R_7_żmigrodzki_kongres_1.pdf

Media

Part of Kongres Folklorystów w Paryżu 1900 roku / Lud 1901, t. 7

extracted text
78

czyli „dzi"edziny ziemiańskie" kopi.ników (comitatus nobilium de Scepus). Były to mianowicie następujące mi~jscowości:
A braha mo wce (Abrahamfalva), Be tł a no wce (Betlenfalva), Lewkowce, Filice, Janowce (Janl)cz), Haduszowce
(Hadusfalva), Horka, Hozelec, Kiszowce (Kis<>ez), Mahalovce (Machalfalva), Komarowce (dziedzictwo niegdyś Komorowskich), Swa ty A n d rej (Sient Andrea3), Pi ko wce, Cze nczyc e. Ta „mała Stolica" powdtała p'rawdopodobnie za panowania
królów Beli II. (1131- 1141) i Geizy II. (1141-1161); pisemne
potwierdzenie starych praw swoich (elndem quam ab antiqua habnerunt libertatem) otrzymały te miejscowo~ci kopijników dopiero
w r. 1243 od Beli IV. w nagrodę za waleczność okazaną podczas
napadów tatarskich 1). P1·awa te potwierdził im n'l.stępnie król Karol Robert (1312), a nawet je3zcze Ferdynand I. (1552). Z posunięciem jednak granicy polskiej na północ miej3cowości te straciły
dawne znaczenie strategiczne i stały się tylko dworami szlacheckimi,
a w końcu małoznacznemi osadami słowackiem i.
Strażnicami granicznemi przeciwko Polsce były: Gr od zis ko
(Hradisko) między Twarożną (Dllrlddorf) a Abrahamowcami ; następnie G- ro dz isk o i Br a n i s ko na granicy Szaryskiej ; przedewszystkiem zaś starodawny Spiski Z am e k, od którego należąca
doń ziemia na północo-wschód od Tatr wzięła nazwę „kasztelanii"
spiskiej.
(Dokończenie nastąpi.)

Maksymilian Gumplowicz.

Kongres F olklorystow w Paryżu
_1900 roku.
Opis kongresu tradycyonidtów, który się odbył w Paryżu
w dniach 10-12 września biezą.eego roku, trzeba koąiecznie za.cząć od rzutu oka na poprzedzający go kongres historyi religii.
Był to fakt ogromnej "doniosłoś,!i w dziejach ruchu umysłowego
w ogóle, bardziej szczegółowo we Franeyi a w najbliż.3zem okrealeniu, w czasie ostatniej wystawy. B:l.rdziej dokładny opis jego
podałem już w naszych czasopismach (Czas 26 i 27 wrzeania), tu
zaś to tylko nadmienię, co dotyczy bezwzględnie naszego kongre3u,
1) Wagner l. c. I. 102.

79
złożonego w wielkiej części z tych samych ludzi a rozpoczętego nazajutrz po zamknięciu kongresu historyi religii.
W tym kongresie sekcya I. była poświęcona religiom ludów
nieucywilizowanych, z natury więc rzeczy przyszedł cały szereg
referatów, które na równi odpowiarlały celom obu kongresów. Takim naprzykład był referat P. Pi n eau, który - wziąwiłzy pewną
legendę skandynawską, analizował ją w kierunku mytologicznym;
takim był o fetyszyzmie i totemizmie orlczyt p. DJ la G ras serie,
oparty na fakta(ih, dziś jeszcze igtniejących nie tylko u dzikich lu·
dów, lecz również i u nMzych europejskich. Ciekawym a ogromnej
doniosłości dla religii hył odczyt p. Si er os ze ws k ie go o zwyczajach i zabobonach Jakutów, a doniosłość naukowa tego referatu,
sama przez się wielka, podniosła. się ogromuie wskutek licznych

porówuawczych uwag, dodanych pi:zez p. Marillier, profesora Sorbony,
prezesa 1. sekcyi, właściwie zaś mówiąc, jej prof e ::1 or a. Nie wgzygtkie referaty były bardzo zajmujące, ale komentarze do nich, dana
przez prezesa, były zawsze pierwszorzędnej wagi.
Do rzędu folklorystycznych odczytów na kongresie historyi
religii trzeba zaliczyć odczyt p. Bug ie la p. t. n Demonologia
polskiego ludu". Zaznaczywszy, iż źródłem do jej zbacfania g1 wyti,.~znie baśnie i podania ludr,we, podzielił ca.ty s-,.ere~ dem mic,rny,ih
postaci na.~zeg I lud11 na. kilka gcup: duchów le ➔ ny ·h, pfllowych,
wodn_vch i t. p. i w ten sposób pr1,ept·owa.d1.:ił je przed wyobrabią
zebranych słu, :haczy. Ula. nas to rzeezy ba.r łzo :,mane. wiel,,e -1 powszed niałe, ale dla oh(iyt~h ui•~zl.\'ykle ciekawe, o ezem świadczyło to
zajęr.ie. z jakiem słuehano teg,> o.lcz_ytu.
Tc;r,eha równiei polic.7._yÓ
p. Bugielowi za za.sługę to. że i le kroć natl'lrzyh ~ię ~po~l)bnfl3Ć naszemi lndowemi wierzeniami lub tradycyami do lar. komentarz do
ogólnej dyskusyi, nigdy tego nie omieiłzkat. Pl'óez dwóJh, w.-3pomnianyeh tylko co Polaków, należeli juszJze do kongre-3u Ja n K 'l rł o w i cz, lecz tylko nomiualuie, jakai p11ni Pl:l,llrt1slu \V a.nJ.a (?)
z Warszawy i autor obecnego opisu, o czem p1źniej. Wielkiej wagi
referatem na tym kongresie był odczyt p. Ma r i 11 ie r o znaczeniu stuciyów ludoznawczych dla. history1 religii a tr-1.kt·it te n
odczytano na publicznem zgromadzeniu ws1.:ystkioh sekc_yi kongreg u.
Było to rzeczą nie małej wagi. Ci, którzy ludowe tradycye studyują, wiedzą doskonale, że to jest prz~d miot tak ściśle naukowy,
jak wszystko, co należy do historyi cywilil-acyi; ci j~dnakże, którzy zdaleka na to patrzą, nawet wielka liczba u3z mych, cenią te
studya, w najlepszym razie, j;i,ko sport naukowego charakter11,
a nie mało naliczysz i takich, którzy tylko z grzecznośd nie nazywają tego dziwactwem - nieszkodliwem ... Wystąpienie więc prezesa jednej z kornisyi kongresu z publicznem wezwaniem folklorystów do wspólnej pracy i pomocy było nie małej doniosło~ci
w sprawie, że tak powiem, nobilitacyi tej, sto3unkowo młodej,
nauki.
.
Przejdźmy do opisu samego kongresu. W sobotę zamkmęto w bardzo uroczystym i serdecznym nastroju kongres historyi religii a w poniedziałek zgromadzili się w pałacu kongre30 wym.
1

