6d99e6cc21c417080d3bba6958d5dbcf.pdf
Media
Part of Do wierzeń ludowych / Lud, 1903, t. 9
- extracted text
-
— 184 —
Do wierzeń ludowych.
Za Szczepanowem, (powiat Brzesko), tuż przy lesie, stoją od
osobnione cztery domy, zwane „Cegielnią“. Przysiółek ten należy
do sąsiedniej wsi Mokrzyska.
Niedawno gospodarz mieszkający w „Cegielni“, niejaki Jan
¿achara, opowiadał mi o „szczurniku“, które to opowiadanie, jak
i następne o „wędrownym“ może być pożądanym przyczynkiem
do wierzeń ludowych.
_ Lud nasz wierzy silnie, że rozmaici „wędrowni“, jak „szczurniki, owczarze, guślarze“ i t. p. posiadają jakąś wyższą siłę, (za
zwyczaj wchodzą w komitywę ze „złem“) i mogą działać na szkodę
lub z pożytkiem bliźniego.
„0 scurniku“.
„Nieboscyk. mój rodzic, Panie świć nad jego dusą, opedał mi,
ze w zbozu na jego polu było scurów i mysy co niemiara. Samych
scurow było.ze sto pńr. I nieboscyk rodzic nie wiedzieli, co ś nimi
pocąc. Jaz sie tu namaniuł jakiś wędrowny; i jak mu to niebos
cyk rodzic o tych scurach rozpędzili, tak un jem pedział, ze te
wsyckie scury wyprowadzi do dwora. (Dwór w Mokrzyskach). Nie
boscyk rodzic dali mu piątkę (pięć guldenów), a un posed do żyta,
wyjąn książkę z kiesenie i zacąn odmawiać zaklęcia. Jak sie zacęny scury sypać, ze wszyćkich strąn, to ich było może z dziędziesiąt pńr. Wszyćkie scury go otocyły, aunjem pedzińł, zęby tu juz
nigdy nie wracały. Ostały tylko scury chore, bo takich mu nie
wolno wyprowadzać. Wszyćkie zdrowe poprowadziuł do dwora, i juz
odtąd tego scurnika nieboscyk rodzic nie widział. —
0 wtfrownem.
„Jeden pan miJł wielgi las i kciał sie dowiedzieć, siła ma
w tern lesie Chrobaków. A psysed do tego pana jeden wędro
wny i peda, ze un wszyćkę gadzinę do jednego doła sprowazi. Wybrali sie z tern panem do łasa, ten wędrowny kazał
wielgi dół.wykopać, połozuł nad tern dołem na krzyz grube fosztowe deski, stanuł se na tern krzyzu na środku, wyjąn z kiese
nie książkę i zacąn odmawiać zaklęcia. Zacęny się schodzić do tego
doła padalce, jascurki, węzę, żmije i inne chrobaki,tak, ze jaz sie,
roiło w tern dole od wszelaki brzydźki gadziny. Na ostatku przysed sam król wężów w złoty koronie na głowie. Jak przysed tak
— 185 —
stanuł se przed tem wędrownem, zdjąn złotą koronę z głowy, postawiuł mu ją między nogami i prosi go, zęby mu daruwäl życie
a tę złotą koronę zęby se za to wziąn. Ałe un nie kciał, ino mu
kaze iś do doła. Tak ten król wężów drugi räz go prosi, ale ten
nie kce. Ten go prosi trzeci räz, ale ten mu käze iś do doła. Tak
ten król wężów, kiedy juz widzi, ze musi skocyć do doła, jak nie
trzepnie ogonem tego wędrownego w nogi, tak go wtrąciuł razem
ze sobą do doła, a wszyćkie cbrobäki sie na niego rzuciły i żmije
i padalce i tam go zagryzły. —
„Bo ze to wszyćkiem kazał iś do doła, to chociaż jemu, jako
najstarsemu, zęby był życie daruwäl, byłby mu nic nie niówiuł,
a tak to sie zemściuł na niem. —
„Ale to i oficyry niektóre, to zrachują wszyćkie chrobaki
w lesie, bo jagem był przy wojsku, to znałem jednego, co, jageśmy
byli na „nachibungu“, (Nachtübung), to un ta o wszyćkich wie
dział. —
Stanisław Czyżewicz.
Rozmaitości.
Przyczynek do znajomości wyrobów garncarskich krajowych. S. p.
Hrabia Włodzimierz Dzieduszycki w rozdziale „Hausindustrie“ w Die
Oesterreichisch-unagarische Monarchie in Wort und Bild — Gali
zien — Wien 1898. opowiada w następujący sposób o wyrobie garn
ków zwanych siwakami: „Ein für unsere Hausindustrie und für
unseren Haushalt sehr interessantes Thongeschirr ist unglasirtes
graues Geschirr „Siwaki“ genannt. Der zu ihrer Erzeugung die
nende Thon kommt besonders in Ostgalizien reichlich vor. Die Er
zeugnisse sind grau, manchmal fast schwarz von Graphit durch
zogen, dessen Anwesenheit man sogar zur Erzielung einer eigenen
Ornamentik, die jedoch oft schwer zu entdecken ist, zu benützen
sucht“. Zwiedzając szkołę garncarską w Kołomyi 16. marca b. r.,
dowiedzieliśmy się od dyrektora Klimaszewskiego, że garnki, tak
zwane „siwaki“ z grafitowanym rzekomo ornamentem, zupełnie
grafitu przy sporządzaniu ornamentu nie wymagają i że garncarze
przy wyrobie ich grafitu wcale nie używają. Ornament wyciskają
garncarze na garnku drewienkiem, przed wypaleniem. Następnie
wkładają garnki do pieca o zatkanym wejściu i kominie, a węgiel
pochodzący z dymu osadza się na całym garnku, ale nie jedno
stajnie. W miejscach mianowicie bez lśniącej rysy pochodzącej od
drewienka, osadza się węgiel swobodnie, wsiąkając w pory wypaonej gliny, w miejscach zaś rysy nierównie mniej węgła osadza
