli drży piękna korona,
Co zdobi jej czoło?
Czyli chorągiew czerwona
Powiewa wesoło?
Czyli zdrowo rumak siwy
Niesie oblubieńca?
Czy już w nasze wjeżdża niwy,
Czy do dworu skręca?
Teraz wychodzą posłance, najczęściej zięciowie, pozostałym
w domu oznajmić, zbliżenie się orszaku. Nie żałują prochu; nie
zliczone strzały brzmią na okolicę:
Do białej wieży
Dwóch jeźdźców bieży.
Jadą w dwór biały,
Szeregiem długim,
Padają strzały
Jeden za drugim.
Trzeci strzał pada!
Przewodnik jedzie!
Gdzie twa gromada?
Tyś sam na przedzie!
Przez morskie wody
Wraz żeglowali
— 44 —
Został pan młody,
My odjechali.
Czyj aż dłoń biała,
Wiosło schwyciła?
Piękna i śmiała
Wioślarka była.
Na kwiatach wieńca
Ich przewoziła.
A oblubieńca
Wioślarka miła
W pięknej łódeczce,
Łódeczce nowej
Na gałązeczce
Rozmarynowej.
Posłańcy dostają nagrodę od pani domu: koszulę, chustkę
lub coś podobnego. Synowa musi być jej pożądaną, gdyż się spo
dziewa, że ta ją będzie dobrze obsługiwać:
Ciesz cię matko oblubieńca! *)
Powiewają kwiaty wieńca,
Oblubieniec, syn twój jedzie,
Narzeczoną z sobą wiedzie!
Dotychczaseś matko miła,
Przeszłodniową wodę piła,
Wystaną, prochem zmąconą,
I piołunem zagorszczoną!
Teraz ciesz się matko miła,
Świeżą wodę będziesz piła,
Pachnącą pięknie kwiatami,
Smyliami i bazyliami!
Orszak wchodzi do domu:
Bieży sokół, bieży,
Wprost do naszej wieży!
Wiedzie sokolicę
Swą oblubienicę!
O matko sokoła,
Ciesz się, bądź wesoła!
Sokolicy sploty,
Każdy jasno-złoty!
Bratowa oblubieńca albo siostra wychodzi z domu przyjmo
wać oblubienicę. Niesie na prawej ręce chłopca, a pod lewą sztukę
płótna. Oblubienica przez drużbę z konia zesadzona, bierze dziecię
i opasuje je czerwoną wstążką. Po rozścielonem płótnie idzie, rzu
cając w dom różne zboża, podawane jej przez głowę. W izbie dają
młodej kądziel lnianą, którą ta dotyka się czterech ścian. Potem
idzie, pod każdem ramieniem bochenek chleba, w ustach trochę
cukru, w jednej ręce flaszkę wody, w drugiej flaszkę wina trzy
mając, po izbach domu, gdzie wszystko na przygotowanym do
tego stole składa.
’) Wuk str. 45.
— 45 —
Następujący dzień tak samo się zaczyna, na nowo gości spra
szają, lecz teraz z tern zastrzeżeniem, że każdy ma ze sobą przy
nieść swe jedzenie i siedzenie. Tak przychodzą goście we wszystko
opatrzeni; mają n. p. pieczonego barana, koguta, maleńkie prosie,
prócz tego jeszcze każdy przynieść sobie musi flaszkę wódki lub
wina. Czausz nie zaniedbuje różnemi śmiesznemi spostrzeżeniami
i przekręcaniami wszystkich dotykać i rozdziela śród takich żar
tów podarunki panny młodej, które dwaj chłopcy stękając i kule
jąc, jak gdyby ciężaru unieść nie mogli, przynieśli. Te podarunki
składają się z koszul i chustek; podczas tego stoi młoda wciąż
jeszcze zasłonięta i kłaniając się bez ustanku. Na następny dzień
zaczyna się jej zajęcie. Już wczoraj przynieśli jej goście zaproszeni
przywiązane do konia chustki i wiązkę lnu do domu; dzisiaj po
kazuje ona, że więcej umie, jak się kłaniać i ręce całować. Wczas
rano idzie z dzbankiem i ręcznikiem po gościach, przelewa wodę
przez ręce, za co jej każdy rzuca pieniądz w dzbanek. Niektórzy
goście zajmują się nią i starają się przez różne gry i żarty pie
niądze dla niej wyłudzić. Jej samej dla tego celu wszystkie mo
żliwe podstępy są dozwolene, i im dalej w nie zachodzi, tern wy
żej podnosi się w mniemaniu gości. Szczególniej młody z finansowej
zręczności swojej narzeczonej powinien się cieszyć, jak Odyseusz
z roztropnej Panelopy, gdy ją widział z pogardzonych przez siebie
zalotników ciągnącą podarki. Nasz sprawozdawca (wuk Stefanowicz
Karadzicz) nie podaje dokładnie chwili, w której akt ślubny się
odbywa. Także i w pieśniach znajdujemy cały ceremoniał kościelny
tylko pobieżnie dotknięty, i nie ma wśród nich takiej, którąby nie
Tak samo śpiewały mahometańskie i całkiem pogańskie usta, jak
chrześcijański śpiewak. Podobno po ślubie z rana czepią kobiety
młodą mężatkę w lnianą chustkę. Doświadczeniem dowcipne i tu
taj stosowną dają naukę.