80 fo]klory~ci. Był to już trzeci, względnie czwarty między n ar od o. wy kongres tych uczonych; ściśle jednak biorąc, był dopiero drugi
i tak to ogół rozumiał. Pierwszy odbył się 1889 r. także w czasie
wystawy i muszę powiedzieć z niewielkim udziałem. Trzeba
jednakze to :podnieM, że ci, którzy się 2ebrali, nie dali się tern
zniechęcić. Kongre~, aczkolwiek w malem kole i na małą skalę,
spełnił to wszystko, co kongres pierwszy spełnić moze i powinien. A zatem zrobiono przegląd materyałów, nagromadzonych w rozmaitych krajach. Każdy z przedstawicieli narodowości podał bodaj
krótką bibliografię f-Wego folk-loru. P. Karłowicz zapowiedział, że da
naszą, lecz nie przybył i rozprawy nie przysłał. Naprędce zebrałem około 30 tytułów i to odrzytalem na posiedzeniu, zapowiadając
bardziej obszerną pracę w przyszłości. Najwazniejszą rzeczą było to zawiązanie się stosunków między ludźmi najrozmaitszych narodowości.
Dwa miesięczniki Tradycyonistów w Paryżu: Revue des Tra dit i o n s pop u 1a i res, redagowana przez p. Sebill ot. i T ra dit i o n,
redagowana przez H. Carnoy, przeistoczyły się najzupełniej na organa międzynarodowe a roczniki pierwszych lat po owym kongresie
są pełne niefrancuzkiego tradycyonizmu. O Anglii pisali Davidson
i Stie]er, o Grecyi i Wschodzie Nicolaides, Trapellas, Gigli,
o Danii Feilberg. o Finlandyi Krohn. o Belgii Harou i Desrouseau
o Rosyi Dragomanow i Sołowiew. o Kanadzie Bourton, o Włochach
Prato i Martini, o Annamitach Dumoutier, o Indyanach w Ameryce Quinet •i Bekker, o Montenegro hrabina Martinengo CesareRco,
o Niemczech Ristelhuber, o Japonii Stiebel. Wziąłem na siebie
dział polski i, pokąd inne sprawy nie oderwały mnie od te.1 pracy
umieściłem tam cały szereg artykułów o naszym kraju. W Re vue
wydałem: ,,La mere et }'enfant" ,,Bihliographie du .Folklore polonais", obejmującą do 3W tytułów - kilka drobnych urywków i zarząłem - ,,Folklore polonais-II, Pologne dn 'Midi Ukraine"*). Lerz tu musiałem urwać. To miało być, a Bbg pozwoli,
i.z bfdzie dal~zJm eiągiem: .,Folklore polonais-I. Cracovie et ses
environs". które "głosiłem w Tra di tion około 130 stronic ścisłym
drukiem. Tak samo postępowali przedstawiciele innych narodowości.
Ostatecznie kongres uchwalił zbierać się peryodycznie i następp.y
zjazd naznaczono do Londynu na 1891 rok. - Anglicy jednakże
nie umieli się wznieść na stanowisko międzynarodowej bezstronności.
To hył ziazd folklorystów Anglii a z tak wybitnym t~j wyłącz­
ności charakterem, że zraził cud1.oziemców, szczególnie Francuzów.
Gdy zapowiedziano kongres w Chicago a mnie wezwano do rady,
byłem obowiązany starać się o formacye miej~cowych komitetów.
Odezwałem się do kolegów we Francyi, lecz ci mi ostro odpowiedzieli: ,,oth ! mamy już po szyję angielskich kongresów•. Kongres
w Chicago jednakze był rzeczywiście międzynarodowym, lecz tak
odrębnego charakteru, że zaledwie mogę tu wspomnieć o nim. Amerykanie nie tyle 1::iię troszczą o jednostki, ile o ogół. Nie idzie im

*) To było drukowane w „Ludzie" roku 1896.

81
tyle o wykształcenie naukowe jednostek chociażby w stopniu najwyższym, ile o uswojenie danej nauki w jak najszerszych kołach.
Ze stu kilkadziesiąt kongresów (zwanych ogółem A u x i l i a r y*), odbytych w czasie wystawy w Chicago, zaledwo na kilku były
dyskusye i tylko w wyjątkowych razach, a zwykły przebieg kongresu był tylko szeregiem odczytów, o których dobór i rozkład
starali się komitetowi, w ten sposób, by one razem wzięte dawały
całość pewnej nauki w formie, przystępnej dla ogółu. Korzyść
i zajęcie ogółu daną sprawą to główny cel tego rodzaju zgromadzeń w Ameryce, tam bowiem twierdzą, iż szkoda czasu i sił
zajmować s1ę sprawą,, której ogół nie rozumie, a przez to oczywiś­
cie i nie popiera. Jest w tern wiele prawdy. Takie jednakże kongresy
nie posuwają nauki naprzód; dlatego ten trzeci kongres folklorystów nie może się bezwzględnie liczyć do szeregu zjazdów, rozpoczętych
1889 roku.
Po tej krótkiej historyi międzynarodowych kongresów folkloru przejdźmy do opisu odbytego we wrześniu r. b. Już sam
skład tego kongresu i liczbą i nastrojem był inny, niz pierwszy.
Liczba członków przeniosła 150, a nadto wielu a wielu byli to
dobrzy znajomi z przed 10 laty. Gdy się zgromadzono dnia pierwszego, nie widziałeś w tych kołach i kółkach, schodzących się i rozchodzących w sali zakłopotania i zamknięcia się w sobie, jakie
zwykle panuje na pierwszych kongresach, gdy na twarzy każdego
czytasz zapytanie "Czy też pójdzie?... i jak pójdzie?" Tu nikt sobie tego pytania nie stawiał. Przeciwnie! było dość gwarno, znajomi szukali się wzajemnie, co chwila słyszałeś wy krzyk powitania "Hej, lata panie! lata" ... ,,Wypraszam sobie wszelkich impertynencyi, wszelkich wzmianek o siwiznie !" ... ,, Przeklęta chronologia".
Otwarto posiedzenie - wybrano biuro prezydyalne - prezesem został p. Be a u qui er, deputowany Izby posłów, sekretarzem
p. Se bi 11 ot, może najbardziej ruchliwy ze wszystkich folklorystów Francyi a obecnie główny badacz ludowych tradycyi Bretanii.
Wybrano 10 wiceprezesów - 2 z Francyi, 2 ze Stanów Zjednoczonych, po jednemu z Anglii, Kanady, Szwajcaryi, Belgii, Włoch
i Polski (antora obecnego opisu). Potem odczytano listę delegatów
od szesnastu instytucyi i towarzystw. To w ar zys two między­
n a rodowe Chi ca go wskie wyznaczyło 8 delegatów, w połowie
Amerykanów, w połowie innych narodowości, do których liczby
byłem zaliczony - To w ar zys t w o A n gie l s k ie przysłało takze
8 delegatów, od innych Towarzystw po jednym lub po dwórh Towarzystwa Lud oz na w czego we Lwowie delegatami
byliśmy ja i Wołków, a ten był również delegatem To w ar zys twa sł o wiań ski e g o w P r a. d z e i S ze w cz e n ki we
L w o w i e. Pod względem narodowości liczby tego kongresu są nastę­
pujące: Anglików było 11, Amerykanów 7, Niemców 5, Polaków
*) Patrz artykuł' pod tym
Lwów 1894 i odbitka._

tytułem

w „Przewodniku naukowym i literackim«
6

82
4, - Belgów i Armeńczyków po 3 po dwóch zaś Findlanczyków, Węgrów i Włochów, i po jednemu z Rusi, Dalmacyi, Serbii,
Rumunii, Rosyi, Portugalii, Szw3:jcaryi, Grecyi i Danii. - C11dzoziemców zatem było 48, niemal wyłącznie profesiorowie uniwersytetu lub gimnazyów - reszta to Francuzi również z tego kola.
przeważnie około 20 członków Akademii, Instytutu i Sorbony.
Wielce miłe wrażenie wywarł na zgromadzonych list Nestora.
studyów ludowych J óz. Pitre w Palermo, ośmdziesięcioletniego
starca, założyciela pierwszego czasopisma. tych studyów p. t. Are h i v i o p e r 1o s t u d i o d e 11 e t r a d i z i o n i p o p o 1 a r i. W liście tym, rozpoczętym gorącemi życzeuiami dla kongresu, sza.nowny autor podnosi konieczność stwonenia kompendyum bibliograficznego folklorystycznych prac u wszystkich narodów. Zgroma.dzenie wyraziło życzenie, by przesłać p. Pitre ·telegramem serdeczne
podziękowanie za życzenia i myśl podaną. Co do t~j myJli mu3zę tu
nadmienić następujące jej dzieje.
Przekonany byłem i jestem, że
Folklore wtedy tylko jest ogromnej wagi, jeżeli do niego jest zastosowana metoda porównawcza w granicach co najmniej jednego
szczepu a jeżeli to możebne to znosząc nawet i te granice. W tej
myśli kołatałem zaraz po kongresie 1889 r. o urządzenie w każdej
narodowości i n form a/c yj n ego biur a. Rozumiałem to w sposób
następujący. Folkloryści każdej narodowości postarają się o zróbienie w formie słownika kartkowego wykazu treściowego ich prac
ludoznawczych. Ktoś na przykład studyuje postać wiedźmy, więo
pisze listy do owych biur i otrzym11je cały szereg wskazówek. Od
narodu zaś, którego języka nie .zna, prócz wzmianki, ze w jego literaturze jest. w sumie, d3:jmy na to 46 kartek o wiedźmie, w takich a takich dziełach, dostaje jeszcze wiadomość, że przetłumacze­
nie treściwe ich będzie kosztowało tyle a tyle. Przy takiem
urządzeniu za sumę stosunkowo niewielką można dostać do ręki
cały pożądany materyał.
Koledzy z Paryża radzili podać referat
na kongres w Londynie. Zrobiłem referat, załączyłem na prób~
taki słowniczek z jednego tomn Kolberga (Krakowskie I.), a nie
mogąc osobiście wziąć udziału, wysłałem to pocztą do prezydyum.
Prózno czekałem na odpowiedź, nie wiedziałem czem to tłumaczyć,
aż dopiero 1893 roku wykrzyk kolegów z Paryża: ',,dosyć nam już
tych angielskich kongresów" wytJumaezył mi owo utonięcie referatu i wniosku w tece sekretaryatu ko11gresu w Londynie. Potem
nie było sposobności do podniesienia tej sprawy, dziś w trochę odmiennej formie wraca ona inną drogą do programu przyszłych mi~
dzynarodowych prac w zakresie ludoznawstwa*).