O białe ziarnko pszenicy!
Miej język na pieczy!
A wszędzie ci bez różnicy
Dobrze pójdą rzeczy;
Lecz gdy nie będziesz strzedz pilnie
Języczka twojego,
To na ciebie nieomylnie,
Wiele spadnie złego.
Podczas tego piją, hałasują i różne figle wyprawiają; zabijają
wszystko znajdujące się ptactwo domowe, burzą piece, porywają
różne sprzęty z mieszkania panny młodej. Im więcej hałasu, ten?
— 46 lepiej. W takich rozruchach przechodzi cały tydzień. „Niespokoj
nym i bezwstydnym być, jak serbscy weselnicy“ stało się już
przysłowiem. Wśród takich pustot, dziwnym sposobem, jako dowci
pne przemowy przy kielichach, błyskają iskry prawdziwie poety
cznego ducha; a między temiostremi, surowemi postaciami, znaj
dują najdelikatniejsze, najpoważniejsze obrazy swój obręb i miejsce.
Przed dworem Ranka 1),
Stoi jabłonka,
Pień srebrno-biały,
Gałązki złote,
Perły jej liście,
Owoc korale.
Szarych gołębi.
Zleciało wiele
I na jabłonce
Siedząc gruchały.
Siedząc gruchały,
Perły skubały.
Lecz ich spłoszyła
Matka Raukowa.
Szare gołębie
Lećcie precz z drzewa!
To drzewo Ranko
Szczepił, podlewał,
Ażeby jego,
Goście weselni,
Pod nim spoczęli,
1 wino pili.
Jakkolwiek niektóre rysy obrazu serbskiego wesela rzucają
nam miłe i orzeźwiające światło', nie zaćmią jednak tego wielkiego
poniżenia, w jakiem kobiety w tych okolicach żyją. Jeszcze ja
skrawsze i ostrzejsze są opowiadania Abata Fortisa. (Viaggio w Dalmacyi 1770). Dalmacka Serbka podług Tawensona (Podróże przez
Węgry. Londyn 1797) jest tak jak zwierze, które do najcięższych
robót się używa, od swego męża srodze znieważana. Niektóre rysy
tych opisów zdają się być niegodne wiary. Jeszcze jaskrawiej opi
suje Touojueville położenie Albanek. W naszych serbskich pie
śniach, jakkolwiek widzimy poniżające położenie kobiety, jednakże
nie widzimy jej nigdzie skrzywdzonej. Nie znajdujemy nigdzie an
śladu pogardy. Widzimy je przy delikatnych robotach, przy kro
snach lub kądzieli. Kobiety powinny uważać na utrzymanie swo
jej piękności, gdyż ich względy także coś znaczą; która dumna
i ufna w siebie, staje się coraz cenniejszą.
We wszystkich tych opisach, daje się widzieć więcej szla
chetności i obyczajności, jak w opisach tych podróżujących, któ
rzy nie wglądnęli w wewnętrzny stan Serbii.
b Wuk str. 60.