*) Nim to jednak się stanie w formie, odpowiedniej zupełnie naukowym potrze'.)om naszych studyów, można tymczasem, choć w części, posiłkować się dziwnego rodzaju księgarnią niejakiego E. Rolland w Paryżu (2 rue Chantie~ 2), który
zebrał' przeszło 1,000.000 broszur, wycinków, anonsów biblio 6 raficznych z rozmaitych działów naukowych, przeważnie jednak z Folk-Joru, sam bowiem tym przedmiotem zajmuje się. Jego księgarnia składa się z szeregów tek, na których grzbiecie
s4 napisy treściowe. O~o naprzykład w dziale Arche o I ogi i litera C. ma teki nast~

83
Po przemowie inauguracyjnej prezesa, zakończonej oddaniem
czci umarłym w ostatnich latach kolegom studyów (Ralston, Villemarque, Sauve, Luzel, Blade i Ploix dawny prezes Towarzystwa),
resztę czasu przed południem poświęcono odczytaniu referatów tych
członków kongresu, którzy nie mogli przybyć. Bardzo ważnym z nich
był referat pana N. W. rho ma s'a z Londynu o totemizmie w,kód
ludów Europy, który był pierwszym szkicem dalszej pracy a zapytaniem zwróconem do kongresu. P. Thomas rezesłał kwe3tyonaryu3z
w tej sprawie, a· po zebraniu odpowiedzi przystąpi do ostatecznego
sformułowania swych zapatrywań*). Odczytano następnie szereg
małych referatów, przysłanych przez dalmatyńca Vuletica-Vuka3ovića z Curzoli, wśród których wielu zaciekawił referat o ornamentach
Serbów w obecnym czasie w porównaniu z ornam~ntami w cza::1ach
dawniejszych. Po południu mieliśmy niezwykle ciekawe po3ied~enie dr.
A z o ul a y z towarzystwa antropologów Fra.ncyi Przedstawiw3zy
ustrój i sp(?sób użycia fonografu, zaklął duchy spiewaków z całego
świata do wnętrza wielkiej mosiężnej trąby i kazał im spiewać po
kolei. O koncertowej wartości tej produkcyi muzykalnej mowy być
nie może, aparat bowiem nie jest doprowadzony już do doskonałości,
wszystkie więc tony wybornych tenorów, alMw i t. p.
nabierają charakteru brzęczącego. Z dmgiej jednak strony żaden
koncert nie .może tak dobrze oddać ludowych odcieni. N aj bardziej N dzimy spiewak, występując przed publicznoacią, nie może się pozbyć
tego wrażenia. iż jest słuchany, a przez to mimowoli albo zaciera akcent, lub go usila uiewłaściwie. Te zaś pieśni, któreśmy
słysr.eli,
były łapane prze2, maszynę bez świadomości spiewaka,
który spiewał w szynku. w lesie, w polu, bo mu si~ właśnie na
spiew zebrało. Fouograf oddał juz ogrc,mne usłngi lingwistyczne
a teraz coraz więcej uzywa się go w studyach ludowych.
Bela Vikar, który 1897 roku otrzymał od ministra oświaty
w Węgrzech sybsydyum, zebrał 500 cylindrów pieśni ludowych ;
Jul. Sebestyen utrwalił opowiadanie całego szeregu historycznych
epopei tegoz kraju ; Ker noz zebrał pieśni tureckie w Węgrzech.
Z tych pieśni, któreśmy słyszeli, zwróciły moją uwagę pieśni
Tybetu, niezwykle podobne do tak zwanych sołdackich pieśni
w rossyjskiem woj~ku; sł:Yszymy tam to samo zaciąganie wy~okich
nut i końcowe urwane wykrzyki. Przy następnym odczytiie p.
Blemont, znanego poety, o tradycyi poetycznej wywiąr.ała
się dyskusya między referentem, Bugielem i Marillierem. _Bugiel zarzucał, ze p Blemont uwzględnił tylko wpływ tradycyi na literaraturę pisaną, a byłoby do zyczenia zebrać jak najwięcej objawów

pujące: Cafe, Canaux, Canotage, Cartes, Catholicisme, Ceramique, Cćreales, Chansons
Frany., Chansons etrang., Chansons popul., Chasse, Chat, Chauffage, Chemin de
fer, Cheval, Cheveux, Coiffure, Chien, Chimie, Christianisme, Commerce, Compte,
Conche, Contes, Costume, Cuisine.
*) Jeden egzemplarz został przesłany Towarzystwu Ludoznawczemu we
Lwowie i jest wydrukowany niżej.

84_
vplywn literatury na tradycye. P. Marillier zastrzegał się przed
dawaniem wielkiej wagi tradycyom. charakteru historycznego. P.
1Uemont bronił ich znaczenia.
Do jakich niezwykłych rezultatów może doprowadzić metoda.
porównawcza w naszych studyach, dowiódł p. Le o n Pi n eau
swoim rozbiore_m skandynawskich pieśni. Do dziś ogół ich przypisywano zwykle epoce między XII. a XV. wiekiem, porównawszy
jednak te pieśni z pieśniami innych ludów, okazuje się, iż tam są.
trzy warstwy. Najnowsza tylko, właściwie skandynawska, należy
do XII.- XV. wieku. Pod tą warstwą jest pokład germański,
WFpó1ny całemu szczepowi, a najgłębsza warstwa, przewaznie pieśni
magi<·zne są tak różnegc od poprzednich charakteru, że autor zmuszony jest U?.nać je za pochodzące od innego :r.upe!nie szczepu,
wskutek czego stawia hypotezę, że to są utwory tej ludności,
która zasiedlała Europę przed wejściem do niej Aryów. Zawiązała.
siP gorąca dyskusya na ten temat przy udziale pp. Beauquier, l\Iarirner i Monseur, profesora uniwersytetu z Brukseli, która się skoń­
oyla przyznaniem hypotezie p. Pineau wartości naukowej, zawsze
jednakie tylko hypotezie, potrzebującej jeszcze dowodów. P. Pineau
W) dał już I. tom swej pracy, za który Akademia przyznała mu
na gro tlę. Przy tym odczycie niech mi wolno nadmienić, ze cały
:kongres stał na zasadzie porównawczej, o wiele więcej ni.z poprzednie.
Do rzędu takich należaHakże odczyt p. Se bi 11 ot o zmianach
kostyurnów ludowych. Znany badacz jest równie.z pasyonowanym
zbierPczem i posiada jeden z najbogatszych zbiorów ludowych strojów wogóle a szczególnie francuzkich, nie tylko w obecnej c~wili,
ale i z przeszłych wieków. Na podstawie właśnie tego zbioru wykazał. że i w ludowych strojach są zmiany nie tak wprawd2.ie
cz<_'.ste i zasadnicze, jak w naszych, jednakże są a to niemal zawsze
w kierunku uproszczenia. Najsilniej opiera się zmianom czepek kobiecy. Tu przys2Ja niezwykle ciekawa uwaga pana Pineau wykazująea ogromne podobieństwo strojów Bretonii do strojów Skandynawii, a jezeli dodamy do tego uderzające podobieństwo strojów
Krak,,wskirh i Szwedzkich, co tyle razy zaświadczyli mi ze zdziwic,niem Szwedzi, to staje przed nami dziwny obraz stosunków tych
krnjów, gdzieś tam w owych czasach, które zowiemy epoką przedhistorycrną. Dah1zym ciągiem odczytu p. Sebillot był odczyt p. He nr.
Ge li n, który przedstawił historyę strojów ludowych przy Poitou,
popierając swe twierdzenia równie.z szeregami rysunków z wieku
przeszłego i dzisiejszego.
rregoz posiedzenia mieliśmy jeszcze parę odczytów, dotyczący eh
ludowej medycyny. Dr. Cab a n es dał paralelę tej medycyny z rzeczywistą, naukową, a komentował ten odczyt p. Mar i 11 ie r, znany
ba<larz etnografii dzikich ludów a zarazem medyk. W _ścisłym
.związku z medycyną ludową stoją amulety, o których rozpraw~
podał Adryan de Mortillet, klasyfikując je wedle materyacłu, z któ-

85

rego są zrobione. W mojem przekonaniu to słaby punkt wywodów
p. Mortilleta, w których było bardzo dużo wielce ciekawych szczegółów; w dyskusyi zaś, która się nad tem zawiązlł.ła, pan Pineau
podał ciekawy szczegół, że już u starych Skandynawczyków bursztyn był zupełnie tak samo uważany za me.teryę pełną sił
cudownych.
Cale posiedzenie popołudniowe we wtorek poświęcone było
sprawie powstania i rozwoju legend. J. Sebestyen'a rozprawa na
drodze. archeologicznej i lingwistycznej dowodziła, że hunno-ugryjskie legendy żyją jeszcze na Węgrzech w tej samej formie, jak
w średnich wiekach. Autor zebrał taką masę dowodów, że słuchacze
1iznllli,
iż bliższy rozbiór tej rozprawy może być dokonany tylko
po j~j wydrukowaniu. P. Minas •r che raz mówił o początkn
i rozwoju legend Armenii i doszedł do wniosku, 1) że wszystkie
legendy nie poszły z Indyi, lecz z Baktryi a nadto. że 2) autorem
ich był jakiś geniusz, przy którym stały szeregi naśladowc<'•w
i przerabiaczy. Pp. Monseur, Marillier, Rosieres, Vinson, st~n~li
w opozycyi przeciw temu twierdzeniu jako zwolennicy teoryi samr>istnego powstawania legend w rozmaitych krajach.
Najważniejszą w sprawie legend rozprawą był odczyt p. R.
Ros ie res, w którym twierdzi, iż wprawdzie materyał nie ,iest
jeszcze zupełnie wyczerpany, a nadto ogromnie rozsiany po różnych.
narodach, to jednak mozna już próbować syntezy, a ta da wyniki
nie zawsze wprawdzie pewne, jednakże bezsprzecznie wielce o~w1etla-•
jące naturę legend jakoteż ich istnienie. Kilka praw m >Żna _jut
dziś sformułować. I) U wszystkich narodów tych samych zdolu0~ci
umysłowych, wyobraźnia działa w ten sam sposób i wytwarza podobne postacie. 2) W miarę tego, jak z latami, czy z wiekil.mi
pewna legendowa postać traci na wzięciu, stworzona na je~o
cześć legenda przerhodzi na iunego bohatera. 3) Każda legenJa,
skoro tylko przechodzi do innego otoczenia, zmienia się stosownie do względów etnograficznych i społ~cznych. Ludo;maw3two
drogą analityczną <laje ogromną, pomoc naukom historycz11ym,
szczególnie w epoce wielce zamierzchłej przeszłości, pozwala bo,
wiem wyłuszczyć z powłoki legendowej jądro treściwie historyezne.
Na potwierdzenie zdań wygłoszonych, przez p. Rosieres, przytacza
p. Sebillot swe dzieło p. t. Lege n dy I o kal n e B re to n i i ;
w którem właśnie próbowal on wejść już na drogę syntezy, jak również w swej monografii Legendy mor z a i zgad7.a. się zupełnie
z przekonaniem p. Rosiers'a. że w poszczególnych kierunkach można.
już rozpocząć pracę syntetyczną*). Był jeszcze w tej sprawie pracowicie obrobiony odczyt Włocha St. Prato z Fabriano, jednakże
wskutek dziwnej wymowy prelegenta można było zrozumieć i ~oce•) Niech mi tu wolno zrobić uwagę, Że przed 15 laty moja książka pod ty„Die Mu\ ter", napisana również w kierunku syntetycznym, nie zyskała wiele
uznania w prasie francuzkiej, więcej w niemieckiej a najwięcej w rosyjskiej. Czasy i poglądy zmieniają się.

tułem

86
nić

poszrzeg6lne myśli i ustępy a sąd o całości trzeba odłożyć
do "hwiJi, gdy ta praca będzie drukiem ogłoszoną.
Po godzinie czwartej ruszyliśmy in gremio do Trocadero, by
zwit dzić tAm wielkiej wartości muzeum ludowe Francyi. O ile wiem,
fą tPm już na sUadzie przedmioty, należące do ogólno-europejfkiego folkloru. jednakże o ułożeniu ich w jakąś całość jesz<'ze nie mo.że być mowy. Może właśnie przez wzgląd, iż za lat
kilka trzeła będzie pomyśleć o większym niż dotąd lokalu, by
ws2ystkie te zbiory umieścić, ta niewielka sala, w której obecnie
'\\ ysta'\\ iono dział francuzki, jest po prostu zapchana przedmiotami.
~ala 1a w roku 1889 była jefzcze do8Ć swobodną po środku, pod ścianami
zasię był urządzony cały szereg zakątków, z których każdy przedsts wiał wnętrze izby tej lub innej okolicy, z 5-6 manekinami,
11ad7wyć2'8j wiernie zrobionymi nietylko pod względem strojów, lecz
Tiawet i typów twarzy. Zgrupowane one były zawsze przy jakiejś
pracy gospodarczej. W ciągu tych 10 lat przybyło jeszcze kilka
zakątków pod ścianą; rzeczy, które tam stały, wysunięto na śro­
dek, a wskutek tego stała się wielka ciasnota. Reforma tego muzeum iest już rzeczą piekącą.
Wielka jest ilość uczonych, którzy nie mogą się zgodzić
z myślą, .że my, wychodźcy z Azyi, weszliśmy do pustyń i dziewiczych lasów Europy z pewną sumą wierzeń i podań, z dość ustalonJm rytuałP-m zwyczajów i obrzędów. Drudzy znowu robią zupełny przewrót pojęć w dziedzinie archeologii przedhistorycznej,
twierdząc, iż nie z .A.zyi do Europy przyszli Aryowie, lecz przeciwnie, myemy wyszli gdzieś tam z puszcz Białowieży, poszli na
pofodnie a jfdną gałęzią sięgnęli aż po C~jlon. A jednak dość
przejść pilnie zebrane tu okazy etnograficzne Francyi, mając zarazem inne eu.ropejskie na pamięci, by odczuć, że ta wędrówka z zacb ocl u na wschód jest wielce wątpliwą. Gdy myślą będziemy ciągle
robili porównawcze rzuty od Francyi do Rusi między Dniestrem
i Dnieprem, to się przekonamy, iż między haftami i rozmaitemi
rzeczami, ku upiększeniu odzieży służącemi, wielkanocnemi farbowanemi jajami, wieńcem panny młodej, wieńcem żniwiarek i jeszcze
wielu innemi neczami ludowych zwyczajów w tych obu krajach
zachodzi ta różnica, jaka zachodzi między rzeczą jeszcze żyjącą w pierwotnym utworze, a wspomnieniem jej, dość zmienionem przez zapomnienie jakoteż przez chęć złagodzenia form. prostaczych U nas
kraszanki i pisanki idą z rąk do rąk, im więcej tem lepiej, tem
więcej uciechy przy ich tłuczeniu. To prostacze, ale pierwotne.
We Francyi czerwone jaja na wielkanoc są ujęte w jakiś kołacz,
który oczywiście leży na stole tylko dla jego ozdoby. To więcej
ucywilizowane, ale to tylko wspomnienie tego, co było U nas jajo
wielkanocne, idąc z ręki do ręki, prowadzi oczywiście do myśli
ornamentowania go symbolitznymi znakami, we Francyi to zginęło„
bo ciasto ten symbol zakryje. U nas przyjaciółki znoszą pannie
mfodej czarowne zioła, by one ją broniły od napaści szatana, i z tych
ziół tworzą się olbrzymie wieńce świeżej zieleni i kwiecia. N arzeczona fr~ncuzka ma także olbrzymi wieniec, ale 7e złota i zielonej

87
lub barwistej blaszki - to tylko wspomnienie. Wieniec żniwiarek,
zrobiony w polu, na poczekaniu, z ostatnich użętych ździebeł i kło­
sów, zmienił się we Franeyi na jakiś czworokątny wachlarz, który
wymaga długiej roboty, a zostaje w chacie rolnika tak samo do
żniwa przyszłego, jak i nasz wieniec*).
Przy opisie tego muzeum ludowego w Trocadero niech mi
wolno zrobić tę uwagę, że wystawa tegoroczna w Paryżu pod
względem etnografii, antropologii i folkloru stała o wiele niżej od
wystawy 1889 r., gdzie były nietylko ogromr1e działy, wyłącznie
temu poświęcone. ale nadto, dokąd tylko człowiek się zwrócił, wszę­
dzie spotykHł folklore Nawet w restauracyach kapele były
z rzeczywistych krajowców, w prawdziwych strojach, i słyszałeś
melodye odpowiedniego kraju. Jaka to pyszna była kapela rumuńska z klasycznym fletem, ]ub węgierska z cymbałami, lub dziwaczne ale ciekawe wschodnie, jak naprzykład owa, aż strzykająca
w uszach jawańska, i tyle innych niezwykłych. A oweż osady dzikich
ludzi prawdziwych, a nie jak tego roku farbowanych lukrecyą Singa•
lezów, którzy wrzeszczeli, jak opętani, na komendę Anglika. Strona.
jarmarcrna wzięła przewagę. Ileż razy na przeszłej wystawie spę­
drrnlem cały wieczór w po 1Jlizu dzikich osad, w których za nadejściem nocy i usunięciem się nieznośnej publiki, poczynało się
takie życie) jak gdzieś tam na brzegach Nigru, lub Spokojnego
oceanu. Napróżno szukałem takich studyów w tym roku.
W dniu ostatnim kongresu przyszedł jeszcze do odczytania
szereg rozmaitych referatów; wśród nich bardzo ciekawym był
refernt Hrn bi ego de Char en ce y o Fo 1k-1 or e Negrów w Am ery ce, mianowicie o formowania się podań. Analizując niektóre podania, widzimy. ze Olle ~kładają się z trzech cz(;'.ści 1) z tradycyi
przyniesionych z Afryki, 2) z tradycyi Indyan i 3) z domieszek literackieh - co wezystko zlało się w jednolitą na pozór całość.
P. Sebillotmówił o legendach związanych z megalitami,
zwanymi mylnie kamieniami druidów, a twierdził, że tradycye
krwawych kultów, które są w związku z nimi, są naleciałościami
z najpóźniejszej - literackiej już epoki. W tym względzie mam
zupełnie inne .zdanie, jak o tern będę mówił przy moich odczytach.
Najwięks2ą doniofłość takie kongresy międzynarodowe mają
pnez to, iż zaraz na miejscu znajdują się głosy, które czyto potwierdzeniem, czy też przeczeniem rzucają wielkie światło na faktaJ
które pozostawione bez porównania byłyby zupełnie odmiennej doniosłości. Tak na przy kład p. T. W olkow, po odczytani u rozprawy
M. Franka o r u c h u tra dy cy o n i st ó w w Ga 1 i cy i. czytał
rozprawę dr. Ochrymowicza o zabytkach komunizmu roln i czego w Ga 1i cy i. Okazało się, ze to nie wyłączne galicyjskie;
pp. Pineau i Sebillot zaświadczyli, iż to samo spotyka się przy
Poitou i w Breton ii. Gdy następnie p. Wolkow ;wygłosił własny

*) Patrz „Wisła" 1890 rok -

Kongr. Folklor. 1889 w Paryżu M. Zm.

88

referat o a r y t m e ty c e a n a w e t g e o m e t r y i pr o st e g o l u d u
na Ukrainie, znowu ciż sami dwaj panowie wykazali podobne
fakta z własnych okolic. To jest oczywiście świadectwem, iż myśl
ludzka przy podobnych warunkach i potrzebach działa tak samo
w duszy dwóch różnych porhodzeniem narodów. Na ternie p1siedzeniu czytał p. Bugiel swoją rozprawę o wpływie literatury
ludowej na Adama Mickiewicza. Rozebrał szczegółowo
kilka sonetów i ballad i skończył zachęcaniem folklorystów wszystkich krajów do poznania utworów tego poety, niezmiernie ważnych
w tym względzie.
Tutaj wypadałoby powiedzieć o udziale, jaki wziąłem w tym
kongresie. Miałem dwa odczyty: jeden o hist or y i pie rwo t n ej religii, okazanej na tablicy, obejmującej 1500 monumentów, naznaczonych swastyką lub pokrewnymi symbolami - drugi
o tra dy cy ach, przywiązanych do Megalitów i o ich
pochodzeniu. To był właściwie nie odczyt, lecz krótkie zapytanie,
skierowane do kongresu. Ponieważ oba te odczyty mam zamiar
ogłosić w następnym zeszycie n Ludu", tam również przenoszę opowiadanie. Nadmienię to tylko, iż widząc, jak na kongresie religii
ciągle mówiono o folklorze, na tym zasię mówiono ciągle o religii,
przyszedłem do przekonania, iż one w przysdo~ci powinny si~
jednocześnie i w tern samem miejscu odbywać. Pl)dałem więc wniosek do •prezydyum, by kongre8 folkloru kończył się· w przed~dniu
otwarcia kongresu bistoryi religii i był w ostatnim dniu swoim
poświęcony wyłącznie sprawom religijnym, a przez to pr~ygotowaniem do następnego. Zupełnie taki sam wniosek był już podany
przez p. 1\fonseura a do nas dwu przyłączyło się jeszcze kilim, popierając ten wniosek.
Kongres zakońezył się dyskusyą nad sprawą, podniesión~
listem p. Pitrego, jak to na początku nadmieniłem. Stanęło na tem,
iż będzie odezwa do wszystkich narodowych towarzystw z Żlłda.­
niem, by w ich łonie formowały się komitety bibliograficzne w celll
jak najśpieszniejszej publikacyi poszczególnych bibliografii - podobny komitet, zawiązany w 1889. roku dla. Francyi, oświadczył, iż
jest już na ukończeniu swej pracy.
Przyszedł wreszcie nie najważniejszy, lecz stanowczo najmilszy i najweselszy epizod kongresu, a mianowicie bankiet. W Palays-Royal w ogromnej i pięknie dekorowanej sali zasiadło około
60 osób, w liczbie których około 10 pań z czterech narodowości.
Po obiedzie miał nastąpić koncert, więc tylko prezes wzniósł toast
na podziękowanie gościom, a profesor dr. Gubernatis z Rzymu
odpowiedział humorystycznem podziękowaniem "Matce gęsi, że tak
doskonale karmi swe gąsięta". Aluzya do godła paryzkiego Towa•
rzystwa
Wyniesi-0no stoły i poczęły się śpiewy. - Najpierw pani
Mole-Truffier śpiewała pieśni panny Chaminade, która jej-· towarzyszyła na fortepianie. Po tej uczonej muzyce przyszedł Ormianin
ze swemi niezwykle pięknellii, pełnemi smutku pieśniami; szczegół-

89
nie pełną uroku była pieśń, która się roieszła wśród ludu po strasznej rzezi, dokonanej przez Turków. Łzy, rozpacz, a zarazem gorąca.
modlitwa do Boga drgały w boleści pełnych tonach tej pieśni.
Potem przyszedł cały szereg pieśni bretońskich, śpiewanych przez
Bretonów wieśniaków, w ich ludowych, niezmiernie ciekawych, a malowniczych strojach. Pani Clark, Amerykanka, znajoma. moja.
z Chicago, zdradziła mię przed innemi paniami, żem trochę śpiewak,
więc kazano mi śpiewać. Zrobiłem z moimi słuchaczami muzykaln11
podróż Mlowiańską. Najpierw przedstawiłem im obraz stepów
ukraińskich, po których przesunął się pułk kozaków śpiewając n Hej
na hori taj żenci żnut ! A popid horoju, popid zełenoju Kozaki
idut" ! Potem z wyżyn Karpatów huknąłem „Hej Wisła na.sza!
Wisła". Potem wprowadziłem chór Czechów niemal religijnego
nastroju: ,,Byvali Cechove, statni junaci ! Byvali rekove, mu~~, co
kvet" ! Zakończyłem zaś obrazem śpiącego jeszcze Krakowa, gdy
w maj u o 5. rano z wi~ży maryackiej płyną wśród ciszy poważne
tony pieśni ,,Boże coś Polskę", granej na dw11 trąbkach .... podobało się!

Dr. Michał Zmigrodzki.

ROZMAITOSCI.
Bada.nie kresów polskich. Dla ułatwienia badań kresów obszaru

etnograficznego polskiego podajemy wyciąg z referatu A. Parez ew ski ego, wygłoszonego na III. zjeździe historyków polskich
w sekcyi etnograficznej, a to tern chętniej, że wskazówki te pochodzą od badacza gruntowego, sumiennego, mającego w tej mierze
wielkie doświadczen;e.
„ Poszukiwania przedsiębrać należy w zakresie jednego lub
co najwyzej kilku powiatów. Im mniejszy teren wybrany zostanie
do zbadania, tem więcej można przedmiot pogłębić i rezultaty poszukiwań będą gruntowniejsze. Najwłaściwszą porą roku do przedsiębrania wycieczek jest wrzesień i październik. W czasie wysokiego
lata. forsowna robota przy żniwach utrudnia a nieraz wprost
uniemozliwia zbliżenie się do ludu. Zimowe miesiące pod względem
trudów podróży i krótkości dnia, nie bardzo nadają si~ do poszukiwań, z uwagi jednak na przedmiot są może jeszcze więcej odpowiednią chwilą, ile, że wtedy ludność wychodz\ca latem na roboty,
powraca do domów i wogóle ma najwięcej wolnego czasu do
obcowania.
Że każdy, zamierzający przedsięwziąć wycieczkę tego rodzaju,
powinien przedewszystkiem zawczasu poznać literaturę krajoznawczą
całej pre. wincyi,
speeyalnie zaś monografie dotyczące wybranej
okolicy, jest rzeczą chyba zbyteczną do przypomnienia. Pod wzglę­
dem przyswojenia sobie metody poszukiwań i obrobienia zebranego
materyału, należy każdemu zapoznać się z wzorowem opracowaniem
stosunków serbsko-łużyckich przez dra Ernest a Mu kę (Statistika Łu~iskich Serbow. Budyszin 1884-6). W podróży koniecznem
jest posiadanie kart geograficznych odnośnych powiatów.

New Tags

I agree with terms of use and I accept to free my contribution under the licence CC BY-SA.